Wspomnienie...

avatar użytkownika intix

.

 

Było TO…

Trzydzieści cztery lata temu…

Szesnastego października…

Nad Kaplicą Sykstyńską

Biały dym obwieścił Światu, że…

 

O godzinie szesnastej szesnaście…

Ogłoszono

„Habemus Papam”…

I pojawił się w  papieskim oknie

Karol Józef Wojtyła,

Który przyszedł na świat

Na Ziemi Polskiej

W Wadowicach…

 

I rozpoczęła się… dla Kościoła Chrystusowego…

Dla losów świata całego…

Szczęśliwa „Nowa Era”…

- Okres Służby Panu Bogu

I ludziom całego świata

- Papieża Polaka - Jana Pawła II…

 

Wiele… na ten temat zostało już powiedziane…

Ta szczęśliwa chwila

Do dziś… z wielką radością i wzruszeniem

Nie tylko przez Polaków jest wspominana…

W całym wierzącym świecie

Płyną modły dziękczynne do Pana Boga Naszego,

Który jest w Niebie…

Za to, że Takiego Pasterza

Było nam dane mieć na Ziemi…

 

 

***

 

***

 

 

W dniu dzisiejszym

W tym Wspomnieniu…

W kolejną Rocznicę Tego

Sprzed 34 lat Wydarzenia…

Pragnę wspomnieć Innego

Wielkiego Polaka

Będącego bardzo blisko Kard. Karola Wojtyły

- Późniejszego Papieża,

 Który przybył do Watykanu

… z dalekiego kraju…

 

 

Chcieli Ich poróżnić…

Nie zdołali…

Mimo wysiłków…

Mimo wiele Zła, którego m.in. w tym celu dokonali…

Chcieli Ich rozdzielić…

Nie zdołali…

Ponieważ Ci Dwaj…

Wiecy Synowie Polskiej Ziemi

Panu Bogu… Matce Bożej…

I Ukochanej Matce-Ojczyźnie wierności dochowali…

Połączyła Ich Wielka Przyjaźń…

Połączyła Ich… Miłość…

Ta Najczystsza… do Pana Boga…

Do Matki Przenajświętszej…

Szli osobno

Lecz połączeni…

Szli TĄ SAMĄ DROGĄ…

Łączyła Ich… Troska…

O losy Ojczyzny… o losy Kościoła…

Łączyła Ich…

Miłość, której na Imię

Polska…

 

Oni Obaj…

Wielcy Synowie Ziemi Polskiej…

Testament pozostawiony

Przez wcześniejszego Wielkiego Prymasa Polski

Kard. Augusta Hlonda

Wypełniali…

Służąc Panu Bogu i Ojczyźnie…

Panu Bogu i Matce Bożej…  zawierzali…

 

Módlmy się…

O Kanonizację Bł.Jana Pawła II…

Módlmy się…

O Beatyfikacje Wielkich Prymasów Polski…

Kard. Hlonda, Kard. Wyszyńskiego…

Módlmy się też…

Abyśmy my wypełnili

Testament,

Który nam zostawili…

 

 

***

W tym wspomnieniu…

Zapraszam do obejrzenia filmu:

„Jan Paweł II i Prymas Stefan Kardynał Wyszyński”

***

 

***

 

Zapraszam też do:

 

Człowiek z dalekiego kraju...

W 92 Rocznicę Urodzin... Polaka Wielkiego...

 

 

20 komentarzy

avatar użytkownika Maryla

2. @intix

módlmy się i prośmy Archanioła Michała o obronę przed złym, który zalęgł się w Polsce .

"Prokuratura Rejonowa w Płocku postanowiła umorzyć dochodzenie w sprawie wulgarnego obrażania Jana Pawła II. W uzasadnieniu umorzenia prokurator niezgodnie ze stanem faktycznym stwierdził, że osoba Jana Pawła II „nie jest przedmiotem czci religijnej”! Przypomnijmy, że chodzi o profil na portalu Facebook, który sugerował, jakoby polski papież Jan Paweł II był pedofilem i pozwalał na pedofilię w Kościele. Sprawa trwa już siedem miesięcy. W maju tego roku senator Marek Martynowski złożył do prokuratury w Płocku zawiadomienie o obrazie uczuć religijnych. Prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia. Senator PiS-u odwołał się do sądu, który nakazał płockim prokuratorom ponowne zajęcie się sprawą, o czym w sierpniu informowała „Codzienna”. Policja 2 października ponownie wszczęła dochodzenie w sprawie. Dzień później sprawę umorzyła prokuratura. W postanowieniu o umorzeniu śledztwa prokurator Jarosław Zdziarski stwierdził, że „czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego”. – Podtrzymuję swoje stanowisko. Jan Paweł II nie jest przedmiotem czci religijnej. Senatorowi przysługuje odwołanie od mojej decyzji – mówi „Codziennej” prokurator Jarosław Zdziarski. – Błogosławiony Jan Paweł II jest przedmiotem kultu. Atakowanie zmarłego papieża to atakowanie Kościoła – mówi nam oburzony stanowiskiem prokuratora ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Po licznych interwencjach m.in. „Gazety Polskiej Codziennie” strona obrażająca Jana Pawła II została zablokowana. – W związku z tym, że strona już nie funkcjonuje, nie będę po raz kolejny odwoływał się do sądu – twierdzi senator Martynowski."

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Pelargonia

3. Z dalekiego kraju

Z dalekich stron przybył człowiek,
w jego oczach falujące łany zbóż.
Choć w sercu nosił Oświęcimia wiatr,
to pisał wiersze o miłości,
miłości, co rodzi się w ludzkich sercach
do każdego człowieka.
Z dalekich stron przybył człowiek,
ściskał ból i książkę w dłoni.
Ktoś strzelił i ja tego dnia płakałem,
Lecz cały świat przy nim trwał:
tego dnia świat odnalazł swe serce,
… prawda nie umiera.
Człowiek podróżnik w biel odziany
tysiące mil przemierza a nigdy niestrudzony,
Lecz w jego oczach głęboki ból :
patrzy na różne drogi świata,
ludzi i wojnę, która zmienia ich serca
i prawdę, która umiera.
Idź, dobry, wielki człowieku.
Idź i mów o wolności.
Idź tam, gdzie wojna, głód i nędza
zabiły także ludzką godność.
Idź i przypominaj mojemu sercu,
że Kain to przecież ja.
Ze wschodu nadciągnął pierwszy podmuch wolności,
Świat się zatrzymał.... coś się zmienia,
Ludzie krzyknęli: my chcemy Boga,
bo wolność Jego darem jest.
Otwórz ramiona i dodawaj swym dzieciom odwagi
by stawali się braćmi.
Idź, dobry wielki człowieku, idź.
Idź i mów o wolności.
Idź tam, gdzie ludzkość ma za siostrę
wyłącznie trąd i roje much na ustach.
Idź i przypominaj mojemu sercu,
że Kain to przecież ja.

Pozdrawiam serdecznie

"Ogół nie umie powiedzieć, czego chce, ale wie, czego nie chce" Henryk Sienkiewicz

avatar użytkownika intix

4. @Maryla

Witam.
Przepraszam bardzo, że się powtarzam... ale wcześniejsza moja wypowiedź wydaje się być wciąż aktualną... co jest bardzo przykre...
Pozwolę sobie ją przytoczyć, tym bardziej, że wyraziłam tę myśl po zaaresztowaniu w Bydgoszczy wizerunku Jana Pawła II trzymającego Krzyż... z Chrystusem Ukrzyżowanym...


"...ONI bali się Jana Pawła II kiedy żył... Jego wielkiej Miłości, którą niósł do ludzi, charyzmy...  Jego przesłań... Jego walki o Człowieka, o Kościół... wszystkiego...


"...Karol Wojtyła nie bał się stawić czoła wyzwaniom kłamstwa marksistowskiego, jakie szerzono odgórnie, administracyjnie, pod przymusem (...)
Tego wymiaru życia bł.Jana Pawła II zapomnieć nie można... ten wymiar muszą odzyskać współczesnw Elity, bo nie ma drogi na skróty..."
(prof. Piotr Jaroszyński)
Zainteresowanych całą wypowiedzią (zachęcam) zapraszam do
"Wojtyła - myśliciel"  http://blogmedia24.pl/node/57350#comment-233297

Bali  się Go za życia... boją się Jego nadal... 
Dla NICH... nasza Pamięć o Janie Pawle II i wszystkim z Nim związanym... najlepiej gdyby umarła... tak jak Pamięć o Smoleńsku i o całej prawdziwej Historii...
Pamięć o Janie Pawle II szczególnie, bo łączy się w sposób nierozerwalny z naszą Wiarą...z Kościołem... z Tym z czym walczą, Co usiłują zabić...
***
módlmy się i prośmy Archanioła Michała o obronę przed złym, który zalęgł się w Polsce ...

Módlmy się...
Modlitwa Leona XIII do św. Michała Archanioła

Święty Michale Archaniele broń nas w walce.
Przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną.
Niech go Bóg pogromi, pokornie prosimy.
A Ty, Książe wojska niebieskiego, szatana i inne duchy złe,
które na zgubę dusz krążą po świecie,
mocą Bożą strąć do piekła.
Amen.
Egzorcyzmy proste...

***
Dziękuję...
Serdecznie Pozdrawiam


avatar użytkownika intix

5. Pelargonia

Witaj.
Pelargonio Droga... Dziękuję Ci...
Piękna, wzruszająca  jest TA pieśń...
Pozwolę sobie zwrócić uwagę na słowa, które się powtarzają:
...Idź i przypominaj mojemu sercu,
że Kain to przecież ja.

i wrócę do Homilii Jana Pawła II - Człowieka Serca Czystego...
w której prosił nas, abyśmy dążyli też do >>> TEGO...

***
Lednica 2000 - Jan Paweł II - Wypłyń Na Głębię



http://youtu.be/sJpTcUqYTQM

***
Pozdrawiam Cię serdecznie...
 

avatar użytkownika intix

7. KAROL WOJTYŁA ...

...Zanim... został papieżem napisał jeszcze jeden długi wiersz.
Pisał go tuż przed konklawe, między 30 września a 2 października 1978 r., i zatytułował "Stanisław".

 KAROL WOJTYŁA - "Stanisław"

avatar użytkownika intix

8. Nowenna Pompejańska za Ojczyznę

To już dziesiąta edycja Nowenny Pompejańskiej za Polskę, która rozpocznie się dziś w liturgiczne wspomnienie bł. Jana Pawła II.

"Sercom Jezusa i Maryi wynagradzamy za grzechy Polski" - to tegoroczny temat.


Najbliższa odsłona Nowenny Pompejańskiej za Ojczyznę zakończy się 14 grudnia, w liturgiczne wspomnienie św. Jana od Krzyża. Zamierzeniem Nowenny jest wykorzystanie aspektu wytrwałości w modlitwie, aby otrzymać to, co potrzebujemy.


“Za każdym razem, gdy chcesz uzyskać ode mnie jakąś łaskę, odpraw na cześć moją trzy nowenny błagalne, odmawiając 15 tajemnic mojego Różańca, a potem odpraw trzy nowenny dziękczynne” – to słowa, które Matka Boża skierowała w Pompejach do nieuleczalnie chorej – z punktu widzenia medycyny – Fortunatyny Agrelli. Dziewczyna posłuchała wskazań i została cudownie uzdrowiona. Taki był początek Nowenny Pompejańskiej.


Aby odprawić Nowennę Pompejańską, najpierw zaznaczamy w kalendarzu dzień, w którym rozpoczynamy Nowennę.
Każdego dnia, przez 54 dni odmawiamy dawne trzy części Różańca Świętego, jeśli ktoś chce, może odmawiać cztery jego części.
Przez pierwszych 27 dni odmawiamy tak zwaną część błagalną Nowenny Pompejańskiej. Przez pozostałe 27 dni odmawiamy część dziękczynną Nowenny.


Nowenna Pompejańska jest poważną i dynamiczną formą modlitwy różańcowej, o jej skuteczności wypowiadał się już Papież Leon XIII w 1890 roku.
MM
(Nasz Dziennik)

***
Kolejny poniedziałek... Tajemnice Radosne

***
...Jan Paweł II na temat Różańca Świętego:
...„Oto lekarstwo na nieszczęścia, na zło, i módlcie się, i nie pytajcie o nic innego. Zaufajcie Matce Bożej.
Musimy przy­gotować się w niedługim czasie do przetrzymania wielkich rzeczy, które będą od nas wymagać gotowości, nawet utra­ty życia i oddania całego siebie Chrystusowi i dla Chrystusa.
Przez wasze i moje modlitwy możliwe jest złagodzenie tej próby, ale nie jest możliwe odwrócenie jej, gdyż w ten tylko sposób Kościół być może zostanie zbawiony. Ile razy odno­wa Kościoła kąpała się we krwi? Tym razem też nie będzie inaczej.
Musimy być silni i przygotowani, aby stawić czoło zbliżającym się próbom. Musimy zaufać Chrystusowi i Jego Najświętszej Matce i być gorliwymi w odmawianiu Różańca, bardzo gorliwymi...".

avatar użytkownika Michał St. de Zieleśkiewicz

9. Do Pani Intix,

Szanowna Pani Joanno,

Pamiętamy i pamiętać będziemy

Ukłony

Michał Stanisław de Zieleśkiewicz

avatar użytkownika intix

10. Módlmy się za Dusze...

Wszystkich Naszych Wielkich Pasterzy...
Módlmy się za Dusze zmarłych,
Bądź wymordowanych Polskich Księży...
Wymordowanych przez Niemców, przez Rosjan, przez komunistyczny REŻIM...

+Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo... Chwała Ojcu...
Wieczne odpoczywanie racz im dać, Panie... a światłość wiekuista niechaj im świeci na wieki wieków. Amen.

avatar użytkownika intix

11. Szanowny Panie Michale

Pięknie dziękuję...
Tak,  Panie Michale...

Pamiętamy i pamiętać będziemy

Wspominać... a także modlić się... o co bardzo prosił nas bł. Jan Paweł II... i wszyscy nasi Wielcy Pasterze... też będziemy...
Przepraszam, że nie odpowiedziałam Panu wcześniej... Pan już chyba wie, że teraz już tak będzie... to nie jest absolutnie dowód lekceważenia, proszę o wybaczenie i zrozumienie...
Wczoraj do tego wpisu wróciłam i tylko za Dusze Naszych Pasterzy... Księży... się pomodliłam...
Dzisiaj... w Dzień Zaduszny... kolejne,   Jana Pawła II wspomnienie...
O tym co nam przekazał... o konieczności oczyszczenia...

Módlmy się Wszyscy za Dusze Tych, którzy przeszli już na Tamtą Stronę...
Módlmy się każdego dnia... dzisiaj szczególnie... w Dzień Zaduszny...
***
Serdecznie Pozdrawiam...


avatar użytkownika intix

12. Wspomnienie w Dzień Zaduszny... Jan Paweł II o Czyśćcu

Jan Paweł II, "Czyściec - niezbędne oczyszczenie przed spotkaniem z Bogiem"


(Audiencja generalna 4 sierpnia 1999 r.)


1. Jak stwierdziliśmy w poprzednich dwóch katechezach, człowiek w zależności od tego, czy w ostateczności opowiada się za Bogiem czy przeciw Bogu, staje przed jedną z alternatyw: albo żyje z Panem w szczęściu wiecznym, albo też pozostaje z dala od Jego obecności.


Ci, którzy otwierają się na Boga, ale w sposób niedoskonały, na drodze do pełni szczęścia muszą przejść przez oczyszczenie, które wiara Kościoła opisuje w nauce o "czyśćcu" (por. KKK, 1030-1032).


2. W Piśmie Świętym możemy znaleźć stwierdzenia, które pomagają zrozumieć sens tej nauki, nie wyłożonej jednak w sposób formalny. Wyrażają one przekonanie, że nie można zbliżyć się do Boga, zanim nie przejdzie się przez swego rodzaju oczyszczenie.


Zgodnie z religijnym prawodawstwem Starego Testamentu, to co jest przeznaczone dla Boga, powinno być doskonałe. Z tego też względu wymaga się również fizycznej nieskazitelności dla tych rzeczywistości, które mają kontakt z Bogiem zarówno w wymiarze ofiarniczym, jak na przykład zwierzęta ofiarne (por. Kpł 22, 22), jak i instytucjonalnym, jak w wypadku kapłanów sprawujących kult (por. Kpł 21, 17-23). Oprócz nieskazitelności fizycznej pojedyncze osoby oraz całe zgromadzenie muszą całkowicie oddać się Bogu przymierza (por. 1 Krl 8, 61), zgodnie z doniosłym nauczaniem Księgi Powtórzonego Prawa (por. 6, 5).

Trzeba miłować Boga z całej duszy, czystym sercem i potwierdzać to uczynkami
(Pwt 10, 12 n.).


Nieskazitelność wymagana jest tak samo po śmierci, by wejść w doskonałą i ostateczną komunię z Bogiem.

Ten kto tej nieskazitelności nie osiągnął, musi przejść przez oczyszczenie.
Sugeruje to tekst św. Pawła. Mówiąc o wartości dzieła każdego człowieka, które ujawni się w dniu sądu, Apostoł stwierdza: "Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie (którym jest Chrystus) przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień" (1 Kor 3, 14-15).


3. Aby osiągnąć stan doskonałej nieskazitelności, potrzebne jest czasem wstawiennictwo lub pośrednictwo jakiejś osoby. Na przykład Mojżesz uzyskuje przebaczenie dla ludu dzięki modlitwie, w której odwołuje się do zbawczego dzieła dokonanego przez Boga w przeszłości i prosi Go o wierność przysiędze złożonej ojcom (por. Wj 32, 30 oraz w. 11-13). Postać Sługi Pańskiego, ukazaną w Księdze Izajasza, wyróżnia także funkcja wstawiania się i pokuty za wielu; pod koniec swoich cierpień "ujrzy światło" i "usprawiedliwi wielu", dźwigając ich nieprawości (por. Iz 52, 13; 53, 12, zwłaszcza 53, 11).


Na tle Starego Testamentu można uznać Psalm 51 [50] za syntezę procesu powracania do pierwotnej nieskazitelności: grzesznik wyznaje i uznaje własną winę (w. 6), usilnie prosi o oczyszczenie lub Ťobmycieť (w. 4. 9. 12. 16), by móc głosić chwałę Bożą (w. 17).


4. W Nowym Testamencie Chrystus ukazany jest jako Ten, który się wstawia i przyjmuje na siebie funkcje najwyższego kapłana w dniu przebłagania (por. Hbr 5, 7; 7, 25). Kapłaństwo nabiera jednak w Nim nowego i ostatecznego kształtu. Tylko jeden raz wchodzi On do niebieskiej świątyni, by wstawiać się za nami przed obliczem Boga (por. Hbr 9, 23-26, zwłaszcza 24). Jest On Kapłanem a jednocześnie "ofiarą przebłagalną" za grzechy całego świata (por. 1 J 2, 2). Jako Ten, który się wstawia i dokonuje za nas zadośćuczynienia, Jezus objawi się w pełni przy końcu naszego życia ofiarowując swe miłosierdzie, ale także osądzając tych, którzy odrzucają miłość i przebaczenie Ojca.


Ofiarowanie miłosierdzia nie zwalnia z obowiązku, byśmy przed obliczem Pana stawili się czyści i nieskazitelni, bogaci w miłość, którą św. Paweł nazywa "więzią doskonałości" (Kol 3, 14).


5. Gdy podczas naszego ziemskiego życia odpowiadamy na ewangeliczne wezwanie, byśmy byli doskonali jak Ojciec niebieski (por. Mt 5, 48), to tym samym wypełniamy powołanie do wzrastania w miłości, abyśmy byli niezłomni i nienaganni wobec Boga Ojca, "na przyjście Pana naszego Jezusa wraz ze wszystkimi Jego świętymi" (1 Tes 3, 13). Z drugiej strony jesteśmy wezwani do "oczyszczenia się z wszelkich brudów ciała i ducha" (por. 2 Kor 7, 1; por. 1 J 3, 3), ponieważ spotkanie z Bogiem wymaga absolutnej czystości.


Trzeba usunąć wszelkie ślady przywiązania do zła i naprawić wszelkie zniekształcenia duszy. Oczyszczenie musi być całkowite i to właśnie wyraża nauka Kościoła o czyśćcu. Termin ten nie oznacza miejsca, lecz formę życia. Ci, którzy po śmierci żyją w stanie oczyszczenia, trwają już w miłości Chrystusa, uwalniającego ich od resztek niedoskonałości (por. Powszechny Sobór Florencki, Decretum pro Graecis: DS 1304; Powszechny Sobór Trydencki, Decretum de iustificatione: DS 1580; Decretum de purgatorio: DS 1820).


Należy uściślić, że stan oczyszczenia nie jest przedłużeniem sytuacji ziemskiej, tak jakby po śmierci istniała jeszcze dodatkowa możliwość zmiany własnego losu.

Nauczanie Kościoła w tym zakresie jest jednoznaczne i zostało potwierdzone przez Sobór Watykański II, który głosi: "A ponieważ nie znamy dnia ani godziny, musimy, w myśl upomnienia Pańskiego, czuwać ustawicznie, abyśmy zakończywszy jeden jedyny bieg naszego ziemskiego żywota (por. Hbr 9, 27), zasłużyli wejść razem z Panem na gody weselne i być zaliczeni do błogosławionych (por. Mt 25, 31-46), i aby nie kazano nam, jak sługom złym i leniwym (por. Mt 25, 26), pójść w ogień wieczny (por. Mt 25, 41), w ciemności zewnętrzne, gdzie 'będzie płacz i zgrzytanie zębów' (Mt 22, 13 i 25, 30)" (Lumen gentium, 48).


6. Dzisiaj pojawia się raz jeszcze ostatni ważny aspekt, który Tradycja Kościoła zawsze podkreślała: jest to wymiar wspólnotowy. Ci, którzy znajdują się bowiem w sytuacji oczyszczenia, związani są zarówno z błogosławionymi, cieszącymi się już w pełni życiem wiecznym, jak i z nami, zdążającymi na tym świecie do domu Ojca (por. KKK, 1032).


Podobnie jak w życiu ziemskim wierzący są między sobą zjednoczeni w jednym Ciele Mistycznym, tak również po śmierci ci, którzy żyją w stanie oczyszczenia, doświadczają tej samej solidarności eklezjalnej, wyrażającej się w modlitwie, sufragiach i miłości innych braci w wierze. Oczyszczenie przeżywane jest w podstawowej więzi, jaka się tworzy między tymi, którzy żyją na tym świecie, a tymi, którzy cieszą się szczęśliwością wieczną.


Do Polaków uczestniczących w audiencji generalnej:


"Dobry Jezu, a nasz Panie, daj im wieczne spoczywanie. Światłość wieczna niech im świeci, gdzie królują wszyscy święci, gdzie królują z Tobą, Panem, aż na wieki wieków. Amen!" Tak się modlimy za zmarłych.


I tak w tym miesiącu sierpniu modlimy się za poległych w Powstaniu Warszawskim, w szczególności za Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, obiecującego poetę, który poległ mając 23 lata, 55 lat temu, 4 sierpnia 1944 r., i za wszystkich naszych zmarłych.


Niech ta modlitwa za zmarłych towarzyszy nam często. W niej się wyraża nasza wiara, zbawienie wieczne, do którego człowiek dochodzi także przez czyściec. Czyściec to znaczy stan oczyszczenia, stan, w którym dusze przygotowane do zbawienia, do szczęścia wiecznego, oczyszczają się jeszcze, ażeby dojrzeć do ostatecznego spotkania z Bogiem.
"Dobry Jezu, a nasz Panie, daj im wieczne spoczywanie. Światłość wieczna niech im świeci, gdzie królują wszyscy święci, gdzie królują z Tobą, Panem, aż na wieki wieków. Amen!"


Szczęść Boże wszystkim tutaj zgromadzonym. Pochwalony Jezus Chrystus!

avatar użytkownika TW Petrus13

14. skromie bardz diekuję

że wspomniałaś o Kardynale Wyszyńskim!,nie wiem czy dostąpi chwały na ołtarzach (wszak świat ma już swoich św.z pewnego narodu wybranych - i bez dyskusji!!!)tych czekających w kolejce do koronacji .W moim sercu są zapisane Nazwiska ks. biednych ofiarników Pana Niedzielak!,Suchowolec,Zych


 

avatar użytkownika intix

15. ... wspomniałaś o Kardynale Wyszyńskim...

Rzeczy Bożych na ołtarzach cezara składać nie wolno, aresztowanie Prymasa Tysiąclecia .

SUMIENIE PRAWE u podstaw odnowy życia narodowego. ( Stefan Kardynał Wyszyński) .

SUMIENIE... .

***
Witaj Petrus... tak wspomniałam... ponieważ nie sposób  nie wspomnieć Prymasa Wyszyńskiego wspominając Jana Pawła II...  chwilę, w której został wybrany... Przyznam też, że to co zrobiłam teraz,  już dawno zrobić miałam... miałam uzupełnić...
...nie wiem czy dostąpi chwały na ołtarzach ...
Módlmy się o to ... o beatyfikacje Prymasa Wyszyńskiego i Prymasa Hlonda...
...W moim sercu są zapisane Nazwiska ks. biednych ofiarników Pana Niedzielak!,Suchowolec,Zych...
Są  na zawsze w wielu polskich Sercach...
Dziekuję Ci za TYCH Kapłanów wspomnienie...
Mimo, iż wierzę, że Dusze  Wszystkich są w Domu Ojca Niebieskiego...  módlmy się za Ich Dusze...
+
"Dobry Jezu, a nasz Panie, daj im wieczne spoczywanie. Światłość wieczna niech im świeci, gdzie królują wszyscy święci, gdzie królują z Tobą, Panem, aż na wieki wieków."
Amen

***
Pozdrawiam serdecznie

avatar użytkownika TW Petrus13

16. Intix :*

jeden dzień jak tysiąc lat

a tysiąc lat jeden dzień

dla Jętki motyla
trwa tylko chwilę
i choć to tylko chwila
ja chciałbym być Jętką
motylem
nie ja maluję marzenia
nie ja własną mocą
miarą
to Oni piękni skromni
swoim
oczarowali nas
darem!
pozdrawiam ciepło
jak zwykle
TW."petrus"
ps.życzę pogody Ducha na każdy dzień
niech Pan błogosławi w Twych zamiarach
mój opiekun wspiera Cię w Twoim dziele
Boży Aniele!
:*


 

avatar użytkownika intix

17. Siła modlitwy, moc pokory

Z Adamem Bujakiem, wybitnym fotografikiem, przyjacielem Jana Pawła II, rozmawia Piotr Skrobisz

Kiedy pierwszy raz zetknął się Pan osobiście z Karolem Wojtyłą?

– Urodziłem się i mieszkałem na
krakowskich Dębnikach, w bezpośrednim sąsiedztwie domu Wojtyłów, na
który wychodziło moje okno. Nasi ojcowie, oficerowie Legionów, dobrze
się znali. Gdy byłem dzieckiem, Karola Wojtyłę widywałem niemal
codziennie, ale oczywiście trudno powiedzieć, abyśmy się wtedy znali czy
przyjaźnili.

A ta przyjaźń, piękna, kiedy się rozpoczęła?

– Przyjaźń… Wie pan, zastanawiam się,
czy użyć takiego właśnie słowa. Przyjaźń w dzisiejszych czasach stała
się bowiem terminem nieco zdewaluowanym. Wystarczy się do kogoś
uśmiechnąć, powiedzieć dobre słowo, by od razu zostać okrzykniętym jego
przyjacielem. Jeśli już miałbym podążyć w tym kierunku, to łączyła nas
przyjaźń ojcowska. Karol Wojtyła, potem Jan Paweł II darzył mnie
serdecznością, bliskością. Miałem to szczęście, radość i zaszczyt
zarazem, że mogłem z Nim niejednokrotnie jeść obiad czy kolację, bywać w
różnych stronach świata. Mam tysiące wspomnień.

Zresztą Jan Paweł II miał takich
przyjaciół, obdarzanych serdecznością, niemal wszędzie. Garnął się do
ludzi, a oni garnęli się do Niego. Do Jego słów, gestów, miłości. To był
człowiek tak wielkiego formatu, że nawet brakuje słów, by właściwie Go
określić i opisać. Mogę tylko powiedzieć, że przez całe życie bił od
Niego jakiś niezwykły blask. Gdy wychodziłem ze spotkań, niemal zawsze
moje nogi stawały się lżejsze, jakbym się unosił. Zawsze dawał mi coś
niezwykłego i nie mam tu wcale na myśli jakichś rzeczy materialnych,
tylko słowa, gesty czy samo choćby spojrzenie. Nigdy nie zapomnę Jego
wzroku, niesamowitego, od którego wręcz biła miłość do drugiego
człowieka.

Pamięta Pan dzień, gdy został fotografem Karola Wojtyły?

– Robiłem zdjęcia w marcu 1964 roku,
kiedy odbywał się ingres ks. abp. Karola Wojtyły do katedry wawelskiej w
Krakowie. Pamiętam, że był wówczas przedziwnie ubrany, miał bowiem na
sobie staromodne futerko, pewnie wyciągnięte z zakamarków katedry czy
kurii. Nigdy wcześniej i nigdy później w takim stroju Go nie widziałem. A
jak zostałem fotografem kardynała, potem Papieża? Nie zostałem na tę
funkcję „mianowany” oficjalnie, wszystko odbyło się na zasadzie
przylgnięcia. Po prostu, naturalnie, najzwyczajniej w świecie.

Gdy ks. kard. Karol Wojtyła w
październiku 1978 roku wyjeżdżał na konklawe, choćby przez moment
pojawiła się u Pana myśl, że może już do Krakowa nie wrócić?

– Był moment, ba, lata, gdy w kraju
wszyscy byliśmy pewni, że Papieżem zostanie ks. kard. Stefan Wyszyński.
Tak się nie stało, ale na Stolicę Piotrową przeprowadził się jego
przyjaciel. Pamiętam, że mniej więcej miesiąc przed konklawe, we
wrześniu, fotografowałem ks. kard. Karola Wojtyłę w Kalwarii
Zebrzydowskiej. Były to niezwykłe zdjęcia, robione klatka po klatce,
uwieczniające na kliszy całą Jego twarz i gesty. Wtedy coś mnie tchnęło i
pomyślałem, że tak mógłby się zachowywać Ojciec Święty. Oczywiście,
proszę nie traktować tego jako jakąś przepowiednię czy coś podobnego.

Gdzie Pan był 16 października 1978 roku?

– W krakowskim klubie dziennikarzy „Pod
Gruszką”. Spotykała się tam wspaniała opozycja, wspaniali dziennikarze, w
niczym nieprzypominający większości przedstawicieli tego zawodu dziś.
Nagle usłyszeliśmy portiera, który zawołał: „Wszyscy do telewizora!
Wojtyła Papieżem!”. A potem rozpoczęło się istne szaleństwo. Krzyki i
tańce na ulicach, coś nieprawdopodobnego, i jedno hasło, które
powtarzali wszyscy: „Idziemy na Wawel”. Tam została odprawiona pierwsza
Msza Święta już za ukochanego Jana Pawła II. Tyle że my, Jego bliscy,
długo nie mogliśmy się przyzwyczaić i mówiliśmy o nim Karol Wojtyła. Ja
też się myliłem, na początku pontyfikatu powiedziałem kiedyś do Ojca
Świętego: „Księże kardynale”. Nigdy mnie nie poprawił, nigdy nikogo nie
poprawił.

Czy Karol Wojtyła zmienił się, gdy został Janem Pawłem II?

– Nigdy się nie zmienił, do końca życia
pozostał taki sam. Taki sam był w czasach biskupich, kardynalskich i
papieskich, różnił się tylko kolor sutanny. Nic więcej.

Mówiąc o Papieżu Polaku, nie sposób
pomijać Jego przyjaciela, ojca i mistrza, który nazywał się Stefan
Wyszyński. Wielki kardynał w ogromnym stopniu ukształtował wielkiego
Ojca Świętego. Łączyła ich niezwykła więź, choć byli ludzie, którzy za
wszelką ceną próbowali ich skłócić. Nawet do mnie zgłosił się pewien
człowiek z telewizji z propozycją, bym wystąpił w programie. „Zna pan
ich blisko, niech pan powie, co to była za niechęć Wojtyły do
Wyszyńskiego i odwrotnie, Wyszyńskiego do Wojtyły” – powiedział. Nie
pozwoliłem mu dokończyć…

Towarzyszył Pan Janowi Pawłowi II
przez cały Jego pontyfikat, w niemal wszystkich podróżach. Która
najmocniej utkwiła Panu w pamięci?

– Każda do Polski i Ziemia Święta. To
była chyba najważniejsza pielgrzymka, być tam, gdzie żył, nauczał i
umarł Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel. Kiedy Papież kładł kartkę w
szczelinie Ściany Płaczu w Jerozolimie, podszedł do mnie sekretarz
Joaquín Navarro-Valls i powiedział, że muszę oddać akredytację. Nie
wiedziałem dlaczego, byłem zdezorientowany, a on mnie popędzał. Po
chwili okazało się, że będę mógł wejść z Papieżem do Grobu Chrystusa,
jako jedna z trzech osób. Mogłem tam z bliska obserwować modlącego się
Jana Pawła II. To nie było spektakularne, ale mistyczne, przepiękne
wydarzenie. Nasz Ojciec Święty miał nieprawdopodobną moc. Do dziś mam
przed oczyma obraz z domu Jasera Arafata, gdy ten człowiek, który
wysadzał ludzi w powietrze, przytulał się do Jana Pawła II niczym
dziecko. Ten sam Arafat, zagorzały muzułmanin, każdą Pasterkę spędzał
potem w Betlejem. Po wizycie Papieża zmieniła się także Kuba. Może, na
pierwszy rzut oka, nie radykalnie, bo Kościół wciąż jest tam uciśniony,
ale w pewnym stopniu na pewno. Zmiany, niestety, nie nastąpiły tylko w
Egipcie i Syrii. Byłem z Papieżem u jednego i drugiego prezydenta, ale –
jak widać – pewnych spraw nie dało się przeskoczyć. Taka bywa natura
ludzka, że dąży do władzy, do zdobycia wszystkiego, jakby śmierć nie
istniała. Jakby był tylko czas życia na ziemi i na tym koniec.

Obserwował Pan z bliska Papieża modlącego się, czerpiącego siłę z rozmów z Bogiem.

– Nieraz przychodziłem do prywatnej
kaplicy i widziałem Papieża samotnego, zatopionego w tak głębokiej
modlitwie, że nawet brakuje słów, by ją opisać. Albo Via Crucis, gdy
niósł ciężki krzyż i tylko w ten krzyż patrzył, tak, jakby świat wokół
Niego nie istniał. A po przejściu Drogi Krzyżowej zwracał się do wielu
ludzi, także do mnie. Raz powiedział: „Widziałem, ile zdjęć było
zrobionych”. A przecież był tak zagłębiony w modlitwie, w cierpiącym
Chrystusie, że na nikogo nie zwracał uwagi, tymczasem dostrzegał
wszystko, co działo się dookoła.

Każdy, kto spotykał się z Papieżem,
nawet w wielomilionowym tłumie, miał odczucie, jakby On mówił i patrzył
właśnie na niego. Byłem z Ojcem Świętym w kilku szpitalach, m.in.
rzymskich św. Pankracego i św. Piotra. Papież stał po jednej stronie
łóżka, ja po drugiej. Widziałem, jak zwracał się do każdego człowieka,
nikogo nie pomijał. Teraz też mamy cudownego Ojca Świętego, ale wszystko
to, co robi Franciszek, czynił też Jan Paweł II – tyle że było to tak
normalne i naturalne, że nawet o tym nie wspominano. Albo wspominać nie
chciano. Przecież Papież Polak też nie jeździł samochodem panoramicznym
podczas audiencji, tylko przechadzał się wśród wiernych. Czasami dwie,
czasami nawet trzy godziny, rozmawiając, błogosławiąc. Czyżbyśmy o tym
zapomnieli?

Jan Paweł II był człowiekiem wielkiej siły, ale i takiej samej pokory.

– Niewiarygodnej pokory. Towarzyszyłem
Mu setki czy nawet tysiące razy przy różnych wydarzeniach, wszystkie
pamiętam. Pamiętam spotkania z dziećmi, gdy brał je na ręce i podrzucał,
przytulał, obejmował. Pamiętam spotkania z młodzieżą, które działały
obopólnie – młodych umacniały, a Papieżowi odejmowały lat i dodawały
sił. Pamiętam wreszcie, jak półtora roku przed śmiercią spotkał się z
chorymi, którzy przyjechali na wózkach inwalidzkich. Było ich ponad 150!
Ojciec Święty sam nie był już w stanie chodzić, też jeździł na wózku,
przez wielu zwanym tronem. To było niesamowite doświadczenie, podobnie
jak każde spotkanie Jana Pawła II z cierpiącymi.

Jak bardzo Jana Pawła II kształtowała miłość do Ojczyzny?

– Polska była Jego wielką miłością.
Nieraz, gdy mi mówił, że wraca do Krakowa, słowo „Kraków” wypowiadał z
jakąś smutną nostalgią. Tęsknotą.

Z niezwykłego pontyfikatu Papieża
Polaka bardziej pamięta Pan słowa, pisma – bo przecież Jan Paweł II był
mędrcem, filozofem – czy też zwykłe, proste gesty, które czasami
znaczyły więcej niż słowa?

– O dziełach Jana Pawła II moglibyśmy
rozmawiać tygodniami, nie da się ich streścić w kilku słowach. Mimo że
były trudne, podobnie jak Jego homilie, trafiały do wszystkich. Byłoby
wskazane, abyśmy teraz, tuż przed kanonizacją, sięgnęli do nich i
głęboko zastanowili się nad ich treścią i przesłaniem. Być może pana
zaskoczę. Gdybym miał teraz, na gorąco, wskazać słowa, gest naszego
Papieża, dotyczyłyby one „Barki”, tej prostej, zwyczajnej pieśni,
towarzyszącej Mu przez cały pontyfikat. Podczas jednej z pielgrzymek,
gdy odprawiał Mszę Świętą na krakowskich Błoniach, słysząc tę melodię,
powiedział – do siebie, nie do mikrofonu: „Ta ’Barka’ przyprowadziła
mnie na konklawe”…

Ma Pan swoje ulubione zdjęcie Papieża?

– Nie potrafię wyróżnić jednego, łatwiej
byłoby mi wskazać sto. Zrobiłem ich z kilkaset tysięcy, może więcej.
Arturo Mari powiedział kiedyś, że zrobił pięć milionów. Cenię sobie
wyjątkowo fotografię z Grobu Chrystusa. Być może nie ma w niej niczego
wyjątkowo spektakularnego, ale zostało zrobione w miejscu, w którym
zmartwychwstał Pan. W 1979 roku zrobiłem w Castel Gandolfo portret
radosnego, szczęśliwego Jana Pawła II. Po latach ozdobił okładkę
„Renesansowego psałterza” z młodzieńczą poezją Karola Wojtyły. Gdy
podarowałem ją Papieżowi, już schorowanemu, zerknął na to zdjęcie i
powiedział: „Co to się z człowieka porobiło”.

Ma Pan wyjątkową relikwię Papieża.

– Gdy wróciłem z Jego pogrzebu, dzieci u
progu domu powiedziały mi: „Tato, masz relikwię na stole”. Otworzyłem
kopertę drżącą ręką, a tam znajdowała się kartka wielkanocna z podpisem
„Jan Paweł II”, napisana trzy dni przed śmiercią. Papież mnie,
zwyczajnemu szarakowi, dziękował za modlitwę, za to, że przez lata byłem
przy Nim…

Jesteśmy nadal wierni Janowi Pawłowi II?

– Gdybyśmy byli wierni, to nie byłoby
gender czy paranoicznej wręcz walki z Kościołem. W chwili obecnej
zadaniem numer jeden części mediów stało się przypisywanie całemu
Kościołowi ciężkich win – bez dowodów i wyroku. To jest przerażające.

Dziękuję za rozmowę.

***

Jeszcze... podłączę tu wpis >>> Dziś przypada 35. Rocznica…

avatar użytkownika intix

18. Drogowskazy świętości

zdjecie
Zdjęcie: Arch. Instytutu Prymasowskiego/
-

Nie byłoby na Stolicy Piotrowej Papieża
Polaka, gdyby nie było świadectwa życia wielkiego Prymasa Tysiąclecia.
Tak nazajutrz po inauguracji pontyfikatu stwierdził Jan Paweł II. Ale
trzeba dodać, że być może dziś nie byłoby Jego kanonizacji, gdyby
Opatrzność Boża nie postawiła na Jego życiowej drodze ludzi wielkiego
świadectwa wierności Bogu i Ojczyźnie, bez których fenomenu nie sposób
zrozumieć świętości Papieża z Polski.

Ilu było tych, którzy – być może czasami nieświadomie – siali lub
pielęgnowali ziarno świętości w duszy Karola Wojtyły? Z pewnością nigdy
się tego nie dowiemy, bo nie sposób zajrzeć w głąb ludzkiej duszy, a
przecież to właśnie tam rozgrywa się owo misterium, w którym człowiek
otwiera się na przedziwny dar Bożej łaski. Warto jednak choć wspomnieć
tych, o których wiemy, choćby ze świadectwa samego Jana Pawła II.
Zacznijmy od jego domu rodzinnego, bo przecież – jak podkreślił w
adhortacji apostolskiej „Familiaris consortio” – rodzina jest „pierwszą
szkołą, w której kształci się osoba ludzka”.

Pierwsze seminarium duchowne

„Matkę straciłem jeszcze przed Pierwszą Komunią św. w wieku 9 lat i
dlatego mniej ją pamiętam i mniej jestem świadom jej wkładu w moje
wychowanie religijne, a był on z pewnością bardzo duży” – napisał Jan
Paweł II w książce „Dar i Tajemnica”. Po śmierci matki w 1929 roku
ojciec – były zawodowy żołnierz, oficer – zabrał syna do Kalwarii
Zebrzydowskiej, gdzie oddał Go pod opiekę Najświętszej Maryi Pannie…

Pół wieku później w rozmowie z André Frossardem Jan Paweł II mówił:
„Moje lata chłopięce i młodzieńcze łączą się przede wszystkim z postacią
ojca, którego życie duchowe po stracie żony i starszego syna niezwykle
się pogłębiło. Patrzyłem z bliska na jego życie, widziałem, jak umiał od
siebie wymagać, widziałem, jak klękał do modlitwy. To było
najważniejsze w tych latach, które tak wiele znaczą w okresie
dojrzewania młodego człowieka. Ojciec, który umiał sam od siebie
wymagać, w pewnym sensie nie musiał już wymagać od syna. Patrząc na
niego, nauczyłem się, że trzeba samemu sobie stawiać wymagania i
przykładać się do spełniania własnych obowiązków”.

Przykład ojca, który sam prowadził gospodarstwo domowe, troskliwie
opiekując się synem, miał ogromny wpływ na przyszłego Papieża, co
podkreślił w książce „Dar i Tajemnica”, pisząc: „Mogłem na co dzień
obserwować jego życie, które było życiem surowym. Z zawodu był
wojskowym, a kiedy owdowiał, stało się ono jeszcze bardziej życiem
ciągłej modlitwy. Nieraz zdarzało mi się budzić w nocy i wtedy
zastawałem mego Ojca na kolanach, tak jak na kolanach widywałem go
zawsze w kościele parafialnym”. I dodał: „Nigdy nie mówiliśmy z sobą o
powołaniu kapłańskim, ale ten przykład mojego ojca był jakimś pierwszym
domowym seminarium”.

Zasady „bycia świętym”

Twierdzenie, że pierwszym „ojcem duchowym” przyszłego Następcy św.
Piotra był zwykły krawiec, może wzbudzać dziś uśmiech. Jak niezwykłe są
drogi Bożej Opatrzności! Drogi Jana Tyranowskiego – bo o nim mowa – i
Karola Wojtyły zeszły się w mrocznym czasie niemieckiej okupacji, w
lutym 1940 roku. Ten pierwszy, wówczas 39-letni krawiec, podjął się
dzieła, którego de facto nikt od niego nie wymagał – apostolstwa w Żywym
Różańcu. I tę jakże prostą rzecz zaproponował o blisko połowę
młodszemu, zafascynowanemu teatrem studentowi, zapraszając go do siebie
na spotkania. „Pan Tyranowski jest jednym z wielkich odkryć w życiu
Karola, odkryć prawie nieporównywalnych z innymi, z odkryciami innych
ludzi w jego życiu. Karol odnajduje na spotkaniach to, czym przecież żył
od dziecka, w co wierzył, co starał się praktykować – pogłębione,
ujrzane po raz wtóry, na nowo odkryte” – napisze po latach ks.
Mieczysław Maliński. Czy przyszły Papież zastanawiał się wówczas, jakim
sposobem ten prosty człowiek, skarżący się na braki wymowy, tak pięknie
potrafił mówić o Bogu?

W artykule opublikowanym w 1949 roku na łamach „Tygodnika
Powszechnego” pod tytułem „Apostoł” ks. Karol Wojtyła wspominał: „(…)
Jan głosił po prostu prawdę o pełnym nadprzyrodzonym życiu człowieka,
które jest całkowitym wykorzystaniem bogactw naszej wiary. Prawdy te
znało się już przedtem z katechizmu, z książek, z kazań. Czyż Jan
rzeczywiście głosił coś nowego? W tym właśnie rzecz, że Jan nie głosił,
nie nauczał urzędowo, Jan w całym tego słowa znaczeniu pracował nad
duszami. Chodziło mu o to, by te dusze wchłonęły ponownie prawdy
religijne, i to nie od strony zakazów i ograniczeń, chodziło mu o
wydobycie z zasobów nadprzyrodzonych, o których wiedział, że istnieją w
duszach, rzeczywistej postaci nadprzyrodzonego życia ludzkiego, życia,
które przez łaskę staje się uczestnictwem w życiu Boga. Na tym polegał
właściwy trud jego przedsięwzięcia”. I dalej podkreślił: „Jan
wtajemniczał w Boga. (…) Był to apostoł Bożej wielkości, Bożej
piękności, Bożej transcendencji”.

Może trudno w to uwierzyć, ale to prosty i skromny krawiec jako
pierwszy otworzył przed przyszłym Papieżem horyzonty duchowości i
świętości. Podczas swojego ingresu do katedry wawelskiej 8 marca 1964
roku ks. abp Karol Wojtyła mówił: „Byłbym niesprawiedliwy, gdybym w tym
miejscu nie wspomniał Jana Tyranowskiego, inteligenta, a równocześnie
rzemieślnika, człowieka, który wybrał swój zawód po to, ażeby się
bardziej oddać obcowaniu z Bogiem. Człowieka, który potrafił wywierać na
młodych ogromny wpływ. Nie wiem, czy jemu zawdzięczam powołanie
kapłańskie, ale w każdym razie ono zrodziło się w jego klimacie…”.

Ojciec niezłomny

Kto wie, jak potoczyłyby się losy Karola Wojtyły, gdyby w obliczu
totalnej okupacji ks. abp Adam Sapieha nie zdecydował się na ryzyko
prowadzenia w Krakowie „podziemnego” seminarium duchownego.
Zafascynowany literaturą polską poeta i aktor Teatru Rapsodycznego
znalazł się wśród jego pierwszych dziesięciu seminarzystów. „W całej
naszej formacji i przygotowaniu do kapłaństwa w szczególny sposób
zaznaczyła się wielka postać Księcia Metropolity, późniejszego Kardynała
Adama Stefana Sapiehy, którego wspominam ze wzruszeniem i
wdzięcznością. Jego wpływ był tym większy, że w okresie przejściowym,
zanim udało się powrócić do budynku seminaryjnego, mieszkaliśmy w jego
rezydencji i spotykaliśmy się z nim na co dzień” – wspominał Jan Paweł
II w książce „Dar i Tajemnica”.

Choć Adam Stefan Sapieha wywodził się z arystokracji, choć był
przywódcą o wielkim autorytecie i żelaznej woli, to największą miłością
otaczał ubogich i najbardziej potrzebujących, dla których zawsze miał
otwarte serce. Podczas okupacji był właściwie „jedynym przedstawicielem
narodu, wyrażającym jego godność w sposób przejrzysty dla wszystkich”.

Świadkowie, którzy charakteryzują jego duchowość, zwracają uwagę na
jej podstawową cechę, jaką było poszukiwanie woli Bożej i pokorne się
jej poddanie, a zarazem pragnienie oderwania się od siebie i
przywiązania do świata.

W książce „Wstańcie, chodźmy!” Jan Paweł II napisał: „Książę
niezłomny – tak był określany powszechnie arcybiskup Adam Stefan
Sapieha. Z takim tytułem przeszedł on przez wojnę i okupację.
Niewątpliwie ma swoje szczególne miejsce w historii mego powołania. On
stał u początków jego rozwoju. (…) Tak, Sapieha był moim wzorem, bo był
przede wszystkim pasterzem. (…) Przed nim odbywałem moje seminarium:
byłem klerykiem, a potem księdzem. Miałem do niego wielkie zaufanie i
mogę powiedzieć, że go kochałem, jak go kochali inni księża. (…) Księża
cenili go może i dlatego, że był księciem, ale kochali go przede
wszystkim dlatego, że był ojcem – troszczył się o człowieka. A to jest
najważniejsze, co się liczy: biskup ma być ojcem”.

Niewolnik miłości

„Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża Polaka, który dziś
pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat,
gdyby nie było Twojej wiary, niecofającej się przed więzieniem i
cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty
Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów
Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z Twoim biskupim i
prymasowskim posługiwaniem” – mówił Jan Paweł II o ks. kard. Stefanie
Wyszyńskim niedługo po swoim wyborze na Stolicę Piotrową.

Można powiedzieć, że tak naprawdę ich drogi zbiegły się po raz
pierwszy latem 1958 roku w Pałacu Arcybiskupim na ul. Miodowej w
Warszawie. Prymas Polski wezwał wówczas do siebie ks. Karola Wojtyłę, by
oznajmić mu decyzję Stolicy Apostolskiej o nominacji na biskupa
pomocniczego w Krakowie. „Eminencjo, ja jestem za młody, mam dopiero 38
lat” – stwierdził ks. Wojtyła. „To jest taka słabość, z której się
szybko leczymy. Proszę nie sprzeciwiać się woli Ojca Świętego” –
odpowiedział ks. kard. Wyszyński.

Nie sposób w kilku zdaniach opisać wpływu wielkiego Prymasa
Tysiąclecia na przyszłego Papieża. Bo w to, że wpływ ten był ogromny,
trudno wątpić, zważywszy na wyżej zacytowane słowa Jana Pawła II,
wypowiedziane tuż po wyborze na Stolicę Piotrową. Warto w tym miejscu
jednak przypomnieć również fragment homilii, wygłoszonej na początku
drugiej pielgrzymki do Ojczyzny, 16 czerwca 1983 roku, w archikatedrze
warszawskiej.

Ojciec Święty mówił wówczas o wielkim Prymasie Tysiąclecia: „Służył
człowiekowi i narodowi. Służył Kościołowi i światu – służąc Chrystusowi
przez Maryję. W swoim służeniu i posługiwaniu wzorował się na Tej, która
– w momencie najwyższego Boskiego wybrania – nazwała siebie służebnicą
Pańską. Z tego służenia i posługiwania zmarły Prymas uczynił główną siłę
swego pasterzowania. Był mocny służbą – służbą świadomą posłannictwa
zleconego mu przez Księcia pasterzy. Był mocny służbą – i tą swoją
prymasowską służbą czynił mocnym Kościół i naród pośród dziejowych prób i
doświadczeń. (…) Dziękujemy dziś Trójcy Przenajświętszej za to
ewangeliczne, paschalne dziedzictwo kardynała Stefana Wyszyńskiego,
który pod krzyżem Chrystusa stawał zawsze razem z Maryją. ’Wszystko
postawiłem na Maryję’. Wobec Niej czuł się jak apostoł Jan, jak
przybrany syn i jak rozmiłowany w Bogarodzicy ’niewolnik miłości’. W tym
bezwzględnym oddaniu znajdował swoją duchową wolność: tak, był
człowiekiem wolnym i uczył nas, swoich rodaków, prawdziwej wolności. Był
niestrudzonym rzecznikiem godności każdego człowieka oraz dobrego
imienia Polski pośród narodów Europy i świata”.

Sebastian Karczewski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/75196,drogowskazy-swietosci.html

***

Módlmy się…
Dziękujmy Panu Bogu za  Kanonizację Jana Pawła II…
Módlmy się…
O Beatyfikacje Wielkich Prymasów Polski…
Kard. Hlonda, Kard. Wyszyńskiego…
Módlmy się też…
Abyśmy my wypełnili
Testament,
Który nam zostawili…

avatar użytkownika intix

19. Zwycięstwo przyjdzie przez Maryję - Stanisław Zimniak

Zanim artykuł, pozwolę sobie na słowo...
W dniu dzisiejszym  - Wspomnienie św. Jana Pawła II... a także przypada 66 rocznica śmierci Prymasa Polski Kard. Augusta Hlonda...
Pozwoliłam sobie powrócić do tego wpisu, w którym wspomnienie trzech Wielkich Polaków, także Prymasa Polski Kard. Stefana Wyszyńskiego.
***
Zwycięstwo przyjdzie przez Maryję - Stanisław Zimniak

Wizja polskiego proroka kard. Augusta Hlonda


Wybitną postać ks. kard. Augusta Hlonda (1881-1948), salezjanina, pierwszego biskupa Katowic, prymasa Kościoła katolickiego w Polsce i założyciela Towarzystwa Chrystusowego dla Wychodźców (Societas Christi pro Emigrantibus), a także reorganizatora Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego, można oceniać na podstawie wspaniałych owoców duszpasterskich i duchowych. Nie mniej ważna jest, zespolona z życiem i działaniem Prymasa Hlonda, przepowiednia zwycięstwa Kościoła — zwycięstwa wyproszonego przez wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny. To proroctwo prymas Hlond wypowiedział na łożu śmierci 22 października 1948 r.w dniu Matki Bożej Patronki Dobrej Śmierci — w epoce wielkiego zamętu politycznego, społecznego i kulturalnego w sercu Europy. Warto wspomnieć, iż był to czas, kiedy sowiecki komunizm parł niezwyciężony w kierunku Europy Zachodniej i zdobywał kolejne kraje, także poza granicami starego kontynentu. Niestety, Polsce, pozbawionej jakiegokolwiek wsparcia ze strony Zachodu, z chwilą upadku Powstania Warszawskiego, czyli od 1944 r., został narzucony, z wyraźnej woli Moskwy i przy milczącej aprobacie Wielkiej Brytanii, jak również USA, reżim marksistowski oraz totalitaryzm komunistyczny. Większości Polaków zdawało się wtedy, że nadeszła ostateczna katastrofa i nadzieja na zwycięstwo wolności została raz na zawsze pogrzebana.

Właśnie w tym czasie niespodziewanie zmarł Prymas Polski. Zmarł człowiek, do którego odwoływali się wszyscy Polacy, zarówno katolicy, jak niewierzący, szczerze zatroskani o los swojego kraju. Śmierć prymasa Hlonda, który w tamtym historycznym momencie był jedynym pewnym punktem odniesienia dla zdezorientowanego społeczeństwa, spowodowała wielkie przygnębienie. Powszechnie ceniono jego autorytet, stanowczość w kierowaniu Kościołem oraz umiejętność wskazywania nowych rozwiązań, bez wystawiania na ryzyko fundamentalnych wartości wiary katolickiej. Potwierdził to jego następca na urzędzie prymasowskim, ks. kard. Stefan Wyszyński (1903-1981) — który przeszedł do historii jako Prymas Tysiąclecia. W liście napisanym 6 stycznia 1949 r. z okazji objęcia urzędu, zaledwie trzy miesiące po śmierci kard. Hlonda, nowy prymas pisał:

«Przedwczesna, a tak budująca i kapłańska śmierć prymasa Polski, śp. Kardynała Augusta Hlonda, pozbawiła nie tylko zaślubione sobie archidiecezje pasterza, ale i naród cały — widzialnego symbolu jedności religijnej. (...) Jesteśmy pod wrażeniem wielkiego żywota i potężnych czynów tej historycznej postaci, człowieka, który przysporzył chwały Kościołowi i rozgłosu Polsce. Gdy w dniach naszej żałoby świat cały chylił swe czoło przed wielkim synem Kościoła, wielbił w nim jego niezachwianą wiarę, niezłomne męstwo, miłość ofiarną, pracowitość niewyczerpaną i tyle cnót, którymi dobrze zasłużył się Najwyższemu Ojcu narodów — Bogu, i katolickiej ziemi polskiej. Składając dziś należny hołd czci i uwielbienia, pragniemy, by wielkie życie zmarłego Prymasa było dla nas wzorem i promieniem przewodnim w drodze».

Prymas Tysiąclecia

Życzenie wyrażone przez prymasa Wyszyńskiego, by życie jego poprzednika stało się wzorem i światłem na niepewną przyszłość, nawiązywało do nowych wyzwań, a szczególnie ateizmu, narzuconego przez reżim komunistyczny we wszystkich sferach życia społecznego i kulturalnego. Dlatego to w proroczych słowach, uważanych także za rodzaj testamentu prymasa Hlonda, Wyszyński znalazł inspirację dla swojego programu duszpasterskiego. Jednym z najważniejszych punktów planu pracy apostolskiej następcy Hlonda było przygotowanie do wielkiego wydarzenia — Tysiąclecia Chrztu Polski — które przypadało w 1966 r. Wyszyński oznajmił to osobiście 22 października 1962 r. w Rzymie, u progu Soboru Watykańskiego:

«Umierający w Warszawie Kardynał zapowiedział, że zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie zwycięstwem Matki Najświętszej. Powiedział, że do Tysiąclecia Chrztu trzeba Polskę prowadzić ze śpiewem: 'Bogurodzico Dziewico, Bogiem sławiena Maryjo'... Biskupi polscy uznali to wezwanie gasnącego Kardynała za swój program, za swój obowiązek. I dlatego, wczuwając się w te myśli i pragnienia odeszłego Pasterza, my biskupi polscy prowadzimy Ojczyznę naszą w bramy Tysiąclecia za Maryją Jasnogórską i Królową Polski. Głęboko wierzymy, że zwycięstwo przyjdzie!»

Te właśnie słowa wzbudziły wśród duchowieństwa i w społeczeństwie siłę, odwagę i, przede wszystkim — ku zaskoczeniu, a wręcz przerażeniu komunistycznych władz — stanowczą wolę oparcia się ateistycznej ideologii oraz wzmożenia wysiłków dla odnowy pracy duszpasterskiej oraz bardziej radykalnej działalności ewangelizacyjnej.

Dwa lata później, przy okazji poświęcenia pomnika Augusta Hlonda, prymas Stefan Wyszyński potwierdził jeszcze wyraźniej doniosłe znaczenie testamentu swojego poprzednika dla duszpasterskiego przygotowania Polski do obchodów Tysiąclecia jej chrztu. Powiedział wtedy:

«My dzisiaj prowadzimy naród w 'wiary nowe tysiąclecie', za przewodem Matki Bożej Jasnogórskiej. Ale nie myślcie, drodzy moi, że to czyniąc — ja i wszyscy biskupi polscy — wypełniamy tylko nasze zamiary. Przeczytałem słowa umierającego Kardynała, który mówi: 'Ja odejdę, przyjdą inni, będą moje dzieło prowadzili'. Oświadczam wam, dzieci najmilsze, że zawsze uważam — ja, niegodny jego następca na stolicy prymasowskiej — że nie swoje, ale jego dzieło prowadzę dalej, jego programy i plany wykonuję. Uważam się za wykonawcę jego duchowego testamentu. (...) Myśli przewodnie pracy, przygotowującej naród na Tysiąclecie Chrztu, wzięte są z serca umierającego Kardynała Augusta Hlonda. (...) Pragnę was zapewnić, umiłowani bracia kapłani i najmilsze dzieci Boże, że ja i biskupi polscy prowadzimy dalej jego dzieło. Dlatego idziemy w bramy nowego tysiąclecia za Panienką Najświętszą! Umierający Kardynał Prymas zobowiązał nas do tego tymi szczególnymi słowami: 'Luctamini cum fiducia! Sub patrocinio Beatae Mariae Virginis laborate' (...)».

Poświęcając Chrzcielnicę Tysiąclecia 31 maja 1965 r., Prymas wygłosił przemówienie, w którym raz jeszcze nawiązał do znaczenia i fundamentalnej wagi testamentu swego poprzednika, którego nie zawahał się nazwać «prorokiem polskim».

«Małe Dziateczki! — powiedział przy tej okazji. — Bardzo wam dziękuję za kwiaty, których dostałem całe naręcza. Zawiozę je do katedry w Warszawie. Część z nich pójdzie na grób naszego poprzednika, śp. Kardynała Augusta Hlonda. A zaraz wam powiem, dlaczego. On to bowiem powiedział: 'Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Matki Najświętszej'. Ja jestem tylko wykonawcą jego programu. Pracuję nad tym, aby to zwycięstwo przyszło i aby było to zwycięstwo Matki Najświętszej. Ono przyjdzie i będzie Jej zwycięstwem. Dlatego wasze kwiaty pójdą na grób tego proroka polskiego, który gasnącymi oczyma i słabnącymi wargami zapowiadał zwycięstwo Matki Najświętszej. Módlcie się o to, aby mi starczyło sił, bym się przyczynił do tego zwycięstwa. Ale i wy wszyscy współpracujecie».

Głównym inicjatorem nowenny przygotowującej do Tysiąclecia Chrztu Polski był, bez wątpienia, Prymas Wyszyński, przy pełnym poparciu Episkopatu polskiego, szczególnie arcybiskupa metropolity krakowskiego Karola Wojtyły. Nowenna, peregrynacja kopii obrazu Czarnej Madonny z Częstochowy po całym kraju, z jednodniowymi przystankami we wszystkich parafiach i u wszystkich rodzin katolickich, w których modlono się przy Niej, adorując ów Cudowny Wizerunek, były bez wątpienia najważniejszymi inicjatywami w ramach ewangelizacji Narodu polskiego w drugiej połowie xx w.

Ta inicjatywa wydała obfite, wspaniałe owoce: doprowadziła Polaków do moralnej odnowy i odkrycia na nowo chrześcijańskiej tożsamości — osobistej oraz całego narodu. Owe wydarzenia zyskały rozgłos także na forum międzynarodowym.
A wszystko to dzięki peregrynacji świętej Ikony, zainspirowanej proroczą wizją Sługi Bożego kard. Hlonda. Istotnie, gdziekolwiek przybywał święty Obraz, mówiło się o zwycięstwie, które przyjdzie dzięki macierzyńskiemu wstawiennictwu Maryi u Jezusa. Dla dodania otuchy i odwagi wiernym cytowano ciągle słowa kard. Hlonda.

Należy zauważyć, że inicjatywa duszpasterska, realizowana w życiu przez Prymasa Wyszyńskiego, spotykała się z wrogością ze strony reżimu komunistycznego. Władze marksistowskie posunęły się nawet do brutalnego «zaaresztowania» wizerunku Czarnej Madonny. Jednak nawet to nie powstrzymało imponującego zwycięstwa Maryi, które dokonało przemiany narodu polskiego i przyniosło dobroczynne skutki w świecie.
Wybór Karola Wojtyły na katedrę Piotrową

Prymas Wyszyński odczytał wybór ks. kard. Karola Wojtyły na Następcę św. Piotra jako ukoronowanie proroctwa o zwycięstwie Maryi nad ateizmem marksistowskim, nie tylko na ziemi polskiej, ale i poza jej granicami. Powołanie metropolity krakowskiego — który zdaniem kard. Wyszyńskiego był pasterzem wybitnie maryjnym — do pełnienia posługi Piotrowej było dla niego ostatecznym potwierdzeniem zwycięstwa Maryi, przepowiedzianego przez Sługę Bożego kard. Hlonda. Ks. prymas Stefan Wyszyński wyraził to w homilii «Prorocza wizja Madonny Zwycięskiej», wygłoszonej w Rzymie 21 października 1978 r., po wyborze kard. Wojtyły. Mówił w niej:

«Od samego początku, od chwili, w której zostałem wezwany na stolicę prymasowską w Gnieźnie i metropolitalną w Warszawie, miałem w sercu słowa testamentu pozostawionego przez umierającego Kardynała Hlonda: 'Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Matki Najświętszej'». I kontynuował, mając na myśli głęboką pobożność Maryjną nowo wybranego Jana Pawła: «Z całą pokorą można powiedzieć, że zwycięstwo przyszło! Na tronie Piotrowym siedzi Papież Maryjny. (...) A więc zwycięstwo Matki Najświętszej przyszło naprawdę».

W tej samej homilii kard. Wyszyński zwrócił uwagę na opatrznościową zbieżność dat: inauguracja pontyfikatu Jana Pawła ii odbyła się w rocznicę śmierci kard. Hlonda. Prymas zauważył:

«Trzydzieści lat mija od apokaliptycznej wizji, oglądanej oczyma umierającego w Warszawie Kardynała Augusta Hlonda, prymasa Polski. W proroczym widzeniu mówił on: 'Walczcie pod opieką Najświętszej Maryi Panny. Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Matki Najświętszej'. Trzydzieści lat później, tego samego dnia, w rocznicę jego śmierci, oddawać będziemy Bogu i Kościołowi Syna polskiej ziemi, który został Namiestnikiem Chrystusa i Następcą św. Piotra. Na tle wyniosłej elewacji Bazyliki Piotrowej odbędzie się uroczystość inauguracji rządów i posługiwania Jana Pawła ii, dotychczasowego kardynała Wojtyły, arcybiskupa krakowskiego».

Rzeczywiście, Sługa Boży kard. Hlond zmarł 22 października około godz. 10. 30, zaś inauguracja pontyfikatu Papieża Jana Pawła ii odbyła się 22 października 1978 r. o godz. 10. Może to się wydać zwykłym zbiegiem okoliczności albo też czymś więcej, co pozwala dostrzec opatrznościowe działanie Pana.

Sam Jan Paweł II wielokrotnie odwoływał się w swoich wypowiedziach do Hlonda. Mówił o nim na przykład podczas swojej drugiej podróży apostolskiej do Polski, wybrawszy do tego miejsce najwłaściwsze, to znaczy sanktuarium maryjne na Jasnej Górze w Częstochowie, gdzie — jak głosił wzruszony polski Papież — «bije serce narodu w Sercu Matki». Przy tej okazji Papież wyznał, że prorocze słowa Sługi Bożego kard. Augusta Hlonda stale go inspirowały i kształtowały oraz wywarły przemożny wpływ na jego własne, całkowite zawierzenie Maryi. W przemówieniu, wygłoszonym w niedzielę 19 czerwca 1983 r. o godz. 21 — należy pamiętać, że był to trudny moment w historii: kiedy świętowano jubileusz 600-lecia Sanktuarium Maryjnego na Jasnej Górze, w kraju panował stan wojenny, wprowadzony przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego, a Papież odbywał swą wizytę dwa lata po zamachu z 13 maja 1981 r. — Jan Paweł ii powiedział:

«Na koniec, o Matko Jasnogórska, przybyłem tutaj, aby Ci jeszcze raz powiedzieć: Totus Tuus! Jestem, o Matko, cały Twój i wszystko moje jest Twoim! (...) Jeszcze jedno. W dniu 13 maja minęło dwa lata od tego popołudnia, kiedy ocaliłaś mi życie. Było to na placu św. Piotra. Tam, w czasie audiencji generalnej, został wymierzony do mnie strzał, który miał mnie pozbawić życia. Zeszłego roku w dniu 13 maja byłem w Fatimie, aby dziękować i zawierzać. Dziś pragnę tu, na Jasnej Górze, pozostawić, jako wotum, widomy znak tego wydarzenia, przestrzelony pas sutanny. Wielki Twój czciciel Kardynał August Hlond, prymas Polski, na łożu śmierci wypowiedział te słowa: 'Zwycięstwo — gdy przyjdzie — przyjdzie przez Maryję'».

Na dowód tego, jak głęboko prorocze słowa prymasa Hlonda zapadły w serce Papieża, przytoczmy fragment jego Testamentu:

«Kiedy w dniu 16 października 1978 r. konklawe kardynałów wybrało Jana Pawła ii, Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński powiedział do mnie: 'zadaniem nowego papieża będzie wprowadzić Kościół w Trzecie Tysiąclecie'. Nie wiem, czy przytaczam to zdanie dosłownie, ale taki z pewnością był sens tego, co wówczas usłyszałem. Wypowiedział je zaś Człowiek, który przeszedł do historii jako Prymas Tysiąclecia. Wielki Prymas. Byłem świadkiem Jego posłannictwa, Jego heroicznego zawierzenia, Jego zmagań i Jego zwycięstwa. Zwycięstwo, kiedy przyjdzie, będzie to zwycięstwo przez Maryję — zwykł był powtarzać Prymas Tysiąclecia słowa swego Poprzednika kard. Augusta Hlonda».

Ojcowie paulini, kustosze sanktuarium Czarnej Madonny na Jasnej Górze, pragnąc upamiętnić głębokie przekonanie ludzi o świętości ukochanego Prymasa Hlonda oraz dwóch innych wielkich postaci Kościoła, to znaczy ks. kard. Stefana Wyszyńskiego i Papieża Jana Pawła II, umieścili w drugiej części kaplicy, w której znajduje się otaczana wielką czcią Ikona Czarnej Madonny, w samym «sercu» chrześcijańskiej Polski, trzy kolorowe witraże. Środkowy przedstawia Jana Pawła II, na dwóch bocznych są wizerunki — kard. Augusta Hlonda, z zapisanymi słowami jego proroctwa, oraz kard. Stefana Wyszyńskiego. Wszyscy trzej mają ze sobą wiele wspólnego, łączy ich przede wszystkim niezachwiana wiara we wstawiennictwo Maryi w historii zbawienia ludzkości.

Zakończenie

Upadek komunizmu to fakt historyczny. Przyczyniło się do tego wielu ludzi. W Polsce do osób, które położyły kres owemu wielkiemu nieszczęściu ludzkości, należy niewątpliwie zaliczyć, przywołanych w niniejszym artykule, wielkich mężów, czczonych dzisiaj jako Sługi Boże. Ich wpływ na proces pokojowych przemian, których zwieńczeniem był upadek Muru Berlińskiego w 1989 r., nie ograniczył się tylko do Polski, lecz miał rezonans na całym świecie. Jan Paweł II podczas wizyty w Republice Czeskiej usłyszał, jak prezydent Václav Havel mówi z wielkim wzruszeniem i wdzięcznością o «cudzie». Nie popadając w przesadę, w pokojowej przemianie Europy Wschodniej rzeczywiście można dostrzec «cud», który w pewnym sensie można by przypisać także Słudze Bożemu kard. Hlondowi, bo przecież to on przekazał swoją niezachwianą wiarę we wstawiennictwo Błogosławionej Dziewicy Maryi swemu następcy kard. Wyszyńskiemu, a ten z kolei — metropolicie krakowskiemu, późniejszemu Papieżowi Janowi Pawłowi II.

Na koniec zacytujemy w tym miejscu słowa ks. Prymasa kard. Augusta Hlonda, do niedawna nieznane. 10 stycznia 1948 r. Prymas napisał w liście do biskupa Bova Marina (Włochy) Giuseppe Cognaty (1885-1972):

«Dziękuję Ekscelencji za modlitwy w imieniu Polski. Stoi ona na pierwszej linii walki. Wspaniały jest jej duchowy opór. Proszę o dalszą modlitwę do Nieśmiertelnego Króla wieków i Jego wszechmogącej Matki, słodkiej Wspomożycielki Chrześcijan. Zobaczymy wydarzenia większe od tych, które miały miejsce pod Lepanto i Wiedniem».


Stanisław Zimniak
Pracownik naukowy Salezjańskiego Instytutu Historycznego w Rzymie


http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TH/THW/zim_hlond.html#
***
Pozwolę sobie podłączyć też:
>Kard. August Hlond (1881 - 1948) Prymas Polski
>Jan Paweł II… wciąż nas prowadzi...

avatar użytkownika intix

20. Związki Agusta Hlonda z Karolem Wojtyłą-Janem Pawłem II

Karol Wojtyła zetknął się z Augustem Hlondem tylko raz w 1946 podczas swoich studiów w Rzymie. Wojtyła już jako kardynał wziął udział w uroczystościach 20-lecia śmierci kard. Augusta Hlonda w Warszawie 22 października 1968 i 25-lecia jego śmierci w Gnieźnie 22 października 1973.
Jan Paweł II kilkukrotnie przywoływał w swoich przemówieniach zdanie Augusta Hlonda: Zwycięstwo, kiedy przyjdzie, będzie to zwycięstwo przez Maryję.
Cytował je m.in. 17 grudnia 1987 w Rzymie, 8 czerwca 1997 w Krakowie oraz w Testamencie.

Miałem możność zetknięcia się z Kardynałem A. Hlondem tylko jeden raz w życiu. Było to w roku 1946 (jesienią), kiedy zostałem skierowany na studia do Rzymu przez Ks. Kard. Adama Sapiehę, który prosił Kardynała Prymasa o ułatwienie mi przyjęcia do Kolegium Belgijskiego w Rzymie. To, że mogłem być przyjęty do tego Kolegium i przebywać tam przez dwa lata, zawdzięczam właśnie ks. Kard. A. Hlondowi (...) To co mnie wtedy uderzyło, to wielka bezpośredniość i serdeczność w obcowaniu...
— z listu kardynała Wojtyły z 23 III 1968 do ks. abpa Antoniego Baraniaka za: Adam Boniecki, Kalendarium życie Karola Wojtyły, Znak, Kraków 2000, s. 90-91

Jan Paweł o Auguście Hlondzie

Ojciec Święty Jan Paweł II, odnosząc się do postaci kard. Hlonda, powiedział m.in.:

„Była to osobowość bardzo dynamiczna, głęboko kościelna, spełnił on wielką misję w historii Kościoła i narodu”.

http://www.centrumjp2.pl/wikijp2/index.php?title=August_Hlond