Sekta pancernej brzozy atakuje. Cyrk Kublik i Laska „jak walnęło, to się urwało” II.

avatar użytkownika Maryla

Kończy się kolejny styczeń mataczenia w śledztwie smoleńskim, zbliża się kolejna , czwarta już rocznica tragicznej śmierci 96 przedstawicieli elity polskiej w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. Zakładam kolejny wątek tej nie kończącej się kompromitacji organów państwa i rządowych mediów.

W przeddzień trzeciej rocznicy katastrofy smoleńskiej, 9 kwietnia 2013 r. Donald Tusk powołał przy Kancelarii Premiera zespół „do spraw wyjaśniania opinii publicznej treści informacji i materiałów dotyczących przyczyn i okoliczności katastrofy lotniczej z dnia 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem”, potocznie zwany zespołem Laska, od nazwiska jego przewodniczącego.
Zespół nie prowadzi żadnych prac, badań, które miałyby wyjaśnić przyczyny katastrofy smoleńskiej. Zajmuje się jedynie propagowaniem kłamstw z raportu Millera, który jest de facto plagiatem rosyjskiego raportu generał Anodiny, szefowej MAK (Moskiewskiej Agencji Kłamstw).
Działania podejmowane przez zespół Laska skoncentrowane są także na atakowaniu i deprecjonowaniu w oczach opinii publicznej prac Zespołu Parlamentarnego kierowanego przez posła Antoniego Macierewicza.
Według Zarządzenia powołującego zespół, wydatki związane z działalnością Zespołu są pokrywane z budżetu państwa z części, której dysponentem jest Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.

Sekta pancernej brzozy atakuje. Cyrk Kublik i Laska od stycznia do września „jak walnęło, to się urwało”.

30 stycznia 2013 r. w siedzibie Gazety Wyborczej odbyło się spotkanie z rządowymi ekspertami od badania wypadków lotniczych przygotowane przez p.Kublik. W sprawie Smoleńska mówić muszą eksperci, pisał naczelny GW Jarosław Kurski i zaprosił tylko członków komisji Jerzego Millera pod kierownictwem Laska. Gdyby doszło do zamachu, raport komisji badającej katastrofę smoleńską liczyłby najwyżej jedną stronę - mówił na spotkaniu  członek tej komisji Maciej Lasek.

Bronisław Komorowski w Smoleńsku i Katyniu

Dlaczego państwo stchórzyli i nie wzięli udziału w debacie, gdzie było stu naukowców? Czy wezmą panowie udział w debacie 5 lutego? Co się stało z rejestratorem K3 63? Czemu nie badacie wraku? - między innymi takie pytania padły na Czerskiej pod adresem członków komisji Millera.

Wassermann o śledztwie ws. Smoleńska: Jakby się premier nie tłumaczył odpowiedzialność karna zawsze go czeka

Córka zmarłego w katastrofie smoleńskiej polityka Zbigniewa Wassermanna powiedziała, iż skierowała już wniosek, aby próbki materiałów pobranych z miejsca zdarzenia zostały przebadane przez inny organ niż Centralne Laboratorium Kryminalistyczne. – Myślę, że prokuratura coraz poważniej bierze to pod uwagę – stwierdziła.

Obserwując to, jak zachowuje się CLKP i jak wygląda ten proces badania, dochodzę do wniosku, że moje zaufanie do tych badań jest bardzo niewielkie – powiedziała. – Mam nadzieję, że organ procesowy podzieli to stanowisko i również dojdzie do przekonania, że konieczne jest powołanie innej instytucji, do tego, aby zbadała te próbki – dodała.  

Pytana, dlaczego CLKP w ten sposób postępuje z materiałem dowodowym stwierdziła, że, jeżeli zajmują się tym kompetentne osoby, to  może być to kwestia „woli politycznej, aby tych próbek nie badać, albo badać je w określony sposób”.  Małgorzata Wassermann uwzględnia również możliwość braku odpowiedniego przygotowania ludzi, którzy wykonują te badania.  Małgorzata Wassermann wypowiedziała się również w kwestii opóźniania badań próbek pobranych ze Smoleńska.

Pierwszy raz w życiu spotkam się z sytuacją, aby materiał do takiego badania, z jakim tu mamy do czynienia, był pobrany po dwóch i trzech latach. Myślę, że w żadnej innej sprawie, żaden organ procesowy by się na coś takiego nie zdecydował, z prostej przyczyny – wiedziałby, że zostanie wyśmiany w sądzie – stwierdziła prawniczka. Powiedziała przy tym, że pierwsze kroki do zbadania próbek z katastrofy w Smoleńsku podjęto dopiero w 2012 roku, w związku z tym nie pobrano materiału dowodowego podczas ekshumacji Zbigniewa Wassermanna w 2011 roku – Wtedy jeszcze nikt nie planował takich badań – wspomniała.

Pochwaliła również działania komisji Antoniego Macierewicza, dzięki której nie udało się umorzyć sprawy. Zapewniła, że po tej drugiej stronie, nierządowej, również są specjaliści, fachowcy, toczy się osobne śledztwo poparte dowodami.

 – Co do tego, jaki był plan nie mam cienia wątpliwości. Założenie pierwotne było takie, że przyjmujemy raport pana ministra Millera, jako ustalenia własne, kończymy wydaniem postanowienia o umorzeniu postępowania (...) ale nagle okazało się, że Polacy nie zgadzają się na to – powiedziała.

Mówiła również o utworzeniu specjalnej komisji w Polsce, która zajmie się m.in. weryfikacją, kto podejmował, jakie decyzje, również sprawdzającą działania prokuratury na miejscu zdarzenia.

Nie ma dzisiaj w Polsce takiego ciała, które byłoby w stanie udźwignąć ciężar związany z tą katastrofą. Część działań prokuratury wojskowej oceniam skrajnie źle, część myślę, że skoczy się odpowiedzialnością karną. Jednak rzeczą, którą trzeba im zaliczyć „na plus” jest fakt, że nie poddali się presji, aby zakończyć postępowanie – stwierdziła Małgorzata Wassermann.

Wyraziła również przekonanie, że ręka sprawiedliwości dosięgnie osoby, które zawiniły na wszystkich etapach śledztwa smoleńskiego, również samego premiera. – Obojętnie, której wersji byśmy nie przyjęli pan premier złamał wszystkie przepisy, złamał konstytucję. Odpowiedzialność karna, jakby się nie tłumaczył, zawsze go czeka – powiedziała.  

 – Nie uwierzyłby mi mój świętej pamięci tata, że w 2010, 2011, 2012 i 2013 roku można prowadzić postępowanie karne w taki sposób, jak jest prowadzone postępowanie karne w przypadku ich śmierci. Tu są złamane wszystkie możliwe standardy i procedury – powiedziała.

Wyraziła również ubolewanie nad brakiem komentarza w tej sprawie ekspertów w dziedzinie prawa karnego. Zarzuciła wielkim autorytetom prawniczym milczenie.

 

Dr Szuladziński: "Mówienie, że TU-154M rozprysnął się pod wpływem uderzenia w ziemię to dziecinada".

„To, co udokumentowali archeolodzy, jest kropką nad i. Tych szczątków było dużo, dużo więcej niż potrzeba, by upewnić się, że nastąpił wybuch.”

Jerzy Jachowicz Pytamy zespół Laska i prokuraturę - dlaczego pominięto raport archeologów?

Gdyby nie gigantyczny kawał fachowej, by nie rzec eksperckiej roboty, jaką wykonali archeolodzy, świat, nie dowiedziałby by się o pasjonującym fragmencie, który stanowi niezbędny element potrzebny do zbudowania całościowego obrazu tego, co wydarzyło się pod Smoleńskiem.
 
Po długich naciskach rodzin premier przyznał, że nie występował do Federacji Rosyjskiej z wnioskiem o wspólne śledztwo. Nie miał nawet takiego pomysłu. Na stwierdzenie z sali, że tego wymagała polska racja stanu, miał odpowiedzieć: „To ja decyduję, co jest polską racją stanu".
Po długich naciskach rodzin premier przyznał, że nie występował do Federacji Rosyjskiej z wnioskiem o wspólne śledztwo. Nie miał nawet takiego pomysłu. Na stwierdzenie z sali, że tego wymagała polska racja stanu, miał odpowiedzieć: „To ja decyduję, co jest polską racją stanu". 

 

 

 

  

 

Wassermann ujawnia: Dostawałam sygnały, że lepiej, byśmy jako rodziny odpuściły, bo stanie nam się krzywda

 

Pierwszy e-mail przyszedł na moją skrzynkę na początku wakacji 2010 roku. Potem były jeszcze trzy. Wszystkie w języku polskim. Ich autor podpisywał się jako „były oficer rosyjskich służb specjalnych”

— ujawnia Małgorzata Wassermann w książce „Zamach na prawdę” – rozmowie rzece z Bogdanem Rymanowskim.

Anonim pisał, że ma ważne informacje o Smoleńsku i że był to zamach. Chciałby się ze mną spotkać i przekazać całą wiedzę, jaką posiada. Twierdził, że próbował się podzielić tajnymi informacjami z polskimi służbami, lecz one nie wykazały żadnego zainteresowania. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Podejrzewałam, że to jakaś prowokacja. Ktoś poradził mi, żebym zgłosiła się do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego

— dodaje córka śp. Zbigniewa Wassermanna.

*

Poniżej fragment książki:

Jak zareagowali w ABW?

Nie mogę mówić o szczegółach. Powiem tylko, że funkcjonariusze zasugerowali mi, bym nie odpowiadała na e-maile, i obiecali, że zajmą się sprawą. Tak zrobiłam. Maile już się nie powtórzyły. Nie było też żadnej informacji zwrotnej od ABW. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie był to ruch naszych służb, by pod pretekstem ochrony uzyskać dostęp do mojej skrzynki e-mailowej i by polskie służby mogły inwigilować moje rozmowy telefoniczne.

Rozmawiała pani o tym z Donaldem Tuskiem.

Tak, w przerwie pierwszego spotkania z rodzinami podeszłam do niego. „Czy mogę zapytać o jedną rzecz?” „Proszę, ale musi mnie pani odprowadzić, bo muszę wykonać ważny telefon”. Powiedziałam mu, że mam podstawy sądzić, iż jestem podsłuchiwana. Tusk przystanął i stwierdził: „Odpowiedź dostanie pani w poniedziałek. Chyba że Bondaryk mnie okłamie”.

To była ironia?

Nie. Wyczułam w jego głosie pełną powagę.

Był miły?

Na sali wobec rodzin bardzo się starał. Gdy podeszłam do niego później, nie wyczułam wielkiej życzliwości. Nie był to ten sam premier, którego widziałam w telewizji.

Kiedy nadeszła oficjalna odpowiedź w sprawie podsłuchu?

W ogóle jej nie dostałam. Od tamtej pory nikt mnie o niczym nie informował ani nie przekazał żadnej odpowiedzi.

Czuje się pani inwigilowana?

Dzisiaj już o tym nie myślę. Przy obecnych technologiach żaden człowiek nie jest w stanie obronić się przed podsłuchem. Na temat Smoleńska publicznie mówię to samo, co przez telefon.

Grożono pani?

Raczej dostawałam sygnały, że lepiej, byśmy jako rodziny odpuściły, bo stanie nam się krzywda.

Od kogo?

Nie mogę na razie o tym mówić. Wiem, że Rosjanie śledzą moje wystąpienia w sprawie Smoleńska. Jeden z polskich urzędników opowiadał mi, że podczas rozmowy w Moskwie pokazali mu, że mają na mnie całą teczkę. Wysypali na biurko wycinki prasowe z moimi wywiadami. Nie mam złudzeń – wszyscy, którzy szukają prawdy o 10 kwietnia, są pod stałą obserwacją rosyjską, a każda wypowiedź jest archiwizowana i dokładnie analizowana.<

204 komentarzy

avatar użytkownika Maryla

2. Macierewicz prosi o ochronę.

Macierewicz prosi o ochronę. Co grozi pilotowi ze Smoleńska?

Jest ostatnim świadkiem, który może potwierdzić, że Rosjanie z wieży
kontrolnej ze Smoleńska nakazali pilotom tupolewa zejść poniżej 50
metrów nad poziomem pasa. Kilka dni temu ktoś przeciął przewody
hamulcowe w jego aucie. Dlatego Antoni Macierewicz prosi Prokuratora
Generalnego o ochronę dla porucznika Artura Wosztyla, pilota samolotu
Jak-40, który lądował w Smoleńsku przed Tu-154M.

Porucznik Artur Wosztyl
10 kwietnia 2010 roku przyleciał do Smoleńska rządowym Jakiem-40. Na
pokładzie samolotu przywiózł dziennikarzy. Mimo niesprzyjających
warunków atmosferycznych lądował na lotnisku Sewiernyj - tuż przed
tupolewem. Przez radio rozmawiał z pilotami Tu-154M, słyszał również ich
rozmowy z rosyjskimi kontrolerami lotu.

Jest wniosek o ochronę dla por. Wosztyla. Prokurator generalny podejmie decyzję w przyszłym tygodniu

"Dziś wiemy już ponad wszelką wątpliwość, iż życie pana por. Artura Wosztyla jest zagrożone."

"Nikomu nie można narzucić ochrony". Wniosek Macierewicza ws. dowódcy Jaka-40 odrzucony

Artur Wosztyl, dowódca załogi samolotu Jak-40, nie chce
ochrony policji - poinformowała Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej...
czytaj dalej »

Debata ze ścianą

Nie będzie debaty dwóch autorów symulacji ostatnich sekund lotu Tu-154M: inż. Jørgensena i prof. Kowaleczki


Podważył smoleńskie tezy inż. Jørgensena, ale odwagi na debatę nie starczyło? Prof. Kowaleczko uchyla się od rozmowy

To już kolejna propozycja rzetelnej naukowej debaty o przyczynach
tragedii smoleńskiej. I znów rządowy ekspert uchyla się od rozmowy i
konfrontacji ze specjalistami współpracującymi z zespołem smoleńskim.


Jak rosyjska prokuratura tłumaczyła się z rozbijania wraku? „Wydobywali zwłoki”. UJAWNIAMY skandaliczne pismo!

Kpina i pogarda na trumnach ofiar smoleńskiej tragedii.

23 maja 2011 r. w rosyjskim Komitecie Śledczym powstało pismo
przewodnie adresowane do departamentu spraw międzynarodowych Prokuratury
Generalnej w Polsce, dotyczące przekazywanych materiałów, m.in. nowych
protokołów z oględzin miejsca katastrofy.

Do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie dokument ten wpłynął 27 lipca 2010 r.

Zawiera m.in. taki akapit [pisownia jak w oryginale tłumaczenia]:

W przekazanej kopii protokołu oględzin fragmentów samolotu z dnia 16
kwietnia 2010 roku i tablicy poglądowej odnotowano ujawnienie i
zabezpieczenie zwłok o różnej wielkości i bryle, należących do osób
poległych w katastrofie polskiego samolotu; były one wydobywane przez
rosyjskich śledczych z pod obić siedzeń i z trudnodostępnych miejsc
zdeformowanych fragmentów samolotu, w celu ich przekazania do
identyfikacji i ekspertyz sądowo-lekarskich. Okoliczności te w
całej rozciągłości prostują wcześniej publikowane w środkach masowej
informacji wiadomości o tym, iż rosyjscy funkcjonariusze rozbijali bez
konieczności iluminatory i rozpiłowywali fragmenty samolotu w celu ich
zniszczenia.

Pod słowami tymi podpisał się Kierownik Grupy Śledczej – starszy
śledczy ds. szczególnej wagi przy Przewodniczącym Komitetu Śledczego
Federacji Rosyjskiej płk nauk prawnych M. G. Gurewicz.

Najłagodniej można powiedzieć, że powyższe pismo to kpina. Doskonale
bowiem pamiętamy sceny niszczenia wraku - przecinania przewodów, cięcia
piłami blach, a zwłaszcza wybijania łomem szyb w oknach samolotu,
widoczne na powyższym zdjęciu. Doskonale dokumentuje to poniższy film:

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

3. akcja i reakcja

Eksperci
zespołu parlamentarnego potwierdzają doniesienia "wSieci"! Prof.
Binienda: "Ilość wielu małych odłamków nie może być wytłumaczona
kruchością poszycia samolotu"

"Gdyby nie było wybuchu, to tylna część kadłuba oraz prawe skrzydło
powinno być w całości, większość pasażerów środowej i tylnej części
samolotu powinna przeżyć, a głęboki krater (…) powinien być widoczny na
wrakowisku."Wszystkie badania doprowadziły do wniosku, że

Albo samolot byłby na wysokości 4-7 m. w miejscu brzozy, ale
wówczas rozbiłby się wcześniej, albo miejsce kontaktu z ziemią jest
prawidłowe, ale wówczas samolot byłby o wiele wyżej w miejscu brzozy.

Joergensen stwierdził, że

Dystans zderzenia z ziemią, który wynikałby z danych
zaprezentowanych przez pana Kowaleczko, nie zgadza się z rzeczywistym
miejscem zdarzenia.
(…) Należałoby założyć, że większa część
skrzydła odpadła. Także układ, położenie samolotu, które zaprezentował
pan Kowaleczko, nie zgadza się z rzeczywistym układem samolotu.

Na koniec swojej prezentacji Joergensen sformułował następujące wnioski:

Na podstawie prac wielu innych naukowców, oraz modeli, które
zaprezentowałem dzisiaj. Widzimy, że całkowicie niezależne od siebie
metody prowadzą do tych samych wyników. Potwierdzają, że niemożliwym
było stwierdzenie takiego zachowania obrotowego, niemożliwym było
wystąpienie rzeczywistej odległości pomiędzy zderzeniem skrzydła i ogonu
z ziemią i nie było możliwe zaistnienie takich śladów na ziemi jakie
widzimy na dokumentacji, gdyby utracono tylko 5,6 m. skrzydła.
Zastosowanie niezależnych od siebie metod pokazuje taką samą długość
utraty skrzydła oraz taki samy kąt obrotu. To prowadzi do bardzo dobrej
korelacji pomiędzy wszystkimi obserwacjami, takimi jak miejsce śladów na
ziemi, a także wzory śladów na ziemi, a nawet miejsce w którym
znaleziono niektóre fragmenty skrzydła. A także pozostałość skrzydła
potwierdza tą hipotezę. Na podstawie tego bardzo dokładnego
badania, a także innych, które zostały wykonane przedtem, można bez
cienia naukowej wątpliwości stwierdzić, że samolot nie utracił końcówki
lewego skrzydła poprzez zderzenie z brzozą, tak jak twierdzą rządowe
raporty.

Podczas posiedzenia zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy Tu-154M wnioski ze swoich badań zaprezentował też prof. Binienda:

Mając tak dobry model materiałowy, możemy zbadać jak się zachowuje duraluminium przy bardzo dużych prędkościach. (…)
Do tego celu użyliśmy ciała gazowego w moim laboratorium i tzw. sabot,
czyli puszki aluminiowej, o takiej samej grubości jak poszycie skrzydła.
(…) Nawet przy prędkości 300 m/s, czyli prawie czterokrotnie
większej od prędkości samolotu, ten materiał nie kruszy się, ale się
zwija.


Ilość wielu małych odłamków jeszcze przed miejscem uderzenia w ziemię nie może być wytłumaczona kruchością poszycia samolotu. Przy uderzeniu samolotu w drzewa, z prędkością 80 m/s poszycie samolotu nie rozbija się jak szkło na odłamki.

Zniszczenia
wewnętrzne skrzydła oraz wyrwane nity pokazują, że nie doszło do
uderzenia skrzydłem w brzozę, a eksplozja może być przyczyną urwania
końcówki skrzydła. Otwarcie ścian kadłuba na zewnątrz świadczy o
wybuchu. Gdyby nie było wybuchu, to tylna część kadłuba oraz prawe
skrzydło powinno być w całości, większość pasażerów środowej i tylnej
części samolotu powinna przeżyć, a głęboki krater (…) powinien być
widoczny na wrakowisku.

Uczestniczący w komisji połączyli się też z dr Nowaczykiem, który w skrócie podsumował:

Przy samej brzozie znajdujemy szczątki skrzydła samolotu nie tylko
przy brzozie, ale one wiszą na gałęziach brzozy. (...) To wszystko miało
się zdarzyć przy prędkości 270 km/h, potężnym uderzeniu i upadku korony
tej brzozy. Nie wytłumaczono jakim sposobem te części mogły
znaleźć się na gałęziach brzozy. Nie wytłumaczono jakim sposobem duże
części skrzydła zawisły na drzewach, nie wbiły się w ziemię, nie
pozostawiły bruzd.

Mówi się cały czas w raportach o odpadnięciu skrzydła. Co innego mówi
firma ATM, która twierdzi, że skrzydło odpadło kilkanaście metrów dalej

- stwierdził ekspert.

NPW zapowiada nowe informacje ws. Smoleńska

Do końca marca, według zapowiedzi biegłych, prokuratorzy mają
otrzymać opinię dotyczącą zapisów rozmów z wieży smoleńskiego lotniska -
poinformowała Naczelna Prokuratura Wojskowa. W tym samym terminie ma
być gotowa opinia ws. nagrania z samolotu Jak-40.
Mamy zapewnienie biegłych, że opinie te będą gotowe do końca
pierwszego kwartału bieżącego roku - powiedział prok. Marcin Maksjan z
NPW. Jednocześnie - jak informuje NPW - do Rosji trafił kolejny polski
wniosek o pomoc prawną.

Opinie fonoskopijne dotyczące zapisów rozmów z
wieży smoleńskiego lotniska oraz nagrania z samolotu Jak-40, który
lądował w Smoleńsku krótko przed katastrofą Tu-154M, są jednymi z kilku,
na które oczekuje prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej
Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Pierwotnie zapowiadano, że
opinia odnosząca się do nagrań z wieży powinna wpłynąć do prokuratury
wojskowej do końca 2013 r.

W lutym zeszłego roku prokuratura wojskowa
otrzymała z Rosji dane konieczne do wydania przez polskich biegłych z
Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie opinii dotyczącej nagrań z
wieży. Były to dane o częstotliwości prądu w rosyjskiej sieci podczas
kopiowania nagrania na potrzeby polskiego śledztwa.

W marcu 2013 r. NPW informowała, że jako pierwsze
analizowane będzie nagranie z wieży, a dopiero później, po wykonaniu tej
ekspertyzy, nastąpi opiniowanie dotyczące nagrania z samolotu Jak-40.
Kolejność tych badań wynika z faktu, że aby móc precyzyjnie określić
czas wypowiedzi zapisanych na rejestratorze samolotu Jak-40, konieczne
jest uprzednie odtworzenie wypowiedzi z wieży lotniska w Smoleńsku.

Prok. Maksjan poinformował też, że jeszcze w
grudniu zeszłego roku polscy prokuratorzy wysłali do Rosji kolejny
wniosek o pomoc prawną. - Dotyczy on uzupełniających oględzin nośnika
magnetycznego oraz ponownego skopiowania jego zapisu; ma być użyta nowa
metodologia oraz sprzęt, oczywiście z udziałem polskiego prokuratora
oraz biegłych - zaznaczył prokurator, odmawiając podania dokładniejszych
szczegółów na temat treści wniosku.

Obecnie polskie śledztwo w sprawie katastrofy
smoleńskiej przedłużone jest do 10 kwietnia 2014 r. Do innych państw -
przede wszystkim Rosji - od początku śledztwa skierowano 30 wniosków o
pomoc prawną.

Oprócz opinii fonoskopijnych - do końca marca tego
roku - prokuratura ma otrzymać także od biegłych z Centralnego
Laboratorium Kryminalistycznego Policji uzupełniającą opinię
fizykochemiczną dotyczącą ewentualnych śladów pozostałości materiałów
wybuchowych w próbkach z wraku Tu-154M i z miejsca katastrofy. W opinii
biegłych z CLKP, którą prokuratura otrzymała w końcu zeszłego roku,
podkreślono, że nie ujawniono śladów pozostałości materiałów wybuchowych
w próbkach. Po wnikliwej analizie tej opinii prokuratorzy prowadzący
śledztwo w połowie stycznia zwrócili się z dodatkowymi pytaniami do
biegłych.

Ponadto strona polska oczekuje na przekazanie
znajdujących się w Rosji szczątków samolotu wraz z pochodzącymi z niego
rejestratorami. Prokuratura rosyjska wielokrotnie informowała, że będzie
to możliwe dopiero po zakończeniu prowadzonego przez nią postępowania w
sprawie katastrofy w Smoleńsku.

Do końca kwartału, według zapowiedzi biegłych, prokuratorzy mają
otrzymać opinię dotyczącą zapisów rozmów z wieży smoleńskiego lotniska –
informuje Naczelna Prokuratura Wojskowa.W lutym zeszłego roku prokuratura wojskowa otrzymała z Rosji dane
konieczne
do wydania przez polskich biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych w
Krakowie opinii dotyczącej nagrań z wieży. Były to dane o częstotliwości
prądu w rosyjskiej sieci podczas kopiowania nagrania na potrzeby
polskiego śledztwa.

W marcu 2013 r. NPW informowała, że jako pierwsze analizowane będzie
nagranie z wieży, a dopiero później, po wykonaniu tej ekspertyzy,
nastąpi opiniowanie dotyczące nagrania z samolotu Jak-40. Kolejność tych
badań wynika z faktu, że aby móc precyzyjnie określić czas wypowiedzi
zapisanych na rejestratorze samolotu Jak-40, konieczne jest uprzednie
odtworzenie wypowiedzi z wieży lotniska w Smoleńsku.


Jednocześnie - jak informuje NPW - do Rosji trafił kolejny polski wniosek o
pomoc prawną.


Debata nt. symulacji ostatnich sekund lotu Tu-154M

W Sejmie trwa posiedzenie parlamentarnego zespołu wyjaśniającego przyczyny katastrofy Smoleńskiej. Zaplanowano też debatę dwóch autorów symulacji ostatnich sekund lotu Tu-154M: inż. Glenna Jørgensena z Danii i prof. Grzegorza Kowaleczki. Do bezpośredniego spotkania jednak nie dojdzie.

Kowaleczko w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” zaznaczał kilkakrotnie,
że nie zamierza wypowiadać się za pośrednictwem mediów i unika polityki. Poseł Antoni Macierewicz, przewodniczący parlamentarnego zespołu,
wyjaśniającego przyczyny katastrofy rządowego Tupolewa mówił wcześniej,
że „analizy prof. Kowaleczki potwierdzają fakt, iż samolot przeleciał
nad miejscem gdzie rosła brzoza i na pewno o nią się nie rozbił”.

Prof. Jorgensen dokonał m.in. oszacowania różnicy siły nośnej między prawym a lewym skrzydłem samolotu.

- Na podstawie czujnika mierzącego przyspieszenie możemy w punkcie
brzozy odnotować przyspieszenie 1,3G. To oznacza, że samolot się wznosi.
Mój model jest oparty na momencie obracania się samolotu, różnicy siły
nośnej między prawym, a lewym skrzydłem w odpowiednich ramionach tych
skrzydeł. Starałem się postępować bardzo prosto i dokonałem oszacowania
utraconej siły nośnej zakładając że siła nośna rozkładała się równo na
całej powierzchni samolotu, na skrzydłach samolotu
– powiedział prof. Jorgensen



Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

4. po cztrech latach śledztwa

Potrzebna nowa kopia

Śledczy chcą wykonać nową kopię zapisu czarnej skrzynki Tu-154M, który uległ katastrofie w Smoleńsku. Wniosek w tej sprawie trafił do Rosji w grudniu.

– Wniosek o udzielenie międzynarodowej pomocy prawnej obejmuje postulat uzupełniających oględzin nośnika magnetycznego oraz ponownego skopiowania jego zapisu, przy użyciu zaproponowanej nowej metodologii oraz sprzętu, przy udziale polskiego prokuratora oraz grupy biegłych – członków zespołu powołanego postanowieniem z dnia 3 sierpnia 2011 r. – tłumaczy prok. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

Dopytywany, czy chodzi konkretnie o zapisy czarnej skrzynki tupolewa, odmawia odpowiedzi.

– To wszystko, co na obecnym etapie możemy przekazać w tej sprawie opinii publicznej – zaznacza prokurator. – Zakres udzielonej odpowiedzi został uzgodniony z prokuratorem prowadzącym postępowanie – dodaje.

Wniosek o pomoc prawną w tej sprawie trafił do Rosji na początku grudnia ubiegłego roku. To już 23. wniosek tego typu wysłany do strony rosyjskiej.

Prokuratura jednocześnie zapowiedziała, że do końca marca spodziewa się otrzymania od biegłych dwóch opinii fonoskopijnych, dotyczących zapisów rozmów z wieży smoleńskiego lotniska, a także drugiej ekspertyzy w sprawie nagrań z samolotu Jak-40, który lądował w Smoleńsku krótko przed katastrofą Tu-154M.

– Mamy zapewnienie biegłych, że opinie te będą gotowe do końca pierwszego kwartału bieżącego roku – powiedział prok. Maksjan.

Przygotowanie ekspertyz opóźnia się. Pierwotnie pierwsza z nich sporządzana przez biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie miała być gotowa do końca 2013 roku. Prokuratorzy tłumaczyli, że brakuje im pewnych istotnych parametrów, ale te strona rosyjska przesłała w lutym ubiegłego roku. Chodziło o częstotliwości prądu w rosyjskiej sieci podczas kopiowania nagrania na potrzeby polskiego śledztwa.

Później prokuratura poinformowała, że biegli najpierw dokonają analizy nagrania z punktu kierowania lotami w Smoleńsku, a następnie nagrania z samolotu Jak-40. Było to tłumaczone tym, że aby precyzyjnie określić czas wypowiedzi zapisanych na rejestratorze samolotu Jak-40, należy wcześniej odtworzyć wypowiedzi z wieży lotniska w Smoleńsku.

Obok opinii fonoskopijnych również do końca marca ma trafić do prokuratury uzupełniająca ekspertyza biegłych z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji dotycząca kwestii ewentualnych śladów materiałów wybuchowych w próbkach z wraku Tu-154M i z miejsca katastrofy.
http://www.naszdziennik.pl/wp/66965,potrzebna-nowa-kopia.html
Kompromitacja rządzących jest wielka. Dziś za ich wersją tragedii smoleńskiej nie stoi nic. Oni są wyznawcami spiskowych teorii

Rządowa propaganda legła w gruzach. Niemal cztery lata po
smoleńskiej tragedii z prokuratury płynie jasny sygnał: nic nie jest
wiarygodne, niczego nie możemy być pewni.

Wraz z zakwestionowaniem kopii odczytów czarnych skrzynek polska
prokuratura podważyła wszystko, co do tej pory zrobiono w oficjalnym
śledztwie. Postawiła również kropkę nad i nad zakwestionowaniem
wiarygodności rządowej wersji wydarzeń. Bowiem to właśnie
odczyty rejestratorów mają być kluczowym dowodem na rządową wersję
tragedii smoleńskiej, a skoro śledczy właśnie informują, że
dotychczasowe odczyty są niewiarygodne wszystko legło w gruzach
.

Za przekazem millerowsko-MAKowskim nie stoi obecnie nic. Nie ma
żadnych pewnych danych i akt, które świadczyłyby, że rządowa wersja
wydarzeń jest prawdziwa. Wszystko jest bowiem tak samo
wiarygodne, jak wcześniejsze odczyty czarnych skrzynek. Decyzja polskiej
prokuratury, by raz jeszcze dokonać kopii ich zapisów jest dowodem na
kpiny, jakie w sprawie smoleńskiej widać od dawna.
Jednak jest również dowodem na ostateczny upadek rządzących, którzy starają się utrzymać Polaków w fałszywym obrazie Smoleńska.

Janecki we „wSieci”: Ukryta prawda smoleńska. Dlaczego USA, skoro są naszymi sojusznikami, nie publikują tego, co wiedzą?

"Amerykanie prawie na pewno dysponują materiałami przełomowymi dla
wyjaśnienia katastrofy z 10 kwietnia 2010 r., ale jest bardzo mało
prawdopodobne, że je ujawnią."pyta  w nowym wydaniu tygodnika „wSieci” Stanisław Janecki.

Przypomina trzy hipotezy wymienione niedawno przez prof. Zdzisława Krasnodębskiego:

a) polski konflikt jest im na rękę;

b) nie uważają go za groźny, dopóki PDT [premier Donald Tusk] utrzymuje się u władzy;

c) prawda o Smoleńsku jest niebezpieczna

Janecki przypomina też słowa śp. gen. Sławomira Petelickiego, który
mówił, że „Amerykanie mają klatkę po klatce to, co się stało. Mają
wszystkie rozmowy i znają prawdę”.

Publicysta zauważa, że jest to możliwe dzięki systemowi Echelon i sieci satelitów.

Smoleńsk i lotnisko Siewiernyj były ważnymi punktami z
perspektywy wywiadowczej, bo funkcjonowało tam lotnisko wojskowe. Ten
teren prawie na pewno był dokładnie monitorowany w kwietniu 2010 r.
,
skoro 7 kwietnia lądował tam Władimir Putin. Amerykanie dysponują poza
tym technologiami i możliwościami, o których nic nie wiemy. Mają też
informacje od swoich agentów. Posiadają zatem techniczne i faktyczne
możliwości, żeby wiedzieć, jak przebiegła katastrofa w Smoleńsku. I to w
szczegółach.

- czytamy we „wSieci”. Janecki podkreśla, że ujawnienie przez
Waszyngton SA interesujących nas informacji „odsłaniałoby możliwości i
aktywa wywiadowcze USA. A tajne służby bardzo dbają o to, by te
możliwości nie były jawne”.

Szefowie tajnych służb i najważniejsi politycy USA, z prezydentem
włącznie, chronią wywiadowcze aktywa i kamuflują możliwości służb, by
były one w stanie wypełniać strategiczne cele i neutralizować
zagrożenia, przy których wyjaśnienie przyczyn śmierci prezydenta RP i 95
osób z kręgów polskiej elity państwowej nie jest priorytetem. Możemy
się na to oburzać, ale tak się dzieje. Stany Zjednoczone są
globalnym mocarstwem i wiele razy w swojej historii utajniały różne
fakty, także te wstrząsające i o wielkim ciężarze moralnym, aby osiągać
polityczne, militarne, gospodarcze czy inne cele. Utajnienie wiedzy o
przebiegu katastrofy smoleńskiej nie byłoby w tym przypadku niczym
nadzwyczajnym


„Kto, kiedy oraz po co kłamie lub kłamał w sprawie lądowania rządowego samolotu Jak 40 z dziennikarzami na pokładzie?”

"Komu zależało, by po pierwszym orzeczeniu KBI uniewinniającym
załogę samolotu Jak-40, wyprodukować na tym samym materiale dowodowym
drugie orzeczenie - tym razem obwiniające pilotów o przekroczenie
Regulaminu Lotów - 2006?"


Biegli odpowiadają prokuratorom


Przed kolejną rocznicą katastrofy prowadząca 
w tej sprawie
śledztwo prokuratura chciała rozwiać najważniejsze wątpliwości. Wygląda
na to, że może się to nie udać.

zdjecie

Glenn Jørgensen zarzuca prof. Grzegorzowi
Kowaleczce kilka błędów. Łączy je ogólna tendencja do zawyżania
znaczenia aerodynamicznego oderwania fragmentu skrzydła (FOT. R. SOBKOWICZ)

Raport Jørgensena

Rozkład siły nośnej nie
odpowiada samolotowi Tu-154M w konfiguracji, jaką miał podczas podejścia
do lądowania w Smoleńsku – tak ocenia symulację prof. Grzegorza
Kowaleczki inżynier Glenn Jørgensen, Duńczyk współpracujący ze
smoleńskim zespołem parlamentarnym



Konflikt na linii biegli-prokuratura. Eksperci CLK nie zamierzają niczego już wyjaśniać ws. materiałów wybuchowych w Smoleńsku

"Policyjni eksperci przekonują, że objaśnienie niektórych pojęć, o
co prosiła ich prokuratura, jest bezcelowe. Wskazują, że tego typu
wywody są jasne dla specjalistów, a osoby, które nie posiadają
odpowiednich kompetencji, nie mogłyby ich zweryfikować".

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

5. Oto dlaczego lemingi "rzygają już Smoleńskiem"

---------------------------



Rodziny smoleńskie chcą nowych badań dot. materiałów wybuchowych.
Wnioskują o niezależną ekspertyzę zagranicznej instytucji

Dotychczasowe działania instytucji prowadzących śledztwo
smoleńskie w kontekście badań na obecność materiałów wybuchowych nie
budzą zaufania części rodzin.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

6.  J



 Jacek Cichocki przyznaje: premier nie interesuje się śledztwem smoleńskim. KPRM strofuje mecenasa Hamburę

Pełnomocnik pytał również premiera o zdjęcie ze Smoleńska, na
którym widać uśmiechniętego Donalda Tuska i Władimira Putina. KPRM
zamiast przekazać wyjaśnienia w tej sprawie napiętnował postawę
mecenasa.

Premier Donald Tusk nie interesuje się śledztwem dotyczącym przyczyn
katastrofy smoleńskiej, a w sprawie najważniejszego w Polsce śledztwa
nie spotyka się z Prokuratorem Generalnym – takie zaskakujące wnioski
płynął z pisma, jakie KPRM wysłała do mec. Stefana Hambury. Portal
wPolityce.pl dotarł do dokumentu, pod którym podpisał się Jacek
Cichocki.

Pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej w piśmie do Kancelarii Premiera zadał trzy pytania:

1. Czy Pan Premier ma wpływ na polskie śledztwo prowadzone przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie?

2. Czy Pan Premier zna wyniki śledztwa?

3. Jak często jest Pan Premier w kontakcie z Prokuratorem Generalnym
i/lub Prokuratorami Referentami w sprawie niniejszego śledztwa?

W swoim zapytaniu przywołał ustawę z dnia 20 czerwca 1985 roku o
prokuraturze (z późniejszymi zmianami), która stanowi w art. 8. 1.:

Prokurator przy wykonywaniu czynności określonych w ustawach jest
niezależny, z zastrzeżeniem przepisów ust. 2 oraz art. 8a i 8b.

Odnosząc się do pytań mec. Hambury Jacek Cichocki wskazał, że premier
nie wie o ustaleniach śledztwa i nie odbywa w tej sprawie żadnych
spotkań.

Potwierdzam, że zgodnie z obowiązującymi przepisami prokurator jest
podczas wykonywania swoich czynności niezależny. Tym samym cytowany
przez Pana art. 8 ust. 1 ustawy z dnia 20 czerwca 1985 roku o
prokuraturze stanowi najwłaściwszą odpowiedź na pierwsze z postawionych
pytań. W związku z powyższym Prezes Rady Ministrów nie „jest w
kontakcie’” z przedstawicielami prokuratury w sprawie śledztwa będącego
przedmiotem Pańskiego zainteresowania. Biorąc zaś pod uwagę, że
prokuratura wojskowa nie poinformowała jeszcze o zakończeniu śledztwa,
jego wyniki nie mogą być znane Panu Premierowi

- tłumaczy KPRM.

Zarzuca również mecenasowi niewiedzę dotyczącą działalności prokuratury.

Pozwalam sobie zwrócić uwagę, iż sugerowanie związku pomiędzy
przebiegiem przedmiotowego śledztwa a uprawnieniem Prezesa Rady
Ministrów do przyjęcia sprawozdania Prokuratora Generalnego, nie tylko
stoi w sprzeczności z przywoływaną przez Pana Mecenasa ustawą o
prokuraturze, ale także zdaje się świadczyć o nieznajomości treści i charakteru tego dokumentu

- pisze Cichocki.

W ten sposób odniósł się do uwagi adwokata, który w swoim piśmie przytoczył słowa premiera Donalda Tuska. Szef rządu mówił:

Ja mogę tylko powiedzieć, że jeśli ktokolwiek w Rosji się łudzi, że
wyniki polskiego śledztwa będą w jakikolwiek sposób zależne od
rosyjskiego punktu widzenia i interesu, czy jakiś nacisków na przykład
przetrzymywania wraku, to się myli.

Zdaniem mec. Hambury mamy do czynienia z naciskami na prokuraturę:

Fakt nieprzyjęcia sprawozdania Prokuratora Generalnego
Andrzeja Seremeta przez Pana Premiera za ostatni rok sprawia wrażenie
wywierania presji na Prokuratora Generalnego. Zamiast podejmować próby
przejmowania zadań prokuratorów rozstrzygając, w którą stronę pójdzie
śledztwo, powinien Pan jako Premier realizować swoje obowiązki dając
możliwość niezależnego działania Prokuraturze wobec Rosji.

Adwokat wskazał również na sprawę zdjęcia ujawnionego przez tygodnik „wSieci”, które pokazuje śmiejących się Donalda Tuska i Władimira Putina 10 kwietnia w Smoleńsku.

Niestety moi Mocodawcy nadal nie mogą zrozumieć powodów Pana
wesołości podczas wieczornych rozmów 10 kwietnia 2010 roku z ówczesnym
Premierem FR Władimirem Putinem. Niewątpliwie musiał Pan Premier zdawać
sobie sprawę, że ten uśmiech i gesty, które Panowie wymieniliście, będą
miały długofalowe znaczenie polityczne i będą trwale kształtowały obraz
tego śledztwa. Moi Mocodawcy czekają na wyjaśnienia

- wskazuje mecenas.

Tą uwagą zasłużył sobie na ostrzejszy ton Jacka Cichockiego. Urzędnik zamiast przekazać wyjaśnienia dot. ujawnionego przez tygodnik „wSieci” zdjęcia, napiętnował postawę adwokata.

Kończąc, z ubolewaniem przyjmuję powielanie przez Pana Mecenasa
nieprawdziwych medialnych insynuacji, których intencją nie jest
bynajmniej troska o wyjaśnienie przez Prokuraturę okoliczności
katastrofy smoleńskiej

- napisał Cichocki.

Jak widać w KPRM sprawa smoleńska nie wydaje się
interesująca. Jedynie zastanawiające zdjęcie ze Smoleńska interesuje
urzędników rządu...

Stanisław Żaryn

Mec.
Hambura odpowiada szefowi KPRM: "Chciałbym, żeby Jacek Cichocki zamiast
tracić czas na złośliwości, wziął się do rzetelnej pracy w tej
sprawie".

"Mam nadzieję, że te ostatnie podróże po Europie pana premiera
wpłyną na świadomość Donalda Tuska, że w Unii Europejskiej obowiązują
inne standardy niż to, co do tej pory sam implementował w Polsce."

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

7. Prof. Kleiber: „Debata o





Prof.
Kleiber: „Debata o tragedii smoleńskiej odbędzie się, bowiem jest
nieunikniona. Jednak to już nie ja będę jej promotorem”.

„Strona rządowa nie przedstawiła odpowiednich analiz, a z drugiej
strony zarzuty, które padały, nie były dostatecznie udokumentowane. To
był jeden z tematów, który wierzyłem mógłby się stać tematem dodatkowych
analiz w wyniku organizacji takiej debaty”.


Prokuratura przyjrzy się silnikom Tupolewa? Jest nowy biegły. Czy zespół smoleński znów miał rację?

„ND” przypomina, że strona rosyjska od maja 2010 uznaje, że
silniki rządowego tupolewa pracowały normalnie do samego uderzenia w
ziemię. Rosjanie nie stwierdzili również ich uszkodzenia.



Kownacki
o powołaniu płk. Latkowskiego na biegłego: "To budzi moje zdumienie,
nie mogę tego zrozumieć. On przesądzał o przebiegu tragedii”.

„Zawsze mówił w sposób negatywny o określonych ofiarach tej
katastrofy. Rodzi się pytanie, czy ten człowiek będzie obiektywny, skoro
od dawna – nie znając dokumentacji – wypowiada się w sposób
rozstrzygający”.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

8. Co naprawdę widzieli

Co naprawdę widzieli archeolodzy

„Nasz Dziennik” ujawnia:

W jaki sposób archeolodzy pracujący w Smoleńsku tłumaczą stopień rozdrobnienia szczątków maszyny i osmalenia elementów kadłuba.

 

„Nasz Dziennik” publikuje w całości załączony do prokuratorskich akt
dokument o skomplikowanym tytule „Prospekcja terenowa miejsca katastrofy
Tu-154M pod Smoleńskiem z użyciem metod stosowanych w archeologii”.

Autorzy materiału, pracujący pod kierunkiem prof. Andrzeja Buki,
szefa Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, diagnozują, skąd wzięły się
osmalenia na znalezionych szczątkach: powstały w wyniku zasysania
fragmentów konstrukcji samolotu przez gorące wirniki turbin łopatek
pracujących silników.

Opatrzone pokaźnym pakietem map i schematów kilkusetstronicowe
końcowe sprawozdanie to efekt dwutygodniowej pracy grupy archeologów i
dwóch geodetów, do której w razie potrzeby dołączano patologa lub
technika kryminalistycznego.

Prokuratura zastrzega, że to zaledwie jeden z materiałów włączonych w
sposób procesowy do akt śledztwa smoleńskiego, na podstawie którego nie
można formułować rozstrzygających wniosków. I ordynuje ostrożność w
ocenie.

Od 13 do 27 października 2010 r. ekipa specjalistów przeszukiwała
półtorahektarowy teren na przedmieściach Smoleńska, gdzie pół roku
wcześniej rozbił się polski Tu-154M z 96 osobami na pokładzie.

Pierwotnie obszar prospekcji miał objąć powierzchnię 6 hektarów.
Okazało się jednak, że teren wymagający badań jest mniejszy, niż
wcześniej zakładano. Ale i trudniejszy. Prace utrudniały bujna
roślinność i ślady intensywnych prac ziemnych w postaci nitki betonowej
drogi dojazdowej ciągniętej do wrakowiska i przesunięcia dużych mas
ziemi.

Koniec końców obszar podzielono na dwie strefy. Pierwsza z nich,
oznaczona jako sektor A, to półhektarowa strefa centralna, czyli miejsce
bezpośredniego zderzenia samolotu z ziemią. Druga, czyli sektor B, to
niemal hektarowa zewnętrzna strefa rozrzutu przedmiotów związanych z
katastrofą. To teren otaczający ze wszystkich stron sektor A,
rozciągający się wzdłuż trajektorii końcowego odcinka lotu maszyny.

Raport archeologów drobiazgowo opisuje charakterystykę postępowania
badawczego, narzędzia pomiarowe, a nawet warunki pogodowe towarzyszące
prowadzonym obserwacjom.

Sektor A – miejsce zderzenia samolotu z ziemią – został ujęty w
siatkę kwadratów o wielkości 10 na 10 metrów. W strefie B przyjęto
siatkę 10 na 10 metrów i 20 na 20 metrów (na obrzeżach po stronie
wschodniej). Grupa 3-6 archeologów prowadziła prospekcję przede
wszystkim w obrębie strefy A i w mniejszym stopniu – strefy B. Ekipa ta
rozpoczęła pracę w środkowej części sektora A.

Badacze przyznają, że mieli „mocno ograniczone” możliwości
zastosowania metod geofizycznych w badaniu terenu katastrofy. Powód?
Zmiany w warstwach powierzchniowych podejmowanych przez Rosjan
bezpośrednio po katastrofie. „Czynniki te powodują, że odróżnienie
skutków procesów zachodzących w tym miejscu wcześniej od tych będących
bezpośrednim skutkiem samej katastrofy za pomocą większości metod
geofizycznych jest praktycznie niemożliwe” –piszą autorzy raportu.

Badanie z użyciem detektorów prowadziły w Smoleńsku dwie dwuosobowe
ekipy, stosujące dwie różne metody pracy i posługujące się dwoma typami
detektorów metali (statyczny w strefie A i dynamiczny w B). W strefie A
do rozpoznania morfologii gruntu wykorzystano też ręczną sondę
geologiczną. Za jej pomocą archeolodzy próbowali ustalić głębokość
warstw przekształconych na skutek katastrofy i właściwości chemiczne
ziemi, chcąc uchwycić dolną granicę zalegania materialnych pozostałości
tragedii.

Wszystkie znaleziska podzielono na pięć kategorii: szczątki kostne,
rzeczy pasażerów i załogi, samolot, nieokreślone, związane z katastrofą i
niezwiązane z katastrofą. Przedmioty „wyróżnione” numerowano,
namierzano i pakowano indywidualnie. Odmienny sposób postępowania obrano
wobec szczątków kostnych. Wszystkie były fotografowane in situ i
metrykowane. Każdą metryczkę z opisem sygnował polski prokurator (ppłk
Tomasz Mackiewicz) i jeden z rosyjskich śledczych.

Dokumentację elementów metalowych prowadził, równolegle do prac
terenowych, ten sam dwu- lub trzyosobowy zespół, z udziałem rosyjskiego
inżyniera, specjalisty w zakresie konstrukcji samolotów. Wynikiem tych
prac jest pełny, w większości przypadków bardzo szczegółowy opis
wszystkich znalezisk, w tym przedmiotów o charakterze osobistym i
elementów wyposażenia ruchomego samolotu. Odrębne katalogi stworzono dla
szczątków ludzkich i rzeczy ofiar.

30 tysięcy znalezisk

Na miejscu katastrofy odnaleziono w sumie 38 szczątków kostnych, ich
ekspertyz za każdym razem dokonywał wzywany ze Smoleńska rosyjski
anatomopatolog, który odsyłał je do rosyjskiego laboratorium, gdzie
miały być identyfikowane metodą DNA. Z analizy ich rozprzestrzenienia
wynika, wbrew temu, co napisała „Gazeta Polska”, że fragmenty tkanek
ludzkich odnaleziono w strefie zderzenia samolotu z ziemią, a rejony
dwóch głównych skupisk pokrywały się z miejscem bliższym tylnej części
kadłuba tupolewa oraz kokpitu. Archeolodzy zwracają uwagę na znaczące
różnice w stanie ich zachowania w zależności od tego, czy były
rozproszone, czy w dużej odległości od siebie.

Najliczniejszą grupę rzeczy podjętych przez ekipę polskich
archeologów w trakcie dwutygodniowych prac na miejscu katastrofy
stanowią jednak elementy stałe samolotu oraz kategoria znalezisk
zdefiniowanych jako „nieokreślone”, ale będące najprawdopodobniej
elementami maszyny i jej wyposażenia – 84,9 proc. wszystkich znalezisk.

W sumie na wrakowisku zlokalizowano ok. 30 tys. znalezisk, z czego 10
tys. zebrano, 20 tys. to sygnały z detekcji w strefie A. Średnia
liczebność rzeczy odnajdywanych w kwadracie 1 ara to 85. Rejony ich
najsilniejszych koncentracji leżą w strefie zderzenia samolotu z ziemią,
strefie A. Dotyczy to zarówno fragmentów samolotu, jak i rzeczy
należących do ofiar. Elementy stałe maszyny to dominująca pod względem
liczebności grupa 6334 znalezisk, rozrzuconych na obszarze 106 arów,
zarówno w obszarze strefy A, jak i B.

Szczątki pod betonem

Autorzy raportu zastrzegają jednak, że część rzeczy mogła zostać
rozrzucona w wyniku znacznych przekształceń terenu po 10 kwietnia 2010
r., dlatego spostrzeżenia na temat ich dyspersji należy traktować z dużą
dozą ostrożności. Nie mają wszak wątpliwości, że obszar największej
koncentracji fragmentów rozbitej maszyny odpowiada miejscu jej upadku, a
mniejsze zagęszczenie, ale o czytelnym zarysie, pokrywa się z trasą
ostatniego odcinka lotu tupolewa.

Badacze, co ciekawe, wskazują też na zjawisko nienaturalnej,
sztucznej południowej granicy badanego obszaru, poza którą nie ma
żadnych znalezisk. Wiążą to z przykryciem tej części terenu drogą z
betonowych płyt, który stał się przez to niedostępny dla jakichkolwiek
badań.

W bezpośrednim sąsiedztwie nasypu i drogi betonowej namierzono
„wyjątkową koncentrację sygnałów detektora”. Na tej podstawie – twierdzą
archeolodzy – można uznać, że pod drogą oraz warstwą piasku i żwiru
usypaną przez rosyjskie służby wokół brzozy, o którą miał zawadzić
Tu-154M, znajduje się wiele elementów metalowych.

„Wydaje się, że koncentracja ta może być skutkiem uderzenia samolotu w
tę właśnie brzozę, w wyniku czego nastąpiło dodatkowe rozdrobnienie
jego elementów i rozrzut w kierunku południowo-zachodnim”, piszą
badacze.

Detekcja w strefie B, czyli zewnętrznej strefie rozrzutu (między
szosą Kutuzowa a miejscem upadku), ujawniła trasę ostatnich sekund lotu.
W ocenie ekipy badawczej, na podstawie zniszczeń w drzewostanie i
analizy rozrzutu szczątków poszycia tupolewa można wnioskować, że
maszyna „musiała lecieć po lekkim łuku”. W tym miejscu nie odnajdywano
prawie żadnych przedmiotów mogących być fragmentami wyposażenia samolotu
czy rzeczy osobistych załogi i pasażerów. Spoczywające tu elementy
konstrukcyjne odrzutowca były silnie rozdrobnione, a niektóre z nich
pogięte i osmolone. Większość rzeczy odnalezionych we wschodniej części
tego sektora leżała bezpośrednio na powierzchni ziemi lub na głębokości 5
centymetrów. Większość elementów duraluminiowej konstrukcji zalegała w
nienaruszonej pozycji, natomiast te odnalezione w sektorach bliskich
miejscu uderzenia maszyny w ziemię były wbite skośnie w grunt na
głębokości około 5 centymetrów. Fragmenty odnajdywane między miejscem
uderzenia w ziemię a szosą do Smoleńska mają krawędzie obrobione, farba
na nich jest nieregularnie porysowana. W innych sektorach miejsca
katastrofy duraluminiowe części nie noszą takich cech.

Efekt zaorania

Wydaje się, że archeolodzy w racjonalny sposób tłumaczą stopień
rozdrobnienia szczątków maszyny i osmaleń elementów kadłuba. W ich
ocenie, duży promień rozrzutu i fragmentacji maszyny to efekt m.in. prac
ciężkiego sprzętu gąsienicowego na miejscu katastrofy. „Istotny wpływ
na układ warstwy przemieszanej i rozprzestrzenienie znajdujących się w
niej depozytów wywarły też prace związane z usuwaniem pozostałości wraku
oraz porządkowaniem terenu”, piszą uczestnicy ekspedycji. Te same
czynności miały, ich zdaniem, wpływ na znaczący stopień rozdrobnienia
przedmiotów i stan ich zachowania, a raczej zniszczenia – ciężki sprzęt
rozjeżdżał elementy lub wpychał je głęboko w ziemię.

Gorące wirniki turbin łopatek pracujących silników zasysały fragmenty konstrukcji – stąd osmalenia.

Diagnoza archeologów jest pesymistyczna: pierwotny układ powierzchni
terenu i układ szczątków samolotu mógł się zachować jedynie pod
betonowymi płytami drogi dojazdowej i usypaną warstwą żwiru.


 

Załączony do prokuratorskich akt dokument można pobrać tu:

Prospekcja terenowa miejsca katastrofy Tu-154M

 

Katarzyna Orłowska-Popławska


Smoleński raport archeologów

PRZECZYTAJ raport „Prospekcja terenowa miejsca katastrofy Tu-154M pod Smoleńskiem z użyciem metod stosowanych w archeologii”

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

9.  



  •  


Prokuratura ponownie skopiuje zapis czarnych skrzynek Tu-154M

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, prowadząca śledztwo
dotyczące katastrofy smoleńskiej, skierowała 3 grudnia 2013 do Federacji
Rosyjskiej kolejny wniosek o udzielenie międzynarodowej pomocy prawnej.
We wniosku postulowano ponowne skopiowanie zapisu z czarnych skrzynek
Tu-154M.Prokuratura zaapelowała o umożliwienie ponownych oględzin nośnika
magnetycznego pochodzącego z rejestratora MARS-BM samolotu Tu 154 M nr
101 oraz skopiowania jego zapisu.

Czynności te zaplanowano w okresie pomiędzy 17 a 28 lutego 2014 r.
Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie, w oparciu m.in. o sporządzone
dotychczas cyfrowe kopie zapisu dźwięku z nośnika magnetycznego
pochodzącego z rejestratora MARS-BM samolotu Tu 154 M nr 101, wydał
opinię z dnia 21 grudnia 2011 r. z zakresu fonoskopii i analizy dźwięku,
obejmującą w szczególności odsłuch zapisu dźwiękowego, spisanie
odsłuchanych treści oraz identyfikację indywidualną mówców
zarejestrowanych na nagraniu wypowiedzi. Z analizy opinii Instytutu
Ekspertyz Sądowych w Krakowie wynika, że biegli nie zidentyfikowali
części zarejestrowanych na nagraniu wypowiedzi. Powodem takiego stanu
rzeczy jest stosunkowo niska jakość dowodowego nagrania.
Czarna skrzynka Tu-154M będzie ponownie kopiowana

Polscy biegli, którzy od dzisiaj przebywają w Rosji, mają nadzieję,
że przy użyciu nowej metodologii i sprzętu uda się dokonać
skuteczniejszego odsłuchu zapisu.

Pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, mec. Bartosz
Kownacki mówi, że skandaliczne jest to, że badania są wykonywane po
czterech latach od tragedii, co więcej w Rosji.

- Od czterech lat nagrania powinny znajdować się w Polsce. Gdyby one
były zgodne z zasadą bezpośredniości i badane na oryginalnych nośnikach
(tutaj w Polsce), przez polskich biegłych, to nie byłoby takich
wątpliwości. To jest poważne zaniedbanie państwa polskiego m.in. oddanie
zarówno wraku jak i czarnych skrzynek stronie rosyjskiej, która ich nie
wykorzystuje w żaden sposób. Wręcz przeciwnie – możemy podejrzewać, że
robi wszystko, żeby uległy zniszczeniu. Polscy biegli w Warszawie czy w
Krakowie powinni na tych dowodach pracować
– zwraca uwagę mec. Bartosz Kownacki.

Mec. Bartosz Kownacki dodał, że ponowne skopiowanie rejestratora
Tu-154M i analiza jego zapisu nie zamknie sprawy, dopóki do Polski nie
wróci wrak i czarne skrzynki.

Cztery
lata po katastrofie doszli do wniosku, że dowód jest... niskiej
jakości. Biegli prokuratury znów kopiują nagrania z czarnych skrzynek

"Zaplanowane w Rosji czynności prokuratora wojskowego i biegłych
'przyczynić się mogą do przeprowadzenia skuteczniejszego odsłuchu zapisu
dźwiękowego z rejestratora MARS-BM samolotu Tu-154M'".


Caveant tuscules!

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3031

  18 lutego 2014

No proszę! Czyż nieprawdą jest, że kto słucha pana premiera Tuska, jego
byłego ministra, pana Jerzego Millera, a zwłaszcza kto słucha pana
doktora Macieja Laska, zwanego również „Laskiem Smoleńskim” - ten
sam sobie szkodzi? Jest to prawdą i to w dodatku - prawdą do kwadratu.
Możemy przekonać się o tym w dniach ostatnich, kiedy to niezależne media
głównego nurtu podały wiadomość, że do Rosji ma się udać „ekipa specjalistów” by dokonać tam „skuteczniejszego odsłuchania” kolejnej kopii zapisów z czarnych skrzynek tupolewa, co to wziął się i rozbił w pobliżu wojskowego lotniska „Siewiernoje
w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. Warto odnotować, że niezależne media
głównego nurtu informują o tym z miedzianym czołem, które - jak sądzę -
chirurdzy powinni na koszt Rzeczypospolitej przeszczepić panu posłowi
Stefanowi Niesiołowskiemu. Nie możemy mieć do nich o to pretensji, bo
wiadomo, że zatrudnieni tam funkcjonariusze poprzebierani za
dziennikarzy, muszą mówić i pisać wszystko, co przez czerwony telefon
przekazują im oficerowie prowadzący. Ale mniejsza już o tych wszystkich
panów redaktorów Fuksów („zdrastwujtie fuks!”), wszystkie resortowe „Stokrotki” i całą swołocz drobniejszego płazu, bo znacznie ciekawie będzie rozebrać sobie ten cały komunikat z uwagą.

Oto okazuje się, że ruscy szachiści bądź to z inicjatywy własnej, bądź
na obstalunek tubylczej razwiedki, sporządzili, albo właśnie
sporządzając kolejną kopię nagrania z czarnych skrzynek. Ta nowa kopia z
pewnością będzie w jakichś istotnych szczegółach różnić się od kopii
dotychczasowych, to chyba jasne, bo na czym w przeciwnym razie miałaby
polegać jej „nowość”? Jakie to będą szczegóły - tego ma się
rozumieć nie wiem, ale wydaje mi się, że może to zależeć od tego, czy
kopia ta została sporządzona z inicjatywy ruskich szachistów, czy
tubylczej razwiedki. Jeśli z inicjatywy szachistów, to może ona pogrążać
polityków, którzy szachistom z jakiegoś powodu podpadli, na przykład,
szlajając się po Europie w celu namówienia tamtejszych Umiłowanych
Przywódców do bardziej stanowczych kroków w sprawie Ukrainy. W takim
razie - caveant tuscules! Jeśli natomiast przez tubylczą razwiedkę, to
nietrudno się domyślić, że nowa kopia będzie nieubłaganie wskazywała na
błędy i wypaczenia złowrogiego Antoniego Macierewicza, na którego
bezpieczniacy poszczuli nie tylko dziwnie osobliwa sforę posła Palikota,
ale nawet podejrzewanego o ciche wspólnictwo w sprawie tajnych więzień w
Kiejkutach Leszka Millera.

Tedy w zależności od tego, od kogo wyszła inicjatywa, „ekipa specjalistów” będzie dobierana pod odpowiednim kątem. Nawet nie śmiem się domyślać, jacy „specjaliści
wejdą w skład delegacji w przypadku, gdy z inicjatywą kolejnej kopii
wystąpili ruscy szachiści - no bo jeśli inicjatywa kolejnej kopii wyszła
od tubylczej razwiedki, to nietrudno się domyślić, że będą to
pierwszorzędni fachowcy, „asowie polskiego wywiadu”, co to
potrafią wykryć, a zwłaszcza - udowodnić wszystko - oczywiście przez
niezawisłymi sądami, zwłaszcza w znanym z niezawisłości gdańskim okręgu
sądowym. No i wreszcie zagadkowy zamiar „skuteczniejszego odsłuchania”.
Jak wiadomo, zespół pana ministra Jerzego Millera dokonał
najskuteczniejszego odsłuchania wszystkich kopii nagrań czarnych
skrzynek - o czym zapewniał nas wszak zespół pana doktora Macieja Laska,
który zdaje się też niejednego skuteczniejszego odsłuchania dokonał. W
tej sytuacji skuteczniejsze odsłuchanie może obejmować różne głosy,
między innymi - z zaświatów. A wiadomo, że z głosami z zaświatów nigdy
nic nie wiadomo - i właśnie dlatego kto słucha pana premiera Tuska, kto
słucha pana Jerzego Millera, a zwłaszcza - kto słucha pana doktora
Macieja Laska, zwanego Laskiem Smoleńskim - ten sam sobie szkodzi.

Stanisław Michalkiewicz

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

10. kublikacje Czerskiej i "ktoś"

Żakowski Po kongresie pis:


Tajemniczy starszy pan bolączki opisuje celnie. Sęk w tym, że nie mówi, czy prezydenta zamordowano

Elegancki Starszy Pan. Porządny garnitur. Bardzo biała koszula. Dobry czarny krawat. Wygląda sympatycznie. Mówi ze swadą, z pewnością siebie. I do rzeczy. Publiczność chłonie jak zaczarowana. Czasem reaguje entuzjazmem.

Starszy Pan dość trafnie analizuje wyzwania. Celnie wskazuje bolączki. Ma różne pomysły, co należy zrobić. To zwykle nie są złe pomysły

  • Dramat prawdziwego patrioty: obojętnieje Polakom. Ego Antoniego Macierewicza musi cierpieć [KUBLIK]

    Joachim Brudziński w wywiadzie w tygodniku "DoRzeczy" przekonuje, że "coraz większa grupa ludzi uważa, że Macierewicz jest prawdziwym patriotą i że wykonuje dobrą robotę dla Polski". Sprawdziłam dane: "coraz większa grupa ludzi" jest tak naprawdę coraz mniejsza.

  • "Jarosław genderysta", "Antoni niezły agent". Ktoś uderza w PiS billboardami





    Ktoś rozwiesił nocą billboardy z twarzami polityków PiS. Jarosław Kaczyński jest na nich "genderystą" a Antoni Macierewicz to "niezły agent".
    O billboardach w Lublinie pisze blog Pis Off. To żenująca próba ze strony kogoś, kto nie ma argumentów i ucieka się do chwytów wizerunkowych – mówi Lech Sprawka, lubelski poseł PiS. Plakaty z ul. 3 Maja, te z podobizną Antoniego Macierewicza i Krystyny Pawłowicz już zniknęły. Ten z prezesem Kaczyńskim wisi wciąż na ul. Zana. Zawieszenie billboardów było prawdopodobnie nielegalne.

    - Nie widziałem na oczy takich projektów, a wszystkie przechodzą przez moje ręce – mówi nam jeden z pracowników firmy Advercity, do której należały dwa z trzech billboardów. – Wisiał tam billboard, ale o zupełnie innej treści i prawdopodobnie został zaklejony „na dziko”.

  • Prawo na sprawiedliwość

    PiS przedstawił swój "Program 2014". Gdyby został
    zrealizowany, śledztwo smoleńskie skończyłoby się w ciągu pół roku
    aktami oskarżenia dla rządu...

    Ewa Siedlecka


  • „Komisja po zakończeniu badania wypadku samolotu Tu-154M nie
    zlecała wykonania dodatkowych ekspertyz, gdyż nie pojawiły się żadne
    nowe informacje mogące mieć wpływ na określoną przyczynę wypadku”.



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika gość z drogi

    11. idą na śmierć i życie

    bo wiedza,ze jeśli przegrają,to w najlepszym razie czekają ich więzienia...a w najgorszym..gniew Ludu

    gość z drogi

    avatar użytkownika Maryla

    12. Ból głowy

    Ból głowy śledczych

    Prokuratura wytyka biegłym niechlujstwo przy badaniach wymazów z wraku i nieuzasadnioną zmianę metodologii prac

    Pytania prokuratora referenta śledztwa
    smoleńskiego do ekspertów Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego
    Policji pozwolą wyjaśnić wiele wątpliwości niepokojących opinię
    publiczną w związku z doniesieniami o domniemanej obecności śladów
    materiałów wybuchowych we wraku Tu-154M.

    „Nasz Dziennik” dotarł do treści postanowienia o zasięgnięciu opinii
    uzupełniającej wydanego 16 stycznia. Większość pytań sformułowanych
    przez głównego referenta śledztwa smoleńskiego prok. ppłk. Karola
    Kopczyka ma charakter metodologiczny, ale dotyka kwestii wywołujących
    największe kontrowersje. Przypomnijmy, że chodzi o próbki pobrane ze
    szczątków samolotu we wrześniu i październiku 2012 roku. Miesiąc później
    jedna z gazet podała informację o wykryciu w trakcie pracy specjalistów
    śladów materiałów wybuchowych (nitrogliceryny i trotylu). Okazało się
    jednak, że chodziło o wskazania przyrządów pomiarowych służących
    wyłącznie do selekcji materiału do pobrania. Prokuratorzy tłumaczyli, że
    takie samo zachowanie aparatury może mieć miejsce także w przypadku
    obecności wielu innych substancji, a ostateczne rozstrzygnięcie da
    dopiero badanie laboratoryjne. W czerwcu ub.r. zaprezentowano wyniki
    ekspertyz niepotwierdzające obecności materiałów wybuchowych lub
    produktów ich spalania czy rozkładu. Z drugiej strony nie wyjaśniono
    przyczyny konkretnych alarmów urządzeń przesiewowych w Smoleńsku.

    Później do tej opinii dodano zakończone identyczną konkluzją
    ekspertyzy próbek pobranych w trakcie ekshumacji ofiar katastrofy oraz z
    foteli samolotu (zbadano je latem 2013 r.). „Nie ujawniono śladów
    pozostałości materiałów wybuchowych w próbkach pobranych podczas sekcji
    zwłok, z miejsca katastrofy i elementów szczątków Tu-154 w Smoleńsku” –
    brzmi ostateczny komunikat prokuratury. Okazało się, że prokuratur
    Kopczyk wciąż ma wątpliwości. Zadane przez niego dodatkowe pytania mają
    najprawdopodobniej na celu uniknięcie prób podważenia opinii biegłych,
    gdyż tego rodzaju próby miały już miejsce ze strony niektórych
    pełnomocników rodzin ofiar. Mecenas Piotr Pszczółkowski chciał na
    przykład osobiście uczestniczyć w pracach policyjnych ekspertów, na co
    prokurator nie wyraził zgody. W wielu wypowiedziach polityków
    kwestionowano rzetelność badań CLK, przede wszystkim powołując się na
    wskazania przyrządów w Smoleńsku jesienią 2012 roku.

    W związku z tym śledczy chce, żeby biegli bardzo dokładnie wyjaśnili
    metodologię pracy na miejscu przechowywania wraku, selekcji i pobierania
    próbek oraz dalszego postępowania. Opinia ma być uzupełniona o
    szczegółowe wskazanie miejsca pochodzenia poszczególnych próbek,
    precyzyjny opis działania stosowanych w Smoleńsku urządzeń,
    spektrometrów ruchliwości jonów. W opinii pierwotnej zamiennie używa się
    wyrażeń „przesiewowe wykrywanie par materiałów wybuchowych” oraz
    wykrywania „obecności par związków organicznych”, „obecności związków
    NITRO” i „obecności materiałów wybuchowych”. Piszący opinie ekspert
    używał więc żargonu zawodowego i skrótów myślowych mogących łatwo
    wypaczyć wyniki badań.

    Prokurator oczekuje odpowiedzi na pytanie, dlaczego właściwie
    spektrometry wyświetlały napisy „NITRO” lub „TNT” (trotyl), skoro w
    znacznie dokładniejszych badaniach laboratoryjnych nie stwierdzono ani
    nitrogliceryny, ani trotylu. Trochę winy za nieporozumienia w tym
    zakresie ponosi sama prokuratura, której przedstawiciele pod presją
    mediów udzielali wypowiedzi tak zawiłych, że trudno je było przekazać
    opinii publicznej, a próby bardziej popularnego ujęcia wypadały niemal
    komicznie. Teraz to samo będzie musiał napisać jednocześnie rzeczowo,
    dogłębnie i zrozumiale ktoś, kto rzeczywiście zajmuje się badaniami
    obecności materiałów wybuchowych w różnych miejscach.

    W przesłanej śledczym opinii pojawia się bardzo poważna sprzeczność. W
    jednym miejscu jest mowa o ujawnieniu w próbkach (pobranych z foteli)
    fragmentów metalowych pochodzących z samolotu, a w innym, że takich „w
    trakcie oględzin nie stwierdzono”. Tę sprzeczność trzeba wyjaśnić.
    Jeszcze większy niepokój może budzić stwierdzenie obecności „drobin w
    kształcie sferycznym”, czyli po prostu kulek, w badanym materiale, na
    czym biegli nie skupili się wystarczająco.

    Biegli będą musieli odnieść się do wielu tez w konkluzjach ich opinii
    wykluczającej wybuch podczas ostatniej fazy lotu Tu-154M. Prokurator
    oczekuje „wypowiedzenia się co do obecności śladów wybuchu
    przestrzennego, mogącego mieć miejsce w elementach płatowca innych niż
    kadłub bądź poza płatowcem” oraz uwzględnienia materiału dowodowego
    pochodzącego z pierwszych dni po katastrofie obrazujących
    „umiejscowienie szczątków samolotu i ślady jego niszczenia”. Biegli
    muszą też podać, jak oszacowali prędkość samolotu w chwili uderzenia w
    ziemię, która jest używana w ich opinii.

    Inne zastrzeżenia dotyczą dokładności badań próbek z gleby,
    niejasnych zmian zastosowanych metod badawczych, niedokładnego opisu
    czynności biegłych w laboratorium. W sprawozdaniu (opinii) nie ma
    wyjaśnień wszystkich dołączonych fotografii, tablic, rysunków itd. Nie
    wyjaśniono specjalistycznych pojęć jak „strefa kruszenia”, „strefa
    bliskiego oddziaływania”, „strefa burząca”, „strefa kruszności”, „fala
    uderzeniowa propagująca”.

    Na udzielenie wyjaśnień policyjni specjaliści mają czas do końca
    marca. Tymczasem prokuratorzy zapoznają się z nadesłaną 17 stycznia
    opinią dotyczącą próbek ze smoleńskiej brzozy pobranych w Moskwie rok
    temu. Ich części zawierające miejsce złamania (ścięcia) zostały odcięte i
    przewiezione do laboratorium Komitetu Śledczego, gdzie wykonano w
    obecności polskich specjalistów ich oględziny i silikonowe kopie.
    Okazało się wówczas, że w pniu jest wiele części metalowych oraz lakieru
    koloru białego i czerwonego. Śledczy pojechali wówczas do Smoleńska po
    materiał porównawczy ze skrzydła Tu-154M nr 101. Biegli mają stwierdzić,
    czy metal znaleziony w brzozie na działce mieszkańca Smoleńska Nikołaja
    Bodina pochodzi z polskiego samolotu. Wyniki mamy poznać w kwietniu,
    gdyż prokuratura łączy sprawę brzozy z badaniami na obecność materiałów
    wybuchowych.

    Ostateczna opinia w tej sprawie mogłaby rozwiązać jeden z
    największych sporów dotyczących przebiegu katastrofy, mianowicie fakt
    zderzenia samolotu z drzewem. Jeżeli opiłki pochodzą z samolotu
    (konkretnie lewego skrzydła), to coraz bardziej pewna staje się wersja o
    uderzeniu skrzydła w brzozę. Jeśli są to części znajdujące się we
    wnętrzu skrzydła, to uprawdopodabniałoby to tezę o złamaniu go podczas
    zderzenia.

    Piotr Falkowski

    Biegli na półmetku

    Polscy biegli zgrali w Moskwie połowę zawartości czarnej skrzynki tupolewa. Kopii będzie kilka – DOWIEDZIAŁ SIĘ „NASZ DZIENNIK”

    Kopiowanie czarnej skrzynki odbywa się w
    pomieszczeniach Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej. – Na
    odpowiednim sprzęcie następuje odczyt analogowy taśmy z samolotu nr 101,
    a potem – zapis cyfrowy. Ten zapis, zdaniem biegłych, będzie bardziej
    czytelny – tłumaczy Kopczyk.

    Na podstawie cyfrowej kopii nagrań zostanie sporządzona nowa
    transkrypcja zapisu dźwiękowego z rejestratora MARS-BM, materiał
    zostanie dołączony do akt śledztwa smoleńskiego. Czynności biegłych mają
    się zakończyć 28lutego br. Ich powrót do kraju jest przewidziany na 1
    marca. Prokuratura dysponuje już opinią fonoskopijną Instytutu Ekspertyz
    Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie „w zakresie odczytania
    cyfrowej kopii zapisu z rejestratora fonicznego CVR”, śledczy otrzymali
    ją w grudniu 2011 roku. Na taśmie biegli wyodrębnili wtedy 17 głosów,
    jednak nie wszystkie zostały zidentyfikowane. Wśród tych, które
    zidentyfikowano, nie było głosu ówczesnego dowódcy Sił Powietrznych gen.
    Andrzeja Błasika. Okazało się jednak, że wykonana w maju 2011 r. kopia
    czarnej skrzynki jest słabej jakości, co nie pozwoliło odczytać całości
    zapisu –nie zidentyfikowano autorów wszystkich wypowiedzi z kokpitu
    Tu-154M lecącego do Smoleńska. Było to niemożliwe z powodu wysokiego
    poziomu szumów, tła i zakłóceń, a także zbierania dźwięków przez trzy
    mikrofony. – analizy opinii Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie
    wynika, że biegli nie zidentyfikowali części zarejestrowanych na
    nagraniu wypowiedzi.

    Powodem takiego stanu rzeczy jest stosunkowo niska jakość dowodowego
    nagrania –wskazuje prokuratura. Teraz śledczy liczą, że przy użyciu
    lepszego sprzętu uda się uzyskać lepszą kopię nagrań. Z wnioskiem do
    strony rosyjskiej o możliwość uzupełniających oględzin nośnika
    magnetycznego oraz ponownego skopiowania jego zapisu prokuratura
    wystąpiła na początku grudnia ubiegłego roku. Wcześniej, bo w lipcu 2013
    r., do prokuratorskiego zespołu biegłych dołączył Andrzej Artymowicz,
    biegły z zakresu przetwarzania dźwięku. Na jego rolę w grupie ekspertów
    może wskazywać uzasadnienie jego nominacji na wniosek szefa zespołu,
    któremu chodziło o uzupełnienie składu o „specjalistę posiadającego
    wiadomości specjalne z zakresu przetwarzania zapisu dźwięku z
    analogowego na cyfrowy”.

    Sceptycznie do działań prokuratury podchodzą pełnomocnicy rodzin ofiar.

    – Polscy biegli powinni pracować na oryginałach, a nie na materiałach
    kopiowanych w Rosji. Tylko to rozwiałoby wszelkie wątpliwości. Nie
    wyobrażam sobie, by mogło być inaczej, by biegli poprzestali tylko na
    badaniu kopii. Moim zdaniem, przekreśla to możliwość zamknięcia śledztwa
    – podkreśla mec. Bartosz Kownacki. Ułatwieniem w takim wypadku byłoby,
    gdyby czarne skrzynki znalazły się w kraju. Pytanie tylko, kiedy i czy w
    ogóle tak się stanie. Z dotychczasowych deklaracji strony rosyjskiej
    wynika, że na pewno nie można na to liczyć przed zamknięciem rosyjskiego
    śledztwa w sprawie katastrofy. Polskie dochodzenie przedłużono do 10
    kwietnia tego roku.

    Anna Ambroziak

    Kukułcze jajo w zespole

    Włączenie do grupy biegłych płk. rez. Roberta Latkowskiego może skutkować podważeniem całej opinii zespołu

    Przemysł
    pogardy za setki tysięcy złotych z państwowych pieniędzy. Poznań
    dofinansowuje skandaliczny spektakl Raczaka "Spisek smoleński"

    Trudno mi było znieść ten moment, gdy klęska i tragedia zaczęły się
    przeradzać w polowanie z nagonką, a słowa zaczęły przypominać
    szczekanie gończych psów. (...) Kiedy zobaczyłem w sejmie Antoniego
    Macierewicza z puszką i pękającą parówką, włączyłem komputer - mówi
    reżyser.

    Duńska prasa: brzoza nie mogła być przyczyną katastrofy smoleńskiej

    Duń­skie cza­so­pi­smo "In­ge­niøren"
    opu­bli­ko­wa­ło dziś ar­ty­kuł au­tor­stwa inż. Glen­na Jørgen­se­na,
    który do­wo­dzi, że brzo­za nie mogła być przy­czy­ną ka­ta­stro­fy w
    Smo­leń­sku. O spra­wie na­pi­sał por­tal niezalezna.​pl, a pełną treść
    tek­stu na swo­jej stro­nie in­ter­ne­to­wej za­mie­ścił ze­spół
    par­la­men­tar­ny ds. zba­da­nia przy­czyn ka­ta­stro­fy smo­leń­skiej.

    Za sprawą dzisiejszej publikacji w
    "Ingeniøren", temat wraca. "Jego praca spowodowała wielkie poruszenie,
    gdyż wyniki popierają hipotezę, że katastrofa nie była zwykłym
    wypadkiem, ale zamachem" – czytamy w artykule.

    Naukowiec sam nie wyjaśnia przyczyn katastrofy,
    przekonuje jedynie, że te podawane dotychczas nie są prawdziwe. Zamachu
    nie wyklucza.

    - Jeżeli ja miałbym za zadanie dokonać ataku na
    samolot tak, aby wyglądał jak najzwyklejszy wypadek, to użyłbym ładunków
    wybuchowych na niskiej wysokości – mówi w rozmowie z "Ingeniøren"
    Jørgensen.

    "Wielu Polaków podejrzewa, że odpowiedzialność
    Rosji za ten wypadek jest znacznie większa. Takie spojrzenie jest
    również podzielane przez prof. Wiesława Biniendę z Uniwersytetu w Akron
    USA, który jest redaktorem naczelnym lotniczego pisma naukowego »Journal
    of Aerospace Engineering«. Jego obliczenia pokazały, że gdyby doszło do
    kontaktu lewego skrzydła z brzozą, to skrzydło przecięłoby brzozę jak
    nóż, a uszkodzenie skrzydła byłoby nieznaczne. Jego obliczenia pokazały
    również, że gdyby nawet końcówka skrzydła urwała się na wysokości 5
    metrów, to musiałaby ona uderzyć w ziemię 12 metrów dalej. W
    rzeczywistości końcówka skrzydła została znaleziona 111 metrów za
    brzozą" – czytamy w artykule.

    Mimo uzyskanej odpowiedzi, rozczarowania nie
    krył prof. Kowaleczko. Jak przekonywał, nowa praca Duńczyka również
    "rodziła szereg dodatkowych pytań", a nowe obliczenia nie skłoniły
    autora do refleksji nad poprawnością pierwotnie wyciągniętych wniosków.

    Tym razem role, jak informuje niezalezna.pl, się
    odwróciły. To duńska gazeta "Ingeniøren" wysłała pytania do prof.
    Kowaleczki; polski naukowiec jeszcze nie odniósł się do najnowszych
    ustaleń Jørgensena.


    Operacja DOSŁUCH

    Biegli jeszcze raz odsłuchają nagrania z czarnej skrzynki rządowego Tu-154M

    Wielokanałowy konwerter analogowo-cyfrowy,
    studyjny interfejs firmy Roland – to urządzenie użyte przez biegłych do
    skopiowania zapisu nośnika magnetycznego z rejestratora głosowego
    Tu-154M – ustalił „Nasz Dziennik”.

    Każdy z czterech kanałów skrzynki ma zostać odsłuchany odrębnie.

    Konwerter biegli przywieźli ze sobą do Moskwy. Śledczy liczą, że przy
    jego użyciu uda się uzyskać lepszą kopię nagrań. Jak tłumaczy ppłk
    Karol Kopczyk, główny referent śledztwa smoleńskiego, czynności, które
    od ponad tygodnia wykonują polscy biegli, polegają na wykonaniu kopii
    cyfrowej z zapisu analogowego. Kopiowanie czarnej skrzynki odbywa się za
    pomocą metody „polegającej na wykorzystaniu profesjonalnych procedur
    kalibracji i optymalizacji zapisu studyjnego wielośladowego sprzętu
    nagraniowego wykorzystującego bardzo wysokie parametry konwersji
    analogowo-cyfrowej, koniecznej do uzyskania możliwie najlepszej jakości
    dowodowego nagrania”.

    Konwerter jest podłączony do magnetofonu typu MARS-NW. To urządzenie
    produkcji rosyjskiej. Za jego pomocą biegli odtwarzają oryginalny zapis z
    taśmy, który w tym samy czasie jest digitalizowany przez konwerter
    analogowo-cyfrowy. Nagranie jest zapisywane na dysku komputerowym.
    Prokurator Kopczyk zapewnia, że sprzęt został sprawdzony pod kątem
    technicznym, a z czynności sporządzono odrębny protokół. Tak samo jak z
    przygotowania taśmy do odtwarzania i nagrywania.

    Przed rozpoczęciem kopiowania biegli użyli przywiezionej ze sobą tzw.
    taśmy testowej (zawiera sygnały, które diagnozują stan techniczny
    magnetofonu). Magnetofon MARS-NW był już wcześniej używany przez
    polskich specjalistów podczas badania rejestratorów pokładowych w
    Moskwie w czerwcu 2011 roku. W badaniu uczestniczyli wtedy prokurator
    wojskowy, biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie i z zakresu
    badania pokładowych rejestratorów parametrycznych. Wykonana w 2011 r.
    kopia czarnej skrzynki okazała się jednak słabej jakości, co nie
    pozwoliło odczytać całości. Było to niemożliwe z powodu wysokiego
    poziomu szumów, tła i zakłóceń, a także zbierania dźwięków przez 3
    mikrofony. Śledczy liczą, że przy użyciu lepszego sprzętu uda się
    uzyskać lepszą kopię.

    – Konwerter analogowo-cyfrowy, studyjny interfejs firmy Roland to
    sprzęt z tzw. wyższej półki. Nie ma bowiem czegoś takiego jak stricte
    sprzęt fonoskopijny, jeśli chodzi o rejestrację czy odsłuch, to
    korzystamy zwykle właśnie ze sprzętu pierwotnie przeznaczonego i
    wykorzystywanego w muzyce – mówi Bogdan Rozborski, ekspert z zakresu
    fonoskopii. – Pytanie tylko, dlaczego tego typu sprzętu nie zastosowano
    wcześniej przy kopiowaniu nagrań z czarnej skrzynki? Czyżby w tak
    krótkim czasie technika poszła aż tak bardzo do przodu? – zastanawia się
    mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik części rodzin ofiar.

    Pytany o to ppłk Karol Kopczyk odpowiada, że na konieczność wykonania
    kolejnej kopii wskazał biegły. A konkretnie – jak ustalił „Nasz
    Dziennik” – Andrzej Artymowicz, biegły z zakresu przetwarzania dźwięku z
    zapisu analogowego na cyfrowy, brat Pawła Artymowicza, znanego oponenta
    parlamentarnego zespołu smoleńskiego. To on zasugerował zastosowanie
    określonego typu konwertera.

    – Biegli poszukiwali możliwości wykonania lepszej kopii. Ustalili, że
    takie możliwości są, i chcieli je wykorzystać – podkreśla Kopczyk.

    Tyle że wielokanałowe konwertery (szesnastokanałowe i więcej) są
    dostępne na rynku od co najmniej 20 lat, stosuje się je do
    digitalizowania wielościeżkowych taśm studyjnych. Była więc możliwość
    skorzystania z tego sprzętu i przed trzema laty. Nasuwa się więc
    automatycznie pytanie o kwalifikacje ekspertów IES, którzy wcześniej
    kopiowali skrzynkę. Czy nowa kopia zniweluje braki poprzedniej, pozwoli
    na odczytanie dotąd niejasnych fraz i przypisanie ich konkretnym osobom?
    Zdaniem prokuratora, jest jeszcze za wcześnie, by o tym mówić, sprawa
    wyjaśni się, kiedy biegli odsłuchają nagrania.

    – W chwili obecnej podawanie jakichkolwiek informacji byłoby czystą
    spekulacją – ucina ppłk Karol Kopczyk. Tak więc na opinie biegłych
    trzeba będzie zaczekać. Jak długo? Jeszcze nie wiadomo. Opinia
    fonoskopijna IES w zakresie odczytu cyfrowej kopii zapisu z rejestratora
    fonicznego CVR (ang. cocpit voice recorder) MARS-BM trafiła do
    prokuratury w grudniu 2011 r., pół roku po skopiowaniu nagrań.

    Rosjanie nagrywają

    Kopiowanie nagrań odbywa się w pomieszczeniach Komitetu Śledczego
    Federacji Rosyjskiej, ale nie w pomieszczeniu dźwiękoszczelnym. Biegli
    uznali, że nie wpłynie to na jakość nagrania. Docelowo ma zostać
    wykonanych siedem kopii zapisu. W czynnościach uczestniczą Rosjanie.
    Wszystko jest nagrywane przy użyciu 3 kamer cyfrowych. Zapis z tych
    nośników, jak również kopie nagrań będą dostępne dla obu stron, polskiej
    i rosyjskiej. Polska grupa przebywa w Moskwie od ponad tygodnia.

    Biegli mają zakończyć prace dzisiaj. W sobotę wracają do kraju.
    Nośniki z nagraniem najpierw zostaną przekazane Prokuraturze Generalnej
    Federacji Rosyjskiej, stamtąd – polskiej Prokuraturze Generalnej, by w
    końcu trafić do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Wtedy zajmą
    się nimi biegli. To typowa ścieżka przekazywania materiałów zebranych
    przez polskich biegłych na terenie Federacji Rosyjskiej – wyjątek
    stanowiło przekazanie próbek z wraku tupolewa: te zostały przekazane
    bezpośrednio polskim śledczym. Na podstawie nowych kopii zostanie
    sporządzona całkiem nowa transkrypcja zapisu dźwiękowego z rejestratora
    MARS-BM, sporządzą ją ci sami biegli, którzy uczestniczą w procesie
    kopiowania nagrań, materiał zostanie dołączony do akt śledztwa
    smoleńskiego.

    Cztery kanały osobno

    Rosyjski katastroficzny rejestrator głosu MARS-BM składa się z dwóch
    szpul na taśmę, modułu głowic kasująco-nagrywających i obudowy
    spełniającej wymagania ICAO dotyczące czarnych skrzynek, a więc dużej
    odporności na wodę, ogień, temperaturę, przeciążenia i zgniatanie. Do
    tego dochodzi blok sterujący ze wzmacniaczami sygnałów. Do pomarańczowej
    kapsuły podłącza się przewody z sygnałem pokładowych radiostacji UKF
    oraz z 3 zamontowanych w kabinie mikrofonów. Jeszcze inny przewód łączy
    rejestrator głosowy z parametrycznym, który co pół minuty dostarcza
    zakodowane informacje o upływie czasu.

    Taśma w MARS-BM ma 8 ścieżek, równocześnie dokonuje się zapis na
    czterech z nich. Na czterech ścieżkach zapisuje się dźwięk z czterech
    przetwarzanych przez MARS-BM kanałów dźwiękowych. Pierwsze dwa to obie
    radiostacje, trzeci gromadzi sygnał z mikrofonów w kabinie, a czwarty –
    taktowanie przez zegar rejestratora FDR. Biegli pracujący w Moskwie
    kopiują wszystkie cztery kanały.

    – Tak by każdą ścieżkę można było odsłuchiwać osobno – wyjaśnia ppłk
    Kopczyk. Zdaniem Rozborskiego, to bardzo istotna kwestia. – Ścieżki nie
    mogą się na siebie nakładać. Musi być możliwość ich śledzenia każdej z
    osobna. Dopiero wtedy, kiedy dokładnie się je pozna, każdą oddzielnie,
    można je synchronizować – ocenia ekspert.

    Z tekstu transkrypcji sporządzonej przez ekspertów krakowskiego
    Instytutu Ekspertyz Sądowych wynika, że wyseparowano ścieżkę radiową od
    nagrania rozmów w kokpicie. Jednak nie oddzielono od siebie wypowiedzi z
    kabiny od tła akustycznego, czyli od wszelkich innych odgłosów, jak np.
    przełączanie pewnych urządzeń samolotu (m.in. przełącznika włączania i
    wyłączania reflektorów). Tego, zdaniem ekspertów, być nie powinno.

    – A czasami wszystkie te niuanse akustyczne są bardziej wymowne niż
    słowa, jednoznacznie opisują sytuację, jaka ma miejsce w kabinie.
    Tymczasem akustykę potraktowano w tej transkrypcji po macoszemu,
    szczególnie jeśli chodzi o ostatnie sekundy nagrania – zaznacza
    Rozborski.

    Anna Ambroziak

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika gość z drogi

    13. Ból głowy

    ależ oni mają szczęscie...
    kolejny raz Historia przykrywa chwilowo ich "niechlujstwo"UKRAINA
    Ukraina...i nieszczęscia jakie tam się dzieją...a ja zaczynam nabierać pewności,ze to nie nieNiechlujstwo śledczych,lecz cały ciąg działań wcześniejszych na skutek których ,nad Smoleńskiem
    poległ Urzędujący Prezydent Polski i 95 Polek i Polaków...tych najważniejszych dla Kraju...

    gość z drogi

    avatar użytkownika gość z drogi

    14. Ukłony dla Naszego Dziennika,ktory od samego początku Polskiego

    Dramatu,jest Obecny w tej sprawie...bez względu na szykany i nagonkę na Niego

    gość z drogi

    avatar użytkownika Maryla

    15. PISF odrzucił wniosek o


    PISF odrzucił wniosek o dofinansowanie produkcji filmu "Smoleńsk"

    Za odrzuceniem wniosku opowiedzieli się Anna Kazejak-Dawid,
    Sławomir Fabicki, Jerzy Skolimowski, Jerzy Stuhr oraz Grzegorz Łoszewski
    (reprezentujący Roberta Glińskiego). Za dofinansowaniem produkcji filmu
    "Smoleńsk" opowiedział się Sylwester Chęciński.

    "Czy Raczak oszalał?" "Smoleńskie rytuały" na deskach teatru

    "Czy Raczak oszalał?" "Smoleńskie rytuały" na deskach teatru

    W poznańskim klubie "Pod Minogą" odbyła się premiera
    spektaklu "Spisek smoleński". Jego autorem jest Lech Raczak,
    współtwórca...
    czytaj dalej ». Jego autorem jest
    Lech Raczak, współtwórca Teatru Ósmego Dnia i były dyrektor artystyczny
    Malta Festiwal. - Kiedy zobaczyłem, jak wokół teorii wybuchu Antoni
    Macierewicz w Sejmie zgniata puszki i gotuje parówki, pomyślałem, że
    trzeba na to odpowiedzieć - wyjaśnia reżyser.

    W spektaklu zaprezentowano kilka teorii
    na temat przyczyn katastrofy samolotu TU-154 M pod Smoleńskiem 10
    kwietnia 2010 roku. Spektakl jest współfinansowany przez miasto Poznań,
    które przekazało Fundacji Orbis Tertius grant
    na przygotowanie sześciu
    przedstawień w okresie trzech lat. "Spisek smoleński" jest pierwszym z
    nich.

    "O,
    zobacz, ten, taki mały, jak stare dziecko, karzeł albo mu nogi ucięło
    czy co" – jak za publiczne pieniądze kpi się z ofiar 10/04

    „Trwający półtorej godziny zbiór kłamstw, ohydnego szyderstwa z
    ofiar, prostackiego wykorzystywania emocji związanych z katastrofą
    smoleńską. Żenujące przedstawienie z udziałem klakierów" - pisze "GPC" o
    spektaklu Lecha Raczaka.

    "Smoleńsk" Krauzego bez dofinansowania PISF. Powód: wady warsztatowe

    "Smoleńsk" Krauzego bez dofinansowania PISF. Powód: wady warsztatowe

    Pod koniec listopada twórcy filmu o katastrofie
    prezydenckiego samolotu z 2010 r. złożyli wniosek o państwową dotację w
    Polskim...
    czytaj dalej »

    "Scenariusz przedstawia świat czarno-biały a sama historia rozwija
    się w sposób bardzo przewidywalny” – napisano w oświadczeniu, które
    tłumaczy odmowę przyznania dotacji dla filmu o katastrofie smoleńskiej
    przez Państwowy Instytut Sztuki Filmowej. Negatywną opinie wydała
    komisja ekspertów – informuje Polskie Radio.

    W skład komisji weszli: Jerzy Stuhr, Jerzy Skolimowski, Grzegorz
    Łoszewski, Anna Kazejak, Sławomir Fabicki. Swoją decyzję uzasadniają
    w następujący sposób: „Przez cały czas jest to fabularyzowana
    publicystyka, która tonie w dialogach i monologach. Przeciwstawne racje
    nie ścierają się, tylko są ilustrowane kolejnymi tezami. To nie pozwala
    na rozwój postaci, które są jednowymiarowe. W samej historii brakuje
    wyraźnych zwrotów akcji i dramaturgicznej kulminacji.” Komisja zgłosiła też zastrzeżenia do postaci głównej bohaterki, którą
    jest dziennikarka. Członkowie zespołu określili ją mianem „postaci
    papierowej”.

    Dalej w opinii można przeczytać: „Rażą patetyczne
    dialogi i deklaratywne monologi wygłaszane ex cathedra. Szkoda, że nie
    mamy do czynienia z filmem o katastrofie smoleńskiej, tylko z apologią
    jednej postawy wobec tej katastrofy. Ta jednowymiarowość opowiadania
    ma wiele przejawów - w scenariuszu racji nie ma tylko jedna strona.
    Dobre postacie są nieskazitelne i można je skojarzyć z żyjącymi osobami
    - rodzinami ofiar katastrofy, a zło pozostaje anonimowe”.


    Na koniec członkowie komisji stwierdzili, że to początek drogi
    do realizacji filmu o katastrofie smoleńskiej, „a przed autorami jeszcze
    wiele pracy nad scenariuszem”.

    Kuriozalne
    uzasadnienie decyzji PISF ws. filmu "Smoleńsk". Dotacji nie będzie, bo
    "historia jest przewidywalna" i nie ma "zwrotów akcji"

    "Zupełnie niezrozumiałą dla liderów komisji" okazała się końcowa
    scena, w której w Lesie Katyńskim spotykają się duchy pomordowanych
    oficerów Wojska Polskiego i śp. Prezydenta oraz ofiar katastrofy z 10
    kwietnia 2010 roku.

    "Eksperci" PISF w kuriozalnym oświadczeniu zaznaczają, że film na
    "tak ważny i bolesny temat dla wszystkich Polaków powinien powstać", ale
    w ich opinii scenariusz filmu Krauzego "ma wiele warsztatowych wad".
    Zastanawiające. O jakie wady chodzi?

    Scenariusz przedstawia świat czarno-biały, a sama historia rozwija się w sposób bardzo przewidywalny

    - ubolewają eksperci.

    Nie wiemy, czy to oznacza, że oczekiwano happy endu, bo eksperci PISF piszą też o "braku zwrotów akcji". Komisji instytutu nie podoba się również styl zasłużonego i cenionego reżysera.

    Autorzy zakładają swoistą "nadwiedzę" widzów, pozbawiając
    jednocześnie ten scenariusz prawdziwych konfliktów. Rażą patetyczne
    dialogi i deklaratywne monologi wygłaszane ex cathedra

    - czytamy w uzasadnieniu.

    Oczywiście moglibyśmy się pastwić: wymieniać filmy, które PISF
    zaakceptował bez mrugnięcia okiem. Z "Pokłosiem", "Wyjazdem
    integracyjnym" i całą stertą szrotu. Ale idźmy dalej.

    "Zupełnie niezrozumiałą dla liderów komisji" okazała się
    końcowa scena, w której w Lesie Katyńskim spotykają się duchy
    pomordowanych oficerów Wojska Polskiego i śp. Prezydenta oraz ofiar
    katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku.
    Jakoś nie dziwi ten "brak zrozumienia". Komisja przekonuje, że to niedopuszczalny zabieg artystyczny.

    Wprowadzenie tak jednoznacznej sceny symbolicznej na koniec
    scenariusza aspirującego do konwencji sensacji, w dodatku mającej
    stanowić także film historyczny, razi brakiem spójności gatunkowej i
    mogłoby zostać uznane za nadużycie

    - czytamy.

    Na koniec eksperci wyrażają nadzieję, że "to nie koniec prac nad scenariuszem", jednak autorów czeka "wiele pracy". Kuriozalne oświadczenie, nazwane "uzasadnieniem" nie dziwi. Mogliście
    jednak, drodzy panie i panowie, z Jerzym Stuhrem na czele, od razu
    powiedzieć jasno i otwarcie: pieniędzy na "Smoleńsk" nie będzie, bo to
    temat niebezpieczny. Reżyser niebezpieczny. Bohater filmu niebezpieczny.

    Redbad
    Klijnstra: Odmowa finansowania filmu "Smoleńsk" to decyzja polityczna.
    To się wpisuje w szerszą perspektywę zacierania przeszłości...

    "W tej chwili, tak jak w PRL-u, trzeba mówić że się jest przeciw
    Smoleńskowi i to tak głośno, żeby władza usłyszała, żeby zapewnić sobie
    prasę".

    Koteria
    Stuhra i Machulskiego, PISF na sznurku ITI?! Kilka spiskowych pytań o
    działalność Instytutu. Decyzja ws. "Smoleńska" wskazuje, że nie jesteśmy
    do końca u siebie


    Czy spółki jak ITI, dysponujące tak dużymi pieniędzmi i de facto
    pozwalające żyć PISF, mogły wpłynąć, choćby biernie, na decyzję komisji
    eksperckiej ws. "Smoleńska"? Spiskowe pytanie..


    Prokuratura
    zajmie się skandalicznym spektaklem "Spisek smoleński". Do śledczych
    trafiło pismo z zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa.

    "Zadaniem prezydenta Ryszarda Grobelnego jest między innymi
    promocja sztuki oraz tworzenie i upowszechnianie dóbr kultury na terenie
    miasta Poznania. Zamiast tego prezydent Grobelny z publicznej kasy
    przeznaczył wieloletnie dofinansowanie na pseudoartystyczne oraz
    antypolskie projekty reżysera Lecha Raczka - 220 tys. zł rocznie".

    "Smoleńsk"
    bez dotacji PISF. Bromski: "Przecież się nie pali, film może powstać
    później". Wolski: "Nie wyobrażam sobie, żeby Wajda przedstawił projekt
    nieprzyjęty przez PISF"

    "Osoba Antoniego Krauzego jako reżysera wystarczająco uwiarygadnia
    ten projekt. (...) Poza tym zarzuty, które pan przytoczył, można
    postawić np. filmowi "Pokłosie" - to absolutnie czarno-biały świat".

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    16. Prokuratura wojskowa: Biegli

    Prokuratura wojskowa: Biegli zakończyli kopiowanie nagrań z Tu-154M

    Grupa złożona z prokuratora i trzech biegłych pojechała do Moskwy,
    aby ponownie skopiować nagrania z rejestratora rozmów w kokpicie
    Tu-154M.Grupa złożona z prokuratora i trzech
    biegłych pojechała do Moskwy, aby ponownie skopiować nagrania z
    rejestratora rozmów w kokpicie Tu-154M. Swoje prace rozpoczęła 17
    lutego. Jak informowała w połowie lutego Naczelna Prokuratura Wojskowa, biegli liczą, że przy użyciu nowej metodologii i sprzętu uda się dokonać skuteczniejszego odsłuchu zapisu tzw. czarnej skrzynki.Cel naszego wyjazdu został zrealizowany
    - powiedział prok. Kopczyk. Dodał, że uzyskany materiał dowodowy trafi
    do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie drogą oficjalną za
    pośrednictwem prokuratur generalnych obu krajów. Biegli mają wrócić do
    kraju w sobotę.Prokuratura wojskowa dysponuje już opinią
    dotyczącą zapisu czarnej skrzynki Tu-154M rozbitego pod Smoleńskiem,
    która została wydana w grudniu 2011 r. przez Instytut Ekspertyz Sądowych
    w Krakowie (IES). Z analizy opinii krakowskiego instytutu wynika,
    że biegli nie zidentyfikowali części zarejestrowanych na nagraniu
    wypowiedzi. Powodem takiego stanu rzeczy jest stosunkowo niska jakość
    dowodowego nagrania
    - wskazywała prokuratura.Dlatego ostatnie czynności prokuratora wojskowego i biegłych w Moskwie - jak wyjaśniała NPW - przyczynić się mogą do przeprowadzenia skuteczniejszego odsłuchu zapisu dźwiękowego z rejestratora MARS-BM samolotu Tu-154M.Wniosek w sprawie ponownego skopiowania
    zapisu czarnej skrzynki WPO w Warszawie, prowadząca śledztwo dotyczące
    katastrofy smoleńskiej, wysłała do Rosji na początku grudnia zeszłego
    roku. Czynności w Rosji wykonywane były na potrzeby zespołu biegłych
    przygotowującego zlecone jeszcze latem 2011 r. całościowe opracowanie
    dotyczące tragicznego lotu z 10 kwietnia 2010 r.NPW zastrzegała równocześnie, że sporządzenie nowej kopii nie zmienia faktu, iż opinia wykonana przez IES w 2011 r. jest w aktach śledztwa i jest materiałem dowodowym.
    Stenogram odczytanych wtedy przez krakowski instytut wypowiedzi z
    kokpitu Tu-154M został ujawniony na początku 2012 r. przez prokuraturę
    wojskową i znajduje się na stronie internetowej NPW.Śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej
    obecnie jest przedłużone do 10 kwietnia tego roku. Prokuratura
    informowała niedawno, że do końca marca ma otrzymać m.in. opinię
    dotyczącą zapisów rozmów z wieży smoleńskiego lotniska. W tym samym
    terminie ma być gotowa inna opinia w sprawie nagrania z samolotu Jak-40,
    który lądował w Smoleńsku krótko przed katastrofą Tu-154M.Polska prokuratura wciąż czeka na
    przekazanie znajdujących się w Rosji szczątków samolotu i pochodzących z
    niego rejestratorów, w tym tego z zapisem rozmów w kokpicie.
    Prokuratura rosyjska wielokrotnie informowała, że przekazanie takie
    będzie możliwe dopiero po zakończeniu rosyjskiego postępowania w sprawie
    katastrofy w Smoleńsku.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika gość z drogi

    17. Smoleńsk nie dostał dotacji,bo ma wady warsztatowe,ale Gliński

    dostał,mimo "konfabulowania " na temat książki'Kamienie na szaniec"
    pokrętne to myślenie...

    gość z drogi

    avatar użytkownika Maryla

    18. Prof. Nowaczyk: "nie jestem



    Prof.
    Nowaczyk: "nie jestem już pracownikiem Uniwersytetu w Maryland. Nagonka
    trwała od pierwszego wystąpienia przed zespołem smoleńskim”.

    „W wojnie wytoczonej przez media środowisku nauk technicznych
    każdy chwyt jest dozwolony. Ze strony dużej części naukowców w Polsce, a
    szczególnie ich oficjalnych przedstawicieli, taki stan rzeczy jest
    najczęściej milcząco aprobowany”.

    Sprawą zaniedbań śledczych po tragedii smoleńskiej zajmie się Sąd Najwyższy. Prokuratorzy odpowiedzą za swoje błędy?

    Sprawę skierował do SN płk Rafał Korkus, zastępca prezesa Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie. Decyzja zapadła 19 lutego.

    Sąd nad Parulskim

    NASZ DZIENNIK ujawnia: Sąd Najwyższy zbada zażalenie na umorzenie sprawy prokuratorów, którzy pracowali w Rosji

    Operacja DOMIAR

    Ekipa specjalistów pracuje w Smoleńsku nad dokładnym pomiarem położenia brzozy

    Ekipa złożona z dwóch polskich fizyków i geodety pracuje w Smoleńsku nad dokładnym pomiarem położenia brzozy, która miała spowodować oderwanie części lewego skrzydła tupolewa.

    Ustalenia rosyjskiego MAK i komisji Jerzego Millera od początku
    kwestionują eksperci zespołu parlamentarnego. Według ich obliczeń,
    opartych głównie na zapisach komputerów pokładowych wyprodukowanych w
    USA (FMS i TAWS), trajektoria lotu wyglądała inaczej.

    Profesor Wiesław Binienda wykonał symulacje kwestionujące możliwość
    złamania skrzydła przy uderzeniu w brzozę. Zespół parlamentarny
    twierdzi, że samolot przeleciał nawet 20 metrów nad brzozą, a urwanie
    fragmentu skrzydła nastąpiło z innego powodu (powiedzmy eksplozji).

    Mocnym argumentem za tymi hipotezami byłoby potwierdzenie analizy
    zaprezentowanej w październiku ub.r. na konferencji smoleńskiej przez
    prof. Chrisa Cieszewskiego z Uniwersytetu Georgii (USA). Według niego,
    na zdjęciu satelitarnym rejonu podejścia do lądowania wykonanego przez
    firmę Digital Globe 5 kwietnia 2010 r. brzoza była już złamana.
    Przemawiające za tym wywody są dość skomplikowane, ciężko je przyjąć
    inaczej, niż ufając profesjonalizmowi Cieszewskiego, który naukowo
    zajmuje się badaniami lasów metodami satelitarnymi.

    Jednak zarówno przedstawiciele byłej komisji Millera (tzw. zespołu
    Laska), jak i wiele osób, które były w Smoleńsku i pamiętają położenie
    brzozy, kwestionowało jej pozycję podaną przez amerykańskiego naukowca.
    Miał on za brzozę wziąć stertę śmieci – twierdził Lasek – albo fragmenty
    ogrodzenia działki właściciela terenu Nikołaja Bodina.

    Cieszewski poza zdjęciami satelitarnymi posługiwał się fotografiami
    brzozy i okolicznego terenu oraz filmem pokazującym teren z lotu ptaka
    (nagranym z lotni). Jego błąd mógł polegać na nieuwzględnieniu
    deformacji obrazu spowodowanej tym, że film pokazuje teren w
    perspektywie, a nie rzucie prostokątnym, jak na mapie.

    Wśród autorów analiz korygujących wyniki Cieszewskiego jest prof.
    Marek Czachor, fizyk z Politechniki Gdańskiej. Czachor jest autorem
    wniosku o grant naukowy na projekt badawczy kompleksowej komputerowej
    symulacji lądowania Tu-154M.

    W środowisku naukowców związanych z konferencją smoleńską powstał
    spór. Część przekonywał Cieszewski, inni przyjmowali argumenty jego
    oponentów. Sytuacja stała się tak napięta, że prof. Czachor zrezygnował z
    udziału w komitetach konferencji. Ale wątpliwości pozostały.

    Część zainteresowanych, głównie fizycy, uznała, że jedynym sposobem
    na ustalenie prawdy jest wyjazd do Smoleńska i obliczenie położenia
    brzozy przez profesjonalnego geodetę.

    – To zupełnie normalny odruch każdego fizyka, że jeśli słyszy o
    jakimś zaskakującym wyniku, to chce, żeby został niezależnie
    potwierdzony przez inną grupę. Niewątpliwie wynik analizy prof.
    Cieszewskiego był jednym z najbardziej zaskakujących wyników
    IIKonferencji Smoleńskiej – tłumaczy prof. Andrzej Wiśniewski z
    Instytutu Fizyki PAN, jeden ze współorganizatorów konferencji. Tym
    bardziej że tylko pozornie chodzi o drobny szczegół na zdjęciu.
    Potwierdzenie tezy Cieszewskiego oznaczałoby wywrócenie oficjalnej
    wersji przebiegu katastrofy: oderwania skrzydła i wykonania przez
    maszynę półbeczki kończącej się uderzeniem w ziemię w pozycji na
    grzbiecie.

    – Ten wynik można dość łatwo zweryfikować doświadczalnie. O ile nie
    mamy dostępu do wraku czy oryginałów czarnych skrzynek, o tyle brzoza
    jest łatwo dostępna. Zamiast analizować zdjęcia, można przyjechać i przy
    pomocy stosunkowo prostych pomiarów ustalić jej położenie – dodaje
    naukowiec.

    – Wciąż nie znamy prawdy o tym, co się stało w Smoleńsku, ale jeśli
    chcemy ją poznać, to musimy przede wszystkim wyeliminować błędne tropy, a
    skupić się np. na dziwnym zachowaniu samolotu po komendzie „odchodzimy”
    – mówi prof. Czachor.

    Pomiary geodezyjne prowadzili już na miejscu katastrofy i w rejonie
    brzozy w grudniu 2011 r. biegli powołani przez prokuraturę wojskową
    prowadzącą śledztwo. Ale są one niedostępne.

    Czachor i Wiśniewski postanowili sami pojechać do Smoleńska razem z
    wynajętym geodetą. Naukowcy zaprosili „Nasz Dziennik”, by ktoś z
    zewnątrz obserwował przebieg pomiarów.

    Kilkugodzinne prace terenowe rozpoczęły się w sobotę.

    Wykonano kilkadziesiąt bezpośrednich pomiarów, często tę samą
    odległość sprawdzano kilkoma metodami. Warunki były trudne, bo po
    zimowych roztopach wszystko pokryło się błotem. Niekiedy, z miarką,
    trzeba się było przedzierać przez gęste krzewy, w których nie dało się
    zastosować dalmierza laserowego, bo jego promień załamywał się na
    gałęziach.

    W trakcie prac naukowcy wchodzili nawet na dach altanki Bodina. Sam
    lekarz smoleńskiego pogotowia przez jakiś czas przyglądał się pracom.

    Po powrocie do Polski geodeta będzie musiał opracować wyniki
    pomiarów, nanieść je na zdjęcie satelitarne, którego używał Cieszewski, i
    napisać raport. Wszystkie pojedyncze wyniki pomiarów zostaną
    upublicznione.

    Polska ekipa wyznaczyła zarówno odległości między brzozą a różnymi
    obiektami w okolicy, jak i wiele innych, co jest potrzebne do ustalenia
    skali i deformacji zdjęć satelitarnych. Zmierzono też kilka wysokości
    obiektów. Ponieważ satelita podczas wykonywania zdjęć nie znajdował się
    dokładnie nad terenem przy Siewiernym, niektóre wyższe obiekty widoczne
    są także nieco z boku. Mierząc ich wysokość, można stwierdzić, pod jakim
    kątem zrobiono zdjęcie.

    Okolice brzozy dziś znacznie różnią się od sytuacji z 10 kwietnia
    2010 roku. Na wysokości drzewa, dokładnie w osi pasa startowego,
    wybudowano duży, strzeżony, parking.

    Rosjanie usunęli większość świateł podejścia dla samolotów. Pomiędzy
    progiem pasa a bliższą radiolatarnią pozostał tylko jeden rząd,
    najbliższy lotniska. Widać, że planowane są nowe inwestycje – wielka
    dziura w ziemi m.in. przy trajektorii samolotu, w rejonie punktu TAWS nr
    38, który zespół parlamentarny uważa za kluczowy dla analizy przyczyn
    katastrofy.

    Pomiary w Smoleńsku były także okazją do odwiedzenia miejsca
    katastrofy i poczynienia różnych spostrzeżeń. Ani Czachor, ani
    Wiśniewski nigdy tu wcześniej nie byli.

    – Dopiero na miejscu widać to, czego nie ma na żadnym zdjęciu czy
    zdjęciu satelitarnym. Na przykład, jak wielkie są różnice wysokości w
    tym rejonie. Chciałem się też na własne oczy przekonać, jak wyglądał
    las, który został wycięty przez tupolewa tuż przed uderzeniem w ziemię.
    Według zdjęć satelitarnych samolot zrobił przecinkę w największym
    skupisku drzew w okolicy. Na zdjęciach i filmach z miejsca katastrofy
    wydaje się, że nie ma drzew. Zawsze słyszeliśmy o tym, że samolot
    uderzył w miękki, podmokły grunt. To nieprawda, uderzył w gęsty las, w
    którym było bardzo dużo grubych drzew. Na zdjęciu sprzed katastrofy
    widać, że tak samo gęsta jest sąsiednia część lasu, ta koło betonowej
    drogi, która nie została wycięta, dlatego tak chciałem ją zobaczyć –
    mówi Czachor. Fizyk zauważa, że to uderzenie nie było nigdy analizowane.

    Samolot uderzył (lecąc na grzbiecie) w ścianę lasu, gdy kadłub był
    jeszcze w powietrzu, według Czachora tą częścią, gdzie było napisane
    „Rzeczpospolita Polska”.

    – Dopiero potem znalazł się na praktycznie otwartej przestrzeni.
    Wygląda na to, że samolot zanim uderzył w ziemię, wyciął około setki
    drzew, z tego co dziesiąte jest porównywalne z brzozą smoleńską –
    zauważa.

    Czachor sądzi, że już wtedy pnie mogły rozpruć kadłub.

    W tym miejscu po katastrofie było wiele fragmentów poszycia samolotu.

    Piotr Falkowski, Smoleńsk

    Oto jak państwo zdało egzamin, a zwłaszcza prokuratura

    Pierwsze oględziny już półtora roku po katastrofie, pierwsze próbki do badań na trotyl – zaledwie w trzy i pół roku. No brawo…

    Dwa miesiące temu zadałem prokuratorowi generalnemu 10 pytań w sprawie śledztwa smoleńskiego.

    Odpowiedział mi naczelny prokurator wojskowy Jerzy Artymiak, ale tylko
    na niektóre pytania, co do pozostałych zasłonił się tajemnicą śledztwa.

    A oto, co mi naczelny prokurator wojskowy odpowiedział na kluczowe pytania, które mu zadałem:

    Kiedy zostały przeprowadzone pierwsze procesowe, protokołowane
    oględziny miejsca katastrofy, sporządzone przez polskich prokuratorów?
    Podkreślam – sporządzone przez polskich prokuratorów, nie chodzi mi o
    czynności wykonane w ramach pomocy prawnej przez prokuraturę rosyjską.
    Jaką datę nosi protokół tych pierwszych oględzin, przeprowadzonych przez
    polskich prokuratorów?

    Kiedy zostały przeprowadzone pierwsze procesowe, protokołowane oględziny
    wraku samolotu, przeprowadzone przez polskich (podkreślam – polskich)
    prokuratorów? Jaka datę nosi protokół tych oględzin? Czy w oględzinach
    tych brali udział polscy biegli, a jeśli tak, to jacy?

    Kiedy polscy (podkreślam – polscy) prokuratorzy przeprowadzili oględziny
    złamanej brzozy, od której wg komisji Millera miała się rozpocząć
    destrukcja samolotu? Z jakiej daty jest pierwszy procesowy protokół,
    opisujący tę brzozę?

    Z odpowiedzi naczelnego prokuratora wojskowego: Oględziny miejsca
    zdarzenia, w tym brzozy oraz elementów wraku samolotu Tu-154M nr boczny
    101, z udziałem polskich biegłych oraz polskich prokuratorów były
    prowadzone wielokrotnie. Pierwsze takie oględziny odbyły się na
    przełomie września i października 2011 roku…

    Kiedy została przeprowadzona pierwsza sekcja zwłok, wykonywana przez
    polskich (podkreślam – polskich) lekarzy, przeprowadzona z udziałem
    polskich (podkreślam – polskich) prokuratorów?

    Odpowiedź NPW: Pierwsza sekcja zwłok, przeprowadzona przez polskich
    lekarzy – po uprzedniej ekshumacji zwłok – z udziałem polskich
    prokuratorów, odbyła się w dniu 30 sierpnia 2011 roku…

    Czy są już wyniki badań próbek pobranych z foteli samolotu na
    ewentualną obecność śladów materiałów wybuchowych? Chodzi tu o próbki, o
    których pobraniu prokuratura informowała w październiku 2012 roku,
    zabezpieczone w Moskwie, które miały być badane przez polskich
    specjalistów, a wyniki badania miały być znane za pół roku. Minęło już
    14 miesięcy – co z tymi próbkami i badaniami, Panie Prokuratorze
    Generalny? Zostały zbadane, czy nie zostały? I jakie są wyniki tych
    badań?

    Odpowiedź NPW: W 2012 roku w Moskwie polscy biegli nie zabezpieczali
    żadnego materiału na obecność śladów materiałów wybuchowych. Natomiast
    materiał z elementów foteli wspomnianego statku powietrznego był
    pobierany przez polskich biegłych na przełomie lipca i sierpnia 2013
    roku…

    Pierwsze oględziny miejsca katastrofy, brzozy i wraku, pierwsza sekcja zwłok – półtora roku po katastrofie.

    Próbki na trotyl z foteli – trzy i pół roku po katastrofie… swoją drogą,
    o co był w takim razie w 2012 roku cały ten zgiełk po publikacji Gmyza,
    że trotylu nie było, a właściwie może był, a może nie był, albo go nie
    stwierdzono.

    Czego wtedy nie stwierdzono, skoro próbki pobierano dopiero w połowie 2013 roku?

    Czepiam się – przecież państwo polskie zdało egzamin, a prokuratura w szczególności…

    mec. Janusz Wojciechowski

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    19. Mierzymy, co się da

    Mierzymy, co się da

    Rozmowa z inż. Dariuszem Szymanowskim, geodetą, odpowiedzialnym za pomiary położenia smoleńskiej brzozy

    zdjecie

    M.Marek/Nasz Dziennik

    Mierzymy, co się da

    Z inż. Dariuszem Szymanowskim, geodetą, odpowiedzialnym za pomiary położenia smoleńskiej brzozy, rozmawia Piotr Falkowski

    Od jak dawna wykonuje Pan pomiary terenowe?

    – Od dwudziestu lat pracuję w zawodzie,
    posiadam uprawnienia geodezyjne. Wykonuję pomiary sytuacyjne i
    wysokościowe, prowadzę firmę świadczącą usługi geodezyjne. Elementem
    pracy geodezyjnej jest również umiejętność uczytelniania zdjęć
    lotniczych i satelitarnych. Przez kilka lat uczyłem także w technikum
    geodezyjnym.

    Wykonywał Pan już kiedyś pomiary związane z takimi szczególnymi miejscami?

    – Tak, miałem okazję być z ekipą
    Stowarzyszenia Weteranów Polskich Formacji Granicznych w Tynnem na
    Ukrainie. Brałem udział w poszukiwaniu mogił żołnierzy Korpusu Ochrony
    Pogranicza zamordowanych tam we wrześniu 1939 roku.

    Zlecono Panu wykonanie pomiarów w
    Smoleńsku, w rejonie lądowania Tu-154M 10 kwietnia 2010 roku. Przywiózł
    Pan ze sobą jakieś przyrządy?

    – Mam bardzo proste wyposażenie. To
    dalmierz laserowy i zwykła taśma miernicza. Po przedstawieniu mi
    problemu uznałem, że to wystarczy. Miałem dokonać identyfikacji na
    zdjęciu satelitarnym obiektu terenowego – wskazanego przez
    zleceniodawców drzewa. Zdecydowałem, że sprzęt podstawowy będzie
    zupełnie wystarczający. Gdybym przywiózł i używał ciężkiego sprzętu
    specjalistycznego, mogłyby się pojawić trudności prawne. Prace
    geodezyjne trzeba zgłaszać w odpowiednim urzędzie, a czasem uzyskać
    zezwolenie, tak jest w Polsce i zapewne też w Rosji. W Smoleńsku mogłyby
    się pojawić w związku z tym problemy, my zaś chcieliśmy tego uniknąć.

    Co było największą trudnością w wykonaniu zlecenia?

    – Teren ten jest trudny, mocno zakrzaczony,
    zabłocony, z dużymi deniwelacjami. Musieliśmy chodzić po stertach
    śmieci. To wszystko sprawiło, że trudno się było tu poruszać. Żeby w
    ogóle dało się to wykonać, przyjechaliśmy właśnie wiosną, gdy nie ma już
    śniegu, a jeszcze nie wyrosły liście. Oczywiście wykonywaliśmy pomiary
    tam, gdzie się dało, to jest przede wszystkim z południowej strony
    brzozy, z północnej jest ogrodzona działka, a następnie nowy obiekt,
    którego nie ma na zdjęciach satelitarnych z 2010 roku. Te trudności
    wpływają na precyzję pomiarów, ale podstawową barierą nie są dane
    terenowe, ale ograniczona dokładność zdjęć satelitarnych. Tym niemniej
    udało się znaleźć kilka obiektów, które łatwo jest bez wątpliwości
    zidentyfikować na zdjęciu satelitarnym i zmierzyć odległość między nimi a
    brzozą oraz wykonać szereg pomiarów kontrolnych pozwalających na
    wyznaczenie skali zdjęć satelitarnych i jeszcze innych. Dzięki temu
    można odłożyć wyznaczone miary na zdjęciu, pełniącym rolę mapy, i
    wskazać brzozę.

    Widziałem, że wchodził Pan nawet na dach altanki na daczy właściciela tego terenu, Nikołaja Bodina.

    – No tak, chciałem wykonać na miejscu jak
    najwięcej pomiarów, nawet jeśli nie wszystkie zostaną wykorzystane. Ta
    altanka jest widoczna na zdjęciach satelitarnych, postanowiłem więc ją
    zmierzyć oraz wyznaczyć odległość od jej charakterystycznych punków do
    brzozy. Najprościej było wejść na dach. Na szczęście był akurat
    właściciel i nie miał nic przeciwko naszej pracy na jego działce.

    Z jaką dokładnością jest Pan w stanie wyznaczyć w oparciu o te pomiary położenie brzozy na zdjęciu satelitarnym?

    – Błędy związane z trudną dostępnością
    terenu i jego dużą deniwelacją są na tyle nieistotne, że pozwalają na
    jednoznaczną identyfikację brzozy na dostarczonym zdjęciu satelitarnym
    według mojej oceny z dokładnością do 1,5 metra, co w zupełności
    wystarczy do rozstrzygnięcia problemu postawionego przez zleceniodawców.
    Mogę powiedzieć, że po przyjechaniu tutaj i zorientowaniu się w terenie
    w zasadzie mogłem wskazać brzozę na zdjęciu satelitarnym bez żadnych
    pomiarów. A pomiary tylko to wskazanie potwierdziły.

    Czy to miejsce ma dla Pana jakieś znaczenie pozaprofesjonalne?

    – Kiedy poproszono mnie o przyjazd do
    Smoleńska, zgodziłem się chętnie, bo uważam, że kiedy ktoś stara się coś
    wyjaśnić w tej sprawie, to trzeba pomóc. Drugim ważnym powodem jest to,
    że tu zginął nasz prezydent i elita Narodu. Chciałem tu przyjechać,
    uczcić ich pamięć i zapalić znicz. Ponadto traktuję ten wyjazd także
    jako pielgrzymkę do Katynia, bo jest okazja, żeby także tam się pojawić,
    oddać hołd zamordowanym oficerom, pomodlić się i zapalić lampkę. To
    jest miejsce, gdzie, jak sądzę, każdy Polak powinien choć raz być.

    Dziękuję za rozmowę.

    Piotr Falkowski

    Brzoza smoleńska zidentyfikowana. Pomiary geodezyjne potwierdzają lokalizację drzewa na zdjęciu satelitarnym

    "Błędy związane z trudną dostępnością terenu i jego dużą
    deniwelacją są na tyle nieistotne, że pozwalają na jednoznaczną
    identyfikację brzozy na dostarczonym zdjęciu satelitarnym według mojej
    oceny z dokładnością do 1,5 metra" - mówi geodeta inż. Dariusz
    Szymanowski.

    Funkcjonariuszka Kublik i klasa?

  • Prawo i Sasin, czyli PiS bez klasy

    Przeprosi, ale mówił prawdę. Tak Jacek Sasin, poseł PiS i
    b. szef Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wywiązuje się z
    prawomocnego wyroku...

    Agnieszka Kublik


  • Jak myśli PiS? Interwencja Putina na Ukrainie dowodem na zamach w Smoleńsku

    Prezes PiS Jarosław Kaczyński jest zdania, że atak
    Putina na Ukrainę może przyczynić się do ujawnienia prawdy o katastrofie
    smoleńskiej.

    Agnieszka Kublik


  • Wędrujące
    akta 10/04: zażalenie na umorzenie śledztwa ws. niedopełnienia
    obowiązków przez prokuratorów po tragedii smoleńskiej rozpatrzy sąd w
    Poznaniu

    Mec. Pszczółkowski: „Nie mam takiego wrażenia, by skierowanie tej
    sprawy do Poznania dawało jakieś nadzwyczajne gwarancje obiektywizmu”



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    20. Współorganizator I i II

    Współorganizator I i II Konferencji Smoleńskiej, wykładający na Akademii Górniczo-Hutniczej prof. Piotr Witakowski stracił pracę. Oficjalnym powodem podawanym przez władze uczelni jest osiągnięcie przez naukowca wieku emerytalnego - ujawniła dziś w programie „Zadanie Specjalne” Anita Gargas w TV Republika.

    - Profesor Piotr Witakowski właśnie pożegnał się z pracą na Akademii Grórniczo-Hutniczej w Krakowie. Podobno jest w wieku emerytalnym. Co ciekawe przez ostatnie 10 lat nie korzystał on ani razu ze zwolnienia lekarskiego. Najwyraźniej jego doświadczenie nie jest przydatne na uczelni przy kształceniu młodych fizyków – mówiła prowadząca program „Zadanie Specjalne” Anita Gargas.Piotr Witakowski jest profesorem nadzwyczajnym, który do niedawna był pracownikiem naukowym w Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie. Ponadto jest autorem patentów z dziedziny miernictwa, budownictwa i kolejnictwa, publikacji naukowych z zakresu matematyki, fizyki, budownictwa, informatyki i miernictwa.

    W 2012 roku został przewodniczącym komitetu organizacyjnego i członkiem prezydium „Komitetu naukowego konferencji poświęconej badaniom katastrofy polskiego Tu-154 w Smoleńsku metodami nauk ścisłych”. Był organizatorem Pierwszej i Drugiej Konferencji Smoleńskiej.
    http://niezalezna.pl/53074-dlaczego-prof-piotr-witakowski-wspolorganizat...

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    21. 4 lata minęły

    Powstanie instytucja nadzorująca całe lotnictwo państwowe

    Powołanie instytucji, której będzie podlegać całe lotnictwo
    państwowe - było jednym z tematów 56. Konferencji Bezpieczeństwa Lotów.
    Doroczna konferencja wojskowego lotnictwa po raz pierwszy odbyła się w
    Dowództwie Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych.


    Krew Generała się broni

    „NASZ DZIENNIK" UJAWNIA: Biegli: We krwi generała Andrzeja Błasika nie było alkoholu

    Badania przeprowadzili, a później ekspertyzę z
    nich sporządzili biegli krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych.
    Analizy toksykologiczne materiału genetycznego pobranego od 21 ofiar
    katastrofy przeprowadzono na zlecenie Wojskowej Prokuratury Okręgowej w
    Warszawie, która prowadzi śledztwo smoleńskie.

    Opinia biegłych wpłynęła do prokuratury 5 marca. Śledczy nie
    ujawniają szczegółów dokumentu. – Tak, dysponujemy tą opinią – przyznaje
    kpt. Marcin Maksjan z Biura Prasowego Naczelnego Prokuratora
    Wojskowego. – Wypowiemy się w tej sprawie po zapoznaniu się z tym
    dokumentem ze strony pełnomocnika pani generałowej – dodaje.

    Analizy dotyczyły określenia zawartości alkoholu etylowego i
    wyznaczenia zażyciowego stężenia alkoholu etylowego we krwi w chwili
    śmierci, stwierdzenia obecności śladów środków odurzających oraz
    ustalenia zawartości hemoglobiny tlenkowęglowej. Próbki materiału
    biologicznego pobrane z ciał ofiar katastrofy w Moskwie w kwietniu 2010
    r., pozostałe po przeprowadzeniu przez Rosjan badań
    molekularno-genetycznych, toksykologicznych, gazowo-chromatograficznych i
    biologicznych, w sierpniu 2012 r. przekazał polskim prokuratorom
    Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej. Materiał został odesłany do
    krakowskiego IES. A ten po badaniach wykluczył jakąkolwiek obecność
    alkoholu we krwi generała Andrzeja Błasika.

    – Tym samym upada rosyjska wersja o pijanym generale Błasiku, która
    była ze strony Rosjan zagraniem czysto PR-owskim, chodziło tylko i
    wyłącznie o upokorzenie Polaków – komentuje wyniki prac biegłych mecenas
    Bartosz Kownacki, pełnomocnik rodziny dowódcy Sił Powietrznych.
    Scenariusz o pijanym generale Andrzeju Błasiku i wywieranej przez niego
    presji na załogę był podstawą raportu rosyjskiego Międzypaństwowego
    Komitetu Lotniczego sporządzonego po katastrofie Tu-154M. W raporcie
    Tatiany Anodiny znalazł się zapis, jakoby we krwi generała stwierdzono
    obecność 0,6 promila alkoholu etylowego. Drastyczną ekspertyzę
    sądowo-lekarską obrażeń dowódcy Sił Powietrznych RP z werystycznym
    opisem urazów MAK opublikował na swoich stronach internetowych, w
    załączniku do raportu. Dokument ma nazwę „Ekspertyza nr 37 z oględzin
    zwłok”. Badanie na zawartość alkoholu we krwi generała Błasika
    znajdowało się właśnie w tym dokumencie. Pod nim podpisał się
    ekspert-chemik A. Lawreszin. Badanie krwi przeprowadzono 11 kwietnia
    2010 r. w Departamencie Ochrony Zdrowia, Biurze Ekspertyz
    Medyczno-Sądowych w Moskwie. W dokumencie brakowało informacji, o której
    godzinie przeprowadzono badanie. Strona rosyjska nie podała też źródeł
    wydanej opinii. Brak także było zapisów wyników metody, którą jakoby
    prowadzono badanie krwi, co pozwoliłoby stwierdzić, czy poziom alkoholu
    był wysoki, czy niski. Ponadto próbka nie była właściwie zabezpieczona
    (nieopieczętowana), co zupełnie podważa jej wiarygodność jako materiału
    dowodowego. Brak zabezpieczenia implikował sytuację, że mogłoby dojść do
    zamiany próbek – a zważywszy na bałagan, jaki panował choćby przy
    identyfikacji ciał ofiar tej katastrofy, wątpliwości te byłyby
    całkowicie uzasadnione.

    Kwestię domniemanych nacisków ze strony gen. Andrzeja Błasika
    podnieśli też polscy eksperci z tzw. komisji Jerzego Millera, tyle że
    mówiono tam już nie o presji bezpośredniej, ale o presji pośredniej na
    pilotów. Ostrożnie natomiast strona polska odniosła się do kwestii
    zawartości alkoholu we krwi generała.

    W „Uwagach Rzeczypospolitej Polskiej do projektu Raportu końcowego
    MAK z badania wypadku samolotu Tu-154M nr boczny 101” stwierdzono, że o
    wynikach badań stężenia alkoholu etylowego we krwi dowódcy Sił
    Powietrznych przeprowadzonych przez stronę rosyjską nie można się
    wypowiedzieć ze względu na brak dokumentacji źródłowej: nie ma
    autoryzowanych wyników badań toksykologicznych oraz informacji, kiedy i
    jak zabezpieczono materiał do badania. Eksperci stwierdzili przy tym, że
    nie można jednak wykluczyć, iż alkohol wykazany podczas autopsji mógł
    mieć pochodzenie endogenne, na skutek wewnętrznych reakcji zachodzących w
    organizmie. Warto zaznaczyć, że powstawanie alkoholu w zwłokach in
    corpore może być efektem niesterylnych metod pobierania materiału.
    Istnieje bowiem wówczas możliwość zanieczyszczenia – kontaminacji próbki
    krwi szczepem bakteryjnym o różnym charakterze z rodzaju tlenowców i
    beztlenowców, które mogą generować z glukozy zawartej we krwi alkohol
    endogenny.

     

    Wątpliwości pozostają?

    W świetle ustaleń krakowskich biegłych rodzą się jednak pewne
    dodatkowe pytania. A mianowicie, dlaczego próbki, na których prowadzone
    były badania m.in. na obecność alkoholu we krwi, zostały przekazane
    stronie polskiej dopiero dwa lata po katastrofie? Dlaczego strona
    rosyjska zwlekała z ich przekazaniem? Czy materiał był właściwie
    zabezpieczony, tak by później można go było poddać podobnym badaniom? No
    i wreszcie, dlaczego polska prokuratura zleciła wykonanie badań
    ekspertom z Krakowa – chociaż na to najbardziej logiczna odpowiedź
    nasuwa się sama – a mianowicie śledczy stwierdzili niewątpliwie, że
    badania rosyjskie okazały się po prostu niewiarygodne? I dlatego uznali,
    że należy wykonać własne badania.

    – Oczywiście zawsze pewne wątpliwości mogą być. Ale w mojej ocenie
    bardziej wiarygodne są badania przeprowadzone przez polskich biegłych
    niż badania zrobione przez Rosjan, którzy od początku w sprawie
    smoleńskiej mataczyli. Wystarczy też przypomnieć sobie całą nagonkę na
    generała Błasika po ogłoszeniu raportu MAK, sprawę zamiany ciał ofiar.
    Przykłady można by mnożyć. W świetle badań przeprowadzonych w Polsce i
    doświadczenia związanego z dotychczasowym działaniem strony rosyjskiej
    konkluzja nasuwa się sama: rosyjskie badania krwi generała Błasika były
    sfałszowane – wskazuje mec. Bartosz Kownacki.

    Anna Ambroziak


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    22. bezdennie durna funkcjonariuszka Kublikowa dała głos

    Po ekspertyzie z Instytutu Ekspertyz Sądowych


    Chodzi o najnowszą ekspertyzę Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Dotąd Macierewicz ten instytut szanował, kwestionował zaś analizy biegłych z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego przy Komendzie Głównej Policji.
    ------------------------------

    Kublikowa, odszczekaj ze swoimi kolegami funkcjonariuszami z Czerskiej wszystkie kalumie i wiadra pomyj wylewane przez Czerską na gen. Błasika.
    O wstydzie nie mówie, bo funkcjonariusz wstydu nie ma.

    ----------------------
    Nawet
    "polskie" media pisały: "Czarna owca Tu-154M"... Kto przeprosi Ewę
    Błasik, kto oczyści honor polskiego generała? Krótkie przypomnienie
    zamętu, jaki zasiała rosyjska propaganda


    Co raz już poszło w świat bardzo trudno jest odkręcić po tak
    długim czasie. Przez to, że nasz rząd nie zareagował szybko i stanowczo
    na kłamstwa wypowiadane przez Anodinę mogliśmy oglądać w prasie
    zagranicznej takie nagłówki.

    Przykro stwierdzić, ale imię polskiego generała szkalowały
    też nasze rodzime gazety. Czy teraz staną na wysokości zadania,
    zachowają się z honorem i przyznają do błędu?

    tytuł

    Niestety wątpię, że i teraz - gdy czarno na białym są ustalenia
    biegłych - znajdą się teraz chętni aby to sprostować. Donald Tusk, który
    przecież mówił o "oburzeniu" w związku z rosyjskimi informacjami o
    "pijanym Błasiku" nie odniósł się do ustaleń Naczelnej Prokuratury
    Wojskowej. Przemilczenie tych to wpisanie się w niszczenie dobrego
    imienia nie tylko generała Błasika, ale polskiego wojskowego munduru
    zostało przywrócone.




    Ewa Błasik dla wPolityce.pl: To dla mnie dobry dzień. Jestem szczęśliwa, ale to jest szczęście przez łzy

    „Za nami wiele lat cierpień i upokorzeń, jakich doznawał mój mąż
    oraz moja rodzina. Moje dzieci bardzo cierpiały. Ja również, nie
    wiedziałam, jak bronić męża przed oskarżeniami”.

    WARTO
    ZAPAMIĘTAĆ. Kto forsował kłamliwe tezy nt. ś.p. gen. Andrzeja Błasika?
    ZOBACZ FILM demaskujący haniebne ataki na szefa Sił Powietrznych

    Podczas uroczystości pogrzebowej minister Bogdan Klich obiecał gen.
    Andrzejowi Błasikowi, że osobiście będzie bronił jego honoru, jeżeli
    ktoś będzie próbował zbrukać jego dobre imię.

    Niewiele ponad miesiąc później wobec Dowódcy Sił Zbrojnych rozpętała się medialna kampania oszczerstw. Minister nie zareagował.

    Edmund Klich, akredytowany przy MAK jako pierwszy w programie Teraz My w TVN powiedział, że gen. Błasik do końca był w kokpicie i miał wpływ na przebieg zdarzeń, które doprowadziły do katastrofy smoleńskiej.
    Po tej wypowiedzi wywiązała się medialna burza.

    Szeroko komentował to np. Radosław Sikorski w TOK FM.
    Edmund Klich mówił o tym, że jeżeli ktoś staje za nami, kiedy piszemy na komputerze, to może nas to rozpraszać
    - cytował Klicha Sikorski.
    Jakie są materialne dowody na to, że generał Błasik był w kokpicie?

    - pytała Klicha Monika Olejnik w TVN24
    Nie widziałem tych materialnych dowodów, ale nie sądzę, aby Rosjanie we wszystkim kłamali

    - odpowiedział niewzruszony „ekspert”.

    --------------

    ---------------
    Zespół Macierewicza żąda przeprosin dla Ewy Błasik i sprostowania raportu Anodiny

    Członkowie zespołu chcą też zaapelować do ministra spraw
    zagranicznych, by oficjalnie wystąpił do Rosji o usunięcie
    nieprawdziwych informacji na temat polskiego dowódcy z raportu Anodiny.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    23. Tusk o Błasiku: nie musimy

    Tusk o Błasiku: nie musimy niczego prostować

    Polska komisja i polska prokuratura nigdy nie zgodziły się z tezą o
    nietrzeźwości gen. Andrzeja Błasika, więc niczego po polskiej stronie
    nie musimy prostować - powiedział premier Donald Tusk.
    Od początku zakładaliśmy, że niektóre fragmenty raportu MAK są w
    najlepszym przypadku niesolidne, jeśli nie coś gorszego - dodał szef
    rządu.

    Odnosząc się do raportu MAK Tusk przypomniał,
    że strona polska w bardzo wielu miejscach nie zgodziła się z raportem
    MAK, zaś - polska komisja wysłała w bardzo szybkim trybie dziesiątki
    mniej lub bardziej szczegółowych uwag dotyczących niesolidności tego
    raportu. - Mogę tylko podtrzymać informację, że nie tylko w tym miejscu,
    ale też w wielu innych miejscach polskie ustalenia od samego początku
    były inne niż ustalenia rosyjskie - dodał.

    - Nie wykluczam, że informacje o nietrzeźwości,
    podobnie jak tezy dotyczące stanu lotniska - na które polska strona od
    samego początku nie wyrażała zgody i w naszym raporcie mamy inne oceny -
    mogły wynikać ze złej woli strony rosyjskiej - ocenił Tusk.

    W swym raporcie końcowym MAK wskazał w styczniu
    2011 r., że we krwi gen. Błasika wykryto 0,6 promila alkoholu. Oficjalne
    stanowisko strony polskiej z 2011 r. wobec raportu MAK głosiło, że nie
    można się odnieść do informacji o obecności alkoholu we krwi gen.
    Błasika ze względu na "brak dokumentacji źródłowej".

    Wdowa po generale nie zgodziła się z ustaleniami
    MAK; oceniała, że to "haniebna próba szkalowania pamięci męża". Jej
    pełnomocnik mec. Bartosz Kownacki wniósł o weryfikację twierdzeń MAK i
    zbadanie sprawy rzekomej zawartości alkoholu we krwi Błasika. Opinię
    biegłych w tej sprawie wojskowi prokuratorzy otrzymali na początku
    marca.

    Tusk do Macierewicza: Strona polska nie musi niczego prostować ws. gen. Błasika


    Polska komisja i polska prokuratura nigdy nie zgodziły się z tezą o nietrzeźwości gen. Andrzeja Błasika, więc niczego po polskiej stronie nie musimy prostować - powiedział dziś Donald Tusk. Wcześniej zespół Macierewicza zaapelował do szefa MSZ, aby ten zwrócił się do MSZ Rosji o "wycofanie z obiegu prawnego i sprostowanie fałszywych informacji" zawartych w raporcie MAK.
    - Od początku zakładaliśmy, że niektóre fragmenty raportu MAK są w najlepszym przypadku niesolidne, jeśli nie coś gorszego - dodał premier.

    Odnosząc się do raportu MAK Tusk przypomniał, że strona polska w bardzo wielu miejscach nie zgodziła się z raportem MAK, zaś "polska komisja wysłała w bardzo szybkim trybie dziesiątki mniej lub bardziej szczegółowych uwag dotyczących niesolidności tego raportu". - Mogę tylko podtrzymać informację, że nie tylko w tym miejscu, ale też w wielu innych miejscach polskie ustalenia od samego początku były inne niż ustalenia rosyjskie - dodał.

    - Nie wykluczam, że informacje o nietrzeźwości, podobnie jak tezy dotyczące stanu lotniska - na które polska strona od samego początku nie wyrażała zgody i w naszym raporcie mamy inne oceny - mogły wynikać ze złej woli strony rosyjskiej - ocenił Tusk
    Sikorski: Polska podważyła tezy raportu MAK ws. gen. Błasika

    Z kolei szef MSZ Radosław Sikorski zwrócił uwagę, że dzięki oparciu procedury badania na konwencji chicagowskiej, która pozwalała na przesłanie uwag do projektu raportu, Polska podważyła twierdzenia raportu MAK o alkoholu u gen. Błasika.

    Przypomniał, że na stronie 72. uwag strona polska podkreśliła, że brak jest autoryzowanych wyników badań toksykologicznych oraz informacji, kiedy i jak zabezpieczono materiał do badania. Z tego powodu nie można wykluczyć, że alkohol wykazany podczas autopsji mógł mieć pochodzenie endogenne - napisano w uwagach.



    Posłowie PiS wystąpili również do prokuratury i ministra sprawiedliwości, aby przeciwdziałali możliwości przedawnienia m.in. postępowania dotyczącego organizacji lotu do Smoleńska. - Wystąpiliśmy z takimi wnioskami licząc na to, że kłamstwa będzie mniej, że dążenie do prawdy przeważy w sumieniach i praktyce mediów, jak i tych, którzy są odpowiedzialni za bezpieczeństwo państwa polskiego - powiedział Macierewicz.

    Podczas posiedzenia został odczytany list Ewy Błasik, wdowy po gen. Błasiku. Jak zaznaczyła, jej mąż był fałszywie oskarżany o to, że był w kokpicie, że wydawał nieodpowiedzialne rozkazy pilotom.
    -------------------------------------------------------------------------

    Nikt nie stanął w Jego obronie
    http://www.naszdziennik.pl/wp/72052,nikt-nie-stanal-w-jego-obronie.html

    Ewa Błasik, wdowa po generale Andrzeju Błasiku, dowódcy Sił Powietrznych,

    12 stycznia 2011 r. Tatiana Anodinia z satysfakcją i wyrazami współczucia dla naszej rodziny na oczach świata oczerniała mojego męża i swoimi kłamstwami zhańbiła mundur dumnych polskich lotników. W moim przekonaniu, najlepszych na świecie. Długo musieliśmy czekać, aby usłyszeć potwierdzenie prawdy, która dla nas i dla podwładnych żołnierzy mojego męża była oczywista. W środę dotarła do mnie bardzo dobra wiadomość potwierdzająca moje przekonania. Instytut Ekspertyz Sądowych wydał jednoznaczną opinię stwierdzającą, że we krwi mojego męża nie było żadnego alkoholu. Wszyscy, którzy znali mojego męża, wiedzieli, że był wzorowym oficerem i wspaniałym dowódcą, cudownym mężem i ojcem. Wiedzieliśmy, że to jest okrutne kłamstwo, ale nie mieliśmy jak tego udowodnić. Polakom należała się prawda, że nie mają się czego wstydzić. Natomiast polskie władze, polski premier, który na pewno miał informacje, bo ja już w grudniu 2010 r. na spotkaniu z panem premierem Donaldem Tuskiem usłyszałam informację z ust dziennikarzy, że następnym uderzeniem w mojego męża będzie alkohol. Nie wierzyłam w to, w ogóle nie brałam tego pod uwagę. Ale 12 stycznia 2011 r., kiedy to usłyszałam, byłam w szoku. Jak to możliwe, że mój mąż i cała nasza rodzina, która żyła pod dyktando jego służby dla Ojczyzny, że ja nie zostałam uprzedzona o tym przez polskie władze. Przecież służby specjalne na pewno o tym wiedziały, że Rosjanie szykują takie uderzenie. Zostałam zostawiona sama sobie. Byłam tym oszołomiona, ale zdołałam następnego dnia zorganizować konferencję prasową i na tyle, na ile miałam sił, starałam się bronić honoru. A tak naprawdę i Polski.

    Nie stanął w mojej obronie ani premier, ani minister obrony narodowej, ani prezydent – zwierzchnik Sił Zbrojnych. Przecież pan Bronisław Komorowski chyba zna swoich podwładnych i generałów? Był przecież wcześniej ministrem obrony narodowej i wiedział, jacy ludzie pracują w polskich Siłach Powietrznych. Jest mi bardzo przykro, że polskie władze pozostawiły mnie samą, ale dzięki kilku wspaniałym ludziom, dziennikarzom, parlamentarzystom, którzy nie dali się omamić, Polacy, z którymi się spotykałam, zawsze przyjmowali mnie z wielką życzliwością. Moją siłą jest to, że ludzie są ze mną i uważam, że warto było czekać na to tyle lat. Szkoda tylko, że moje dzieci musiały tak potwornie cierpieć.

    To nie brzoza, tylko płot

    Zdjęcia satelitarne z 5 kwietnia 2010 r. nie dowodzą, że brzoza w Smoleńsku była już wtedy złamanazdjecie

    Zdjęcia satelitarne z 5 kwietnia 2010 r. nie dowodzą, że brzoza w Smoleńsku była już wtedy złamana.

    Są już wyniki pomiarów położenia brzozy w Smoleńsku. Jej pozycję na
    zdjęciu satelitarnym udało się ustalić z dokładnością do pół metra.
    Mówiąc w skrócie, to, co Chris Cieszewski uznał za brzozę, jest w
    rzeczywistości stertą desek, pozostałością płotu.

    Dwóch fizyków związanych ze środowiskiem organizatorów konferencji
    smoleńskiej oraz zawodowy geodeta wykonywali pomiary 8 i 9 marca.
    Profesor Marek Czachor z Politechniki Gdańskiej i prof. Andrzej
    Wiśniewski z Instytutu Fizyki PAN pojechali specjalnie po to, żeby
    zweryfikować rewelacyjną tezę prof. Chrisa Cieszewskiego wygłoszoną na
    II Konferencji Smoleńskiej 21 października ubiegłego roku. Cieszewski
    twierdził, że brzoza, o którą miało uderzyć lewe skrzydło samolotu i tam
    utracić ok. 6 metrów końcówki, była złamana co najmniej pięć dni przed
    katastrofą.

    To oczywiście wywracałoby do góry nogami oficjalną wersję przebiegu
    ostatniej fazy lotu. Zarówno MAK, jak i komisja Jerzego Millera
    zakładają, że brak części skrzydła spowodował przechylanie się samolotu w
    lewo, którego nie dało się powstrzymać przy pomocy sterów. W efekcie
    maszyna miała wykonać półbeczkę i uderzyć w ziemię grzbietem. Zatem,
    gdyby nie brzoza, samolot mógłby się być może uratować. Potwierdzenie
    wyniku Cieszewskiego oznaczałoby, że oderwanie końcówki skrzydła
    należałoby wytłumaczyć jakoś inaczej. Na przykład smoleński zespół
    parlamentarny twierdzi, że samolot przeleciał wysoko nad brzozą, a
    powodem uszkodzenia skrzydła były bliżej nieokreślone eksplozje.

    Problem w tym, czy białe plamki na zdjęciu satelitarnym, które
    Cieszewski uważa za brzozę, to rzeczywiście ona. Gdyby rzeczywiście
    układały się one w kształt leżącego pnia, nie byłoby wątpliwości – część
    brzozy leżała już 5 kwietnia 2010 roku. Przeciwko temu przemawia jednak
    świadectwo wielu osób, które były w Smoleńsku i łatwo mogą
    zidentyfikować położenie drzewa. Właściciel działki, rosyjski lekarz
    Nikołaj Bodin także nie ma wątpliwości – widział, jak nisko lecący
    samolot ściął drzewo, chociaż niejednoznacznie wypowiada się na temat
    tego, czy wtedy także odpadła końcówka skrzydła.

    Na zdjęciach satelitarnych zamieszczonych w raportach MAK i komisji
    Millera brzozę zaznaczono dużymi plamami, znacznie większymi niż jej
    prawdziwy rozmiar. Ale i tak zawsze leży wyraźnie na prawo od miejsca
    pokazanego przez Cieszewskiego. Takie mniej więcej położenie wynika też z
    analizy licznych dostępnych od dawna zdjęć tego miejsca.

    Białe plamki, czyli deski

    Doświadczony geodeta inż. Dariusz Szymanowski zaproponował bardzo
    prostą i całkowicie rozstrzygającą metodę ostatecznej weryfikacji
    kwestii położenia brzozy. Otóż zmierzył on (zwykłą miarką budowlaną i
    dalmierzem laserowym) odległość od brzozy do kilku punktów dobrze
    widocznych na zdjęciu satelitarnym i dających się bez żadnych
    wątpliwości zidentyfikować w terenie. Są to przy tym obiekty, które nie
    zmieniły się od 2010 r. – przede wszystkim narożniki garaży (w
    większości murowanych). Do tego zmierzono kilka innych odległości w
    pobliskim terenie (wymiary budynków), by ustalić skalę zdjęcia
    satelitarnego.

    W ramach analizy wyznaczono odległości na mapie (zdjęciu). Dla
    każdego z sześciu obiektów (oznaczonych literami od A do F) rysuje się
    okrąg, którego środkiem jest obiekt, a promieniem jego odległość od
    brzozy. Z dużą dokładnością przecinają się one w jednym punkcie. To
    właśnie położenie brzozy na mapie.

    Punkt ten leży przynajmniej 6 m od białej kreski Cieszewskiego. Można
    uznać, że całkiem precyzyjnie pokazał go MAK i nieco mniej komisja
    Millera. Natomiast białe plamki to sterta jasnych desek, coś w rodzaju
    płotu na działce Bodina. Ten wynik potwierdza też położenie drzewa
    względem altanki (zbitą z desek szopę wśród śmieci właściciel nazywa
    jednak dumnie „daczą”) bardzo wyraźnie widoczne i na zdjęciu
    satelitarnym, i w oglądzie bezpośrednim w terenie.

    „Przeprowadzona analiza pokazuje, że nawet przy uwzględnieniu
    możliwych błędów związanych zarówno z samymi pomiarami, jak i procesem
    nakładania szablonu na zdjęcie satelitarne pień brzozy nie znajduje się w
    miejscu wskazanym w analizie prof. Cieszewskiego, a fragmenty zdjęcia
    zinterpretowane jako złamana korona drzewa są innymi obiektami” – piszą
    naukowcy w swoim raporcie.

    Dodatkowo po względnie precyzyjnym wyznaczeniu położenia pnia brzozy
    można zauważyć, że na zdjęciu widać krótki odcinek, a nie punkt. Otóż
    robiący zdjęcia satelita nie znajdował się dokładnie nad terenem obok
    lotniska, ale nieco na wschód, stąd na zdjęciu wszystkie wyższe obiekty
    są pokazane nieco z boku, z widocznymi wschodnimi ścianami. Dlatego
    zmierzono w terenie kilka takich ścian, co pozwala wyznaczyć dokładnie
    kąt, pod jakim znajdował się satelita. Także pień brzozy to nie punkt,
    ale kreska. Obok niej można zobaczyć plamę, prawdopodobnie złamaną część
    drzewa z jego koroną.

    Pytania o mechanizm zniszczenia samolotu zatem pozostają. Wciąż nie
    ma dostępu do wielu danych, dotychczasowe próby wykonania symulacji
    komputerowych prowadzą do sprzecznych wniosków, nie dochodzi do żadnego
    konstruktywnego dialogu silnie uprzedzonych wobec siebie obozów
    zwolenników różnych wyjaśnień.

    „Prowadzone przez nas w Smoleńsku badania nie dają nam podstaw do
    wypowiadania się na temat możliwego mechanizmu złamania drzewa. Mamy
    nadzieję, iż trud, który podjęliśmy, przyczyni się choć trochę do
    zmniejszenia szumu informacyjnego i ułatwi innym osobom badanie zdjęć
    satelitarnych rejonu katastrofy. Nasz pobyt w Smoleńsku nie wnosi
    niczego istotnie nowego do zrozumienia samego mechanizmu i przyczyny
    katastrofy, choć niewątpliwie możliwość bezpośredniego obejrzenia i
    dosłownie dotknięcia niektórych śladów, wciąż wyraźnie widocznych, jest
    nie do przecenienia” – czytamy w raporcie.

    Cały raport można przeczytać tutaj.


    Chris
    Cieszewski odpowiada na publikację "ND": "Brzoza była złamana już przed
    5 kwietnia 2010 r. Detale tychże badań będą wkrótce opisane w
    materiałach"

    "Moje analizy były zapoczątkowane szukaniem korony brzozy w
    lokalizacjach podanych przez oficjalne raporty rosyjski i Polski, które
    niestety sobie nawzajem zaprzeczają i które nie wskazują jednoznacznych
    lokalizacji drzew, jako że nie posiadają one nawiązań do lokalnej osnowy
    terenowej".

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    24. Cztery lata upokorzeńEwa

    Cztery lata upokorzeń

    Ewa Błasik: Nigdy nie miałam cienia wątpliwości, że mąż podczas tego lotu był trzeźwy

    Z Ewą Błasik, żoną gen. Andrzeja Błasika, dowódcy Sił
    Powietrznych, który zginął pod Smoleńskiem, rozmawia Piotr
    Czartoryski-Sziler

    Opinia biegłych nie pozostawia wątpliwości – w organizmie generała
    nie było alkoholu. Pani rodzina czekała na tę wiadomość cztery lata.
    Czuje Pani ulgę?

    – To prawda. To były dla nas cztery długie lata upokorzeń. IES wydał
    jednoznaczną opinię. Długo musieliśmy czekać, by usłyszeć potwierdzenie
    prawdy, która dla nas i dla podwładnych żołnierzy mojego męża była
    oczywista. Nigdy nie miałam cienia wątpliwości, że mąż podczas tego lotu
    był trzeźwy. Bardzo dobrze go znałam i wiedziałam, że nie pozwoliłby
    sobie nigdy na zhańbienie polskiego munduru. Jestem szczęśliwa, że
    zostały ujawnione wyniki ekspertyz polskich biegłych, które podważają
    rosyjską opinię medyczną dotyczącą męża.

    Teza o pijanym generale obiegła jednak cały świat, przy kompletnej bierności polskich władz.

    – Niestety, to przykra prawda. 12 stycznia 2011 r. pani Tatiana
    Anodina z satysfakcją oczerniała na oczach świata mojego męża i swoimi
    kłamstwami zhańbiła mundur wybitnych polskich lotników. Jeszcze wówczas
    nie uświadomiliśmy sobie, co właściwe wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r.
    pod Smoleńskiem, a już rozpowszechniano okrutne oszczerstwa na temat
    naszych bliskich, którzy zginęli w tragicznych okolicznościach. Kłamstwa
    Anodiny wywołały lawinę okrutnych insynuacji pod adresem mojego męża,
    który niestety nie mógł już sam się bronić. Na całym świecie kłamano o
    rzekomych naciskach polskiego prezydenta na załogę, rozpowszechniano
    oszczerstwa o winie dowódcy polskich Sił Powietrznych. Pragnę
    przypomnieć, że mąż nie tylko był fałszywie oskarżany o to, że w
    kokpicie wydawał nieodpowiedzialne rozkazy pilotom, ale nawet o to, że
    osobiście – mimo braku uprawnień na ten typ statku powietrznego –
    przejął stery i sam lądował.

    Pamiętam łzy w oczach Pani córki Joanny i smutek na twarzy syna
    Michała, gdy bezradni, niemal każdego dnia musieli przyjmować kolejne
    dawki kłamstw.

    – Te straszliwe upokorzenia i szykany musieliśmy znosić w świetle
    kamer, na oczach całego świata. W wielu krajach media powtarzały
    rosyjskie fałsze, a nieodpowiedzialni politycy w Polsce mówili o locie
    tupolewa, że to była „pijacka wyprawa”. W tym samym czasie ci, którzy
    byli zobowiązani do obrony dobrego imienia Polski, wymownie milczeli,
    choć przez szereg długich miesięcy szkalowano prezydenta, załogę i
    mojego męża oraz deptano dobre imię Polski na arenie międzynarodowej.
    Niestety, władze Rzeczypospolitej biernie się temu przyglądały. Co
    więcej, wielu przedstawicieli państwa polskiego i polskich mediów dalej
    powtarzało rosyjskie kłamstwa. Szczególnie aktywne w bezkrytycznym
    powtarzaniu rosyjskich fałszerstw były polskie prorządowe media.

    Pamiętam pierwszą rozmowę z Panią, tuż po katastrofie, była Pani przekonana, że Rosjanie wymyślili historię z alkoholem.

    – Zawsze powtarzałam, że prawda jest inna, niż chciałaby tego Tatiana
    Anodina i jej MAK. W walce o honor męża i jego dobre imię nie byłam
    osamotniona. Wspierało mnie wiele rodzin smoleńskich, choć bez poparcia
    rządu nasze działania lekceważono. Na szczęście dziś wiemy coraz więcej o
    skandalicznych kulisach organizacyjnych tej uroczystości, o grze
    dyplomatycznej rządów Polski i Rosji, o karygodnym obniżeniu standardów
    bezpieczeństwa podczas wizyty prezydenta w Katyniu i w końcu o ostatnich
    sekundach tego tragicznego lotu, który stał się złowieszczym sygnałem
    dla naszej części Europy.

    Dziękuję naukowcom z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych. Nie
    można tu zapomnieć również o adwokatach, którzy w ramach przyjętej
    logiki procesowej obrali trudną drogę dochodzenia do prawdy. Doniosłą
    rolę odgrywają też niezależne media, takie jak „Nasz Dziennik”, Radio
    Maryja, Telewizja Trwam i wiele innych, którym dziękuję z całego serca.

    Moją siłą jest to, że ludzie są ze mną. Uważam, że warto było czekać
    na prawdę tak wiele lat. Wszędzie, gdzie się przez te cztery lata
    spotykałam z naszymi rodakami, czy to w kraju, czy za granicą,
    przyjmowana byłam z wielką życzliwością i solidarnością. Dziś, zwłaszcza
    w kontekście ostatnich wydarzeń na Krymie, warto przypomnieć, że mój
    mąż zawsze podkreślał, iż polską racją stanu jest wzmacnianie znaczenia
    armii, a zwłaszcza polskiego lotnictwa w strukturach NATO. W tych
    dniach, kiedy Rosja ponownie dąży do odbudowy imperium, po raz kolejny
    potwierdziło się, że jego wiedza, umiejętności oraz konsekwentne
    działanie przyczyniały się do zwiększenia gwarancji bezpieczeństwa
    naszego kraju. To mój mąż wdrażał do polskich Sił Powietrznych
    najnowocześniejsze, wielozadaniowe, amerykańskie myśliwce F-16. Imoże
    właśnie dlatego pohańbiono i skompromitowano na arenie międzynarodowej
    jego żołnierski honor i dobre imię. Dziękuję wszystkim Polakom,
    niezłomnym patriotom, za modlitwę, pomoc, wiarę, dobre słowa i nadzieję.

    "MUSIMY SIĘ NA NOWO POLICZYĆ".


    --------------------------------------------------

    Kublikowej wycie z Czerskiej

  • Macierewicz znokautowany smoleńską brzozą

    Smoleńscy eksperci od Macierewicza stwierdzili: to, co prof. Cieszewski uznał za brzozę, to sterta desek.

    Antoni Macierewicz, Wielki Smoleński Śledczy, dostał solidny cios między oczy.


    Agnieszka Kublik


  • Zgodnie z prośba prof. Czachora publikuję następującą odpowiedź:





    "Dużo kontrowersji wzbudziła moja
    wypowiedź dla ND na temat drzew wyciętych przez tupolewa. Muszę
    przyznać, że chodząc po tym terenie skoncentrowałem się na części lasu
    na południe od nowej betonowej drogi przy wrakowisku. Natomiast później,
    gdy jeszcze raz przeglądałem zdjęcia z 5,04.2010, 12.04.2010 i ostanie z
    Google Earth z 2013, gdzie widać już tę betonową drogę, zdałem sobie
    sprawę, że niestety nie zaszedłem w miejsce najważniejsze, czyli jedyną
    kępkę drzew, która została z tej częśći wykoszonej przez tupolewa.
    Czyli muszę bardzo osłabić swoją wypowiedź z ND: Rzeczywiście,
    tupolew trafił w jeden z najgęściej zalesionych obszarów w okolicy, ale
    nie było to "100 drzew, z których co 10 jest jak brzoza smoleńska".
    Ta
    część lasu wydaje się mniej gęsta niż część, którą oglądałem i
    obfotografowałem. Pewną miarą gęstości lasu może być, jak sądzę, ilość
    śniegu, widoczna w różnych miejscach na zdjęciu z 5.04.2010 - im większe
    zacienienie, tym więcej drzew i tym więcej śniegu. Tam nawet podczas
    naszych pomiarów 8.03.2014 było dużo śniegu, podczas gdy na działce
    Bodina było błoto: Mówiać obrazowo, na działce Bodina chodziliśmy po
    kostki w błocie, a przy wrakowisku po kostki w śniegu. To taka lokalna
    anomalia, której jedynym wytłumaczeniem może chyba być zacienienie od
    lasu, rosnącego z południa i wschodu. Jak gęsty był las tuż przed
    wrakowiskiem i jakiego typu drzewa wykosił samolot można, moim zdaniem
    ustalić precyzyjnie jeszcze dziś, skanując teren sonarem. Pnie powinny
    wciąż być lokalizowalne, bo chyba nie karczowano terenu z korzeniami
    tylko wycinano pozostałości po pniach wystające nad ziemię. Takie
    skanowanie należałoby zrobić zanim zrobi się solidną symulację zderzenia
    tupolewa z ziemią.



    Pozdrawiam

    MC
    "
    http://bbudowniczy.salon24.pl/575610,prof-czachor-musze-bardzo-oslabic-swoja-wypowiedz-z-nd

    Docenić można jedynie naprawdę fascynującą determinację czerskiego
    komanda. Nie spocznie, brnąć będzie, zadanie wypełniać do samego końca.
    Swojego.Sygnał idzie jasny - jeśli ktokolwiek ośmieli się za dużo pamiętać, za głośno oddawać cześć - musi się liczyć z dotknięciem czarodziejskiej pałki z "Wyborczej".

    Takich niesmacznych pseudo-społecznych reportaży w najbliższym czasie pojawi się zapewne więcej. Na nic jednak wszystkie kublikacje, wypociny Czółen i ich młodszych towarzyszy. Prawdy nie zakopią, choć próbowali ze wszystkich sił. Zawsze wreszcie przychodzi moment – jak w przypadku kłamstwa o pijanym gen. Błasiku – że pozostają ze swoimi artykulikami jak ten organ z anegdotki o Himilsbachu i nauce angielskiego.

    Macierewicz
    o nowych badaniach: "brzoza, którą zmierzyli, leży tak daleko na
    południe od toru samolotu, że on najprawdopodobniej nie mógłby do tej
    brzozy skrzydłem dosięgnąć"

    Żyjemy w takim czasie, w którym ten agresywny ton, ta nieustanna
    zaczepność, ta próba szukania konfliktów powinna z redaktorów -
    zwłaszcza publicznej telewizji - troszeczkę zejść.

    "Wszystkie teorie zgłaszane przez zespół Macierewicza upadły"

    Jednocześnie uznał też, że raport rosyjskiej
    komisji jest nierzetelny i oparto go na nieprawdziwych przesłankach.Ekspert Państwowej Komisji Badania Wypadków lotniczych uchylił się od
    odpowiedzi na pytanie, czy cztery lata to odpowiedni czas na
    przeprowadzenie takich badań. - Procedury związane z badaniem próbek są poza obszarem działania komisji. Nie mogę oceniać, czy to jest długo, czy nie - stwierdził ekspert komisji Jerzego Millera.Dlaczego MAK i Tatiana Anodina to zrobili? Żeby skompromitować polskich pilotów? – zapytała Monika Olejnik.

    Przypomniał, że wśród ekspertów
    Macierewicza byli ludzie, którzy "ewidentnie kłamali" oraz twórcy
    "fantastycznych teorii, które w weryfikacji rozbiły się w puch". - Ja
    bym oczekiwał, żeby ktoś z otoczenia pana posła podjął się
    retrospektywy i ocenił na ile ich kategoryczne sądy mówiące o tym, że
    należy odrzucić raport, a nas wręcz skazać za to, co żeśmy zrobili, mają
    jakiekolwiek podstawy
    - zaproponował ekspert PKBWL.

    Widać,
    że te lata, które spędzili na tym, aby tłumaczyć opinii publicznej,
    wtłaczać tę wiedzę, że są ciemne siły w Polsce, które chcą ukryć
    przyczyny wypadku i skierować śledztwo na fałszywe tory, są zupełnie
    pozbawione podstaw
    - dodał rozmówca Moniki Olejnik.

    Zerwać współpracę z FSB

    Marek Opioła: Chcemy, by służby specjalne dokonały całościowego przeglądu swoich działań po zbrodni smoleńskiej


    Wydawca "Naszego Dziennika" żąda przeprosin od Jana Filipa Libickiego

    SPES sp. z o.o., czyli wy­daw­ca zwią­za­ne­go z o. Ta­de­uszem Ry­dzy­kiem "Na­sze­go Dzien­ni­ka", grozi se­na­to­ro­wi Ja­no­wi Fi­li­po­wi Li­bic­kie­mu (PO) po­zwem. Po­szło o wpis na blogu. Po­li­tyk zanim od­po­wie, chce się skon­sul­to­wać z mec. Ro­ma­nem Gier­ty­chem.Gazeta pisała - powołując się na raport profesorów Marka Czachora i Andrzeja Wiśniewskiego - że brzoza smoleńska - o którą według MAK i komisji Millera zawadził Tu-154M - wcale nie była złamana przed katastrofą. A to przeczy twierdzeniom dr. Chrisa Cieszewskiego.

    Następnie senator Jan Filip Libicki (PO) na swoim blogu uznał, że za pomocą tej publikacji w istocie to o. Tadeusz Rydzyk (podważając sensacyjną tezę nt. katastrofy) mści się na PiS. Powodem zemsty miałby być wedle polityka fakt, że żaden radiomaryjny kandydat nie dostał „jedynki” w wyborach do Parlamentu Europejskiego. A publikację "NDz" godzącą w tezę Cieszewskiego Libicki radził czytać nie wprost, ale tak jak kiedyś "Trybunę Ludu" - "między wierszami".

    Stwierdzenia Libickiego wydawca "NDz" (SPES) uznał za naruszające dobra osobiste. W piśmie do Libickiego wydawnictwo stwierdziło, że wpis na blogu "deprecjonuje merytoryczną wartość artykułu" i "podważa wiarygodność dziennika".

    - Należy (…) zwrócić uwagę, na jakże krzywdzące porównanie dziennika "Nasz Dziennik", wydawanego w Wolnej Polsce, do czasopisma propagandowego wydawanego w czasach PRL-u, jakim była "Trybuna Ludu" - formalny i faktyczny organ PZPR. Takie porównanie jest tym bardziej obraźliwe przez wzgląd na całkowitą rozbieżność ideową i światopoglądową prezentowaną przez oba tytuły prasowe - czytamy w piśmie sygnowanym przez prezesa SPES. Nest nim Marcin Nowina Konopka.

    A odnosząc się do tezy Libickiego, iż publikacja nt. raportu obalającego tezę Cieszewskiego to zemsta o. Rydzyka, w piśmie stwierdzono, że to "krzywdząca" próba "upartyjnienia artykułu".

    W konkluzji wydawca gazety żąda usunięcia fragmentów wpisów na blogach oraz opublikowanie przeprosin. Termin na wykonanie: 7 dni. W innym razie sprawa może trafić do sądu.

    Libicki jeszcze nie zdecydował, jak odpowiedzieć na żądania.

    - Pismo (od SPES) uważam za niezwykle interesujące. Jeśli redakcja czuje się obrażona i uważa tę tezę za nieprawdziwą, nie będę miał problemu z przeprosinami. Na razie jednak wydaje mi się, że diagnoza polityczna przedstawiona przeze mnie w tekście nie jest fałszywa. Na stosowną reakcję mam czas, który wykorzystam m.in. na konsultacje z mec. Romanem Giertychem - mówi w rozmowie z Onetowi senator PO.

    http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/wydawca-naszego-dziennika-zada-...

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika TW Petrus13

    25. Marylko ja się nie czepiam!

    Merkel to baba,rozporka mieć nie musi.Ale Cameron,Obama,Peres,chyba takowy w portkach mają? ;)!


     

    avatar użytkownika Maryla

    26. Prof. Nowaczyk

    Zaskakujący wynik badań prof. Czachora



     |  Written by KaNo  |  0














    W raporcie ze swoich badań przeprowadzonych w Smoleńsku prof. Czachor
    zamieścił fragment zdjęcia satelitarnego z 12.04.20101, na którym
    zlokalizował położenie pnia pancernej brzozy (Rys.4c).


    Rys.
    4c Podsumowanie wyników na scenie z 12.04.2010. [...] Zwalona korona
    rzeczywistej brzozy znajduje się w czerwonym obrysie. Stojący kikut pnia
    został zaznaczony czerwonym odcinkiem, przy czym wierzchołek pnia
    odpowiada lewemu punktowi odcinka
    . [Rys. 4c z raportu prof. Czachora]

     

    Na tym samym zdjęciu możemy w oparciu o dane zapisane w zdarzeniach TAWS #36, 37, 38 wykreślić trajektorię samolotu.



    Fig. 1. Trajektoria samolotu wyznaczona w oparciu o trzy ostatnie zapisy TAWS (współczynnik determinacji R2=1).



    Fig. 2. Wyskalowane zdjęcie satelitarne z naniesioną trajektorią
    samolotu i pozycją brzozy wyznaczoną przez prof. Czachora. Bok
    pojedynczego kwadratu = 10 m.

     

    Do wyznaczenia odległości pomiędzy pniem brzozy a trajektorią samolotu
    użyłem zortorektyfikowanego i wyskalowanego zdjęcia satelitarnego z
    12.04.2010 r.

     Długość skrzydła = 18.775 m
    Odległość brzozy od trajektorii = 18.5 m


    Można samemu to sprawdzić w programie Google Earth, przy czym dokładność
    będzie mniejsza niż na zortorektyfikowanym zdjęciu satelitarnym. Można
    się o tym przekonać, gdy po wykreśleniu trajektorii w Google Earth
    będziemy zmieniać w tle zdjęcia wykonane w różnym czasie. Poniżej
    prezentowana jest trajektoria na zdjęciu z 12.04.2010.

     

     


    Fig. 3. 17 m to również zbyt duża odległość, żeby brzoza mogła odciąć 6.5 metra końcówki skrzydła.

     

    Wyznaczona odległość pomiędzy pniem brzozy, zlokalizowanym przez prof.
    Czachora, a trajektorią samolotu, jest w bardzo dobrej zgodności z
    podaną przez niego odległością podczas Debaty Smoleńskiej na UKSW w
    Warszawie w dniu 5 lutego 2013 roku.


    Niejednokrotnie bywa tak, że w czasie weryfikacji pomiarów otrzymujemy nowy i zaskakujący wynik.

    Należy podziękować prof. M. Czachorowi za jego wyprawę do Smoleńska i
    empiryczne potwierdzenie swojej wcześniejszej hipotezy, że skrzydło
    (jeżeli przyjmiemy, iż samolot zszedł na wysokość około 6 m) mogło się
    jedynie otrzeć o pień brzozy.

    Jeden prosty pomiar na miejscu katastrofy i główna teza obu raportów, MAK i KBWL LP, została podważona.
    http://www.blog-n-roll.pl/en/zaskakuj%C4%85cy-wynik-bada%C5%84-prof-czac...

    Zespół wPolityce.pl |

    Komentarzy: 5

    Prof. Cieszewski: O złamaniu brzozy świadczył brak soków brzozowych. Zdjęcia tylko potwierdzają to, co jest już oczywiste

    "Wniosek, że brzoza była złamana już przed 5 kwietnia 2010 r., nie
    opiera się na wyznaczeniu pozycji pnia drzewa. Określenie tej pozycji
    było wtórnym rezultatem przeprowadzonych analiz".

    Wędrująca korona

    Chris Cieszewski nie kwestionuje wyników
    pracy profesorów Marka Czachora i Andrzeja Wiśniewskiego, którzy z
    pomocą zawodowego geodety prowadzili pomiary w Smoleńsku.

    Profesor Chris Cieszewski zamierza jednak udowodnić, że smoleńska
    brzoza była złamana przed 5 kwietnia 2010 r., a więc nie mogła
    spowodować oderwania części skrzydła samolotu.

    Po raz pierwszy naukowiec z Uniwersytetu Georgii zaprezentował tę
    tezę podczas II Konferencji Smoleńskiej w październiku ubiegłego roku.
    Sensacyjny rezultat spotkał się jednak z szeregiem sprzeciwów. Zwracano
    uwagę, że punkty, które Cieszewski uznał za pień i koronę drzewa, to
    zupełnie inne obiekty, położone na zachód od osławionego drzewa.
    Sugerowano m.in., że są to śmieci. Badacz analizował jedynie zdjęcie
    satelitarne okolic (specjalnie je zakupił) oraz dostępne fotografie
    okolic brzozy, wykorzystywał także film pokazujący rejon z lotu ptaka
    (wykonany z lotni). Jednak nigdy nie był na miejscu.

    Spór o położenie brzozy wywołał konflikt w środowisku konferencji
    smoleńskiej. Profesor Marek Czachor, fizyk kwantowy z Politechniki
    Gdańskiej, zrezygnował nawet z zasiadania w komitetach konferencji.
    Wcześniej Czachor najbardziej aktywnie krytykował wystąpienie
    Cieszewskiego. Dowodził, że położenie brzozy jest zupełnie inne niż
    wskazuje amerykański uczony, opierając się głównie na zdjęciach jej
    okolic, w tym znajdującej się obok szopy (altanki) właściciela terenu
    Nikołaja Bodina. W końcu Czachor razem z innym fizykiem i
    współorganizatorem konferencji prof. Andrzejem Wiśniewskim oraz
    profesjonalnym geodetą pojechali do Smoleńska i zmierzyli dokładnie całą
    okolicę.

    W efekcie ustalono położenie brzozy na zdjęciu satelitarnym, którego
    używał Cieszewski, i okazało się, że leży ona co najmniej 6 metrów na
    wschód (czyli na prawo) od obiektów, na które wskazywał profesor z
    Georgii. Na miejscu łatwo było stwierdzić, że białe punkty, które uważał
    on za pień powalonego drzewa, to drewniany płot zbudowany przez Bodina.

    Po publikacji tego wyniku przez „Nasz Dziennik” Cieszewski wydał
    oświadczenie, w którym zapewnia, że ustalenia geodety Dariusza
    Szymanowskiego oraz Czachora i Wiśniewskiego nie wpływają na główną tezę
    jego badań. Stwierdził, że weryfikacja położenia brzozy w żaden sposób
    nie wpływa na argumenty świadczące za jej złamaniem na długo przed
    katastrofą. Nie ma nic wspólnego z analizą zdjęć satelitarnych.
    „Przesłanki motywujące mnie do przeprowadzenia badań nad brzozą były
    natury naukowej, związanej z fizjologią drzew i nauką o drewnie i jego
    mechanicznych właściwościach. Brak soków brzozowych w czasie, gdy inne
    brzozy je wydzielały, i oczywista forma złamania pnia zamiast ścięcia go
    z pęknięciami śledzącymi zakrzywienia włókien drzewnych na sękach oraz
    obecność szczap w złamaniu. Wszystkie te fakty stanowią dowody na dużo
    wcześniejsze statyczne złamanie tego pnia. Jest to złamanie drzewa typu
    wiatrołomów” – napisał. Dodał, że szukał nie pnia, a korony brzozy.

    Cieszewski przyznał, że popełnił błąd, identyfikując białe obiekty z
    drzewem, i nie kwestionuje najnowszych pomiarów. „Wykazali empirycznie,
    że metoda ta była obarczona błędem wyznaczenia lokalizacji brzozy i
    należy się im podziękowanie za podjętą inicjatywę i wysiłek. Te
    najnowsze pomiary dokonane w sposób profesjonalny to duży przyczynek do
    badania tego tematu” – zauważył. Przyczyną, jak sądzi, nieporozumienia
    było zaprezentowanie na konferencji tylko jednej zastosowanej przez
    niego metody, mianowicie z użyciem nagrania z lecącej nad terenem lotni
    (jest ono fragmentem filmu „Anatomia upadku”). Źró- dłem błędu było
    najprawdopodobniej nieuwzględnienie, że kamera nie patrzyła na brzozę
    prostopadle z góry, ale pod pewnym kątem, w efekcie obraz jest
    zniekształcony perspektywicznie.

    Naukowiec wyraźnie unika antagonizmu, nie krytykuje Czachora i
    Wiśniewskiego, ale pozostaje przy swoim. Zamierza zaprezentować pełną
    argumentację swojego wyniku w artykule opublikowanym w ramach materiałów
    z konferencji. Do tego czasu ma unikać polemik. Autor raportu z badań w
    Smoleńsku, prof. Marek Czachor, również nie chce komentować stanowiska
    Cieszewskiego. Wcześniej wraz z Wiśniewskim wyraźnie oświadczyli, że ich
    ustalenia nie przesądzają w żaden sposób, kiedy i jak została złamana
    brzoza.

    Piotr Falkowski


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    27. Czuchnowski z Kondzią! oglądać TV TRWAM !

    co za głupoty wypisuje cyngiel Czuchnowski z funkcjonariuszką od ataków na Kościół Kondzińską :))) A jakby dzisiaj oglądali TV TRWAM, to by mogli zobaczyć, co na antenie tej stacji mówił dzisiaj poseł Macierewicz.

    W dodatku nie ma żadnego sporu pomiędzy naukowcami, pracuja dalej na materiale przywiezionym ze Smoleńska !

    Oj, cyngle i cyngielki z Czerskiej, kiepsko wam idzie, kiepściuchno ! uDAJĄ, ŻE NIE CZYTAJĄ WYMIANY INFORMACJI, którą mozna przeczytać wyżej w tym wątku.





     O. Rydzyka zamach na Macierewicza. Przestał wierzyć w spiskowe teorie smoleńskie?
    Wojciech Czuchnowski, Agata Kondzińska

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,15706732,O__Rydzyka_zamach_na_Macierewicza__P...
    "Nasz Dziennik" podważa ustalenia zespołu Macierewicza w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu. Czy to efekt sporu o listy PiS na eurowybory?
    W ostatnich miesiącach "Nasz Dziennik", gazeta medialnego koncernu o. Tadeusza Rydzyka, zadał trzy poważne ciosy ustaleniom zespołu Macierewicza podtrzymywanym przez sprzyjające PiS "Gazetę Polską" i "wSieci".

    Ważne słowo "naprawdę"

    Zaczęło się 28 grudnia 2013 r. od artykułu "Wybuch wykluczony" na pierwszej stronie "ND". Omówiono w nim wynik analizy 300 próbek pobranych z wraku tupolewa przez polskich specjalistów i przebadanych w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym..(...)

    • Ekspert w "Do Rzeczy" o nowej teorii ws. Tu-154. Lasek na to: Dawno sprawdzone. Nieprawda


      Ekspert w "Do Rzeczy" o nowej teorii ws. Tu-154. Lasek na to: Dawno sprawdzone. Nieprawda

    • "W tupolewie zawiodło wspomaganie" -
      donosi tygodnik "Do Rzeczy" na krótko przed czwartą rocznicą katastrofy w
      Smoleńsku. Prof. Marek Czachor z Politechniki Gdańskiej wysnuwa
      hipotezę, że na 8,5 sekundy przed zderzeniem z brzozą w samolocie
      wyłączył się mechanizm trymerowania. - To nieprawda. Wszystko zostało
      zbadane, a urządzenia były sprawne - dementuje sensacyjne doniesienia dr
      Maciej Lasek.

      Profesor Marek Czachor to pracownik Katedry
      Fizyki Teoretycznej i Informatyki Kwantowej Politechniki Gdańskiej. Co
      zdaniem naukowca było przyczyną katastrofy w Smoleńsku? Tego nie wie,
      ale jak zaznacza, po kilku latach zajmowania się nią doszedł do pewnej
      hipotezy. Tą podzielił się z przeprowadzającym z nim wywiad Cezarym Gmyzem .

      Co się stało 8,5 sekundy przed zderzeniem z brzozą?


      - Moim zdaniem kluczowy moment miał miejsce 8,5 sekundy przed
      brzozą - mówi. - Niektórzy piloci latający na tupolewach zwrócili uwagę
      na wykres, który jest w raportach MAK i Millera oraz ekspertyzie ATM
      - producenta tzw. polskiej skrzynki. Gdy samolot znajdował się 8,5
      sekundy przed brzozą, wyłączył się mechanizm trymerowania - przekonuje
      profesor. - Jest to odpowiednik wspomagania kierownicy w samochodzie, w
      przypadku samolotu chodzi o wolant - wyjaśnia. Jeśli zajrzy się do ekspertyzy Instytutu Ekspertyz Sądowych, w miejsce
      znajdujące się 8,5 sekundy przed "dźwiękiem przemieszczających się
      przedmiotów", to pokrywa się to z komendą: "Odchodzimy!", zarejestrowaną
      na nagraniu z kokpitu. Również według raportu MAK komenda "Odchodzimy"
      padła 8,5 sekundy przed brzozą. Jednak ani w raporcie MAK, ani w
      raporcie Millera ten moment nie jest analizowany - zapewnia naukowiec z
      Politechniki Gdańskiej. Przywołuje również przykład podobnej awarii,
      która doprowadziła do katastrofy boeinga 707 w 1962 roku na lotnisku
      Orly w Paryżu. - Dokładnie na skutek tego typu awarii pilotom nie udało
      się podnieść samolotu i się rozbili - dodaje. Według Cezarego Gmyza zaś z
      sekcji zwłok pilota wynika, że miał tak mocno walczyć, aby podnieść
      samolot, że ściągając wolant, połamał palce.

      - Coś się
      stało z samolotem, gdy był 100 metrów nad ziemią. Szczerze
      powiedziawszy, jeśli nastąpił zamach - co według mnie jest prawdopodobne
      - to 8,5 sekundy przed brzozą widać coś, co powinno być analizowane,
      ale w obu raportach najwyraźniej próbuje się to ukryć - podsumowuje
      prof. Czachor.

      "Wszystkie urządzenia sprawne przed uderzeniem w brzozę"


      Problem w tym, że przesłanki, na których oparł swoją hipotezę,
      zdają się nie mieć oparcia w faktach. O sprawę zapytaliśmy dr. Macieja
      Laska, przewodniczącego Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. -
      To wszystko nieprawda - mówi nam. - Badaliśmy te kwestie w formie
      cyfrowej i nie stwierdzono żadnych usterek. Samolot do momentu zderzenia
      z brzozą był całkowicie sprawny - podkreśla Lasek. - Te hipotezy
      wynikają po prostu z niezrozumienia logiki działania systemu autopilota.
      I to wszystko, co można o nich powiedzieć - zapewnia.

      Prawicowe media sugerują, że odejście na emeryturę prof. Piotra Witakowskiego z AGH to polityczna represja za jego aktywność w zespole Macierewicza. Uczelnia zaprzecza.
      Jesienią 2013 r. prof. Witakowski miał wykład na II Konferencji Smoleńskiej, w której uczestniczyła grupa naukowców sympatyzujących z teoriami zamachowymi Antoniego Macierewicza. Podczas wystąpienia prezentował planszę z kolorowym rysunkiem prezydenckiego tupolewa wybuchającego podczas lotu. Witakowski nie miał wątpliwości, że "fragmentacja samolotu nastąpiła w powietrzu"...

      Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,15713563,Smolenski_profesor_idzie_na_emerytur...

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    28. W lipcu opinia w sprawie

    W lipcu opinia w sprawie nagrań z wieży smoleńskiego lotniska
    http://www.naszdziennik.pl/polska/73085,w-lipcu-opinia-w-sprawie-nagran-...

    Na koniec lipca został przesunięty termin przekazania prokuraturze opinii dotyczącej zapisów rozmów z wieży smoleńskiego lotniska - poinformowała Naczelna Prokuratura Wojskowa. W tym samym terminie ma być gotowa opinia w sprawie nagrania z samolotu Jak-40.

    Opinie fonoskopijne dotyczące zapisów rozmów z wieży smoleńskiego lotniska oraz nagrania z samolotu Jak-40, który lądował w Smoleńsku krótko przed katastrofą Tu-154M, są jednymi z kilku, na które oczekuje prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Ostatnio - w styczniu - zapowiadano, że opinie fonoskopijne odnoszące się do nagrań z wieży i samolotu Jak-40 powinny wpłynąć do prokuratury wojskowej do końca marca.

    - Z dokładnych informacji uzyskanych ostatnio od biegłych wynika, że opinie te mają wpłynąć do końca lipca tego roku - powiedział prok. Marcin Maksjan z NPW. Prokuratorzy nie informują o przyczynach przedłużenia się prac nad tymi opiniami.

    W lutym ubiegłego roku prokuratura wojskowa otrzymała z Rosji dane konieczne do wydania przez polskich biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie opinii dotyczącej nagrań z wieży. Były to dane o częstotliwości prądu w rosyjskiej sieci podczas kopiowania nagrania na potrzeby polskiego śledztwa.

    W marcu 2013 r. NPW informowała, że jako pierwsze analizowane będzie nagranie z wieży, a dopiero później, po wykonaniu tej ekspertyzy, nastąpi opiniowanie dotyczące nagrania z samolotu Jak-40. Kolejność tych badań wynika z faktu, że aby móc precyzyjnie określić czas wypowiedzi zapisanych na rejestratorze samolotu Jak-40, konieczne jest uprzednie odtworzenie wypowiedzi z wieży lotniska w Smoleńsku.

    Obecnie polskie śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej przedłużone jest do 10 kwietnia 2014 r.

    --------------------------------------------------------------

    Śledczych raptem olśniło. Nie mogą zakończyć prac, bo nie mają wraku i skrzynek. Słowa Tuska już im nie wystarczają
    http://wpolityce.pl/smolensk/189359-sledczych-raptem-olsnilo-nie-moga-za...

    No to raptem wszystko diabli wzięli. A miało być tak fachowo, przy ścisłej i jakże przyjaznej współpracy z rosyjskimi specjalistami.

    Już pierwsze godziny po katastrofie przyniosły przecież jasny przekaz jej przebiegu – winni piloci. Potem przetoczył się Polakach walec rosyjskich kłamstw, pchany jednak ochoczo i z wielkim zaparciem się przynależności do polskości przez całą, prawie bez wyjątku, ekipę Tuska. I co teraz? Polscy śledczy odmawiają zakończenia prac, ponieważ bez wraku i bez stałego dostępu do czarnych skrzynek rzecz jest niemożliwa.

    Czyli stało się to, o czym mówili od początku wszyscy mający coś w głowie – prowadzenie śledztwa w oparciu o rosyjskie dokumenty (czytaj spreparowane brednie) nie ma żadnego sensu, ponieważ kremlowscy oszuści i podległe im służby przysłali nam papiery tak samo wiarygodne, jak wcześniejsze zaklęcia sowieckich służb o Katyniu. Już dziś więc można sporządzić listę najobrzydliwszych sługusów Moskwy - polityków, prokuratorów, dziennikarzy, aktorów, którzy nie patrząc na nic, trzymali z łobuzami z Rosji i z miejscowymi także. Przy okazji obrażali każdego, kto śmiał mieć inne zdanie.
    Te wszystkie zastępy Tusków, Niesiołowskich, Kutzów, Olbrychskich, Karolaków, Lisów, Lisowych, Kraśków, rozmaitych Olejnik, Kuźniarów, Morozowskich i podobnych im typów spod ciemnej gwiazdy chciały kłamliwym wrzaskiem ustalić prawdę. Na ich widok chce się tylko… Nie, nie będę kończył.
    I teraz wiadomo, dlaczego Putin nie chce nam oddać ani wraku, ani czarnych skrzynek, ani niczego innego pochodzącego z fatalnego tupolewa. Nie chce oddać, pomimo czteroletnich już fałszerstw nagrań, skrzynek, nie chce oddać wraku, choć zapewne preparowano szczątki samolotu z niezwykłą determinacją. Jednak Putin nie jest wciąż pewien, czy nie został tam najdrobniejszy ślad mogący doprowadzić do ustalenia prawdy.
    Śledczy wreszcie powiedzieli to, co powinni ogłosić na samym początku. Jednak lepiej późno niż nigdy. Mieliby pewnie więcej odwagi, gdyby Putin napadł wcześniej na Ukrainę.

    Taki jest dziś obraz państwa. Prowadzonego przez karierowiczów i oszustów.

    Tomasz Domalewski

    Wybuch znów wykluczony

    "NASZ DZIENNIK" UJAWNIA - Opinia uzupełniająca do niejasnej i
    niepełnej ekspertyzy fizykochemicznej nie potwierdza wybuchów na
    pokładzie tupolewa

    Opinia uzupełniająca do niejasnej i
    niepełnej ekspertyzy fizykochemicznej przygotowanej przez Centralne
    Laboratorium Kryminalistyczne Policji nie potwierdza wybuchów na
    pokładzie tupolewa.

    Opinia wpłynęła dzisiaj do prokuratury wojskowej. Z informacji
    „Naszego Dziennika” wynika, że policyjni biegli poprawili wszystkie
    mankamenty wcześniej wydanego dokumentu.

    Zasadnicza opinia fizykochemiczna wpłynęła do prokuratury wojskowej
    jeszcze pod koniec ubiegłego roku. Miała ona wyjaśnić wszelkie kwestie
    związane z ewentualnym wybuchem na pokładzie samolotu Tu-154M. Jednak
    już w połowie stycznia br. śledczy uznali, że opinia jest niepełna, w
    pewnych fragmentach niejasna i wymaga wydania przez Centralne
    Laboratorium Kryminalistyczne Policji opinii uzupełniającej. Termin jej
    nadesłania został zakreślony do 31 marca. I został dochowany.
    Prokuratura otrzymała dokument dzisiaj w godzinach przedpołudniowych.

    – Opinia wpłynęła do prokuratury. Teraz w pierwszej kolejności trafi
    do prokuratorów referentów, którzy się z nią zapoznają – powiedział nam
    kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Pytany o
    szczegóły uzupełnienia zadeklarował, że prokuratura poinformuje o tym
    szerzej w ciągu kilku najbliższych dni. Maksjan nie wykluczył, że na tę
    okoliczność zwołana zostanie konferencja prasowa.

    W pierwszej, uznanej przez śledczych za niepełną, opinii biegli
    przedstawili swoje konkluzje w oparciu o wyniki badań laboratoryjnych
    próbek pobranych ze zwłok w toku przeprowadzonych czynności sekcyjnych
    ekshumowanych ciał ofiar katastrofy, wyniki badań laboratoryjnych próbek
    zabezpieczonych w Smoleńsku na przełomie września i października 2012
    r. oraz lipca i sierpnia 2013 r., wyniki badań próbek pobranych w
    Smoleńsku na przełomie lutego i marca 2013 r., wnioski wynikające z
    oględzin wraku samolotu i miejsca katastrofy, jak również o zebrany w
    toku śledztwa materiał dowodowy.

    Jak podała NPW – mimo niejasności i braków w otrzymanej opinii –
    biegli ustalili, iż w poddanych analizie próbkach pobranych podczas
    sekcji ekshumowanych zwłok oraz z powierzchni wytypowanych miejsc i
    elementów szczątków samolotu nie ujawniono śladów pozostałości
    materiałów wybuchowych oraz substancji będących produktami ich
    degradacji.

     

    Kolejne opóźnienie

    Do końca marca miały być gotowe także opinie fonoskopijne odnoszące
    się do nagrań ze smoleńskiej wieży i samolotu Jak-40, który 10 kwietnia
    2010 roku lądował na lotnisku Siewiernyj przed Tu-154M. Ekspertyz na
    razie nie będzie, a termin przekazania ich prokuraturze został
    przesunięty aż na koniec lipca br. Naczelna Prokuratura Wojskowa nie
    poinformowała o przyczynach tak dużej zwłoki. Badania prowadzi Instytut
    Ekspertyz Sądowych w Krakowie.

    Prace nad tymi opiniami mogły de facto ruszyć dopiero w lutym ub.r.,
    gdy prokuratura wojskowa otrzymała z Rosji niezbędne do przygotowania
    ekspertyzy dane. Były to informacje o częstotliwości prądu w rosyjskiej
    sieci elektroenergetycznej podczas kopiowania nagrania na potrzeby
    polskiego śledztwa. Miesiąc później NPW poinformowała, że jako pierwsza
    wydana zostanie opinia dotycząca nagrania z wieży, a w następnej
    kolejności dokonana zostanie analiza rozmów pilotów. Jak tłumaczyła
    prokuratura, taka kolejność jest konieczna, by móc precyzyjnie określić
    czas wypowiedzi zapisanych na rejestratorze samolotu Jak-40.

    Zapowiedzi prokuratury dotyczące terminów wydania kolejnych opinii
    oznaczają, że śledztwo smoleńskie, którego termin zakończenia wyznaczony
    został na 10 kwietnia 2014 roku, z pewnością zostanie przedłużone o
    kolejne pół roku. Szczególnie że powołany przez śledczych zespół
    biegłych, który ma wypowiedzieć się o przyczynach katastrofy, uczyni to
    dopiero po uzyskaniu wszystkich niezbędnych ekspertyz.

    Marcin Austyn


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    29. Prawo i Sprawiedliwość chce,

    Prawo i Sprawiedliwość chce, żeby Sejm przyjął uchwałę ws. uczczenia pamięci gen. Andrzeja Błasika, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Według PiS, który przygotował projekt uchwały, jest to konieczne, ponieważ Błasik był jednym z najwybitniejszych dowódców, a pamięć o nim została „brutalnie zbezczeszczona”.

    Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak poinformował w poniedziałek na konferencji prasowej w Sejmie, że projekt uchwały został złożony do marszałek Sejmu; wyraził nadzieję, że Sejm zajmie się projektem na najbliższym posiedzeniu, rozpoczynającym się w środę.

    Sejm oddaje hołd generałowi Andrzejowi Błasikowi, dowódcy Sił Powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej, wzorowemu oficerowi Wojska Polskiego, do końca wiernemu przysiędze wojskowej i honorowi żołnierskiemu”

    — napisano w projekcie uchwały.

    W projekcie podkreślono również, że

    Sejm wyraża głębokie ubolewanie z powodu oczerniającej kampanii, szargającej mundur polskiego żołnierza, wymierzonej w śp. generała Andrzeja Błasika.

    Nieprawdziwe i urągające zarzuty kierowane przez lata wobec śp. generała Błasika są bezprecedensową próbą okrycia hańbą oficera Wojska Polskiego

    — napisali posłowie PiS w projekcie.

    Sejm zwraca się do Prezydenta Rzeczypospolitej, Zwierzchnika Sił Zbrojnych, o podjęcie niezbędnych działań, które pozwolą na przezwyciężenie kłamstwa utrwalonego w opinii światowej i przywrócenie honoru byłego dowódcy Sił Powietrznych RP

    — czytamy w projekcie.

    Błaszczak przypomniał, że 10 kwietnia przypada czwarta rocznica katastrofy smoleńskiej.

    Generał Błasik przez lata był szkalowany, uderzono w jego godność osobistą, było to kłamstwo smoleńskie, sformułowane przez Rosjan, to kłamstwo wciąż jest obecne w przestrzeni publicznej, przestrzeni międzynarodowej

    — zaznaczył.

    Jego zdaniem, prezydent powinien zadziałać tak na arenie międzynarodowej, aby „generałowi Błasikowi - jednemu z najwybitniejszych polskich dowódców, człowiekowi, który w brutalny sposób był atakowany, którego pamięć była bezczeszczona - została oddana część”.

    Obowiązkiem prezydenta jest stanie na straży czci i godności dowódców i żołnierzy Wojska Polskiego

    — podkreślił Błaszczak.

    Poseł PiS Ryszard Terlecki przekonywał, że honor żołnierski zawsze był wysoko ceniony w Polsce.

    Pamięć generała Błasika została w sposób brutalny, ordynarny upokorzona, państwo polskie nie stanęło w obronie pamięci generała - wtedy, kiedy był kłamliwie oskarżany

    — mówił poseł PiS.

    Kłamstwa, które dotknęły pamięć generała muszą zostać sprostowane w przestrzeni publicznej, także międzynarodowej

    — podkreślił Terlecki.

    MAK w styczniu 2011 roku w raporcie końcowym wskazał, że we krwi gen. Błasika wykryto 0,6 promila alkoholu. Oficjalne stanowisko strony polskiej z 2011 roku, wobec raportu MAK głosiło, że nie można się odnieść do informacji o obecności alkoholu we krwi gen. Błasika ze względu na „brak dokumentacji źródłowej”.

    Wdowa po generale nie zgodziła się z ustaleniami MAK; oceniała, że to „haniebna próba szkalowania pamięci męża”. Jej pełnomocnik mec. Bartosz Kownacki wniósł o weryfikację twierdzeń MAK i zbadanie sprawy rzekomej zawartości alkoholu we krwi Błasika.

    20 marca Naczelna Prokuratura Wojskowa ujawniła opinię biegłych, zgodnie z którą zarówno gen. Błasik, jak i załoga Tu-154M, personel pokładowy i funkcjonariusze BOR byli trzeźwi w momencie katastrofy smoleńskiej. Dzień później premier Donald Tusk mówił, że polska komisja i prokuratura
    nigdy nie zgodziły się z tezą o nietrzeźwości gen. Błasika. Jak dodał, strona polska w bardzo wielu miejscach nie zgodziła się z raportem MAK, zaś „polska komisja wysłała w bardzo szybkim trybie dziesiątki mniej lub bardziej szczegółowych uwag dotyczących niesolidności tego raportu”.

    http://wpolityce.pl/polityka/189387-klamstwa-ktore-dotknely-pamiec-gen-b...

    Kochanowska: śledztwo smoleńskie należy zacząć od początku!

    Jerzy Miller podpisał zobowiązanie, że wrak tupolewa do zakończenia śledztwa pozostanie w Rosji. Niewątpliwie więc, sytuacja jest trudna, a wszystkie apele o zwrot wraku są z tej perspektywy bez sensu - mówi Ewa Kochanowska, wdowa po śp. Januszu Kochanowskim, w wywiadzie dla portalu Stefczyk.info.
    Stefczyk.info: Dzisiejsza "Rzeczpospolita" poinformowała, że biegli, którzy pracują na zlecenie prokuratury nie są w stanie wydać kompleksowej opinii na temat katastrofy smoleńskiej bez dostępu do kluczowych dowodów - tj. do czarnych skrzynek i wraku samolotu. Co to oznacza dla śledztwa?

    Ewa Kochanowska: Jestem w szoku, że prokuraturze zajęło 4 lata przyznanie się do tak ewidentnych zaniedbań. Przecież dobijaliśmy się o dostęp do tych dowodów od samego początku, od momentu katastrofy. I tłumaczono nam, że te dowody nie są potrzebne, choć takie twierdzenie było absurdem. Jestem wstrząśnięta tym, że dopiero po 4 latach dochodzi się do tak absolutnie ewidentnych stwierdzeń. Ale to wielka rzecz, że biegli nie poddali się tej fali kłamstw i oszustw, które serwowano nam po katastrofie.

    To jak teraz powinna postępować prokuratura? Zawiesić śledztwo? Koncentrować się na polskich wątkach? Czy udawać, że nic się nie zmieniło i działać tak jak do tej pory?

    Dramatyczne niekompetencje prokuratury wojskowej i prześladowanie tych, którzy starali się działać dla dobra śledztwa, zaciążyły nad badaniem katastrofy. Należałoby więc całe śledztwo zacząć od początku - zgodnie z zasadami sztuki prowadzenia tego rodzaju postępowań. Dla mnie od początku było ewidentne, że raport MAK był wyprodukowany w odpowiedzi na pierwsze ustalenia prokuratury wojskowej kilkadziesiąt godzin po katastrofie. Przecież prokuratura wojskowa ustaliła - i zostały z tego sporządzone dokumenty, że kontrolerzy lotu nie mieli badań lekarskich, że byli po alkoholu, że wieża kontrolna nie była sterylna i znajdowały się tam osoby postronne. Że na podejmowanie decyzji na wieży miała wpływ jednostka moskiewska. Wszystko to było ewidentnym obciążeniem strony rosyjskiej. Ale Rosjanie szybko odwrócili sytuację, wycofali zeznania Plusnina złożone zaraz po katastrofie i oskarżyli o wszystko, co właśnie im należało zarzucić, polskich pilotów i generała Błasika. To, że polska strona zgodziła się na takie postępowanie, na przejęcie śledztwa przez MAK, a potem wykazywała absolutną bezradność powoduje, że Rosjanie przeprowadzili co chcieli, jak chcieli i skompromitowali Polskę na arenie międzynarodowej przy całkowitej aprobacie polskiego rządu!

    Ale wracam do pytania - jak powinni zachowywać się teraz polscy śledczy? Siłą wraku, ani czarnych skrzynek raczej nie odbiorą...

    Niestety Jerzy Miller podpisał zobowiązanie, że wrak do zakończenia śledztwa pozostanie w Rosji. Niewątpliwie więc, sytuacja jest trudna, a wszystkie apele o zwrot wraku są z tej perspektywy bez sensu, bo wcześniejsze zobowiązanie Polski było takie, że my ten wrak im zostawiamy do zakończenia śledztwa. Czyli zapewne trzeba będzie trzeba czekać do zakończenia śledztwa rosyjskiego albo rozpocząć poważne negocjacje. Sytuacja naprawdę jest patowa, ale wszyscy ją przewidywaliśmy.

    Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/kochanowska-sledztwo-smolen...


    Cztery zażalenia na umorzenie śledztwa smoleńskiego

    Jeszcze w tym tygodniu do stołecznego sądu mają trafić
    cztery zażalenia na umorzenie we wrześniu zeszłego roku śledztwa w... 

    Składający zażalenia uważają m.in., że zaniechania urzędników
    ocenione przez prokuraturę jako uchybienia służbowe lub dyscyplinarne,
    należało zakwalifikować jako przestępstwa.

    Prokurator wyjaśniła,
    że cała procedura trwała długo ze względu na liczbę pokrzywdzonych oraz
    konieczność przetłumaczenia liczącej blisko 350 stron decyzji
    prokuratury na język angielski. Przypomniała, że śledztwo dotyczyło
    także m.in. organizacji lotu Jaka-40 z dziennikarzami mającymi
    obsługiwać wizytę. - W Jaku-40 był na przykład japoński dziennikarz, on
    zadeklarował język angielski i w tym języku doręczono mu decyzję -
    dodała prokurator.

    Zażalenie bliskich prezydenta Kaczyńskiego

    Autor
    jednego z zażaleń, pełnomocnik bliskich prezydenta Lecha Kaczyńskiego,
    mec. Piotr Pszczółkowski powiedział, że jego zdaniem "w realiach tej
    tragedii (...) zaniechania mają znamiona przestępstwa". - Kwestionuję
    dokonaną ocenę prawno-karną i uważam, że zebrany w sprawie materiał
    dowodowy pozwala na przedstawienie zarzutów osobom związanym ze
    śledztwem - zaznaczył.

    Zażaleniami zajmie się teraz stołeczny sąd.
    Przyczółkowski ma nadzieję, że termin ich rozpoznania uda się wyznaczyć
    w ciągu kilku tygodni.

    Prokuratura badała sprawę ewentualnego niedopełnienia obowiązków lub
    przekroczenia uprawnień przez urzędników i funkcjonariuszy publicznych
    kancelarii prezydenta, premiera, MSZ, MON, polskiej ambasady w Moskwie w
    związku z przygotowaniami w 2010 r. lotów do Smoleńska - premiera z 7
    kwietnia i prezydenta z 10 kwietnia. Chodziło o przygotowania w okresie
    od września 2009 r. do 10 kwietnia 2010 r.

    Śledztwo - po raz
    pierwszy zakończone w czerwcu 2012 r. - już raz, w marcu zeszłego roku,
    nakazał wznowić sąd. Prokuratura uznała pierwotnie, że nie ma nikogo,
    kto mógłby tę decyzję zaskarżyć, bo nikt w tej sprawie nie ma statusu
    pokrzywdzonego. Sąd - po rozpatrzeniu zażalenia bliskich prezydenta
    Kaczyńskiego - nakazał jednak wznowić postępowanie. Sąd wskazał wtedy,
    że podjęcie przez prokuraturę prawidłowej decyzji będzie możliwe dopiero
    po dopuszczeniu do udziału w postępowaniu wszystkich pokrzywdzonych i
    rozpatrzeniu ewentualnych wniosków dowodowych, które oni złożą.

    382 pokrzywdzonych

    Prokuratura
    podkreślała wówczas, że sąd nie zakwestionował merytorycznej treści
    rozstrzygnięcia, a jedynie kwestię pokrzywdzonych. Po wznowieniu
    śledztwa prokuratorzy ustalili 382 pokrzywdzonych. Prawa pokrzywdzonych
    uzyskali pasażerowie sześciu samolotów. W związku z pierwszą wizytą 7
    kwietnia leciały cztery samoloty: Tu-154M, Jak-40 i dwie Casy z oprawą
    uroczystości, m.in. z orkiestrą. Z kolei 10 kwietnia leciały dwa
    samoloty: Tu-154M i Jak-40 z dziennikarzami.

    Prokuratura
    informowała też, że po wznowieniu śledztwa od pokrzywdzonych wpłynął
    jeden wniosek dowodowy, który został zrealizowany. W wrześniu 2013 r.
    prokuratura ponownie umorzyła sprawę.

    Uzasadnienie umorzenia zawarto w 343-stronnicowym postanowieniu - ze
    względu na nieprawomocność decyzji nie ujawniono jego szczegółów. Jednak
    już przy okazji umorzenia z czerwca 2012 r. prokuratura informowała, że
    dopatrzono się niedociągnięć, ale nie uznano ich za przestępstwo.
    Śledczy tłumaczyli wówczas, że "zabrakło wszystkich elementów, które
    muszą być", aby stwierdzono popełnienie przestępstwa niedopełnienia
    obowiązków. W tym przypadku - godzenia w dobro powszechne i dobro
    instytucji państwowych.

    Wyjaśniając w 2012 r. powody pierwszego
    umorzenia, Mazur wskazywała m.in., że w żadnym z urzędów objętych
    śledztwem prokuratorzy nie dopatrzyli się przekroczenia uprawnień lub
    niedopełnienia obowiązków przez urzędników i funkcjonariuszy - najlepiej
    pod tym kątem wypadła Kancelaria Prezydenta RP, która w toku
    przygotowań działała prawidłowo.

    Donald Tusk o pomyśle PiS: wysoce niestosowne

    Na dzisiejszej konferencji prasowej Tusk był pytany m.in., czy PO
    byłaby gotowa poprzeć przygotowany przez PiS projekt uchwały ws.
    uczczenia pamięci gen. Andrzeja Błasika,
    który zginął w katastrofie
    smoleńskiej oraz czy premier sądzi, że kwestia tej tragedii powróci w
    obecnej kampanii wyborczej, zdominowanej, jak dotąd, przez sprawę
    Ukrainy.

    W jakimś sensie pytając o inicjatywę w
    sprawie gen. Błasika sam sobie pan odpowiedział na drugie pytanie, czy
    ktoś znowu będzie wykorzystywał katastrofę smoleńską w kampanii
    wyborczej, bo jesteśmy tego znowu świadkami - odpowiedział Tusk.

    Dodał, że nigdy nie wykorzystywał i nie będzie
    wykorzystywał tragedii smoleńskiej i jej ofiar do robienia kampanii
    politycznej. - Czasami muszę odpowiadać na fałszywe, oszczercze
    sformułowania czy na państwa pytania, tak jak to jest w tej chwili. Ale
    sam nie będę ani moi współpracownicy, wykorzystywał żadnej rocznicy
    katastrofy smoleńskiej, ani żadnych aspektów śledztwa smoleńskiego do
    prowadzenia kampanii wyborczej - powiedział premier.

    Podkreślił, że ma "bardzo niską etyczną ocenę tych
    polityków, którzy konsekwentnie wykorzystują katastrofę smoleńską do
    takiej trywialnej, codziennej czy kampanijnej politycznej gry".

    - Wszystkie ofiary katastrofy mają prawo do tego
    samego szacunku, tej samej czci i myślę, że w Polsce, poza jakimiś
    absolutnymi marginesami, myślimy wszyscy tak samo i wszyscy z taką samą
    czcią wspominamy wszystkie bez wyjątku ofiary tej strasznej katastrofy -
    powiedział Tusk.

    Jego zdaniem "tak naprawdę wyróżnianie kogoś na
    użytek politycznej potrzeby nie jest sposobem czczenia takiej ofiary
    tylko wręcz przeciwnie". - Wykorzystywanie w tym przypadku generała
    Błasika, jest czymś wysoce niestosownym wobec pamięci także o tej
    konkretnej ofierze. Tak uważam - powiedział premier.






    Ten człowiek nie ma wstydu. A pokłady buty w nim niewyczerpane. O gen. Błasiku Tusk powinien milczeć albo się kajać

    Jego słowa przypomną się, gdy w przyszłym tygodniu – jak zapowiedział – będzie „rano na Powązkach składał kwiaty i się modlił”.

    Nie, on nie gra katastrofą. Wcale… I nie grał przed katastrofą. Przeciw prezydentowi. Z przywódcą wrogiego (nawet według strategii obronnej jego własnego rządu) wobec Polski państwa. Nie grał też później. Tak, jak mu Putin nakazał.

    Po czterech latach, gdy krwawy Władimir nie pozostawił złudzeń co do
    swoich intencji, nasz gracz próbuje przeobrazić się w twardego męża
    stanu, dzielnie gromiącego szefa mocarstwa grożącego światu.

    Ale wyjaśnianie katastrofy leży. Jedyne, co obserwujemy, to opadające
    kurtyny kłamstw, jak w przypadku gen. Błasika. Na więcej
    podporządkowane Tuskowi instytucje
    państwa nie pozwoliły. Sam Donald Tusk, który powinien być pierwszym
    sypiącym głowę popiołem – a za nim państwo Kopacz, Miller, Sikorski,
    Klich i wielu innych – pytany o symboliczne oddanie czci pomówionemu
    żołnierzowi Wojska Polskiego zaciska zęby i kieruje ostrze w
    kierunku politycznych przeciwników.

    Jego słowa przypomną się, gdy w przyszłym tygodniu – jak zapowiedział – będzie „rano na Powązkach składał kwiaty i się modlił”.

    Cztery zażalenia do sądu

    Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia zadecyduje, czy
    wznowione zostanie śledztwo w sprawie organizacji lotów prezydenta i
    premiera do Smoleńska w 2010 r.

    Zlot przy sowieckich grobach

    Rosyjscy motocykliści już grzeją silniki przed zaplanowanym na 4 maja capstrzykiem na cmentarzu sowieckich żołnierzy w Braniewie

    Odpowiedź Seremeta - nic jeszcze nie jest wyjaśnione...

     wpis mec. Janusza Wojciechowskiego

    Raport Millera nie wyjaśnił niczego, dał jedynie podstawę do powołania biegłych

     

    4 lutego zamieściłem wpis pt.
    „Macierewicz i szczękościsk Seremeta”, a w nim zwróciłem się do
    Prokuratora Generalnego między innymi z zarzutem, że prokuratura zbyt
    późno, bo dopiero w sierpniu 2011 roku, powołała zespół biegłych do
    wydania kompleksowej opinii, w półtora roku po katastrofie!

    Prokurator Seremet odpowiedział mi (dziękuję!) 18 marca br. i tak tłumaczył zwłokę w zleceniu opinii: „...Przed
    zasięgnięciem opinii biegłych konieczne było bowiem uprzednie
    zgromadzenie wystarczającego materiału dowodowego umożliwiającego
    wydanie rzetelnej opinii. W szczególności zasięgnięcie opinii zespołu
    biegłych, obejmującej kwestie najistotniejsze z punktu widzenia
    przedmiotu postępowania, to jest między innymi rekonstrukcje przebiegu
    lotu, weryfikacje sprawności technicznej statku powietrznego, jego
    wyposażenia, weryfikacje prawidłowości wyznaczenia załogi do lotu,
    weryfikacji przebiegu szkolenia lotniczego członków załogi, posiadanych
    uprawnień i dopuszczeń, prawidłowości czynności załogi w trakcie lotu,
    prawidłowości pracy służb i urządzeń naziemnego zabezpieczenia lotów,
    wymagało uprzedniego zgromadzenia materiału dowodowego, pozwalającego na
    ocenę wskazanych wyżej kwestii. W ocenie prokuratorów prowadzących
    postępowanie, zgromadzony materiał dowodowy uznany mógł być za
    wystarczający do powołania zespołu biegłych dopiero po uzyskaniu Raportu
    Końcowego Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, co
    nastąpiło w lipcu 2011 roku. Niezwłocznie po analizie wymienionego
    raportu prokuratura wojskowa w dniu 3 sierpnia 2011 roku wydała
    postanowienie o zasięgnięciu opinii zespołu biegłych...”.

    Prokuratura czekała na raport Komisji – jasne. Dostała raport i wtedy
    się dopiero okazało, że potrzebni są biegli, bo nic jeszcze nie
    wiadomo. Biegli mają dokonać rekonstrukcji przebiegu lotu, weryfikacji
    sprawności technicznej, prawidłowości pracy służb naziemnych.

    Jak wiadomo, biegli nie wydali jeszcze
    opinii, a teraz słyszymy, że nie wydadzą jej bez oryginałów czarnych
    skrzynek i wraku. Skądinąd logiczny wniosek po czterech latach śledztwa i
    dwóch i pół roku badań biegłych. Bez wraku i czarnych skrzynek żadnej
    katastrofy wyjaśnić się nie da. 

    Niech sekta brzozowa łaskawie przyjmie do
    swojej pancernej świadomości – nie ma jeszcze opinii co do
    rekonstrukcji lotu, nie ma oceny służb naziemnych, nie ma oceny
    sprawności samolotu – czyli nie ma niczego, co można by uznać za
    chociażby częściowe wyjaśnienie katastrofy.

    Raport Millera nie wyjaśnił niczego, to jedynie podstawa do powołania biegłych.

    A wy, niczym Hartman na placu Zamkowym, głowę dajecie sobie uciąć za ten raport...



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    30. Czerska się zapluwa przed 4 rocznicą katastrofy

    "Zamordowanie 96 osób to zbrodnia niesłychana" [POSMOLEŃSKIE DZIECI, CZ. II]

    "Zamordowanie 96 osób to zbrodnia niesłychana" [POSMOLEŃSKIE DZIECI, CZ. II]

    Po aferze trotylowej rozkwitają kolejne pisma: "Do Rzeczy" oraz "wSieci". [CYKL GW]

    Sprawa jest jasna: "Gdyby nie było zamachu, trzeba by go było wymyślić" [CZ. I]

    A nos się wydłużał... Donald Tusk: "Nie wykorzystywałem i nigdy
    nie będę wykorzystywał tragedii 10/04 i ofiar do robienia kampanii"


    "Mam niską ocenę tych polityków, etyczną ocenę, którzy konsekwentnie wykorzystują katastrofę do codziennej i trywialnej gry".







    "Nasz Dziennik" gazetą "zniewoloną"? "Rozumiem, że błądził przez cztery lata?"

    "Nasz Dziennik" gazetą "zniewoloną"? "Rozumiem, że błądził przez cztery lata?"
    Dyskusja w "Kropce nad i" o ostatnich artykułach gazety.
    zobacz więcej »

    "Nasz Dziennik" zmienił nurt?

    - Teza, którą sformułował "Nasz
    Dziennik" jest potwierdzeniem tezy, które formułowały od czterech lat
    gazety, które nazywa pan "gazetami zniewolonymi" - stwierdziła Pitera.

    -
    Czy "Nasz Dziennik" już wszedł do tego nurtu i też stał się "gazetą
    zniewoloną"? Rozumiem, że błądził przez cztery lata? - pytała
    retorycznie posłanka PO.

    - Interesuje mnie jaki jest powód i jakie są przesłanki, bo nie słyszałam o żadnych nowych dowodach w tej sprawie - dodała.

    Poseł Jaworski nie zgodził się z opinią, że zmiana retoryki "Naszego
    Dziennika" wiąże się z faktem, że na listach PiS do Parlamentu
    Europejskiego nie znalazły się osoby związane z Radiem Maryja lub
    dostały słabe miejsca.

    - Dziennikarze działają na swój własny rachunek i piszą na te tematy, które ich interesują - skwitował.


    --------------------------------------------------

    Antoni Macierewicz leci do amerykańskiej Częstochowy

    Poseł An­to­ni Ma­cie­re­wicz (PiS) po­le­ci na ob­cho­dy (13 kwiet­nia) czwar­tej rocz­ni­cy ka­ta­stro­fy smo­leń­skiej do ame­ry­kań­skiej Czę­sto­cho­wy, czyli Na­ro­do­we­go Sank­tu­arium Matki Bożej Czę­sto­chow­skiej w Doy­le­stown (stan Pen­syl­wa­nia). Kam­pa­nia? - Wia­do­mo, że tylko o to cho­dzi - oce­nia poseł Woj­ciech Ziem­niak (PO) z Ko­mi­sji Łącz­no­ści z Po­la­ka­mi za Gra­ni­cą.W Doylestown po mszy i koncercie ma się odbyć spotkanie z szefem parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej. Uczestniczyć w nim mają też rodziny ofiar - Zuzanna Kurtyka, Piotr i Janusz Walentynowicz - oraz eksperci związani z zespołem Macierewicza: m.in. małżeństwo Biniendów (Maria Szonert-Binienda i prof. Wiesław Binienda) oraz prof. Kazimierz Nowaczyk (zwolniony z Uniwersytetu w Maryland). Organizatorem obok Klubu "Gazety Polskiej" są też paulini z maryjnego sanktuarium.

    Przed uroczystościami rocznicowymi komitet organizacyjny opublikował odezwę do rodaków. - Wydaje się, że cywilizacja śmierci, bunt przeciw Bogu oraz bezpardonowa walka z tradycyjnymi wartościami są wystarczającym powodem, abyśmy zapragnęli bezinteresownie współdziałać na rzecz wspólnego dobra nas samych, jak i naszych dzieci oraz wnuków - czytamy w niej.

    Ów komitet zawiązał się tuż po zeszłorocznej wizycie Macierewicza w amerykańskiej Częstochowie. Jak czytamy na www organizatorów, polityk Prawa i Sprawiedliwości spotkał się wtedy z przeorem klasztoru o. Rafałem Walczykiem - w spotkaniu w wąskim gronie udział brało jeszcze kilka osób m.in. szef Klubu "Gazety Polskiej" w Filadelfii Wiktor Kowalczyk.

    I paść wtedy - ze strony tej ostatniej osoby - miała propozycja zorganizowania w amerykańskiej Częstochowie obchodów czwartej rocznicy katastrofy smoleńskiej. A w przeddzień ma się też odbyć panel dyskusyjny pt. "Budujmy wspólny front patriotyczny".

    Wyjazd Antoniego Macierewicza do amerykańskiej Częstochowy potwierdził w rozmowie z Onetem współpracownik polityka PiS Bartłomiej Misiewicz.

    Ten wyjazd to element łączności z Polakami na emigracji? - Jako Komisja Łączności z Polakami za Granicą nie utożsamiamy się z działaniami Macierewicza - mówi o eskapadzie szefa zespołu ds. Smoleńska za Ocean poseł Wojciech Ziemniak. A jednocześnie chwali szefa komisji posła Adama Lipińskiego (PiS): "Zachowuje się, jak przystało na przewodniczącego komisji".

    Według Ziemniaka wyjazd Macierewicza to kampania wyborcza. - Wiadomo, że tylko o to chodzi - ocenia. I dodaje: "Rozpoczęła się gra polityczna, emisje spotów - ostra rywalizacja o jak najlepszy wynik w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Teraz w polityce nie ma sentymentów".
    http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/antoni-macierewicz-leci-do-amerykanskiej-czestochowy/10lg0


    SMS od Macierewicza. Wielkiego Śledczego znokautowali biegli [AGNIESZKA KUBLIK]

    Wielkiego Śledczego Smoleńskiego znokautowali biegli prokuratury wojskowej. Stoi więc teraz przed nim trudne zadanie: jak zaprzeczenie przerobić na potwierdzenie.


    Kaczyński: Potrzebna jest ustawa dot. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej

    Prezes PiS Jarosław Kaczyński uważa, że
    potrzebna jest ustawa dotycząca wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej z 10
    kwietnia 2010 r. Według niego ustawa miałaby doprowadzić do
    "zdecydowanego, intensywnego śledztwa" w sprawie katastrofy.

    Kaczyński podkreślił na konferencji prasowej, że ustawa miałaby zawierać "zdecydowane metody dojścia do prawdy".
    - Potrzebna jest ustawa o wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej,
    która by przewidywała pewne, nawet bardzo daleko idące możliwości.
    Sprawa jest całkowicie porównywalna z atakiem w Nowym Jorku i
    Waszyngtonie, z tym słynnym atakiem (z września 2001 roku). Oni wtedy
    zastosowali pewne nadzwyczajne metody i te nadzwyczajne metody powinny
    także tutaj być zastosowane - oświadczył lider PiS.



    fot. PAP/Radek Pietruszka


    W co gra Biernacki? „Śledztwo smoleńskie toczy się za długo, a działania prokuratorów są zbyt mało transparentne”


    Na pewno to śledztwo toczy się za długo i to jest niezrozumiałe.
    Opinia publiczna powinna mieć jasny i czytelny przekaz, że postępowanie
    zostało zakończone. Cała ta sytuacja z konfliktem między Prokuraturą
    Wojskową a Prokuraturą Generalną, mam nadzieję, wkrótce się skończy, jak
    dojdzie do uchwalenia nowej ustawy o prokuraturze. Ustawa ta likwiduje
    Prokuraturę Wojskową i wciela ją w szeregi prokuratury cywilnej

    —zaznaczył Biernacki. Na pytanie jak prokuratura może tę sprawę
    zakończyć skoro uważa, że potrzebny jej wrak, odparł, że prokuratorzy
    powinni dać czytelny sygnał do społeczeństwa, że pewne elementy tej
    sprawy sprawdzili, by zostały przedstawione pewne wyniki opinii publicznej i sprawa została zamknięta.

    Później mogą podejmować decyzję, czy śledztwo zostaje umorzone czy zawieszone. Nie może być tak, że śledztwo się toczy cały czas, a
    opinia publiczna o tym nic nie wie. Faktem jest też, i tu skłaniam
    się do optyki prokuratora generalnego, że prokuratorzy mogli wykonać
    wszystkie czynności na miejscu w Smoleńsku. Nie mieli, z tego co wiem,
    żadnych utrudnień ze strony rosyjskiej

    —twierdzi minister sprawiedliwości. Według niego mogli wykonywać
    czynności procesowe i inne działania badawcze. Za półtora miesiąca
    Biernacki zamierza przedstawić swoją do sprawozdania prokuratora generalnego za 2013 rok.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    31. publiczna


    Finał polskiego śledztwa możliwy bez wraku tupolewa

    Prokuratura Generalna nadal uważa, że możliwe jest
    zakończenie śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej bez przekazania
    Polsce wraku Tu-154M i rejestratorów samolotu. PG zaznaczyła
    jednocześnie, że „konsekwentnie podejmowane są działania zmierzające do
    sprowadzenia ich na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”.

    Jednocześnie Prokuratura Generalna informuje, że aktualne pozostaje
    stanowisko o możliwości ewentualnego zakończenia śledztwa w sprawie
    katastrofy smoleńskiej bez obecności tych dowodów na terytorium RP. Może
    to nastąpić tylko wówczas, gdy biegli przeprowadzą wszystkie badania w
    odniesieniu do tych dowodów
    - zastrzegł rzecznik prasowy PG prok.
    Mateusz
    Martyniuk. Dodał, że jest to stanowisko prokuratorów prowadzących
    śledztwo.



    Oświadczenie PG w tej sprawie zostało wydane po medialnych
    doniesieniach, iż śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej ulega
    przedłużeniu m.in. z powodu pozostawania w Rosji wraku samolotu i
    rejestratorów.



    Ostatnio - z końca marca na koniec lipca - biegli przełożyli termin
    przekazania prokuraturze opinii fonoskopijnej dotyczącej zapisów rozmów z
    wieży smoleńskiego lotniska. W tym samym terminie ma być gotowa opinia
    ws. nagrania z samolotu Jak-40.

    Wybuchu nie było



    W poniedziałek prowadząca śledztwo Wojskowa Prokuratura Okręgowa w
    Warszawie informowała natomiast, że otrzymała uzupełniającą opinię
    odnoszącą się do ewentualnych pozostałości materiałów wybuchowych w
    próbkach pobranych m.in. z wraku Tu-154M oraz z miejsca katastrofy.
    Okazuje się, że opinia uzupełniająca potwierdziła wcześniejszą opinię,
    wykluczającą eksplozję na pokładzie Tu-154M.



    Naczelna Prokuratura Wojskowa, która nie ujawniła w poniedziałek
    szczegółów opinii, zapowiedziała, że m.in. te kwestie zostaną omówione
    podczas konferencji prasowej. Jak powiedział kpt. Marcin Maksjan z NPW,
    taka konferencja - dotycząca aktualnego stanu śledztwa smoleńskiego -
    zostanie zorganizowana w przyszłym tygodniu.



    Od katastrofy smoleńskiej mijają właśnie 4 lata (fot. flickr.com/Redd Baron)

    Brak materiałów wybuchowych



    Wcześniej prokuratura wojskowa ujawniła wnioski otrzymanej w grudniu
    zeszłego roku końcowej opinii fizykochemicznej Centralnego Laboratorium
    Kryminalistycznego Policji, z której wynikało, że nie ujawniono śladów
    pozostałości materiałów wybuchowych w próbkach pobranych z miejsca
    katastrofy, z elementów szczątków Tu-154M oraz podczas sekcji zwłok
    ofiar
    tragedii. Prokuratorzy w związku z grudniową opinią zadali biegłym
    pytania uzupełniające i uzupełnienie to - zgodnie z wcześniejszymi
    zapowiedziami biegłych - wpłynęło z końcem marca.

    Gargas o swoim najnowszym filmie: „Artur Wosztyl, dowódca Jaka-40,
    który lądował w Smoleńsku, zdecydował się na obszerną rozmowę”

    fot. wPolityce.pl/youtube.com

    „Ujawnił to, co słyszał i widział w dniu
    katastrofy. Bardzo ciekawe są jego spostrzeżenia dotyczące dźwięków
    rozpadającego się samolotu, jakie było słychać tuż przed uderzeniem
    tupolewa w ziemię”





    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    32. i gdzie jest prokurator?kiedy ktos zapłaci za ten cyrk?

    Namawiali do lądowania? Po wejściu generałów: "Siadajcie" [NOWE INTERPRETACJE ODCZYTÓW]

    Namawiali do lądowania? Po wejściu generałów: "Siadajcie" [NOWE INTERPRETACJE ODCZYTÓW]

    -
    W lotnictwie to często znaczy "lądujcie" - mówi dr Maciej Lasek, szef
    rządowego zespołu objaśniającego przyczyny katastrofy smoleńskiej. Ktoś
    namawiał załogę do lądowania?

    Ktoś namawiał załogę TU-154M do lądowania? "Poczekajmy na odczyt"

    Czy
    ktoś namawiał pilotów prezydenckiego tupolewa do lądowania? Dr Maciej
    Lasek przyznaje, że pewne słowa z rejestratora można zinterpretować,
    jako zachętę do posadzenia maszyny.
    Z ekspertyzy zapisu lotu krakowskich biegłych wynika, że na pięć minut przed katastrofą słychać anonimowy głos mówiący generałowie, a potem inni członkowie załogi mówią witam" i "dzień dobry - co oznacza, że ktoś obcy wszedł do kokpitu. Po minucie słychać kolejny głos wzywający siadajcie, siadajcie, a potem Tadek, proszę - pisze "Gazeta Wyborcza". Nie
    sądzę, aby załoga tak zwracała się do starszego stopniem oficera. Te
    cytaty pochodzą z krakowskiej ekspertyzy, nasza analiza nie zawiera tych
    fraz. Trudno się więc do tego odnieść bez dodatkowych badań
    - tłumaczy ekspertyzy dr Maciej Lasek, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.


    To niebywałe! Lasek znów atakuje generałów. Sugeruje presję na pilotów TU-154M

    Fot. wPolityce.pl / tvn24

    Lasek wie, co mówi. I wie, jaki przyniesie
    to efekt. Zamieszać, rzucić kompletnie nieusprawiedliwione oskarżenia.
    On dowodów nie potrzebuje. Jest dobry (podobnie jak jego rozmówczyni) w
    taniej propagandzie.


    Prorządowa gazeta znów oczernia pilotów TU-154M

    Prorządowa „Gazeta Wyborcza” powraca z tematem rzekomych nacisków na pilotów TU-154M, który rozbił się w Smoleńsku.

    Dziennikarka Agnieszka Kublik w wywiadzie z Maciejem Laskiem
    informuje o tym, że krakowscy biegli odczytali nowe słowa z nagrania z
    kokpitu pilotów. Jednym z nich jest słowo „siadajcie”, które miał
    wypowiedzieć niezidentyfikowany mężczyzna.

    Szef rządowego zespołu objaśniającego przyczyny katastrofy
    smoleńskiej w rozmowie z dziennikarką stwierdził, że w lotnictwie
    „siadajcie” często jest rozumiane jako „lądujcie”.  Zaleca jednak, aby
    poczekać, ponieważ nagranie jest zaszumione. Kolejny odczyt – według
    niego – ma wyjaśnić czy ktoś namawiał załogę do lądowania, czy też nie.

    Poseł Stanisław Piotrowicz, wiceprzewodniczący parlamentarnego
    zespołu ds. katastrofy smoleńskiej czeka na opinię Instytutu Ekspertyz
    Sądowych. Stwierdza, że minęły cztery lata, a my nie wiemy precyzyjnie,
    jak przebiegały rozmowy w kabinie pilotów.

    - Znowu zaczyna się nas karmić jakimiś wyrwanymi fragmentami nie wiem
    z jakiego dokumentu. To budzi niepokój. Zresztą nie dziwi, że tego
    rodzaju materiały pokazują się akurat w okresie przed czwartą rocznicą.
    Myślę, że powinny się ukazywać zupełnie inne artykuły, mianowicie tego
    rodzaju, że już 4 lata mija od katastrofy smoleńskiej, a śledztwo nie
    wyjaśniło najistotniejszych okoliczności i przyczyn katastrofy
    – podkreślił poseł Stanisław Piotrowicz.

    Warto przypomnieć też, że prokuratura wojskowa stwierdziła, że nie ma
    dowodów na to, by dowódca polskiego lotnictwa gen. Andrzej Błasik, w
    czasie lotu wchodził do kokpitu. Wykluczono także, że pił on alkohol, co
    ogłosili Rosjanie w raporcie MAK.



    Zdjęcie Tuska i Putina? "To paranoja i próba stworzenia własnego scenariusza"


    Zdjęcie Tuska i Putina? "To paranoja i próba stworzenia własnego scenariusza"

    To jest jakaś paranoja - powiedziała na
    antenie Radia Zet Małgorzata Kidawa-Błońska. Rzeczniczka rządu oceniła w
    ten sposób wczorajszy występ Adama Hofmana w "Kropce nad i". Rzecznik
    PiS prezentował tam zdjęcie Władimira Putina i Donalda Tuska z lekkim
    uśmiechem i zaciśniętymi pięściami.

    Zdaniem Małgorzaty Kidawy-Błońskiej
    wykorzystywanie kadru, który prawica ocenia jako dowód na zamach w
    Smoleńsku, jest próbą stworzenia nowego scenariusza i opisania od nowa
    katastrofy smoleńskiej. - Zdjęcia robi się setkami. Jeśli ktoś ma
    oryginalny film, widzi sekwencję ruchów danej osoby - powiedziała.


    - Nie sądzę, żeby dla racjonalnie myślącej osoby to był dowód w
    jakiejkolwiek sprawie. To jest tylko zdjęcie, zapis ułamka sekundy -
    dodała rzeczniczka rządu. Podkreśliła, że "ludzie rozmawiają i każdego
    można złapać na chwili rozprężenia i takiej mimiki".Rzeczniczka dodała, że "co roku, koło 10 kwietnia to zdjęcie się
    pojawia, ponieważ na siłę niektóre partie polityczne próbują stworzyć
    własne scenariusz tego, co się działo w Smoleńsku po katastrofie".
    -
    Sami chcą opisać, stworzyć nowy scenariusz, a takiego scenariusza po
    prostu nie było. Było tam bardzo dramatycznie przeżycie wszystkich
    stron, wszyscy reagowali, bo trudno wobec takiej katastrofy przejść
    obojętnie - stwierdziła.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    33. Wrak – dowód niezgody

    Wrak – dowód niezgody

    Rozbieżne komunikaty w sprawie zakończenia śledztwa smoleńskiego sprawiają wrażenie, że ktoś próbuje sprawą sterować ręcznie.

    Prokuratura bierze pod uwagę zakończenie
    śledztwa smoleńskiego bez sprowadzania do kraju wraku Tu-154M i czarnych
    skrzynek. Warunkiem niezbędnym ma być wykonanie na nich kompletu
    niezbędnych badań. Takie stanowisko przedstawił Mateusz Martyniuk,
    rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej, zaznaczając, że wyraża on
    opinię prokuratorów prowadzących śledztwo w sprawie katastrofy samolotu
    Tu-154M z 10 kwietnia 2010 roku.

    – Aktualne pozostaje stanowisko o możliwości ewentualnego zakończenia
    śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej bez obecności tych dowodów na
    terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Może to nastąpić tylko wówczas,
    gdy biegli przeprowadzą wszystkie badania w odniesieniu do tych dowodów –
    zaznacza Martyniuk.

    Czekamy na wraki skrzynki

    To jednak nie oznacza, że śledczy rezygnują z pozyskania wraku i
    oryginałów czarnych skrzynek. Martyniuk tłumaczy, że zarówno prokurator
    generalny Andrzej Seremet, jak i prokuratorzy wojskowi „konsekwentnie
    podejmują działania zmierzające do sprowadzenia na terytorium
    Rzeczypospolitej Polskiej wraku samolotu Tu-154M i rejestratorów”.

    Stanowisko Prokuratury Generalnej miało rozwiać wszelkie wątpliwości
    dotyczące problemu sposobu zakończenia śledztwa. Tymczasem w zestawieniu
    z poniedziałkową wypowiedzią ppłk. Janusza Wójcika, rzecznika
    naczelnego prokuratora wojskowego płk. Jerzego Artymiaka, dla
    „Rzeczpospolitej” jeszcze bardziej komplikuje sprawę. Wójcik uznał, a
    wszystkie odpowiedzi rzecznika są konsultowane z prokuratorami
    referentami śledztwa smoleńskiego, że do czasu zgromadzenia pełnego
    materiału dowodowego wydanie kompleksowej opinii biegłych w sprawie
    katastrofy nie będzie możliwe i zaznaczył, że „istotą sprawy, jeśli
    chodzi o uzyskanie wraku i rejestratorów, jest możliwość nieskrępowanego
    do nich dostępu i czynienia stosownych badań”.

    To w świetle wczorajszego oświadczenia instytucji, której szefuje
    Andrzej Seremet, oznaczałoby, że pozostawanie wraku w Smoleńsku
    musiałoby się mieścić się w formule „nieskrępowanego dostępu”. Przy
    całej mozolnie działającej machinie pomocy prawnej, w ramach której
    wykonywane są badania na wraku przez polskich biegłych, trudno sobie to
    wyobrazić.

    Wyjaśnienia na konferencji

    Naczelna Prokuratura Wojskowa pytana o oczywisty dysonans między
    stanowiskiem wojskowych śledczych a Prokuraturą Generalną nie chciała
    wczoraj komentować sprawy. Kapitan Marcin Maksjan odesłał nas do
    stanowiska PG jako obowiązującego i zaznaczył, że prokuratura wojskowa w
    tej kwestii nie ma na obecną chwilę nic do dodania. Proszony o
    wyjaśnienie powstałej nieścisłości zaznaczył tylko, że tego rodzaju
    pytanie będzie można zadać samym zainteresowanym na konferencji prasowej
    prokuratury wojskowej w przyszłym tygodniu.

    W ocenie mec. Bartosza Kownackiego, pełnomocnika kilku rodzin ofiar
    katastrofy smoleńskiej, zakończenie śledztwa bez pozyskania wraku i
    rejestratorów, wbrew deklaracjom prokuratury, nie jest możliwe. – W
    mojej ocenie, nie ma takiej możliwości. Liczę, że prokuratura tak nie
    zakończy śledztwa, gdyż będzie to podstawą do zaskarżenia takiej decyzji
    – dodał.

    Jak zauważył pełnomocnik, z pewnością rozbieżne komunikaty, jakie w
    tej kwestii są wysyłane przez PG i NPW, sprawiają wrażenie, że ktoś
    próbuje sprawą ręcznie sterować.

    – W związku z tą różnorodnością wypowiedzi prokuratur, z jaką
    mieliśmy do tej pory do czynienia, nie koncentrowałbym się na kolejnym
    komunikacie, ale na tym, co jest ważne dla dobra śledztwa – dodał. A tu –
    jak zauważył – priorytetem jest pozyskanie dowodów.

    W sprawie śledztwa głos zabrał też minister sprawiedliwości Marek
    Biernacki, który w rozmowie z RMF FM ocenił, że postępowanie toczy się
    za długo i to jest niezrozumiałe. – Cała ta sytuacja z konfliktem między
    prokuraturą wojskową a Prokuraturą Generalną, mam nadzieję, wkrótce się
    skończy, jak dojdzie do uchwalenia nowej ustawy o prokuraturze. Ustawa
    ta likwiduje prokuraturę wojskową i wciela ją w szeregi prokuratury
    cywilnej – powiedział Biernacki.

    Pytany o wrak minister dodał, że prokuratorzy powinni dać
    społeczeństwu czytelny sygnał, że pewne elementy w tej kwestii
    sprawdzili, winni przedstawić wyniki prac opinii publicznej i zamknąć
    sprawę. – Później mogą podejmować decyzję, czy śledztwo zostaje
    umorzone, czy zawieszone. Nie może być tak, że śledztwo się toczy cały
    czas, a opinia publiczna o tym nic nie wie – dodał. Biernacki dołączył
    też do oceny PG, że prokuratorzy mogli wykonać wszystkie czynności na
    miejscu w Smoleńsku. – Nie mieli, z tego co wiem, żadnych utrudnień ze
    strony rosyjskiej – dodał.

    Marcin Austyn

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    34. Śledztwo smoleńskie

    Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedłużyła w czwartek o
    kolejne pół roku śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej.

    Kapitan Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej wyjaśnił w
    rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową, że wynika to między innymi z
    braku części opinii biegłych. Jak powiedział, do prokuratury nadal nie
    dotarło około 30 opinii.

    Prokuratura czeka też na realizację pomocy
    prawnej ze strony Rosji, w tym na zwrot wraku samolotu Tu-154M i
    oryginalnych rejestratorów lotu. Śledztwo, według nowego terminu,
    powinno zakończyć się 10 października.

    „Gazeta” dratwą zszywana

    „Gazeta Wyborcza” zaliczyła żenującą kompromitację na polu warsztatu dziennikarskiego - WSKAZUJE Radosław Brzóska

    W poniedziałek otrzymaliśmy istotną
    informację na ważny i budzący emocje temat. „Nasz Dziennik” ujawnił, że
    opinia uzupełniająca do ekspertyzy Centralnego Laboratorium
    Kryminalistycznego Policji nie potwierdza wybuchów na pokładzie
    rządowego tupolewa 10 kwietnia 2010 r.

    Przy tej okazji „Gazeta Wyborcza” zaliczyła żenującą kompromitację na
    polu warsztatu dziennikarskiego. Jego wymogiem jest m.in. precyzyjne i
    szybkie przekazanie informacji. W interesującej nas sprawie „Wyborcza”
    zabierała się do tematu od 31 marca do 2 kwietnia. W tym czasie można
    przejechać zamojską dorożką do stolicy i z powrotem (często zmieniając
    konie). Takie tempo pracy redakcji daje mocny argument, że wiadomości
    nie są przez nią po prostu publikowane, lecz najpierw przesiewane przez
    ideologiczne sito.

    Efekt działania sita (a może przyczyna tak długiego „przesiewania”
    newsa?) ujawnił się w warstwie warsztatowej tekstu, umieszczonego
    wczoraj na trzeciej stronie „Gazety Wyborczej”, która jest miejscem dla
    ważnych autorskich ustaleń każdego dziennika. Nie uznano za stosowne
    wskazania i powołania się na „Nasz Dziennik”, który jako pierwszy
    ujawnił istotne informacje zawarte w artykule. W ten sposób „Wyborcza”
    niebezpieczne zbliżyła się do praktyk internetowego „dziennikarstwa”
    korzystającego z treści wytworzonych przez inne poważne podmioty i
    lokującego je w swoich publikatorach bez podania źródła. Takie
    postępowanie jest uznawane nie tylko za uchybienie warsztatowe, ale też
    pospolitą nieuczciwość.

    Sytuacja ta tym bardziej obciąża redakcję z Czerskiej, że w numerach,
    w których na próżno szukamy newralgicznej informacji, w tym samym
    dziale „Wydarzenia” bez zahamowań odmalowuje się wizerunek medialnej
    konkurencji, nie ukrywając odwetowego charakteru przedsięwzięcia. Chodzi
    o „Nasz Cykl. Posmoleńskie dzieci. Media”. Wskazuje na to absurdalna
    ikonografia. Zaczerpnięty z książki „Resortowe dzieci. Media” motyw
    został przetworzony tak, że patrzą na nas z niego osoby związane z
    mediami, które bardzo nie podobają się „Wyborczej”. Nielogiczne (czysto
    złośliwe) umieszczenie krytyków lewicowej ideologii na rewolucyjnej
    czerwieni i w pachnących totalitaryzmem uniformach pokazuje, jak grubą
    dratwą fastrygowana jest „Gazetowa” robota. Czyżby rzetelna informacja o
    smoleńskim śledztwie psuła koncept teatrzyku o strasznych „prawicowych”
    mediach?

     


     

    Autor kieruje wydziału edukacji w Starostwie Powiatowym w Świdniku.

    Radosław Brzózka

    Smoleńskie żale

    GN 14/2014 | 2014-04-03 00:15

    Gdy w 4. rocznicę katastrofy smoleńskiej myślę
    o jej okolicznościach, mam olbrzymi żal do rządu,
że przez jego postawę
    poznanie pełnej prawdy o tej tragedii jest już praktycznie niemożliwe.



    W momencie katastrofy, jak miliony Polaków, przeżyłem szok i głęboki
    smutek. Jednak pierwsze chwile żałoby minęły i zaczęło się „polskie
    piekło” zrzucania winy na innych, kwestionowania zasług zmarłych,
    oskarżeń o zamach, czy wykorzystywania tragedii do politycznych harców.
    Jako dziennikarz starałem się bez emocji relacjonować wydarzenia
    związane z katastrofą, uznając, że czytelnik na podstawie przekazanej
    wiedzy sam wyrobi sobie zdanie. Jednak trudno, abym nie miał własnych
    sądów, aby nie narastały we mnie coraz większe wątpliwości,
    nie rodziły się pytania. 


    Z obcym przeciwko swoim


    Nie mogę pojąć, jak premier Polski mógł przy pomocy premiera Rosji
    prowadzić walkę polityczną z własnym prezydentem. Spór polityczny między
    przedstawicielami różnych partii jest rzeczą normalną,
    ale wykorzystywanie do tego przywódcy obcego państwa
    jest niedopuszczalne. To klimaty z Targowicy. Dokumenty z przygotowań
    do wizyty jednoznacznie pokazują, że Donald Tusk i Władimir Putin
    doprowadzili do rozdzielenia wizyt. Nie chcieli, aby Lech Kaczyński
    przeszkadzał im w budowaniu „przyjaźni”. Raport NIK stwierdza, że lot
    prezydenta był znacznie słabiej zabezpieczony niż premiera.
    Nie twierdzę, że D. Tusk spiskował z W. Putinem, aby zabić polskiego
    prezydenta. Myślę, że taka teza jest nieprawdziwa, ale w stosunku
    do D. Tuska. Przez jakiś czas za spiskowe uważałem też teorie,
    że to zemsta Putina za politykę wschodnią Lecha Kaczyńskiego, m.in.
    obronę Gruzji przed Rosją. (..)


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    35. tvn24 podtrzymuje wiarę sekty pancernej brzozy Lasek u Olejnik


    "PiS wysyła sygnał do wyznawców religii smoleńskiej"

    "PiS wysyła sygnał do wyznawców religii smoleńskiej"

    - Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się przy
    niewielkiej frekwencji. Dlatego PiS mobilizuje twardy elektorat. Nie...
    czytaj dalej »


    Nie ma w żadnym polskim raporcie niczego, co uchybiałoby czci gen.
    Andrzeja Błasika - powiedział Leszek Miller. Według szefa SLD, jeśli
    chodzi o specustawę, to "nie ma żadnego powodu, żeby w stosunku do tej
    tragicznej katastrofy lotniczej stosować oddzielne prawo".

    Według
    Millera wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się przy niewielkiej
    frekwencji, około 20 proc., dlatego PiS znowu wraca do tej tragedii i
    mobilizuje twardy elektorat. Chce przypomnieć, że "nie zapomnieliśmy".

    -
    Im nie chodzi o szukanie nowych wyborców, ale wysłanie sygnału do
    wyznawców religii smoleńskiej - powiedział gość "Faktów po Faktach"
    dodając, że twarzą tej kampanii jest twarz Antoniego Macierewicza.


    'Uchwała ws. gen. Błasika? To może też ws. żołnierzy WSI, których spotwarzył Macierewicz'


    'Uchwała ws. gen. Błasika? To może też ws. żołnierzy WSI, których spotwarzył Macierewicz'

    Nie ma żadnego powodu, żeby w stosunku do tragicznej oczywiście, ale
    katastrofy lotniczej stosować oddzielne prawo. Jeśli chodzi o generała
    Błasika, to w żadnym polskim raporcie nie ma niczego, co uchybiałoby
    jego czci, więc to jest postulat dobry, ale nie do polskich polityków i
    polskich instytucji - stwierdził Leszek Miller w TVN24, komentując propozycję Prawa i Sprawiedliwości.

    Oferta dla wyznawców


    - Jeśli już mamy naprawiać rozmaite nieścisłości czy oskarżenia,
    to Sejm może też przyjąć uchwałę o zadośćuczynieniu dla oficerów i
    żołnierzy WSI, których spotwarzył Antoni Macierewicz
    - stwierdził Miller. Jego zdaniem jest to kolejny przypadek, gdy PiS
    wykorzystuje sprawę katastrofy smoleńskiej w kampanii wyborczej.

    Dlaczego PiS chce smoleńskiej specustawy?

    Dlaczego PiS chce smoleńskiej specustawy?

    - Musimy utworzyć specjalną grupę niezależnych
    prokuratorów, która się tą sprawą zajmie - tłumaczył Jacek Sasin z PIS.
    -...
    czytaj dalej »



    Giertych: O. Rydzyk poniósł spektakularną klęskę i stosuje smoleński rewanż. PiS go wykorzystał

    Dzisiaj jesteśmy świadkami spektakularnej
    klęski politycznej o. Tadeusza Rydzyka. I być może nadszedł czas, żeby
    Kościół w Polsce wyciągnął wnioski, przejmując kontrolę nad największą
    rozgłośnią katolicką w kraju. Bo dalej nie może być tak, że prawda jest
    cyzelowana i głosi się ją w zależności od układów - mówi mecenas Roman
    Giertych w rozmowie z Jakubem Szczepańskim.

    Dlaczego na listach partii Jarosława Kaczyńskiego ostatecznie prawie nie ma ludzi związanych z o. Tadeuszem Rydzykiem?

    Można brutalnie powiedzieć: Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść.



    Co ma Pan na myśli?

    Krótko mówiąc: PiS wykorzystał o. Rydzyka do zdobycia poparcia
    elektoratu katolickiego. Z badań zleconych przez partię Kaczyńskiego
    wynika, że nawet w twardym, radiomaryjnym elektoracie lider PiS ma
    większą popularność niż o. Tadeusz Rydzyk. Dlatego nad swoim ostatnim
    ruchem partia nawet nie musiała się zastanawiać.



    "Nie wydaje mi się, żeby ustawa była potrzeba tylko po to, by wyjaśnić coś, czego ktoś nie rozumie"

    "Nie wydaje mi się, żeby ustawa była potrzeba tylko po to, by wyjaśnić coś, czego ktoś nie rozumie"

    - Nie wydaje mi się, żeby była potrzeba ustawa, tylko po
    to, by wyjaśnić coś, czego ktoś nie rozumie - stwierdził w "Kropce
    nad...
    czytaj dalej »
    Maciej Lasek, przewodniczący powołanego przy KPRM zespołu ekspertów
    lotniczych, stwierdził w "Kropce nad i", że porównywanie zamachu na
    World Trade Center i katastrofy w Smoleńsku jest "mocno niewłaściwe".

    -
    Tam (na WTC - red.) był zamach terrorystyczny i celowe działanie
    pilotów, żeby zderzając samolot z budynkami dokonać jak najwięcej szkód.
    Nie zgadzam się z tezą, którą ktoś mógłby wyciągnąć, że wypadek w
    Smoleńsku jest zbliżony do tego działania. Myślę, że panu prezesowi
    chodziło o coś innego, ale wyszło bardzo niewłaściwie - stwierdził w
    TVN24 Maciej Lasek.

    Macierewicz powinien "ważyć słowa", ustawa niepotrzebna

    Jego
    zdaniem, ustawa, o której mówił Jarosław Kaczyński, nie jest potrzebna. -
    Mamy ustawę prawo lotnicze, mamy ustawę o prokuraturze. Obydwie te
    ustawy zapewniają pełną niezależność prowadzonych postępowań. Zarówno
    komisja wojskowa, która jest powołana ustawą prawo lotnicze (...) jest
    komisją niezależną. Nikt na nią nie wywiera nacisków. W lotnictwie
    cywilnym mamy komisję cywilną - mówił Lasek w "Kropce nad i". - Nie
    wydaje mi się, żeby była potrzeba ustawa, tylko po to, by wyjaśnić coś,
    czego ktoś nie rozumie - dodał.

    Pytany o słowa Antoniego
    Macierewicz, który "zbrodnię" w Smoleńsku porównał do Katynia,
    stwierdził że "pan poseł Macierewicz powinien mocniej ważyć słowa". - I
    nie porównywać tej wielkiej tragedii, jaka była w Katyniu do
    tragicznego, ale jednak wypadku komunikacyjnego - powiedział Lasek.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    36. "Nie obraziliśmy generała

    "Nie
    obraziliśmy generała Błasika. Nie będziemy przepraszać" - mówi Maciej
    Lasek, upierając się jednocześnie, że generał był w kokpicie

    wPolityce.pl/tvn24

    "W naszym raporcie nie była wskazywana
    sprawa trzeźwości pana generała, a w uwagach do raportu MAK napisaliśmy,
    że materiał który przedstawili Rosjanie jest po naszych analizach
    niewiarygodny" -powiedział szef PKBWL

    "Bliżej": Gorąca debata wokół śledztwa dot. 10/04. Marek Pyza: "Prokuratura gra z rodzinami ofiar w absurdalną i haniebną grę"

    "Jak mogliśmy oddać inicjatywę Rosjanom,
    którzy mogliby być zainteresowani ukryciem pewnych faktów, jak na
    przykład remontu tupolewa w Samarze..."

    Rozpoczęła Anita Gargas, która stwierdziła, że
    prokuratorzy krok po kroku przygotowują opinię publiczną, by zamknąć
    smoleńskie śledztwo bez sprowadzenia wraku i oryginałów
    czarnych skrzynek do Polski.

    Andrzej Stankiewicz z kontynuował ten wątek:

    Jeżeli Prokuratura Generalna będzie czekać na wrak i skrzynki, to nie
    zakończy śledztwa nigdy. Nie mamy chyba złudzeń po wydarzeniach na
    Krymie, że Rosja będzie współpracować z Polską. Prokurator Seremet
    myślał, że niebawem wrak wróci, a to prawdopodobieństwo jest teraz
    minimalne. Albo skończymy śledztwo bez dowodów, albo wcale –
    to diabelska alternatywa…

    — przyznał dziennikarz „Rzeczpospolitej”.

    Następnie głos zabrał Marek Pyza. Jak ocenił, nie
    jest możliwe, by smoleńskie śledztwo zakończyło się bez zbadania
    oryginalnych dowodów w sprawie. Zwrócił też uwagę na skandaliczny sposób
    prowadzenia postępowania przez śledczych, którzy utrudniają dostęp do
    materiałów śledztwa rodzinom ofiar.

    Prokuratorzy referenci nie podpiszą się pod tak zakończonym śledztwem, bo będą się obawiali postępowania wewnętrznego,
    natomiast co do ekspertyzy ws. materiałów wybuchowych – to dowiemy
    się w poniedziałek, co się okazało. Są przecieki i to jest kolejny
    problem – mamy tydzień do kolejnej rocznicy, a rodziny ofiar nie
    mają dostępu do materiałów…

    • przekonywał redaktor naczelny wPolityce.pl.

      I dodawał:

      Rodziny ofiar od samego początku nie są traktowane poważnie,
      odmawia się im dostępu do materiałów śledztwa, gra się z nimi w
      absurdalną i haniebną grę.
      Prokuratura kompletnie zapomina,
      że to ludzie najbardziej poszkodowani i najbardziej zainteresowani całą
      sprawą. Nie wyobrażam sobie poniedziałkowej konferencji podczas której
      rodziny będą się dowiadywać o czymś, co powinni wiedzieć już dawno

      — mówił Pyza.

      Z kolei Paweł Lisicki zwracał uwagę na to, w jaki sposób po katastrofie działały polskie instytucje państwowe:

      Sposób prowadzenia śledztwa to skandal. Jeśli podstawowym obowiązkiem
      państwa było zapewnienie przejrzystości i zbudowanej sytuacji, by
      większość społeczeństwa mogła bez cienia wątpliwości powiedzieć,
      że wie, co stało się w Smoleńsku, to po czterech latach możemy
      powiedzieć – państwo nie zdało egzaminu. (…) Jesteśmy w
      stanie chaosu i niewiedzy

      — przekonywał.

      Lisicki mówił jednak, że w 2010 roku rząd Donalda Tuska nie mógł
      przewidzieć zachowania Władimira Putina ws. agresji na Ukrainę:

      Trudno mieć pretensje do polskich władz, że w roku 2010 nie
      przewidziały tego, co stanie się na Krymie… (…) Ale trzeba było znacznie
      szybciej odwołać się do opinii międzynarodowej

      — dodał.

      W trakcie programu zaprezentowano również fragment „Anatomii upadku 2”, na którym widoczny był fragment rozmowy z
      byłym gubernatorem obwodu smoleńskiego. Wywiad dotyczył atmosfery w
      wieży kontroli lotów na Smoleńsku i nerwach wśród kontrolerów i
      dyspozytorów, którzy meldowali rosyjskim władzom, co się dzieje.

      Anita Gargas przekonywała, dlaczego to istotna rozmowa:

      To były gubernator obwodu smoleńskiego, w tej chwili pracuje przy
      ambasadzie rosyjskiej w Polsce. To bliski znajomy Władimira Putina – był
      najwyższym przedstawicielem Rosji na lotnisku w Siewiernym. (…) Z kolei
      płk Krasnokucki odgrywał kluczową rolę w wydarzeniach, które
      nastąpiły w Smoleńsku: otóż on przejął kontrolę nad wieżą lotów (choć
      ciężko nazywać to wieżą, to była szopa z minimalnym wyposażeniem
      wewnątrz), natomiast przyjęte jest, że kontrolą lotów zajmują się
      kontrolerzy. Tymczasem właśnie 10 kwietnia w wieży znalazł się
      Krasnokucki, który wydawał dyspozycje kontrolerom i to on
      odpowiada za to, co się wydarzyło. To niebywałe – człowiek,
      który wydawał rozkazy kontrolerom lotu, równocześnie kursował między tą
      budą, oficjelami, naradzał się z gubernatorem i „Logiką” - centrum
      dowodzenia lotami w Moskwie

      — mówiła autorka „Anatomii Upadku 2”.

      Dodała też, że ze słów byłego gubernatora wynika, że łączność z rządowym tupolewem zerwała się, zanim uderzył w ziemię.

      Andrzej Stankiewicz ripostował:

      Będę adwokatem diabła – mam wątpliwości… Krasnokucki dowodził tym
      smutnym spektaklem, ale pierwsze podstawowe pytanie brzmi tak: czy
      musimy mu zaufać, że faktycznie tak było? Jeśli tak, to wtedy jedna z
      podstawowych hipotez zespołu parlamentarnego jest z tym sprzeczna: nie
      można błędnie go sprowadzać na lotnisko, jeśli nie ma z nim łączności…
      Zakładam, że Putin wiedział w jakim kierunku prowadzić tę sprawę, że
      żaden z rosyjskich elementów ma być nieobciążony odpowiedzialnością. (…)
      Nie za bardzo wierzę, że ten człowiek znalazł się przypadkiem w
      ambasadzie rosyjskiej w Polsce…

      — mówił Stankiewicz.

      Z kolei Lisicki zwrócił uwagę, że dotrzeć do niego powinny instytucje państwa, a nie dziennikarze.

      Rozumiem jednak zarzut – jeśli mówimy o człowieku, który jest bliskim współpracownikiem Putina i on nagle pojawia się…

      — ocenił.

      Następnie pokazano kolejny fragment filmu – część obszernego wywiadu z Arturem Wosztylem.

      Marek Pyza podkreślał, że na zeznania i wersje rosyjskich milicjantów i funkcjonariuszy należy uważać:

      Są takie zeznania milicjantów, którzy zabezpieczali pas. Oni mówią
      bardzo podobnie do tego, co mówił Artur Wosztyl: że słyszeli wybuchy i
      później słyszeli odgłosy przypominające wystrzały. (…) Tylko że jest
      problem z rosyjskimi świadkami – te zeznania milicjantów są identyczne,
      wyglądają, jakby były skopiowane, skserowane. Oni byli
      przesłuchiwani przez Rosjan

      — przypomniał dziennikarz „wSieci”.

      Podkreślił też, że ważne w sprawie jest nagranie z JAK-a., ponieważ z zeznań śp. Remigiusza Musia wynika, że mógł dostać z wieży kontroli podobną komendę co piloci tupolewa.

      http://wpolityce.pl/polityka/143375-ujawniamy-co-mowil-remigiusz-mus-w-smolenskim-sledztwie-obszerne-fragmenty-zeznan-opis-miejsca-katastrofy-godzine-po-zdarzeniu

      Lisicki zwrócił też uwagę, że „nie wszyscy niezależni naukowcy
      twierdzą o wybuchu”. Gdy Jan Pospieszalski pokazał kolejny fragment
      „Anatomii upadku”, w którym przypomniano o nieznanych losach
      statecznika, który został przeniesiony w pierwszych godzinach po
      katastrofie, Marek Pyza przypomniał, że za całą sprawą stała komisja MAK.

      Wiemy, jak ten statecznik został przeniesiony. Pytaliśmy o to Macieja
      Laska na jednej z konferencji, który w końcu przyznał, że specjaliści z
      MAK go przenieśli, ale nie wiadomo po co…

      — mówił.

      Stankiewicz dodawał:

      Nikt chyba nie ma wątpliwości, jak ten raport MAK był pisany. Naiwność władz powodowała, że wierzono w to, że będzie przygotowywany razem z naszą władzą

      — mówił dziennikarz, zwracając uwagę na wysokość brzozy i nieścisłości w pomiarach.

      Po zaprezentowaniu kolejnego fragmentu filmu - tym razem dotyczącego
      Andrzeja Seremeta, który bezradnie przyznaje Janinie Paradowskiej,
      że nie wie, co mieli zrobić śledczy, gdy okazało się, że sekcje zwłok
      zostały wcześniej przeprowadzone przez Rosjan,
      rozgorzała ciekawa dyskusja.

      Andrzej Stankiewicz mówił o postępowaniu śledczych.:

      Proszę pamiętać, jaki to był moment. Prokuratorzy patrzyli jeszcze
      starym przyzwyczajeniem na premiera, na panią Kopacz. A ona opowiadała,
      że osobiście uczestniczyła w sekcjach i to okazało się nieprawdą.
      Problem jest taki, że Andrzej Seremet temu nie zaprzeczał…

      — tłumaczył.

      A Anita Gargas dodała:

      Nie było żadnych podstaw, by odrzucić hipotezę udziału
      osób trzecich, w tym strony rosyjskiej. Więc jak mogliśmy oddać
      inicjatywę Rosjanom, którzy mogliby być zainteresowani ukryciem pewnych
      faktów, jak na przykład remontu tupolewa w Samarze…

      — zakończyła.

      svl, TVP Info

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    37. Niewygodna uchwała

    Niewygodna uchwała

    Sejmowa komisja kultury nie będzie rozpatrywać projektu uchwały w sprawie uczczenia pamięci gen. Andrzeja Błasika

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    38. Słowo "Wybuch" pada tylko


    Cały tekst: http://wyborcza.pl/0,0.html#TRNavPoz#ixzz2xupb9xo1

  • Smoleńsk Patriot Act. Kaczyński chce totalnej inwigilacji. Dobrze, że nie będzie tortur. Chyba

    Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiada, że po dojściu
    do władzy stworzy specjalną ustawę do wyjaśnienia katastrofy
    smoleńskiej. - Sprawa jest...

    Agnieszka Kublik





  • Prezes w sieci Macierewicza

    Choć Centralne Laboratorium Kryminalistyczne wykluczyło wybuch w TU-154, prezes Kaczyński nie daje temu wiary.

    Monika Olejnik

  • Gosiewska:


    Maciej Lasek, szef zespołu smoleńskiego przy KPRM
    powinien być niezależnym ekspertem, a wszedł w rolę polityka,
    i krytykuje innych, co jest niedopuszczalne - powiedziała w TVN24 Beata
    Gosiewska, senator PiS.

    Nie wykluczam, że w Smoleńsku mogło dojść do zbrodni - dodała Gosiewska.


    Senator odniosła się do słów Laska o tym, iż w jego opinii specjalna
    ustawa smoleńska jest niepotrzebna, bo przyczyny tragedii są już znane,
    a teorie o wybuchu - obalone.  - Powinien być niezależnym ekspertem,
    a wszedł w rolę polityka i krytykuje innych, co jest niedopuszczalne
    - oceniła Gosiewska. odała, że Lasek przyjął rolę "rzecznika rządu ds. objaśniania przyczyn
    katastrofy smoleńskiej". - To człowiek zupełnie niewiarygodny, opłacany
    przez premiera, odpowiedzialnego za organizację tej wizyty (w Smoleńsku
    10 kwietnia - red.) i śmierć naszych bliskich - stwierdziła.


    - Jestem przekonana, że przez cztery lata mogliśmy szybko i uczciwie
    wyjaśnić przyczyny tej katastrofy. Badania niezależnych ekspertów
    wskazują, że na pokładzie samolotu do wybuchu bądź wybuchów doszło.
    Nie wykluczam, że mogło dojść do zbrodni. - powiedziała Gosiewska.


    Gosiewska nie przejęła się faktem, iż wojskowa prokuratura wykluczyła
    obecność jakichkolwiek materiałów wybuchowych na pokładzie samolotu.
    - Przez cztery lata słyszeliśmy wiele różnych kłamstw, półprawd
    i zupełnej nieprawdy. (...) Wiele krętactw prokuratury spowodowało,
    że straciliśmy do niej zaufanie - stwierdziła.

    20 marca
    ujawniono opinię biegłych, zgodnie z którą generał Błasik i cały
    personel pokładowy, a także członkowie BOR byli trzeźwi. Opinia ta
    została również wydana przez wojskową prokuraturę, ale akurat ten fakt
    Gosiewska uznaje za wiarygodny. Dlaczego więc wykluczenie zamachu już
    wiarygodne nie jest? - Staramy się myśleć logicznie, słuchać tego, co
    mówią niezależni eksperci. - Mówiła.

    Prezes PiS Jarosław
    Kaczyński twierdzi, że ustawa miałaby doprowadzić do "zdecydowanego,
    intensywnego śledztwa" w sprawie katastrofy.




    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    39. Nowe ekspertyzy śledczych:

    Nowe ekspertyzy śledczych: Tupolew na pewno uderzył w brzozę

    Prokuratura
    wojskowa ma nowe ekspertyzy, które zdaniem śledczych obalają teorie
    Antoniego Macierewicza. Z dokumentu wynika, że tupolew na pewno uderzył w
    brzozę.Wojskowi śledczy mają nową ekspertyzę Centralnego Laboratorium
    Kryminalistycznego Policji. Wynika z niej, że fragmenty blachy
    wyciągnięte z brzozy w smoleńsku na pewno pochodzą z prezydenckiego
    tupolewa - informuje portal tvn24.pl.
    Analiza wpłynęła już w grudniu, ale prokuratorzy chcieli ją dokładnie
    sprawdzić. Zdaniem portalu wnioski z tej analizy są kluczowe dla
    potwierdzenia tego, co działo się w ostatnich chwilach lotu tupolewa.
    Eksperci, na podstawie odlewów cięć i złamań brzozy odtworzyli też
    zniszczenia samolotu. Więcej szczegółów śledczy ujawnią na konferencji
    prasowej. Mogę powiedzieć, że poruszymy wszystkie zagadnienia ważne
    dla śledztwa. Jednym z nich będą także ustalenia biegłych dotyczące
    brzozy i części metalowych wraku
    - mówi tvn24.pl kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Dr Maciej Lasek, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych uważa, że wnioski śledczych w całości potwierdzają raport Millera i obalają tezy zespołu Macierewicza. Nie mam wątpliwości, że fragmenty blachy, które znalazły się w tej
    brzozie pochodzą z prezydenckiego Tu-154. Dla komisji Jerzego Millera
    dowody świadczące o tym były niepodważalne. Wnioski prokuratury w
    całości potwierdzają więc wcześniejsze ustalenia i ostatecznie kończą
    temat tego, czy samolot uderzył w drzewo, czy nie
    - mówi. 

    Skrzydło Tu-154 w brzozie. Dowody, które mają wywrócić tezy Macierewicza

    Skrzydło Tu-154 w brzozie. Dowody, które mają wywrócić tezy Macierewicza

    Prokuratura Wojskowa ma nowe materiały świadczące o tym,
    że fragmenty blachy, które zachowały się na smoleńskiej brzozie...
    czytaj dalej »
    • Macierewicz: Obserwujemy festiwal przecieków do mediów ze strony prokuratury
    • Ostatnio obserwujemy festiwal przecieków do mediów ze strony prokuratury -
      mówił Antoni Macierewicz podczas posiedzenia zespołu ds. katastrofy
      smoleńskiej, który zebrał się w związku ze skandalicznym lekceważeniem
      praw rodzin ofiar.

      To, co robi prokuratura badająca przyczyny katastrofy
      smoleńskiej to jakieś niebywałe chamstwo. Zachowanie prokuratury
      sprawia wrażenie personalnej niechęci do bliskich ofiar. Jestem tym
      zbulwersowany -
      mówił oburzony poseł PiS.

      Rodziny ofiar są traktowane w Polsce jak rodziny ofiar na placu Tiananmen. Jak winni - mówił poseł Marek Suski, i zaproponował pełnomocnikowi rodzin ofiar katastrofy by poskarżyły się międzynarodowym trybunałom.

      Zespół
      przedstawia fakty mające świadczyć o tym, że prokuratura i rząd przez
      dwa lata nie badali dowodów z katastrofy smoleńskiej.




    • Śledczy pod sąd? Naimski: należy spersonalizować kwestie
      odpowiedzialności za przedłużanie śledztwa, zaniechania, mataczenie.

      Fot. M. Czutko

      „Należałoby w najpełniejszym zakresie
      powiadomić o stanie śledztwa smoleńskiego opinię publiczną. Jej
      stanowisko może mieć znaczenie”.



      Prokuratura chroni rząd przed kompromitacją? Seremet odmawia odpowiedzi na pytanie o śledztwa dot. urzędników

      fot. You Tube/TVP Info

      Prokurator Generalny sprawę postawił jasno:
      jeśli senator Klima chce podtrzymać pytanie o skalę działań organów
      ścigania wobec urzędników państwowych musi wziąć na siebie
      odpowiedzialność za brak płynności pracy prokuratury.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    40. Wiceszef NATO: Śledztwo smoleńskie? Nie rozumiem stanowiska Rosj

    Naprawdę ciężko mi zrozumieć rosyjskie stanowisko w tej sprawie. Ale całkowicie rozumiem jak wzburzeni są Polacy, nie mogąc zapoznać się ze wszystkimi faktami i dotrzeć bliżej do przyczyn tej strasznej tragedii - mówił w rozmowie z RMF FM wiceszef NATO Alexander Vershbow mówiąc o katastrofie w Smoleńsku i przetrzymywaniu dowodów rzeczowych przez Rosję. Pytany o działania Rosji ws. katastrofy smoleńskiej powiedział, że ciężko mu zrozumieć stanowisko Moskwy. - Całkowicie rozumiem jak wzburzeni są Polacy, nie mogąc zapoznać się ze wszystkimi faktami i dotrzeć bliżej do przyczyn tej strasznej tragedii. Przyjaźniłem się z kilkoma osobami, które były na pokładzie. Moim kolegą był wiceminister obrony narodowej Stanisław Komorowski. Tak więc, jeśli Rosja chce naprawić relacje z Zachodem, ma ku temu okazję w przypadku Polski, aby rozwiązać ten problem w pozytywny sposób - mówił.

    Na pytanie, czy NATO mogłoby pomóc Polsce w tej sprawie odparł, że nie powinno się "unatowić" dwustronnych polsko-rosyjskich. - Jednak oczywiście przypuszczam, że Rosjanie usłyszą te moje słowa. Dowiedzą się, że wszyscy członkowie Sojuszu współczują Polakom, że solidaryzują się z Polską w tej sprawie - dodał.
    http://www.wprost.pl/ar/442953/Wiceszef-NATO-Sledztwo-smolenskie-Nie-roz...

    Macierewicz: Mamy dowody, że czarne skrzynki sfałszowano


    Za kilka dni (10 kwietnia, w 4. rocznicę
    katastrofy) zostanie opublikowany raport zespołu parlamentarnego, który
    przedstawi dowody na to, że czarne skrzynki były sfałszowane. Że ten
    odczyt czarnych skrzynek, który był w Polsce, został przez Rosjan
    zmieniony - powiedział w TVP Info Antoni Macierewicz. Wiceprezes PiS w
    programie "Dziś wieczorem" przyznał, że dysponuje rosyjskimi
    materiałami, które mają być dowodem na fałszerstwa Rosjan.

    Antoni Macierewicz dopytywany o dokumenty wskazujące na to fałszerstwo nie chciał jednak zdradzać żadnych szczegółów.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    41. Wyjaśnienie przyczyn




    Wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej nie jest materią ustawową


    Prezydent jest zdania, że wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej
    nie da się uregulować w specjalnej ustawie. - Na moje wyczucie - byłego
    marszałka Sejmu - nie widzę tutaj materii ustawowej. Uchwała, jakieś
    inne akty, mogą mieć miejsce, ale co tu ustawą regulować? - ocenił. -
    Ustawa to jest prawo. Co tu można prawnie nakazać, zakazać? - dodał.

    Bronisław Komorowski uważa, że w sprawie przyczyn katastrofy
    smoleńskiej dla jednych wszystko jest jasne, dla innych wszystko jest
    bardzo zagmatwane.

    - To trochę zależy od stanu głów, wyobraźni i poglądów politycznych - ocenił.

    - W normalnym, cywilizowanym kraju do rozwiania wszystkich
    wątpliwości służą werdykty komisji badającej wypadki lotnicze i werdykt
    prokuratury- podkreślił.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    42. TVP odmawia emisji spotu

    TVP odmawia emisji spotu zapraszającego na obchody 10 kwietnia czwartej rocznicy katastrofy smoleńskiej. Twierdzi, że byłaby to ukryta kampania wyborcza.
    30-sekundowy film "Elegia "Puste miejsce"
    " miał być pokazywany od poniedziałku do środy...

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,15746148,Spor_TVP___PiS_o_spot_smolenski.html



  • Matka Polka Niewidzialna

    Matka Polka Niewidzialna

    Polski feminizm zajmuje się obyczajami. Pora, by zajął się polityką społeczną. Dla dobra matek, których nikt nie dostrzega


  • Dlaczego Bóg nam zesłał katastrofę smoleńską

    Dlaczego Bóg nam zesłał katastrofę smoleńską

    Bardzo trudno jest przyjąć, że 96 znaczących osób w państwie ginie przypadkowo w znaczącym dniu ot tak, przypadkiem

    Coś, co intelektualiści warszawsko-krakowscy wiele lat temu odesłali do lamusa jako umarły paradygmat romantyczny, wróciło bardzo żywym, drapieżnym upiorem. Z prof. Dariuszem Kosińskim rozmawia Dorota Wodecka
    Dorota Wodecka: ''Teatra polskie. Rok katastrofy'' to książka, w której przygląda się pan, teatrolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, tragedii w Smoleńsku i jej konsekwencjom z perspektywy teatralnej. Uczestniczyliśmy w przedstawieniu?

    Prof. Dariusz Kosiński: Krótka odpowiedź brzmi: tak. Ale żeby nie popaść w fałszywe uproszczenie i nieporozumienia, trzeba od razu powtórzyć coś, czego powtarzanie trochę mnie już męczy: przedstawienie nie jest tylko terminem teatralnym, a już na pewno nie wiąże się z tym, z czym wiązane jest najczęściej - z fikcją, iluzją, udawaniem. Ja na najprostszym poziomie proponuję rozumieć przedstawienie jako ''stawianie przed'', czyli występ, występowanie przed innymi, a nie da się nie występować w jakiejś roli. Z takiej...

  • Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    43. fot.


    fot. wPolityce.pl/rmf24.pl

    fot. wPolityce.pl/rmf24.pl

    Wdowa po śp. generale Andrzeju Błasiku, Ewa
    Błasik, nie kryje rozgoryczenia, że tak długo polskie władze
    pozwalały na szerzenie oszczerstw o jej mężu, jakoby na pokładzie
    tupolewa był pod wpływem alkoholu.

    Jak się okazuje, od samego początku to ja mam rację i ja mówię prawdę. Mówię świętą prawdę

    – w wywiadzie dla RMF FM
    odniosła się do ekspertyzy kategorycznie wykluczającej, by w ciele
    generała, a także w ciałach członków załogi tupolewa była
    choć kropla alkoholu.

    Na pewno nie doczekam się żadnych przeprosin ze strony
    Rosjan. Oczekuję mądrych decyzji ze strony polskich władz, polskich
    polityków i polskich dziennikarzy. Mam na myśli to, żeby już więcej nie
    zachowywali się tak bezmyślnie. Trzeba mieć jakiś swój rozum, rozsądek. Można tym Polakom wszystko już wmówić? Są jakieś granice, prawda

    – stwierdziła Ewa Błasik.

    Wdowa po dowódcy polskiego lotnictwa wojskowego podkreśla ogromne rozczarowanie postawą dowództwa armii oraz b. szefa MON Bogdana Klicha, którzy – jak zaznaczyła - nie zareagowali odpowiednio na oszczerstwa Rosjan.

    Przede wszystkim tutaj jest ogromna wina oficerów w mundurach, szefa
    Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, również następcy mojego męża,
    dowódcy sił powietrznych, lotników. Solidarność generalska powinna być.
    Powinni murem stanąć za mną, wtedy po tej mojej pierwszej
    konferencji, po raporcie Anodiny. Powinien minister obrony narodowej
    porozmawiać ze mną, zaprosić mnie natychmiast na Klonową. „Czy to
    możliwe? Co możemy zrobić?”. Znał doskonale mojego męża

    – podkreśliła Ewa Błasik.

    *Wdowa po generale Błasiku zauważyła, iż do dziennikarzy
    docierały przecieki „że następnym uderzeniem w mojego męża przez stronę
    rosyjską będzie alkohol.”

    Czyli wniosek
    jest jeden: wiedziały o tym służby specjalne i na pewno rządzący,
    minister obrony narodowej, tylko ja nie zostałam o niczym uprzedzona

    – mówiła.

    Odniosła się do inicjatywy, by Sejm w specjalnej uchwale uczcił pamięć jej męża. Propozycję taką zgłosiło PiS.

    To jest jedyna opcja
    polityczna, która od początku stanowczo broni prawdy. Pragnę tutaj
    zaapelować do wszystkich polityków. Mój mąż nie był żołnierzem Prawa i
    Sprawiedliwości. Był oficerem naszej ojczyzny. Służył Polsce i wszyscy
    powinniśmy się solidarnie zmobilizować, aby już nie było
    takich politycznych przepychanek

    – apelowała.

    Ostro odniosła się do insynuacji Macieja Laska - szefa
    rządowego zespołu ds. „objaśniania” tragedii smoleńskiej - że słowo
    „siadajcie”, które miał ktoś wypowiedzieć w tupolewie przy wejściu do
    kokpitu, tuż przed tragedią, mogło być rozkazem, żeby lądować.

    Mikrofony zbierały tło. Ja osobiście słyszałam różne szmery, różne
    wypowiedzi, kiedy przesłuchiwałam w prokuraturze te stenogramy.
    Słyszałam tam nawet, że ktoś mówi, iż wybiera numer 48, czyli
    świadczy o tym, że dzwoni do Polski… Panie redaktorze, na pewno to były
    odgłosy z salonki, z korytarza, z toalety. Po prostu mikrofony były
    bardzo czułe i zbierały jakieś głosy pasażerów, którzy byli poza
    kokpitem. Tam nie było wideokamery i pan Lasek niech nie opowiada tych
    wszystkich bzdur, bo w końcu to oni mogą zasiąść, ale przed
    prokuratorami lub na ławie oskarżonych, jeżeli będą dalej insynuować
    takie brednie i takie bzdury dotyczące mojego męża. Mój mąż nigdy by nie
    wszedł do kokpitu podczas lądowania. On był tylko jednym z pasażerów na
    pokładzie tego samolotu. Nie było jego rolą decydowanie i włączanie się w system lądowania tych lotników

    – powiedziała Ewa Błasik.

    http://wpolityce.pl/smolensk/190124-ewa-blasik-o-insynuacjach-laska-niec...

    nr 15.: rodzice kłamstwa smoleńskiego

    Po
    10 kwietnia Adam Michnik, Tomasz Lis, Jacek Żakowski i inni wyrzekli
    się swoich zawodowych obowiązków. Zamiast dociekać prawdy o przyczynach
    i skutkach katastrofy, stali się propagandzistami władzy, którą
    ta tragedia skompromitowała. Oni przestali udawać, że ich zawód polega
    na kontrolowaniu władzy i zadawaniu jej trudnych pytań. Stanęli z tą
    władzą w jednym szeregu i zupełnie otwarcie stali się jej
    propagandzistami. Nawet nie próbowali rozliczać rządu z zaniedbań, które
    pośrednio lub bezpośrednio doprowadziły do tragedii – piszą w „Do
    Rzeczy” Cezary Gmyz i Mariusz Staniszewski. Podkreślają, że im bardziej
    kompromitowała się oficjalna, czyli zawarta w raportach MAK i komisji
    Jerzego Millera, wersja wydarzeń, tym ataki na osoby dążące do prawdy
    były coraz bardziej zaciekłe. Adam Michnik, Jacek Żakowski, Tomasz Lis
    czy Janina Paradowska połączyli w jedno polityków PiS i dziennikarzy,
    którzy nie zawsze sympatyzując z Jarosławem Kaczyńskim, dostrzegają
    kompromitację i degenerację organów państwa przed katastrofą oraz
    po niej. Nie pytali o polską rację stanu i przyczyny obniżenia znaczenia
    Polski w naszym regionie. Nie chcieli wyjaśnienia ani przyczyn, ani
    skutków katastrofy. Postanowili atakować tych, którzy do prawdy o tym,
    co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r., próbowali dążyć. Ich rolą stało
    się utrwalanie kłamstw suflowanych im przez rosyjskich manipulatorów –
    piszą publicyści „Do Rzeczy”. O rodzicach smoleńskiego kłamstwa –
    na łamach tygodnika.

    Na łamach „Do Rzeczy” także Piotr Semka, który komentuje publikacje
    „Gazety Wyborczej” na temat tzw. posmoleńskich dzieci. Bóg wybacza, ale
    „Wyborcza” nigdy. Dlatego nie zdziwiło mnie, że dziennik z Czerskiej
    przygotował rozpisaną na trzy dni odpowiedź na „Resortowe dzieci” –
    pisze Semka. I dodaje, że jeśli ktoś serio brał słowa Adama Michnika,
    deklarującego w ostatnich wywiadach chrześcijańskie miłosierdzie
    i sprzeciw wobec logiki politycznej zemsty, to czas, by wreszcie pozbył
    się złudzeń. Zwraca przy tym uwagą na to, kto się pod ową publikacją
    podpisał. Teoretycznie o „niepokornych” powinni pisać ci, którzy z nimi
    stykają się najczęściej. Choćby Dominika Wielowieyska, zapraszająca
    prawicowych publicystów do TOK FM czy uczestniczący w tych słownych
    potyczkach Paweł Wroński i Agata Nowakowska – zauważa. Tymczasem
    wykonania takiej publicystycznej mokrej roboty powierzono duetowi
    z Torunia – Piotrowi Głuchowskiemu i Jackowi Hołubowi. Dziennikarzom,
    którzy – jak twierdzi Semka - Ziemkiewicza, Lisickiego czy Zarembę znają
    jedynie ze słyszenia. Autorzy wiedzą, że gdzieś dzwoni, ale mylą im się
    kościoły. Tak jest choćby z dramatyczną opowieścią, że po akcesie
    Piotra Zaremby do pisma braci Karnowskich miałem rzekomo ogłosić Piotra
    zdrajcą. Każdy, kto choć trochę zna nasze środowisko, wie,
    że to kompletny absurd - pisze w „Do Rzeczy” Semka. „Zemsta z ulicy
    Czerskiej” – w nowym „Do Rzeczy”.

    W „Do Rzeczy” także o tym, że prezydent Bronisław Komorowski nazwał
    idiotą każdego, kto jest zaskoczony wejściem rosyjskich żołnierzy
    na Krym. Problem w tym, że najbardziej zaskoczony był szef MON, Tomasz
    Siemoniak. 28 lutego podczas rozmowy w TVP Info wykluczył możliwość
    zbrojnej interwencji Rosji na Krymie. W wywiadzie stwierdził wręcz,
    że prawdopodobieństwo takiej inwazji jest „bliskie zera”. Trzeba
    przyznać, że minister jest konsekwentny w swojej naiwnej propagandzie,
    ponieważ jeszcze do niedawna również mówił, że stawia na nowoczesne
    i sprawne siły zbrojne, które będą zawsze w stanie ochronić suwerenność
    naszego kraju – zauważa w „do Rzeczy” Artur Bilski. I dodaje,
    że minister jednak mijał się z prawdą, o czym świadczą zabiegi premiera
    i szefa MSZ o amerykańskich żołnierzy. W obecnej sytuacji pozostaje nam
    zatem pospolite ruszenie, ponieważ przez ostatnie lata zredukowano
    wojska lądowe z 15 dywizji do trzech. Po odsianiu PR-owskich plew prawda
    jest taka, że w wyniku zaniedbań prawie siedmioletnich rządów PO w MON
    mamy ciągle przestarzałe uzbrojenie i dysfunkcjonalną strukturę
    dowodzenia , która – co gorsza – nie dowodzi niczym, co miałoby wartość
    bojową i mogłoby przeciwstawić się Rosjanom – zauważa autor „Do Rzeczy”.
    Całą prawda o polskiej armii – w tygodniku.

    http://dorzeczy.pl/id,2883/nr-15-rodzice-klamstwa-smolenskiego.html

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    44. Tusk: Od katastrofy tworzony

    Tusk: Od katastrofy tworzony jest scenariusz kłamstwa smoleńskiego

    Problem polega na tym, że niezależnie od tego,
    jakiego typu absurdy pan Macierewicz publikuje, to one zyskują rangę
    raportu, stanowiska – powiedział premier Donald Tusk komentując
    zapowiedzi Antoniego Macierewicza, że 10 kwietnia ma ukazać się raport
    zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

    W dokumencie ma zostać zawarta teza dotycząca wybuchu na pokładzie
    tupolewa. I informacje dotyczące fałszowania nagrań z czarnych skrzynek.


    W ocenie Tuska, dane jakie ma zaprezentować prokuratura
    nie pozostawią wątpliwości „kto w tej sprawie kłamie”. - Ja protestuję
    przeciw sformułowaniu „raport Antoniego Macierewicza”. Od samego
    początku, od katastrofy tworzony jest scenariusz kłamstwa smoleńskiego,
    którego reżyserem i autorem jest wiceprezes PiS pan Antoni Macierewicz
    - mówił Tusk. - Udaje się, że to jest jakaś komisja sejmowa, że to ma
    coś wspólnego z prawdą - dodał premier.


    Dorota Kania - Resortowi od Michnika

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    45. DYZURNY WDOWIEC CZERSKIEJ, co nie został senatorem

    Deresz: Macierewicz przyprawia mnie o ból żołądka

    Deresz: Macierewicz przyprawia mnie o ból żołądka

    - Staram się nie słuchać [Antoniego Macierewicza - red.], bo
    przyprawia mnie to o ból co najmniej żołądka. Nie można tak się...
    czytaj dalej »

    Deresz: Mój rozum jest zupełnie na odległej pozycji od rozumu pana Macierewicza

    -
    Jak słyszę o zamachu i morderstwie, to jest to obraza mojego rozumu,
    który uruchamiam od czasu do czasu i wydaje mi się, że jest on zupełnie
    na odległej pozycji od rozumu pana Macierewicza - mówił w TVN24 Deresz.
    Stwierdził, że po porównaniu ustaleń komisji Antoniego Macierewicza i
    komisji Jerzego Millera nie ma wątpliwości, po której stronie się
    opowiedzieć.

    "Podział istnieje i będzie istniał"

    W poniedziałek Naczelna
    Prokuratura Wojskowa ma poinformować na konferencji prasowej o aktualnym
    stanie śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej. - Myślę, że prokuratura
    powie, że nie najprawdopodobniej, tylko że na pewno nie było żadnego
    wybuchu, a myślę, że rozsądni politycy, którzy mają już dosyć tej
    tragifarsy, poprą to stwierdzenie - ocenił Deresz.

    Pytany o
    podział wśród rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej w kwestii przyczyn
    wypadku powiedział, że do rozłamu doszło już w miesiąc po katastrofie. -
    Podział istnieje i będzie istniał nawet jeśli zostanie powołana
    jakakolwiek inna międzynarodowa komisja, która uzna, że nie było
    zamachu, żadnej zbrodni. Po prostu ci ludzie, ciężko poszkodowani,
    podobnie jak ja, myślą zupełnie inaczej i mają prawo tak myśleć -
    powiedział Deresz.


    Dla zdemaskowania większości smoleńskich oszustw nie trzeba prowadzić złożonych obliczeń. Wystarczy przytoczyć fakty, które każdy może sam zweryfikować - teorie eksperta zespołu Macierewicza komentuje wicenaczelny "Przeglądu Lotniczego".
    Agnieszka Kublik
    : Przeanalizował pan model prof. Wiesława Biniendy. W jaki sposób? Przecież on nie opublikował danych wejściowych.

    Michał Setlak, wicenaczelny "Przeglądu Lotniczego": Istotnie, profesor nie opublikował danych umożliwiających weryfikację symulacji zderzenia skrzydła tupolewa z brzozą, którą pokazuje na swych prelekcjach.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,15753132,Bledy_Biniendy__Obliczenia_z_pracy_s...


    Kidawa - Błońska: Śledztwo smoleńskie niedługo się skończy

    Śledztwo
    w sprawie katastrofy smoleńskiej można zakończyć, mimo że Polska nie
    odzyskała od Rosjan wraku samolotu - uważa rzeczniczka rządu Małgorzata
    Kidawa - Błońska.




    Kidawa - Błońska: To Macierewicz jest winny, że śledztwo smoleńskie trwa tak długo

    fot. polskieradio.pl/wpolityce.pl

    Ciągle pojawiają się nowe fakty i hipotezy - to na pewno wydłuża postępowanie - irytowała się rzeczniczka rządu.




    Bezwstydna głupota rządzących, arogancja i buta funkcjonariuszy
    powoduje, że w Polsce, tak jak w Rosji, kłamstwo stało się fundamentem
    systemu

    Skąd Donald T., na pięć dni przed
    konferencją, znał ustalenia Prokuratury Wojskowej, niech to wyjaśnią
    śledczy. Pełnomocnicy rodzin ofiar katastrofy nie mieli dostępu do
    nowych ustaleń prokuratury. Mam pytanie do generalnego Seremeta, jak to
    jest z niezależnością prokuratury?Wolny od poczucia wstydu nazywa kłamstwem smoleńskim stwierdzenie
    A.Macierewicza o sfałszowaniu zapisów rejestratorów lotów. Musiało to
    bardzo rozsierdzić Donalda, bo w tej samej wypowiedzi zapewnił, że w
    poniedziałek prokuratura ostatecznie wyjaśni sprawę zamachu.



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    46. Nie znamy prawdy o


    Nie znamy prawdy o Smoleńsku


    Blisko co drugi Polak uważa, że przyczyny tragedii z
    10 kwietnia 2010 r. nie zostały wyjaśnione wynika z sondażu Homo Homini
    dla "Rzeczpospolitej". Na pytanie sondażowni o to, jak Polacy oceniają
    postępowanie
    wyjaśniające tę tragedię, aż 48 proc. jest zdania, że przyczyny
    tragedii nie zostały wyjaśnione. Spośród nich blisko 30 proc. uważa, że
    przyczyny tragedii nie zostały wyjaśnione i nigdy ich nie poznamy.
    Prawie 18 proc. respondentów wierzy w dojście do prawdy w przyszłości.

    Zaledwie 38 proc. respondentów odpowiedziało, że przyczyny tragedii zostały już wyjaśnione (z tego ponad 22 proc. twierdzi, że wyjaśniono je w pełni, zaś 15 proc. – że częściowo).

    Co trzeci Polak o katastrofie smoleńskiej: „Nigdy nie dowiemy się prawdy”.

    Niemal co trzeci Polak uważa, że nigdy nie dowiemy się
    prawdy o katastrofie smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 r. – wynika z
    sondażu Homo Homini. Jego tematem była ocena postępowania wyjaśniającego
    tragedię. Prawie połowa (48 proc.) respondentów uważa, że przyczyn
    katastrofy do tej pory nie wyjaśniono.

    Z kolei blisko 30 proc. z nich twierdzi, że przyczyny tragedii nie
    zostały wyjaśnione i nigdy ich nie poznamy. Przeciwnego zdania jest
    niemal 38 proc. respondentów – ponad 22 proc. twierdzi, że wyjaśniono je
    w pełni, 15 proc. zaś – że częściowo. Prawie 18 proc. respondentów
    wierzy w dojście do prawdy w przyszłości.

    Poseł mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik części rodzin ofiar
    katastrofy smoleńskiej mówi, że Polacy wyciągają prawidłowe wnioski z
    kompromitującego postępowania polskiej władzy i prokuratury.

    Dzisiaj szanse na to, żeby dojść do prawdy (niestety pracował nad
    tym polski rząd) są minimalne. Liczba zaniedbań, błędów popełnionych od
    samego początku, od pierwszych minut po katastrofie do dnia
    dzisiejszego, jest tak duża, że trudno spodziewać się, iż wszelkie
    okoliczności będą wyjaśnione, i że nie pozostanie wiele białych plam.
    Nie może być tak, że polscy prokuratorzy nie uczestniczyli w
    czynnościach śledztwa rosyjskiego i że przyjmowało się na wiarę to, co
    mówili Rosjanie, oraz że nie przeprowadziło się szeregu kluczowych
    badań. Badania pirotechniczne czy badania brzozy – przeprowadzono w
    kilka lat po katastrofie. To kompromituje polskie organa. Daje też
    podstawę dla wielu do tego, żeby słusznie sądzić, że do tej prawdy nigdy
    nie dojdziemy
    – powiedział poseł Bartosz Kownacki. 

    Racje ma także druga grupa, czyli tych którzy wierzą w dojście do
    prawdy w przyszłości – stwierdził poseł. Dodał, że do tego potrzebne
    jest inne podejście rządu.

    Dziś rzecznik rządu Małgorzata Kidawa – Błońska stwierdziła, że
    śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej można zakończyć, mimo że
    Polska nie odzyskała od Rosjan wraku samolotu.

    Za 3 dni będziemy obchodzić 4 rocznicę katastrofy, w której zginął
    ówczesny prezydent Lech Kaczyński i 95 towarzyszących mu osób, w tym
    ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski,
    wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, grupa parlamentarzystów, dowódcy
    wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych RP. Polska delegacja udawała się na
    uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

  • Lech Wałęsa oskarża Jarosława Kaczyńskiego o katastrofę smoleńską

    - Są spóźnieni, pogoda straszna, a oni mówią o mamie? Nie wierzę. Rozmowa była krótka i na temat.. Spowodowała to, co się później stało - ocenił b. prezydent Lech
    Wałęsa. Jego zdaniem to Lech i Jarosław Kaczyńscy podjęli decyzję o
    lądowaniu prezydenckiego tupolewa w 2010 r.



  • Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    47. prawdopodobnie, nie ustalono, oczekujemy, ale wiemy


    Katastrofa smoleńska: na wraku Tu-154 nie znaleziono śladów po wybuchu [ZDJĘCIA, VIDEO]

    Wnioski, które decyzją prokuratora prowadzącego śledztwo będą opublikowane na stronach internetowych WPO, głoszą, że zarówno na ciałach, jak i częściach samolotu oraz pozostałych przedmiotach, nie ujawniono śladów materiałów wybuchowych, ani substancji powstałych w wyniku degradacji tych materiałów.

    Na podstawie oględzin uszkodzeń mechanicznych wraku (i kadłuba i innych części) biegli doszli też do wniosku, że nie ma na nich śladów po tzw. wybuchu punktowym, zaś na podstawie oględzin miejsca upadku samolotu stwierdzono, że nie noszą one cech jak po wybuchu przestrzennym - ogłosił płk Szeląg.

    Trzy fragmenty metali ujawnione w pniu brzozy najprawdopodobniej pochodzą z elementów konstrukcyjnych skrzydła samolotu Tu-154M - poinformowała w poniedziałek Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie informując o badaniach biegłych.

    Szef warszawskiej WPO płk Ireneusz Szelag poinformował o wnioskach opinii biegłych z badań fragmentów brzozy oraz znalezionych w niej fragmentów metalowych. "Biegli stwierdzili w opinii, że przedmiot, który spowodował rozdzielenie pnia brzozy miał podłużny, w przybliżeniu płaski kształt i przemieszczał się pod niewielkim kątem w stosunku do poziomu" - zaznaczył.

    - W trakcie działania przedmiotu na pień nastąpiło jego owijanie się wokół pnia, a następnie jego rozdzielenie - powiedział płk Szeląg.

    Relacjonując analizę biegłych mówił, że uszkodzenia drzewa "mogły być spowodowane przez skrzydło samolotu Tu-154M". Zaznaczył, że trzy fragmenty metali w pniu brzozy "najprawdopodobniej pochodzą z elementów konstrukcyjnych skrzydła samolotu", zaś "co do kolejnych siedmiu fragmentów metali biegli nie mogą wykluczyć, że one mogą pochodzić z tego samolotu".

    - Aktualnie prokuratorzy rozważają kwestię dalszych szczegółowych badań w celu ewentualnego doprecyzowania charakteru pozostałych fragmentów metalowych - zaznaczył prokurator.

    Prokuratorzy: Śledztwo smoleńskie może zostać zamknięte, nawet gdy wrak do Polski nie wróci



    Prokuratura: nie było wybuchu na pokładzie Tu-154M

    Prokuratura: nie było wybuchu na pokładzie Tu-154M

    Na pokładzie Tu-154M nie doszło do wybuchu - przekazała w
    poniedziałek Naczelna Prokuratura Wojskowa. Jak poinformował szef...

    "Na zwłokach pasażerów nie stwierdzono obrażeń innych niż typowe dla katastrofy komunikacyjnej"

    "Na zwłokach pasażerów nie stwierdzono obrażeń innych niż typowe dla katastrofy komunikacyjnej"

    Konferencja prokuratury wojskowej ws. katastrofy smoleńskiej: Mat. wybuchowych nie było.

    Biegli po przebadaniu 700 próbek nie znaleźli śladów po wybuchu na pokładzie samolotu Tu-154 - poinformowano na specjalnej konferencji Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Bliscy ofiar obecni na konferencji zarzucali prokuraturze dezinformację. - Jesteśmy zażenowani! - krzyczeli.
    - To jest chamstwo, co wyprawia prokuratura. Rodziny dowiadują się z konferencji nieprawdziwych informacji. Jestem zażenowany - tak Stanisław Zagrodzki, kuzyn zmarłej w katastrofie Ewy Bąkowskiej zareagował na podane podczas konferencji informacje nt. stężenia tlenku węgla we krwi ofiar. Jego zdaniem, podwyższony poziom CO stwierdzono u kilku osób, a nie - jak twierdzi prokuratura - tylko u jednej.

    - Nie jest prawdą, że tak wysokie stężenia tlenku węgla we krwi mogło być wynikiem dyfuzji, tak jak podała prokuratura - krzyczał Zagrodzki.Z kolei Ewa Kochanowska, wdowa po Januszu Kochanowskim zarzucała przedstawicielowi prokuratury płk Ireneuszowi Szelągowi, że mówiąc o fragmentach skrzydła tupolewa, które utkwiły w brzozie, często używał wyrażeń "podobne" i "zbliżone do".

    Szeląg powiedział wcześniej, że z badań powłok lakierowych pobranych podczas oględzin brzozy wynika, że "lakier ten jest podobny pod względem kolorystyki, układu warstw i składu chemicznego z materiałem porównawczym zabezpieczonym z lewego skrzydła Tu-154M i może pochodzić z tego samolotu".

    Szeląg dodał, że biegli porównywali też próbki referencyjne pobierane z drugiego polskiego tupolewa i doszli do analogicznych wniosków.
    "Nie ma wątpliwości - wrak musi wrócić do Polski"

    Ostatnio śledztwo prowadzone przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie zostało przedłużone o kolejne pół roku - do 10 października.


    - Stan sprawy nie pozwala na jej zamknięcie. Prokuratorzy
    czekają na realizację wniosków o międzynarodową pomoc prawną, głównie z
    Rosji. Choć większość z przedstawionych Rosji 24 wniosków została
    zrealizowana, wciąż czekamy przede wszystkim na zwrot szczątków
    samolotu, dokumentacji nt. wyposażenia i prawników lotniska w Smoleńsku
    oraz aktów prawnych regulujących działanie tego lotniska - tłumaczył płk
    Szeląg.

    - Wrak musi wrócić do Polski, co do tego nie ma
    wątpliwości. Trzeba sobie uzmysłowić, dlaczego jest on potrzebny do
    prowadzenia postępowania. Otóż wrak nie jest po to, żeby zalegać na
    podwórku lub w hangarze, ale po to, by biegli mogli przeprowadzić na nim
    badania
    - mówił płk Szeląg.

    Dodał jednak, że do tej pory biegli nie mieli utrudnionego dostępu do wraku na terenie Rosji.

    Prokuratura
    czeka także na inne zlecone opinie. Chodzi m.in. o opinie fonoskopijne
    dotyczące zapisów rozmów z wieży smoleńskiego lotniska oraz nagrania z
    samolotu Jak-40, który lądował w Smoleńsku krótko przed katastrofą
    Tu-154M. Mają być one gotowe pod koniec lipca. Ponadto dla prokuratury
    przygotowywane jest całościowe opracowanie dotyczące okoliczności
    tragicznego lotu z 10 kwietnia 2010 r.

    Prokuratura: w Smoleńsku nie doszło do wybuchu. Do dziś nie wiadomo, dlaczego detektory mówią co innego...

    „Biegli w opinii nie określili, jakie
    substancje dawały sygnał analogiczny do materiałów wybuchowych. Z
    naszego punktu widzenia nie było to ważne”.

    Opinia biegłych w sprawie Smoleńska

    ZAPOZNAJ SIĘ z opinią fizykochemiczną Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji

    Naczelna Prokuratura Wojskowa opublikowała
    opinię fizykochemiczną Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego
    Policji po anonimizacji danych osobowych ofiar katastrofy.

    Wojskowa Prokuratura Okręgowa poinformowała m.in., że biegli po
    przebadaniu 700 próbek nie znaleźli śladów po wybuchu na pokładzie
    samolotu Tu-154M, zaś fragmenty metali ujawnione w pniu brzozy
    prawdopodobnie pochodzą z elementów konstrukcyjnych skrzydła samolotu.
    Śledczy stwierdzili także, że stan śledztwa w sprawie katastrofy
    smoleńskiej nie pozwala na jego merytoryczne zakończenie, zaś
    prokuratura oczekuje na realizację wniosków o pomoc prawną z Rosji oraz
    ok. 30 innych opinii.

    Opublikowana przez NPW opinia nie zawiera opisu materiału biologicznego pobranego do badań w trakcie otwarcia i oględzin zwłok.

    Cała opinia fizykochemiczna Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji dostępna jest tutaj.

    http://www.npw.internetdsl.pl/Dokumenty/01.pdf


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    48. Rosyjscy inspektorzy odbędą lot obserwacyjny nad Polską

    Rosyjscy inspektorzy lotniczy odbędą siódmy lot obserwacyjny w 2014 roku
    nad terytorium Polski – poinformował dziennikarzy szef narodowego
    Centrum Zmniejszenia Zagrożenia Atomowego Siergiej Ryżkow. „W ramach
    realizacji międzynarodowego Traktatu o otwartych przestworzach grupa
    państw sygnatariuszy Republika Białorusi i Federacja Rosyjska planują
    odbyć lot obserwacyjny na pokładzie rosyjskiego samolotu An-30B nad
    terytorium Polski” – powiedział Ryżkow. Starty będą się odbywać z
    lotniska otwartego nieba „Warszawa” w okresie 7-11 kwietnia 2014 roku.
    Maksymalny zasięg lotu wyniesie 1400 km. Samolot An-30B należy do klasy
    samolotów, nie przeznaczonych do użycia jakiejkolwiek broni. Maszyna
    przeszła międzynarodową kontrolę, co wyklucza wykorzystywanie środków
    technicznych, nie przywidzianych w Traktacie o otwartych przestworzach.
    Lot ma na celu większenie otwartości i transparentności w działalności
    wojskowej państw sygnatariuszy układu.
    Czytaj dalej: http://polish.ruvr.ru/news/2014_04_07/Rosyjscy-inspektorzy-odbeda-lot-obserwacyjny-nad-Polska-5858/

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    49. W śledztwie bez

    W śledztwie bez przełomu

    Biegli po przebadaniu 700 próbek nie znaleźli
    śladów po wybuchu na pokładzie samolotu Tu-154 – poinformowano na
    specjalnej konferencji Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

    Jak poinformował płk Ireneusz Szeląg, trzy fragmenty metali ujawnione
    w pniu brzozy najprawdopodobniej pochodzą z elementów konstrukcyjnych
    skrzydła samolotu Tu-154M.

    Szef warszawskiej WPO płk Ireneusz Szeląg poinformował o wnioskach
    opinii biegłych z badań fragmentów brzozy oraz znalezionych w niej
    fragmentów metalowych. – Biegli stwierdzili w opinii, że przedmiot,
    który spowodował rozdzielenie pnia brzozy, miał podłużny, w przybliżeniu
    płaski kształt i przemieszczał się pod niewielkim kątem w stosunku do
    poziomu – zaznaczył.

    – W trakcie działania przedmiotu na pień nastąpiło jego owijanie się
    wokół pnia, a następnie jego rozdzielenie – powiedział płk Szeląg.

    Relacjonując analizę biegłych, mówił, że uszkodzenia drzewa „mogły
    być spowodowane przez skrzydło samolotu Tu-154M”. Zaznaczył, że trzy
    fragmenty metali w pniu brzozy „najprawdopodobniej pochodzą z elementów
    konstrukcyjnych skrzydła samolotu”, zaś „co do kolejnych siedmiu
    fragmentów metali biegli nie mogą wykluczyć, że one mogą pochodzić z
    tego samolotu”.

    – Aktualnie prokuratorzy rozważają kwestię dalszych szczegółowych
    badań w celu ewentualnego doprecyzowania charakteru pozostałych
    fragmentów metalowych – zaznaczył prokurator.

    Na podstawie oględzin uszkodzeń mechanicznych wraku (i kadłuba, i
    innych części) biegli z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego
    Komendy Głównej Policji doszli też do wniosku, że nie ma na nich śladów
    po tzw. wybuchu punktowym, zaś na podstawie oględzin miejsca upadku
    samolotu stwierdzono, że nie noszą one cech jak po wybuchu przestrzennym
    – ogłosił płk Szeląg.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    50. Kublikowa nakazuje !

  • Prokuratorzy powinni mówić ludzkim językiem: był zamach czy nie

    Antoni Macierewicz może cytować płk. Szelaga jako dowód,
    że to on ma rację, że mogło dojść do zamachu na prezydenta Lecha
    Kaczyńskiego

    Agnieszka Kublik







  • Pułkownik Grochowski obrał znacznie bezpieczniejszą linię obrony – okopy niewiedzy

    Pułkownik Mirosław Grochowski, szef Inspektoratu MON ds.
    Bezpieczeństwa Lotów, a w polskiej komisji badającej katastrofę
    smoleńską zastępca przewodniczącego Jerzego Millera, stwierdził w
    wywiadzie opublikowanym wczoraj przez Polską Agencję Prasową, że nie
    wie, kto z komisji na nagraniach z czarnej skrzynki Tu-154M „rozpoznał”
    głos gen. Andrzeja Błasika.

    Pułkownik nie wie, bo jak wytłumaczył, nie był przy tym obecny.
    Trzeba przyznać, że to dość kompromitujące wyznanie jak na osobę numer
    dwa w komisji Millera. Pół biedy, gdyby głos zidentyfikował jakiś tam
    cywil, którego pułkownik może by nawet nie znał. Ale nie, tu główne role
    odegrali wojskowi. Przypomnę, że w październiku 2012 roku „Nasz
    Dziennik” ujawnił tropy, jakie w tej sprawie podjęła wojskowa
    prokuratura. Wynikało z nich, że istotną rolę w procesie identyfikacji
    głosu gen. Błasika odegrał płk rez. Wiesław Kędzierski, który przyleciał
    do Moskwy 27 kwietnia 2010 roku. Nad nagraniami pracował zaś zespół
    złożony z dwóch członków komisji Millera: ppłk. rez. Waldemara
    Targalskiego, ppłk. Sławomira Michalaka, a także prokuratora wojskowego
    płk. Zbigniewa Rzepy.

    I wszelkie ślady wskazywały na Kędzierskiego, który miał porównywać
    brzmienie głosu gen. Błasika na nagraniu dostarczonym przez Dowództwo
    Sił Powietrznych z nagraniem czarnej skrzynki. Tymczasem okazuje się, że
    pan pułkownik o tym nic nie wie. A może wiedzieć nie chce? Albo wykręca
    się od ujawnienia faktów? Odpowiedź nasuwa się sama, bo członkowie
    komisji niejednokrotnie pytani o tę kwestię zarzekali się, że kolegów
    nie wydadzą. „Ja osobiście nie rozpoznałem głosu gen. Błasika. Natomiast
    on został rozpoznany” – mówił „Naszemu Dziennikowi” Targalski w
    styczniu 2012 roku. Zapytany, kto miał tego dokonać, zastrzegł, że tego
    ujawnić nie może.

    Pułkownik Grochowski obecnie wpisał się właśnie w ten ton narracji,
    ale obrał znacznie bezpieczniejszą linię obrony – okopy niewiedzy. Bo
    mało prawdopodobne jest, by „numer dwa” nie miał pojęcia, po co płk
    Kędzierski jeździł do Rosji aż 11 razy i co przywoził z wizyt w Moskwie.
    Grochowski postanowił brnąć na całego. Uznał, że komisja w żaden sposób
    nie nadszarpnęła dobrego imienia gen. Błasika, a na to, że MAK nie
    uwzględnił polskich uwag do rosyjskiego raportu, choćby tych dotyczących
    braku dowodów na obecność alkoholu we krwi generała, komisja wpływu już
    nie miała. „Oczywiście tak samo jak w każdym obywatelu Polski, tym
    bardziej w żołnierzu, wzburzyła się we mnie krew, gdy usłyszałem, w jaki
    sposób MAK potraktował polskiego generała.

    Znałem gen. Błasika dość dobrze” – rozwodził się płk Grochowski. Co
    zrodziło się z tego wzburzenia, tak pieczołowicie ukrywanego przez 4
    lata? Ano wielkie nic. „W polskiej komisji nie myśleliśmy, że musimy dać
    kontrę, po prostu na podstawie materiałów i stenogramu, które mieliśmy,
    odtwarzaliśmy przebieg katastrofy” – dodał pułkownik. To o czym panowie
    myśleli? Bo stenogram wam jakoś nie wyszedł.

    Biedny pułkownik Grochowski… Gdyby nie prokuratura wojskowa, musiałby
    ukrywać swoje wzburzenie do końca życia. Doprawdy, ma wielki dług
    wdzięczności u ppłk. Karola Kopczyka. Teraz może ze spokojem wrócić do
    heblowania desek w szopie. Taką czynnością wykręcił się w sobotę od
    rozmowy z „Naszym Dziennikiem”.

    Marcin Austyn




    Kochanowska: rodziny traktuje się jak wrogów


    „W Polsce nie sprawdzono próbek sprzętem użytym w Smoleńsku. To podważa ekspertyzę”.



    Ewa Kochanowska: W
    tej sprawie należy zacząć od początku i spytać, w jaki sposób zostały
    pobrane próbki, jak były przechowywane, jak zostały przekazane CL KP. Ta
    sprawa to jest bardzo poważna luka w tym dowodzie. Pobrano próbki,
    które wykazywały się pewną aktywnością. Próbki zostały zaplombowane,
    złożone w Rosji, a potem po pół roku przyjechały do Polski. Wydawałoby
    się logiczne, by te próbki zbadać raz jeszcze tym samym sprzętem,
    jakiego używano w Smoleńsku.

    Nie zrobiono tego?

    CL KP zamiast to zrobić zakupiło drogi
    sprzęt, a próbki nie były badane tym samym detektorem co wcześniej.
    Materiał został natychmiast przekazany do badań w laboratorium, które
    nie ma certyfikatów, ani osób przygotowanych do robienia tego typu
    analiz. Tu jest bardzo poważna luka.

    To rzutuje na główną tezę prokuratury?

    To podważa całość
    ekspertyzy u źródła. Logika nakazuje, by próbki, które pobrano w
    Smoleńsku, zostały przebadane w ten sam sposób, w jaki badano je
    wcześniej. To jest moje podstawowe zapytanie.

    Prokurator Szeląg poświęcił sporo czasu wynikowi badań dotyczących tlenku węgla. Jak pani ocenia wiarygodność tej analizy?

    Ta ekspertyza była
    kuriozalna. Nigdy nie twierdziliśmy, że ofiary zmarły na skutek
    zaczadzenia w samolocie. Mówiliśmy, że ofiary były narażone na
    krótkotrwały kontakt z tlenkiem węgla. Większość dokumentacji
    medycznych, które widziałam, wskazuje na taką okoliczność. Nie znalazłam
    wytłumaczenia dla tej sprawy.

    Biegli przebadali również brzozę przytaczając opinię, że części, które w niej znaleziono, mogą pochodzić z samolotu.

    Tu prokuratorzy byli
    bardzo ostrożni, analiza też była ostrożna. Zarówno lakier, jak i
    odłamki metali pochodzą „prawdopodobnie”, czy mogą pochodzić z rządowego
    samolotu. Używano trybu warunkowego. Wydawałoby się natomiast, że można
    sprawdzić, czy mamy do czynienia z identycznym materiałem, który był
    użyty do budowy tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku. Stop metalu,
    który został wydobyty powinien mieć również dość charakterystyczny skład
    chemiczny. Dziwi, że nie można stwierdzić, czy mamy do czynienia z
    kawałkami pochodzącymi z tu-154M.

    Na ostatnim
    posiedzeniu parlamentarnego zespołu zajmującego się Smoleńskiem mec.
    Pszczółkowski mówił o problemach, jakie pełnomocnicy i rodziny mieli z zapoznaniem się z materiałami śledczych. Jak pani ocenia podejście prokuratury do rodzin w tej sytuacji?

    Nie wiem, co było w
    tej konferencji takiego, że nie można było wcześniej spotkać się z
    rodzinami i zapoznać ich z tymi wiadomościami. Mamy jednak już długi i
    trudny rekord spotkań z prokuraturą, więc oni już nie chcą mieć do
    czynienia z rodzinami. Oni rodziny traktują jak wrogów, a nie jako
    sojuszników. Pozornie mogłoby się jednak wydawać, że mamy ten sam
    interes, czyli rozwikłanie zagadki katastrofy.

    Wiele razy
    wspominała pani w ostatnich latach o niechlubnej roli mediów w sprawie
    smoleńskiej. Czego pani się spodziewa po tej konferencji?

    Każdy zostanie przy
    swoim. Kiedyś prokurator Jerzy Artymiak przyznał, że głównym zadaniem
    prokuratury jest uspokojenie opinii publicznej. Jak widać prokuratura
    przejęła się rolą uspokajania. Część opinii publicznej, która będzie
    uspokojona, zaufa temu, co prokuratura powiedziała. Mnie to jednak nie
    zadowala. Wszyscy zostanie więc przy swoim. My będziemy widzieć dziury,
    które chce przykryć prokuratura. Inni wezmą to za dobrą monetę. To
    będzie powtórka z tego, co już znamy.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    51. "Sfałszowana ekspertyza".

    "Sfałszowana ekspertyza". Macierewicz wylicza matactwa prokuratury wojskowej
    http://niezalezna.pl/53860-sfalszowana-ekspertyza-macierewicz-wylicza-ma...
    W jaki sposób to samolot mógł zniszczyć brzozę, skoro jak
    stwierdzili biegli, została ona zniszczona uderzeniem z góry w dół, a
    samolot leciał z dołu w górę? - pytał na konferencji
    prasowej przewodniczący sejmowego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy
    smoleńskiej, Antoni Macierewicz. W swoim wystąpieniu odniósł się do
    dzisiejszej konferencji wojskowych prokuratorów, którzy stwierdzili,
    że „powierzchnie rozdzieleń obu części pnia biegną (mają kierunek) od
    góry w dół".




    "Byliśmy pod wrażeniem spektakularnej kompromitacji prokuratury wojskowej, która
    po czterech latach od tragedii smoleńskiej wreszcie przedstawiła swoje
    stanowisko w sprawie zbadania materiału wybuchowego, który został
    znaleziony tam na miejscu, uzasadniając tezę, którą propagandowo
    powtarza poszczególnym mediom od dłuższego czasu" -
    powiedział Macierewicz w poniedziałek na konferencji prasowej w Sejmie.



    Poseł odniósł się do słów płk. Ireneusza Szeląga o "małym rozrzucie
    szczątków samolotu", który miałby według prokuratorów wojskowych
    przeczyć tezie o wybuchu. - Nie było takiej katastrofy, która doprowadziłaby do takiego zniszczenia. Śledczy mówią o wąskim obszarze miejsca upadku TU-154M, a tupolew rozpadł się na 60 tysięcy części - powiedział poseł Macierewicz.



    - Polscy prokuratorzy byli na miejscu zdarzenia, a niestety
    nie dokonali oględzin, mimo że byli wtedy w Smoleńsku. Nie poszli
    zobaczyć jak wyglądają zwłoki, nie poszli zobaczyć jak wygląda samolot 
    - dodał Macierewicz, odnosząc się do zapewnień śledczych, że mieli "nieskrępowany" dostęp do badań wraku. - Niewielkie ilości paliwa, które były w skrzydle nie mogłyby doprowadzić do takiej skali zniszczeń - podkreślił.



    Istnieje domniemanie, że mogło dojść do sfałszowania materiału dowodowego ws. Smoleńska. - Nie było takiej katastrofy, która doprowadziłaby do takiego zniszczenia samolotu - mówił.



    - Wyjaśnienie przyczyn katastrofy, w której zginął prezydent RP,
    jest absolutnie konieczne. Mamy do czynienia z systematycznym ukrywaniem
    sprawców, którzy doprowadzili do śmierci przedstawicieli elit
    - podkreślił Antoni Macierewicz.


    Macierewicz: Wybuchu nie było? To kompromitacja. Tu-154 rozpadł się na 60 tys. ...


    Macierewicz: Wybuchu nie było? To kompromitacja. Tu-154 rozpadł się na 60 tys. ...

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15757280,Macierewicz__Jestesmy_swiadkami_spektakularnej_kompromitacji.html

    Jesteśmy pod wrażeniem spektakularnej
    kompromitacji prokuratury wojskowej, która po czterech latach od
    katastrofy smoleńskiej wreszcie przedstawiła swoje stanowisko. Była to
    teza, którą od dłuższego czasu powtarza się propagandowo mediom: że nie
    znaleziono na miejscu materiałów wybuchowych - mówił Antoni Macierewicz,
    komentując konferencję NPW.

    - Biegli mieli stwierdzić też, że mały rozrzut
    szczątków miał dowodzić, że żadnego wybuchu nie było. Ale tupolew
    rozpadł się na co najmniej 60 tysięcy fragmentów. Nie było dotąd
    katastrofy, która spowodowałaby taki rozpad - mówił Macierewicz.


    Pokazywał też zdjęcia burty salonki prezydenta sfotografowanej
    od wewnątrz. Jego zdaniem zwęglone i stopione części samolotu miały
    potwierdzać hipotezę wybuchu."Opis rosyjskich biegłych wskazuje na wybuch"


    Kolejnym materiałem przytoczonym przez Macierewicza był opis
    skrzydła samolotu autorstwa rosyjskich biegłych. Polityk podkreślał, że w
    oględzinach, po których powstała notatka, nie brali udziału polscy
    prokuratorzy.

    Fragment opisu brzmiał: "Część kesonowa
    skrzydła zniszczona wskutek hydraulicznego uderzenia paliwa znajdującego
    się w zbiorniku. Wyrwane jest główne poszycie, całkowicie zniszczone są
    żebra. Zerwana jest belka mocująca klapę, część klapy rozszczepiona na
    maleńkie fragmenty".

    - Ten opis to opis skrzydła
    rozerwanego przez wybuch. Biegli rosyjscy próbują ratować sytuację,
    mówiąc o "hydraulicznym uderzeniu paliwa". To jakiś żart. Mała ilość
    paliwa znajdująca się wtedy w skrzydle na pewno nie mogła wytworzyć
    takiego ciśnienia, żeby rozerwać mocną konstrukcję skrzydła -
    skomentował materiał Macierewicz.

    - Na miejscu katastrofy
    polscy biegli znaleźli kilkaset próbek wskazujących na użycie trotylu
    czy nitrogliceryny. Po tym, jak przez pół roku te próbki były w
    troskliwych rękach funkcjonariuszy rosyjskich, przewieziono je do
    Polski. I okazało się, że na żadnej nie ma śladu po materiałach
    wybuchowych. Wtedy prokuratorzy zażądali od biegłych wyjaśnień. I dziś
    na konferencji usłyszeliśmy, że biegli nie wyjaśnili, jaki to składnik
    dał takie wyniki badań spektrometrem jak materiał wybuchowy - mówił
    Macierewicz.

    "Ktoś okłamał Seremeta. To niebywałe"


    - Ta ekspertyza jest do niczego. Ale problem jest głębszy.
    Istnieje domniemanie, że mogło dojść do fałszerstwa materiału
    dowodowego. Otóż przypominam, że w czerwcu 2013 r. pan prokurator
    Seremet stwierdził, że trzeba jeszcze raz pojechać do Smoleńska, bo nie
    pobrano próbek z foteli. Czy na pewno? - pytał poseł.


    Macierewicz oświadczył, że zespół parlamentarny jest w posiadaniu zapisu
    rozmowy, w którym jedna z osób uczestniczących w badaniach referuje, że
    we wrześniu i październiku 2012 r. znaleziono materiały wybuchowe. -
    Proszę zwrócić uwagę, że rozmówca mówi "zbadano fotele". A podobno nie
    można było ich wówczas pobrać. Wygląda na to, że wprowadzono Seremeta w
    błąd. To sytuacja niebywała - zaznaczył Macierewicz.


    Poseł zwrócił uwagę też na to, że biegli zbadali tylko 11 części
    tupolewa, które były wbite w brzozę, choć wcześniej mówiono o 40
    znalezionych fragmentach.

    - Ostatnia sprawa: jak doszło
    do złamania brzozy? Samolot miał według raportów MAC i Millera wznosić
    się do góry podczas uderzenia w brzozę. Więc proszę przeczytać, jak
    zdaniem biegłych został złamany pień. Z dołu do góry? Nie, biegli piszą
    jednoznacznie: brzoza została złamana z góry do dołu. Gdyby samolot tak
    leciał, zaryłby w ziemię. Drzewo mogła złamać jednak część tupolewa,
    która odpadła od niego po wcześniejszym rozpadzie - podkreślał
    Macierewicz.

    Dziennikarka: "Dlaczego sam pan wyjechał ze Smoleńska 10 kwietnia?"


    Po przedstawieniu swoich materiałów, Macierewicz odpowiadał na
    pytania dziennikarzy. Szczególnie dociekliwa była dziennikarka TVP
    Info Karolina Lewicka. Wymogła na nim jednoznaczne oświadczenie, że do
    wybuchów doszło w salonce prezydenta i na skrzydle samolotu.


    - Wskazuje pan, że prokuratura mówi o małym obszarze rozrzutu, a sam
    pan powiedział "była bardzo duża liczba fragmentów". Przecież to są
    dwie zupełnie różne kategorie - zauważyła. - Ależ są one ściśle
    powiązane - bronił się Macierewicz.

    Lewicka dopytywała
    też o tożsamość uczestnika rozmowy nt. próbek pobranych z foteli, którą
    przedstawił Macierewicz. - Jego nazwisko poznacie państwo w swoim czasie
    - odpowiedział poseł.

    - Jeszcze jedno pytanie. Mówił pan
    szyderczo o prokuratorach, którzy nie pofatygowali się na oględziny
    samolotu. Nie żałuj pan, że sam się pan nie pofatygował i wyjechał ze
    Smoleńska 10 kwietnia? - spytała Lewicka. - Cały czas żałowałem, ale
    taka była konieczność - odparł Macierewicz.

    - Ale
    dlaczego? Bo był pociąg powrotny? - dociekała dziennikarka - Nie, nie
    dlatego - uciął zdenerwowany Macierewicz. Powodu wyjazdu jednak nie
    podał.
    Antoni Macierewicz: Kompromitacja prokuratury wojskowej

    Spektakularna kompromitacja - tak szef zespołu
    parlamentarnego ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Antoni
    Macierewicz (PiS) ocenił informacje przedstawione na konferencji
    Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

    Prokuratura podała, że biegli nie znaleźli śladów po
    wybuchu na pokładzie samolotu Tu-154M; uznali też, że fragmenty metali
    brzozie w Smoleńsku najprawdopodobniej pochodzą ze skrzydła tego
    samolotu.

    Według Macierewicza doszło do wybuchu, o czym świadczą m.in. zdjęcia samolotu.


    "Byliśmy pod wrażeniem spektakularnej kompromitacji prokuratury
    wojskowej, która po czterech latach od tragedii smoleńskiej wreszcie
    przedstawiła swoje stanowisko w sprawie zbadania materiału wybuchowego,
    który został znaleziony tam na miejscu, uzasadniając tezę, którą
    propagandowo powtarza poszczególnym mediom od dłuższego czasu" -
    powiedział Macierewicz w poniedziałek na konferencji prasowej w Sejmie.Jego zdaniem twierdzenie, że w samolocie nie było żadnego materiału
    wybuchowego i był to tragiczny wypadek jest elementem tej propagandy.
    Odnosząc się do twierdzenia WPO, że mały rozrzut szczątków samolotu
    przeczy tezie o wybuchu, Macierewicz argumentował, że samolot rozpadł
    się na przynajmniej 60 tys. fragmentów. "Nie było takiej katastrofy,
    która doprowadziłaby do takiego zniszczenia" - przekonywał poseł.

    Także wygląd szczątków prezydenckiej salonki i zwęglone części
    samolotu - twierdzi Macierewicz - wskazują na to, że doszło do wybuchu.
    Posła PiS nie przekonuje ponadto stwierdzenie WPO, że skrzydło samolotu
    zostało złamane wskutek zderzenia z brzozą.

    Premier o ustaleniach ws. tupolewa: Dobrze się stało, że mamy ten rozstrzygający komunikat

    Premier o ustaleniach ws. tupolewa: Dobrze się stało, że mamy ten rozstrzygający komunikat

    - Spekulacje wokół ewentualnego wybuchu na pokładzie
    tupolewa dawały paliwo do ostrych wewnętrznych konfliktów - mówił w...
    czytaj dalej »


    "Prokuratura rozstrzygnęła sprawę domniemanego wybuchu na pokładzie
    prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem" - tak mówił Donald Tusk podczas
    spotkania z wojewodami w kancelarii premiera. Szef rządu odniósł się do
    oświadczenia prokuratury, która stwierdziła, że na pokładzie samolotu
    nie doszło do wybuchu.

    Donald Tusk powiedział, że spekulacje dotyczące możliwej eksplozji - jak to określił - "dawały paliwo do bardzo ostrych wewnętrznych konfliktów". Ocenił też, że "te emocje mogły być rujnujące dla polskiego państwa". 

    Donald
    Tusk dodał, że "przyszedł właściwy moment", by ci, którzy - jak
    powiedział - "na tych spekulacjach, a czasami insynuacjach, budowali
    różne projekty polityczne, Polaków przeprosili". Premier argumentował,
    że "psychospołeczne szkody jakie z tego tytułu ponieśli (Polacy) będą
    bardzo trudne do odrobienia". Ocenił, że "przez lata pewnie będziemy
    leczyli te rany, które spowodowane były nie tylko katastrofą, ale także
    tymi ostrymi, bardzo zdecydowanymi i zupełnie niezgodnymi z prawdziwym
    biegiem zdarzeń opiniami".


    Spotkanie z Tuskiem - obrażenie Ewy Kochanowskiej, co spotka Rodziny Smoleńskie u Komorowskiego? 




    Buta rośnie geometrycznie. Tusk domaga się od polityków przeprosin ws. Smoleńska

    "Takie psychospołeczne szkody, jakie z tego
    tytułu Polacy ponieśli będą bardzo trudne do odrobienia i przez lata
    pewnie będziemy leczyli te rany."

    Macierewicz o konferencji prokuratury: Indolencja, niekompetencja, kompromitacja

    Macierewicz o konferencji prokuratury: Indolencja, niekompetencja, kompromitacja

    Prokuratura wykazała się indolencją i niekompetencją. To
    spektakularna kompromitacja - oświadczył Antoni Macierewicz (PiS),...
    czytaj dalej »


    Konferencja Antoniego Macierewicza na stronie Sejmu - zablokowana

    Dodano: 07.04.2014 [18:25]

    Konferencja Antoniego Macierewicza na stronie Sejmu - zablokowana  - niezalezna.pl

    foto: sejm.gov.pl

    Na oficjalnej stronie internetowej
    polskiego sejmu nie działa plik z konferencją prasową. Spotkanie z
    dziennikarzami, które odbyło się o godzinie 14:30 nie było dostępne na
    żywo, a do teraz wciąż nie jest możliwe jego odtworzenie.




    "Konferencja prasowa po konferencji Naczelnej Prokuratury Wojskowej" pod
    takim hasłem na stronie Sejmu pojawia się rzekomy zapis z wystąpienia
    Antoniego Macierewicza, jednak po włączeniu filmu
    - ten się nie wyświetla. Tym samym konferencja prasowa przewodniczącego
    parlamentarnego zespołu ds. zbadania katastrofy smoleńskiej jest
    niemożliwa do odtworzenia.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    52. Hanna Lis odtwarza


    Hanna Lis odtwarza eksperyment jednego z ekspertów Macierewicza. "Biorę dwie zapałki..."


    Hanna Lis odtwarza eksperyment jednego z ekspertów Macierewicza. "Biorę dwie zapałki..."

    - Biorę dwie zapałki między kciuk a palec
    wskazujący i tylko jedna z nich pęka - mówi Hanna Lis w programie "Po
    przecinku" w TVP Info, cytując słowa prof. Szuladzińskiego, jednego z
    ekspertów komisji Antoniego Macierewicza. Eksperyment ten ma wg niego
    dowodzić, że brzoza nie byłaby w stanie złamać skrzydła prezydenckiego
    tupolewa. Po swojej wypowiedzi Lis odtwarza ów eksperyment.

    Gościem Hanny Lis w programie "Po przecinku"
    był Maciej Lasek, przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków
    Lotniczych. Tematem rozmowy było dzisiejsze oświadczenie prokuratury o
    tym, że na pokładzie prezydenckiego tupolewa 11 kwietnia 2010 r. nie
    doszło do wybuchu oraz reakcje na te słowa Antoniego Macierewicza.

    Lis w studiu łamie zapałkę


    - Podczas jednej z konferencji smoleńskich, gdzie nie mają
    wstępu media takie jak TVP, prof. Szuladziński demonstruje eksperyment z
    zapałkami - mówi Hanna Lis, odtwarzając doświadczenie jednego z
    ekspertów zespołu Macierewicza. Jedna z zapałek trzymanych między
    palcami przez Lis łamie się, druga pozostaje cała. Według
    Szuladzińskiego miałoby to oznaczać, że brzoza nie byłaby w stanie
    złamać skrzydła prezydenckiego samolotu.

    Tak całą sytuację obrazuje kadrem z programu na swoim Twitterze Łukasz Mężyk, dziennikarz portalu 300polityka.pl:
    Zobacz obraz na Twitterze
    Lasek: Badanie wypadków lotniczych nie polega na badaniu puszek, parówek i zapałek


    - Prokuratura pokazała mechanizm niszczenia zarówno skrzydła,
    jak i drzewa. Myślę, że badanie wypadków lotniczych nie polega na
    badaniu puszek, parówek i zapałek - komentuje ów eksperyment Lasek,
    nawiązując do wcześniejszych badań ekspertów Macierewicza.


    Lis prosi też Laska o komentarz do słów wiceprzewodniczącego PiS,
    który powiedział, że blisko 700 próbek badanych przez prokuraturę "mogło
    być sfałszowane". To na ich podstawie ustalono, że na pokładzie
    samolotu nie doszło do wybuchu. - To jest jeden z najważniejszych
    argumentów Macierewicza, odrzucać wszystkie fakty - mówi Lasek.


    Przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych
    odnosi się też do słów Macierewicza, w których został nazwany "polskim
    ekspertem, który kłamie, by pogrążyć Polskę". - Trudno mi się odnieść do
    słów osoby, która czasem, jak mi się wydaje, nie wie, o czym mówi -
    mówi Lasek. - Macierewicz nie należy do grupy osób, które są w stanie
    mnie obrazić - dodaje.

    - Społeczeństwo już powoli
    przejrzało na oczy. Pół roku temu jeszcze 28 proc. Polaków wierzyło, że
    do katastrofy smoleńskiej doszło w wyniku zamachu, dziś jest to 14 proc.
    W USA
    11 proc. społeczeństwa wciąż wierzy, że za zamachami z 11 września 2001
    r. stał amerykański rząd. My chyba zbliżamy się więc do zwykłego
    poziomu braku zaufania w takich sytuacjach - podsumowuje rozmowę Lasek.

    "Nie po raz pierwszy Macierewicz spontanicznie reaguje na informacje, które usłyszy lub przeczyta"

    "Nie po raz pierwszy Macierewicz spontanicznie reaguje na informacje, które usłyszy lub przeczyta"

    - Nie po raz pierwszy pan poseł Antoni Macierewicz dość
    spontanicznie reaguje na informacje, które usłyszy lub przeczyta -...
    czytaj dalej »

    W opinii Jedynaka, członka zespołu ekspertów lotniczych, powołanego przy
    Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, możemy teraz ponownie zaobserwować
    rozgrywki polityczne wokół katastrofy smoleńskiej.

    Nie zgodził się z Macierewiczem, by to, że samolot rozpadł się na
    przynajmniej 60 tys. fragmentów - co stwierdzają badania archeologów
    obecnych w Smoleńsku - świadczyło o wybuchu na pokładzie tupolewa.

    -
    Wypadek w Smoleńsku był tragiczny, ale nie był to wypadek, który był
    wyjątkowy, bądź też jego przebieg był niepowtarzalny - powiedział
    Jedynak.

    Zwrócił przy tym uwagę, że historia wypadków lotniczych zna przypadki, kiedy samoloty rozpadały się na tysiące części.

    -
    Maszyny, olbrzymie tylko z zewnątrz, nie są przygotowane do tego, aby
    przejmować punktowe obciążenia. Cała struktura samolotu jest budowana w
    taki sposób, aby była wytrzymała, ale nie w zderzeniu z przeszkodami.
    Jest wytrzymała w stosunku do mas powietrza, ale w zderzeniu z
    przeszkodami nawet taka duża maszyna jest bezbronna i na skutek wypadku
    rozpada się na wiele drobnych elementów - wyjaśnił Jedynak.

    Dodał,
    że jest bardzo dużo wypadków, które można porównać do katastrofy
    smoleńskiej - zarówno pod względem sposobu, w jaki rozpadła się maszyna,
    jak i rozrzutu jej fragmentów. Przypomniał, że w przypadku choćby
    tragicznych wypadków Iłów-62 pod Warszawą (chodzi o samoloty "Kopernik" i
    "Kościuszko" - red.), maszyny te także rozpadły się na tysiące
    kawałków.
    Dla pana posła (Macierewicza - red.) i zespołu, którym kieruje nie
    tylko rozbicie samolotu na tak dużą liczbę fragmentów jest
    kontrowersyjne, ale także to, że po zderzeniu z brzozą może stracić
    część skrzydła - powiedział Jedynak.

    "Należy się zapoznać z opinią biegłych"

    Wyjaśnił
    też, dlaczego według niego Macierewicz nie ma racji, podważając ocenę
    biegłych, cytowaną przez prokuraturę, iż przedmiot, który spowodował
    rozdzielenie pnia brzozy, miał "podłużny, w przybliżeniu płaski kształt i
    przemieszczał się pod niewielkim kątem w stosunku do poziomu".

    W
    opinii Macierewicza, "drzewo zostało zniszczone przez spadającą wąską
    część czegoś, z góry uderzając na dół. Możliwe, że była to część
    związana z rozpadem samolotu, ale na pewno nie było to skrzydło będące
    częścią samolotu".

    - To, że samolot leci poziomo, nie znaczy, że
    jest poziomy. Samolot lecący poziomo jest skierowany trochę do góry -
    argumentował Jedynak.

    W jego opinii, najpierw należy szczegółowo zapoznać się z opinią
    biegłych, a nie tylko jej fragmentami, a dopiero potem się do niej
    odnosić.

    - Nie po raz pierwszy pan poseł dość spontanicznie reaguje na informacje, które usłyszy lub przeczyta - powiedział Jedynak.

    Macierewicz,
    dowodząc wybuchu na pokładzie tupolewa,  przedstawił zdjęcia, które -
    jak opisał - przedstawiają fragmenty burty salonki Tu-154M
    fotografowanej od wewnątrz na wysokości barków pasażerów, a także ich
    stóp. Wskazał, że części są "zwęglone i stopione od wewnątrz", mimo że
    na obszarze, na którym je znaleziono po katastrofie nie było
    widocznych śladów ognia.

    - Z drugiej strony mamy opinię biegłych
    prokuratury (wykluczającą wybuch - red.), którym ufam, ponieważ są to
    fachowcy. Uważam, że powinniśmy traktować poważnie ludzi, którzy
    pracują dla organizacji badających tego typu zdarzenia - powiedział
    Jedynak.

    Dodał, że naliczył grubo ponad 100 teorii rozbicia samolotu w Smoleńsku i wszystkie nie przetrwały zderzenia z dowodami.




    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    53. Świat: Śledztwo Smoleńskie to

    Świat: Śledztwo Smoleńskie to kpina.

    Komorowski: Przerabiamy to kilka lat

    Świat: Śledztwo Smoleńskie to kpina.<br />
Komorowski: Przerabiamy to kilka lat

    - Na razie jesteśmy w lesie, bo nie wiemy w zasadzie nic. Raport
    Millera jest dziurawy jak szwajcarski ser - stwierdził w...
    czytaj dalej »

    Według Jacka Świata, męża zmarłej w Smoleńsku Aleksandry Natalii- Świat,
    wszystko odbyło się zgodnie ze scenariuszem, jaki "można było
    przewidzieć". - Prokuratura zrobiła konferencję, ogłosiła swoje
    rewelacje jako niepodważalne fakty. Tymczasem my, poszkodowani,
    zostaliśmy postawieni w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ nie mieliśmy
    wcześniej wglądu w tę dokumentację - powiedział poseł PiS w "Kropce nad
    i".

    "Jesteśmy w lesie, bo nie wiemy nic"

    Dodał, że pełnomocnik
    części rodzin dostał wgląd do materiałów na 10 minut przed konferencją.
    Podkreślił, że trudno jest mu ustosunkowywać się do raportu, bo go
    praktycznie nie zna. - Wiem tylko to, co usłyszeliśmy od prokuratorów, a
    pytań jest bardzo wiele. Choćby takie: jakim cudem detektory (służące
    do wykrywania śladów materiałów wybuchowych - red.) działały tam, w
    Smoleńsku. Próbki były pół roku w Rosji, przyjechały tutaj, a detektory
    milczą. Są pytania o materiały wybuchowe - wyliczał poseł PiS.Zapytany o to, czy nie wierzy, że to była zwykła katastrofa lotnicza,
    odpowiedział, że to nie kwestia wiary, a dowodów. - Na razie jesteśmy w
    lesie, bo nie wiemy w zasadzie nic - stwierdził. Zaznaczył, że pytanie o
    ewentualne wybuchy jest ciągle pytaniem istotnym.

    Według Jacka
    Świata raport komisji Jerzego Millera jest "dziurawy jak szwajcarski
    ser". - Jest tam mnóstwo ewidentnych bzdur. Nie wyjaśniono, co się stało
    - powiedział.

    "Nie możemy cały czas podważać działań prokuratury"

    Maciej
    Komorowski, syn zmarłego Stanisława Komorowskiego nie zgodził się z
    wypowiedziami posła PiS. Jego zdaniem, konferencja prokuratury nie
    wyczerpuje i nie zamyka tematu badania okoliczności katastrofy, ale "nie
    możemy cały czas podważać działań prokuratury, bo komuś coś się nie
    podobają".

    Podkreślił, że nie czuje potrzeby, żeby zapoznawać się z
    ustaleniami prokuratury cztery dni przed ich prezentacją, bo to nie
    zmienia ustaleń śledczych. - To trochę szukanie dziury w całym i próba
    zdewaluowania wyników, pokazanych podczas konferencji - odpowiadał
    Komorowski Jackowi Światowi.

    "Rzuca się kłody pod nogi"

    Świat stwierdził natomiast, że obecna sytuacja na Krymie rzuca nowe
    światło na katastrofę smoleńską. - Skoro Rosja zajęła Krym, to może to
    świadczyć, że Rosja jest zdolna do działań gwałtownych - argumentował. -
    Przez cztery lata widzę, że to śledztwo to jedna wielka kpina. Nam
    poszkodowanym rzuca się kłody pod nogi. Widzę masę złej woli, wiec
    trudno, żebym miał chociaż elementarne zaufanie do prokuratury -
    zaznaczył.

    Dodał, że jako męża ofiary katastrofy interesuje go
    to co się wydarzyło w Smoleńsku, a czteroletnie śledztwo i raport
    Millera na to nie odpowiadają.

    Brakuje działań rządu by uczcić ofiaryWedług Komorowskiego z kolei, sytuacja na Krymie pokazuje, że Rosja jest
    tak mocna, że nie musiała robić "spisku przeciwko prezydentowi
    Kaczyńskiemu". - Oni nie mieli żadnego interesu - stwierdził.

    -
    Może poza jakimiś detalami, znamy przyczyny katastrofy Tu-145M. Piloci
    schodzili we mgle, podjęli nieracjonalną decyzję. Kokpit nie był
    sterylny. Przerabiamy to kilka lat - dodał.

    Podkreślił, że minęły
    cztery lata i brakuje mu działań rządu w sprawach uczczenia ofiar
    katastrofy. Zaapelował o to do ekipy Donalda Tuska.

    Manipulacje Kancelarii Prezydenta przy obchodach pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej.


    "Zostawimy tam płonący krzyż"

    01-04-2011

    EWA KOMOROWSKA O ROCZNICY KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ

    "Zostawimy tam płonący krzyż"

    - Boję się tych emocji, bo myślę, że niekoniecznie będą to dobre emocje - powiedziała w "Piaskiem po oczach" w TVN24 Ewa...czytaj dalej »


    Maciej Komorowski: Rosjanie łączyli się z nami w bólu
    Zdarzyło się wtedy coś, o czym będziemy pamiętać. Tysiące i miliony
    Rosjan łączyły się z nami w bólu. Czynili to spontanicznie, w serdecznym
    odruchu. Okazywali solidarność, którą byliśmy głęboko poruszeni.
    Uświadomiliśmy sobie też, że w Katyniu spoczywają obok polskich oficerów
    prochy tysięcy bezimiennych ofiar wielu narodów byłego Związku
    Radzieckiego, zamordowanych przez tych samych oprawców stalinowskiego
    systemu masowych zbrodni - dodał.

    Przemówienie Macieja Komorowskiego podobnie jak prezydentowej Anny
    Komorowskiej podczas sobotnich uroczystości w Smoleńsku było tłumaczone
    na rosyjski.

    Komorowski wspomniał także, że jakiś czas temu premier Donald Tusk powiedział o jego ojcu: dobry człowiek, wybitny dyplomata.

    - Wiem, że gdyby w tym miejscu stał mój tata, apelowałby, abyśmy
    postarali się o więcej dyplomacji w naszych wzajemnych relacjach -
    mówił. - Ale mój ojciec, tak jak wasi bliscy, zginął tragicznie na tej
    ziemi - dodał.

    Komorowski przytoczył wiersz Wisławy Szymborskiej.

    "Dobrze, że przyszłaś - mówi. Słyszałaś, że we czwartek rozbił się samolot?
    No więc właśnie w tej sprawie przyjechali po mnie. Podobno był na liście pasażerów.
    No i co z tego, może się rozmyślił. Dali mi jakiś proszek, żebym nie upadła.

    Potem mi pokazali kogoś, nie wiem kogo. Cały czarny, spalony oprócz jednej ręki.
    Strzępek koszuli, zegarek, obrączka. Wpadłam w gniew, bo to na pewno nie on.
    Nie zrobiłby mi tego, żeby tak wyglądać. A takich koszul pełno jest po sklepach.

    A ten zegarek to zwykły zegarek. A te nasze imiona na jego obrączce
    to są imiona bardzo pospolite. Dobrze, że przyszłaś. Usiądź tu koło mnie.
    On rzeczywiście miał wrócić we czwartek. Ale ile tych czwartków mamy jeszcze w roku.

    Zaraz nastawię czajnik na herbatę. Umyję głowę, a potem, co potem,
    spróbuję zbudzić się z tego wszystkiego. Dobrze, że przyszłaś, bo tam było zimno,
    a on tylko w tym takim gumowym śpiworze, on, to znaczy ten tamten nieszczęśliwy człowiek.
    Zaraz nastawię czwartek, umyję herbatę, bo te nasze imiona przecież pospolite".

    PAP


    - Pamięci 96 Polaków na czele z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim, którzy 10... czytaj więcej »

    Tajemnicza zamiana



    Na krótko przed uroczystościami pierwszej rocznicy katastrofy

    smoleńskiej odkryto, że doszło do zamiany tablicy na kamieniu

    upamiętniającym miejsce katastrofy.



    Na nowej dwujęzycznej (polsko-rosyjskiej) tablicy znajduje się napis:

    "Pamięci 96 Polaków na czele z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej

    Lechem Kaczyńskim, którzy zginęli w katastrofie lotniczej pod

    Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku".


    "Sądziliśmy, że Rosja odstąpi od zamiaru usunięcia tablicy"

    20:19

    WICESZEF MSZ: OD DAWNA ZGŁASZANO ZASTRZEŻENIA

    "Sądziliśmy, że Rosja odstąpi od zamiaru usunięcia tablicy"

    -
    Od dłuższego czasu strona rosyjska zgłaszała fundamentalne zastrzeżenia
    ws. tablicy, ale mieliśmy dane, że odstąpi od zamiaru...czytaj dalej »
    Od dłuższego czasu strona rosyjska zgłaszała
    fundamentalne zastrzeżenia ws. tablicy, ale mieliśmy dane, że odstąpi od
    zamiaru jej usunięcia - mówił w "Faktach po Faktach" wiceszef MSZ
    Henryk Litwin. Zapowiedział też, że MSZ w sprawie tablicy nie będzie
    oficjalnie interweniować.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    54. Walka o Prawdę o Katastrofie Smoleńskiej (05.04.2014)

    Małgorzata Wasserman w "Aktualnościach Dnia"
    Radio Maryja

    ---------------------------------

    Najważniejsze

    Mec. Wassermann: mam zerowe zaufanie do pobranego trzy lata po
    zdarzeniu materiału. Zaufanie spada poniżej zera, gdy jest on
    przechowywany w Rosji.

    http://wpolityce.pl/smolensk/190531-mec-wassermann-mam-zerowe-zaufanie-d...

    „Słyszeliśmy, że badano szczątki
    ekshumowanych ofiar na okoliczność obecności materiałów wybuchowych. To
    nie jest prawda. Nie pobrano materiału ze zwłok mojego ojca. Powiedziano
    mi wprost, że na tamtym etapie nikt nie brał pod uwagę, że takie
    ekspertyzy będą wykonywane”.



    Bezradna prokuratura

    ROZMOWA z Dorotą Skrzypek, żoną Sławomira Skrzypka, prezesa NBP, który zginął pod Smoleńskiem

    Mijają cztery lata od katastrofy samolotu
    Tu-154M, tymczasem prokuratura wojskowa informuje, że czeka na prawie 30
    ekspertyz, w tym od lekarzy sądowych. Jak Pani ocenia to tempo
    procedowania?

    – Jest ono dla mnie niezrozumiałe i muszę przyznać, że nie sposób
    oprzeć się wrażeniu, że prokuratura jest w tym śledztwie bezradna. Z
    jednej strony wyliczane są rzeczy, które prokuratorzy chcieliby, aby
    były zrobione – i to jest oczywiste i logiczne – a z drugiej strony
    słyszymy, że wciąż czekają na realizację wnioski o pomoc prawną
    skierowane do Federacji Rosyjskiej, w tym także te podstawowe dotyczące
    danych meteorologicznych, wyposażenia czy obsługi lotniska. Po czterech
    latach prokuratura nie dysponuje podstawowymi informacjami.

    Można powiedzieć, że wątek obejmujący działania strony rosyjskiej w ogóle nie został przebadany?

    – Tak, i to mnie bardzo niepokoi. Poraziło mnie też stwierdzenie płk.
    Ireneusza Szeląga, który przyznał, że na każdym spotkaniu ze stroną
    rosyjską poruszany jest wątek zwrotu wraku samolotu, a mimo to polscy
    śledczy nie mają żadnych informacji, kiedy to nastąpi. Jesteśmy
    zwyczajnie ignorowani. To potwierdziły też słowa pana pułkownika, który
    przyznał, że strona rosyjska nie informuje nas również o postępach w
    prowadzonym przez Komitet Śledczy FR śledztwie. Dodam tylko, że
    konferencja prokuratorów, która się odbyła, szczegółowo poinformowała
    stronę rosyjską, na jakim etapie jesteśmy. Pocieszające było to, że
    prokuratura mocno zaznaczyła, że wrak, rejestratory są własnością
    Polski, dowodem w sprawie, a nie – jak twierdzą niektórzy – szczątkami o
    wartości sentymentalnej, które nie są nam potrzebne. Uważam, że te
    dowody muszą wrócić do kraju. Nie ma innej możliwości. I nikt przy
    zdrowych zmysłach nie powinien brać pod uwagę innego scenariusza.

    Większość informacji przekazanych przez śledczych była znana opinii publicznej. Był element, który Panią zaskoczył?

    – Wstrząsnęło mną to, że prokuratura nie zleciła badań kamizelek
    kuloodpornych funkcjonariuszy BOR, którzy zginęli w katastrofie. Może
    nie znam się na tym, jak prowadzi się śledztwo, ale jeśli badano ich
    broń, to oczywiste wydaje się, że podobnie powinno postąpić się wobec
    całego wyposażenia, jakie BOR zabrało ze sobą na pokład samolotu.
    Zaniepokoiła mnie też informacja, że prokuratura nie jest w stanie
    jednoznacznie wskazać, że przedmioty, które utkwiły w brzozie,
    pochodziły z Tu-154M. Sugerowanie, że śledczy są przyzwyczajeni do tego
    typu opiniowania, pozostawiającego „furtkę”, jest dla mnie
    niezrozumiałe. Jak można twierdzić, że być może są to elementy tego
    samolotu, a być może nie? Przecież znamy katastrofy lotnicze, po których
    badacze dokonywali rekonstrukcji samolotów, i to pozwalało na
    jednoznaczne stwierdzenie, które elementy pochodzą z danego samolotu, a
    które nie.

    To znaczy, że jesteśmy na początku badań?

    – Tak to wygląda. Szczególnie że prokuratorzy na podstawowe pytania
    nie byli w stanie udzielić jednoznacznych odpowiedzi. Zobaczyłam
    bezradną prokuraturę. Wystarczyły dwa dodatkowe pytania dziennikarzy, by
    śledczy stwierdzili, że nie wiedzą chociażby, jaki lakier był na
    skrzydle samolotu, a jaki na drzewie, że można to zweryfikować na
    zdjęciach w internecie. Proszę wybaczyć, ale po takiej konferencji można
    wysnuć naprawdę porażające wnioski – cztery lata po katastrofie, a
    prokuratura jest na początku śledztwa. Jak się domyślam, wynika to też z
    ograniczonego dostępu do dowodów, które są na terenie Rosji.
    Prokuratorzy nie chcieli tego przyznać wprost, ale przecież wiemy o tym,
    że wszystkie próbki pobierane przez biegłych były odsyłane do Moskwy,
    tam „leżakowały” przez kilka tygodni, miesięcy, a potem były odsyłane do
    Polski. Ja bym tej procedury nie nazwała „nieskrępowanym dostępem” do
    dowodów. Co więcej, każde kolejne badanie oznacza rozpoczynanie
    procedury międzynarodowej pomocy prawnej. Taki jest ów dostęp.

    Śledczy uspokajali jednak, że eksperci przeprowadzili wszystkie badania, na jakie zgłaszali zapotrzebowanie.

    – To bardzo ogólnikowe stwierdzenie, a ja oczekuję precyzyjnych
    odpowiedzi. Mówienie, że wszystko, co było potrzebne, zostało
    przebadane, może i jest uspokajające, ale kiedy wejdziemy w szczegóły,
    okazuje się, że za tymi słowami nie stoi nic. W mojej ocenie,
    prokuratura na wiele podstawowych pytań nie jest w stanie udzielić
    odpowiedzi albo odpowiedź jest taka jak w przypadku kamizelek
    kuloodpornych BOR. Szczególnie zaniepokoił mnie sposób narracji w
    odniesieniu do dokumentacji medycznej wszystkich ofiar katastrofy.
    Poszkodowane rodziny mogły mieć dostęp zarówno do dokumentacji
    rosyjskiej, jak i tej wykonanej w kraju (w dziewięciu ekshumowanych
    przypadkach) i wiemy, że w dokumentach przekazanych z Rosji nie było
    drobnych niejasności, czy – jak twierdzi prokuratura – nie były one
    „nieprecyzyjne”. Nie można nazwać opisywania w sekcji zwłok organów,
    które nie istnieją, inaczej jak fałszerstwem dokumentów. Do tego, jeśli
    wszystkie sekcje wykonane w Polsce udowodniły, że dokumenty rosyjskie
    były fałszowane czy – jak chce prokuratura – były one nieprecyzyjne, to
    nie jest to wystarczająca podstawa do wysnucia wniosku, że cała
    dokumentacja była nieprawdziwa? Logika każe mieć takie wątpliwości.

    Przywołane przez śledczych wnioski z opinii fizykochemicznej CLKP wyczerpały wątek wybuchu?

    – Przyznam, że nawet prokuratura uniknęła tu jednoznacznej
    odpowiedzi, odsyłając zainteresowanych do materiałów z konferencji. Nie
    wiemy np., dlaczego w Smoleńsku spektrometry w tak wielkiej ilości
    wskazywały na obecność materiałów wybuchowych. Nie mówimy tu o kilku
    wskazaniach, bo przecież przebadano – bagatela – 700 próbek. Czy zatem
    prokuratura bierze pod uwagę, że użyty sprzęt był niewłaściwy? Nie wiemy
    też, jakie związki wywołały takie reakcje tych urządzeń. To oczywiste,
    że nie chciałabym, aby stwierdzono obecność materiałów wybuchowych. Ale
    oczekuję, że ta sprawa będzie do końca wyjaśniona. Tymczasem nie wiem,
    dlaczego spektrometry dawały takie, a nie inne odczyty, nie wiem,
    dlaczego podczas drugiego wyjazdu biegłych zrezygnowano z jednego z
    urządzeń, które jako jedyne zapisywało dane w swojej pamięci. Nie każdy
    jest ekspertem. Trzeba było wszystko wyjaśnić tak, by zrozumiałe stało
    się to, dlaczego najwyższej jakości sprzęt pomylił się tyle razy i co
    było tego przyczyną. Ja tego w dalszym ciągu nie wiem. Podobno
    odpowiedzi można poszukać w opublikowanych materiałach. Cieszę się, że
    dziennikarze są tak dobrze traktowani przez prokuraturę wojskową, ale
    osoby pokrzywdzone w tym śledztwie zostały tu pominięte i my, członkowie
    rodzin, nie mieliśmy szans zadać żadnych dodatkowych pytań.

    Mówiąc o śledztwie, zajmujemy się małymi szczegółami, ale wiarygodnego, całościowego obrazu przebiegu katastrofy wciąż brakuje.

    – Zespół biegłych pracujący dla prokuratury pełny obraz będzie
    układał właśnie z tych małych szczegółów i niepokojące jest, że wiele z
    niezbędnych badań wykonywanych jest dopiero po czterech latach. Dlaczego
    dzieje się to tak późno? Szczególnie, że podobno mamy nieograniczony
    dostęp do dowodów. Mamy wiele do zrobienia i – co zresztą zaznaczyła
    prokuratura – w dalszym ciągu nie jest wykluczony żaden z wątków
    śledztwa. Szkoda tylko, że Polska jest u Rosjan petentem w tym
    śledztwie. Widać to dosłownie na każdym kroku, choć nasi śledczy nie
    chcą tego powiedzieć wprost.

    Dziękuję za rozmowę.

    Marcin Austyn

    Dowodu na wybuch nie ma

    Biegli wykluczają wybuch na pokładzie Tu-154M, ale prokuratura nie zamyka wątku „udziału osób trzecich”

    Z opinii biegłych Centralnego Laboratorium
    Kryminalistycznego Policji wynika, że na pokładzie tupolewa nie doszło
    do wybuchu. Opinię fizykochemiczną eksperci z CLKP wydali po zbadaniu
    ponad 700 próbek. – Były to próbki pobrane ze szczątków samolotu Tu-154
    nr 101, próbki gleby zabezpieczone z miejsca katastrofy i z miejsc do
    niej przyległych, próbki pobrane z pnia brzozy i tkwiących w niej
    fragmentów metalowych, próbki z foteli samolotów – wyliczał wczoraj płk
    Ireneusz Szeląg, szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
    Zbadano także próbki pobrane z ciał ofiar ekshumowanych w Polsce. Biegli
    mieli również dostęp do przedmiotów z miejsca katastrofy znajdują- cych
    się w Centrum Szkolenia Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim.

    – W przekazanych do analizy próbkach z ciał nie ujawniono śladów
    materiałów wybuchowych – zaznaczył płk Szeląg, wyliczając trotyl,
    heksogen, nitroglicerynę, pentryt i „substancje będące produktami ich
    degradacji”. – Szczątki samolotu Tu-154 nr 101 zlokalizowane w budynku
    laboratorium, na placu pod namiotem i w trójkomorowej szopie na lotnisku
    wojskowym Smoleńsk Północny nie noszą śladów wskazujących na działanie
    wybuchu punktowego pochodzącego od skondensowanych materiałów
    wybuchowych w strefach kruszącej i bliskiego oddziaływania – powiedział
    szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej. Nie można jednak ocenić uszkodzeń
    mechanicznych ze względu „na zbyt duże podobieństwo wywołane uderzeniem
    samolotu o ziemię”.

    Rozłożenie szczątków samolotu i ułożenie ciał ofiar „nie noszą cech
    charakterystycznych dla wybuchu przestrzennego”, czyli „działań
    paliwo-powietrznych lub pyłowo-powietrznych” mogących mieć miejsce w
    kadłubie samolotu.

    Biegli odnieśli się również do wskazań używanego w badaniach w
    Smoleńsku spektrometru ruchliwości jonów. Szeląg, przytaczając opinie
    ekspertów, stwierdził, że działają one tak, że „każdy związek chemiczny,
    z którego w procesie jonizacji powstają jony zbliżone do ruchliwości
    jonów wygenerowanej z cząstek materiałów wybuchowych, może być źródłem
    fałszywie pozytywnego alarmu”. Jeżeli w danym miejscu znajduje się dużo
    związków chemicznych, to „wzrasta prawdopodobieństwo takiego zdarzenia”.

    Szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej dodał, że prokuratorzy wykonali
    wszystkie zaplanowane czynności w zakresie tego wątku. Jednak gdyby
    pojawiło się coś nowego, mogą wrócić do dalszych badań.

    Zenon Baranowski

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    55. JAK OBRAZIĆ NAJMITĘ ZA KASĘ?

    Maciej Lasek: "Macierewicz nie jest w stanie mnie obrazić"

    Widziałem już ekspertyzy budowane na puszkach i na parówkach. Myślę, że nie na tym polega badanie wypadków lotniczych. My swoje ustalenia przedstawialiśmy również na forach międzynarodowych ekspertów związanych z badaniem wypadków lotniczych i nigdy nie było opinii, że ten wypadek został źle zbadany. Wręcz przeciwnie wskazywano, że został zbadany wyjątkowo drobiazgowo – przekonywał Maciej Lasek, przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, gość programu „Po przecinku” w TVP Info, komentując najnowsze ustalenia prokuratury i eksperymenty ekspertów zespołu Antoniego Macierewicza.Naczelna Prokuratura Wojskowa poinformowała dziś, że według ustaleń biegłych, na pokładzie prezydenckiego samolotu Tu-154 M, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku, nie doszło do wybuchu materiałów wybuchowych. Antoni Macierewicz ripostował kilka godzin później, że próbki mogły zostać sfałszowane, a według niego w samolocie doszło do dwóch wybuchów: w salonce i na skrzydle

    – To jest jeden z najważniejszych argumentów pana posła Macierewicza, odrzucać wszystkie fakty. Chciałem zaznaczyć, że prokuratura zasięgnęła opinii biegłych, czyli specjalistów. W zespole posła Macierewicza nie ma żadnych specjalistów, którzy mogliby się odnieść do tych materiałów – mówił Maciej Lasek. – Zadałbym pytanie Macierewiczowi, ile wypadków lotniczych zbadali ci wybitni specjaliści? Przypominam, że badania wypadków nie prowadzi się w formie publicystyki, czyli artykułów nawet uznanych dzienników, tylko badanie prowadzą specjaliści – dodał.

    Przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych wskazywał, że rozpad prezydenckiego samolotu był typowy dla katastrof lotniczych, w których samolot z dużą prędkością zderza się. – To naprawdę nie wymaga dużo czasu i energii, aby obejrzeć zdjęcia z innych takich wypadków, bo tylko do tego poseł Macierewicz miał dostęp. Wymaga to jedynie dobrej woli. W przeciwieństwie do posła Macierewicza i jego grupy, członkowie komisji Millera byli na miejscu wypadku i badali ten wrak. Niezależność według posła Macierewicza to jest powtarzanie jego zdania. Ja się z tym nie zgadzam. Niezależność to prowadzenie badań zgodnie z zasadami – podkreślał Lasek.

    „Ekspertyzy na parówkach? Nie na tym polega badanie wypadków”



    – Widziałem już ekspertyzy budowane na puszkach i na parówkach. Myślę, że nie na tym polega badanie...



    „Nie zostałem wynajęty, aby kłamać”



    – Bardzo żałuję współpracy z PiS. Gdybym wiedział, że ta sprawa będzie miała przede wszystkim...

    Rogalski pyta o zdrowie psychiczne Macierewicza

    Me­ce­nas Rafał Ro­gal­ski w Radiu ZET po­wie­dział, że jego zda­niem są "re­al­ne i uza­sad­nio­ne" po­dej­rze­nia co do zdro­wia psy­chicz­ne­go An­to­nie­go Ma­cie­re­wi­cza. Były peł­no­moc­nik Ja­ro­sła­wa Ka­czyń­skie­go przed­sta­wił pro­ce­du­rę, która umoż­li­wi­ła­by pro­ku­ra­tu­rze po­wo­ła­nie bie­głe­go do zba­da­nia stanu zdro­wia psy­chicz­ne­go wi­ce­pre­ze­sa Prawa i Spra­wie­dli­wo­ści.
    Gdy prowadząca program Monika Olejnik zapytała, czy "Rogalski sugeruje, że Antoni Macierewicz ma kłopoty z głową", ten odpowiedział: "niczego nie sugeruję, ale zajmuję się naukowo kwestią opiniowania psychologicznego i psychiatrycznego w procesie karnym". - Uważam, że są wątpliwości. Realne i uzasadnione – dodał Rogalski.

    "Wybuchu na pewno nie było"

    Mecenas podkreślił, że nie zgadza się z tezami przedstawionymi wczoraj na konferencji prasowej. – Materiał zgromadzony przez Wojskową Prokuraturę Okręgową jednoznacznie wskazuje, że zamachu nie było. Nie było wybuchu bomby na pokładzie ani zestrzelenia tego samolotu. Nie stwierdzono odkształceń, które są charakterystyczne dla wybuchu – tłumaczył Rogalski.

    Mecenas przypomniał, że profesor Jan Obrębski, który dostarczył Antoniemu Macierewiczowi argumentów na rzecz wybuchu, "skompromitował się w prokuraturze".

    – Powiedział, że jeżeli chodzi o lotnictwo, to sklejał modele w dzieciństwie, obserwował jak się zachowują w czasie lotu skrzydła i silnik, a jeśli chodzi o materiały wybuchowe, to po drugiej wojnie światowej widział wybuchające stodoły. Trudno traktować tego człowieka poważnie – stwierdził Rogalski.

    Prokuratura może zbadać psychikę Macierewicza? "Jest paragraf..."


    uzasadnione podejrzenia co do zdrowia psychicznego Macierewicza - uważa
    były pełnomocnik prezesa PiS. Jego zdaniem prokuratura powinna powołać
    biegłego.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    56. CYNGLE CZERSKIE REZONUJĄ :)) kUBLIKACJĄ

  • Spiskowcy w odwrocie

    To dobrze, że wojskowa prokuratura badająca katastrofę smoleńską
    zdecydowała się wreszcie wystąpić z jasnym komunikatem obalającym
    "wybuchy" Antoniego Macierewicza, które napędzają polityczny wehikuł
    PiS.


    Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski

  • Seremet: Koniec hipotezy wybuchu. Co do zamachu prokuratura się wstrzymuje
    Koniec hipotezy
    o wybuchu, co do zamachu prokuratura wstrzymuje się przed ostatecznym
    rozstrzygnięciem, dlatego że przedmiotem zamachu nie musiało być użycie
    tych metod, które byłyby właściwe dla wybuchu - powiedział na antenie
    RMF FM prokurator...

    Trzy z czterdziestu

    Tylko trzy kawałki metali, które utkwiły w
    pniu brzozy, „najprawdopodobniej pochodzą z elementów konstrukcyjnych
    skrzydła samolotu”
    . Biegli zabezpieczyli ok. 40 takich fragmentów.

    – Biegli stwierdzili w opinii, że przedmiot, który spowodował
    rozdzielenie pnia brzozy, miał podłużny, w przybliżeniu płaski kształt i
    przemieszczał się pod niewielkim kątem w stosunku do poziomu –
    zaznaczył płk Ireneusz Szeląg. – W trakcie działania przedmiotu na pień
    nastąpiło jego owijanie wokół pnia, a następnie jego rozdzielenie. Na
    powierzchnię fragmentów drewna działały siły tnące, zginające oraz
    zgniatające, które doprowadziły do powstania charakterystycznych śladów.
    W wyniku takiego działania mechanicznego nastąpiło rozdzielenie tych
    fragmentów drewna – dodał. Według biegłych, fragmenty metalu znalezione w
    brzozie mogą pochodzić z tupolewa, który uległ katastrofie w Smoleńsku.

    – Na podstawie analizy uszkodzeń fragmentów drewna oraz
    przeprowadzonych badań dowodowych fragmentów metali ujawnionych i
    zabezpieczonych z pnia biegli stwierdzili, że uszkodzenia te mogły być
    spowodowane przez uszkodzenia samolotu Tu-154M nr 101. Z pnia brzozy
    wydobyto drobne metalowe elementy, których struktura i skład
    pierwiastkowy odpowiadają stopom aluminium stosowanym m.in. w lotnictwie
    do części konstrukcyjnych – podkreślił Szeląg. Dodał, że trzy fragmenty
    metali w pniu brzozy „najprawdopodobniej pochodzą z elementów
    konstrukcyjnych skrzydła samolotu”, zaś „co do kolejnych siedmiu
    fragmentów metali biegli nie mogą wykluczyć, że one mogą pochodzić z
    tego samolotu”.

    – Aktualnie prokuratorzy rozważają kwestię dalszych szczegółowych
    badań w celu ewentualnego doprecyzowania charakteru pozostałych
    fragmentów metalowych – zaznaczył prokurator. Na pochodzenie tych
    fragmentów z polskiego tupolewa mogą również wskazywać wyniki badań z
    powłoki lakierowej.

    Badania toksykologiczne

    Prokuratorzy przypomnieli opinię toksykologiczną mówiącą, że zarówno
    gen. Andrzej Błasik, załoga, personel pokładowy, jak i funkcjonariusze
    BOR byli trzeźwi w momencie katastrofy.

    Szeląg przypomniał również, iż według zespołu biegłych medyków
    sądowych ciała ekshumowanych ofiar miały typowe obrażenia wypadku
    lotniczego. – Przeprowadzone badania pośmiertne zwłok nie wykazały
    zmian, których mechanizm powstania mógłby być inny niż charakterystyczny
    dla przebiegu katastrofy komunikacyjnej – powiedział Szeląg.

    Biegli wykluczyli także długotrwałe przebywanie badanych osób w
    atmosferze zawierającej znaczne stężenie tlenku węgla. Dopytywani przez
    dziennikarzy prokuratorzy stwierdzili, że stopień wysycenia hemoglobiny
    tlenkowęglowej waha się między 1 a 10 proc., a tylko w jednym przypadku
    jest 19 proc., co jest jednak tłumaczone tym, że u osób palących jest
    dopuszczalne wyższe stężenie, do 15 proc. hemoglobiny tlenkowęglowej.

    Wrak musi wrócić

    – Wrak, to, co się znajdowało na jego pokładzie, musi wrócić na teren
    Polski, to jest rzecz jasna – podkreślił prokurator Szeląg, dopytywany o
    możliwość zakończenia śledztwa bez obecności wraku i czarnych skrzynek
    na terenie Polski. – Podejmujemy wszelkie starania, aby wrak powrócił do
    Polski – dodał. – Oczywiste jest, że biegli nie skończyli swojej pracy.
    Jeżeli powstanie sytuacja, że będzie potrzeba zbadania wraku, a wrak
    nie będzie się znajdował na terenie Polski, to przygotujemy kolejny
    wniosek – zapewnił prokurator.

    Jednak, jak zaznaczył, jest możliwość zakończenia śledztwa bez
    obecności wraku na terenie Polski. Dodał jednak, że taka odpowiedź jest
    przedwczesna, ponieważ strona rosyjska nigdy nie powiedziała, że go nie
    odda. Prokuratura rozważa też inny wariant. – Jakby się okazało, że
    zachodzą przesłanki do zakończenia śledztwa, a wraku nie ma na
    terytorium RP, a przeprowadzono wszystkie konieczne czynności, to
    śledztwo może się zakończyć – zaznaczył prokurator.

    Szeląg podkreślił, że „na dziś” nie widzi groźby przedawnienia karalności ścigania w śledztwie w sprawie katastrofy.

    Prokuratura nie chce także rozstrzygać o odpowiedzialności rosyjskich
    kontrolerów lotu. – Oczekujemy na realizację pomocy prawnej. W tej
    chwili wypowiadanie się, czy prokurator rozstrzygnie o odpowiedzialności
    rosyjskiego personelu naziemnego, jest przedwczesne, bo nie mamy tych
    dokumentów – stwierdził Ryszard Filipowicz, zastępca szefa WPO.
    Prokuratura podkreśliła, że obecny stan śledztwa nie pozwala na jego
    merytoryczne zakończenie, ponieważ śledczy nadal czekają na realizację
    wniosków o pomoc prawną z Rosji oraz blisko 30 innych opinii. – Chociaż
    większość z 24 wniosków została zrealizowana, to nadal oczekujemy w
    szczególności na nadesłanie i zwrot szczątków samolotu Tu-154M nr 101
    wraz z rejestratorami parametrów lotu oraz pochodzącymi z niego innymi
    agregatami i urządzeniami, dokumentacji dotyczącej lotniska w Smoleńsku,
    jego wyposażenia, osób pracujących na lotnisku 7 i 10 kwietnia 2010 r.,
    w szczególności grupy kierowania lotami, oraz aktów normatywnych,
    regulujących system sprawowania kontroli ruchu lotniczego na lotnisku w
    Smoleńsku – wyliczał prokurator.

    Poza tym jest przeprowadzanych blisko 30 opinii biegłych, m.in.
    cztery opinie fonoskopijne przygotowywane przez Instytut Ekspertyz
    Sądowych w Krakowie, dotyczące m.in. nagrań audio z wieży w Smoleńsku i
    samolotu Jak-40, a także określenia stanu emocjonalnego osób, których
    wypowiedzi zarejestrowano w nagraniu z kokpitu tupolewa, który uległ
    katastrofie.

    Żale prokuratury

    Szeląg, naciskany przez dziennikarzy, przyznał, że śledztwo
    prowadzone jest w trudnej sytuacji, bo „z jednej strony nas likwidują”,
    pojawiają się także „groźby” posłanki, że będą objęci specustawą, a z
    innej strony są „obiektem wyzwisk”.

    Prokurator powiedział jednak, że prokuratorzy nie odbierają jako
    nacisku wypowiedzi ministra sprawiedliwości Marka Biernackiego, który
    uznał, że śledztwo należy już zakończyć, jak również wypowiedzi innych
    polityków. – To powinno być przyczynkiem do dyskusji, czy zasadne jest
    oddzielenie prokuratury od ministerstwa – ocenił szef WPO i dodał, że
    prokuratura będzie nadal prowadzić śledztwo w oparciu o kodeks
    postępowania karnego, „który nie przewiduje żadnego udziału w tym
    postępowaniu ministra sprawiedliwości”. Szeląg emocjonalnie zareagował
    na zarzuty o działania prokuratorów w pierwszych dniach po katastrofie. –
    Byłem w Smoleńsku jako jeden z pierwszych funkcjonariuszy państwa
    polskiego, który próbował cokolwiek tam robić – podkreślił Szeląg.

    Zenon Baranowski



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    57. Interes rządu ważniejszy od

    Interes rządu ważniejszy od polskiej racji stanu

    Z posłem Prawa i
    Sprawiedliwości Stanisławem Piotrowiczem, wiceprzewodniczącym
    parlamentarnego zespołu badającego okoliczności katastrofy smoleńskiej,
    rozmawia Mariusz Kamieniecki

     

    Zbliżamy się do czwartej rocznicy
    katastrofy smoleńskiej. Pan był 10 kwietnia 2010 r. w Katyniu, oczekując
    na prezydenta Lecha Kaczyńskiego i całą polską delegację. Jak z
    perspektywy kilku lat wspomina Pan tamte wydarzenia?

    – To były bardzo dramatyczne chwile. W
    pierwszym momencie to, co do nas docierało, wydawało się niemożliwe.
    Każdy z nas, oczekujących na prezydenta Kaczyńskiego, miał świadomość,
    że samoloty przewożące najważniejsze osoby w państwie są
    najbezpieczniejsze na świecie. Najbezpieczniejsze m.in. dlatego, że są
    strzeżone przez służby specjalne danego państwa, które ma obowiązek
    chronić swych najważniejszych przedstawicieli. Swojego prezydenta
    pilnuje się jak oka w głowie.

    Wśród tych, którzy lecieli tym samolotem,
    byli też i tacy, którzy nigdy nie zdecydowaliby się na podróż samolotem.
    Uczynili wyjątek, bo mieli pewność, ufali, że samolot, którym lecą,
    jest bezpieczny. Jako prokurator, prawnik, uświadomiłem sobie, że
    musiało się wydarzyć coś dramatycznego, że nie była to zwykła
    katastrofa. Przez głowę przewinęła się także myśl o zamachu, co w
    przypadku katastrof z udziałem najważniejszych osób w państwie musi być
    brane pod uwagę jako pierwsza wersja.

    Nie mając jednak żadnych dowodów, starałem
    się zwalczyć w sobie tę myśl, żeby kogoś niesłusznie nie ocenić, nie
    skrzywdzić swoimi podejrzeniami. Potem był powrót do Polski i
    rozważania, jak do tego mogło dojść, żałoba, pogrzeby i pożegnania wielu
    osób, które przecież dobrze znałem. Z wieloma jeszcze w przeddzień
    rozmawiałem, jak chociażby z Januszem Kochanowskim,  Zbigniewem
    Wassermanem, prezesem Januszem Kurtyką czy z Przemysławem Gosiewskim, i
    chyba nie był to przypadek, ale pożegnanie, o którym wówczas jeszcze nie
    wiedziałem.    

    Jak Pan ocenia postawę polskiego rządu i oddanie śledztwa smoleńskiego w ręce Rosjan?

    – To było coś niezrozumiałego. Przecież
    wszyscy mieliśmy żywo w pamięci  głosy krytyki pod adresem Rosjan,
    prokuratury rosyjskiej odnośnie do prowadzonych śledztw, także śledztw
    ważnych dla samej Rosji. Mam tu na myśli chociażby śledztwo w sprawie
    tragedii w szkole w Biesłanie, w sprawie zabójstw Litwinienki i
    Politkowskiej czy śledztwo w sprawie zatonięcia okrętu „Kursk” i rozpacz
    rodzin, które zginęły na tym statku.

    Pamiętamy przecież sprzeciwy i szukanie
    pomocy w wyjaśnieniu tych spraw na Zachodzie, bo Rosja nie stanęła na
    wysokości zadania. W tej atmosferze, ku mojemu zdumieniu, polski rząd
    postanowił oddać całość dochodzenia w sprawie katastrofy w Smoleńsku w
    ręce Rosjan. Oczywiście zaraz potem zmieniła się narracja ze strony
    większości mediów w Polsce, które zaczęły przytakiwać takiej decyzji,
    wskazując Rosję jako kraj, który zadeklarował rzetelne zbadanie sprawy,
    który nie ma żadnego interesu w ukrywaniu prawdy itp.

    Do dziś nie mogę zrozumieć, jak w jednym
    momencie można było przestawić swoje myślenie o 180 stopni. Za tym
    poszły deklaracje rządu o pozostawieniu w Rosji do zakończenia
    postępowania sądowego wraku samolotu czy czarnych skrzynek. Z kolei z
    drugiej strony padło stwierdzenie, że Rosja nie wyobraża sobie, żeby
    polscy śledczy doszli do innych konkluzji niż śledczy rosyjscy.

    Jak Pan to wówczas odebrał?

    – Przyznam, że byłem tym zszokowany, ale
    jeszcze bardziej zszokował mnie brak reakcji na takie stwierdzenie po
    polskiej stronie. Dzisiaj szczególnie mam to na uwadze, kiedy widzę, jak
    polscy śledczy „sprężają się”, żeby nie uczynić niczego, co
    doprowadziłoby do innych ustaleń niż ustalenia rosyjskie. Można odnieść
    wrażenie, że czują się tamtymi słowami związani czy zobligowani i, poza
    mało istotnymi sprawami, w kwestiach zasadniczych ich oceny nie różnią
    się od ustaleń MAK czy Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej.

    A zabezpieczenie dowodów...

    – Przez wiele lat robiłem to i zasada jest
    taka, że należy postępować tak, żeby niczego nie zniszczyć, niczego nie
    uszkodzić czy przypadkiem nie zatrzeć śladów, które w toku postępowania
    mogą mieć decydujące znaczenie. Oględziny statyczne, a więc pierwsza
    faza, która polega na tym, żeby niczego nie ruszać na miejscu zdarzenia,
    mówiąc obrazowo, obejrzeć daną rzecz, tak jak ona leży, i tak to
    udokumentować.

    Później przychodzi czas na oględziny
    dynamiczne, a więc odwrócenie i obejrzenie danego przedmiotu z różnych
    stron, sfotografowanie i opisanie czy też zarejestrowanie na taśmie
    filmowej. To wszystko jest szalenie ważne. Biorąc pod uwagę zarówno
    rangę katastrofy, jak i rozległość miejsca, na jakim do niej doszło,
    było jasne, że oględziny i zebranie dowodów będzie wymagało całego
    sztabu prokuratorów, oficerów śledczych, techników kryminalistyki, a
    więc sporej armii ludzi.

    Kiedy na miejsce udał się ówczesny
    pułkownik Parulski ze swoimi ludźmi, miałem nadzieję, że tak też się
    stanie. Szybko się jednak rozczarowałem. Okazało się bowiem, że polscy
    prokuratorzy w sposób marginalny bądź wcale nie uczestniczyli w
    czynnościach procesowych. Zważając na rangę tego śledztwa, takie
    działania urągały zwykłej przyzwoitości.        

    Społeczeństwu się wydaje, że polska prokuratura wykonuje suwerennie czynności śledcze...

    – Prawda jest zgoła inna, bo polscy prokuratorzy jedynie przetwarzają materiały, jakie strona rosyjska im dostarczy.
    Nie do wszystkich dotarło również to, że polscy prokuratorzy zbyt późno
    pojechali zabezpieczać na wraku samolotu ślady na obecność materiałów
    wybuchowych. Tymczasem trzeba było zrobić to od razu, bo wersję o
    wybuchu
    należało założyć jako pierwszą. Nie oznacza to oczywiście, że miała to być jedyna wersja śledcza.

    Czego w tym momencie zabrakło?

    – Przede wszystkim trzeba wziąć pod uwagę,
    że stroną w tych relacjach nie były prokuratury. Prokuratura nie uprawia
    polityki, tym bardziej międzynarodowej. Cały ton sprawie narzucił
    premier Donald Tusk, którego zdanie w rządzie jest najważniejsze i
    decydujące.

    To, jak już mówiłem, premier Tusk
    zdecydował o pozostawieniu w Rosji wraku tupolewa i czarnych skrzynek.
    Przypomnę, że na początku mówiono o wspólnym śledztwie, dlatego decyzja
    Donalda Tuska zaskoczyła nawet samych Rosjan. To musiało dziwić, bo tak
    się nie zachowują przedstawiciele suwerennego państwa.

    Nie znam przypadku, żeby oddano dobrowolnie
    i bezwarunkowo śledztwo w obce ręce. Inna sytuacja byłaby, gdyby polski
    rząd zabiegał o wydanie dowodów rzeczowych, a strona rosyjska się na to
    nie godziła. Tymczasem rząd nie zrobił nic, nie okazał nawet dobrej
    woli. Nie uczynił nic, żeby uczestniczyć w tym śledztwie na równych
    prawach z Rosjanami, i nie uczynił nic, żeby pozyskać dowody rzeczowe,
    przeciwnie – oddał je stronie rosyjskiej.

    Owszem, są pozorowane działania, które mają
    na społeczeństwie zrobić wrażenie, że rząd jest aktywny. Tymczasem
    należy powiedzieć wyraźnie, że rząd Donalda Tuska zdecydował o
    pozostawieniu wraku w Rosji. Nie było żadnej oficjalnej noty do Rosji w
    sprawie zwrotu dowodów. Gdyby była, świadczyłoby to o dobrej woli ze
    strony ekipy Donalda Tuska. To wszystko sprawia, że nie mamy własnego
    śledztwa w oparciu o bezpośredni dostęp do wraku samolotu.

    Jednak trzeba powiedzieć, że polscy eksperci badali wrak tupolewa?

    – Owszem, byli, zbadali wrak na miejscu w
    Rosji. Pobrali próbki, których badanie wykazało obecność śladów
    materiałów wybuchowych, tyle tylko, że nie mogli tych próbek przywieźć
    do Polski. Próbki zostały w Rosji, a do Polski przywieziono protokoły i
    dokumenty.

    Dzisiaj zaś płk Szeląg wykluczył wybuch na
    pokładzie rządowego samolotu Tu-154M, twierdząc, że na zbadanych
    próbkach nie ma śladów materiałów wybuchowych.

    Czy po tak długim czasie takie wyniki mogą być w ogóle wiarygodne?

    – Pamiętam opinię, jaką podczas jednego z
    posiedzeń sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka z udziałem
    wojskowych prokuratorów wyraził przedstawiciel producenta urządzeń
    wykrywających obecność materiałów wybuchowych, który powiedział
    wyraźnie, że jeżeli urządzenie pokazuje obecność trotylu, to on tam
    rzeczywiście jest i nie ma innej możliwości.

    Teraz, po badaniach laboratoryjnych, pada
    opinia prokuratorów, że materiału wybuchowego na badanych próbkach nie
    stwierdzono. Należy zatem zadać pytanie, co się z tymi próbkami działo
    od momentu zbadania ich w Rosji przez naszych specjalistów. Dlaczego i
    po co musiały tam zostać.

    Przypomnę, że polscy eksperci wrócili
    stamtąd z pustymi rękami i dopiero po jakimś czasie próbki te dotarły do
    Polski. Mam poważne wątpliwości, czy do Polski dotarły te same próbki,
    które nasi eksperci badali i zabezpieczyli w Rosji, czy może zostały
    podmienione. Pamiętamy, jak było z taśmami z czarnych skrzynek, które
    rzekomo tak dobrze zostały skopiowane i zabezpieczone, po czym trzeba
    było jeździć i uzupełniać nagrania. W rezultacie taśmy dostarczone przez
    Rosjan różnią się długością i zakresem nagrania. Czy to jest możliwe…?

    Po co Rosjanom potrzebny jest wrak tupolewa?

    – Rosjanie od czterech lat robią z
    najważniejszym dowodem rzeczowym, co im się tylko podoba, łącznie z
    myciem, cięciem poszczególnych elementów, wybijaniem szyb itp.

    Nie jest to dziełem przypadku, bo szyby są
    fantastycznymi nośnikami śladów do badań kryminalistycznych. O tym, że
    miejsce katastrofy nie zostało zabezpieczone we właściwy sposób,
    świadczy fakt, że kolejne grupy Polaków, którzy byli w Smoleńsku,
    przywoziły stamtąd mniejsze bądź większe elementy samolotu.

    Nie było rekonstrukcji samolotu, nie było
    inwentaryzacji znalezionych części wraku. Nie wiemy zatem, ile jest tych
    części, wiemy tylko ze zdjęć satelitarnych, jak potężny był ich
    rozrzut. Nie było też i nie ma wnikliwego i drobiazgowego śledztwa w tak
    ważnej sprawie. Skoro Polska skutecznie od początku nie zadbała o zwrot
    dowodów, to w miarę upływu czasu będzie to coraz trudniejsze. Zresztą
    sam sposób postępowanie Rosjan i rządu polskiego musi prowadzić i
    prowadzi do daleko idących wątpliwości i podejrzeń, że nie była to
    katastrofa. Tak nie postępują ludzie, którzy nie mają nic na sumieniu.

    Chciałem jeszcze zapytać o gen.
    Andrzeja Błasika. Dlaczego po kampanii kłamstw i oszczerstw dotyczących
    polskiego generała, dowódcy, nikt nie ma odwagi, żeby powiedzieć
    „przepraszam”?  

    – Wydaje się, że na początku taka sytuacja
    polskiemu rządowi była na rękę. Nikt się nie oburzał, nikt nie
    protestował, przeciwnie – bezkrytycznie powielano to kłamstwo, co
    widocznie pasowało do z góry założonego scenariusza. O tym przecież
    mówiły już SMS-y, jakie politycy wysokiego szczebla PO otrzymywali tuż
    po katastrofie.

    Było tam wyraźne wskazanie, że przyczyną
    katastrofy był błąd pilotów, którzy postanowili lądować we mgle, i do
    wyjaśnienia pozostaje jedynie kwestia, kto ich do tego nakłonił. To
    pokazuje, że choć nie wykonano jeszcze żadnych czynności, to już było
    jasne, kto zawinił. W tym samym tonie wypowiada się także prezydent
    Komorowski, który mówi, że przyczyna katastrofy jest do bólu prosta. To
    pokazuje, jakie od początku było nastawienie do całej tej sprawy, zanim
    jeszcze wykonano jakiekolwiek czynności procesowe.

    Tymczasem o tym, że nie należy ujawniać
    swojego nastawienia do sprawy i żadnych opinii, zanim nie zostaną
    przeprowadzone badania, wiedzą nawet podrzędni funkcjonariusze, którzy
    dokonują oględzin na miejscach wypadków drogowych. Tu natomiast mieliśmy
    do czynienia z oceną i wydaniem werdyktu niemal od razu.

    A słowo „przepraszam”?...      

    – Łatwiejsze było powielanie kłamstw
    Anodiny. Natomiast kiedy okazuje się, że prawda jest inna, żeby
    przeprosić, trzeba mieć jeszcze odpowiedni poziom i klasę. Widać zarówno
    politycy, jak i media, które powielały te kłamstwa, nie dorośli do
    takiego poziomu. Nie chcę tu już mówić o moralnym obowiązku i
    naprawieniu krzywdy. Przecież to kłamstwo obiegło cały świat, a kiedy
    Anodina przedstawiała raport MAK, rząd polski nawet nie protestował.

    Dlaczego na wyjaśnienie tej sprawy musieliśmy czekać tak długo?

    – To kolejny dowód na to, jak prowadzone
    jest śledztwo. Jeżeli dopiero po czterech latach przedstawia się wyniki
    badań, które przecież długo nie trwają, to dowodzi, jak polskim władzom
    zależało na zdementowaniu rosyjskich kłamstw.

    Podobnie było z sekcjami zwłok, których
    rodziny we wniosku domagały się już na początku. Pytałem o to w Senacie,
    ale zarówno Jerzy Miller, jak i płk Parulski odpowiadali zdawkowo, że
    decyzja w tej sprawie nie zapadnie, dopóki z Rosji nie napłyną ostanie
    materiały w tej sprawie. Tymczasem wszyscy wiemy, że z ekshumacją nie
    należy zwlekać, bo działanie czynnika biologicznego jest nieubłagane.
    Okazuje się, że czekano na materiały, które są niewiele warte,
    nierzetelne, nieprawdziwe, jak w przypadku badania krwi gen. Błasika.
    Trudno też oczekiwać na szybkie zakończenie śledztwa przez Rosjan,
    których, jak wiemy, żadne terminy nie obowiązują.   

    Wierzy Pan w wyjaśnienie przyczyn tragedii smoleńskiej?

    – Na pewno żadnego interesu w tym nie mają
    Rosjanie, takiej woli nie ma też po stronie obecnie rządzących Polską.
    Skoro brak woli, trudno spodziewać się sukcesu. Zresztą po tym, co
    mieliśmy okazję obserwować przez cztery lata, widać wyraźnie, że te
    podmioty straciły zaufanie, jeżeli ktokolwiek wcześniej je do nich miał.
    Sposób prowadzenie śledztwa smoleńskiego pokazuje, że tak nie postępują
    ludzie, którzy nie mają nic na sumieniu.         

    Dziękuję za rozmowę.

    Mariusz Kamieniecki

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    58. Kublikowa :)) dostała premię na IV rocznicę?

    Narodził się 4 lata temu. Rozpacz i smutek po śmierci 96 osób przekształciły się w szczególne myślenie o Polsce - że wspaniała, o narodzie - że wyjątkowy, o historii - że pełna cierpień, - o spiskach - że nas otaczają, - o wrogach - że ich pełno wszędzie i o zdrajcach - że są podli.
    Patriotyzm smoleński to nasza wersja patriotyzmu narcystycznego i nacjonalistycznego.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,15763754,Patriotyzm_smolenski__Narodzil_sie_z...

    Na pokładzie Tupolewa 154M nie doszło do żadnego wybuchu - taką informację przekazała Naczelna Prokuratura Wojskowa, potwierdzając tym samym dobrze znane ustalenia uczonych radzieckich. Oględziny umytego wraku samolotu zaprzeczyły jasno i wyraźnie plotkom rozpuszczanym przez kaczystowskich podżegaczy wojennych. Nie było wybuchu, nie było trotylu, nic nie było. Tylko pancerna brzoza i piloci rodem z Siczy Zaporoskiej.

    Prawda ta została przyjęta z pełnym poparciem i zrozumieniem przez Premiera Rządu Ludowego, Niegasnące Słońce Peru, Donalda Tuska, który oświadczył, że "dobrze się stało, że mamy ten rozstrzygający komunikat". Tak, teraz lud pracujący miast i WSI nareszcie może spać spokojnie. By żyło się lepiej! By żyło sie lepiej wszystkim!

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    59. Opinia CLKP - nowe fakty i pytania w sprawie katastrofy smoleńsk

    http://wpolityce.pl/smolensk/190605-tylko-u-nas-opinia-clkp-nowe-fakty-i...

    Nie jest prawdą, że biegli Prokuratury w całości wykluczyli wybuchy. O braku eksplozji paliwowo-powietrznej w kadłubie wnioskowali między innymi na podstawie badań ciał ekshumowanych Ofiar katastrofy oraz analizie rozrzutu szczątków maszyny. Ten ostatni fakt sam w sobie jest znaczący, jeśli przypomnimy sobie wykonany dla Prokuratury Wojskowej raport archeologów, w którym pokazano, że poddany prospekcji za pomocą wykrywaczy metalu obszar wrakowiska był niewiele szerszy od samego samolotu.

    Wskutek ustaleń ze stroną rosyjską nie zbadano w ogóle, czy na północ i południe od głównego pola szczątków znajdują się jakieś odłamki pochodzące z polskiego samolotu. Dlatego odniesienie się we wnioskowaniu biegłych z CLKP do niewielkiego rozrzutu szczątków jako argumentu za brakiem wybuchu wydaje się być działaniem, delikatnie mówiąc, nieuzasadnionym.

    Natomiast, wbrew medialnemu jazgotowi, biegli w ogóle nie odnieśli się do możliwości wybuchów w skrzydle samolotu, chociaż stwierdzenie tego faktu wymaga przebicia się przez typową dla materiałów Prokuratury nowomowę:

    Biegli analizując możliwość wystąpienia wybuchu przestrzennego brali pod uwagę nie tylko kadłub samolotu, ale również inne możliwe miejsca. Wnioskowanie w tym zakresie opiera się na analizie obszaru rozrzutu elementów samolotu, zaś informacje zawarte w zgromadzonym materiale dowodowym nie dają podstaw do wypowiedzenie się o możliwości wybuchu przestrzennego w innej części samolotu niż kadłub.

    Biegli przeprowadzili badania „miejsca katastrofy samolotu Tu-154M nr 101 oraz ścieżki podejścia do lądowania od miejsca, w którym znajduje się bliższa radiolatarnia BPRM”.

    W opinii pojawia się sensacyjna wiadomość: otóż znaleziono część należącą do samolotu Tu-154M przed brzozą- zgodnie z analizą blogera Tiger65 leżała ona kilkadziesiąt metrów na wschód od drzewa. Mamy zatem oficjalne potwierdzenie znalezienia odłamka samolotu najdalej przed brzozą ze wszystkich znanych odłamków- i to w materiale Prokuratury! Powstaje pytanie: co prokuratorzy zrobili z tą wiedzą, i jak w świetle tego faktu wypada jak zawsze kompletnie niezorientowany w sprawie śledztwa smoleńskiego Andrzej Seremet, który dziś rano zarzekał się, że wątek wybuchowy został wyczerpany?

    Fakt znalezienia daleko przed brzozą fragmentu samolotu nie zdziwi tych z Czytelników, którzy pamiętają, że według hipotezy ekspertów Zespołu Parlamentarnego między bliższą radiolatarnią a brzozą miały miejsce pierwsze, niewielkie eksplozje w lewym skrzydle, a samo skrzydło zaczęło się rozpadać.

    Obrońcy oficjalnych scenariuszy będą zaś musieli dokonać nie lada słownej ekwilibrystyki, aby udowodnić, że odłamek samolotu odbił się od drzew i wrócił około 40 metrów do tyłu.

    W czasie prospekcji między BNDB a brzozą, „nie stwierdzono obecności fragmentów metalowych, których budowa wskazywałaby jednoznacznie na pochodzenie z samolotu lub które nosiłyby ślady działania wybuchu, z wyjątkiem kilku pokrytych głęboką korozją fragmentów pochodzących z okresu wojennego”.

    W Opinii nie znajdziemy jednak informacji, czy i jak zabezpieczono te elementy, dla których identyfikacja nie była jednoznaczna- a zatem nie można było wykluczyć, że jednak mogą pochodzić z Tu-154M „101”. Nie wiadomo także, czy zostały przebadane, i jakie były wyniki tychże badań.

    Jak napisano w Opinii, w celu pobrania próbek na miejscu składowania wraku:

    Biegli wyselekcjonowali miejsca na szczątkach wraku i drobnych jego elementach noszące przede wszystkim ślady osmalenia i napylenia, aczkolwiek nie miały one znamion wskazujących na ich dynamiczne naniesienie. (…) badania szczątków samolotu Tu-154M nr 101 polegały na dokładnym obejrzeniu każdego zabezpieczonego elementu samolotu pod kątem ujawnienia śladów charakterystycznych dla działania wybuchu. Biegli w tym względzie kierowali się własnym doświadczeniem i wiedzą związaną z efektami niszczącego oddziaływania wybuchu.

    Niestety, biegli- eksperci z zakresu badań chemicznych ze specjalności badania materiałów i urządzeń wybuchowych- z niewiadomych dla mnie powodów nie skupili się nad nieprzystającym do ich tezy o braku eksplozji wyglądem części samolotu, które pokazali na Fot. 16 i 75 w swojej Opinii.

    Odłamki te noszą ślady sadzy, rozdzielone pasami czystej (nieosmolonej) blachy w miejscach, gdzie były przynitowane inne elementy. Wytłumaczenie ich wyglądu jest proste, jeśli przyjmiemy, że elementy te rozerwała eksplozja, np. paliwowo-powietrzna. Natomiast opisany przez biegłych mechanizm powstania wymienionych uszkodzeń w czasie pożarów na wrakowisku jest z oczywistych względów niemożliwy- najpierw bowiem odłamki zostały omyte falą ognia, zostawiającego sadzę, i prawie równocześnie rozerwane- ale nie na odwrót. Wydaje się, że zleceniodawcy z Prokuratury powinni zażądać przynajmniej doszczegółowienia opisu niszczenia opisanych odłamków samolotu, ponieważ jest on na bakier z elementarną logiką.

    Nieustająca próba niezauważania śladów jakiejkolwiek formy wybuchu, którą podejmują śledczy z Prokuratury Wojskowej, wbrew ich szczerym chęciom wygląda coraz bardziej groteskowo. Wydaje się, że sami nie zapoznali się z dokumentem, który odtajnili, a którego zawartość zaprzecza tezie o braku eksplozji. Tezie, którą wysnuwają z Opinii ci, którzy z jakichś względów tych eksplozji po prostu śmiertelnie się boją.

    Marek Dąbrowski

    Całość opinii, powielona z niniejszym tekstem: [http://www.npw.internetdsl.pl/Dokumenty/01.pdf](

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    60. Kublikowa z Setlakiem motają :)

    Wybuch był, ale to paliwo lotnicze eksplodowało - nie trotyl. Setlak u Kublik

    Celem prof. Biniendy nie było ukazanie, jak zostało uszkodzone skrzydło rządowego Tupolewa, tylko udowodnienie pewnej tezy. Niektóre fragmenty wraku noszą ślady osmalenia, ale jest to zrozumiałe. To była eksplozja paliwa wynikająca ze zderzenia Tu-154 z ziemią. Jest kwestią czasu, kiedy wszystkie hipotezy spiskowe upadną - mówi Michał Setlak, zastępca redaktora naczelnego ''Przeglądu Lotniczego'', w rozmowie z Agnieszka Kublik, dziennikarką ''Wyborczej''.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/10,126968,15764215,Setlak_u_Kublik__Wybuch_byl__ale_e...

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    61. w TVN24 "24 na dobę" nadają swoją (rządową) wersję

    niejaka Agata Adamek znów na pierwszej linii frontu ! Dawkują w pigułkach, co pół godziny wersję rządową z własną interpretacją ustaleń komisji sejmowej ds badania skutków katastrofy.




    Prezydent złożył kwiaty przy

    grobie Lecha i Marii Kaczyńskich

    Prezydent złożył kwiaty przy<br />
grobie Lecha i Marii Kaczyńskich

    Prezydent Bronisław Komorowski wraz z małżonką Anną złożył rano
    kwiaty przy grobie Lecha i Marii Kaczyńskich w krypcie na Wawelu.
    czytaj dalej »



    Hofman: Putin mógł fałszować dowody. Piasecki: Tak to wy nie wygracie tych wyborów


    Hofman: Putin mógł fałszować dowody. Piasecki: Tak to wy nie wygracie tych wyborów

    Piasecki nie odpuszczał: - Mówmy o faktach. Jak to się dzieje, że
    samolot, który rozerwał się przed brzozą, przeleciał kolejne 400 metrów?


    - Zapraszam jutro na konferencję zespołu parlamentarnego
    Antoniego Macierewicza - odpowiedział Hofman. Na kolejne pytania
    kwestionujące teorie prezentowane przez wiceprezesa PiS i jego zespół
    rzecznik Prawa i Sprawiedliwości odpowiadał podobnie. I sam zapytał: -
    Dlaczego ścięcie brzozy nie jest od dołu, tylko od góry, skoro samolot
    ponoć się "odrywał" od ziemi? Zaprosił też słuchaczy na jutro pod Pałac
    Prezydencki. - Bądźmy razem - dodał. Prowadzący "Kontrwywiad" pytał też
    Hofmana o proponowaną przez PiS specustawę smoleńską. Partia Jarosława
    Kaczyńskiego chce ją wprowadzić, by - według samego prezesa partii -
    doprowadzić do "zdecydowanego, intensywnego śledztwa" w sprawie
    katastrofy, a także - według Antoniego Macierewicza - zapobiec
    przedawnieniu spraw dotyczących odpowiedzialności funkcjonariuszy
    publicznych za katastrofę.

    - Tak to wy nie wygracie tych
    wyborów - stwierdził pod koniec Piasecki. - Pomimo pana niepewności i
    tego strachu polskich elit i dziennikarzy, że katastrofy smoleńskiej nie
    należy wyjaśniać, bo Putin
    się zdenerwuje - wygramy - skontrował Hofman. - Wiem, że jeśli
    dojdziecie do władzy, to nic więcej nie wyjaśnicie - kontynuował
    prowadzący "Kontrwywiad". - Zapraszam, żeby pan na nas zagłosował -
    odciął się Hofman




    Zamach? Przytłaczająca większość Polaków uważa katastrofę w Smoleńsku za zwykły wypadek lotniczy

    - Szanse, że Macierewicz smoleńską wiarą w zamach zarazi
    więcej niż 25 proc. dorosłych Polaków, są zerowe - mówi prof. Janusz
    Czapiński.

    Patriotym smoleński. Była rozpacz, są oskarżenia

    Niezachwiana wiara smoleńskich patriotów w zamach to opisany w
    psychologii społecznej mechanizm, który nakazuje szukać ekstrawyjaśnień
    dla ważnych wydarzeń.

    Agnieszka Kublik



    Przybyło wierzących w zamach. Wzrost o ponad 100 procent!

    Powinno
    być raczej odwrotnie. A tymczasem im dalej od katastrofy smoleńskiej,
    tym bardziej wzrasta liczba Polaków wierzących, iż był to zamach lub
    spisek.Pracownia Millward Brown przeprowadziła specjalny SONDAŻ na zlecenie "Gazety Wyborczej". Badani mogli wskazać dwie odpowiedzi, a do wyboru mieli: błąd pilotów lub kontrolerów lotu, zamach, spisek przeciwko prezydentowi,
    naciski na pilotów, aby lądowali bez względu na trudne warunki, ogólny
    bałagan w instytucjach odpowiedzialnych za lot, inna przyczyna, nie
    wiem, trudno powiedzieć.

    Okazało się, że zamach lub spisek wierzy 23 proc. badanych. To więcej
    niż przed rokiem (17 proc.) i dwa lata temu (12 proc.).
    "GW" podkreśla
    jednak, że w tym przypadku ankietowani wykazali się brakiem
    konsekwencji. Ci, którzy wybrali opcję zamachu, wskazali też na inne,
    sprzeczne z zamachem przyczyny.

    15 proc. - naciski na pilotów, 14 proc. - ogólny bałagan, a 4 proc. - błąd pilotów lub kontrolerów. 


    „Wyborcza” zadowolona z efektów swej propagandy. Jej smoleński sondaż jednak mówi niewiele

    Gdy się wczyta w tę "kublikację", okaże się, że badanie wybite przez redakcję nie jest funta kłaków warte.

    Czy faktycznie badani wierzą w „zwykły wypadek”? Abstrahując od tego, że trudno zdefiniować to określenie, zerknijmy do tekstu:

    Na początku kwietnia ankieterzy zadali pytanie: „Która z
    przyczyn katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem 10 kwietnia
    2010 r. jest Pana/Pani zdaniem najbardziej prawdopodobna?”. Badani
    mieli do wyboru: błąd pilotów lub kontrolerów
    lotu; zamach, spisek przeciwko prezydentowi; naciski na pilotów, aby
    lądowali bez względu na trudne warunki; ogólny bałagan w instytucjach
    odpowiedzialnych za lot; inna przyczyna; nie wiem lub trudno powiedzieć
    (mogli zaznaczyć najwyżej dwie odpowiedzi).

    Oto wyniki:

    — naciski na pilotów: 32 proc

    — błąd pilotów lub kontrolerów: 30 proc.

    — ogólny bałagan: 29 proc.

    — zamach lub spisek: 23 proc.

    11 proc. pytanych nie wskazało żadnej z powyższych odpowiedzi.

    Nie ma sensu wdawać się w niuanse i analizować, czy ewentualny błąd
    kontrolerów mógł być przypadkowy czy celowy, czy nie może jednocześnie
    oznaczać elementu zamachowego, czy można do jednej kategorii wrzucić ew.
    błędy pilotów i kontrolerów itd. W ogóle nie należy przywiązywać
    specjalnej wagi do wyników, które we wszystkich podobnych badaniach są
    zbliżone. Taki sondaż niewiele nam powie i niewiele do wyjaśnienia narodowej tragedii wnosi. Spełnia wyłącznie propagandową funkcję. I tylko to jest w tej „kublikacji” ważne.

    Wyborcza zagłębia się w karkołomne szczegóły:

    Ci, którzy wybrali taką odpowiedź (zamach lub spisek – przyp. red.),
    wskazali też inne, sprzeczne z zamachem przyczyny: 15 proc. - naciski na
    pilotów, 14 proc. - ogólny bałagan, a 4 proc. - błąd pilotów lub
    kontrolerów lotu. W sumie co trzecia osoba z grupy wierzącej w zamach
    wymieniła więc ustalenia z raportu rządowej komisji Jerzego Millera -
    dokumentu uważanego za kłamliwy przez polityków PiS i sejmowy zespół
    Antoniego Macierewicza powołany przez tę partię.

    Prawda, że ładna konkluzja? 1/3 wierzących w zamach wierzy w raport
    Millera – snuje wywód Kublik. Gratulacje! Czerska
    logika na najwyższym poziomie.

    Dalej omawiana „kublikacja” skupia się już tylko na manipulacji:

    Szanse, że Macierewicz smoleńską wiarą w zamach zarazi więcej niż 25
    proc. dorosłych Polaków, są zerowe. Ale ci, którzy wierzą, będą
    wierzyć bez względu na to, jakie dowody pokaże prokuratura. Sprawa
    smoleńska na trwałe weszła do polskiej mitologii

    • mówi prof. Czapiński, dyżurny antysmoleński socjolog. A Kublik może skorelować jego słowa z tytułem na pierwszej stronie:




    I ciągnie:

    Międzynarodowe dane potwierdzają, że ok. 30 proc. społeczeństwa łatwo daje wiarę teoriom spiskowym.

    Jakie dane? Jakie teorie spiskowe? Kublikowej zapewne chodzi o jedną
    szufladę aberracji – od Smoleńska, poprzez spisek amerykańskich
    generałów 11/09 po porwania krów przez UFO, o czym co jakiś czas lubią donieść tabloidy.

    Kolejny naukowiec, po jakiego sięgnęła Agnieszka K. to prof. Krystyna Skarżyńska, psycholog
    społeczna. Jej zdaniem coraz większa wiara Polaków w wyjaśnienia
    komisji Millera, to m.in. zasługa pracującego od roku
    zespołu dr. Macieja Laska.

    Pytanie, czy w ogóle taka tendencja (o rosnącej wierze w raport Millera) istnieje, skoro parę zdań wcześniej czytamy u Kublik:

    W zamach lub spisek wierzy 23 proc. ankietowanych - to dużo więcej niż przed rokiem (17 proc.) i dwa lata temu (12 proc.).

    Czy do wzrostu tych wskaźników też przyczynił się doktor Lasek i jego pomagierzy? Pani Agnieszko, niech pani wyjaśni.

    Zwłaszcza, że sam pan doktor komentuje sondaż na portalu „Wyborczej”:

    Badania wskazują tendencję schyłkową alternatywnych teorii

    • mówi Lasek wbrew temu, co widzimy w liczbach podawanych przez „GW” i cieszy się:

    Najważniejsze jest to, że Polacy na ostatnim miejscu wskazali przyczynę zamachu i spisku na polskiego prezydenta.

    Tak, to jest najważniejsze. Ten człowiek doskonale wie, do czego
    przykładać wagę, a co z marszu ignorować. Przecież hipotezę zamachową
    komisja, której był ważnym członkiem z gruntu odrzuciła i nie
    przeprowadziła ŻADNYCH poważnych badań ją weryfikujących.

    Ale wróćmy do omawianej „kublikacji”. Dopiero na samym jej końcu
    pojawia się coś, co zbliża nas do rzetelnej analizy rzeczywistości::

    Profesor zwraca uwagę, że ankieterzy pytali o katastrofę w czasie, gdy temat ten był mocno obecny w mediach. (…) Było to po informacji
    „Wyborczej”, że wreszcie prokuratura wojskowa ma ostateczną ekspertyzę
    biegłych, która jednoznacznie stwierdza, że żadnej eksplozji na
    pokładzie tupolewa nie było. Dzień później opublikowaliśmy wywiad z dr. Laskiem, w którym sugerował, że tuż przed katastrofą jeden z generałów mógł wejść do kokpitu i polecić załodze lądowanie.
    W stenogramie odczytanym przez polskich ekspertów z Instytutu Ekspertyz
    Sądowych z Krakowa słychać bowiem słowa: „Siadaj, siadajcie”, co
    potocznie w języku lotniczym oznacza: „Lądujcie”.

    • Wyniki mogą odzwierciedlać nie tyle ustabilizowane poglądy, ile
      opinie czasowo wzbudzone przez zwiększoną dostępność różnych
      interpretacji przyczyn katastrofy - mówi prof. Skarżyńska.

    Tym zaskakującym akcentem słowami kończy się okładkowa „kublikacja”.

    To jak, pani Agnieszko, warto wierzyć w ten wasz sondaż czy nie za bardzo?

    znp

    http://wpolityce.pl/smolensk/190711-wyborcza-zadowolona-z-efektow-swej-p...




    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    62. Prawda się obroniMainstream


    Prawda się obroni

    Mainstream skutecznie blokuje prawdę o Smoleńsku – ROZMOWA z Andrzejem Melakiem

    Z Andrzejem Melakiem, prezesem Komitetu
    Katyńskiego, bratem Stefana Melaka, tragicznie zmarłego w katastrofie
    smoleńskiej, rozmawia Sylwia Rejmentowska

     

    Niebawem będziemy obchodzili
    czwartą rocznicę katastrofy smoleńskiej. Jakie refleksje i przemyślenia w
    związku z tą datą Panu towarzyszą?

    – Mijają cztery lata od tej tragedii
    narodowej, a mimo upływu tylu miesięcy niestety nic nie zmieniło się w
    postępowaniu i nastawieniu rządu Donalda Tuska oraz prezydenta
    Bronisława Komorowskiego względem katastrofy smoleńskiej. To wywołuje
    ogromny smutek. Teraz mamy jeszcze więcej informacji, docierają do nas
    nowe fakty i dowody. To za mało, żeby Smoleńsk przestano relacjonować
    jako niesubordynację polskich pilotów, którzy niejako dopuścili się
    zbiorowego samobójstwa. W mediach głównego nurtu nie przebije się żadna
    inna informacja. Jest tylko jedna, jedyna propagowana narracja
    pochodząca od rosyjskiego MAK, a potem od komisji Leszka Millera.
    Ogromnym smutkiem napawa mnie także to, co wyczynia prokuratura.
    Śledczy, twierdząc, że bez pierwszorzędnych dokumentów w postaci wraku
    samolotu, czarnych skrzynek itd. można zamknąć śledztwo bez szkody dla
    jego wyników.

    Polacy jednak wzięli sprawy w swoje ręce i równocześnie prowadzone jest tzw. śledztwo społeczne...

    – To nasza ogromna radość i nadzieja. To
    społeczne dochodzenie do prawdy nadzorowane jest przez Zespół
    Parlamentarny do spraw Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10
    kwietnia 2010 r. prowadzony przez posła Antoniego Macierewicza. Uważam,
    że jest to niezwykłe wprost oddanie naukowców polskich, tych w kraju i
    tych za granicą. Członkowie zespołu wykazują niezbite, udokumentowane
    dowody na to, że był to zamach. Był to wybuch na wysokości
    kilkudziesięciu metrów. Fakty z trudem przebijają się do opinii
    publicznej. Dzięki nim coraz więcej ludzi jest uświadomionych. Chcący
    śledzić prace społeczne zmieniają swoją optykę na temat katastrofy
    smoleńskiej. Prawda się obroni i wyjdzie na jaw.

    10 kwietnia 2010 roku to dla Pana rodziny szczególny dzień...

     Oczywiście. W tej
    katastrofie zginął mój kochany brat. Zginął na służbie, jadąc uczcić
    bestialsko pomordowanych naszych rodaków. Tych, których szczątki i
    historię chowa katyńska ziemia. Mój brat Stefan leciał z prezydentem
    Kaczyńskim w imieniu nas wszystkich, by oddać hołd naszym bohaterom.
    Poniósł śmierć, reprezentując cały polski Naród. Dlatego też wraz z
    bliskimi będziemy uczestniczyli we Mszy św. i weźmiemy udział w
    uroczystościach społecznych. Wyraz tego, że Polacy pamiętają także
    Stefana ofiarę, jest dla nas bardzo ważny.

    Pana brat całe swoje życie poświęcił odkrywaniu prawdy o zbrodni katyńskiej...

    – Stefan
    walczył o tę prawdę. Chciał, aby ona została ujawniona. Dążył do jej
    odkrycia. To prawda, z którą pomimo wielkich prześladowań, represji i
    przeciwności Stefan potrafił przebić się do społeczeństwa. Pamięć o
    oficerach uczciliśmy ze Stefanem wieloma kaplicami i pomnikami, które
    przerywały obowiązującą zmowę milczenia w Polsce przez kilkadziesiąt
    lat, przez cały okres PRL.

    Rodziny i bliscy nie mogli w PRL uczcić
    ofiar katyńskich. Pierwszy pomnik, postawiony właśnie przez Stefana i
    jego braci na Powązkach Wojskowych, powstał 31 lipca 1981 roku. Po
    kilkunastu godzinach został zagrabiony przez Służbę Bezpieczeństwa i
    aresztowany na 14 lat. Na swoje miejsce powrócił dopiero 5 września 1995
    roku.

    Rodziny smoleńskie ofiary zbrodni nad
    Smoleńskiem uczciły, zawożąc do Smoleńska tablicę i montując ją na
    głazie, którzy postawili mieszkańcy tego miasta. Po pół roku obecności
    na tym głazie tablica mówiąca o przyczynach wizyty prezydenta wraz z
    delegacją w Katyniu i o mordzie katyńskim została w podobny sposób jak
    pomnik katyński w Warszawie zbeszczeszczona. Rosjanie usunęli ją i
    umieścili własną, nic niemówiącą o Katyniu, zbrodni ludobójstwa ani o
    ofiarach tragedii smoleńskiej. Tym samym popełnili straszny błąd.
    Dzisiaj takich tablic na całym świecie jest ponad 4 tysiące.

    Wrak rządowego samolotu Tu-154M nadal pozostaje w rosyjskich rękach. Nie wiadomo, kiedy zostanie sprowadzony do kraju...

    – Winny tej sytuacji jest polski rząd i nie
    mam żadnych wątpliwości. Jest to działanie na szkodę Rzeczypospolitej i
    interesów polskich. Hańbiące i kompromitujące dla gabinetu Donalda
    Tuska. W świetle nowych wydarzeń związanych z Ukrainą, Krymem widzimy,
    jakie są metody działania przyjęte w Rosji. Już chyba nikt nie ma
    wątpliwości, ile racji miał prezydent Lech Kaczyński, który odważnie w
    Gruzji powiedział: „Najpierw Gruzja, potem Ukraina, a potem być może i
    Polska...”. W mojej ocenie, Polska została zagrabiona tego tragicznego
    dnia 10 kwietnia 2010 roku, Ukraina jest zagrabiana dopiero teraz.
    Myślę, że tu potwierdza się teoria budowy imperium postsowieckiego.
    Władimir Putin jest współczesnym Adolfem Hitlerem – groźnym
    imperialistą, przed którym niejako ustępuje Zachód.

    Dziękuję za rozmowę.




    Merta: "Smoleńsk obudził wielu Polaków"


    "Chodzi o tych, którzy zginęli i o tych, którzy po śmierci tych osób widzą, jak bardzo spsiała ich Polska."



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    63. Czerska szczuje dalej


    Większość badanych nie wierzy w zamach w Smoleńsku

    Większość badanych nie wierzy w zamach w Smoleńsku
    Najnowszy sondaż Millward Brown dla "Faktów" TVN.
    zobacz więcej »
    "Fakty" TVN zapytały Polaków, czyich zdaniem katastrofa smoleńska była
    wynikiem zamachu. Ludzie odpowiadali na to pytanie tuż po tym jak
    Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała, że nie
    znaleziono śladów po wybuchu na pokładzie samolotu Tu-154M.

    37 proc. ankietowanych zdecydowanie w teorię o zamachu nie wierzy. 24 proc. uważa, że raczej nie niego nie doszło.

    Co 10 Polak wierzy w zamach

    Zdaniem
    10 proc. ankietowanych cztery lata temu w Smoleńsku zdecydowanie doszło
    do zamachu, a 15 proc. uważa, że katastrofa raczej była wynikiem
    zamachu.
    14 proc. badanych odpowiedziało na pytanie: "nie wiem".

    Sondaż zrealizowany został przez Millward Brown SA 8 kwietnia 2014 na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków.



    Zespół Laska o pracy Macierewicza: Absurdalne eksperymenty, zgniecione puszki, pękające parówki

    Zespół Laska o pracy Macierewicza: Absurdalne eksperymenty, zgniecione puszki, pękające parówki

    - Grupa posła Antoniego Macierewicza nie przedstawiła żadnych
    dowodów na swoje liczne, często wykluczające się ze sobą,...
    czytaj dalej »


    Kowal apeluje do ludzi Lecha Kaczyńskiego, "szczególnie tych z PO", ws. pomnika dla prezydenta

    Kowal apeluje do ludzi Lecha Kaczyńskiego, "szczególnie tych z PO", ws. pomnika dla prezydenta

    W przededniu czwartej rocznicy katastrofy smoleńskiej
    eurodeputowany Paweł Kowal wraca do pomysłu budowy pomnika Lechowi...
    czytaj dalej »
    Eurodeputowany, sam niegdyś bliski współpracownik Kaczyńskiego, zwraca
    się ws. budowy pomnika, m.in. do Joanny Kluzik-Rostkowskiej, obecnej
    minister edukacji w rządzie PO-PSL, a także Michała Kamińskiego,
    kandydata PO w wyborach do Parlamentu Europejskiego, Adama Bielana,
    kandydata Polski Razem do PE, oraz posłów PiS: Anny Fotygi i Jacka
    Sasina."Apeluję, abyśmy w dniach rocznicy katastrofy, niezależnie od
    politycznych kalkulacji, publicznie wsparli budowę w Warszawie pomnika
    Lecha Kaczyńskiego. Niech wreszcie powstanie" - pisze w liście otwartym,
    Kowal.

    W jego opinii, najlepszym miejscem byłyby okolice Centrum Nauki
    Kopernik, którego budowę zainicjował, jak przypomina Kowal, były
    prezydent.

    Zaznacza, że "upamiętnienie prezydenta Polski, który
    zginął w katastrofie, było oczywiste dla sąsiadów Polski: jego ulice i
    pamiątki po parze prezydenckiej znajdują się m.in. w Wilnie, Odessie,
    Tbilisi czy Kiszyniowie. Podobnie postąpiło już też kilka polskich
    miast".

    "Jego współpracownicy Lecha Kaczyńskiego tym bardziej nie
    powinniśmy milczeć. W sposób szczególny mam na myśli tych, którzy są
    dzisiaj znaczącymi politykami PO" - podkreśla Kowal.

    "(..) Dla
    wielu polityków i działaczy, z którymi współpracował i których
    kształtował Lech Kaczyński to oczywiście także osobiste zobowiązanie.
    Dlatego proszę, przypomnijcie sobie te noce i dnie, gdy pracowaliśmy
    wspólnie w Ratuszu czy Belwederze, i innych miejscach zastanawiając się,
    jak zmienić nasz kraj na lepsze. Wierzę, że wszystkich nas na to stać i
    że jesteśmy do tego dojrzali" - dodał.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    64. noweGugała: Walnijmy się w



    23 proc. pytanych wierzy, że cztery lata
    temu w Smoleńsku doszło do zamachu - wynika z badania opublikowanego
    przez "GW". Jarosław Gugała z Polsatu nie ma wątpliwości, że ta grupa
    byłaby mniejsza, gdyby nie zachowanie mediów. - Cała grupa mediów
    zrobiła ogromne pieniądze na szukaniu sensacji. Robili to z upadlającej
    chęci zysku - powiedział w TOK FM.

    Większość Polaków uważa, że katastrofa
    smoleńska to zwykły wypadek lotniczy - wynika z sondażu przeprowadzonego
    dla "Gazety Wyborczej". Wskazują, że do katastrofy doprowadziły naciski
    na pilotów (32 proc.), błędy pilotów lub kontrolerów lotów (30 proc.),
    ogólny bałagan (29 proc.). Ale dla aż 23 proc. pytanych wydarzenia
    sprzed czterech lat to wynik zamachu lub spisku.

    Zdaniem
    Jarosława Gugały z telewizji Polsat wpływ na to, że tak wiele osób
    wierzy w zamach, ma m.in. postawa dziennikarzy. - Media w sprawie
    katastrofy smoleńskiej pracowały fatalnie: szukając sensacji, łapiąc się
    każdego szczegółu, z którego można zrobić sensację. Jest cała grupa
    mediów, które zarobiły na tym ogromne pieniądze. Robiły to z upadlającej
    chęci zysku. Walnijmy się w pierś - my, media, robiliśmy ludziom wodę z
    mózgu! - apelował w "Poranku Radia TOK FM"."Rzeczpospolita" i trotyl


    Choć według Gugały wszyscy dziennikarze powinni posypać głowy
    popiołem, to są media, które zrobiły szczególnie dużo złego. Do grupy
    tych, którzy zarobili na katastrofie smoleńskiej, zaliczył "Gazetę
    Polską", która "trzykrotnie zwiększyła nakład". Dostało się nawet
    gazecie, którą - jak przyznał dziennikarz Polsatu - cenił najbardziej.

    Poszło oczywiście o słynny artykuł na temat śladów trotylu odnalezionych we wraku prezydenckiego samolotu,
    z października 2012 roku. - "Rzeczpospolita" wysnuła z tego wniosek, że
    doszło do zamachu. A nie miała do tego prawa - ocenił dziennikarz.


    Oskarżenia oburzyły Tomasza Wróblewskiego, który w czasie
    publikacji tekstu był redaktorem naczelnym "Rzeczpospolitej". - Nikt nie
    wysnuł wniosku, że doszło do zamachu! - ripostował. - W swoim
    komentarzu nie wezwałem do weryfikacji wszystkich ustaleń. Napisałem, że
    trzeba informować o ustaleniach. A przecież ekspertyza dotycząca
    detektorów, to była informacja, która od miesięcy była w prokuraturze.
    Ale nie była podana do publicznej wiadomości.

    Nie na pierwszą stronę


    Według byłego szefa "Rzeczpospolitej", jeśli media faktycznie
    robiły ludziom wodę z mózgu, "to także dlatego, że same były
    dezinformowane, podawały informacje np. otrzymywane od strony rządowej".
    - Media mają obowiązek weryfikowania, sprawdzania informacji, a nie
    publikowania każdej plotki, którą usłyszą - nie przerywał ataku Jarosław
    Gugała. Jego zdaniem informacja o znalezieniu śladów materiałów
    wybuchowych zasługiwała na mały tekst w głębi numeru "Rz". A nie na
    "wywalanie na pierwszą stronę" z sugestią, "że to był zamach". -
    Zrobiliście wielką awanturę i ponieśliście tego konsekwencje.


    Przypomnijmy, że publikacja "Rz" wywołała prawdziwe trzęsienie
    ziemi. Posady stracili nie tylko autor tekstu Cezary Gmyz i redaktor
    naczelny Tomasz Wróblewski. Zwolnieni zostali też szef działu krajowego
    Mariusz Staniszewski i zastępca redaktora Bartosz Marczuk.

    "Morderstwo"


    Powściągliwy w krytykowaniu "Rzeczpospolitej" był Paweł Lisicki.
    Nie tylko dlatego, że sam kierował dziennikiem. Dziś pracuje z Tomaszem
    Wróblewskim w jednej redakcji. Ale mimo to przyznał, że słynny tekst
    Cezarego Gmyza mógł być odczytany tylko w jeden sposób. - Świadczy o tym
    choćby wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, z konferencji zorganizowanej w
    dniu publikacji artykułu. Prezes PiS mówił o zbrodni, morderstwie 96
    osób. Czyli taki odbiór był zamierzony. Pewnie trzeba było ostrożniej
    konstruować tekst. Wystarczyłoby więcej wątpliwości i znak zapytania -
    oceniał w "Poranku Radia TOK FM".



    Czuję się ofiarą obsesji smoleńskiej.
    Tkwię w niej jak my wszyscy, jak w jakiejś klatce. Jestem i ofiarą, i
    sprawcą jednocześnie, bo choć obmierzł mi temat, to wciągam weń
    czytelników jak w bagno, z którego wyjść nie sposób. Tym bardziej mi
    wstyd.
    Sprawa jest znana w najmniejszym detalu i
    przebadana jak żadna w historii Polski katastrofa komunikacyjna. Nie
    mówimy więc o wypadku, ale o jego recepcji. Tu dotykamy jakiejś
    społecznej neurozy, jakichś ciemnych zakamarków polskiej zbiorowej
    duszy.

    Media, społeczeństwo, część klasy politycznej -
    wszyscy staliśmy się zakładnikami. Smoleńsk nas wciąga i oblepia. Im
    bardziej go nie chcemy, tym bardziej jest, bo to nie my piszemy agendę.
    Pisze ją PiS i Antoni Macierewicz.

    Tylko dlatego, że ludzie chcą to oglądać, media nadają rozgłos byle jakiej wierutnej bredni...
  • Po sondażu "Wyborczej": Ataki wzmacniają smoleńską wiarę w spisek

    Nasz sondaż z pytaniem o przyczyny katastrofy
    smoleńskiej pokazał, że w ostatnim roku szybciej przybywało tych, którzy
    wierzą w rządowy raport...

    Agnieszka Kublik




    • GORĄCE TEMATY - Strona główna - niezalezna.pl
    • Jak to się stało, że po konferencji
      prasowej Antoniego Macierewicza, na której podano nowe fakty ws.
      katastrofy smoleńskiej - żadna z podanych informacji nie przebiła się do
      mainstreamu? Postanowiliśmy przeanalizować jak TVN, Polsat i TVP
      "zmontowały" konferencję przewodniczącego parlamentarnego zespołu ds.
      zbadania przyczyn katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r.




      Po konferencji prasowej naczelnej prokuratury wojskowej i Antoniego Macierewicza [CAŁOŚĆ], wszystkie główne stacje telewizyjne: TVN, Polsat, TVP i Telewizja Republika odnotowały te fakty. Trzy pierwsze media, po tym co 7 kwietnia w Sejmie przedstawił Macierewicz, postanowiły tak wyciąć jego wypowiedzi, by dwie konferencje przedstawić według schematu: fakty prokuratury, kontra opinie posła PiS.



      Przeanalizowaliśmy serwisy informacyjne głównych stacji TV. Oto rezultaty:



      TVN. W "Faktach" swój materiał w tej sprawie zaprezentował Jakub Sobieniowski



      Z 30-minutowej konferencji Antoniego Macierewicza, wybrał jedno zdanie. - Byliśmy dzisiaj i w jakimś sensie jesteśmy ciągle pod wrażeniem spektakularnej kompromitacji prokuratury
      - cytuje Macierewicza reporter TVN, nie prezentując jednak ani jednej
      wypowiedzi, w której merytorycznie, na podstawie konkretnych materiałów
      poseł Prawa i Sprawiedliwości uzasadnia swoją tezę. Zamiast tego
      stwierdza, że polityk tylko "insynuuje matactwo prokuratury".



      Warto dodać przy tym, że materiał TVN otwiera manipulacja z użyciem zdjęć z Jarosławem Kaczyńskim. - Taką
      scenę zarejestrowała dzisiaj kamera "Faktów" w Sejmie, w dniu gdy
      prokuratura ostatecznie ogłosiła, że nie było wybuchu w tupolewie, że
      nie ma śladów materiałów wybuchowych
      - mówi Sobieniowski, dodając, że Jarosław Kaczyński "nie skomentował ustaleń ekspertów". Jednak
      pokazuje przy tym ujęcia wykonane po godz. 11, czyli prezesa
      PiS wychodzącego z Sejmu... jeszcze przed konferencją prokuratury
      wojskowej.



      Jak Jarosław Kaczyński miał wtedy komentować tezy wojskowych,
      skoro ich jeszcze nie ogłosili? O tym Sobieniowski widzom nie mówi.




      TVP. Materiał pt. "Smoleński spór" przygotował Kamil Dziubka



      I w telewizji publicznej reporter cytuje słowa Antoniego Macierewicza o "spektakularnej kompromitacji prokuratury", po czym konferencja zostaje ucięta. Poseł z powrotem jest cytowany, tylko przy słowach: "stajemy
      wobec obawy, że doszło do matactwa i ukrycia prawdziwego materiału
      dowodowego, wykazującego obecność materiałów wybuchowych"




      Oczywiście TVP również nie prezentuje ani jednego ujęcia, w
      którym Macierewicz na podstawie konkretnych dowodów uzasadnia swoją
      opinię.




      Polsat News. Tutaj konferencję Macierewicza relacjonował Dariusz Ociepa



      - Ta ekspertyza jest po prostu do niczego. Istnieje domniemanie, że mogło dojść do fałszerstwa materiału dowodowego -
      ta wypowiedź Antoniego Macierewicza została zacytowana. Znowu jednak
      zabrakło miejsca, by zaprezentować widzom uzasadnienie tej tezy. Zamiast
      tego w dalszej części doszło do manipulacji słów Stanisława
      Zagrodzkiego (kuzyna śp. Ewy Bąkowskiej, jednej z ofiar katastrofy
      smoleńskiej) na konferencji prokuratury wojskowej.




      Po tym, jak śledczy stwierdzili, że tylko u jednej z ofiar wykryto
      stężenie tlenku węgla na poziomie 19%, czyli powyżej dopuszczalnej skali
      15% i - jak twierdzili prokuratorzy - stało się to z powodu palenia
      papierosów, Zagrodzki (chemik z zawodu) zaprotestował. - To jest chamstwo co prokuratura wyprawia. Rodziny z konferencji musza dowiadywać się nieprawdziwych informacji - oburzył się. Przypomniał, że nie tylko u jednej ofiary wykazano tak wysoki poziom tlenku węgla. - Była również ofiara, która miała 15%, inna ofiara też. Był cały cykl - stwierdził. Przytoczył przy tym opinię Lubelskiego Zakładu Medycyny Sądowej. - Nie jest prawdą, że można nabawić się tak wysokich stężeń, powyżej 5% w wyniku dyfuzji tlenku węgla do organizmów - informował Zagrodzki.



      Co z tą wypowiedzią zrobił Polsat? Zasugerował, że krewny jednej z ofiar mówił o... brzozie. - Chodziło m. in. o kawałki metalu znalezionych w brzozie - podsumował wypowiedź Zagrodzkiego reporter Polsat News, Dariusz Ociepa.



      Na tle pozostałych stacji najlepiej wypadła Telewizja Republika, która
      rzetelnie zrelacjonowała zarówno konferencję prasową prokuratury
      wojskowe, jak i konferencję przewodniczącego parlamentarnego zespołu ds.
      zbadania przyczyn katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r.



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    65. resortowa Olejnik, wścieklica Niesiołowski i mec. Hambura



    "Za komisją Macierewicza idzie fanatyzm, nienawiść i kłamstwo"

    "Za komisją Macierewicza idzie fanatyzm, nienawiść i kłamstwo"

    - To, co się działo w dniu katastrofy smoleńskiej
    oznacza, że Rosja bardzo sprawnie działa propagandowo - mówił w "Kropce
    nad...
    czytaj dalej »

    Mecenas Stefan Hambura jest pełnomocnikiem części rodzin ofiar
    katastrofy smoleńskiej. Jest także "jedynką" na pomorskiej liście Polski
    Razem do Parlamentu Europejskiego.

    Hambura był też autorem
    wniosków do prokuratury, w których domagał się, by w sprawie katastrofy
    smoleńskiej przesłuchano m.in. prezydenta i premiera Polski. W "Kropce
    nad i" przekonywał, że takie przesłuchania to rzecz "normalna w każdej
    funkcjonującej demokracji". Nie zgodził się z nim Stefan Niesiołowski
    (PO), który uznał, że taki pomysł to "kompletny nonsens". Zdaniem
    Niesiołowskiego, Hambura swoimi wnioskami, działaniami i popieraniem
    "smoleńskiej sekty", "niezwykle zaszkodził" Polsce. Skrytykował też po
    raz kolejny komisję Macierewicza.

    - Komisja Macierewicza to taka
    współczesna wersja sowieckiej komisji Burdenki (miała udowodnić, że
    zbrodni katyńskiej dokonali Niemcy-red.) Tyle, że za tamtą szła przemoc,
    a za komisją Macierewicza idzie fanatyzm, nienawiść i kłamstwo.
    Przykładanie do tego ręki - co niestety robi pan mecenas - szkodzi
    Polsce i chluby mu nie przynosi - mówił Niesiołowski.

    "Rosja bardzo sprawnie działa propagandowo"

    Hambura
    podkreślał natomiast, że śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej jeszcze
    się nie zakończyło. - Nie wiemy, jakie były przyczyny katastrofy.
    Poczekajmy na dalsze śledztwo, składajmy dalsze wnioski i wtedy
    zobaczymy co było - mówił.  - To, co się działo w dniu katastrofy oraz
    później - przekaz Anodiny - oznacza, że Rosja bardzo sprawnie działa
    tutaj propagandowo - dodał. Polemizował z nim Niesiołowski mówiąc: - Pan
    nie potrafi wskazać cienia czegoś, co można by nazwać wątkiem spisku,
    zamachu.



    Nie masz jak się bronić, atakuj! Sikorski: w piersi powinni się
    uderzyć ci, którzy przez 4 lata karmili naród bzdurnymi teoriami

    Fot. Tvp.info

    "Okazuje się po czterech latach, że raport
    Millera jest rzetelny, że nie było zamachu, nie było sztucznej mgły, nie
    było bomby termobarycznej, nie było trzech ocalałych. Mógłbym długo
    cytować te wszystkie bzdury…"


    Radosław Sikorski zapytany przez Krzysztofa Ziemca w TVP, czy nie zechciałby uderzyć się w piersi po czterech latach od katastrofy smoleńskiej, odpowiedział:

    Uderzyć się w piersi powinni ci, którzy przez 4 lata karmili
    naród bzdurnymi teoriami, z których ani jedna nie miała — jak się
    okazuje — żadnej podstawy w faktach.
    Okazuje się po czterech
    latach, że raport Millera jest rzetelny, że nie było zamachu, nie było
    sztucznej mgły, nie było bomby termobarycznej, nie było trzech
    ocalałych. Mógłbym długo cytować te wszystkie bzdury…

    Minister Sikorski jak widać rządową mantrę powtarza każdego dnia. Brzmi jakby uczył się jej na pamięć. Gdyby
    było inaczej powtarzać tez o tym, że raport Millera jest rzetelny, a w
    sprawie smoleńskiej wszystko wiadomo, zapewne nie dałby rady.

    Jak wiadomo ego ministra Sikorskiego widoczne jest na długo przed tym, gdy pojawi się on sam. Dał temu wyraz mówiąc o raporcie MAK, który jak się okazuje został sprostowany przez polski rząd.

    Jeśli chodzi o raport Anodiny, to właśnie dlatego, że oparliśmy
    się na międzynarodowej konwencji chicagowskiej, Polska zgłosiła swoje
    uwagi do raportu Anodiny i w ten sposób go skorygowała. To jest
    potwierdzenie tego, że postąpiliśmy słusznie

    — tłumaczył Sikorski.

    Niestety nie zauważył zdaje się, że polskich uwag do raportu MAK
    nikt nie wziął pod uwagę, a wybór konwencji chicagowskiej okazał się
    być pułapką dla Polski, która w obecnej sytuacji nie ma żadnych narzędzi
    nacisku na MAK.

    Szef MSZ
    dopytywany, czy gdyby w 2010 r. rząd Tuska wiedział to wszystko, co dziś
    wiemy o Putinie (inna sprawa, że tylko przedstawiciele i propagandyści
    rządu tego nie wiedzieli), podjąłby inne decyzje, szef polskiej dyplomacji stwierdził:

    Wszystko wynika z tego, że wypadek miał miejsce na terenie Federacji
    Rosyjskiej. My nie jesteśmy w stanie zabronić Rosji prowadzenia ich
    śledztwa. Ale dla mnie najważniejsze jest stanowisko polskiej komisji i
    polskiej prokuratury, które wykonały dobrą robotę. (…) Próbki
    wraku były pobierane kilkakrotnie i jest bez różnicy, czy one są
    pobierane tam czy tu. Nasza prokuratura i nasze komisje miały do wraku
    dowolny dostęp. Polegam tu na słowach prokuratora generalnego, który mówi, że można zakończyć śledztwo…

    I wszystko jasne, prokuratorsko—polityczna ustawka była jasna od
    początku, ale słowa Sikorskiego obnażają ją w całej rozciągłości. Szef
    polskiego MSZ dzięki
    słowom Andrzeja Seremeta wskazuje przystąpił do jawnego nacisku na
    śledczych: czas kończyć, co mieliście ustalić to już ustalone.

    Cel tej ustawki zresztą jest jasny od samego początku: szeroko pojęte władze mają wyjść czyste ze śledztwa prokuratury. O prace komisji badania wypadków rząd sam zadbał…

    CZYTAJ TAKŻE: Śledztwo smoleńskie do umorzenia. Andrzeja Seremeta kpiny i wyraźne naciski na wojskowych prokuratorów

    Ziemiec wskazał, że część biegłych nie chce podpisać się pod ostatecznymi opiniami bez sprowadzenia wraku. Sikorski ripostował:

    Nie wiem, co przeniesienie tych szczątek do Polski w sensie dowodowym by im dało…

    Zapewne pewność polskiej strony, że wrak nie był „modyfikowany”
    już po tragedii smoleńskiej dla szefa polskiej
    dyplomacji nie jest istotna.

    A czy minister wierzy, że wrak (nasza własność!) może w końcu zostać Polsce zwrócony?

    Coraz mniej, powiem szczerze. Ostatni raz rozmawiałem o tym z
    ministrem Ławrowem w lutym w Monachium i on mi solennie obiecał, że
    osobiście się zainteresuje, dlaczego śledztwo smoleńskie się tak
    wlecze i osobiście pójdzie z tym do prezydenta Putina, ale w tej samej rozmowie solennie mnie zapewnił, że Rosja nie ma żadnych planów naruszenia integralności terytorialnej Ukrainy

    — tłumaczył Sikorski, sugerując, że sprawa wraku w
    kontaktach z Rosją zeszła już na dalszy plan. Trudno się dziwić, skoro
    minister za pomocą portalu społecznościowego, swojego podstawowego
    narzędzia pracy, już dawał jasno znać, że Rosjanie nie oddają, ani wraku
    Polsce, ani Krymu Ukrainie, do czego wszyscy muszą się przyzwyczaić.

    Minister Sikorski mówił również o pomniku na miejscu katastrofy,
    który –- według ministra Zdrojewskiego może nie powstać nawet na piąta
    rocznice katastrofy. Sikorski stwierdził:

    Niestety jesteśmy właśnie w tej sytuacji, że strona rosyjska
    kontroluje teren katastrofy. I to się odnosi i do wraku i do miejsca,
    gdzie miałby być zbudowany pomnik. My robimy wszystko i tysiąc procent
    więcej, a to nadal są decyzje rosyjskie, co
    jest dla nas skrajnie niekomfortowe.

    No ale jak to? W sprawie wyjaśniania katastrofy smoleńskiej wszystko
    jest ok, rosyjska dominacja nie psuje nastrojów ministra Sikorskiego. Na
    śledztwie fakt, że jesteśmy uzależnieni od Rosji nie odciska swojego
    piętna? Jedynie na pomniku? Zastanawiający brak konsekwencji…

    Minister był też pytany o sondaż, według którego niemal co czwarty Polak wierzy, że 10 kwietnia doszło do zamachu.

    Jest siła polityczna w Polsce, która rozhuśtała te emocje, wmówiła
    ludziom te bzdury… Mamy kampanię wyborczą, i wierzę, że większa część
    Polaków, którzy nie dali się zwieść takim teoriom, zastanowi się czy
    ludzie typu Macierewicza, którzy przedstawiają takie teorie bez żadnych
    dowodów, są ludźmi, którzy mogą rządzić Polską

    — mówił Sikorski.

    Oczywiście zabrakło mu odwagi na refleksję nad tym, na ile
    polskie państwo zapracowało sobie na wyniki tych sondaży. Jeśli w
    Smoleńsku nie doszło do zamachu to do czego? Państwo do dziś nie daje
    jasnej i wiarygodnej odpowiedzi.

    Szef MSZ podkreślał w rozmowie znakomitą pracę prokuratury:

    Gdyby działała szybciej, to być może popełniałaby jakieś pomyłki i
    mielibyście też pretensje. Działała systematycznie, wzięła tysiące
    próbek, raport ten wybuchowy to jest 1300 stron, ale to jest z jakiegoś
    powodu stawiane na równi z oświadczeniami jednego zapalczywego posła,
    który nie popiera tego żadnymi dowodami. I ten sposób dochodzi do
    manipulacji opinii publicznej i do kłamstwa smoleńskiego polegającego na
    wmawianiu ludziom bzdur zamachowych.

    Zapewne Sikorski nie wie o czym mówi i do tych 1300 stron nawet nie
    zajrzał. A szkoda. Być może wtedy przekonałby się ile są warte badania i
    odrzucanie przez śledczych tez o wybuchu. No ale, z tym głowa ministra
    mogłaby sobie nie poradzić…

    W ocenie
    ministra spraw zagranicznych w sprawie smoleńskiej podobnie jak przy
    okazji katastrofy gibraltarskiej wiele osób nie może przyjąć do
    wiadomości, że tragedie lotnicze mogą być wywołane błahymi powodami.

    Katastrofa gibraltarska też była badana przez komisję polską,
    brytyjską… Jedna, druga polska ekshumacja, a przemysł udowadniania, że
    coś było – zamach itd. - nadal się kręci. Po wsze czasy będą powstawały
    filmy, książki, bazujące na tym, że wielu z nas nie może się pogodzić,
    że wielki, katastrofalny, tragiczny skutek mógł być
    wywołany błahymi przyczynami

    — tłumaczy Sikorski.

    Czyli przyczyny Smoleńska były arcyboleśnie proste?

    Będą tacy z nas, którzy potrafią ocenić materiał dowodowy i tacy wśród nas, którzy się z tym nie pogodzą

    — zaznacza Sikorski.

    W odpowiedzi na słowa szefa MSZ, ponoć polskiego MSZ, warto przytoczyć refleksję Glena Jorgensena, duńskiego eksperta lotniczego, który mówił:

    Jeśli coś jest teorią spisku, to coś, co nie opiera się na danych
    rzeczywistych, a na wymyślonych. Jeżeli coś jest teorią spisku, to jest
    nią raport MAK-u.

    Raport komisji Millera, a także ustalenia polskiej prokuratury dot.
    Smoleńska trudno ocenić inaczej. Jednak wątpliwe, by minister Sikorski
    umiał do sprawy podejść racjonalnie. On musi podchodzić do tego inaczej…

    http://wpolityce.pl/smolensk/190784-nie-masz-jak-sie-bronic-atakuj-sikor...


    Rodziny smoleńskie ze wsparciem. Jak pomogło im państwo?

    Wojciech Czuchnowski

    270 osób dostało po katastrofie smoleńskiej
    zadośćuczynienia za śmierć najbliższych. Państwo wypłaciło im 68 mln zł.
    To dużo, choć znacznie mniej niż przy wypadkach cywilnych samolotów.
    Tylko rodziny pięciu ofiar walczą o większe pieniądze.

    Samolot Tu-154, który rozbił się 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem,
    należał do armii i tak jak wszystkie maszyny wojskowe nie był
    ubezpieczony od katastrofy. Niewiele z 96 ofiar miało prywatne
    ubezpieczenia od następstw nieszczęśliwych wypadków...



    "Pamiętam to lotnisko, ten przeraźliwy chłód". Bliscy ofiar smoleńskich wspominają tamte dni

    "Pamiętam to lotnisko, ten przeraźliwy chłód". Bliscy ofiar smoleńskich wspominają tamte dni

    Z bliskimi ofiar oraz tymi, którzy polecieli razem z
    nimi do Moskwy nieść wsparcie w najtrudniejszych chwilach o
    pierwszych...
    czytaj dalej »


    W niedzielę o poranku na lotnisku w Warszawie zbierały się rodziny.
    Wśród nich byli m.in. Jolanta Wiktoruk, siostra funkcjonariuszki BOR
    Agnieszki Pogródki-Węcławek, Paweł Deresz, wdowiec po posłance Jolancie
    Szymanek-Deresz i Maciej Komorowski, syn Stanisława Komorowskiego,
    byłego wiceszefa MON i MSZ.

    Deresz skarżył się, że odlot z
    Warszawy opóźnił się o kilka godzin. - O godzinie 8 powiedziano nam, że
    odlot będzie dopiero koło godziny 12. O godzinie 12 powiedziano nam, że
    odlot będzie znacznie, znacznie później. Rzeczywiście odlecieliśmy w
    okolicach godziny 3 po południu - wspominał.Jak wyjaśnił Maciej
    Komorowski, odlot opóźniał się przez to, że bardzo dużo ludzi nie
    dojechało na czas. I dodał: - Byliśmy od początku przygotowywani na to,
    że to, co zobaczymy na miejscu, będzie szokujące. I żeby każdy zdawał
    sobie sprawę z tego, że to są najprawdopodobniej rzeczy, które będziemy
    nosili ze sobą już do końca życia - powiedział.


    Waldemar Kuczyński

    @DziadekWaldemar




    25% wierzących w zamach to nie dramat.
    Dramat będzie, jak 75% przez bierność da tej ćwiartce zabrać Polskę dla
    ich fobii i majaczeń.







    Lasek: Przyczyną katastrofy smoleńskiej była seria błędów

    Czwartek, 10 kwietnia 2014

    To
    seria błędów była przyczyną katastrofy smoleńskiej - powtarza Maciej
    Lasek. Szef zespołu smoleńskiego przy Kancelarii Premiera mówił w
    radiowej Jedynce, że wszystkie okoliczności...




    Szef powołanego przez premiera zespołu do wyjaśnienia opinii publicznej okoliczności tej katastrofy mówił, że - jak często w takich przypadkach bywa - przyczyny są złożone. Maciej Lasek obalał między innymi tezę, jakoby to rosyjscy kontrolerzy lotów naprowadzili załogę tupolewa na pewną śmierć. Wręcz przeciwnie, wyraźnie wskazywali załodze polskiego samolotu, że nie ma warunków do lądowania. Załoga polskiego Jaka, który lądował wcześniej, powiedziała, że widoczność jest słaba, ale tupolew może podejść do lądowania. I piloci Tu-154 to zrobili, nikt ich do tego nie zmuszał - mówił Maciej Lasek.
    Gość Jedynki po raz kolejny odrzucił propozycję spotkania z zespołem parlamentarnym Antoniego Macierewicza. Jego zdaniem, tamto gremium składa się głównie z polityków jednej opcji. Dyskusja z nimi byłaby bezcelowa - mówił Lasek.

    Szef zespołu smoleńskiego przy Kancelarii Premiera był oburzony brakiem reakcji na niektóre słowa Macierewicza. Zwłaszcza na te z ubiegłego tygodnia, gdy wiceprezes PiS stwierdził, że wydarzenia z 10 kwietnia 2010 roku to zbrodnia.

    Ci ludzie zginęli, ponieważ samolot wybuchł w powietrzu. Uważam, że było to działanie osób trzecich - mówił wtedy Macierewicz. Zdaniem Laska, w tym przypadku granica została przekroczona, a media powinny reagować na takie słowa.

    ----------------------------------------

    ~tak myślę2014-04-10 10:35

    Za 11 tyś miesięcznie ,mógł by się bardziej wysilić.



    Wg prof. Radosława Markowskiego,
    niecichnąca awantura wokół katastrofy smoleńskiej, najbardziej odbije
    się na młodych Polakach. - Któryś rok z rzędu dokonuje się pranie
    mózgów, pod hasłami "premier-zdrajca, prezydent "Komoruski" przyczynili
    się do mordowania". Ten poziom agresji, braku zaufania do państwa...
    Tego nie odrobimy nigdy - stwierdził socjolog w TOK FM.

    Socjologa prof. Radosława Markowskiego nie
    zaskakuje, że jak pokazują sondaże, ponad 20 proc. Polaków wierzy w
    zamach smoleński. Bo jak wyjaśnił w TOK FM, "zawsze jest 20 proc.
    społeczeństwa, które może uwierzyć w każdą dobrze sprzedaną zbiorową
    iluzję". To właśnie do nich trafiają argumenty przedstawiane przede
    wszystkim przez polityków Prawa i Sprawiedliwości - z Antonim
    Macierewiczem na czele.

    Mimo że według prof. Markowskiego "to, co mówi Macierewicz, obraża inteligencję ludzką na podstawowym poziomie".


    - Poza tym wszystkim jedna rzecz jest destrukcyjna. Któryś rok z
    rzędu dokonuje się pranie mózgów młodych ludzi, w narracji, że zdrajca
    premier, prezydent "Komoruski" przyczynili się, z pobudek politycznych,
    do mordowania własnych ludzi - ocenił w "Poranku Radia TOK FM".

    Nie do odrobienia


    Zdaniem prof. Markowskiego już widać, jak negatywne skutki dla
    życia społecznego przyniosły takie działania. - Ten poziom agresji, brak
    zaufania... Nie odrobimy tego nigdy.

    Ale nie tylko o
    stratach społecznych możemy dziś mówić. Negatywne skutki niekończących
    się przepychanek wokół katastrofy smoleńskiej widać też w życiu
    politycznym. - Jeśli główna partia opozycyjna zajmuje się iluzją, to nie
    zajmuje się ważnymi problemami. A wiadomo, że jakość opozycji
    determinuje w pewnym stopniu jakość rządzenia. Nasz rząd pewnie wielu
    rzeczy ważnych nie zrobił, bo nie było dopingu opozycji. Bo opozycja
    zajmuje się szaleństwami.

    Wszyscy korzystają


    Dziennikarz "Gazety Wyborczej" Paweł Wroński uważa, że
    "politycznie katastrofa smoleńska służy wszystkim ugrupowaniom", które
    liczą się na polskiej scenie politycznej.

    - Zastanawiam się, czy Platforma Obywatelska
    miałaby równie mocne notowania, gdyby nie wydarzenia sprzed czterech
    lat. Bo część wyborców, w których drzemią patriotyczne instynkty,
    głosuje na PO, by przeciwdziałać eksplozji szaleństwa, którą przy okazji
    kolejnej rocznicy katastrofy prezentuje PiS - mówił Wroński w "Poranku
    Radia TOK FM".


    Janina Paradowska chciałaby, żeby rząd
    opublikował białą księgę dotyczącą wydarzeń związanych z katastrofą
    smoleńską. - Wszystko jest udokumentowane - rozmowy, jak wyglądała
    pomoc, jak zapadały decyzje - mówiła publicystka w "Poranku Radia TOK
    FM". Jej zdaniem bez takiej publikacji "pozostaną tylko bzdury
    Macierewicza".

    Zdaniem Janiny Paradowskiej wiele wątpliwości i
    mitów narosłych wokół katastrofy smoleńskiej rozwiać by mogła
    publikacja specjalnej białej księgi. - Zapis, co działo się godzina po
    godzinie. Wszystko jest udokumentowane - rozmowy, jak wyglądała pomoc,
    sprowadzanie ciał, jak zapadały decyzje... Bo inaczej pozostaną bzdury Antoniego Macierewicza o wybuchu w salonce.


    Gospodyni "Poranka Radia TOK FM", wyjaśniła, że o pełnej
    dokumentacji dotyczącej wydarzeń sprzed czterech lat zapewnia Michał
    Boni, który wtedy odpowiadał m.in. za kontakty z rodzinami, wsparcie,
    organizacje pogrzebów.

    To nie jest trwały podział, jest
    sztucznie przedłużony - mówi w rozmowie z TOKFM.pl prof. Jacek
    Wasilewski, socjolog. W 4. rocznicę katastrofy smoleńskiej pytamy: czy
    spór o katastrofę smoleńską może wytworzyć stały podział między
    Polakami? - Jest pytanie, czy podział może być podstawą radykalnego
    podzielenia sceny politycznej. Moim zdaniem - nie - zaznacza dr Maciej
    Gdula.

    Cztery lata po katastrofie smoleńskiej Polacy
    są podzieleni jak nigdy. A przynajmniej taka opinia bardzo często
    pojawia się w dyskusjach. Tylko czy rzeczywiście ten konkretny wypadek
    może być osią nowego podziału społecznego? - Koncentracja opinii
    publicznej na jednostkowym wydarzeniu w tym wypadku jest podtrzymywana
    celowymi działaniami o charakterze politycznym. I to skutecznie -
    tłumaczy prof. Jacek Wasilewski, socjolog z SWPS.

    Jego
    zdaniem, gdyby nie polityka - np. wszelkiego rodzaju "miesięcznice"
    katastrofy - kwestia wypadku jedynie przez krótki czas byłaby
    przedmiotem prawdziwych sporów na poziomie rodzinnych, przyjacielskich
    dyskusji. - Ale po kilku miesiącach, najdalej po roku, w naturalny
    sposób by to wygasło. Tutaj jest to podtrzymywane celowo - podkreśla
    Wasilewski.

    na żywo"Hańba! Oddaliśmy wszystko co ważne w sprawie tej katastrofy obcemu państwu. Hańba!"

    "Hańba! Oddaliśmy wszystko co ważne w sprawie tej katastrofy obcemu państwu. Hańba!"

    Jest nowy krzyż i tłumy przed Pałacem Prezydenckim. J. Kaczyński przemówił do zebranych.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    66. Jeden na jeden "Trzaski,

    "Trzaski, huki, detonacja, fala uderzeniowa". Lądował tuż przed Tu-154M. Był kilkaset metrów od miejsca katastrofy

    "Trzaski, huki, detonacja, fala uderzeniowa". Lądował tuż przed Tu-154M. Był kilkaset metrów od miejsca katastrofy

    - Zaczęły dochodzić do nas bardzo niepokojące
    dźwięki. Trzaski, huki, one były od siebie odseparowane. Później te
    trzaski,...
    czytaj dalej »

    Zaczęły dochodzić do
    nas bardzo niepokojące dźwięki. Trzaski, huki, one były od siebie
    odseparowane. Później te trzaski, huki, dudnięcia zaczęły nakładać się
    jeden na drugi. W pewnym momencie doszedł dźwięk niszczonej konstrukcji i
    detonacja - wspominał w "Jeden na jeden" moment lądowania
    prezydenckiego tupolewa na lotnisku Siewiernyj por. Artur Wosztyl, pilot
    Jaka-40, który lądował bezpośrednio przed Tu-154M. Dodał jednak, że nie
    jest w stanie jednoznacznie odpowiedzieć, czy w Smoleńsku doszło do
    zamachu. - Nie mam wiedzy, która by potwierdzała tę teorię – powiedział
    pilot Jaka-40.



    Pilot Jaka-40: Nie jestem w stanie odpowiedzieć, czy był zamach

    "Nie
    jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć, czy w Smoleńsku doszło do
    zamachu. Nie mam wiedzy, która by potwierdzała tę teorię" - powiedział
    por. Artur Wosztyl.

    Wosztyl podtrzymał również swoje słowa o tym, że wieża wydała załodze
    tupolewa zgodę na zejście na "wysokość decyzji" czyli na 50 metrów.
    Podobne komendy dostał zarówno Jak-40, jak i Ił-76. - Wielokrotnie zarzucano mi pomylenie 50 metrów ze 100 metrami, aczkolwiek
    z tego co pamiętam, informacja o 100 metrach padła dopiero, kiedy samolot znajdował się na prostej do lądowania
    - wspominał. 

    Pilot Jaka-40 relacjonował również dźwięki, jakie dochodziły do niego, gdy wraz z innymi oczekiwał na lotnisku na lądowanie rządowego tupolewa.
    Najpierw był to odgłos jednostajnej pracy silników, które w pewnej
    chwili przeszły na wyższe obroty. Por. Wosztyl pamięta, że tłumaczył to
    sobie próbą odejścia na drugi krąg. Jednak odgłosy pracy silników
    zmieniły się w trzaski i huki. - Zaczęły dochodzić do nas bardzo niepokojące dźwięki. Trzaski, huki, one
    były od siebie odseparowane. Później te trzaski, huki, dudnięcia zaczęły
    nakładać się jeden na drugi. W pewnym momencie doszedł dźwięk
    niszczonej konstrukcji i detonacja
    - opowiadał. Przyznał, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie słyszał.

    Córka Wassermanna: Nie mówiłam o tym, ale nadszedł ten moment

    "Nigdy
    o tym nie mówiłam, ale nadszedł ten moment. Niektóre rodziny aktywnie
    walczące o prawdę, mają kłopoty" - mówi Małgorzata Wassermann. Odkąd zaczęliśmy zadawać kluczowe pytania dotyczące
    tragedii, byliśmy przez nich napadani i zwalczani. Nazywali nas
    oszołomami.

    Wassermann przyznaje, że niektóre rodziny aktywnie walczące o prawdę, mają kłopoty w pracy. -Dostają
    sygnały, że jeśli nie przestaną się publicznie udzielać, wiele stracą.
    Przeżyłam to na własnej skórze, dostawałam różne "propozycje", mniej lub
    bardziej oficjalne. Z drugiej strony, są tacy, którzy pod wpływem
    nacisków, reakcji otoczenia, bo nie chcą słuchać, że są wariatami,
    przestają walczyć -
    mówi w wywiadzie.

    Nie zamierza się poddawać, choć przyznaje że czas działa na niekorzyść tych, którzy chcą do końca wyjaśnić przyczyny katastrofy.

    -
    Wydawało mi się, że większość dowodów została utracona bezpowrotnie.
    Jednak wiedza i postęp technologiczny, dostęp do nagrań w internecie,
    dają szansę na wyjaśnienie okoliczności katastrofy. Myślę, że
    stuprocentową odpowiedź może dać nam jednak ktoś, kto kiedyś otworzy
    jakieś archiwum, udzieli wskazówek, gdzie szukać nieznanych materiałów.
    (...) Po czterech latach nie możemy ustalić obiektywnej rzeczywistości
    - mówi Wassermann w wywiadzie dla WP.pl

    Małgorzata Wassermann popiera opinię Jarosława Kaczyńskiego, który porównał Smoleńsk do ataku na WTC. 

    -
    U nas zginęła głowa państwa i 95 osób pełniących istotne funkcje z
    punktu widzenia funkcjonowania państwa polskiego. Wydaje się, że to
    sprawa równie ważna, co dla Amerykanów Al-Kaida. Szkoda, że polski
    premier nie wyczuwa powagi sytuacji. Przykre, że wystarczyły cztery
    lata, by rząd nawet nie zauważył, że mija czwarta rocznica narodowej tragedii. Nie stać go na gest, pomnik
    przed Pałacem Prezydenckim, godne upamiętnienie Lecha Kaczyńskiego. Z
    zażenowaniem słucham o pomyśle postawienia pomnika w Smoleńsku, za grube
    miliony. Przecież, jak słusznie zauważył jeden z dziennikarzy, Polacy w
    obecnej sytuacji geopolitycznej w ogóle nie mają tam po co jeździć. I
    wcale tego nie chcą. Ja na pewno tam nie pojadę.

    Zarzuty dla kontrolerów

    „NASZ DZIENNIK” ujawnia: Prokuratura wyłączy do odrębnego postępowania wątek rosyjskich kontrolerów lotu.Prokuratorzy prowadzący śledztwo smoleńskie już od roku mają pomysł na
    jego zakończenie. Osoby, które mogą zasiąść na ławie oskarżonych, to
    dwóch rosyjskich kontrolerów. Jak dowiedział się „Nasz Dziennik”,
    śledczy w postanowieniu końcowym stwierdzą, że do spowodowania
    katastrofy przyczynili się członkowie grupy kierowania lotami, obywatele
    rosyjscy. Ich sprawa zostanie wyłączona do oddzielnego postępowania.Według informacji „Naszego Dziennika”, konieczne będzie jeszcze
    przynajmniej jedno przedłużenie śledztwa (do 10 kwietnia 2015 r.).
    Prokuratorzy spodziewają się zebrać wszystkie opinie i ekspertyzy w
    ciągu najbliższych kilku miesięcy, od pół roku do ośmiu miesięcy zajmie
    grupie biegłych sporządzenie najważniejszej opinii – o przyczynach
    katastrofy. Wreszcie trzeba zarezerwować kilka miesięcy na przygotowanie
    końcowego postanowienia uwzględniającego ogrom materiału dowodowego i
    złożoność sprawy.

    „PLF 101, czy widzisz ziemię?”. Komenda, której zabrakło

    ROZMOWA z Olegiem Korszunowem, nawigatorem doświadczalnym z 38-letnim stażem

    Zwodzenie załogi

    To też nie nasz przypadek.

    – Owszem. Grupa kierowania lotami robiła wszystko, żeby załogę Tu-154
    zbić z tropu, tak jak i poprzednie samoloty. Ale o ile Ił-76 zdołał
    uciec, o tyle Tu-154 niestety nie zdążył. Ale naprawdę i Ił-76 był
    blisko katastrofy i mało brakowało, a cała ta historia byłaby zupełnie
    inna. Ale jemu jeszcze się udało. Tupolew także otrzymywał cały czas
    komunikat „na kursie, na ścieżce”.

    Niemoc państwa

    Choć wrak tupolewa jest naszą
    własnością, to Polska – na własne życzenie – ma ograniczone możliwości
    wpłynięcia na Rosję, aby jak najszybciej ją zwróciła

    Stan prawnomiędzynarodowy jest taki, że jest to polska własność
    państwowa, i to w dodatku polskich Sił Zbrojnych, których jednostka
    powietrzna, w pełni objęta immunitetem i przywilejami, znalazła się na
    terytorium innego państwa za jego pozwoleniem, i jej wrak należałoby
    wydać na każde żądanie – podkreśla dr hab. Karol Karski, specjalista
    prawa międzynarodowego i europejskiego z Uniwersytetu Warszawskiego.

    Prowadząca polskie śledztwo smoleńskie prokuratura wojskowa zajmuje w
    tym względzie jednoznaczne stanowisko. – Wrak i to, co się znajdowało
    na jego pokładzie, muszą wrócić na teren Polski, to jest rzecz jasna –
    stwierdza prok. Ireneusz Szeląg, szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w
    Warszawie.

    Wojciech Reszczyński

    Ani rząd, ani prezydent nie dopuszczają innej wersji przyczyn katastrofy niż tragiczny wypadek lotniczy

    Zadanie, jakie wykonuje prokuratura wojskowa, jest zgodne z linią
    polityczno-propagandową państwa Tuska, które od samego początku zwolniło
    się z wszelkiej odpowiedzialności za dramat 10 kwietnia 2010 roku. Ani
    rząd, ani prezydent nie dopuszczają innej wersji przyczyn katastrofy niż
    tragiczny wypadek lotniczy i jego „banalnie prosta przyczyna”. Takie
    też jest oczekiwanie Moskwy.

    Nieprofesjonalne działania NPW demaskuje przekaz medialny z
    konferencji prasowych, które cechuje coraz większy chaos, nerwowość i
    bezradność, z jaką prokuratorzy odpowiadają na najprostsze pytania
    dziennikarzy. Szef wojskowej prokuratury płk Ireneusz Szeląg (wcale
    nieproszony o tę wypowiedź) skarży się na zamiar likwidacji prokuratury
    wojskowej, pomysł powołania specjalnej ustawy regulującej zasady
    dalszego prowadzenia śledztwa, a nawet na prześladowania w postaci
    „wyzwisk” pod adresem prokuratorów. To fakt, działają pod coraz większą
    społeczną presją, ale o dyskomforcie ich pracy decydują oni sami oraz
    ich biegli z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji. Oby w
    miarę upływu czasu dyskomfort ten się nie pogłębiał.

    Ostatnia konferencja prokuratury, o której ustaleniach zapewne
    „przypadkowo” wiedział wcześniej premier, bo od razu kazał przepraszać
    za oskarżenia o zamach, jest jak strona NPW w internecie. Na próżno w
    rubryce „historia” szukać, czym była prokuratura wojskowa za PRL i w III
    RP i jacy ludzie ją współtworzyli. Jest za to dużo odniesień do
    prokuratury z okresu II Rzeczypospolitej, widocznie, aby wymusić więcej
    empatii.

    Relacja archeologa ze Smoleńska: zrozumiałem, jak wiele osób kłamało nt. katastrofy

    Marek Poznański, obecnie poseł Twojego Ruchu, był jednym z członków
    grupy archeologów, którzy w październiku 2010 roku przez dwa tygodnie
    badali teren katastrofy smoleńskiej.

    Podczas wstępnego rekonesansu miejsca upadku
    samolotu znaleźliśmy ludzkie szczątki. Wtedy zrozumiałem jak wiele
    zaniedbań jest w kwestii katastrofy, jak wiele osób kłamało na ten
    temat, i jak trudno będzie cokolwiek wyjaśnić. To był jeden wielki
    bałagan i zero odpowiedzialności urzędników po stronie polskiej, jak i
    rosyjskiej - relacjonuje Poznański. - Odnajdując elementy aparatury
    pokładowej, fragmenty elektroniki samolotu, zastanawiałem się jak
    "eksperci" mogą cokolwiek rekonstruować, na jakiej podstawie? - dodał.

    Poseł TR ocenia, że miejsce upadku Tu-154M powinno
    być ponownie przebadane w całości, "jak najdokładniej, z zachowaniem
    zachodnich standardów". Dzięki temu wyeksplorowane, namierzone i
    odpowiednio zabezpieczone zostałyby wszystkie przedmioty, fragmenty
    samolotu oraz fragmenty ciał pasażerów.

    - Warto wspomnieć, iż jesienią 2010 roku mogliśmy
    badać jedynie powierzchniowo miejsce katastrofy, bo wkopywanie się w
    grunt było zabronione.
    Fragmenty samolotu powinny być ułożone w jakimś
    hangarze, tak by móc zrekonstruować samolot w każdym szczególe. Warto
    pamiętać, że w miejscu upadku znajduje się jeszcze znaczna część
    samolotu i wiele fragmentów ciał, które z upływem czasu w skutek
    przemarzania gruntu będą przenikać na powierzchnię - zaznaczył
    Poznański.

    Poznański stwierdził również, że na płycie lotniska
    znajduje się jedynie część samolotu, jako że "znaczna" jego część m.in.
    elementy szkieletu, wyposażenie, elektryka itd. znajduje się w dwóch
    hangarach zlokalizowanych niedaleko wraku na płycie lotniska. - Wykonane
    przeze mnie zdjęcia tego, co tam się znajduje, pokazują jak wiele jest
    uchybień w kwestii badań i należytego zabezpieczania dowodów tej
    katastrofy - dodał.

    Pomimo upływu czterech lat od katastrofy, wrak
    prezydenckiego Tu-154 nadal znajduje się w Rosji; zdaniem posła TR,
    nieprzypadkowo. - Rosjanie nie zwrócą nam wraku, bo mają w tym interes.
    Widzą jak Polacy gryzą się między sobą w kwestii Tu-154M i będą dalej
    wykorzystywać kwestię katastrofy smoleńskiej, by nas rozgrywać - ocenił.

    Zdaniem Poznańskiego, polski rząd powinien cały
    czas domagać się oddania samolotu przez Rosjan, ponieważ jest on
    własnością Polski, a sposób w jaki wrak został zabezpieczony i
    przebadany "budzi wiele wątpliwości".

    - Nie widziałem ani razu wyników badań archeologów z
    jesieni 2010 roku, a wnoszą one bardzo dużo. To namierzone fragmenty
    pomiędzy drogą dojazdową do Smoleńska, a bezpośrednim miejscem upadku
    wnoszą wiele informacji do kwestii rekonstrukcji ostatnich sekund lotu
    prezydenckiego samolotu - mówi poseł w rozmowie z Onetem.

    - Nieprzemieszczone fragmenty poszycia Tu-154M z
    różnymi śladami zniszczenia, ich rozmieszczenie, co jest interpretowane
    przez Antoniego Macierewicza jako dowód wybuchu, nie zostały należycie
    przebadane i wykorzystane w toku prowadzonego śledztwa - zaznaczył
    Poznański.

    - Dopóki wrak nie zostanie zwrócony stronie
    polskiej, a na to się nie zanosi, kwestia wybuchu, zamachu i innych
    dziwnych teorii będzie ciągle żywa - dodał w rozmowie z Onetem.

     

    Komisja Macieja Laska przy KPRM

    Łojek: Liczba szczątków Tu-154 - niewielka. Znaleźliśmy m.in. pepeszę


    Edward Łojek z zespołu Laska ocenił, że w rozdrobnieniu (części)
    Tu-154M nie ma nic dziwnego, a ilość szczątków - szacowana przez
    archeologów na kilkadziesiąt tysięcy - jest niewielka, bo zdarzały się
    przypadki katastrof, gdzie ta liczba sięgała ok. dwóch milionów.


    Łojek zaznaczył, że "sugerowanie się rzekomo dużą ilością
    szczątków samolotu do niczego nie prowadzi". - Poza tym, czy jest
    pewność, że wszystkie szczątki, które archeolodzy odnaleźli, to były
    szczątki tego samolotu? To było niestety śmietnisko w tym miejscu, tam
    było wiele elementów metalowych. Rozmawialiśmy z archeologami, m.in.
    pepeszę tam znaleźli z czasów II wojny światowej - dodał.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15777406,Zespol_Laska__Nie_bylo_zadnych_wybuchow__Musimy_prostowac.html?lokale=warszawa#BoxWiadTxt


    Rosjanie odpowiedzą za Smoleńsk? Jest reakcja


    Prokurator generalny Andrzej Seremet nie wyklucza możliwości
    przyjęcia przez polską prokuraturę "jakiegoś zakresu odpowiedzialności"
    rosyjskich kontrolerów lotu Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r.
    Rano w TVP Info Seremet powiedział, że nie wyklucza możliwości
    przyjęcia, że "może jakiś zakres odpowiedzialności kontrolerów jest w
    tej sprawie istotny". Zarazem podkreślił, że można by o tym mówić
    dopiero po skompletowaniu pełnej dokumentacji przez prokuraturę.

    Ustosunkowując się w czwartek rano do
    twierdzeń, że rosyjscy kontrolerzy "naprowadzili załogę na śmierć", szef
    rządowego zespołu ds. katastrofy Maciej Lasek powiedział w radiowej
    Jedynce, że zapisy rozmów z wieżą w Smoleńsku świadczą, iż kontrolerzy -
    mimo że panował tam duży bałagan, co opisano w raporcie komisji Millera
    - wyraźnie wskazywali załodze, że warunków do lądowania nie ma. - To
    załoga Tu-154M podjęła decyzję o próbnym podejściu - dodał.

    Dzisiejszy "Nasz Dziennik" twierdzi, że polska
    prokuratura wojskowa wyłączy do odrębnego postępowania w prokuraturze
    powszechnej wątek rosyjskich kontrolerów lotu Tu-154M ze Smoleńska jako
    osób, które przyczyniły się do katastrofy. Według gazety to, że zarzuty
    zostaną im postawione, jest pewne.

    Gazeta spekuluje, że może to być zarzut
    nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu powietrznym, za co grozi do
    8 lat więzienia. "NDz" podkreśla zarazem, że Federacja Rosyjska nie
    wydaje swych obywateli.

    Naczelna Prokuratura Wojskowa nie komentuje spekulacji prasowych – powiedział rzecznik prasowy NPW ppłk Janusz Wójcik.

    „Rządowy TU 154M eksplodował w powietrzu”

    Rządowy TU 154M eksplodował w powietrzu – wynika z
    przedstawionego dziś  raportu parlamentarnego zespołu badającego
    katastrofę smole
    ńską. Świadczyć ma o tym układ szczątków salonki na obszarze o promieniu 30-50 metrów i ich stan, m.in. nadpalenia od wewnątrz.

    Tezę o rozpadzie samolotu nad ziemią mają potwierdzać prezentowane w
    dokumencie wyniki badań polskich archeologów, zgodnie z którymi pod
    Smoleńskiem znaleziono ponad sześćdziesiąt tysięcy szczątków maszyny,
    często o powierzchni kilku centymetrów kwadratowych.

    Poseł Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu, rozpoczynając posiedzenie, mówił że Smoleńsk to gorzej niż zbrodnia.

    - Nie zdarzyło się dotąd w historii świata, by jakikolwiek
    rząd i jakakolwiek prokuratura włożyły tyle wysiłku w to, by nie dojść
    do prawdy. W jakimkolwiek kraju, w którym zginął prezydent i jego elita,
    nie zdarzyło się by część mediów włożyło tyle wysiłku żeby atakować
    rodziny tych, którzy polegli, tych którzy próbują dojść do prawdy.
    Zbrodnia smoleńska woła o prawdę do nieba bez względu na słowa, jakich
    my użyjemy
    – mówił poseł.

    Antoni Macierewicz poinformował, że materiał dowodowy zebrany przez zespół jutro zostanie przekazany prokuraturze.

    Pełnomocnik części rodzin ofiar mec. Piotr Pszczółkowski przedstawił
    aktualny stan postępowań, które są prowadzone w celu ustalenia przyczyn
    katastrofy sprzed czterech lat. Jak mówił adwokat, śledztwo prowadzone
    przez NPW nie dało rodzinom i społeczeństwu odpowiedzi na podstawowe
    pytanie – jak doszło do katastrofy?

    Mecenas podkreślił także, że od kilku dni pojawiają sie informacje o
    konieczności zamknięcia i zakończenia pewnych wątków i badań. Nie jest
    to jednak prawdą – tłumaczył.

    - Nie jest tak, że kwestia badania materiałów wybuchowych została
    przez prokuraturę definitywnie zakończona i zamknięta. Prokuratura
    nawet, gdyby chciała, nie może tego uczynić z prostego powodu: w dniu,
    gdy ogłaszano opinii publicznej plon doświadczeń CLK w tym zakresie, to
    był dzień, którym wydano pokrzywdzonym dostęp do kopii tej opinii. Już
    pobieżna jej analiza wskazuje na to, że ta opinia jest niejasna i
    niepełna, na pewno będzie uzupełniania – choćby z podstawowych powodów:
    nie daje pewności co do tego, że w procesie badawczym mamy do czynienia z
    tożsamością materiału pobranego i badanego
    – zaznaczył Mecenas.

    Ewa Błasik, wdowa po generale Andrzeju Błasiku zwróciła się do wszystkich z apelem odnosząc się do ciągłych ataków na jej męża.

    - Apeluję, abyśmy się wszyscy dowiedzieli, kto wydał rozkaz, aby nie
    broniono naszych poległych oficerów i honoru Polski. Kto za tym stoi?
    Będę bardzo wdzięczna jeżeli wszyscy w naszej ojczyźnie się tego dowiemy
    powiedziała Ewa Błasik.


    Opinia CLKP do poprawki?


    „Kwestia materiałów wybuchowych nie jest sprawą zamkniętą” - mówi mec. Pszczółkowski.




    Jacek Świat: Moje państwo mnie zdradziło


    Putin mógł być zainteresowany śmiercią Lecha Kaczyńskiego nie ze
    względu na jego potęgę, ale z czystej zemsty za gruzińskie upokorzenie -
    mówi wdowiec po posłance PiS.

    Ewa Błasik w Sejmie: "Nie rozumiem Polaków, którzy z taką nienawiścią i satysfakcją obrażali naszych lotników..."

    "Nieważne jak długo to potrwa – ważne, byśmy się dowiedzieli, co stało się w Smoleńsku!"

    "Grono moich przyjaciół skurczyło się do minimum. Mój telefon
    milczy". Katarzyna Łaniewska o przemyśle pogardy w Polsce po 10/04.

    "Dziwię się osobom z mojego środowiska. Bo tych, którzy są tam u żłoba i boją się go stracić, to można jakoś zrozumieć."


    Żyjemy wciąż pamięcią o naszych bliskich

    Jest tylko jedna prawda i nikt nie ma prawa stawać na drodze do prawdy – ROZMOWA z senator Alicją Zając



     

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    67. Eskpert odpowiada

    • Macierewicz ogłasza smoleński raport... Lasek: Bez dowodów mnoży miejsca wybuchu

      O tym, że samolot z 96 osobami na pokładzie rozpadł się 10 kwietnia 2010 r. w powietrzu ma świadczyć układ szczątków salonki na obszarze o promieniu 30-50 metrów oraz ich stan - to główna teza raportu zespołu Antoniego Macierewicza, który dziś ogłosi. - Dotychczasowa historia "ostatecznych i niepodważalnych dowodów" prezentowanych przez posła Macierewicza wskazuje, że brak wiedzy i dowodów próbuje zastąpić mnożeniem kolejnych miejsc wybuchu - komentuje "Wyborczej" dr Maciej Lasek
      Oficjalnie parlamentarny zespół badający przyczyny katastrofy smoleńskiej swój raport ma ogłosić na posiedzeniu w Sejmie. Jednak Polskiej Agencji Prasowej udało się dotrzeć do jego treści wcześniej. Raport o tytule "Cztery lata po Smoleńsku. Jak zginął prezydent RP" z załącznikami liczy ponad 200 stron. Tezę o rozpadzie samolotu nad ziemią mają potwierdzać prezentowane w dokumencie wyniki badań polskich archeologów, zgodnie z którymi pod Smoleńskiem znaleziono ponad sześćdziesiąt tysięcy szczątków maszyny, często o powierzchni kilku centymetrów kwadratowych.

      Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,15774768,Co_jest_w_raporcie_Macierewicza___Tu...







    Konferencja Macierewicza ws. "zamachu": "Smoleńsk to było gorzej niż zbrodnia. To trafne"

    Zebrał się zespół Antoniego Macierewicza. "Zbrodnia smoleńska woła o prawdę do nieba"

    Zebrał się zespół Antoniego Macierewicza. "Zbrodnia smoleńska woła o prawdę do nieba"

    13:23

    "Smoleńsk to gorzej niż zbrodnia"

    "Smoleńsk to gorzej niż zbrodnia"

    - Nie zdarzyło się w historii świata, by tyle wysiłku
    jakikolwiek rząd czy prokuratura włożyły w to, żeby nie dojść do prawdy
    -...
    czytaj dalej »

    • Kolejne rewelacje Macierewicza: Rozpad salonki dowodem na wybuch....

      O tym, że samolot z 96 osobami na pokładzie rozpadł się
      10 kwietnia 2010 r. w powietrzu, ma świadczyć układ szczątków salonki na
      obszarze o promieniu 30-50 metrów oraz ich stan - to główna teza
      raportu zespołu Antoniego Macierewicza, który dziś ogłosi. -
      Dotychczasowa historia "ostatecznych i niepodważalnych dowodów"
      prezentowanych przez posła Macierewicza wskazuje, że brak wiedzy i
      dowodów próbuje zastąpić mnożeniem kolejnych miejsc wybuchu - komentuje
      "Wyborczej" dr Maciej Lasek.


    http://wyborcza.pl/1,75478,15774768,Kolejne_rewelacje_Macierewicza__Rozp...


    Czy Polacy wierzą w "wybuch smoleński"?

    Czy Polacy wierzą w "wybuch smoleński"?

    O koncepcji wybuchu i nieufności Polaków zarówno wobec
    zespołu Antoniego Macierewicza, jak i prokuratury rozmawiali...
    czytaj dalej »

    W czwartek wystąpią: Marek Jurek, Tomasz Nałęcz, prof. Krzysztof Wielecki, prof. Jacek Raciborski, Piotr Semka, Paweł Wroński

    Ojciec posła, który zginął w Smoleńsku, do Jarosława Kaczyńskiego: Niech pan wycofa haniebny spot

    Ojciec posła, który zginął w Smoleńsku, do Jarosława Kaczyńskiego: Niech pan wycofa haniebny spot

    -
    Chcę wierzyć, że ta sprawa jest pomyłką, że nie używa Pan trumny brata
    do walki politycznej - to fragment emocjonalnego listu, jaki dziś do
    prezesa PiS skierował Marek Karpiniuk.


    "Tusk-zdrajca, prezydent Komoruski. Tego prania mózgu..."


    Wg prof. Radosława Markowskiego,
    niecichnąca awantura wokół katastrofy smoleńskiej, najbardziej odbije
    się na młodych Polakach. - Któryś rok z rzędu dokonuje się pranie
    mózgów, pod hasłami "premier-zdrajca, prezydent "Komoruski" przyczynili
    się do mordowania". Ten poziom agresji, braku zaufania do państwa...
    Tego nie odrobimy nigdy - stwierdził socjolog w TOK FM.

    Socjologa prof. Radosława Markowskiego nie
    zaskakuje, że jak pokazują sondaże, ponad 20 proc. Polaków wierzy w
    zamach smoleński. Bo jak wyjaśnił w TOK FM, "zawsze jest 20 proc.
    społeczeństwa, które może uwierzyć w każdą dobrze sprzedaną zbiorową
    iluzję". To właśnie do nich trafiają argumenty przedstawiane przede
    wszystkim przez polityków Prawa i Sprawiedliwości - z Antonim
    Macierewiczem na czele.

    Mimo że według prof. Markowskiego "to, co mówi Macierewicz, obraża inteligencję ludzką na podstawowym poziomie".Poza tym wszystkim jedna rzecz jest destrukcyjna. Któryś rok z rzędu
    dokonuje się pranie mózgów młodych ludzi, w narracji, że zdrajca
    premier, prezydent "Komoruski" przyczynili się, z pobudek politycznych,
    do mordowania własnych ludzi - ocenił w "Poranku Radia TOK FM".

    Nie do odrobienia


    Zdaniem prof. Markowskiego już widać, jak negatywne skutki dla
    życia społecznego przyniosły takie działania. - Ten poziom agresji, brak
    zaufania... Nie odrobimy tego nigdy.

    Ale nie tylko o
    stratach społecznych możemy dziś mówić. Negatywne skutki niekończących
    się przepychanek wokół katastrofy smoleńskiej widać też w życiu
    politycznym. - Jeśli główna partia opozycyjna zajmuje się iluzją, to nie
    zajmuje się ważnymi problemami. A wiadomo, że jakość opozycji
    determinuje w pewnym stopniu jakość rządzenia. Nasz rząd pewnie wielu
    rzeczy ważnych nie zrobił, bo nie było dopingu opozycji. Bo opozycja
    zajmuje się szaleństwami.

    Prof. Markowski: Premier-zdrajca, prezydent "Komoruski" - skutków prania mózgów młodych Polaków nie odrobimy nigdy






    Dotychczasowa historia "ostatecznych i niepodważalnych dowodów" prezentowanych przez posła Macierewicza wskazuje, że brak wiedzy i dowodów próbuje zastąpić mnożeniem kolejnych miejsc wybuchu - mówi dr Maciej Lasek, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.
    Agnieszka Kublik: Są nowe rewelacje zespołu Antoniego Macierewicza.
    Podczas lotu do Smoleńska doszło do wybuchu w salonce Lecha Kaczyńskiego. Ogromna siła rozerwała jej prawą burtę, rozrzucając zwęglone elementy w promieniu kilkudziesięciu metrów. Według niego to prawdopodobnie ta eksplozja zabiła prezydenta i prezydentową.

    Dr Maciej Lasek, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych: Nowe, ale fałszywe jak stare. Salonka to już kolejne miejsce wskazane przez posła Antoniego Macierewicza, w którym rzekomo nastąpił wybuch.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,15778541,Dzisiejsze_rewelacje_Macierewicza_sa...

    "Teza o zamordowaniu Lecha Kaczyńskiego miesza w głowach wszystkim Polakom"

    Teza o zamordowaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego miesza w głowach i
    emocjach wszystkim Polakom - mówi Onetowi prof. Janusz Czapiński,
    psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego.

    Prof. Janusz Czapiński: Łatwo
    je ożywić. Są już bowiem zakorzenione tak głęboko, że uruchamiają całą
    lawinę skojarzeń, wpisują się także w masę uprzedzeń, które Polacy żywią
    wobec innych narodów, grup społecznych czy też opcji politycznych i ich
    przedstawicieli.

    Uruchomienie tych emocji za pomocą już bardzo
    utrwalonej symboliki, która towarzyszy obchodom kolejnej rocznicy
    katastrofy, jest teraz stosunkowo proste. I powoduje podgrzewanie
    społecznej atmosfery. Ale to nie znaczy, że na co dzień żyjemy emocjami
    związanymi z katastrofą.

    Moim zdaniem okresy witalizacji tych emocji w okolicach 10 kwietnia będą coraz krótsze.

    Zatem emocje fluktuują, ale z biegiem lat opadają?

    - Tak. Ale oczywiście na wieki wieków pozostanie w głowach wielu Polaków pytanie: jak było naprawdę?

    Dziś rocznica, więc siłą rzeczy emocje
    społeczne odżywają. Do czego się one przyczyniają - odtwarzania traumy
    czy może budowania wspólnoty?

    - One budują, ale wspólnoty. Nie wspólnotę. I na
    czym polega problem? One nie integrują Polaków. Bo integrują
    poszczególne grupy Polaków. A głównie jedną: tą, która została zarażona
    "wirusem zamachu". Wytwarzają zatem zamkniętą społeczność - strasznie
    nastroszoną wobec innych.

    Doskonale to widać na obrazkach z relacji obchodów
    na Krakowskim Przedmieściu organizowanych przez PiS. Wyraźnie widzimy
    grupę obrońców symboliki smoleńskiej i tragicznie zmarłego prezydenta
    Lecha Kaczyńskiego. Ta grupa - ponieważ jest mniejszością - czuje się
    zagrożona przez zazwyczaj milczącą i słabiej manifestującą swoje
    przekonania większość.

    Czy określenie "lud smoleński" dla tej wspólnoty jest obraźliwe, a może grupa ta integruje się wobec takiego i innych niepochlebnych określeń?

    - Nie ma nic uwłaczającego w słowie "lud" Ale
    zbitka "lud smoleński" ukuta przez przeciwników tej grupy nabrała już
    pejoratywnego znaczenia. To tak jak z "moherowymi beretami" - ani
    "moher", ani "beret" nie obraża, ale zbitka - owszem.

    Oni są świadomi, że się im urąga, gdy określa się
    ich "ludem smoleńskim". Jednak w kategoriach opisowych tworzą bardzo
    osobną grupę. Wszystko jedno czy nazwiemy ich "ludem", czy "plemieniem",
    to są odrębni i muszą się z tym pogodzić. Nie są większością i nigdy
    nią nie będą.

    Ale rosnącą grupą - już tak.

    - Rosnącą, ale z wyraźnie zarysowaną granicą wzrostu. Nie ma szansy, aby narzucili swoją narrację - nie staną się mainstreamem.

    Co czwarty-piąty Polak należy do tej grupy…

    - … a ja sądzę, że jednak jest to mniej, niż wskazywałyby sondaże, które ma pan na myśli.

    Bo?

    - Spora część ludzi, którzy mówią o zamachu,
    jedynie dopuszcza taką możliwość - pozostawia otwartą taką hipotezę. A
    to nie znaczy, że oni doświadczają takich samych emocji, wzruszeń i są
    tak samo najeżeni wobec ludzi o innych poglądach. Oni tylko dopuszczają
    możliwość zamachu.

    Sądzę, że "lud smoleński" to najwyżej 10-12 proc. Polaków.

    Przytoczę ryzykowną tezę: gdyby PiS nie
    lansowało teorii zamachowych, to odsetek Polaków wierzących w zamach
    byłby absolutnie znikomy. Racja?

    - Wszystko jedno, który z liderów PiS, ale
    najlepiej, gdyby był to sam prezes Jarosław Kaczyński… Gdyby któregoś
    dnia Jarosław Kaczyński powiedział - cytując na przykład "Nasz Dziennik"
    - że wybuch jest wykluczony i jego zdaniem to był nieszczęśliwy
    wypadek, to grupa "zainfekowana wirusem zamachowym" stopniałaby. Nie do
    2-3 proc., ale do tych, którzy są bardzo twardo przekonani do zamachu -
    czyli do ok. 10 proc.

    "Lud smoleński" by pozostał, choć odwróciłby się od
    Jarosława Kaczyńskiego. Zawsze by się znalazł inny polityk, który
    podchwyciłby tezę zamachową.

    Czy jest Pan w stanie doszukać się jakichś pozytywów, które wyrosły z katastrofy smoleńskiej i z jej rocznic?

    - Nie widzę ani jednego, najmniejszego, jak mówił
    Lech Wałęsa - "plusa dodatniego", który miałby być konsekwencją
    głoszenia złowieszczych wizji tego, co miało się przydarzyć w Smoleńsku,
    czyli poglądu, że prezydent Lech Kaczyński został zamordowany.

    Takie przekonanie jest dla jednych wciąż świeżą
    traumą, niesioną uczuciami patriotycznymi. Dla innych to niedopuszczalne
    nadużycie. Zatem teza o zamordowaniu Lecha Kaczyńskiego i jednym, i
    drugim - wszystkim Polakom - miesza w głowach i emocjach.

    Jak długo Polacy będą się spierać o to, co stało się w 2010 r.?

    - Spór nigdy nie będzie przecięty, bo wpisał się już w polską, narodową mitologię.

    Tak jak w dalszym ciągu toczymy spory o zasadność
    Powstania Warszawskiego - a nawet tych wcześniejszych: styczniowego i
    listopadowego - tak i do katastrofy smoleńskiej nieustannie będziemy
    wracać. Nie na co dzień, ale przy okazji kolejnych rocznic.

    Za 200 lat Polacy będą namiętnie dyskutować:
    dlaczego doszło do katastrofy w Smoleńsku? I dlaczego zginął prezydent
    Lech Kaczyński?


    Publiczna TVP

    Ekspert zaskoczony zdjęciami A. Macierewicza

    Wśród zdjęć przywiezionych przez polską komisję ze Smoleńska nie
    ma zdjęć, które pokazywał dzisiaj Antoni Macierewicz - mówił w TVP Info
    Michał Setlak z "Przeglądu Lotniczego". To reakcja na dzisiejszą
    konferencję zespołu parlamentarnego badającego katastrofę smoleńską i
    materiały, które zostały zaprezentowane. - Nie wiem czy to są zdjęcia,
    które zostały mu podrzucone przez Rosjan. Ale to nie są zdjęcia saloniku
    prezydenckiego

    Na antenie TVP Info te informacje dementował Michał Setlak z
    "Przeglądu Lotniczego". - Bardzo mnie dziwią te zdjęcia. Widziałem
    wszystkie zdjęcia, które polska komisja przywiozła ze sobą ze Smoleńska.
    I wśród tych zdjęć nie ma żadnych podobnych do tych, które były
    pokazywane przez pana Macierewicza



    PiS w tym roku przedstawia historiograficzną wizję, w której katastrofę smoleńską splata z aneksją Krymu. Teraz Jarosław Kaczyński chce po raz kolejny podjąć spuściznę brata - czy na trumnach uda mu się dowiosłować do wyborów europejskich? Wątpię.
    Prawo i Sprawiedliwość urządziło obchody 4. rocznicy katastrofy smoleńskiej pod hasłem: "10 kwietnia rozpoczęła się wojna" - sugerując, że śmierć prezydenta Kaczyńskiego była uwerturą do późniejszych agresywnych działań prezydenta Władimira Putina - aneksji Krymu czy próby destabilizacji wschodu Ukrainy. Oprócz kolejnej teorii zamachu - którą snuje niezmordowany Antoni Macierewicz na...

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,15778326,Macierewicz_traci_wigor__ale_razem_z...



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    68. "Wstrząsające, że PiS pod

    "Wstrząsające, że PiS pod kadrami ze Smoleńska napisał - materiał wyborczy"


    "Wstrząsające, że PiS pod kadrami ze Smoleńska napisał - materiał wyborczy"


    Wojciech Olejniczak i Michał Kamiński w
    TVN 24: List ojca Sebastiana Karpiniuka nas poruszył. Jesteśmy
    wstrząśnięci i zaskoczeni tym, że PiS było w stanie podpisać kadry ze
    miejsca katastrofy smoleńskiej słowami "materiał wyborczy".

    -
    Kiedy doszło do katastrofy, byłem z żoną za granicą. Ludzie myśleli, że
    ja też byłem na pokładzie. Potem pisali do mnie, że zacząłem nowe życie -
    mówi Kamiński.

    - W tym samolocie istniał podział polityczny, ale
    wszyscy usiedli razem. Lecieli we wspólnej sprawie. Dziś się wydaje, że
    uroczystości, które powinny być im poświęcone, nie są wspólne - mówi
    Olejniczak.

    Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

    Wojciech Olejniczak

    Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

    Michał Kamiński

    Tuż po katastrofie smoleńskiej wydawało się,
    że to zjednoczenie narodowe, które wtedy nastąpiło, jest prawdziwe. To
    było bardzo podobne do sytuacji po śmierci Jana Pawła II i także jak
    wtedy wydawało się, że może już tak zostanie –
    mówi Grzegorz Schetyna w programie „Po przecinku” w TVP Info.

    -
    Wydaje się, że wybory do Parlamentu Europejskiego i Smoleńsk to dwie
    odległe od siebie rzeczy, ale nawiązywanie do katastrofy smoleńskiej
    jest chyba metodą PiS, by wygrywać wybory - twierdzi Schetyna.

    - Wrak tupolewa powinien wrócić do Polski, bo jest symbolem. Wrak jest używany w dyskursie politycznym między Polska a Rosją - uważa poseł PO.

    - Staliśmy się zakładnikiem wszechobecnego kłamstwa, bo tylko tak można nazwać to, o czym mówi Macierewicz - ocenia Schetyna.

    Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

    Grzegorz Schetyna

    20:17

    "Nie chcę wchodzić w ton narzucony przez PiS"

    "Nie chcę wchodzić w ton narzucony przez PiS"

    - Nie odmawiam Jarosławowi Kaczyńskiemu prawa do ostrego
    artykułowania bólu po stracie, ale gigantycznym szokiem jest dla
    mnie...
    czytaj dalej »

    "Bóg, Honor, Lech, Jarosław" [Jak PiS obchodził rocznicę katastrofy...

    W czwartą rocznicę katastrofy smoleńskiej Jarosław
    Kaczyński nie złagodził retoryki, choć unikał personalnych oskarżeń.
    Zwolenników wezwał, by "dokończyli rewolucję"Popołudniowe wystąpienie prezesa przed Pałacem Prezydenckim na
    Krakowskim Przedmieściu było najważniejszym punktem rocznicowych
    obchodów organizowanych przez PiS. W 2011 r. i 2012 r. Kaczyński
    upodobał sobie herbertowski motyw o ofiarach katastrofy jako
    "zdradzonych o świcie". Rok temu mówił do zgromadzonych: "Póki my
    żyjemy, Polska nie umarła!!!".



    Wojciech Czuchnowski, knysz




    Modlitwa i milczenie [oficjalne, państwowe obchody 4. rocznicy katastrofy smoleńskiej]

    Paweł Wroński

    Na warszawskim Cmentarzu Powązkowskim, w Smoleńsku, w kaplicy Pałacu Prezydenckiego przedstawiciele państwa i rodziny oddali hołd ofiarom katastrofy Tu-154. Przemówień polityków było niewiele.
    W przeddzień katastrofy na Wawelu kwiaty na grobie Lecha i Marii Kaczyńskich złożyła para prezydencka Bronisław i Anna Komorowscy.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,15779146,Modlitwa_i_milczenie__oficjalne__pan...

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    69. 21:19Kurski: Po Smoleńsku


    Kurski: Po Smoleńsku rezygnację powinni złożyć Tusk, Sikorski i Arabski

    Kurski: Po Smoleńsku rezygnację powinni złożyć Tusk, Sikorski i Arabski

    - Nikt nie poniósł odpowiedzialności politycznej za to,
    co się wydarzyło, mimo że zginęło 96 osób - mówił w 4. rocznicę...
    czytaj dalej »

    W "Kropce nad i" o tym, czy katastrofa smoleńska jest wykorzystywana
    jako element kampanii wyborczej, rozmawiali Jacek Kurski (SP) i Adam
    Bielan (PR).

    Reakcja "wydaje się przesadzona"

    -
    Katastrofa jest z całą pewnością tematem do debaty, bo jest to jedna z
    największych tragedii w historii Polski - powiedział Adam Bielan. Dodał,
    że PiS zgłosiło spot bez podpisu, a jego umieszczenie było wymogiem
    telewizji, a krytyka PO w tej sprawie jest "obłudą. Ten podpis jest rzeczywiście niezręczny, ale ta rocznica przypada na
    czas, kiedy zostało akurat pięć tygodni do wyborów do Parlamentu
    Europejskiego - zaznaczył Bielan, dodając, że on sam spotu "pewnie by
    nie wypuścił".

    Jacek Kurski ocenił, że reakcja Marka Karpiniuka
    "wydaje się przesadzona". - Ludzie mają prawo obchodzić rocznicę -
    bronił PiS, również podkreślając, że podpis "materiał wyborczy" został
    narzucony przez telewizję "jakoś tam przez PO kontrolowaną".

    - To
    miał być spot okolicznościowy, materiał informacyjny, a nie wyborczy. To
    jest wina telewizji, że tak kazała go podpisać, w związku z tym to już
    jest czepianie się PiS-u. PiS ma prawo organizować przy pomocy telewizji
    tego rodzaju manifestacje - powiedział Kurski.

    Gra dyplomatycznaPolitycy skomentowali również zdjęcie Donalda Tuska z Władimirem Putinem, które pojawiło się w spocie PiS .

    -
    Ja mam z tym zdjęciem pewien problem. Na początku myślałem, że to
    fotomontaż, ale to nie jest fotomontaż - przyznał Jacek Kurski. - Nie
    potrafię znaleźć w sobie wyjaśnienia, w jaki sposób mogło dojść nawet w
    jednej milionowej sekundy w takiej pozie, bo to jest dziwna poza - dodał
    europoseł SP.

    Adam Bielan dodał, że on sam nie wykorzystałby
    raczej zdjęcia w spocie. - Oczywiście można natomiast nawiązać do tego,
    co działo się przed katastrofą - powiedział.

    - To jest ślepa
    uliczka. Nie brnąłbym w kwestię tego zdjęcia, bo to łatwo wyśmiać.
    Mówiłbym o faktach, o pewnej grze dyplomatycznej, którą premier Tusk i
    cały rząd, również minister spraw zagranicznych, prowadzili z ówczesnym
    premierem, dzisiejszym prezydentem Władimirem Putinem przeciwko
    przeciwko prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu - wyjaśnił Bielan.W jego opinii, gra ta doprowadziła do rozdzieleniu wizyt delegacji i
    miała "doprowadzić do upokorzenia prezydenta Kaczyńskiego, żeby
    umniejszyć rangę jego wizyty w Smoleńsku".

    "Nikt nie poniósł odpowiedzialności politycznej"

    Europosłowie
    dyskutowali również na temat odpowiedzialności politycznej za
    katastrofę, a właściwie za dopuszczenie do takiej, a nie innej
    organizacji wylotu prezydenckiej delegacji.

    W ocenie Jacka
    Kurskiego rezygnację powinni złożyć Radosław Sikorski "za rozdzielenie
    wizyt" i Tomasz Arabski "za przygotowanie". - Nie zawadziłoby, by
    również zrobił to Donald Tusk, bo skala wojny z prezydentem była
    podglebiem dla tej sprawy - wyjaśnił.

    Adam Bielan podkreślił z kolei, że do tej pory "nikt nie poniósł odpowiedzialności politycznej za to, co się wydarzyło".


    Karty aktualne? Niet!

    zdjecie

    Urzędnicy Radosława Sikorskiego nie byli w
    stanie wyegzekwować od Rosjan nawet aktualnych kart podejścia dla załóg
    polskich samolotów (FOT. M. BORAWSKI)

    Karty aktualne? Niet!

    Rosjanie przyznają, że polskim załogom lecącym do Smoleńska w 2010 roku przekazali nieaktualne karty podejścia

    Przesłuchiwany przez polskich prokuratorów
    pracownik rosyjskiego MSZ Jewgienij Martynienko zeznał, że nie jest mu
    nic wiadome, jakoby w 2009 r. Rosjanie przekazali Ambasadzie RP w
    Moskwie jakiekolwiek dokumenty dotyczące lotniska Smoleńsk Północny.
    Świadek zaprzeczył – pisze prokurator – że „przekazał pracownikom
    polskiej placówki dyplomatycznej informację, że mapy podejścia do
    lotniska w Smoleńsku, które miała ambasada, nie uległy zmianie”.

    To podważa przekaz uczestniczącej w pracach przygotowawczych do wizyt
    w Katyniu 7 i 10 kwietnia 2010 r. Justyny Gładyś z wydziału
    politycznego Ambasady RP w Moskwie. Z zeznań, jakie Gładyś złożyła w
    cywilnym wątku śledztwa, dotyczących organizacji wizyt, wynika, że przez
    jej ręce przechodziły karty podejścia lotniska Siewiernyj w Smoleńsku.
    To ona miała przekazać mapy Emilii Surowskiej z Kancelarii Prezesa Rady
    Ministrów, gdyż zgłosili się po nie piloci samolotów transportowych z
    krakowskiej eskadry, którzy mieli wykonywać loty do Smoleńska 7 kwietnia
    2010 roku. Wtedy Gładyś przesłała karty będą- ce w dyspozycji ambasady.
    Wcześniej – jak zeznała – kwestię aktualności kart miała omówić właśnie
    z Martynienką, który zajmował w tym czasie stanowisko III sekretarza
    Wydziału Polskiego III Departamentu Europejskiego MSZ Federacji
    Rosyjskiej. Martynienko miał zapewnić polską urzędniczkę, że karty
    podejścia przesłane stronie polskiej we wrześniu 2009 r. nie uległy
    zmianie. I są aktualne. Co istotne, Martynienko od czerwca 2009 r.
    odpowiadał za przygotowywanie projektów dokumentów związanych z
    uzgadnianiem jednorazowych lotów nieregularnych rejsów międzynarodowych z
    polskimi przedstawicielami. W zakresie jego obowiązków było m.in.
    ustalanie zakresów częstotliwości radiowych czy zezwoleń na wwóz broni
    na terytorium FR dla ochrony polskich VIP-ów.

    Jednak w trakcie śledztwa przesłuchiwany przez polskich śledczy
    Martynienko zeznał, że nie tylko nic nie było mu wiadome o stanie
    technicznym lotniska Siewiernyj, również o tym, że było nieczynne, ale
    że nawet nie rozmawiał o tym z przedstawicielami strony polskiej.
    Podobnie miał nie wspominać o kartach podejścia. Martynienko zaprzeczył,
    że w rozmowie z Gładyś miał potwierdzić, że mapy nie uległy zmianie, bo
    taka sprawa nie była przez niego z nikim omawiana. Zeznając przed
    śledczym, mówił, że sprawa ta nie należy do jego kompetencji. Dlatego
    nie zajmował się porównywaniem informacji aeronawigacyjnych lotniska
    Smoleńsk Północny i nie ma w tym zakresie niezbędnego doświadczenia.

    O wcześniej wysłanych mapach (wrzesień 2009) Martynienko też nie
    wiedział, bo jak stwierdził, w tym czasie nie zajmował się sprawami
    przelotów zagranicznych statków powietrznych.

    Która relacja jest prawdziwa? W ocenie mec. Bartosza Kownackiego,
    pełnomocnika kilku rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, trudno to
    jednoznacznie ocenić. Ale nawet jeśli przyjąć zeznania Justyny Gładyś za
    wiarygodne, to dziwi forma załatwienia sprawy.

    – Przyjęcie ustnego zapewniania, że w kartach podejścia nic się nie
    zmieniło, przy organizacji lotu z prezydentem nie jest właściwym
    działaniem. Aktualne informacje na ten temat powinny zostać przekazane
    na piśmie – ocenia pełnomocnik.

    Według Kownackiego, można by jeszcze zgodzić się na przyjęcie
    pisemnej informacji strony rosyjskiej o tym, że dane przekazane w
    określonym dniu pozostają aktualne.

    – Tej sprawy nie można było załatwić w rozmowie na zasadzie: nic się
    nie zmieniło, możecie lecieć. Tak nie można działać. W końcu też po coś
    są ci wszyscy urzędnicy. Dokumentacja kompletna i aktualna powinna
    zostać przesłana stronie polskiej. Należało tego dopilnować – dodaje
    prawnik. W ocenie mec. Kownackiego, ten przykład dobrze obrazuje to, w
    jaki sposób urzędnicy podchodzili do swojej pracy.

    – To są niby małe zaniedbania, ale one składają się na cały obraz
    braku funkcjonowania państwa i za taki stan powinni odpowiadać nie tylko
    poszczególni urzędnicy, ale i ich przełożeni, którzy pozwolili na
    stosowanie takich praktyk – podkreślił.

    W całej sprawie razi też sposób podejścia do oceny pracy lotników, co
    do których uznano, że poszczególne małe niedociągnięcia złożyły się na
    obraz katastrofy, a równocześnie w przypadku urzędników poszczególne
    zaniedbania takiej kumulacji nie podlegają.

    Świstek, nie karta

    Kwestia aktualności map była przedmiotem zainteresowania tzw. komisji
    Jerzego Millera. Jak ustalono, w czasie jednego ze spotkań roboczych
    poświęconych organizacji wizyt strona rosyjska zapewniła, że wymagane
    parametry lotniska przekaże notą do polskiego Ministerstwa Spraw
    Zagranicznych. Mimo zmian w procedurach podejścia dla lotniska i
    przeprowadzenia specjalnego oblotu środków radionawigacyjnych (5
    kwietnia 2010) dane te nie zostały przekazane stronie polskiej.

    „Strona rosyjska ograniczyła się jedynie do stwierdzenia, że
    procedury podejścia nie zmieniły się od 2009 roku” – czytamy w raporcie.

    W praktyce oznaczało to tyle, że załogi samolotów wykonujących rejsy 7
    i 10 kwietnia korzystały z kart podejścia przekazanych przez Ambasadę
    RP w Moskwie do Szefostwa Służby Ruchu Lotniczego w roku 2009, które nie
    były zgodne ze stanem faktycznym
    – zawierały np. schemat i opis
    podejścia na kierunku 079 wraz z pomocami nawigacyjnymi, które były
    wyłączone z eksploatacji od października 2009 roku.(..)



    „Gdy nastał prezydent Kaczyński, organizacja lotów legła w gruzach”

     

    – Za czasów prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego moja siostra nie miała żadnych obaw, aby latać...

    Siostra funkcjonariuszki BOR, która zginęła pod Smoleńskiem: Za...

    - Za czasów prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego moja
    siostra nie miała żadnych obaw, aby latać tymi samolotami. Jak nastał


    Cały tekst: http://wyborcza.pl/0,0.html#ixzz2yZxpGPba

    Paweł Deresz: Część rodzin smoleńskich uległa demagogii naszych polityków

    Ale katastrofa smoleńska podzieliła także polskie społeczeństwo. Myśli Pan, że to wina polityków właśnie?

    Sądzę, że tak, że część rodzin smoleńskich uległa demagogii naszych
    polityków i stąd wzięły się te podziały. A poza tym część naszych
    polityków, myślę tutaj o prawicy, zbija polityczny kapitał na
    katastrofie smoleńskiej. Nie sądzę, aby pan Macierewicz mógł istnieć na
    scenie politycznej po jego kompromitacji związanej z premierem
    Olszewskim, z raportem WSI, a przede wszystkim z aneksem do tego
    raportu, który Lech Kaczyński wyrzucił do kosza. Jak mówię, nie sądzę,
    aby Macierewicz po tym wszystkim, czego "dokonał", mógł istnieć w
    polityce bez Smoleńska.O Antonim Macierewiczu Paweł
    Deresz mówi, że istnieje na polskiej scenie politycznej tylko i
    wyłącznie dzięki katastrofie smoleńskiej




    Myśli Pan, że Antoni Macierewicz cynicznie gra czy może rzeczywiście wierzy w ten zamach?

    Nie zgadzam się z panem Millerem, który uważa, że Macierewicz wierzy
    w zamach. Nie mam do pana Macierewicza zaufania od chwili, kiedy
    dowiedziałem się, że uciekł jak tchórz ze Smoleńska, będąc właściwie w
    odległości 15 czy 16 km od miejsca katastrofy. I zamiast biec tam,
    zamiast ratować ewentualnych rannych, zamiast natychmiast działać,
    uciekł w popłochu do Warszawy.



    Co by się musiało zdarzyć, Pana zdaniem, żeby Antoni Macierewicz i inni politycy prawicy uwierzyli, że zamachu nie było?

    Grzebanie w dramacie smoleńskim jest niejako motorem napędzającym
    poczynania prawicy, w związku z tym to będzie trwało i trwało. Jestem
    pewien, że kiedy wrak wróci do Polski, a mam nadzieję, że wróci, kiedy
    szczątki tego wraku zostaną zbadane przez specjalistów i okaże się, że
    wszystko jest zgodne z ustaleniami komisji Millera czy komisji
    prokuratorów, to odezwą się natychmiast głosy, które już teraz się
    odzywają, że Rosjanie już dawno usunęli wszystkie ślady, które by
    potwierdzały przypuszczenia pana Macierewicza. Ten wrak, mówiąc
    szczerze, nie ma już żadnego znaczenia.



    Kamizelka nie dla każdego

    Nie wszyscy funkcjonariusze BOR lecący do Smoleńska mieli kamizelki kuloodporne

    zdjecie

    „Tajemnica” kamizelek oficerów BOR
    rozwikłana. Według doniesień „Rzeczpospolitej”, Biuro Ochrony Rządu nie
    odzyskało wszystkich kamizelek kuloodpornych należących do
    funkcjonariuszy, którzy zginęli w katastrofie samolotu Tu-154M. Gazeta
    uznała, że niejednoznaczny przekaz prokuratury wojskowej i BOR w tym
    zakresie pozwala sądzić, iż znany jest los czterech kamizelek, które
    odebrało Biuro, a kolejne cztery najprawdopodobniej zaginęły.

    Tymczasem, jak zasugerował w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mjr
    Dariusz Aleksandrowicz, rzecznik BOR, pojawiająca się w mediach liczba
    ośmiu kamizelek powoduje niejasny przekaz dotyczący losów tego elementu
    wyposażenia Biura. Rzecznik wprawdzie uznał, że nie może ujawnić liczby
    kamizelek, jakie były zabrane na pokład Tu-154M, gdyż wskazywałoby to na
    metody działań Biura. Ale też przyznał, że nie wszyscy funkcjonariusze
    lecący do Smoleńska takie kamizelki posiadali.

    Fakty są takie, że 1 czerwca 2012 roku Żandarmeria Wojskowa
    przekazała do depozytu BOR cztery kamizelki kuloodporne funkcjonariuszy
    Biura, którzy zginęli w katastrofie rządowego samolotu Tu-154M. Na
    potwierdzenie tego zostały sporządzone protokoły przyjęcia-przekazania, a
    fakt ten został odpowiednio pokwitowany. W dokumentach z przekazania
    rzeczywiście figuruje osiem pozycji opisanych „Nr… – kamizelka
    kuloodporna koloru białego”. Tylko to – jak tłumaczył Piotr Stachańczyk,
    sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych – wynika „z
    numerowanej części przedniej oraz tylnej przedmiotowego sprzętu
    uzbrojenia”. Takie stanowisko Stachańczyk przekazał poseł Jolancie
    Szczypińskiej (PiS) pod koniec stycznia br. w odpowiedzi na jej
    interpelację.

    – Stosownie do informacji przekazanych przez Biuro Ochrony Rządu
    obecnie dwie kamizelki znajdują się w depozycie BOR (nie zostały one
    zniszczone ani zutylizowane), natomiast pozostałe kamizelki na prośbę
    dwóch rodzin ww. funkcjonariuszy BOR zostały w dniu 9 listopada 2012
    roku, zgodnie z dyspozycją szefa BOR, przekazane ww. rodzinom z depozytu
    formacji – dodał wiceminister. Były zatem cztery odnalezione kamizelki i
    cztery wróciły do BOR. I poza listą z przekazania kamizelek nie ma
    przesłanek, by wskazywać na istnienie kolejnych czterech, rzekomo
    zabranych na pokład Tu-154M.

    Naczelna Prokuratura Wojskowa, pytana przez „Nasz Dziennik” jeszcze
    rok temu o losy kamizelek BOR, wyjaśniała, że „kamizelki kuloodporne,
    należące do funkcjonariuszy BOR, znalazły się wśród rzeczy, których stan
    wywołał podejrzenie, iż mogą stwarzać niebezpieczeństwo dla życia lub
    zdrowia osób”. To podobnie jak przedmioty zdjęte ze zwłok w trakcie
    prowadzonych badań sądowo-medycznych w Moskwie. – Po przeprowadzeniu
    stosownej procedury oczyszczającej te rzeczy z wykrytych i
    zidentyfikowanych na nich substancji chemicznych i biologicznych (…)
    zostały przekazane rodzinom ofiar, którym uprzednio okazano je celem
    zidentyfikowania. Wymienione kamizelki kuloodporne Żandarmeria Wojskowa
    przekazała przedstawicielom Biura Ochrony Rządu w dniu 1 czerwca 2012
    roku – zaznaczyła NPW.

    Przy okazji to stanowisko prokuratury po części wyjaśnia, dlaczego
    kamizelki nie były poddawane – tak jak broń BOR – szczegółowym badaniom.
    Po procesie dekontaminacji trudno było na nich szukać jakichś
    chemicznych śladów. Tym bardziej dziwi, iż prokuratura wojskowa podczas
    poniedziałkowej konferencji uznała tylko, że brak badań wynikał z takiej
    decyzji biegłych.

    Marcin Austyn


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    70. Kłamstwa o gen. Błasiku muszą

    Kłamstwa o gen. Błasiku muszą zniknąć z raportu MAK

    Z raportu MAK muszą zniknąć fałszywe informacje dotyczące obecności alkoholu we krwi generała Andrzeja Błasika – informuje „Nasz Dziennik”.

    Z takim żądaniem do Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego wystąpił
    mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik Ewy Błasik, żony tragicznie zmarłego w
    katastrofie smoleńskiej dowódcy Sił Powietrznych.

    - Sprawa jest tak oczywista, iż wydaje się, że materiał dowodowy
    przedstawiony przez prokuraturę nie budzi wątpliwości. Nie ma
    wątpliwości, że badania przeprowadzone w tym zakresie przez Rosjan,
    urągały jakimkolwiek standardom. W związku z tym, w pierwszej kolejności
    zwróciliśmy się do rządu Rzeczpospolitej z prośbą o interwencję w tej
    sprawie, ponieważ brakuje jakichkolwiek reakcji. Widać, że pan premier
    Tusk i pan minister Sikorski czują się dobrze, być może nigdy do tej
    sprawy wagi nie przywiązywali, zajęci innymi rzeczami. W związku z tym
    uznaliśmy, iż najlepszym sposobem reakcji jest wysłanie bezpośrednio
    żądania o sprostowanie do MAK-u –
    tłumaczy Mecenas.

    Ewa Błasik, wdowa po generale pilocie Andrzeju Błasiku, dowódcy sił
    powietrznych, z ogromną determinacją broni honoru swojego śp. męża.
    Wczoraj, podczas warszawskiego marszu pamięci w rocznicę katastrofy
    smoleńskiej, pytała gdzie przez te cztery lata byli funkcjonariusze
    państwa polskiego.

    - Mam wrażenie, że ktoś z samej góry polskich władz daje przyzwolenie
    na szerzenie inspirowanego z zagranicy kłamstwa. Gdzie jest
    konstytucyjny Zwierzchnik Sił Zbrojnych? Wbrew składanym wielokrotnie
    deklaracjom i zapewnieniom nie zdał egzaminu kiedy zapadło złowrogie
    milczenie wobec kampanii zniesławienia Polski, dobrego imienia
    prezydenta oraz dowódcy sił powietrznych –
    zaznaczyła Ewa Błasik.

    Ewa Błasik wyraziła nadzieję, że prezydent Bronisław Komorowski przekaże prawdę o jej mężu.

    Komorowski po słowach Błasik: Honor należy zwracać tym, którzy go stracili

    Wiem, że są oczekiwania, by w jakiś szczególny sposób chronić pamięć
    i honor polskich żołnierzy i lotników. Jestem jednak przekonany,
    że najlepszą formą ochrony tych, którzy nigdy honoru nie stracili jest
    po prostu wdzięczna pamięć
    - powiedział Bronisław Komorowski. Jestem przekonany, że najlepszą formą ochrony, okazania im szacunku,
    jest po prostu wdzięczna pamięć zarówno żołnierzy sił powietrznych, jak
    i polskiego społeczeństwa - mówił Komorowski pytany o słowa Błasik.


    Prezydent zaznaczył też, że "honor należy zwracać tym, którzy go
    stracili", a o tym w przypadku polskich lotników nie można mówić.


    - Nie sądzę, aby można było skutecznie egzekwować od krajów nam
    niechętnych bądź wprost wrogich, żeby chcieli okazywać szacunek
    żołnierzowi polskiemu.
    To jest zadanie nasze, polskie, by pamiętać
    o honorze polskich lotników - dodał Komorowski.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    71. Kublikowa :))

    Prof. Skarżyńska i prof. Raciborski u Kublik: Po katastrofie Tusk stracił radość życia i rządzenia
    To przerażające, jak instrumentalnie politycy wykorzystują katastrofę smoleńską - mówią dzisiejsi goście programu ''Rozmowy Agnieszki Kublik''.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/10,82983,15775180,Prof__Skarzynska_i_prof__Raciborski...

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/10,82983,15775180,Prof__Skarzynska_i_prof__Raciborski...


    Moskwa przejęła odłamki

    Zaledwie 12 z 40 wyjętych ze smoleńskiej brzozy elementów trafiło do Polski

    Zaledwie 12 z 40 wyjętych ze smoleńskiej
    brzozy elementów trafiło do Polski. Reszta fragmentów została w Moskwie
    jako niepodzielne.

    Wydobyte w Smoleńsku z brzozy szczątki metalu trafiły do Polski i Rosji. Tyle że w nierównych proporcjach.

    Biegli pracujący w Smoleńsku w ubiegłym roku na przełomie lutego i
    marca zabezpieczyli ok. 40 fragmentów metalu o nieregularnym kształcie,
    wyjętych z drzewa, o które miał zawadzić Tu-154M. Największy miał
    długość około 11 centymetrów. Jak relacjonował wtedy „Naszemu
    Dziennikowi” prokurator ppłk Karol Kopczyk, zdziwiła go tak duża ilość
    elementów metalowych, które utkwiły w brzozie. Większość z nich była
    koloru białego, część czerwonego. Mimo zabezpieczenia tak dużej ilości
    próbek zaledwie 12 z nich trafiło do Polski. Dlaczego? Zdecydował o tym
    przyjęty sposób podziału materiału dowodowego między stronę polską a
    rosyjską.

    – Ujawnione i zabezpieczone fragmenty metalu, których fizyczny
    podział był możliwy (bez uszczerbku dla materiału dowodowego),
    podzielono na dwie części, z których jedną przekazano stronie polskiej, a
    drugą stronie rosyjskiej. Te fragmenty, które nie nadawały się do
    podziału na dwie części (bez uszczerbku dla materiału dowodowego),
    pozostały w dyspozycji Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej – mówi
    ppłk Janusz Wójcik, p.o. rzecznik prasowy Naczelnego Prokuratora
    Wojskowego. W ten sposób do Polski przekazano 12 fragmentów, które
    biegli wykorzystali do opracowania opinii z przeprowadzonych badań
    metaloznawczych i mechanoskopijnych. W toku badań dodatkowo okazało się,
    że jedna z próbek nie nadaje się do analiz, bo nie jest fragmentem
    metalu.

    – Jeden z elementów był fragmentem powłoki lakierowej, a nie metalu,
    dlatego do badań metaloznawczych wykorzystano 11 fragmentów metalu, a
    nie 12 – wyjaśnia prokurator Wójcik.

    Sposób podziału próbek zaskakuje mec. Bartosza Kownackiego,
    pełnomocnika kilku rodzin poszkodowanych w katastrofie. W jego ocenie,
    ta sprawa dobitnie pokazuje, że rosyjski partner nie ma ochoty na
    współpracę. Szczególnie że przez trzy lata rosyjscy śledczy nie
    przejawiali większego zainteresowania drzewem.

    Była to czynność dowodowa, którą przeprowadzono na wniosek strony
    polskiej. To nie było tak, że Rosjanie prowadzili swoje badania, ale ich
    zainteresowanie tym materiałem dowodowym wynikało z inicjatywy podjętej
    przez polskich prokuratorów –
    mówi Kownacki.

    W tym świetle przejęcie większości próbek jest dla niego
    niezrozumiałe. Zdaniem adwokata, Rosjanie dali w tym przypadku pokaz
    arogancji, dominacji i siły. Ta sprawa ukazuje też bezsilność polskich
    śledczych wobec decyzji polskiego rządu podjętych na początku
    smoleńskiego śledztwa, gdy zgodzono się na dominującą pozycję Rosji.
    Jednak w ocenie mec. Kownackiego, nawet w takiej sytuacji polskie
    badania na próbkach, które zostały w Moskwie, nie były wykluczone, bo
    można było podjąć starania, by przeprowadzić je wspólnie z Rosjanami.

    Podział próbek to jednak też wyraźny sygnał, że nasi wschodni
    sąsiedzi wciąż mogą skutecznie wpływać na zakres polskich badań. –
    Trzeba mieć świadomość, że Rosjanie, mając kontrolę nad wrakiem
    samolotu, podobnie mogą postępować także w kwestiach z nim związanych –
    dodaje Kownacki.

    Wydana przez polskich biegłych opinia mechanoskopijna nie była
    jednoznaczna, a na pochodzenie badanych elementów z Tu-154M wskazywały
    mało precyzyjne poszlaki. To struktura i skład pierwiastkowy
    odpowiadający stopom aluminium stosowanym m.in. w lotnictwie do części
    konstrukcyjnych oraz lakier podobny do tego zastosowanego na polskich
    tupolewach. Jak informował prok. Ireneusz Szeląg, szef Wojskowej
    Prokuratury Okręgowej w Warszawie, według biegłych trzy wydobyte z pnia
    fragmenty „najprawdopodobniej pochodzą z elementów konstrukcyjnych
    skrzydła samolotu”, zaś „co do kolejnych siedmiu fragmentów metali
    biegli nie mogą wykluczyć, że mogą pochodzić z tego samolotu”.

    Prokuratorzy biorą pod uwagę dalsze szczegółowe badania w celu
    ewentualnego doprecyzowania charakteru i pochodzenia pozostałych
    fragmentów metalowych.

    Marcin Austyn


    Rostowski: osoba, która mówi, że był zamach, może powinna trochę prochów wziąć

    Rostowski: osoba, która mówi, że był zamach, może powinna trochę prochów wziąć

    - Do Parlamentu Europejskiego chcemy wysłać drużynę świetnych
    ludzi, bo w tym niebezpiecznym czasie musimy mieć silnych...
    czytaj dalej »



    Oficjalnie protestu przeciwników pomnika miało nie być, bo w piątek
    dębiccy urzędnicy zabronili legalnej manifestacji, którą planował
    Komitet Poparcia Związku Sybiraków. Ale gdy po mszy świętej uczestnicy
    uroczystości szli w kierunku placu Mikołajkowów, gdzie odsłonięto tzw.
    Memoriał Smoleński,
    po drugiej stronie ulicy około 50-osobowa grupa
    Sybiraków i działaczy SLD rozwinęła transparenty z napisami: "Lech
    Kaczyński przyczynił się do likwidacji 34 000 miejsc pracy w Igloopolu",
    "Stop polityce opartej na tragedii", "Plac Mikołajkowów dla Sybiraków i
    ofiar Katynia"...


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    72. Tusk u Olejnik z językiem miłości

    Jarosław Kaczyński nie ma innych pomysłów
    na politykę i brnie w te teorie trotylowo-bombowo-zamachowe - oceniał
    dziś premier Donald Tusk w porannym programie na antenie Radia Zet.
    Zapowiedział, że skończył się czas pobłażania politykom PiS, którzy
    mnożą absurdalne zarzuty w sprawie Smoleńska. - Jeżeli można mówić o
    zbrodni smoleńskiej, to jest to zbrodnia Antoniego Macierewicza i
    Jarosława Kaczyńskiego na zdrowiu psychicznym polskiego narodu - oceniał
    ostro.

    Prowadząca w Radiu Zet program Monika Olejnik
    dopytywała premiera m.in. o egzorcyzmy, które ksiądz Stanisław
    Małkowski przeprowadzał podczas obchodów rocznicy katastrofy
    smoleńskiej. - Czy z pana wygonił złego ducha? - dopytywała. - Nic
    dowcipnego mi do głowy nie przychodzi, a trzeba by to skomentować z
    talentem kabaretowym - odpowiadał żartobliwie Tusk.

    "Nadzwyczajna ochrona PiS musi przestać paraliżować opinię publiczną"


    Później rozmowa przeszła już jednak na poważniejsze tematy.
    Dziennikarka dopytywała szefa rządu o kolejne zarzuty kierowane wobec
    niego ze strony polityków PiS dotyczące katastrofy smoleńskiej. -
    Jarosław Kaczyński nie ma innych pomysłów na politykę i brnie w te
    teorie trotylowo-bombowo-zamachowe. Jeszcze dwa lata temu można było to
    składać na karb ciężkiego doświadczenia, jakim jest śmierć brata -
    tłumaczył Tusk. - Zauważyłem, że wszyscy w Polsce traktowali liderów PiS
    trochę jak dzieci
    specjalnej troski przez dłuższy czas. Powoli przychodzi ten moment,
    żeby ta nadzwyczajna ochrona przestała paraliżować opinię publiczną -
    oceniał. - Coraz bardziej otwarcie musimy mówić, że to obsesja, to
    cyniczny plan i paskudne działanie - zapowiedział Tusk."Przybijanie żółwików z Putinem w świetle kamer? Nie jestem idiotą"


    Premier odniósł się także do wypominanego mu od katastrofy
    smoleńskiej zdjęcia z Władimirem Putinem, na którym obaj politycy tuż po
    tragedii mieli się uśmiechać. - Insynuowanie, że ktoś tam miał uśmiech
    na twarzy, jest tak obrzydliwe, że nie chcę komentować - mówił
    początkowo Tusk. Potem jednak stwierdził, że ci wszyscy, którzy widzą w
    nim uosobienie zła na polskiej scenie politycznej, nigdy przecież nie
    zarzucali mu braku inteligencji. - Chyba nikt nie wierzy w to, że
    przybijam żółwiki z Putinem w świetle kamer, bo nie uważa mnie za idiotę
    - przekonywał szef rządu i lider PO.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    73. Matka stewardessy z tupolewa:

    Matka stewardessy z tupolewa: Prokuratura nawet nie wiedziała, że byłam w Moskwie

    Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/fakty/news-matka-st...
    A czy po tych trzech latach pani przed sobą jest już w stanie powiedzieć: "wiem, dlaczego moja córka zginęła"?

    To nie ma znaczenia, w co ja wierzę. Ja chcę wiedzieć. Matematyka, fizyka, medycyna to są nauki ścisłe. I tu nie ma pola do interpretacji - tak, jak się interpretuje wiersz poety.

    Pytam o to, czy jak pani sama sobie stawia pytanie, dlaczego tak się stało, dlaczego doszło do tej straszliwej katastrofy, to pani ma już odpowiedź? Pani już po tych trzech latach wie? Czy ciągle mamy coraz więcej znaków zapytania i nie wiemy, i pani nie wie?

    Coraz więcej mamy znaków zapytania. Przeczytałam raport pana Millera, jak tylko się pojawił. Śledziłam to, co robi prokuratura, zaczęłam śledzić również prace pana Macierewicza i mam wrażenie, że dzięki jego pracy i dzięki naukowcom, którzy przy tej komisji działają, pewne tezy komisji pana Millera zostały obalone i ośmieszone. W związku z tym moja czujność jest coraz większa i z coraz większą czujnością będę patrzeć na wszystko, co jest w tej sprawie robione.

    Nie mówię o doniesieniach medialnych, tylko o tym, co jest w prokuraturze. Wystąpiłam o udostępnienie akt mojej córki, dlatego, że nie wiem, co będzie za rok, za półtora. Może te akta nagle zostaną zmienione, może te akta zaginą, nie wiem, nie wierzę już w tej chwili w działania prokuratury. Chcę mieć to u siebie i chcę tego pilnować. Poprosiłam w związku z tym pełnomocnika, żeby też to przeczytał.

    Michał Setlak w największych stacjach telewizyjnych i prasie występuje jako „niezależny ekspert” z „Przeglądu Lotniczego”.

    - Coraz mniej ludzi myśli. Zamiast tego są dwa pakiety
    poglądów. Jeśli ktoś był za lustracją, powinien wierzyć, że w Smoleńsku
    był zamach.


  • Do Brukseli przez Smoleńsk

    PiS urządził obchody czwartej rocznicy katastrofy
    smoleńskiej pod hasłem: "10 kwietnia rozpoczęła się wojna", sugerując,
    że śmierć prezydenta...

    Paweł Wroński


  • Rocznica katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem 10.04.2014

    ------------------------------------------

    Spot
    wyborczy Platformy spod pomnika smoleńskiego na Powązkach:
    „Sfinansowano ze środków Komitetu Wyborczego PO RP”. Co powiecie,
    panowie Karpiniuk z Kamińskim?

    - Tak to jest nasz filmik – uzyskaliśmy potwierdzenie w Komitecie Wyborczym PO.

    fot. wPolityce.pl/youtube.com


    NASZ NEWS. Po publikacji portalu wPolityce.pl Platforma usuwa spot z Tuskiem na Powązkach. Polecą głowy w sztabie?

    fot. wPolityce.pl/youtube.com

    „W związku z tym materiał oraz plansza zostały usunięte. Przepraszamy wszystkich za tę sytuację.”



    Gościem pierwszej części programu "Tomasz Lis
    na żywo" w TVP2 był Marek Karpiniuk, który mówił o swoim liście z 10
    kwietnia br. do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Protestował w nim
    przeciwko wykorzystywaniu obrazów związanych z katastrofą smoleńską w
    spotach wyborczych partii. W katastrofie tej zginął jego syn, poseł PO,
    Sebastian Karpiniuk


    Sikorski u Olejnik: Putin się zmienił od czasu Smoleńska

    - Trzy dni przed wypadkiem w Smoleńsku prezydent Putin
    jako pierwszy przywódca Rosji przyjechał do Katynia.
    Dziś się zmienił -
    powiedział szef MSZ

    Trzy dni przed wypadkiem w Smoleńsku prezydent Putin jako pierwszy
    przywódca Rosji przyjechał do Katynia, a wcześniej był w Gdańsku i uznał
    europejską narrację w temacie rozpoczęcia II wojny światowej. Dziś
    prezydent Putin się zmienił - powiedział minister spraw zagranicznych
    Radosław Sikorski w programie Moniki Olejnik.
    W ten sposób minister Sikorski odpowiedział na pytanie Moniki Olejnik,
    czy w obliczu zachowania Putina w kryzysie ukraińsko-rosyjskim miałby
    dziś inną diagnozę tego, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku w
    Smoleńsku...

    Cały tekst:
    http://wyborcza.pl/1,75478,15807804,Sikorski_u_Olejnik__Putin_sie_zmieni...

    WPROST-wywiad z człowiekiem który rozpoznałał ciała ofiar katastrofy smoleńskiej

    ----------------------------

  • Macierewicz - "czwarty bliźniak" Kaczyńskiego

    W polityce wszystko jest możliwe. Jednak rozstanie
    Jarosława Kaczyńskiego z Antonim Macierewiczem? To dzisiaj trudne do
    wyobrażenia. Łączy ich...

    Wojciech Czuchnowski


  • Cały tekst: http://wyborcza.pl/0,0.html#ixzz2z2qnH500

    Endoskop by się pobrudził

    Choć członkowie komisji Millera zabrali ze sobą do Smoleńska endoskopy, to ich nie użyli.

    W przypadku katastrofy Tu-154M komisji Millera wystarczyło, że
    specjaliści dokonali udokumentowania stanu wraku samolotu, rozrzutu jego
    poszczególnych elementów – w tym także stanu silników, wykorzystując
    aparaty cyfrowe oraz lokalizatory/mierniki GPS.

    – Podczas oględzin silników określono ich położenia względem
    pozostałych elementów wraku oraz względem siebie. Dokumentowano stan
    agregatów, cięgieł sterowania silnikiem, korpusu silnika oraz widocznych
    łopatek wentylatora i łopatek turbiny oraz stan rewerserów – zapewnił
    nas zespół.

    Specjaliści komisji mogli też uczestniczyć w pobieraniu próbek cieczy
    roboczych (olej, paliwo) oraz kontroli korków magnetycznych i filtrów
    na silnikach. Działania te były dokumentowane w formie fotograficznej.

    – Już na tym etapie badań zdobyty materiał pozwolił na eliminowanie
    pewnych hipotez i planowanie kolejnych niezbędnych do przeprowadzenia
    badań. Wykonany materiał fotograficzny był również niezbędny do
    identyfikacji zmian i uszkodzeń silników, które mogłyby ewentualnie
    powstać w trakcie ich przemieszczania na specjalną płaszczyznę z obrysem
    samolotu – tłumaczy zespół Laska.

    Ciekawe jest to, że badanie, które komisja Millera uznała za zbędne i
    niemożliwe do przeprowadzenia, wykonali eksperci pracujący dla
    prokuratury wojskowej. Jak zapewnia ppłk Janusz Wójcik, p.o. rzecznik
    prasowy NPW, w szczegółowych oględzinach silników i ich elementów brali
    udział eksperci powołanego zespołu biegłych, w tym specjaliści od
    napędów odrzutowych. Jak się okazało, nie widzieli oni przeciwwskazań do
    tego, by podczas badań sięgnąć po specjalistyczny sprzęt, w tym
    wideoendoskop.

    Urządzenie umożliwia przebadanie traktu gazowego. Pozwala to zdobyć
    dodatkowe informacje o stanie przestrzeni wewnętrznej silnika, tj.
    sprężarki, komory spalania, aparatów kierujących, turbiny, komory
    dopalacza. Tak można stwierdzić uszkodzenia mechaniczne, termiczne,
    naloty, odbarwienia czy obecność ciał obcych. Taka metoda jest dość
    elastyczna i umożliwia zbadanie silnika już na miejscu katastrofy, bez
    konieczności przewożenia go do laboratorium.

    Oczywiście szczegółowe badania elementów silnika, powiązane z jego
    demontażem, to praca dla laborantów. Jednak również prokuratura na takie
    analizy dotąd się nie zdecydowała. Jak podkreśla prok. Wójcik, nie są
    też planowane dodatkowe czynności procesowe bądź badawcze dotyczące
    silników, a konkluzje dotyczące tej kwestii zawarte będą w opinii
    kompleksowej przygotowywanej przez zespół biegłych. Takie stwierdzenie
    najwyraźniej zamyka temat silników, bo prokuratura pytana o plany badań
    zwykła odpowiadać, że nie udziela informacji o zamiarach śledczych przed
    ich realizacją.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    74. U KUBLIK Prof. Ćwiąkalski

    Błędem było to, że nie polemizowano z tezami które, zupełnie
    nieprawdopodobne, pojawiały się ze strony opozycji - mówi prof. Zbigniew
    Ćwiąkalski, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz były minister
    sprawiedliwości i prokurator generalny w pierwszym rządzie Donalda
    Tuska, dzisiejszy gość programu ''Rozmowy Agnieszki Kublik''.





    Salonkowe kłamstwo. Macierewicz nie ma dowodów na wybuch

    Antoni Macierewicz nie przekazał prokuraturze żadnych
    dowodów na swoją nową hipotezę wybuchową - tym razem eksplozja miała

    Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski


    Andrzej Melak dla Stefczyk.info: "Dziś, po czterech latach od katastrofy, jesteśmy barbarzyńcami"

    prezydent.pl

    "Polskie piekło rozpoczął Bronisław Komorowski wypowiedzią, że trzeba usunąć krzyż z Krakowskiego Przedmieścia".


    Rządzący! Skoro prośba o pomoc i wsparcie USA to już nie "zdrada" i
    paktowanie z "obcym mocarstwem", kiedy wniosek o pomoc ws. Smoleńska?

    "To będzie prawdziwy test dla władz. Bez
    rzetelnego zbadania czy w Smoleńsku nie doszło do zamachu na Prezydenta
    RP przeprowadzonego przez Rosję, lub z jej udziałem, nie będziemy mogli
    stwierdzić, jakie są rzeczywiste plany Rosji wobec naszego kraju."


    Prof. Chodakiewicz w "Tygodniku Solidarność": Amerykanie z
    instytucji rządowych, z think tanków, nie mogli uwierzyć w przedstawione
    im fakty dotyczące Smoleńska

    "Wiele zdumienia wywołała opowieść o
    „brzozie pancernej”. Oraz o wewnętrznych sprzecznościach każdego z
    oficjalnych raportów rządowych: rosyjskich i polskich, jak również ich
    częściowej niekompatybilności".



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    75. Tajemniczy element w brzozie.

    Tajemniczy element w brzozie. "Nie pasuje do skrzydła"

    Policyjni eksperci sprawdzili 12 elementów, znalezionych w brzozie. Jeden uznali za fragment lakieru tupolewa, trzy za najprawdopodobniej elementy konstrukcyjne skrzydła, nie można też wykluczyć, że siedem próbek to fragmenty samolotu, natomiast najbardziej zastanawiający był 12 fragment. To silumin, czyli stop aluminium z krzemem używany zarówno w konstrukcji silników lotniczych, jak też w celownikach karabinów snajperskich. Tego stopu nie powinno tam jednak być, bo w wyciętym fragmencie skrzydła, które badano, nie znaleziono żadnego elementu, który byłby wykonany z siluminu.

    Tajemnicze znalezisko w smoleńskiej brzozie

    Śledczy znaleźli w niej szczątki siluminu. Jest odpowiedź Macieja Laska z zespołu smoleńskiego przy KPRM.Tymczasem szef zespołu smoleńskiego przy kancelarii premiera Maciej Lasek wyjaśnia, że silumin to doskonały materiał odlewniczy. Jest to po duraluminium najbardziej rozpowszechniony materiał konstrukcyjny w lotnictwie - powiedział PAP Lasek.- Z tego stopu są wykonywane wszystkie
    odlewane elementy konstrukcyjne tupolewa, np. konsole zawieszania klap,
    wsporniki lotek i slotów
    - podkreślił. Lasek zaznaczył też, że
    zdjęcie uszkodzonego siluminowego odlewu w przedniej części skrzydła
    można zobaczyć na stronie jego zespołu (www.faktysmolensk.gov.pl) w
    części, gdzie są fotografie końcówki skrzydła.Zespół został powołany 9 kwietnia ubr. przez premiera Donalda Tuska,
    skupiając ekspertów, którzy wcześniej zasiadali w komisji Jerzego
    Millera, badającej katastrofę Tu-154M. Ich zadaniem jest odnoszenie się w
    mediach do alternatywnych - wobec raportu Millera - hipotez stawianych
    głównie przez zespół parlamentarny ds. katastrofy smoleńskiej, którego
    przewodniczącym jest Antoni Macierewicz (PiS).

    Skąd pochodził stop?

    Prokuratura wojskowa sprawdzi, czy wbity w brzozę fragment wykonany z siluminu pochodził z Tu-154M

    Decyzja w sprawie dalszych badań ma zapaść w tym tygodniu. Ale o
    możliwości poszerzenia opinii mechanoskopijnej w celu „doprecyzowania
    charakteru pozostałych fragmentów metalowych” prokuratorzy mówili już na
    początku kwietnia, podczas konferencji poświęconej śledztwu
    smoleńskiemu. Wczoraj kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury
    Wojskowej podkreślił, że Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie dotąd
    nie wydała postanowienia dotyczącego zlecenia biegłym dodatkowych
    analiz dotyczących znalezionych w brzozie elementów. –Kiedy będzie
    wydane postanowienie o zasięgnięciu opinii biegłych, to poinformujemy o
    tym szczegółowo – dodał.

    W ocenie dr. Macieja Laska z rządowego zespołu do spraw wyjaśniania
    opinii publicznej treści informacji i materiałów dotyczących przyczyn i
    okoliczności katastrofy pod Smoleńskiem, silumin to po duraluminium
    najbardziej rozpowszechniony materiał konstrukcyjny w lotnictwie. – Z
    tego stopu są wykonywane wszystkie odlewane elementy konstrukcyjne
    tupolewa, np. konsole zawieszania klap, wsporniki lotek i slotów –ocenia
    Lasek.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    76. kolejny z listy płac Tuska

    Lasek przyznaje - „niezależny” ekspert jest współpracownikiem rządowego zespołu


    Lasek przyznaje - „niezależny” ekspert jest współpracownikiem rządowego zespołu - niezalezna.pl

    foto: screen TVP Info

    Michał Setlak, występujący w mediach głównego nurtu jako
    redaktor „Przeglądu Lotniczego”, przedstawiany jest jako niezależny
    ekspert ds. lotnictwa. Jak jednak wielokrotnie pisał portal
    niezalezna.pl, Setlak od miesięcy pracuje dla rządu. Teraz pojawiły się
    nowe materiały, potwierdzające fakt współpracy „niezależnego” eksperta z
    komisją opłacaną przez Donalda Tuska.




    Magister inżynier Marek Dąbrowski – niezależny analityk, autor referatu na I Konferencji Smoleńskiej, zwrócił się do rządowego zespołu ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy Macieja Laska z prośbą o udostępnienie zdjęć z miejsca katastrofy Tu-154M. Wysłał maila, w którym napisał:



    „W związku z wypowiedzią P. Michała Setlaka: „Widziałem wszystkie
    zdjęcia, które polska komisja przywiozła ze sobą ze Smoleńska”, proszę o
    udostępnienie mi wszystkich zdjęć, które udostępnili Państwo p.
    Michałowi Setlakowi”.




    Odpowiedź szefa zespołu Maciej Laska nas nie zaskoczyła... Ale ostatecznie demaskuje "niezależnego" eksperta.



    „Szanowny Panie, Pan Michał Setlak jest współpracownikiem Zespołu i na tej podstawie ma dostęp do wszystkich zdjęć przekazanych Zespołowi.
    Zdjęcia zostały przekazane Zespołowi w celu realizacji jego zadań i są
    sukcesywnie publikowane z opisami ułatwiającymi zrozumienie zawartości w
    miarę możliwości czasowych Zespołu”
    - napisano w mailu, podpisanym przez Macieja Laska.



    Jak ujawniła w połowie kwietnia „Gazeta Polska Codziennie”, dzięki
    portalowi Polonii w Wielkiej Brytanii, Nowypolskishow.co.uk, Michał
    Setlak od września 2013 r. otrzymywał wynagrodzenie z Kancelarii Premiera Donalda Tuska.
    http://niezalezna.pl/54657-lasek-przyznaje-niezalezny-ekspert-jest-wspol...


    Rosyjski protokół obala tezy Millera?


    Protokół oględzin wraku wskazuje, że oba skrzydła zostały zniszczone w ten sam sposób.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    77. Zespół Laska nabiera wody w


    Zespół Laska nabiera wody w usta


    Zespół nie jest w stanie wyjaśnić: jak wznoszący się Tupolew mógł ściąć od góry brzozę?

    Brzozowy spisek jest coraz lepiej widoczny. Poza polityką nic za nim zdaje się nie stoi...

    Od miesiąca
    zespół zajmujący się rządową propagandą nie jest w stanie udzielić
    odpowiedzi na proste pytanie: jak wznoszący się Tupolew mógł ściąć od
    góry słynną brzozę, rosnącą w Smoleńsku? Zespołowi Laska przyznaje zdaje się, że brakuje argumentów...

    W czasie słynnej
    konferencji prasowej prokuratury wojskowej, w czasie której prok.
    Ireneusz Szeląg próbował przekonać opinię publiczną, że nie ma dowodów wybuch w rządowym Tupolewie w Smoleńsku, przedstawiono również opinię biegłych dotyczącą brzozy, która miała spowodować tragedię.

    Ireneusz Szeląg
    wskazywał: "Biegli stwierdzili w opinii, że przedmiot, który spowodował
    rozdzielenie pnia brzozy miał podłużny, w przybliżeniu płaski kształt i
    przemieszczał się pod niewielkim kątem w stosunku do poziomu. W trakcie
    działania przedmiotu na pień nastąpiło jego owijanie wokół pnia, a
    następnie jego rozdzielenie. Na powierzchnie fragmentów drewna działały
    siły tnące, zginające oraz zgniatające, które doprowadziły do powstania
    charakterystycznych drzazg” - tłumaczył Szeląg.

    I dodawał: „W wyniku takiego działania mechanicznego nastąpiło rozdzielenie tych fragmentów drewna. Powierzchnie rozdzieleń obu części pnia mają kierunek od góry w dół, pod niewielkim kątem w odniesieniu do poziomu”.

    Stwierdzenie
    biegłych, które wskazuje, że „powierzchnie rozdzieleń obu części pnia
    mają kierunek od góry w dół” stoi w sprzeczności wobec rządowej wersji
    wydarzeń. Komisja Millera w swoim raporcie, a obecnie rządowy zespół propagandowy przekonują, że tupolew lecący do Smoleńska uległ katastrofie, gdy wznosząc się uderzył skrzydłem w brzozę.

    Jak to możliwe, że wznoszący się samolot ściął drzewo „od góry w dół”?

    Z pytaniem o
    wyjaśnienia dotyczące zniszczeń brzozy próbowaliśmy zwrócić się do
    zespołu Macieja Laska. Niestety przewodniczący nie był uchwytny, a
    kolejni jego członkowie odmawiali rozmowy,
    zasłaniając się brakiem czasu. Edward Łojek z kolei wskazał, że
    najlepiej byłoby zwrócić się do zespołu na piśmie. Przekonywał, że w ten
    sposób najłatwiej uzyskać wyjaśnienia w interesującej nas sprawie. W
    związku z sugestią portal Stefczyk.info skierował do komisji pytanie.

    „Stwierdzenie, że
    "rozdzielenie obu części pnia mają kierunek od góry w dół, pod
    niewielkim kątem w odniesieniu do poziomu" stoi w sprzeczności wobec
    powtarzanej przez członków komisji tezy, że Tu-154M lecący do Smoleńska
    uderzył skrzydłem w brzozę w czasie, gdy się wznosił. Proszę zatem o
    wyjaśnienia i odpowiedź na pytanie: Jak wznoszący się tupolew mógł
    zniszczyć brzozę uderzając ją od góry?” - pisaliśmy do zespołu Macieja
    Laska.

    Choć pismo zostało
    wysłane 8 kwietnia, do dziś nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Zespół
    Laska przyznaje zdaje się, że brakuje mu argumentów, żeby obronić się
    przed kompromitującą sytuacją.

    Sprawa mechanizmów zniszczenia brzozy to kolejny cios w rządową wersję wydarzeń, który pozostaje bez odpowiedzi. Brzozowy spisek jest coraz lepiej widoczny. Poza polityką nic za nim zdaje się nie stoi...

    Stanisław Żaryn


    Katastrofa smoleńska. Komisja kultury przeciw projektowi uchwały w sprawie uczczenia gen. Błasika

    Komisja kultury i środków przekazu na dzisiejszym posiedzeniu
    negatywnie zarekomendowała projekt uchwały ws. uczczenia gen. Andrzeja
    Błasika.
    Sejmowa komisja kultury i środków przekazu na dzisiejszym posiedzeniu negatywnie zarekomendowała projekt uchwały ws. uczczenia gen. Andrzeja Błasika, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Projekt przygotowali posłowie PiS.

    Sejm oddaje hołd generałowi Andrzejowi
    Błasikowi, dowódcy Sił Powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej, wzorowemu
    oficerowi Wojska Polskiego, do końca wiernemu przysiędze wojskowej i
    honorowi żołnierskiemu
    - napisano w projekcie uchwały.

    Podkreślono również, że Sejm wyraża
    głębokie ubolewanie z powodu oczerniającej kampanii, szargającej mundur
    polskiego żołnierza, wymierzonej w śp. generała Andrzeja Błasika
    . Nieprawdziwe
    i urągające godności zarzuty kierowane przez lata wobec śp. generała
    Błasika są bezprecedensową próbą okrycia hańbą oficera Wojska Polskiego.
    (...) Sejm zwraca się do Prezydenta Rzeczypospolitej, Zwierzchnika Sił
    Zbrojnych, o podjęcie niezbędnych działań, które pozwolą na
    przezwyciężenie kłamstwa utrwalonego w opinii światowej i przywrócenie honoru byłego dowódcy Sił Powietrznych RP
    - napisano w projekcie.

    Rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy
    (MAK) w styczniu 2011 r. w raporcie wskazał, że we krwi gen. Błasika
    wykryto 0,6 promila alkoholu. Oficjalne stanowisko strony polskiej z
    2011 roku, wobec raportu MAK głosiło, że nie można się odnieść do informacji o obecności alkoholu we krwi gen. Błasika ze względu na brak dokumentacji źródłowej.

    Wdowa po generale oceniała, że jest to haniebna próba szkalowania pamięci męża.
    Jej pełnomocnik mec. Bartosz Kownacki wniósł o weryfikację twierdzeń
    MAK i zbadanie sprawy rzekomej zawartości alkoholu we krwi Błasika.

    Przedstawiciel wnioskodawców, poseł PiS
    Ryszard Terlecki argumentował na czwartkowym posiedzeniu komisji, że
    uchwała ma przywrócić honor generała Błasika. Uchwałą Sejmu zwracamy
    się do najwyższej instytucji państwa, aby przywrócić honor generała,
    honor polskich sił powietrznych, honor polskiej armii i wreszcie honor
    Rzeczpospolitej
    - mówił Terlecki.

    Przewodnicząca komisji posłanka PO Iwona Śledzińska-Katarasińska zwróciła uwagę, że gen. Błasika oszkalowano w raporcie rosyjskim pani Anodiny. Nie
    przypominam sobie - mówiła - aby ktokolwiek z władz publicznych
    Rzeczpospolitej - ani Sejm, ani rząd, ani prezydent - szkalował pamięć
    gen. Błasika
    .

    Jak mówiła, ówczesny minister obrony Bogdan Klich oddawał hołd gen. Błasikowi. Było odcięcie się od tych sformułowań, od tych pomówień z raportu Anodiny - powiedziała Śledzińska-Katarasińska.

    Terlecki podkreślił, że zabrakło sprostowania tez przedstawionych w raporcie MAK-u. Ani
    rząd, ani inne instytucje polskiego państwa nie prostowały kłamstwa
    zawartego w raporcie i zawartego następnie w szerokiej kampanii, która
    również przetoczyła się przez Polskę, przez polskie media i wtedy nikt
    nie stawał oficjalnie w obronie niesłusznie oskarżonego generała
    - powiedział Terlecki.

    20 marca br. Naczelna Prokuratura Wojskowa
    ujawniła opinię biegłych, zgodnie z którą zarówno gen. Błasik, jak i
    załoga Tu-154M, personel pokładowy i funkcjonariusze BOR byli trzeźwi w
    momencie katastrofy smoleńskiej. Dzień później premier Donald Tusk
    mówił, że polska komisja i prokuratura nigdy nie zgodziły się z tezą o
    nietrzeźwości gen. Błasika. Jak dodał, strona polska w bardzo wielu
    miejscach nie zgodziła się z raportem MAK, zaś polska komisja
    wysłała w bardzo szybkim trybie dziesiątki mniej lub bardziej
    szczegółowych uwag dotyczących niesolidności tego raportu.



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    78. PiS chce wyjaśnień ws. brzozy

    PiS chce wyjaśnień ws. brzozy ze Smoleńska

    Senatorowie PiS domagają się wyjaśnień od rządowego eksperta Macieja Laska w sprawie badań brzozy ze Smoleńska.         

    W specjalnym liście pytają oni m.in. czy
    komisjarządowa badała brzozę, w którą miał, według jej raportu 10
    kwietnia 2010 r. uderzyć Tu-154M? Chcą oni wiedzieć na podstawie jakich
    badań komisja stwierdziła, że znalezione fragmenty metalowe pochodziły z
    rozbitego samolotu. Pytania grupy senatorów PiS mają związek z
    informacją o nowych badaniach brzozy ze Smoleńska, jakie chcą
    przeprowadzić wojskowi prokuratorzy.

    Senator Beata Gosiewska, powiedziała, że badania komisji Millera są
    niewiarygodne, gdyż raport został napisany na podstawie raportu Anodiny.
    Bez przeprowadzenia rzetelnych badań. Senator mówi, że rządowi eksperci
    nie udzielają jasnych odpowiedzi co do elementów znalezionych w
    brzozie.

    - Czy komisja rządowa pod przewodnictwem Millera badała tą
    brzozę? Ile było tych fragmentów i z jakich elementów konstrukcyjnych
    samolotu te fragmenty pochodziły? Wiemy, że co do jednego fragmentu
    prokuratura miała wątpliwości. Na podstawie jakich badań komisja
    stwierdziła, że znalezione w brzozie metalowe fragmenty pochodziły z
    rozbitego samolotu? Czy w świetle mechaniki katastrofy przedstawionej
    przez komisję na symulacjach komputerowych było możliwe, by znalazł się w
    niej odłamek innej niż skrzydło części samolotu, biorąc pod uwagę, że
    według właśnie tychże symulacji, lewe skrzydło samolotu było jedyną
    częścią, która mogła mieć kontakt z brzozą? –
    pytała senator Beata Gosiewska.

    23 kwietnia pojawiły się informacje o nowych badaniach smoleńskiej
    brzozy i elementów znalezionych w drzewie, zarządzonych przez wojskową
    prokuraturę.

    Prokuratorów zastanawiał jeden z elementów, znaleziony w drzewie,
    który został wykonany ze stopu, na który nie natrafiono w skrzydle
    prezydenckiego samolotu.Nadal nie są jednak znane wyniki z tych badań.


    Wosztyl: „było słychać detonacje”


    „Jesteśmy na początku wyjaśniania przyczyn tragedii smoleńskiej”.

    Rondo im. gen. pil. Andrzeja Błasika

    Wartkowice uhonorowały gen. pil. Andrzeja Błasika, nazywając jego
    imieniem rondo w Starym Gostkowie, nieopodal rodzinnej miejscowości
    dowódcy Sił Powietrznych. Nadanie imienia nastąpiło w czwartek, 8 maja
    2014 r., i połączone było z obchodami setnej rocznicy powstania Legionów
    Polskich.

    Przy rondzie im. gen. pil. Andrzeja Błasika stanął również przeniesiony z
    innego miejsca pomnik poświęcony legionistom.

    http://m3.naszdziennik.pl/z/225,225,7db64fa4e33ac6522f993813c0551c02150b09af.jpg

    http://www.naszdziennik.pl/galeria/76759,rondo-im-generala-andrzeja-blas...




    Prokuratorzy od Smoleńska bez winy


    Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu utrzymał w mocy
    decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie niedopełnienia
    obowiązków przez polskich prokuratorów wojskowych w Smoleńsku w 2010
    roku.
    Po ogłoszeniu wyroku większa część publiczności na znak protestu
    wyszła z sali.

    Zażalenie w tej sprawie złożył pełnomocnik części ofiar, mec. Piotr Pszczółkowski. Sąd uznał, że w trakcie pracy prokuratorów w Smoleńsku mogło dojść do uchybień, ale nie doszło do przestępstwa. Decyzje podejmowane przez prokuratorów nie były, w ocenie sądu, podejmowane w złej wierze.
    Według pełnomocnika części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej wojskowi prokuratorzy, mieli nie dopełnić obowiązków, gdyż nie wnioskowali o udział i nie brali udziału w sekcjach zwłok, a także nie przeprowadzili tych sekcji po przetransportowaniu ciał ofiar do Polski.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    79. Prokuratorzy wystąpili o

    Prokuratorzy wystąpili o opinię ws. metalu ze smoleńskiej brzozy

    Prokuratorzy wojskowi badający katastrofę smoleńską wystąpili
    do Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych w Warszawie o opinię dot.
    fragmentów metalu znalezionych w smoleńskiej brzozie.

    Kpt. Marcin Maksjan z NPW powiedział, że opinia ma dotyczyć badań
    porównawczych “fragmentów metalu zabezpieczonych w Rosji w toku oględzin
    dwóch fragmentów brzozy w lutym i marcu 2013 r. oraz wycinków metalu
    pobranych jako materiał porównawczy z lewego skrzydła wraku Tu-154M”.

    Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, informowała w kwietniu, że
    uszkodzenia drzewa “mogły być spowodowane przez skrzydło samolotu
    Tu-154M”.

    Trzy fragmenty metali w pniu brzozy – jak wtedy podawano –
    najprawdopodobniej pochodzą z elementów konstrukcyjnych skrzydła
    samolotu”, natomiast “co do kolejnych siedmiu biegli nie mogą wykluczyć,
    że one mogą
    pochodzić z tego samolotu”.

    Katastrofa pod Rawą z powodu sztucznej mgły?

     wpis mec. Janusza Wojciechowskiego 

    Jeśli to była ta mgła, o której mówią sadownicy, to
    kobieta musiała się zatrzymać, bo nie widziała wycieraczek własnego
    samochodu..
    .

    Ludzie mówią, słyszę to z paru
    różnych źródeł, że katastrofa w Kowiesach, pod Rawą Mazowiecką, na
    szosie S-8, w której zginęły 3 osoby, a 25 zostało rannych, katastrofa,
    która obnażyła kompletną niesprawność państwowego systemu ratownictwa,
    katastrofa, która dziś jest przedmiotem obrad nadzwyczajnego posiedzenia
    sejmowej Komisji Zdrowia, nastąpiła z powodu sztucznej mgły.

    Słyszę od znajomych sadowników, że niektórzy sprowadzili jakieś
    rosyjskie agregaty rozpylające glicerynę i że jest to technologia
    chroniąca sady przed przymrozkami. Mgła z tego rozpylania robi się ponoć
    taka, że człowiek wyciąga przed siebie ręce i nie widzi własnych dłoni.

    Po obu stronach szosy w Kowiesach są sady, a wieczorem przed katastrofą zapowiadane były przymrozki.

    Z relacji o katastrofie w Kowiesach można było wyczytać, że kobieta,
    obywatelka Czech, zrobiła błąd, bo zatrzymała się we mgle. Jeśli to była
    taka mgła, o której mówią sadownicy, to kobieta musiała gwałtownie się
    zatrzymać, bo nie widziała nawet wycieraczek własnego samochodu. To by
    tłumaczyło dziwne zachowanie kierującej, która wylądowała na barierce
    rozdzielającej przeciwległe pasy szosy katowickiej, a na nią zaczęły
    wpadać kolejne samochody.
    Dziś na Komisji Zdrowia poseł PiS Marcin
    Witko ma pytać o tę sztuczną mgłę. Uznają go za oszołoma czy ktoś się
    tym zainteresuje?


    ------------------------------------------------------------------

    KUBLIKOWA W CAŁEJ OBRZYDLIWEJ OKAZAŁOŚCI, KOBIECINA NIE WIE, JAK ZAROBIĆ NA PREMIĘ U TUSKA. KOBIECINA Z AMNEZJĄ? SPYTAŁA, ILE WAJDA NAZBIERAŁ NA FILM O TW BOLKU?   ZERO? NIEMOZLIWE !!!!!! KUBLIKOWO, ILE ZARABIACIE U LASKA? RZUĆTA CÓŚ DO CZAPKI, NIE BUJTA SIĘ :)))

    pisf musi sfinansowć kolejne POgrossie czy inną szumowinę, jak europropagande waszej kuleżanki Hagaty,  nie rznijta Kublikowata głupa, tak durna nie jesteśta przeca :))))

    Ledwie 2 tys. osób wpłaciło łącznie 208 tys. zł na konto fundacji Antoniego Krauzego "Smoleńsk 2010". Reżyser chciał z tych wpłat sfinansować fabułę filmu "Smoleńsk". Dla twórców tego filmu to cios między oczy wymierzony przez naród.
    Marcin Wolski, Maciej Pawlicki, Tomasz Łysiak oraz Krauze napisali scenariusz opowiadający o katastrofie prezydenckiego tupolewa 10 kwietnia 2010 r. A właściwie o zamachu, bo scenarzyści za ustalone fakty przyjęli bujdy opowiadane przez pseudoekspertów od Antoniego Macierewicza.

    208 tys. na film oczywiście nie wystarczy (potrzeba ok. 11 mln zł) i pewnie ten film nie powstanie nigdy, choć fundacja "Smoleńsk 2010" zapowiada kolejną zbiórkę.Dla twórców tego filmu to cios między oczy. Tym boleśniejszy, że wymierzony przez naród. Tak, tak, przez naród, bo to właśnie na wsparcie narodu liczył Krauze i scenarzyści.

    Przed rokiem Polkowski tłumaczył, że to będzie "pierwszy taki film, który jest filmem narodowym, który współtworzy narodowego ducha". A Pawlicki dorzucał: "To jest film, którego producentem jesteście państwo wszyscy. To jest film realizowany na bardzo głębokie zamówienie społeczne".

    Jak widać, zamówienia (głębokiego ani w ogóle żadnego) społecznego nie ma, naród nie chce oglądać hipotez Macierewicza w wersji fabularnej.

    Naród odmówił sfinansowania filmu Krauzego. A parę miesięcy wcześniej zrobił to Polski Instytut Sztuki Filmowej (Krauze wystąpił o 5,5 mln zł). Eksperci PISF, m.in. Sławomir Fabicki, Jerzy Skolimowski i Jerzy Stuhr scenariusz "Smoleńska" dosłownie zmiażdżyli: świat "Smoleńska" jest czarno-biały, a historia przewidywalna, postaci są jednowymiarowe, brakuje zwrotów akcji, główna bohaterka (dziennikarka, która szuka prawdy o katastrofie smoleńskiej) jest papierowa, rację ma tylko jedna strona, zło jest anonimowe, rażą patetyczne dialogi, a w ogóle to nie fabuła, ale fabularyzowana publicystyka.

    Widać naród zgodził się z ekspertami. Tymi z PiSF, nie od Macierewicza.
    -----------------------------------------------------------------------------------------

    Warszawski sąd okręgowy oddalił pozew prywatnej osoby wobec Jarosława Kaczyńskiego za jego słowa z 2012 r., że 10 kwietnia 2010 r. "zamordowano 96 osób, w tym prezydenta". Uzasadnienie? Każdy może mówić, co myśli o katastrofie smoleńskiej.
    Powodem był 67-letni Edward O., z zawodu stroiciel fortepianów. Domagał się od prezesa PiS 300 tys. zł zadośćuczynienia za naruszenie swych dóbr osobistych. Twierdził, że jako osoba "zdrowo myśląca" poczuł się osobiście dotknięty słowami J. Kaczyńskiego.

    Prezes PiS, komentując w październiku 2012 r. ówczesne twierdzenia "Rzeczpospolitej" o "trotylu na wraku tupolewa" (czemu prokuratura potem zaprzeczyła), oświadczył, że "zamordowanie 96 osób, w tym prezydenta RP, innych wybitnych przedstawicieli życia publicznego, to niesłychana zbrodnia". Podkreślił też, że każdy, kto choćby przez matactwo miał z nią cokolwiek wspólnego, musi ponieść konsekwencje.Strona pozwana wnosiła o oddalenie powództwa w całości jako bezpodstawnego. Sąd uznał, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda. - Każdy może mieć określone zdanie na temat tej katastrofy - mówiła sędzia Janina Dąbrowiecka w lakonicznym uzasadnieniu wyroku. Dodała, że ma do tego prawo zwłaszcza pozwany, który w Smoleńsku stracił brata i bratową i jest jednym z pokrzywdzonym w śledztwie ws. katastrofy. - Jeśli sąd zasądziłby w takiej sprawie przeprosiny lub zadośćuczynienie, byłoby to ograniczeniem wolności słowa - dodała sędzia.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15997983,Pozew_wobec_Kac...
    e=warszawa#BoxWiadTxt


    Prof. Binienda: "Od prokuratorów usłyszałem, że ich zadaniem jest
    służenie grupie, która nie życzy sobie, aby prawda ujrzała światło
    dzienne". WYWIAD

    wPolityce.pl

    "Osoby takie jak Lasek, Setlak i im podobni są sowicie opłacani za blokowanie prawdy o katastrofie smoleńskiej".

    Wywiad pochodzi ze strony Blog-n-Roll.

    Panie Profesorze, jest Pan osobą o ugruntowanej pozycji w
    środowisku naukowym – choć media, te same media które jeszcze niedawno
    przekonywały nas o wyjątkowo złowrogiej roli generała Błasika w locie
    samolotu TU-154M,
    wciąż wolą przedstawiać Pana jako naukowca nie znanego nikomu. Czy
    przypomina Pan sobie moment, w którym dziekan Wydziału Inżynierii
    Cywilnej uniwersytetu w Akron, redaktor naczelny kwartalnika naukowego
    „Journal of Aerospace Engineering” wydawanego przez ASCE, laureat wielu nagród - w tym przyznawanych przez NASA – zaczął być przedstawiany w mediach nad Wisłą jako osoba kompletnie niewiarygodna, niemal człowiek znikąd?

    Prof. Wiesław Binienda: Z chwilą przedstawienia
    pierwszej symulacji uderzenia skrzydła w brzozę, media nad Wisłą
    głównego nurtu z furią uderzyły we mnie kampanią nienawiści i
    dyskredytacji mojej osoby. Nawet Prezydent Polski nie mógł powstrzymać
    się od ataku, określając mnie jako „egzotycznego naukowca”. Liczne
    szeregi płatnych sługusów władzy zaczęły zasypywać mnie, administrację
    mojej uczelni, moich kolegów z NASA i ASCE, a nawet moich doktorantów i studentów emailami, których celem było zdyskredytowanie mnie w ich oczach, czyli zaszkodzenie mi w USA i
    zniszczenie mnie w oczach opinii publicznej w Polsce. Dzięki Bogu,
    okazało się, że pomimo ich wielkiego wysiłku, moja reputacja jest na
    tyle dobrze ugruntowana, że nie byli w stanie zaszkodzić mi w moim
    zawodowym środowisku. Polakom w Polsce pozostawiam decyzję, czy
    ulegną neo-stalinowskiej propagandzie, czy będą w stanie wyrobić sobie własną
    opinię na podstawie rzetelnych informacji, jakie mogą znaleźć na
    stronie internetowej mojej uczelni odnośnie mojego dorobku naukowego
    oraz badań jakie przeprowadziłem w sprawie katastrofy smoleńskiej.

    Choć to sprawa na pewno dla Pana nieprzyjemna, to
    chcielibyśmy poprosić o rozwinięcie. 2 lata przed katastrofą został pan
    laureatem stowarzyszenia Polish Engineering Association, a więc został
    Pan uznany przez Polonię za wybitnego naukowca amerykańskiego polskiego
    pochodzenia. Kto i w jaki sposób zrobił wiele, by wszystkie Pana
    osiągnięcia i wyróżnienia przedstawić w zupełnie innym świetle? Pojawił
    się wszak cały zespół ludzi, którzy nagabywali przeciwko Panu
    wszystkich w Pana środowisku, w tym Pana przełożonych, włącznie z
    prezydentem Pana uczelni….

    To jest ciekawe pytanie również dla mnie, kto tak naprawdę inspiruje
    tę kampanię agresji i nienawiści przeciwko mnie, oraz przeciwko
    wszystkim moim kolegom współpracującym z Zespołem Parlamentarnym
    kierowanym przez Pana Ministra Macierewicza. Z analizy sytuacji widać,
    że bierze w tym udział rząd za pośrednictwem propagandystów Pana Laska,
    prokuratura wojskowa oraz główne media z GW na
    czele. Wiemy już, że osoby takie jak Lasek, Setlak i im podobni są
    sowicie opłacani za blokowanie prawdy o katastrofie smoleńskiej. Mam
    jednak wrażenie, że istnieje pewne centrum dowodzenia, które
    przygotowuje argumentację, jak najskuteczniej nas uderzyć, by ludzie
    przestali nas słuchać oraz planuje strategię działania i czas uderzenia.

    W tym samym czasie kiedy polskie środowiska broniące rosyjskiej
    wersji katastrofy smoleńskiej nas niszczyły, środowiska polonijne
    takie jak wspomniane przez Pana Polish Engineering Association czy
    Kongres Polonii Amerykańskiej na stan Illinois, a ostatnio Fundacja
    Kościuszkowska, wyrazili swoje uznanie dla mojego dorobku naukowego i
    pracy społecznej dla Polski. Jestem im wdzięczny, że nie ulegli presji i
    byli w stanie samodzielnie ocenić fakty.(..)




    ---------------------------------------------

    Cztery lata, miesiąc, 12 dni i już są. Prokuratura ma nowe nagrania z kokpitu TU-154M. Będzie przełom?
    http://wpolityce.pl/smolensk/196820-cztery-lata-miesiac-12-dni-i-juz-sa-...
    W lutym polscy biegli w Moskwie po raz kolejny skopiowali nagrania z „czarnej skrzynki” TU-154M. Jak we wszystkich kwestiach związanych ze zbieraniem materiału dowodowego w Rosji, nie przywieźli ich od razu do Polski, ale zostawili w depozycie, by grzecznie poczekać, aż nasi wschodni „partnerzy” je prześlą.

    Wreszcie są!

    Czynności te polegały na oględzinach nośnika magnetycznego pochodzącego z rejestratora Tu-154M połączonych z ponownym skopiowaniem jego zapisu

    — powiedział Polskiemu Radiu kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Wśród otrzymanych materiałów znalazły się m.in. kopie protokołów oględzin nośnika magnetycznego i nagrania oraz fotografie sporządzone podczas przeprowadzania tych oględzin.

    Dokumenty trafiły do Polski 5 maja, ale śledczy poinformowali o tym dopiero dziś. Materiały zostały już przetłumaczone. Teraz trafią do analizy biegłych. Wojskowa prokuratura liczy, że przy użyciu nowej metodologii i sprzętu odsłuch zapisu tzw. czarnej skrzynki będzie „skuteczniejszy”. Śledczy mają nadzieję, że uda się rozszyfrować więcej wypowiedzi, a te uznawane dotychczas za anonimowe przypisać konkretnym osobom.

    Protasiuk nie lądował na siłę

    Biegli: Nie ma żadnych przesłanek pozwalających na formułowanie tezy o lądowaniu Tu-154M za wszelką cenę

    Profile psychologiczne pilotów prokuratura
    wojskowa otrzymała niemal po dwóch latach prac biegłych z Kliniki
    Psychiatrii i Stresu Bojowego Wojskowego Instytutu Medycznego w
    Warszawie. Śledczy uznali początkowo, że dokument musi zostać
    uzupełniony. Prokuratorzy nie informowali jednak, jakie elementy zawarte
    w opinii biegłych miałyby być uzupełnione. Zaznaczali tylko, że po tym
    ekspertyza zostanie ujawniona jedynie w nieznacznych fragmentach.

    Zgodnie z art. 210 kodeksu postępowania karnego opinię uzupełnia się,
    jeżeli jest niepełna lub niejasna albo gdy zachodzi sprzeczność w samej
    opinii. – W ocenie prowadzącego śledztwo, pewne elementy opinii
    wymagają uzupełnienia z tych właśnie przyczyn. O zakresie, w jakim
    opinia będzie uzupełniana, nie informujemy – mówił „Naszemu Dziennikowi”
    w lipcu ub.r. ppłk Janusz Wójcik, p.o. rzecznik Naczelnego Prokuratora
    Wojskowego.

    Jak jednak ustalił „Nasz Dziennik”, śledczy zrezygnowali z opinii
    uzupełniającej. Uznali, że portret psychologiczny sporządzony przez
    ekspertów z WIM jest miarodajny.

    Opinia psychologiczna załogi powstała m.in. w oparciu o relacje
    personelu rozformowanego 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego,
    członków rodzin i dokumenty z okresowych badań.

    Z ekspertyzy wynika jednoznacznie, że piloci cieszyli się dobrą
    opinią wśród kolegów. Biegli stwierdzili przy tym, że nie ma żadnych
    przesłanek pozwalających na formułowanie tezy, jakoby załoga tupolewa
    chciała lądować za wszelką cenę. Biegli potwierdzili jednak opinię
    raportu tzw. komisji Millera, że dowódca lotu do Smoleńska kpt.
    Arkadiusz Protasiuk wykazywał pewną skłonność „tunelowania poznawczego”
    oraz ukierunkowanie na wykonanie zadania przy biernej postawie załogi,
    która podporządkowywała swe działania decyzjom dowódcy. Potwierdzono też
    błędy w szkoleniu. Biegli nie przeceniają też tzw. incydentu
    gruzińskiego. Ekspertyza polskich biegłych odbiega od treści opinii
    rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. MAK uznał, że dowódca
    miał osobowość konformistyczną, a wpływ na jego stan psychiczny i
    podejmowanie decyzji miały m.in. brak doświadczenia i umiejętności,
    strach przed konsekwencjami w przypadku niewylądowania w Smoleńsku oraz
    obecność w kabinie pilotów osoby trzeciej – co zresztą podważyli polscy
    śledczy.

    Opinia polskich biegłych dotycząca profilu psychologicznego załogi
    zostanie dołączona do opinii kompleksowej na temat lotu Tu-154 M.

    Prokuratura wojskowa otrzymała już wiele dokumentów i opinii
    odnoszących się do okoliczności katastrofy. Prokuratorzy wykazali m.in. –
    po przeprowadzonych ekshumacjach – złożenie ciał sześciu ofiar
    katastrofy w niewłaściwych grobach. Śledczy wskazywali także na brak
    przesłanek oraz dowodów na wybuch na pokładzie Tu-154M.

    W ostatnich miesiącach biegli pracujący nad kompleksową opinią na
    temat tragicznego lotu do Smoleńska postanowili po raz kolejny skopiować
    zapis rozmów z kokpitu Tu-154M utrwalony na czarnej skrzynce samolotu.
    Polscy specjaliści skopiowali to nagranie w lutym br. w Moskwie. Nową
    kopię wykonano za pomocą doskonalszego sprzętu i metodologii badań;
    biegli podczas prac w Moskwie tak wykonywali kopie nagrania, by można
    było odsłuchać osobno każdą z czterech ścieżek. Zawierają one nagrania z
    radiostacji (dwie ścieżki), sygnał z mikrofonów w kabinie i taktowanie
    zegara rejestratora parametrycznego. Do odsłuchu nagrania posłużył
    magnetofon typu MARS-NW, z którego poprzez wysokiej klasy konwerter
    analogowo-cyfrowy sygnał był cyfrowo zapisywany na dysku komputera. Nowy
    odczyt zapisu rozmów z kokpitu samolotu to nie jedyna ważna opinia
    fonoskopijna oczekiwana przez prokuraturę.

    Do końca lipca z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych mają
    wpłynąć dwa kolejne opracowania biegłych dotyczące zapisów rozmów z
    wieży smoleńskiego lotniska oraz nagrania z samolotu Jak-40, który
    lądował w Smoleńsku krótko przed katastrofą Tu-154M. Według Rosjan,
    działania personelu naziemnego nie miały wpływu na katastrofę. Komisja
    Millera wytknęła z kolei kontrolerom chaotyczne działanie, małe
    doświadczenie w sprowadzaniu samolotów o wielkości zbliżonej do Tu-154M.
    Obsłudze wieży zarzucono „brak samodzielności w działaniu, unikanie
    odpowiedzialności, brak jednoznacznych decyzji o konieczności zamknięcia
    lotniska w związku z utrzymującymi się warunkami atmosferycznymi
    poniżej minimum lotniska i błędy w precyzyjnym naprowadzaniu samolotu”
    oraz „utratę świadomości sytuacyjnej”. Błędy Rosjan uznano za „mające
    wpływ” na zdarzenie lotnicze.

    Anna Ambroziak


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    80. Wysokość na chybił

    Wysokość na chybił trafił

    „Nasz Dziennik” ujawnia: Część zapisów czarnych skrzynek Tu-154M może prowadzić do fałszywych stwierdzeń

    Zapisy z czarnych skrzynek Tu-154M niewiele mówią o położeniu i konfiguracji samolotu.

    Dlatego wszystkie dane o parametrach lotu Tu-154M i jego trajektorii trzeba traktować z dużą ostrożnością.

    Rejestratory zapisują parametry lotu, posługując się wspólnym
    systemem wymiany danych, z którego korzysta także pilot automatyczny.
    Rosyjskie czarne skrzynki zawierają dane o 42 parametrach analogowych i
    55 dyskretnych. Polski rejestrator ATM-QAR pobierał też dodatkowo 6
    parametrów analogowych i 2 dyskretne, dotyczące wibracji silników. Każdy
    z parametrów dyskretnych ma tylko dwa stany „tak” i „nie”. Wystarczy,
    że na taśmie magnetycznej odpowiadać temu będzie namagnesowanie lub
    nienamagnesowanie odpowiedniego miejsca. To najprostszy zapis
    najmniejszej ilości informacji, w informatyce nazywa się go bitem. Jako
    bity zapisuje się sygnały z rozrzuconych po całym samolocie czujników,
    głównie informujące o różnego rodzaju usterkach, ale także położeniu
    niektórych przełączników, wciśnięciu wybranych przycisków, odbiorze
    sygnałów, wypuszczeniu podwozia i wielu podobnych.

    Problem pojawia się, gdy chcemy zapisać dane, których nie da się
    przedstawić w postaci zero-jedynkowej. Jak na przykład zapisać wysokość
    barometryczną, którą wysokościomierz mierzy w przedziale od -250 do 1,3
    tys. metrów. Przyrząd tę liczbę przekazuje w postaci sygnału
    elektrycznego do systemów sterowania. Im większe napięcie prądu, tym
    wyżej (lub odwrotnie). Ten prąd służy do wychylenia wskazówki „zegara”,
    który widzi załoga w kokpicie. Mamy zatem tu do czynienia z urządzeniem w
    pełnym znaczeniu analogowym. Ale ta sama wysokość, gdy ma trafić do
    czarnej skrzynki (czy innego rejestratora), zostaje zamieniona na
    liczbę, którą daje się zapisać w 8 bitach. Osiem zer lub jedynek daje
    256 możliwości (dwa do ósmej potęgi).

    52 metry różnicy

    W efekcie zapis parametru analogowego jest w czarnej skrzynce
    naprawdę dyskretny. Skoro możemy zapisać tylko 256 różnych wysokości, to
    siłą rzeczy pojawia się spora niedokładność. Gdyby zakres od -250 do
    1,3 tys. podzielić po równo, wychodzi odstęp między możliwymi
    wartościami ok. 52 metrów. Inne wartości pomiarów są po prostu
    przybliżane do najbliższych z tych 256 możliwych. Do tego rejestrator
    zapisuje pakiet parametrów co pół sekundy, więc nie odnotowuje zmian
    parametrów lotu, które trwały bardzo krótko i akurat nie „trafiły” w
    czas rejestracji.

    Z pewną utratą dokładności mamy do czynienia zawsze, gdy dane
    analogowe zamieniane są na cyfrowe (digitalizacja). Strata danych jest
    mniejsza, jeśli zapisuje się częściej (wyższa częstotliwość próbkowania)
    i więcej pamięci przeznaczono na rejestrowany parametr (większa
    rozdzielczość danych). Z drugiej strony zapis cyfrowy jest powszechnie
    stosowany, gdyż dzięki zamianie zjawisk fizycznych, takich jak napięcie
    prądu czy ciśnienie, na liczby unikamy wielu zakłóceń, szumów. Możemy
    dane poddawać obróbce w komputerze, a także szyfrować i rozszyfrowywać.

    Jak tłumaczył inż. Piotr Lipiec, członek Państwowej Komisji Badania
    Wypadków Lotniczych, podczas konferencji „Mechanika w lotnictwie” w
    Kazimierzu Dolnym, nowoczesne systemy rejestracji parametrów lotów we
    współczesnych samolotach przyjmują standard przynajmniej 12 bitów na
    każdy parametr (4096 możliwości). Dla wartości takich jak wysokość
    barometryczna jest nawet 20 bitów (ponad milion). W efekcie dokładność
    zapisu wyniesie niecałe półtora centymetra – to o wiele mniej niż
    precyzja pomiaru zainstalowanego przyrządu.

    Ale w Tu-154M bitów było tylko osiem. Skutkiem tego na wykresach,
    które można zobaczyć w raportach MAK i komisji Millera kolorowe krzywe
    mają kształt schodów. Na wykresach często widać też „piki” – krótkie,
    duże zmiany parametru, który za chwilę wraca do poprzedniej wartości.
    Traktując bezkrytycznie te dane, można byłoby pomyśleć, że samolotem w
    ciągu sekundy rzuca na przykład o 61 metrów w górę i z powrotem. – Tak
    naprawdę jedynie wysokość samolotu zbliżyła się do granicy punktów na
    skali –wyjaśnia Lipiec. Ekspert był też członkiem komisji Millera, w
    której zajmował się zapisami rejestratorów. Był także przedstawicielem
    polskiej komisji podczas otwierania i wstępnych badań w USA
    amerykańskich systemów TAWS i FMS.

    To samo dotyczy prędkości, przyspieszenia, położenia samolotu w
    przestrzeni, stanu usterzenia itd. Gdy bezmyślnie interpretuje się
    wykresy bez uwzględniania rozdzielczości pomiaru, łatwo dojść do
    wniosku, że stało się coś nadzwyczajnego.

    Problem w tym, że te gwałtowne zmiany różnych wskaźników nie są
    jednoczesne. A gdyby z samolotem naprawdę stało się coś takiego, że
    nagle „podskakuje” kilkadziesiąt metrów, mielibyśmy tego ślad nie tylko w
    zmianie wysokości, ale i wykresie przyspieszenia, przeciążenia i
    innych.

    Świadomość sposobu zapisu danych pozwala uniknąć tego rodzaju błędu. Ale to niestety nie wszystko.

    Bez współrzędnych GPS

    Otóż podstawowym zadaniem komisji badającej przyczyny wypadku jest
    odtworzenie trajektorii lotu. Jest to w przypadku samolotu takiego jak
    Tu-154M zadanie dość trudne i skomplikowane. Czarna skrzynka nie
    rejestruje położenia (np. współrzędnych z GPS). Mamy dane o wysokości,
    prędkości i innych wskaźnikach w prawie dowolnym momencie. Ale nie
    wiadomo, gdzie wtedy była maszyna. Jej położenie wylicza się na
    podstawie prędkości, wysokości i danych o różnych punktach
    charakterystycznych, jak np. przelot nad radiolatarnią, co odnotowuje
    czarna skrzynka. Można też synchronizować rejestrator parametryczny z
    dźwiękowym i wykorzystywać uzyskane w ten sposób informacje.

    Najprostszy sposób odtworzenia trajektorii to wykorzystanie jakiegoś
    punktu, dla którego znamy położenie samolotu i w czasie, i w
    przestrzeni, na przykład przelotu nad radiolatarnią (dokładniej tzw.
    markerem). Następnie rysuje się na mapie trajektorię w oparciu o
    zapisaną prędkość samolotu. Ale takie podejście rodzi wiele
    niedokładności. Stąd do korekty trajektorii używa się wysokości.
    Ponieważ różnica między wysokością radiową (czyli rzeczywistą wysokością
    nad ziemią pod samolotem) a barometryczną (tj. wysokością nad progiem
    pasa) wynosi tyle, ile różnica wysokości gruntu pod samolotem i
    wysokości progu pasa, można (znając profil terenu) znaleźć miejsce,
    gdzie wszystkie te wysokości poprawnie się sumują. Odczyt wysokości
    radiowej po zapisaniu w ośmiu bitach znany jest z dokładnością do ok. 3
    metrów.

    Jak jednak porównać te wartości z wysokością barometryczną znaną z
    dokładnością do 61 metrów? Nie da się takich danych wykorzystać do
    efektywnej korekty trajektorii.

    Jest jeszcze jeden problem związany z zapisem parametrów w czarnych
    skrzynkach. Otóż zakres każdego wskaźnika nie jest do celów
    digitalizacji dzielony równo. Tak naprawdę w ogóle nie jest w żaden
    sposób przemyślany „dzielony”. Robi się odwrotnie. Samolot podczas prób
    po wyjściu z fabryki i po naprawie głównej wykonuje loty kontrolne, w
    czasie których leci w różnych konfiguracjach, załoga je zapisuje, a
    potem porównuje się to z zapisem rejestratora. W efekcie powstają tzw.
    skale parametryczne. To po prostu tabele (lub wykresy) pozwalające
    zamienić liczbę od 0 do 255 na wartość fizyczną (wysokość, prędkość,
    kąt).

    A zatem komisje badające katastrofę musiały zaufać skalom, które
    przygotowali rosyjscy piloci doświadczalni, znajdującym się w
    dokumentacji technicznej producenta, a potem naprawy głównej. W archiwum
    specpułku powinny być cztery zestawy skal: z 1990 roku (z oblotów po
    wyprodukowaniu maszyny), 1996 i 2003 roku (napraw głównych we
    Wnukowskich Zakładach Remontów Lotniczych pod Moskwą) i 2009 (naprawy
    głównej w Zakładzie Lotniczym Awiakor w Samarze).

    – Komisja używała tylko najnowszego. Tak się zawsze robi, bo
    wystarczy, że wymieniono jakiś przyrząd i już stara skala jest
    nieaktualna – tłumaczy Piotr Lipiec. Okazuje się, że komisja w ogóle nie
    porównała rosyjskich skal. Najnowsza zapewne rzeczywiście jest
    najlepsza, ale przejrzenie pod kątem poważniejszych rozbieżności
    pozwoliłyby upewnić się, że podczas skalowania nie doszło do błędu lub
    manipulacji zaburzającej wyniki. Nikt tego jednak nie zrobił.

    Piotr Falkowski

    Gromosław Czempiński: Najczęstszą przyczyną katastrof lotniczych jest błąd ludzki


    Wydaje się, że wystarczy przestrzegać bardzo dobrych
    przepisów lotniczych, by do wypadków nie dochodziło. Technika rzadko
    zawodzi. Najczęściej mamy do czynienia z błędem ludzkim - mówi gen.
    Gromosław Czempiński.

    Recenzja do opinii

    Dwoje naukowców negatywnie zrecenzowało opinię fizykochemiczną
    wykluczającą obecność materiałów wybuchowych na Tu-154M

    Na podstawie badań wykonanych przez Centralne Laboratorium
    Kryminalistyczne Policji nie można było wykluczyć obecności materiałów
    wybuchowych na pokładzie samolotu Tu-154M – twierdzą prof. Krystyna
    Kamieńska-Trela i prof. Sławomir Szymański. Na zlecenie mec. Piotra
    Pszczółkowskiego podjęli się oceny działań specjalistów CLKP.

    W ocenie recenzentów, których tezy omówił tygodnik „w Sieci”, CLKP
    popełniło błąd, przyjmując, że stwierdzenie obecności materiału
    wybuchowego w danej próbce będzie możliwe jedynie, gdy pozytywny wynik
    dadzą badania czterema metodami chromatograficznymi, jakim każda próbka
    została poddana. Policyjni technicy mieli też błędnie podejść do badań
    detektorem TEA, reagującym na obecność związków zawierających azot. CLKP
    sygnały tego urządzenia zinterpretowało jako wskazanie obecności
    ftalany, węglowodorów, terpentyny oraz kwasu fosforowego
    (niezawierających azotu).

    Dokumentacja została wysłana do prokuratury pocztą priorytetową w
    piątek. To kilka stron zawierających najważniejsze wnioski, a także
    obszerne załączniki o charakterze technicznym, dokumentujące błędy
    znalezione w opinii CLKP.

    Mecenas Pszczółkowski wnioski profesorów będące wynikiem
    dwumiesięcznych analiz uważa za druzgocące. Jak wyjaśnił, przede
    wszystkim metoda badań przyjęta przez CLKP jest metodologicznie zła, a
    jedno z prowadzonych badań dających dokładniejsze wyniki zostało
    przeprowadzone tylko w kierunku wykrycia trotylu. Nie wiadomo, jakiego
    wzorca użyto w badaniach chromatograficznych, bo nie został on opisany.
    Co więcej, ów wzorzec w czasie badań zmieniał się, a różnice sięgają od
    35 do 23 znaków. Zaniechano także codziennej kalibracji wzorca, a
    nieskalibrowany „rekordzista” funkcjonował przez 24 dni. Jak zaznaczył
    pełnomocnik, recenzenci wskazali też, że część uzyskanych wykresów jest
    niepełnych (są od góry obcięte).

    Wniosek ws. działań polskich prokuratorów w Smoleńsku

    Do prokuratora generalnego wpłynął wniosek o kasację postanowienia Wojskowego Sądu Okręgowego w Poznaniu – informuje Nasz Dziennik.

    Chodzi o wyrok sądu w Poznaniu, który utrzymał decyzję prokuratury
    ws. umorzenia śledztwa dotyczącego działań polskich prokuratorów
    wojskowych po katastrofie w Smoleńsku. W imieniu części rodzin ofiar
    katastrofy wniosek złożył mec. Piotr Pszczółkowski.

    Dochodzenie w sprawie niedopełnienia obowiązków przez śledczych
    wszczęto w listopadzie 2012 r. Mecenas wskazywał w nim,  że prokuratorzy
    nie brali udziału w sekcji zwłok, a także nie przeprowadzili ich po
    przetransportowaniu ciał do Polski. Według mec. Pszczółkowskiego decyzja
    o zaniechaniu przez polskich śledczych przeprowadzenia oględzin i
    sekcji zwłok ofiar katastrofy narusza interes publiczny państwa oraz
    prywatny bliskich ofiar.

    Rozstrzygnięcie sprawy przez sąd nie spełnia wymogów kontroli instancyjnej – podkreśla pełnomocnik części rodzin ofiar tragedii.

      Sąd w Poznaniu także wbrew twierdzeniom zażalenia, które
    uprzednio wywodziłem nie odniósł się do enumeratywnie wyliczonych
    przepisów, które naruszyli prokuratorzy Wojskowej Prokuratury Okręgowej i
    Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Moskwie i w Smoleńsku w dniach od
    10-21 kwietnia. W szczególności mowa o przepisach tzw. regulaminu
    urzędowania wojskowych jednostek prokuratury. Sąd określił całość
    wyłącznie stwierdzeniem, że nie doszło do naruszenia przepisów. Nie do
    przyjęcia jest rozumowanie sądu odnośnie stwierdzenia, że nie doszło
    tutaj do naruszenia interesu publicznego, bądź prywatnego moich klientów
    powiedział Pszczółkowski.

    W przypadku negatywnego rozpoznania skargi  przez prokuratora 
    generalnego mecenas nie wyklucza skierowania skargi do Europejskiego
    Trybunału Praw Człowieka.


    -------------------------------------------------------------------
    "Mówienie o Smoleńsku jak o zamachu to k...wstwo". Kuczyński ostro o "sekcie świętego wraka"
    28.06.2014

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,16234758,_Mowienie_o_Smolensku_jak_o_zamachu_...
    To jest znacznie gorsze niż to, co robił Urban! Rzuca się oskarżenia, że pan premier Tusk i pan prezydent Komorowski współuczestniczyli w zorganizowaniu mordu politycznego. Na to nie ma innego słowa niż k...wstwo, łajdactwo, sukinsyństwo! To jest k...wstwo spowodowane paranoiczną nienawiścią... - mówi w rozmowie z Robertem Mazurkiem Waldemar Kuczyński, ekonomista i publicysta

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    81. Malezyjski samolot Boeing 777


    Malezyjski samolot Boeing 777 rozbił się na Ukrainie, w obwodzie donieckim.

    ©



    Malezyjski boeing został zestrzelony

    295 osób lecących Boeingiem 777 zginęło na terytorium Ukrainy.

    Ukraina chce międzynarodowego śledztwa, które ustali
    przyczyny katastrofy samolotu malezyjskich linii lotniczych. Wcześniej
    ukraiński MSZ informował, że maszyna, która rozbiła się w obwodzie
    donieckim na wschodzie Ukrainy, została zestrzelona z zestawu
    rakietowego Buk.

     

    „Rząd domaga się przeprowadzenia szerokiego międzynarodowego śledztwa
    w sprawie zestrzelenia 14 lipca w obwodzie ługańskim samolotu An-26 sił
    zbrojnych Ukrainy, 16 lipca samolotu Su-25 sił zbrojnych Ukrainy oraz
    katastrofy malezyjskiego Boeinga 777 z udziałem Organizacji
    Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO) i Europejskiej Organizacji
    ds. Bezpieczeństwa Żeglugi Powietrznej (Eurocontrol)” – głosi komunikat
    na stronie internetowej ukraińskiego rządu.

    Wcześniej Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy
    poinformowała, że walczący z siłami rządowymi prorosyjscy rebelianci 
    dysponują taką bronią.

    „Otrzymaliśmy przed chwilą informację, że nad miastem Torez (w
    obwodzie donieckim) z zestawu rakietowego Buk zestrzelono samolot
    pasażerski. [...] Zginęło 280 pasażerów i 15 członków załogi” – napisał
    Anton Heraszczenko na swoim profilu na Facebooku.

    Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko uznał katastrofę samolotu
    malezyjskich linii lotniczych w obwodzie donieckim na wschodzie Ukrainy
    za akt terrorystyczny.

    „Poroszenko o zestrzelonym samolocie: to nie jest incydent, nie
    katastrofa, lecz akt terrorystyczny” – napisał na Twitterze Swiatosław
    Cehołkona, rzecznik prezydenta.

    Zorian Szkiriak, doradca szefa ukraińskiego MSW, poinformował, że
    wśród ofiar tragedii są obywatele USA. „Zginęło ponad 300 niewinnych
    ludzi. Wiadomo o 23 obywatelach USA” –napisał  na  Facebooku.


    Kolejny wniosek do Rosji?

    Prokuratorzy ponownie zwrócili się do Rosji o przekazanie dokumentów dotyczących kierowania ruchem lotniczym

    zdjecie

    Płyta lotniska w Smoleńsku Zdjęcie: Marek Borawski/
    Nasz Dziennik



    Prokuratorzy badający katastrofę smoleńską
    ponownie zwrócili się do Rosji o przekazanie dokumentów dotyczących
    kierowania ruchem lotniczym, w tym przepisów obowiązujących w rosyjskim
    lotnictwie wojskowym – poinformowała Naczelna Prokuratura Wojskowa.

    Wniosek o pomoc prawną w prowadzonym przez Wojskową Prokuraturę
    Okręgową w Warszawie śledztwie dotyczącym katastrofy Tu-154M z 10
    kwietnia 2010 r. został wysłany do Komitetu Śledczego Federacji
    Rosyjskiej jeszcze w czerwcu. Polska prokuratura poinformowała o nim,
    gdy dotarł on już do adresatów. Jest to 25. wniosek w tym śledztwie
    skierowany do Rosji przez polskich prokuratorów.

    – Chociaż większość z 24 wniosków została zrealizowana, to nadal
    oczekujemy w szczególności na nadesłanie i zwrot szczątków samolotu
    Tu-154M wraz z rejestratorami parametrów lotu oraz pochodzącymi z niego
    innymi agregatami i urządzeniami, dokumentacji dotyczącej lotniska w
    Smoleńsku, jego wyposażenia, osób pracujących na lotnisku 7 i 10
    kwietnia (2010 r.), w szczególności grupy kierowania lotami, oraz aktów
    normatywnych regulujących system sprawowania kontroli ruchu lotniczego
    na lotnisku w Smoleńsku – mówił w kwietniu szef warszawskiej WPO płk
    Ireneusz Szeląg.

    Dziś kpt. Marcin Maksjan z NPW powiedział, że oprócz kwestii
    dokumentacji lotniczej czerwcowy wniosek o pomoc prawną zawiera także
    „szereg innych postulatów”. – Prokuratura zwróciła się m.in. o
    przekazanie nośników z zapisem próbek głosu wskazanych świadków oraz
    ustalenie tożsamości konkretnych świadków i przesłuchanie ich na
    wskazane we wniosku okoliczności – poinformował. Prokuratura nie udziela
    szczegółowych informacji na temat tych postulatów.

    Prokuratura wojskowa cały czas oczekuje na opinie fonoskopijne
    dotyczące zapisów rozmów z wieży smoleńskiego lotniska oraz nagrania z
    samolotu Jak-40, który lądował w Smoleńsku krótko przed katastrofą
    Tu-154M. Opinie są przygotowywane przez Instytut Ekspertyz Sądowych w
    Krakowie. Według ostatnich zapowiedzi biegłych powinny one wpłynąć do
    prokuratury jeszcze latem.

     -----------------------------------------------------------------------------

    Jeżeli nie została wypowiedziana umowa, to MAK powinien badać tę katastrofę” - powiedział w TVP Info Maciej Lasek, przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

    Przewodniczący rządowego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej przypomniał, że komisja MAK nie jest tylko ciałem rosyjskim, ale została zawiązana przez porozumienie wszystkich kiedyś wchodzących w skład Związku Radzieckiego republik, także Ukrainy, na terenie której doszło do katastrofy. W związku z tym MAK ma pełne prawo do jej badania.

    Wszystko wskazuje, że doszło do eksplozji i na dużej wysokości samolot
    rozpadł się w powietrzu. Bardzo prawdopodobne jest, że stało się to na
    wysokości przelotowej, czyli jest bardzo prawdopodobne, że
    samolot został zestrzelony

    — komentował szef PKBWL.

    Lasek stwierdził, że incydent można nazwać aktem terroryzmu, bo „nawet przypadkowe zestrzelenie samolotu jest takim aktem”.

    źródło: tvp.info/Wuj

    http://wpolityce.pl/swiat/205502-maciej-lasek-w-tvp-info-rosyjska-komisj...


    Płk Edmund Klich: MAK nie powinien wyjaśniać przyczyn katastrofy
    Płk Edmund
    Klich, były szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, ocenił
    w rozmowie z Superstacją, że MAK to byłby zły scenariusz wyjaśniania
    katastrofy.


    "Najważniejszy będzie wrak, a nie czarne skrzynki"

    "Najważniejszy będzie wrak, a nie czarne skrzynki"

    Z punktu widzenia wyjaśnienia czy samolot spadł w wyniku
    uderzenia rakietą przeciwlotniczą to wrak będzie podstawowym
    dowodem,...
    czytaj dalej »

    Brzoza mocna niczym „Buk”… Czy samolot po uderzeniu w drzewo wyglądałby
    podobnie do maszyny roztrzaskanej przez rakietę? ZOBACZ ZDJĘCIA
    http://wpolityce.pl/smolensk/205636-brzoza-mocna-niczym-buk-czy-samolot-...

    Fot. PAP/EPA

    Fot. PAP/EPA

    Cały świat zamarł przerażony tym, do czego doprowadziła zgoda na agresywną politykę Kremla. Śmierć niemal 300 niewinnych ofiar jest kolejną ceną, jaką Zachód płaci za utrzymywanie przez lata przyjaznych stosunków z Putinem, łamiącym od dekady zasady cywilizowanego świata. Przywódcy całego świata mogą muszą mieć poczucie wstydu za brak stanowczej reakcji na to, co „car” z Kremla wyczynia w Europie.

    Wielu z przywódców powinno szczególnie gorzko wspominać
    moment, w którym przekreślono szanse na rzetelne sprawdzenie, co
    zdarzyło się w Smoleńsku.
    Świat zachodni zdaje się przywiązuje większą wagę do śmierci przypadkowych cywilów niż do śmierci prezydenta kraju NATO oraz całej generalicji sojuszniczej armii. Dziś mało kto jest w stanie zrozumieć zachowanie światowych przywódców po 10/04.

    Zaskakuje również obecna buta premiera Donalda Tuska. Jego wypowiedź jest tak wypruta z realiów działań polskiego rządu, że aż brzmi kabaretowo.

    Oburzenie na sprawców tej zbrodni musi się także przekładać na oburzenie wobec tych, którzy wspierają jej sprawców

    mówił Donald Tusk, jakby zapomniał, że to on właśnie i jego rząd przez lata prowadzili promocję tych, którzy przyczynili się do tego zamachu, którzy mają krew ofiar z Ukrainy na rękach.

    Szef rządu dalej ciągnął, apelując, że trzeba „przeprowadzić dochodzenie wyjaśniające wszystkie okoliczności tej zbrodni”. Niestety w sprawie smoleńskiej Tusk wiedział wszystko zawczasu… Zgodnie z wytycznymi, jakie Platforma Obywatelska rozsyłała już w dzień tragedii smoleńskiej „zawinili piloci, do ustalenia pozostało kto ich do tego zmusił”.

    Tusk zdaje się uznaje, że sprawa tragedii smoleńskiej była znacznie mniej znacząca niż sprawa zamachu na malezyjski samolot…

    Rozmawiałem z
    szefem Rady Europy Hermanem van Rompuyem o koniecznych krokach, jakie
    powinna podjąć Unia Europejska i będziemy oczekiwali od ministrów spraw
    zagranicznych, którzy spotkają się w poniedziałek, aby wypracowali
    stanowisko, którego konsekwencją może będzie także nadzwyczajne
    posiedzenie Rady Europejskiej

    — tłumaczył Tusk, choć w sprawie smoleńskiej do dziś wszelkie
    próby umiędzynarodowienia śledztwa uważa za przejaw zdrady i
    oskarżania rządu o morderstwo.

    Tusk przekonuje, że „ta tragedia (na Ukrainie – red.) nie może
    pozostać bez reakcji”. Jednak sam o odpowiedzialności politycznej za
    sprawę tragedii smoleńskiej ani myśli. Sprawa odpowiedzialności
    politycznej w Polsce jest w ogóle symboliczna.

    Gdy Donald Tusk pełen przejęcia odnosił się do zamachu nad Ukrainą, na Twitterowym profilu Kancelarii Premiera pojawił się wpis:

    @premiertusk: nie ma żadnego usprawiedliwienia dla zestrzeliwania samolotów.

    Patrząc na to, co rząd robił i mówił ws. smoleńskiej, można odnieść
    wrażenie, że w Polsce jest sytuacja, która daje takie usprawiedliwienie…
    Jeśli na pokładzie samolotu,
    który uległ katastrofie, znajduje się znienawidzony przez ludzi Tuska
    polityk, nikt o prawdę o tragedii nie będzie kruszył kopii…

    P.S.

    Ci, którzy jeszcze mają cień wątpliwości, czy weryfikacją tezy o
    zamachu w Smoleńsku warto zająć się na poważnie powinni obejrzeć
    zestawienie zdjęć ze Smoleńska oraz z Ukrainy.

    ZOBACZ ZDJĘCIA:


    Ukraina, Fot. PAP/EPA
    Ukraina, Fot. PAP/EPA


    Smoleńsk, Fot. Raport Millera
    Smoleńsk, Fot. Raport Millera


    Ukraina, Fot. Twitter
    Ukraina, Fot. Twitter


    Smoleńsk, Fot. Raport Millera
    Smoleńsk, Fot. Raport Millera


    Ukraina, Fot. PAP/EPA
    Ukraina, Fot. PAP/EPA


    Smoleńsk, Fot. Raport zespołu smoleńskiego
    Smoleńsk, Fot. Raport zespołu smoleńskiego


    Ukraina, Fot. Twitter
    Ukraina, Fot. Twitter


    Smoleńsk, Fot. Raport zespołu smoleńskiego
    Smoleńsk, Fot. Raport zespołu smoleńskiego


    Ukraina, Fot. PAP/EPA
    Ukraina, Fot. PAP/EPA


    Smoleńsk, Fot. Raport Millera
    Smoleńsk, Fot. Raport Millera

    Jak widać na zdjęciach zobrazowane są podobnie wyglądające części.
    Widać zupełną miazgę na miejscu upadku samolotów, widać podobnie
    oderwane fragmenty poszycia, widać podobnie stopione i nadpalone
    elementy. Zdjęcia szczątków ludzkich, które widoczne są na
    fotografiach ze Smoleńska oraz z Ukrainy, również są podobne. Ich
    jednak nie sposób pokazywać publicznie…

    Po obejrzeniu fotografii oczywistym staje się pytanie:

    Czy samolot po uderzeniu w brzozę wyglądałby podobnie do maszyny roztrzaskanej przez rakietę na pułapie 10 tys. metrów?



    Kto dopisał generała

    Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego
    samodzielnie „uzupełniła” stenogramy Centralnego Laboratorium
    Kryminalistycznego Policji, uznaniowo przyporządkowując niektóre
    wypowiedzi gen. Andrzejowi Błasikowi

    > Więcej <

    Komorowski dopytywany, czy wszystko było w porządku z raportem komisji Jerzego Millera dotyczącym katastrofy smoleńskiej, jeśli teraz dowiadujemy się, że głos, który w tym raporcie przypisano dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzejowi Błasikowi, nie był jego głosem, prezydent ocenił, że "to są pytania do ekspertów". - Jedni eksperci odczytają tak, inni inaczej. Przecież tych taśm nie odczytuje minister spraw wewnętrznych i administracji. Problem polega na tym, że jedni tak to interpretują, inni inaczej - powiedział Komorowski.

    Dodał, że oczywiście wolałby, żeby nic z raportu nie było podważane, bo społeczeństwo przede wszystkim oczekuje jednoznaczności.

    - Ale potwierdza to moją opinię wygłoszoną bardzo wcześnie po katastrofie, że tak naprawdę do końca będziemy żyli z różnymi wątpliwościami, ale z jedną także pewnością.

    Pewność jest taka, że źródłem katastrofy smoleńskiej była próba lądowania w nieodpowiednich warunkach pogodowych - powiedział prezydent.

    http://wiadomosci.onet.pl/raporty/katastrofa-smolenska/prezydent-o-konie...

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    82. Katastrofa na Ukrainie. Tusk

    Katastrofa na Ukrainie. Tusk chce naciskać na Rosję

    - Mamy do czynienia z aktem terroru, nawet jeśli jego sprawcy będą tłumaczyli, że miała miejsce pomyłka - zaznaczył premier.

    Konflikt na Ukrainie. Rosja musi zmienić politykę

    Według Komorowskiego nie ma możliwości, by państwa NATO zdecydowały się na jakąś formę interwencji militarnej na Ukrainie.


    Katastrofa samolotu na Ukrainie. Co z czarnymi skrzynkami?

    - Na razie wszystko wskazuje, że był to akt terroru - powiedział Lasek.

    Wszystko trzeba potwierdzić w badaniu.
    Nie bada się wypadków na podstawie doniesień medialnych, lecz na
    podstawie dostępu do danych
    - powiedział przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Maciej Lasek.Jego zdaniem najważniejszy jest obecnie
    dostęp do miejsca katastrofy, rejestratorów parametrów lotu, czyli tzw.
    czarnych skrzynek, zapisów radarowych, świadków i ewentualnie informacji
    pochodzących z monitoringu strefy konfliktu prowadzonego przez różne
    służby. - Dopiero na tej podstawie będzie można potwierdzić lub
    wykluczyć którąś z hipotez. Na razie wszystko wskazuje, że był to akt
    terroru
    - powiedział Lasek.Jego zdaniem katastrofa może doprowadzić do
    wydania zaleceń profilaktycznych dotyczących szacowania ryzyka -
    skierowanych zarówno do linii lotniczych, jak i do państw, gdzie
    dochodzi do konfliktów takich jak na Ukrainie.

    Lasek wyjaśnił też, że spośród danych z
    czarnych skrzynek na hipotezę o zestrzeleniu samolotu rakietą mogą
    wskazywać m.in.: zapis głosów w kabinie (zwłaszcza jeśli przed
    trafieniem nie było żadnych negatywnych symptomów, a następnie wszystkie
    sygnały się urywają) oraz parametrów ciśnienia (mogą wskazać na
    gwałtowną dehermetyzację) i przeciążenia. Wskazówką może też być analiza
    miejsca zdarzenia i szczątków, które - jak zauważył Lasek - według
    pierwszych informacji zostały rozrzucone na obszarze 10 na 15 km. - To świadczy o tym, że samolot rozpadł się na dużej wysokości - ocenił.Szef PKBWL zgodził się z opinią, że zapis
    czarnych skrzynek, o ile może potwierdzić, że samolot został zestrzelony
    rakietą, to nie wskaże, kto ją wystrzelił. W szczątkach samolotu będzie
    można natomiast szukać śladów wskazujące na konkretny rodzaj materiału
    wybuchowego oraz resztek rakiety.Lasek zauważył, że czarne skrzynki Boeinga
    777 rejestrują bardzo dużo parametrów. Z tego powodu zmanipulowanie
    zapisów byłoby bardzo trudne, tym bardziej, że odczytanie pamięci
    komputera pokładowego (Flight Management System, FMS) jest możliwe tylko
    u producenta w USA (tak samo było w przypadku FMS z Tu-154M, który
    rozbił się pod Smoleńskiem). Mam wątpliwość granicząca z pewnością,
    że tak wielu zapisów nie da się zmanipulować. Jest możliwość skasowania
    danych, ale wtedy prawdopodobnie można je odzyskać, jak z każdego dysku
    - ocenił.Zdaniem Laska trudno powiedzieć, kto będzie
    badał katastrofę, choć Ukraina była i zapewne nadal jest członkiem
    Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), który zajmuje się takimi
    badaniami. Sceptycznie wypowiedział się też o postulacie władz
    ukraińskich, by katastrofę zbadała komisja międzynarodowa. - Nie ma
    ciała, które mogłoby badać wypadek i być niezależne, zewnętrzne. Badanie
    może zostać przeprowadzone zgodnie ze standardami Międzynarodowej
    Organizacji Lotnictwa Cywilnego (ICAO), ale nawet ona nie ma swojej
    komisji badającej wypadki, tak samo jak Europejska Agencja
    Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA)
    - powiedział Lasek.Dodał przy tym, że możliwa jest natomiast
    komisja z udziałem międzynarodowych ekspertów, nie tylko z państw, które
    - ze względu na śmierć swoich obywateli - mają prawo zgłosić swojego
    akredytowanego przedstawiciela. Podkreślił, że państwo, które prowadzi
    badanie, ma wolną rękę w zapraszaniu zagranicznych ekspertów.


    Skutki zestrzelenia samolotu? NATO musi się umocnić

    - Myślę, że będzie to dla Zachodu otrzeźwieniem, wyrwaniem z przekonania, że można ten kryzys przeczekać - powiedział szef BBN.


    Katastrofa samolotu. Do kogo należała broń?

    Według redaktora prowadzącego magazyn "Armia", malezyjski samolot
    zestrzelono przez pomyłkę. I wcale nie była to broń pochodząca z Rosji.
    "Zamach na Putina", "Ile odszkodowań zapłacą Ukraińcy" i zmiany w Wikipedii. Moskwa od razu przystąpiła do ofensywy propagandowej [RADZIWINOWICZ]

    "Zamach
    na Putina", "Ile odszkodowań zapłacą Ukraińcy" i zmiany w Wikipedii.
    Moskwa od razu przystąpiła do ofensywy propagandowej [RADZIWINOWICZ]


    Pisał Aleksander Hercen do cara Aleksandra II po krwawym stłumieniu demonstracji patriotycznej w Warszawie w 1861 r.: "Stał się Pan pospolitym mordercą, mordercą zza węgła". Pisał też o "pozbawionej skrupułów i bezwstydnej" prasie rosyjskiej. Powtórzyć dziś wypada te słowa wielkiego Rosjanina i odnieść je do Władimira Putina oraz wielkorosyjskich propagandystów, którzy łżą nieprzerwanie i bezczelnie.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,16348075,Zbrodnia_Putina.html

    Rządowy propagandysta wciąż wierzy w urok swoich opowieści i ustaleń poczynionych wraz z Moskwą

    Fot. Youtube.pl

    Lasek zniesmaczony porównaniem reakcji na
    10 kwietnia i zamach nad Ukrainą. „Wczoraj mieliśmy do czynienia z aktem
    terroru. Dlatego nie mylmy tego z tragicznym wypadkiem". Tym razem w rozmowie z „Super Expressem” powtarza, że sprawa zamachu nad Ukrainą powinna być badana przez MAK.

    Ukraina podpisała porozumienie z innymi państwami byłego ZSRR o powołaniu wspólnego komitetu lotniczego — MAK, który bada takie wypadki

    — przekonuje Lasek.

    http://wpolityce.pl/polityka/205692-rzadowy-propagandysta-wciaz-wierzy-w-urok-swoich-opowiesci-i-ustalen-poczynionych-wraz-z-moskwa

    Nieodparcie nasuwają się porównania… Tupolew w Smoleńsku jak Boening w Torez

    „W mediach niezależnych, głównie na
    portalach internetowych, wręcz masowo pojawiają się wpisy, które
    zwracają uwagę na wiele podobieństw tych dwóch dramatycznych wydarzeń”.


    "Samolot odbywał kurs zgodnie z zasadami, reguły zostały złamane na ziemi"

    "Samolot odbywał kurs zgodnie z zasadami, reguły zostały złamane na ziemi"
    Minister transportu Malezji dodał, że "świat ma moralne
    zobowiązanie, by zapewnić, że wszystkie szczątki ludzie zostaną
    odnalezione i odpowiednio zabezpieczone".
    zobacz więcej »


    Pierwsze wnioski z katastrofy

    Mamy znakomitą ilustrację, jak działają mądrości etapu. Na obecnym
    etapie nie tylko nie ufamy MAK-owi, ale kwestionujemy jego kompetencje w
    wyjaśnianiu przyczyn katastrof lotniczych. Tymczasem w kwietniu 2010
    roku był inny etap, na którym obowiązywały inne mądrości - że mianowicie
    MAK jest nie tylko kompetentny, ale i prawdomówny.

    Wreszcie - co szczególnie przyda się poprzebieranym za dziennikarzy
    konfidentom zatrudnionym w niezależnych mediach głównego nurtu - mamy
    znakomitą ilustrację, jak działają mądrości etapu. Na obecnym etapie nie
    tylko nie ufamy MAK-owi, ale kwestionujemy jego kompetencje w
    wyjaśnianiu przyczyn katastrof lotniczych. Tymczasem w kwietniu 2010
    roku był inny etap, na którym obowiązywały inne mądrości - że mianowicie
    MAK jest nie tylko kompetentny, ale i prawdomówny. I w odniesieniu do
    wydarzeń dzisiejszych obowiązują mądrości obecnego etapu, podczas gdy w
    odniesieniu do wydarzeń z roku 2010 obowiązują mądrości etapu
    ówczesnego. Na tym zawisła nie tylko reputacja prezydenta Komorowskiego i
    rządu premiera Tuska, ale również - zespołu pana doktora Macieja Laska -
    zwanego Laskiem Smoleńskim.

    Stanisław Michalkiewicz


    Lasek: trwa zacieranie śladów na miejscu katastrofy

    Lasek: trwa zacieranie śladów na miejscu katastrofy
    Maciej Lasek, przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, w „Faktach po Faktach”.
    zobacz więcej »
    Maciej Lasek podkreślił, że wyjaśnienie przyczyn katastrofy
    malezyjskiego boeinga powinno być priorytetem dla całej społeczności
    międzynarodowej. W jego ocenie, wszystko wskazuje na to, że maszyna
    "została strącona przez grupę bandytów".

    - To był akt terroru,
    zwyczajny bandytyzm - mówił. - W tej chwili okazuje się, z nieregularne
    grupy prowadzące  działania zbrojne mogą być wyposażone w najnowszą broń
    - dodał.

    Zacieranie śladów

    Lasek zaznaczył też, że
    Ukraina nie ma kontroli nad terenem, gdzie znajduje się wrak samolotu, a
    to utrudnia przeprowadzenie rzetelnego śledztwa. Dodał, że miejsce
    katastrofy powinno być zabezpieczone jak najszybciej, gdyż dostęp do
    niego mają osoby nieuprawnione, które nie znają się na tego typu
    dochodzeniu i mogą świadomie dokonywać zmian w położeniu szczątków
    maszyny lub je wywozić. W jego ocenie, takie działanie to zacieranie
    śladów.

    Podkreślił, że najważniejsze jest, by odzyskać kontrolę
    nad tym terenem, aby biegli mogli swobodnie pracować na miejscu
    katastrofy. Jak mówił, ich oględziny są niezbędne, by uzyskać dowody i
    potwierdzić to, "co nam wszystkim wydaje się pewne, że samolot został
    zestrzelony". Zaznaczył, że dowody są niezbędne, by postawić winnym
    zarzuty. - Co innego nasze przekonania, a co innego dowody na temat
    przyczyn katastrofy - mówił.Dodał też, że istotne jest odnalezienie i odzyskanie danych z czarnych skrzynek.

    -
    Prawdopodobnie ich zapis urywa się bez żadnych symptomów tego, że coś
    się dzieje. Wrak rozrzucony na tak dużej przestrzeni - mówi się o 15  na
    10 km - wskazuje, że samolot rozpadł się na bardzo dużej wysokości. W
    związku z tym prawdopodobnie bezpośrednio po trafieniu te rejestratory
    przestały działać - mówił.

    Wskazał, że ich odczyt nie będzie
    łatwy. - Każda z linii w swoich samolotach ma specjalnie zakodowane dane
    i żeby je odczytać trzeba mieć tzw. ramkę danych, a one różnią się od
    siebie. Odczytanie tych danych dla innego samolotu będzie prowadziło do
    błędnych wyników - zaznaczył.

    Jak mówił, w związku z tym
    Malezyjczycy powinni przysłać ramkę danych do odczytu i dopiero przy jej
    użyciu można będzie odczytać parametry lotu - Nie można tego zrobić
    chałupniczymi metodami - podkreślił Lasek.

    "Prymitywne działanie propagandowe"

    Lasek
    komentował też słowa szefa prorosyjskich separatystów Igora Striełkowa,
    który oświadczył, że na pokładzie zestrzelonego samolotu nie było
    żywych ludzi, a zwłoki martwych od kilku dni osób.

    - To jest bardzo prymitywne działanie propagandowe - mówił Lasek.

    Gość
    "Faktów po Faktach" dodał, że ważnym elementem jest też zapewnienie
    bezpieczeństwa śledczym na miejscu, aby mogli rzetelnie wykonywać swoje
    obowiązki. - Trudno powiedzieć ile potrwa to śledztwo, choć wydaje się,
    że przyczyna jest ewidentna - stwierdził.


    fot. PAP/Tytus Żmijewski

    fot. PAP/Tytus Żmijewski

    Porównania katastrofy malezyjskiego boeinga do
    katastrofy smoleńskiej nasuwają się same. Zachowanie służb na miejscu,
    traktowanie zwłok, kwestia przekazania śledztwa do Moskwy… Można wręcz
    ułożyć z tego tabelę. Dlatego tak wielu Polaków dziwią słowa ekspertów pokroju Macieja Laska czy Edmunda Klicha o konieczności uzyskania wraku czy przejęcia kontroli nad miejscem katastrofy. Przeciwieństwo słów z 2010 r.

    Porównanie tych dwóch tragedii najwyraźniej zauważył też Radosław Sikorski, który umieścił na twitterze następujący wpis:

    Tak jak po Smoleńsku, przyczyna katastrofy jest szybko
    oczywista a władztwo nad miejscem upadku
    umożliwia utrudnianie dochodzenia

    czytamy na profilu szefa MSZ.




    Po czym odpowiadając na pytanie Krzysztofa Bosaka, tak tłumaczył przekazywanie zaraz po katastrofie 10/04 informacji o błędzie pilotów

    A gdyby panu dyplomaci przekazali informację z wierzy [pisownia oryginalna] kontrolnej, że samolot zawadził o drzewo to co by pan domniemał?




    Szybkie wnioski panie ministrze, szczególnie że ów „wierza” to rosyjski punkt kontrolny na rosyjskim lotnisku…

    Warto zauważyć też wpis, który zaraz po zestrzeleniu samolotu lecącego do Kuala Lumpur pojawiła się na stronie polskiego MSZ:

    Wzywamy do obiektywnego, międzynarodowego śledztwa, które wyjaśni przyczyny katastrofy. Z niepokojem przyjmujemy informację o przechwyceniu przez stronę ukraińską rozmów telefonicznych wskazujących, że za zestrzeleniem samolotu mogą stać prorosyjscy separatyści.

    (…)

    Wzywamy strony konfliktu i wspólnotę międzynarodową do
    przedsięwzięcia wszelkich działań służących obiektywnemu wyjaśnieniu
    przyczyn katastrofy, zabezpieczeniu dowodów i miejsca katastrofy,
    godnego traktowania ciał ofiar i należących do nich przedmiotów oraz
    umożliwienia ekspertom i bliskim ofiar bezpiecznego dostępu do miejsca katastrofy.

    Szkoda, że takich apeli nie słyszeliśmy po tym, jak w Smoleński zginął polski prezydent wraz z polityczną elitą…

    mc,twitter.com,msz.gov.pl

    http://wpolityce.pl/smolensk/205758-rece-opadaja-twitterowa-dyplomacja-sikorskiego-tak-jak-po-smolensku-przyczyna-katastrofy-jest-szybko-oczywista

    Tomasz Hypki: Ukraińcy powinni wcześniej zamknąć niebo nad Donbasem


    - Ukraina znajduje się w stanie chaosu, o czym
    przekonuje tragedia zestrzelonego boeinga - mówi ekspert lotniczy Tomasz
    Hypki w rozmowie z Tomaszem Rozwadowskim.

    Polscy przewoźnicy lotniczy chwalą się, że nie latają nad Ukrainą.
    Dlaczego do chwili zestrzelenia samolotu Malaysia Airlines w okolicach
    Doniecka nad Ukrainą latały inne linie?
    Polskie linie nie latały nad Donbasem, ponieważ nie miały prowadzących
    tam tras. Nie mają więc żadnego powodu do szczególnej dumy. A inne linie
    korzystały z tych tras, ponieważ Ukraińcy nie zamknęli korytarzy
    powietrznych nad swoim krajem. I to jest istota problemu: główna wina za
    tragedię spada na władze Ukrainy, które powinny zamknąć niebo nad
    Donbasem, a tego nie zrobiły.

    Dlaczego Ukraińcy nie podjęli tych oczywistych decyzji?
    Można to wyjaśniać tylko dysfunkcją państwa. Rebelianci mają od niedawna
    nieautoryzowany dostęp do broni przeciwlotniczej średniego zasięgu,
    którą zdobyli w zajętej bazie pod Donieckiem. Do zestrzelenia musiało
    więc dojść wcześniej czy później, intencjonalnie lub przez pomyłkę.
    Jeżeli jakiś kraj zamyka swoją przestrzeń powietrzną, wszyscy muszą się
    stosować do zakazu lotów. Malezyjski boeing nie poleciałby nad pozycjami
    separatystów, gdyby Ukraińcy wprowadzili odpowiedni zakaz.





    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    83. Janina Paradowska robi

    Janina Paradowska robi przegląd prasy w Poranku TOK FM.
    Malezyjski boeing jak Tu-154M w Smoleńsku? ''A winny Tusk...''

    Malezyjski boeing jak Tu-154M w Smoleńsku? ''A winny Tusk...''

    -------------------------------------

    Prawica znów gra Smoleńskiem. Jak Tusk zestrzelił MH17?

    "Od chwili zestrzelenia nad Donieckiem samolotu Malaysia Airlines
    część naszej prawicy porównuje tę tragedię z katastrofą w Smoleńsku.
    Wyciągają z tego wniosek, że obu winien jest Putin - ale przy okazji
    winien jest także Tusk" - pisze ADAM LESZCZYŃSKI



    Lasek: Dostęp do szczątków malezyjskiego samolotu jest kluczowy

    Do zbadania katastrofy malezyjskiego
    boeinga kluczowy jest dostęp do miejsca wypadku i zapewnienie
    bezpieczeństwa ekspertom - uważa szef Państwowej Komisji Badania
    Wypadków Lotniczych Maciej Lasek. Jego zdaniem niezbędny jest dostęp do
    rejestratorów i szczątków maszyny.

    Pytany o wpływ sytuacji na miejscu katastrofy
    i panującego tam chaosu na badanie jej przyczyn, Lasek ocenił, że wiele
    zależy od tego, czy szczątki maszyny są przenoszone bez żadnego planu
    czy też pod kątem celowego zacierania śladów.
    - To, że
    zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku utrudni to postępowanie, jest
    pewne. Natomiast większy skutek będzie miało świadome działanie mające
    na celu ukrycie dowodów - ocenił przewodniczący polskiej komisji
    badającej wypadki w lotnictwie cywilnym.Kluczowy jest dostęp do miejsca wypadku i zapewnienie bezpieczeństwa
    osób, które miałyby go badać, co w tej chwili wydaje się trudne do
    zrealizowania - powiedział Lasek.

    Jego zdaniem w
    przypadku katastrofy samolotu, który w czwartek na wschodniej Ukrainie
    został najprawdopodobniej zestrzelony, "ciężar dowodowy będzie bardziej
    spoczywał na analizie pola szczątków i poszczególnych elementów
    samolotu, a także na wynikach sekcji zwłok ofiar, bo pasażerowie byli
    narażeni na działanie rakiety". Jak dodał, zmiany na miejscu zdarzenia
    będą bardzo utrudniały kompleksowe opisanie, jak doszło do katastrofy.

    Niezbędny jest dostęp do rejestratorów


    Według Laska niezbędny jest dostęp do szczątków samolotu i
    terenu, gdzie spadły. Jak tłumaczył ekspert, jest niewykluczone, że
    będzie można tam znaleźć elementy rakiety, która uderzyła w samolot, i
    potwierdzić, czyja to była własność.

    Lasek zauważył, że
    jeżeli rzeczywiście była to rakieta systemu Buk, która ma zapalnik
    zbliżeniowy, czyli eksploduje w pobliżu celu i razi go odłamkami, to we
    wraku samolotu powinny być elementy pocisku, a na szczątkach samolotu -
    uszkodzenia wskazujące na taki wybuch.

    Lasek powiedział
    też, że do zbadania katastrofy niezbędny jest dostęp do rejestratorów,
    choć przyznał, że można wyobrazić sobie sytuację, gdy uda się określić
    przyczyny tragedii bez danych z czarnych skrzynek. - Jeżeli byłby dostęp
    do szczątków i znaleziono by dowody jednoznacznie wskazujące na
    eksplozję, to na pewno można byłoby określić przyczynę katastrofy z
    bardzo dużym prawdopodobieństwem, niemal pewnością - powiedział.

    Kowal: Rząd Holandii do dymisji. Świat się boi, niewyobrażalny strach


    - Zginęło tylu obywateli bogatego, europejskiego państwa. Ciała ofiar
    sprofanowano. A holenderski rząd nie zrobił nic skutecznego, by zapobiec
    zniszczeniu materiału dowodowego. Powinni..

    Drugi Smoleńsk?


    Po katastrofie malezyjskiego samolotu mnożą się wśród prawicowych
    publicystów i polityków nawiązania do Smoleńska. - Mi się wydaje, że Polska
    powinna podzielić się swoimi doświadczeniami prawnymi z Ukrainą w
    kontakcie z instytucjami rosyjskimi, bo to był najsłabszy element
    śledztwa po katastrofie smoleńskiej. To główna analogia, jaką widzę -
    mówił w TOK FM Paweł Kowal, były europoseł.



    Po katastrofie samolotu
    malezyjskich linii lotniczych nad Ukrainą, jakimś dziwnym trafem,
    odsetek naszych rodaków, którzy wierzą w dobre intencje Rosji zmalał do
    niespotykanie małych rozmiarów. Rzecz niebywała w najnowszej historii
    Polski. Przecież po katastrofie Smoleńskiej grubo ponad połowa Polaków
    uwierzyła w wersję rządowo-anodinową i stanowczo odrzuciła możliwość
    zamachu. Dziś w odniesieniu do ostatnich zdarzeń na wschodzie słyszymy
    już zupełnie inny język. Nastąpiła jakaś dziwna metamorfoza w sposobie
    myślenia i wypowiadania się mediów głównego nurtu.

    Ktoś
    nam mówi, że miejsce tragedii powinno zostać zabezpieczone, że czarne
    skrzynki powinni zbadać niezależni eksperci, że nie wolno bezcześcić
    zwłok, a wyjaśnieniem katastrofy powinna zająć się niezależna komisja.
    Ponadto w mediach krajowych, które de facto kopiują informacje z
    zagranicy, panuje powszechne przekonanie, że to rosyjscy terroryści
    zestrzeli pasażerski samolot posługując się bronią dostarczoną przez
    Moskwę.

    Doprawdy
    straszne. Jak to wpłynie na nasze sąsiedzkie relacje? Czy nie wywoła to
    wojny z Rosją? Ile zapłacimy za ropę i gaz? Dlaczego dziś Donald Tusk
    nie używa tych bałamutnych argumentów, z których czerpał pełnymi
    garściami w 2010 roku? Odrzucając emocje i patrząc na to zimnym okiem
    niezależnego obserwatora, widać hipokryzję i zakłamanie obozu
    rządzącego. Widać całkowitą degrengoladę establishmentu.

    Jeden
    z głównych konstruktorów Boeinga, Wacław Berczyński, dowodził, że
    Tupolew z prezydentem Kaczyńskim nie mógł rozpaść się na trzydzieści
    tysięcy drobnych kawałków, jeśli uderzał w ziemię z prędkością styczną
    270 km/h. Po prostu jego konstrukcja na to nie pozwala. Ekspert od
    mechaniki wybuchów Grzegorz Szuladziński, kiedy usłyszał o dużej liczbie
    metalowych odłamków w Smoleńsku, natychmiast wskazał na eksplozję jako
    jedyną możliwą przyczynę zniszczenia samolotu z prezydentem na
    pokładzie. Mainstream zbył te słowa milczeniem, względnie produkował
    prześmiewcze, zmanipulowane przekazy z konferencji smoleńskiej (słynne
    parówki i puszki od piwa).

    Skoro
    dziś potrzebny jest wrak i czarne skrzynki, aby w pełni wyjaśnić
    przebieg katastrofy, dlaczego nie było to potrzebne cztery lata temu?
    Skąd nagle ta zmiana sposobu wyjaśniania katastrof lotniczych. Skoro
    dziś mówi się o tym, że obszar wschodniej Ukrainy był monitorowany przez
    satelity i wywiady państw zachodnich, które posiadają obszerne
    materiały z nasłuchu i dokumentację zdjęciową, dlaczego nie można
    przedstawić opinii publicznej podobnych zdjęć ze Smoleńska? Pamiętamy
    dymisję prokuratora, który zwrócił się z pomocą do Amerykanów z prośbą o
    dostarczenie zdjęć lotniska w Siewiernym. Dwoistość standardów bije w
    oczy każdego myślącego człowieka.

    Bardzo
    często pojawiało się tutaj pytanie: dlaczego Putin miałby likwidować
    przeciwnika, który miał małe szanse na utrzymanie władzy w zbliżających
    się wyborach. Rzecz w tym, że w całej sprawie polityka wewnętrzna Polski
    jest kwestią zupełnie drugorzędną. Zabijając słabszego herszt bandy
    wzmacnia władze nad swoją hordą. Z tego samego powodu Putin wchłonął
    Krym i destabilizuje sytuację na wschodzie Ukrainy. To przecież proste
    jak konstrukcja cepa.

    W
    odniesieniu do katastrofy Boeinga można ująć to w jeszcze prostszych
    słowach. Dlaczego Rosjanie zestrzelili ten samolot? – bo mogli! Podobnie
    jak mogli zamordować ponad dwadzieścia tysięcy polskich oficerów w
    Katyniu czy zgwałcić kilkadziesiąt tysięcy kobiet podczas tak zwanego wyzwolenia w 1945 roku.

    Paniał?
    A może drogi polski inteligencie potrzebujesz jeszcze kilku innych
    mocnych argumentów, które pozwolą Ci zrozumieć dzisiejszy świat? A może
    Ty go po prostu nigdy nie zrozumiesz?



    MAK chce wyjaśniać katastrofę Boeinga 777
    Czarne skrzynki
    rozbitego malezyjskiego boeinga nie są uszkodzone i są w Doniecku
    - zapewniają separatyści. Teraz, informuje RMF FM, w badanie przyczyn
    zeszłotygodniowej katastrofy chce włączyć się moskiewski Międzypaństwowy
    Komitet Lotniczy.

    Eksperci MAK gotowi są wziąć udział w pracach międzynarodowej komisji
    - napisała szefowa MAK Tatiana Anodina w swoim liście do do ICAO
    - Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego. 

    W opinii
    Anodinej takie regionalne organizacje jak MAK powinny brać udział
    w dochodzeniu, a w dodatku MAK posiada olbrzymie doświadczenie
    w wyjaśnianiu katastrof. Pomysł ten popiera również prezydent Rosji
    Władimir Putin. Ukrainy o zdanie Rosja jednak nie zapytała.

    Komorowski: katastrofę samolotu powinna zbadać międzynarodowa komisja

    Prezydenci państw Europy Środkowej i Wschodniej, uczestnicy
    spotkania w Warszawie, uważają, że katastrofę malezyjskiego samolotu
    powinna wyjaśnić międzynarodowa komisja z udziałem wszystkich
    zainteresowanych państw - poinformował prezydent Bronisław Komorowski.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    84. Który wrak uda się odzyskać szybciej

    Pierwsza zima wraku TU-154M na smoleńskim lotnisku. Fot. Kadr z filmu Anity Gargas "10.04.10"

    Pierwsza zima wraku TU-154M na smoleńskim lotnisku. Fot. Kadr z filmu Anity Gargas "10.04.10"

    Pisałem już, że po katastrofie malezyjskiego boeinga
    nasz krajowy mainstream, reprezentowany przez kilka tytułów prasowych,
    niemal wszystkie stacje telewizyjne i większość radiowych, znalazł się w
    przykrym dla siebie potrzasku. Z jednej strony musi informować o
    przebiegu obecnego śledztwa i postawie polityków oraz mediów
    europejskich, z drugiej – niemal każda taka informacja drastycznie
    rozmija się z postawą prorządowych dziennikarzy i ich politycznych
    włodarzy po katastrofie smoleńskiej.

    Wystarczy garść dzisiejszych cytatów z mainstreamowych mediów zestawiona z porcją ich dawnych „odkryć”, fałszów i manipulacji z lat 2010-2014, dotyczących Smoleńska.

    Gorzej, że i polskich polityków, zwłaszcza tych z partii rządzącej, obnaża dzisiejsza sytuacja związana z zestrzeleniem samolotu nad
    Ukrainą w stopniu dyskwalifikującym. Cały świat zadaje sobie pytanie,
    kiedy prorosyjscy separatyści (a mówiąc wprost: banda wynajętych idiotów
    nieodróżniających boeinga z 300 osobami na pokładzie od wojskowego
    antonowa), umożliwią ściągnięcie wraku samolotu na teren neutralny
    (Ukraina, Malezja, Holandia?). A cóż o wraku tupolewa, w którym zginął
    prezydent RP i 95 polskich pasażerów twierdzili ludzie partii rządzącej w Polsce, ich
    nominaci czy typowani przez nich eksperci? Cytaty, które zamieszczam
    poniżej, obejmują niespełna dwa lata po katastrofie. Wierzę, że wnioski
    wyciągnięcie Państwo sami.

    29 kwietnia 2010 r., Ewa Kopacz, minister zdrowia RP:

    Przekopywano z całą starannością ziemię na miejscu tego wypadku na
    głębokości ponad jednego metra i przesiewano ją w
    sposób szczególnie staranny.

    Tego samego dnia, Donald Tusk, premier RP:

    Ze wszystkich dotychczasowych informacji wynika, że strona rosyjska w
    każdej ze spraw, gdzie potrzebna była współpraca, wykraczała in plus poza zapisy konwencji.

    3 maja 2010 r., Bronisław Komorowski, p.o. prezydenta RP:

    Państwo polskie w obliczu dramatu katastrofy pod Smoleńskiem i jej
    skutków zdało egzamin. (…) Mamy więc prawo podnieść dumnie wysoko głowy.

    2 sierpnia 2010 r., Naczelna Prokuratura Wojskowa RP:

    Chcemy, aby części samolotu, które ocalały, zostały przykryte chociażby namiotem.

    2 września 2010 r., Edmund Klich, były przewodniczący Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP), akredytowany przedstawiciel RP w rosyjskiej komisji badającej przyczyny katastrofy:

    Wrak polskiego tupolewa, leżący na płycie smoleńskiego lotniska, będzie zabezpieczony w najbliższym czasie.

    11 września 2010 r., Tomasz Pietrzak (były szef lotniczego specpułku):

    Lepiej, gdyby wrak był zabezpieczony. Teraz leży pod chmurą i
    rdzewieje, nie możemy więc ocenić stanu urządzeń tuż po katastrofie.

    21 września 2010 r., Paweł Graś, rzecznik rządu:

    Wrak nie jest zabezpieczony, ale nie sądzę, żeby to miało
    jakiekolwiek znaczenie dla zbadania przyczyn i okoliczności katastrofy.

    30 września 2010 r., Andrzej Seremet, prokurator generalny:

    Mam nadzieję, że wpływ czynników korodujących nie odbije się na wynikach badań samolotu. Lepiej by było, żeby on był zabezpieczony.

    Tego samego dnia, Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych RP:

    Rozmawiałem z
    ministrem spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Sergiejem Ławrowem w
    Nowym Jorku o tej sprawie i mam nadzieję, że już
    wkrótce będzie ona załatwiona.

    4 listopada 2010 r., Edmund Klich:

    Wielokrotnie monitowałem u strony rosyjskiej o odpowiednie zabezpieczenie wraku.

    7 grudnia 2010 r., Donald Tusk, premier RP:

    Strona rosyjska rozumie polską potrzebę, aby przed 10 kwietnia 2011 r. szczątki samolotu znalazły się w Polsce.

    9 kwietnia 2011 r., Krzysztof Kwiatkowski, minister sprawiedliwości:

    Jeżeli by się okazało, że wrak samolotu do maja do Polski nie
    trafi, to kiedy za miesiąc będę miał oficjalną wizytę w Rosji, podejmę
    interwencję, żeby przyspieszyć przekazanie wraku do Polski.

    10 maja 2011 r., Radosław Sikorski:

    Co do wraku można uznać, że on już nie jest dowodem w sprawie.

    22 września 2011 r., Andrzej Seremet:

    Upływ czasu nie ma aż tak istotnego znaczenia ze względu na to, że
    dotyczy to elementów jakby stałych, stalowych czy aluminiowych,
    natomiast nie dotyczy urządzeń elektronicznych.

    13 marca 2012 r., Piotr Guział, burmistrz Ursynowa po powrocie ze Smoleńska:

    W smrodzie, brudzie i pośród walających się narzędzi leżało kilka
    worków ze szmatami. Ten człowiek zapewniał, że to ubrania ofiar
    katastrofy. Był tam także fragment biało-czerwonego poszycia tupolewa i
    mniejsze fragmenty wyposażenia samolotu.

    I tak dalej. Nie wiadomo, czy śmiać, czy płakać, kiedy człowiek sobie
    uświadomi, że wielu spośród wyżej wymienionych dziś próbuje „podjąć
    starania” o wrak malezyjskiego boeinga. Kończcie panowie, oszczędźcie
    wstydu tym, którzy - w odróżnieniu od was – bez wraku nie
    zakończą żadnego śledztwa.

    CZYTAJ TAKŻE:
    Sikorski informuje zagranicznych kolegów, jak trudno uzyskać od Rosji
    czarne skrzynki i wrak. Czy przyznał się do własnych zaniechań?

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    85. Sejm nie upamiętni generała

    Sejm nie upamiętni generała Błasika

    Posłowie nie znaleźli czasu, aby uczcić zmarłego w katastrofie smoleńskiej gen. Andrzeja Błasika

    W ostatnim przed
    wakacyjną przerwą czterodniowym posiedzeniu Sejmu posłowie zdecydowali,
    że nie wprowadzą do porządku obrad projektu uchwały w sprawie uczczenia
    zmarłego w katastrofie smoleńskiej gen. Andrzeja Błasika.

    Za utrzymaniem tego punktu w porządku obrad zagłosowało we wtorek 272 posłów, przeciwko było 147, a 7 wstrzymało się od głosu.

    Projekt uczczenia pamięci generała
    Błasika został już wcześniej odrzucony. Sejmowa Komisja Kultury i
    Środków Przekazu na początku maja negatywnie wypowiedziała się o
    projekcie Prawa i Sprawiedliwości.

    „Sejm oddaje hołd generałowi Andrzejowi
    Błasikowi, dowódcy Sił Powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej, wzorowemu
    oficerowi Wojska Polskiego, do końca wiernemu przysiędze wojskowej
    i honorowi żołnierskiemu. Nieprawdziwe i urągające godności zarzuty
    kierowane przez lata wobec śp. generała Błasika są bezprecedensową próbą
    okrycia hańbą oficera Wojska Polskiego. Sejm zwraca się do Prezydenta
    Rzeczypospolitej, Zwierzchnika Sił Zbrojnych, o podjęcie niezbędnych
    działań, które pozwolą na przezwyciężenie kłamstwa utrwalonego w opinii
    światowej i przywrócenie honoru byłego dowódcy Sił Powietrznych RP” –
    napisali we wcześniej odrzuconym projekcie posłowie PiS.




    Dr Nowaczyk: "W przypadku boeinga mamy do czynienia z tym samym modus operandi, jak w Smoleńsku." NASZ WYWIAD

    Fragmenty wraku boeinga 777 zestrzelonego nad Ukrainą i polskiego rządowego TU-154M fna lotnisku w Smoleńsku. Fot. Twitter / Raport Millera

    "To my musimy być konsekwentni i cały czas o
    tym przypominać. Ciągle uświadamiać dziennikarzy, polityków na
    Zachodzie, przypominać im o Smoleńsku, mówić co się stało. Dla nich przy
    ciszy ze strony polskiej obowiązujący jest raport MAK-u."

    http://wpolityce.pl/smolensk/206153-dr-nowaczyk-w-przypadku-boeinga-mamy-do-czynienia-z-tym-samym-modus-operandi-jak-w-smolensku-nasz-wywiad



    "Czarne skrzynki z boeinga ma cywilizowany świat. Nasze wciąż są w Rosji"
    Jarosław Sellin
    z Prawa i Sprawiedliwości w rozmowie z TOK FM odniósł się
    do zestrzelenia malezyjskiego boeinga nad Ukrainą w kontekście
    katastrofy w Smoleńsku.


    Prawdziwe przyczyny katastrofy Boeinga powinni ustalić specjaliści ICAO

    Boeing 777 lecący z Amsterdamu do Kuala Lumpur rozbił
    się na wschodzie Ukrainie 17 lipca. Na pokładzie samolotu było 298 osób,
    wszyscy zginęli. Katastrofa miała miejsce w ukraińskiej przestrzeni
    powietrznej. Ukraina, podobnie jak Rosja, jest założycielem
    Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), wraz z wieloma krajami WNP.
    MAK ma wyłączne uprawnienia do badania wszystkich wypadków i katastrof
    lotniczych na terytorium państw sygnatariuszy tego porozumienia. Czyli
    według jurysdykcji prawo do badania katastrofy należy do MAK.
    Jednocześnie ze względu na wielki oddźwięk tego wydarzenia, to że
    samolot jest malezyjski, a maszyna została wykonana przez amerykańską
    firmę Boeing, można mówić o obecności stron, które mają prawo, wraz ze
    specjalistami MAK, do wzięcia udziału w dochodzeniu w sprawie
    katastrofy, zaznacza ekspert Komitetu Dumy Państwowej ds. Transportu
    Roman Gusarow:

    Ponieważ
    wokół katastrofy jest tak dużo polityki będzie lepiej, jeśli jej
    badaniem zajmą się niezależni eksperci ICAO. Jeśli Rosja będzie starała
    się bronić swojego prawa do dochodzenia tragedii, to ryzykujemy
    oskarżenia o to, że ukrywamy prawdziwe przyczyny katastrofy. Tak jak to
    do tej pory ma miejsce z samolotem Lecha Kaczyńskiego, który rozbił się
    pod Smoleńskiem w 2010 roku - strona polska kategorycznie nie chce
    uwierzyć, że katastrofa została spowodowana przez polskich pilotów i
    uważa, że ​​MAK coś ukrył przed społecznością światową.

    Z
    drugiej strony, jeśli pójść drogą, którą proponuje strona ukraińska i
    oddać prawo do dochodzenia europejskiej agencji, można stracić jakąś
    rzetelną informację. A to może zrodzić nieufność ze strony Rosji co do
    rezultatu, który będzie przedstawiony przez tą agencję. Dlatego lepiej,
    jeśli katastrofę będą badać neutralni eksperci ICAO, do której wchodzą
    między innymi rosyjscy przedstawiciele, uważa Roman Gusarow:

    I
    nie jest to precedens. Można przypomnieć sytuację z
    południowokoreańskim Boeingiem, który został zestrzelony w 1983 roku nad
    terytorium ZSRR nad Sachalinem. Wtedy akurat dochodzeniem tej
    katastrofy zajmowali się eksperci ICAO. Ich wniosek był całkowicie
    obiektywny i bezstronny.

    Przy czym jest bardzo
    ważne, aby wszyscy członkowie ICAO mieli równe prawa, dostęp do
    informacji i do dochodzenia. W przeciwieństwie do wielu innych
    organizacji międzynarodowych, w których może odgrywać rolę wielkość
    kraju czy jego wpływy polityczne. Teraz jest bardzo pożądane, aby
    eksperci ICAO jak najszybciej zostali dopuszczeni do miejsca upadku
    fragmentów samolotu i przystąpili do pracy. Im szybciej to zrobią, tym
    bardziej wiarygodną będą mieli informację, tym bardziej dokładne będą
    mogli wyciągnąć wnioski na temat przyczyny katastrofy. Bardzo ważne są
    informacje z rejestratorów - głosu i parametrów, zaznacza ekspert:

    Dzięki
    rejestratorowi głosu można będzie zrozumieć, czy u załogi były oznaki
    niepokoju do momentu katastrofy. A dzięki rejestratorowi parametrów -
    czy były jakieś odchylenia w locie samolotu i z niemal całkowitą
    pewnością będzie można ustalić, czy nastąpiło nagłe rozhermetyzowanie na
    dużej wysokości i samolot rozpadł się, czy przez jakiś czas szybował.

    Dzięki wszystkim tym danym można z wiarygodnością 99 % odtworzyć cały obrazu tego, co się stało.
    Czytaj dalej: http://polish.ruvr.ru/2014_07_23/Prawdziwe-przyczyny-katastrofy-Boeinga-powinni-ustalic-specjalisci-ICAO-9875/



    Rys. Andrzej Krauze

    Rys. Andrzej Krauze

    Porównania tragedii smoleńskiej do katastrofy zestrzelonego samolotu na Ukrainie mają sens zwłaszcza, jeśli zestawić reakcje „funkcjonariuszy” na miejscu dramatu. Pogarda wobec ofiar, bezczeszczone zwłoki i niszczony wrak.

    http://wpolityce.pl/polityka/206323-wymiana-doswiadczen-hieny-smolenskie...


    Fot. faktysmolensk.gov.pl

    Fot. faktysmolensk.gov.pl

    W przyszłym roku w niemieckich księgarniach pojawi się książka na
    temat katastrofy smoleńskiej autorstwa niemieckiego dziennikarza
    śledczego - Jürgena Rotha. Nieznany jest jeszcze tytuł publikacji, ani
    szczegóły informacji, do
    których dotarł publicysta specjalizujący się w opisywaniu
    przestępczości zorganizowanej. Jednak, jak opowiada, przeszedł on
    drogę od przekonania, że był to zwykły wypadek, do przeświadczenia, że
    mogło to być jednak coś zupełnie innego.

    Rozmawiamy z nim o katastrofie smoleńskiej, także w kontekście ostatnich dramatycznych wydarzeń na Ukrainie.

    wPolityce.pl: Niedawno napisał pan na Twitterze: „Jeśli czarne skrzynki zestrzelonego samolotu
    rzeczywiście trafią do Moskwy, to można być pewnym, że –
    podobnie jak to się stało przy katastrofie smoleńskiej – zostaną
    zmanipulowane i zafałszowane”. Skąd ma pan przekonanie lub podejrzenia,
    że skrzynki ze Smoleńska zostały zmanipulowane i zafałszowane?

    Jürgen Roth: - Natrafiłem podczas moich intensywnych
    poszukiwań na wskazówki, że polskie władze nie otrzymały wszystkich
    informacji, które były zawarte w czarnych skrzynkach TU-154M. Bądź, że te informacje nie zostały odpowiednio przeanalizowane przez komisję Millera. Poszedłem tym tropem. Tylko tyle mogę na razie powiedzieć.

    Co myślał pan o katastrofie smoleńskiej zaraz po niej? Jak tłumaczył sobie jej przyczyny?

    Początkowo myślałem, że to był zwykły wypadek. Teraz mam co do tego poważne wątpliwości.

    Pisze pan książkę o tragedii 10/04. Czy może pan zdradzić jakiego rodzaju informacje udało się Panu zebrać?

    Niestety nie mogę zdradzić szczegółów na temat tego, czego się
    dowiedziałem pracując nad książką o Smoleńsku. Uczynię to dopiero po
    ukazaniu się książki.

    A chociaż jaki będzie jej tytuł?

    Nie został jeszcze ustalony, bo ma się ona ukazać dopiero na wiosnę przyszłego roku.

    Gdzie zbierał pan materiały do publikacji?

    Informacje do książki zbierałem w Polsce, Rosji, USA i Szwajcarii. W tych krajach jest wiele dostępnych źródeł.

    http://wpolityce.pl/smolensk/206331-poczatkowo-myslalem-ze-to-zwykly-wyp...



    I tak w koło Macieju! Niereformowalny propagandzista Lasek powtarza w GW te swoje brednie o Smoleńsku

    · aktualizacja: 24 lipca 2014, 20:02

    fot. wPolityce.pl/wyborcza.pl

    fot. wPolityce.pl/wyborcza.pl

    Lasek Maciej, to nazwisko będzie pamiętał każdy student dziennikarstwa po przerobieniu lekcji o nachalnej propagandzie. Ów opłacany z publicznych pieniędzy „ekspert” nie ustaje w „wyjaśnianiu” czarnemu smoleńskiemu ludowi, co wydarzało się z samolotem, w którym zginął Prezydent RP i 95 innych osób. Tym razem czyni to wypytywany niby o różnice między Donieckiem a Smoleńskiem.

    Katastrofa smoleńska zapisze się w historii, bo zginęły w niej ważne osoby na czele z prezydentem Polski, i pod tym względem jest wyjątkowa, ale mimo swego tragicznego wymiaru jako samo zdarzenie była zwykłym wypadkiem lotniczym. Wszystkie
    dowody z czarnych skrzynek, szczątków samolotu, śladów na ziemi, zeznań
    świadków i zgromadzonego materiału jednoznacznie i bez żadnych
    wątpliwości wskazują na przyczynę katastrofy. Od początku nie
    było i nie ma do dziś żadnych dowodów, które wskazywałyby na inne
    przyczyny niż wypadek spowodowany zbyt niskim podejściem
    przy małej widoczności

    — idzie w zaparte „ekspert”.

    Trudno określić co powoduje dr. Laskiem, że gada te swoje głupoty. Ale brak
    reakcji ze strony dziennikarza wyjaśnia tylko jedno. Że tym
    dziennikarzem jest Wojciech Czuchnowski, a rozmowa toczy się na
    łamach Gazety Wyborczej.

    Pod Smoleńskiem teren wypadku został natychmiast zabezpieczony.
    Pierwsi specjaliści z Polski byli na miejscu jeszcze tego samego dnia. Czarne skrzynki odnaleziono bardzo szybko, kilka godzin po wypadku, a Polaków od razu dopuszczono do ich badania.
    Za zgodą naszych ekspertów i w ich obecności rejestratory
    przewieziono do Moskwy, tak by w laboratorium najbliższym miejsca
    katastrofy zrobić ich odczyt i wykonać kopie, na których można było
    dalej pracować. Dodatkowo rejestrator ATM-QAR został odczytany w Polsce. Polscy specjaliści pracowali w Moskwie i w Smoleńsku. Byli dopuszczani do czynności podejmowanych przez MAK

    — mówi Maciej Lasek. Nie precyzuje jednak co oznacza „badanie”
    czarnych skrzynek przez polskich specjalistów tuz po katastrofie. Ale
    wiele osób pamięta jak relacjonował to słynny już pułkownik Rzepa z
    Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Lasek mówi także o innych
    „szczegółach”, które według niego stanowią, że katastrofa na Ukrainie
    różni się zasadniczo od tej w Smoleńsku.

    (…) choć to nie moja dziedzina - kwestia zabezpieczenia ciał (w Smoleńsku - przyp. red.). Polscy lekarze byli przy ich identyfikacji i bardzo szybko zostały one przewiezione do kraju

    — mówi Lasek. Nie mówi jednak jak przebiegały te „identyfikacje” i
    dlaczego w Polsce nie otwarto już trumien. O pomyleniu ciał i innych
    wątpliwościach też oczywiście ani słowa.

    Wyniki badania katastrofy smoleńskiej zostały opublikowane w
    raporcie końcowym komisji Millera, który nie wzbudza jakichkolwiek
    wątpliwości wśród specjalistów

    — mówi Lasek, podkreślając ważność ustaleń komisji Millera, których założenia skompromitowano już dawno.

    Na koniec mówi jeszcze takie zdanie na temat katastrofy malezyjskiego Boeinga:

    Na pewno presja międzynarodowa pomoże w rozwiązaniu tej sytuacji (…)

    — to słowa Macieja Laska. Po Smoleńsku jakoś tak nie twierdził. Dobrze czasem przeczytać taki wywiad, można chociaż przekonać się, że kiedyś Laska oceniliśmy prawidłowo i nic w tej ocenie nie należy zmieniać.

    http://wpolityce.pl/smolensk/206497-i-tak-w-kolo-macieju-niereformowalny-propagandzista-lasek-powtarza-w-gw-te-swoje-brednie-o-smolensku


    Wesoły wdowiec i RESORTÓWKA na posterunku

    Paweł Deresz: Świat nie boi się Rosji. Świat boi się o swoje interesy z Rosją


    - Tragedia malezyjskiego boeinga i katastrofa smoleńska
    to dwie różne sprawy. A że Macierewicz je porównuje? To chory człowiek -
    mówi Paweł Deresz.


    Dziwię się Pańskiej trosce o problemy Rosji. Ulgowe traktowanie
    tego - jak Pan to określił - niedźwiedzia pomoże sytuacji?
    Należy z Rosją współpracować, a nie bez przerwy straszyć ją sankcjami.
    Sankcje polityczne na niewiele się zdają. Sankcje ekonomiczne także są
    iluzoryczne. Przecież większość krajów liczących się w Europie prowadzi
    interesy z Rosją. Nie sądzę, żeby te kraje poszły na to, żeby całkowicie
    z Rosją zerwać współpracę.

    Ale na wschodzie Ukrainy doszło do takiej tragedii, że wydaje się, iż
    nawet idące w setki miliardów euro interesy powinny stać niżej. Bo co
    się jeszcze musi wydarzyć, żeby Rosję ustawić do pionu, realnie ją
    uderzyć? Nie tyle militarnie, ile finansowo właśnie.
    Teoretycznie ma pan rację, ale praktyka okaże się zupełnie inna. Zbyt
    silnie są powiązania gospodarcze krajów europejskich z Rosją, żeby mogło
    dojść do realnego uderzenia po kieszeni tego państwa.

    Olejnik o Kaczyńskim: Wykorzystuje cudze łzy do porachunków

    Monika
    Olejnik bije w prezesa PiS. "Kaczyński nie potrafi być mężem stanu" -
    komentuje publicystka, odnosząc się do jego słów. "Po co tak przebierać
    nóżkami, panie prezesie" - ironizuje.





    Washington Times: „Inna katastrofa lotnicza, ten sam wynik. Fałsz,
    brak prawnych standardów. Tak jak w Smoleńsku Rosjanie robią wszystko,
    by ukryć dowody na swoją winę”

    Fot. Raport Millera

    "Jest jednak coś, co różni tragedię lotu
    MH17 od katastrofy w Smoleńsku. Tym razem Putinowi będzie ciężko zrzucić
    winę na kogoś innego."

    Zestrzelenie malezyjskiego samolotu
    nasuwa naturalne skojarzenia z katastrofą smoleńską. Według
    amerykańskiego dziennika „The Washington Times” tak jak w przypadku
    katastrofy TU-154M śledczy badający okoliczności zestrzelenia lotu MH17 17 lipca nad wschodnią Ukrainą nie mogą liczyć na współpracę Rosji.

    Nie powinno to zresztą nikogo, kto pamięta jak Kreml zachowywał się w
    przypadku podobnych katastrof w przeszłości, dziwić. W przypadku
    malezyjskiego Boeinga brak gotowości Rosjan do współpracy pozwala im
    ukryć dowody oraz obarczyć Kijów odpowiedzialnością za to co się stało.
    Biorąc pod uwagę w jaki sposób Związek Sowiecki, a następnie Federacja
    Rosyjska blokowały inne śledztwa dot. katastrof lotniczych, nie ma
    powodów by sądzić, że tym razem będzie inaczej. Bez względu na to co
    myśli Zachód, czy świat

    —pisze Lucja Swiatkowski Cannon na łamach gazety. Według niej
    tego typu śledztwa są nadzorowane przez rosyjskie służby
    specjalne, a ich celem nie jest bynajmniej „wykrycie prawdy”.

    Kiedy pojawia się podejrzenie odpowiedzialności Moskwy, rosyjscy
    śledczy często czynią wszystko, co w ich mocy, by skierować
    podejrzenia na kogoś innego. W innych przypadkach celem matactwa jest
    ukrycie braku kompetencji rosyjskich biurokratów. Praktycznie każda
    katastrofa lotnicza wywołuje tego typu zachowanie u rosyjskich
    oficjeli, co powoduje, że ustalenie prawdy, staje się niemożliwe

    —uważa. I podkreśla, że najlepszym przykładem na rosyjskie matactwo jest śledztwo ws. katastrofy Smoleńskiej.

    Śledztwo ws. śmierci 96 polskich oficjeli, w tym polskiego
    prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku nie
    zakończyło się pomyślnie, bo rosyjscy śledczy odmówili oddania Polsce wraku samolotu, czarnych skrzynek oraz telefonów komórkowych i laptopów ofiar. Polska strona nie otrzymała też pełnego dostępu ani do samego miejsca katastrofy ani do zdjęć z miejsca katastrofy. Nawet godzina katastrofy nie została ustalona. Najpierw mówiono,
    że samolot rozbił się o 10h56, potem, że o 10h41. Świadkowie twierdza
    jednak, że do tragedii doszło o wiele wcześniej. Rosyjskie karetki
    przyjechały, otrzymały informację, że wszyscy zginęli i natychmiast z powrotem odjechały

    —dziwi się Cannon. Według niej złe światło na rosyjskie śledztwo rzuca też fakt, że przeprowadził je MAK, dowodzony przez byłą gen. KGB, żonę byłego wiceszefa KGB i bliskiego współpracownika Władimira Putina.

    Rosyjskie lotnictwo kontrolują ludzie, bardziej zainteresowani polityką niż bezpieczeństwem

    —dodaje. Jak utrzymuje, „w chwili, gdy TU-154 M usiłował wylądować w Smoleńsku samolot należący do KGB wyłonił się z mgły i zaczął krążyć nisko nad lotniskiem, tak jakby miał lądować

    W końcu jednak odleciał. Rosjanie nigdy nie wyjaśnili, co tam robił.
    Gdyby polski samolot rzeczywiście wylądował, zderzyłby się z nim

    —twierdzi. I dodaje:

    Rosyjskie śledztwo katastrofy w Smoleńsku było naznaczone skrytością,
    fałszem, brakiem prawnych standardów i rosyjską polityką. Pomylono
    ciała ofiar, a ciało bohaterki Solidarności Anny Walentynowicz, do
    dziś nie zostało zidentyfikowane. […] Podobne problemy pojawiły się z
    okazji śledztwa ws. zestrzelenia malezyjskiego Boeinga. Przeniesiono
    ciała i wrak, a rosyjscy separatyści zablokowali międzynarodowym
    ekspertom dostęp do miejsca tragedii. Czarne skrzynki zniknęły na jakiś
    czas i
    zostały oddane dopiero po wywarciu silnej międzynarodowej presji.
    Zdjęcia satelitarne jasno wykazały, że samolot został zestrzelony za
    pomocą rakiety. Rosja ją zapewne dostarczyła. [..] Mimo tego odrzuca
    jakąkolwiek odpowiedzialność za katastrofę

    —podsumowuje Swiatkowski Cannon. Jest jednak, jej zdaniem, coś, co różni tragedię lotu MH17 od katastrofy w Smoleńsku.

    Brak niejasności co do przyczyn katastrofy. Inaczej niż w Smoleńsku.
    Tym razem Putinowi będzie ciężko zrzucić winę na kogoś innego. Gospodarz
    Kremla ma ten sam problem co adwokat, który usiłuje przekonać ławę
    przysięgłych, by jemu uwierzyła zamiast dowodom świadczącym o winie jego
    klienta. Ludzie po prostu nie są aż tacy głupi

    —uważa publicystka „Washington Times”.





    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    86. Zadanie specjalne Odc. 41 (2013/2014) - TUPOLEW - BOEING - Rosyj

    Zadanie specjalne Odc. 41 (2013/2014) - TUPOLEW - BOEING - Rosyjski schemat
    http://telewizjarepublika.pl/Zadanie-specjalne-odc-41-20132014-tupolew-b...

    Magdalena Merta, Antoni Macierewicz, prof. Kazimierz Nowaczyk i Rafał Dzięciołowski o analogiach pomiędzy Katastrofą TU-154M w Smoleńsku i Boeinga MH17 na Ukrainie i roli Rosji w obu katastrofach.

    Magdalena Merta (wdowa po Tomaszu Mercie, ofierze Katastrofy Smoleńskiej), Antoni Macierewicz (poseł i wiceprzewodniczący PiS, przewodniczący Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 roku), prof. Kazimierz Nowaczyk (główny specjalista Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 roku) i Rafał Dzięciołowski (współautor filmów o Katastrofie Smoleńskiej, publicysta GPC).

    ---------------------------------------------

    wPolityce.pl/tvn24

    wPolityce.pl/tvn24

    Radosław Sikorski uaktywnił się w niedzielne popołudnie na Twitterze i przez długi czas wymieniał się uwagami z pytającymi go dziennikarzami i mec. Hamburą. Duża część „rozmowy” dotyczyła rosyjskiej winy w sprawie katastrofy smoleńskiej.

    Winą rosyjską były błędy w naprowadzaniu samolotu, które mogły być podstawą do roszczeń, zamiast chybionych teorii zamachowych. Brak zwrotu wraku, własności RP, mimo naszych interwencji dwustronnych i międzynarodowych, też jest winą rosyjską

    — pisał Sikorski pytany przez Samuela Pereirę z „GPC”.

    Szef polskiego MSZ przyznał, że nie obowiązuje już dokument zakładający ścisłą współpracę z Moskwą.

    Od tamtego czasu Rosja dokonała i dokonuje agresji. Wybrała drogę konfrontacji z całym Zachodem, a więc i z Polską

    — przyznał Sikorski.

    Były też „smoleńskie” twitty:

    To ja konsekwentnie domagam się wraku od min. Ławrowa. A Pan atakuje rząd polski za winy rządu rosyjskiego. Patriotyzm inaczej.

    Zaraz się Pan przekona jak wygląda wybuch na rejestratorach lotu MH17. Czy wtedy przeprosicie za lata zamachowej hucpy?

    — kpił szef MSZ.

    Na końcu Sikorski pozwolił sobie na bezczelną ripostę w
    odpowiedzi na pytania mec. Hambury, co robi polski
    rząd, by odzyskać wrak.

    Dopytałbym czy rodziny wolałyby wrak, czy odszkodowania. Mogą dojść do wniosku, że brytyjscy prawnicy lepsi od niemieckich

    — drwił.

    lw, Twitter

    http://wpolityce.pl/smolensk/206854-twitterowa-bezczelnosc-sikorskiego-dopytalbym-czy-rodziny-wolalyby-wrak-czy-odszkodowania

    Anne Applebaum:


    Wola zrozpaczonych rodzin holenderskich ofiar z malezyjskiego
    boeinga może mieć dla holenderskiego rządu mniejsze znaczenie niż
    poglądy Royal Dutch Shell prowadzącego w Rosji wielkie inwestycje.
    Brytyjski premier brytyjski David Cameron zaatakował: to nie do
    wyobrażenia, żeby Brytyjczycy mieli sprzedać Rosjanom okręt wojenny.
    Prezydent Francji François Hollande replikował niemal natychmiast,
    potwierdzając, że właśnie to ma zamiar zrobić: zgodnie z zawartym
    kontraktem dostarczy rosyjskiej marynarce okręt desantowy Mistral.
    Następnie Paryż zrewanżował się Londynowi mocnym ciosem. Jeden z kolegów
    partyjnych francuskiego prezydenta...

    Cały tekst:
    http://wyborcza.pl/1,75477,16386927,Brzek_rosyjskich_pieniedzy_oglusza_E...

    • Smoleńskie analogie

      Katastrofa malezyjskiego boeinga przypomina światowej prasie katastrofę smoleńską sprzed ponad czterech lat

    • zdjecie

    Kreml powinien wypożyczyć Millera i Laska...

    Najnowszy wpis mec. Janusza Wojciechowskiego opublikowany na blogAID

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    87. List rodzin smoleńskich do

    List rodzin smoleńskich do premiera Holandii

    „Będąc świadkami tragedii ofiar MH17 i ich rodzin jesteśmy bardzo przygnębieni widząc,  że historia się powtarza” – napisali członkowie rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej w liście do premiera Holandii.

    Członkowie rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej w wystosowanym liście
    wyrażają ubolewanie z powodu wielkiej tragedii, jaką było zestrzelenie
    malezyjskiego samolotu. Dzielą się także własnym doświadczeniem, jakie
    zdobyli po katastrofie rządowego Tupolewa 10 kwietnia 2010 r.

    „Mamy poczucie, że tragicznym doświadczeniem, które zdobyliśmy
    powinniśmy podzielić się z Panem i rodzinami,  aby zapobiec dalszemu
    koszmarowi rodzin, przez zapewnienie przestrzegania procedur,
    zabezpieczenie dowodów i oddania sprawiedliwości tym, którzy stracili
    swoich bliskich.”– czytamy w liście.

    Jak mówi Małgorzata Wassermann, to do rządu należy zabezpieczenie
    wszelkich dowodów w sprawie katastrofy, czas i szybkość działania są
    bardzo istotne.

    – Ta tragedia jest bardzo podobna do naszej. Po pierwsze,
    chcieliśmy wyrazić swój ból i współczucie w stosunku do rodzin osób,
    które zginęły na terytorium Ukrainy. Po drugie, chcieliśmy zwrócić uwagę
    na to, jak ważne są te pierwsze dni, jak bardzo cierpimy i jak wiele
    pracy musimy włożyć w to, aby zaniedbania polskiego rządu wyprostować.
    Ponadto proszę zwrócić uwagę, z jakim trudem zbieramy materiał dowodowy,
    o którego zabezpieczenie powinien zadbać polski rząd, a nie zadbał
    – podkreśliła Małgorzata Wassermann.

    Rodziny ofiar zwracają szczególną uwagę na sumienne zebranie dowodów w
    sprawie katastrofy malezyjskiego samolotu. Według nich nie można
    pozostawiać sprawy badania katastrofy w rękach rosyjskich. Tak, jak w
    przypadku katastrofy smoleńskiej, gdzie doszło do zniszczenia dowodów
    takich jak m.in. wrak samolotu. „Kiedy zdarza się tak bezsensowna
    tragedia, polityka powinna ustąpić miejsca wsparciu i ochronie tych,
     którzy jej potrzebują” – czytamy w zakończeniu listu.

    http://wpolityce.pl/polityka/207154-dwie-twarze-putina-wedlug-sikorskieg...

    Tłumaczył też zmianę stanowiska Niemiec, które do tej pory były raczej sceptyczne ostrzejszym sankcjom:

    Nie możemy mieć do Niemiec pretensji, że nie są Polską. Mają inną pozycję geostrategiczną, inny rozmiar gospodarki i więcej
    czasu na reakcji. To, że minister Steinmeier, także po pobycie w
    Warszawie, zmienia zdanie, także w reakcji, na to co się dzieje na
    wschodniej Ukrainie, to jest rzecz normalna. My też zmieniliśmy
    zdanie – wtedy gdy prezydent Putin przyjeżdżał do Katynia i oddawał hołd
    naszym pomordowanym oficerom, prowadził inną politykę – ta się zmieniła



    „W Smoleńsku zginęli tylko Polacy” – Sikorski upada coraz niżej w bronieniu własnej skóry

    Szef naszej dyplomacji, po raz kolejny daje pretekst do tego, by Polski nie traktowano poważnie.

    MatT:

    To nie tylko nielogiczna odpowiedź na oddanie zupełnej kontroli Rosji; to upadek Polski jako państwa

    Jak długo
    zajdzie taka potrzeba, będziemy powtarzać, że międzynarodowe
    śledztwo ws. 10/04 nie było możliwe ze względu na postawę polskiego
    rządu, który odrzucił ofertę pomocy od kilku państw i Unii Europejskiej, a do NATO czy Waszyngtonu nawet o tę pomoc nie spróbował wystąpić.

    Sam Sikorski zaś śledztwa nie potrzebował, bo natychmiast po
    katastrofie kolportował swoją (a tak naprawdę
    rosyjską) wersję jej przyczyn.


    Kosztowna zwłoka

    Polski prokurator asystował tylko
    przy jednej sekcji; były to czynności przy ciele prezydenta Lecha
    Kaczyńskiego - ROZMOWA z mec. Bartoszem Kownackim

    Pancernobrzozowcy mają problem z tym Biniendą

    Najnowszy wpis mec. Janusza Wojciechowskiego opublikowany na blogAID

    Rodziny smoleńskie piszą list do premiera Holandii

    Członkowie
    rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej napisali list do premiera Holandii
    Marka Rutte. Ostrzegają w nim władze Holandii przed działaniami Rosji.

    Sikorski ostro o Rosji: Odpowiada za katastrofę malezyjskiego samolotu

    "To
    Rosja odpowiada za katastrofę malezyjskiego samolotu nad Ukrainą" -
    mówił minister Radosław Sikorski. Na konferencji po spotkaniu z szefami
    brytyjskiego MSZ i MON Philipem Hammondem oraz...


    Zirytowany Paweł Graś komentuje list rodzin smoleńskich do
    premiera Holandii: "To było tyle razy wyjaśniane!" Zapewnia także o
    "godnej" reprezentacji na uroczystościach 1 sierpnia

    fot. TVN24/wPolityce.pl

    "Na pewno rocznica powstania będzie
    obchodzona godnie, także przez tych, którzy dotychczasowe rocznice
    czcili buczeniem na cmentarzu" - dobrodusznie mówił Graś.

    Dawno nie widziany Paweł Graś pojawił się dziś - gdzieżby indziej - w TVN-ie,
    gdzie uciął sobie przyjemną pogawędkę z Anitą Werner. Było i o zdrowiu
    premiera, i o gwizdach na Powązkach - a nawet trochę poważniej - o
    liście rodzin smoleńskich do premiera Holandii.

    CZYTAJ WIĘCEJ: TYLKO U NAS. List rodzin smoleńskich do premiera Holandii: „Jesteśmy bardzo przygnębieni widząc, że historia się powtarza”

    Zdenerwowanych obywateli Graś uspokoił - po zabiegu **premier

    trzyma się dobrze, dzielnie, chociaż operacja była dosyć skomplikowana i bolesna, ale mam nadzieję, że szybko będzie odzyskiwał formę.

    Dodawał, że przyczyną kontuzji był „męski sport”, któremu oddawał się Donald Tusk.

    Graś zapewniał także, że pomimo zwolnienia lekarskiego premiera Polska jest w dobrych rękach

    Dziś dzielnie zastępował go Piechociński, jest również pani premier Bieńkowska.

    Czujecie się państwo uspokojeni?

    Paweł Graś odniósł się także do obecności - a raczej nieobecności premiera - na obchodach 70. rocznicy Powstania Warszawskiego

    Na razie nic na to nie wskazuje, (…) ale ta sytuacja trudna i
    bolesna dla premiera – zobaczymy, jest kilka dni, ale raczej lekarze nie
    zalecają wysiłku fizycznego przez najbliższe kilka dni. (…) Pan
    premier co roku na Powązkach był, zdarzają się takie sytuacje życiowe i
    losowe, gdzie nie można brać udziału we wcześniej zaplanowanych
    obchodach czy uroczystościach, zobaczymy jak będzie tym razem, na pewno
    kancelaria premiera będzie godnie reprezentowana.

    Ciekawie tu wtrąciła się prowadząca program Anita Werner:

    Politycznie tę godzinę W oddajecie tym którzy buczą i gwiżdżą

    — dobrze, że nie powiedziała wprost cytując Władysława Bartoszewskiemu: „oddajecie ją bydłu”, po co tak delikatnie?

    Te uroczystości są wyjątkowe, (…) myślę że różni członkowie rządu
    będą przy tych rozlicznych okazjach obecni. (…) Na pewno rocznica
    powstania będzie obchodzona godnie, także przez tych, którzy
    dotychczasowe rocznice czcili buczeniem na cmentarzu

    — stwierdził natomiast Graś.

    Odnosząc się do zapowiadanej na po-wakacjach rekonstrukcji rządu,
    Paweł Graś wyjaśniał, że na jej termin będą miały czynniki
    wypływające m. in. z prokuratorskiego śledztwa ws. podsłuchów oraz
    obsadzanie unijnych stanowisk w Komisji Europejskiej. Zapowiedział, że zmiany w rządzie mogą nastąpić pod koniec sierpnia, ale nie muszą.

    Premier nie chce do Brukseli na stanowisko?

    — dopytywała Werner o deklaracje Donalda Tuska, że zostaje w
    kraju, a nie wybiera się do Unii. Jednak może po prostu jego tam nie
    chcą, a europejskie tournee w wykonaniu szefa rządu, pod pretekstem
    konfliktu na wschodzie, nie przyniosło spodziewanych rezultatów?

    Powinniśmy być dumni z tego, że tak wielu przywódców UE widzi w naszym premierze kandydata – to jest uznanie tylko dla Polski. Bardzo wielu przywódców europejskich dostrzega pozycję Polski i uważa że powinno to być docenione właśnie w ten sposób

    słodził Graś. Chyba umknęło mu, że na poniedziałkowej wideokonferencji przywódców europejskich i prezydenta USA zabrakło Donalda Tuska.

    CZYTAJ TAKŻE: Obama nie zna kierunkowego do Warszawy, ale „Wyborcza” wciąż wierzy, że Tusk odnowi oblicze Europy. Tej Europy

    Graś dał jednak wyraźnie do zrozumienia, że „Polską nadzieją w
    Europie” pozostaje Radosław Sikorski, który jest kandydatem na
    europejskiego szefa dyplomacji.

    Były rzecznik rządu komentował także wprowadzone dziś na Rosję europejskie sankcje - do tej pory najmocniejsze. Gorliwie zapewniał, że kluczową rolę w ich opracowywaniu pełniła Polska.

    Polska bardzo przyczyniła się do wypracowania tej decyzji UE i
    można ją nazwać przełomem psychologicznym, przynajmniej w głowach
    niektórych przywódcach. Wpływ na to miało zestrzelenie malezyjskiego
    samolotu, ale także inne czynniki. Rosja nie wywiązuje się ze swoich
    deklaracji, wręcz przeciwnie każdego dnia agencje wywiadowcze USA przynoszą informacje, że ta obecność wojskowa na granicy Ukrainy się zwiększa, że wsparcie dla separatystów się zwiększa, w związku z tym UE postanowiła zareagować w dosyć zdecydowany sposób i te sankcje mogą być dla Rosji dosyć bolesne

    — tłumaczył. Dodawał także, że możemy czuć się bezpieczni… Dopóki rządzi w Polsce koalicja PO-PSL. Szkoda, że nie precyzował co mogłoby się stać potem. Skoro teraz mamy podobno państwo, które „istnieje tylko teoretycznie”.

    Można się było spodziewać, że tak Paweł Graś zareaguje na list rodzin smoleńskich do premiera Holandii.

    Nie znajduję podobieństwa między jedną i drugą sytuacją

    oj faktycznie, różnic w kwestii podejścia rządu
    polskiego do katastrofy z 10/04 oraz rządu holenderskiego do
    zestrzelenia boeinga jest sporo.

    To bardzo smutny list, trudny, to co wiąże się z katastrofą
    smoleńską, to co wiążę się z sytuacją rodzin i co się działo po
    katastrofie, było tyle razy przez rząd wyjaśniane, każdy z przypadków
    ekshumacji był osobno wyjaśniany, mówił o tym pan
    premier, instytucje i to jest wszystko co można na ten temat
    powiedzieć. Na terytorium Ukrainy mieliśmy do czynienia z zestrzeleniem
    samolotu pasażerskiego, w stosunku do tego nikt nie miał wątpliwości.

    Jednak wątpliwości w kwestii katastrofy smoleńskiej jest wciąż więcej niż ustalonych faktów, szkoda, że nasz rząd tak bardzo boi się je wyjaśnić.

    http://wpolityce.pl/polityka/207146-zirytowany-pawel-gras-komentuje-list...




    Prof. Binenda motorem nowych związków
    http://www.sdp.pl/felietony/10055,prof-binenda-motorem-nowych-zwiazkow,1...
    Po nominacji prof. Wiesława Binendy do zespołu doradców prezydenta Baracka Obamy, wiele polskich mediów przeżyło szok. Czy mam je wyliczyć? Proszę bardzo. Gazeta Wyborcza, tygodniki - Polityka, Newsweek, Wprost, telewizje – TVP, TVN, Polsat, Superstacja oraz radia – wszystkie publiczne, Tok FM, Radio Zet, RMF FM. To tak z grubsza.

    Przez pierwsze kilka dni dziennikarze tych mediów, zajmujących się sprawą katastrofy Tu- 154 pod Smoleńskiem oraz publicyści, komentujący najważniejsze wydarzenia, zupełnie stracili głowy. Część była zdziwiona. Jak o możliwe – pytali samych siebie - że prezydent Obama zupełnie zlekceważył ich opinie. Tylekroć niezbicie wykazywali kompletną ignorancję prof. Biniendy w sprawach katastrof lotniczych. Dostatecznie mocno ośmieszali jego wywody, podważające możliwość zniszczenia skrzydła samolotu przez brzozę. Człowieka o tak niskiej wiarygodności nie można brać poważnie – twierdzili naukowcy, na których powoływały się wspomniane wyżej media. Punkt widzenia tych dziennikarzy wzmacniał największy polski autorytet w kwestiach wyjaśniania wypadków lotniczych – inż. doktor nauk technicznych Maciej Lasek. Sam fakt powołania Laska przez premiera Donalda Tuska na stanowisko szefa zespołu ekspertów, którego zadaniem ma być objaśnianie opinii publicznej wyników prac komisji Jerzego Millera, badającej przyczyny katastrofy, nadał jego postaci wymiar autorytetu absolutnego. To nieprawdopodobne, że jego obiektywnej, wyważonej oceny o nędznym stanie wiedzy prof. Binendy, prezydent Obama nie wziął pod uwagę. Wreszcie zignorował także opinię polskiej prokuratury, która podważyła kwalifikacje prof. Biniendy do badania katastrofy smoleńskiej.

    Kiedy szukano przyczyn skandalicznej, ale jakże zarazem przykrej dla części polskich mediów decyzji prezydenta Obamy, dziennikarka „Gazety Wyborczej” Agnieszka Kublik, uznała, że jedynym rozsądnym wytłumaczeniem jest to, że został on wprowadzony w błąd przez swoje służby, które zataiły przez nim prawdę.

    To założenie natychmiast rozładowało panujące przygnębienie i napięcia we wspomnianych mediach. Wczoraj z inicjatywy Gazety Wyborczej – zresztą także w jej siedzibie – powstał Komitet do sprawy odwołania prof. Biniendy ze stanowiska doradcy prezydenta Obamy.

    Na Przewodniczącą Komitetu jednogłośnie wybrano Agnieszkę Kublik, a jej zastępcą został Tomasz Lis z Newsweeka. Zespół, którym kierują Wojciech Czuchnowski (GW) i Justyna Pochanke (TVN), w ciągu trzech dni ma zebrać odpowiednią dokumentację prasową oraz z mediów elektronicznych i na początku przyszłego tygodnia przesłać ją do Białego Domu na ręce prezydenta Obamy. - Dopiero na tej podstawie prezydent USA będzie mógł wyrobić sobie prawdziwy obraz o prof. Biniendzie – stwierdza Komitet w ostatnim zdaniu swego oświadczenia.
    Jak się dowiedziałem w ostatniej chwili, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski obiecał Komitetowi, że do przekazania materiałów prezydentowi Obamie udostępni specjalną pocztę dyplomatyczną.

    Wobec takiego gestu, nie potrafię wstrzymać się od komentarza. Oto wspaniały, jakże budujący przykład ofiarnej współpracy administracji państwowej z mediami.

  • Co łączy zestrzelonego boeinga i Smoleńsk? Głupota puszczona w świat

    Z kłamstw i propagandy Rosji w sprawie malezyjskiego
    boeinga najgłośniej szydzą ci, którzy latami ogłupiali nas smoleńskimi
    idiotyzmami. Dziś...

    Rafał Romanowski

  • Z kłamstw i propagandy Rosji w sprawie malezyjskiego boeinga najgłośniej szydzą ci, którzy latami ogłupiali nas smoleńskimi idiotyzmami. Dziś nasza prawica rechocze z rosyjskich łgarstw, ale we wrześniu 2010 r. to świat stukał się w czoło, gdy Jarosław Kaczyński udowadniał w wywiadzie, że "Tu-154 to przecież przerobiony bombowiec"
    "Samolot przewoził trupy. Wiele ciał było całkiem bez krwi" (Igor Striełkow, dowódca prorosyjskich separatystów). "Doszło do zaplanowanego przez Kijów nieudanego zamachu na wracającego z mundialu prezydenta Putina. Sprawcy celowali w jego maszynę, ale pomylili ją z malezyjskim boeingiem" (kanał telewizyjny Russia Today).

    Bzdury.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,16423560,Co_laczy_zestrzelonego_boeinga_i_Smo...

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    88. Śledztwo w sprawie lotów do


    Śledztwo w sprawie lotów do Smoleńska w 2010 r. wznowione. Sąd znów nie zgodził się na umorzenie



    W katastrofie prezydenckiego TU-154 zginęło 96 osób (fot. arch. PAP/EPA/Shemetov Maxim)


    Prokuratura ponownie zajmie się śledztwem w sprawie organizacji lotów prezydenta i premiera do...

    Śledztwo w sprawie lotów do Smoleńska będzie wznowione


    Sąd Rejonowy w Warszawie  nakazał wznowić śledztwo ws.
    organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska w 2010 r. Uchylił
    tym samym decyzję prokuratury. 

    21 osób pokrzywdzonych złożyło zażalenia na umorzenie śledztwa ws.
    nieprawidłowości w przygotowaniu przez osoby cywilne m.in. lotu Tu-154M.
    “Trzeba się zastanowić, czy organizujący te wizyty funkcjonariusze
    publiczni niebędący żołnierzami dopuścili się nieprawidłowości, które
    naruszały interes publiczny lub prywatny” – mówił w uzasadnieniu sędzia
    Wojciech Łączewski. Sąd nie jest władny nakazać prokuraturze, aby
    stawiała zarzuty i wnosiła akt oskarżenia, ale może nakazać ponowną
    ocenę dowodów – dodał.

    Decyzja sądu umożliwi pokrzywdzonym formowanie subsydiarnych aktów
    oskarżenia – mówił mec. Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik Jarosława
    Kaczyńskiego. Mecenas podkreślił, że prokuratura umarzała śledztwo mimo,
    że wykazała szereg rażących nieprawidłowości.

    - Prokuratura sama stwierdziła, że doszło do licznych
    nieprawidłowości w zakresie funkcjonowania kancelarii Prezesa Rady
    Ministrów, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ale nie wyciągnęła
    represji. Postanowienie sądu powoduje, że prokuratura raz jeszcze musi
    ocenić stan faktyczny i raz jeszcze musi ocenić z punktu widzenia prawa
    karnego czy nie doszło do popełnienia przestępstwa. W  sytuacji, w
    której prokuratura ponownie nie widziałaby możliwości postawienia nikomu
    zarzutu skierowania aktu oskarżenia i umorzyła raz jeszcze to
    postępowanie wówczas te osoby, które skarżyły decyzje prokuratury, w
    dniu dzisiejszym będą mogły sporządzić tak zwany subsydiarny akt
    oskarżenia same żądając postawienia przed sądem określonych osób
    – tłumaczył mec. Piotr Pszczółkowski.

    W 2012 r. NIK uznała, że wyjazdy najważniejszych osób w państwie,
    korzystających z wojskowego lotnictwa transportowego, były organizowane w
    sposób niegwarantujący należytego poziomu bezpieczeństwa. Bez względu
    na to prokuratura umarzała sprawę.

    Urbański: jest związek z przygotowaniem wizyty prezydenta w Smoleńsku i katastrofą






    – Jestem bardzo głęboko przekonany, że jest związek między przygotowaniem wizyty prezydenta w... 



    NPW: będzie uzupełnienie opinii ws. próbek z wraku Tu-154M



    Pro­ku­ra­tu­ra woj­sko­wa zwró­ci­ła się o uzu­peł­nia­ją­cą opi­nię do­ty­czą­cą prze­pro­wa­dzo­nych badań pró­bek z wraku Tu-154M w związ­ku z kwe­stią ewen­tu­al­nej obec­no­ści w tych prób­kach po­zo­sta­ło­ści ma­te­ria­łów wy­bu­cho­wych - po­in­for­mo­wa­ła dzi­siaj Na­czel­na Pro­ku­ra­tu­ra Woj­sko­wa.

    Prokuratura wydała postanowienie o
    zasięgnięciu opinii uzupełniającej Centralnego Laboratorium
    Kryminalistycznego Policji w celu odniesienia się do kwestii
    podnoszonych w treści materiału dostarczonego przez jednego z
    pełnomocników pokrzywdzonych - powiedział dziś ppłk Janusz Wójcik z NPW.
    Dodał, że prokuratorzy wyznaczyli biegłym termin na wydanie tej opinii
    uzupełniającej do 30 września.

    W początkach kwietnia Wojskowa Prokuratura Okręgowa
    w Warszawie prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej
    poinformowała, że biegli z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego
    nie znaleźli śladów po wybuchu na pokładzie samolotu Tu-154M.

    Wnioski biegłych - liczącą ok. 1,3 tys. stron
    opinię - opublikowano wtedy na stronach internetowych WPO: głosiły, że
    zarówno na ciałach, jak i na częściach samolotu oraz pozostałych
    przedmiotach nie ujawniono śladów materiałów wybuchowych ani substancji
    powstałych w wyniku degradacji tych materiałów.

    W połowie czerwca NPW informowała, że w związku z
    opinią dotyczącą ewentualnej obecności materiałów wybuchowych na
    szczątkach wraku do prokuratury wpłynął wniosek jednego z pełnomocników
    bliskich ofiar katastrofy - mec. Piotra Pszczółkowskiego - dotyczący
    sporządzenia nowej opinii w tym przedmiocie. - Do wniosku załączone
    zostały materiały nazwane przez jego autora »opinią prywatną w
    przedmiocie poprawności metodologicznej wykonanych analiz
    chromatograficznych i ich interpretacji oraz jasności i zupełności« -
    informowała prokuratura.

    Mec. Pszczółkowski mówił wtedy, że naukowcy, którzy
    przygotowali tę prywatną opinię, wskazali wady opracowania CLKP
    dotyczące "metodologii badań, wyciągania wniosków oraz przeprowadzania
    analiz". Jak poinformował ppłk Wójcik, decyzję w sprawie zasięgnięcia
    opinii uzupełniającej z CLKP w tej sprawie podjęto 24 lipca.


    Sąd nakazał wznowić śledztwo ws. organizacji lotów do Smoleńska

    Śledztwo w sprawie organizacji przez cywilnych
    urzędników lotów premiera Donalda Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego
    do Smoleńska z 7 i 10 kwietnia 2010 r. ma zostać wznowione - zdecydował
    dzisiaj Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia.

    Sąd rozpoznał zażalenia na umorzenie tego śledztwa
    jesienią ub. roku przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga. Zażalenia
    złożyło 21 osób mających status pokrzywdzonych w sprawie. Sąd uchylił
    jednak decyzję prokuratury nie na wniosek pokrzywdzonych, ale z urzędu.

    Sędzia Wojciech Łączewski powiedział w uzasadnieniu
    wtorkowego postanowienia, że sąd trzykrotnie analizował argumentację
    decyzji prokuratury o umorzeniu i nie dopatrzył się w niej oceny
    dowodów. -
    Trzeba się zastanowić, czy organizujący te wizyty
    funkcjonariusze publiczni niebędący żołnierzami dopuścili się
    nieprawidłowości, które naruszały interes publiczny lub prywatny -
    mówił.


    • Sędzia obala mity: "Tezy polityczne bez pokrycia w dowodach"

      Warszawski sędzia zdecydował o powtórnym śledztwie, ustalił gorzkie fakty oraz obalił kilka mitów wokół katastrofy.
      Warszawski sędzia ustalił gorzkie fakty oraz obalił kilka mitów narosłych wokół katastrofy. - Sąd po części był przerażony, jak łatwo prawnicy [rodzin ofiar] formułują pewne tezy, nie mając dowodów. Sąd ocen politycznych nie zamierza dokonywać. Zwraca tylko uwagę, że te oceny nie znajdują potwierdzenie w dokumentach - mówił sędzia.
      O wczorajszym postanowieniu sędziego Wojciecha Łączewskiego ze stołecznego Sądu Rejonowego dla Śródmieścia będzie głośno. Sędzia, badając zażalenie grupy rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej na umorzenie przez prokuraturę cywilnego wątku w sprawie organizacji lotów do Smoleńska premiera i prezydenta w kwietniu 2010 r. oraz nakazując prokuraturze dalsze prowadzenie śledztwa, wyszedł poza sędziowską rutynę i surowo ocenił zdarzenia poprzedzające katastrofę. To była słodko-gorzka ocena dla prawników rodzin smoleńskich, ale też zwolenników teorii o zdradzeniu prezydenta.

      Słodka, bo wygrali i nadal będzie śledztwo. Sędzia nie szczędził krytycznych ocen również prokuraturze. Gorzka, bo wytrąca cześć...

      Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,16433462,Katastrofe_smolenska_po_raz_pierwszy...

    Porównanie katastrof

    Parlamentarny zespół ds. zbadania przyczyn katastrofy
    smoleńskiej porównywał dziś katastrofy Tu-154 M oraz malezyjskiego
    boeinga.
    W spotkaniu wzięły udział rodziny ofiar,
    naukowcy z Polski i z zagranicy. Wśród nich prof. Wiesław Binieda,
    doradca powołanej przez prezydenta USA Baracka Obamę, Prezydenckiej Rady
    Ekspertów ds. Nauki i Techniki oraz Polak i Holender Redbad Klinstra.
    .

    O spostrzeżeniach na temat porównywania przebiegu tragedii, wydarzeń i
    prowadzenia śledztwa zabrał głos Polak i Holender Redbad Klinstar.
    Powiedział on o planie działania holenderskiego premier ws. tragedii
    malezyjskiego boeinga

    - Ten plan zakładał 3 punkty. Pierwszy: zabrać wszystkie
    szczątki ludzkie oraz szczątki samolotu z tego miejsca. To punkt, w
    którym nie zakłada się żadnej konfrontacji. Zakłada się tylko bardzo
    skoncentrowane realizacje tego punktu i proszenie wszystkich – łącznie z
    Rosją- o pomoc w tej sprawie. Drugi: przeprowadzić śledztwo i wskazać
    konkretnych winnych. Dalsza kanalizacja tych emocji skupia się właściwie
    na tym, żeby rzeczywiście to były konkretne osoby. Trzeci: pojmać i
    osądzić tych konkretnych podejrzanych. W bardzo dyplomatyczny sposób
    jest tutaj przedstawione to, że ze strony Holandii nie ma woli szukania
    konfrontacji za wszelką cenę albo tak ogólnie
    – powiedział holender.

    Poseł Antoni Macierewicz, przewodniczący parlamentarnego zespołu ds.
    zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, powiedział w audycji
    Aktualnościach Dnia, że jest pod wrażeniem wystąpienia Redbada.

    - Lekcja przedstawiona nam przez pana Redbada była naprawdę
    wstrząsająca. Na mnie wielkie wrażenie zrobiła relacja z perspektywy
    szarego obywatela holenderskiego – jak podchodzi suwerenny naród i rząd,
    który słucha narodu do tej tragedii. Zrobiło mi się też wstyd. Wstyd,
    gdy porównamy to zachowanie z działaniem rządu Donalda Tuska i wielkich
    mediów, które zamiast pomóc w rozwikłaniu tej straszliwej tragedii to
    przede wszystkim broniły sprawców i atakowały tych, którzy próbują do
    prawdy dojść
    – podkreślił Antoni Macierewicz.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    89. Wideo"Analogiczne ślady,








    Macierewicz: są nowe dowody na zestrzelenie tupolewa. Lasek: Analiz nie robi się, wpatrując w piksele

    Poseł Antoni Macierewicz zasugerował dziś, że prezydencki Tu-154
    został pod Smoleńskiem zestrzelony. Na zdjęciach skrzydeł wraku zobaczył
    podobne ślady, co na zdjęciach z katastrofy malezyjskiego boeinga pod
    Donieckiem.

    Antoni Macierewicz zasugerował dziś, że prezydencki Tu-154 został pod Smoleńskiem zestrzelony, ponieważ na zdjęciach skrzydeł wraku zobaczył ślady podobne do tych na zdjęciach z katastrofy malezyjskiego boeinga pod Donieckiem. - Skrzydła zostały rozdarte na skutek zderzeń z drzewami. Na zdjęciach widać w rozdarciach kawałki gałęzi - skomentował dr Maciej Lasek, szef rządowego zespołu ds. wyjaśniania okoliczności katastrofy.
    W piątek konferencję swojego zespołu parlamentarnego i ekspertów ogłosił Antoni Macierewicz. Postanowił porównać zdjęcia fragmentów wraku prezydenckiego Tupolewa i zestrzelonego na Ukrainie boeinga - między innymi klap skrzydeł. Sugerował, że ze zdjęć wynika, iż polski samolot także został zestrzelony,

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,16452124,Macierewicz__Nowe_dowody_na_zestrzel...

    Waldemar Kuczyński, Andrzej Stankiewicz u Morozowskiego o Macierewiczu. Dziadek Waldek miał odlot.




    „Wypadków nie bada się analizując piksele zdjęć niewiadomego pochodzenia”






    – Eksperci posła Macierewicza wyciągają hipotetyczne wnioski, na które nie ma poparcia w materiale...



    "W Holandii to naród jest pracodawcą premiera!" Przeczytaj wyjątkowe przemówienie Redbada Klijnstry w Sejmie!

    fot. M. Czutko

    Można powiedzieć, że sieć powiązań Holandii z innymi krajami była przez lata dobrze utrzymywana i konserwowana.



    Prof. Binienda: "Ci, którzy dyskredytują moją pracę to funkcjonariusze, a nie dziennikarze”. NASZ WYWIAD

    PAP/Radek Pietruszka

    „Uważam, że wszystkimi swoimi badaniami
    udowodniłem, że ta brzoza nie była przyczyną katastrofy. Jestem gotowy
    stanąć w szranki z każdym, kto uważa inaczej”.


    http://wpolityce.pl/smolensk/208489-prof-binienda-ci-ktorzy-dyskredytuja-moja-prace-to-funkcjonariusze-a-nie-dziennikarze-nasz-wywiad

    Antoni Macierewicz porównał zestrzelenie samolotu na Ukrainie do katastrofy smoleńskiej -->

    „Imperialna ideologia i propaganda Rosji są groźne”


    (fot. arch. PAP/Paweł Supernak)

    – Dzisiaj słyszę polityków, którzy uważali, że premier Tusk przesadzał parę miesięcy temu, gdy...

    Andrzej Melak: śledztwo smoleńskie zostało zaprzepaszczone

    Porównując zachowanie władz państwowych w obu przypadkach widzimy, że
    śledztwo smoleńskie zostało zaprzepaszczone osobiście przez premiera
    Tuska oraz prokuraturę – podkreślił Andrzej Melak, który w katastrofie
    smoleńskiej stracił brata.

    W ten sposób odniósł się do wczorajszego posiedzeniaparlamentarnego
    zespołu badającego katastrofę TU-154M w Smoleńsku, który zestawił polską
    katastrofę z zestrzeleniem malezyjskiego boeinga.

    - Mieliśmy porozumienie z Rosją na temat katastrof wojskowych
    statków powietrznych z 1993 roku – nie skorzystano z niego. Mogliśmy
    wspólnie rozpocząć śledztwo z udziałem polskich specjalistów
    – powiedział Andrzej Melak.

    Prof. Waldemar Paruch, politolog zwraca uwagę, że opinia publiczna w
    przypadku katastrofy rządowego TU-154M mogła być bardzo silnym wsparciem
    jeśli polski rząd wystąpiłby o międzynarodową komisję.

    - Władze Polski nie wystąpiły o międzynarodową pomoc, nie
    uruchomiły międzynarodowego śledztwa oddając sprawę Rosji, co utrudniło
    zapoznanie opinii międzynarodowej z wydarzeniami, które doprowadziły do
    katastrofy smoleńskiej –
    mówił prof. Waldemar Paruch.


    Kasacji nie będzie

    Nie będzie kasacji wyroku
    podtrzymującego decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie
    działań prokuratorów po katastrofie smoleńskiej.

    Wniosek o wywiedzenie kasacji do
    prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta skierował mec. Piotr
    Pszczółkowski; zgodnie z kodeksem postępowania karnego pełnomocnik stron
    nie może sam wnioskować o kasację wyroku, może to zrobić albo
    prokurator generalny, albo rzecznik praw obywatelskich. 21 czerwca br.
    prokurator generalny Andrzej Seremet przekazał sprawę do Naczelnej
    Prokuratury Wojskowej jako jednostki właściwej. Naczelny Prokurator
    Wojskowy kieruje działalnością wojskowych jednostek organizacyjnych
    prokuratury i w tym zakresie wykonuje przewidziane w ustawach
    uprawnienia procesowe Prokuratora Generalnego w sprawach podlegających
    orzecznictwu sądów wojskowych. W NPW podjęto decyzję, że wniosku o
    kasację wyroku poznańskiego do Sądu Najwyższego nie będzie.

    Finał w ETPC?

    – Dogłębna analiza wniosku adw. Piotra Pszczółkowskiego dokonana w
    Naczelnej Prokuraturze Wojskowej w powiązaniu z zaskarżonym
    postanowieniem prokuratora oraz aktami śledztwa w tej sprawie nie dały
    podstaw do przyjęcia, że zaistniały ustawowe przesłanki do wywiedzenia
    kasacji. Orzeczenie sądu spełniało wymogi rzetelnej i wszechstronnej
    oceny ustaleń faktycznych i dowodów zebranych w toku postępowania
    karnego, a co za tym idzie – brak było podstaw do formułowania zarzutów
    rażącego i mającego wpływ na treść postanowienia naruszenia przez sąd
    prawa procesowego i materialnego. Reasumując, w rozpatrzonym wniosku
    adw. Piotra Pszczółkowskiego oraz w poddanych analizie aktach śledztwa
    nie ujawniono podstaw wynikających z art. 523 § 1 kpk do wywiedzenia
    kasacji – informuje ppłk Janusz Wójcik z NPW.

    Adwokat jest głęboko rozczarowany decyzją prokuratury wojskowej. –
    Ale to w sumie decyzja spodziewana, skoro powierzono sprawę
    prokuratorowi wojskowemu – komentuje prawnik. Nie wyklucza skierowania
    sprawy do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

    Wniosek Pszczółkowskiego o wywiedzenie kasacji wiąże się z
    postanowieniem Wojskowego Sądu Okręgowego w Poznaniu o podtrzymaniu
    decyzji prokuratury w sprawie umorzenia śledztwa dotyczącego działań
    polskich prokuratorów wojskowych po katastrofie smoleńskiej. Dochodzenie
    w sprawie niedopełnienia obowiązków przez prokuratorów wszczęto w
    listopadzie 2012 r. po doniesieniu złożonym przez mec. Pszczółkowskiego,
    pełnomocnika części rodzin smoleńskich. Prawnik twierdzi, że wojskowi
    śledczy nie dopełnili obowiązków służbowych: nie wnioskowali o udział i
    nie brali udziału w sekcjach zwłok ofiar, a także nie przeprowadzili
    tych sekcji po przetransportowaniu ciał ofiar do Polski. Postępowanie
    zostało jednak umorzone przez poznańską prokuraturę 31 października 2013
    r., pełnomocnik rodzin złożył zażalenie. Skarga trafiła najpierw do
    poznańskiej prokuratury, a potem do Wojskowego Sądu Okręgowego w
    Warszawie. Ten, powołując się na wymóg bezstronności – sprawa dotyczy w
    większości prokuratorów Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie,
    którzy są zarazem znajomymi sędziów warszawskiego sądu – zwrócił się z
    wnioskiem do Sądu Najwyższego o przekazanie sprawy do rozpoznania sądowi
    w Poznaniu. 17 marca br. SN rozpatrzył wniosek pozytywnie, kierując
    sprawę do Poznania. 13 maja br. sprawę rozpatrywał Wojskowy Sąd Okręgowy
    w Poznaniu. Orzekał ppłk Wojciech Wierzbicki. Konkluzja blisko
    czterogodzinnego posiedzenia była taka, że w trakcie pracy prokuratorów w
    Smoleńsku mogło wprawdzie dojść do uchybień z ich strony, ale
    przestępstwa nie popełniono. Decyzje podejmowane przez śledczych nie
    były, w ocenie sądu, podejmowane w złej wierze. Dotyczy to również
    decyzji o nieprzeprowadzeniu ponownych sekcji zwłok ofiar w Polsce. –
    Aby mówić o przestępstwie, musi być konkretny obowiązek, który
    prokurator umyślnie ignoruje. W ten sposób funkcjonariusz publiczny ma
    działać na szkodę interesu publicznego lub jednostki. Nie ma podstaw do
    stwierdzenia, że to działanie [prokuratorów – przyp. red.] było
    działaniem na szkodę – uzasadniał sąd.

    Trefny „obieg informacji”

    Sędzia przyznał jednak, co też podnosił w zażaleniu mec.
    Pszczółkowski, że obieg informacji między prokuratorami pracującymi w
    Rosji i Polsce był rzeczywiście „mało profesjonalny”.

    – Ale od tego mało profesjonalnego obiegu informacji do przestępstwa
    jest bardzo daleka droga – uzasadniał ppłk Wierzbicki. Sąd podzielił
    argumentację poznańskiej prokuratury wojskowej (wnoszącej o oddalenie
    zażalenia), która podkreślała, że nie ma prawnego obowiązku powtarzania
    sekcji zwłok, jeśli nie było podstaw do zastrzeżeń co do merytoryczności
    ich przeprowadzenia przez stronę rosyjską. Z decyzją sądu nie zgodził
    się mec. Pszczółkowski – stąd jego wniosek o wywiedzenie kasacji, w
    którym prawnik podnosił, że decyzja o zaniechaniu przez polskich
    śledczych przeprowadzenia oględzin i sekcji zwłok ofiar katastrofy
    smoleńskiej narusza interes zarówno publiczny państwa, jak i interes
    prywatny bliskich ofiar.

    – Czynności śledczych dotyczące sekcji zwłok są czynnościami
    niepowtarzalnymi. Tymczasem polscy prokuratorzy ograniczyli się jedynie
    do oczekiwania na działania państwa obcego w tym zakresie, nie wykonując
    ani oględzin, ani nie uczestnicząc w sekcjach zwłok ofiar w kraju i nie
    dysponując przy tym żadnym dowodem pozwalającym wykluczyć udział w
    spowodowaniu katastrofy funkcjonariuszy państwa obcego. Polscy
    prokuratorzy wojskowi, poprzestając na przyjęciu ustnego oświadczenia od
    nieznanego rosyjskiego prokuratora o zakończeniu sekcji zwłok ofiar
    katastrofy, nie zabiegali nawet o weryfikację tej informacji – wskazuje
    adwokat.

    Jego zdaniem, za zaniechania te odpowiada w głównej mierze gen.
    Krzysztof Parulski, pełniący wówczas funkcję naczelnego prokuratora
    wojskowego, z racji której był on zobowiązany do koordynacji działań
    polskich śledczych na terenie Federacji Rosyjskiej i Polski. Sąd, w
    ocenie adwokata, bezkrytycznie przychylił się do zeznań prokuratorów,
    którzy zapewniali o swoim pełnym zaangażowaniu, czego wyrazem miały być
    kolejne wnioski o pomoc prawną składane do prokuratury rosyjskiej.
    Decyzja o zaniechaniu przeprowadzenia oględzin i sekcji zwłok skazała
    tymczasem polskie śledztwo na konieczność ufania jedynie czynnościom
    przeprowadzonym przez stronę rosyjską. Skutki tego były brzemienne –
    odbyły się ekshumacje ciał dziewięciu ofiar katastrofy, co naraziło
    Skarb Państwa na wysokie koszty. To wszystko w ocenie prawnika naruszyło
    zarówno interes publiczny, jak i prywatny bliskich ofiar. Działanie na
    szkodę interesu publicznego to zdaniem mec. Pszczółkowskiego wydłużenie i
    utrudnienie polskiego śledztwa zależnego od decyzji podejmowanych przez
    stronę rosyjską. Jeśli chodzi natomiast o interes prywatny, to wiąże
    się on z traumą przeżywaną przez rodziny ofiar narażonych nie tylko na
    długie oczekiwanie na dokumentację rosyjską, ale przede wszystkim na
    brak do chwili obecnej ostatecznej opinii potwierdzającej tożsamość
    swoich bliskich.

    10 kwietnia 2010 r. do Smoleńska udał się naczelny prokurator
    wojskowy – ówczesny pułkownik, obecnie generał brygady – Krzysztof
    Parulski. W Smoleńsku był też płk Ireneusz Szeląg – wojskowy prokurator
    okręgowy w Warszawie, oraz płk Zbigniew Rzepa – prokurator Naczelnej
    Prokuratury Wojskowej. Do Smoleńska udali się również płk Tomasz
    Mackiewicz i płk Anatol Sawa, a do Moskwy – płk Janusz Wójcik i płk
    Waldemar Praszczyk.

    Anna Ambroziak

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    90. Moskwa nalega aby śledztwo było przejrzysta

    Śledztwu w sprawie katastrofy malezyjskiego „Boeinga” na Ukrainie należy nadać miedzynarodowy charakter. Nalega na to stały przedstawiciel Rosji przy ONZ Witalij Czurkin.

    Zgodnie z rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ numer 2166, w regionie katastrofy powinny zostać przerwane działania bojowe. Jednak Kijów rezulucji nie przestrzega. Sprawia to, że międzynarodowi eksperci mają utrudniony dostęp do szczątków samolotu.

    Od momentu katastorfy malezyjskiego „Boeinga” na Ukrainie minął ponad miesiąc. Jednak nadal nie ma żadnych raportów na temat postępów w śledztwie, w tym w ramach Rady Bezpieczeństwa ONZ. Do tej pory nie jest jasne, jaką rolę w ustalaniu przyczyn katastrofy lotninczej odgrywa Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego (ICAO), o udziale której mówi rezolucja Rady Bezpieczeństwa numer 2166. To właśnie ICAO swoje uprawnienia przekazał Międzynarodowy Komitet Lotniczy, w zakresie odpowiedzialności którego znajduje się de iure Ukraina. Jednak w związku z tym, że do katastrofy doszło w Donbasie, gdzie prowadzone są działania bojowe, kwestie związane z lotnictwem ściśle powiązane są z kwestiami politycznymi. Założono, że Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego, jako autorytatywnemu międzynarodowemu organowi, będzie łatwiej współpracować z Kijowem.

    Jednak dochodzenie obrało dziwny tor. Na czele dochodzenia stanęła Holandia – oficjalnie dlatego, że jej obywateli zginęło najwięcej w katastrofie. Zobowiązała się ona do ścisłej współpracy z ONZ i ICAO. Jednak w rzeczywistości ich metody pracy nie są zgodnie z przepisami międzynarodowymi, podreślił członek zarządu Światowej Fundacji bezpieczeństwa lotów Walerij Szełkownikow.

    Zazwyczaj, gdy przybywa zespół badaczy, pierwszą rzeczą, która jest wymagana od Ministerstwa Obrony oraz agencji wywiadowczych kraju, w którym doszło do katastrofy, jest oficjalny raport dotyczący wystrzału rakiet, ilości tych wystrzałów, o przelotach samolotów. Ogromna ilość informacji, łącznie z wypuszczeniem i lądowania obiektów kosmicznych. Należy jak najszybciej zebrać wszystkie informacje, aby nikt nie mógł sfałszować tabeli lotów, czasu wystrzałów, czasu wydania rozkazów. Nagrania rozmwów kontrolerów lotów, łączności z wojskowych punktami dowodzenia - wszystko to powinno być przedłożone Komisji pod auspicjami Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego.

    Kijów, wręcz przeciwnie, zataił informacje. Nagrania rozmów kontrolerów lotów z załogą malezyjskiego samolotu przejęli pracownicy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Przeprowadzili oni również przesłuchanie samych kontrolerów lotów. Informacja o tym, dlaczego ukraińscy kontrolerzy wydali pilotom malezyjskiego Boeinga polecenie zejścia z trasy i lotu nad obszarem konfliktu zbrojnego, pozostaje poufna dla ograniczonego kręgu osób. Nie wiadomo nawet, czy ta informacja została przekazywana grupie międzynarodowych badaczy. Przynajmniej, informator, który na bieżąco informuje członków Rady Bezpieczeństwa ONZ, nie mógł odpowiedzieć na to pytanie.

    Odczytanie skrzynek pokładowych, które zachowały się w doskonałym stanie i były pierwotnie przekazane stronie malezyjskiej, dziwnym sposobem zostały przekazane brytyjskim ekspertom w Londynie. Według niektórych informacji wynika, że państwa, których obywatele zginęli w katastrofie, otrzymały już raport. Jednak co się w nim znajduje – pozostaje niewiadomą.

    Wstępne sprawozdanie z dochodzenia w sprawie katastrofy zostanie przedstawione pod koniec sierpnia, zapewnił stały przedstawiciel Wielkiej Brytanii Mark Lyall Grant. I to tylko wtedy, gdy Kijów wyrazi na to swoją zgodę. Do tej pory Kijów robił wszystko, aby utrudnić, a nawet uczynić niemożliwym jakiekolwiek dochodzenie.

    Moskwa nalega, aby śledztwo w sprawie tragedii samolotu miało charakter międzynarodowy, a także było jawne i przejrzyste.
    Czytaj dalej: http://polish.ruvr.ru/2014_08_19/Sledztwo-w-sprawie-katastrofy-Boeinga-n...




    Moskwa nie pozwoli winnym katastrofy Boeinga uniknąć odpowiedzialności

    Rosja
    wyraża zdumienie w związku z brakiem zainteresowania ze strony Zachodu
    dochodzeniem w sprawie katastrofy malezyjskiego Boeinga na Ukrainie.
    Rozmowy kontrolerów lotu uznano za tajemnicę. Odszyfrowane dane z
    czarnych skrzynek nie zostały opublikowane. Odnosi się wrażenie, że
    Kijów i jego polityczni zwolennicy starają się nie ustalić, lecz ukryć
    sprawców tragedii.

    Jeszcze nie wszystkie ciała ofiar katastrofy nad
    Donbasem zostały zidentyfikowane i pochowane, a świat jak gdyby już
    zapomniał o tej historii. Ten temat skreślono z doniesień zachodnich
    mediów. Nie jest on omawiany podczas posiedzeń organizacji
    międzynarodowych. Nie ma odpowiedzi na żadne pytanie, jednak nikt nie
    jest tym zmartwiony - podkreśla szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow.

    Odnosi
    się wrażenie, że pozostali stracili zainteresowanie dochodzeniem. Po
    wysunięciu pierwszych oskarżeń pod adresem Moskwy i ruchu oporu - aż na
    granicy histerii – wszyscy, którzy wykazywali taki zapał, jak gdyby
    nabrali wody w usta. W zasadzie tylko my staramy się zachować uwagę do
    tego ogromnie poważnego problemu, wzywamy do wykonywania ustaleń
    rezolucji nr 2166 Rady Bezpieczeństwa ONZ. Gdy następnego dnia po
    katastrofie ta rezolucja została zatwierdzona, zawierała apel o
    niezwłoczny rozejm wokół miejsca upadku wraku. Praktycznie tylko my w
    pojedynkę wyraziliśmy poważny niepokój, kiedy ukraińskie władze
    publicznie oświadczyły, że nie będzie żadnego rozejmu, że najpierw
    zdobędą w walkach tę miejscowość, wypędzając stamtąd ruch oporu. Gdy
    wzywaliśmy Radę Bezpieczeństwa ONZ do zwrócenia uwagi na to, oraz do
    postawienia żądania respektowania swojej rezolucji, Amerykanie, Anglicy i
    Litwini nie pozwolili na to.

    W dniu 17 lipca
    samolot malezyjskich linii lotniczych udawał się z Amsterdamu do Kuala
    Lumpur. Międzynarodowy korytarz transportowy przebiegał przez terytorium
    walczącej Ukrainy. Niespodziewanie Boeing zmienił parametry lotu,
    wszedł do strefy aktywnych działań zbrojnych, obniżając wysokość lotu i
    runął na ziemię na terytorium, znajdującym się pod kontrolą ruchu oporu
    Donbasu. Dlaczego załoga zmieniła ustaloną trasę? Odpowiedzi na to
    pytanie potrafią udzielić odszyfrowane dane z rejestratorów pokładowych,
    które przetrwały katastrofę i w świetnym stanie zostały przekazane
    Wielkiej Brytanii. W wyklarowaniu sytuacji mogą pomóc nagrania rozmów
    kontrolerów, którzy tamtego dnia sterowali lotami na ukraińskim niebie.
    Ponadto pracownicy naziemnych służb lotniczych Ukrainy mogą rzucić
    światło na przyczynę tragedii. Jednak wszystkie te dane okrzyknięto
    tajemnicą. Natomiast krewni ofiar i opinia publiczna poszkodowanych
    krajów milczą i czekają cierpliwie, aż ktoś wreszcie raczy podzielić się
    z nimi informacjami o tym, z czyjej winy zginęło 298 osób – podkreśla
    ekspert z rosyjskiego instytutu badań strategicznych Ażdar Kurtow:

    Nie
    mogę powiedzieć, dlaczego milczą krewni ofiar. Być może wcale nie
    milczą, lecz ich głosów po prostu nie słychać. Natomiast można zrozumieć
    milczenie państwowych i prywatnych zachodnich mediów, znajdujących się
    pod kontrolą odpowiednich struktur państwowych poprzez system podatkowy i
    administracyjny. Najprawdopodobniej, otrzymały wskazówkę, aby uciszyć
    szum wokół tego tematu.

    Próba Kijowa i jego
    zwolenników zatuszowania tej spawy, aby uwolnić od odpowiedzialności
    sprawców katastrofy, nie uda się. Moskwa zamierza dążyć do prawdy -
    oświadczył z całą odpowiedzialnością minister spraw zagranicznych
    Federacji Rosyjskiej Siergiej Ławrow. Nie tylko w przypadku
    malezyjskiego Boeingu: Moskwa nie pozwoli na zapomnienie ani
    śmiertelnego ataku samolotu bojowego na budynek administracji obwodowej w
    Ługańsku, ani potwornej zbrodni w Odessie, gdzie spalono żywcem
    kilkadziesiąt osób, usiłujących ukryć się przed prześladowaniami
    nacjonalistów, ani wykorzystania przez ukraińską armię w celach
    militarnych śmigłowców z symbolami ONZ. Zbrodnie, popełnione na Ukrainie
    w ciągu ostatnich miesięcy, zostaną zbadane. Przed sądem staną sprawcy
    tych i mnóstwa innych przestępstw na Ukrainie.
    Czytaj dalej: http://polish.ruvr.ru/2014_08_26/Moskwa-nie-pozwoli-winnym-katastrofy-Boeinga-uniknac-odpowiedzialnosci-1946/



  • "Komsomolska Prawda": Zestrzelony boeing? To ten, który zaginął nad oceanem [RADZIWINOWICZ]

    Gazeta ma ekspertyzę, z której wynika, że boeing zestrzelony pod Donieckiem jest bardzo podobny do tego, który zaginął w marcu.


  • Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    91. Kolejne 600 tys. złotych z




    Kolejne 600 tys. złotych z KPRM dla zespołu Laska. W sumie - prawie milion!

    wPolityce.pl

    "Nasza praca przynosi rezultaty i w Polsce, i poza jej granicami".

    Kierowany przez Macieja Laska zespół, który ma za zadanie rozpowszechniać tezy postawione w raportach Millera oraz komisji MAK, otrzymał kolejną transzę pieniędzy z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

    Jak czytamy w „Gazecie Polskiej Codziennie”, ekipa Laska otrzymała z budżetu KPRM (a więc z środków publicznych) kolejne 600 tysięcy złotych. Łącznie wraz ze swoimi współpracownikami Lasek otrzymał niemal milion złotych.

    Sam zainteresowany przekonuje, że poprzednie 300 tys. złotych zostało
    przekazane na okres od kwietnia do grudnia 2013 roku - stąd kolejna
    transza, uwzględniająca już cały rok 2014, musi być większa.

    Nasza praca przynosi rezultaty i w Polsce, i poza jej granicami

    — przekonuje.

    Szkoda jedynie, że tak sowicie opłacani urzędnicy i propagandyści nie znajdują czasu, by za publiczne pieniądze spotkać się na otwartej debacie z naukowcami, którzy mają szereg wątpliwości do ustaleń tak MAK, jak i Millera. Cóż, widocznie kontrakty tego nie przewidują…




    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    92. Ryzykanci z kancelarii

    Ryzykanci z kancelarii premiera

    zdjecie

    Na ewentualne przesłuchania Tomasz Arabski, w latach 2007-2013 szef kancelarii premiera, będzie wzywany z Madrytu (M. BORAWSKI)

    Do lotów do Smoleńska nie powinno w ogóle dojść ze względu na skalę
    zaniedbań przy ich organizacji – ocenia Sąd Rejonowy
    Warszawa-Śródmieście w pisemnym uzasadnieniu decyzji o ponownym
    wszczęciu śledztwa.

    Sędzia Wojciech Łączewski podkreśla, że w
    świetle poczynionych ustaleń „wyloty w dniach 7 i 10 kwietnia 2010 r.
    nie powinny dojść do skutku”. Jak wskazuje, nie „dopełniono wszystkich
    przepisanych prawem czynności lub zaniechano ich wdrożenia”, co
    uniemożliwiało prawidłowe przeprowadzenie zadania organizacji wylotów.

    Według sądu w kilku przypadkach doszło do „niedopełnienia obowiązków”
    przez urzędników, zwłaszcza z kancelarii premiera, „co skutkowało
    działaniem na szkodę interesu publicznego, a mianowicie niezapewnieniem
    Prezydentowi RP oraz Premierowi RP należytego bezpieczeństwa”.

    Tym samym, zdaniem sędziego, „powinno zostać rozważone postawienie
    zarzutów poszczególnym urzędnikom kancelarii premiera”. Chodzi zwłaszcza
    o trzy nazwiska powszechnie znane w tym kontekście. „Wskazane osoby nie
    są wyłącznie tymi, które mogłyby zostać rozważone w kontekście
    realizacji znamion przestępstwa z art. 231 par. 1 kk” – zaznacza sędzia.
    Ponadto według sądu śledczy powinni również zbadać, czy „niektórym
    świadkom nie należy postawić” zarzutu przestępstwa urzędniczego „w
    przypadku ustalenia odmiennej od przedstawianych przez nich wersji
    zdarzeń”.

    Sąd odrzuca zdecydowanie argumentację prokuratury, że stwierdzone
    przez nią nieprawidłowości przy organizacji obu lotów popełnione przez
    urzędników nie mogą mieć charakteru przestępstwa. Bo nie można podzielić
    twierdzeń, że osoby z administracji publicznej nie mają wiedzy na temat
    przepisów prawa będących przedmiotem ich codziennej pracy.

    Łączewski pisze w uzasadnieniu, że nie można również przyznać racji
    twierdzeniom śledczych, „jakoby stwierdzone naruszenia nie spowodowały
    skutku w postaci niebezpieczeństwa powstania szkody w interesie
    prywatnym lub publicznym”. A taki właśnie wymiar przestępstwa
    urzędniczego badała prokuratura.

    Sędzia wylicza sześć naruszeń, które miały wpływ na bezpieczeństwo
    lotów i tym samym powinny podlegać ocenie odpowiedzialności karnej.
    Chodzi przede wszystkim o „niepoczynienie ustaleń co do statusu lotniska
    Smoleńsk Północny i niedochowanie chociażby minimalnej staranności w
    tym zakresie”.

    „Status tego terenu miał kapitalne znaczenie dla bezpieczeństwa lotu
    jako takiego i obowiązków odpowiednich służb” – konstatuje sędzia
    Łączewski. I jednoznacznie wskazuje winnego: „takich ustaleń nie
    poczynił koordynator (…), czyli szef KPRM”. Jak zaznaczył, samo
    wykonanie lotu należało do 36. specpułku, ale to urzędnicy z kancelarii
    premiera odpowiadali za zlecenie wykonania transportu lotniczego i
    „powinni się upewnić, czy możliwa jest jego bezpieczna realizacja”.

    Kolejna poważna nieprawidłowość to „niedoprowadzenie do stanu, w
    którym jasny byłby status wizyty Prezydenta RP na terenie Federacji
    Rosyjskiej w dniu 10 kwietnia 2010 roku, co ewentualnie powinno się
    przełożyć na nadanie lotowi statusu HEAD”.

    W ocenie sądu, nie jest łatwe dokonanie oceny statusu lotu
    prezydenta, który „jak się wydaje, nie miał charakteru misji
    oficjalnej”. Sprzeczne są też oceny polskich urzędników. Ale jeśli część
    z nich uznawała, że jest to misja oficjalna, to „powinni wystąpić o
    nadanie statusu HEAD”.

    Winą urzędników jest również „wystosowanie zawiadomienia o potrzebie
    wykorzystania wojskowego specjalnego transportu lotniczego bez
    wszystkich niezbędnych informacji oraz zaakceptowanie takiego
    zawiadomienia przez koordynatora”, a także „zbyt późne i niestaranne
    przekazywanie informacji lub wręcz nieprzekazywanie informacji przez
    funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Ambasady
    Rzeczypospolitej Polskiej w Moskwie”.

    Gra w karty

    Sąd podkreśla, że „informacje wytworzone” zgodnie z przepisami
    dotyczącymi organizacji lotów specjalnych „trafiały do adresata często w
    nieodpowiedniej formie, z opóźnieniem, za pośrednictwem niewłaściwych
    podmiotów, bądź w ogóle”, co miało wpływ na bezpieczeństwo. Sędzia
    dodaje, że wnioski prokuratorów w tym aspekcie były pobieżne. Zaznacza,
    że to sami prokuratorzy stwierdzają, iż działania MSW i ambasady mogły
    spowodować wrażenie opieszałości służb dyplomatycznych czy wręcz
    ignorowania najwyższych przedstawicieli władz polskich.

    Innym poważnym zaniedbaniem było „niezweryfikowanie, czy karty
    podejścia do lotniska Smoleńsk Północny są aktualne”. W aktach sprawy
    znajdują się zeznania jednej z urzędniczek, która zapewnia, że strona
    rosyjska poinformowała, iż karty te są aktualne. Natomiast w zeznaniach
    rosyjskiego urzędnika jest mowa, że „sprawa kart pokładowych nie była
    omawiana”. Sędzia Łączewski zauważa, że „prokurator nie zdecydował się
    skonfrontować świadków, do czego miał prawo”, i ostatecznie nie wiadomo,
    komu dał wiarę. Jeżeli rosyjskiemu urzędnikowi, to oznacza po stronie
    polskich urzędników brak dochowania „elementarnej staranności przy
    przekazywaniu kart podejścia”.

    Sąd punktuje również sposób „dysponowania przez urzędników Kancelarii
    Prezesa Rady Ministrów wojskowym specjalnym transportem lotniczym”. Nie
    przekładało się to co prawda na „bezpieczeństwo lotów”, ale może być
    oceniane jako działanie na szkodę interesu publicznego ze względu na to,
    „iż prowadziło do destabilizacji prawidłowego funkcjonowania instytucji
    publicznych”.

    Poza przeanalizowaniem możliwości postawienia zarzutów karnych
    urzędnikom w zakresie tych zaniedbań, sąd zwraca uwagę prokuraturze na
    konieczność zbadania faktu, że ostateczną listę członków delegacji na
    uroczystości 10 kwietnia zatwierdzono dopiero 7 kwietnia. Niezbędne było
    również dokonanie „kompleksowej analizy raportu NIK”. Sąd zaznacza, że
    „niesłusznie” prokuratura uznała, że raport NIK stwierdza, iż w
    przypadku lotów kwietniowych nie doszło do naruszenia bezpieczeństwa
    pasażerów. W tym kontekście sąd wytknął śledczym twierdzenie, że
    Najwyższa Izba Kontroli nie składała zawiadomienia w tej sprawie do
    prokuratury, wskazując, że prokuratura jest właśnie organem, który
    prowadzi postępowania z urzędu.

    Sąd widzi także konieczność rozważenia, czy części świadków nie
    przesłuchać uzupełniająco, względnie „skonfrontować ich w celu
    wyjaśnienia sprzeczności”.

    http://www.naszdziennik.pl/wp/95327,ryzykanci-z-kancelarii-premiera.html



    Śledztwo smoleńskie: NPW pisze do Rosjan ws. broni funkcjonariuszy BOR. Są niejasności...

    Ze względu na niejasności w rosyjskich ekspertyzach balistycznych
    broni funkcjonariuszy BOR, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej,
    prokuratura wojskowa wystąpiła o dodatkowe informacje - poinformował mjr
    Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej.
    Prokurator wyjaśnił, że broń, która w czerwcu 2013 r. została
    przekazana do Polski, trafiła do badań i w lutym 2014 centralne
    laboratorium kryminalistyczne policji wydało opinię wskazującą na
    niejasności w rosyjskich ekspertyzach balistycznych.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    93. Samolot uderzony przez „dużą

    Samolot uderzony przez „dużą liczbę obiektów”

    Holenderski urząd ds. bezpieczeństwa (OVV) opublikował wstępny raport dotyczący katastrofy Boeinga 777

    Maszyna rozpadła się „na kawałki” jeszcze w powietrzu - wynika ze
    wstępnych ustaleń holenderskiego urzędu ds. bezpieczeństwa (OVV). „W
    kabinie pilotów nie było słychać żadnych sygnałów alarmowych, które
    wskazywałyby na problemy techniczne”, „nie ma świadectw tego, że
    katastrofę samolotu wywołały usterki techniczne lub błędy załogi” -
    podkreślono w dokumencie.

    „Zniszczenia zaobserwowane w przedniej części samolotu wydają się
    wskazywać, że maszyna została przebita przez dużą liczbę obiektów z
    zewnątrz o wysokiej energii” - napisano w raporcie. „Jest prawdopodobne,
    że te zniszczenia doprowadziły do utraty jedności strukturalnej” -
    dodano.

    OVV zaznaczył jednak, że w celu ostatecznego ustalenia przyczyn
    katastrofy malezyjskiego boeinga konieczne jest dochodzenie
    uzupełniające.

    Cytowana przez agencję EFE rzecznik urzędu Sara Vernooij powiedziała, że raport końcowy pojawi się latem 2015 roku.

    Boeing 777 malezyjskich linii lotniczych Malaysia Airlines 17 lipca
    został zestrzelony na wschodzie Ukrainy, jak się przypuszcza, rakietą
    ziemia-powietrze odpaloną z terenów opanowanych przez prorosyjskich
    separatystów. W katastrofie maszyny lecącej z Amsterdamu do Kuala Lumpur
    zginęli wszyscy pasażerowie i cała załoga - łącznie 298 osób, w tym 196
    obywateli Holandii.

    Holandia kieruje śledztwem w sprawie katastrofy na prośbę władz ukraińskich.

    BBC ma świadków: to Rosjanie sterowali wyrzutnią, która zestrzeliła boeinga 777


    To Rosjanie sterowali wyrzutnią rakiet Buk, widzianą w okolicy
    katastrofy samolotu Malaysian Airlines w Donbasie. Takie ustalenia
    publikuje BBC, powołując się na relacje trzech niezależnych świadków.

    BBC powołuje się na relacje trzech
    niezależnych świadków, będących cywilami. Z ich informacji wynika, że
    widzieli wyrzutnię rakiet na terytorium opanowanym przez separatystów na
    kilka godzin przed strąceniem boeinga. Jedno ze źródeł BBC twierdzi, że
    widziało wyrzutnię Buk zjeżdżającą ze specjalnej lawety w miejscowości
    Śnieżne, kilkanaście kilometrów od miejsca rozbicia się MH17.

    Według informatora BBC, żołnierze obsługujący
    wyrzutnię wydali mu się bez wątpienia Rosjanami. Świadczyć miała o tym
    ich dyscyplina, inny strój niż sił ukraińskich oraz separatystycznych, a
    także akcent typowy dla rodowitych Rosjan. Drugi świadek potwierdził,
    że kierowca wojskowego jeepa eskortującego Buk mówił z moskiewskim
    akcentem.

    Jeśli to prawda - konkluduje BBC - to Kreml musi
    wyjaśnić rodzinom ofiar, dlaczego rosyjscy wojskowi byli rzekomo
    widziani na obszarze w pobliżu katastrofy, do tego przewożąc wyrzutnię.



    Przyczyną
    katastrofy, jakiej uległ nad Ukrainą malezyjski Boeing, stało się
    trafienie w samolot mnóstwa obiektów z zewnątrz. Natomiast charakter
    rozrzucenia odłamków na ziemi wykazuje, że samolot rozpadł się w
    powietrzu. Taki wniosek zawiera wstępny raport, opublikowany 9 września
    przez Holenderski urząd ds. bezpieczeństwa. Jego autorzy zastrzegają, że
    autentyczne przyczyny awarii malezyjskiego Boeinga 777 mogą być
    ustalone dopiero po dodatkowym zbadaniu całej sprawy.

    Tak więc, malezyjscy eksperci zamierzają zbadać miejsce katastrofy.
    Chociaż nie wiadomo, co oni mogą tam wykryć, gdyż Kijów dołożył
    gigantycznych starań, aby specjaliści jak najpóźniej trafili w okolice
    miejscowości Snieżnoje, gdzie spadły resztki samolotu, w tym także
    planowo odstrzeliwując te tereny z ciężkich dział. Ogólnie przyjęte
    normy prowadzenia dochodzenia w takiej sprawie zostały pogwałcone od
    samego początku
    – podkreśla redaktor strony internetowej Flightglobal David Learmount.
    Czytaj dalej: http://polish.ruvr.ru/2014_09_09/Holenderski-raport-ws-malezyjskiego-Boeinga-wiemy-ze-nic-nie-wiemy-4447/

    Potwierdzenie czy dementi?



    Potwierdzenie czy dementi?


    Korespondent
    Głosu Rosji Julia Jasińska zwróciła się do polskich ekspertów w
    zakresie lotnictwa o skomentowanie wstępnego raportu na temat katastrofy
    Boeinga. Swoim zdaniem ma temat przebiegu dochodzenia w sprawie tej
    tragedii podzielił się sekretarz Krajowej Rady Lotnictwa
    Rzeczypospolitej Polskiej Tomasz Hypki.


    Mogę powiedzieć, że przedstawiony raport nie
    wyklarował specjalnie wstępnej wersji sugerującej, że Boeing
    malezyjskich linii lotniczych został zestrzelony. Raport nie zawiera
    odpowiedzi na pytanie: kto strzelał do samolotu, a w pierwszej
    kolejności, dlaczego ten rejs otrzymał zezwolenie na lot nad strefą
    działań zbrojnych, w których trakcie używany był sprzęt mogący
    zestrzelić statki powietrzne.

    Wiadomo, że
    przedstawiciele holenderskich służb, którzy prowadzą dochodzenie, nie
    byli bezpośrednio na miejscu katastrofy. Z raportu wynika, że w trakcie
    prowadzenia śledztwa korzystali z materiałów swoich malezyjskich i
    ukraińskich kolegów. W przybliżeniu połowa terytorium, na którym
    znajdowały się ciała ofiar katastrofy, w tej chwili została już
    całkowicie zbadana. Uzyskano dane odnośnie parametrów lotu z radia i
    stacji nawigacyjnej, wykorzystywane do ustalania wstępnych przyczyn
    katastrofy. Istnieją także wiarygodne informacje w sprawie uszkodzeń
    konstrukcji samolotu. Na obecnym etapie jest to wystarczające do
    wyciągnięcia wstępnych wniosków. Praca jednak nie jest zakończona.

    Z kolei sprawozdawca periodyku „Przegląd lotniczy” Roman Pieczka następująco skomentował opublikowany dziś raport holenderskich śledczych:

    Wstępny
    raport potwierdza wersję użycia broni wojskowej do zniszczenia
    samolotu. Moim zdaniem, nie obeszło się bez ingerencji sił trzecich w
    katastrofę Boeinga. Jasne jest bowiem, że nie była spowodowana ani przez
    usterki techniczne, ani przez błędy załogi. W tej chwili potwierdzane
    są informacje w sprawie wykorzystywania wyrzutni „Buk”. Nie wiadomo na
    razie, czy właśnie malezyjski samolot był celem ataku, czy znalazł się
    pod ostrzałem przypadkowo.

    Na pytanie, czy ostateczne dane śledztwa mogą różnić się od wstępnych danych, Roman Pieczka odpowiedział:

    Ostateczne
    dane, które mają zostać opublikowane w ciągu roku, mogą różnić się od
    wstępnych. Mam nadzieję, że wiarygodni specjaliści potrafią uzyskać
    swobodny dostęp do wraku samolotu i przeprowadzą staranną analizę
    zniszczeń. Dopiero po tym można będzie mówić o potwierdzeniu czy
    odrzuceniu wersji, jakie obecnie są wysuwane przez niektórych ekspertów i
    media.
    Czytaj dalej: http://polish.ruvr.ru/2014_09_09/Potwierdzenie-czy-dementi-0767/




    Pilis: Rosja robi się coraz bardziej agresywna


    „Zachód ma problem, jak rozumieć Rosję i jak przeciwdziałać jej zapędom i planom”.



    Mec. Pszczółkowski: Sprawa broni ma kluczowe znaczenie


    „Czy ktokolwiek z rosyjskich funkcjonariuszy używał broni palnej w Smoleńsku?”




    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    94. czy Lasek z Kublik nadal będa dostawali wypłaty?

    Redbad Klijnstra: 10 kwietnia spadła zasłona. Okazało się, że w Polsce tworzony jest jakiś matrix

    Moher…
    Nadal tak mówią? Moher z Amsterdamu to określenie, które zostało mi
    nadane przez panią Agnieszkę Kublik, która, jak wiadomo, jest tak zwanym
    cynglem Michnika. Bycie moherem to był dla mnie zaszczyt. Żeby nałożyć
    taką czapkę, która nie wszystkim się musi podobać, trzeba mieć odwagę.
    Trzeba być przede wszystkim sobą. Trzeba być mocno osadzonym w swoim
    świecie. Jeżeli ktoś jest wewnętrznie umocniony i ma swój kręgosłup
    moralny, swoje zasady, to nie zmieni ich pod wpływem faktu, że może być
    wyśmianym, prawda?

    Smoleńsk…
    To do tej pory niezałatwiona sprawa. Wielka plama na rządzie Donalda
    Tuska i również symbol stanu państwa. 10 kwietnia 2010 r. spadła jakaś
    zasłona i zobaczyłem, że mam rację. Moje podejrzenia, co do tego, że w
    tym kraju tworzony jest jakiś matrix potwierdziły się w momencie, kiedy
    po katastrofie okazało się, że są piękne zdjęcia prezydenta Lecha
    Kaczyńskiego. To był dla mnie dowód, że prezydent nie miał należnego
    majestatu urzędowego od mediów. Nie dostał go. Pytanie, dlaczego? To był
    też dowód, że media w tym wypadku nie są przedstawicielami ludzi.
    Zupełnie inaczej było w przypadku Holandii, po katastrofie samolotu
    zestrzelonego nad Ukrainą (katastrofa Boeinga 777 malezyjskich linii,
    lecącego z Amsterdamu do Kuala Lumpur w lipcu tego roku, gdzie zginęło
    298 osób, w tym 196 obywateli Holandii - przyp. red.). Zobaczyłem, że
    tam media stanęły po stronie ludzi, którzy byli oburzeni racją stanu
    holenderską, chociaż Holandia ma o wiele większe interesy z Rosją niż
    Polska. Na początku premier, minister spraw zagranicznych i minister
    gospodarki bardzo wiele wysiłku włożyli w to, żeby tonizować wszelkie
    emocje. Natomiast zwykli ludzie uważali, że nie można tego tak zostawić.
    Nie można nie zabrać ciał, nie można nie przywieźć istotnych elementów,
    które należą do Holendrów, do Holandii, oraz dowodów. Poprzez media
    ludność Holandii sprawiła, że premier musiał stworzyć plan całkowitego
    zajęcia się tą sprawą w miarę szybko, łącznie z ewentualnym wysłaniem
    tam swoich komandosów, żeby ten teren ochronić. To, że później to się
    nie wydarzyło, to już inna sprawa. Ale ja dziś nie zajmuję się już
    krytykowaniem polskiego rządu, on dla mnie nie istnieje. Mnie interesują
    ludzie i media. Dziś nie optuję za żadną opcją polityczną.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    95. Tu-154 przeleciał nad brzozą

    10 kwietnia 2010 r. polski samolot Tu-154 przeleciał
    przynajmniej kilka metrów nad tzw. smoleńską brzozą – wynika z
    profesjonalnej ekspertyzy, która od 2011 r. znajduje się w posiadaniu
    prokuratury wojskowej. Do treści opinii dotarła „Gazeta Polska”.




    Rzekome zderzenie się tupolewa z brzozą to filar oficjalnej wersji
    zdarzeń z 10 kwietnia 2010 r., lansowanej przez Rosjan i polski rząd.
    Ekspertyza oparta na badaniu tzw. polskiej czarnej skrzynki (ATM-QAR), wykonana wkrótce po katastrofie smoleńskiej (już w kwietniu 2010 r.) i znajdująca się w posiadaniu prokuratury, jednoznacznie przeczy ustaleniom Tatiany Anodiny i komisji Millera.



    Chodzi o ekspertyzę techniczną zatytułowaną „Deszyfracja i
    analiza danych z pokładowych rejestratorów parametrów samolotu Tu-154M
    nr boczny 101 Sił Powietrznych RP, który uległ katastrofie 10 kwietnia
    2010 r.”.
    Wpłynęła ona do prokuratury wojskowej w lipcu 2011 r.
    i według informacji „GP” znajduje się w tomie nr 203 akt śledztwa
    smoleńskiego.



    W ekspertyzie – sporządzonej przez producenta tzw. polskiej czarnej
    skrzynki w tupolewie, firmę ATM – kluczowy jest załącznik nr 3, noszący
    nazwę „Tabela odtworzonych wartości wysokości lotu i odległości od początku pasa trzech ostatnich minut zapisu”. Zawarte
    są w nim dane pozwalające na odtworzenie ostatnich sekund lotu, a więc
    wysokość Tu-154 w odniesieniu do poziomu początku pasa startowego
    (położonego, przypomnijmy, 255 m nad poziomem morza) oraz odległość
    samolotu od początku pasa startowego.



    Na jakiej wysokości, według ekspertyzy ATM, był w momencie rzekomego
    zderzenia się z brzozą polski tupolew? W dokumencie można przeczytać, że
    w odległości 928 m od progu pasa samolot leciał na wysokości 4 m nad
    progiem pasa (czyli 259 m n.p.m.), a w odległości 849 m od progu pasa
    znajdował się już na poziomie 7 m nad progiem pasa (czyli 262 m n.p.m.).
    Brzoza smoleńska, co stwierdza raport MAK, rosła tymczasem w odległości
    855 m od progu pasa startowego i – uwaga – na wysokości 248 m n.p.m. Oznacza
    to, że według ekspertyzy ATM samolot w chwili rzekomego zderzenia się z
    „pancernym” drzewem leciał na wysokości od 11 do 14 m nad powierzchnią
    gruntu!
    W żaden sposób nie mógł więc zderzyć się z brzozą,
    która – zgodnie z ustaleniami MAK i komisji Millera – została uszkodzona
    na wysokości około 5 m nad ziemią.



    Dane z ukrywanej ekspertyzy ATM to jeden z ważniejszych dowodów na
    prawdziwość ustaleń ekspertów współpracujących z zespołem parlamentarnym
    pod kierownictwem Antoniego Macierewicza. Naukowcy ci od 2010 r. – na
    podstawie rozmaitych badań i eksperymentów (m.in. analizy mechanicznych
    uszkodzeń skrzydła, badania zapisów komputera pokładowego itd.) –
    formułowali tezę, że to nie brzoza odpowiada za zniszczenie tupolewa.



    Warto podkreślić, że ekspertyza ATM została oparta na odczycie
    jedynego oryginalnego rejestratora lotu znajdującego się w kwietniu 2010
    r. w polskich rękach.
    Choć dokument od 15 lipca 2011 r. jest w
    aktach prokuratury wojskowej, śledczy nigdy nie wspomnieli publicznie o
    wnioskach, jakie można wyciągnąć z załącznika nr 3 do ekspertyzy.



    Opinia ATM jest też znana członkom komisji Millera, bo właśnie dla niej niedługo po katastrofie została sporządzona. Konkluzji, wypływających z danych znajdujących się w ekspertyzie, próżno jednak szukać w osławionym raporcie Millera.
    Co więcej – członkowie rządowej komisji podają publicznie informacje
    sprzeczne z liczbami zawartymi w opinii ATM. Kiedy w kwietniu 2013 r.
    grupa senatorów Prawa i Sprawiedliwości skierowała do Macieja Laska
    czternaście pytań dotyczących katastrofy smoleńskiej, odpowiedź na jedno
    z nich brzmiała: „Zderzenie z brzozą nastąpiło na wysokości około 1,1 m względem poziomu pasa startowego”.



    Całość artykułu w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”

    III Konferencja Smoleńska będzie poświęcona technicznym,
    prawnym i medycznym aspektom tragedii rządowego tupolewa. Organizatorzy
    liczą na obecność członków zespołu Macieja Laska, który od lat
    konsekwentnie unika konfrontacji z przeciwnikami tezy o pancernej
    brzozie. Konferencja odbędzie się 20 października w Warszawie –
    informuje najnowsza „Gazeta Polska Codziennie”.

    „Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom, a Prawdom kazać, by za
    progiem stały”. Te słowa Cypriana Kamila Norwida przyświecają
    organizatorom III Konferencji Smoleńskiej. Naukowcy nie chcą zdradzać
    szczegółów swoich referatów i proszą o cierpliwość. Jednak prof.
    Wiesław Binienda zapowiada, że konferencja może przynieść odpowiedź na
    to, co naprawdę wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r
    .

    Spotykamy się, by przedstawić wyniki naszych własnych badań i
    analiz w hołdzie tym, którzy zginęli w Smoleńsku w drodze do Katynia

    – mówi główny organizator prof. Piotr Witakowski. Podkreśla, że kolejna
    już, trzecia konferencja to próba stworzenia interdyscyplinarnych badań
    dotyczących zagadnień technicznych związanych ze zniszczeniem Tu­154M
    niezależnie od dziedziny techniki, a także aspektów medycznych, prawnych
    i socjologicznych katastrofy smoleńskiej.

    W konferencji, poza naukowcami z tytułami profesorskimi zarówno z
    kraju, jak i zagranicy, wezmą udział bliscy ofiar tragedii.
    Organizatorzy liczą jednak na pojawienie się przedstawicieli strony
    rządowej, czyli członków tzw. zespołu Laska. „Gazeta Polska Codziennie”
    próbowała tego się dowiedzieć, ale do momentu oddania tego numeru do
    druku nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

    Niesłychanie ważnym doświadczeniem związanym ze współpracą z tym środowiskiem są słowa pana Macieja Laska, który kiedyś
    oświadczył, odpowiadając na pytanie jednego z organizatorów konferencji
    smoleńskiej, że dane dotyczące wysokości trajektorii lotu mają tylko
    przedstawiciele PKBWL i nikomu ich nie udostępnią
    – przypomina Antoni Macierewicz.

    Jak dodaje: – To jest właśnie poziom rozumienia w ocenie pana Laska tego, czym jest nauka i czym jest dochodzenie do prawdy. Ale może coś się zmieniło i jednak pojawią się 20 października, by podjąć dyskusję – mówi przewodniczący zespołu parlamentarnego ds. zbadania katastrofy smoleńskiej Antoni Macierewicz.

    Za niezalezna.pl


    FR proponuje ONZ analizę informacji o lotach w strefie katastrofy Boeinga
    Rosja
    przedstawiła ONZ listę rekomendacji dotyczących śledztwa w sprawie
    katastrofy malezyjskiego Boeinga na Ukrainie. Pismo z tymi propozycjami
    zostało wysłane do ONZ przez stałego przedstawiciela Rosji przy
    organizacji, Witalija Czurkina.

    W dokumencie wymienionych zostało dziesięć
    priorytetowych dla śledztwa w sprawie katastrofy zadań,
    między innymi
    „analiza informacji o lotach samolotów wojskowych w rejonie konfliktu
    zbrojnego i w miejscu katastrofy samolotu”, a także „analiza i
    weryfikacja informacji ze strony ukraińskiej na temat zaplanowanych i
    przeprowadzonych wystrzeleń rakiet”.
    Czytaj dalej: http://polish.ruvr.ru/2014_09_29/FR-proponuje-ONZ-analize-informacji-o-lotach-w-strefie-katastrofy-Boeinga-1666/

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    96. za co Lasek skasował milion z naszych podatków?

    czy NIK sie tym nie zajmie?


    Zespół dr. Laska nie pojawi się na III Konferencji SmoleńskiejZespół dr. Laska nie pojawi się na III Konferencji Smoleńskiej
    III Konferencja
    Smoleńska ma się odbyć 20 października 2014 r. Z jego organizację
    odpowiada prof. Jacek Rońda, prof. Piotr Gliński i prof. Chris
    Ciszewski. Dr Maciej Lasek już zapowiedział, że jego zespół "nie będzie
    się odnosić do absurdalnych eksperymentów takich, jak...

    Na III Konferencji Smoleńskiej będą prezentowane referaty, które
    zaakceptuje Komitet Naukowy, w którego skład wchodzą: prof. Kazimierz
    Flaga, prof. Jan Obrębski, prof. Jacek Rońda, prof. Chris Cieszewski,
    prof. Wiesław Binienda, prof. Piotr Gliński, prof. Andrzej Zybertowicz
    i prof. Karol Karski. Tematyka ma obejmować "wszystkie aspekty
    techniczne związane ze zniszczeniem samolotu Tu-154 M niezależnie
    od dziedziny techniki, do której dane zagadnienie się kwalifikuje"."Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom, a Prawdom kazać, by za progiem
    stały" - tak brzmi motto konferencji. Wstęp na dwudniową konferencję
    kosztuje 500 zł.

    Wiadomo już, że nikt z zespołu dr Laska
    nie pojawi się na konferencji. - To znaczy, że okopali się na swoich
    pozycjach. Trudno. My będziemy swoje robić. I to my będziemy coraz
    bliżej prawdy, a oni będą bronić kłamliwej tezy, którą narzucili im
    Rosjanie - ocenia Andrzej Melak, brat Stefana Melaka, który zginął
    w katastrofie smoleńskiej.

     Śledczy czekają na opinie

     Prokuratura wojskowa oczekuje na kolejne opinie w śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej.

    Do dzisiaj do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie powinna wpłynąć uzupełniająca opinia Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji z badań próbek z wraku samolotu Tu-154M dotycząca obecności w nich pozostałości materiałów wybuchowych. Jak poinformowała nas Naczelna Prokuratura Wojskowa, wczoraj opinia nie dotarła do prokuratury.

    Wiosną br. CLKP stwierdziło, że na badanym materiale nie ma śladów po wybuchu. Jednak opinia ta została podważona w tzw. prywatnej opinii biegłych m.in. w zakresie „poprawności metodologicznej wykonanych analiz chromatograficznych i ich interpretacji oraz jasności i zupełności”. Prokuratura poprosiła biegłych o uzupełnienie dokumentu, wyznaczając im termin na 30 września.

    Prokuratura oczekuje też na opinię fonoskopijną dotyczącą zapisów pokładowego rejestratora lotów samolotu Jak-40 oraz urządzeń obiektywnej kontroli pracy grupy kierowania lotami lotniska Smoleńsk Północny. Jeszcze na początku września prokuratorzy mówili, że powodem długiego czasu sporządzenia tej opinii przez Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie „jest jej czasochłonność”. Wskazywali również, że prace powinny zakończyć się jesienią. Wczoraj p.o. ppłk Janusz Wójcik, rzecznik prasowy NPW, poinformował nas, że opinia ta będzie gotowa „prawdopodobnie pod koniec jesieni”.


    Wassermann: Obroną Macieja Laska jest obrażanie innych


    "Z moich informacji, spotkań organizacyjnych, dotyczących przygotowania
    tej III Konferencji, wynika, że będą przeprowadzane jeszcze dalej idące
    badania."


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    97. Kublikowa nie dostała wypłaty od Laska?Anonim mw pisze w GW

    • Macierewicz wraca z nowymi teoriami: będzie 3. konferencja smoleńska

      "Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom, a Prawdom kazać,
      by za progiem stały" - te słowa Cypriana Kamila Norwida są mottem
      trzeciej już konferencji smoleńskiej, którą prawicowe środowiska
      organizują 20 października.Po co ta konferencja? Celem jest "stworzenie forum dla przedstawienia
      interdyscyplinarnych badań dotyczących zagadnień technicznych,
      medycznych, socjologicznych i prawnych katastrofy smoleńskiej" - czytamy
      na stronie internetowej poświęconej wydarzeniu.



      To już trzecia edycja konferencji. Poprzednia odbyła się rok
      temu. Wiceszef PiS Antoni Macierewicz, przewodniczący parlamentarnego
      zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy, oficjalnie zaprzeczał, że był
      wtedy zaangażowany w jej organizację. Ale prelegentami było wielu
      ekspertów współpracujących z jego zespołem.



      Przypomnijmy najciekawsze wydarzenia sprzed roku. Prof. Chris
      Cieszewski z University of Georgia zaprezentował tezę, że brzoza, w
      którą 10 kwietnia 2010 r. uderzył prezydencki samolot, była złamana co
      najmniej 5 kwietnia 2010 r. Jako dowód przedstawił zakupione przez
      siebie zdjęcia satelitarne. Kilka dni później okazało się, że to, co
      wziął za drzewo, było kupą śmieci.



      Prof. Piotr Witakowski z AGH wykład zakończył rysunkiem
      wybuchającego samolotu. Stwierdził, że "fragmentacja samolotu nastąpiła w
      powietrzu". Dowodził też, że szczątki skrzydła wbite w brzozę "zostały
      tam umieszczone w znacznie późniejszym terminie", a skrzydło "mogło
      zostać odcięte piłą albo detonacją". - Skrzydło zostało odstrzelone. Na
      potwierdzenie swojej tezy pokazał zgniecioną puszkę po piwie.



      Podobnie swoją tezę udowadniał prof. Jan Obrębski z Politechniki
      Warszawskiej. Na przykładzie puszki po red bullu dowodził, że rozbicie
      tupolewa na wiele części "nie jest możliwe w wyniku zwykłego upadku".
      Gdyby to był zwykły upadek, samolot zachowałby się jak "puszka
      cienkościenna uderzona drewnianym młotkiem".



      Za udział w konferencji trzeba będzie zapłacić 300 lub 500 zł -
      jeżeli wydarzenie będzie dwudniowe. O konferencji napisała wczorajsza
      "Gazeta Polska Codziennie", która oburza się, że udziału odmówił Maciej
      Lasek, przewodniczący rządowego zespołu, który wyjaśnia przyczyny
      katastrofy. Lasek miał stwierdzić, że zeszłoroczna konferencja okazała
      się kompromitacją.



      - Środowisko jest zbulwersowane niespójnością dotychczasowych
      ustaleń i postanowiło coś w tej materii zrobić, ponieważ poczuwa się do
      tego, co jest przedmiotem każdego ślubowania doktorskiego, czyli do
      dochodzenia prawdy - tłumaczy prawicowej gazecie prof. Piotr Witakowski,
      który jest przewodniczącym komitetu wykonawczego konferencji.

    W sposób szczególnie zaskakujący i
    haniebny obarcza się winą załogę rządowego tupolewa, która miała zdaniem
    zespołu zachować się nieodpowiedzialnie.

    W dn. 10.04.2010r samolot Tu-154M został sprowadzony przez
    załogę na okres 3 sekund do wysokości -3 metry (minus trzy metry) w
    odniesieniu do początku pasa, co było kategorycznie
    najniebezpieczniejszym działaniem w tym locie

    — twierdzi zespół, wskazując jednoznacznie, że najgorsze, co można było zrobić w Smoleńsku zrobiła załoga samolotu.

    Zespół Laska kolejny raz z pewnością, przekonany o swojej
    nieomylności tłumaczy, że wszystko jest jasne, a winni są wszędzie
    tylko nie w rządzie, ani zespole. Zaskakuje jednak fakt, że do dziś nie
    wiadomo, kto jest autorem tego rozstrzygającego o wszystkim tekstu.
    Brakuje również jakichkolwiek danych popierających tezy zespołu Laska.
    Nie wiadomo na jakiej podstawie je wysnuto ani kto to zrobił. Mimo
    usilnych prób mec. Stefanowi Hamburze nie udało się dowiedzieć od
    Macieja Laska, kto jest autorem tekstu. Nie wiadomo zatem, czy mentorski
    styl wynika z doświadczenia, analiz i wiedzy autora czy też z politycznego zamówienia.

    Maciej Lasek na pytania mec. Hambury odparł jedynie, że jako szef zespołu bierze odpowiedzialność za teksty pojawiające się w serwisie.
    Na pytanie o konkretne imię i nazwisko eksperta, który przygotował
    wyjaśnienia ws. ekspertyzy dotyczącej brzozy dr Lasek już nie odpisał.

    Zespół Laska sam postawił się w roli nienawistnych
    internetowych trolli, którzy korzystając z anonimowości są w stanie
    wszystko zdezawuować, opluć i ośmieszyć, oskarżając haniebnie tych,
    którzy nie mogą się przed nimi bronić.

    Szkoda, że ten specyficzny zespół trollujący działa na zlecenie
    polskiego rządu, a przedmiotem jego działań jest tragedia narodowa.
    Choć w III RP zapewne to dziwić nie powinno…







    http://wpolityce.pl/smolensk/216270-zespol-laska-niczym-internetowe-trol...

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    98. NPW: śledztwo ws. katastrofy

    NPW: śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej przedłużone o pół roku

    O kolejne pół roku - do 10 kwietnia 2015 r. - zostało w środę
    przedłużone śledztwo dotyczące katastrofy smoleńskiej - poinformowała
    PAP Naczelna Prokuratura Wojskowa. "Prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej, po rozpatrzeniu wniosku
    Wojskowego Prokuratora Okręgowego w Warszawie z 24 września o
    przedłużenie śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej, postanowił
    okres tego śledztwa przedłużyć na dalszy czas oznaczony do 10 kwietnia
    2015 r." - poinformował ppłk Janusz Wójcik z NPW. Jak zaznaczył, "pomimo
    przeprowadzenia w toku tego postępowania szeregu czynności procesowych,
    nie zdołano zakończyć śledztwa w uprzednio wyznaczonym terminie". W dalszym ciągu prokuratura oczekuje na kolejne opinie biegłych, w
    szczególności dotyczące: badań fonoskopijnych zapisu nagrań z
    rejestratorów stanowiska pracy Grupy Kierowania Lotami lotniska w
    Smoleńsku oraz zapisu nagrania z pokładowego rejestratora samolotu
    Jak-40 lądującego w Smoleńsku przed katastrofą Tu-154M.


    Niech premier ujawni dowody na winę brzozy!

    Najnowszy wpis mec. Janusza Wojciechowskiego

    Senatorowie PiS wzywają premier Kopacz do ujawnienia tajnych protokołów i ekspertyz komisji Millera, o ile istnieją...

     

    Doktor
    Lasek wciąż kluczy i nie odpowiada senatorom na proste pytania,
    postawione ostatnio w oświadczeniu senatorskim z 7 sierpnia br.

    1. Czy komisja Millera badała brzozę, a jeśli
    tak, to kto konkretnie z grona trzydziestu czterech osób podpisanych
    pod raportem końcowym z prac komisji Millera w tych badaniach brał
    udział?

    2. Kiedy zostało przeprowadzone to badanie?

    3.
    Czy z badania brzozy przeprowadzonego przez członków komisji Millera
    został sporządzony jakikolwiek protokół, a jeśli tak, to gdzie się on
    znajduje?

    4. Ilu polskich ekspertów i jakich specjalności brało udział w badaniu brzozy?

    5. Kto i w jakim trybie wyznaczył tych ekspertów?

    6. Kto kierował pracą tych ekspertów na miejscu katastrofy?

    7.
    Na podstawie jakich badań komisja Millera uzyskała pewność co do tego,
    że znalezione w brzozie elementy zostały w nią wbite wskutek katastrofy?


    Na żadne z
    tych prostych pytań Lasek nie odpowiedział. Nie wskazał żadnego nazwiska
    eksperta, żadnego protokołu, żadnej ekspertyzy. Powołał się – co
    zakrawa na żart – na zeznania rosyjskiego świadka. Zasłonił się
    tajemnicą prac komisji i nawet zaatakował senatorów, że swoją uporczywą
    dociekliwością zagrażają bezpieczeństwu lotów oraz przewozu
    najważniejszych osób w państwie.

    Komisja badała..., komisja stwierdziła... Komisja – czyli konkretnie kto? Wszyscy? A może nikt...

     

    „...Zaczynamy w
    związku z tym nabierać podejrzeń, że być może nie istnieją żadne
    dokumenty, protokoły ani ekspertyzy dotyczące badania brzozy i jej
    związku z katastrofą – napisali w kolejnym oświadczeniu senatorowie PiS.

    Podejrzewamy, że pan doktor Lasek tylko zasłania się tajemnicą służbową, żeby ukryć brak dowodów na badania brzozy.

    Wzywamy zatem
    Panią Premier, aby korzystając ze swojej prerogatywy, zawartej w
    przepisach rozporządzenia ministra obrony z 27 kwietnia 2010 roku,
    zarządziła Pani ujawnienie wszystkich dokumentów dotyczących badania
    katastrofy smoleńskiej, a w szczególności dokumentów, protokołów i
    oględzin dotyczących badania brzozy.

    Nadmieniamy,
    że zgodnie z &14 ppkt. 4 tego rozporządzenia Prezes Rady Ministrów
    podejmuje decyzję w przedmiocie udzielenia informacji o przebiegu i
    rezultatach prac Komisji.

    W ramach tego uprawnienia może więc Pani Premier ujawnić stosowne dokumenty, ekspertyzy i protokoły.

    Ujawnienie tych
    dokumentów (o ile w ogóle istnieją) nie stwarza żadnego zagrożenia, a
    może pomóc opinii publicznej w zaakceptowaniu wyników prac Komisji
    Millera, na czym Pani Premier, jak sądzimy, zależy... 

    Bardzo jestem
    ciekaw, czy Pani Premier Kopacz skorzysta ze swojego prawa i ujawni te
    protokoły i naukowe ekspertyzy badania brzozy i czy wreszcie, w cztery i
    pół roku po katastrofie, przedstawi się nam jakiś ekspert i powie – ja
    badałem! Do tej pory nikt taki się jeszcze nie przedstawił.

    mec. Janusz Wojciechowski


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    99. Śledztwo smoleńskie.

    Śledztwo smoleńskie. "Ponownie przesłuchano rosyjskich kontrolerów"
    Andrzej Seremet, prokurator generalny, w rozmowie z TVP odniósł się do śledztwa w sprawie katastrofy w Smoleńsku.
    Śledztwo wyjaśniające przyczyny katastrofy w Smoleńsku zostało
    przedłużone o pół roku. - Prokuratorom częściowo udało się ponownie
    przesłuchać kontrolerów lotu, ale jeszcze pewne działania podejmujemy,
    dlatego nie chciałbym ujawniać szczegółów - zaczął Seremet. Dodał,
    że śledztwo powinno zakończyć się w ciągu roku. - Ta perspektywa czasowa
    jest wyznacznikiem podjęcia czynności końcowych w tej sprawie.Wydaje się, że nie otrzymamy materiałów, o które wielokrotnie się
    zwracaliśmy, czyli dotyczące statusu lotniska i zakresu obowiązków
    i uprawnień osób, które tam pracowały oraz miały swój udział
    w sprowadzaniu tego samolotu - kontynuował. Jego zdaniem wrak Tu-154
    pozostanie na razie w Smoleńsku. - Nie widzę takiego przełomu, który
    miałby wskazywać na to, że strona rosyjska będzie chciała nam zwrócić
    takie dowody rzeczowe, o które od dawna się upominamy, czyli rejestrator
    i wrak. Jednocześnie chcę zapewnić, że dostęp do tych materiałów Polska
    miała i ma oraz, że ich brak w Polsce nie hamuje śledztwa - podsumował
    Seremet.

    Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski

    Prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej
    przesłuchali rosyjskich kontrolerów lotu, którzy sprowadzali prezydencki
    samolot. Śledczy chcą im postawić zarzut bezpośredniego spowodowania
    katastrofy poprzez niezamknięcie lotniska.

    Prokurator generalny Andrzej Seremet powiedział wczoraj w TVP, że
    "polskim prokuratorom udało się częściowo przesłuchać rosyjskich
    kontrolerów". - Te przesłuchania były potrzebne, by postawić kropkę nad i
    - mówi nam jeden z pełnomocników rodzin ofiar katastrofy. Jego zdaniem
    polska prokuratura wyda postanowienie o postawieniu kontrolerom
    zarzutów, od tego momentu będą mieli u nas status podejrzanych. - Ale
    jak zaznacza prawnik: "Rosja ich na pewno nie wyda".

    - Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Decyzja jeszcze nie jest
    podjęta - mówi "Wyborczej" ppłk Janusz Wójcik z prokuratury wojskowej,
    która bada sprawę.

    Zarzuty dla Rosjan będą nie wcześniej niż przed samym końcem
    śledztwa. A to właśnie zostało przedłużone do 10 kwietnia 2015 r.
    Najpewniej całe śledztwo zostanie umorzone z powodu śmierci domniemanych
    odpowiedzialnych za katastrofę (m.in. piloci), a wcześniej wątek dwóch
    rosyjskich kontrolerów zostanie z niego wyodrębniony.

    Polscy śledczy twierdzą, że przy tak gęstej mgle, jaka wisiała
    nad smoleńskim lotniskiem rankiem 10 kwietnia 2010 r., lotnisko powinno
    zostać zamknięte. Ze stenogramów rozmów na wieży wiemy, że Rosjanie
    uważali, że tupolew w ogóle nie wystartuje z powodu fatalnych warunków
    atmosferycznych, a gdy był już w powietrzu, rozważali zapasowe lotniska.

    Przy pierwszym połączeniu radiowym z tupolewem kontrolerzy o 8.24 mówią wprost: "Warunków do przyjęcia nie ma".

    Lotniska nie zamknęli, nie byli samodzielni. Był tam płk Nikołaj
    Krasnokutski, to on anulował decyzję kierownika lotów ppłk. Pawła
    Plusnina, który chciał odesłać nasz samolot na lotnisko zapasowe. Przez
    telefon komórkowy konsultował ze swoimi przełożonymi w Twerze i
    dowództwem sił powietrznych w Moskwie. W rezultacie pogrążone w
    niezwykle gęstej mgle lotnisko nie zostało zamknięte.

    Ale nie ma takiej możliwości, aby Rosjanie wydali nam swojego
    obywatela - do ekstradycji nie dojdzie. Istnieje też uproszczona forma
    ekstradycji, czyli europejski nakaz aresztowania, ale dotyczy państw
    Unii Europejskiej.



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    100. III Konferencja Smoleńska

    III Konferencja Smoleńska rozpocznie się w Warszawie w dniu 20 października 2014 roku.





    Raport Millera poświadcza nieprawdę. Niech Maciej Lasek stanie do publicznej debaty z ekspertami i spróbuje obronić swoje tezy - mówiła Małgorzata Wassermann w TVN 24.

    Małgorzata Wassermann, która przysłuchiwała się trzeciej konferencji
    naukowej poświęconej wyjaśnianiu katastrofy smoleńskiej - zapewniła, że
    kolejne ustalenia ekspertów potwierdzają wcześniejsze tezy o innym
    przebiegu katastrofy niż  ten opisany w oficjalnym raporcie Millera.

    Opisany w nim przebieg zdarzenia jest nieprawdziwy i przeczy prawom fizyki

    — mówiła córka śp. Zbigniewa Wassermanna.

    Stawiam tę tezę publicznie. Jeśli pan Lasek twierdzi, że jest inaczej to możemy spotkać się w sądzie

    —dodała.
    Podkreślała, że profesorowie biorący udział w konferencji zapraszają do dyskusji ekspertów zespołu Macieja Laska.

    Zostanie przyjęty kulturalnie. Niech przyprowadzi kogo tylko zechce, ale podyskutujmy o tym raporcie

    — mówiła Wassermann.
    Mecenas podkreślała, że w Polsce powinna powstać nowa komisja, z
    udziałem ekspertów zagranicznych, która powinna od nowa zająć
    się wyjaśnianiem katastrofy.

    Jest niedopuszczalne, by dokument oficjalny zawierał taką ilość błędów

    — stwierdziła.

    Córka posła PiS zwróciła uwagę również na fakt,, że ustaleniom
    rządowej komisji najwyraźniej nie ufa prokuratura, która w swojej pracy nie opiera się na jej ustaleniach ale zleca własne badania.

    Na pytanie, czego oczekuje od nowej premier ws. katastrofy Wassermann stwierdziła:

    Polityka zagraniczna jest prowadzona tak nieudolnie, że nie wiem czy powinnam czegokolwiek oczekiwać

    • powiedziała nawiązując do informacji o złożonej przez Putina propozycji rozbioru Ukrainy. Dodała jednak:

    Chciałabym, żeby Donald Tusk, jako członek struktur UE poruszył tamte gremia, by nacisnęły na Rosję o zwrot wraku i czarnych skrzynek

    Małgorzata Wassermann powiedziała, że nie będzie uczestniczyć w
    dzisiejszym, organizowanym przez prezydenta spotkaniu rodzin
    ofiar katastrofy smoleńskiej.

    Ani ja ani duża cześć rodzin nie została zaproszona na spotkanie

    —oświadczyła, zapewniając, że sprawa pomnika jest drugorzędna wobec obowiązku wyjaśnienia przyczyn katastrofy.

    Dla nas pomnik jest kwestią wtórną. Najpierw wyjaśnijmy
    prawdę, a potem zastanawiajmy się kogo wsadzać do więzienia, a
    komu stawiać pomnik

    — stwierdziła córka Zbigniewa Wassermanna.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    101. wziął milion od Tuska, musi odpracować




    Lasek z Paradowską mają czelność pouczać naukowców. „To już są takie bzdury, że nie ma o czym mówić?”

    Fot. Tokfm.pl/Youtube.pl

    Maciej Lasek zwyczajnie kłamie budując
    przekaz o nieistniejącej rzeczywistości. W sprawie smoleńskiej robi to
    od dawna. Fakty nie mają znaczenia.


    normalnym kraju taka osoba, jak Maciej Lasek,
    powinna zniknąć z życia publicznego, albo dniem i nocą prowadzić
    badania związane z przyczyną tragedii smoleńskiej. Nie ma bowiem żadnych
    wątpliwości, że dotychczasowe ustalenie rządowej komisji są fikcją.

    Jednak w III RP i hodowanych przez nią mediach nadal można utrzymywać rządową smoleńską fikcję. Gdy zatem Radio TOK FM zaprasza na rozmowę Janiny Paradowskiej z Maciejem Laskiem nie można się spodziewać niczego innego niż ogromnej buty, kłamstw, manipulacji i bezpodstawnego przekonania o własnej nieomylności.

    Po pierwszym pytaniu redaktor Paradowskiej było jasne, że spotkanie z
    Laskiem będzie kolejną porcją tchórzliwej nagonki na niezależnych
    naukowców i ekspertów, zajmujących się przyczyną tragedii smoleńskiej.

    Wydarzenia biegną, jedne przykrywają drugie i właściwie zgubiliśmy coś, coś takiego, jak III Konferencję
    Smoleńską, którą zapowiadano jako wielkie wydarzenie. (…) Nie
    ustosunkowaliście się do kolejnych rewelacji, które tam zostały
    wygłoszone. Typu, że samolot 30 metrów nad brzozą, no w dalszym ciągu brzoza, ale też i inne rzeczy. Czy to już są takie bzdury, że nie ma o czym mówić? Bo bo może jednak warto to kontrować?

    — pytała Paradowska, wskazując dobitnie, że lizusostwo w niektórych mediach jest ważniejsza niż choćby pozory obiektywności.

    My, jako zespół się do tego odniesiemy. Trudno się odnosić do
    materiału, który nie jest opublikowany, do którego dostęp jest
    utrudniony. A przypomnę, że referaty po II Konferencji Smoleńskiej były dostępne dopiero po 10 miesiącach od prezentacji

    — zaczął Lasek.

    Co ciekawe przyznał tym samym, jak patologiczne jest
    stanowisko zespołu rządowych propagandystów, którzy blokują dostęp do
    danych dot. tragedii smoleńskiej wszystkim.
    Do dziś ten sam
    Maciej Lasek, który narzeka na brak dostępu do materiałów Konferencji
    Smoleńskiej, nie chce pokazać, na czym swoje rewelacje smoleńskie
    opiera. Być może nie ma co pokazać…

    Próżno jednak czekać na jakąkolwiek kontrę kogoś takiego, jak Paradowska, więc Lasek ciągnął swój wywód.

    Widać, że jest jakiś problem z cyklem wydawniczym i zmuszeniem
    autorów, żeby to, o czym tak odważnie mówią na Konferencji,
    żeby przelali to na papier

    — przekonywał wzorzec odwagi i uczciwości, który do dziś nie odważył
    się udzielić żadnego wywiadu mediom racjonalnie podchodzącym od przyczyn
    tragedii smoleńskiej czy wziąć udziału w otwartej dyskusji naukowców. Lasek odważny jest jedynie w studiu takich osób jak Paradowska.

    Przewodniczący rządowego zespołu pokusił się również o podsumowanie
    Konferencji, choć nie wyjaśnił dlaczego się na to decyduje, skoro
    przyznał, że brak mu materiałów w tej sprawie.

    Mamy do czynienia z odświeżaniem starych hipotez, starych
    pomysłów. Widać, że ta grupa osób nie ma już żadnego pomysłu, w jaki
    sposób próbować prowadzić swoją narrację, nie mającą
    oczywiście poparcia w faktach

    — tłumaczy Lasek, który legalizuje w oczach opinii publicznej raport MAK
    oraz komisji Millera. To te dokumenty od początku do końca nie były
    oparte na faktach. Trudno dziwić się, że szukanie naukowej prawdy dla
    osoby, która swoje tezy przepisała wedle politycznych wytycznych,
    jest powodem do krytyki.

    Lasek brnął w swoje, bez względu na fakty i rzeczywistość.

    Na tej konferencji ze zdziwieniem zauważyłem, że wrócono do teorii sztucznej mgły, a nawet do tzw. maskirowki.
    Była dyskusja prowadzona na temat, czy nie podrzucono szczątków
    samolotu innego w miejscu wypadku. To są kuriozalne hipotezy, które z
    rzeczywistością nie mają nic wspólnego

    — mówi rządowy ekspert, tym razem dokonując zwykłego oszustwa i manipulacji.

    W czasie III Konferencji Smoleńskiej jeden z ekspertów, dr. Bogdan Gajewski, wskazał, że na miejscu tragedii znaleziono dokumenty certyfikacyjne dla tu-154M o numerze bocznym 101, ale również dla samolotu Tu-154M o numerze bocznym 102. I, co ciekawe, ważne były te dokumenty, które dotyczyły samolotu 102, zaś dokumentacja samolotu 101 była przeterminowana.
    Gajewski wskazał, że ten przypadek wskazuje na chaos w dokumentacji w
    raporcie Millera, ponieważ dokument nie tłumaczy tej sprawy.
    Wyciąganie na tej podstawie wniosków, że ktoś wrócił do hipotezy o
    podmianie samolotów, jest przykładem skrajnej jednostronności.
    Maciej Lasek zwyczajnie kłamie budując przekaz o nieistniejącej
    rzeczywistości. W sprawie smoleńskiej robi to od dawna.
    Fakty nie mają znaczenia.

    Podobnie oderwany od rzeczywistości jest jego kpiący ton dotyczący sztucznej mgły. Rzeczywiście, Glenn Jorgensen mówił, że jeśli w Smoleńsku doszło do zamachu wywołanie sztucznej mgły mogło być jednym z jego elementów. Wyśmiewanie tej hipotezy jest przykładem płytkości umysłu Macieja Laska.
    Po niedawnych ustaleniach polskiej prokuratury, która badała sprawę
    głośnego wypadku na polskiej autostradzie, nikt nie może mieć
    wątpliwości: sztuczna mgła istnieje! To właśnie sztuczna mgła miała być przyczyną tragicznego karambolu w Kowiesach. Prokuratura uznała, że mgła mogła powstać w związku z pracami rolniczymi w okolicy.

    Jednak, jak widać, Maciej Lasek uznaje, że to, co jest możliwe w Polsce, w Rosji na pewno nie miało miejsca. Zdaje się, że tę pewności znów można przypisać jedynie politycznym powiązaniom. Jednak nie tym powinna się kierować komisja badająca przyczyny tragedii smoleńskiej.

    Wracając na ziemię Janina Paradowska wskazała dr. Laskowi, że głównym przekazem III Konferencji Smoleńskiej był sygnał, że samolot rozpadł się w powietrzu. I znów Maciej Lasek przekonywał.

    To jest już od wielu miesięcy, czy nawet lat powtarzana hipoteza,
    która za każdym razem, gdy grupa związana z posłem Macierewiczem mówi o
    wybuchach, umiejscawia te wybuchy gdzie indziej

    — tłumaczy Lasek fałszując fakt, że III Konferencja Smoleńska z posłem Macierewiczem nie ma żadnego związku.
    Od początku uczestniczy on w niej jedynie jako widz. Występują
    natomiast naukowcy z Polski i ze świata, którzy nota bene nie są
    opłacani przez rząd współodpowiedzialny za katastrofę smoleńską.

    Lasek mówił dalej:

    Widać, że te wybuchy wędrują, a wędrują dlatego, że nigdzie nie można
    znaleźć dowodów na to, że był wybuch, ponieważ wszystkie badania,
    wszystkie ekspertyzy pokazują, że tego wybuchu nie było. To jest
    największy problem tej hipotezy, że ona jest całkowicie niespójna. W
    trzyletniej historii śledzenia tych doniesień ten wybuch był ponoć w
    skrzydle, w kadłubie, w salonie prezydenckim, w bagażniku, na zewnątrz
    samolotu. Musi mi Pani przyznać, że to bardziej zakrawa na scenariusz
    taniego filmu sensacyjnego, a nie na badania naukowe

    — uważa Lasek, pomijając fakt, że naukowcy wskazują jasno, że w Smoleńsku doszło do serii wybuchów, więc ich wersja jest spójna.

    I znów w kilku jego zdaniach można znaleźć kilka przekłamań. Do dziś sprawy materiałów wybuchowych nikt rzetelnie nie zbadał. Zaledwie w środę portal wPolityce.pl informował, że prokuratura po raz kolejny nakazała CLKP
    odnieść się do uwag niezależnych naukowców, którzy wskazują, że badanie
    próbek na obecność materiałów wybuchowych przeprowadzono nierzetelnie.
    To oznacza jasno, że nie ma dziś dowodów wskazujących, że w Smoleńsku nie doszło do eksplozji. Do dziś nikt tego rzetelnie nie zbadał, a uwagi chemików polskich uczelni są jasne: CLKP wykryło heksogen, ale policyjni eksperci nie poszli tym tropem.

    Lasek nie słyszy być może, otumaniony rządową pensją, że to, co mówi go zupełnie kompromituje. Na scenariusz filmu, i to
    tandetnego, nadaje się raczej praca komisji Millera, która – jak
    przyznawał sam Lasek – nie badała brzozy, nie badała trajektorii lotu po
    domniemanym zderzeniu z brzozą (którego, jak wskazuje punkt TAWS 34 i TAWS 38, a także badania ekspertów zapewne nie było), nie badała wraku i wielu innych rzeczy.

    CZYTAJ TAKŻE:
    Kolejna kompromitacja członków komisji Millera. Lasek i jego
    współpracownicy przyznają, że nie badano miejsca katastrofy, ani
    wraku, a „lotnisk się nie zamyka”

    CZYTAJ TAKŻE:
    Specjalista od pancernych brzóz znów się kompromituje. Lasek wymienia,
    czego komisja nie badała i co jej nie interesowało. Rosjanie dyktowali?

    CZYTAJ TAKŻE: 5 odsłon kompromitacji Komisji Millera

    Taki jest właśnie profesjonalizm Macieja Laska i oficjalnej
    wersji wydarzeń. Jednak mimo oczywistej jego kompromitacji Lasek ma
    czelność recenzować wybitnych ekspertów, którzy przedstawiają swoje
    pytania, wątpliwości, badania i wnioski na Konferencjach Smoleńskich.

    W polskiej nauce, zwłaszcza tej związanej z dziedziną lotnictwa
    problemu ze zrozumieniem przyczyn katastrofy smoleńskiej nie ma. Proszę
    zwrócić uwagę, że na tej konferencji nie ma żadnego przedstawiciela
    wygłaszającego referat z uczelni związanej z lotnictwem w Polsce. Mamy
    Politechnikę Warszawską, mamy Politechnikę Rzeszowską, mamy WAT. Z WAT
    występuje od trzech lat pan dr. Jan Błaszczyk, który od trzech lat
    prezentuje obliczenia, które mają szanse nauczyć innych prelegentów
    czegoś o lotnictwie. To jest niestety chyba skazane na niepowodzenie,
    choć patrząc z perspektywy trzech lat, spadku zainteresowania tą
    konferencją, może daje to efekt

    — znów kpi Maciej Lasek.

    Poza szyderstwem znów kłamie. W czasie Konferencji
    Smoleńskiej wystąpił m.in. Glen Jorgensen Duńczyk od lat zajmujący się
    lotnictwem, czy wspomniany już dr. Gajewski, który zasiada w
    kanadyjskiej agencji badającej katastrofy lotnicze. Wielu prelegentów to
    wybitni eksperci m.in. od praw fizyki, które bez względu na okoliczności działają tak samo. Tylko u Laska w głowie zdaje się zachodzą inne zjawiska.

    Podsumowując wątek związany z tragedią smoleńską Maciej Lasek konkluduje:

    Podchodzimy do tragicznej sytuacji, tragicznego wypadku, a
    jednocześnie bardzo ważnego elementu, jakim jest badanie wypadku
    lotniczego. Badanie wypadku lotniczego prowadzi się po to, by określić przyczynę, ale również żeby poprawić bezpieczeństwo lotu. Tego typu działania, próba wyciągania wniosków, bez dostępu do danych, bez bycia na miejscu wypadku, prowadzi na manowce

    — tłumaczy Lasek, za pomocą którego Polacy zostali wyprowadzeni na raport Millera i MAK-u.
    Wirtualny świat, jaki Lasek buduje dla widzów niczego nie zmieni. Nie
    ukryje również tchórzostwa, jakim jest podszyta
    jego postawa i działalność.

    Tysiące wywiadów w TOK FM tego nie zmienią…

    Stanisław Żaryn

  • Lasek i Paradowska kpią z konferencji smoleńskiej: Tani film sensacyjny

    - To bardziej zakrawa na scenariusz taniego filmu sensacyjnego, a nie badania naukowe - mówił w TOK FM Maciej Lasek.


  • Rozpoczynająca się dziś III Konferencja Smoleńska dała pretekst
    tygodnikowi "wSieci" do odgrzania starych hipotez: że czarne skrzynki
    zostały sfałszowane. Sęk w tym, że i rządowa komisja Jerzego Millera, i
    zespół Laska, i prokuratura nigdy nie ignorowały czarnych skrzynek. To
    bezcenna wiedza o tym, co sekunda po sekundzie się działo na pokładzie
    tupolewa.


    Lasek o konferencjach smoleńskich: Kończy się ich czas
    Widać, że ta
    grupa nie ma już pomysłów na to, w jaki sposób prowadzić narrację. Ze
    zdziwieniem zauważyłem, że wrócono do teorii sztucznej mgły. A nawet
    do tego, że w miejscu katastrofy podrzucono szczątki innego samolotu
    - mówił Maciej Lasek o...



    100g doktora Laska




    Wojewódzki Sąd Administracyjny w
    Warszawie nakazał mu odpowiedzieć w ciągu 14 dni na pytania dotyczące
    szczegółów katastrofy smoleńskiej. Pytania zostały zadane przez redakcję
    portalu Nowy Polski Show, która w związku z brakiem odpowiedzi, złożyła
    skargę na bezczynność Zespołu Macieja Laska. Samo w sobie niebywałe
    jest to, że dopiero sąd może zmusić urzędnika do odpowiedzi na proste
    pytanie z raportu, który ten firmuje swoim nazwiskiem i tytułem. Czy
     
    Słynne
    100g budziło kontrowersje od początku, każdy kto pamięta co nieco z
    kinematyki w prosty sposób jest w stanie odrzucić tak duże przeciążenie w
    kontekście danych o katastrofie, a co dopiero czynny fizyk.
     
    Zajrzałem
    na rządową stronę (domena gov.pl) zespołu Laska. Ostatnim artykułem
    jest dyskredytujący obliczenia profesora Biniendy, „dowód” na błędy z
    powodu prawdopodobnego założenia doskonałej plastyczności brzozy w
    symulacji. Oczywiście lemingowi do głowy nie przyjdzie, że odwrotnością
    plastyczności jest sztywność, a sztywne, nieplastyczne drzewo jest
    kruche czyli podatne na złamanie. No ale widocznie dyplom doktora
    zwalnia z myślenia.
     
    Teraz
    zespół pewnie bierze dużą dawkę leków na ból głowy, Bo ciężko będzie
    zdyskredytować fotografie z prawdziwych katastrof samolotów, które
    przecięły grubsze od pancernej brzozy drzewa. A takie fotografie,
    udowadniające trafność symulacji, przedstawił profesor Binienda na
    Konferencji Smoleńskiej. Pokazywał uszkodzenie po uderzeniu i wynik
    swojej symulacji.
    Z resztą, rząd
    amerykański raczej nie bierze sobie na doradców, naukowców, którzy
    dostarczają dowody pod tezę, szczególnie jeżeli może to nieść za sobą
    katastrofalne skutki. Osobiście nie wsiadłbym do samolotu, w którego
    projektowaniu brałby udział ktoś z Komisji Laska.
     
    Strona już w samej nazwie jest kpiną, o brak faktów i zmanipulowane informacje może się ścigać o palmę pierwszeństwa z TVN.
     
    Ciekawe
    jak Komisja Laska odniesie się do obnażenia sfałszowania zapisu
    czarnych skrzynek, na których tak polega, że aż wykłady o ich
    odczytywaniu precyzyjnym robi. Ciekawe jak wytłumaczą wklejenie
    odwróconych zapisów, pod tezę przekleństw w kokpicie.
    Ciekawe jak wytłumaczą namacalne dowody porównujące materiały po eksplozji ze szczątkami samolotu.
     
    Być
    może usłyszymy coś takiego, jak tłumaczenie działania detoksyzatora.
    Który działa w taki sposób, że spiny w ładunkach atomowych są obracane z
    lewoskrętnych na prawoskrętne pod wpływem plazmy przepływającej przez
    ciało leczonego. Bo te prawoskrętne to są dobre, a lewoskrętne złe.
     
    Boję
    się tylko, że do czasu uprawomocnienia się wyroku, komisja dobije z
    artykułami dowodzącymi „faktów” do liczby sto. I dowiemy się, skąd się
    wzięło 100 g.
     


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    102. Sąd Moskwy aresztował do


    Sąd aresztował dyspozytora w ramach śledztwa ws. katastrofy we Wnukowie

    Sędzia zgodziła się z dowodami śledczego, że będąc na
    wolności podejrzany może ukryć się, zniszczyć dowody, grozić świadkom i
    umówić się z kolegami, aby przeszkodzić w śledztwie. Odmówiła uwolnienia
    go za kaucją w wysokości 4 mln rubli, którą za Krugłowa mogło wnieść
    lotnisko Wnukowo.
    Czytaj dalej: http://polish.ruvr.ru/news/2014_10_24/Sad-aresztowal-dyspozytora-w-ramach-sledztwa-ws-katastrofy-we-Wnukowie-1634/


    MAK na Wnukowie

    Już pięć osób trafiło do aresztu z powodu katastrofy francuskiego samolotu na moskiewskim lotnisku Wnukowo

    Poza już aresztowanym przez sąd kierowcą
    pługa Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej zatrzymał wszystkie osoby
    odpowiedzialne za ruch na lotnisku tragicznej nocy: główny Władimir
    Ledieniew kierował pracami przy odśnieżaniu, kierownik lotów Roman
    Dunajew zawiadywał ruchem naziemnym samolotów, a za przebieg startów i
    lądowań odpowiadał dyspozytor Aleksandr Krugłow. Pod jego nadzorem
    pracowała stażystka Swietłana Kriwsun, która bezpośrednio przekazała
    załodze falcona zgodę na start.

    Wszyscy zostali zatrzymani i przesłuchani w charakterze podejrzanych.
    Śledczy zarzucili im nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa lotów i
    prac naziemnych.

    Można się spodziewać dalszych zatrzymań wśród kierownictwa Wnukowa.
    Już teraz swoje posady stracili dyrektor spółki zarządzającej Wnukowem
    Andriej Djakow i jego zastępca Siergiej Sołncew. Kierowanie lotniskiem
    przejął dyrektor kompleksu Wnukowo – gen. Wasilij Aleksandrow, który
    kierował już samym lotniskiem 10 lat temu, a potem przeszedł na inne
    stanowisko. Aleksandrow jest zawodowym wojskowym, dowodził m.in. siłami
    powietrznymi w Syberyjskim Okręgu Wojskowym.

    Kierownictwo Wnukowa już po katastrofie próbowało manipulować
    informacjami o organizacji odśnieżania. Pojawiały się sprzeczne
    informacje o tym, że odpowiada za to firma zewnętrzna, przy czym nie
    było do końca jasne, jaka, bo funkcjonują trzy podmioty o bardzo
    podobnych nazwach. Komitet Śledczy uważa, że te machinacje służą
    uniknięciu płacenia wysokich odszkodowań za zniszczony samolot i śmierć
    ludzi.

    Katastrofę francuskiego falcona na moskiewskim Wnukowie bada znany
    polskiej opinii publicznej Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK), a ze
    strony Komitetu Śledczego dochodzenie prowadzi Michaił Guriewicz, ten
    sam, który kieruje śledztwem w sprawie katastrofy smoleńskiej.

    Rosja ma przynajmniej dwa powody, żeby jak najpoważniej zająć się
    wyjaśnieniem przyczyn śmierci Christophe’a de Margerie. Po pierwsze,
    prezes Totalu był jednym z najbardziej wpływowych stronników Rosji w
    zachodnich kręgach biznesowych. Opowiadał się za szeroką współpracą
    gospodarczą z Rosją, uważał, że Europa nie ma alternatywy dla
    rosyjskiego gazu, był otwartym przeciwnikiem antyrosyjskich sankcji. W
    Moskwie uczestniczył w spotkaniu na temat dalszych inwestycji na
    rosyjskim rynku bardzo osłabionym sankcjami. Wśród jego rozmówców był
    sam premier Dmitrij Miedwiediew.

    Po drugie, podmoskiewskie międzynarodowe lotnisko poza rejsami linii
    lotniczych wykorzystywane jest przez małe samoloty biznesowe (taki był
    lot prywatnego samolotu de Margerie), a przede wszystkim grupę lotniczą
    Rossija przewożącą najważniejsze osoby w państwie. A więc z tych samych
    pasów startują i lądują Władimir Putin, Dmitrij Miedwiediew, szef
    dyplomacji Siergiej Ławrow czy minister obrony Siergiej Szojgu, a także
    najważniejsi goście zagraniczni. Można sobie wyobrazić reakcję Kremla na
    wieść, że w takim miejscu błąd obsługi spowodował zniszczenie samolotu i
    śmierć ludzi.

    „Zbrodnicza pobłażliwość”

    Nic więc dziwnego, że sprawą zajął się centralny aparat Komitetu
    Śledczego i jego wydział ds. szczególnie ważnych, a także Prokuratura
    Generalna, Federalna Służba Bezpieczeństwa i Federalna Służba Ochrony
    (rosyjski odpowiednik BOR). Trudne pytania nie ominą żadnej z wysoko
    postawionych osób w kierownictwie lotniska i instytucjach je
    nadzorujących (w grę wchodzi m.in. MAK certyfikujący lotniska). – Już
    teraz jest ewidentne, że przyczyną zdarzenia nie był jedynie tragiczny
    zbieg okoliczności, jak próbują przekonywać przedstawiciele lotniska,
    ale zbrodnicza pobłażliwość osób odpowiedzialnych, które nie były w
    stanie zabezpieczyć zgodnego działania pracowników lotniska – oświadczył
    gen. Władimir Markin, rzecznik Komitetu Śledczego. Jego przewodniczący
    Aleksandr Bastrykin osobiście nadzoruje śledztwo na Wnukowie.

    Falcon 50EX otrzymał zgodę na start od kontrolera lotów o godz. 23.57
    miejscowego czasu. Na tym lotnisku znajdują się dwa pasy, które
    przecinają się w środku, podobnie jak na Okęciu. Widoczność wynosiła ok.
    350 metrów. Falcon rozpędzał się ok. 40 sekund i już miał się oderwać
    od ziemi, gdy uderzył lewym skrzydłem (według innych danych – podwoziem)
    w duży pług śnieżny marki Schmidt. Samolot uniósł się (być może pilot
    odruchowo pociągnął ster), ale natychmiast wywrócił się na grzbiet i
    uderzył w ziemię, po czym stanął w płomieniach.

    W kabinie pługa był 60-letni kierowca Władimir Martynienkow. Nie
    odniósł żadnych obrażeń poza szokiem. Pracował na Wnukowie 10 lat.
    Według śledczych, był pijany. On sam zaprzecza, jakoby pił alkohol,
    wcześniej przeszedł standardowe badanie na obecność alkoholu i niczego
    nie wykryto. Znana z gonienia za sensacjami telewizja LifeNews twierdzi,
    że Martynienkow przyznał się do picia w pracy z kolegami już po
    przejściu kontroli trzeźwości przed rozpoczęciem zmiany. Potem miał
    jednak się z tych zeznań wycofać. Według żony i adwokata, mężczyzna
    prawie w ogóle nie pił, „nawet w święta”. LifeNews uważa, że kierowca
    udawał przed bliskimi abstynenta, a w pracy „doprawiał się” koniakiem
    ukrytym w termosie.

    Rosyjska telewizja państwowa pokazała fragment jego zeznań. Twierdzi,
    że stracił orientację i nie wie, jak wjechał na pas startowy. – Samolot
    szedł do startu, ale ja go praktycznie nie słyszałem, bo maszyna
    zagłusza, nie było ani reflektorów, ani niczego. Nie widziałem go. I
    uderzył – relacjonował śledczym. Jego adwokat Aleksandr Karabanow nazywa
    zarzuty wobec swojego klienta gołosłownymi. Prawnik stwierdził, że
    Martynienkow wykonywał polecenia dyspozytora i cały czas był pod
    kontrolą starszego inżyniera.

    Na Wnukowie działa wielostopniowy system zabezpieczający przed
    kolizją. Istnieje ścisła procedura określająca sposób wykonywania prac
    na pasie, w tym jego odśnieżanie. Pługi pracują zawsze w czasie przerwy w
    lotach i jest określony sposób zgłaszania początku i końca takich prac.
    Kierowcy mają swojego kierownika, jest jeszcze dyspozytor ruchu
    naziemnego i wszyscy oni powinni śledzić sytuację.

    Do tego na lotnisku znajduje się automatyczny system śledzenia
    przeszkód produkcji holenderskiej. Ale podobno radar był w takim stanie,
    że kontrola lotów ignorowała jego wskazania – „inaczej nikt by nie
    wystartował ani nie wylądował”. Poza tym wszystkie pojazdy miały
    nadajniki Glonass (rosyjski odpowiednik GPS) pozwalające śledzić ich
    położenie bez względu na ciemność i mgłę. Jednak albo coś w tym
    mechanizmie nie działało, albo nikt nie obserwował ekranów monitoringu.

    Pługi śnieżne jeżdżą po drogach dla samolotów zazwyczaj grupami. Tak
    według Karabonowa było także w poniedziałek. Razem z pługiem
    Martynienkowa jechało ich jeszcze pięć, ale on akurat nieco się opóźnił i
    próbował dogonić kolumnę. Może wtedy właśnie się zgubił? Jego adwokat
    podaje jeszcze jedną ciekawostkę. Otóż podczas pracy przy odśnieżaniu
    kierowcy czasem zamykają oczy z powodu nieznośnego błysku świateł
    odbijających się od okruchów śniegu.

    Wśród hipotez jest też taka, że maszyna Martynienkowa czyściła
    właśnie drugi pas startowy. To tłumaczyłoby jego znalezienie się właśnie
    na skrzyżowaniu, ale nie usprawiedliwiało nikogo z odpowiedzialnych
    służb utrzymania i zarządzania lotniskiem. „Le Parisien” cytuje
    francuskiego pilota, który w momencie katastrofy także był na Wnukowie.
    Jego zdaniem, warunki pogodowe nie były wcale takie złe, nie było też
    wcale mgły. – Na Wnukowie pasy startowe są źle oświetlone, na dodatek
    nierównomiernie, widać tylko jedną trzecią. Tam nic nie odpowiada
    międzynarodowym normom. Procedura otrzymania zgody na manewr od kontroli
    lotów jest mylna – relacjonował. Zauważył, że dyspozytorzy źle mówią po
    angielsku i ma wrażenie, iż często pracują tam jacyś stażyści, bo
    podczas rozmów przez radio słychać w tle kogoś ich nadzorującego.

    Nowym prezesem Totala został jeden z najbliższych współpracowników
    tragicznie zmarłego – Patrick Pouyanné, dotychczasowy kierownik oddziału
    przetwarzania ropy naftowej i petrochemii. Ma kontynuować linię
    poprzednika, nie może się jednak wykazać tyloma kontaktami w Rosji i
    prawdopodobnie nie będzie równie emocjonalnie zaangażowany w kontakty ze
    Wschodem.

    Piotr Falkowski

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    103. CYNGIEL CZUCHNOWSKI PRZEJĄŁ LASKOWĄ PREMIĘ KUBLIKOWEJ?

    Tylko wnikliwy obserwator "niepokornych" mediów mógł się zorientować, że
    w minionym tygodniu odbyła się trzecia już konferencja smoleńska. Na
    propisowskich portalach relacji było jak na lekarstwo. Co się stało?Poprzednie konferencje były na stronach wPolityce.pl, Niezależnej,
    Frondy itp. relacjonowane z wypasem. Bezpośrednie transmisje, zdjęcia,
    filmy, omówienia, wywiady z prelegentami. Dzięki nim mogliśmy poznać
    metody badawcze naukowców, którzy skrzyknęli się, by ujawnić "prawdziwą
    prawdę" o katastrofie z 10 kwietnia 2010 r. Hitem były gniecione puszki
    po piwie Tyskie, pęknięte parówki i dźwiękonaśladowcze popisy profesora
    Chrisa Cieszewskiego, stanowiące egzemplifikację tego, co działo się z
    prezydenckim tupolewem. Po tej konferencji niepokorny mainstream nie
    miał wątpliwości: samolot rozerwały wybuchy w powietrzu, a ustalenia
    państwowej komisji są wielką mistyfikacją, której skalę symbolizuje
    smoleńska brzoza - ścięta przed katastrofą, a potem niesłusznie
    oskarżona o naruszenie skrzydła tupolewa.

    Dlaczego
    tegoroczna konferencja nie powtórzyła sukcesu poprzednich? Dlaczego
    portale braci Karnowskich i Tomasza Sakiewicza niemal zupełnie o niej
    zapomniały? Dlaczego milczy się w sprawie trzecią konferencji
    smoleńskiej?

    Bo przecież nie dlatego, że nie przyniosła
    ona nowych wstrząsających faktów. Oto wśród nielicznych sprawozdań
    znalazła się informacja o wykładzie duńskiego naukowca Glena Jorgensena,
    dowodzącego całą mocą swojego autorytetu, że słynna mgła nad lotniskiem
    mogła zostać "wytworzona" przez rosyjski samolot transportowy, który
    przeleciał tam przed tupolewem.

    Więc nie tylko wybuchy, ale też sztuczna mgła, która miała szansę w wielkim stylu znów znaleźć się w centrum dyskusji...

    Nie znalazła się, bo nikt tematu nie podjął.


    Co się stało? Czy niepokorni naukowcy odkryli rzeczy tak
    straszne, że zamilknąć musieli nawet ci najodważniejsi z publicystów,
    którzy dotąd wrażym kulom się nie kłaniali? Na te dramatyczne pytania
    nie ma odpowiedzi.

    PS Na brak doniesień z trzeciej
    konferencji zwróciła uwagę w TOK FM Janina Paradowska. Zaprosiła do
    rozmowy Macieja Laska, szefa rządowego zespołu, który wyjaśnia
    wątpliwości w sprawie katastrofy. Oboje doszli do wniosku, że być może
    podczas spotkania nie powiedziano już nic nowego, a nawet że mówiono tam
    "bzdury". Dopiero na to zareagowali Karnowscy, publikując wywiad z
    głównym smoleńskim śledczym Antonim Macierewiczem. A ten oświadczył, że
    wykłady były "niezwykle ważne i doniosłe".

    A za milczenie
    w sprawie tych ustaleń jest odpowiedzialna "Gazeta Wyborcza", która nic
    o nich nie pisała, bo w tym roku taką właśnie metodę przyjęła wobec
    konferencji.



    III Konferencja Smoleńska rozpocznie się w Warszawie w dniu 20 października 2014 roku.


    KUBLIKOWA TEŻ CHCE KASY LASKOWEJ!


    Stankiewicz może i się skompromituje, ale paranoja smoleńska nie umrze

    Skandaliczny wpis Ewy Stankiewicz, która w tragicznej śmierci
    małżeństwa dziennikarzy w Katowicach widzi rękę rosyjskiego wywiadu,
    może ją i skompromituje, ale to wcale nie koniec jej innej paranoi:
    smoleńskiej - pisze AGNIESZKA KUBLIK.


    Cały tekst: http://wyborcza.pl/0,0.html#TRNavPoz#ixzz3HODam02T



    Skandaliczna wypowiedź senator PO! Barbara Borys-Damięcka atakuje mec. Biniendę

    Fot. Youtube.pl

    „Albo Polacy w USA mają małą wiedzę o
    osobie, którą wybrali. Albo wśród tamtejszych Polaków narodził się
    kierunek polityczny wspierający poglądy, które mi są absolutni obce i
    nie do przyjęcia”.

    Mec. Maria Szonert-Binienda została wiceprezes Kongresu Polonii Amerykańskiej. Wiadomość, którą wPolityce.pl podawało 18 października publikuje obecnie portal onet.pl. Informacje okrasza komentarzem senator PO Barbary Borys-Damięckiej.

    Senator Barbara Borys-Damięcka w rozmowie z onet.pl komentuje tę sprawę w sposób skandaliczny.

    W ogóle nie wyobrażam sobie współpracy polskiej ambasady i konsulatu z taką osobą jak pani Binienda

    — tłumaczy Borys-Damięcka.

    Wiceprzewodnicząca senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z
    Polakami za Granicą nie wyjaśnia dlaczego takiej współpracy sobie nie
    wyobraża, ale można sądzić, że chodzi o zaangażowanie mecenas w sprawę smoleńską. Onet przytacza rozmowę z tygodnikiem „wSieci”, w której adwokat wyjaśnia, że tragedia smoleńska wygląda jak zamach.

    Zajęcie tak ważnego stanowiska przez osobę o takich właśnie poglądach - powiem uczciwie i szczerze - przeraża mnie

    — tłumaczy senator.

    I strofuje Polonię Amerykańską.

    To jest po prostu przerażające. Albo Polacy w USA
    mają małą wiedzę o osobie, którą wybrali. Albo wśród tamtejszych
    Polaków narodził się kierunek polityczny wspierający poglądy, które mi
    są absolutni obce i nie do przyjęcia

    mówi polityk, uznając, że to ona ma prawo wybierać władze Kongresu Polonii Amerykańskiej.

    Jak widać nie tylko decyzje rodaków żyjących w ojczyźnie dla Platformy Obywatelskiej są nie do przyjęcia. Również z autonomią Polonii Amerykańskiej działacze PO mają problem. Barbara Borys-Damięcka pokazuje to dobitnie.

    Widząc takie słowa i wypowiedzi można się spodziewać, że Polacy pokażą, że współpracy z takim politykiem „nie wyobrażają sobie”…





    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    104. Jest opinia biegłych ws.

    Jest opinia biegłych ws. metalu ze smoleńskiej brzozy


    Prokuratorzy badający katastrofę
    smoleńską otrzymali opinię ws. fragmentów metalu znalezionych w brzozie,
    w którą uderzył Tu-154M. "Opinia jest analizowana przez śledczych" -
    mówi mjr Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. "Na razie
    trwa analiza opinii i porównanie z materiałem dowodowym, szerzej na ten
    temat będziemy mogli poinformować pod koniec przyszłego tygodnia" -
    dodaje.

    Wojskowa
    Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która prowadzi śledztwo w sprawie
    katastrofy smoleńskiej, w maju o opinię poprosiła Instytut Wojsk
    Lotniczych w Warszawie (ITWL). Jak wtedy informowano, chodziło o badania
    porównawcze "fragmentów metalu zabezpieczonych w Rosji w toku oględzin
    dwóch fragmentów brzozy w lutym i marcu 2013 r. oraz wycinków metalu
    pobranych jako materiał porównawczy z lewego skrzydła wraku Tu-154M".
    Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która prowadzi śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, w maju o opinię poprosiła Instytut Wojsk Lotniczych w Warszawie (ITWL). Jak wtedy informowano, chodziło o badania porównawcze "fragmentów metalu zabezpieczonych w Rosji w toku oględzin dwóch fragmentów brzozy w lutym i marcu 2013 r. oraz wycinków metalu pobranych jako materiał porównawczy z lewego skrzydła wraku Tu-154M".

    Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/fakty/news-jest-opi...

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    105. Andrzej Duda, czyli zamach

    Andrzej Duda, czyli zamach smoleński wraca. Kaczyńskiemu nie chodzi o wygraną

    Kampania prezydencka Andrzeja Dudy będzie prowadzona w cieniu
    katastrofy smoleńskiej. To świadomy wybór Jarosława Kaczyńskiego. Wie,
    że Duda nie ma szans w starciu z Bronisławem Komorowskim. Chodzi mu więc nie tyle o wygraną,
    ile o dalsze jątrzenie.
    - pisze
    AGNIESZKA KUBLIK.



    Zeznania z prosektorium

    Prokuratura prowadząca śledztwo w
    sprawie fałszowania dokumentacji medycznej ofiar katastrofy smoleńskiej
    chce przesłuchać rosyjskich lekarzy

    Lasek: Biegli potwierdzili ustalenia komisji Millera ws. katastrofy smoleńskiejWideoLasek: Biegli potwierdzili ustalenia komisji Millera ws. katastrofy smoleńskiej
    Opinia
    biegłych, którzy zbadali fragmenty metalu pobrane ze smoleńskiej brzozy,
    jest kolejną, która potwierdza ustalenia komisji Millera i kolejną,
    która w sposób kategoryczny wskazuje, że Tu-154M zderzył się z drzewem
    - uważa szef zespołu...

    NPW o metalu ze smoleńskiej brzozy

    Biegli z bardzo wysokim prawdopodobieństwem uznali, że
    fragmenty metali z brzozy, w którą uderzył Tu-154M, pochodzą z lewego
    skrzydła samolotu - poinformowała Naczelna Prokuratura Wojskowa.
    Prokuratorzy ujawnili wnioski z opinii dotyczącej tej kwestii. - W wyniku przeprowadzonych badań biegli uznali za bardzo wysokie
    prawdopodobieństwo,
    że 10 próbek ujawnionych i zabezpieczonych w brzozie
    pochodzi z konstrukcji lewego skrzydła samolotu Tu-154M - powiedział
    mjr Marcin Maksjan z NPW.Jak dodał, biegli wskazali, że jedenasta próbka nie występowała w
    materiale porównawczym, ale „zdaniem biegłych pochodzi ona z elementu
    wykonanego ze stopu odlewniczego - aluminium z krzemem - stosownego
    m.in. w technice lotniczej”.- W ocenie biegłych, analiza dokumentacji fotograficznej dostarczonej
    do badań wskazuje, że wśród elementów konstrukcji skrzydła w rejonie
    uszkodzenia występują elementy, które mogą być wykonane jako odlewy, ale
    na tej podstawie nie ma możliwości ustalenia, czy ta konkretna próbka
    pochodzi z tych elementów - dodał mjr Maksjan.



    Biegli – Próbki z brzozy prawdopodobnie pochodzą z Tu-154M

    Biegli uznali, że 10 próbek ujawnionych i zabezpieczonych w brzozie z bardzo wysokim prawdopodobieństwem pochodzi z konstrukcji lewego skrzydła samolotu Tu-154M.

    Według  biegłych, próbka 11., której nie było w materiale
    porównawczym, „pochodzi z elementu wykonanego ze stopu odlewniczego –
    aluminium z krzemem – stosownego m.in. w technice lotniczej”.

    Pełnomocnik części rodzin ofiar mec. Piotr Pszczółkowski będzie
    wnioskował o sporządzenie kolejnej opinii, która zawierałaby
    jednoznaczne ustalenia, a nie przypuszczenia – nawet uznane za „wysokie
    prawdopodobieństwo”.

    Poseł Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu ds.
    wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej powiedział, że jest to niepoważna i
    niekompletna analiza.

    - Obawiam się, iż nie porównywano dwóch próbek tego samego –
    próbki ze skrzydła z próbką wyjętą z brzozy, tylko w sposób uogólniony
    stwierdzono, że próbka wyjęta z brzozy ma podobny skład do tego, z
    jakiego są zrobione powłoki samolotu, w tym powłoka skrzydła. To jest po
    prostu niepoważne, bo oznacza tylko tyle, że może to pochodzić z
    każdego fragmentu samolotu – i to zarówno tego, jak i każdego innego
    Tupolewa. To po prostu w tym brzmieniu jest niepoważne. Przyjrzymy się
    bliżej oryginałowi tej analizy i wtedy będzie można powiedzieć coś
    bardziej istotnego –
    komentuje polityk.

    Śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej jest obecnie przedłużone do 10 kwietnia 2015 r.



    Holendrzy zabierają wrak boeinga.

    Znajdują kolejne ludzkie szczątki

    Holendrzy zabierają wrak boeinga.<br />
Znajdują kolejne ludzkie szczątki

    Holenderscy eksperci od weekendu kieruje procesem załadunku
    fragmentów wraku boeinga Malaysia Airlines, leżącego w ukraińskim...
    czytaj dalej »




    • Lasek: Było bardzo dużo nieprawidłowości przy organizacji lotu do Smoleńska, ale...WideoLasek: Było bardzo dużo nieprawidłowości przy organizacji lotu do Smoleńska, ale...
      Było bardzo
      dużo nieprawidłowości przy organizacji lotu do Smoleńska - powiedział
      w wywiadzie dla PAP Maciej Lasek, szef zespołu smoleńskiego przy
      kancelarii premiera.

    • Zaznaczył jednak, że uchybienia przy organizacji lotu nie przyczyniły
      się do wypadku. Dodał, że raport jego komisji jest całościowy i opiera
      się na analizie 5 lat pracy 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa
      Transportowego sprzed katastrofy smoleńskiej. - Zespół pana posła
      Antoniego Macierewicza cały czas dyskutuje o ostatnich 5 sekundach lotu.
      O przyczynie katastrofy nie decyduje ostatnich 5 sekund - powiedział M.
      Lasek. Wiesław Jedynak, członek komisji Millera, dodaje, że błędy
      popełnione przez instytucje, które przygotowywały lot do Smoleńska,
      przekładały się na presję, która ciążyła na organizatorach. - Presja
      nie była bez znaczenia pod kątem bezpieczeństwa lotu, ale nie znajduję
      bezpośredniego przełożenia - zaznaczył Jedynak.

    Korespondent
    MIA Rossiya Segodnya rozmawiał przez telefon z byłym pilotem Lufthansy
    Peterem Haisenko. Przeanalizował on różne wersje katastrofy Boeinga nad
    Ukrainą.


    W celu wyjaśnienia katastrofy Boeinga poszukiwany jest nowy Snowden



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    106. Były doradca Putina szokuje





    Były doradca Putina szokuje dziennikarzy TVN. „Żadna brzoza nie była w stanie zniszczyć skrzydła takiego samolotu”

    Fot. wPolityce.pl/TVN


    „Nadal nie wiemy, dlaczego samolot, który spadł z wysokości 50 metrów, rozpadł się na małe kawałki i naprawdę na dużym terenie”.idzowie TVN w szoku, nie mniejszym gwiazdy tej stacji – Dorota Wellman i Marcin Prokop. Słowa gościa Dzień Dobry TVN Andrieja Iłlarionowa, byłego doradcy Władimira Putina, musiały zapewne wywołać niemałą konsternację w całej stacji z Wiertniczej.

    Gość, witany jak gwiazda i przedstawiany jak ekspert od geopolityki tłumaczył, że oficjalna wersja wydarzeń dotycząca tragedii smoleńskiej jest niewiarygodna.

    Pytany, czy wierzy, że w Smoleńsku doszło do zamachu Iłłarionow wskazuje:

    Nigdy nie powiedziałem, że wiemy, jak doszło do tej tragedii. Jednak sporo wiemy na temat wydarzeń z kwietnia 2010 roku. Wiele pytań pozostaje wciąż otwartych, zarówno technicznych jak i logistycznych.

    Był doradca Putina wskazał, że w maju 2010 roku sformułował siedem pytań dotyczących tragedii.

    Przez te lata nie otrzymaliśmy od strony rosyjskiej żadnej odpowiedzi. Nadal nie wiemy, dlaczego samolot, który spadł z wysokości 50 metrów, rozpadł się na małe kawałki i naprawdę na dużym terenie.
    Z tego, co wiemy z innych katastrof na podobnej wysokości, nie było
    żadnego przypadku, gdzie zniszczenia byłyby podobne do tych w Smoleńsku

    — mówił Iłłarionow.

    Dodał, że po innych, podobnych katastrofach wielu ludzi przeżyło.

    Nie było przypadku, by cała załoga, wszyscy pasażerowie zginęli w takiej katastrofie. Jest wiele otwartych pytań

    — tłumaczył były doradca Putina, poruszając coraz groźniejsze wątki.

    Żadne drzewo, żadna brzoza nie była w stanie zniszczyć skrzydła takiego samolotu. To jest absolutnie jasne.
    I dlatego musimy wiedzieć, co się naprawdę stało. Musimy zadawać
    pytania. Dużo osób zadawało pytania do rządu i
    władz, ale nie mamy odpowiedzi

    — mówił zaskoczonym dziennikarzom były doradca Władimira Putina.

    Wiemy również, że oficjalny raport MAKu zawiera pewne elementy, czy
    odpowiedzi, które nie odnoszą się do rzeczywistości, do warunków
    panujących na lotnisku. Ale mimo to wrak samolotu nadal jest w Smoleńsku, nadal nie został przekazany stronie polskiej. Powstaje pytanie dlaczego

    — ciągnął Iłłarionow.

    Dodał, że po tragedii „pojawiali się tzw. świadkowie tej sytuacji i
    okazało się, że to byli agenci służb specjalnych, a nie
    prawdziwi świadkowie tej sytuacji”.

    Dlatego musimy wiedzieć, co się stało

    — zakończył były doradca Putina.

    Cała rozmowa na stronach TVN.




    Komentuje Jarosław Kurski


    Jarosław Kurski, Gazeta Wyborcza
    29.11.2014

    Kłamstwo po wielekroć publicznie powtarzane staje się ludową "prawdą". "Ludzie mówią, że sfałszowali wybory!".
    Nie wiadomo, kto ani gdzie, ani jak? To bez znaczenia. Nie o fakty chodzi, ale o to, by fałszywie oskarżać. Nie o to, by coś wyjaśnić - bo nie ma czego - ale by utaplać w błocie insynuacji. Schemat to jak cep prosty i sprawdził się przy sprawie smoleńskiej.

    Najpierw PiS oskarżył przeciwników politycznych o zamach, a własne państwo o współudział w zbrodni, potem powołał zespół parlamentarny wyznawców teorii spisku "ds. zbadania przyczyn...". Przez lata odpalał bomby helowe i próżniowe, rozpylał sztuczną mgłę, dobijał rannych i odprawiał inne egzorcyzmy. Niestety, w obliczu bredni racjonalni ludzie milczeli. Komisja Macieja Laska powstała zbyt późno. Skutek: co czwarty Polak wierzy dziś w zamach, a ofiary wypadku bierze za "poległych".

    Kaczyński liczy dziś na ten sam efekt. Lis stanął na straży kurnika. Powstał PiS--owski zespół obrony demokratycznego państwa. Będzie szukał "dowodów" na słowa prezesa: "sfałszowaliście wybory". Niczego nie znajdzie, ale uruchomi masową produkcję wody z mózgu. Znów będzie miotanie oskarżeń, jak choćby wczoraj, że sądy rozpatrujące protesty wyborcze są "pod naciskiem" prezydenta Komorowskiego. Ręce opadają.

    Dlatego podoba mi się postawa Krzysztofa Bularza, członka obwodowej komisji wyborczej w Działoszynie. Złożył on w prokuraturze w Wieluniu zawiadomienie, że prezes PiS go znieważył. Nie czuje się "fałszerzem". Uważa, że swoje obowiązki wykonywał rzetelnie. Jest bezpartyjny.

    To wreszcie właściwe postawienie sprawy. Przestańmy się tłumaczyć z urojeń prezesa. Niech to on się wreszcie wytłumaczy. Niech odpowie za swoje słowa.

    Słowa, które sobie przeczą. W tym samym zdaniu twierdzi, że wybory są sfałszowane, promuje kandydatów swojej partii i wzywa, by w drugiej turze na nich głosować.

    Nie dajmy się ogłupić. Nie pozwólmy nikomu obrzydzać święta naszej demokracji. Idźmy głosować, bo inaczej ludzie prezesa zagłosują za nas.

    Rosja – Polska ambasador upomniała się o zwrot wraku Tu-154M 

    Ambasador RP w Federacji Rosyjskiej Katarzyna
    Pełczyńska-Nałęcz wezwała Rosję do szybszego rozwiązania problemu zwrotu
    wraku polskiego Tu-154M, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku pod
    Smoleńskiem.

    Pełczyńska-Nałęcz uczyniła to w opublikowanym w sobotę wywiadzie dla
    państwowej agencji informacyjnej RIA-Nowosti. Polska ambasador
    podkreśliła, że sprawa wraku negatywnie wpływa na wizerunek Rosji w
    Polsce.

    “W przyszłym roku minie pięć lat od katastrofy, a samolot, jego
    szczątki nie wróciły do Polski. Nie ma decyzji strony rosyjskiej” –
    skonstatowała szefowa polskiej misji dyplomatycznej w Rosji.

    Pełczyńska-Nałęcz oznajmiła, że “dla społeczeństwa polskiego ogromne
    symboliczne znaczenie ma to, by samolot, w którym rozegrała się ta
    tragedia, wrócił do Polski”.

    Polska ambasador oświadczyła, że “jest to jeden z problemów, które
    bez względu na wszystko należy rozwiązywać szybciej, gdyż negatywnie
    wpływa on na odbiór Rosji przez obywateli Polski”.

    Wrak Tu-154M wciąż znajduje się na lotnisku w Smoleńsku. Strona
    rosyjska uznaje wrak samolotu i jego rejestratory pokładowe za dowody,
    które są jej niezbędne do czasu zakończenia śledztwa. Konsekwentnie
    powtarza, że do tego momentu pozostaną one w dyspozycji Komitetu
    Śledczego FR.

    ------------------------------------------------------

    Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz upomniała się o wrak TU-154M – możemy wyczytać w relacjach z wywiadu, jakiego pani ambasador udzieliła Ria Nowosti. Między innymi tutaj.

    O tym, jak naprawdę ważna jest dla pani ambasador sprawa wraku świadczy choćby notka o wywiadzie zamieszczona na stronach polskiej placówki w Moskwie.
    Dowiadujemy się z niej, że Pełczyńska-Nałęcz opowiadała rosyjskiej
    dziennikarce o Ukrainie, wizach, polsko-rosyjskich stosunkach gospodarczych i zbliżającym się mundialu w Rosji. O Smoleńsku ani słowa.

    Na marginesie - zwracam uwagę na rżnięcie głupa przez niejaką
    Andżelinę Timofiejewą, która zdziwiona dopytuje, czy przypadkiem wrak
    przed dwoma miesiącami nie został zwrócony. Być może pomyliła katastrofy
    lotnicze, w które zamieszana jest jej ojczyzna…

    Całą rozmowę znajdziemy na stronach rosyjskiej agencji. I przekonamy się z niej, że to „upomnienie się” to pic na wodę.
    Ot, rytualne zdanie o tym, że sprawa wraku jest przeszkodą w
    naprawianiu stosunków polsko-rosyjskich. W króciutkim wątku smoleńskim
    pani ambasador dwukrotnie mówi, że to kwestia… symboliczna. Nie że to
    jakiś dowód w jakimś śledztwie! Nie, że Rosjanie łamią prawo nie oddając wraku!
    Tylko jakiś symbol o wartości sentymentalnej, jak przekonywali nas przez ostatnie cztery lata przedstawiciele najwyższych władz i ich medialni akolici.

    O symbolicznej wartości szczątków tupolewa mówili Donald Tusk, Paweł
    Graś, Radosław Sikorski, Jerzy Miller, Jarosław Gowin (gdy jeszcze był
    ministrem w rządzie PO-PSL) i wielu innych.

    Tymczasem to wciąż jest DOWÓD w
    najważniejszym śledztwie toczącym się w Polsce. Jeżeli pani
    ambasador ma kłopoty z przyswojeniem tego faktu, powinna udać się na
    korepetycje do wojskowych prokuratorów, którym niemożliwość swobodnego dostępu do szczątków TU-154M
    przeszkadza nie tyle w pchnięciu postępowania dalej, co w jego…
    umorzeniu. Na szczęście jest sporo osób zainteresowanych rzetelnym
    wyjaśnieniem sprawy, więc śledczym nie będzie tak łatwo. Zwłaszcza po
    zwrocie resztek tupolewa.

    Najgorsze, że wartość dowodową wraku deprecjonował nawet prokurator
    generalny. Andrzej Seremet a to łaskaw był wypowiedzieć się
    zdecydowanie, że bez szczątków samolotu polskie śledztwo spokojnie
    będzie mogło się zakończyć, a to, że w umyciu wraku przez Rosjan nie
    dopatruje się złych intencji i w zasadzie w niczym ono nie przeszkodzi.

    Fakty są takie, że ta władza (polityczna i prokuratorska)
    oddała arcyważne śledztwo potencjalnemu sprawcy. Zwolennicy pancerności
    brzozy mogą sobie mówić co chcą, ale w pierwszych godzinach i dniach po
    katastrofie Rosjanie w oczywisty sposób – co wynika z podstawowej logiki
    badania śmierci w katastrofach – byli uznawani za potencjalnych
    sprawców. Dla prokuratorów są nimi zresztą do dziś… Władza ta zostawiła
    owemu potencjalnemu sprawcy najważniejsze dowody. Śliniła się do niego
    bredząc o doskonale układającej się współpracy, własną zdradę stanu skrywając pod atakami na swoich politycznych wrogów.

    Sprzeniewierzyła się polskim interesom nie występując o pomoc Zachodu. Pomijam powody takiego zachowania. Na razie możemy się ich tylko domyślać. Kiedyś je poznamy – najprawdopodobniej wówczas, gdy zechce tego Kreml.

    I po częstokroć dowodziła, że wyjaśnienie śmierci urzędującego
    prezydenta i oficjalnej delegacji składającej się z wielu wybitnych
    rodaków ma po prostu gdzieś. Wypowiedź Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz
    jest tego kolejnym potwierdzeniem. Ona dba tylko o symbole. O
    prawdę - niekoniecznie.

    Przemilczanie?

    Tak. Jeśli pojawiają się argumenty, z którymi należałoby dyskutować, to się milczy. Ewentualnie kpi. Natomiast w ogóle nie podejmuje się merytorycznej polemiki. Kpina lub milczenie – to ich oręż. Proszę zwrócić uwagę, że np. pan Lasek nigdy nie staje do konfrontacji twarzą w twarz z problemem, tylko przygląda się temu, kolejnym publikacjom, a potem leci na ul. Czerską, albo przed komputer na Twitter. W bezpiecznej atmosferze nawet nie komentuje różnych informacji, ale jedynie kpi z nich. Nie jest w stanie podjąć polemiki na argumenty. Podobnie zachowuje się choćby premier Kopacz. Odczekuje kilka dni, a potem idzie do wybranego dziennikarza, któremu przedstawia kolejną wersję. Nawet już nie swoją, bo w nich się pogubiła.

    ------------------------------------------------------

    Odnośnie tego, co wydarzyło się w kwietniu 2010 roku jest jeszcze wiele pytań otwartych, zarówno w kwestiach technicznych jak i logistycznych. Sam sformułowałem siedem pytań dotyczących tej katastrofy 4,5 roku temu i do dziś nie otrzymaliśmy ze strony rosyjskiej żadnych odpowiedzi - przekonywał Iłłarionow.

    - Nadal nie wiemy, dlaczego samolot, który spadł z wysokości 50 metrów rozpadł się na małe kawałki na tak dużym terytorium. W innych tego typu katastrofach nie było podobnych zniszczeń. Nie było też przypadku, żeby wszyscy zginęli. Zawsze część załogi przeżywała - powiedział w rozmowie z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem.

    Co więcej, były doradca Putina dodał, że "żadna brzoza nie jest w stanie zniszczyć skrzydła samolotu. To jest absolutnie jasne. Musimy stale zadawać o to pytania".

    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/andriej-illarionow-o-katastrofie-smolens...

    Konwój ze szczątkami zestrzelonego boeinga wjedzie w piątek do PolskiKonwój ze szczątkami zestrzelonego boeinga wjedzie w piątek do Polski
    Do Polski
    w piątek ma wjechać pierwszy konwój ciężarówek przewożących szczątki
    malezyjskiego boeinga, który został zestrzelony ltem tego roku
    w okolicach Doniecka. Szczątki samolotu zostaną przewieziona przez
    Polskę, następnie Niemcy i ostatecznie...


    Nowy raport eksperta zespołu Macierewicza:

    eksplozja przed brzozą i manipulacje Rosjan

    Nowy raport eksperta zespołu Macierewicza:<br />
eksplozja przed brzozą i manipulacje Rosjan

    Nieprawidłowe informacje podawane przez rosyjskich kontrolerów
    lotu, eksplozja w samolocie w powietrzu - to niektóre wnioski z...
    czytaj dalej »

    Nieprawidłowe informacje podawane przez
    rosyjskich kontrolerów lotu i eksplozja w samolocie - to niektóre
    wnioski z raportu o katastrofie smoleńskiej opracowanego przez prof.
    Nowaczyka, eksperta parlamentarnego zespołu, który bada jej przyczyny.
    Maciej Lasek twierdzi, że tymi hipotezami próbuje się oszukiwać
    społeczeństwo.

    - Żadna z tych informacji, która została
    przekazana w tym tak zwanym kolejnym raporcie zespołu parlamentarnego,
    nie ma pokrycia w faktach i materiale dowodowym. Jest jedynie
    powielaniem hipotez niemających żadnych podstaw i którymi próbuje się
    oszukiwać społeczeństwo przez ostatnie trzy lata - powiedział szef
    zespołu smoleńskiego przy kancelarii premiera Maciej Lasek, odnosząc się
    do dokumentu autorstwa Nowaczyka.

    Raport Nowaczyka pt.
    "Śledztwo rosyjskiego rządu Władimira Putina w sprawie katastrofy
    polskiego samolotu rządowego w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r." został
    zaprezentowany dziś na posiedzeniu zespołu parlamentarnego ds. zbadania
    przyczyn katastrofy Tu-154M.Nowaczyk: Załoga samolotu nie próbowała lądować

    Szef parlamentarnego zespołu badającego przyczyny katastrofy Antoni Macierewicz
    powiedział, że raport ma 32 strony i jest uzupełniony o materiał
    nagrany na płycie, na którym jest 12 załączników; raport jeszcze w
    piątek ma być dostępny na stronie internetowej zespołu parlamentarnego.


    - Raport stanowi podsumowanie naszej wiedzy na temat tragedii
    smoleńskiej, w szczególności z punktu widzenia fałszów, nieprawd oraz
    błędów zawartych w raporcie MAK i śledztwie prowadzonym przez stronę
    rosyjską - zaznaczył Macierewicz.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    107. List otwarty Rawa Mazowiecka,

    List otwarty

    Rawa Mazowiecka, 8 grudnia 2014 roku

    Pan Maciej Lasek

    Przewodniczący Zespołu do spraw wyjaśniania opinii publicznej treści informacji i materiałów dotyczących przyczyn i okoliczności katastrofy lotniczej z dnia 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem

    Zarządzeniem nr 28 Prezesa Rady Ministrów z 9 kwietnia 2013 roku został Pan powołany na funkcję przewodniczącego Zespołu do spraw wyjaśniania opinii publicznej treści informacji i materiałów dotyczących przyczyn i okoliczności katastrofy lotniczej z dnia 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem, zwanego dalej Zespołem.

    Zespół jest organem pomocniczym Prezesa Rady Ministrów.

    Do zadań Zespołu należy w szczególności:
    1) analiza i wyjaśnianie opinii publicznej treści informacji i materiałów dotyczących przyczyn i okoliczności katastrofy lotniczej z dnia 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem;
    2) współpraca z organami i instytucjami państwowymi oraz innymi podmiotami posiadającymi wiedzę i informacje na temat przyczyn i okoliczności katastrofy lotniczej z dnia 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem;
    3) wsparcie merytoryczne w zakresie wiedzy eksperckiej podczas konferencji i seminariów dotyczących przyczyn i okoliczności katastrofy lotniczej z dnia 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem organizowanych lub współorganizowanych przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.

    Pragnę w związku z tym zapytać, jakie są dotychczasowe efekty pracy Zespołu? W szczególności: ile Zespół opracował analiz i wyjaśnień, o których mowa w zarządzeniu, jakie to były analizy, ilu osobom czy instytucjom udzielono wyjaśnień?

    Z iloma i jakimi organami, instytucjami i innymi podmiotami posiadającymi wiedzę i informację na temat katastrofy smoleńskiej Zespół podjął współpracę i jaki był zakres i efekty tej współpracy?

    Ilu i jakim konferencjom i seminariom, przez kogo organizowanym, Zespół udzielił merytorycznego wsparcia i jaki był zakres tego wsparcia?

    Czy Zespół ma dostęp do dokumentów i materiałów z badania katastrofy, stanowiących podstawę opracowania raportu Komisji Millera, a jeśli tak, to jaki jest zakres tego dostepu i na jakiej podstawie prawnej został on udzielony?

    Czy Zespół ma dostęp do materiałów śledztwa prokuratury wojskowej w sprawie katastrofy smoleńskiej?

    W skład Zespołu wchodzą:
    1) przewodniczący – Maciej Lasek;
    2) wiceprzewodniczący – Wiesław Jedynak;
    3) członkowie:
    a) Agata Kaczyńska,
    b) Piotr Lipiec,
    c) Edward Łojek;
    4) sekretarz Zespołu – wyznaczony pracownik Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

    Przewodniczący Zespołu może zapraszać do udziału w pracach Zespołu, z głosem doradczym, osoby niebędące członkami Zespołu.
    Przewodniczący Zespołu może występować z wnioskiem do Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów o sporządzenie na potrzeby Zespołu niezbędnych materiałów lub zlecenie usług, w szczególności opinii i ekspertyz.

    Posiedzenia Zespołu zwołuje przewodniczący Zespołu z własnej inicjatywy lub na wniosek członka Zespołu.

    Członkom Zespołu wypłaca się miesięczne zryczałtowane wynagrodzenie za udział w pracach Zespołu, którego wysokość ustala umowa zawarta między tymi osobami a Szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów albo osobą przez niego upoważnioną, przy czym wynagrodzenie przewodniczącego nie może przekroczyć wysokości 5-krotnego minimalnego wynagrodzenia za pracę, natomiast wiceprzewodniczącego oraz pozostałych członków Zespołu wysokości 4-krotnego minimalnego wynagrodzenia za pracę.

    Pragnę zapytać, ile i jakich opinii i ekspertyz zasięgnął dotychczas Zespół, jaki był cel ich zasięgnięcia i jaki był sposób ich wykorzystania?

    Jakie jest aktualne wynagrodzenie przewodniczącego i członków Zespołu?

    Czy przewodniczący Zespołu, bedący zarazem przewodniczącym Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, a także członkowie Zespołu, będący równocześnie członkami PKBWL, otrzymują wskazane wyżej wynagrodzenie niezależnie od wynagrodzenia otrzymywanego za prace w PKBWL, czy jest to ich drugie, dodatkowe wynagrodzenie?

    Obsługę prac Zespołu zapewnia Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.
    Wydatki związane z działalnością Zespołu są pokrywane z budżetu państwa z części, której dysponentem jest Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.

    Jakie są dotychczasowe koszty całkowite funkcjonowania i obsługi Zespołu, poniesione z budżetu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów?

    Z poważaniem

    Janusz Wojciechowski

    Poseł do Parlamentu Europejskiego

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    108. Prokurator Olejnik

    Prokurator Olejnik uniewinniony ws. krytyki śledztwa smoleńskiego

    Sąd Naj­wyż­szy uznał za "oczy­wi­ście bez­za­sad­ną" ka­sa­cję Pro­ku­ra­to­ra Ge­ne­ral­ne­go ws. unie­win­nie­nia przez sąd dys­cy­pli­nar­ny by­łe­go wi­ce­pro­ku­ra­to­ra ge­ne­ral­ne­go Ka­zi­mie­rza Olej­ni­ka. Ob­wi­nia­no go o uchy­bie­nie god­no­ści urzę­du swymi wy­po­wie­dzia­mi o śledz­twie smo­leń­skim.
    Powodem postępowania dyscyplinarnego był wywiad prasowy, którego udzielił w 2012 r. roku Olejnik - obecnie prokurator w stanie spoczynku. Oceniając w nim prowadzenie śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej przez prokuraturę wojskową, najbardziej krytyczny był wobec ujawnienia, że doszło do zamiany ciał byłego prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego i Anny Walentynowicz z ciałami innych ofiar katastrofy. Olejnik uznał, że to "skandal i kompromitacja organów państwa polskiego".
    Po tych słowach rzecznik dyscyplinarny w Prokuraturze Generalnej wszczął postępowanie wyjaśniające i skierował sprawę do sądu dyscyplinarnego. Olejnikowi zarzucono, że wypowiadając się krytycznie o śledztwie, co jest naruszeniem prokuratorskich zasad etycznych (obowiązujących go również, gdy jest prokuratorem w stanie spoczynku), uchybił godności urzędu. W październiku 2013 r. prokuratorski sąd dyscyplinarny uniewinnił go z tego zarzutu, a w kwietniu tego roku wyrok podtrzymał odwoławczy sąd dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym.

    Prokurator Generalny Andrzej Seremet w tej sytuacji skierował skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Olejnik był za jej oddaleniem. SN tak uczynił, a tym samym wyrok uniewinniający Olejnika stał się ostateczny.
    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/prokurator-olejnik-uniewinniony-ws-krytyk...

    Nasz drogi Lasek… Ile kosztuje nas pensja dla doktorka i wyszkolenie go do występów przed kamerą?
    http://wpolityce.pl/smolensk/226176-nasz-drogi-lasek-ile-kosztuje-nas-pe...

    Nie ma takiej ceny, której nie można byłoby zapłacić za podtrzymywanie kłamstw smoleńskich. Wiemy już dokładnie, ile płacimy za ciuciubabkę z Maciejem Laskiem i jego ekipą.

    Wiemy to dzięki inż. Markowi Dąbrowskiemu, który w ramach ustawy o dostępie do informacji publicznej poprosił o wszelkie dane Macieja Laska.

    I tak dowiadujemy się, iż jego zespół liczy pięć osób, które w okresie 24.04.2013 – 31.101.2014 r. zarobiły (LINK DO ŹRÓDŁA):

    Maciej Lasek – 115 486,56 zł brutto;

    Wiesław Jedynak – 88 970,01 zł brutto,

    Agata Kaczyńska – 88 970,01 zł brutto,

    Edward Łojek – 88 970,01 zł brutto,

    Piotr Lipiec – 88 970,01 zł brutto.

    Całkiem godnie, przyznają Państwo, jak na półtora roku i to w symbolicznym wymiarze czasowym. Bo przecież zespół nie pracuje codziennie, nie spotyka się regularnie, nie pisze sążnistych analiz, nie analizuje każdego nowego faktu. Ot, czasem wstawi coś na stronę internetową lub też wystąpi przed kamerą w studiu jakiejś zaprzyjaźnionej redaktorki. Wywiady w TVN czy TOK FM nie są co prawda wpisane w kontrakt Laska i s-ki (a może są?), ale stanowią sporą część kosztów generowanych przez Zespół.

    Skąd taki wniosek? Z kolejnego pisma, które Markowi Dąbrowskiemu przysłał nasz główny bohater. Czytamy w nim (LINK DO ŹRÓDŁA):

    (…) przekazuję informacje dotyczące wykonawców usług eksperckich:

    FT Communications Adam Sanocki - świadczenie specjalistycznych konsultacji oraz dworactwa (sic!) dla Zespołu w zakresie komunikacji bieżącej Zespołu. Wynagrodzenie za świadczone usługi za rok 2014 wynosi 45 264 zł brutto.

    U74 Sławomir Żurek - przygotowanie i wyszkolenie członków Zespołu do skutecznej komunikacji z mediami. Wynagrodzenie za świadczone usługi za rok 2014 wynosi - 39 360 zł brutto.

    Addis Info Michał Setlak - administrowanie strony internetowej Zespołu, w tym także przygotowanie oraz redagowanie pod względem technicznym i formalnym tekstów na w/w stronę. Wynagrodzenie za świadczone usługi za rok 2014 wynosi - 39 360 zł.

    Ponadto Zespół korzysta z usług eksperckich w zakresie produkcji filmów informacyjnych do videobloga na portalu tematycznym Zespołu. Wynagrodzenie za świadczone usługi za rok 2014 wynosi – 32 000 zł brutto.

    Natomiast w zakresie informacji dotyczących podania imion, nazwisk wykonawców usług eksperckich, współpracujących z Zespołem do spraw wyjaśniania opinii publicznej treści informacji i materiałów dotyczących przyczyn i okoliczności katastrofy lotniczej z dnia 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem zachodzi konieczność wydania, na podstawie art 5 ust. 2 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, decyzji odmawiającej udostępnienia informacji publicznej. Zgodnie bowiem ze stanowiskiem Naczelnego Sądu Administracyjnego (wyrok z dnia 25 kwietnia 2014 r. sygn. akt I OSK 2499/13) autorzy umów o dzieło podpisanych z urzędami obsługującymi organy władzy publicznej nie są osobami „pełniącymi funkcje publiczne” lub osobami „mającymi związek z pełnieniem w rozumieniu art. 5 ust. 2 zdanie drugie ustawy o dostępie do informacji publicznej.

    Ostatni akapit stanowi więc, że nie dowiemy się, kogo i za ile zatrudnia Zespół, by powielać kłamstwa z raportu Millera i by walczyć z ustaleniami niezależnych naukowców podważających oficjalne tezy polskiego rządu. To ścisła tajemnica!

    Lasek na każdym kroku powtarza, że „po drugiej stronie” nie ma z kim dyskutować i drwi z profesorów publikujących swoje szczegółowe analizy. Sam jednak nie chce nawet powiedzieć, kto dla niego pracuje.

    Na szczęście odkrył karty ws. szkoleń medialnych. 85 tys. zł tylko w tym roku za przygotowywanie członków zespołu do kontaktów z mediami i inne konsultacje! Czy przypominają sobie Państwo tegoroczną konferencję prasową zespołu Laska? Tak? Kwietniową? Słusznie. A jakąś inną? Nie za bardzo? To zrozumiałe, bo innej nie było.

    A pozostałe występy medialne członków zespołu? TVN, Gazeta Wyborcza, RMF, TOK FM, Superstacja (u Janiny Paradowskiej), czyli wszędzie tam, gdzie krzywda mu się nie mogła stać. Lasek nie udzielił ani jednego wywiadu mediom krytykującym jego działalność. A to oznacza, że słabe jest szkolenie za dziesiątki tysięcy złotych, skoro nie jest w stanie po nim zmierzyć się z jakimikolwiek trudnymi pytaniami.

    Kolejne ponad 30 tys. przeznaczone jest na videobloga Zespołu. Jest na nim 30 filmów. Zakładając, że wszystkie powstały w tym roku, produkcja jednego kosztowała ok. tysiąca zł. Przy czym są to króciutkie produkcje, po 2-4 minuty, wiele z nich to elementy dłuższej całości podzielone na krótsze fragmenty. Możemy zobaczyć np. Macieja Laska siedzącego za biurkiem i opowiadającego o celach badania wypadków lotniczych, jego twarz niekiedy przykrywają zdjęcia z miejsca katastrofy w Smoleńsku. Innym razem Edward Łojek mówi o przygotowaniu samolotu do lotu, a jego sympatyczną twarz przesłania niekiedy animacja przygotowana kiedyś na potrzeby Zespołu.

    Jeśli produkcja każdego z tych filmów miała wynieść ok. 1 tys. zł, sprawą powinna zająć się prokuratura, bo oznacza to, że przepłacono o kilkaset procent. Innymi słowy – wyrzucono w błoto publiczne pieniądze. Podobnie zresztą jak na szkolenia medialne członków Zespołu, którzy publicznie występują sporadycznie.

    Podsumowując – Maciej Lasek oraz jego przyjaciele (niezależny ekspert/publicysta Setlak? – wolne żarty!) na tym przedziwnym rządowym ciele nieźle zarabiają. Pieniądze, które dostają z naszych podatków idą na podtrzymywanie smoleńskich manipulacji bądź kłamstw (przypomnę, że wg Lasków gen. Błasik był w krytycznym momencie w kokpicie…), a jednocześnie wszystkie instytucje publiczne odmawiają jakiegokolwiek wsparcia dla niezależnych ekspertów.

    Kłamstwo ma dużo wyższą cenę od prawdy.



    Pictures/2014/12/24/Lsek.Jpg


    Guru „sekty pancernej brzozy” przemawia: „Kanapa nie wygląda, jakby była po wybuchu”

    „Przecież wojskowa prokuratura
    opublikowała zdjęcie kanapy z prezydenckiego saloniku w jednej z
    ekspertyz wykluczających eksplozję Tu-154”.

    Najbardziej zainteresowanym graczem w „sprawie Boeinga” jest Waszyngton

    Oficjalny przedstawiciel Komitetu Śledczego Federacji
    Rosyjskiej Władimir Markin w środę 24 grudnia oświadczył, że Rosja jest
    gotowa przekazać międzynarodowej komisji badającej przyczyn katastrofy
    Boeinga 777 na Ukrainie nowo odkryte dane otrzymane od ukraińskiego
    wojskowego. Z zeznań świadka wynika, że Boeing mógł być strącony przez
    samolot bojowy SU-25 Sił Powietrznych Ukrainy, pilotowany przez kapitana
    Wołoszyna. Samolot wystartował z lotniska w pobliżu miasta
    Dniepropietrowsk. Przy tym świadek „osobiście widział, jak przed startem
    samolot Wołoszyna został wyposażony w rakiety „powietrze-powietrze” i
    wrócił bez amunicji”. Wykrywacz kłamstw potwierdził prawdziwość zeznań
    świadka.

    Samolot malezyjskich linii lotniczych lecący z
    Amsterdamu do Kuala Lumpur rozbił się pod Donieckiem 17 lipca 2014 roku.
    Na pokładzie było 298 osób, wszyscy zginęli.

    „To
    niesamowite, że po wyborach nowej Rady nie został utworzony specjalny
    komitet lub specjalna komisja, która zajęłaby się rozpatrzeniem tego
    tragicznego incydentu. Po tym wszystkim to bezpośrednio wpływa na
    wizerunek Ukrainy na arenie międzynarodowej. I w tej sytuacji wszystko,
    co przedstawi Rosja, Zachód będzie „dzielić na sto”. Ponieważ polityka
    zagraniczna jest urządzona w taki sposób, że nie jest ważna prawda, a
    polityczny wynik. Niestety los ludzi po raz kolejny stał się
    zakładnikiem gier politycznych i interesów geopolitycznych”, -
    powiedział na antenie radia Sputnik przewodniczący wszechukraińskiej
    organizacji „Rosyjska Wspólnota Ukrainy” Konstantin Szurow.

    Jego zdaniem katastrofa Boeinga była korzystna dla Stanów Zjednoczonych, które umyślnie skonfrontowały Rosję, Ukrainę i UE.

    „W
    mojej opinii najbardziej zainteresowanym graczem w tej sprawie jest
    Waszyngton. Z jednego prostego powodu: jednocześnie konfrontuje trzy
    strony - Rosję, Ukrainę, a także samą Unię Europejską, która jest
    zmuszona do tańczenia pod melodię USA. To jest chyba najprostsze
    wyjaśnienie tego tragicznego zdarzenia”, - uważa przewodniczący
    „Rosyjskiej Wspólnoty Ukrainy”.

    Jednocześnie Konstantin
    Szurow ma poważne wątpliwości co do tego, że Zachód w najbliższym czasie
    uzna bezzasadność swoich oskarżeń pod adresem Rosji.

    „Uznanie
    urojonych i rzeczywistych błędów Moskwy przez Zachód ma miejsce „przed
    parowozem”. A uznanie własnych błędów zajmie ze dwieście lat, gdy już
    dawno odejdą z tego świata świadkowie tych wydarzeń. Dlatego wydaje mi
    się, że Zachód co najmniej przez 30-40 lat, a być może nawet 100, nie
    ujawni dokumentów i faktów, które świadczą o prawdziwych przyczynach
    katastrofy”, - stwierdził Konstantin Szurow.
    Czytaj dalej: http://polish.ruvr.ru/2014_12_25/Najbardziej-zainteresowanym-graczem-w-sprawie-Boeinga-jest-Waszyngton-3388/

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    109. "Der Spiegel": Rosja

    "Der Spiegel": Rosja odpowiedzialna za zestrzelenie samolotu MH17

    Rosja jest od­po­wie­dzial­na za ze­strze­le­nie sa­mo­lo­tu ma­le­zyj­skich linii lot­ni­czych. Do ta­kich wnio­sków do­pro­wa­dzi­ło śledz­two mię­dzy­na­ro­do­we­go ze­spo­łu dzien­ni­kar­skie­go, który badał tra­ge­dię lotu MH17. Bo­eing 777 z 298 oso­ba­mi na po­kła­dzie zo­stał ze­strze­lo­ny w lipcu ubie­głe­go roku. O wy­ni­kach badań po­in­for­mo­wał "Der Spie­gel". We­dług ra­por­tu, za­rów­no USA i Eu­ro­pa nie są za­in­te­re­so­wa­ne, aby po­ka­zać do­wo­dy zbrod­ni.
    Dziennikarskie śledztwo zostało przeprowadzone przez zespoły redakcyjne niemieckiego "Der Spiegla", holenderskiego "Algemeen Dagblad". Pomocy udzieliły międzynarodowe fora śledcze Correctiv i Bellingcat. Na bazie informacji w internecie, a także rozmów ze świadkami zrekonstruowano trasę przemarszu 53. brygady przeciwlotniczej z Rosji.
    "Ameryka i Europa Zachodnia nie są zainteresowane pokazaniem dowodów"

    Au­to­rzy ra­por­tu zwra­ca­ją uwagę, że USA nie prze­ka­za­ły dotąd zdjęć sa­te­li­tar­nych, mimo że dys­po­nu­ją no­wo­cze­sny­mi sys­te­ma­mi wcze­sne­go ostrze­ga­nia, które z pew­no­ścią za­re­je­stro­wa­ły wy­strze­le­nie ra­kie­ty. La­wi­ro­wa­nie Ame­ry­ka­nów w tej kwe­stii jest wodą na młyn zwo­len­ni­ków teo­rii spi­sko­wych. Z ob­duk­cji ciał pi­lo­tów musi zda­niem "Spie­gla" jed­no­znacz­nie wy­ni­kać, jaka ra­kie­ta ude­rzy­ła w kok­pit.

    Je­że­li praw­dą jest, że obie stro­ny - za­rów­no Za­chód, jak i Rosja - do­brze wie­dzą, co było przy­czy­ną ka­ta­stro­fy, to na­su­wa się jeden wnio­sek: "Ame­ry­ka i Eu­ro­pa Za­chod­nia nie są za­in­te­re­so­wa­ne po­ka­za­niem do­wo­dów, aby »nie za­pę­dzić Pu­ti­na w kozi róg«". Pre­zy­dent Rosji mu­siał­by zo­stać na­pięt­no­wa­ny jako "szko­le­nio­wiec i do­star­czy­ciel sprzę­tu dla bandy, która ma na su­mie­niu 298 osób" - pisze "Spie­gel".
    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/der-spiegel-rosja-odpowiedzialna-za-zest...

    Wpłynęła opinia ws. nagrań z wieży smoleńskiego lotniska

    Prokuratorzy otrzymali opinię dotyczącą zapisów rozmów z
    wieży smoleńskiego lotniska – poinformowała PAP w środę Naczelna
    Prokuratura Wojskowa. Do prokuratury wpłynęła także opinia ws. nagrania z
    samolotu Jak-40, lądującego w Smoleńsku przed katastrofą Tu-154.

    “Do prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej Wojskowej
    Prokuratury Okręgowej w Warszawie przekazano dwie opinie przygotowane
    przez Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie w zakresie badań
    fonoskopijnych dotyczące: nagrań z rejestratorów stanowiska pracy grupy
    kierowania lotami lotniska w Smoleńsku oraz polskiego samolotu Jak-40″-
    powiedział PAP mjr Marcin Maksjan z NPW.

    Dodał, że obecnie trwa analiza opinii. “Po jej zakończeniu zapadnie
    decyzja, czy je upublicznić i ewentualnie, w jakim zakresie” – dodał.
    Jak zaznaczył, zwykle główną częścią tego typu opinii są stenogramy
    nagranych rozmów.

    Opinie fonoskopijne dotyczące zapisów rozmów z wieży smoleńskiego
    lotniska oraz nagrania z samolotu Jak-40, który lądował w Smoleńsku
    krótko przed katastrofą Tu-154M, są jednymi z kilku, na które oczekuje
    prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej Wojskowa
    Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

    W lutym 2013 r. prokuratura wojskowa otrzymała z Rosji dane konieczne
    do wydania przez polskich biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych w
    Krakowie opinii dotyczącej nagrań z wieży. Były to dane o częstotliwości
    prądu w rosyjskiej sieci podczas kopiowania nagrania na potrzeby
    polskiego śledztwa.


    Na jakiej podstawie komisja Millera wykluczyła wybuch?

    Najnowszy wpis mecenasa Janusza Wojciechowskiego

    Rawa Mazowiecka, 19 stycznia 2015 r.

    Pan Maciej Lasek

    Przewodniczący Zespołu do spraw Wyjaśnienia Katastrofy Smoleńskiej

    Szanowny Panie Przewodniczący!

    Zwracam się do Pana Przewodniczącego z prośbą o wyjaśnienie kilku spraw
    dotyczących katastrofy smoleńskiej, o których wyjaśnienie zwracają się
    do mnie wyborcy.

    Po pierwsze – czy w gronie 34 ekspertów wchodzących w skład tzw. komisji
    Millera były osoby mające wcześniejsze doświadczenie w badaniu
    katastrof wielkich samolotów pasażerskich? Ilu członków komisji miało
    doświadczenie w badaniu tego typu katastrof, jakie wcześniejsze
    katastrofy dużych samolotów pasażerskich te osoby badały?

    Po drugie – czy w gronie 34 ekspertów wchodzących w skład komisji
    Millera były osoby mające doświadczenie w badaniu katastrof lotniczych,
    których przyczyną był wybuch na pokładzie samolotu? Ilu członków komisji
    miało tego rodzaju doświadczenie, ile katastrof z wybuchem na pokładzie
    ci członkowie komisji uprzednio badali?

    Po trzecie – czy w gronie członków komisji byli specjaliści z dziedziny
    materiałów wybuchowych, jeśli tak, to którzy członkowie komisji są
    specjalistami w tej dziedzinie? Nadmieniam, że z informacji o
    kwalifikacjach zawodowych członków komisji nie wynika, by którykolwiek z
    członków komisji był specjalistą w dziedzinie materiałów wybuchowych.

    Po czwarte – czy członkowie komisji przeprowadzali badania wraku
    samolotu na obecność śladów materiałów wybuchowych, jeśli tak, to kiedy
    je przeprowadzali, za pomocą jakiej aparatury je przeprowadzali oraz czy
    sporządzony został jakiś protokół czy ekspertyza z tych badań, a także
    jaki był wynik tych badań?

    Po piąte – czy w składzie komisji Millera znajdowali się specjaliści z
    zakresu fonoskopii, wyspecjalizowani w badaniu zapisów tzw. czarnych
    skrzynek? Jeśli tak, to jacy to byli specjaliści, czy i kiedy
    przeprowadzili oni badanie autentyczności zapisu czarnych skrzynek i
    jaki był wynik tych badań?

    Po szóste – czy technologia zapisu czarnych skrzynek pozwala na
    rozpoznanie, na podstawie tego zapisu, że na pokładzie samolotu doszło
    do wybuchu? Czy eksplozja powoduje jakąś charakterystyczną treść zapisu
    urządzeń pokładowych, pozwalającą na bezbłędne potwierdzenie (bądź a
    contrario wykluczenie) eksplozji materiałów wybuchowych na pokładzie?

    Po siódme – na podstawie jakich badań i ekspertyz, przez kogo
    przeprowadzonych, komisja Millera wykluczyła wybuch na pokładzie
    samolotu?

    Z poważaniem

    Janusz Wojciechowski

    Poseł do Parlamentu Europejskiego

    Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/124291,na-jakiej-podstawie-komisja-millera-wykluczyla-wybuch.html

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    110. To nie polscy piloci są winni


    To nie polscy piloci są winni katastrofy samolotu z
    prezydentem na pokładzie – uważa ponad połowa Polaków. A niemal 40
    proc. z nas twierdzi, że przyczyną tragedii był zamach – wynika z badań
    przeprowadzonych przez pracownię TNS Polska dla tygodnika „wSieci”.

    http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/231101-nowe-wydanie-tygodnika-wsieci-blisko-40-proc-polakow-uwaza-ze-przyczyna-tragedii-smolenskiej-byl-zamach


    Mobilizacja przeczyszczająca

    Złowrogi poseł Antoni Macierewicz zapowiada przedstawienie „raportu podsumowującego”, w którym znajdą się relacje 200 świadków katastrofy już 10 kwietnia. Te materiały w większości „nie są znane prokuraturze”, więc nietrudno sobie wyobrazić, że antymacierewiczowski zespół pana doktora Macieja Laska, zwanego „Laskiem Smoleńskim” będzie musiał uwijać się jak w ukropie, żeby dać temu wszystkiemu odpór.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    111. Czyżow: Rosja przekaże Polsce wrak Tu-154

    Czyżow: Rosja przekaże Polsce wrak Tu-154

    „Polscy śledczy ściśle współpracują z rosyjskimi,
    strona polska zgłosiła kilkadziesiąt wniosków, co zwiększa ilość pracy.
    Jak tylko śledztwo się zakończy, wszystkie dowody rzeczowe, w tym wrak
    samolotu, zostaną oficjalnie przekazane stronie polskiej. Ale, zgodnie z
    zasadami każdego śledztwa, nie może do tego dojść przed zakończeniem
    dochodzenia”, - powiedział Czyżow.

    Wcześniej ambasador
    Polski w Moskwie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz powiedziała w wywiadzie dla
    RIA Novosti, że Moskwa powinna szybciej rozwiązać problem z odesłaniem
    do Polski wraku Tu-154.

    Międzypaństwowy Komitet Lotniczy
    w 2011 roku opublikował raport końcowy zawierający rezultaty
    dochodzenia technicznego, zgodnie z którym za bezpośrednią przyczynę
    katastrofy uznano decyzję załogi (piloci postanowili, że nie będą
    lądować na zapasowym pasie) i przyczyny systemowe (błędy w zapewnieniu
    bezpieczeństwa lotu i przygotowaniu pilotów).
    Czytaj dalej: http://polish.ruvr.ru/news/2015_01_29/Czyzow-Rosja-przekaze-Polsce-wrak-Tu-154-1625/




    Krakowscy biegli nie zbadają próbek głosu rosyjskich kontrolerów

    Krakowscy biegli nie zbadają próbek głosu rosyjskich kontrolerów

    Biegli Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Sehna przesłali
    pismo do wojskowej prokuratury z informacją, ze nie są w stanie...
    czytaj dalej »



    Ale jeden dół się znalazł.

    Ujawnił to na forum Salonu24 Stanisław Zagrodzki,
    kuzyn śp. Ewy Bąkowskiej. Powodem było wymądrzanie się o. Krzysztofa
    Mądela na temat katastrofy smoleńskiej i filmu „Polacy” Marii
    Dłużewskiej. Jezuita wcielił się w rolę rzecznika zespołu Laska, by
    schłostać tych, którzy w Laskowych teoriach wskazują na szereg
    nieścisłości. Zagrodzki pokazał fragment dokumentu będącego tłumaczeniem
    rosyjskiego protokołu oględzin sektora 12 na miejscu katastrofy TU-154M. Miały one miejsce 12 kwietnia 2010 r. między godziną 18:40 a 19:20.

    Czytamy w nim m.in.:

    Miejscem oględzin jest miejsce katastrofy – upadku samolotu w rejonie
    lotniska „Siewiernyj” w Smoleńsku, gdzie w odległości około 10
    metrów od istniejącego w sektorze nr 12 fragmentu skrzydła samolotu i w
    centrum wskazanego sektora na głębokości około 1 metra pod ziemią na fragmencie kadłuba samolotu znaleziono fragment prawej ręki, a
    dokładnie dłoń i część przedramienia, [nieczytelne] której koloru
    różowatego. Mały palec i palec serdeczny wskazanej dłoni
    amputowany i nie odnaleziony. [Nieczytelne] amputowana w rejonie
    [nieczytelne] części przedramienia.

    Dodatkowo Zagrodzki pokazał dwa zdjęcia (ich lepsza jakość dostępna jest tutaj) przedstawiające opisywane miejsce przed przekopaniem ziemi:


    Fot. faktysmolensk.gov.pl
    Fot. faktysmolensk.gov.pl

    i po:


    Fot. faktysmolensk.gov.pl
    Fot. faktysmolensk.gov.pl

    Trzeba postawić kilka pytań:

    — Jak wytłumaczyć to, że w tym miejscu znaleziono fragment ludzkiego ciała? Według dotychczas znanej rosyjskiej dokumentacji, tak daleko od pasa startowego szczątków ofiar nie było.
    To przecież zaledwie kilka-kilkanaście metrów od miejsca, w którym
    samolot miał pierwszy raz zetknąć się z ziemią. Na marginesie
    przypomnijmy, że raport polskich archeologów wskazywał, że jeszcze przed
    miejscem pierwszego uderzenia znaleziono kości. Teraz mamy dokument
    potwierdzający, że nawet Rosjanie odnaleźli szczątki ciał w miejscu, w
    którym ich obecność musi zaskakiwać.

    Z jaką siłą ów fragment kadłuba samolotu – a zwłaszcza
    ludzka dłoń! – musiały wbić się w ziemię, by osiąść na głębokości metra?
    I to w podłożu tak twardym, że uderzenie stutonowego odrzutowca…
    nie pozostawia w nim krateru?

    — Co z tą informacją zrobili polscy prokuratorzy? Czy potraktowali
    jako jeszcze jeden przyczynek do zbadania rozrzutu ciał? Czy pokusili
    się o zamówienie u specjalistów jakiejś ekspertyzy?

    Odpowiedź na ostatnie pytanie jest dość oczywista. Podobnie jak w
    przypadku raportu archeologów, dla śledczych ta wiedza nie miała
    większego znaczenia. Wyjaśnienia dwóch pierwszych kwestii na razie
    możemy się tylko domyślać. Poszlaki są jednoznaczne. Przyjdzie czas, że zamienią się w dowody.

    PS. Na marginesie warto zwrócić uwagę na podpis pod zdjęciem
    przed przekopaniem ziemi, znajdujący się na stronie zespołu Laska.
    Jeden z obiektów określono jako „lewy statecznik poziomy,
    przeniesiony w to miejsce podczas akcji poszukiwawczo-ratowniczej”.

    Po pierwsze: żadnej akcji ratowniczej w Smoleńsku nie było.

    Po drugie - statecznik nie został „przeniesiony w czasie akcji…”,
    lecz dokonano fałszerstwa dowodu, jakim była zmiana miejsca położenia
    istotnego fragmentu samolotu. I to o 50 metrów. Przyznanie tego i kuriozalne tłumaczenie członka zespołu Laska znajduje się tutaj.


    autor:

    Marek Pyza

    http://wpolityce.pl/smolensk/234238-znalazl-sie-dol-w-smolensku-wykopany...


    Wrak tupolewa wróci do Polski? Polskie MSZ pisze do Rosji

    Wrak tupolewa wróci do Polski? Polskie MSZ pisze do Rosji

    Polskie MSZ wystosowało do rosyjskiego resortu spraw
    zagranicznych notę w sprawie zwrotu wraku samolotu Tu-154M, który
    rozbił...
    czytaj dalej »

    Jest wniosek o pełną kopię nagrań z wieży na Siewiernyj

    Jest wniosek do prokuratury o to, żeby ponownie wystąpiła do Rosji o pełną kopię nagrań z wieży na lotnisku Siewiernyj. 

    Wniosek złożył mecenas Piotr Pszczółkowski. Pełnomocnik części rodzin
    ofiar smoleńskich powiedział, że do ustalenia okoliczności lotu z 10
    kwietnia 2010 r. potrzebna jest całość nagrań.

    Przekazany przez Rosjan zapis jest krótszy. Brakuje w nim m.in.
    wypowiedzi ppłk. Pawła Plusnina pracującego w tamtym czasie na
    „Korsarzu”.

    - Sytuacja ta wymaga wyjaśnienia. W moim przekonaniu należy
    zwrócić się do strony rosyjskiej i poprosić, aby udziałem polskiej
    prokuratury stał się zapis o równej długości, jak zapis, który kiedyś
    stał się udziałem Komisji Badania Wypadków Lotniczych i Lotnictwa
    Państwowego. Wymaga tego kwestia możliwości porównania czy te zapisy są
    zapisami tożsamymi, czy nie dochodziło tutaj do żadnych manipulacji, a w
    szczególności dłuższy zapis daje śledczym wyobrażenie o zdecydowanie
    szerszym zakresie działań kontrolerów lotu i postępowania na wieży
    kontroli lotów
    – powiedział mec. Piotr Pszczółkowski.

    Prokuratura wyjaśnia, że biegli korzystali z kopii udostępnionej
    przez Federację Rosyjską, ponieważ kopia członków komisji Millera
    zawierała m.in. błędy techniczne.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    112. i kto to mówi? cyngle od szczucia z Czerskiej






  • Wojciech Czuchnowski


    "Mamy za prezydenta buraka troglodytę...". Chamskie szczucie na Komorowskiego

    Ci, którzy tyle mówili o "przemyśle pogardy" wobec Lecha Kaczyńskiego, jego następcę nazywają "Komoruskim".






  • Agnieszka Kublik


    Polska polityka obelg, czyli słowa tworzą jakość

    Gdyby stworzyć ranking najbardziej twórczych autorów przemysłu
    pogardy, to ci, którzy dziś obrażają prezydenta Bronisława
    Komorowskiego, mieliby szanse na podium.

  • Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    113. Moskwa będzie dążyć do

    Moskwa będzie dążyć do zbadania wszystkich wersji katastrofy Boeinga na Ukrainie

    Czytaj więcej: http://pl.sputniknews.com/swiat/20150320/144050.html#ixzz3UwBDc1gt
    W czwartek kanał RTL poinformował, że ich dziennikarz był w stanie przywieść do Holandii odłamki zestrzelonego na Ukrainie Boeinga.

    Międzynarodowi eksperci ustalili, że obrażenia spowodowane były wybuchem rakiety systemu kierowanych rakiet ziemia-powietrze „Buk”, przekonuje kanał telewizyjny. W odpowiedzi na tę informację Rada Bezpieczeństwa Holandii oświadczyła, że ich dochodzenie „idzie pełną parą i koncentruje się na wielu źródłach, a nie tylko na odłamkach samolotu”.

    Według Rady Bezpieczeństwa Holandii, dochodzenie dziennikarza RTL ma charakter „dogmatyczny”, ponieważ w nim „niezaprzeczalnie przekonuje się”, że fragment samolotu należy właśnie do rejsu MH17.
    Tymczasem w czwartek na konferencji prasowej w Moskwie, rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow powiedział, że Rosja będzie nadal wytrwale dążyć do zbadania wszystkich faktów, aby ustalić prawdę. Według niego Moskwa jest zmęczona i już nie ma nadziei na uzyskanie odpowiedzi na swoje pytania dotyczące katastrofy Boeinga na Ukrainie. Mówimy o tych pytaniach, które wkrótce po katastrofie zostały sformułowane przez Rosnawigację i Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej: gdzie są zapisy rozmów ukraińskich dyspozytorów z pokładem samolotu i z innymi statkami powietrznymi, gdzie są obiecane przez Amerykanów zdjęcia satelitarne, gdzie są dane z AWACS, które również pracowały w tym dniu w powietrzu.

    Nikt na te pytania nie ma zamiaru odpowiadać, uważa minister Ławrow. A próby zniekształcenia faktów o tragedii malezyjskiego Boeinga, który rozbił się w pobliżu Doniecka, trwają, powiedział.

    „Niestety próby zniekształcenia faktów, nałożenia kilka wersji tego, co się stało, nadal mają miejsce, w tym także z jawnie brudnych celów. Ktoś może mylić się z innych powodów”, — powiedział Ławrow komentując informację agencji Reuters o znalezieniu naocznych świadków wystrzału rakiety, która rzekomo strąciła malezyjskiego Boeinga. To, co opublikowała renomowana agencja Reuters, bardzo przypomina oszustwo. Niektórzy świadkowie, którzy zaprzeczają sobie nawzajem, wypowiadają dość zabawne dla każdego specjalisty rzeczy, dodał minister.

    Z kolei rzecznik rosyjskiego Ministerstwa Obrony, generał Igor Konaszenkow nazwał nieprofesjonalnym oszustwem komunikaty ukraińskich mediów o rzekomej obecności dowodów na zestrzelenie w powietrzu nad Ukrainą malezyjskiego Boeinga MH-17 przez rosyjski przeciwlotniczy system rakietowy „Buk”.

    Konaszenkow zaznaczył, że ekspertów nie może nie zdziwić oświadczenie szefa wydziału śledczego Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wasilija Wowka o tym, że jego podwładni „zebrali i przejrzeli 5,5 mld stron internetowych, z czego 700 mln uznano za „istotne dla tej sprawy”.

    „Łatwo obliczyć, że koledzy pana Wowka przejrzeli ponad 23 milionów stron dziennie około 700 stron na sekundę. Czy to fizycznie możliwe, zdecydujcie sami. Osobiście uważam, że tak otwarcie kłamać całemu światu jest po prostu nieprzyzwoite. Chociaż do podobnych sztuczek SBU już dawno przyzwyczailiśmy się”, — powiedział Konaszenkow.

    Czytaj więcej: http://pl.sputniknews.com/swiat/20150320/144050.html#ixzz3UwBsVhqk

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    114. spece smoleńscy



    Biały Dom: katastrofa airbusa to nie atak terrorystyczny. Czempiński: "za daleko idąca spekulacja"

    Biały Dom: katastrofa airbusa to nie atak terrorystyczny. Czempiński: "za daleko idąca spekulacja"

    Co się zdarzyło w powietrzu? Jak doszło do katastrofy
    airbusa niemieckich linii Germanwings? Ile prawdy jest w twierdzeniu,
    że...
    czytaj dalej »

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    115. NPW obwinia załogę TU-154 za

    NPW obwinia załogę TU-154 za katastrofę smoleńską. Śledztwo przedłużone do października 2015. Prokuratura stawia zarzuty
    http://wpolityce.pl/smolensk/238802-npw-obwinia-zaloge-tu-154-za-katastr...

    Biegli w oparciu o materiał dowodowy oraz czynności przeprowadzane osobiście (…) dokonali analizy przebiegu lotu i lądowania

    — mówił płk Ireneusz Szeląg na konferencji prasowej Naczelnej Prokuratury Wojskowej, podkreślając że przez cztery lata 20 biegłych przygotowywało opinie ws. katastrofy smoleńskiej. Jako jedną z przyczyn katastrofy biegli wskazali niewłaściwe działanie załogi. Zarzuty mają usłyszeć także dwaj obywatele Rosji, kontrolerzy z lotniska w Smoleńsku.

    Na wstępie poinformował, że śledztwo zostało przedłużone do 10 października 2015 r.

    Jak podała NPW, biegli ustalili, że dowódca nie miał uprawnień do lądowania w warunkach, jakie panowały w Smoleńsku. Poinformowano również, że znacznik wysokościomierza ustawiony był poniżej wymaganej normy.

    Biegli oceniali również działanie szeregu osób i instytucji w związku z organizacją wyjazdu. Biegli wskazali na wiele nieprawidłowości i niedopatrzeń.

    Jak stwierdziła NPW, bezpośrednia przyczyna katastrofy jest jasna, a jej bezpośrednie przyczyny są następujące:

    1) Niewłaściwe zachowanie członków załogi. Polegało ono na zniżanie samolotu poniżej warunków minimalnych i nie wydaniu komendy o odejścia na drugi krąg

    Było to działania nieadekwatne do warunków meteorologicznych panujących na lotnisku

    — powiedział Szeląg, przypominając że pilot powinien się znajdować poniżej 120 m.

    Na ok. 4 min. przed katastrofą członek załogi JAK-a mówił o spadku widzialności poniżej 200 m. Dowódca nie miał prawa zejść poniżej tego poziomu.

    Biegli wskazali, że naruszono instrukcję lotu, przez nieodejście na drugi krąg.

    2) Nieprawidłowe działania zw. z wyznaczeniem do składu załogi do lotu o statusie HEAD osób bez ważnych uprawnień czy wręcz bez uprawnień do wykonywania tego typu lotów.

    Zmiana zarzutów wobec dwóch osób funkcyjnych 36. Spec. Pułku Lotnictwa, którym zarzucono niedopełnienie obowiązków w zakresie: niedokonania analizy wykonania lotniczego i ocenę warunków atmosferycznych i wskazania niewłaściwego składu załogi.

    Jako dowódcę załogi wskazano człowieka, który nie miał uprawnień do dowodzenia TU-154

    — stwierdził Szeląg.

    Do nieprawidłowych działań biegli zaliczyli więc wytypowanie do załogi osób, które nie miały uprawnień do tego typu lotu. Tylko technik posiadał takie uprawnienia.

    Jak relacjonuje Szeląg, jako kolejną z przyczyn katastrofy biegi wskazali naruszenie reguł określonych w instrukcji użytkowania samolotu.

    Zadecydowano również o postawieniu zarzutów dwóm obywatelom rosyjskim, kontrolerom z lotniska w Smoleńsku.



    Śledztwo smoleńskie: niewłaściwe działanie załogi, brak uprawnień do tego typu lotów

    Śledztwo smoleńskie: niewłaściwe działanie załogi, brak uprawnień do tego typu lotów

    Przez cztery lata 20 biegłych przygotowywało opinie ws.
    katastrofy smoleńskiej. Naczelna Prokuratura Wojskowa przedstawia...
    czytaj dalej »

    Hypki o katastrofie smoleńskiej: Sikorski, Arabski mieli pełne spodnie. Odpowiadali politycznie za to, co się stało

    Awantura wokół smoleńska ma ?wyłącznie przyczyny polityczne? - stwierdził Tomasz Hypki w rozmowie z Moniką Olejnik. - Z jednej i z drugiej strony. Sikorski, Arabski i parę innych osób naprawdę miało pełne spodnie, bo tak naprawdę oni odpowiadali, nie wiem czy prawnie, ale moim zdaniem też, ale na pewno politycznie za to, co się stało - dodał.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/10,114927,17667364,Hypki_o_katast...

    Szkoda, że tak długo prokuratura wojskowa uczyła się, jak ważne jest szybkie i klarowne informowanie o postępach śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Gdyby wszystkie konferencje prasowe wyglądały tak jak piątkowa, osób wierzących w zamach na prezydenta Lecha Kaczyńskiego z pewnością byłoby mniej.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,17668867,Biegli_prokuratury_kontra_dowody_zna...

    Zespół ds. wyjaśniania opinii publicznej treści informacji i
    materiałów dotyczących przyczyn i okoliczności katastrofy lotniczej z
    dnia 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem informuje:

    Wnioski biegłych w sprawie katastrofy smoleńskiej zbieżne z ustaleniami Komisji Millera.

    Przedstawione na dzisiejszej konferencji prasowej (27.03.2015)
    ustalenia biegłych Prokuratury Wojskowej w sprawie katastrofy
    smoleńskiej są całkowicie zbieżne z wnioskami Komisji Millera,
    opublikowanymi w Raporcie końcowym w 2011 roku.

    – Nie ma różnic w ustaleniach przeprowadzonych odrębnymi
    postępowaniami przez 34 specjalistów Komisji Millera i 20 niezależnych
    biegłych Prokuratury Wojskowej. Celem Komisji było wskazanie przyczyn
    katastrofy, natomiast rolą Prokuratury jest także ocena
    odpowiedzialności karnej konkretnych osób i sformułowanie zarzutów.
    Wskazana przez Prokuraturę przyczyna katastrofy oraz czynniki, które do
    niej doprowadziły, są tożsame z ustaleniami Komisji Millera – powiedział
    Maciej Lasek, przewodniczący Zespołu ds. wyjaśniania przyczyn
    katastrofy smoleńskiej, były członek Komisji Millera.

    Biegli wskazali m.in. przyczyny katastrofy i czynniki, które
    wpłynęły na jej zaistnienie. Ich zdaniem, bezpośrednią przyczyną wypadku
    było m.in. niewłaściwe działanie załogi, polegające na zniżaniu
    samolotu poniżej warunków minimalnych do lądowania oraz niewydanie
    komendy odejścia. Załoga Tu-154 działała nieadekwatnie do panujących
    warunków atmosferycznych, a jej członkowie nie mieli ważnych (lub
    prawidłowo nadanych) uprawnień do tego typu lotu.

    Prokuratura poinformowała także, że zadecydowała o postawieniu
    zarzutów dwóm obywatelom Rosji, kontrolerom z lotniska w Smoleńsku.
    Warto przypomnieć, że w Raporcie Komisji Millera błędy kontrolerów lotu
    zostały uznane jako czynnik mający wpływ na przyczynę wypadku, a opis
    tych błędów został zawarty także w uwagach do raportu rosyjskiej Komisji
    MAK.

    Także obie grupy specjalistów dokładnie omówiły zderzenia samolotu w
    przeszkodami terenowymi, w tym dużą brzozą, w zetknięciu z którą
    samolot stracił część lewego skrzydła, co spowodowało utratę
    sterowności, niekontrolowane przechylenie na lewe skrzydło, a w
    konsekwencji zderzenie z ziemią.

    Biegli także nie stwierdzili żadnych elementów, mogących świadczyć o
    innej przyczynie zniszczenia samolotu, niż zderzenie z ziemią. Drobne
    osmolenia i nadpalenia występowały tylko tam, gdzie doszło do pożaru
    paliwa w wyniku uderzenia w ziemię. Wskazano także na możliwą obecność
    osób trzecich w kabinie załogi, w tym gen. Błasika

    Podobnie jak w Raporcie Millera biegli stwierdzili, ze ani stan
    zdrowia załogi, ani stan techniczny samolotu nie miały wpływu na
    katastrofę Tu 154. Śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej zostało
    przedłużone do 10 października 2015 r.

    Raport Końcowy Komisji Millera dostępny jest pod adresem http://faktysmolensk.gov.pl/przebieg-badania.



    Lasek: NPW ws. decyzji o odejściu na drugi krąg bliżej MAK, niż komisji Millera

    Lasek: NPW ws. decyzji o odejściu na drugi krąg bliżej MAK, niż komisji Millera

    - Pierwsza komenda "odchodzimy" została wypowiedziana, według odsłuchów wykonanych przez Centralne Laboratorium...
    czytaj dalej »

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    117. Wywiad Agnieszki Kublik

    W kokpicie było tłoczno, zwłaszcza
    obecność gen. Błasika mogła ubezwłasnowolniać dowódcę w podejmowaniu
    decyzji - mówi "Wyborczej" o stenogramie dotyczącym katastrofy
    smoleńskiej dr Maciej Lasek, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków
    Lotniczych.
    Agnieszka
    Kublik: Pomyliliście się co do roli gen. Błasika w kokpicie. W waszym
    raporcie jest mowa o wywieranej przez generała na załogę presji
    pośredniej, a z najnowszych odczytów wynika, że dowódca sił powietrznych
    do ostatniej chwili zachęcał załogę do lądowania.



    Dr Maciej Lasek: Podtrzymujemy nasze zdanie. Z tych fragmentów,
    które zostały upublicznione, nie wynika, żeby wydawał polecenia załodze.

    Gen. Błasik uczestniczy w procedurze sprawdzania kolejnych działań niezbędnych przy lądowaniu.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,17716294,Katastrofa_smolenska__Dr_Lasek_dla__Wyborczej___Z.html


    Płk Piotr Łukaszewicz: Brak sterylności kokpitu wpłynął na załogę tupolewa. Wykroczyli poza...


    Płk Piotr Łukaszewicz: Brak sterylności kokpitu wpłynął na załogę tupolewa. Wykroczyli poza... /© Bartek Syta

    -
    Brak sterylności kokpitu miał wpływ na załogę tupolewa, która
    wykroczyła poza swoje kompetencje i podejmowała błędne decyzje -
    powiedział płk Piotr Łukaszewicz, były szef oddziału szkolenia
    lotniczego Dowództwa Sił Powietrznych, w rozmowie z agencją AIP.


    „Kiedyś PiS będzie musiał odszczekać i przyznać się, że kłamali i wykorzystywali tragedię smoleńską”



    – Mamy kolejny, bezsporny dowód, że nie było żadnego zamachu. Tak
    jak kiedyś związek sowiecki musiał się przyznać do zbrodni w Katyniu,
    tak kiedyś PiS będzie musiał odszczekać i...


  • Zamach smoleński - przybywa zwolenników i przeciwników tej teorii

    31 proc. Polaków dopuszcza możliwość, że pod Smoleńskiem dokonano zamachu. 51 proc. nie wierzy w zamach.



  • http://www.fakt.pl/m/crop/-900/-900/faktonline/635640760007911476.jpg

    Chcą międzynarodowego śledztwa ws. Smoleńska. "Państwo polskie się skompromitowało"

    Chcą międzynarodowego śledztwa ws. Smoleńska. "Państwo polskie się skompromitowało"

    Przedstawicielki części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej
    domagają się powołania międzynarodowej komisji, która od nowa...
    czytaj dalej »


    Seremet o katastrofie w Smoleńsku: Jest drugi stenogram z Tu-154M wykonany przez innego biegłego »
    Jak stwierdził, nowe stenogramy z Tu-154M ujawnione wczoraj przez RMF,
    nie są jedynymi, którymi dysponuje prokuratura wojskowa. "Sporządzono
    jeszcze jedną opinię fonoskopijną, która to opinia
    też nieco różni się, głównie kategorycznością rozpoznania identyfikacji
    głosowej, i to właśnie wymaga zbadania, skonfrontowania, wyjaśnienia
    przez prokuratorów wojskowych" - powiedział Andrzej Seremet. Niektóre
    rozpoznane frazy rozmów w Tupolewie nie były zidentyfikowane
    przez krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych, który wcześniej
    przeprowadzał swoją analizę.
    Jak podają "Wiadomości" TVP 1, autorem
    ujawnionego wczoraj stenogramu jest reżyser dźwięku Andrzej Artymowicz.

    Z kolei opinia, o której mówił Andrzej Serement, została sporządzona
    przez profesor Grażynę Demenko z Zakładu Fonetyki Uniwersytetu Adama
    Mickiewicza w Poznaniu.
    Oba stenogramy zostały sporządzone na podstawie
    kopii nagrań z TU154M, które wykonano w wyższej jakości. Prokurator
    generalny poinformował też, że po zakończeniu śledztwa w sprawie
    katastrofy smoleńskiej zostanie wydana tzw. biała księga.

    Nowe nagrania z kokpitu tupolewa, który
    rozbił się 5 lat temu pod Smoleńskiem, to kłopot dla PiS. W najbliższy
    piątek miało być jak zawsze: rocznica - marsz pod Pałac Prezydencki -
    emocje - przemówienia Jarosława Kaczyńskiego, nowy raport Macierewicza o
    kolejnych wybuchach. Stenogramy zakłócają ten scenariusz, a ich
    niewygodnej dla PiS wymowy nie przykryją "żadne płacze i żadne krzyki".
    Odczytane na nowo nagrania rozmów w kokpicie
    prezydenckiego Tu-154 M to materiał przełomowy. By zrozumieć jego
    wartość, trzeba wyjaśnić, skąd się wzięły nowe stenogramy. I dlaczego
    stanowią one kłopot nie tylko dla wyznawców zamachu w Smoleńsku, ale
    również dla prokuratury, biegłych oraz wojska.

    Zapisy
    rozmów z kokpitu znane są od czerwca 2010 r. Decyzja o ich ujawnieniu
    zapadła na poziomie polskiego rządu. Nie miała precedensu. Nagrań
    czarnych skrzynek nie podaje się do wiadomości publicznej. Są zbyt
    drastyczne i bolesne dla rodzin ofiar. Tu jednak chodziło o katastrofę, w
    której zginął polski prezydent z oficjalną delegacją.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,17721269,Niewygodna_prawda_czarnych_skrzynek.html

    Jak PO przygotowała smoleńską prowokację z generałem Błasikiem. Krok po kroku
    http://niezalezna.pl/65873-jak-po-przygotowala-smolenska-prowokacje-z-generalem-blasikiem-krok-po-kroku

    Badanie zostało przeprowadzone na początku kwietnia. Norbert
    Maliszewski, dr hab., politolog UW, zapytał, który z kandydatów na
    prezydenta RP politycznie rozgrywa 5. rocznicę katastrofy smoleńskiej.
    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,17725127,Duda_straci_na_sprawie_smolenskiej_.html

  • Wierzących w zamach smoleński nie przybywa,ale jest ich sporo [NOWY SONDAŻ]

    Prof. Krystyna Skarżyńska, psycholożka (SWPS, PAN), komentuje, że opinia, czy miał miejsce zamach, wydaje się zamrożona.

    Sondaż Millward Brown dla "Wyborczej":
    Większość Polaków sądzi, że 10 kwietnia 2010 r. doszło do katastrofy
    lotniczej, a nie do zamachu. I tych przez rok przybyło. W zamach
    smoleński wierzy 22 proc. Tych nie przybyło.
    "Która z przyczyn katastrofy polskiego
    samolotu pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. jest Pana/Pani zdaniem
    najbardziej prawdopodobna?" - zapytali Polaków ankieterzy pod koniec
    marca.
  • Katastrofa smoleńska. Sekta zakrzykuje prawdę. Groźniejsi są ci, którzy ją zacierają

    Jest więc "twarda" sekta oraz metoda "miękka". Ta druga w pewnym
    sensie bardziej szkodliwa, gdyż jej autorzy pozorują myślenie
    racjonalne.






  • Jarosław Kurski


  • Piąta rocznica katastrofy smoleńskiej. To była nasza wspólna tragedia

    Pięć lat temu Polską wstrząsnęła największa tragedia od czasów II wojny światowej







  • Dominika Wielowieyska


  • Po co PiS teorie Macierewicza? Umiejętne podsycanie histerii pod krzyżem to ich strategia

    Jarosław Kaczyński od początku wiedział, że w Smoleńsku żadnego zamachu nie było.






  • Bartosz T. Wieliński


  • Smoleńska fantastyka niemieckiego dziennikarza

    Katastrofa smoleńska. Książka "Tajne akta S." autorstwa dziennikarza
    śledczego Jürgena Rotha, która właśnie ukazała się w Niemczech, błąd ma
    już na okładce.






  • Monika Olejnik


  • Paliwo smoleńskie kręci się od pięciu lat, bo wszystkim jest do czegoś potrzebne

    Od pięciu lat żyjemy we mgle smoleńskiej. Brak procedur, bałagan i
    nasz polski tumiwisizm doprowadziły do największej katastrofy w dziejach
    Polski i nie tylko.





    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika guantanamera

    118. Ważny aspekt sprawy

    tych "jeszcze lepiej odczytanych" zapisów:
    http://beem.deep.salon24.pl/640612,czy-w-smolensku-o-7-30-jest-8-07
    W zasadzie dowód na fałszerstwo ...

    avatar użytkownika Maryla

    119. Eksperci prokuratury


    Eksperci prokuratury obciążają dowódcę sił powietrznych

    AGNIESZKA KUBLIK, WOJCIECH CZUCHNOWSKI

    11.04.2015

    01:00

    Gen. Andrzej Błasik nie rozkazał, by
    piloci tupolewa zaczęli się wznosić, przeciwnie, akceptował lądowanie -

    to końcowe wnioski zespołu biegłych prokuratury wojskowej.
    Zawarli je oni w kompleksowej opinii
    sporządzonej na potrzeby śledztwa smoleńskiego. "Wyborcza" poznała
    końcowe oceny grupy 20 biegłych, wśród których byli m.in. psychologowie,
    lekarze, piloci oraz specjaliści od budowy samolotów i od fonoskopii.



    W rozdziale „Czynniki, które wpłynęły na zaistnienie katastrofy”
    w punkcie pierwszym eksperci stwierdzają, że jednym z takich...


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    120. Michniki na Dzień Miłosierdzia Bożego 12.04.2015



    Skoro wszystkie teorie biorę pod uwagę, to
    także i tę, że jeden brat poradził drugiemu, aby lądował bez względu na
    warunki. Kwestia męstwa. Z Lechem Raczakiem, legendą Teatru Ósmego
    Dnia, autorem spektaklu "Spisek smoleński", rozmawia Donata Subbotko.

    Donata Subbotko: Jak rozmawiać z człowiekiem, który jest przekonany, że żyje w wolnej Polsce?

    Lech Raczak: No tak, to cytat z mojego przedstawienia, ale wzięty z życia. Pewna prawicowa aktywistka postawiła kiedyś takie pytanie.

    Przedstawieniem "Spisek smoleński" wrócił pan do radykalizmu politycznego - jak za komuny, kiedy tworzył pan Teatr Ósmego Dnia.


    - Starałem się, żeby to nie była tylko polityczna rozprawa,
    próbowałem też zrozumieć postawy drugiej strony. Kiedy przychodzi
    dziesiątka ludzi zaprotestować przeciwko spektaklowi, mam poczucie, że
    30 lat temu i ja, i oni uczestniczyliśmy w tych samych demonstracjach, w
    tych samych mszach za ojczyznę, że to byli moi widzowie, także w
    kościołach - z Teatrem Ósmego Dnia zagraliśmy prawie sto przedstawień w
    kościołach.
    http://wyborcza.pl/magazyn/1,144508,17727340,Za_Smolensk__za_Katyn_kula_...


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    121. spisane są słowa i czyny , zapamietamy

    Fotografie, które ujawni "Newsweek"
    mają pochodzić z akt śledztwa smoleńskiego
    . Według tygodnika autorem
    zdjęć była "ta sama osoba, która zrobiła ostatnie zdjęcie Lecha
    Kaczyńskiego idącego między fotelami".

    Zobacz obraz na Twitterze
    Wszystkiemu towarzyszy okładka najnowszego numeru "Newsweeka", na której widnieje Jarosław Kaczyński z podpisem "Zamachowiec". "Po katastrofie smoleńskiej Jarosław Kaczyński z rozmysłem niszczył jedność Polaków i instytucje państwa" - czytamy.

    Wywiad prezydenta w Kontrwywiadzie RMF FM

    Polityka informacyjna prokuratury ma ogromne znaczenie dla budowania
    braku pewności Polaków, że sprawy są ostatecznie wyjaśnione, nazwane,
    zdefiniowane - mówił prezydent w RMF FM.

    Prokuratura też rozpylała mgłę. Wystarczyły drobne wpadki i... Macierewicz już triumfował

    Im bardziej Smoleńsk dzielił Polaków, tym większe znaczenie miały
    nawet drobne wpadki prokuratury. Im mniejszej wagi spraw dotyczyły, tym
    więcej było krzyku o matactwie - analizuje AGNIESZKA KUBLIK




    Prezydent krytycznie o polityce informacyjnej prokuratury

    Prezydent Bronisław Komorowski zapowiedział, że chce zaprosić
    Prokuratora Generalnego na rozmowę, żeby wyjaśnić skąd się biorą te
    niespójności, jeśli chodzi o politykę informacyjną w kwestiach
    dotyczących katastrofy smoleńskiej.

    Paweł Wroński

    "Chcemy prawdy" - to piękne hasło, które nada się na każdą kampanię

    Zespół Antoniego Macierewicza ma tyle wspólnego z naukowością, ile "socjalizm naukowy" Marksa i Engelsa z nauką.



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    122. Wojciech Czuchnowski I tak

    Wojciech Czuchnowski

    I tak płynie Smoleńsk kanałem wykopanym przez PiS

    Katastrofa prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem nie była zwykłą katastrofą.Mogła być tematem ostrego ale zrównoważonego sporu politycznego. Ale PiS
    zaprzepaścił szansę na to by, spór ten miał racjonalny wymiar i nie
    szkodził państwu. Dziś naprawić tego już się nie da.Pięć lat po katastrofie smoleńskiej Polacy podzieleni są na wierzących w
    zamach i tych, którzy analizując fakty są przekonani, że 10 kwietnia
    2010r. doszło do katastrofy.

    Zaraz po tragedii istniała szansa, aby...


    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,17765220,I_tak_plynie_Smolensk_kanalem_wykopanym_przez_PiS.html


    Wracamy do „atmosfery zadumy”

    Pan red. Roth, dziennikarz śledczy, co to z
    niejednego komina wygartywał, sugeruje, iż katastrofa smoleńska była
    następstwem zamachu z udziałem ruskiej FSB – ale wygląda na to, że
    inicjatywa wyszła od tubylczej razwiedki.
    To się nawet komponuje z moją ulubioną teorią spiskową, według
    której – zakładając, że ludzie, a zwłaszcza zimny ruski czekista Putin –
    zachowują się racjonalnie – Rosjanie 10 kwietnia 2010 roku nie mieli
    już żadnego interesu w zabijaniu prezydenta Kaczyńskiego na swoim
    terenie i w sposób ściągający na nich podejrzenia, bo prezydenta
    Kaczyńskiego zneutralizował kilka miesięcy wcześniej prezydent Obama,
    swoim „resetem” z 17 września 2009 roku likwidując mu „politykę jagiellońską”, przez Pierwszego Cadyka III Rzeczypospolitej pana Aleksandra Smolara nazwaną „postjagiellońskimi mrzonkami”.

    Oczywiście na tamtym etapie, bo teraz mamy etap inny i właśnie prezydent Komorowski, co to na tamtym etapie zasłynął bon-motem „jaki prezydent – taki zamach”, złożył „niezapowiedzianą wizytę
    na Wawelu, a konkretnie – przy sarkofagu prezydenta Kaczyńskiego i jego
    małżonki. Na tym etapie bowiem jest rozkaz, że mamy powrócić do „atmosfery zadumy” z pierwszych dni po katastrofie, kiedy to nawet resortowa „Stokrotka
    spłakała się z żałości w rozmowie z nieutuloną w żalu Jolantą
    Kwaśniewską, a nawet i redaktor Lis pokazywał się przez kilka dni z
    zapuchniętą od płaczu twarzą – oczywiście do momentu, gdy padł rozkaz,
    by skończyć z tą całą żałobą. Wtedy, jak pamiętamy, pan Dominik Taras
    pełniący obowiązki kuchcika, „skrzyknął” na Krakowskie
    Przedmieście osobników ze złotymi łańcuchami z tombaku na byczych
    karczychach, którzy starszym paniom propnowali, by pokazały im „cycki”, co tak się spodobało funkcjonariuszom „Gazety Wyborczej”, że aż rozpisywali się o „ożywczych powiewach”.

    Dzisiaj jednak jest rozkaz zadumy, toteż pan Jarosław Kurski w
    żydowskiej gazecie dla Polaków ćwierka z całkiem innego klucza – że
    zginęła „elita narodu”. No proszę – wystarczył sygnał o grze
    operacyjnej podjętej przez niemiecką razwiedkę, by instynkt
    samozachowawczy podsunął tubylczej soldatesce, która niewątpliwie miała
    motyw, by zamordować prezydenta Kaczyńskiego by wrócić do „atmosfery zadumy”, komponującej się wszak ze „zgodą z bezpieczeństwem
    - hasłem zasuflowanym prezydentu Komorowskiemu. Wydaje się, że
    prezydent Komorowski nie ma innego wyjścia, kiedy okazało się, iż
    konfrontacja na SKOK-i działa obosiecznie i dalsze rozgrzebywanie sprawy
    może doprowadzić do sytuacji, gdy oskarżyciele złapią się za własną
    rękę. Dlatego też sprawa SKOK-ów jak na komendę zniknęła z mediów
    głównego nurtu i to zarówno tych niezależnych, co to skaczą z gałęzi na
    gałąź przed panem redaktorem Adamem Michnikiem, jak i tych niepokornych,
    co też skaczą z gałęzi na gałąź przed Adamem, tyle, że Lipińskim.(..)

    Tak to sobie w nocy rozbieram z uwagą w Montrealu, skąd już niedługo
    wyruszę na zachód, w głąb Kanady, aż do Vancouver. Ciekawe w którym
    momencie zmieni się etap i zalecane mądrości – bo trudno się spodziewać,
    by bezpieczniackie watahy zwłaszcza poddawane tak silnej presji
    zewnętrznej, długo wytrwały w zgodzie i zadumie.

    Stanisław Michalkiewicz




    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    123. Parlament Europejski ponownie

    Parlament Europejski ponownie wezwie Rosję do oddania wraku tupolewa!

    Ale znowu nie będzie wezwania do
    międzynarodowego śledztwa ws. tragedii smoleńskiej. Niezmiennie
    sprzeciwiają się temu europosłowie Platformy

    Parlament Europejski jeszcze raz wystosuje do Rosji wezwanie o zwrot Polsce wraku i czarnych skrzynek tupolewa.

    Jak informuje RMF FM, odezwa zostanie wystosowana w najbliższy poniedziałek.

    Znowu jednak nie będzie wezwania do przeprowadzenia międzynarodowego
    śledztwa, gdyż ta część poprawki zgłoszonej przez eurodeputowanych
    PiS nie znalazła poparcia reszty eurodeputowanych

    — zastrzega stacja.

    Sprawa tragedii smoleńskie, jak zaznacza RMF FM, znalazła się w raporcie PE dotyczącym Rosji w tym samym akapicie co katastrofa MH17 na Ukrainie. Autorem raportu jest wnuk byłego prezydenta Litwy, Gabrielius Landsbergis,
    Dokument zawiera wezwanie, aby wszystkie europejskie instytucje podnosiły kwestie smoleńską i MH17 w rozmowach dwustronnych z Rosją.

    RMF FM podaje, że podobnie jak w marcu eurodeputowani Platformy
    Obywatelskiej i sam autor raportu nie chcieli apelu wzywającego do
    międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej.

    Gdy pojawia się sprawa MH17 to nie ma
    sprzeciwów, żeby np. wezwać Rosję do nieutrudniania śledztwa,
    natomiast,  gdy podnoszona jest sprawa międzynarodowego śledztwa w
    sprawie Smoleńska - zaraz pojawiają się głosy nawołujące do ostrożności

    — skomentował jeden z negocjatorów zapisów w raporcie Landsbergisa.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    124. Czuchnowski,



    Czuchnowski, Kublik

    Pytania do kandydata Dudy: no to był zamach smoleński czy nie?

    Kandydat PiS mówi dzisiaj, że wierzy w "zamach smoleński". Ale nie zawsze miał takie poglądy.
    Pierwszy raz w sprawie katastrofy w Smoleńsku
    Duda szerzej wypowiedział się w dokumentalnym filmie Marii Dłużewskiej i
    Joanny Lichockiej pt. "Mgła" z 2011 r. To opowieść o katastrofie
    widzianej oczami urzędników kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego,
    którzy 10 kwietnia 2010 r. czekali w Katyniu lub zostali w Polsce.





    Donald Tusk nie będzie wspominał, jak w latach 2009 i 2010 wchodził
    Putinowi w tyłek – mówi „Wprost” Jürgen Roth, niemiecki dziennikarz,
    autor książki „Tajne akta S.” o kulisach katastrofy smoleńskiej.

    Czy spodziewał się pan takiego ataku mediów w Polsce po publikacji książki?

    Liczyłem się z tym o tyle, że wiedziałem, jak bardzo spolaryzowane jest
    polskie społeczeństwo. Padło bardzo wiele opinii, zanim jeszcze ta
    książka ukazała się na rynku. Moim zadaniem jako dziennikarza jest
    pokazanie dwóch stron tego konfliktu, a czytelnik sam powinien wyciągnąć
    wnioski.

    Katastrofa nie powinna być przedmiotem sporu, ale niezależnego śledztwa. Skąd się więc wziął taki spór?

    Ten
    mur powstał na bazie dobrych stosunków między Donaldem Tuskiem
    i Władimirem Putinem z 2010 r. Od samego początku, już w kwietniu 2010
    r., dla rządu było jasne, co było przyczyną katastrofy. Opierano się
    niemal wyłącznie na ustaleniach i opiniach strony rosyjskiej.

    (...)

    Jak w Niemczech postrzegany jest kraj, który nie jest w stanie wyjaśnić przyczyn śmierci swojego prezydenta i politycznej elity?

    Ciężko mi o tym mówić, ale po katastrofie smoleńskiej – mimo że zginął
    polski prezydent i duża część polskiej elity – zainteresowanie tą sprawą
    było niewielkie.

    Zainteresowanie polityków czy opinii publicznej?

    W ogóle. Było to związane z postrzeganiem Lecha Kaczyńskiego. Był on
    ofiarą tworzenia legendy konserwatywnego i religijnego nacjonalisty oraz
    zwolennika teorii spiskowych. Świadczyć miał o tym jego stosunek
    do Putina. Nie pasował więc do koncepcji, bo w tym czasie Zachód miał
    doskonałe relacje z Kremlem. Mówiło się, że był politycznym
    awanturnikiem.

    Można powiedzieć, że wiele osób w Niemczech po 10 kwietnia odetchnęło z ulgą?

    Jeśli chodzi o szeroko rozumianą klasę polityczną, myślę, że może pan mieć rację.

    I nie ma znaczenia, że to Lech Kaczyński miał rację w sprawie Putina, a nie Zachód?

    Nie ma. Donald Tusk też nie będzie przecież wspominał, jak w latach
    2009 i 2010 wchodził Putinowi w tyłek. Świadczą o tym choćby: umowa
    z Gazpromem, jego ochocza zgoda na oddanie śledztwa smoleńskiego
    Rosjanom i sprzeciw wobec powołania komisji międzynarodowej. A dziś
    chodzi i mówi, że Putin jest zły.
    Cały wywiad z Jürgen Rothem można przeczytać w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost"

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    125. Ostateczna ekspertyza

    Ostateczna ekspertyza biegłych: Nie było wybuchu na pokładzie tupolewa

    Biegli wojskowej
    prokuratury stwierdzili ostatecznie, że nie było wybuchu na pokładzie tupolewa, który 10 kwietnia 2010 roku
    rozbił się w Smoleńsku - dowiedziało się RMF FM.Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji przekazało śledczym ostatnią opinię fizykochemiczną dotyczącą występowania na
    szczątkach maszyny śladów materiałów wybuchowych. To opinia
    uzupełniająca, sporządzona na wniosek jednego z pełnomocników rodzin
    ofiar katastrofy, Piotra Pszczółkowskiego.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    126. Agnieszka Kublik PiS już

    Agnieszka Kublik

    PiS już myśli, jak przejąć media publiczne. I zamienić je w "narodowe". Brzmi znajomo?

    Nowa IV RP potrzebuje prawdziwego monopolu, by zwrócić media, a potem całe państwo PiS.

    Gdy w 2005 r. PiS zdobył władzę w Pałacu
    Prezydenckim i na Wiejskiej, od razu ruszył na media publiczne. Jarosław
    Kaczyński uzasadniał to "złym oddziaływaniem mediów" i koniecznością
    propagowania "patriotyzmu, którym powinno się oddychać". Marzył, by
    media publiczne włączyły się do "jednolitego frontu wychowawczego"
    Polaków.
    Dziś prezes PiS mówi o "stworzeniu prawdziwej telewizji...



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    127. Prof. Marek Żylicz: Wznowić

    Prof. Marek Żylicz: Wznowić badanie katastrofy smoleńskiej, zwrócić się do ekspertów unijnych

    Katastrofa
    smoleńska powinna być zbadana ponownie - nie ma wątpliwości prof. Marek
    Żylicz, członek rządowej komisji badającej okoliczności katastrofy
    smoleńskiej. Jego zdaniem sytuacja jest wyjątkowa. Opinię eksperta w tej
    sprawie publikuje gazetaprawna.pl.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    128. Obrzydliwe! Czerska w


    Obrzydliwe! Czerska w natarciu ws. 10/04. Wielowieyska sugeruje,
    że płk. Wosztyl jest winny tragedii smoleńskiej. A internetowa broszura
    pisze, że Wassermann to rozwódka, choć nawet nie miała męża...


    Walka polityczna walką, sympatie redaktorów
    z Czerskiej też rozumiemy, ale pewne chwyty są naprawdę poniżej pasa.
    Pozostaje jedno pocieszenie - prorządowe broszury czyta coraz mniej
    Polaków. I oby tak dalej.

    Myliłby się ten, kto myśli, że Jarosław Kaczyński o Smoleńsku zapomniał. (…) W jakim natężeniu Smoleńsk powróci po wyborach?

    — zastanawia się na łamach „Gazety Wyborczej” Dominika Wielowieyska.

    Po czym po raz sto czterdziesty ósmy pisze ten sam tekst - że
    przyczyny tragedii są wyjaśnione, że winni politycznie są Lech
    Kaczyński i gen. Błasik, że „smoleńskie paliwo” daje PiS duże wsparcie w
    kampanii i wyborach.

    I nie zajmowalibyśmy się tym artykułem w ogóle - wszak to nie
    pierwsze i zapewne nie ostatnie tego typu wynurzenia autorów z Czerskiej
    - ale dwie rzeczy domagają się odpowiedzi. Obie naprawdę chamskie.

    Po pierwsze - Wielowieyska sugeruje, że jedyną zasługą obecnych na liście jest to, że albo są członkami rodzin ofiar, albo po prostu mają problem Smoleńska na uwadze.

    Zasada wydaje się prosta: kto musi odkupić swoje winy i zdradę -
    czyli odejście z PiS - musi głosić, a przynajmniej sugerować wersję
    zamachu, a kto był lojalny wobec prezesa Kaczyńskiego cały czas,
    wystarczy, że będzie promował wersję bardziej miękką: że katastrofa jest
    niewyjaśniona, że komisja Millera, która szczegółowo i fachowo opisała przyczyny
    wypadku, jest niewiarygodna. (…) Cała strategia prezesa PiS w ostatnich
    latach była nastawiona na osiągnięcie jednego celu: budowę mitu brata: świetnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Teoria zamachu jest w budowaniu tego mitu bardzo potrzebna

    — kpi dzielna pani redaktor.

    Po czym dodaje w naprawdę haniebnej i, naszym zdaniem, nadającej się na proces insynuacji:

    Na liście jest także Artur Wosztyl, pilot samolotu JAK-40,
    który 10 kwietnia 2010 r. wylądował w Smoleńsku, a potem zachęcał
    pilotów tupolewa do lądowania mimo mgły, co skończyło się tragedią

    — czytamy.

    A gdyby ktoś nie wierzył:




    Jeszcze dalej media z Czerskiej poszły w
    internecie, gdzie grzebiąc w życiorysie Małgorzaty Wassermann…
    zwyczajnie skłamano. Kandydatka PiS obróciła tę kwestię w żart, ale
    olbrzymi niesmak pozostał.




    Bo walka polityczna walką, sympatie redaktorów z Czerskiej też rozumiemy, ale pewne chwyty są naprawdę poniżej pasa. Pozostaje jedno pocieszenie - prorządowe broszury czyta coraz mniej Polaków. I oby tak dalej.



    Dominika Wielowieyska

    Wyborcze listy smoleńskie. PiS o Smoleńsku milczy, ale nie zapomniał

    PiS miał prosty patent na podniesienie swoich notowań. Tuż przed
    wyborami trzeba ograniczyć występy i smoleński objazd po kraju, a
    Jarosław Kaczyński musi zrobić krok w tył.




    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    129. Ewa Kopacz zamyka propagandowy zespół Macieja Laska

    Premier Ewa Kopacz na koniec swojej kadencji postanowiła zrobić
    "porządki" w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i rozwiązać opłacany od
    2,5 lat propagandowy zespół Macieja Laska. Szefowa rządu nie chce się
    tym jednak chwalić - informacja na ten temat pojawiła się jedynie na
    stronie Rządowego Centrum Legislacji. "Teraz będzie usuwanie śladów jego
    działalności?" - pyta na Twitterze dziennikarz, Stanisław Janecki.




    Dzisiaj do RCL wpłynęło "Zarządzenie Prezesa Rady Ministrów w sprawie
    zniesienia Zespołu do spraw wyjaśniania opinii publicznej treści
    informacji i materiałów dotyczących przyczyn i okoliczności katastrofy
    lotniczej z dnia 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem".







    Informację na ten temat na Twitterze podał jeden z internautów, @gd7171. Na stronie Biura Informacji Publicznej Rady Ministrów zespół został również "wykasowany".



    Decyzja Ewy Kopacz oznacza, że propagandowa przybudówka KPRM - zajmująca
    się promocją tez raportu rosyjskiego MAK i tzw. raportu Jerzego Millera
    - powołana do życia w kwietniu 2013 r. kończy swoją działalność. – Członkowie zespołu Laska będą wynagradzani do końca jego prac – deklaruje Kancelaria Premiera.



    Jak ujawniła "Gazeta Polska Codziennie", do tej pory propaganda Macieja
    Laska i jego współpracowników kosztowała podatnika 1,35 mln zł.
    Kancelaria Premiera tłumaczy wydatki Macieja Laska. WIĘCEJ NA TEN TEMAT.

    http://niezalezna.pl/71463-ewa-kopacz-zamyka-propagandowy-zespol-macieja-laska


    Decyzją premier Kopacz zespół ds. wyjaśniania katastrofy smoleńskiej zakończył działalność

    Zespół zajmujący się wyjaśnianiem opinii publicznej przyczyn katastrofy
    lotniczej pod Smoleńskiem zakończył działalność. Zarządzenie premier Ewy
    Kopacz w tej sprawie ukazało się w Monitorze Polskim. Obowiązuje od
    chwili ogłoszenia."Zespół do spraw wyjaśniania opinii publicznej treści informacji i
    materiałów dotyczących przyczyn i okoliczności katastrofy lotniczej z
    dnia 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem" powstał 9 kwietnia 2013 r.

    Szef zespołu Maciej Lasek powiedział, że zespół kończy pracę. - Byliśmy zespołem doradczym premiera,
    premier podjęła taką decyzję o rozwiązaniu. Dalej będziemy się
    zajmowali tłumaczeniem przyczyn katastrofy, ale w innej formie -
    powiedział Lasek. - Dalej będziemy wspierać prowadzenie stron
    internetowych zespołu - dodał.

    Zaznaczył, że ostatnimi czasy było już coraz mniej zapytań dotyczących katastrofy smoleńskiej.
    - Ten temat zszedł z głównego nurtu informacyjnego. Wydaje się, że
    prokuratura też zmierza do zakończenia prac - mówił szef zespołu. -
    Pewne tematy trzeba podsumowywać - dodał.

    Fot. M.Czutko

    Prof. Binienda dla wPolityce.pl: Rozwiązanie Zespołu Laska to
    klęska strategii rządu opartej na przekonywaniu Polaków do kłamstwa

    "Mam nadzieję, że już niedługo Państwo
    Polskie rozpocznie rzetelne badanie przyczyn tragedii smoleńskiej oraz
    podejmie poważne starania o odzyskanie dowodów znajdujących się w
    Rosji”.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    130. Agnieszka

    Antoni Macierewicz, niewykluczone, że
    przyszły szef MON w rządzie PiS, zapowiada, że po wyborach śledztwo
    smoleńskie przejmie powszechna prokuratura, podległa rządowi. A
    Małgorzata Wassermann, przyszła szefowa resortu sprawiedliwości,
    twierdzi, że śledztwo nie może zostać zamknięte bez sekcji zwłok
    wszystkich ofiar.
    Antoni Macierewicz, wiceprezes PiS i
    Wielki Smoleński Śledczy tej partii, udzielił dużego wywiadu. Przed
    tygodniem "Dziennikowi Gazecie Prawnej", w tym - tygodnikowi "Do
    Rzeczy". To znak, że PiS na kilka tygodni przed wyborami czuje się na
    tyle mocno, iż uznał, że pokazywanie polityka z tak dużym elektoratem
    negatywnym (ok. 50 proc.) nie zmieni notowań partii.

    Macierewicz wraca z tematem smoleńskim...




    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    131. "Prezydent wraz z rządem PiS

    "Prezydent wraz z rządem PiS postara się o zwrot wraku Tu-154M"
    Wyjaśnienie
    katastrofy smoleńskiej trzeba przeprowadzić w znacznej mierze
    od początku - mówił w TVN24 poseł PiS Jarosław Zieliński. - To śledztwo
    będzie prowadzone w ten sposób, żeby doprowadzić do tego, co wie już
    Antoni Macierewicz - stwierdziła z kolei Joanna Mucha z PO.
    Jarosław Zieliński stwierdził, że prezydent Andrzej Duda "postara się
    o to na pewno wraz z rządem Prawa i Sprawiedliwości", aby zwrócono wrak
    polskiego tupolewa. - Osiem lat rządzicie. Rosja mówi, że Polska nigdy
    nie zwróciła się o dowody: o wrak i czarne skrzynki - mówił do Joanny
    Muchy. Posłanka PO uważa, że "postępowanie prokuratorskie będzie rozpoczęte
    na nowo", a "ekshumacje wszystkich ofiar okażą się niezbędne". - Ale
    to śledztwo będzie prowadzone w ten sposób, żeby doprowadzić do tego, co
    wie już Antoni Macierewicz - stwierdziła.


    PO atakuje A. Macierewicza po jego spotkaniu z amerykańską Polonią

    Kampania wyborcza staje się coraz bardziej brutalna. Platforma
    Obywatelska w obliczu słabnącego poparcia przy wsparciu mediów
    liberalno-lewicowych atakuje wiceprezesa PiS

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    132. Wywiad USA: Katastrofę

    Wywiad USA: Katastrofę rosyjskiego samolotu w Egipcie spowodował wybuch bomby

    Amerykański wywiad jest przekonany, że katastrofę rosyjskiego samolotu w
    Egipcie spowodował wybuch bomby. Taką informację podała telewizja CNN,
    powołując się na anonimowych przedstawicieli służb specjalnych USA.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    133. Na co kancelaria premiera

    Na co kancelaria premiera wydawała pieniądze, gdy szefem rządu był Donald Tusk? Jak się okazuje ponad 350 tysięcy złotych zostało przeznaczone na szkolenia z zakresu mówienia o Smoleńsku. Portal kulisy24.com, opublikował dane, z których wynika, że za czasów rządów Tuska KPRM organizował specjalne szkolenia dla członków zespołu ds. wyjaśnienia przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej.

    Dane, które opublikował portal pochodzą z całego 2013 i pierwszej połowy 2014 roku. W sumie kancelaria wydała wówczas aż 75 milionów złotych. Na co poszły pieniądze? Część na szkolenia dla członków zespołu badającego katastrofę smoleńską. Od 2013 do 2014 firma U74 prowadziła dla zasiadających w zespole osób szkolenie za 76 tys. zł. Było to szkolenie medialne, które miało pomóc członkom zespołu do mówienia w mediach o Smoleńsku. Inna firma zainkasowała za podobne szkolenie 82 tys. zł. Miało ono charakter specjalistycznych konsultacji i doradztwa, a służyło komunikacji członków ze między sobą. Ale to nie wszystko. 54 tys. zł przekazano na eksperta lotniczego, którego zadaniem było obalanie teorii, jakie przedstawiał w sprawie Smoleńska Antoni Macierewicz, Maciej Setlaka. Setlak prowadził portal internetowy faktysmolenskie.gov.pl oraz umieszczał w nim materiały dotyczące katastrofy. Osobne umowy zawierane były przez Macieja Laska, czyli przewodniczącego Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Były to umowy, na które wydano 77 tys. zł. Pozostali członkowie komisji zawierali umowy na ponad 60 tys. zł dla każdego. Co z tego wynika? Że olbrzymie sumy szły na nauczanie ludzi z komisji, jak mówić o Smoleńsku.

    kulisy24.com

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    134. majaki Kublikowej na 67. rocznicę

    Agnieszka Kublik

    11.11.2015
    To była pierwsza miesięcznica po zwycięskich dla Jarosława Kaczyńskiego
    wyborach prezydenckich i parlamentarnych. I pierwsza bez znanych z
    poprzednich kilkudziesięciu miesięcznic transparentów z okrzykami o
    "zamachu", "poległych", "morderstwie" czy "drugim Katyniu". Był
    transparent "Smoleńsk pamiętamy" i "Bóg, Honor, Ojczyzna, Lech,
    Jarosław".
    To widoczne gołym okiem przygaśnięcie smoleńskich nastrojów. Do tej pory
    ludzie przychodzący na te comiesięczne marsze byli niezwykle
    rozgorączkowani, rozemocjonowani, podekscytowani. Przychodzili pod Pałac
    nie tyle pokazać, że są za czymś, co przeciwko czemuś i komuś. Czuli
    się przez ówczesną władzę dyskryminowani, choćby odrzuceniem ich
    spiskowej wizji dziejów w ogóle, a w sprawie Smoleńska w szczególności. I
    im silniejsze poczucie bycia odrzuconym przez elity, tym większa
    skłonność do radykalnych działań i konfrontacyjnych haseł.


    Po raz pierwszy uczestniczący w smoleńskiej miesięcznicy nie byli w
    kontrze do obozu władzy - wierzą, że tak, jak oni myślą teraz przecież i
    prezydent, i prezes PiS, i większość Sejmu oraz Senatu.


    Żeby nie było wątpliwości, oni nadal wierzą w zamach smoleński i
    spisek mający na celu ukrycie zamachowców. Ale widzą, że ci którzy ich
    zdaniem dokonali tego zamachu, przegrali wybory, stracili władzę, czyli w pewnym sensie zostali choćby symbolicznie ukarani.


    Z badań psychologicznych wiemy, że tzw. mentalność spiskowa,
    czyli gotowość do dostrzegania wszędzie spisku to efekt m. in. poczucia,
    że nie mamy wpływu na to, co się dzieje na szczytach władzy. Otóż
    teraz, ta grupa ma właśnie poczucie, że niezwykle silnie przyczyniła się
    do zmiany władzy, czego symbolem jest zapowiedziany już przez Jarosława
    Kaczyńskiego powrót krzyża na Krakowskie Przedmieście. To może istotnie
    osłabiać smoleńską histerię.

    I także to, że myślenie
    spiskowe jest silnie powiązane z postawami autorytarnymi, a
    autorytaryści marzą o silnej władzy. Takiej dokładnie, o której marzy i
    prezes PiS. I którą dostał.

    To wszystko może sprawić, że
    tzw. lud smoleński może ochłonąć. Nieco, bo zupełnie to dopiero po
    oficjalnym uznaniu przez władze RP, że to był zamach.

    Polityczna prawda o Smoleńsku

    Jarosław Kaczyński zapowiedział utworzenie z katastrofy smoleńskiej
    mitu założycielskiego nowego państwa, bo taki charakter ma jego wtorkowe
    przesłanie spod Pałacu Prezydenckiego w kolejną miesięcznicę tragedii z
    10 kwietnia 2010 r. Istotą ma być "dojście do prawdy".





    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    135. załgana urbanowa funkcjonariuszka mediów


    Kto rozpoczął wojnę o krzyż smoleński pod pałacem Namiestnikowskim? Kryptonim „Krzyż”. 
    Monika Olejnik, "Kropka nad i", TVN 24, "Gość Radia Zet"

    13.11.2015


    Wydawało się, że sprawa krzyża z Krakowskiego Przedmieścia została
    wygaszona. Krzyż został postawiony w 2010 r. przez harcerzy, kilka dni
    po katastrofie.

    Pamiętamy żenujące sceny, które miały miejsce na Krakowskim
    Przedmieściu, zarówno wśród zwolenników, jak i przeciwników. Awantura
    trwała miesiącami.

    Kiedy kardynał Nycz zadecydował razem z
    prezydentem Komorowskim o przeniesieniu krzyża do kościoła św. Anny, z
    nienawiścią na księży rzucili się obrońcy krzyża, wykrzykując "Gestapo" i
    inne wyzwiska. Długo to trwało, nim krzyż znalazł się w kościele św.
    Anny. Przeniesienie musiało się odbyć z zaskoczenia, by znowu nie
    dochodziło do gorszących scen.

    W tamtym czasie Episkopat apelował, by krzyż przestał być traktowany jak narzędzie
    w sporze politycznym. Przedstawiciele Episkopatu mówili, że krzyż nie
    może być zakładnikiem nawet w słusznej sprawie. Biskupi apelowali do
    polityków, a politycy swoje. Wreszcie krzyż znalazł swoje miejsce w
    kościele św. Anny.

    Nie mógł tego przeboleć ani prezes Jarosław Kaczyński, ani PiS.


    Mimo wszystko wydawało się, że po pięciu latach sprawa krzyża
    została zamknięta. Niestety nie. Prezes Kaczyński podczas obchodów 67.
    miesięcznicy oświadczył, że krzyż powinien wrócić przed Pałac
    Prezydencki. Nie zapytał o to Episkopatu Polski, choć kilka lat temu
    domagał się jasnego stanowiska polskiego Kościoła w sprawie krzyża.

    Czy prezes Kaczyński znowu chce, byśmy byli świadkami awantur przed Pałacem Prezydenckim?


    Żenujące jest to, że niektórzy z polityków, obrońcy krzyża,
    nawet nie wiedzą, gdzie ten krzyż się teraz znajduje, no i jakoś nie
    widać było pielgrzymek do kościoła św. Anny. Prezes Kaczyński nie
    zaprzestanie obchodów miesięcznic, choć ma swojego prezydenta, ma swojego marszałka, ma swój rząd.


    Do kogo teraz podsycana będzie co miesiąc nienawiść? Kto będzie
    odpowiedzialny za to, że Rosjanie nam do tej pory nie wydali wraku? Czy
    będą pretensje do Beaty Szydło, do ministra spraw zagranicznych
    Waszczykowskiego, do ministra Ziobry?

    Prezes Kaczyński
    przed wyborami mówił, że powinna być specjalna ustawa wyjaśniająca
    katastrofę smoleńską, powinna być komisja międzynarodowa, niektórzy
    posłowie PiS mówili o komisji śledczej w Sejmie. Teraz prezes powiada,
    że wystarczy polskie śledztwo. Ale z tą samą prokuraturą?

    Prokuratura parę dni temu wydała oświadczenie, że 10 kwietnia to nie był zamach, tylko katastrofa.

    Jak Antoni Macierewicz udowodni, że to był zamach? Przecież przez kilka lat powtarzał nam, że na pokładzie samolotu był wybuch, były bomby.


    Na pewno w śledztwie smoleńskim wesprze go Jarosław Kaczyński.
    Już to zapowiedział, że przypilnuje, aby wyjaśnić sprawę zamachu do
    końca.

    I choć nie jest premierem, nie jest prezydentem, to jest od nich ważniejszy.

    Jest kustoszem pamięci.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,19179805,kustosz-kaczynski.html#ixzz3rMdEZ9U8

    Zobacz: Smolar: "Dla Kaczyńskiego problem Smoleńska to podstawowa sprawa"

    Dla Jarosława Kaczyńskiego, moim zdaniem, problem Smoleńska to
    podstawowa sprawa. I jeśli on mówi, że nie będzie rewanżu, należy z
    pewnym dystansem odnosić się do tych słów - zaznacza Aleksander Smolar w
    rozmowie z Renatą Grochal w 'Studiu Wyborczej. Sprawdzam'.

    Według prezesa Fundacji Batorego, Aleksandra Smolara, problem Smoleńska i
    problem upamiętnienia Lecha Kaczyńskiego niewątpliwie się nasili po
    wyborach parlamentarnych: - Będziemy mieli nazywane ulice, place, będą
    budowane pomniki wszędzie i będziemy mieli elementy rewanżu, to nie
    ulega wątpliwości - zaznacza gość 'Studia Wyborczej. Sprawdzam'. Jego
    zdaniem zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego z konwencji w Warszawie,
    podczas której mówił 'musimy zapomnieć o odwecie' należy traktować z
    dużym dystansem.
    Prawo i Sprawiedliwość ma - zdaniem Smolara - duży problem. - Ten
    problem ma imię i nazwisko: Donald Tusk. Oni naprawdę chcieliby postawić
    przed Trybunałem Stanu wielu ludzi, którzy odpowiadali za rządy w ciągu
    8 lat. Postawienie Tuska oznaczałoby zantagonizowanie całej Europy, a
    tu PiS czegoś się nauczył. Aleksander Smolar w 'Studio Wyborczej.
    Sprawdzam' rozmawia z Renatą Grochal również o stawce najbliższych
    wyborów parlamentarnych, ostatnich debatach, lewicy i zmianie
    pokoleniowej na polskiej scenie politycznej .

    W ramach 'Studia Wyborczej. Sprawdzam' redaktorzy 'Gazety Wyborczej'
    wspólnie z gośćmi omawiają szczegóły toczącej się i nabierającej tempa
    kampanii wyborczej. Wyborcza.pl zaprasza internautów do oglądania
    kolejnych odcinków programu. Tomasz Prusek, Dominika Wielowieyska,
    Agnieszka Kublik, Renata Grochal i Paweł Wroński z redakcji 'Gazety
    Wyborczej' rozmawiają w nich z zaproszonymi gośćmi na gorące i bieżące
    tematy. Kolejne wydania będą emitowane na żywo poprzez aplikację
    Periscope na Twitterze o godz. 17.30, jak również będą publikowane w
    serwisie Wyborcza.pl.

    Obejrzyj całe wideo:'Studio
    Wyborczej. Sprawdzam': Grochal rozmawia ze Smolarem o rozliczeniu
    Smoleńska, szansach lewicy i stawce najbliższych wyborów






    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    136. IV konferencja smoleńska.

    IV konferencja smoleńska. Unieważnić raport Millera!. Co zrobi Macierewicz? wyborcza

    Agnieszka Kublik, rim

    13.11.2015
    Przyczyną katastrofy samolotu Tu -154 M w Smoleńsku mogły być tylko
    wybuchy około 35 metrów nad ziemią - pisze pięciu naukowców, uczestników
    konferencji smoleńskich w raporcie "Co wiemy o przyczynach Katastrofy
    Smoleńskiej". I chcą unieważnienia raportu rządowej komisji Jerzego
    Millera. A mógłby to zrobić przyszły szef MON Antoni Macierewicz

    Tych pięciu naukowców to: prof. dr hab. Włodzimierz Klonowski, dr n.
    matem. Ryszard Kopiecki, emer. prof. zw. dr hab. inż. Jan B. Obrębski,
    dr hab. inż. emer. prof. Politechniki Warszawskiej Jan Pawlikowski ,
    prof. zw. dr hab. inż., Jacek Rońda.



    Żaden z nich nie jest specjalistą od wypadków lotniczych, żaden z
    nich nigdy nie miał dostępu do wraku czy czarnych skrzynek. Prof. Rońda
    zasłynął za to z tego, że podczas rozmowy w TVP wyjął dokument mający
    świadczyć, że załoga tupolewa nigdy nie zniżyła się poniżej bezpiecznej
    wysokości 100 m (czarne skrzynki zarejestrowały, że nawigator odliczał
    pułap do 20 m). Nie chciał go jednak przekazać dziennikarzowi, a potem w
    Telewizji Trwam sam przyznał, że to był blef i że nigdy takiego
    dokumentu nie było.


    Jak Macierewicz mógłby wznowić prace




    Ich tekst publikuje niezależna.pl pod tytułem: "TYLKO U NAS - nowy smoleński raport polskich naukowców: to był zamach". Czyni to w przeddzień IV Konferencji Smoleńskiej.



    Motto raportu brzmi "Dajmy świadectwo prawdzie". To aluzja do
    badania przyczyn tej katastrofy - naukowcy związani z konferencjami
    smoleńskimi od lat dowodzą, że raport rządowej komisji Jerzego Millera,
    która badała przyczyny katastrofy, fałszywie przedstawił jej przebieg.



    Piątka autorów pisze wprost w podsumowaniu, że "wyniki badań
    Konferencji Smoleńskich wskazują, że przyczyną katastrofy samolotu Tu
    -154 M mogły być tylko wybuchy wewnątrz konstrukcji". Ich zdaniem
    "stwierdzenia podane w Raporcie Komisji Millera nie znajdują
    potwierdzenia faktycznego i naukowego". Zapowiadają "konieczność
    podjęcia kroków prawnych w celu unieważnienia Raportu Komisji Millera". I
    ustalenie prawdziwych przyczyn: "wskazane jest prowadzenie dalszych
    badań, w celu wyjaśnienia wszystkich okoliczności katastrofy. W świetle
    dotychczasowych ustaleń Konferencji Smoleńskich nie ma przesłanek
    naukowych i faktycznych, aby wyniki takich badań podważyły stwierdzenie,
    że przyczyną katastrofy samolotu Tu-104 M były wybuchy w powietrzu".



    Pytamy prof. Marka Żylicza, eksperta międzynarodowego prawa
    lotniczego i członka komisji Millera, jak można unieważnić raport
    Millera. - Nie ma takiej możliwości, prawo unieważnienia raportu o
    przyczynach katastrofy nie przewiduje. Można tylko prace Komisji Badania
    Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego wznowić, gdy pojawią się nowe
    fakty, nowe dowody ważne dla ustalania przyczyn katastrofy - mówi prof.
    Żylicz



    Kto może doprowadzić do wznowienia prac? - KBWLLP podlega ministrowi obrony narodowej.



    Czyli przyszły szef MON Antoni Macierewicz będzie mógł wznowić
    prace komisji? - Nie, nie może szefowi Komisji wydać takiego polecenia,
    bo Komisja jest funkcjonalnie niezależna od władzy. Ale może go do tego
    zachęcić. Albo nawet zmusić, przedstawiając mu nowe dowody, bo w takiej
    sytuacji szef Komisji powinien wznowić prace.


    Czy może nimi być np. raport z IV konferencji smoleńskiej? - Tak, jeżeli zostaną tam przedstawione nowe dowody.



    >> Prof. Żylicz: PiS brnie w fałsz smoleński. Powoła nową komisję z własnymi ekspertami


    "Raport Millera sprzeczny z zasadami fizyki"




    Autorzy raportu stwierdzają, że "jednym z głównych, w chwili
    obecnej, źródeł informacji na temat różnych aspektów wyjaśnienia
    przyczyn katastrofy są referaty przedstawione na trzech Konferencjach
    Smoleńskich". I dodają, że "żaden z referatów nie spotkał się z
    merytoryczną krytyką". Należy to chyba tak rozumieć, że krytyka, która
    je spotkała, a było jej sporo, nie była "merytoryczna".



    Sami natomiast ostro atakują raport komisji Millera:
    "przeważająca część Raportu Komisji Millera poświęcona jest arbitralnej
    ocenie procedur przygotowania i przebiegu lotu oraz sylwetek
    psychologicznych pilotów itd., podczas gdy zagadnieniom technicznym,
    najważniejszym dla odtworzenia przyczyn katastrofy i wniosków końcowych
    poświęcono tylko znikomą uwagę".



    Autorom raportu Millera zarzucają m.in. "pominięcie i
    niejednokrotnie błędna interpretacja całego szeregu danych, wykresów i
    analiz przedstawionych". I stwierdzają, że "ustalenia przyjęte w
    Raporcie Komisji Millera nie znajdują potwierdzenia naukowego i
    faktycznego. Są one sprzeczne z zasadami fizyki, mechaniki lotu i
    mechaniki zniszczenia".



    Przypominają zdarzenia omawiane wiele razy - np. rozrzucenie
    szczątków samolotu czy złamaną brzozę, jako dowody na wybuch. W sprawie
    brzozy pojawia się nowy szczegół - że "sposób zniszczenia wskazuje na
    zniszczenie charakterystyczne dla wiatrołomów a nie ścięcie skrzydłem
    samolotu".



    Twierdzą wreszcie, że "nie ma dowodów na to, że w kabinie pilotów w czasie podchodzenia do lądowania były inne osoby".



    Z prac komisji Millera i wojskowych śledczych wynika, że nic nie
    potwierdza tezy o wybuchu: na żadnym z ekshumowanych ciał biegli nie
    znaleźli śladów charakterystycznych dla eksplozji (nie było m.in.
    uszkodzeń błony bębenkowej, czyli nagle nie skoczyło ciśnienie
    atmosferyczne; gdyby był wybuch, musiałoby wzrosnąć). Gdyby coś na
    pokładzie eksplodowało, towarzyszyłaby też temu fala cieplna o
    temperaturze ok. 3 tys. st. C. Nie ma śladów, że temperatura wzrosła.
    Nie znaleziono też śladów materiałów wybuchowych, ani na ciałach ofiar,
    ani na wraku. A zapisy z odnalezionych trzech skrzynek są identyczne,
    żadna nie zarejestrowała wybuchu.


    Prokuratura przypomina: to nie był zamach




    10 listopada Naczelna Prokuratura Wojskowa opublikowała
    komunikat podsumowujący ostateczne ustalenia biegłych. Potwierdzili, że
    zamachu nie było, a do katastrofy doszło, ponieważ samolot leciał za
    szybko, za nisko, w gęstej mgle, bez kontaktu wzrokowego załogi z
    ziemią. A brzoza nie była przyczyną katastrofy, zderzenie z nią to był
    skutkiem tego, że samolot leciał zbyt nisko. Winią za spowodowanie
    katastrofy członków polskiej załogi i rosyjskich kontrolerów.



    Autorzy raportu "Co wiemy o przyczynach Katastrofy Smoleńskiej"
    zaatakowali też media: "Przekazy medialne, wspierające wersję przyczyny
    katastrofy wg Raportu Komisji Millera, bez komentarzy kompetentnych
    specjalistów, mogą być traktowane tylko jako próby wprowadzania w błąd
    opinii publicznej z pominięciem debaty merytorycznej. Jest to przykład
    bolesnej dla obywateli arogancji, ignorancji i bezkarności w operowaniu
    nieprawdziwymi argumentami, akceptowania bezczynności władz oraz często
    lekceważącego stosunku do Ofiar tej wielkiej tragedii narodowej".


    Wojciech Czuchnowski

    Obrazy tygodnia. Wybuchy wrócą

    Jarosław Kaczyński i Beata Szydło prezentują przyszłych ministrów.
    Szefem MON będzie Antoni Macierewicz, śledczy smoleński PiS, głosiciel
    tez o "obezwładnieniu" tupolewa i trzech wybuchach.

    Poniedziałek. Jarosław Kaczyński i Beata Szydło prezentują przyszłych
    ministrów. Szefem MON będzie Antoni Macierewicz, śledczy smoleński PiS,
    głosiciel tez o "obezwładnieniu" tupolewa i trzech wybuchach. Ale o
    "straszliwej zbrodni" na razie cicho. Mariusz Kamiński, kandydat na
    zwierzchnika specsłużb, mówi, że sprawę trzeba badać "normalnymi
    metodami śledczymi". Witolda Waszczykowskiego, kandydata na szefa MSZ,
    zajmuje kwestia odzyskania wraku.


    Legalizacja zamachu smoleńskiego. Już się zaczęło

    I wszystko jasne. Przyczyny katastrofy smoleńskiej zostaną
    zdefiniowane na nowo. A winni wskazani i skazani. Rozpoczęła się akcja
    legalizacji zamachu smoleńskiego.


    I wszystko jasne. Przyczyny katastrofy
    smoleńskiej zostaną zdefiniowane na nowo. A winni wskazani i skazani.
    Rozpoczęła się akcja legalizacji zamachu smoleńskiego. Zaangażowani są w
    nią najwyżsi urzędnicy państwowi: prezydent, szef MON i minister
    sprawiedliwości, który pewnie będzie także prokuratorem generalnym.

    Oficjalnie pierwszy hasło rzucił prezydent Andrzej Duda. W liście do
    uczestników IV Konferencji Smoleńskiej dokonał niezwykłego zestawienia.
    Raport...





    Prof. Nowaczyk będzie doradcą Macierewicza w MON. Ma wyjaśnić katastrofę smoleńską

    Prof. Kazimierz Nowaczyk będzie doradcą
    ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza. Będzie wyjaśniał od
    nowa przyczyny i przebieg katastrofy smoleńskiej. Poinformował o tym
    portal niezależna.pl
    Prof. Nowaczyk to jeden z najważniejszych i zarazem najbardziej..



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    137. KPRM zamyka strony z raportem

  • KPRM zamyka strony z raportem komisji Millera o katastrofie smoleńskiej

  • Agnieszka Kublik

    24.11.2015


    Zrzut ze strony zespołu Macieja Laska

    Zrzut ze strony zespołu Macieja Laska (Fot. screen smolenskfakty.gov.pl)

    Strony
    Faktysmolensk.gov.pl i Komisjasmolensk.gov.pl nie działają. Wyskakuje
    informacja "nie odnaleziono serwera" i "404 not found". W obu miejscach
    był raport rządowej komisji Jerzego Millera o przyczynach katastrofy pod
    Smoleńskiem. Strony zamknęła kancelaria premiera.
    Na stronie Faktysmolensk.gov.pl tzw. zespół Laska publikował teksty, zdjęcia i

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,19239502,kancelaria-premiera-zamyka-strony-z-raportem-komisji-millera.html#ixzz3sRNHKG8g

    Strona z raportem o katastrofie smoleńskiej zablokowana. Szydło komentuje
    "Ta strona
    została zamknięta i będzie zamknięta po prostu. To jest jedyna
    odpowiedź, jakiej mogę w tej chwili udzielić" - skomentowała Beata
    Szydło kwestię zablokowania strony z oficjalnym raportem komisji Jerzego
    Millera o przyczynach katastrofy...

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    138. Michniki i Laski :)))))wzięte miliony trzeba odpracować !

    Rząd PiS zamknął strony internetowe z raportem komisji Jerzego Millera w
    sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej i całym dorobkiem zespołu dr.
    Macieja Laska, szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. To
    potrójny zamach.

    CZYTAJ WIĘCEJ



    Potrójny zamach PiS na fakty

    Jarosław Kurski

    26-11-2015 01:00

    Od dziś na stronie wyborcza.pl/faktysmolenskie dostępne są ukryte przez państwo PiS materiały

    Czytaj dalej

    Agnieszka Kublik i Maciej Lasek, fot. youtube.com

    Kublik straszy PiS-em: będą chcieli wyjaśnić Smoleńsk. I ujawnia: Beata Kempa cofnęła Laskowi zgodę na dostęp do materiałów


    Co ciekawe, Maciej Lasek zgodę na dostęp do
    materiałów kierowanego przez siebie Zespołu otrzymał od Jacka
    Cichockiego... 10 listopada. Lasek już zapowiada, że będzie kontynuował
    swoją propagandową działalność.

    PiS się rozpędza, by rozliczyć Smoleńsk
    Agnieszka Kublik
    29.11.2015

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,19264830,pis-sie-rozpedza-by-rozliczyc-smolen...

    Dla PiS wrak smoleński jak Godot. Czekanie na niego nie ma sensu. Rozliczenie smoleńska gwałtownie przyspiesza

    Prezes PiS Jarosław Kaczyński kilka dni temu zaprezentował nową wykładnię w sprawie wraku prezydenckiego tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. Ta zaskakująca zmiana zdania ma głęboki sens.

    Do tej pory PiS upierał się, że brak wraku to kluczowy dowód na fałszywość raportu rządowej komisji Jerzego Millera.

    Teraz Kaczyński oświadcza, że brak wraku to nie problem. - Jeżeli chodzi o odzyskanie wraku, to trzeba cisnąć, być może odwołać się do Trybunału w Hadze. Ale jeżeli chodzi o wyjaśnienie prawdy, być może całą prawdę można wyjaśnić bez wraku - powiedział trzy dni temu Kaczyński w Polsacie.

    Deklaracja Kaczyńskiego znaczy, że PiS nie chce marnować czasu na czekanie, aż Rosja zwróci nam wrak. To jak czekanie na Godota. A PiS chce błyskawicznego wyjaśnienia katastrofy, by - jak to zapowiadał Antoni Macierewicz - ukarać winnych. Na liście PiS ma wiele nazwisk: b. premier Donald Tusk, b. szef MON Bogdan Klich, b. szef MSZ Radosław Sikorski czy b. szef kancelarii premiera Tomasz Arabski już ściągnięty do Polski z placówki w Hiszpanii.

    Jeszcze przed wyborami Macierewicz twierdził, że wszystkie dowody w sprawie katastrofy już są, winni są znani, potrzeba tylko uczciwego śledztwa. W tym tygodniu w MON ma powstać nowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Jej zadanie jest proste. Ma zalegalizować wersję Macierewicza i jego polonijnych uczonych: to nie była zwykła katastrofa lotnicza, ale zamach na prezydenta RP, którego dokonano za pomocą bomby zainstalowanej na pokładzie samolotu.

    Nową komisję już kompletuje jeden z tych uczonych - Kazimierz Nowaczyk, autor hipotezy o wybuchu. Teraz jest doradcą szefa MON. Za chwilę śledztwo najpewniej zostanie odebrane wojskowej prokuraturze i oddane w ręce cywilnych śledczych.

    Kaczyński tak objaśnia, dlaczego wyjaśnienie katastrofy wymaga przyspieszenia: - To ma znaczenie dla naszego statusu, honoru. Także dla każdego Polaka, który udaje się za granicę. Ludzie z państw, które są słabe, nie są dobrze traktowani.

    To odwracanie kota ogonem. PiS latami wykorzystywał brak wraku do podważania ustaleń komisji Millera i śledztwa wojskowej prokuratury. Dziś ten sam brak wraku to dowód, że nowe smoleńskie śledztwo musi nabrać rozpędu.

    Oto, jak PiS dotąd mówił o wraku:

    Antoni Macierewicz, styczeń 2011 r.: Wrak samolotu jest jednym z głównych dowodów dla polskiej prokuratury. Bez analizy wraku w Polsce nie jest też możliwe rzetelne przedstawienie prawdziwych przyczyn katastrofy smoleńskiej przez zespół ministra Jerzego Millera.

    Jarosław Kaczyński, 10 kwietnia 2013 r.: Wierzyć w raport komisji Millera to dawać dowód, że nie myśli się racjonalnie. Zabiegi polskiego rządu zmierzające do odzyskania wraku tupolewa są bardzo spóźnione i niewystarczające. Zazwyczaj w przypadku wielkich katastrof lotniczych jest pewien standard działań. W tym przypadku ten standard został pominięty. Nie odtworzono wraku, nie przeprowadzono wielu rutynowych działań. W istocie to śledztwo fikcyjne. Ten wrak dawno powinien być w Polsce, ale Rosjanie nam go nie przekazują, bo postawa polskich władz była przyzwoleniem na ich dowolne działania. Sprowadzanie wraku po trzech latach ma jeszcze - technicznie rzecz biorąc - sens. Wraki się przecież odtwarza. Tam będzie bardzo dużo braków, ale trzeba by to zrobić. Prace nad odtworzeniem wraku powinny już być zaawansowane. Jeżeli tak nie jest, to tylko na skutek niebywałej postawy rządu Donalda Tuska, który sprawę śmierci 96 polskich obywateli, w tym prezydenta, oddał w ręce obcego państwa.

    Marta Kaczyńska, marzec 2015 r.: Ręce opadają, kiedy słyszymy od prokuratora Szeląga stwierdzenie: po co nam właściwie ten wrak? Mówi także, że śledztwo można zakończyć bez wraku, niemal drwiąc sobie z podstawowego dowodu. Dziwi mnie to, że prokuratorowi działającemu w majestacie Rzeczypospolitej takie słowa mogą przychodzić z taką łatwością.

    Krzysztof Szczerski, maj 2015 r.: Badania ostateczne będą dopiero wtedy możliwe, kiedy Polska odzyska wrak, który jest naszą własnością, a jest zaaresztowany na terytorium Federacji Rosyjskiej.

    Bartosz Kownacki, sekretarz stanu w MON i pełnomocnik części rodzin smoleńskich, listopad 2015 r.: Nie wyobrażam sobie zakończenia śledztwa bez rekonstrukcji wraku.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,19264830,pis-sie-rozpedza-by-rozliczyc-smolensk.html#ixzz3styW0hGX

    Publikujemy dokument zatytułowany „Co wiemy o przebiegu
    Katastrofy Smoleńskiej. Wstępne podsumowanie Konferencji Smoleńskich”.
    Przedstawia on wspólne stanowisko Komitetu Naukowego Konferencji
    Smoleńskich i ukazuje rzeczywisty przebieg katastrofy. Zgromadzona
    dokumentacja zarówno w całości jak i w szczegółach dowodzi, że
    powszechnie znane prawa fizyki wykluczają możliwość przebiegu wypadków
    przedstawionego w raportach MAK i komisji Millera.




    W Warszawie 14 listopada 2015 roku odbyła się IV Konferencja Smoleńska.
    Jej głównym celem było podsumowanie wyników wszystkich dotychczas
    zgromadzonych badań naukowych oraz przedstawienie ich w sposób
    zrozumiały dla każdego. Poniżej publikujemy dokument, który przedstawia
    wspólne stanowisko Komitetu Naukowego Konferencji Smoleńskich i ukazuje
    rzeczywisty przebieg tragedii z 10 kwietnia 2010 roku.



    W podsumowaniu, które znajduje się we wspomnianym dokumencie, czytamy:



    Dorobek naukowy trzech kolejnych Konferencji Smoleńskich, jakie
    miały miejsce w latach 2012-2014 obejmuje wyniki badań ze wszystkich
    dziedzin nauki reprezentowanych w Komitecie Naukowym. Do dziedzin tych
    zaliczyć trzeba w szczególności wszystkie istotne dla badania katastrof
    dyscypliny nauk ścisłych i technicznych, ale również dziedziny
    pozatechniczne takie jak medycyna, socjologia i prawo. Konferencje
    pozwoliły więc na wszechstronne przebadanie wszystkich dostępnych
    dowodów i informacji dotyczących Katastrofy Smoleńskiej. Z
    reguły podczas badania katastrofy zespół śledczy musi korzystać z pomocy
    biegłych reprezentujących te dziedziny nauki, które nie są
    reprezentowane wśród osób prowadzących śledztwo. Konferencje Smoleńskie
    nie miały takich trudności, gdyż w składzie komitetów konferencyjnych a w
    szczególności Komitetu Naukowego i Komitetu Inspirującego i Doradczego
    znajdowali się specjaliści ze wszystkich niezbędnych w badaniu dziedzin.

    Ta wszechstronność naukowa, jaką zapewniał skład komitetów i
    wszechstronność przedstawionych prac – w czasie konferencji wygłoszono
    aż 78 referatów ze wszystkich ww. dziedzin nauki – zapewniła kompleksowe
    przebadanie dostępnych dowodów i informacji.




    Wnioski płynące z przedstawionych na Konferencjach Smoleńskich badań
    z różnych dziedzin nauki są zgodne i potwierdzają się wzajemnie.
    Badania geodezyjne i geotechniczne, archeologiczne i medyczne, fizyczne i
    chemiczne, mechaniczne i aerodynamiczne, elektrotechniczne i akustyczne
    - wszystkie przedstawione na Konferencjach referaty układają się w
    spójny obraz i pozwalają na sformułowanie następujących wniosków.




    1. Hipoteza MAK/Millera jest fałszywa, gdyż każda z jej
    pięciu faz jest sprzeczna z powszechnie znanymi prawami fizyki i
    niepodważalnymi dowodami rzeczowymi.




    2. Katastrofa Smoleńska stanowiła to, co w literaturze
    światowej określa się jako controlled demolition (kontrolowana
    rozbiórka) i została zrealizowana przez serię eksplozji materiałów
    wybuchowych, jakie miały miejsce w zamkniętych profilach samolotu i tym
    samym były niedostępne dla inspekcji pirotechnicznych. Podstawowe
    informacje dotyczące technologii stosowanych przy controlled demolition
    przedstawiono w aneksie.




    3. Rosyjska ekipa kontrolująca miejsce Katastrofy dołożyła
    starań, aby uwiarygodnić hipotezę MAK/Millera. Temu celowi służyło
    przenoszenie szczątków w wyznaczone miejsca i zatajanie dowodów
    przeczących hipotezie.




    4. Chociaż ogólny przebieg Katastrofy Smoleńskiej jest znany
    i można go było ustalić na podstawie nielicznych stosunkowo dowodów
    dostępnych dla niezależnych badań, to jest oczywiste, że śledztwo
    dotyczące przyczyn Katastrofy nie może być zakończone bez
    przeprowadzenia badań podstawowych dowodów, jakimi są szczątki wraku
    samolotu i szczątki ofiar Katastrofy. Bez przeprowadzenia tych badań
    niemożliwe jest ustalenie wielu bardzo ważnych szczegółów.




    Poniżej znajdują się „Wstępne
    podsumowanie Konferencji Smoleńskich” w PDF, oraz kopia listu prezydenta
    Andrzeja Dudy do organizatorów i uczestników IV Konferencji
    Smoleńskiej:

    Załącznik do artykułu Wielkość
    wstepne_podsumowanie_konferencji_smolenskich.pdf 2.99 MB
    list_prezydenta.jpg

    Komorowski o śledztwie smoleńskim: komisji międzynarodowej ciemnoty się łatwo nie wciśnie (http://www.tvn24.pl)
    http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/komorowski-o-sledztwie-smolensk...
    Jeżeli PiS twierdzi, że doszło do zamachu, musi mieć dowody. Zastanawiające jest, czy przeprosi, jeżeli nowa komisja ich nie znajdzie - mówił w "Kropce nad i" były prezydent Bronisław Komorowski. Skomentował w ten sposób infomację o powołaniu nowej komisji badania wypadków lotniczych w sprawie katastrofy smoleńskiej. Bronisław Komorowski odniósł się w "Kropce nad i" do ostatnich wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego oraz informacji o utworzeniu komisji badania wypadków lotniczych w sprawie katastrofy smoleńskiej. Prezes PiS stwierdził w zeszłym tygodniu, że trzeba przeprowadzić dwa śledztwa: jedno powinno dotyczyć samej katastrofy i różnych kontekstów z nią związanych, natomiast drugie postępowania wszczętego po tragedii. Zdaniem byłego prezydenta, to droga donikąd. Bronisław Komorowski podkreślił, że jeżeli PiS twierdzi, iż (w Smoleńsku - red.) doszło do zamachu, musi mieć dowody. Dodał, że zastanawiające jest, czy przeprosi, jeżeli nowa komisja ich nie znajdzie. - Opozycja mogła gadać co chciała, ale jak się rządzi, to trzeba już dowodów i potwierdzenia wszystkiego - zwrócił uwagę Komorowski. Stwierdził jednocześnie, że "nie można znaleźć potwierdzenia czegoś, co nie było faktem". "PiS już zrezygnowało ze sztandarowego hasła" W jego ocenie "jest coś niepokojącego w tym, że PiS zrezygnowało ze sztandarowego hasła dotyczącego powołania komisji międzynarodowej". Wcześniej przez wiele miesięcy ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego zapowiadało jej utworzenie. - Komisji międzynarodowej tak łatwo się ciemnoty nie wciśnie - stwierdził Komorowski. - Jestem ciekaw jak zostanie spuentowany pomysł, żeby uruchamiać nową komisję. Chyba, że znowu śledztwo będzie trwało przez cztery lata do kolejnych wyborów i wtedy powie się: nie zdążyliśmy jeszcze udowodnić tezy o zamachu, ale to na pewno był zamach w związku z czym głosujcie na nas - mówił były prezydent.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    139. nożyce z Wiertniczej z paszkwilem

    Twardo mówi o trzech wybuchach. To on może szefować nowej komisji ws. Tu-154M
    Pod auspicjami Antoniego Macierewicza w Ministerstwie Obrony Narodowej na nowo rozpoczyna się badanie katastrofy smoleńskiej. - Komisja zaczyna pracę od zera - mówi reporterowi programu „Czarno na białym” dr Kazimierz Nowaczyk, który prawdopodobnie będzie przewodniczył nowemu śledztwu. Kim jest? Jak zapowiadał Antoni Macierewicz, prace nad powołaniem do życia nowej komisji badającej katastrofę w Smoleńsku mają się zakończyć jeszcze w tym tygodniu. - Kończą się prace nad powołaniem na nowo Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego i sprawa związana z tragedią smoleńską będzie zbadana przez kompetentnych, uczciwych i chcących dojść do prawdy fachowców na najwyższym poziomie, także międzynarodowych - mówił minister obrony. Na razie usunięto rządowe strony internetowe, na których można było znaleźć informacje o wynikach dotychczasowego oficjalnego śledztwa. Według nieoficjalnych informacji, pracom nowej komisji ma przewodniczyć dr Kazimierz Nowaczyk, do niedawna jeden z głównych ekspertów działającego w Sejmie poprzedniej kadencji "zespołu Macierewicza". Już został powołany na „społecznego doradcę ds. zbadania przyczyn katastrofy”. On sam oficjalnie nie chce na razie sprawy komentować. Potwierdza jedynie, że owszem, trwają poszukiwania przewodniczącego nowej komisji. Zaznacza przy tym, że pod uwagę nie są brane osoby, które wcześniej pracowały nad ustaleniem przyczyn katastrofy za rządów PO. - Komisja zaczyna pracę od zera - deklaruje dr Nowaczyk. Nie kryje przy tym, jaka teoria jest jego zdaniem najbardziej prawdopodobna. - Mówimy o wybuchu materiałów wybuchowych. Nie paliwa ani takich rzeczy - stwierdza.
    http://www.tvn24.pl/kazimierz-nowaczyk-nowa-komisja-smolenska-macierewic...

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    140. Nie ma chętnych do komisji

    Nie ma chętnych do komisji smoleńskiej. Macierewicz zrobi specjalny departament

    Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski

    16.12.2015



    Cywile i wojskowi nie palą się do pracy w nowej komisji państwowej,
    która miałaby razem z ministrem Macierewiczem badać "zamach" w
    Smoleńsku. Za to ponoć w MON ma powstać specjalny departament.


    Nikt nie chce za bardzo z nimi współpracować - mówi "Wyborczej" jeden z lotniczych ekspertów. - Zobaczymy, jak to się skończy.



    Nową Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego
    (powołuje ją minister obrony) miał kompletować Kazimierz Nowaczyk,
    społeczny doradca szefa MON Antoniego Macierewicza. To jeden z
    polonijnych uczonych, którzy współpracowali ze smoleńskim zespołem
    parlamentarnym Macierewicza. Nowaczyk podważał wyniki prac rządowej
    komisji Jerzego Millera, forsował hipotezę o zamachu i porównywał
    katastrofę z mordem katyńskim.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    141. co na to Kublik z Laskiem?

    Bellingcat: W zestrzeleniu samolotu MH17 brali udział rosyjscy żołnierze

    Według
    założyciela portalu Bellingcat Eliota Higginsa, jego pracownicy
    zidentyfikowali dwudziestu rosyjskich żołnierzy, którzy brali udział w
    zestrzeleniu malezyjskiego Boeinga 777-200ER.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    142. Waszczykowski o odzyskaniu

    Waszczykowski o odzyskaniu wraku Tupolewa: Wstępny termin rozmów 20 stycznia
    Minister spraw
    zagranicznych Witold Waszczykowski na antenie TVP Info zdradził termin
    najwcześniejszego możliwego kontaktu ze stroną rosyjską w sprawie
    śledztwa smoleńskiego - to 20 stycznia.

     Najpierw musimy porozmawiać z Rosjanami. Czekamy na możliwość tego
    kontaktu. Na razie mieliśmy kontakt z ambasadorem. Chcemy podjąć dialog
    na poziomie wiceministrów – mówił. – Wstępne terminy były około 20
    stycznia. Czekamy na możliwość kontaktu z Rosjanami – przekazał szef
    MSZ.
    Sprawa zakończenia śledztwa rosyjskiego i zwrotu naszego mienia, jakim
    jest to co zostało z Tupolewa, będzie podniesiona. Wtedy w zależności
    od reakcji rosyjskiej będziemy prowadzić działania następne – ogłosił

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    143. Smoleńczyk prawdę ci

    Wojciech Czuchnowski, Agnieszka Kublik

    09.01.2016

    01:00

    Jeżeli chodzi o materiały wybuchowe, to zeznaję, że byłem w wojsku,
    gdzie miałem do czynienia z bronią strzelecką, granatami i środkami
    przeciwpancernymi. Dodatkowo jako dziecko oglądałem stodoły wybuchające w
    pożarach po wojnie.
    Najdalej do końca stycznia w MON ma powstać specjalna komisja, która od
    nowa zbada katastrofę smoleńską. Na jej czele szef resortu Antoni
    Macierewicz chce postawić Kazimierza Nowaczyka, jednego z najbliższych
    współpracowników i wyznawcę teorii o zamachu. Ponieważ na udział w
    pracach nowej komisji nie zgodził się na razie żaden ekspert z
    uprawnieniami do badania katastrof lotniczych, Macierewicz będzie musiał
    sięgnąć po tych, którzy przez ostatnie lata pracowali z nim w sejmowym
    zespole smoleńskim. Wbrew ekspertyzom, oficjalnym ustaleniom i
    stanowisku prokuratury są oni przekonani, że 10 kwietnia 2010 r. samolot
    prezydencki spadł w wyniku eksplozji.
    http://wyborcza.pl/magazyn/1,149897,19447167,zamachowcy-macierewicza-bed...


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    144. Nikt nie chce żyrować


    Nikt nie chce żyrować hipotezy




    Smoleńska porażka Macierewicza. Nie da się zalegalizować zamachu


    Agnieszka Kublik

    01.02.2016
    Rozporządzenie szefa MON Antoniego Macierewicza o Komisji Badania
    Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego to dowód na jego porażkę. I to
    jest bardzo pokrzepiająca wiadomość. A nawet trzy.

    Po
    pierwsze, okazało się, że Macierewicz nie znalazł ani w wojsku, ani w
    cywilu specjalistów szkolenia lotniczego, techniki lotniczej, nawigacji,
    ruchu lotniczego, ratownictwa lotniczego, meteorologii, łączności,
    prawa lotniczego oraz medycyny z udokumentowaną minimum pięcioletnią
    praktyką, którzy byliby w stanie żyrować ustalenia zespołu
    parlamentarnego zespołu Macierewicza, który forsuje hipotezę wybuchów na
    pokładzie prezydenckiego tupolewa. Wykombinował więc, że w ramach
    KBWLLP powoła podkomisję, która zbada od nowa smoleńską katastrofę, tak
    by osądzić, że to był zamach na prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.


    Ta podkomisja to dziwoląg prawny. Bo choć jest częścią KBWLLP,
    to szef Komisji nie ma w jej sprawie nic do powiedzenia. Macierewicz
    zagwarantował to sobie na piśmie. Zapisał w nowym rozporządzeniu, że
    "przewodniczący KBWLLP nie może ingerować w przebieg prac podkomisji i wyniki prac podkomisji". A ze starego wykreślił artykuł, że "przewodniczący KBWLLP jest przełożonym członków Komisji".


    Macierewicz zagwarantował sobie nawet władzę nad zespołami
    badawczymi Komisji. Do tej pory to przewodniczący KBWLLP był szefem
    zespołów badawczych i mógł ingerować w ich prace. Teraz szefowi KBWLLP
    Macierewicz odebrał i to prawo. Słowem, to Macierewicz zdecyduje - bez
    wiedzy i zgody szefa KBWLLP - że podkomisja ma zbadać przyczyny
    katastrofy smoleńskiej, kto i jak ma to zrobić i wreszcie co wpisać do
    raportu.

    Po drugie, tak ekstrawagancko usytuowana
    podkomisja może sobie napisać, co Macierewicz zechce, ale jej raport nie
    będzie miał rangi raportu państwowej komisji badającej lotnicze
    katastrofy. A więc nie da się nim unieważnić raportu komisji Jerzego
    Millera i zalegalizować wersji zamachu smoleńskiego.

    Po
    trzecie, Macierewicz podwoił skład KBWLLP (z 30 do 60 członków), by
    badanie w Polsce przyczyn katastrof lotniczych w wojsku nie stanęło w
    miejscu. Na co dzień zajmą się tym profesjonaliści, ci członkowie
    komisji, którzy nie będą z Macierewiczem poszukiwać dowodów na zamach.


    MON: Nowa komisja ds. katastrofy smoleńskiej powstanie w tym tygodniu
    Na antenie TVP
    Info rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz zapowiedział, że jeszcze w tym
    tygodniu zostanie powołana specjalna komisja, która zajmie się
    wyjaśnianiem przyczyn katastrofy smoleńskiej.


    Petru o nowym sledztwie ws. katastrofy smoleńskiej: To będzie serial telewizyjny. Podejrzewam, że raport jest już gotowy
    Zgłosimy 2-3
    poprawki. Pierwsza jest taka, by ten program objął samotne matki
    z jednym dzieckiem. Wypowiedź rzecznik Beaty Mazurek pokazuje jak PiS
    podchodzi do ludzi. Byłem zaszokowany, że tak można myśleć i tak
    powiedzieć. Druga propozycja...



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    145. Maciej Lasek o specjalistach,

    Maciej Lasek o specjalistach, którzy odmówili Macierewiczowi

    Maciej Lasek krytycznie o podkomisji, która ma na nowo zbadać przyczyny
    katastrofy smoleńskiej. Według byłego członka tzw. komisji Millera nie
    ma żadnych nowych faktów, usprawiedliwiających wznowienie badań tragedii
    z 2010 roku.


    Pokazywali zdjęcia przegotowanych parówek i miażdżyli puszki - oto nowa komisja smoleńska

    Przewodniczącym
    został Wacław Berczyński, który wielokrotnie przekonywał, że przyczyną
    tragedii była seria wybuchów zarówno w środku samolotu, jak i na
    skrzydle.


    Znamy skład nowego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej: m.in. Binienda, Nowaczyk, Berczyński


    Macierewicz powołał podkomisję smoleńską. "Oni polegli pod Smoleńskiem. Czekają na prawdę"


    Jestem przekonany, że wyniki badania
    pozwolą nas zbliżyć do prawdy, dostarczyć materiał prokuraturze
    wojskowej i sprawiedliwie osądzić odpowiedzialnych za tę straszliwą
    tragedię - powiedział Antoni Macierewicz, który powołał podkomisję
    smoleńską mającą na nowo zająć się katastrofą prezydenckiego tupolewa z
    2010 r. Ujawnił też nazwiska szefa podkomisji i ekspertów, którzy w niej
    zasiądą. Na jej czele stanie Wacław Berczyński.

    Uroczystość podpisania nowego
    rozporządzenia w sprawie organizacji oraz działania Komisji Badania
    Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP) odbyła się w
    siedzibie Ministerstwa Obrony Narodowej.

    Rozporządzenie
    umożliwi Antoniemu Macierewiczowi powołanie podkomisji smoleńskiej, na
    której czele - jak ogłosił szef MON - stanie Wacław Berczyński. Do tej
    pory związany był z kierowanym przez Macierewicza parlamentarnym
    zespołem ds. zbadania przyczyn katastrofy..

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,19581545,macierewicz-powolal-podkomisje-smolenska-oni-zgineli-pod-smolenskiem.html#ixzz3zCyxYftD


    Grupiński: Macierewicz dalej uprawia politykę na grobach ofiar. To wygląda jak zły sen

    Wydaje mi się, że to jakiś zły sen, i
    mówię to nie jako polityk, ale człowiek współczujący tym, którym dzieje
    się coś tragicznego. Antoni Macierewicz nie przestaje uprawiać polityki
    na grobach ofiar - mówił szef klubu PO Rafał Grupiński.
    - Z wielką przykrością wysłuchałem tego, co działo się w MON - powiedział szef klubu PO Rafał Grupiński.



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    146. Katastrofa smoleńskaLasek

    Szef MON Antoni Macierewicz podpisał dziś dokumenty
    umożliwiające wznowienie badania katastrofy smoleńskiej. Tragedię
    będzie badać powołana do tego podkomisja przy Komisji Badania Wypadków
    Lotniczych. - Zostały ukryte podstawowe fakty i podstawowe informacje,
    które w sposób zasadniczy zmieniają ogląd wydarzeń - przekonywał dziś
    Macierewicz.



    Powoływał się na "zniszczenie ponad 400 kart informacji i
    meldunków, jakie zostały dostarczone 10 kwietnia do sztabu generalnego
    Wojska Polskiego" i "meldunki instytucji państwowych, pokazujące
    przygotowywanie przez służby specjalne operacji mającej uniemożliwić
    dojście do prawdy". Mówił też o odnalezieniu "posiadanego przez cały
    czas przez urzędników KBWLLP" pełnego, nieprzerwanego zapisu lotu w
    zakresie działania przyrządów i parametrów od startu do "rozpadu
    samolotu w powietrzu mniej więcej 15-18 metrów na ziemią".


    Maciej Lasek: "Robiliśmy na tych rejestratorach prezentację"




    Słowa Macierewicza skomentował dziś dr Maciej Lasek, członek
    KBWLLP za czasów jej byłego przewodniczącego Jerzego Millera i
    przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych zajmującej
    się lotnictwem cywilnym.



    - Jeżeli chodzi o te dokumenty, to ja nic takiego nigdy nie
    słyszałem i nie dotyczy to komisji, tylko sztabu generalnego, i to tam
    trzeba pytać. Nie będę się do tego odnosił, bo sprawa nie jest mi znana.
    W naszej komisji żadne dokumenty nie zostały zniszczone. Myśmy
    korzystali ze wszystkich dokumentów, które nam były potrzebne do
    określenia przyczyny.



    - Natomiast jeżeli chodzi o rejestratory: tak, oczywiście,
    mieliśmy zapis rejestratorów praktycznie od samego początku do końca
    badania. Wszystkie i nieprzerwane. Robiliśmy na tym również prezentację -
    dodał. Podkreślił, że w załącznikach do raportu komisji Millera są
    dokładnie opisane działanie i analiza zapisu tych rejestratorów oraz
    przedstawione są działania "wszystkich systemów w oparciu o te zapisy".


    Klich: Może tam być tylko to, że załoga nie powinna startować




    Słowa Antoniego Macierewicza komentował też w TVN 24 były szef
    Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Edmund Klich: - Nie wiem,
    o czym mowa, i rozumiem, że to wszystko było już po katastrofie.
    Rozumiem, że są takie dzienniki w ministerstwie i informacje są
    zbierane. Ale nie kojarzyłbym tego z przyczynami katastrofy.



    Dodał, że "jedyne informacje, jakie tam mogą być", to to, że
    załoga nie powinna startować już z lotniska w Warszawie, bo znała
    prognozę pogody i były na nią naciski już wówczas. Dodał, że "takie
    dzienniki istnieją na każdym poziomie służby dyżurnej", ale nie wie, czy
    badała je komisja Millera. Stwierdził też, że jeśli byłyby dokumenty
    wskazujące, że załoga nie powinna wystartować, a wystartowała, to byłoby
    to "dodatkowe wyjaśnienie" katastrofy.


    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,19583211,maciej-lasek-w-naszej-komisji-nie-zostaly-zniszczone-zadne.html
    Agnieszka Kublik

    Nielogiczna logika smoleńska Antoniego Macierewicza

    Nowy smoleński raport podkomisji Macierewicza będzie wiarygodny dla
    elektoratu PiS i wyznawców spisku smoleńskiego tylko wtedy, kiedy
    powieli niewiarygodne pseudohipotezy z raportów zespołu parlamentarnego
    Macierewicza.


    Podkomisja smoleńska Antoniego Macierewicza musi powtórzyć to, co pisała
    w raportach zespołu parlamentarnego w poprzedniej kadencji Sejmu.


    Kwaśniewski: Putin nie miał powodu, by zabijać Kaczyńskiego
    Aleksander
    Kwaśniewski w "Kropce nad i" ocenił, że sprawa Smoleńska jest dla Rosjan
    marginalna, gdyż skupieni są na innych problemach, takich jak Ukraina,
    sankcje, Syria czy niskie ceny ropy.

    Arabski: Podczas organizacji lotu do Smoleńska nie było żadnych gier

    - Czym innym jest organizowana przez ministra Przewoźnika polska
    uroczystość w Katyniu, a czym innym spotkanie szefów rządów Polski i
    Rosji w Katyniu na zaproszenie rosyjskiego premiera. Nie było żadnego...




    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    147. Dobry znajomy Macierewicza,

    Dobry znajomy Macierewicza, zwolennik teorii dwóch wybuchów. Kim jest dr Nowaczyk?

    Dobry znajomy Macierewicza, zwolennik teorii dwóch wybuchów. Kim jest dr Kazimierz Nowaczyk?
    http://www.tvn24.pl/katastrofa-smolenska-nowa-podkomisja,616697,s.html

    Katastrofa smoleńska będzie badana od nowa - jak podkreśla przewodniczący nowej podkomisji - bez z góry założonej tezy. Jednak spośród członków nowego organu wielu zasiadało w tzw. komisji Macierewicza, której zdaniem w Smoleńsku mogło dojść do zamachu. Wiceszef podkomisji - dr Kazimierz Nowaczyk - to dobry znajomy szefa MON, który dotychczas konsekwentnie prezentował tezę o wybuchach na pokładzie prezydenckiego tupolewa. Reporter "Czarno na białym" rozmawiał z Nowaczykiem pod koniec listopada, kiedy podkomisja powstawała. - Komisja zaczyna pracę od zera - zapowiedział pod koniec listopada reporterowi TVN24 dr Kazimierz Nowaczyk. Nie krył przy tym, jaka teoria jest jego zdaniem najbardziej prawdopodobna. - Mówimy o wybuchu materiałów wybuchowych. Nie paliwa ani takich rzeczy - stwierdził.
    Stara znajomość Dr Nowaczyk i minister Macierewicz dobrze się znają. Obaj działali w opozycji w czasach PRL i podczas stanu wojennego trafili do tego samego ośrodka dla internowanych w Iławie. Przez pewien czas siedzieli w celach obok siebie. Są na "ty". Ich drogi zeszły się ponownie w 2011 roku przy okazji badania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Dr Nowaczyk został przedstawiony na jednej z konferencji komisji Macierewicza jako "profesor z Uniwersytetu Maryland". Sam o sobie mówił "fizyk doświadczalny", a obecny minister obrony twierdził, że jest specjalistą od analizy zdjęć satelitarnych. W rzeczywistości Nowaczyk nie miał dotąd doświadczenia w badaniu katastrof lotniczych i zawodowo zajmuje się spektroskopią.
    Po tym, jak zaangażował się w działalność zespołu Macierewicza, jego uczelnia nie przedłużyła z nim umowy o pracę. Sam Nowaczyk twierdzi, że padł ofiarą nagonki. Jan Osiecki, współautor książki "Ostatni lot", twierdzi natomiast, że uczelnia chciała się zdystansować od odbieranej jako upolityczniona działalności naukowca w Polsce. (http://www.tvn24.pl)

    http://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m
    Kolejny odlot 1 Nowa komisja smoleńska - jak twierdzi jej przewodniczący Wacław Berczyński - zaczyna pracę bez z góry przyjętej tezy. Ważna... czytaj dalej »

    http://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/czarno-na-bialym-kolejny-odlot...

    Misja komisji smoleńskiej 7 W poszukiwaniu prawdy, po blisko 6 latach od katastrofy smoleńskiej powstaje nowa komisja, która od nowa zbada jej przyczyny.... czytaj dalej » (

    Minister Obrony Narodowej, Antoni Macierewicz powołał podkomisję w
    Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która się ma
    się zająć ponownym zbadaniem katastrofy smoleńskiej. Czego można się
    spodziewać po tej podkomisji? - Podkomisja ta nie jest złożona ze
    specjalistów z zakresu badania wypadków lotniczych. W związku z tym
    osoby tam powołane będą musiały najpierw nauczyć się tego, czym będą się
    zajmować. Uważam, że jest to duża porażka pana ministra Macierewicza,
    gdyż nie udało mu się wciągnąć do tej podkomisji nikogo z
    profesjonalistów - mówi Maciej Lasek, gość Agnieszki Kublik w Temacie
    dnia 'Gazety Wyborczej'.


    Prezentując podkomisję, Antoni Macierewicz podał dwa powody, dla których
    prace nad wyjaśnieniem katastrofy pod Smoleńskiem muszą zostać
    wznowione. Po pierwsze, zdaniem ministra karty informacji i meldunków,
    które zostały dostarczone 10 kwietnia do Sztabu Generalnego Wojska
    Polskiego zostały zniszczone. Drugim powodem jest brak analizy przez
    Komisję Millera danych z rejestratora, który obrazuje cały przebieg lotu
    Tupolewa. Gość Tematu dnia odniósł się do obu zarzutów, uznając je za
    nieprawdziwe. - Z całą stanowczością mogę tylko powiedzieć, że wszystkie
    informacje, które otrzymaliśmy były u nas przechowywane, zarchiwizowane
    i wykorzystane. Nie znam żadnej informacji, która mogłaby świadczyć o
    tym, że przyczyna katastrofy była inna, niż ta podana wcześniej w
    raporcie - dodaje Maciej Lasek.

    http://wyborcza.pl/10,82983,19589967,temat-dnia-gazety-wyborczej-agnieszka-kublik-rozmawia-z-maciejem.html


    Katastrofa smoleńska. "Przed opinią publiczną ukryto rzeczywisty zapis polskiej czarnej skrzynki"

    Rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz oznajmił w piątek, że kilka
    tygodni temu udało się odkryć "rzeczywisty zapis polskiej czarnej
    skrzynki’" z prezydenckiego samolotu, który rozbił się w 2010 r. w
    Smoleńsku. - Zapis był ukryty przed opinią publiczną – stwierdził. Z
    kolei wiceminister Bartosz Kownacki mówił o kilkuset zniszczonych
    dokumentach dotyczących katastrofy.
    Podkreślił jednocześnie, że większość członków podkomisji
    badających przyczyny katastrofy smoleńskiej będzie pracowała społecznie.
    Natomiast pensje pozostałych nie będą przekraczały 10 tys. brutto.

    Kłótnia w radiu po słowach Arabskiego dla DGP. Olejnik przytacza fragment wywiadu

    Gorąco w Radiu ZET po tym, jak Monika Olejnik przytoczyła fragment wywiadu Tomasza Arabskiego dla "Dziennika Gazety Prawnej".

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    148. Jeśli nowa komisja będzie

    Lasek: wiara ma się nijak do chłodnej analizy. "My pracowaliśmy na faktach"

    Jeśli nowa komisja będzie działała rzetelnie i analizowała te same materiały, do których my mieliśmy dostęp, powinna dojść do tych samych wniosków - mówił w "Kropce nad i" o podkomisji mającej ponownie zbadać przyczyny katastrofy smoleńskiej dr Maciej Lasek. Członek komisji Millera podkreślał, iż żadne zgromadzone do tej pory dowody nie wskazują, że mogło dojść do wybuchu.
    Dr Maciej Lasek, członek Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która pod przewodnictwem Jerzego Millera badała przyczyny katastrofy podkreślił w "Kropce nad i", że żadne ze zgromadzonych dowodów nie potwierdziły, iż mogło dojść do zamachu. - Wręcz przeciwnie, wszystkie fakty wykluczają tę hipotezę. Komisja też ją rozważała, prokuratura również. Jak do tej pory wszystkie materiały wykluczają wybuch i zamach - tłumaczył. - Wiara ma się nijak do chłodnej analizy opartej na faktach. My pracowaliśmy na faktach, nie opieraliśmy się na wierze, ani przekonaniach - podkreślił. Lasek przypomniał, że Antoni Macierewicz jeszcze przed wyborami obiecywał ponowne zbadanie przyczyn katastrofy. - Po zmianie władzy swoją obietnicę zrealizował. Jeżeli ta komisja będzie działała rzetelnie i będzie analizowała te same materiały, do których my mieliśmy dostęp, to powinna dojść do tych samych wniosków - zaznaczył. Zauważył przy tym, że komisja składa się "w większości z osób, które wcześniej wspierały zespół parlamentarny" pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza. - Nie udało się do tej komisji ściągnąć żadnych specjalistów, którzy na co dzień zajmują się badaniem wypadków lotniczych. To też o czymś mówi - ocenił.
    http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/maciej-lasek-w-kropce-nad-i,618...

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    149. Czy Jacek Kurski przetrzyma

    Czy Jacek Kurski przetrzyma szarżę generałowej Błasikowej?
    Agnieszka Kublik
    16.03.2016

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,19773581,czy-jacek-kurski-przetrzyma-szarze-g...

    Od jakiegoś czasu prezes TVP Jacek Kurski dostaje po głowie dzień w dzień. Bo niedobrych nie zwalnia (czyli konserwuje "telewizyjny ubekistan", tak twierdzi Jerzy Targalski), złych zatrudnia (np. takiego Kubę Sufina, dyrektora z TVN, to zarzut generałowej Ewy Błasikowej, wdowy po dowódzcy sił powietrznych gen. Andrzeju Błasiku), zagraża medialnej rewolucji (to zarzut wiceministra kultury Krzysztofa Czabańskiego).
    Wydaje się, że to atak generałowej może się okazać decydujący. Prezes Kurski może go zwyczajnie nie przeżyć. Generałowa zajmuje w PiS miejsce szczególne. Uosabia walkę o honor męża, żołnierzy, ba wojska polskiego w ogóle...

    Komentarz

    Festiwal smoleńskich fantazji trwa! Macierewicz zawraca Wisłę kijem. Nad Smoleńskiem

    Agnieszka Kublik

    16.03.2016
    Negowanie faktu, że samolot rozpadł się w powietrzu jest próbą
    zawracania kijem Wisły - krzyczał na posiedzeniu komisji obrony
    narodowej szef MON Antoni Macierewicz.

    Macierewicz oskarżył poprzedni rząd o ukrywanie faktów w sprawie katastrofy smoleńskiej. Wyjawił,.





    Macierewicz: Nigdy nie powiedziałem tych słów

    Szef MON odpowiada na zarzuty posłów PO ws. podkomisji smoleńskiej.

    "Nigdy nie powiedziałem, i nie mam zamiaru przed wynikiem badań
    (podkomisji - PAP) wskazywać powodu, który doprowadził do tego, że
    samolot rozpadł się w powietrzu. Ale negowanie tego podstawowego faktu
    jest jakąś próbą zawracania kijem Wisły" - mówił minister.

    Apelował, by sięgnąć do zapisów parametrów lotu, w tym do raportów
    KBWLLP i Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) z Moskwy. "Nie ma
    wątpliwości: 18 metrów nad ziemią zaniknęło całe zasilanie elektryczne
    samolotu. W tej sprawie nikt nie ma żadnej wątpliwości. Możecie to
    ukrywać, możecie się z tego naigrywać. Macie w tej sprawie duże
    doświadczenie, ale z siebie się wtedy naigrywacie" - powiedział
    Macierewicz do posłów opozycji.

    Oskarżył też opozycję o ponowne rozpętywanie "nienawiści wobec próby
    wyjaśnienia tej największej tragedii w dziejach niepodległej Polski".
    "To jest najbardziej w tym wszystkim bolesne i trudne. Ta fala
    nienawiści, którą chcecie wzbudzić, tylko dlatego, że jako minister
    obrony narodowej nie mam wątpliwości, iż moim obowiązkiem jest
    doprowadzenie do wyjaśnienia tego, co się stało w związku z tragedią
    smoleńską. Przypisywanie mi jakichkolwiek uprzedzeń w tej sprawie jest
    daleko idącą nieuczciwością" - powiedział Macierewicz.

    Minister pytał, dlaczego nie skierowano do badań w laboratorium -
    mimo że komisja i prokuratura były o tym powiadomione - materiałów,
    które miały świadczyć o - jak powiedział - wadzie fabrycznej jednego z
    głównych zespołów technicznych samolotu. Stwierdził też, że tzw. polska
    czarna skrzynka, czyli rejestrator firmy ATM nie został wysłany za
    pierwszym razem do Polski, a film z jej rozpakowania jest nieprawdziwy.
    "To są tylko dwa przykłady z licznych, które znajdowały się i znajdują w
    materiałach KBWLLP" - powiedział minister.

    Zwracając się do posłów PO, Macierewicz powiedział, że miał nadzieję,
    iż są oni "najnormalniej w świecie zatroskani tym, że po sześciu latach
    nie wiemy, jak zginęła polska elita narodowa". "Ta tragedia zjednoczyła
    wszystkich Polaków w tamtych kilkunastu godzinach. Czy naprawdę nie
    jest możliwe, by próba dojścia do prawdy zjednoczyła nas wszystkich raz
    jeszcze?" - pytał szef MON.

    Odnosząc się do zarzutów prawnych, minister podkreślił, że
    rozporządzenie z 2004 r. pozwalało szefowi MON podjąć decyzję o
    wznowieniu badania i ewentualnie zmianie orzeczenia KBWLLP w sytuacji,
    gdy wyjdą na jaw nowe okoliczności lub dowody istotne dla sprawy lub gdy
    dowody nie były wcześniej znane. "Rozporządzenie, na podstawie którego
    została powołana obecna podkomisja badająca tragedię smoleńską, zostało
    powołane na podstawie dokładnie tak samo brzmiącego przepisu, który
    został przywrócony" - powiedział Macierewicz.

    Cezary Tomczyk (PO) zarzucał Macierewiczowi, że przedstawił już 18
    różnych tez o katastrofie, łącznie z tym, że mordowano osoby, które
    przeżyły katastrofę, a obecnie dokłada kolejną - o wadzie silnika.

    "Mam nadzieję, że starcza panu kompetencji, by zrozumieć, że ślady po
    wycieku z silnika, skrzydło, które nie zostaje ułamane przez brzozę,
    awaria całej instalacji elektrycznej - to wszystko zdarzyło się
    naprawdę. Ale żadne z tych wydarzeń - nigdy, ani publicznie ani
    prywatnie, nie mówiłem o tych, którzy byli mordowani. Nigdy te słowa nie
    padły z moich ust" - oświadczył szef MON.

    Jak dodał, jego zdaniem żaden ze wskazywanych przez niego faktów nie
    był ostatecznym powodem tej tragedii. "Do dziś nie wiem, co nim było. To
    są tylko przejawy. Przyczynę ma wyjaśnić badanie. Awaria silników była
    widoczna przez 250 świadków. Mogę panu przedstawić pełną listę z imienia
    i nazwiska" - zadeklarował.

    Wcześniej Macierewicz powiedział do posłów PO, iż rozumie, że
    Rosjanie nie chcą nam oddać wraku i skrzynek. "Ale, że wy macie coś do
    ukrycia, że nie chcecie dojścia do prawdy w tej sprawie? To przecież
    niemożliwe" - powiedział.

    Według Andrzeja Melaka z Rodzin Katyńskich, który po 10 kwietnia 2010
    r. był w Moskwie, aby identyfikować ciało swego brata, rodziny nie
    zgadzają się z tym, co przekazała im polska KBWLLP. "To były rzeczy nie
    do pojęcia, niestosowane w żadnym cywilizowanym świecie. (...) Mamy
    nadzieję, że komisja powołana przez ministra Macierewicza mająca dostęp
    do wszelkich dokumentów doprowadzi do tego, że rodziny będą mogły spać
    spokojnie. My nie jesteśmy pewni, czy stoimy nad grobami naszych
    bliskich, podczas gdy doszło do takich ogromnych nieprawidłowości" -
    oświadczył.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    150. Lasek obala Kublikową

    Krytykując raport komisji Millera, Macierewicz wysunął dwa argumenty,
    które mają świadczyć o nierzetelnym zbadaniu przyczyn katastrofy. Na
    jego tezy odpowiedział już Maciej Lasek, były członek KBWLLP oraz szef
    komisji badającej wypadki w lotnictwie cywilnym:

    1. Dlaczego nie skierowano do badań w laboratorium materiałów, które
    miały świadczyć o wadzie fabrycznej jednego z głównych zespołów
    technicznych samolotu?


    Lasek powiedział, że wszystkie systemy samolotu były sprawne do momentu zderzenia z brzozą.


    - Nawet opublikowana przed rokiem opinia zespołu biegłych dla
    prokuratury nic nie mówi o żadnej wadzie fabrycznej - dodał.

    2. Tzw. polska czarna skrzynka, czyli rejestrator firmy ATM, nie został wysłany za pierwszym razem do Polski, a film z jej rozpakowania jest nieprawdziwy.

    Lasek przyznał, że rzeczywiście za pierwszym razem przywieziono do Polski skrzynkę z innym agregatem.


    - Z tego, co pamiętam, następnego dnia przyleciał właściwy
    rejestrator. Jego karta pamięci została odczytana przez producenta w
    obecności polskich i rosyjskich prokuratorów oraz członków MAK i komisji
    Millera - powiedział.

    Były członek komisji badającej
    katastrofę przypomniał również. że dowodem na to, że zasilanie działało
    do momentu zderzenia z ziemią, jest zapis komputera pokładowego FMS.

    - Został on zbadany przez Amerykanów. W jego pamięci zapisano współrzędne odebrane przez trzy anteny systemu GPS w momencie utraty zasilania. Odpowiadają one miejscu zderzenia samolotu z ziemią - powiedział Lasek.

    &quot;Wypowiedzi Macierewicza mogą wynikać z braku wiedzy&quot;


    Jeśli Antoni Macierewicz ma podejrzenie, że ktoś popełnił przestępstwo, to jako urzędnik państwowy ma obowiązek poinformować o tym prokuraturę, zamiast raczyć nas takimi informacjami - stwierdził Maciej Lasek, były szef komisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej. Komentował on w TVN24 środowe wypowiedzi ministra obrony narodowej dotyczące tego, co miało się zdarzyć w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. Zarzuty wobec ustaleń poprzedniej komisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej przedstawił w środę na posiedzeniu sejmowej komisji obrony szef MON Antoni Macierewicz.
    Do słów Macierewicza ustosunkował się na antenie TVN24 Maciej Lasek, który za rządów koalicji PO-PSL przewodniczył komisji badającej przyczyny katastrofy prezydenckiego Tu-154M pod Smoleńskiem. - Jako specjalista mówię, że nie ma wątpliwości, że to był wypadek spowodowany serią błędów załogi i niewłaściwym działaniem rosyjskich kontrolerów. Taką samą opinię mają biegli prokuratorzy, którzy prowadzili swoje postępowanie na potrzeby śledztwa. Twierdzenie, że są znane dowody wskazujące, że do wypadku doszło na skutek eksplozji, ukrytej wady, naprowadzania na śmierć, nie wytrzymują konfrontacji z faktami - powiedział Lasek. Jak dodał, samolot rozpadł się częściowo w powietrzu, bo samolot uderzył skrzydłem o brzozę. - W tym zakresie Antoni Macierewicz ma rację - zaznaczył ekspert. Wyjaśniał jednocześnie, że samolot znalazł się na wysokości sześciu metrów półtora kilometra przed pasem na skutek nieprawidłowego odejścia wykonanego przez załogę na drugi krąg, łamiąc wszystkie zasady bezpieczeństwa. Po zderzeniu z brzozą 1/3 skrzydła została oderwana.

    http://www.tvn24.pl/maciej-lasek-komentowal-zarzuty-antoniego-macierewic...

    Fot. YouTube.com/screenshot


    Rzecznik MON: „To, co zrobiono po katastrofie smoleńskiej w
    mediach, jak traktowano i dzielono Polaków, to są w pewnym sensie akty
    terroru medialnego”


    „Dzięki Jerzemu Millerowi mamy siedem
    różnych wersji czarnych skrzynek Tupolewa, a długość nagrania między
    nimi różni się o 2 minuty”.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    151. skąd powzieli taką wiedzę cyngle GW?

    Jest nowa opinia biegłych! Gen. Błasik wywierał presję na pilotów tupolewa?




    Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski

    22.03.2016
    To najnowsza i ostatnia chyba opinia tego zespołu biegłych (liczy 20 osób) powołanych przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Prowadzi ona śledztwo smoleńskie od 2010 r., ale od kwietnia, zgodnie z nową ustawą o prokuraturze, przestanie istnieć. Postępowanie przejmie pion cywilny. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro powołał wczoraj do tego śledztwa zespół prokuratorów. Przewodniczy mu zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek.

    W zeszłym tygodniu szef MON Antoni Macierewicz wojskowych prokuratorów związanych z tym śledztwem skierował do innych jednostek. TVN 24 podał, że chodzi o co najmniej sześciu z nich. Trafili m.in. do jednostek w Bartoszycach i Hrubieszowie. Będą tam zwykłymi żołnierzami, nie prokuratorami. Rzecznik MON: "Są żołnierzami, muszą słuchać poleceń".

    Jak podało wczoraj Radio RMF, zdegradowani prokuratorzy zapowiadają zawiadomienie do prokuratury przeciwko szefowi MON. Na razie złożyli w ministerstwie wniosek o ponowne rozpatrzenie ich sprawy.

    Nie wiadomo, czy nowy zespół śledczych nie zmieni biegłych. Ale ostatnia opinia dotychczasowego zespołu została w zeszłym tygodniu włączona do akt sprawy. Od tej chwili jest dowodem.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,19803119,gen-blasik-wywieral-presje-na-piloto...

    Gdańsk: PO planuje własne obchody rocznicy katastrofy smoleńskiej

    Platforma
    Obywatelska uczci rocznicę katastrofy smoleńskiej w Gdańsku.

    10 kwietnia
    odbędzie się tam dyskusja poświęcona pamięci o tragicznym wydarzeniu.
    Spotkanie w ramach klubów obywatelskich ma być odpowiedzią na obchody
    organizowane przez Prawo i Sprawiedliwość.

    Szef klubu PO Sławomir
    Neumann podkreślał, że Platforma również utraciła w katastrofie
    przyjaciół, a gdańska debata ma pokazać, iż o Smoleńsku można mówić
    inaczej.

    Poseł Jacek Świat, mąż śp. Aleksandry
    Natali-Świat, która zginęła w katastrofie, ocenia z kolei, że spotkanie w
    Gdańsku to rodzaj ucieczki od warszawskich obchodów.

    – Po
    pierwsze, o tej tragedii należy mówić w duchu szacunku dla zmarłych,
    trzeba mówić z szacunkiem o wszystkich ofiarach. Po drugie, o tragedii
    smoleńskiej należy mówić w duchu prawdy, poszukiwania prawdy. Trzeba
    naprawdę złej woli, by twierdzić, że wszystko już wiemy. Przy spełnieniu
    tych dwóch warunków możemy znów się połączyć – tak jak przed 6 laty. Ze
    słów pana Neumanna sądzę, że tych warunków do końca spełnić nie chcą.
    Nie chcą się najwyraźniej zgodzić na to, by główne obchody odbyły się w
    Warszawie, by znów spotkać się na Krakowskim Przedmieściu, by tam uczcić
    godnie pamięć ofiar –
    mówi Jacek Świat.

    10 kwietnia w szóstą rocznicę katastrofy
    smoleńskiej w Warszawie odbędą się obchody państwowe m.in. na
    Wojskowych Powązkach oraz przed Pałacem Prezydenckim z udziałem
    najwyższych władz państwowych.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    152. Szczucie przed 6.rocznicą

    Co z zespołem powołanym przez Ziobrę? Rozmówcy tygodnika widzą dwa
    zagrożenia. "Po pierwsze, oddelegowano ich do Prokuratury Krajowej tylko
    na pół roku. Czyli Ziobro będzie prowadził ich na krótkiej smyczy. Kto
    nie spełni oczekiwań, zostanie szybko wyłączony. A po drugie, równolegle
    będzie pracować komisja Macierewicza, w której zasiadają eksperci od
    pękających parówek. Oby prokuratura nie chciała dotrzymać jej kroku" -
    pisze "Newsweek".

    Dokument kłopotliwy dla PiS


    Nowi śledczy otrzymają po poprzednikach całą gamę akt sprawy.
    Wśród nich kompleksową opinię ekspertów. "Dla Polityków PiS dokument
    jest kłopotliwy, bo zdaniem biegłych czarne skrzynki tupolewa nie
    odnotowały wybuchów, o których opowiada Antoni Macierewicz" - pisze
    tygodnik.

    Jeszcze większym problemem mają być stenogramy z
    kokpitu samolotu. Według jednej z wersji, w kokpicie znajdował się gen.
    Błasik. Druga wersja stwierdza, że jest to bardzo prawdopodobne.


    Jeden z rozmówców tygodnika uważa , że smoleńscy śledczy "nie
    autoryzują" teorii zamachu, ale rozmyta zostanie kwestia gen. Błasika.
    "Jak? To proste. Zamówi kolejną opinię, która nie potwierdzi jego
    obecności w kokpicie, i powie, że jedni eksperci mówią tak, a inni -
    inaczej. Czyli w sumie nie wiadomo, jak było. To znany numer" - czytamy.

    Od mszy w intencji ofiar o 8 rano, do apelu pamięci i wystąpienia
    Jarosława Kaczyńskiego o 21. Napięty plan obchodów szóstej rocznicy katastrofy smoleńskiej to także bloki filmowe, modlitwy i wystąpienie prezydenta Dudy.

    Podczas tego ostatniego, odsłonięta zostanie tablica poświęcona Lechowi Kaczyńskiemu na Pałacu Prezydenckim. Jak podaje Warszawa.wyborcza.pl,
    to jedna z pięciu tablic, które zostaną zaprezentowane tego dnia. Druga
    płyta poświęcona Kaczyńskiemu zawiśnie na stołecznym ratuszu.
    Prawdopodobnie znajdzie się na niej informacja, że prezydent "poległ w
    służbie Ojczyzny".

    Nie będzie instalacji na Krakowskim Przedmieściu?


    Kolejne tablice mają być poświęcone Grażynie Gęsickiej,
    Andrzejowi Przewoźnikowi i Januszowi Krupskiego. Zostaną powieszone na
    budynkach Ministerstwa Rozwoju.

    Według planów Jarosława
    Kaczyńskiego, przed Pałacem Prezydenckim miały stanąć "tymczasowe
    instalacje". Stołeczny konserwator zabytków przyznaje jednak, że "żadne
    zgłoszenie nie dotarło".

    "Marsz Miliona" niewypałem

    Jeszcze niedawno w planach PiS-u
    był potężny marsz poparcia dla rządu i prezydenta. "Marsz miliona" -
    jak go nazwano - nie wzbudził chyba wystarczającego zainteresowania. PiS
    zaczął się bowiem wycofywać z jego organizacji. W Urzędzie m.st.
    Warszawy zarejestrowano zgromadzenie "kilkudziesięciu tysięcy osób",
    które zajmą tego dnia teren między Katedrą św. Jana a siedzibą głowy
    państwa.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19832233,rocznica-smolen...

    Rocznica katastrofy smoleńskiej w Warszawie. 50 tysięcy na "Marszu miliona"
    Iwona Szpala, Tomasz Urzykowski
    29.03.2016
    http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/1,34862,19831768,rocznica-katastrof...

    Pięć tablic, w tym dwie ku pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, odsłoni Prawo i Sprawiedliwość w szóstą rocznicę katastrofy smoleńskiej.
    Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
    Prawo i Sprawiedliwość podało już scenariusz na 10 kwietnia: poranna msza, apel pamięci przed Pałacem Prezydenckim, "Anioł Pański", "Koronka do miłosierdzia Bożego". Pomiędzy nimi filmy o tematyce patriotycznej. Wystąpi też prezydent Andrzej Duda, potem rozpocznie się wieczorny blok modlitw. W finale przemówi Jarosław Kaczyński.

    PiS gotowy na rocznicę katastrofy smoleńskiej

    Tego dnia odsłaniane będą tablice upamiętniające pasażerów tragicznego lotu do Smoleńska, w tym dwie poświęcone Lechowi Kaczyńskiemu. Jedna zawiśnie na stołecznym ratuszu. Ma informować, że były prezydent "poległ w służbie Ojczyzny". Jej inicjatorem jest wojewoda Zdzisław Sipiera. Pomysł podrzucił mu przełożony - szef MSWiA Mariusz Błaszczak. Ale według Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, która dostała tekst tablicy do zaopiniowania, nie powinno w nim być słowa "poległ", bo zarezerwowane jest ono dla żołnierzy, którzy oddali życie na wojnie. Opinię wydał sekretarz ROPWiM prof. Andrzej Krzysztof Kunert.

    - Z taką uwagą przesłaliśmy dokumenty wojewodzie - mówi Piotr Brabander, stołeczny konserwator zabytków. - Co zrobi wojewoda? Nie mam pojęcia.

    Zdzisław Sipiera już w zeszłym tygodniu miał się ustosunkować do opinii prof. Kunerta. Taką informację podało nam jego biuro prasowe. On sam jednak nie zabrał głosu w tej sprawie.

    Do stołecznego konserwatora zabytków wpłynął drugi wniosek o tablicę upamiętniającą Lecha Kaczyńskiego, tym razem na Pałacu Prezydenckim. Konserwator Piotr Brabander mówi, że w tym przypadku nie było żadnych zastrzeżeń. By zrobić miejsce dla nowej tablicy, zgodził się na przesunięcie innej - poświęconej Fryderykowi Chopinowi.

    Katastrofa smoleńska: "Tkamy ten całun smoleński"

    Ale to nie koniec wysypu tablic. W szóstą rocznicę katastrofy trzy następne mają zawisnąć na budynkach Ministerstwa Rozwoju. To kompleks gmachów znajdujących się między pl. Trzech Krzyży a ul. Kruczą. Resort wystąpił do ratusza o zgodę na umieszczenie tablic poświęconych byłej minister Grażynie Gęsickiej oraz dwóm kierownikom instytucji mieszczących się w budynkach ministerstwa: Andrzejowi Przewoźnikowi (byłemu sekretarzowi ROPWiM) i Januszowi Krupskiemu (byłemu szefowi Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych).

    - Tkamy ten całun smoleński - mówi w przenośni miejski urzędnik zajmujący się wnioskami o tablice.

    PiS - o czym mówił sam prezes Jarosław Kaczyński - chce też ustawić przed Pałacem Prezydenckim "tymczasowe instalacje". - Temat znam z mediów. Do nas żadne zgłoszenie nie dotarło. Przypominam, że jest ono konieczne, bo Krakowskie Przedmieście znajduje się pod ochroną konserwatorską. Jeśli organizatorzy ustawią coś bez konsultacji z nami, będziemy musieli uruchomić procedury, wezwać do rozbiórki i przywrócenia miejsca do poprzedniego stanu - zapowiada Piotr Brabander. - Chyba że będzie to konstrukcja czasowa - dodaje.

    "Marsz miliona" PiS-u niewypałem

    Kolejnym punktem obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej miał być "Marsz miliona" - prorządowa manifestacja, która liczbą uczestników miała przebić demonstracje KOD. W całym kraju trwały zapisy do autokarów, które zwiozą zwolenników PiS do stolicy. Wyjazdy koordynowały terenowe struktury partii i Kluby "Gazety Polskiej", a posłanka PiS Krystyna Pawłowicz zagrzewała na Facebooku: "Zobaczymy, kogo jest więcej - Polaków czy na kodowskich pikietach zdrajców". Ale zamiast "Marszu miliona" do ratusza zgłoszono jedynie zgromadzenie na 50 tys. osób, które 10 kwietnia zajmą teren między katedrą św. Jana a Pałacem Prezydenckim w godzinach od 6 rano do północy.

    W piątek warszawski poseł PiS Jarosław Krajewski stwierdził, że partia... nigdy nie organizowała "Marszu miliona". A co z apelami posłanki Pawłowicz i zapisami w regionach na autobusy do stolicy? Krajewski napisał nam: "PiS organizuje obchody rocznicy katastrofy smoleńskiej. O inne inicjatywy trzeba pytać ich organizatorów".

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    153. Wada fabryczna, krater po

    "Na wszystkie teorie i wątpliwości zgłaszane przez zespół sejmowy
    Macierewicza, który teraz przekształcił się w podkomisję przy MON, są
    fachowe, naukowe odpowiedzi, tylko że oni je ignorują i starają się udowodnić, że prawda jest nieznana" - zapewnia prof. Paweł Artymowicz w rozmowie z "Polityką". Dodaje, że przebieg katastrofy smoleńskiej jest "najlepiej zbadany w dziejach lotnictwa, od strony technicznej".


    Fizyk podkreśla, że "wszystkie zagadnienia techniczne badały
    duże zespoły specjalistów technicznych". Z kolei konsultantów
    Macierewicza - jest jego zdaniem "mała garstka i nie są dobrymi
    fachowcami".

    Artymowicz rozprawia się z kolejnymi tezami forsowanymi przez zespół Macierewicza.

    "Pancerna brzoza"

    Profesor
    [Wiesław Binienda - red.] przyjął blachy trzykrotnie grubsze niż w
    rzeczywistym Tu-154. To oraz błędy w sposobie obliczeń dało
    karykaturalnie fałszywe wyniki przypominające filmy animowane Disneya.


    Eksplozja na pokładzie

    Jeśli
    chodzi o jakoby nienaturalne rozdrobnienie wraku, to kłamstwo (...)
    Wystarczy przeczytać raporty komisji badających podobne wypadki.

    Spytałem prof. Jacka Rońdę, ile raportów z realnych wypadków przeczytał. Okazało się, że żadnego.


    Krater po uderzeniu

    Nie
    było i być nie powinno. [Glen Jorgensen uczestniczący w pracach
    podkomisji Macierewicza - red.] formułując nieistniejący paradoks,
    pomylił przyspieszenie z siłą.


    Katastrofa
    lotnicza to chaos. Jedne kawałki wraku nie zostawiają widocznego
    zagłębienia, a inne potrafią wbić się na metr głębokości. Krateru jednak
    nie ma. Specjalistom Macierewicza polecam podręcznik fizyki.


    Nie odtworzono wraku

    Pieczołowite
    odtwarzanie samolotu to fotogeniczny mit, propagowany przez telewizyjne
    programy o katastrofach. Po zebraniu wystarczających dowodów
    wykluczających, tak jak w Smoleńsku, zarówno eksplozje, jak i terroryzm,
    nie robi się standardowo całościowej rekonstrukcji.


    Wada fabryczna w samolocie


    Macierewicz nie ma szczęścia, sugerując, że silnik mógł mieć ukrytą
    wadę. Badania silników były robione szczególnie wnikliwie przez
    śledczych. Jak widzimy, o silnikach wypowiada się historyk z
    wykształcenia, Antoni Macierewicz. Zapisy detektorów są zupełnie jasne. Silniki pracowały do końca, nie spowodowały katastrofy.


    Brak oryginałów czarnych skrzynek


    A jak będziemy już mieli oryginały, to będziemy twierdzić, że są
    sfałszowane? Jeśli odrzucimy wszystko, czego dotykała ręka Rosjan, jako
    podejrzane, to faktycznie nie zakończymy nigdy śledztwa i o to może
    niektórym chodzi.


    Krytyk ekspertów Macierewicza


    Prof. Paweł Artymowicz jest astrofizykiem, wykładowcą
    Uniwersytetu w Toronto. Zajmuje się badaniem katastrofy smoleńskiej,
    przeprowadzał m.in. wizualizacje ostatnich sekund lotu Tu-154.
    Współpracował z zespołem Macieja Laska.

    Jest jednym z
    największych krytyków analiz zespołu Macierewicza, szczególnie prof.
    Wiesława Biniendy, zwolennika teorii o "pancernej brzozie".


    Ekipie Macierewicza zostają już tylko rozpaczliwe próby podważania
    wszystkiego. Czekam kiedy zaczną mówić, że Rosjanie podmienili wrak.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19873878,prof-artymowicz-po-6-latach-od-smolenska-obala-tezy-macierewicza.html

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    154. Przed 10 kwietnia. Czy żałoba

    Przed 10 kwietnia. Czy żałoba może być groźna dla demokracji?

    Żałoba jest żywiołem,
    strumieniem uczuć, które pojawiają się wobec wielkiej straty. Zawsze
    wypiera ona jednak racjonalne działanie, co w przypadku zbiorowego
    przeżywania żałoby może prowadzić do wielkiej destrukcji. Równie
    niebezpieczne jest też szukanie winnych - przyznaje prof. Andrzej Leder,
    gość Aleksandry Klich w Temacie dnia 'Gazety Wyborczej'.


    W tekście , który można przeczytać w
    Magazynie Świątecznym,
    prof. Leder odwołuje się do słynnej mowy Peryklesa nad ciałami ofiar
    Wojny Peloponeskiej, w której ateński polityk odcinał się od przesadnej
    retoryki żałobnej. W niedzielę przypada 6. rocznica katastrofy
    smoleńskiej. Emocje gniewu i żalu są wciąż bardzo żywe wśród polskiego
    społeczeństwa. Niestety po stronie polityki racjonalności nie ma nikogo,
    kto autorytetem dorównywałby Peryklesowi - dodaje Leder.

    http://wyborcza.pl/10,82983,19889280,temat-dnia-gazety-wyborczej-czy-zaloba-moze-byc-grozna-dla.html


    Wojciech Czuchnowski

    Szósta rocznica katastrofy smoleńskiej będzie wyjątkowo smutna


    Szósta rocznica katastrofy smoleńskiej będzie wyjątkowa. Nie tylko z
    tego powodu, że w obchody zaangażowane zostały w większym niż dotąd
    stopniu instytucje państwa, media publiczne oraz samorządy, ale również
    dlatego, że rocznicy patronuje partia sprawująca władzę.





    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    155. Agnieszka

    Agnieszka Kublik

    Niepokorni tworzą przemysł pogardy. I krzyczą, że są jego ofiarą

    Język na prawo od centrum rujnuje co tylko może. Najchętniej za pomocą słów prawica deprecjonuje swoich politycznych wrogów.

    Język na prawo od centrum rujnuje co tylko
    może. Najchętniej za pomocą słów prawica deprecjonuje swoich
    politycznych wrogów - nieważne, czy była to szefowa rządu, czy głowa
    państwa. Gdy te funkcje pełnią osoby bliskie "niepokornym", to nagle
    wszelka krytyka jest "przemysłem pogardy".
    Oto, jak wyglądała proza autorów tekstów w prawicowych mediach,.









    fot. TVP Info/TT

    Gorszy sort w praktyce. Setlak dostawał wielkie pieniądze z
    KPRM za propagandę ws. 10/04, teraz życzy śmierci Kaczyńskiemu. "Z
    całego serca"

    Dopytywany przez jednego z internautów, czy nie za ostro
    skomentował całą sytuację, odparł, że "z całego serca". Prawdziwy gorszy
    sort...


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    156. KUBLIKModelarstwo


    Agnieszka Kublik

    23.05.2016


    Ilość bzdur, które wygaduje dr inż. Wacław
    Berczyński, przytłacza. Jest w tym nawet lepszy od Antoniego
    Macierewicza, który przecież przez ostatnie lata przyzwyczajał, że to,
    co mówi, mało ma wspólnego z faktami.

    Dr inż. Wacław Berczyński, szef podkomisji szefa MON Antoniego
    Macierewicza, która na nowo ma ustalić przyczyny katastrofy smoleńskiej,
    udzielił wywiadu tygodnikowi "wSieci" pod tytułem "Mamy nowe nagranie z
    Tu-154".

    Ta "część nagrania z kokpitu - ta...

    Wojciech Czuchnowski

    Kozioł ofiarny z BOR. Co oznacza surowy wyrok ws. Smoleńska?

    Piloci nie żyją, nie żyje też dziewięcioro borowców, którzy byli na
    pokładzie, pełniąc służbę przy prezydencie. A gen. Bielawny zapłacił nie
    swój rachunek za lata zaniedbań, omijania przepisów i arogancji
    polityków.






    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    157. Agnieszka

    Agnieszka Kublik

    10.08.2016

    20:08

    A
    A
    A

    Msza z okazji 76. miesięcznicy smoleńskiej

    Msza z okazji 76. miesięcznicy smoleńskiej (Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

    W środę 10 sierpnia, w 76. miesięcznicę smoleńską, TVP Info
    transmitowała na żywo homilię wygłoszoną podczas wieczornej mszy
    smoleńskiej. Ważna data w historii telewizji publicznej.
    Kamera pokazała swojego prezesa Jacka Kurskiego i... jego wroga Tomasza
    Sakiewicza, naczelnego "Gazety Polskiej". To się nazywa polityka
    medialna!

    Dlatego to ważna data w historii
    TVP, warta do zapamiętania. Nas, widzów, czeka jeszcze przynajmniej 2,5
    miesiąca takiego telewizyjnego eksperymentu. Bo do połowy października Rada Mediów Narodowych ma rozstrzygnąć konkurs na prezesa TVP.


    A Kurski chce być swoim następcą, co wcale nie jest tak
    absurdalne, jakby się w pierwszej chwili wydawało. Wszak przed tygodniem
    Kurski zastąpił odwołanego Kurskiego. Absurd? Nie. Tak prezes PiS Jarosław Kaczyński rządzi mediami publicznymi.


    I teraz Kurski, jak widać, zrobi wszystko, by wygrać. Do czasu
    rozstrzygnięcia konkursu będzie zatem robił telewizję tylko dla jednego
    widza - dla prezesa Kaczyńskiego. Bo to Kaczyński zdecyduje, kto ten
    konkurs wygra. A dokładnie to on nakaże Radzie, kogo jako zwycięzcę ma
    wskazać.

    Kurski parę dni temu w wywiadzie dla tygodnika
    "wSieci" skromnie się sam pochwalił, że "wie, jak zbudować wielką
    telewizję narodową". - Zacząłem to dzieło - dodał.

    Ale,
    jak wiadomo, nie jest ważne, jak się zaczyna, a jak kończy, więc jestem
    ciekawa, kiedy w telewizji Kurskiego zagoszczą walki byków? Przypominam,
    że w marcu
    Kaczyński pytany w Superstacji, co lubi robić w wolnym czasie, ujawnił,
    że "wieczorową porą" ogląda "różnego rodzaju walki". - Bardzo lubię
    oglądać rodeo, ujeżdżanie byków. Bardzo mnie to bawi, a w szczególności
    wtedy, jeżeli komentator opisuje byki, ale tak je opisuje, jakby to byli
    ludzie - zwierzał się prezes Prawa i Sprawiedliwości.

    Na
    miejscu Kurskiego potraktowałabym to jak wstępną wersję scenariusza
    programu z bykami. Bo same smoleńskie msze mogą nie wystarczyć, by znów
    Kurski zastąpił sam siebie.


    Zobacz też poranną zapowiedź R. Czarneckiego: "Po raz pierwszy TVP Info będzie transmitowało mszę w miesiecznicę"

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    158. Furia tzw. salonu po


    Fot. PAP/Pietruszka

    Furia tzw. salonu po premierze „Smoleńska” jest zrozumiała. Oni
    nigdy nam nie darują, swojego udziału w haniebnym kłamstwie i wiary
    pancerną brzoz

    „Smoleńsk” jest filmem uczciwym. Wszystkim tym, którzy
    przyczynili się do jego powstania należy się wiekopomna wdzięczność i
    szacunek.


    Premiera „Smoleńska” w Teatrze Wielkim to jeden z ważniejszych momentów naszej współczesnej historii.
    W obecności najwyższych władz państwowych, prezydenta, pani premier,
    i prawie dwóch tysięcy zaproszonych gości, pokazano po raz pierwszy
    publicznie bez wątpienia najważniejszy film w dziejach
    naszej kinematografii.

    Wywołało to skomasowany atak wiadomych mediów. Zwolennicy pancernej brzozy nie odpuszczają.

    „Smoleńsk. Chaos, niechlujność, drewniana gra - recenzje dalekie od entuzjazmu. (wyborcza.pl)

    „Obejrzałam „Smoleńsk”. Koszmarnie chaotyczny, od pierwszych minut nie pozostawia złudzeń…” (gazeta.pl)

    „Pod kątem artystycznym na sześć możliwych gwiazdek, nie dałabym żadnej”. (Katarzyna Janowska onet.pl)

    Ponieważ konkluzja filmu jest od początku
    oczywista, próby budowania napięcia i tajemnicy wokół dziennikarskiego
    dochodzenia są daremne. Nawet muzyka Michała Lorenca tu nie pomaga”.
    „Kiedy jednak fantazje stają się narzędziem polityki, kiedy zmyślenie
    podaje się jako niepodważalną prawdę, kończy się sztuka, a zaczyna
    propaganda” (Roman Pawłowski Gazeta Wyborcza)

    Towarzyszy temu oczywiście karnawał wpisów pod artykułami tzw.
    czytelników. Być może niektóre wynurzenia są amatorskie, bo ktoś miał
    przypływ polotu, ale znając te media nie pozostawiają one sfery
    dopisków samopas.

    „Tylko świnie siedzą w kinie ,na smolensku.”

    „Pewniak do „Złotych Malin” i „Węży” za najgorszy film :)”

    „No cóż… Głupich nie sieją… Ale mamy już murowanego kandydata do Oscara… W kategorii „komedia”.

    „Krótka recenzja: tragikomedia smoleńska!”

    „sprofanowali Wawel, teraz Teatr Wielki’.

    Jest to o tyle zabawne, że te opinie pochodzą od osób, które
    raczej nie miały szansy na uczestniczenie w premierze, ale z założenia
    wiedzą co sądzą i jaki mają pogląd. I rzeczywistość im w tym w żaden
    sposób nie przeszkadza.

    Można oczywiście przenicować obraz Antoniego Krauzego od strony
    warsztatowej i artystycznej, biorąc jednak pod uwagę warunki w jakich
    podjęto się tej produkcji: skromny budżet, arogancką obstrukcje
    środowiska, zastraszanie towarzyskie i zawodowe aktorów, to efektem działań ekipy tworzącej opowieść o katastrofie rządowego TU – 154 M, jest arcydzieło.

    Przede wszystkim jest to film profesjonalny, zarówno
    od strony scenariusza, jak i  reżyserii. Technicznie jest bez zarzutu,
    montaż bardzo dynamiczny, i oczywiście na najwyższym poziomie
    artystycznym jest muzyka Michała Lorenca.

    Co do castingu i gry poszczególnych aktorów można wypisywać
    różnorakie recenzje, ale w zasadzie, nawet główna bohaterka,
    dziennikarka stacji telewizyjnej wzorowanej na TVN,
    nie jest w tym filmie najważniejsza. Przesłaniem jest ukazanie prawdy
    o Smoleńsku. I tę rolę, film poruszający się na granicy dokumentu
    spełnia. Zatrzymuje w kadrze, to co się zdarzyło feralnego 10 kwietnia
    2010 roku i to, niemniej istotne, co miało miejsce potem. Minęło już
    ponad sześć lat od katastrofy i z oczywistych powodów pewne rzeczy
    blakną w naszej pamięci, a nie powinny i „Smoleńsk” nam je plastycznie
    odświeża. A co więcej pozostawia te zdarzenia dla potomności, odzierając fakty z codziennych kłamstw, będących naszym smutnym udziałem.

    „Smoleńsk” porządkuje wiedzę jaką mamy na temat tej strasznej
    katastrofy. To że była ona wynikiem zamachu nie ulega kwestii, zbyt dużo
    jest przesłanek potwierdzających tę tezę i wykluczających czysty
    przypadek. Szlachetnie upomina się także o prawdę o polskich pilotach
    i generale Błasiku.

    Dobrze, że porusza też kwestie niewyjaśnionych samobójstw osób
    związanych ze sprawą Smoleńska. Powraca kwestia czy do tych spraw,
    aktywności „seryjnego samobójcy”, teraz kiedy PiS nadzoruje wszelkie
    służby nie można powrócić.

    Może brakuje w filmie sceny, kiedy ekipa
    ówczesnego Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego przejmuje już
    z w sobotę, w dniu katastrofy, Pałac Prezydencki, bo to także było
    niezwykle symboliczne i  symptomatyczne dla tamtego czasu.

    Dobrze, że ten film powstał. Jest ogromny ciosem w kłamstwo
    smoleńskie i to on będzie wyznaczał interpretacje wydarzeń, a nie nasze
    salonowe media. I właśnie tego nie mogą darować, dlatego zrobią
    wszystko, by odciągnąć widzów, ale daremny ich trud.

    P.S.

    Jednym z powodów nieprzyznania dotacji przez PISF,
    filmowi Antoniego Krauzego, była scena przedstawiająca duchy
    pomordowanych w 1941 roku oficerów Wojska Polskiego witające w Lesie
    Katyńskim ofiary katastrofy.

    „Wprowadzenie tak jednoznacznej sceny symbolicznej na koniec scenariusza aspirującego do konwencji sensacji, w dodatku mającej stanowić także film historyczny, razi brakiem spójności gatunkowej i mogłoby zostać uznane za nadużycie”

    Podpisali się pod tak opinią: Anna Kazejak-Dawid, Sławomir Fabicki, Jerzy Skolimowski i Jerzy Stuhr.

    Akurat jest to jedna z najpiękniejszych scen w naszej kinematografii.


    autor:

    Ryszard Makowski

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    159. Agnieszka Kublik Oto

    Agnieszka Kublik

    10.09.2016

    Gdy Tu-154 o 7.27 odrywa się od płyty lotniska Okęcie, nad Smoleńskiem
    wisi już gęsta mgła. Ale załoga - skomponowana ad hoc, nigdy wcześniej
    ze sobą nie trenowała i nie latała - o tym nie wie. Od wojskowych służb
    meteorologicznych dostaje nieaktualną prognozę pogody; o gęstniejącej mgle dowiaduje się nad Białorusią.


    W kokpicie robi się nerwowo ok. 25 minut przed katastrofą. Lot
    na lotnisko zapasowe to strata kilku godzin i opóźnienie uroczystości w
    Katyniu poświęconych zamordowanym w 1940 r. polskim oficerom.


    O 8.14 białoruski kontroler z Mińska informuje załogę, że w
    Smoleńsku tzw. widoczność pozioma wynosi zaledwie 400 m. Minimum dla
    tego lotniska dla Tu-154 to 1000 m, ale dowódca załogi miał uprawnienia
    jeszcze ostrzejsze - 1800 m.

    O 8.17 dowódca mówi do stewardesy: "Nieciekawie, wyszła mgła, nie wiadomo, czy wylądujemy".


    Rosyjscy kontrolerzy w Smoleńsku przy pierwszym połączeniu
    radiowym z tupolewem o 8.24 informują: "Warunków do przyjęcia nie ma".
    Dowódca załogi odpowiada: "Dziękuję. Jeśli można, spróbujemy podejścia, a
    jeśli nie będzie pogody, wtedy odejdziemy na drugi krąg".


    Zgodnie z procedurami o zmianie miejsca lądowania decyduje kapitan.
    Ale powinien ją uzgodnić z dysponentem lotu - w tym wypadku Kancelarią Prezydenta.


    O 8.26 dowódca załogi przekazuje Mariuszowi Kazanie, dyrektorowi
    protokołu dyplomatycznego MSZ: "Panie dyrektorze, wyszła mgła w tej
    chwili i w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść.
    Spróbujemy podejść - zrobimy jedno zejście - ale prawdopodobnie nic z
    tego nie będzie. Tak że proszę [<i>już myśleć</i>lub
    <i>pomyśleć</i>] nad decyzją, co będziemy robili".

    Dyrektor Kazana pyta: "Będziemy..." [prawdopodobnie: <i>czekać?</i>].

    Dowódca: "Y, paliwa nam tak dużo nie starczy, żeby...".

    Dyr. Kazana: "No to mamy problem".

    Po 4 min Kazana wraca do kokpitu: "Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robimy". I wychodzi.

    W kokpicie jest tłoczno i głośno. A zgodnie z przepisami powinna być w nim tylko załoga. Zwłaszcza gdy pogoda
    jest bardzo zła (ostatni komunikat, z polskiego jaka 40 stojącego na
    płycie lotniska w Smoleńsku, mówi już tylko o widoczności poziomej 200
    m). Załoga wyprasza gości. Bezskutecznie.

    W kokpicie jest
    najpewniej gen. Andrzej Błasik. Wiosną eksperci odczytali z czarnej
    skrzynki, że o 8:35,49 generał mówi: "Faktem jest, że my musimy to robić
    do skutku", o 8:40,11: "Po-my-sły", a o 8:40,22: "Zmieścisz się
    śmiało".

    W dodatku z wieżą w Smoleńsku rozmawiał nie
    nawigator (jak każą procedury), ale dowódca załogi - bo tylko on znał
    rosyjski. Ale nie znał rosyjskich wojskowych procedur. Gdy wieża
    oznajmia "Pasadka dopołnitielno" (Lądowanie warunkowo), tupolew powinien
    zejść do tzw. wysokości decyzji (100 m) i czekać na polecenia
    kontrolerów. Kiedy wszystko jest w porządku - załoga widzi ziemię -
    wieża wydaje komendę: "Pasadku razrieszaju", czyli zgodę na lądowanie.
    Załoga powinna ją potwierdzić słowami: "Pasadku razrieszili".


    Tymczasem na taśmie słychać, że gdy kontroler mówi: "Pasadka
    dopołnitielno", padają niezrozumiałe słowa załogi, a potem: "Spasiba"
    (Dziękuję).

    Samolot zniża się bardzo szybko w gęstej
    mgle, nawigator odczytuje kolejne wysokości aż do 20 m. Odzywa się alarm
    systemu TAWS "Terrain ahead" (Teren przed tobą), a potem "Pull up" (Do
    góry) - samolot w takiej sytuacji powinien natychmiast się wznieść.


    "Odchodzimy" z ust dowódcy załogi pada za późno, w dodatku
    maszyna leci na autopilocie. Ale w Smoleńsku nie ma systemu ILS, który
    bezpiecznie "sprowadza" samolot, nawet gdy jest mgła. Autopilot nie
    reaguje. Upływa parę sekund, nim załoga to sobie uświadamia. Dopiero
    wtedy kapitan zaczyna - ręcznie - odchodzenie na drugi krąg, ale maszyna
    już uderza w pierwsze drzewa, a potem skrzydło zawadza o brzozę. Ma ona
    ok. 10 m wysokości, a w miejscu uderzenia lewego płata - ok. 40 cm
    średnicy. Tupolew traci ok. 1/3 skrzydła, 80-tonowy samolot obraca się w
    lewo i uderza grzbietem o ziemię.

    Do ostatniej chwili
    czarne skrzynki - ta z kokpitu i dwie zapisujące pracę urządzeń tupolewa
    - nie zarejestrowały żadnych oznak, że z samolotem jest coś nie tak.
    Gdyby doszło do zamachu, wybuch nagrałby się na taśmie, a rejestrator
    katastroficzny parametrów lotu odnotowałby wzrost ciśnienia i
    temperatury w kadłubie.


    „Załoga Tu-154M została wprowadzona w błąd. Nie wiemy, czy celowo"

    Wacław Berczyński o nowych dowodach ws. katastrofy smoleńskiej. więcej

    Przewodniczący podkomisji
    smoleńskiej dr Wacław Berczyński w rozmowie z TVP Info potwierdził, że
    ABW przekazała członkom podkomisji nowe materiały dowodowe dotyczące
    przyczyn katastrofy smoleńskiej. Wśród nich m.in. nagrania z wieży
    kontroli lotów w Smoleńsku.Mówił dr Wacław Berczyński: – Mamy taką taśmę. Jest ona inna niż to, co
    mieliśmy do tej pory. Również jest ona inna, niż nagrania jakie mamy z
    wieży i samolotu. Jest widoczna sprzeczność i zmienia to kategorie
    wiadomości jakie dostajemy ze strony rosyjskiej – powiedział w rozmowie z
    TVP Info dr Wacław Berczyński.

    Przewodniczący dodał, że do tej
    pory komisja dysponowała nagraniami komunikacji między wieżą i załogą
    Tu-154M. Nowe nagrania są bezpośrednio z wieży. – Są one w sprzeczności z
    tymi, które do tej pory słyszeliśmy – powiedział Berczyński.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    160. Czerska i Wiertnicza kontratakuje!

    Ryszard Gromadzki w programie
    „Chłodnym okiem” dokonał przeglądu dzisiejszej prasy. Jego zdaniem
    dziennik Gazeta Wyborcza zawiera cały pakiet tendencyjnych, jednoznacznych tekstów, które mają za zadanie zdyskredytować nowe dowodu w sprawie
    katastrofy smoleńskiej, które będą podane do opinii publicznej dopiero
    dzisiaj.
    Na początek proponuję skomentować tekst opublikowany w Gazecie
    Wyborczej: <<„Prawdy” smoleńskie>>. Prawdy oczywiście w
    cudzysłowie. Zwracam uwagę na zdjęcie, przedstawia ono Piotra
    Walentynowicza, wnuka Anny Walentynowicz. To duży artykuł i poza autorką
    na pewno jeszcze kilka osób patrzyło na niego przed drukiem, a mimo to,
    gazeta tego formatu podpisała pod zdjęciem niewłaściwą osobę. –
    komentuje Gromadzki i dodaje – Trudno się oprzeć wrażeniu, wczytując się
    w tekst red. Kubik, że tan artykuł jest rodzajem prewencji. Duch tekstu
    jest taki, żeby totalnie zdezawuować ośmieszyć nowe dowody
    przedstawione wczoraj rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej, które
    opinii publicznej mają być przedstawione dopiero dzisiaj.


    Antoni Macierewicz sugerował rodzinom smoleńskim, że winę za katastrofę ponosi "strona rosyjska".
    "Bo w ciałach Jest prawda". Rozmowy z rodzinami smoleńskimi o ekshumacjach [DUŻY FORMAT]


    Rodziny ofiar tragedii po raz pierwszy spotkały się z podkomisją
    ds. katastrofy smoleńskiej, powołaną w lutym w MON przez Antoniego
    Macierewicza...

    Podkomisja smoleńska ma przedstawić "nowe fakty"

    Podkomisja, którą Ministerstwo Obrony Narodowej powołało do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej, ma przedstawić nowe fakty - poinformowali przedstawiciele rodzin ofiar, którzy uczestniczyli w spotkaniu z komisją w środę. Konferencję prasową w tej sprawie zapowiedziano na czwartek na godz. 12.
    O spotkaniu z podkomisją mówił w środę Paweł Deresz, wdowiec po tragicznie zmarłej Jolancie Szymanek-Deresz. 11:51 "Mówią, że mają rozstrzygające dowody". Paweł Deresz o podkomisji smoleńskiej - Generalnie... czytaj dalej » KOMENTARZ DO TEJ SPRAWIE M.IN. W "KROPCE NAD I". GOŚCIEM MONIKI OLEJNIK O GODZ. 20 BĘDZIE DR MACIEJ LASEK, PRZEWODNICZĄCY PAŃSTWOWEJ KOMISJI BADANIA WYPADKÓW LOTNICZYCH. O TEMACIE TAKŻE SZERZEJ W "CZARNO NA BIAŁYM" W TVN24 O 20.20, ZARAZ PO "KROPCE NAD I".
    http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/podkomisja-ds-katastrofy-smolen...


    fot. PAP/Radek Pietruszka

    Prof. Nowaczyk: Awaria nastąpiła przed katastrofą. Sygnały o
    niesprawności silnika i wysokościomierza pojawiły się 15 metrów nad
    ziemią

    • Smoleńsk
    • 41

    Z polskiej czarnej skrzynki zostały wycięte ok. 3 sekundy,
    a z rosyjskiej - ok. 5 sekund – wskazał wiceszef podkomisji smoleńskiej.



    "Eksperci" Macierewicza na tropie kłamstw. Pytamy specjalistę, a ten: Totalna amatorszczyzna

    Z polskiej skrzynki wycięte zostały ok. 3 sekundy, z rosyjskiej ok. 5
    sekund - ogłosił prof. Kazimierz Nowaczyk na konferencji podkomisji ds.
    katastrofy smoleńskiej. PiS mówi: To bulwersujące. A nam inżynier Edward
    Łojek wyjaśnia zagadkę rejestratora.

    O komentarz do tych rewelacji poprosiliśmy
    inżyniera Edwarda Łojka, członka Komisji Badania Wypadków Lotniczych
    Lotnictwa Państwowego. W jego opinii to nieudolna próba uchwycenia się
    czegokolwiek przez członków podkomisji MON.

    - Pan Nowaczyk albo nie zna się na rzeczy, albo nie miał czasu żeby zapoznać się z raportem firmy ATM [polski producent rejestratora parametrów lotu ATM QAR - red.]  przygotowanym dla prokuratury - mówi Łojek.   

    Zabrakło zapisu, bo doszło do katastrofy

     -
    Polski rejestrator jest urządzeniem cyfrowym, a działa w ten sposób, że
    tzw. ramki danych zbierane są w buforze, w takiej podręcznej pamięci, i
    co 1,5 sekundy są przekazywane do pamięci stałej rejestratora. Jasne
    jest, że w momencie kiedy doszło do katastrofy samolotu, dane z bufora
    nie zostały przepisane do pamięci urządzenia. W związku z tym, tych
    danych tam nie było - wyjaśnia ekspert.

    -
    Dlatego postanowiono żeby brakujące dane (sekundy - red.) zastąpić
    zapisem z rosyjskiego rejestratora, który też był na pokładzie tupolewa,
    i generalnie zapisał to samo, ale z większymi zakłóceniami... To
    wszystko jest bardzo dokładnie opisane w raporcie ATM. To dowód na
    totalną amatorszczyznę tej podkomisji, która nie potrafiła przyswoić
    sobie tego intelektualnie, lub dotrzeć do materiałów źródłowych - ocenia
    Łojek.

    Zapytaliśmy o wartość tych ostatnich "wyciętych" sekund zapisu feralnego lotu.

    -
    Mówimy o sekundach przed uderzeniem w ziemię, tuż po utracie skrzydła.
    To, co tam się działo trudno uznać za jakikolwiek materiał, który może
    być użyty do określenia przyczyn katastrofy, a nie sposobu w jaki
    samolot się rozbija po utracie końcówki skrzydła. Należy pamiętać, że
    doszło do uszkodzenia instalacji hydraulicznej i elektrycznej - to
    ostatni moment przed zderzeniem z ziemią. Ten samolot był już dawno
    stracony - podsumował Edward Łojek.

    Maciej
    Lasek, Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych oraz szef zespołu
    zajmującego się badaniem katastrofy smoleńskiej, przypomniał na
    Twitterze, że nowe odczyty z rejestratora ATM QAR zostały przygotowane
    dla zespołu biegłych prokuratury jeszcze w zeszłym roku. Biegli nie
    uznali ich za kluczowe.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,20699196,podkomisja-mon-z-polskiego-rejestratora-wycieto-3-sekundy.html#MT

    Lasek odpowiada podkomisji Macierewicza: Rosjanie ukryli fakty

    Maciej Lasek, szef komisji ds. badania wypadków lotniczych,
    broni swojego poprzednika Jerzego Millera. Gdyby Rosjanie nie ukrywali
    dowodów ws. katastrofy smoleńskiej, to raporty niczym by się nie różniły
    - tłumaczy zarzuty podkomisji smoleńskiej.
    "Nasze... 


    YT

    Ostra dyskusja Pospieszalskiego z rosyjskim ambasadorem!
    Andriejew powołuje się na... autorytet Laska: "Przyczyny 10/04 są
    wyjaśnione!"

    "Nie widzę powodów, dla których polskie wnioski miałyby się
    różnić od komisji MAK. W obu komisjach pracowali eksperci, podstawowe
    przyczyny zostały określone tak samo".




    „Rosjanie ukryli część faktów ws. katastrofy smoleńskiej”

    Dr Maciej Lasek jest szefem komisji badającej wypadki w lotnictwie cywilnym i był członkiem komisji Millera.


    „W płucach prezydenta Kaczorowskiego znaleziono niedopałek papierosa”

    Marek Pyza w „Dziś wieczorem”. więcej

    „Odpowiedzialność prawną Donalda Tuska oceni prokuratura”. O sprawie fałszowania dowodów zawiadomiono śledczych

    Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz w „Minęła dwudziesta”.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    161. Artymowicz - spenio od uderzenia w brzozę

    Fizyk o podkomisji smoleńskiej:<br />
Złośliwie kłamią. To nie są eksperci

    To jest manipulacja - wybieranie jakichś szczegółów, których oni nie rozumieją, podnoszenie ich do rangi wielkiej tajemnicy, rzucanie oskarżeń bezpodstawnych - ocenił działania ekspertów Macierewicza prof. Paweł Artymowicz, fizyk z Uniwersytetu w Toronto i pilot w "Faktach po Faktach". Prof. Paweł Artymowicz skomentował pomysł PO, aby powołać komisję do spraw wykorzystywania katastrofy smoleńskiej. - Nie jestem tym całkiem zachwycony, ponieważ to jest troszeczkę granie w ten sam ping pong polityczny. To znaczy pan Macierewicz (Antoni, szef MON - red.) jest politykiem, który steruje całkowicie tym pseudobadaniem katastrofy smoleńskiej. Powoływanie komisji tylko po to, żeby odkręcać jego polityczne przekręty, to jest zabawa właściwie na tym samym podwórku i w ten sposób można się bawić w nieskończoność - powiedział.
    "Pilot był pod wpływem wrażenia, że dostał pozwolenie" Artymowicz zaprezentował też własny pogląd dotyczący przyczyn katastrofy. - Zawsze pozostawało wielką zagadką, co spowodowało, że prowadzący Tupolewa PLW101 kapitan Protasiuk zmienił decyzję, dlatego że z początku zapowiadał odejście i wszyscy członkowie załogi też sądzili, że będzie wykonane odejście - powiedział. - Są bardzo mocne dowody, że przekroczył minimalną wysokość zniżania 100 metrów nad ziemią zupełnie świadomie, spokojnie, bez mówienia niczego na tej wysokości i kontynuował to zniżanie do bardzo małej wysokości, gdzie już niestety było za późno na ratunek - dodał.
    Prawdopodobnie to nie jest główna przyczyna wypadku, bo ta została określona prawidłowo przez komisje państwowe i prokuratury, ale bardzo silną okolicznością sprzyjającą katastrofie było to, że nie zrozumiano na pokładzie Tupolewa żadnej z dwóch najważniejszych komend wydanych przez wieżę w Smoleńsku - powiedział profesor. Jak dodał instrukcje kontrolerów zostały zrozumiane przez kapitana Protasiuka, który znał język rosyjski tak, jak to się rozumie w języku potocznym. - Słowo "dopałnitielno" zostało zrozumiane jako dodatkowa informacja o kierunku i sile wiatru - powiedział profesor. - Natomiast naprawdę „dopałnitielno” to jest część komendy warunkowej podchodzenia do wysokości decyzji, która nie jest zezwoleniem na lądowanie - wyjaśnił. - Są dowody na to, że pilot był pod wpływem wrażenia, że dostał pozwolenie na lądowanie i dlatego przestrzelił te wszystkie czerwone światła i zakazy. Pozwolenia oczywiście nie mógł dostać z wielu względów - wyjaśnił. Zdaniem fizyka było to spowodowanie brakiem szkoleń pułku 36. z frazeologii rosyjskiej, podejść nieprecyzyjnych. Dodatkowo mieli oni zostać wysłani bez ważnych dokumentów i uprawnień. (http://www.tvn24.pl)

    http://www.tvn24.pl/fizyk-prof-pawel-artymowicz-o-katastrofie-smolenskie...

    Od lewej: Paweł Artymowicz, Andrzej Artymowicz, Paweł Wroński. Fot. TVP/cafe.wirtualnemedia.pl

    „Zmieścisz się, śmiało” a „Tak lądują debeściaki” - dwa kłamstwa Artymowiczów i show Wrońskiego.…


    Praprzyczyna kłamstw Applebaum i "Wyborczej" leży w decyzji
    wojskowych prokuratorów o powołaniu jako biegłego Andrzeja Artymowicza.
    Miał on się ok


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    162. AGNIESZKA KUBLIK, WOJCIECH CZUCHNOWSKI

    O zamach terrorystyczny 10 kwietnia 2010 r. prokuratura Zbigniewa Ziobry
    podejrzewa Polaków i Rosjan. Śledczy zakładają, że mogli za nim stać:
    polska załoga tupolewa, nasz personel naziemny lub rosyjscy kontrolerzy
    lotu. Nie wyklucza też "zderzenia z ptakami i innymi ciałami obcymi".

    Zamach to jedna z trzech hipotez przyjętych
    przez specjalny zespół prokuratorów badających przyczyny katastrofy z 10
    kwietnia 2010 r. Grupa powstała na początku marca tego roku. Kieruje
    nią zastępca prokuratora generalnego prok. Marek Pasionek. Śledczy
    przejęli postępowanie z prokuratury wojskowej, która została przez PiS
    zlikwidowana.

    Zespół prok. Pasionka prowadzi
    postępowanie zupełnie od nowa. Chce sprawdzać hipotezy, które wojskowi
    śledczy i biegli już przeanalizowali i odrzucili.

    W
    dokumencie, który prokuratura przygotowała dla rodzin ofiar katastrofy
    smoleńskiej, śledczy napisali, że będą weryfikować „trzy główne hipotezy
    przebiegu katastrofy, których badanie - wbrew niektórym informacjom
    medialnym - nigdy nie zostało formalnie zakończone”.

    Zespół 12 prokuratorów. Za PO katastrofę badało nawet 80 osób

    Dokument
    zawiera zarys planu dochodzenia prowadzonego obecnie przez 12
    prokuratorów i bliżej nieokreśloną liczbę „przedstawicieli policji,
    Żandarmerii Wojskowej i innych służb państwowych, wykonujących zadania
    na jego rzecz”. Liczebność zespołu nie jest porażająca. Zaraz po
    katastrofie w dochodzenie zaangażowanych było nawet 80 prokuratorów,
    służby specjalne i cały sztab ekspertów. Dziś rząd PiS kompletnie
    dezawuuje ich pracę, a szef MON Antoni Macierewicz w minionych latach
    wielokrotnie zarzucał im, że kłamią, ukrywają prawdę, a nawet, że są
    zdrajcami.

    Zespół prok. Pasionka powołał też
    ekspertów z zagranicy. Jakich? Nie wiadomo. Powodów można się domyślać:
    wśród polskich badaczy katastrof oraz kryminalistyków można znaleźć
    niewiele osób, które podpisałby się pod teorią zamachu forsowaną przez
    PiS.

    Nowy zespół – mimo że co do zasady
    neguje ustalenia poprzedników – pracuje na ich dokumentacji (to ponad
    tysiąc tomów akt). Prok. Pasionka podzielił śledztwo smoleńskie na trzy
    główne wątki:

    1. „Doprowadzenie do katastrofy w następstwie błędu, niedopełnienia obowiązków albo przekroczenia uprawnień”.
      W tym punkcie prokuratorzy wskazują aż 10 różnych możliwych przyczyn
      wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r., m.in.: błąd w technice pilotowania,
      podjęcie przez załogę nieodpowiedniej decyzji o lądowaniu, nieprawidłową
      eksploatację samolotu, świadome naruszenie przez załogę przepisów, zły
      stan psychofizyczny załogi, niewłaściwą obsługę techniczną samolotu,
      niewłaściwą organizację lotu, niewystarczające przeszkolenie załogi,
      niewłaściwe zabezpieczenie lotu przed względem meteorologicznym,
      niewłaściwy remont samolotu, niewłaściwe działanie kontroli lotów.
    2. „Zaistnienie katastrofy w następstwie okoliczności niezależnych”.
      Tu śledczy mają 5 założeń, m.in. że do tragedii doszło ze względu na
      wady produkcyjne, konstrukcyjne, technologiczne i materiałowe,
      techniczne zużycie elementów samolotu, niespodziewane wejście samolotu w
      „strefę niebezpiecznych zjawisk atmosferycznych” lub „zderzenie z
      ptakami i innymi ciałami obcymi”.
    3. „Doprowadzenie do katastrofy przez celowe działanie innych osób”.
      Ta hipoteza dotyczy „zamachu lub zamachu terrorystycznego”. Zespół
      zakłada 7 hipotez. „Zamach lub zamach terrorystyczny” mógł być dokonany
      przez Polaków albo Rosjan: przy użyciu środków konwencjonalnych,
      niekonwencjonalnych, spowodowany presją na członków załogi, świadomym
      działaniem załogi, zamierzonym działaniem rosyjskich kontrolerów lotu,
      zamierzonym działaniem personelu naziemnego i sabotażem podczas remontu
      tupolewa (samolot przeszedł go rosyjskiej Samarze w 2009 r.).

    Większość
    tych hipotez została negatywnie zweryfikowana zarówno przez rządową
    komisję Jerzego Millera, jak i wojskowych śledczych.

    Ustalili
    oni, że do katastrofy doszło, ponieważ samolot leciał za nisko, za
    szybko, w gęstej mgle, bez kontaktu wzrokowego pilotów z ziemią.
    Wcześniej załoga złamała wiele procedur bezpieczeństwa.

    Czy śledczy zbadali wrak? Czy mają to w planach?

    W
    poniedziałek zadaliśmy prok. Pasionkowi kilka pytań: Dlaczego jego
    zespół twierdzi, że informacje o zakończeniu przez Prokuraturę Wojskową
    wątku zamachu są nieprawdziwe? Jakie konkretne zagraniczne instytucje
    badawcze i jacy eksperci z zagranicy zostali zaangażowani do śledztwa?
    Na jakiej podstawie powstała hipoteza o „zamachu terrorystycznym”? Czy
    jego zespół badał wrak tupolewa? A jeśli nie, to czy jest planowane
    badanie wraku?

    Interesowało nas też, co
    prokuratura rozumie pod pojęciem „środków niekonwencjonalnych” użytych
    do rzekomego zamachu. Dotąd jedyny ślad tej teorii można znaleźć w
    publikacjach prawicowych mediów na temat „bomby próżniowej” lub „bomby
    paliwowo-powietrznej” na pokładzie oraz o „sparaliżowaniu systemów
    elektronicznych za pomocą zewnętrznego urządzenia”.

    Dostaliśmy
    zbiorczą odpowiedź z prokuratury: „Na obecnym etapie śledztwa w sprawie
    katastrofy pod Smoleńskiem Prokuratura Krajowa nie przekazuje
    dodatkowych informacji. Nie komentuje jakichkolwiek pytań odnoszących
    się do planu śledztwa. Podstawowym powodem takiego stanowiska jest
    przyjęte założenie, że o podjętych decyzjach procesowych i terminach ich
    realizacji zostaną poinformowane w pierwszej kolejności rodziny ofiar
    katastrofy”.

    Zobacz też "Temat Dnia Gazety Wyborczej": Agnieszka Kublik rozmawia z Maciejem Laskiej



    KURSKI: Kaczyński uczynił z katastrofy smoleńskiej wehikuł do władzy w Polsce


    Jarosław Kaczyński uczynił z katastrofy smoleńskiej wehikuł do władzy -
    mówi Jarosław Kurski, pierwszy zastępca redaktora naczelnego 'Gazety
    Wyborczej'.

    Platforma Obywatelska kompletnie nie radzi sobie z przekazem PiS w
    sprawie Smoleńska. Inne partie opozycyjne też są bierne. Dzięki temu
    szef MON Antoni Macierewicz i jego ludzie w nieskrępowany sposób
    realizują swoją politykę dezinformacji.

    Ich siłą jest to, że potrafią wygłosić dowolną
    absurdalną tezę i nawet nie zadrży im powieka. A Platforma potrzebowała
    roku, aby wpaść na pomysł powołania zespołu, który rozmaite głupstwa
    będzie prostować. Roku!!! Co robiła przez ten czas? Macierewicz na tacy
    daje im masę pretekstów, by go brutalnie wyśmiać. Wystarczy zestawić
    jego sprzeczne ze sobą wypowiedzi. Wystarczy przypomnieć konkretne
    twierdzenia polityków PiS,
    którzy głosili, iż PO blokowała powstanie międzynarodowej komisji pod
    auspicjami NATO, która wyjaśni przyczyny katastrofy. Minął rok rządów
    „dobrej zmiany". Gdzie jest komisja NATO?

    Można
    rozreklamować na wielką skalę stronę internetową, gdzie prawdziwi
    eksperci będą na bieżąco odpowiadać na pytania internautów, wyjaśniać
    każdą wątpliwość, konstruować krótkie filmiki pokazujące absurdy – dużo
    bardziej dynamicznie i przystępnie niż strona Faktysmolenskie.gov.pl,
    uruchomiona pod koniec rządów PO-PSL.

    http://wyborcza.pl/7,75968,20873073,oskarzam-platforme-w-sprawie-zaniedban-dotyczacych-katastrofy.html


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    163. 6 lat PO prowadzła śledztwo i sie pyta?

    "Będziemy walczyli z największym kłamstwem polityki ostatnich lat"


    PO utworzyła parlamentarny zespół ds. "badania przypadków manipulowania przyczynami katastrofy smoleńskiej
    w celu osiągnięcia korzyści politycznej". - Będziemy bardzo twardo
    piętnować fałsz i kłamstwo. I będziemy pokazywać tych, którzy to robią.
    Jesteśmy to winni pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej - mówił szef PO Grzegorz Schetyna.
    Zespół zajmie się m.in. wątkami, które do tej pory pomijano, np.
    zbadaniem, jak przygotowywana była wizyta ze strony kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dlaczego samolot z Warszawy wyleciał później niż było to planowane i jaka była prawdziwa prognoza pogody przed wylotem do Smoleńska. 

    Dowiedz się więcej:

    Kto wchodzi w skład zespołu PO dotyczącego katastrofy smoleńskiej?

    Zespołem pokieruje poseł Marcin Kierwiński, a w jego skład weszli ponadto: były wiceszef MON
    Czesław Mroczek, Krzysztof Brejza, Cezary Grabarczyk, Cezary Tomczyk,
    Paweł Suski, Bożena Kamińska i Elżbieta Radziszewska. Do prac zespołu
    zostali zaproszeni eksperci Państwowej Komisji Badania Wypadków
    Lotniczych. - Wykonali wielką, uczciwą i rzetelną pracę, żeby
    przygotować raport i przedstawić go opinii publicznej - zauważył
    Schetyna.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,20892306,po-chce-odklamywac-teorie-na-temat-katastrofy-smolenskiej-i.html


    Izabella Sariusz-Skąpska

    Izabella Sariusz-Skąpska (Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

    Córka ofiary katastrofy smoleńskiej,
    Izabella Sariusz-Skąpska, protestuje przeciwko ekshumacji ciała jej
    ojca. W bardzo ostrych słowach komentuje ostatnie działania i plany
    prokuratury.
    Izabella Sariusz-Skąpska jest jedną z osób,
    które podpisały list sprzeciwu wobec działań prokuratury dotyczących
    ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej. Od dawna protestuje przeciwko ekshumacji jej ojca Andrzeja Sariusz-Skąpskiego, który zginął pod Smoleńskiem w 2010 r. 

    -
    Jak politycy i prokuratura to sobie wyobrażają? Wyciągniemy wszystkich z
    grobów i ułożymy pasjansa z 92 zwłok? Ponurą łamigłówkę, gdzie będą
    sobie dopasowywać i przestawiać? - córka ofiary zadaje dramatyczne
    pytania w wywiadzie dla "Super Expressu". - Zrobią z tego show na Stadionie Narodowym? Jak mają potrzebę przeżywania takich emocji, niech sobie puszczą jakiś horror z masakrą piłą mechaniczną i dadzą reszcie rodzin spokój - dodaje. 

    Prezeska
    Federacji Rodzin Katyńskich zwraca też uwagę, że list sprzeciwu
    podpisało 230 osób z 17 rodzin. - Pod listem opublikowaliśmy stopień
    pokrewieństwa. Tam są rodzice,
    małżonkowie. A nie jakieś małżonki, które często są drugimi czy
    trzecimi żonami i z jakiegoś powodu uważają, ze mają większe moralne
    prawo od nas uważać, co jest na miejscu - dodaje. 

    "Brat chce zrobić coś takiego bratu. I to jeszcze bliźniakowi". Rodziny ofiar smoleńskich o ekshumacjach

    "Co to znaczy, że brat chce zrobić coś takiego bratu. I to jeszcze bliźniakowi"


    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,20892555,sariusz-skapska-uloza-pasjansa-ze-zwlok-i-zrobia-show-na.html#BoxNewsLink



    http://www.tvn24.pl/kropka-nad-i,3,m/sariusz-skapska-i-komorowski-o-eksh...

    fot/radiozet.pl


     

    Próba blokowania ekshumacji ofiar katastrofy...

    - Jeżeli ktoś nas będzie prosił, będziemy oczywiście rozważać
    sprawę - tłumaczył w poranku Radia ZET lider KOD Mateusz Kijowski,
    pytany...




    Rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej zaczęły być informowane o
    planowanych ekshumacjach przez żandarmerię wojskową. Kilkuset krewnych
    wyraziło kategoryczny sprzeciw ekshumacji i domaga się jej wstrzymania.
    Dlaczego w sprawie tak ważnej moralnie i etycznie polskie kościół
    katolicki milczy? Obejrzyj komentarz Jarosława Kurskiego, pierwszego
    zastępcy redaktora naczelnego 'Gazety Wyborczej'.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    164.   Niemcy kolejny raz


     

    Niemcy kolejny raz blokują "Smoleńsk". Film nie zostanie wyświetlony "ze względów bezpieczeństwa"

    Niemcy, którzy tak usilnie prześwietlają polską demokrację, najwyraźniej mają problem z podstawowymi jej zasadami.


    W ubiegłym tygodniu jedno z kin odmówiło projekcji „Smoleńska”. Polska abmasada
    błyskawicznie zareagowała na tę skandaliczną decyzję i wynajęła salę
    w multikinie. Jeszcze dziś rano wydawało się, że wszystko jest
    w porządku. Teraz okazuje się, że kino odmówiło realizacji pokazu.

    Można powiedzieć, że wszystko jest już OK. Kino CineStar CUBIX, które mieści się w centrum Berlina przy Alexanderplatz potwierdziło, że do pokazu „Smoleńska” dojdzie. Jego władze wiedzą o zachowaniu się kina Delphi, które odwołało nam pokaz, ale się tym nie przejęło

    — powiedział dziś rano portalowi wPolityce.pl prof. Andrzej Przyłębski, ambasador RP w Berlinie .

    CZYTAJ WIĘCEJ: NASZ NEWS. Pokaz „Smoleńska” ze zwiększoną ochroną. Do Berlina przyjadą: Zwinogrodzka, Zelnik, Szynkowski vel Sęk

    Co takiego wydarzyło się przez kilka godzin, że kolejne kino odmówiło projekcji „Smoleńska”?

    Powodem są względy bezpieczeństwa

    – napisano w wydanym dziś po południu oświadczeniu sieci CineStar.

    Aż trudno uwierzyć, że Niemcy nie są w stanie poradzić sobie z zapiewnieniem bezpieczeństwa podczas kinowego pokazu… Wygląda to raczej na manifestację siły przeciwników… Protesty przed kinem zapowiadali działacze Komitetu Odbudowy Demokracji. Władze CineStar CUBIX obiecały polskiej ambadsadzie zwiększenie swoich sił ochroniarskich, gdyby takie miały jednak miejsce.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    165. Ambasador RP w Niemczech:

    Ambasador RP w Niemczech: premiera „Smoleńska” powinna odbyć się za 3 lub 4 tygodnie



    Ambasador RP w Berlinie podczas rozmowy na żywo z Michałem Karnowskim w programie „Salon dziennikarski” TVP Info.

    Kolejne kino w Berlinie odmówiło
    emisji filmu „Smoleńsk”. – Oficjalna odpowiedź jest taka, że to względy
    bezpieczeństwa zdecydowały o braku projekcji. Jesteśmy tym zaskoczeni,
    ponieważ nie widzimy powodów do takich obaw – powiedział Andrzej
    Przyłębski, ambasador RP w Berlinie podczas rozmowy na żywo z Michałem
    Karnowskim w programie „Salon dziennikarski” TVP Info. Ambasador dodał,
    że mimo wszystko premiera filmu powinna odbyć się za 3 lub 4 tygodnie.Berlińska premiera „Smoleńska” zaplanowana była na poniedziałek.
    Według ambasadora Polski w Niemczech „sprawa może mieć drugie dno”.
    Ambasador wyjaśnił dlaczego ma takie obawy. Po tym jak odwołano premierę
    filmu, która miała się odbyć w kinie „Delphi Filmpalast” z polskiej
    ambasady zostali wysłani urzędnicy, którzy mieli zorganizować premierę w
    kolejnym. – Menadżer drugiego kina wiedział, że pierwszy pokaz został
    odwołany. Śmiał się z tego i oczywiście zgodził się na wyświetlenie
    filmu w jego kinie. Doskonale wiedział, jaki film będzie wyświetlał i
    nie miał z tym żadnego problemu – mówił Andrzej Przyłębski.

    Ambasador przypomniał, że ten sam człowiek nagle w ubiegły czwartek
    zerwał umowę z polską ambasadą. – Po tym jak w czwartek mailem zerwał
    umowę, następnego dnia był nieosiągalny. Jakby wstydził się swojej
    decyzji –
    zaznaczył Przyłębski. Dodał też, że kina, które odwołały
    premierę „Smoleńska” należały do tej samej sieci. Według ambasadora
    decyzje ws. odwołania projekcji zapadały na wyższym niż menadżerski
    szczeblu.
    Przyłębski dodał, że „pokaz w Berlinie powinien odbyć się za 3 lub 4
    tygodnie”. Zaznaczył, że opóźnienie wynika teraz z faktu badania sprawy
    przez policję. Polski ambasador zaznaczył, że nie wierzy w zagrożenie
    bezpieczeństwa, ale skoro taki argument został przytoczony przez
    właściciela kin, to polska ambasada sama zwróciła do niemieckiej policji
    o wyjaśnienie sprawy.
    – Mamy prawo do tego pokazu i dwa kina, które są
    w stanie pokaz zorganizować. Nie będziemy jednak ryzykować zanim sprawy
    nie wyjaśni policja – dodał.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    166. dlaczego PO nie prowadziła sledztwa od 10.04.2010?

    25 listopada w Sejmie odbyła się konferencja prasowa
    Platformy Obywatelskiej, na której przedstawiono pierwsze ustalenia
    „zespołu ds. przypadków manipulowania przyczynami katastrofy smoleńskiej
    w celu uzyskania korzyści politycznych”.
    Nowy zespół PO ds. katastrofy smoleńskiej

    Grupa posłów Platformy pod przewodnictwem Marcina Kierwińskiego
    przedstawiła w Sejmie plan prac i główne punkty zaczepienia zespołu,
    który z założenia ma „odkłamywać fałsz smoleński”, czyli głoszone przez
    Prawo i Sprawiedliwość informacje na temat katastrofy prezydenckiego
    samolotu w kwietniu 2010 roku. Posłowie PO uważają, że PiS manipuluje
    faktami dotyczącymi katastrofy smoleńskiej w celu osiągania korzyści
    politycznych.

    – Mamy 5 bloków tematycznych, którymi chcemy zająć się na kolejnych
    posiedzeniach zespołu. Na pewno zajmiemy się przygotowaniem wizyty
    w Smoleńsku, ze szczególnym uwzględnieniem roli Kancelarii Prezydenta
    RP. Zajmiemy się także sytuacją w 36. specpułku i analizą czy dowództwo
    Sił Powietrznych wdrożyło zalecania po katastrofie CASY. Zajmiemy się
    kwestiami organizacji lotu 10 kwietnia, kwestiami pogody i całego
    przygotowania lotu. Zajmiemy się także dokładną analiza samego podejścia
    do lądowania - jak to się stało, że piloci złamali prawo. Jako 5 temat
    uznaliśmy kwestię czarnych skrzynek i ich odczytu – wymienił poseł
    Kierwiński.

    – Mamy takie wrażenie, mamy taką pewność już nawet – po tym pierwszym
    posiedzeniu zespołu – że wielokrotnie kłamstwa, nieprawdy powtarzane
    przez Macierewicza i ludzi z nim związanych służą osiąganiu korzyści
    politycznych. Będziemy bardzo precyzyjnie analizować te 6 lat kłamstw
    i manipulacji – mówił.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    167. Domagali się od Kaczyńskiego

    10 grudnia przed Pałacem Prezydenckim ma się odbyć kolejna "miesięcznica
    smoleńska". Obywatele RP zapowiadają jednak, że ją zablokują, bo
    Jarosław Kaczyński "nie cofnął decyzji o ekshumacjach".Obywatele RP zapowiadają blokadę "miesięcznicy smoleńskiej". Wcześniej apelowali do prezesa PiS
    Jarosława Kaczyńskiego o przerwanie ekshumacji ciał ofiar katastrofy.
    "10 listopada zapowiedzieliśmy Kaczyńskiemu, że o ile decyzji o
    ekshumacjach nie cofnie, my nie będziemy się już demonstracyjnie
    wycofywać z prawa do do zajęcia miejsca, na którym on staje i kolejnej
    swojej miesięcznicy nie przeprowadzi" - napisali na stronie wydarzenia "Ręce precz od grobów ofiar! Blokada miesięcznicy" na Facebooku.

    Organizatorzy wzywają wszystkich do masowego
    stawienia się przed Pałacem Prezydenckim, gdzie 10 dnia każdego miesiąca
    zbierają się ci, którzy domagają się ostatecznego wyjaśnienia przyczyn
    katastrofy pod Smoleńskiem, a Jarosław Kaczyński
    wygłasza stamtąd przemówienie. - Jesteśmy coraz bliżej dnia, w którym
    będziemy znali prawdę - mówił podczas jednej z miesięcznic prezes PiS. -
    Nie będzie wolnej Polski, prawdziwie wolnej Polski bez prawdy, bez
    właściwego uczczenia tych, którzy zginęli, nie będzie bez zamknięcia
    sprawy, która tak długim cieniem położyła się na naszym życiu narodowym, społecznym - sprawy smoleńskiej - podkreślał jeszcze w listopadzie.

    Tym razem zapowiada się jednak, że miesięcznica nie przebiegnie bez utrudnień. "Blokadę miesięcznicy w odpowiedzi na ekshumacje i gwałtowny atak na prawa człowieka powinna zobaczyć opinia publiczna" - przekonują Obywatele RP.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21077416,domagali-sie-od-kaczynskiego-przerwania-ekshumacji-nie-posluchal.html


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    168. „Smoleńsk” w Berlinie. Akcja

    „Smoleńsk” w Berlinie. Akcja ośmieszenia filmu przez przybudówkę berlińskiego KOD-u


    „Gdyby istniał Oscar w kategorii „najgorszy film roku” to film Smoleńsk miałby ogromne szanse  go otrzymać” – tagesschau.de


    W piątek, w dniu 6 styczna 2017 roku w kinie renomowanym
    „Babylon” przy ”Rosa Luxemburg Platz”, w centrum Berlina, odbędzie pokaz
    filmu „Smoleńsk” Antoniego Krauze, zorganizowany przez „Klub Polskich
    Nieudaczników” w Berlinie. Bez wątpienia ów Klub o średnio śmiesznej
    nazwie, ale Niemcom brzmi mile, to przybudówka berlińskiego KOD-u.

    Celem akcji jest ośmieszenie filmu i ambasadora PR w Niemczech,
    pod pretekstem udostępnienia filmu polsko-niemieckiej publiczności.
    Dodatkowym bonusem tej akcji, jak się zdaje, jest zatarcie przykrego
    wrażenia, że w Berlinie jest cenzura. Przypomnijmy. Ambasador RP w Berlinie,
    prof. Andrzej Przyłębski, dwukrotnie podejmował wysiłek organizacji
    projekcji „Smoleńska”, dwukrotnie uzyskał akceptację dyrekcji
    berlińskich kin, po czym, po pewnym czasie dyrekcja tych kin,
    rezygnowała z emisji z powodu jakiś absurdalnych, dadaistycznych
    przeszkód. Aż tu nagle zjawia się „Klub Polskich Nieudaczników”
    i „spontanicznie” załatwia to, czego nie udało się załatwić polskiej
    ambasadzie. Jacyś polscy nieudacznicy mogą więcej niż polskie czynniki
    oficjalne. No proszę! A cała akcja ma wyglądać na „spontaniczną”.
    Oczywiście tylko idiota uwierzy w jej „spontaniczność”. Ów Klub
    to w gruncie rzeczy przybudówka KOD-u.
    Prowadzi czynną propagandową działalność, zgodną z linią niemieckiej
    polityki wobec Polski, która po wyborach 2015, jest delikatnie mówiąc
    nieprzychylna Polsce. Oto informacja z „Klubu Polskich Nieudaczników”:

    Klub
    Polskich Nieudaczników zdecydował się uczynić niemożliwe, przynajmniej
    z punktu widzenia polskiego ambasadora w Berlinie,  możliwym. Bierzemy
    zatem wszystko w swoje ręce i zaprezentujemy osławiony propagandowy film
    „Smoleńsk” w Berlinie. Klub Polskich Nieudaczników jest od 15 lat
    krytycznym i często satyrycznym komentatorem życia polskiego. Naszymi
    środkami wyrazu są satyra i absurd. Ale tym razem nawet my zostaliśmy
    zaskoczeni absurdem tego filmu. Te absurdalność  i wątpliwą sztukę
    filmową chcemy wam pokazać. I jeszcze więcej. Z tą absurdalnością chcemy
    się zmierzyć. Dlatego zapraszamy na projekcje filmu
    i dyskusje po filmie.

    A oto treść plakatu reklamującego film:

    Polski
    reżyser, Antoni Krauze, prezentuje swoją wizję tragedii, która
    wstrząsnęła cała Polską – lotnicza katastrofa smoleńska. Dyskusja:
    po prezentacji filmu trzech specjalistów będzie we właściwy dla siebie
    sposób poszukiwać swojej prawdziwej prawdy. To nie są specjaliści
    od badania wypadków lotniczych. Ale Antoni Krauze też nie jest
    specjalistą w tej dziedzinie. To nie dla osób o słabych nerwach.

    „Gdyby istniał Oscar w kategorii „najgorszy film roku” to film Smoleńsk miałby ogromne szanse  go otrzymać” – tagesschau.de

    Witamy na pokładzie

    Zgrywa
    na całego.  To czego nie udało się ambasadorowi, udało się bez
    problemów naszym dzielnym „nieudacznikom”. Mołodcy – jak mawiają
    Rosjanie. A  dlaczego? Oto powody. Przytoczmy fragmenty rozmowy
    na falach rozgłośni radia Cosmo, które jest częścią koncernu WDR. między prowadzącym audycję Maciejem Wiśniewskim a Adamem Gusowskim. Komentarz wydaje się zbędny.

    Maciej
    Wiśniewski: Jest 2 stycznia, ale proszę żeby nie pomyśleli Państwo,
    że to 1 kwietnia czyli prima aprilis. „Klub Polskich Nieudaczników”
    organizuje premierę głośnego i kontrowersyjnego filmu „Smoleńsk”
    Antoniego Krauze. To nie jest dowcip?

    Adam Gusowski:
    To nie jest dowcip. Premiera odbędzie się w piątek, 6 stycznia w kinie
    „Babilon” w centrum Berlina. Organizuje to Klub Polskich Nieudaczników
    bez udziału jakby polskiej ambasady, która wcześniej bezskutecznie
    próbowała to zrobić. (To „jakby” powoduje zahaczenie polskiej ambasady)

    Film
    wpisuje się w linię ideologiczną forsowaną przez Polskie władze, ale
    dlaczego robicie to wy, Klub Polskich Nieudaczników w Berlinie?

    Ponieważ
    Klub od 15 lat walczy, stara się o taki dialog Polsko-Niemiecki.
    My skasowaliśmy część historii Polsko-Niemieckiej, aby otworzyć ten
    dialog. Czuliśmy tutaj zablokowanie, ktoś chciał pokazać ten film, kina
    się nie zgadzały, ten dialog był zaostrzony, to zaostrzenie chcieliśmy
    stępić. Jeżeli komuś się nie udaje, to uda się nam. Spróbowaliśmy,
    udało się!

    Czy trudno było zorganizować taki pokaz skoro nie udało się ambasadzie?

    O dziwo
    nie jest to strasznie trudne. To czysta formalność. To trwa. Trwało
    miesiąc. Dlatego, że święta były pomiędzy. Kino świat, to jest producent
    filmu, tam trzeba było się zwrócić, trochę porozmawiać, z kinem
    berlińskim ustalić warunki, ale to też są kwestie kilku e-maili tak
    naprawdę a potem czyste formalności, opłaty. W sumie to też nie kosztuje
    zbyt dużo, 600 euro i już można pokazać ten film w Berlinie.

    Ambasadzie
    nie udało się bo dwa kina, które się zgodziły z pokazu się wycofały.
    Ty jesteś z kinem „Babylon” dogadany. Przez te kilka dni nic się nie
    powinno stać?

    Mam nadzieję, że się nic nie wydarzy. Jak
    na razie mamy wspólny cel, pokazać ten film 6 stycznia. Nie widzę
    żadnych przeciwwskazań, żeby to się nie odbyło. Natomiast nie wiem, jak
    dogadywał się ambasador. Czy polska strona bardziej oficjalna.
    My dogadaliśmy się czystko komercyjnie na pokaz tego filmu, bez żadnej
    otoczki, bez fanfar, przemówień, ważnych osób. Może dlatego. Może
    dlatego tak łatwo było nam namówić kino „Babylon” na prezentację filmu,
    na który my zapraszamy.

    Przemówień pewnie nie będzie ale pewna część słowna – dyskusja jest planowana. Myślicie w każdym razie o czymś takim?

    Myślimy,
    aby nie zostawić tego filmu bez echa. Tylko chcieli byśmy porozmawiać,
    może uda nam się na podium, raczej o takich walorach artystycznych tego
    filmu i wkomponowania go historię kina takiego propagandowego. Tych
    filmów jest już trochę na świecie, które pobierają pewne wizje, pewne
    linie, nie zawsze polityczne ale i społeczne i na tym chcieli byśmy się
    skupić. Nie chcielibyśmy stawiać jakichś murów między zwolennikami
    a przeciwnikami pewnych wizji, teorii, nawet spiskowych, może dlatego
    na mniejszym ogniu, ale o tych walorach artystycznych i historii kina
    na podstawie tego filmu, chcielibyśmy porozmawiać.

    I na koniec
    ważna uwaga. W odróżnieniu od tych projekcji, które zaplanowała
    ambasada wasz pokaz jest całkowicie otwarty. Nie ma żadnych zaproszeń.
    Każdy może przyjść film zobaczyć.

    To prawda. Kino jest
    po prostu otwarte. 400 miejsc czeka na Berlińskich fanów kina Polskiego.
    Wstęp jeśli dobrze pamiętam 10 euro, chyba nawet 8, nie pamiętam. Warto
    przyjść, zapłacić, obejrzeć film, którego jeszcze w Berlinie nie byłoWydarzenie to jest reklamowane w audycji radia WRD,
    które ma sekcję polską. I widać od razu jak na dłoni kłamstwo
    Gusowskiego, który stara się zachować pozory neutralności, mówiąc,
    że chodzi „stępienie zaostrzenia” jak się poetycko wyraził, które
    Smoleńsk wywołał. Czy sugerowanie propagandowego charakteru filmu,
    ocenianie go jako absurdalnego i o wątpliwej wartości artystycznej
    to środki neutralne. Ponadto, na plakacie jest umieszczone zdanie,
    że to  jeden z najgorszych filmów roku. Na pewno taka informacja nie
    pomoże „stępić zaostrzenia”. Mówi też otwarcie o skasowaniu części
    historii Polsko-Niemieckiej. Czyli „stępienie zaostrzenia” następuje
    w wyniku „skasowania” części historii. Podobną operację mamy w przypadku
    filmu i wydarzeń w Smoleńsku, do czego niezbyt chyba i inteligentny
    Gusowski nie świadomy znaczenia swoich słów, się przyznaje. Ale to się
    nazywa nadgorliwość. Generalnie ta rozmowa jest zabawna, gdyż redaktorzy
    mają odbiorców za idiotów. Widać też obecnie pewną tendencję
    do „umieszczania”, w takich polskich stowarzyszeniach, płatnych
    pracowników niemieckich mediów. Będący inicjatorem tego „spontanicznego
    sukcesu organizacyjnego”, Adam Gusowski, członek „Klubu Polskich
    Nieudaczników”, to  pracownik niemieckiej stacji WDR.
    Sekcją polską tego radia kieruje Jacek Tyblewski, aktywnie występujący
    na kodowskich spędach w Berlinie. Jacek Tyblewski to etatowy pracownik WDR,
    realizujący polityczne założenia niemieckiej medialnej stacji.
    Na portalu wPolityce.pl ukazał się niedawno tekst charakteryzujący
    politykę innego koncertu Deutsche Welle. Nie ukrywa on  krytycznego
    stosunku do Polski i rządu. Taki sam przekaz ma WDR,
    ale politykę urabiania Polonii w duchu europejskim w języku polskim
    i niemieckim, ta stacja realizuje bardziej powściągliwie, wspomagając
    takie inicjatywy „społeczne” jak na przykład wyżej wymieniony „Klub
    Polskich Nieudaczników”. Jakaż to zatem „spontaniczna” inicjatywa „Klubu Polskich
    Nieudaczników”? Po prostu „nieudacznicy” mają wyczulony węch na zapach
    farby na świeżo wydrukowanych euro. Język polski ma odpowiednie słowa
    na określenie tego typu postawy. I wszystko o tych „Europejczykach” z 
    Berlina można powiedzieć, wyjąwszy to, że są nieudacznikami.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    169. Maciej Lasek zmiażdżył


    Maciej Lasek zmiażdżył Komisję Smoleńską. "Przeproście i zakończcie tę tragifarsę"

    Maciej Lasek zmiażdżył Komisję Smoleńską. "Przeproście i zakończcie tę tragifarsę"

    Były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków
    Lotniczych Maciej Lasek na Twitterze rozliczył Komisję Smoleńską z
    dotychczasowych "osiągnięć". Wytknął brak skutecznych działań i co
    ważniejsze efektów.

    Kilka wpisów na Twitterze wystarczyło Maciejowi
    Laskowi, żeby pokazać, że powołana przez Antoniego Macierewicza, szefa
    Ministerstwa Obrony Narodowej - Komisja Smoleńska nie zrobiła żadnych
    postępów ws. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej z 2010 roku. Lasek zrewidował głośne deklaracje KS. I w punktach wymienił dotychczasowe osiągnięcia. 

    Maciej Lasek punktuje ekspertów Macierewicza

    Przypomniał
    m.in., że mimo deklaracji Macierewicza z lutego 2016 roku nie złożono
    doniesienia do prokuratury ws. zniszczenia dokumentów dot. katastrofy.
    Chodzi o Dziennik Działania Dyżurnych Służb Operacyjnych obejmujący 10 kwietnia 2010 roku. 400-stronicowy protokół sporządzono z polecenia szefa Centrum Zarządzania Kryzysowego w lutym 2012 roku. Lasek odniósł się też do słów Witolda Waszczykowskiego, szefa Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który na wtorkowej konferencji - ku zaskoczeniu wszystkich - zadeklarował, że szanse na odzyskanie wraku są "coraz mniejsze".

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,21288657,maciej-lasek-zmiazdzyl-komisje-smolenska-przeproscie-i-zakonczcie.html

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    170. Kublikowa

    Przez dziesięć miesięcy podkomisja smoleńska Wacława Berczyńskiego nie
    dostarczyła żadnego dowodu na zamach. Ale dostarczyła dowodu na to, że
    podkomisja jest gronem niefachowców.

    W zeszłym roku kosztowała podatnika 1,5 mln zł. W tym roku ma kosztować 2 mln zł. Sporo? Nie, kompromitacja smoleńska władz PiS – bezcenna.

    Czego podkomisja dokonała w zeszłym roku, dysponując niemałym budżetem? Wedle zapowiedzi szefa MON Antoniego Macierewicza i Berczyńskiego plany miała ogromne:


    udowodnić fałszowanie dowodów przez członków rządowej komisji badającej
    katastrofę smoleńską (Macierewicz mówił o „bezspornych dowodach
    fałszowania i manipulowania, a przede wszystkim omijania, ukrywania
    prawdy na temat rzeczywistego przebiegu wydarzeń”),

    – udowodnić, że w wyniku wybuchu (wybuchów?) na pokładzie tupolewa dokonano zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego,

    – spotkać się z rosyjską komisją badającą katastrofę (MAK),

    – powołać komisję międzynarodową,


    polecieć do Smoleńska na oględziny wraku, ba, sam wrak sprowadzić (szef
    MSZ Witold Waszczykowski przyznał parę dni temu, że szanse na powrót
    wraku są „coraz mniejsze”).

    Nic z tego nie
    wyszło. Podkomisja nie zdobyła żadnych dowodów ani na sfałszowanie
    czarnych skrzynek czy raportu Millera, ani na zamach.

    A co się podkomisji udało? Udowodnić, że to jej krytycy mieli rację – mianowicie, że jest tylko grupą dyletantów w sprawie badania
    wypadków lotniczych. Szczytem dyletanctwa był planowany przez
    podkomisję kuriozalny eksperyment polegający na zderzeniu pędzącego
    tupolewa z brzozą zamocowaną na jadącym aucie.

    Również
    ekshumacje zarządzone przez prokuraturę nie udowodniły, że samolot
    został wysadzony w powietrze. Dotychczasowe oględziny zwłok potwierdziły
    to, co wiadomo od ponad sześciu lat – że są to ofiary katastrofy
    komunikacyjnej, a nie eksplozji.

    Podkomisja Berczyńskiego poległa. Poległ MSZ. Poległa prokuratura.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    171. wesoły wdowiec Deresz u Kublikowej

    Nadszedł czas, aby po półtora roku od złożenia przez pana prezydenta
    Dudę i rząd premier Szydło deklaracji szybkiego i sprawnego zakończenia
    smoleńskich śledztw władza złożyła publiczne sprawozdanie z tego, co w
    tej sprawie zrobiła - mówi Paweł Deresz, mąż Jolanty Szymanek-Deresz,
    która zginęła w katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 r.

    Agnieszka Kublik: W grudniu zeszłego roku
    złożył pan do sądu zażalenie na decyzję prokuratury o ekshumacjach. Nie
    godzi się pan na ekshumację żony, Jolanty Szymanek-Deresz.

    Paweł
    Deresz, mąż Jolanty Szymanek-Deresz, która zginęła w katastrofie
    smoleńskiej 10 kwietnia 2010 r.: I nadal czekam na decyzję sądu.
    Przypominam, że wcześniej prokuratura odrzuciła moje zażalenie.
    Dowodziła, iż nie może tej sprawy merytorycznie rozważać bez podstawy do
    zażalenia, czyli postanowienia o ekshumacji zwłok mojej żony. Wnioskuję
    z tego, że gdy będzie postanowienie o tej konkretnej ekshumacji,
    prokuratura podejmie ze mną merytoryczne rozmowy.

    Jest już ta decyzja?

    -
    Nie ma. I przypuszczam, że długo nie będzie. Zgodnie z przepisami,
    ekshumacja jest dopuszczalna od 16 października do 15 kwietnia. PiS-owi
    jest na rękę w nieskończoność przeciągać smoleńskie śledztwo. Bo jak
    ujawnił niedawno gen. Piotr Pytel, b. dowódca Służby Kontrwywiadu
    Wojskowego, szef MON Antoni Macierewicz powiedział mu prosto w oczy, że
    „zamach smoleński to tylko narzędzie polityczne”. A jak nie ma dowodów
    na zamach, trzeba podtrzymywać ekshumacjami atmosferę zagrożenia
    rosyjskim zamachem.

    Ja się na ekshumację nie
    zgadzam. Katastrofa miała miejsce 10 kwietnia 2010 r., pogrzeb mojej
    żony odbył się 19 kwietnia. Trumna przez 3 dni była w Warszawie. Zwłoki
    żony identyfikowałem w Moskwie dwa razy. Pierwszy raz, gdy pokazano mi
    50 zdjęć - na pięciu były zwłoki mojej żony. Drugi - w prosektorium,
    razem z siostrą żony. Więc jestem pewien, kto leży w grobie. Jej
    ekshumacja w niczym nie pomoże w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy, bo te
    są już znane - komisja Jerzego Millera je wszystkie opisuje.

    Ta władza go zdjęła ze strony internetowej, bo uważa, że jest fałszywy.

    -
    Przypominam, że podważając raport komisji Millera i opracowania Zespołu
    Macieja Laska, zarówno pan prezydent Andrzej Duda jak i pani premier
    Beata Szydło obiecali szybkie ujawnienie swojej prawdy smoleńskiej.

    A
    Jarosław Kaczyński od wielu lat, podczas smoleńskich miesięcznic
    oznajmia przed Pałacem Prezydenckim, iż „prawda smoleńska” jest coraz
    bliższa ujawnienia.

    Wszystko wskazuje na to,
    że oni wszyscy mijają się z prawdą. Bo raporty Zespołu Parlamentarnego
    pana Macierewicza już dawno poszły w zapomnienie. Od roku działa kolejna
    komisja, składająca się zresztą z ekspertów tamtego zespołu
    parlamentarnego, pod przewodnictwem pana dr. Berczyńskiego, ale oprócz
    tego, ile ta komisja kosztuje polskich podatników -  w zeszłym roku 1,5
    mln zł, w tym 2 mln zł - o jej działalności niewiele wiadomo.

    Może
    tyle, że miała pomysł, by przeprowadzić eksperyment zderzenia pędzącego
    samolotu Tu-154 z brzozą przytwierdzoną do jadącego samochodu. Już sam
    taki pomysł kompromituje pana Berczyńskiego, całą jego komisję i pana
    Macierewicza, bo to on ich powołał.

    Od kilku
    miesięcy istnieje także Zespół Śledczy Prokuratury Krajowej, który, jak
    mnie poinformowano, ma ambitne zadania przeprowadzenia nowych,
    szczegółowych badań związanych z katastrofą smoleńską.

    I przeprowadza ekshumacje. Śledczy wykryli pomylone ciała.

    -
    To prawda, ale mieli dzięki tym ekshumacjom odkryć nowe przyczyny
    katastrofy, czyli udowodnić, że na pokładzie tupolewa doszło do wybuchu.
    I choć przeprowadzono już kilkanaście ekshumacji, prokuratorzy nie
    ujawnili jakichkolwiek wyników badań, a w szczególności potwierdzenia
    bądź zaprzeczenia hipotezy o zamachu.

    Mamy
    tylko nieoficjalne informacje, że ekshumacja pary prezydenckiej, Marii i
    Lecha Kaczyńskich potwierdziła, że to ofiary katastrofy komunikacyjnej.
    Dlaczego do tej pory prokuratorzy się w tej sprawie nie wypowiedzieli?

    Zbliża się 6. rocznica katastrofy smoleńskiej. Może wtedy prokuratura planuje pokazać jakieś swoje dowody na zamach?

    -
    Nadszedł czas, aby po półtora roku od złożenia przez pana prezydenta
    i rząd premier Szydło deklaracji szybkiego i sprawnego zakończenia
    śledztw, władza złożyła publiczne sprawozdanie z tego, co w tej sprawie
    zrobiła.

    Co pan ma na myśli?

    -
    Nie chodzi mi tu o zebranie pustych, słownych i fałszywych deklaracji,
    jak np. pana Macierewicza, że zwrócimy się do NATO o specjalistyczne
    badania czy pana Waszczykowskiego, że Polska złoży skargę do
    Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze w sprawie rosyjskiego
    śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej.

    Apeluję
    do prezesa Kaczyńskiego, bo on może wszystko, by rząd przedstawił Białą
    Księgę opisującą szczegółowo dokonania prezydenta Dudy i rządu premier
    Szydło. Wszystkie dokumenty, ułożone chronologiczne. Wszystkie
    wystąpienia do Rosji o wrak, wszystkie wnioski prokuratorów do
    rosyjskich śledczych, wszystkie protokoły z posiedzeń komisji dr
    Berczyńskiego, wszystkie zamówione przez nich ekspertyzy, wszystkie
    wydatki członków tej komisji.

    Jestem pewien,
    że taka Biała Księga smoleńska przyczyni się do rozwiania wątpliwości,
    nie tylko moich, że katastrofa smoleńska nie jest dla tej władzy tylko
    „politycznym narzędziem”.

    http://wyborcza.pl/7,75398,21408638,pawel-deresz-do-pis-chce-bialej-ksiegi-smolenskiej-chce-wiedziec.html


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    172. Agnieszka


    Agnieszka Kublik




    Współwina Rosjan za katastrofę smoleńską była oczywista już dla rządowej komisji Jerzego Millera


    Od
    roku przyczyny katastrofy smoleńskiej bada specjalny zespół Prokuratury
    Krajowej. „Dowodów” na zamach nie znalazł, ale prokurator Marek
    Pasionek, szef tego zespołu, pochwalił się sukcesem: są nowe zarzuty
    wobec dwóch rosyjskich kontrolerów i trzeciej osoby przebywającej 10 kwietnia 2010
    r. w wieży kontroli lotów lotniska Siewiernyj. Tylko że to żaden
    sukces, ale powielanie działań poprzedników z czasów rządów PO-PSL.

    Teraz
    cała trójka jest podejrzana o „umyślne sprowadzenie katastrofy w ruchu
    powietrznym”. I – tak jak wcześniej wojskowi śledczy – zespół
    prokuratora Pasionka prosi Rosjan o udzielenie pomocy prawnej, by
    oficjalnie postawić kontrolerom zarzuty.

    Już
    jesienią 2014 r. pisaliśmy, że polscy prokuratorzy przesłuchali dwóch
    rosyjskich kontrolerów lotu, którzy sprowadzali prezydencki samolot.
    Zamierzali postawić im zarzut bezpośredniego spowodowania katastrofy, bo
    przy tak gęstej mgle, która wtedy wisiała nad Smoleńskiem, powinni
    zamknąć lotnisko. Tupolew musiałby odlecieć na lotnisko zapasowe lub
    wrócić do Warszawy.

    I w kwietniu 2015
    r. prokuratorzy wojskowi postawili zarzuty kontrolerom. – Jednemu
    zarzut nieumyślnego sprowadzenia katastrofy, a drugiemu – umyślnego
    sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy. Zarzuty się
    różnią, ponieważ ich obowiązki były różne i ich czynności inne.
    Prokuratura wojskowa wezwała ich na przesłuchanie w charakterze
    podejrzanych – mówił „Wyborczej” ówczesny prokurator generalny Andrzej
    Seremet. Miał świadomość, że bezpośrednio postawić kontrolerom zarzutów
    się nie uda – na to musiałyby wyrazić zgodę rosyjskie władze.

    Został
    też wtedy przesłuchany pułkownik Nikołaj Krasnokucki, który 10 kwietnia
    2010 r. dowodził załogą na wieży, ale prokuratorzy uznali, że sposób, w
    jaki wykonywał obowiązki, nie pozwalał na postawienie mu zarzutu
    karnego. Teraz zespół Prokuratury Krajowej całą trójkę potraktował
    jednakowo.

    Prokurator Pasionek wyliczał, że
    jego zespół przeanalizował blisko 2 tys. tomów akt, a nawet je
    posegregował. No i że przed rokiem śledczy „dokonali oględzin samolotu
    Tu-154 o numerze bocznym 102”, który stacjonuje w Mińsku Mazowieckim
    – to identyczna maszyna jak ta, która rozbiła się pod Smoleńskiem. A
    przed zespołem wyjazd na miejsce katastrofy i „skatalogowanie wszystkich
    fragmentów wraku, które tam się znajdują”.

    Współwina
    Rosjan za katastrofę smoleńską była oczywista już dla rządowej komisji
    Jerzego Millera (jako główną przyczynę wskazała ona błędy załogi). W jej
    raporcie z lipca 2011
    r. wyraźnie jest napisane, że „wieża mogła zapobiec” tragedii. Cywilna
    komisja nie stawia jednak zarzutów, wskazuje tylko zaniedbania.

    Miesiąc temu szef MON Antoni Macierewicz,
    przez lata forsując przeróżne teorie o zamachu w Smoleńsku, po raz
    kolejny oznajmił: „Nie ulega wątpliwości, że Rosjanie są za to
    odpowiedzialni”. Jeśli tak, oznacza to, że za zamachem musieli stać
    Rosjanie.

    I wszystko jasne. Czy to koniec śledztwa?


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    173. "Wyborcza" jak "Trybuna

    "Wyborcza" jak "Trybuna Ludu". Haniebny, zakłamany tekst Jarosława Kurskiego o Smoleńsku

    Widzimy, kto naprawdę prezentuje propagandę marcową, kto operuje bełkotem komunistycznym, kto kłamie i podjudza do nienawiści.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    174. Prof. Kleiber: Raport



    Prof. Kleiber: Raport podkomisji to bardzo mocny materiał. Zespół
    Berczyńskiego i komisja Laska powinny stworzyć protokół rozbieżności

    Obie komisje powinny stworzyć protokół rozbieżności. Jeśli
    któraś ze stron odmówi takiej konfrontacji, to będzie to dla niej dużym
    obciążeniem.


    Stara komisja drwi z badań aerodynamicznych nowej, ale własnych nie prowadziła. Gogol…


    "Komisja badająca tragedię narodową, w której zginął Prezydent i
    95 innych osób, szczegółowych badań aerodynamicznych nie prowadziła".

    Lasek z Artymowiczem próbują ośmieszyć ustalenia podkomisji smoleńskiej: "Rejestratory parametrów lotu nie zapisały…


    "Wszystkie kłamstwa, które na etapie tych siedmiu lat się pojawiły,
    jakoś starano się zmieścić w jedną teorię, w 40 minutowy film".





    Do upartyjnienia tragedii smoleńskiej przez PiS przez lata przywykliśmy. Wczoraj stało się coś gorszego
    Antoni Macierewicz i członkowie komisji
    biorą na swoje sumienie wielką odpowiedzialność za ofiary przyszłych
    wypadków lotniczych.


    Powstrzymywałem
    się od politycznego komentarza wczoraj, by uszanować pamięć wszystkich
    tragicznie zmarłych w katastrofie smoleńskiej. Uszanować to, czego nie
    uszanowali ani mówcy, ani uczestnicy...

    http://wyborcza.pl/7,75968,21621969,do-upartyjnienia-tragedii-przez-pis-przez-lata-przywyklismy.html


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    175. TVN24 potrzebował 14 dni na zebranie kłamstw smoleńskich

    Lasek, Grochowski i Artymowicz - twórcy kłamstwa sekty pancernej brzozy

    &quot;Zobaczyłem wybuch garażu&quot;. Eksperci analizują film podkomisji smoleńskiej


    przyczynę katastrofy wskazano wybuch bomby termobarycznej. Zdaniem innych ekspertów z dziedziny lotnictwa, w filmie fakty mieszają się z błędami i niespójnościami. Materiał "Czarno na białym" Razem z ekspertami autor reportażu w "Czarno na białym" Piotr Świerczek przeanalizował film zaprezentowany przez podkomisję
    Zobaczyłem wybuch garażu - mówi o tym doktor Maciej Lasek, były wiceszef komisji Millera badającej katastrofę w Smoleńsku. Dodaje, że okna na modelu są namalowane, a prawdziwe okna samolotu w sytuacji eksplozji prawdopodobnie uległyby uszkodzeniu, bo materiał, z którego są zrobione nie jest odporny na temperaturę. - Gdyby bomba termobaryczna była rzeczywiście w tupolewie i została odpalona, kiedy on leciał na większej wysokości, to po pierwsze tupolew zostałby rozerwany na drobne kawałki i w ogóle nie kosiłby przecinek w lesie. Spadłaby duża chmura jego odłamków. Okna w sąsiednich budynkach by wyleciały, nie mówiąc już o oknach w tupolewie. Wyleciałyby z konstrukcji i nie utrzymałyby się w niej - wyjaśnia profesor Paweł Artymowicz, fizyk i astrofizyk z Uniwersytetu w Toronto. Dowodem na bombę ma być zdaniem podkomisji to, że jedne z drzwi tupolewa zostały wyrwane z samolotu i wbiły się w ziemię. Doktor Wacław Berczyński, wtedy przewodniczący podkomisji, tłumaczył 10 kwietnia podczas wideoczatu, że okna są inaczej umieszczone w samolocie, dlatego nie wypadły podczas wybuchu. Na pytanie, czemu rejestratory nie zanotowały zmiany ciśnienia w samolocie odpowiedział, że "prawdopodobnie nie zdążyły". Podobnie podkomisja odpowiedziała na pytanie, czemu wybuchu nie zanotowały rejestratory dźwięku. Po katastrofie TWA-800 Amerykanie sprawdzili jednak, że dźwięk wybuchu zawsze się rejestruje. Na nagraniach z takich katastrof słychać głośne zdarzenia dźwiękowe tuż przed zatrzymaniem nagrywania. - Zapis rejestratora dźwięku i rejestratora parametrów lotu kończy się w momencie zderzenia z ziemią - mówi o katastrofie tupolewa Lasek. - Być może doszło do wybuchu po zderzeniu z ziemią. Tak, bo tam paliwo się zapaliło - dodaje. - Według podkomisji Macierewicza wybuch nastąpił po tym, jak już samolot zszedł, zaczepiał o drzewa, co słychać, następnie oderwała się końcówka skrzydła - to uderzenie też jest słychać. Później jest reakcja załogi - są przekleństwa, krzyki, samolot spada, zderza się z ziemią, zapis się urywa. Po tym momencie jest sugestia, że po tym jak samolot spadł i się rozbił, jest wybuch - wyjaśnia profesor Artymowicz.

    Na miejscu tuż po katastrofie był pułkownik Mirosław Grochowski, były wiceszef komisji Millera. Nie ma on wątpliwości, że samolot wpadł w drzewa, a złamane pnie niszczyły jego konstrukcję.
    http://www.tvn24.pl/eksperci-analizuja-film-z-ustaleniami-podkomisji-smolenskiej,734553,s.html


    Komentarz Agnieszki Kublik




    Demaskator Berczyński! Nikt tak skutecznie jak on nie sprofanował smoleńskiej...


    Przez dwa lata aż o 11 punktów procentowych skurczyła się grupa
    wierzących w smoleński zamach. To sporo. Trzeba chyba podziękować
    Wacławowi Berczyńskiemu: od ponad roku jego podkomisja systematycznie i
    nieustannie czyniła wszystko, by hipotezę zamachową ośmieszyć.


    Jeszcze
    dwa lata temu, w sondażu Kantar Millward Brown SA (dla „Faktów” TVN) 29
    proc. zakreślało odpowiedź, że „katastrofa, do której doszło 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem i w której zginęli prezydent Lech Kaczyński i 95 towarzyszących mu osób, była wynikiem zamachu". A teraz (sondaż z 24-25 kwietnia) – 18 proc.

    CZYTAJ RÓWNIEŻ: Sondaż: Polacy już nie wierzą w smoleński zamach. Wyznawców spiskowej teorii jest najmniej od lat

    Powód
    tego spadku? Jedyne, co mogło tak spektakularnie ostudzić smoleńską
    wiarę, to słowa i czyny podkomisji smoleńskiej dr Wacława Berczyńskiego,
    która miała zamach udowodnić.

    Podkomisja
    pracuje od roku i za wiele dobrego o niej powiedzieć się nie da. Jej
    członkowie kompetencji do badania katastrof lotniczych nie mają, za to
    ekstrawaganckie pomysły i owszem. Na przykład podczas burzy mózgów wpadł
    im do głowy taki, by zderzyć pędzący samolot Tu-154 z brzozą
    przytwierdzoną do jadącego samochodu. Pomysł został odrzucony. Powód?
    Jak wyjaśnił dr Berczyński, „głównie ze względów bezpieczeństwa”.

    Po
    roku podkomisja Berczyńskiego niczego nie ustaliła, żadnego raportu nie
    napisała. W siódmą rocznicę katastrofy smoleńskiej zaprezentowała tylko
    film, na którym „wierna” kopia kabiny pasażerskiej tupolewa bez okien
    wybucha. Zero dowodów, masa amatorszczyzny.

    Potem
    dr Berczyński obciążył sam siebie, gdy się przyznał (i to niepytany!),
    że to on „wykończył caracale”. MON natychmiast wydał oświadczenie, z
    którego wynikało, że dr Berczyński kłamie. Ale potem wiceminister
    Bartosz Kownacki przyznał, że Berczyński miał dostęp do dokumentacji
    przetargowej. Czyli że Berczyński nie skłamał. A jeśli tak, to skłamał
    MON w oświadczeniu. Znów blamaż.

    CZYTAJ RÓWNIEŻ: Zamach smoleński. Kiepski film wczoraj widziałem. Wszystkie pomyłki inżyniera Berczyńskiego

    Czyli
    Berczyński od ponad roku systematycznie, nieustannie czynił wszystko,
    by siebie i swoją pracę i podkomisję zdyskredytować, a hipotezę
    zamachową ośmieszyć. Nikt tak jak on nie zasłużył się w demaskowaniu
    smoleńskiego kłamstwa. Wielki demaskator Berczyński!

    Może gdyby jeszcze jakiś czas tak skutecznie profanował smoleńską religię, za pół roku w zamach z 10 kwietnia
    2010 r. wierzyłoby 10 proc.? Za rok – 5 proc.? A tuż przed wyborami
    parlamentarnymi w 2019 r. – już tylko garstka wyznawców Jarosława
    Kaczyńskiego?

    Jaka szkoda, że dr Berczyński tak szybko uciekł do USA.


    Po siedmiu latach od katastrofy smoleńskiej na jaw nadal
    wychodzą szokujące fakty dotyczące ekspertów z Komisja Badania Wypadków
    Lotniczych Lotnictwa Państwowego.


     

    W rozmowie z Dorotą Kanią ludzie ci ujawnili, co działo się po
    katastrofie i jak przez kolejne lata, poprzez umiejętną propagandę
    medialną, władze przekonywały Polaków, że rząd powadzi intensywne
    działania, by wyjaśnić katastrofę. „W rzeczywistości nie zrobiono nic, a
    głównym motorem zakłamywania rzeczywistości był Maciej Lasek” –
    twierdzą informatorzy.  

    - Już w pierwszych dniach po katastrofie prezydenckiego samolotu 10
    kwietnia 2010 roku było wiadome, że nasze władze dogadały się z Rosją.
    Pierwszym sygnałem było niedopuszczenie nas do wraku maszyny i
    blokowanie prowadzenia badań. Nie mieliśmy możliwości wglądu w
    podstawowe dokumenty i wyniki badań przeprowadzonych przez Rosjan – mówi
    jeden z członków Komisji ds. Wyjaśnienia Wypadków Lotniczych pod
    przewodnictwem Macieja Laska.

    Jak dodaje, komisja również „nie została dopuszczona do oblotu miejsca zdarzenia i analizy działania systemu nawigacyjnego”.

    - Utajnienie przez Rosjan tych danych ma na pewno związek z
    przyczynami tragedii. Rosjanie chcieli to ukryć a polski rząd im w tym
    pomagał – mówił w programie Doroty Kani „Koniec Systemu”.

    Propagandowy Zespół Macieja Laska:

    Powołany w kwietniu 2013 r. zespół Macieja Laska miał zajmować się
    wyjaśnianiem opinii publicznej materiałów dotyczących katastrofy
    smoleńskiej. W tym celu organizowano konferencje prasowe, uruchomiono
    także specjalną stronę internetową. W rzeczywistości zespół zajmował się
    przedstawianiem rosyjskiej wersji katastrofy i walką z Antonim
    Macierewiczem i kierowanym przez niego Zespołem Parlamentarnym ds.
    Wyjaśnienia Przyczyn Katastrofy w Smoleńsku.

     

    Wiceszef MON Michał Dworczyk pytany o ataki na ministra Antoniego
    Macierewicza, który wielokrotnie wskazywał na rażące nieścisłości w
    wynikach prac zespołu Macieja Laska podkreśla, że dawno przekroczono w
    tej kwestii pewne granice.

    - Trudno nie odnieść takiego wrażenia, że jest to próba obrony przez
    atak. Próba ataku prewencyjnego. Mamy do czynienia z szerszym problemem.
    Platforma Obywatelska nie radzi sobie z odpowiedzią nawet na
    najprostsze pytania, czy to w sprawie wieku emerytalnego, czy w sprawie
    500 plus, czy też w sprawie imigrantów. Pogubili się politycy PO i co
    chwilę zmieniają zdanie. Robią sobie już z tego żarty nawet dziennikarze
    z mediów zazwyczaj przychylnych tej partii. Jest próba ataku i
    straszenia PiS-em. Platforma próbuje odwrócić uwagę od tego, że nie ma
    programu. Krytykowanie działań rządu to prawo opozycji, ale gdzieś
    powinna być granica, granica, po której zaczyna się szkodzić Polsce i
    ostatnio mam wrażenie, że w wielu wypowiedziach koleżanki i koledzy z PO
    tę granicę przekroczyli – mówił na antenie Telewizji Republika wiceszef
    MON Michał Dworczyk.

     


    Materiał dotyczący działań Państwowej Komisji Badania Wypadków
    Lotniczych po katastrofie smoleńskiej ukazał się w programie „Koniec
    systemu”, który jest emitowany w każdy wtorek o g. 21.30 na antenie
    Telewizji Republika – powtórki środa 11.20 oraz sobota 9.20. Archiwalne
    odcinki tego programu można obejrzeć na Facebooku na stronie Koniec
    Systemu.



    Więcej na ten temat również w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    176. Kublik,

    Przez półtora roku podkomisja smoleńska
    dowiodła, że mając wszelkie środki, można nie mieć żadnych wyników.
    Prezes PiS daje jej jeszcze osiem miesięcy, ale szef podkomisji już się
    tłumaczy z nadchodzącej klęski.


    -
    Zbliżamy się do prawdy. W ósmą rocznicę katastrofy usłyszmy odpowiedź,
    niezależnie od tego, jaka ona będzie. Wtedy, po 96 miesiącach, będziemy
    mogli powiedzieć „kończymy”, bo zwyciężyliśmy” - mówił Jarosław
    Kaczyński tydzień temu na Krakowskim Przedmieściu podczas 88. miesięcznicy. Czyli 10 kwietnia 2018 r. podkomisja MON ma mieć wreszcie raport z „prawdą”.

    Prezes w tym samym...

    http://wyborcza.pl/7,75968,22239225,podkomisja-macierewicza-na-kursie-do-katastrofy.html?disableRedirects=true#BoxGWImg


    Płk Gregori o próbkach smoleńskich: "Możemy stwierdzić obecność najmniejszych poszukiwanych śladów". WIDE

    "Z chęcią wyraziliśmy gotowość do pomocy w przeprowadzeniu
    takich analiz" - mówi szef sekcji chemicznej Laboratorium
    Kryminalistycznego Korpusu Karabinierów w…

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    177. Jarosław Kurski Wymienię



    Jarosław Kurski


    Wymienię jedno nazwisko otwierające listę. Kłamców trzeba napiętnować



    Dziś miesięcznica smoleńska. A więc znów
    komentarz, którego nawet pisać się nie chce. Wszyscy wszystko wiedzą i
    nikt się niczego po was nie spodziewa.

    Modlicie
    się pod krzyżem, wzywacie Pana Boga, ale – o, naiwności – czy uderzycie
    się w piersi? Czy powiecie: "Myliliśmy się!"? Dawaliśmy fałszywe
    świadectwo przeciw bliźnim naszym! Oskarżaliśmy bez podstaw. Nie, nic
    nie powiecie.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    178. Macierewicz: Zrobiono to aby



    – Materiały z którymi się
    zapoznaliśmy pokazują coś co jest rzeczywiście wstrząsające. Zrobiono to
    aby skazać Polskę jako całość i armię. Przepr ...>
    Dorota Kania, redaktor
    naczelna Telewizji Republika komentowała w TVP Info ujawnione przez nas
    materiały z komisji Millera. Powiedziała wprost: - To by ...>
    Kolejne stenogramy z posiedzeń
    Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego pod
    przewodnictwem Jerzego Millera, ministra spraw wewnętrznych i a ...>
    – Nie wyobrażam sobie nic
    innego niż postawić ich przed osąd publiczny, ale także przed polskimi
    sądami, które udowodnią im to wiarołomstwo i skażą ...>

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    179. Fundamentalny spór w łonie

    Fundamentalny spór w łonie smoleńskiej podkomisji. Da się udowodnić zamach?

    Agnieszka Kublik

    30 listopada 2017
    Członek podkomisji smoleńskiej prof. Piotr
    Witakowski ogłosił, że podkomisja nie udowodni zamachu. Antoni
    Macierewicz - że ma kluczowy dowód.


    Prof.
    Piotr Witakowski?to członek powołanej przez szefa MON podkomisji do
    zbadania katastrofy smoleńskiej, a wcześniej współorganizator tzw.
    konferencji smoleńskich. Na
    jednej z nich w 2013 r. zasłynął tym, że tezę o zamachu w Smoleńsku
    ilustrował za pomocą zdjęć zgniecionych i rozerwanych puszek po piwie
    . We wtorek Witakowski był gościem TV Republika. Na stronie TV Republika ...

    http://wyborcza.pl/7,75398,22717174,fundamentalny-spor-w-lonie-smolenskiej-podkomisji-mon-da-sie.html#BoxGWImg

    — Dysponujemy kluczowym
    materiałym dowodowym, który pozwoli dokładnie stwierdzić, co zaszło 10
    kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem. Wszystkie wyniki badań, ...>

    — Żeby móc zacząć procedować
    przed rosyjskimi sądami, muszę mieć status poszkodowanego. Daje mi to
    możliwość dochodzenia do informacji i składanie wniosków dowo ...>


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    180. Prof. Witakowski dla


    Prof. Witakowski dla wPolityce.pl o manipulacji komisji Millera: Zmienili rzeczywistość na inną, która im bardziej odpowiadała

    "Myślę, że komisja Millera starała się o zachowanie pewnej
    spójności całości raportu, który wówczas powstawał. Czyniła to zapewne z
    jakimiś intencjami".

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    181. Lasek: Komunikacyjnie sprawa

    Lasek: Komunikacyjnie sprawa katastrofy smoleńskiej przez państwo polskie została zawalona [WYWIAD]

    Komunikacyjnie sprawa katastrofy smoleńskiej przez państwo polskie
    została zawalona. Jeśli państwa polskiego nie stać było na to, by
    tłumaczyć, wyjaśniać, to nie ma się czemu dziwić, że liczba ludzi
    wierzących w zamach..

    Tusk będzie świadkiem w procesie Arabskiego. 23 kwietnia stawi się osobiście przed sądem

    Na
    23 kwietnia 2018, na godz. 10.00 wezwano b. premiera Donalda Tuska jako
    świadka w procesie Tomasza Arabskiego, b. szefa kancelarii premiera,
    sądzonego za niedopełnienie obowiązków przy organizacji wizyty
    prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu 10 kwietnia 2010 r. Wezwanie
    zostało już Tuskowi "doręczone prawidłowo". "Zostało odebrane przez
    dorosłego domownika " - dowiedziała się "Gazeta Wyborcza".

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    182. Coraz mniej Polaków wierzy w

    Serwis rp.pl zlecił firmie SW
    Research wykonanie sondażu z pytaniem „Czy powodem katastrofy Tu-154
    było zderzenie z brzozą”.Jeszcze nigdy, zwolenników oficjalnie przedstawionej wersji zdarzeń nie było tak niewielu.

    Na pytanie o to, czy powodem katastrofy było zderzenie z brzozą,
    najczęstszą podawaną odpowiedzią było „nie”, udzieliło jej 36,1 proc.
    respondentów. Łącznie odpowiedzi „nie wiem” oraz „trudno powiedzieć”
    udzieliło 28,1 proc. badanych. Jedynie 35,8 proc wciąż wierzy w wersję,
    którą podtrzymuje Putin czy komisja Millera.

    Od 2010 r. kiedy starano się wmówić Polakom, że powodem katastrofy
    było zderzenie z brzozą, w taką historię, wierzy już zaledwie 1/3
    Polaków.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    183. Prof. Binienda: W tej chwili

    Maciej Lasek w dalszym ciągu,
    pomimo braku dowodów, nie ma wątpliwości, że generał Błasik znajdował
    się w kokpicie. – Pan Lasek powiedział, że jednym z ..

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    184. cynglówa Kublikowa

    W miejscu symbolicznym, w Krakowie pod
    Wawelem, sankcjonowane jest kłamstwo smoleńskie, a członkowie komisji
    Millera są nazywani zdrajcami.

    W sobotę, podczas 94. miesięcznicy smoleńskiej w Krakowie,
    przemawiał Marek Michno, przewodniczący tamtejszego Klubu „Gazety
    Polskiej” blisko związanego z PiS. Poinformował, że „już wiemy o
    ekspertyzach sporządzonych przez specjalistów od badania wypadków
    lotniczych,

    http://wyborcza.pl/7,75968,23010869,katastrofa-smolenska-przyzwoitosc-ro...

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    185. "Wyborcza" jak MAK: winni


    "Wyborcza" jak MAK: winni 10/04 są piloci i gen. Błasik. Gazeta
    zarzuca prokuraturze, że ukrywa prawdziwą opinię biegłych na ten…

    Redakcja z Czerskiej próbuje dowieść, że od maja 2017 gotowa
    jest opinia biegłych, która ma obciążać załogę Tu-154M i gen. Błasika.


    Cytując anonimowych rozmówców, „którzy znają te opinię” „Wyborcza”
    twierdzi, że obecność gen. Błasika w kokpicie „miała wpływ na załogę
    i podejmowane przez nią decyzje”.

    Wyborcza”
    sugeruje, że wspomniana opinia biegłych jest skrzętnie ukrywana,
    bo jest niewygodna dla PiS. No cóż, lata pokazały, że „prawdy
    o Smoleńsku”, które redakcja z Czerskiej wypisywała od 2010 roku
    poniosły kompletne fiasko. Komisja Millera zupełnie się skompromitowała,
    czego dowodzą stenogramy z jej posiedzeń. Na ostatnim z nich sam jej
    przewodniczący przyznał, że prace komisja mogłaby zacząć od początku,
    bo nie mają żadnych pewnych ustaleń. O co więc chodzi? Zbliża się
    8 rocznica katastrofy smoleńskiej i dzień ogłoszenia przez podkomisję
    smoleńską swojego raportu. Trwają też prace amerykańskiego zespołu,
    który w Mińsku Mazowieckim skanuje bliźniaczy tupolew. Te prace trzeba
    więc za  wszelką cenę zdyskredytować. „Wyborcza” jak zwykle robi
    to w żałosny sposób.

    pc/ „Gazeta Wyborcza”

    autor: fot. wPolityce.pl

    ---------------------------------

    Prokuratura odpowiada "Wyborczej". "Trwa kompletowanie zespołu biegłych ws. katastrofy smoleńskiej"

    Trwa kompletowanie zespołu biegłych, także z zagranicy, który wyda
    opinię o przyczynach i przebiegu katastrofy smoleńskiej – poinformowała w
    piątek Prokuratura Krajowa. Podała też, że nie ma dowodów, by w chwili
    katastrofy gen. Andrzej Błasik był w kokpicie lub jego pobliżu.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    186. PO wraz z Laskiem


    PO wraz z Laskiem rozpaczliwie bronią raportu Millera. Jach:
    "Jest mi przykro, że Platforma manipuluje informacjami dot. katastrofy…


    "Posłowie PO i dr Maciej Lasek zaprezentowali we wtorek film będący
    odpowiedzią na prezentację podkomisji smoleńskiej".


    A. Macierewicz: Słowa osób z PO pokazują niekompetencję i skrajną bezczelność

    Jeżeli panowie z Platformy Obywatelskiej mówią, że rozbicie
    samolotu TU-154 jest typowe dla katastrof lotniczych, to naprawdę
    pokazuje to najlepiej nie tylko ich niekompetencję, ale skrajną
    bezczelność – mówi szef podkomisji smoleńskiej Antoni Macierewicz w
    odniesieniu do ostatnich działań polityków opozycji.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    187. Lis, Lasek, Olejnik, Miller –


    Lis, Lasek, Olejnik, Miller – kwartetowi, który nie chce spokoju w rocznicę 10/04, Herberta dedykuję

    Tytułowy zestaw musi oznaczać jedno – zbliża się rocznica
    katastrofy. Trzeba więc podgrzać smoleńskie paliwo, spróbować rozbuchać
    emocje, przypomnieć narodowi, jak ma myśleć. Raz jeszcze przybić
    salonowy stempel wybitnym ekspertom i spotwarzyć oponentów.

    Gdy
    czytasz i słuchasz tych rozmów, czujesz się jak w 2010, 2011 roku – ot,
    katastrofa jak wiele innych, normalne jej badanie przez najlepszych
    na świecie fachowców, zero jakiejkolwiek odpowiedzialności Rosji
    i najpodlejsze drwienie z tych, którzy wytykają skandaliczne
    potraktowanie śmierci państwowej elity.

    Chwilę później
    przypominasz sobie, że mamy rok 2018. Minęło osiem lat. W tym czasie
    wydrapaliśmy o tej tragedii gigantyczną wiedzę, której poszukiwanie
    w ich czasach było zakazane. Ich polityczni mocodawcy są na marginesie.
    Z tego marginesu wychylają się, by nurzać się w aktywności totalitarnej –
    burzyć pomniki stawiane tragicznie zmarłym wybitnym rodakom, odmawiając
    uczestniczenia w ich wspomnieniu. Barbarzyńskie obyczaje na zawsze
    pod pazurami.

    Poniedziałek. „Newsweek”. Z Maciejem Laskiem
    rozmawia były dziennikarz telewizyjny Tomasz Lis. Druga strona wywiadu.
    Na lewej kolumnie Lasek zawodzi Lisa stwierdzeniem, że rozmowa
    telefoniczna braci Kaczyńskich nie miała żadnego znaczenia dla
    następującej za chwilę tragedii, bo dopiero po niej z kabiny pilotów
    wrócił szef protokołu dyplomatycznego z informacją od załogi o braku
    warunków do lądowania. Ale już na prawej kolumnie ten bezstronny
    fachowiec od badania katastrof daje upust swojemu grubiaństwu. Lis pyta:

    Gdyby
    przez sekundę był pan jak w teleturnieju „Milionerzy” i miał telefon
    nie do przyjaciela, ale do kogoś, kto zna wszystkie odpowiedzi, to jak
    by brzmiało to kluczowe pytanie?

    Lasek: Mimo wszystko, o czym rozmawiał prezydent z bratem.

    Lis: Zaprzecza pan sobie.

    Lasek: Nie. Bo wtedy miałbym stuprocentową pewność. Teraz mam tylko wiarygodną hipotezę.

    A więc
    jednak – mimo faktów, podanych zresztą parę wersów wyżej, pan doktor
    pozwala sobie nawet nie na sugestię, a na wyraźne wskazanie,
    w najlepszym Wałęsowskim obłąkańczo-nienawistnym stylu, że największą
    zagadką tej tragedii jest tych parę sekund ostatniej rozmowy braci
    Kaczyńskich. Lasek wie, że nie mogą rozmawiać o pogodzie w Smoleńsku,
    bo – jak sam zauważył – prezydent w tym momencie jeszcze nie
    ma informacji, że będą kłopoty z lądowaniem. Lasek wie też, o czym
    rozmawiali, bo nie raz mówił o tym Jarosław Kaczyński: o zdrowiu
    przebywającej w szpitalu matki.

    To draństwo.

    Lis jest
    w tej rozmowie nie lepszy. Tyle że o nim wszyscy od dawna wiedzą,
    że jest pospolitym chamem, pominę więc jego elukubracje. Za to tego
    cytatu nie mogę Państwu nie zaserwować:

    Lis: A „zmieścisz się śmiało”?

    Lasek: To się znalazło, ale w innym stenogramie, doktora Andrzeja Artymowicza. Ja nie powiem, że to nieprawda, ale to jest odsłuch, a odsłuch prawie nigdy nie jest jednoznaczny, zwłaszcza słabo słyszalnych wypowiedzi z tła kabiny.

    Co nam
    w tych słowach mówi Maciej Lasek? Że nie ma co przykładać wagi
    do odsłuchanych słów nagranych w tle kabiny. A zatem sam podważa
    wszystko, co przez lata mówił o obecności gen. Błasika w kokpicie!

    Dziękuję,
    jest pan wolny. Wolny od badania jakichkolwiek więcej katastrof
    lotniczych. Na szczęście dla całego polskiego świata lotniczego i rodzin
    ofiar tych katastrof.

    Czwartek. TVN24.
    Monika Olejnik wykręci każdy piruet na wysokim obcasie, by efektownie
    podworować sobie z podkomisji. Mniejsza z nią. Cenniejsze są słowa
    Millera. To były urzędnik państwowy, który – miejmy nadzieję – może
    jeszcze zdążyć odpowiedzieć za swoje działania.

    Mówi o raporcie swojej komisji:

    Nie słyszałem żadnego zarzutu, żeby fakty tam opisane ktoś podważył.

    Być
    może na Ukrainie, gdzie doradza(-ł?) tamtejszemu rządowi, nie było tego
    słychać. Być może wcześniej, gdzieś tak od lipca 2011 r. przebywał
    w stanie hibernacji. Mógł nie słyszeć.

    Miller był uroczy. Przez
    25 minut tonem Kaszpirowskiego (notabene to Ukrainiec) opowiadał też
    o „szacunku dla bólu rodzin ofiar” i o zasługach Donalda Tuska:

    Nie
    dostalibyśmy tej kopii (zapisu, czy zapisów czarnej skrzynki – Miller
    nie był tu precyzyjny – przyp. red.), gdyby nie rozmowa premiera Tuska
    z premierem Federacji Rosyjskiej.

    Rozumieją
    Państwo? Wdzięczność Tuskowi należna aż po grób. Załatwił kopię zapisu
    rejestratora. Na marginesie – pamiętają Państwo, dlaczego oryginały
    skrzynek wciąż są w Moskwie? Bo 31 maja 2010 r. Jerzy Miller je tam
    umieścił. Tego dnia podpisał memorandum m.in. z Tatianą Anodiną, na mocy
    którego wspomniane kopie trafiły do Polski (warto pamiętać,
    że poświadczył, iż są tożsame z oryginałami, po czym w warszawie okazało
    się, że brakuje kilkunastu sekund nagrania), a rejestratory pozostały
    w Rosji do zakończenia postępowania sądowego. Czyli na zawsze.

    Miller
    w tefałenie dwukrotnie powtórzył też, w ramach spełniania życzeń pani
    Olejnik, jaka była przyczyna katastrofy: samolot zszedł za nisko ze zbyt
    dużą prędkością. Ale już nie dodał, dlaczego tak się stało, jaka była
    w tym rola rosyjskich kontrolerów, którzy podawali załodze fałszywe
    komendy, fałszywie informowali o odległości od lotniska, na jakiej
    znajdowała się maszyna (przypominam, że prokuratura zdecydowała
    o zmianie zarzutów dla nich – na umyślne doprowadzenie do katastrofy –
    jednak Rosja odmawia możliwości postawienia im tych zarzutów),
    że rosyjska radiolatarnia (czyli coś w rodzaju koła ratunkowego gdyby
    kontrolerzy zawiedli) nie działała prawidłowo i że Rosjanie przed wizytą
    przekazali Polakom fałszywe mapy nawigacyjne.

    Wszystko jak
    za starych, dobrych czasów, gdy przyjaźń polsko-rosyjska kwitła,
    premierzy spacerowali po molo, szefowie dyplomacji gaworzyli
    na królewskich balkonach, a szefowie rządowych kancelarii układali
    klocki tak, by pierwszy obywatel RP jechał do Katynia na wyszydzaną wycieczkę.

    Ile
    myśmy stracili czasu, powagi i wolności przez tych niebezpiecznych
    pajaców i ich medialnych klakierów? Co napiszą dzień przed rocznicą?
    Czym spluną? Kogo zaproszą? Dla nich granice nie istnieją.

    Ja już
    dziś polecam Państwu poniedziałkowe wydanie tygodnika „Sieci”, w którym
    znajdą Państwo poruszający – a chwilami wręcz zaskakujący – wywiad
    z jedną z osób najbrutalniej doświadczonych 10 kwietnia 2010 r.
    i w kolejnych latach. Znajdą w nim Państwo m.in. antidotum na wiele
    niepotrzebnych emocji narosłych przed ósmą rocznicą katastrofy.

    Lis,
    Olejnik, Miller, Lasek pewnie też przeczytają, może po cichu (a może
    na głos – niektórzy ludzie mają taki odruch). Pewnie po nich te słowa
    spłyną, niczym topniejący każdej wiosny smoleński śnieg wsiąkający
    w pozostawione w ziemi szczątki naszych wybitnych rodaków.

    Temu kwartetowi na ósmą rocznicę dedykuję słowa Herberta:

    pocisk który wystrzeliłem

    z broni małokalibrowej

    wbrew prawom grawitacji

    obiegł kulę ziemską

    i trafił mnie w plecy

    jakby chciał powiedzieć

    – że nic nikomu

    nie będzie darowane


    autor:

    Marek Pyza

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    188. Lasek na pomoc Platformie

    Politycy PO nie ustają w
    atakach. Jutro wypada 8. rocznica katastrofy smoleńskiej, więc
    członkowie partii zorganizowali posiedzenie "ds. demaskowania kła ...

    Jako pierwszy na posiedzeniu PO wystąpił Maciej Lasek, który znowu atakował pilotów.

    Twierdził, że tylko jeden z czterech członków załogi miał ważne
    uprawienia na lot do Smoleńska. Jak mówił „pilot ostatnie podejście do
    lotniska w Smoleńsku wykonał 5 lat wcześniej na samolocie Jak 40”.

    W komentarzach pod relacją live zaznaczano, że organizacja
    konferencji była na niskim poziomie. Jakość dźwięku była kiepska, co
    chwila przerywało, internauci zwracali uwagę, że nic nie słychać.

    Paweł Artymowicz wprost obrażał ekspertów z zespołu ministra Antoniego Macierewicza co ucieszyło Marcina Kierwińskiego:Jak widać celem posiedzenia było tylko i wyłącznie atakowanie Antoniego
    Macierewicza i jego komisji. Wywoływanie sporów, jątrzenie – tak
    zachowuje się Platforma Obywatelska w przededniu katastrofy smoleńskiej?

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    189. czngiel Cyuchnowski w akcji

    Dziennikarz "Gazety Wyborczej" do Antoniego Macierewicza: Jest pan kłamcą, przestępcą
    Po prezentacji raportu podkomisji smoleńskiej dotyczącego katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku, dziennikarze mogli zadawać pytania. Gdy do głosu dopuszczono Wojciecha Czuchnowskiego z "Gazety Wyborczej" ten zamiast zadać pytanie, zwrócił się do Antoniego Macierewicza, byłego szefa MON
    słowami: "Panie Macierewicz, jest pan kłamcą, przestępcą i przyszłości
    odpowie pan za kłamstwa i szkody poczynione państwu polskiemu i
    pojedynczym ludziom. Zadawanie panu pytań nie ma żadnego sensu. Żegnam".Antoni Macierewicz nie skomentował tych słów, ale w sieci od razu zawrzało. Blogerka Kataryna zapytała na swoim Twitterze, czy to normalne zachowanie dziennikarza.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    190. Lasek idzie w zaparte! Dalej


    Lasek
    idzie w zaparte! Dalej mówi o "pancernej brzozie" i o błędach pilotów!
    "Ani jednego słowa bym nie zmienił dzisiaj w raporcie"

    Sekcje to jest kwestia prokuratury. Komisje nigdy takimi
    rzeczami się nie zajmują. Przypomnę, że na miejscu w Moskwie był zarówno
    przedstawiciel polskiej prokuratury, jak i technicy kryminalistyczni
    z Polski. Decyzja o tym, czy ma zostać wykonana ekshumacja i ponowne
    badanie leży też tyko w gestii prokuratury— mówił w programie „Onet Rano” dr Maciej Lasek, były przewodniczący
    Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. W ten sposób
    odpowiedział na pytanie, czy nie jest mu wstyd za to, jak skandalicznie
    zostały potraktowane ciała ofiar katastrofy smoleńskiej,
    co wykazały ekshumacje.

    Wypadki lotnicze mają to do siebie, że niestety w wielu takich przypadkach dochodzi do bardzo dużej fragmentacji ciał ofiar


    dodał. Na tę skandaliczną wypowiedź zareagował redaktor Andrzej
    Stankiewicz - zaznaczył, że w ciałach ofiar znajdywano rękawiczki
    sekcyjne, sznurki, butelki, fiolki z substancjami. I że coś takiego
    trudno jest tłumaczyć.

    To jest rzecz, za którą powinni wstydzić się Rosjanie


    stwierdził dr Lasek. Po uwadze Andrzeja Stankiewicza, że zarówno jego
    Komisja jak i prokuratura przekonywały, że współpraca z Rosjanami ma się
    świetnie, co jak się okazało nie było zgodne z prawdą, wciąż
    się bronił:

    Sekcje zostały wykonane z błędami. (…) To nie zmienia przyczyn katastrofy.

    Gdybyśmy
    źle określili przyczynę tej katastrofy, powiedziałbym, przepraszamy.
    Dzisiaj mogę powiedzieć: przepraszam za brak profesjonalizmu
    strony rosyjskiej

    — dodał.

    Maciej Lasek zaatakował też prace podkomisji smoleńskiej pod kierunkiem Antoniego Macierewicza.

    Żadne
    dotychczasowe badania, które zostały przeprowadzone zgodnie z zasadami
    sztuki, nie potwierdzają tez pana posła Antoniego Macierewicza. (…)
    Odnoszę wrażenie, że pan Macierewicz dobiera wybuchy takiego rodzaju,
    żeby nie pozostawiały żadnych śladów. To jest clue jego teorii

    — mówił. I wciąż opowiadał, jak prawdziwa jest teoria o „pancernej brzozie”.

    Od momentu
    zderzenia z brzozą ten samolot nie był sprawny. Usterki o których mówił
    pan minister Macierewicz były w materiałach również opublikowanych
    przez podkomisje. To są sygnały, które docierały do komputera

    — stwierdził.

    Zderzenie
    z brzozą, z ziemią, było skutkami błędów, które zostały popełnione
    przez załogę. Ani jednego słowa bym nie zmienił dzisiaj w raporcie

    — zaznaczył.


    Podkomisja smoleńska zaprezentowała raport ws. 10/04. Macierewicz: Dopuszczono się wielu zaniedbań w badaniu katastrofy.…

    Fałszywe informacje przekazywane przez rosyjskich kontrolerów,
    ignorowanie raportu archeologów przez Donalda Tuska i eksplozja
    o straszliwej sile rażenia - to tylko niektóre fakty zaprezentowane
    w raporcie technicznym przedstawionym dziś przez podkomisję smoleńską.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    191. Oto niepodważalny dowód na

    Tomasz Ziemski, członek
    podkomisji MON ds. ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej pokazuje w
    programie TV Republika "10/04/2010 fakty" niepodważalny dowód.
    W programie są pokazane dowody - twarde, nie słowne, ale udokumentowane,
    policzone, sprawdzone empirycznie. Dowody, które skutkują tym, że cała
    komisja Millera i Laska powinna zostać okrzyknięta publicznie
    największym kłamstwem. A autorzy tych kłamstw, powinni za to zapłacić.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    192. Zobacz jak T. Ziemski z


    Cały materiał przygotowany przez redaktorów z TVN24 był zmanipulowany.
    Pokazaliśmy to w poprzednich odcinkach, na przykładach odłamków wbitych w
    pień drzewa, pokazaniu kierunku z którego miało skrzydło uderzyć w
    drzewo – powiedział Tomasz Ziemski, członek Podkomisji MON ds. Ponownego
    Zbadania Katastrofy Smoleńskiej, który był gościem red. Aleksandra
    Wierzejskiego w programie „10/04/2010 fakty” w Telewizji Republika.

    Co powiedział Tomasz Ziemski?

    Cały materiał przygotowany przez redaktorów z TVN24 był zmanipulowany.
    Pokazaliśmy to w poprzednich odcinkach, na przykładach odłamków wbitych
    w pień drzewa, pokazaniu kierunku z którego miało skrzydło uderzyć w
    drzewo.

    – Pierwszym elementem, które by napotkało skrzydło na swojej drodze, uderzając w pień drzewa, to byłby to element slotów.

    – Redaktorzy TVN24 określili, że ten
    fragment slotu, rozrywa się na trzy części. W rzeczywistości slot
    składał się również z poszycia płaszczyzny natarcia. Ten odłamek
    płaszczyzny natarcia został wyrwany od środka - czyli nie uległ
    zmiażdżeniu - tutaj się nic nie rozerwało. Ta część została wyrwana od
    środka konstrukcji na skutek dużego ciśnienia panującego w środku.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    193. Fitas-Dukaczewska odmówiła


    Fitas-Dukaczewska odmówiła składania zeznań w śledztwie dot. katastrofy smoleńskiej! Przesłuchanie zostało przerwane

    autor: YouTube/Rzeczpospolita
    Przesłuchanie tłumaczki Magdaleny Fitas-Dukaczewskiej jako
    świadka w śledztwie dotyczącym tzw. zdrady dyplomatycznej zostało
    przerwane, do czasu rozstrzygnięcia przez sąd postanowienia prokuratora
    o zwolnieniu świadka z tajemnicy - poinformowała w czwartek PAP
    Prokuratura Krajowa.


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    194. Obalał tezy o zamachu w

    Obalał tezy o zamachu w Smoleńsku, kolejnej opinii już nie napisze. Ekspert zrezygnował

    Płk
    pilot dr Antoni Milkiewicz jest światowej sławy ekspertem w dziedzinie
    badania przyczyn katastrof lotniczych. Kolejnej ekspertyzy dla
    prokuratury już jednak nie napisze. Zrezygnował sam tłumacząc się
    wiekiem i złym stanem zdrowia - informuje gazeta.pl.

    Jak ustaliła Gazeta.pl, w listopadzie 2018 r. prokuratura
    ponownie powołała Milkiewicza na biegłego. Zleciła wykonanie
    ekspertyzy w wątku pobocznym w śledztwie smoleńskim, w którym
    podejrzewani są dwaj pułkownicy z byłego 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa
    Transportowego. We flocie tego pułku latał rozbity w Smoleńsku Tu-154M.
    Wojskowi są ścigani z art. 231 § 1 Kodeksu karnego ("funkcjonariusz
    publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając
    obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego,
    podlega karze pozbawienia wolności do lat 3").

    To właśnie pod kierownictwem Milkiewicza ponad 20-osobowy zespół biegłych stworzył
    kompleksową ekspertyzę, która stwierdzała: 10 kwietnia w Smoleńsku
    doszło do wypadku, a nie zamachu na Tu-154M. Jest to zbieżne z
    ustaleniami komisji Millera.

    "Ekspertyza ta miała
    ogromną wagę dla śledztwa - zamówiła ją prokuratura wojskowa jeszcze w
    czasach rządów Platformy Obywatelskiej - w 2011 r. Spłynęła w 2015 r., a
    uzupełniano ją jeszcze w 2017 r. W międzyczasie PiS skasowało
    prokuraturę wojskową, a śledztwo smoleńskie przejęła Prokuratura Krajowa
    i Zespół Śledczy nr 1 - kieruje nim Marek Pasionek, zaufany człowiek
    Zbigniewa Ziobry. Opinia Milkiewicza była kłopotliwym spadkiem po
    poprzednikach" - pisze gazeta.pl.

    W ostatnich dniach 2018 r. Milkiewicz zwrócił się jednak do prokuratury z
    wnioskiem o zwolnienie go z obowiązku napisania kolejnej opinii. Do
    wniosku dołączył dokumentację lekarską. Śledczy ostatecznie zdecydowali o
    wyłączeniu go ze sprawy.

    Płk pilot dr Antoni Milkiewicz ma 87 lat.  Tuż po katastrofie był w Smoleńsku i wdrapywał się
    na drabinę, by z bliska obejrzeć brzozę.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    195. Lasek o rewelacjach tygodnika

    Lasek o rewelacjach tygodnika "Sieci": To zaraz, był trotyl, a nie bomba termobaryczna?

    To
    zaraz, był trotyl a nie bomba termobaryczna? Przecież podkomisja
    wydała duże środki, żeby to zbadać, dokonano wybuchu garażu - tak Maciej
    Lasek skomentował w TOK FM najnowsze doniesienia tygodnika "Sieci".


    Marek Pyza: To były materiały wybuchowe. W odpowiedzi Orlińskiemu

    Brytyjskie laboratorium wojskowe odkryło w próbkach pobranych
    z wraku tupolewa materiały wybuchowe – napisaliśmy z Marcinem Wikłą
    w tygodniku „Sieci”. To potwierdzenie badań, które kiedyś wykonano
    w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym Policji, a których wyniki
    zostały zmanipulowane. Na różne sposoby próbuje się dezawuować naszą
    publikację. Odpowiadam więc krytykom.

    Pominę polityków, którzy nie odnosząc się do treści artykułu próbują
    sprowadzać temat na tory polityczne. Do polityków zaliczam też Macieja
    Laska (dziś radnego POKO w mazowieckim sejmiku). Jak na polityka
    przystało, stwierdził on w WP:

    Nie zaskakują mnie
    szczególnie rewelacje tygodnika „Sieci”. Nie ma tam nic nowego. Jest
    mowa o produktach, które mogą służyć do produkcji środków wybuchowych,
    w tym trotylu, ale też np. farb czy past do butów.

    Tak, pastując moje czerwone glany, za każdym razem zastanawiam się, czy mi szczotka w ręku nie wybuchnie…

    A na poważnie,
    Lasek próbuje iść tą samą ścieżką, co Wojciech Orliński z „Gazety
    Wyborczej”, chemik z wykształcenia. Jego tekst będzie pewnie cytowany
    wśród naszych adwersarzy, więc na nim się skupię.

    Zafundował
    on swoim czytelnikom krótki wykład z chemii. Nawet interesujący
    i rzeczowy. Tyle że nijak ma się on do naszego artykułu.

    Orliński
    już w leadzie pisze, że „Sieci” wraca do tezy o zamachu w Smoleńsku.
    Nie przeczytał dokładnie naszego tekstu, bo wyraźnie podkreślamy w nim,
    że od znalezienia materiałów wybuchowych do wysnuwania wniosków
    o zamachu droga jeszcze daleka. Ale to niuans.

    Gorzej, że Orliński manipuluje zasadniczym fragmentem artykułu. Brzmi on:

    Angielscy
    eksperci przebadali kilkadziesiąt spośród ponad 200 próbek przekazanych
    przez Prokuraturę Krajową w maju 2017 r. Na zdecydowanej większości
    z nich znaleziono ślady substancji używanych do produkcji materiałów
    wybuchowych. Jak się dowiadujemy, chodzi o trotyl, ale też inne
    składowe. Prokuratura nie chce komentować tych rewelacji, jednak nasze
    ustalenia potwierdziliśmy u kilku źródeł.

    Orliński zaś pisze:

    Jako
    chemik z wykształcenia, czuję się wobec tych dwóch zdań bezradny.
    Znaczy, co to znaczy? – jak pytał kapitan Mamert Stankiewicz. Znaleziono
    ślady substancji używanych do produkcji trotylu – czy sam trotyl?
    I co w tym kontekście oznaczają „inne składowe”? Jakich „innych
    składowych” potrzebujemy do wyprodukowania materiału
    wybuchowego z trotylu?

    Napiszę więc jeszcze raz,
    najprościej jak się da. By i wybitny chemik Orliński i każdy laik – jak
    ja – zrozumieli. Znaleziono trotyl. Kropka. Znaleziono też inne
    substancje, w tym składowe materiałów wybuchowych. Weźmy ZA PRZYKŁAD
    taki heksogen (RDX). Czy możemy o nim powiedzieć, że jest materiałem
    wybuchowym? Tak. A czy możemy powiedzieć, że jest składową materiału
    wybuchowego? Możemy, jeśli mówimy np. o C4 czy semteksie. Podobnie rzecz
    ma się z pentrytem (PETN). Orliński doskonale o tym wie, bo sam
    na temat semtexu się wymądrza.

    Orliński broni też CLKP
    i metodologii zastosowanej przed laty w tym laboratorium, nam zarzucając
    ignorancję. Przy okazji zarzuca więc też ignorancję profesorom chemii
    Kamieńskiej-Treli i Szymańskiemu, a także ekspertom z laboratorium
    karabinierów w Rzymie, którzy podobnie jak polscy naukowcy robili
    wielkie oczy na sposób pracy CLKP w tej sprawie. Na czym polegała
    manipulacja policyjnej jednostki w 2013 r. najbardziej szczegółowo
    napisałem tu:

    Tego już nie da się wytłumaczyć! CLKP wpadło we własne sidła. Próbki ze Smoleńska muszą być zbadane jeszcze raz

    Ta publikacja
    to złapanie biegłych z CLKP za rękę. Ich przyznanie się do winy.
    Dlatego dziś możemy pytać: czy wreszcie za to odpowiedzą?

    I można
    uważać się za najlepszego chemika i najfajniejszego publicystę, a tej
    grandy nie da się obronić. Panie Wojtku, po prostu się nie da. Ale
    starania zawsze należy docenić ;)


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    196. Istny seans nienawiści.


    Istny
    seans nienawiści. „Wyborcza” pisze o „kłamstwie smoleńskim” i publikuje
    „Czarną księgę PiS”. Kurski: „Kłamców trzeba napiętnować”

    Zdjęcie ilustracyjne  / autor: fratria/GW
    W środę przypada 9. już rocznica katastrofy smoleńskiej. Jednak
    „Gazeta Wyborcza” nic nie robi sobie z tego, jak wielka była to tragedia
    i jak bardzo odcisnęła się chociażby na społeczeństwie polskim, nie
    wspominając już o rodzinach ofiar. Na dzień przed rocznicą redakcja
    z Czerskiej opublikowała ohydny dodatek, który zatytułowano „Czarna
    księga PiS Kłamstwo Smoleńskie”. „Wyborcza” już z okładki atakuje
    twierdzeniem, że PiS miał za sobą „cały aparat państwa”, szukał zamachu,
    a nie znalazł nic.

    Swój komentarz do „Czarnej księgi” napisał – a jakże – Jarosław
    Kurski, wicenaczelny „Wyborczej”. Już w pierwszym zdaniu oskarża PiS
    o to, że „latami dawał fałszywe świadectwa” i „utopił w błocie pomówień
    wybitnych urzędników i oddanych państwu lotniczych ekspertów” z komisji
    Laska i Millera.

    Na tym ten festiwal oszczerstw i pomówień się nie kończy.

    Mnożyliście
    oparte na fałszywych dowodach insynuacje o zmowie Tuska i Putina,
    jednym, dwóch i trzech wybuchach, trotylu… Mówiliście, że samolot
    rozpadł się w powietrzu, że wrak leżał gdzie indziej

    – wyliczał Kurski, po czym stwierdził, że nikt nie uderzył się w pierś i nie powiedział, że się mylił.

    Macie nieograniczone fundusze i pełnię władzy… I wciąż tylko jednego nie macie - „waszej prawdy”

    – kpił Kurski, dodając, że kłamstwo ma swoich ojców, których lista jest długa.

    Kurski
    dramatyzował, że kłamców trzeba napiętnować, bo zdewastowali życie
    publiczne, bo „cynicznie wykopali głęboki podział”, z czego
    społeczeństwo nie podniesie się przez pokolenie. Zdaniem Kurskiego
    wszystkiemu winni są Antoni Macierewicz i Jarosław Kaczyński.

    Dlatego,
    gdy tylko w swoim gronie znów będziecie wykręcać sens słów, gdy
    będziecie obchodzić kolejną rocznicę „zamachu smoleńskiego”, czcić
    „poległych” i sławić ich „męczeństwo” pamiętajcie, że ludzie wiedzą,
    iż ta rocznica to też rocznica wielkiego kłamstwa. Waszego kłamstwa

    – oświadczył Kurski.

    Redakcja
    z Czerskiej w prześmiewczy sposób przedstawia też podkomisję, która
    zajmuje się wyjaśnieniem katastrofy, tytułując ich „gwiazdami”. Zdaniem
    „GW” prace podkomisji były „pasmem kompromitacji i sprzeczności”, a dziś
    nawet nie wiadomo, kto w tej podkomisji zasiada.

    Padły zarzuty,
    że podkomisja została stworzona przez obejście przez PiS prawa,
    a zasiedli w niej „naukowcy i pasjonaci bez doświadczenia”. Nie zabrakło
    też oszczerstw w kierunku Wacława Berczyńskiego i zarzutów,
    że „wykończył caracale”.

    „Gazeta Wyborcza” przedstawiła również
    własną rozpiskę tego, jak doszło do tragedii. Możemy się dowiedzieć,
    że samolot zszedł za nisko. „GW” wylicza liczne błędy pilotów, m.in. to,
    że lecieli na autopilocie i nie mieli doświadczenia w lotach
    na lotniska, które nie obsługują tego systemu.

    Zdaniem „GW”
    na załogę wywierana była presja – co prawda nie ma co do tego pewności,
    ale są „mocne poszlaki”, że gen. Andrzej Błasik „był tuż za plecami
    załogi”. Redakcja z Czerskiej napisała też, że „wybuchu nie było”,
    bo nikt nie odnalazł dowodu na „zamach czy rozpad maszyny w powietrzu,
    która mogła wylądować na zapasowym lotnisku w Mińsku albo w Witebsku.

    A skoro
    już „Wyborcza” pisze o katastrofie smoleńskiej, to nie mogło zabraknąć
    wywiadu z redakcyjnym ekspertem – Maciejem Laskiem, który oświadczył,
    że raport przygotowany przez jego komisję to „jedyny oficjalny”
    dokument, o czym „doskonale wie sam Macierewicz”.

    Lasek
    powiedział również, że z jego informacji dotyczących ekshumacji wynika,
    że wszystkie ofiary miały „obrażenia typowe dla wypadków
    komunikacyjnych”, a prokuratura przeprowadziła ekshumacje, bo „szukała
    dowodów na wybuch”.

    Nie znalazła, ale ma teraz
    pełen materiał z sekcji zwłok, badanie żadnej z ofiar nie zostało
    pominięte, w związku z tym nie będzie można podważyć końcowych wniosków
    prokuratury – czyli, że nie było wybuchu, tylko splot zaniechań, błędów,
    zaniedbań w szkoleniu i nadzorze

    – wyliczał Lasek.

    Zarzucał podkomisji smoleńskiej, że to zbieranina amatorów, która myli się w zeznaniach”.

    „Wyborcza”
    nie zapomniała też o wątku ekshumacji, które określiła mianem
    „horroru”. Padł również zarzut w kierunku Antoniego Macierewicza,
    że rozpętał „nagonkę” na „ekspertów od Jerzego Millera”.

    Szkoda,
    że zarówno wicenaczelny, jak i cała redakcja z Czerskiej zapomniała
    dopisać, co o katastrofie smoleńskiej pisała sama „Wyborcza” i jak wiele
    bzdurnych i bezpodstawnych oskarżeń padało w kierunku właśnie
    Macierewicza i Jarosława Kaczyńskiego.

    wkt/”Gazeta Wyborcza”


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    197. Co za chamstwo! Sikorski po


    Co za chamstwo! Sikorski po raz kolejny atakuje pamięć ofiar katastrofy smoleńskiej i kpi z prac podkomisji Macierewicza

    Radosław Sikorski po raz kolejny w agresywny sposób atakuje
    pamięć ofiar katastrofy smoleńskiej i kpi z prac podkomisji smoleńskiej
    kierowanej przez Antoniego Macierewicza.

    Dziś
    kolejna miesięcznica niezwołania konferencji międzynarodowej,
    nieodzyskania wraku i niepojmania zamachowców ze Smoleńska. Ale
    za to Macierewicz został Marszałkiem Seniorem. Wieczna pamięć ofiarom
    i wieczna hańba smoleńskim hienom

    — napisał Radosław Sikorski na Twitterze.

    View image on Twitter

    Sikorski powinien milczeć w sprawie Smoleńska. Przecież to rząd,
    w którym on był, w pierwszych, najważniejszych tygodniach po katastrofie
    przekazał śledztwo stronie rosyjskiej.

    Przypomnijmy,
    że kierowane przez Sikorskiego ministerstwo spraw zagranicznych nie
    zrobiło nic, żeby wyjaśnić wątpliwości dotyczące katastrofy smoleńskiej.

    CZYTAJ WIĘCEJ: Sikorski przed sądem. Szokujące słowa byłego szefa MSZ nt. 10/04: „Nie była to wizyta państwowa, nie była oficjalna!”

    Rocznice katastrofy smoleńskiej wykorzystywał do atakowania Jarosława Kaczyńskiego.

    CZYTAJ RÓWNIEŻ: Pisze
    „Pamiętam”, ale jątrzy. Sikorski o obchodach rocznicy 10/04: „Wieczna
    hańba tym, którzy na kłamaniu o katastrofie smoleńskiej
    doszli do władzy”


    Żałosny happening! Przyszli przed pomnik śp. Lecha Kaczyńskiego z kartonowym czołgiem i transparentami "Gdzie jest wrak?"

    autor: Facebook JohnBoB & Sophie Art

    Lotna Brygada Opozycji postanowiła zorganizować skandaliczny
    happening w miesięcznicę katastrofy smoleńskiej. Przybyli na pl.
    Piłsudskiego z kartonowym czołgiem i napisami „Gdzie jest wrak?”. Czy
    według nich temat wielkiej polskiej tragedii to dobry temat do żartów?

    Skoro pl. Piłsudskiego to teraz teren wojskowy, myśleliśmy, że może jak przyjedziemy z czołgiem, to nas wpuszczą

    — powiedział w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Arkadiusz Szczurek, aktywista Lotnej Brygady Opozycji.



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    198. Są nowe zdjęcia wraku

    Są nowe zdjęcia wraku tupolewa. "Zwracają uwagę koślawe napisy żółtą farbą"

    Tygodnik
    "Sieci" opublikował we wtorek fotografie wraku tupolewa, który 10
    kwietnia 2010 roku rozbił się w Smoleńsku. To pierwsze od kilku lat
    zdjęcia tego, co zostało po rządowym samolocie - podaje tygodnik.

    Opozycja pyta, gdzie jest wrak. Otóż tam, gdzie go zostawiliście. ZOBACZ ZDJĘCIA



    W temacie katastrofy smoleńskiej widziałem już wiele. Niektóre
    dokumenty, fotografie, filmy na długo zostaje w pamięci. Niektóre
    szokują, niektóre dziwią, a jeszcze inne po prostu bolą. Tam jest tym
    razem, gdy widzę podrapane polskie godło na strzępie blachy, fragmencie
    poszycia tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku w 2010 roku.

    To materiał
    cenny i unikatowy, nie pokazywano wcześniej fotografii z wnętrza
    prowizorycznej szopy i hangaru, w których Rosjanie kryją to, co zostało
    z rządowej maszyny. Dotarliśmy wraz z Markiem Pyzą do tego materiału
    i publikujemy go w najnowszym numerze „Sieci”, by spróbować choć trochę
    opisać sposób, w jaki jest traktowana Polska własność. Bądźmy
    realistami, to jest część „smoleńskiego teatru Putina”, jak nazwaliśmy
    go kilka miesięcy temu. Niech nie zwiedzie państwa udawane trzymanie się
    procedur bezpieczeństwa i pozorowanie sterylności miejsca składowania
    odłamków. To wszystko pic.



    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    199. Czysta nienawiść! Czuchnowski


    Czysta nienawiść! Czuchnowski w "GW" atakuje PiS: Wielokrotnie deptali prawdę o 10/04. Drastycznie podzielili społeczeństwo


    zdjęcie ilustracyjne  / autor: fratria

    Gazeta Wyborcza” bez skrupułów
    wykorzystuje katastrofę smoleńską do tego, by zaatakować Prawo
    i Sprawiedliwość. Wojciech Czuchnowski, w tak ważnym dniu, który nie
    tylko jest dniem 10. rocznicy katastrofy, ale także Wielkim Piątkiem,
    nie mógł się powstrzymać od hejterskich ataków
    na Jarosława Kaczyńskiego.

    CZYTAJ TAKŻE:

    Czuchnowski i „zniweczone nadzieje”

    Czuchnowski
    napisał na łamach „Wyborczej”, że pierwsze dni po katastrofie
    smoleńskiej połączyły Polaków żałobą i troską o dalszy los, co dawało
    nadzieję na nowy początek. Zostało to jednak zniweczone. Zdaniem
    Czuchnowskiego za wszystko odpowiada Prawo i Sprawiedliwość.

    Smoleńsk
    stał się symbolem drastycznego podziału społeczeństwa i bezwzględnego
    dążenia do władzy partii Prawo i Sprawiedliwość. Na tej drodze,
    zakończonej jesienią 2015 roku zwycięstwem wyborczym PiS, wielokrotnie
    deptano prawdę, znieważano i zastraszano ludzi, którzy od początku
    badali tragedię z 10 kwietnia

    — stwierdził Czuchnowski.

    Hejt na prezesa PiS i Antoniego Macierewicza

    Na tym
    jednak Czuchnowski nie poprzestaje. Oskarżył prezesa PiS Jarosława
    Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza o kłamstwa i zniewagi.

    Nie
    ma takiego kłamstwa i takiej zniewagi, której Jarosław Kaczyński,
    Antoni Macierewicz i inni politycy PiS nie wypowiedzieliby przez
    te wszystkie lata. Słowa „zamach”, „zbrodnia” i „zdrada” odmieniane były
    przez wszystkie przypadki i padały tak często, aż zatraciły swoją wagę

    – dramatyzował Czuchnowski.

    Zdaniem
    redaktora z Czerskiej, PiS zamiast badać katastrofę smoleńską, do czego
    miał wszystkie narzędzia, „zaczął od zemsty”, czyli wycofania raportu
    o katastrofie ogłoszonego w 2011 roku przez komisję Millera. Zdaniem
    Czuchnowskiego stało się to dlatego, że dokument „jasno pokazał,
    że to była straszna tragedia, ale jednak zwykły wypadek lotniczy,
    na który złożyło się mnóstwo zaniedbań i lekceważenie podstawowych
    zasad bezpieczeństwa”.

    Zawziętość” i „prześladowania”

    Czuchnowski
    stwierdził także, że PiS przeprowadziło „czystkę” w wojski u w służbach
    specjalnych, „prześladował” biegłych i prokuratorów wojskowych.

    W swojej
    zawziętości PiS nie cofnął się nawet przed walką z rodzinami ofiar.
    Wbrew ich woli (…) przeprowadzono ekshumację szczątków. Groby otoczone
    przez żandarmerię, płaczący bezsilnie bliscy, wykopywanie trumien przed
    świtem to jedne z najbardziej dramatycznych obrazów tych lat. (…)
    Barbarzyński proceder został doprowadzony do końca

    — gorączkował się Czuchnowski.

    Kpiny z komisji podsmoleńskiej

    Czuchnowski
    nie mógł darować sobie drwin z działań komisji podsmoleńskiej
    kierowanej przez Antoniego Macierewicza. Przekonywał, że „brnęła
    z jednej kompromitacji w drugą”, a pracujących w niej ekspertów nazwał
    „szarlatanami”, którzy „wysadzali w powietrze szopy”.

    Wszystko
    na nic, zamachu nie udało się udowodnić. Dziś PiS najchętniej
    zapomniałby o Macierewiczu, swoich kłamstwach i zapowiedziach Jarosława
    Kaczyńskiego, że „jesteśmy już blisko prawdy”

    – kpił redaktor „GW”.

    Kalendarium Czuchnowskiego

    Dziennikarz
    zamieścił też „kalendarium”, które ma rzekomo pokazać, jak „zaczęło się
    kłamstwo”. Jako początek zapisano datę 4 lipca 2010 roku, kiedy
    Jarosław Kaczyński przegrał II turę wyborów prezydenckich
    z Bronisławem Komorowskim.

    Kolejne daty dotyczą powstania
    zespołu parlamentarnego z Antonim Macierewiczem na czele, ogłoszenia
    „białej księgi” katastrofy, raportu komisji Millera, czy pierwszej
    konferencji smoleńskiej.

    Mimo, że od katastrofy smoleńskiej
    minęło 10 lat, narracja „Gazety Wyborczej” nic się nie zmieniła, a 10.
    rocznica stała się kolejną okazją do medialnych ataków, desperackich
    i opętanych napaści.

    wkt/”Gazeta Wyborcza”

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    200. Nie ma wstydu! Lasek domaga


    Nie ma wstydu! Lasek domaga się likwidacji podkomisji smoleńskiej: "Ponury rozdział polskiej polityk". Atakuje też Macierewicza


    autor: PAP/Radek Pietruszka

    W czwartek po południu odbywa się zwołane na wniosek posłów Koalicji
    Obywatelskiej posiedzenie sejmowej komisji obrony narodowej poświęcone
    działalności rządowej podkomisji ds. ponownego zbadania przyczyn
    katastrofy smoleńskiej, którą kieruje były szef MON Antoni Macierewicz.
    W obradach komisji uczestniczą m.in. Macierewicz, jego zastępca
    w podkomisji Zdzisław Binienda oraz wiceminister obrony narodowej
    Wojciech Skurkiewicz.

    Wniosek o zwołanie posiedzenia komisji
    uzasadniał poseł KO Maciej Lasek, który w latach 2010-2011 wchodził
    w skład Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego,
    utworzonej do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

    Lasek atakuje Macierewicza

    Lasek zarzucał brak kompetencji członkom podkomisji oraz krytykował podjęte przez nich działania.

    Za kilka
    dni mijają 54 miesiące odkąd były minister obrony narodowej, pan poseł
    Antoni Macierewicz, kierowany obsesją spisków i zamachów, powołał
    podkomisję smoleńską - ciało, któremu powierzył badanie zbadanego
    wypadku i udowodnienie, wbrew faktom, z góry założonej tezy. Przypomnę,
    że żeby to zrobić, pan Antoni Macierewicz musiał zatrudnić w podkomisji
    amatorów bez doświadczenia w badaniu wypadków lotniczych, bo prawdziwi
    specjaliści, których próbował zwerbować, mimo stosowania wobec nich
    różnych form nacisku, odmówili w niej udziału

    — powiedział poseł KO.

    Jak
    dodał, „z braku specjalistów” były szef MON powierzył kierowanie
    zespołem technicznym podkomisji „specjaliście od wytrzymałości
    konstrukcji betonowych, a zespołem pilotażowym - architektowi”.

    Czego
    dowiedzieliśmy się przez minione 54 miesiące? Niczego nowego jeśli
    chodzi o przyczyny katastrofy. Przez ponad cztery lata podkomisja nie
    pojechała dalej niż do Mińska Mazowieckiego, zobaczyć jak
    wygląda Tupolew

    — ironizował Lasek. Wytknął przy
    tym członkom podkomisji, że ani razu nie wybrali się do Smoleńska, gdzie
    znajduje się wrak Tu-154M, czy do Moskwy, gdzie mogliby zrobić własne
    kopie zapisów z rejestratorów polskiego rządowego samolotu.

    Lasek zarzucił Macierewiczowi, że od lat świadomie wprowadza opinię publiczną w błąd.

    Podkomisja
    nie przedstawiła nowych dowodów na inny przebieg wypadków, podjęte
    przez nią czynności nie przybliżają jej do tego celu, ale za to drogo
    kosztują. Ile - nie wiadomo, bo od dłuższego czasu informacje
    te są ukrywane przed opinią publiczną i parlamentarzystami (…) Brak
    efektów i niezrealizowanie celu postawionego w uzasadnieniu o wznowieniu
    zadania - to wizytówka nie tylko podkomisji, ale również i resortu
    obrony, w strukturach którego ta podkomisja działa

    — ocenił Lasek.

    Zaapelował
    do obecnych na posiedzeniu członków rządu, by podjęli decyzję
    o zakończeniu działania podkomisji, dla - jak powiedział - dobra państwa
    i szacunku dla ofiar katastrofy smoleńskiej.


    Macierewicz odpowiada na ataki Laska: To człowiek, który fałszował materiał dowodowy, który oszukiwał społeczeństwo

    autor: PAP/Radek Pietruszka

    Można się spierać, ale nikt nie ma prawa obrażania innych -
    stwierdził wiceszef MON Wojciech Skurkiewicz po wystąpieniu Macieja
    Laska (KO) na posiedzeniu komisji obrony. Szef podkomisji smoleńskiej
    Antoni Macierewicz zarzucił Laskowi fałszowanie materiału dowodowego
    i oszukiwanie narodu.

    CZYTAJ WIĘCEJ: Nie ma wstydu! Lasek domaga się likwidacji podkomisji smoleńskiej: „Ponury rozdział polskiej polityk”. Atakuje też Macierewicza

    W czwartek
    sejmowa komisja obrony narodowej zebrała się na wniosek posłów Koalicji
    Obywatelskiej, by omówić działalność rządowej podkomisji ds. ponownego
    zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, którą kieruje były szef MON
    Antoni Macierewicz.

    W imieniu wnioskodawców głos zabrał Maciej
    Lasek (w latach 2010-2011 wchodził w skład Komisji Badania Wypadków
    Lotniczych Lotnictwa Państwowego, utworzonej do zbadania przyczyn
    katastrofy smoleńskiej), który zarzucił podkomisji smoleńskiej brak
    kompetencji, odpowiednich działań, a w konsekwencji efektów ponad
    czterech lat pracy. Zaapelował też do rządu o likwidację podkomisji,
    której okres pracy określił jako „ponury rozdział polskiej polityki”.

    Skurkiewicz odpowiada Laskowi

    Po wystąpieniu
    posła KO wiceminister obrony narodowej Wojciech Skurkiewicz zwrócił
    uwagę, że na posiedzeniach komisji można się spierać, ale „nikt nie dał
    prawa obrażania innych”. Zwracając się do Laska wiceszef MON powiedział:
    „pan gardzi tymi osobami, które pracują w komisji, i które chcą
    dojść do prawdy”.

    Ponadto Skurkiewicz stwierdził, że wbrew temu,
    co mówił poseł KO, podkomisja „jest organem, ciałem zupełnie
    niezależnym” i została powołana na mocy ustawy z 2002 roku o prawie
    lotniczym oraz rozporządzenia ministra obrony narodowej z 2012 roku, gdy
    PiS „nie sprawowało rządów”. Skurkiewicz zaznaczył, że podkomisja
    ta jest „podmiotem samodzielnym, który jest uprawniony i upoważniony
    do realizacji określonych zadań”, a więc jest niezależna także
    od kierownictwa resortu obrony, czy jakichkolwiek
    czynników politycznych.

    B. szef MON: Lasek fałszował dowody

    Antoni Macierewicz nazwał wystąpienie Laska „niebywałym”.

    W tradycji
    polskiej jest ono niebywałe, ale w tradycji sowieckiej jest naturalne,
    jest powszechne, jest codzienne, jest sposobem klasycznym działania

    —dodał.
    W tym kontekście Macierewicz stwierdził, że szefowa rosyjskiej komisji
    MAK Tatiana Anodina, gdy przedstawiała - jak mówił - „fałszywe
    sprawozdanie swojego raportu, oskarżające Polskę i oskarżający Polskę
    i oskarżające pana generała (Andrzeja) Błasika (dowódcę Sił Powietrznych
    - PAP) o to, że był pod wpływem alkoholu i doprowadził do tej tragedii.

    Tę tradycję
    przejął pan Maciej Lasek, przejął także raport pana (Jerzego) Millera
    (b. szefa MSWiA i przewodniczący Komisji Badania Wypadków Lotniczych
    Lotnictwa Państwowego badającej w. 2010-2011 przyczyny katastrofy
    smoleńskiej) dlatego, bo te tezy zostały tam powtórzone

    —powiedział Macierewicz.

    Były szef MON stwierdził, że dorobek Laska jest „szczególny”.

    Bowiem
    Platforma Obywatelska i opozycja jak rozumiem, podjęła decyzję, żeby
    reprezentował ją człowiek, który fałszował materiał dowodowy, który
    oszukiwał naród polski, oszukiwał społeczeństwo, który za wszelką cenę
    wykreślał słowo wybuch, zamieniając je tak, żeby Polska opinia publiczna
    nie wiedziała o tym, że eksperci amerykańscy, którzy zostali zaproszeni
    do tej współpracy, którzy przekazali ekspertyzę, właśnie prokuraturze
    i komisji, z którą współpracował pan Lasek, stwierdzili jednoznacznie,
    że doszło do eksplozji

    —powiedział Macierewicz.

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    201. PK obnaża manipulacje "GW"


    PK obnaża manipulacje "GW" ws. śledztwa smoleńskiego. "Biegli zagraniczni kwalifikowali próbki do dalszych badań"


    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    202. Nawołuje do linczu? Kublik do


    Nawołuje do linczu? Kublik do opozycji: "Trzeba usunąć z polityki Jarosława Kaczyńskiego"; "Bądźcie szybcy, atakujcie znienacka"

    Jarosław Kaczyński / autor: Fratria/wyborcza.pl

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    203. Kublik poucza rząd o...


    Kublik
    poucza rząd o... miłosierdziu! Cytuje Ewangelię, JP II i grzmi:
    Kaczyński chce, by nikt nie widział barbarzyństwa władzy na granicy

    Zdjęcie ilustracyjne  / autor: fratria

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

     

    avatar użytkownika Maryla

    204. TVN24 manipuluje? Jest


    TVN24 manipuluje? Jest oświadczenie PK ws. Smoleńska: „Nieprawdą jest, jakoby wykluczono którąś z przyczyn katastrofy”

    Prokuratura Krajowa rozbija argumenty TVN24 o rzekomym braku
    śladów eksplozji na ciałach ofiar katastrofy smoleńskiej. Więcej,
    w przesłanym naszej redakcji oświadczeniu, powołuje się wprost na pełne
    opinie, które posiada, a w których nie wyklucza się hipotezy
    o gwałtownej eksplozji na pokładzie TU 154. Czy stancja TVN24
    manipulowała wykorzystując tylko część opinii biegłych? Te, już
    we wrześniu, ocenione zostały, jako „niepełne”.

    CZYTAJ TAKŻE:
    Zamach z 10/04. TVN24 i KO próbują uderzać. Kierwiński: „To koniec
    kłamstwa smoleńskiego”. Mocna i rzeczowa odpowiedź Macierewicza!

    Śledczy
    oświadczają, że w nawiązaniu do informacji medialnych Prokuratura
    Krajowa oświadcza, że nieprawdą jest, jakoby w postępowaniu w sprawie
    tragedii w Smoleńsku wykluczono którąś z rozważanych przyczyn
    katastrofy. W śledztwie smoleńskim nadal weryfikowane są wszystkie
    przyjęte wersje zdarzenia.

    Decyzje
    procesowe w tej sprawie prokuratorzy będą podejmować na podstawie
    ekspertyzy Międzynarodowego Zespołu Biegłych do Wydania Opinii
    Kompleksowej, który wykorzystuje w swojej pracy opinie kilku zespołów
    eksperckich odpowiedzialnych za poszczególne dziedziny wiedzy.
    Międzynarodowy Zespół Biegłych ds. Medycyny Sądowej, na którego opinię
    powołują się media, jest tylko jednym z nich

    – czytamy w komunikacie Prokuratury Krajowej przesłanym portalowi wPolityce.pl.

    Dziennikarze
    odwołują się do wyrwanych z kontekstu fragmentów postanowienia
    prokuratora, podczas gdy konkluzja opinii Zespołu brzmi: „W oparciu jedynie o dostępne dane medyczno-sądowe nie ma możliwości dokonania ustaleń o charakterze rekonstrukcyjnym”,co oznacza, że nie można odtworzyć przyczyn i przebiegu katastrofy

    – informuje PK.

    Ten ostatni zespół przedstawił opinię we wrześniu tego roku. W niektórych
    elementach uznano ją za niejasną i niepełną, m.in. w kontekście
    wniosków przedstawianych we wcześniejszych opiniach cząstkowych. Biegli
    w kilku przypadkach nie wykluczyli hipotezy o gwałtownym wyzwoleniu
    energii o charakterze eksplozji

    – podkreśla PK.

    W tej sytuacji prokurator zwrócił się do biegłych o ustosunkowanie się do tych wniosków

    – informuje PK.

    Prokuratura
    Krajowa podkreśla, że do wydania pełnej opinii przez Międzynarodowy
    Zespół Biegłych do Wydania Opinii Kompleksowej w kwestii przyczyn
    katastrofy (w tym ewentualnego wybuchu) konieczne będzie m.in.
    zakończenie analiz wszystkich opinii fizykochemicznych,
    mechanoskopijnych, jak i wspomnianych medyczno-sądowych.

    Do tej
    pory prokuratora nie otrzymała jeszcze wszystkich opinii z zakresu
    badań fizykochemicznych zamówionych w renomowanych zagranicznych
    ośrodkach naukowych. Przed zakończeniem tych prac wszelkie przesądzające
    informowanie o przyczynach katastrofy będzie nieuprawnioną spekulacją

    – informuje Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.


    Oburzające słowa! Komorowski w TVN24: Mam nadzieję, że ostatecznie zostanie przetrącony kręgosłup temu kłamstwu smoleńskiemu

    Maryla

    ------------------------------------------------------

    Stowarzyszenie Blogmedia24.pl