Niemcy przypominają Polakom - historii będziecie się uczyć pod nasze dyktando. Już wkrótce.

avatar użytkownika Maryla

W grudniu 2007 roku ministrowie spraw zagranicznych Polski i Niemiecwyrazili polityczną aprobatę dla takiego projektu, dając tym samym decydujący impuls do jego realizacji.Na początku 2008roku z inicjatywy ówczesnego szefa niemieckiej dyplomacji Franka-Waltera Steinmeiera, ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego i minister edukacji Katarzyna Hall zdecydowano o powstaniu wspólnego polsko-niemieckiego podręcznika historii. . Powołano radę ekspertów, wyznaczono koordynatorów projektu, w 2010 r. przyjęte zostały liczące ponad sto stron, wydane po polsku i po niemiecku „Zalecenia” z wytycznymi będącymi podstawą dalszych prac nad podręcznikiem.


W ciągu kolejnych dwóch lat podręcznik ma być napisany, potem wydany i może trafić do szkół. - Zanim znajdzie się w szkołach, może to potrwać trochę dłużej, niż do 2014 roku - ostrożnie szacuje Cornelia Pieper. Naukowcy Instytutu im. Georga Eckerta zakładają, że pierwszy tom ukaże się u progu roku szkolnego 2014/2015. Realizacja podobnego projektu, zainicjowanego w 2003 r., w 40 rocznicę Traktatu Elizejskiego, niemiecko-francuskiego podręcznika historii trwała siedem lat.

Polsko-niemiecki podręcznik do nauki historii przeznaczony jest w Polsce dla uczniów gimnazjów i pierwszej klasy szkół ponadgimnazjalnych. W Niemczech dla uczniów różnych typów szkół ponadpodstawowych. Objąć ma całość zagadnień od starożytności do czasów współczesnych. Treść, struktura i szata graficzna polskiego i niemieckiego wydania mają być identyczne; różnić ma je tylko język. - informuje Polaków "Duetche Welle".Bo polskojęzycznych mediów ten niewygodny temat nie interesuje, szczególnie teraz, kiedy trwa protest głodowy w Krakowie.

http://wiadomosci.onet.pl/raporty/deutsche-welle-w-onecie/polsko-niemiecki-podrecznik-historii-nabiera-kszta,1,5073127,wiadomosc.html

Przypomnijmy , jak "rodziło się " dziecko Franka-Waltera Steinmeiera,Radosława Sikorskiego i  Katarzyny Hall.

Dokumentacja: polsko-niemiecki podręcznik do historii - Joanna ...

 

Poniżej zamieszczam artykuły i wywiady z ostatnich dni dotyczące planów stworzenia kontrowersyjnego wspólnego polsko-niemieckiego podręcznika do historii dla uczniów szkół średnich.

Rzeczpospolita 18.05.08

Wspólny opis dziejów

Piotr Jendroszczyk 18-05-2008,

W sobotę w Berlinie nastąpiło oficjalne rozpoczęcie prac nad polsko– niemieckim podręcznikiem historiiPierwszy tom, obejmujący okres od XVI do XVIII w., ma być gotów za trzy lata. Pisaliśmy o tym w poprzedniej „Rz”.– Nie chodzi o ujednolicanie historii, wybaczanie w imię celów politycznych, ale o naukę – ocenił wiceminister edukacji narodowej Krzysztof Satanowski. Strona niemiecka widzi w podręczniku możliwość przybliżenia niemieckim uczniom historii sąsiedniego kraju i wschodniej części Europy. – W niemieckich szkołach jest jej ciągle za mało – przyznał Holger Rupprecht, minister oświaty Brandenburgii. Projekt wspierają szefowie dyplomacji obu państw.W najbliższym czasie wybrane zostaną gremia, które powierzą opracowanie poszczególnych rozdziałów podręcznika polskim i niemieckim historykom i dydaktykom.

Źródło : Rzeczpospolita [....] pod linkiem więcej.

 

 

Dwujęzyczny podręcznik jest taką próbą. Pokazuje tragiczną historię obu narodów w latach 1933 – 1949 z tak dużym dystansem, że fragmentami ma się wrażenie, iż opisuje wydarzenia sprzed setek lat, a nie zaledwie 64.

Z polskiego punktu widzenia książka nie jest idealna. Zabrakło w niej takich fragmentów naszej historii jak polskie państwo podziemie w okupowanym kraju, ale za to jest próba postawienia wspólnego mianownika pomiędzy przymusowymi przesiedleniami Polaków i Niemców. Przy czym o Niemcach mówi się "wypędzeni", a o Polakach - "przesiedleni". Zabrakło też podsumowania i pogłębionej analizy tragicznych skutków nazizmu.

Autorzy bronią się, że to nie jest kompleksowy podręcznik historii, ale materiał pomocniczy. "Nie musi się w nim znaleźć wszystko" - odpiera zarzuty dr Kazimierz Wóycicki. "Nam zależało przede wszystkim na pokazaniu, że II wojna była zasadniczo wojną trójstronną. Nie tylko faszyzm, ale i komunizm, przyczyniły się do masowego niszczenia ludzi" - podkreśla.

"Polsko-niemiecki podręcznik do historii - Zalecenia"

03 Grudnia 2010 Opublikowano zalecenia do Polsko-niemieckiego podręcznika do historii. Po 2 latach pracy 30 polskich i niemieckich historyków i dydaktyków ustaliło wspólny sposób opowiadania o historii, nie tylko historii bilateralnej - dotyczącej relacji między tymi dwoma narodami, ale także historii powszechnej. Jeśli taki podręcznik wszedłby do powszechnego użycia młody Polak i Niemiec mieliby tę samą historyczną wiedzę. Bowiem naukowcom udało się ustalić wspólna wersję dla obu krajów, bez "protokołu rozbieżności". To znaczy, że ich kilkunastomiesięczna praca znalazła szczęśliwy, bo zgodny finał. Co jest w podręczniku?

Tutaj znajdziesz całość zaleceń dla Polsko-niemieckiego podręcznika do historii

Jak piszą sami autorzy:Projekt wspólnego polsko-niemieckiego podręcznika do nauczania historii jest kontynuacją dialogu, który od dziesięcioleci prowadzą historycy, dydaktycy i wydawcy podręczników szkolnych obu krajów.

Koniecznie trzeba zapoznać się z pozycją :

Tutaj znajdziesz z kolei recenzję polsko-niemieckiego podręcznika dla studentów historii.

"Polska-Niemcy. Stosunki polityczne od zarania po czasy najnowsze"Jerzego Krasuskiego.

Krasuski jednak bardzo krótko zajmuje się drugą wojną światową.

Ludność niemiecka z Czechosłowacji, Polski i Węgier miała zostać wysiedlona do Niemiec w ich granicach z 1937 roku. Wysiedlenie to przesądziło ostateczny charakter granicznych postanowień poczdamskich. W sumie z nowej Polski uciekło, zostało ewakuowanych przez władze niemieckie , wysiedlonych, zamordowanych lub w inny sposób zgładzonych 9 milionów Niemców pisał Jerzy Krasuski. Czasom powojennym poświęcił tylko jeden rozdział.

[..] Prawdą jest, że Niemcy i cała Europa Zachodnia nie miały najmniejszego zamiaru wchodzić z Rosją w jakikolwiek zatarg i popadały w coraz większą zależność od rosyjskiego gazu ziemnego i ropy naftowej. Niemcy uważają nadal zabór przez Polskę ziem, które do 1945 r. były niemieckie, i wypędzenie z nich ludności niemieckiej za nieprawowite akty gwałtu, z którymi pogodzić się musiały tylko z konieczności.

 

 

 

211 komentarzy

avatar użytkownika Maryla

1. Niemiecki minister odwiedza Sikorskiego w kwietniu 2008 r.

następne
Minister spraw zagranicznych Niemiec z wizytą w rezydencji Radosława Sikorskiego

Niemiecki minister wraz z małżonką wylądował w Bydgoszczy, a
następnie samochodem pojechał do oddalonego o kilkanaście kilometrów
Chobielina. Tam, na schodach XIX-wiecznego dworku, gości powitał
Sikorski wraz z żoną Anne Applebaum i dwoma synami.

Sikorski wraz
żoną ugościł niemieckiego ministra wystawną kolacją. Oprowadził go
także po okolicy, pokazując piękne nadnoteckie krajobrazy. Atrakcją
wieczoru był koncert organowy na XIX-wiecznym instrumencie, stanowiącym
ozdobę salonu chobielińskiego dworu. Przy instrumencie zasiadł Michał
Wachowiak, organista bydgoskiej katedry i muzyk Filharmonii Pomorskiej w
Bydgoszczy. Wykonał on m.in. fugę i preludium D-dur Jana Sebastiana
Bacha, trzy tańce z Tabulatury Jana z Lublina, preludium Jana
Podbielskiego, a na koniec Concerto C-dur Bacha. W programie znalazła
się też prezentacja umiejętności organowych Sikorskiego.


http://galerie.money.pl/minister-spraw-zagranicznych-niemiec-z-wizyta-w-...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

2. Prezydent Sikorski?

Polska polityka zagraniczna zmieniła się w ciągu minionych dwóch lat nie do poznania, ale jeszcze bardziej zmienił się sam Sikorski. Przejście z rządu PiS do PO, z początku uważane za akt koniunkturalizmu, okazało się symbolem głębszej zmiany: z wojującego antykomunisty w radykalnego pragmatyka, z przekonanego eurosceptyka w powściągliwego sympatyka Unii, z zagorzałego atlantysty w sceptycznego przyjaciela Ameryki, z rusożercy w człowieka szukającego dialogu z Rosją. Zmieniła się też retoryka Sikorskiego: polityk, który w 2006 r. zszokował Europę porównaniem gazociągu północnego do paktu Ribbentrop-Mołotow, rok temu zaskoczył stwierdzeniem, że nie należy zamykać Rosji drzwi do NATO. Czyżby w polityce była możliwa tak gruntowna przemiana?

Więcej pod adresem http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1503828,1,prezydent-sikorski.read#ix...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Tymczasowy

4. Dziwolag

A po co ten caly polsko-niemiecki podrecznik? Nie mozna pozostac kazdy przy swoim?
Nie widzialem amerykansko-kanadyjskiego podrecznika historii. Kazdy pisze historie po swojemu kierujac sie dobrem swego kraju. Pewnie niebawem napisze tekst o tym jak roznie pisza w obu8 tych krajach o wojnioe 1812 r. W skrocie, Amerykanie napadli na Kanade myslac, ze bedzie to spacerek. Tym bardziej, ze zdecydowana wiekszosc dzisiejszej prowincji Ontario (tu toczyla sie wojna) byla zamieszkiwana przez Amerykanow, ktorzy sie przeprowadzili na polnoc. Zamysl sie nie udal, a nieliczna armia brytyjska wspierana Kanadyjczykami oraz Indianami osmieszyla armie amerykanska. Teraz, w rocznice rzad federalny lozy setki miliony dolarow na upamietnienie tamtych wydarzen.
Tymczasem Amerykanie maja amnezje i konsekwentnie sprowadzaja wojne do potyczek okretow na oceanie. Udalo im sie zatopic kilka okretow brytyjskich i uznali, ze wojne wygrali, bo przeciez cala flota brytyjska liczyla tysiace okretow.
I nikomu to nie przeszkadza. Kazda sroczka swoje piorka chwali (tak sie to mowi?).

avatar użytkownika gość z drogi

5. polsko /niemiecki podręcznik do historii

czy to zły sen,czy jawa ?

gość z drogi

avatar użytkownika gość z drogi

6. ciekawe czy w tym podręczniku będzie

o Powstaniu Warszawskim i Mordowaniu Ludności Cywilnej?
czy napiszą,że Rosja przyszła z pomocą Niemcom 17 września 1939 roku?
BO te prawdy przypomniał Polski Prezydent na Polskim Wybrzezu,tam gdzie polscy żołnierze
czwórkami szli do Nieba....i w bardzo krótkim czasie,ON i Towarzysząca MU Polska Elita,poleciała do Nieba,w liczbie wielokroć razy po cztery

gość z drogi

avatar użytkownika Joanna K.

7. Niemcy nakażą nam naukę historii pod ich dyktando już wkrótce??

No to odpowiadam Niemcom: takiego wała jak Polska cała!
Słyszeliście?
Prędzej już nie będzie komu na tej ziemi po niemiecku mówić.
I żaden Sikorski, choćby wam wpełzł bez wazeliny NIC na to nie poradzi.

Są w życiu rzeczy ważniejsze, niż samo życie.

                              /-/ J.Piłsudski

avatar użytkownika gość z drogi

8. Joanno K ,masz rację :)

te durnie zapomniały,ze oprócz ich Matrixu,jest na zewnątrz Normalny Świat
Normalny i prawdziwy
i ten paciorek kazdego małego Polaka
"Kto ty jesteś,polak mały
jaki znak Twój Orzeł Biały
czem TWA ziemia ,mą Ojczyzną
jak zdobyta ,krwia i blizną
czy Ją kochasz ,kocham szczerze
a w co wierzysz ,W BOGA WIERZĘ"

Miliony polskich Matek i Ojców uczyło swe dzieci tego paciorka/katechizmu Małego Polaka,Te ówczesne Dzieci,uczą GO dzisiaj swe Wnuki
i tak będzie zawsze...
aż do ostatniej kropli krwi
serd pozdrawiam :)

gość z drogi

avatar użytkownika intix

9. Pozwolę sobie dołączyć jeszcze ...

...Wzmocnienie potencjału gminnych bibliotek publicznych oraz ich przekształcenie w nowoczesne centra dostępu do wiedzy i ośrodki życia społecznego zakłada Wieloletni Program Rządowy KULTURA+, zainaugurowany niedawno, w lutym b.r. Jego budżet na lata 2011-2015 wynosi 516 mln zł, z czego na część "Biblioteka+. Infrastruktura bibliotek" wydanych zostanie 150 mln zł...
http://blogmedia24.pl/node/45699
***
Czym...? Jakimi POzycjami będą zapełnione biblioteki...?
Może wiele dotychczasowych, będących na stanie... okaże się być zbędnymi, niePOtrzebnymi, niezgodnymi z POlityką POjednania...?
Oto jest pytanie...

avatar użytkownika gość z drogi

10. Intix,a może tęczowe pisma zajmą czołowe miejsca w ramach

"dobrze pojętych zasad tzw etyki "?
nie mogli wejść oficjalnie do szkół,wejdą do Bibliotek....
serdecznie pozdrawiam :)

gość z drogi

avatar użytkownika Maryla

12. Niemieckie cierpienie po



Niemieckie cierpienie po wojnie w reportażach Stiga Dagermana. "Polacy dopiero teraz są gotowi na tę książkę" [POCZYTALNI]

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

13. Wywracanie historii

Wywracanie historii najnowszej do góry nogami odbywa się w Niemczech bez przerwy, małymi kroczkami

Tylko u nas

Kreowanie współczesnej polityki historycznej poprzez zamilczanie
niemieckich zbrodni odbywa się za Odrą „kulturalniej”. Pewnie po to, aby
upatrzone ofiary, czyli prawda historyczna i wszyscy, którzy chcą jej
strzec, nie spostrzegli się nawet, że coś jest nie tak.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

14. Polska pod pręgierzem

Polska pod pręgierzem Niemców. Za antysemityzm

11:54
 

RAPORT "NIETOLERANCJA, UPRZEDZENIA I DYSKYMINACJA"

Polska pod pręgierzem Niemców. Za antysemityzm

- Niemal 75 procent Polaków twierdzi, że Żydzi wykorzystują Holokaust. 63 procent jest przekonanych, że Izrael prowadzi...czytaj dalej »

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

15. Partia Piratów w Niemczech

Partia Piratów w Niemczech coraz bardziej kontrowersyjna


W szeregach niemieckiej Partii Piratów mnożą się rewizjonistyczne i
antysemickie wypowiedzi.Bodo Thiesen, działacz niemieckiej Partii Piratów obwinia Polskę o wybuch II wojny światowej. Mimo tego zachował legitymację partyjną.

Przedmiotem krytyki był między innymi wpis, jaki Thiesen - cytowany przez agencję dpa - zamieścił w 2008 roku w internecie: Jeżeli
Polska wypowiedziała Niemcom wojnę (a uczyniła to ogłaszając powszechną
mobilizację), to Niemcy miały wszelkie prawo do ataku
.



Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika ciociababcia

16. Kiedyś przeczytałam, że Merkel zażądała od Tuska Wolina,

Świnoujścia , Szczecina i części Bałtyku. Wydawało mi się, że to lekka przesada, jak już będzie brać to całe Prusy, aż po Królewiec.
Szczecin już jest w katastrofalnej sytuacji. Przyszedł czas na Świnoujście. Bałtykiem (łowiskami) też zarządza.
Jak to ujmą w tej historii? Czy będziemy wygnanymi , czy okupantami?

Świnoujska rada miasta apeluje do premiera o kontrolę w Morskiej Stoczni Remontowej. Zdaniem radnych, funkcjonowanie firmy, jednego z największych pracodawców w tym mieście stoi pod znakiem zapytania. W nadzwyczajnej sesji zwołanej w tej sprawie wzięli udział parlamentarzyści PiS i SLD. Świnoujska stocznia jest w jednej grupie kapitałowej ze szczecińską Gryfią i gdyńską Nautą. W efekcie wszystkie te spółki ze sobą konkurują, ponadto np. prezes MSR pracuje w szczecińskiej Gryfii i zasiada w radzie nadzorczej Nauty. Związkowcy rozpoczęli protest, o wytrwałość apelował poseł PiS Joachim Brudziński. – Nie ustępujcie ani na minutę, ten rząd boi się tylko i wyłącznie zorganizowanego protestu – mówił Brudziński.

Nie chcemy by powtórzyła się sytuacja Stoczni Szczecińskiej – mówił poseł SLD Grzegorz Napieralski. – Że władza zapewnia, że wszystko jest w porządku, a za chwilę będzie tragedia. Nie działamy na szkodę spółki – zapewniał Jacek Szafrański, prezes MSR. – Na każdym z członków zarządu ciąży odpowiedzialność materialna całym majątkiem. Prezes zapewnił też, że stocznia w porównaniu z innymi tego typu firmami jest w dobrej sytuacji – osiąga zyski i ma plany rozwoju.
źródło: Polskie Radio Szczecin

http://www.bibula.com/?p=55592

ciociababcia

avatar użytkownika Maryla

17. Nasze stosunki są obarczone

Nasze stosunki są obarczone takim balastem historycznym i można je łatwiej psuć, niż odbudować. Dlatego uważam, że Niemcy powinni pamiętać, kto i w jaki sposób wywołał drugą wojnę światową i że to, co potem nastąpiło było konsekwencją - mówi Tadeusz Mazowiecki w rozmowie z Różą Romaniec z Deutsche Welle. - A my musimy pamiętać, że przy wysiedlaniu Niemców działy się rzeczy niedobre i że ten ludzki ból trzeba zrozumieć - dodaje.

Przełamywanie historii jest tematem, który do dziś zajmuje Polaków i Niemców. W Niemczech Urząd ds. Akt Stasi powstał dekadę wcześniej, a jej pierwszy szef jest dzisiaj prezydentem. Jak wypada Pana zdaniem porównanie tego procesu w obydwu krajach?

- Nie zgadzałem się wtedy z panem Gauckiem, który wypowiadał się w sprawach Polski, ale nie chciałbym tego dziś komentować. Moim zdaniem pojęcie grubej kreski zostało sfałszowane dla celów politycznych. Nigdy nie mówiłem, że nie będzie rozrachunku z historią, ale polityka musi dawać perspektywę życia w demokracji wszystkim. Moją rolą było wprowadzenie demokracji bez odwetu. My w Polsce byliśmy pierwsi i jedyni. Sytuacja w NRD była inna i miała miejsce już rok po tym, jak my tego dokonaliśmy, o tym także trzeba pamiętać.

http://wiadomosci.onet.pl/raporty/deutsche-welle-w-onecie/mazowiecki-nie...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

18. Prześladowanie Kościoła

Prześladowanie Kościoła relacja świadka
Nasz Dziennik, 2012-04-22

Dyktatorski i rasistowski charakter socjalizmu nazistowskiego słusznie został opisany i utrwalony w powszechnej świadomości. Szczególnie dotyczy to prześladowań Żydów, jednego z najczarniejszych aktów XX wieku, o których wie się wszystko lub prawie wszystko. Kto jednak potrafi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wiemy dużo mniej na temat hitlerowskich prześladowań Kościoła katolickiego?

Jedną z najobszerniejszych dokumentacji tych prześladowań jest potężne dzieło niemieckiego jezuity o. Waltera Mariaux "Chrześcijaństwo w Trzeciej Rzeszy", napisane w 1940 roku pod pseudonimem "Testis Fidelis". Pierwsze wydanie tej książki ukazało się po angielsku w Londynie, w wydawnictwie Burns & Oates. Na 792 stronach zgromadzono mrożące krew w żyłach dokumenty, które obrazują skalę prześladowań Kościoła porównywalną jedynie z tymi, których dopuszczały się reżimy komunistyczne.

"Groźna machina propagandy socjalizmu nazistowskiego - podkreśla ojciec Mariaux - chciałaby nam wmówić, że Trzecia Rzesza nie dopuszczała się prześladowań wobec Kościoła. Jest zatem konieczne dowiedzenie prawdziwego charakteru, a także prawdziwych celów polityki nazistów wobec Kościoła. Można to uczynić poprzez jasną i kompleksową prezentację faktów".

Wyeliminowanie wierzeń chrześcijańskich

W pierwszej części książki przytoczono dokumenty Kościoła - od encykliki "Mit brennender Sorge" (1937) poprzez przemówienia papieskie, listy pasterskie księży biskupów niemieckich, po liczne indywidualne deklaracje hierarchów. Dokumenty te pokazują, w jaki sposób Kościół przeciwstawiał się narodowemu socjalizmowi. Był to sprzeciw zarówno głęboki, jak i konsekwentny. Należy pamiętać, że w tym samym czasie komuniści szli ramię w ramię z Hitlerem, na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow.

Warto tu przytoczyć przykład rzymskiego Collegium Germanicum z 1937 roku, kiedy to Ojciec Święty nazwał po imieniu "fanatyczną i wściekłą walkę, jaką Niemcy wypowiedziały Kościołowi Chrystusowemu (...), będącą niczym innym jak regularnym prześladowaniem". Wilhelm Berning, biskup Osnabrźck, mówił z kolei w 1935 roku o "walce prowadzącej aż do eksterminacji wierzeń chrześcijańskich mającej na celu wyrwanie ich z dusz młodych ludzi, a następnie zastąpienie ich nową religią germańską".

W działaniu na rzecz uświadamiania społeczeństwu skali tego prześladowania wybija się szczególnie dwóch hierarchów: hrabia Konrad von Preysing, biskup Berlina, oraz hrabia Clemens von Galen, biskup Mźnster, beatyfikowany przez Papieża Benedykta XVI.

Walka z Kościołem

Z iście niemiecką precyzją, w oparciu o bogatą dokumentację, o. Mariaux poświęca drugą część swojej książki "stanowisku wobec Kościoła przyjmowanemu przez władze". Przywołajmy kilka przykładów.

Mimo istnienia podpisanego w 1934 roku konkordatu gestapo zajęło prawie wszystkie stanowiska kościelne w Niemczech, kradnąc dokumenty i prześladując księży. Niektórzy z nich zostali wywiezieni ze swoich parafii, często z błahych powodów. Spotkało to na przykład biskupa Rothenburga Johannesa Sprolla, który został wyrzucony z diecezji za to, że "był jedynym obywatelem regionu, który nie głosował w ostatnich wyborach".

Działalność wielu klasztorów została uniemożliwiona, a ich dobra - skonfiskowane. Stare opactwa, takie jak Göttweig, Admont, St. Lamprecht czy Engelzell, zostały zsekularyzowane, a zamieszkujący je mnisi - wygnani. Liczne seminaria zamknięto i poddano pod jurysdykcję państwową. Ten sam los spotkał także katolickie szpitale - zostały one odebrane Kościołowi i włączone do państwowego systemu opieki zdrowotnej. Represjom tym towarzyszyła jadowita kampania propagandowa nazywająca osoby konsekrowane skłonnymi do rozpusty darmozjadami, sojusznikami Żydów, spekulantami walutowymi i tak dalej.

W 1934 roku wprowadzono prawo zabraniające Kościołowi prowadzenia jakichkolwiek publicznych zbiórek pieniędzy. W 1937 roku zakazano mu także otrzymywania dotacji. Zakaz ten dotyczył także tradycyjnej bożonarodzeniowej zbiórki pieniędzy na potrzeby biednych. Wiele parafii zostało ukaranych za złamanie tego zakazu. Zakony żebracze, takie jak franciszkanie, doprowadzono do stanu nędzy.

Po opublikowaniu encykliki "Mit brennender Sorge", w której Pius XI potępił nazizm, reżim zamknął drukarnie, które wydrukowały ten dokument, jak również periodyki, które go opublikowały. Z czasem zakazano publikowania jakichkolwiek dokumentów kościelnych - chyba że poddano je wcześniej cenzurze. Na mocy "prawa dziennikarskiego" (Schriftleitergesetz) z 1934 roku, które uzupełniono w 1935 roku dekretem Biura Prasowego Rzeszy, prasa katolicka została praktycznie "zakneblowana" i poddana kontroli reżimu. Zlikwidowano setki katolickich tytułów prasowych. Najmocniejszym ciosem była likwidacja w 1939 roku wszystkich magazynów młodzieżowych. Nazionalzeitung orzekł: "Nie ma już prasy katolickiej!".

Katechizm został uznany za "nieprzydatny jako tekst służący do kształcenia religijnego" i przekształcony w taki sposób, aby "oczyścić go z idei antypaństwowych". Wszystkie "nieoczyszczone" egzemplarze były przechwytywane i niszczone. Reżim nazistowski konfiskował także rozmaite dzieła z dziedziny apologetyki. Najjaskrawszym przykładem jest tutaj sprawa książki Konrada Algermissena "Chrześcijaństwo i germańskość", gdzie została wyrażona wprost polemika z rasistowskimi tezami Alfreda Rosenberga, ideologa reżimu. Biblioteki katolickie przeszły z kolei przez sito kontroli mającej na celu upewnienie się, że ich zasoby spełniają wymogi poprawności politycznej. Skonfiskowano wiele książek uznanych za "antypaństwowe".

Zniszczenie stowarzyszeń i szkół katolickich

"Idee [Alfreda] Rosenberga to właściwa droga dla niemieckiej młodzieży". Tymi słowami, wypowiedzianymi w Berlinie w 1934 roku, Baldur von Shirach, szef Hitlerjugend, podkreślił determinację Rzeszy do edukowania młodzieży według zasad narodowego socjalizmu, z wykluczeniem każdego innego wpływu - przede wszystkim promieniowania chrześcijaństwa.

Rezultaty takiej polityki kilka lat później stały się aż nazbyt oczywiste. Ojciec Mariaux wskazuje: "W chwili, kiedy piszę te słowa, to jest latem 1939 roku, nie istnieje w Niemczech właściwie ani jedna szkoła katolicka, ani żadna młodzieżowa organizacja katolicka. Te dwa instrumenty, które pozwalały Kościołowi na wychowywanie młodzieży, zostały wciągnięte w tryby państwowej machiny narodowego socjalizmu i służą obecnie jej celowi: dechrystianizacji narodu niemieckiego".

Ostrzegając, że "Fźhrer wydał rozkaz rozwiązania wszystkich stowarzyszeń niepodlegających Hitlerjugend", von Shirach groził w 1935 roku: "Zobaczymy, czy stowarzyszenia katolickie podporządkują się nakazowi porzucenia swoich zgubnych praktyk. Jeżeli tak się nie stanie, będziemy zmuszeni użyć siły". Komunikat podpisany przez Rudolfa Hessa i odczytywany we wszystkich szkołach głosił, że uczniowie muszą zapisać się do Jungvolk (jeśli mają od 10 do 14 lat) bądź do Hitlerjugend (jeśli mieszczą się w przedziale wiekowym od 14 do 18 lat). Dziewczynki miały natomiast wstąpić do BDM (Bund Deutscher Mädchen) [Liga Dziewcząt niemieckich]. Według Hessa, jeśli ktokolwiek nie podporządkowałby się tym przepisom, zostałby uznany za "wroga państwa narodowo-socjalistycznego". Przynależność do jakiegokolwiek stowarzyszenia katolickiego była postrzegana jako przeszkoda w nazistowskim wychowaniu.

Bezlitosna kampania wymierzona w organizacje katolickie, precyzyjnie udokumentowana przez o. Mariaux, osiąga swój punkt kulminacyjny w 1939 roku, kiedy to dochodzi do ich rozwiązania. Identyczny los spotyka także szkoły katolickie. Krok po kroku dochodzimy do 1 kwietnia 1940 roku, kiedy to na podstawie dekretu Hitlera zostają definitywnie zamknięte wszystkie prywatne szkoły katolickie.

Kościół musi zniknąć

7 lipca 1935 roku minister spraw wewnętrznych III Rzeszy Wilhelm Frick głosił, że celem reżimu narodowo-socjalistycznego jest "pokonanie każdej formy obecności religii w życiu publicznym. (...) Kościół musi zniknąć z życia publicznego". Ten cel realizowano etapami. Naziści najpierw zlikwidowali związane ze świętami religijnymi dni wolne od pracy, a następnie zabronili uprawiania jakiegokolwiek kultu religijnego poza murami kościołów. Kolejnym krokiem stało się wydanie zakazu transmisji przez radio jakichkolwiek treści religijnych, w końcu zabroniono nawet pielgrzymowania do sanktuariów i wszystkich innych form publicznego wyznawania wiary.

Wprowadzenie tych zakazów, ironizuje o. Mariaux, było o tyle ciekawe, że publiczne wyznawanie wiary w sposób oczywisty stanowiło część "niemieckich tradycji", które naziści - jak deklarowali - pragnęli pielęgnować: "Cóż może być silniej związane z duchem narodu niż święta i uroczystości religijne, które od wieków ożywiają tak charakterystyczne elementy kultury jak tradycyjne pieśni, potrawy, efektowne stroje czy ludowe zabawy?".

We wrześniu 1939 roku wszedł w życie dekret, który wprost zabraniał odprawiania rekolekcji.

Z antykatolicką polityką rządu łączyła się także kampania zniesławiająca osoby wierzące, uprawiana przez reżimowe gazety, takie jak "Das schwarze Korps" (organ SS), "Der S.A. Mann" (organ SA) i "Völkischer Beobachter" (organ NSDAP, czyli partii nazistowskiej). W wytworzonym w ten sposób klimacie podwyższonego napięcia społecznego dochodziło do aktów wandalizmu. Sprawowanie kultu religijnego było często przerywane przez bojówki, które wbiegały do kościołów, miotając bluźnierstwa. Obiekty religijne często atakowały hordy nazistów krzyczących "Śmierć klerowi!", "Won, psy!" czy "Księża do Dachau!".

"Jeśli Niemcy mają żyć, musi zniknąć Krzyż!"

Człowiek, wskazuje o. Mariaux, nie potrafi żyć bez strawy duchowej. Jeśli wyrwie się go ze sfery oddziaływania religii chrześcijańskiej, jej miejsce zajmie neopogaństwo narodowego socjalizmu. Ostatnia część książki została poświęcona opisowi, podobnie jak poprzednie sporządzonego na bazie oryginalnych dokumentów, nowej religii nazistowskiej. Dla przykładu - oto wyimek z neopogańskiego periodyku "Der Durchbruch": "Chrześcijaństwo i naród niemiecki stanowią dwie nieprzystawalne rzeczywistości, dwie przeciwstawne kulturowo tendencje. (...) Woda przyniesiona z Jordanu, którą nawodniono niemiecką ziemię, sprawiła, że ziemia ta zaczęła wydawać trujące rośliny. Należy je teraz usunąć, aby móc tę ziemię uzdrowić. (...) Jako ludzie Północy przeciwstawiamy się semickim wpływom, które mieszają z błotem naszą godność. (...) Jeśli Niemcy mają żyć, musi zniknąć Krzyż. (...) Koniec obecności Kościoła w Rzeszy jest tylko kwestią czasu. (...) Fźhrer przekazał nam, że w naszych żyłach płynie świecka krew. (...) Nie potrzebujemy religii ani Kościoła. Jesteście dla nas wszystkim, o wieczne Niemcy!".

Z tą nową religią szła w parze nowa moralność, scharakteryzowana na łamach "Schwarze Korps" z 6 maja 1937 roku. Odrzuciwszy religię objawioną jako źródło praw moralnych, narodowy socjalizm zaczął szukać jej w "przejawach żywotności ludu niemieckiego". "W ludzie niemieckim - pisał organ SS - istnieje niezmierzony potencjał". Należy zatem "uwolnić cudowny i nieodkryty do tej pory skarb" tego potencjału, tej witalności, poprzez praktyki sprzyjające wzrastaniu tego ludu. Ta ideologia dała początek panseksualizmowi, który przejawiał się w praktykowaniu nudyzmu, prowadzeniu mniej lub bardziej wyzwolonego życia seksualnego, łatwości rozwodów etc. Hasła kluczowe dla tego nowego porządku to: "Dobre jest wszystko to, co silne i piękne", czy też: "Każde zdrowe macierzyństwo jest dobre".

Efektem pójścia drogą prowadzącą od jednej aberracji do drugiej stało się powołanie centrów macierzyństwa prowadzonych przez organizację Lebensborn (źródło życia), w których dziewczęta należące do uprzywilejowanej rasy aryjskiej mogły poddać się zapłodnieniu przez młodych bojowników z SS, oddając następnie dzieci z tych sztucznie nawiązanych związków na wychowanie wykwalifikowanemu personelowi.

Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę... Jak pisze ten sam "Schwarze Korps" z 11 maja 1939 roku, co najmniej 75 proc. niemieckich mężczyzn zapadło na choroby weneryczne, potroiła się liczba przestępstw wśród osób niepełnoletnich, a liczba dokonywanych aborcji wzrosła o 250 procent.

Możliwe pojednanie?

Kończąc swoje imponujące dzieło, o. Walter Mariaux pyta, czy możliwe jest zrozumienie nazizmu. I odpowiada: "Jakakolwiek płaszczyzna ewentualnego pojednania pomiędzy chrześcijaństwem a narodowym socjalizmem mogłaby być brana pod uwagę tylko pod warunkiem, że ten ostatni porzuciłby swoje absolutystyczne zapędy i totalitarny charakter i poddałby się pod panowanie Boga chrześcijan. Mówiąc w skrócie - kiedy przestałby być tym, czym jest".

Julio Loredo
publicysta włoskiego miesięcznika "Radici Christiane"

tłum. Agnieszka Żurek

Autor jest prezesem włoskiego stowarzyszenia "Tradycja - Rodzina - Własność".

http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=1143752

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

19. przyczynić się do upadku "sienkiewiczowskiego mitu o szlachetnyc

Po ponad 20 latach od zakończenia prac archeologicznych na Polach Grunwaldu mają zostać wznowione badania miejsca bitwy polsko-krzyżackiej z 1410 roku. Archeolodzy liczą, że dzięki nowoczesnym technikom uda się odkryć nieznane wcześniej ślady walk.

Planom wznowienia badań na Polach Grunwaldzkich i innych miejscach związanych z tzw. wyprawą letnią z 1410 r. poświęcona będzie konferencja organizowana w poniedziałek przez Muzeum Bitwy pod Grunwaldem. Na zamku w Nidzicy spotkają się naukowcy i specjaliści od poszukiwań archeologicznych z Torunia, Olsztyna, Łodzi, Lublina i ze Śląska.

Mają oni ustalić cele badawcze na najbliższe lata i opracować program badań z wykorzystaniem metod stosowanych we współczesnej archeologii. "Wiążemy z tym ogromne nadzieje. Jesteśmy przekonani, że zastosowanie nowych technik pozwoli zupełnie inaczej spojrzeć na to, co się wydarzyło pod Grunwaldem" - powiedział PAP dyrektor muzeum grunwaldzkiego, Szymon Drej.

Poprzednie prace archeologiczne na Polach Grunwaldzkich prowadzono w latach 1958-1990. Jak podkreślają muzealnicy od tamtej pory nastąpił znaczący postęp technologiczny. Wykorzystanie nowoczesnych metod geoinformatycznych może rzucić nowe światło na przebieg bitwy.

Badania będą miały charakter interdyscyplinarny. Poza archeologami mają w nich uczestniczyć hydrolodzy, klimatolodzy i specjaliści z innych dziedzin. Mieliby oni ustalić m.in. dokładną lokalizację doliny wyschniętego obecnie Wielkiego Strumienia, w której rozegrała się średniowieczna bitwa.

Według dyrektora muzeum - mimo opisów zachowanych w Rocznikach Jana Długosza i anonimowej Kronice Konfliktu - wokół przebiegu bitwy grunwaldzkiej "nadal jest więcej pytań niż odpowiedzi".

Prowadzone w przeszłości prace archeologiczne nie przyniosły spodziewanych efektów. Wydobyto wówczas zaledwie 28 fragmentów uzbrojenia, głównie części bełtów i grotów strzał, ułamki broni siecznej i rękawic.

Odnaleziono wtedy również szczątki ok. 300 uczestników bitwy, wszystkie w rejonie kaplicy pobitewnej, wzniesionej w miejscu obozu krzyżackiego. Zdaniem archeologów oznacza to, że nadal nie odkryto miejsc pochówków kilku tysięcy poległych.

Nowe badania miałyby uwzględniać nie tylko na same Pola Grunwaldzkie, ale także pozostałe obszary związane z ówczesnymi działaniami wojennymi - drogi dojścia obu armii, przeprawy i kierunki ucieczki Krzyżaków.

Jako pierwsze zostaną przebadane ruiny zamku w Kurzętniku i dawne brody na Drwęcy, przy których 11 lipca 1410 r. zetknęły się po raz pierwszy wojska polskie i siły Zakonu. Na poniedziałkowej konferencji dyrekcja muzeum podpisze list intencyjny z gminą Kurzętnik o współpracy przy staraniach o granty na te badania.

Zdaniem dyrektora Szymona Dreja badania archeologiczne na szlaku armii polsko-litewskiej mogą przyczynić się do upadku "sienkiewiczowskiego mitu o szlachetnych rycerzach króla Jagiełły i złych Krzyżakach".

"W rzeczywistości wojska idące pod Grunwald paliły mijane wsie krzyżackie, grabiły i prawdopodobnie zabijały ludność cywilną. O płonących wsiach wroga wspominają źródła, potwierdziły to wcześniejsze wykopaliska archeologiczne" - przypomniał dyrektor muzeum.

Na masową mogiłę ponad 70 mieszkańców, poległych od ciosów białej broni, natrafiono w Ulnowie, niedaleko dawnego obozowiska wojsk polsko-litewskich. Według historyków do najtragiczniejszego wydarzenia doszło w Dąbrównie, gdzie miejscowa ludność spłonęła żywcem w kościele obleganym przez wojska Jagiełły.
PAP

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Joanna K.

20. A to dobre! Pan Szymon D. pragnie obalić dziejopisów, którzy

opisali dosyć dokładnie przebieg bitwy w 1410r. "...pozwoli zupełnie inaczej spojrzeć na to, co się wydarzyło pod Grunwaldem" - powiedział PAP dyrektor muzeum grunwaldzkiego, Szymon Drej."
Może doczekamy się sprawozdania z przebiegu bitwy a la J.T.Gross?

Są w życiu rzeczy ważniejsze, niż samo życie.

                              /-/ J.Piłsudski

avatar użytkownika intix

21. Centrum Badań Historycznych/Zentrum für Historische Forschung

Centrum Badań Historycznych w Berlinie jest pierwszą placówką naukowo-badawczą Polskiej Akademii Nauk za granicą.
Powstało 11 października 2006 r. Głównym zadaniem Centrum jest badanie historycznych i współczesnych aspektów stosunków polsko-niemieckich w kontekście europejskim. Chcemy przy tym świadomie kłaść nacisk na historię w jej powiązaniu z innymi naukami humanistycznymi...
Więcej na:
http://www.cbh.pan.pl/
***
...Chcemy przy tym świadomie kłaść nacisk na historię w jej powiązaniu z innymi naukami humanistycznymi...

???!

...

avatar użytkownika Maryla

22. jeszcze "przepraszają"

Niemieckie radio przeprosiło za "polskie obozy"


Dzięki skutecznym interwencjom Konsulatu Generalnego w Hamburgu i
polskiej Ambasady RP w Berlinie, rozgłośnia radiowa "Deutschlandradio"
przeprosiła za użycie sformułowania "polskie obozy" i wyemitowała
sprostowanie.

W dzisiejszym wydaniu audycji "Deutschland Heute", 11 maja br.,
wyemitowano sprostowanie, w którym moderator wydania zaznaczył, że
błędnie przedstawione sformułowanie "polskie obozy" jest sprzeczne z
prawdą historyczną i odnosi się do niemieckich, nazistowskich obozów
zagłady na terenach okupowanej Polski. Podkreślił jednocześnie, że nie
zostało ono wykorzystane w sposób celowy, a wynikało z błędu
dziennikarza. Poinformowano także o licznych protestach ze strony
słuchaczy w tej sprawie.

Nieprawidłowy zwrot został użyty w środę 9 maja, w audycji pani Bianki
Weber pt. "Deutschland Heute/ Erfuhrter Buerger erinnern - vor 70-Jahren
begann die Deportation der Juden". W programie użyto sformowania: Żydzi
transportowani byli do Weimaru, a następnie zgładzeni w polskich
obozach (spaeter in polnischen Lager vernichtet worden sind).

Placówka w Hamburgu zwróciła się do redakcji radia z żądaniem
sprostowania informacji o "polskich obozach". - Takie sformułowanie jest
szczególnie bolesne dla Polaków. Dlatego oczekuję pilnego sprostowania i
informacji w tej sprawie - napisał do redakcji Konsul Generalny Andrzej
Osiak. Telefonicznie interweniowała również Ambasada RP w Berlinie.
Placówka skontaktowała się z autorką materiału oraz redaktorem
odpowiedzialnym za program "Deutschland Heute", którzy przeprosili za
użycie wprowadzającego w błąd zwrotu.

Nieprawidłowe określenie "polski obóz", w okresie od września 2010 do
maja 2011, pojawiło się w niemieckich mediach siedmiokrotnie. We
wcześniejszym roku, w okresie od września 2009 do września 2010, polskie
placówki w Niemczech interweniowały 10 razy.

Przeczytaj komentarz Stefana Sękowskiego "NIE dla rewizjonizmu historycznego".


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

23. Centrum Wypędzonych Eriki Schteinbach, to wg Sikorskiego

Szczególnie Angela Merkel ma - zdaniem ministra - duże zasługi dla dobrych stosunków polsko-niemieckich. "Postarała się o to, by w niemieckim spojrzeniu na historię uwzględnione zostały cierpienia Polaków wskutek nazistowskiej agresji oraz wynikająca z tego wrażliwość" - powiedział Sikorski. Według niego wszystko wskazuje na to, że planowane w Berlinie centrum muzealno-dokumentacyjne na temat wypędzeń Niemców również pokaże, że to Niemcy zaczęli wojnę i politykę wypędzeń.

Pytany o toczącą się w Niemczech debatę na temat ewentualnego bojkotu ukraińskiej części zbliżających się piłkarskich mistrzostw Europy Euro 2012 Sikorski ocenił, że bojkot "byłby przesadzoną reakcją". "Zaszkodziłby przede wszystkim zwykłym Ukraińcom, którzy w większości są nastawieni proeuropejsko - to ich turniej, a nie turniej polityków" - powiedział.

Sikorski o stosunkach z Niemcami: Rozmawiamy ze sobą jak równy z równym

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

24. Bezcenne archiwa wkrótce nie

Bezcenne archiwa wkrótce nie będą dostępne

Dane blisko miliona osób poszkodowanych w czasie II wojny
światowej zebrała Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie. Teraz te zasoby
ciągną ją na finansowe dno
Do tej pory fundacja czerpała finanse od niemieckich firm i od
niemieckiego rządu, które za jej pośrednictwem wypłacały odszkodowania
przymusowym pracownikom wywożonym w czasie wojny do Niemiec lub innych
krajów okupowanych przez Niemcy (w tym celu powstała w 1992 r.). Te
skończyły się zchwilą wypłacenia wszystkich należnych świadczeń.

Tymczasem
gromadzenie dokumentacji jest jednym z jej statutowych celów. Do tej
pory zebrała akta dotyczące ok. 1 mln osób.  - To są m.in. oryginalne
zdjęcia polskich robotników w Niemczech, pamiętniki, a nawet  - co jest
rzeczą niespotykaną  - niemieckie przepustki drukowane na płótnie  -
opowiada Jerzy Woźniak, koordynator działu administracyjno-archiwalnego
fundacji.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

25. Rosjanie też przypominają

Sikorski nie zmierzy się ze Specnazem

Parlamentarzyści są oburzeni artykułem na oficjalnej stronie
internetowej weteranów Specnazu, rosyjskich sił specjalnych, negującym
odpowiedzialność Związku Sowieckiego za zbrodnię katyńską. Wbrew
powszechnemu oczekiwaniu Radosław Sikorski nie zamierza jednak reagować w
tej sprawie.

> Więcej <

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika gość z drogi

26. radek nie zamierza,bo NIE

kiedyś w sieci,ktoś go nazwał Sik Radek...ale lepiej by brzmiało ,
dawne używane w sieci zawołanie" radek zdradek"
nie pierwszy i nie ostatni RAZ zadziwia nas ten "dziwny pan"
serd pozdrawiam :)

gość z drogi

avatar użytkownika Maryla

27. WYBORCZA JUŻ NAPISAŁA PODRĘCZNIK DLA SZUMILAS

A TO DOPIERO POCZATEK - cyngiel

Wojciech Czuchnowski


Krwawy rok 1945. Jak Polak mści się na
Niemcach, Żydach, Ślązakach - opowiada dr Marcin Zaremba, autor książki
"Wielka trwoga. Polska 1944-47".

 Fot. Muzeum Stutthof, archiwum Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w GdańskuEgzekucja na Biskupiej Górce, rok 1946.

Wojciech Czuchnowski: Czy po wojnie Polacy wzięli odwet na Niemcach?

Marcin Zaremba:
Spróbujmy zrozumieć sytuację zaraz po wojnie. W kraju odbywają się
ekshumacje, w Warszawie, w okolicach Poznania, gdzie Niemcy
rozstrzeliwali, na polach bitew partyzanckich, odkopuje się zwłoki tam,
gdzie byli chowani żołnierze Armii Czerwonej. Ludzie wiedzą o tym.
Przynoszone są informacje, jak było w obozach koncentracyjnych, jak było
w Niemczech. Polskie doświadczenie II wojny światowej było wyjątkowo
negatywne, to była inna okupacja niż na Zachodzie. Trudno mówić, że całe
społeczeństwo żywiło nienawiść do Niemców, bo to jest niesocjologiczne.
Ale zdecydowana większość pragnęła jakiejś zemsty na Niemcach i
folksdojczach.
''Tłum rzucił się ściągać buty skazańcom, później odciął ich od
szubienicy. Wierzono, że powróz z szyi skazańca przynosi szczęście''. To
nie jest scena ze średniowiecza, tylko przytoczony z pana książki opis
powojennej egzekucji na zbrodniarzach hitlerowskich. Czy zwieńczeniem
"zemsty ofiar" były właśnie publiczne egzekucje?


-
Jaki był polityczny motyw tych egzekucji, nie wiemy. Ani ja, ani żaden z
moich kolegów nie znaleźliśmy żadnego dokumentu, gdzie, załóżmy,
Gomułka, Bierut czy Berman nakłaniali do publicznych egzekucji...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

28. odszkodowań za doznane po II wojnie światowej cierpienia

Władze Bawarii domagają się przyznania niemieckim robotnikom przymusowym odszkodowań za doznane po II wojnie światowej cierpienia. Przypomniała o tym w sobotę bawarska minister spraw socjalnych Christine Haderthauer z rządzącej tym krajem związkowym partii CSU.

- Nie wolno karać wypędzonych z ojczyzny dwa razy za niemieckie winy - powiedziała Haderthauer podczas zjazdu Niemców sudeckich w Norymberdze. Jej zdaniem istnieje polityczna wola rozwiązania tego problemu i rozmowy są w toku.

Według agencji dpa, w grę wchodzi jednorazowa wypłata z budżetu Niemiec około 5 tys. euro dla każdego poszkodowanego. Szacuje się, że uprawnionych do otrzymania takiego świadczenia byłoby około 100 tys. ludzi, którzy pracowali przymusowo głównie w dawnym ZSRR.

Podobny postulat co Haderthauer zgłosiła rok temu przewodnicząca Związku Wypędzonych (BdV) Erika Steinbach. Jednak niemiecki minister spraw wewnętrznych Hans-Peter Friedrich odniósł się wówczas negatywnie do tej propozycji. Praca przymusowa Niemców za granicą po II wojnie światowej uważana jest według niego za los zbiorowy, co wyklucza przyznanie odszkodowań.

W przedwojennej Czechosłowacji niemiecka mniejszość narodowa liczyła ok. 3,8 mln osób. Po wojnie władze w Pradze przymusowo wysiedliły większość z nich do Niemiec, głównie do Bawarii. Ziomkostwo Niemców sudeckich organizuje tradycyjnie w Zielone Świątki zjazd w Norymberdze. Władze Bawarii wspierają politycznie i finansowo ziomkostwo Niemców sudeckich.

Minister Haderthauer opowiedziała się w sobotę za ustanowieniem narodowego dnia pamięci o Niemcach, którzy uciekli bądź zostali przymusowo wysiedleni z terenów Europy Środkowej i Wschodniej pod koniec II wojny światowej i po jej zakończeniu. Według ziomkostw swoją ojczyznę utraciło wtedy 15 mln Niemców.

http://prawo.money.pl/aktualnosci/wiadomosci/artykul/odszkodowania;dla;n...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

30. Polsko-niemiecki podręcznik

Polsko-niemiecki podręcznik historii może być potężnym narzędziem kreowania polityki historycznej Berlina

Tylko u nas

"Dla propagandzistów z „Deutsche Welle” podpisanie volkslisty kojarzy
się chyba już jedynie z dzisiejszymi dylematami życiowymi, jak zmiana
partnera seksualnego, albo kupno nowego samochodu".

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

31. AMBASADZIE ROSYJSKIEJ WYSTARCZY TELEFON

PO CO ZMIENIAĆ PODRĘCZNIKI, POWYCINA SIĘ, ZNISZCZY, WYKORZENI.

po interwencji rosyjskiej ambasady

Rzeź Pragi znika z przewodnika



Rzeź Pragi znika z przewodnika

Informacja o rzezi warszawskiej Pragi po interwencji
ambasady rosyjskiej zniknęła z e-przewodnika przygotowanego specjalnie
na Euro 2012. Dzięki niemu zagraniczni... więcej »

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

32. "Tylko połowa uczniów wie, że

"Tylko połowa uczniów wie, że III Rzesza była dyktaturą". Niepokojące wyniki sondażu w Niemczech

Tylko co drugi niemiecki uczeń nie ma wątpliwości, że III Rzesza
była dyktaturą, a zaledwie co trzeci uważa, iż dyktaturą była też
komunistyczna dawna NRD -
wynika z opublikowanych w środę badań Wolnego
Uniwersytetu w Berlinie.

Na zlecenie rządu
w Berlinie autorzy badań przepytali z historii Niemiec około 7 tysięcy
uczniów dziewiątych i dziesiątych klas szkół w regionach Bawarii,
Badenii-Wirtembergii, Nadrenii Północnej- Westfalii, Saksonii-Anhalt i
Turyngii.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

33. cenny niewolnik

Raport: niemiecki Polak - prymus integracji

Biorąc pod uwagę kryterium obywatelstwa, Polacy są trzecią grupą narodową żyjącą w Niemczech - po Turkach i Włochach. Obecnie żyje tam prawie 420 tys. polskich obywateli, nieco więcej kobiet niż mężczyzn. Polacy stanowią 17,2 proc. obcokrajowców w Niemczech.

Zaraz po wejściu Polski do UE rocznie osiedlało się w Niemczech 130-150 tys. obywateli RP. Od 2008 roku widoczna jest tendencja spadkowa. W 2010 roku zamieszkało w Niemczech niecałe 115 tys. Polaków. Równolegle widoczna jest odwrotna emigracja, czyli z Niemiec do Polski. W 2010 r. wyjechało do Polski prawie 94 tys. osób. Z bilansu wynika, że Niemcom przybywa w saldzie ok. 21 tys. Polaków rocznie, przy czym kobiety imigrują rzadziej niż mężczyźni.

Jeżeli wziąć pod uwagę kraj pochodzenia, to osoby o innych niż niemieckie korzeniach stanowią 8,3 proc. niemieckiego społeczeństwa. W tej kategorii pochodzący z Polski stanowią pod względem liczebności drugą po Turkach grupę społeczną.

Ucieczka od kryzysu

Z raportu wynika, w Niemczech występuje odwrotny trend niż w pozostałych krajach UE. Podczas gdy od 2008 roku imigracja do Irlandii (w 2010 r. o 55 proc.), Grecji (31 proc.), Portugalii, Hiszpanii i Włoch (10-17 proc.) spadła, w przypadku Niemiec stale rośnie. W drugiej połowie 2011 roku najszybciej rosła emigracja do Niemiec z krajów najbardziej dotkniętych kryzysem.

Także liczba Polaków osiedlających się w Niemczech rośnie. Obecnie są oni najszybciej rosnącą grupą narodową. Dopiero za Polakami klasyfikują się Rumuni, Bułgarzy, Węgrzy oraz Turcy. Wbrew oczekiwaniom eksperci podkreślają jednak, że nie ma mowy o masowym zjawisku.

Obecnie blisko dwa miliony obcokrajowców w Niemczech ma zatrudnienie i płaci świadczenia socjalne. Z tego blisko 91 tys. to osoby posiadające wyłącznie polskie obywatelstwo (58 proc. to kobiety). Co trzeci Polak zatrudniony jest w sektorze niskich płac, z czego dla 70 proc. jest to dodatkowe zatrudnienie. Także w tym wypadku większość to kobiety.

Sąsiad prymusem integracji

Maria Böhmer, minister stanu w urzędzie kanclerskim odpowiedzialna za sprawy migracji i integracji, powiedziała na konferencji prasowej w Berlinie, że "Polacy są grupą narodową, u której nie widać żadnych problemów z integracją". - Jedynym tematem utrudniającym integrację były do niedawna kłopoty z uznawaniem dyplomów oraz świadectw - dodała. - Od 1 kwietnia 2012 problemy te zostały rozwiązane przez liberalizację przepisów - podkreśliła Böhmer.

Dodała, że polskich imigrantów wyróżnia szybka i pozytywna chęć integracji w Niemczech. Eksperci tłumaczą, że wynika to z podobnych tradycji kulturowych oraz religijnych, jak również z częstych i wieloletnich powiązań rodzinnych między Polakami i Niemcami.

Sąsiadka ma powodzenie

Polki nadal cieszą się wielkim wzięciem na ślubnym kobiercu, podczas gdy mężczyźni zdecydowanie rzadziej decydują się wejść w związek małżeński z Niemką. Ogólnie jednak liczba polsko-niemieckich małżeństw spada. W roku 2000 aż 5210 Niemców deklarowało, że poślubiło Polkę, w 2010 roku już tylko 3071. Podczas gdy w roku 1990 zawierano w Niemczech ponad 1160 takich małżeństw rocznie, obecnie jest ich tylko niecałe 500. Rośnie natomiast liczba małżeństw zawieranych między Polakami żyjącymi w Niemczech (w 2010 r. 373, czyli blisko dwukrotnie więcej niż w 2000 r.). Niewliczone w tę statystykę są jednak mieszane małżeństwa zawarte w Polsce, których jest zdecydowanie więcej.

Spadła natomiast liczba Polaków ubiegających się o niemieckie obywatelstwo. W 2006 roku starało się o nie 6907 osób. W 2010 roku liczba podań od Polaków wynosiła 3789 (w obydwu przypadkach starają się częściej kobiety). Zarówno Niemcy, jak i Polska dopuszczają podwójne obywatelstwo. Niemal wszyscy ubiegający się o paszport sąsiada korzystają z tej możliwości.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,12029166,Raport__niemiec...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

35. SN: Niemieccy spadkobiercy

SN: Niemieccy spadkobiercy mają prawa do pozostawionych w Polsce majątków



Agnes Trawny, która odzyskała swój dom w Nartach

Fot. Przemyslaw Skrzydlo / AG

Agnes Trawny, która odzyskała swój dom w Nartach

Potomkowie osób,
które po wojnie zadeklarowały polską narodowość, zachowali prawa do
majątków w Polsce, mimo swojego późniejszego wyjazdu do Niemiec i utraty
polskiego obywatelstwa - wynika z dzisiejszej uchwały Sądu Najwyższego.
Wcześniej orzeczenia były rozbieżne.
Przepis ustawy z 1961 r., Ustawy o gospodarce terenami w miastach i osiedlach, stanowił, że nieruchomości
będące własnością osób, które najpierw zadeklarowały narodowość polską i
uzyskały polskie obywatelstwo, przechodzą na własność państwa, jeżeli
osoby te w związku z późniejszym wyjazdem z kraju utraciły polskie
obywatelstwo.

SN uznał, że przepis ten nie miał jednak zastosowania do spadkobierców osób, które w tym przepisie były wymienione.

Przepis można rozszerzyć na spadkobierców?


O rozstrzygnięcie przez siedmiu sędziów SN problemu prawnego
dotyczącego tej kategorii spadkobierców zwrócił się pierwszy prezes tego
sądu. Przypomniał, że osoby, które zadeklarowały po wojnie narodowość
polską i do śmierci nie wyjechały z ziem zachodnich, zachowały własność
swego majątku. "Problem dotyczy spadkobierców, którzy odziedziczyli
takie nieruchomości w Polsce, a następnie wyemigrowali w latach
1956-1984, tracąc obywatelstwo polskie" - zaznaczono w pytaniu prawnym.


Dotychczas w trzech orzeczeniach Sąd Najwyższy uznał, że przepis
Ustawy o gospodarce w miastach i osiedlach nie obejmuje spadkobierców
(w tym w głośnej sprawie Agnes
Trawny). Sąd przyjmował bowiem, że przepis ustawy z 1961 r., jako
wyjątkowy, nie może podlegać wykładni rozszerzającej na spadkobierców. W
jednym z wcześniejszych orzeczeń uznano jednak odmiennie.


W swym pytaniu prawnym prezes SN wskazał, że istnieją argumenty
przemawiające za obiema interpretacjami. Z jednej strony - jak zaznaczył
- w przepisie wyraźnie wskazano, jakie osoby tracą nieruchomości.
Dlatego, jak dodał, "trudna do zaakceptowania jest wykładnia
rozszerzająca tego przepisu, mającego charakter wyjątkowy, o poważnych
konsekwencjach w postaci utraty własności".

Prawnik "wstrząśnięty" podjętą uchwałą


Z drugiej strony jednak prezes SN wskazał, że choć "ważkie
argumenty natury jurydycznej" muszą być brane pod uwagę, to "nie sposób
zignorować kontekstu historycznego, społecznego, międzynarodowego i
konsekwencji ekonomicznych, które przemawiają przeciwko korzystnym dla
spadkobierców mienia poniemieckiego orzeczeniom SN".


Zajmujący się tą problematyką mec. Lech Obara powiedział dziś, że "jest
wstrząśnięty", jeśli chodzi o skutki podjętej uchwały. - Uważam, że
istotną wartością powinna być stabilizacja stosunków własnościowych na
Ziemiach Odzyskanych i pewność obrotu prawnego - zaznaczył. Dodał, że w
jego ocenie po tej uchwale może wzrosnąć liczba zgłaszanych roszczeń w
sprawie nieruchomości - uchwała ta stanowić będzie bowiem dodatkowy
argument i bodziec dla tych starań.

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,12043363,SN__Niemieccy_spadkobiercy_m...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

36. Przypominam

"50 proc. pierwiastka z zabitych podczas II wojny światowej” i Centrum wypędzonych w Berlinie za 29 mln euro

Dla przypomnienia, jak Niemcy konsekwentnie, przy bardzo
czynnym udziale niemieckich mediów i ich polskojęzycznych wydawnictw w
Polsce, systematycznie dążyli do celu.

Trwa wojna - medialna i prawna -niemieckie lewicowe media ostro atakują polski rząd, Prezydenta.

Robią to nie od dziś, robią to od zaatakowania braci Kaczyńskich po
wygranych wyborach. Ostatni tydzień przed szczytem w Brukseli był
swoistym festiwalem ataków na Polskę. Nie poprzestały na wspieraniu
swojego rządu ,znów atakują w prostacki, ubliżający pamięci ofiar,
jakie poniosła Polska w II WS, nie godząc sie na "korytarz", ani
"ostateczne rozwiązanie kwestii zydowskiej" proponowanej przez Hitlera.

Dzisiaj nie chcą korytarza, chcą "rury bałtyckiej", nie chcą
zabijać, chcą tylko "odzyskać" ziemie, jakie Polska dostała w ramach
porozumienia mocarstw, które przesunęły granice Polski.

Michał Tyrpa dzisiaj opisuje jeden z takich "nowych rodzajów wojny" :

..."Tym
razem na całość poszedł „Tagesspiegel”. W karykaturze zamieszczonej w
niemieckim dzienniku pojawił się komentarz: „Potrójna większość: w tym
50 proc. pierwiastka z zabitych podczas II wojny światowej”."...

http://mementomori.salon24.pl/20633,index.html

Bolesny spadek po PRL
O roszczeniach majątkowych późnych przesiedleńców
Z prof. Ireną Lipowicz rozmawia Andrzej Grajewski
Andrzej Grajewski: Zapadają już
prawomocne wyroki, na mocy których nieruchomości przechodzą w ręce
dawnych właścicieli, tzw. późnych przesiedleńców. Agnes Trawny, która w
latach 70. wyjechała do Niemiec, odzyskała leśniczówkę we wsi Narty
(województwo warmińsko-mazurskie). Wiele innych pozwów późnych
przesiedleńców leży w sądach. Co można z tym zrobić?

Prof. Irena Lipowicz: Problem jest tak stary, jak PRL.
Trzeba przypomnieć, że są dwie grupy ludności, które opuszczały po
1945 r. ziemie zachodnie i północne naszego państwa. Pierwszą są osoby
wysiedlone na mocy układów poczdamskich w 1945 r., drugą obywatele
polscy, którzy wyjechali z naszego kraju do RFN po 1956 r. Trzeba
wyraźnie powiedzieć, że problem, z którym mamy teraz do czynienia, nie
dotyczy milionów Niemców, którzy musieli opuścić Polskę w 1945 r. W tej
sprawie mamy wspólne stanowisko rządu polskiego i niemieckiego,
podtrzymane w 2004 r. we wspólnej analizie profesorów Jana Barcza i
Jochena A. Froweina oraz w oświadczeniu kanclerza federalnego Gerharda
Schrödera, że ich roszczenia w żaden sposób nie mogą być uwzględnione.
Inaczej jest z drugą
grupą. Kiedy w styczniu 2005 r. rozpoczęłam pracę pełnomocnika rządu ds. polsko-niemieckich, stwierdziłam, że
w przypadku późnych przesiedleńców istnieje niebezpieczna luka.
Zaczęłam alarmować władze, że wkrótce możemy mieć do czynienia z falą
procesów o odzyskanie majątków osób, które formalnie nie zrzekły się
polskiego obywatelstwa. Udało się także dotrzeć do dokumentów, z których
wynika, dlaczego tak długo o tym milczano. Większość tych dokumentów
jeszcze w 2005 r. była tajna lub poufna.

prof. Irena Lipowicz, pracownik
naukowy UKSW w Warszawie, w latach 1991–2000 posłanka na Sejm,
2000–2004 ambasador RP w Austrii, później pełniła funkcję doradcy ds.
stosunków polsko-niemieckich. Złożyła dymisję po wejściu do rządu
Samoobrony. Fot. Grzegorz Kozakiewicz

Czy chodziło także o tajną uchwałę Rady Państwa nr 137 z 1956 r. o zrzeczeniu się obywatelstwa polskiego?

Tak, ale nie tylko, także inne dokumenty, np. towarzyszące
układowi Helmut Schmidt –Edward Gierek, na podstawie których możliwa
była migracja naszych obywateli przyznających się do narodowości
niemieckiej w latach 70., oraz inne raporty i instrukcje dotyczące tych
tzw. późnych przesiedleńców.
Na mój wniosek min. Rotfeld
odtajnił te dokumenty. Stały się one podstawą tomu pt. "Trudne problemy
w stosunkach polsko-niemieckich. Ludność, transfer, majątek”, Warszawa
2006. Po ich naukowej analizie okazało się, że gdy te osoby
wyjeżdżały, często nie wygaszano ich obywatelstwa polskiego w sposób
zgodny z ówczesnym prawem PRL. Dawano im tylko dokumenty podróży w
jedną stronę.
Czasem następowało przy tym zrzeczenie się obywatelstwa, ale często nie.

W końcu jednak ci ludzie najczęściej dobrowolnie opuszczali nasz kraj…

Oczywiście w większości przypadków tak. Starali się o to przez
lata. Ale bywały także sytuacje, że do osoby starającej się od
dłuższego czasu o wyjazd do NRF przychodził funkcjonariusz i mówił: Ma
Pan zgodę, wyjazd za trzy dni, ale trzeba sprzedać gospodarstwo. A
tylko ja będę miał tak szybko pieniądze, aby kupić nieruchomość, za
cenę, którą określę. Zwykle były to grosze wobec prawdziwej wartości.
Chodziło na przykład o działkę w atrakcyjnym terenie na Mazurach bądź
gospodarstwo rolne na Śląsku. Ponieważ Gierek zgodził się na
kontyngenty wyjazdów z poszczególnych województw, czasem, gdy zabrakło
tych, którzy chcieli wyjechać z danego terenu, innych przymuszano do
wyjazdu.
Moja matka pracowała w muzeum w Gliwicach i
wystawiała tym szantażowanym i zrozpaczonym ludziom, którzy nie chcieli
wyjeżdżać, zaświadczenia, że w zbiorach muzeum są dokumenty tej
rodziny świadczące o wielkich zasługach dla polskości. Ci, którzy
ostatecznie wyjeżdżali, w Niemczech często uczyli tam dzieci
polskiego, uczestniczyli w polskim duszpasterstwie, zaczynali działać w
polskich organizacjach i są aktywną Polonią. Wielbiciele
polityki Gierka zdają się w ogóle nie pamiętać o tym, że on po prostu
"sprzedał" blisko milion naszych rodaków za kredyty, które w większości
i tak zostały zmarnowane.
H. Schmidt daje w swych pamiętnikach świadectwo niemoralności tej propozycji.

Czy wyjeżdżający zawsze musieli się zrzec majątku w Polsce?

Oni nie zrzekali się majątku, właśnie na tym polega cała komplikacja prawna, która powoduje dzisiaj tyle zamieszania. Na
podstawie uchwały Rady Państwa nr 137 uważano, że dokument podróży
wypełnia tę uchwałę, gdyż pozbawia ich obywatelstwa oraz wygasza także
ich prawo własności. Kiedy teraz konkretne sprawy trafiły do sądu, w
wielu przypadkach stwierdzano, że zgodnie nie tylko z naszymi obecnymi
standardami demokratycznego państwa prawa i praw człowieka, ale także
zgodnie z ówczesnym prawem PRL nie były to decyzje administracyjne.

Tymczasem po ustawie, a ostatecznie po uchwale Rady Państwa, powinny
następować decyzje administracyjne, pozbawiające polskiego obywatelstwa
albo zrzeczenia. Jednak często takie decyzje nie zapadały. Często osoby, które wyjechały, same musiały się zrzec później polskiego obywatelstwa za co musiały jeszcze dodatkowo płacić. Tak było, gdy chciały na przykład przyjechać do Polski do umierających rodziców albo aby kogoś odwiedzić.

Czyli, jeśli ktoś się zrzekł polskiego obywatelstwa, to dzisiaj nie ma już tytułu, aby dochodzić roszczeń majątkowych?

Problem w tym, że jednak wielu obywateli RFN ma
jednocześnie nadal polskie obywatelstwo, często o tym nie wiedząc. Inni
próbują podważać akt zrzeczenia się obywatelstwa w przeszłości,
słusznie dowodząc, że nieraz byli szantażem zmuszeni do jego zrzeczenia
się. Według prawa niemieckiego, są oczywiście obywatelami niemieckimi i
na tej podstawie, zaraz po przyjeździe do RFN, dostali poważne
zapomogi i odszkodowania
. RFN nie uznaje podwójnego
obywatelstwa. Mamy więc do czynienia z kwestią skutecznego wygaszenia
polskiego obywatelstwa ludzi, którzy od wielu lat żyją w RFN i mają
obywatelstwo niemieckie. Bardzo problematyczna była także tamta
konstrukcja, że jak człowiek traci obywatelstwo, traci także prawo do
własności. Tymczasem władze PRL wygaszały prawo do własności, nie
przestrzegając nawet ówczesnego prawa.

 
I nie dokonując zmian w księgach
wieczystych. Spotkałem się z opinią, że gdyby w swoim czasie
dopilnowano wpisów w księgach wieczystych, dzisiaj nie byłoby wielu
problemów.

To prawda, tylko tym się nikt wówczas nie przejmował. Dlatego dzisiaj mamy z tym tak wiele problemów.
Podczas półtorarocznego okresu pełnienia funkcji starałam się o
wyjaśnienie na gruncie naukowym wszystkich wątpliwości, aby przygotować
materiał dla rozstrzygnięć politycznych i prawnych.
Ważne
materiały dostarczyła także konferencja na Uniwersytecie Śląskim, m.in.
jej rezultatem było powołanie zespołu międzyresortowego, który
opracował plan działania.

Co można w tej sprawie zrobić?

Trzeba przede wszystkim rozwiązać problem wygaszania
obywatelstwa polskiego późnych przesiedleńców. Jednocześnie należy
wykonać to tak, aby dla tej niewielkiej grupy, która chciałaby powrócić
do polskiego obywatelstwa, zachować taką możliwość.
To państwo polskie, rząd i parlament muszą ustawowo uporządkować tę sprawę.
Trzeba natychmiast wyodrębnić interwencyjny fundusz pomocy dla
samorządu terytorialnego dla uporządkowania i uaktualniania ksiąg
wieczystych. Należy również przeprowadzić wielką debatę w prawie
cywilnym i państwowym, gdyż istnieje możliwość odwołania się do
instytucji zasiedzenia. Minęło już w większości przypadków 30 lat i

– nie tylko moim zdaniem – można do tych sytuacji skutecznie stosować
konstrukcję zasiedzenie, i trzeba w tym zakresie szkolić sędziów.

Zamieszanie spowodował także niemiecki Urząd Wyrównawczy,
który od 2004 r. zaczął się zgłaszać do późnych przesiedlonych z
żądaniem zwrotu wypłaconego im odszkodowania, gdyż nie utracili
majątków w Polsce. Czy nie zaktywizowało to tej grupy do poszukiwania
swej własności w Polsce?

Oczywiście że tak, ale m.in. na skutek moich interwencji
oraz mojego niemieckiego odpowiednika prof. Gesine Schwan takie
działania zostały tymczasowo wstrzymane
. Co oczywiście nie oznacza, że sprawa jest ostatecznie załatwiona. Dlatego wymaga pilnych rozmów. Podobnie
jak art. 16 w Konstytucji RFN, który powoduje dziedziczenie statusu
wypędzonych, zupełnie anachroniczny w obecnej sytuacji. To są ważne
kwestie, które trzeba rozwiązywać wspólnie ze stroną niemiecką.
Natomiast roszczenia osób, które wyjechały z Polski w latach 60. i 70.,
są w znacznej części spowodowane przez zaniedbania w polskim prawie i
mogą być rozwiązane m.in. przez szybką ścieżkę legislacyjną w sprawie
obywatelstwa tych osób, poprzez uzupełnienia ksiąg wieczystych oraz
refleksję polskiego sądownictwa nad zasiedzeniem.
Obawiam się,
aby ta skomplikowana sytuacja nie doprowadziła do kolejnej fazy
animozji, skierowanej przeciwko Ślązakom, Kaszubom i Mazurom i do
zapominania o ich polskości.

 
 
 
 
 
 
http://wiadomosci.onet.pl/1420017,2677,2,kioskart.html

 

 

Dla przypomnienia:

Pierwsza duża fala emigracji miała miejsce w latach 1957-1958 - wyjechało ok. 200 tys. ludzi.

W myśl ustaleń z grudnia 1970 r., w 1971 r.
miało wyjechać 25 tys. osób. W 1975 r. Gierek ze Schmidtem dogadali się
odnośnie wyjazdu ok. 100 tys. osób.

Emigracja powstała w wyniku tych ustaleń i
trwająca do końca lat osiemdziesiatych, była emigracją czysto
ekonomiczną. Osoba deklarujaca chęć emigracji w ramach "łączenia
rodzin" zrzekała sie obywatelstwa polskiego i prawa do pozostawionych
nieruchomości w Polsce.

W Niemczech otrzymywała "kartę uchodźcy" i stosowne odszkodowanie od budżetu RFN.

Po 2004 roku sytuacja sie zmieniła, władze
niemieckie zachęcają swoich obywateli do zwrotu odszkodowań i
dochodzenia praw do nieruchomości w Polsce.

Dlaczego jest to mozliwe? Bo przez te wszystkie
lata, a szczególnie , podpisując dokumenty akcesyjne, rządzący, jak i
TK zbagatelizowali sprawę.

Jest się o co bić. Szacunkowe oceny wartości majątków na polskich Ziemiach Odzyskanych to 19 mld euro. Tymczasem w polskich księgach wieczystych panuje bałagan. Na Opolszczyźnie uporządkowany status własnościowy ma tylko 19 proc. działek
.- Rząd niemiecki powinien wziąć na siebie zaspokojenie roszczeń
swoich obywateli, tak jak polski zrobił to w wypadku Zabużan -uważa
senator Jerzy Szmit, jeden z autorów projektu ustawy regulującej sprawy
roszczeń.

Projekt dotyczy jednak tylko roszczeń Niemców, którzy uciekli w latach 40. Prawdziwym zagrożeniem są pozwy byłych obywateli PRL - emigrantów do RFN z lat 1960 - 1980.

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070605/kraj/kraj_a_4.html

Stefan Hambura, adwokat prowadzi kancelarię prawniczą w Berlinie
RAFAŁ GUZ

Dobrze się stało, że rząd próbuje urzeczywistnić i dopasować sprawy
własnościowe na Ziemiach Odzyskanych do obecnej sytuacji. Trzeba się
jednak liczyć z tym, że będzie to punkt zaczepny dla sporów
roszczeniowych. Tym bardziej że problemu tego nie da się ograniczyć
wyłącznie do działań Powiernictwa Pruskiego. Bardzo wiele osób będzie
próbowało podważyć zgodność proponowanych przez rząd przepisów z prawem
unijno-wspólnotowym. Zapis w projekcie ustawy, że przedmiot
projektowanej regulacji nie jest objęty zakresem prawa UE, może się
okazać w tym wypadku niewystarczający, gdyż jest to uciekanie od
problemu. Moim zdaniem jest jeden środek, aby sprawę tę ostatecznie
rozwiązać: strona niemiecka przejmie roszczenia swoich obywateli na
siebie.

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070609/prawo/prawo_a_3.html

Komentarz pod tekstem

Za póżno

Po herbacie.Porządkowanie ksiąg wieczystych to
zwykłe fałszerstwo i do tego mało skuteczne (wykazuje to odzysk
nieruchomości warszawskich).Można to było zrobić, najpóżniej za rządów
Suchockiej.
Nie bardzo rozumiem dlaczego wśród
"zasłużonych" dla sprawy nie pada nazwisko głównego machera, obecnego
europosła Janusza Lewandowskiego, odpowiedzialnego w trzech kadencjach
za przekształcenia własnościowe.
To właśnie on, w sposób wysoce profesjonalny robił oszołoma z każdego kto wspomniał o roszczeniach niemieckich.

2007-06-13 16:07bajbars0407Bajbarswww.bajbars.salon24.pl

Stosunki polsko-niemieckie w mediach.Z pancerfausta do polskich dziennikarzy

Wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego wywołała kolejna burzę w mediach niemieckich i polskich. Zdaniem
premiera Jarosława Kaczyńskiego, Platforma Obywatelska jest
politycznie uzależniona od Niemiec - zbyt silnie tkwi w strukturach
Europejskiej Partii Ludowej, co niestety oznacza akceptację niemieckiej
dominacji w Europie.

Na łamach Rzeczpospolitej Piotr Gabryel i Zdzisław Krasnodębski
odpierają ataki na Polskę i polskie media, jakie są stałym elementem w
niektórych mediach niemieckich.

Metoda na tłumienie przez Niemców wolności słowa w naszym kraju jest prosta jak budowa pancerfausta.

Jeśli niemieckie gazety źle napiszą o tym, co się dzieje w Polsce,
dla niemieckich mediów jest to koronny dowód pielęgnowania w Niemczech
wspaniałej idei wolności słowa. Natomiast gdy polskie gazety
ośmielą się źle napisać o tym, co się dzieje w Niemczech, dla
niemieckich mediów jest to oczywisty przykład nagonki medialnej,
urządzanej przez reżim strasznych bliźniaków Kaczyńskich, za
pośrednictwem podległych im gazet oraz stacji radiowych i telewizyjnych.

 

Właśnie do tej metody uciekł się wczoraj Thomas Urban, warszawski korespondent “Süddeutsche Zeitung”.
W artykule poświęconym traktowaniu Niemców przez Polaków jako
“odwiecznego wroga” zarzucił “kontrolowanym przez PiS mediom, na
pierwszym miejscu telewizji państwowej oraz “Rzeczpospolitej”", że
eksponują tematy, które mają być dowodem dążenia Niemiec do dominacji i
fałszowania historii II wojny światowej.

Czyżby? Przecież - by sięgnąć tylko do przykładów z ostatnich miesięcy - to
nie polscy dziennikarze, lecz Niemcy budują z Rosjanami okrążający
Polskę gazociąg północny; to nie polscy dziennikarze, ale Niemcy wysłali
do Strasburga pozwy, w których domagają się zwrotu majątków
porzuconych w Polsce; to nie polscy dziennikarze, lecz Niemcy
przygotowują się do wzniesienia w Berlinie Centrum przeciw Wypędzeniom;
to wreszcie nie polscy dziennikarze, lecz dziennikarze niemieccy
rozpętali latem bieżącego roku kampanię na rzecz zwrotu Niemcom dzieł
sztuki rzekomo “zagrabionych” przez Polaków podczas II wojny światowej.

http://blog.rp.pl/blog/2007/08/21/piotr-gabryel-z-pancerfausta-do-polski...

 (....)

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

39. Lewactwo niemieckie z lewactwem z Czerskiej

i ich rojenia i kłamstwa.

http://religia.onet.pl/publicystyka,6/pozory-swietosci,44339.html

Tym ogromnym pomnikiem w Świebodzinie miejscowi dostojnicy kościelni chcą tylko zatuszować fakt, że ich władza w rzeczywistości jest coraz słabsza – mówi Tadeusz Bartoś. - Nie jest wykluczone, że za 10 lat wpływ Kościoła będzie już marginalny – przekonuje ten habilitowany filozof, który sam był kiedyś zakonnikiem. Dawniej Kościół katolicki miał w Polsce wyjątkową pozycję – był patronem narodu. Zaczął ją budować po rozbiorach: w XVIII w. była rzeczpospolita szlachecka została podzielona między protestanckie Prusy, prawosławną Rosję i Cesarstwo Austro-Węgierskie. W tym okresie to właśnie wiara katolicka była elementem łączącym Polaków żyjących pod trzema zaborami, a Kościół pielęgnował ideę ponownego zjednoczenia kraju.

To okazało się możliwe dopiero w okresie międzywojnia. Tak zwana Druga Rzeczpospolita była tworem wieloreligijnym: zamieszkanym przez Żydów, protestantów i wyznawców prawosławia oraz tylko w 60 procentach przez katolików. I to właśnie w komunistycznej Polskiej Republice Ludowej, powstałej po roku 1945 dzięki staraniom wiarołomnego ucznia seminarium duchownego Józefa Stalina, obowiązywała zasada: każdy Polak jest katolikiem. Protestanccy Niemcy zostali wygnani po tym, jak nazistowski okupant doprowadził do prawie całkowitej zagłady ludności żydowskiej.

Do 1989 r. Kościół był narodowym bastionem w walce z uznawanym za "niepolski" komunizmem. To on współorganizował w latach 70. i 80. strajki pracowników stoczni, otaczał opieką dysydentów i stworzył w osobie księdza Jerzego Popiełuszki nowoczesnego męczennika: kapłan Solidarności i zaufany przywódcy strajków Lecha Wałęsy został uprowadzony i zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa w 1984 r. Związanego księdza wrzucili do zalewu na Wiśle.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

41. spór wokół Muzeum Śląskiego

...."Ostatnim efektem takiej inicjatywy zrodzonej w kręgach Mniejszości Niemieckiej jest wydana przez Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej pierwsza w dziejach polsko-niemiecko-czeska praca zbiorowa "Historia Górnego Śląska. Polityka, gospodarka i kultura europejskiego regionu". W tych wysiłkach często jesteśmy osamotnieni i dlatego z nadzieją patrzymy na możliwości, jakie związane są z nowym, europejskim spojrzeniem na historię Śląska ujawniającym się w scenariuszu wystawy.

O tym, że takie starania nie są sprzeczne ze współczesną polską racją stanu jest przyjęcie przez rząd RP naszych postulatów zawartych w "Oświadczeniu polsko-niemieckiego Okrągłego Stołu", którego w czerwcu 2011 roku byliśmy sygnatariuszami. Rząd RP zobowiązał się w nich między innymi do podjęcia badań naukowych nad niedemokratycznym traktowaniem Niemców i osób tego pochodzenia w PRL oraz do zapewnienia w muzeach właściwej prezentacji historii Niemców na terenach, na których zamieszkuje społeczność niemiecka w Polsce. Niewątpliwie te dwa aspekty mają zastosowanie również w przypadku Muzeum Śląskiego w Katowicach. Mamy nadzieję, że dyskusja, w którą chętnie się włączymy sprawi, że Muzeum Śląskie nie będzie tworzyło ekspozycji na zamówienie konkretnych partii politycznych, ani jedynie Polaków czy Niemców, lecz stworzy muzealną prezentację, w której sprawiedliwie pokazana zostanie historia naszego regionu przez stulecia budowana przez jego mieszkańców różnych narodowości, przynależności państwowej, religii i opcji politycznych w takim stopniu, w jakim się w jego dziejach zapisali. Wtedy to muzeum stanie się godne Śląska a jednocześnie przyczyni się do dalszego zbliżenia narodów polskiego i niemieckiego zarówno na Śląsku jak i w Europie, gdzie dzisiaj Polska i Niemcy są najbliższymi sojusznikami.

Bernard Gaida
Przewodniczący ZNSSK

http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/632101,zwiazek-niemieckich-stowar...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

42. Po czyjej stronie jest polski

Po czyjej stronie jest polski MSZ? Po tej samej co Erika Steinbach? "Ostatni westerplatczyk właśnie odszedł..."

"Jeśli można zrozumieć takie osoby jak Steinbach, która na
relatywizacji historii robi karierę polityczną w RFN, to ciężko pojąć o
co tak naprawdę chodzi ludziom pracującym w MSZ Radosława Sikorskiego."

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

43. Pierwsze lata obchodów Dnia

Pierwsze lata obchodów Dnia Pamięci Ofiar Nazizmu to równocześnie pierwszy etap niemieckiej polityki historycznej

Prof. Tadeusz Marczak

Licencja na oczernianie

Z lektury promowanej przez MSZ książki "Inferno of choices.
Poles and holocaust" (Piekło wyborów. Polacy i holokaust) zagraniczny
czytelnik dowie się, że w czasie II wojny światowej Polacy nagminnie
mordowali Żydów, żeby zawładnąć ich majątkami. A jeśli niekiedy ratowali
im życie, to też tylko po to, aby ich ograbić. Cóż więc robili po
zakończeniu wojny? Wtedy - jak nas informuje kończący ów zbiór tekst
Marcina Zaremby - Polacy wpadli w szał szabrowania ("Szaber Frenzy"). Co
to ma wspólnego z holokaustem? Nic, ale autorowi, wydawcom i oczywiście
kierownictwu MSZ jakoś się to wszystko kojarzy.

Niektórzy z autorów, tacy jak Barbara Engelking czy Jan Grabowski,
włączyli się swego czasu w promowanie tez Jana Tomasza Grossa zawartych w
jego "Złotych żniwach". Ta pierwsza w wywiadzie dla TVN oświadczyła:
"Ponosimy winę metafizyczną za to, co się na naszej ziemi działo. Za to,
że niektórzy Polacy wydawali i mordowali okrutnie Żydów". I stawiała,
podobnie jak Gross, tezę o odpowiedzialności Polaków za holokaust.

Skąd się wzięła tak absurdalna teza, którą teraz firmuje polskie MSZ?
Ano, ma ona źródło w niemieckiej polityce historycznej. Od kilkunastu
już lat 27 stycznia niemiecki Bundestag obchodzi Dzień Pamięci Ofiar
Nazizmu. Jakkolwiek sama intencja jest ze wszech miar słuszna, to jednak
praktyka obchodów sama w sobie jest przejawem rażącej manipulacji
prawdą historyczną.

Peter Jahn na łamach "Die Zeit" stwierdzał, że "wykształcił się model
pamięci o ofiarach, który pomija istotne historyczne aspekty
nazistowskiego ludobójstwa". Kogo bowiem uważa się w Niemczech za
"ofiary nazizmu"? Otóż są to Żydzi, Cyganie, komuniści, socjaldemokraci,
związkowcy, homoseksualiści, chrześcijanie, ofiary eutanazji. Jak więc
widać, w zbiorowej pamięci narodu niemieckiego nadal nie ma miejsca dla
milionów ofiar rasistowskiej polityki III Rzeszy, zamordowanych w
Europie Środkowo-Wschodniej. Nie ma więc miejsca dla Polaków, Rosjan,
Ukraińców i Białorusinów.

Pierwsze lata obchodów Dnia Pamięci Ofiar Nazizmu to równocześnie
pierwszy etap niemieckiej polityki historycznej. Jej motywem przewodnim
było redukowanie liczby ofiar ludobójstwa III Rzeszy i sprowadzanie go w
zasadzie do zagłady ludności żydowskiej.

W maju 2009 roku ukazał się na łamach tygodnika "Der Spiegel" artykuł
aż pięciorga autorów zatytułowany "Wspólnicy Hitlera". Postawili oni
tezę, którą wcześniej wysunął niemiecki historyk Goetz Aly, że tzw.
ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej powinno być traktowane nie
jako projekt niemiecki, ale jako projekt europejski. Powyższa fraza
wyznacza drugi etap niemieckiej polityki historycznej. Motywem
przewodnim jest teraz chęć podzielenia się sprawstwem i
odpowiedzialnością za zbrodnię holokaustu z Europą.

W styczniu 2010 roku gościem uczestniczącym w kolejnych obchodach
Dnia Pamięci Ofiar Nazizmu był prof. Feliks Tych, były prezes
Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Jego wystąpienie
okazało się miodem na serca niemieckich gospodarzy. Dobitnie o tym
świadczy reakcja przewodniczącego Bundestagu Norberta Lammerta: "Tego
nie mógł powiedzieć ani obywatel Izraela, ani już na pewno nie żaden
Niemiec. To mógł w tym miejscu powiedzieć tylko Polak" - oświadczył
niemiecki polityk. Co wywołało zachwyt Lammerta? Otóż prof. Tych
oskarżył Polaków o współudział i współsprawstwo w zagładzie Żydów.

Dlaczego podobne wypowiedzi pozostają bezkarne? W 2008 r. Trybunał
Konstytucyjny orzekł niezgodność z Konstytucją RP art. 132a kodeksu
karnego, który brzmiał: "Kto publicznie pomawia Naród Polski o udział,
organizowanie lub odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub
nazistowskie - podlega karze pozbawienia wolności do lat 3". Stało się
to po atakach pewnych środowisk, którym użyczała swych łamów "Gazeta
Wyborcza", operujących argumentem, że artykuł ów ogranicza swobodę badań
naukowych. Okoliczność ta wskazuje, że mamy do czynienia z premedytacją
ze strony gremiów, które zadbały przezornie o to, żeby działania ludzi
zniesławiających Polskę pozostały bez konsekwencji prawnych.


Autor jest kierownikiem Zakładu Studiów nad Geopolityką Uniwersytetu Wrocławskiego.

Prof. Tadeusz Marczak

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

44. to sie dzieje na naszych oczach...

Potomkowie nazistów pójdą w Marszu Życia z potomkami ofiar Holokaustu
Kilkaset osób przejdzie po Polsce w specjalnym marszu ku pamięci ofiar Holokaustu i przeciwko antysemityzmowi. Będą...
Marsz Życia wystartuje 19 sierpnia i potrwa 5 dni. Ok. czterystu osób
przejdzie po Polsce łącznie 2200 km. Linia ich marszu ułoży się w
gwiazdę Dawida i obejmie wszystkie sześć obozów zagłady, które
znajdowały się na terenie Polski - w Auschwitz, Treblince, Bełżcu,
Majdanku, Chełmnie i Sobiborze.

150 osób biorących udział w marszu to Polacy, pozostali pochodzą z Niemiec, USA
i Izraela. Ponad 50 członków niemieckiej delegacji to potomkowie
funkcjonariuszy Wehrmachtu, policji lub SS, którzy w czasie wojny byli
bezpośrednio zaangażowani w Zagładę Żydów na terenie Polski. W
historycznych miejscach pamięci odbędą się ceremonie, podczas będą
przemawiać zarówno potomkowie ofiar jak i katów. Główna ceremonia
planowana jest na 23 sierpnia w Warszawie.


Marsz Życia w Polsce jest inicjatywą Jobsta i Charlotte Bittner
oraz organizacji TOS Ministries z Tybingi w Niemczech. Podobne marsze
organizowali już w ponad 80 miastach w 12 krajach, nie tylko
europejskich, ale też w Ameryce Północnej i Łacińskiej. Wzięły w nich
udział tysiące uczestników.

W listopadzie 2011 Marsz
Życia został uhonorowany przez izraelski Kneset za szczególną pomoc
okazaną ocalałym z Holokaustu. W latach 2013-2015 planowane są kolejne
uroczystości upamiętniające i marsze pojednania we współpracy z polskimi
kościołami.


Więcej informacji o Marszu na stronie Forum Żydów Polskich

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

45. 5 lat rządów i marnotrawienia kasy, teraz kamień węgielny?

Rozpoczęcie budowy Muzeum II Wojny Światowej. 1 września odbędzie się uroczystość wmurowania kamienia węgielnego

Zakończenie budowy Muzeum II Wojny Światowej zaplanowano na 2014 r.
Na wystawę główną przeznaczono około 6 tysięcy m2, co uczyni ją jedną z
największych wystaw prezentowanych przez muzea historyczne na świecie.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

46. 90 lat od powstania Związku

90 lat od powstania Związku Polaków w Niemczech

Dokładnie 27 sierpnia 1922 roku rozpoczęły się rozmowy
założycielskie, które w efekcie doprowadziły do powstania organizacji
Związku Polaków w Niemczech.

Celem związku jest reprezentowanie Polaków zamieszkałych w Niemczech oraz polskich stowarzyszeń przed władzami niemieckimi.

Dziś działacze organizacji polskich w Niemczech skupiają się głównie
na walce o odzyskanie praw, które zostały Polakom odebrane przez władze
III Rzeszy.

Ponadto, organizacja stara się o zdobycie dla ludności polskiej
pełnych praw mniejszości narodowej i obrony jej interesów. Obecnie
priorytetem są 3 postulaty.

To są sprawy historyczne, tzn. łatwiejsze czy lepsze dojście
do miejsc polskiej pamięci narodowej. Generalnie wyznaczenie tych
miejsc w Niemczech. Druga sprawa to jest powstanie centrum
dokumentacyjnego polskiej kultury i Polaków w Niemczech, finansowane
przez rząd federalny. Aktualnie pojawiają się kolejne sprawy tj. oświata
-
informuje Marek Wójcicki, prezes Związku Polaków w Niemczech.

Ponadto Wójcicki dodał, że jednym z poważniejszych wyzwań przed
którymi stoją Polacy zamieszkali w Niemczech jest problem oświaty.

Oświata to jest bardzo duży temat, bardzo duży problem,
gdzie zarówno polska i niemiecka strona rządowa dotychczas nie
przykładały ręki do tego. My chcemy doprowadzić ją do profesjonalizmu.
Ubiegamy się o jej finansowanie.
- dodał Wójcicki.

W Niemczech mieszka  obecnie nawet blisko 2,5 mln osób polskiej narodowości, którzy na co dzień staja przed wieloma problemami.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

47. Niemcy: Fundacja opublikowała

Niemcy: Fundacja opublikowała projekt wystawy o wysiedleniach


Decyzję o utworzeniu placówki poświęconej wysiedleniom podjął cztery lata temu niemiecki rząd.

Niemiecka Fundacja Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie
opublikowała plan pracy oraz wytyczne planowanej w Berlinie wystawy.
Dokument, opracowany przez międzynarodowe gremium z udziałem polskich
historyków, zatwierdziła jednogłośnie rada fundacji.

- Przedłożony obecnie projekt oraz rozstrzygnięty w ubiegłym roku
konkurs architektoniczny na centrum muzealno-dokumentacyjne tworzy
merytoryczny i budowlany fundament fundacji
- oświadczył niemiecki
minister stanu ds. kultury w Urzędzie Kanclerskim Bernd Neumann.
Jednomyślne przyjęcie koncepcji przez gremia fundacji wskazuje jego
zdaniem na szeroką społeczną akceptację.

- Teraz możemy przystąpić do szczegółowego opracowania wystawy stałej
- zapowiedział Neumann. Dokument został opublikowany na stronie
internetowej fundacji między innymi w języku polskim i niemieckim.

Autorzy projektu podkreślają we wprowadzeniu, że misją fundacji jest -
oprócz zachowania pamięci o przymusowych wysiedleniach i potępienia
takich praktyk - pogłębienie pojednania i porozumienia oraz ukazanie różnorodności perspektyw w podejściu do tej problematyki.

Przesiedlenia, ewakuacje, ucieczka i wypędzenie Niemców mają zostać pokazane w kontekście narodowo-socjalistycznej polityki ekspansji, eksterminacji i przestrzeni życiowej - zapewniają autorzy. Zadaniem fundacji ma być ukazanie wymiaru europejskiego wysiedleń - czytamy w projekcie, nad którym prace trwały blisko dwa lata.

Odnosząc się do powojennych przymusowych wysiedleń Niemców z Europy Wschodniej, autorzy podkreślili, że wcześniejsze bezprawie nie stwarza jednak, mimo swego ogromu, uzasadnienia prawnego i moralnego dla nowego bezprawia, zastrzegając, że odpowiedzialność Niemców za zbrodniczą politykę nazistów nie ulega w rezultacie tego stwierdzenia relatywizacji.

Decyzję o utworzeniu placówki poświęconej wysiedleniom podjął cztery
lata temu niemiecki rząd. Ośrodek dokumentacyjno-informacyjny,
podlegający renomowanemu Muzeum Niemieckiej Historii, powstanie
prawdopodobnie w 2016 roku w pomieszczeniach położonego w centrum
Berlina biurowca Deutsches Haus. Na realizację projektu władze
przeznaczyły 29 mln euro. Oprócz centrum dokumentacyjno-informacyjnego
powstanie wystawa stała, poświęcona przede wszystkim problematyce
niemieckiej w europejskim kontekście, oraz wystawy czasowe, poświęcone
XX-wiecznym deportacjom i czystkom etnicznym.

Krzysztof Ruchniewicz, jeden z dwóch polskich historyków biorących
udział w pracach rady naukowej, powiedział, że spokojna merytoryczna
praca międzynarodowego gremium przyczyniła się do wyciszenia bardzo głośnego dawniej sporu
o sposób upamiętnienia przymusowych wysiedleń Niemców. Za sukces uznał
wprowadzenie do programu pracy fundacji problematyki paktu
Ribbentrop-Mołotow z sierpnia 1939 roku i będących skutkiem tego
porozumienia deportacji i wysiedleń, dokonanych przez stalinowski
Związek Radziecki. Ruchniewicz kieruje Centrum Studiów Niemieckich i
Europejskich im. Willy'ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego.

Postulat utworzenia w Berlinie Centrum przeciwko Wypędzeniom,
wysunięty pod koniec lat 90. przez szefową Związku Wypędzonych Erikę
Steinbach, stanowił przez niemal całą minioną dekadę poważne obciążenie
dla polsko-niemieckich stosunków. Władze w Warszawie obawiały się, że
zdominowana przez ziomkostwa placówka może prezentować w jednostronny
sposób historię II wojny światowej, szczególnie problem powojennych
wysiedleń, a także relatywizować winę Niemiec za zbrodnie wojenne.
Dopiero propozycja rządu w Berlinie w sprawie stworzenia fundacji, w
której środowiska wypędzonych nie miałyby decydującego głosu,
doprowadziła do zażegnania konfliktu. Dzięki interwencji polskiej
dyplomacji Steinbach nie weszła w skład kierownictwa fundacji.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

48. kto dał pełnomocnictwa tym panom?Krzysztof Ruchniewicz,Piotr Mad

Kto kogo wypędzał? Polacy i Niemcy się porozumieli
Koniec sporu o wypędzonych. Do powojennych wysiedleń Niemców nie doszłoby, gdyby nie zbrodnie popełnione przez III...

To drugie podejście do koncepcji muzeum, które
w gmachu Deutschlandhaus w śródmieściu Berlina ma stworzyć fundacja
"Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie". Dwa lata temu szef fundacji prof.
Manfred Kittel proponował, by w muzeum zestawić wszystkie wielkie
XX-wieczne deportacje w Europie. Pomysł poddano ostrej krytyce, bo
przeprowadzone przez Niemców podczas wojny ludobójstwo, byłoby wówczas
zrównane z rzezią Ormian, wojną w byłej Jugosławii czy wysiedleniami
Niemców z Polski po wojnie.

W podobny sposób chciała
ukazać historię wypędzeń Erika Steinbach, członkini zarządu CDU i
szefowa Związku Wypędzonych. Od kilkunastu lat domagała się budowy w
Berlinie Centrum Przeciw Wypędzeniom, kontrolowanego przez jej
organizację i dokumentującego niemieckie cierpienia. Niemiecka lewica
oraz Warszawa zaprotestowały, obawiając się, że Steinbach wyrwie
deportacje z historycznego kontekstu i zrobi z Niemców ofiary
krwiożerczych Polaków. Ale plan Steinbach poparła niemiecka chadecja.
Spór o to, jak upamiętnić wypędzenia, na lata zatruł stosunki
polsko-niemieckie, a za rządów PiS doprowadził do poważnego ochłodzenia.


Z impasu zaczęliśmy wychodzić dopiero w 2008 r. Borykała się z
problemem kanclerz Angela Merkel; z jednej strony zależało jej na
dobrych stosunkach z Warszawą, z drugiej - na głosach wypędzonych i ich
potomków. Kanclerz najpierw postanowiła, że muzeum wypędzonych zbuduje
rząd Niemiec, potem nie dopuściła Steinbach do fundacji, która ma je
stworzyć.

Wczoraj ujawniono nowe założenia berlińskiego
muzeum. 45-stronowy projekt sporządziło 15 historyków z rady naukowej
fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie"; wśród nich dwóch profesorów
z Polski: Krzysztof Ruchniewicz z Uniwersytetu Wrocławskiego i Piotr
Madajczyk z Polskiej Akademii Nauk. Polski punkt widzenia został w
projekcie uwzględniony.


Nikt nie będzie wystawiał Polsce
rachunków.
Zwiedzający berlińską wystawę najpierw zapozna się z polityką
wobec mniejszości etnicznych w Europie po zakończeniu I wojny
światowej. Potem skonfrontuje się z europejskimi totalitaryzmami. Z
ludobójstwem, systemem obozów zagłady i wysiedleniami, które m.in. w
okupowanej Polsce podczas II wojny prowadzili Niemcy. Oraz ze zbrodniami
popełnianymi przez ZSRR, m.in. z wielkim głodem na Ukrainie, który na
początku lat 30. pochłonął miliony ofiar. Dopiero wówczas widz przejdzie
do części o wypędzeniach Niemców i innych narodów, które w wyniku wojny
musiały opuścić swoje ojczyzny.

Historia deportacji ma
być opisana ludzkimi wspomnieniami, ukazana na przykładach. Jednym z
nich ma być historia Łodzi, gdzie przed wojną obok Polaków mieszkali
Żydzi i Niemcy. W 1939 r. miasto włączono do Rzeszy, przemianowano na
Litzmanstadt i przerzucano do niego volksdeutschów z ZSRR. Żydów
zamknięto w getcie, skąd wysyłano ich do obozów zagłady. Po wyzwoleniu
miasta w 1945 r. łódzkich Niemców uwięziono zaś w obozach pracy, a potem
wypędzono.


- Niemcy zostali wypędzeni na skutek
narodowo-socjalistycznej polityki, jej zbrodni i rozpoczętej okrutnej
wojny - czytamy na wstępie dokumentu.

Autorzy piszą
wprawdzie o deportacjach Niemców, że wcześniejsze bezprawie - czyli
niemieckie zbrodnie podczas wojny - nie mogą uzasadniać nowego. Ale
zaznaczają, że nie zamierzają relatywizować niemieckiej
odpowiedzialności za wojnę.

Mottem muzeum mają być słowa
Jana Józefa Lipskiego, polskiego intelektualisty, współzałożyciela
Komitetu Obrony Robotników: "Musimy powiedzieć sobie wszystko, pod
warunkiem że każdy będzie mówił o winach własnych. Bez tego ciężar
przeszłości nie pozwoli wyjść nam we wspólną przyszłość".


Steinbach jeszcze nie skomentowała projektu ekspozycji. Nawet jeśli go
skrytykuje, nikt się w Niemczech tym nie przejmie. Steinbach niegdyś
pojawiała się na czołówkach polskich i niemieckich gazet. Dziś jej
polityczna i medialna gwiazda zgasła.

Źródło: Gazeta Wyborcza


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

49. Historyczna hybryda z Berlina

“Koniec sporu o wypędzonych. Do powojennych wysiedleń Niemców nie doszłoby, gdyby nie zbrodnie popełnione przez III Rzeszę - taka będzie myśl przewodnia muzeum, które niemiecki rząd zbuduje w Berlinie” – głosi “Gazeta Wyborcza”.

"Gazeta" wskazuje z satysfakcją, że szef fundacji prof. Manfred Kittel proponował, by w muzeum zestawić wszystkie wielkie XX-wieczne deportacje w Europie i "zrównać (deportacje Niemców) z rzezią Ormian, wojną w byłej Jugosławii czy wysiedleniami Niemców z Polski po wojnie".

Gazeta głosi: Polski punkt widzenia został w projekcie uwzględniony. Nikt nie będzie wystawiał Polsce rachunków. "Niemcy zostali wypędzeni na skutek narodowo-socjalistycznej polityki, jej zbrodni i rozpoczętej okrutnej wojny" - czytamy na wstępie dokumentu. To wszystko prawda ale nie cała.

Zajarzałem na stronę internetową niemieckiej fundacji "Wypędzenie , ucieczka , pojednanie" i przeczytałem cały tekst założenia wystawy. Czy zniknęły wszystkie wątpliwości? Bynajmniej. Nowe założenia są hybrydą starej linii wiązanej z prof. Kittelem, która pragenezę wysiedleń widzi w krzywdzącej polityce państw środkowej Europy po 1919 roku wobec niemieckiej mniejszości z podkreśleniem, że w czasie II wojny światowej wpierw wypędzono Polaków, potem Stalin deportował całe narody i wreszcie Niemcy zastosowali brutalne deportacji, które po końcu wojny zostały. Ta pierwsza część dotycząca pragenezy deportacji została sformułowana prawie dokładnie w stylu wystaw Eriki Steinbach.

W założeniach wystawy czytamy: „Dla mniejszości niemieckich w Czechosłowacji, Polsce, Jugosławii, na Węgrzech lub w Rumunii rozwój ich stosunku do państw, w których żyli oni do roku 1945 miał znaczący wpływ na ich sytuację po 1945 r. Dlatego w celu wyjaśnienia żądań utworzenia państwa narodowego bez Niemców uwzględnić należy obok przyczyn krótkoterminowych i decydujących – wojny wywołanej przez nazistów i prowadzonej przez nich okupacji – również przyczyny średnio- i długoterminowe. Szukać ich należy w rozprzestrzeniającej się przed I Wojną Światową wizji etnicznie jednolitego państwa narodowego i związanych często z licznymi konfliktami stosunkach nowych państw narodowych z ich mniejszościami po 1918”.

To jest kluczowe zdanie wystawy. Jej autorzy zrównali efekty wojny światowej wywołanej Hitlera z przedwojennym nacjonalizmem państw Środkowej europy. I to musi budzić wyrazisty sprzeciw. A uspokajający tekst „Wyborczej” to nie informacja tylko psychoterapia.

Piotr Semka

http://www.stefczyk.info/blogi/sacrum-z-profanum/historyczna-hybryda-z-b...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

50. Na corocznym Dniu Stron

Na corocznym Dniu Stron Ojczystych w Berlinie Erika Steinbach opowiedziała się za odszkodowaniami dla Niemców, którzy byli wykorzystywani do pracy przymusowej po wojnie oraz za ustanowieniem w Niemczech dnia pamięci o wypędzeniach.

Krytycznie wobec zachodu

Od lat na spotkaniu środowisk wypędzonych dominował jeden temat: Centrum Przeciwko Wypędzeniom w Berlinie. Odkąd nad placówką upamiętniającą losy przymusowych przesiedleń pieczę sprawuje państwo, temat ten coraz bardziej cichnie. Na tegorocznych obchodach Dnia Stron Ojczystych Steinbach zauważyła zadowolona, że doszło do opublikowania koncepcji tej placówki oraz "że los wypędzonych zostanie ukazany w pełnym kontekście od XIX wieku, a nie tylko jako następstwo II wojny światowej".

Zauważyła też, że "powstanie koncepcji jest zasługą jej fundacji Centrum Przeciwko Wypędzeniom, która od lat postawiła to sobie za cel". Steinbach upomniała się także wobec Niemców z zachodu o więcej empatii wobec wypędzonych. - Czasem słyszę w Hamburgu czy Kolonii, iż wypędzeni sami są winni swojemu losowi. Nie mogę tego spokojnie słuchać, bo ofiary na wschodzie nie przyczyniły się do swojego losu bardziej, niż ludzie żyjący w zachodnich landach. Jedynym powodem, dla którego właśnie oni stracili ojczyznę i dobytek, były kryteria geograficzne - powiedziała zdenerwowana Steinbach.

Odszkodowania dla Niemców

Po stwierdzeniu, że kwestia placówki upamiętniającej los wypędzonych jest tylko kwestią czasu, przewodnicząca BDV domagała się dalszych gestów w kierunku ofiar wysiedleń. – Nie powinno się zapominać o losie dwóch milionów osób, w tym wielu kobiet i dzieci, którzy spędzili swoje najlepsze lata jako pracownicy przymusowi w Europie wschodniej, gdzie byli wyzyskiwani do granicy fizycznego wyniszczenia, o ile w ogóle to przeżyli - mówiła.

- Niemcy byli wyzyskiwani w ramach pracy przymusowej nie tylko przez Związek Radziecki, lecz także przez Polskę, Czechosłowację, Jugosławię i inne kraje Europy wschodniej - ciągnęła dalej. – Cała Europa południowo-środkowo-wschodnia była przez wiele lat po zakończeniu wojny gigantycznym zagłębiem pracy niewolniczej i jej ofiary o wiele za długo czekają na spełnienie obietnic o odszkodowaniach.

Steinbach przytoczyła w tym kontekście słowa premiera Bawarii Horsta Seehofera, który podczas ostatnich obchodów Dnia Niemców Sudeckich miał powiedzieć: "My, Niemcy płacimy w Europie za wszystko, a więc możemy zapłacić za pracę przymusową niemieckich wypędzonych". - Tak, możemy, ale czas nagli, uzupełniła Steinbach.

Wypędzeni – niedocenieni w Niemczech i Europie?

Słuchając przewodniczącej Związku Wypędzonych w Berlinie można było także odnieść wrażenie, że to wypędzeni poprzez tzw. Kartę Wypędzonych z 1950 roku, byli budowniczymi wspólnej Europy. - Niemcy, którzy utracili Ojczyznę budują teraz mosty pojednania i dobrego sąsiedztwa - mówiła do kilkuset zgromadzonych gości.

Równocześnie Erika Steinbach podkreśliła rolę wypędzonych w odbudowie Niemiec i opowiedziała się za ukazywaniem losu wypędzonych w lekcjach historii. Jej zdaniem rola wypędzonych dla dobrobytu powojennych Niemiec jest niedoceniana. - Poziom dobrobytu środowisk wypędzonych przez długo pozostawał poniżej przeciętnej całego społeczeństwa - uważa Steinbach.

Premier Hesji za dniem pamięci

Gościem honorowym tegorocznych uroczystych obchodów Dnia Stron Ojczystych był premier Hesji, Volker Boffier. Hesja jest krajem, który od początku patronuje wszelkiej działalności organizacji wypędzonych.

Boffier zapewnił: - Moi poprzednicy przez dłuższy czas redukowali środki na tą działalność, ale my je teraz podwoiliśmy i nie zamierzamy ich skracać - powiedział zapewniając, że Hesja popiera starania Steinbach o wprowadzenie Dnia Pamięci o Niemieckich Wypędzeniach. – Nikt nie wie lepiej, niż wypędzeni, że Europa jest projektem pokoju.

Dzień Stron Ojczystych jest datą ruchomą i jest obchodzony od 1950 roku w różnych terminach, w zależności od landu. Z reguły między sierpniem i październikiem.

Róża Romaniec, Berlin

http://wiadomosci.onet.pl/raporty/deutsche-welle-w-onecie/erika-steinbac...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

51. zakłamane niemieckie media, kłamstwo na kłamstwie

Dziennik "Badische Zeitung" podsumowuje czterdziestolecie polsko-niemieckich stosunków dyplomatycznych, krytykując przy tym europejską politykę rządu Donalda Tuska.

Badische Zeitung zamieszcza tekst, w którym Ulrich Krökel dokonuje krytycznej oceny 40 lat polsko-niemieckich stosunków dyplomatycznych. "Uklęknięcie Brandta, zryw Solidarności, pokojowa rewolucja, zjednoczenie Niemiec i poszerzenie UE: polsko-niemieckie relacje cechuje bogactwo spektakularnych wydarzeń. Lecz to, co historycznie znamienne, znajduje też odzwierciedlenie w sprawach niespektakularnych" - pisze.

Autor przypomina w tym kontekście o przedstawionej kilka dni temu koncepcji działań kontrowersyjnego centrum dokumentacji przymusowych wysiedleń w Berlinie. "Jeszcze przed pięciu laty, pod koniec ery Kaczyńskich w Warszawie, byłoby to nie do pomyślenia. Nacjonalistyczni bliźniacy uprawiali na stanowiskach prezydenta i premiera antyniemiecką politykę i w tym celu instrumentalizowali przede wszystkim historię. W Berlinie konserwatywne grono wokół szefowej Związku Wypędzonych Eriki Steinbach nazbyt chętnie podejmowało rzuconą rękawice. Jednak teraz jest inaczej" - pisze dziennik wskazując na to, że w Warszawie rządzi liberalny i przychylny Niemcom Tusk, a Steinbach i "wypędzeni z CDU Angeli Merkel dramatycznie stracili wpływy".

Ulrich Kröckel uważa, że polsko-niemieckie stosunki są "znakomite", i że nie jest przesadą powiedzenie, że "od stuleci nie były tak dobre". Autor wskazuje, że po II wojnie światowej, za którą, jak wyraźnie zaznacza, winę ponosili Niemcy, nienawiść między Polakami i Niemcami, osiągnęła apogeum. "Dlatego też to na nich bardziej spoczywa do dzisiaj odpowiedzialność za przyszłość. Pojednanie z Polską powiodło się. Lecz te laury nie usprawiedliwiają bezczynności. Politycy w Warszawie i Berlinie są zobowiązani wspólnie wpływać na kształt Europy. Lecz to wyraźnie szwankuje w dobie kryzysu strefy euro. Nic nie jest w stanie przysłonić faktu, że 40 lat od nawiązania stosunków dyplomatycznych, których rocznica przypada na najbliższy piątek, nie może być mowy o prawdziwym strategicznym partnerstwie" - pisze.

"Odpowiedzialność za to ponoszą nie tylko Niemcy. Niemiecki rząd wprawdzie zbyt jednostronnie stawia na kartę niemiecko-francuską, jednakże Polska, nienależąca do strefy euro, nie ma teraz w Brukseli po prostu także większego znaczenia, podaje. Temu sama jest sobie winna" - twierdzi autor artykułu wskazując, że Polska nie zadbała o przyspieszenie przyjęcia jej w poczet członków unii walutowej. "Może ta wstrzemięźliwość jest bezpieczna dla interesów ekonomicznych. Lecz jeśli chodzi skutek polityczny, to była to bramka samobójcza rządu Tuska" - podkreśla.

Ulrich Krökel wskazuje też, że w przygasł euroentuzjazm Polaków. "Niemcy powinni mocniej protegować w Brukseli sąsiada na Wschodzie (...) Zamiast zabiegać o trwałe randez vous z francuskim prezydentem, Angela Merkel powinna ożywić i wzmocnić tzw. Trójkąt Weimarski Paryż-Berlin-Warszawa" - uważa autor.

"Dlaczego w Berlinie brakuje w tym celu dobrej woli, pozostanie zagadką. Jeśli celem jest pogłębienie europejskiej integracji, można go osiągnąć tylko z poparciem Wschodu. Kto mówi o ogólnoeuropejskich plebiscytach, popełnia błąd, jeśli niewystarczająco uwzględnia rosnący sceptycyzm wobec UE 38 mln Polaków. Może się zdarzyć, że przeżyjemy szok, jak wtedy w 2005, kiedy Holendrzy i Francuzi głosowali przeciwko planowanej Konstytucji UE" - kończy.

Barbara Cöllen

http://wiadomosci.onet.pl/raporty/deutsche-welle-w-onecie/niemiecka-pras...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

52. Polsko-niemiecka współpraca

Polsko-niemiecka współpraca pod dyktando Berlina. Polska wszystko zawdzięcza Niemcom?

Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej promuje projekt oświatowy,
który zawiera depczący polską wrażliwość film. „Historia stosunków
polsko-niemieckich ma ponad tysiąc lat, a my wciąż patrzymy na nią przez
pryzmat tragedii II wojny światowej i zbrodni III Rzeszy.”

Krzyżakom Polacy zawdzięczają piękne budowle i opiekę nad Piastami.
Najważniejszym skutkiem zwycięstwa pod Grunwaldem jest obraz Jana
Matejki. Główną zasługą Kopernika są podstawy do wróżenia z tarota. II wojna światowa jest mało znaczącym epizodem w historii stosunków polsko-niemieckich

- te dość zaskakujące stwierdzenia to wnioski, jakie wprost płyną z
filmu wyprodukowanego na zlecenie Fundacji Współpracy
Polsko-Niemieckiej. Obraz jest podstawą najnowszego projektu edukacyjnego Fundacji.
Film opowiadający o stosunkach polsko-niemieckich jest wybitnie
jednostronny, a jego wydźwięk wymierzony jest w polskie priorytety
kulturowe i budowanie tożsamości narodowej.

Promocja filmu „Noc w galerii” odbyła się 10 października. Jego
autorzy tłumaczą, że jest on inspirowany wystawą „Obok. Polska-Niemcy.
1000 lat historii w sztuce”. Kuratorką tej wystawy była Anda Rottenberg.
Obraz skierowany do młodzieży stał się bazą do przygotowania najnowszego programu edukacyjnego, jaki powstał w FWPN. Jak wskazują autorzy filmu:

Odchodzi on od dotychczasowej polsko-niemieckiej narracji
historycznej i podejmuje próbę dekonstrukcji mitów – zachęca do
samodzielnej refleksji o polsko-niemieckim sąsiedztwie.

W rzeczywistości film nie tyle skłania do refleksji o
„polsko-niemieckim sąsiedztwie”, co jest próbą pokazania, jak wiele
Polska zawdzięcza Niemcom.

Film przeplatany fabularnymi wątkami, które są
budowane na motywach historycznych, zaczyna się od historii Wandy, która
jak wiadomo Niemca nie chciała. Widzimy symboliczną unowocześnioną wersję tej legendy. Wanda ścigana przez Niemca skacze do basenu,
a główni bohaterowie filmu, grani przez Macieja Łubieńskiego i Michała
Wójcika tym razem wchodzą w rolę jurorów skoków do wody. Jeden z nich
skok Wandy ocenia na 10, drugi na 0. Gdy ten krytyczniejszy pytany jest o
motywy swojej oceny, odpowiada:

Nie oceniam techniki skoku, tylko decyzję polityczną. Wanda nie chciała Niemca, utopiła się, a mogła żyć długo i szczęśliwie.

Drugi z bohaterów dodaje:

Nie rozumiem tej legendy od Wandzie. Przecież w polskiej historii aż się roi od księżniczek, które chciały Niemca. Szczególnie, gdy był piękny i bogaty...

Tyle zrobiono z pięknej polskiej legendy, która opowiada o
księżniczce, która w imię spokoju ojczyzny wymiera samobójstwo. Nie chce
bowiem ani tragedii swojego ukochanego kraju, który jest najeżdżany
przez Niemca, ani małżeństwa z niemieckim księciem. Wydaje się jednak, że odtrącenie Niemca to dla twórców filmu zniewaga.

Autorzy obrazu zdają się przekonywać, że nie tylko Wanda była niewdzięczna. Równie niewdzięczni okazują się być Polacy, którzy nie doceniają wielkich zasług, jakie dla Polski mieli Krzyżacy.
Okazuje się, że nie byli to krwawi okupanci polskich ziem, toczący
wojny z polskim państwem i obywatelami. Na filmie możemy zobaczyć
najpierw inscenizację, pokazującą Krzyżaków stylizowanych na pradawne
pogotowie. Na filmie ratują oni pogryzionego przez psa człowieka. Potem
następuje zaskakującą wymiana zdań, która kładzie nacisk na chwalebne
skutki okupacji Krzyżackiej w Polsce:

Krzyżacy zrobili krwawą jatkę, ale oddali Piastom przysługę. I dzięki temu, dzięki ich robocie powstawały tu piękne miasta i zamki. A Warmia stała się uroczym zakątkiem Polski.

(…)

Krzyżacy nie tylko toczyli wojny z Królestwem Polskim. To była świetnie działająca korporacja.

Obronie dobrego imienia Krzyżaków twórcy filmu poświęcili wiele miejsca. W jednej ze scen wielki mistrz zakonu tłumaczy, jak drogocenne skutki ma obecność Krzyżaków w Polsce. Aktor stylizowany na mistrza pokazuje zdjęcia lasów i mówi:

Kiedyś wszystko wyglądało tak, a Krzyżacy zbudowali tu miasta: Toruń,
Elbląg, Olsztyn, Gniew itd. Zbudowaliśmy drogi. Dochód na mieszkańca
duży. Liczba chrześcijan rośnie.

Zwieńczeniem wątku krzyżackiego jest wizyta dwóch narratorów filmowej
opowieści na polach grunwaldzkich. Widzowie dowiadują się, że „pod
Grunwaldem połączone armie polska i litewska pokonały militarnie zakon
Krzyżacki”. Szybko jednak znaczenie tego wydarzenia zostaje umniejszone. Widzowie słyszą bowiem taką wymianę zdań między Łubieńskim i Wójcikiem:

- Ale co z tego (zwycięstwa – red.), skoro Polska odzyskała to, o co
ten bój się toczył dopiero 50 lat po bitwie, a sam Zakon przestał
istnieć 115 lat później.

- Chcesz powiedzieć, że cały ten trud militarny spod Grunwaldu poszedł na marne?

- Nie, nie, nie. Tego nie chcę powiedzieć. Został przecież wielki obraz Matejki...

I tak okazuje się, że bitwa pod Grunwaldem bez obrazu Matejki w ogóle znaczenia dla Polski nie ma.

Film przesycony jest podobnym przekazem, przekazem umniejszającym
zasługi Polski i Polaków. Co więcej często narracja filmu jest
przypomina zwykłe kpiny z polskiej historii.

Takie wrażenie można odnieść choćby słuchając opowieści o dokumencie
Dagome iudex. Okazuje się, że ten dokument jest dobrym obiektem żartów
dla twórców filmu. Słyszymy, że tytuł jest wynikiem pomyłki
„niedysponowanego” micha przepisującego tekst, że być może dokument
świadczy o tym, że Polskę założyli Wikingowie.
Słyszymy, że
Polska była wtedy zaściankiem cywilizacyjnym Europy oraz, że autorzy
dokumentu nie wiedzieli kto to Mieszko, co to Gniezno, więc pisali jak
im się wydawało. Wiadomo, że Polską wtedy nikt się nie interesował.

Wątpliwe również, by widzowie opisywanego filmu interesowali się
naszym krajem. Bohaterowie jego prezentują bowiem miejscami wręcz
agresywne nastawienie do naszej Ojczyzny. W czasie prezentowania
historii dynastii Sasów dwaj prowadzący wymieniają między sobą uwagi,
śmiejąc się ze zdjęcia Augusta III Sasa:

- Zobacz, jak on wygląda

- No rzeczywiście, sarmacka postawa, podgolony łeb, kontusz...

- Mało tego. On wygląda bardziej na Polaka, a niżeli na króla. Gdzie on ma koronę? W ręku nie trzyma berła, tylko czapę.

Można by rzecz, że jak ktoś wygląda na Polaka to już najgorzej...

Narracja filmu zdaje się mieć jeden cel: pokazać, że w stosunkach polsko-niemieckich to Niemcy są ci dobrzy, a Polacy ci źli i mniej zasłużeni. Przy okazji śmiania się z króla Augusta III pada stwierdzenie, że Niemcy zrobili dużo dla polskiej kultury. Narrator pyta: co polska kultura zrobiła dla Niemców?

Mówisz, masz

- pada odpowiedź. A potem film pokazuje, jak niemiecki
kompozytor - Telemann po powrocie z Polski zaczął komponować tańce,
które zapisywał przyglądając się ludowym przyśpiewkom w kraju
.
Dzięki Telemannowi Polonez trafił do kanonu form tanecznych. Dzięki
niemu najwięksi Niemcy komponowali te tańce. Wszystko dzięki
niemieckiemu kompozytorowi.

Co więc Polska zrobiła dla Niemców? Chyba nic. Tak przynajmniej wynika z filmu.

Opisywany obraz jest manipulacją oraz przykładem infantylizacji
przekazu historycznego. Niestety na jego kanwie opracowany został
projekt edukacyjny dla młodzieży. Jest to niezwykle niepokojące. W
filmie bowiem roi się od wręcz tandetnych wizualizacji upraszczających
historię. Okazuje się, że Mikołaj Kopernik, choć był wszechstronnie
uzdolniony i ustawił Ziemię gdzie trzeba, „słynie” z opracowania
horoskopów
i podstaw do tarota. W filmie przewiduje się dzięki niemu upadek Zakonu Krzyżackiego.

Przy okazji omawiania postaci Kopernika okazuje się, że nie wiadomo, czy był on Niemcem czy Polakiem.

Czy fakt, że Kopernik brał udział w wojnie z Krzyżakami wystarczy, by nazwać go polskim astronomem?

- pytają twórcy filmu. Tego nie rozstrzygają:

- Kim zatem był Niemcem, czy Polakiem?

- A to ważne? Był geniuszem.

Pochodzenie ważne jednak było w przypadku Wita Stwosza.
Mówiąc o nim autorzy filmu nie omieszkali zaznaczyć na wiele sposobów,
że był on Niemcem, a po polsku nie umiał nic powiedzieć. Przy tej okazji
słyszymy również, że XV-wieczny Kraków był zdominowany przez niemiecką
społeczność, a sam Stwosz z Polakami nie miał wiele wspólnego. W
przypadku Stwosza ważne było, czy „był Niemcem, czy Polakiem”. On
zdecydowanie był Niemcem.

Zaskakujących wstawek dotyczących polskiej historii jest wiele.
Kolejny przykład w opowiadaniu o historii związku Wilhelma I i Elżbiety
Radziwiłłówny. Ona zmarła, zostawiając Wilhelma. W opowieści filmowej
słychać:

- Do końca jego życia miał (Wilhelm I – red.) na biurku zdjęcie polskiej księżniczki.

- Z drugiej strony, jako cesarz usunął język polski ze szkół i urzędów. Czyli kochał Elizę, ale nie kochał Polaków.

- No bo kochać to nie znaczy zawsze to samo.

Tym miłym stwierdzeniem aktorzy zbywają polityczną walkę z Polską i Polakami. Twórcy filmu wiele wysiłku włożyli, by antypolskiej działalności Niemców nie eksponować.

Najbardziej kuriozalne wydają się ich zabiegi dotyczące II wojny światowej. Temu tematowi poświęcono ostatnie kilka sekwencji ponad 30-minutowego filmu.
W tym fragmencie pokazany jest pomnik Holocaustu w Berlinie oraz obrazy
ludzi, które nie wiadomo do końca co mają symbolizować. Narrator
tłumaczy:

Historia stosunków polsko-niemieckich ma ponad tysiąc lat, a
my wciąż patrzymy na nią przez pryzmat tragedii II wojny światowej i
zbrodni III Rzeszy.

Potem widać ujęcie z Berlina, spod Bramy Brandenburskiej. Bohaterowie mówią:

- W PRL pokazywano Krzyżaków, jako prenazistów. Ale wciąż myślimy o niemieckiej dominacji, stałym naporze na polskie ziemie.

- Dzięki takim inicjatywom, jak wystawa „Obok” widzimy, że jest to bardzo fałszywy obraz. Nie możemy patrzeć na te stosunki, jako na preludium tragedii II wojny światowej.

- Przez te tysiąc lat nie było przecież jednego państwa niemieckiego, które prowadziłoby jakąś spójną politykę wobec Polski. Były różne księstwa, z których każde robiło swoje.

- Także na pytanie, jakie były te stosunki polsko-niemieckie przez te
tysiąc lat moim zdaniem nie odpowiemy. Bo nie ma jednej odpowiedzi.

- Jak to nie ma? Jest: to zależy

Na tym kończy się film, który jak zaznaczają autorzy ma rzucać nowe
światło na stosunki Polski i Niemiec. Niestety w tym świetle Polska
wychodzi bardzo negatywnie. Okazuje się, że nie mamy czym się
chwalić, wszystko zawdzięczamy Niemcom, a oni nam nic. Dodatkowo wciąż
mamy resentymenty i nieuprawnione pretensje o historię II wojny
światowej.
A wiadomo, że to jedynie epizod w ponad tysiąc letniej historii stosunków polsko-niemieckich.

Twórcy filmu mylą się wielokrotnie. Również wtedy, gdy piszą, że film jest nowatorski. Ten
przekaz znamy jednak już od czasu, gdy w Niemczech wypłynęła na wierzch
debaty publicznej Erika Steinbach ze swoim relatywizowaniem prawdy o II
wojnie światowej.
Film nie jest niczym nowym. Szkoda jedynie, że znów polskimi rękami umniejsza się zasługi Polski i Polaków.

Co szczególnie niepokojące Film Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej jest skierowany do młodzieży. Dziś
Niemcy takimi projektami podburzają polską młodzież przeciwko polskiemu
państwu. Niemcy kolonizują uczniów i budzą w nich podziw dla swojego
kraju.
Tak wygląda współpraca z Berlinem. Tak wyglądają nasze „dobre stosunki”. Ale oczywiście znów możemy usłyszeć słowa krytyki:

Wciąż myślimy o niemieckiej dominacji, stałym naporze na polskie ziemie.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika benenota

53. !!! Ron Paul nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla

http://www.thelonestarwatchdog.com/2012/10/11/breaking-news-ron-paul-nom...

przez Norweski Parlament.

Tak mi tu dobrze...ze dobrze mi tak.
avatar użytkownika Maryla

54. Semka przestrzega: widać

Semka przestrzega: widać "wielki cień" nad przyszłością narodów polskiego i niemieckiego. Niemiecki rewizjonizm rośnie w siłę

Nie da się bowiem akceptować tezy o polskich i czeskich
nacjonalistach, których celem samym w sobie było wygnanie Niemców z
jednoczesnym szanowaniem pamięci mieszkańca Warszawy, który wie, że to
Niemcy zniszczyli mu miasto.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

55. Niemcy mówią "nein" dla

Niemcy mówią "nein" dla pomysłu powstania w Berlinie pomnika pomordowanych Polaków

Niemcy więcej już wiedzą o domniemanym „ludobójstwie” swoich rodaków z
rąk Polaków i Czechów po wojnie, niż np. o niemieckich „Katyniach”, np.
w podwarszawskich Palmirach, gdzie – podobnie jak sowieci, Niemcy
likwidowali polską inteligencję.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

56. Coraz gorzej z prawdą o II

Coraz
gorzej z prawdą o II Wojnie Światowej. Amerykański portal:
przesiedlenie Niemców w TOP TEN "najbardziej przerażających ludobójstw w
historii"...

Tylko u nas

Wielokrotnie przestrzegaliśmy przed biernością w obliczu wyraźnie
zauważalnych, starań zmierzających do wysunięcia niemieckich ofiar II
Wojny Światowej na pierwszy plan.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

57. Donald! do nogi!

Premier już w Berlinie. Priorytetem sprawy unijne

Premier już w Berlinie. Priorytetem sprawy unijne

Premier Donald Tusk przybył w środę do Berlina, by wziąć udział w
12. polsko-niemieckich konsultacjach międzyrządowych. Głównym...
czytaj dalej »

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

58. Tak naziści zrabowali

Tak naziści zrabowali Polskę


Oficjalnym patronem medialnym najnowszej publikacji Roberta Kudelskiego jest portal menstream.pl.

Kudelski opisuje wnikliwie wywiezienie w głąb III Rzeszy unikalnych
skrzypiec Stradivariego czy kolekcji rysunków Durera. Dodatkowo autor
ujawnia jak wielką rolę w powojennym rabunku dzieł sztuki odgrywała
komunistyczna Służba Bezpieczeństwa.

Dr Robert J. Kudelski jest badaczem oraz autorem wielu publikacji
dotyczących stratom wojennym w zakresie dóbr materialnych i zbiorów
sztuki. Jest współautorem między innymi: Tajemnica Riese. Na tropach największej kwatery Hitlera oraz Lubiąż. Na tropach wojennych tajemnic.

Oficjalnym patronem medialnym najnowszej publikacji Roberta Kudelskiego jest portal menstream.pl. Polecamy!

"Zrabowane skarby" Roberta Kudelskiego. Oto ich historia
[fot:
mat.pras.]

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

59. Z okazji Dnia Żałoby

Z okazji Dnia Żałoby Narodowej w niemieckim Bundestagu w niedzielę
oddano hołd ofiarom wojen i totalitarnych systemów. Szefowa klubu
parlamentarnego CSU Gerda Hasselfeldt wskazała na znaczenie pojednania z
Francją i Polską dla pokoju w powojennej Europie.

"Pojednanie z Francją to jedna najważniejszych nauk, jakie
Niemcy wyciągnęli z przeszłości" - powiedziała Hasselfeldt w
okolicznościowym przemówieniu podczas uroczystego posiedzenia
parlamentu. "Odwieczna wrogość" należy do przeszłości, stosunki z
Francją nacechowane są dziś partnerstwem i przyjaźnią, a otwarte granice
i spotkania są oczywistością - podkreśliła deputowana bawarskiej CSU -
partii uczestniczącej w koalicji rządowej Angeli Merkel.


Za równie ważne Hasselfeldt uznała gest ówczesnego kanclerza RFN
Willy'ego Brandta, który w grudniu 1970 roku ukląkł, oddając cześć
ofiarom III.Rzeszy, przed Pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie. To był znaczący
krok na drodze do pojednania Polaków i Niemców - powiedziała, dodając,
że cieszy się, iż obecnie Niemcy utrzymują bardzo dobre stosunki ze
wszystkimi krajami na Wschodzie.




W uroczystości w Bundestagu uczestniczył prezydent Niemiec Joachim Gauck.



W dzielnicy Berlina Buch został odsłonięty pomnik osób
niepełnosprawnych umysłowo i chorych psychicznie, zamordowanych w czasie
wojny przez niemieckich nazistów. Z kierowanego przez fanatycznego
nazistę Wilhelma Bendera szpitala w Buch, gdzie byli przetrzymywani
pacjenci przeznaczeni do uśmiercenia, wysłano do obozów koncentracyjnych
co najmniej 3 tys. osób. Ogółem naziści zamordowali do końca wojny
około 300 tys. niepełnosprawnych i psychicznie chorych.



Dzień Żałoby Narodowej obchodzony jest w Niemczech
od 1922 roku. Po dojściu Hitlera do władzy w 1933 roku służył
utrwalaniu pamięci o niemieckich sukcesach wojennych i kształtowaniu
agresywnych postaw. Reaktywowany po zakończeniu wojny, dzień ten -
obchodzony zawsze w niedzielę dwa tygodnie przed początkiem adwentu,
poświęcony jest obecnie pamięci wszystkich ofiar wojen i dyktatur.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

60. Związek Wypędzonych bardziej

Związek Wypędzonych bardziej brunatny niż przypuszczano

Czy
to zaskoczenie? Związek Wypędzonych zakładali i kierowali byli naziści.
Jedynie dwóch z 13 członków pierwsze zarządu nie należało do NSDAP i
SS.

Informacje o nazistowskiej przeszłości macierzystej organizacji Eriki Steinbach
pochodzą z opracowania na ten temat Instytutu Współczesnej w Monachium.
Co ciekawe, to pierwszy tego typu dokument jaki powstał w RFN.

O zbadanie życiorysów działaczy ZW poprosiła sama Steinbach, którą
bardzo zbulwersowały artykuły prasowe sprzed kilku lat, m.in. w
tygodniku „Der Spiegel”. Gdy w 2006 r. szefowa „wypędzonych
zwracała się do monachijskiego instytutu o profesjonalne podejście do
tematu, wyzierały z słów wątpliwości co do rzetelności doniesień
medialnych na temat nazistów w jej związku.

Autorzy stworzonego dokumentu skoncentrowali się na życiorysach 13
członków pierwszego prezydium Związku Wypędzonych, które ukonstytuowało
się w 1958 r. Aż jedenastu pierwszych funkcjonariuszy BdV było – według
historyków - "reprezentantami reżimu".   

"Pełne dwie trzecie spośród 13 działaczy należy uznać za obciążonych
członkostwem w NSDAP albo SS. Tylko dwóch przedstawicieli BdV okazywało
wyraźny dystans wobec reżimu narodowosocjalistycznego albo konsekwentnie
zachowywało wobec niego konsekwentnie wrogą postawę"

- czytamy w komunikacie instytutu, zawierającym krótkie omówienie wniosków z raportu.

Za nieuwikłanych w narodowy socjalizm uznano socjaldemokratycznego
polityka, Niemca sudeckiego i pierwszego szefa BdV Wenzela Jakscha oraz
polityka CDU, a potem skrajnie prawicowej Narodowodemokratycznej Partii
Niemiec (NPD) - Linusa Kathera. 

"Udowodnione jest, że szczególnie po wkroczeniu Niemców do Polski (w
1939 r.) niektórzy późniejsi działacze BdV aktywnie i w coraz większym
stopniu brali udział w nazistowskim systemie sprawowania władzy. Chodzi
tu po pierwsze o operacje wojenne w ramach walki z partyzantami, a po
drugie o pełnienie innych kierowniczych funkcji w administracji
okupacyjnej. Pomimo swego uwikłania w nazistowski reżim ludzie ci w
powojennych Niemczech mogli sprawować wysokie funkcje i stanowią
"przykład problematycznej kontynuacji elit młodej RFN".

- to kolejny fragment raportu. 

Erika Steinbach w pierwszych reakcjach zdaje się być w dobrym
nastroju. W opublikowanym oświadczeniu tak tłumaczy intensywność
brunatnego koloru we władzach powstającego związku:  "Wielomilionowa
armia wykorzenionych mężczyzn próbowała rozpaczliwie odzyskać grunt pod
nogami. Nie istniały jednak odpowiednie struktury organizacyjne.
Zrozumiałe jest więc, że stery przejmowali ludzie dysponujący zebranym
wcześniej doświadczeniem organizacyjnym".

Próbując rozszerzyć problem nazistowskich przeszłości ważnych osobistości RFN Steinbach przypomniała casus Guentera Grassa:

„Nie mają "tak kryształowo czystego życiorysu, jak sugerowali. Pomimo to po 1945 r. wnieśli oni istotny wkład w nasza demokratyczną kulturę”

- pisze Steinbach.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

61. Bartoszewski: Polacy i Niemcy

Bartoszewski: Polacy i Niemcy powinni działać wspólnie

Polacy i Niemcy powinni wspólnie działać na rzecz pozytywnej
przyszłości tak własnych krajów, jak i całej UE - powiedział w czwartek
pełnomocnik premiera ds. dialogu międzynarodowego Władysław
Bartoszewski, otwierając w Warszawie XVI Forum Polsko-Niemieckie.
Tegoroczne Forum Polsko-Niemieckie jest poświęcone dyskusji na temat "Przyszłości Europy w kontekście polityki energetycznej".
"Mamy pracować dla przyszłości, a nie przeszłości. Musimy realnie
traktować sprawy, które są przed nami. Pracujemy z myślą o przyszłych
pokoleniach" - podkreślił Bartoszewski. Jak
zaznaczył, celem powinna być jednak nie "jakaś założona miłość
wzajemna", ale normalność. "A normalność to dyskusja, wymiana poglądów, a
niekiedy także i spór, który trafia się
przecież także w rodzinie" - dodał.




Zdaniem pełnomocnika rządu ds. dialogu międzynarodowego w ostatnich
pięciu latach widać "duże pozytywne przyspieszenie w realizacji naszych
wspólnych zamiarów pogłębienia normalności" we
wzajemnych relacjach.




"Ten stopień normalności - chcę to powiedzieć z ogromną satysfakcją,
jako człowiek, który ponad 50 lat trudzi się naprawą stosunków
polsko-niemieckich - w ostatnich latach osiągamy bardzo
szybko" - zaznaczył Bartoszewski.




Zwrócił uwagę, że tematyka XVI Forum Polsko-Niemieckiego wychodzi poza
relacje bilateralne i dotyczy kwestii istotnej dla całej Unii
Europejskiej. Jak zauważył, obrady Forum będą
poświęcone przyszłości Europy w dziedzinie energetyki.




Również wiceprzewodniczący Forum, dyrektor Biura Pełnomocnika Prezesa
Rady Ministrów ds. Dialogu Międzynarodowego Krzysztof Miszczak
podkreślił, że Forum Polsko-Niemieckie jest miejscem
"aktywnej debaty o przyszłości Unii Europejskiej".




Według Miszczaka Polskę i Niemcy łączą "liczne wspólne interesy w sferze
europejskiej polityki zagranicznej, bezpieczeństwa oraz sferze
energetycznej". "Na tej płaszczyźnie oba państwa
powinny tworzyć wspólne koncepcje polityczne i zabiegać o pozyskanie
niezbędnych do ich realizacji większości w gronie państw UE" -
powiedział.




Jak zaznaczył, Polska i Niemcy powinny wspólnie działać w sprawach
ważnych nie tylko dla obu krajów, ale i dla całej UE. Według Miszczaka,
oba kraje są zgodne co do tego, że UE powinna być
znaczącym graczem globalnym, nie tylko w sferze gospodarki, ale i
polityki, co obecnie - podkreślił - oznacza też prowadzenie "rozsądnej
polityki energetycznej".




Miszczak dodał, że kwestie energetyczne są jednym z najważniejszych
wyzwań, przed jakimi stoi obecnie UE. "Wzrost cen energii oraz rosnąca
zależność od dostaw surowców spoza UE stanowią
zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa i konkurencyjności unijnego
przemysłu" - powiedział. Wzywał do przeprowadzenia "znaczących
inwestycji" w celu zapewnienia energetycznego bezpieczeństwa
państwom Unii.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

62. Erika Steinbach twierdzi, że

Erika Steinbach twierdzi, że w szafach wielu niemieckich partii politycznych są "brunatne szkielety"

Po ujawnieniu faktów, że Związek Wypędzonych tworzyli w większości
naziści Erika Steinbach przeszła do kontrataku. Walczy o pozostawienie
powstającego w Berlinie centrum przeciwko wypędzeniom w dotychczasowym
kształcie, czyli z tezą o Niemcach, jako ofiarach wojny.

http://www.spiegel.de/politik/deutschland/antisemitismus-so-antijuedisch...

Berlin - Der Judenhass sei in Deutschland der gleiche wie zu Zeiten
Hitlers, davon ist der Amerikaner Tuvia Tenenbom überzeugt. Die
Erfahrungen, die ihn zu diesem Urteil gebracht haben, beschreibt der
Theatermacher aus New York in seinem Buch "Allein unter Deutschen", das
am 10. Dezember erscheint. Tenenbom reiste durch die Republik, er
besuchte so unterschiedliche Orte wie die Neonazi-Kneipe Club 88 in
Neumünster, das alternative Hamburger Schanzenviertel, in Tübingen traf
er auf mülltrennversessene Grüne.

Über Tenenboms Ansichten und sein Buch berichtete der SPIEGEL in seiner vorletzten Ausgabe.

Es ist ein Buch, das für Debatten sorgen wird. Der Rowohlt-Verlag
wollte es auch aus rechtlichen Bedenken anders als zunächst vereinbart
nicht mehr drucken. Stattdessen erscheint "Allein unter Deutschen" nun
bei Suhrkamp.

Die schlimmsten Auswüchse der Judenfeindlichkeit in Deutschland
musste im August der Berliner Rabbiner Daniel Alter erleben - er wurde
von Unbekannten zusammengeschlagen und schwer verletzt. Viele hat der
brutale Vorfall aufgeschreckt. Bundeskanzlerin Angela Merkel sagte
kürzlich nach ihrem Besuch beim Zentralrat der Juden, es gebe ein großes Maß an Antisemitismus
in Deutschland. An diesem Mittwoch trifft sich Merkel in Berlin mit
Benjamin Netanjahu. Der israelische Regierungschef dürfte aufmerksam
beobachtet haben, unter welchen Bedingungen Juden in Deutschland leben.

Wie mächtig ist der Antisemitismus in Deutschland?

Judenfeindliche Stereotype sind tief in der deutschen Alltagskultur
verankert - da sind sich Experten einig. Besonders zwei Zahlen haben
sich dabei in den vergangenen Jahren als stabil erwiesen.

  • 15 bis 20 Prozent der Deutschen haben latent antisemitische Haltungen.
  • 8 bis 10 Prozent der Deutschen äußern sich in Umfragen offen antisemitisch, halten Juden etwa für andere, schlechtere Menschen.

Wissenschaftler sprechen hier von manifestem Antisemitismus oder einem antisemitischen Weltbild. Zuletzt hat die Friedrich-Ebert-Stiftung in ihrer Untersuchung zu Rechtsextremismus
in Deutschland "Die Mitte im Umbruch" festgestellt, dass rund neun
Prozent der Bevölkerung folgenden drei Aussagen überwiegend oder
vollständig zustimmen:

"Noch heute ist der Einfluss der Juden zu groß."

"Die Juden arbeiten mehr als andere Menschen mit üblen Tricks, um das zu erreichen, was sie wollen."

"Die Juden haben einfach etwas Besonderes und Eigentümliches an sich und passen nicht so recht zu uns."

Die Zustimmungswerte bei den einzelnen Aussagen sind deutlich höher
als neun Prozent - als antisemitisch wurde aber nur eingestuft, wer alle
drei Sätze für richtig hielt.

Wann und wie oft haben diese Haltungen im Alltag Folgen für die mehr als 100.000 Juden,
die in Deutschland leben? Jüdische Schulen und Synagogen stehen unter
Polizeischutz, jüdische Gläubige leben in ständiger Wachsamkeit -
Beschimpfungen, Beleidigungen sind viele längst gewöhnt. Die
registrierten Straftaten mit antisemitischem Hintergrund sind indes im
Zeitraum von 2005 bis 2010 zurückgegangen.

Wer ist antisemitisch?

Der Bielefelder Forscher Andreas Zick hält Prozentzahlen über die
Verbreitung des Antisemitismus in Deutschland für wenig aussagekräftig.
"Mich interessiert eigentlich viel mehr: Wer ist denn so antisemitisch?
Und warum transportieren wir antisemitische Vorurteile so stabil über
die Jahrzehnte?" Deutlich sei, dass ältere Menschen im Durchschnitt
antisemitischer seien als jüngere, Arbeitslose mehr als Erwerbstätige.

Bei dem sogenannten sekundären Antisemitismus, also etwa der Haltung:
"Die Juden versuchen jetzt, aus dem Holocaust Vorteile zu ziehen" gebe
es auch unter gebildeten und sozial bessergestellten Deutschen große
Zustimmung, sagt Zick. "Hier gibt es die Mentalität: Es muss doch mal
gesagt werden können."

Ein Befund ist neu: Erstmals stimmen in Ostdeutschland laut
Friedrich-Ebert-Stiftung mehr Befragte primär antisemitischen Aussagen
zu - also judenfeindlichen Äußerungen, die sich nicht auf den Holocaust
beziehen - als im Westen.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

63. NASZ WYWIAD: Prof. Marek o

NASZ
WYWIAD: Prof. Marek o sali obrad im. Orła Białego: " Trochę mnie to
przeraża, gdyż jest to złe, antypaństwowe, antypolskie i antynarodowe"

Tylko u nas

Tylko na koniec jest tak, że prawdziwi Niemcy nie wiedzą nawet, że
Polska ma ponad tysiąc letnią historię. Uważają, że ten kraj zrodził się
po drugiej wojnie światowej na krzywdzie narodu niemieckiego
- uważa
prof. Marek 

Polska na rosyjskiej mapie politycznej Europa 2035



Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

64. Objęcie funkcji kanclerza

Objęcie funkcji kanclerza przez Adolfa
Hitlera - 30 stycznia 1933 r. - było pierwszym krokiem do agresji na
Polskę. Powód był jasny. Niemieckie elity uważały odrodzenie się Polski
za wybryk historii - twierdzi niemiecki historyk. Zgadza się z nim
polski ekspert z PAN.

Dr Magnus Brechtken, wicedyrektor renomowanego Instytutu Historycznego w Monachium,
podkreśla, że wraz z przejęciem władzy 30 stycznia 1933 r. Hitler
rozpoczął realizację swojego ideologicznego planu, który zakładał przede
wszystkim dwa cele. Było to zdobycie tzw. "przestrzeni życiowej na
wschodzie" oraz "uregulowanie" tzw. "kwestii żydowskiej".


Historyk wyjaśnia, że hitlerowska ideologia zakładała od początku
zniszczenie państwa polskiego. Podstawą takiej polityki była powszechna
opinia niemieckich elit, że państwo polskie nie powinno było się
odrodzić, do czego doszło w wyniku traktatu wersalskiego. - Niemcy chcieli odzyskać wcześniejsze tereny na wschodzie oraz powiększyć swoje terytorium - tłumaczy dr Brechtken.

"Polska nie miała szans"


Historycy w Polsce i Niemczech są zgodni co do tego, że Hitler
od początku miał swój plan wobec Polski, ale celowo zmylił sąsiadów
podpisując m.in. pakt o nieagresji. - Trzecia Rzesza była gotowa
podpisać wszystko, aby tylko zyskać na czasie i zrealizować swój program
- mówi Brechtken.

Ekspert podkreśla, że Polska nie miała
praktycznie żadnych szans, by uniknąć katastrofy. - Przystanie na
niemieckie żądania nie było żadną alternatywą, bo to by oznaczało
praktycznie rezygnację z własnej egzystencji - mówi ekspert.

Podobnie ocenia to Marek Kornat, profesor w Instytucie Historii PAN w Warszawie.
- Niemcy chcieli chwilowej ugody, a w przyszłości "kwestia polska"
miała zostać rozwiązana na zasadzie statusu wasala lub na drodze
podboju. Mieli jasny cel, który mierzył w państwo polskie - ocenia.


Zdaniem polskiego historyka wygląda na to, że "marszałek
Piłsudski rozważał w latach Republiki Weimarskiej możliwość dojścia do
władzy narodowych socjalistów, ale mimo to przejęcie władzy przez
Hitlera zostało przyjęte w Warszawie z pewnym zaskoczeniem".

Polska się pomyliła w ocenie Hitlera


Prof. Kornat zauważa, że pogłoski o polskim pomyśle wojny
prewencyjnej z Niemcami dość wcześnie dotarły do Berlina. Ale faktem
jest, że Polska od początku sygnalizowała gotowość do dialogu, o czym
świadczą słowa Józefa Becka z 15 lutego 1933 r.: "Nasz stosunek do
Niemiec i ich spraw będzie dokładnie taki sam, jak stosunek Niemiec do
Polski". Zdaniem Kornata świadczy to o tym, że relacje polsko-niemieckie
zależały od stanowiska Berlina. Dodaje, że w pierwszych dniach po
przejęciu władzy przez Hitlera, w Warszawie dominowały obawy i
niepewność co do dalszego kursu polityki Berlina.


Historyk przyznaje, że polskie elity mogły się pomylić w ocenie
zagrożenia ze strony Niemiec. - Po pierwsze, panowało przekonanie, że
Hitler nie jest Prusakiem, a więc nie posiada głęboko zakorzenionej
agresji wobec Polski - mówi prof. Kornat. - Hitler był w opinii
Piłsudskiego niemieckim romantykiem i rewolucjonistą, dlatego uważano,
że będzie z nim możliwe jakieś porozumienie - dodaje. Jeżeli chodzi o
ministra Józefa Becka, to historyk podkreśla, że dyplomata przyjął
pozycję wyczekującą i przede wszystkim starał się nie pogarszać relacji z
Berlinem.

Dr Brechtken podkreśla z kolei, że z
przejęciem władzy przez Hitlera stało się jasne, iż pomimo pewnej
gotowości do dialogu ze strony Warszawy, niemieckich planów ekspansji
nie da się zrealizować na drodze pokojowej, a rozwiązanie militarne było
od początku jedynie kwestią czasu. Jego zdaniem "pakt o nieagresji był
tylko grą na czas" i nie można dziś mówić o realnych alternatywach,
które pozwoliłyby uniknąć hitlerowskiego ataku na Polskę.

Tekst pochodzi z serwisu Deutsche Welle.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

65. "Chodzi o Polskę". Bardzo

"Chodzi
o Polskę". Bardzo ważny tekst prof. Krasnodębskiego w GPC o tym jak
doszło do tego, że Niemcy mają nas edukować w dziedzinie "walki z
faszyzmem". I dlaczego?

"Pozwala to Niemcom utwierdzać się w roli lidera Europy i obok władzy
gospodarczej dać im również odpowiedni zasób władzy ideologicznej, a
jednocześnie umożliwia poddawanie stałej presji narody Europy
Środkowo-Wschodniej, by nie domagały się zbytniej narodowej
samodzielności i by w ogóle im się w głowie nie przewróciło".

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

66. Hitler goni Stalina w milionach pomordowanych ofiar?

Geoffrey Megargee jest doświadczonym badaczem Holokaustu. Ale to, co jemu i jego kolegom udało się zgromadzić na przestrzeni 13 lat jest tak wstrząsające, że sam nie może w to uwierzyć.

Po analizie dokumentów i zeznań świadków Megargee doszedł do wniosku, że niemiecki aparat zagłady w czasach III Rzeszy był dużo bardziej rozbudowany niż uważano do tej pory.

Amerykański naukowiec był przekonany, że w całej Europie było około 7 tysięcy miejsc, w których niemieccy naziści i ich sprzymierzeńcy znęcali się nad ludźmi, zmuszając ich do katorżniczych robót, w których głodzili ich i zabijali.

Jak się dziś okazuje, w Europie było w okresie nazizmu 42500 miejsc kaźni, w tym 30 tysięcy obozów pracy, ponad 1100 żydowskich gett, prawie tysiąc obozów koncentracyjnych i 500 domów publicznych, w których zmuszano kobiety do uprawiania prostytucji.

Miejsca kaźni w wielu niemieckich miastach

Kolega Megargeesa, Martin Dean, wymienia w tym kontekście Hamburg i Berlin. Twierdzi, że w niemieckich miastach były setki, a nawet tysiące takich miejsc.

Badacze z Muzeum Pamięci Holokaustu "Holocaust Memorial Museum" w Waszyngtonie oceniają, że ofiarami morderczej maszynerii nazistów padło 15-20 milionów osób.

Megargee, Dean i ich zespół przejrzeli i zanalizowali na potrzeby pracy niezliczone dokumenty; w tym wywiady z ponad 400 ocalałymi z Holokaustu, jak również prace badawcze na ten temat z kilkunastu krajów.

Tysiące innych miejsc kaźni

Zgromadzony materiał jest dowodem na to, że poza Auschwitz i innymi wielkimi obozami koncentracyjnymi, a także poza wielkimi gettami, takimi jak choćby Getto Warszawskie, znajdowało się tysiące innych miejsc kaźni.

- Takie miejsca były wszędzie - uważa Dean, a jego kolega Megargee dodaje, że "najpóźniej teraz jest jasne, że Niemcy, którzy twierdzili, że o niczym nie wiedzieli, po prostu kłamali".

Megargee uważa, że opracowana obecnie przez jego zespół lista obozów jest prawie kompletna, a jeśli się wydłuży, to tylko w minimalnym stopniu.

tagesschau.de / Iwona D. Metzner
http://wiadomosci.onet.pl/raporty/deutsche-welle-w-onecie/nowa-praca-nt-...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

67. Hitler nie chciał wojny?

Hitler nie chciał wojny? Winna była Polska? Kontrowersyjna książka

Czy
Adolf Hitler tak naprawdę nie dążył do wojny? Czy można było uniknąć
Holokaustu, Katynia i zbrodni komunistycznych? Tak twierdzi doradca
amerykańskich prezydentów Patrick Buchanan.

Patrick Buchanan nie jest historykiem. To rasowy polityk, doradca trzech amerykańskich prezydentów i były kandydat na prezydenta USA. Warto o tym pamiętać, czytając jego książkę "Churchill, Hitler i niepotrzebna wojna". Bije z niej zamiłowanie do publicystyki i argumentacja polityka śmiało interpretującego rzeczywistość, a nie naukowca wyważenie oddającego stan faktograficzny.

Dlatego budziła spore emocje
już kilka lat temu za granicą, u polskiego czytelnika wzbudzi jeszcze
większe. Jednak oddajmy głos autorowi. Oto jaką opinię na temat Józefa Becka, ministra spraw zagranicznych z II Rzeczpospolitej, można znaleźć na kartach jego książki:

Nikt
nie kwestionował zdolności Józefa Becka. Swoim niezwykłym zdolnościom
dyplomatycznym zawdzięczał nominację, w wieku 38 lat, na stanowisko
ministra spraw zagranicznych Polski. Szanowany za swoją inteligencję i
potężną wolę, był traktowany podejrzliwie - a nawet znienawidzony - za
swoją dwulicowość, nieuczciwość i niemoralność w życiu prywatnym. W
Rzymie, dokąd udał się na wydłużoną wizytę połączoną z wakacjami,
księżna Piemontu powiedziała o nim, że ma "taką twarz, jaką można
spotkać we francuskiej gazecie piszącej o gwałcicielu małych
dziewczynek".

Patrick Buchanan nie poprzestaje jednak tylko na kontrowersyjnych opiniach. Również wnioski, jakie formułuje w swojej książce, dalekie są od obiektywizmu. Twierdzi na przykład, że Adolf Hitler nie chciał dopuścić do wojny, że do wejścia w konflikt zbrojny z Polską zmusiła go nieustępliwa postawa ministra Becka.

Kto
w takim razie, według autora, odpowiada za wybuch II wojny światowej,
jeśli nie Hitler i jeśli już "wiadomo", że pośrednio Polska?

Otóż Buchanan wskazuje brytyjskiego premiera Neville'a Chamberlaine'a.
Twierdzi, że gdyby nie udzielił gwarancji sojuszu Polsce, Brytyjczycy
nie musieliby przystępować do wojny i konflikt Niemiec z Polską nie
wyszedłby poza zakres lokalnego sporu dwóch sąsiadujących ze sobą
państw.

W swoich śmiałych wizjach idzie zresztą znacznie dalej.
Krytykuje następcę Chamberlaine'a za to, że nie stanął ramię w ramię z
Hitlerem przeciwko Stalinowi. Według Buchanana, gdyby Winston Churchill poszedł na ZSRR, wojna
szybko by się skończyła. Co ciekawe, sojusz z III Rzeszą to według
niego lekarstwo na całe zło. Jego zdaniem wystarczyłoby, żeby Polacy
dogadali się z Hitlerem i wspólnie zaatakowali ZSRR, a nie doszłoby ani
do Holokaustu, ani do komunistycznych zbrodni. Żydzi zostaliby przesiedleni, a nie wymordowani, a rzeź polskich oficerów w Katyniu nigdy nie miałaby miejsca. Dość ciekawy tok rozumowania.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

68. Kto mordował Żydów w Europie

Kto
mordował Żydów w Europie Wschodniej? "Ekstremalni antysemici" z Armii
Krajowej ręka w rękę z nazistami. Niemcy na Zachodzie śpiewali wtedy
piosenki

Tylko u nas

Po serii artykułów o "polskich obozach zagłady" w niemieckich
gazetach, rozpoczyna się tam dyskusja w kontekście nowego serialu
historycznego. Czytelnicy wysokonakładowego tabloida dowiedzieli się
właśnie, że polscy "nacjonaliści" z "ekstremalnie antysemickiej" Armii
Krajowej pomagali nazistom w mordowaniu Żydów.
. Tym razem dzieje się to w
związku z rozpoczęciem emisji przez ZDF – drugi program niemieckiej
telewizji - serialu pt. „Unsere Mütter, unsere Väter” - "Nasze matki,
nasi ojcowie".

Z tej okazji wysokonakładowy tabloid „Bild” opublikował artykuł pt. „Najważniejsze kwestie dotyczące eposu telewizyjnego”, który zaczął pytaniem:

Czy polscy partyzanci naprawdę byli tacy antysemiccy?

Następnie niemiecki czytelnik dostaje
skrócony opis przedstawionych w filmie najważniejszych cech największej
podziemnej armii podziemnej walczącej przeciwko Niemcom podczas drugiej
wojny światowej:

Partyzanci w filmie to członkowie tak zwanej polskiej Armii Krajowej, którzy walczyli o niepodległą Polskę. Armia Krajowa, której jednostki operowały jak związki partyzanckie, składała się z polskich nacjonalistów. Antysemityzm w ich szeregach był ekstremalnie rozpowszechniony. W ogóle antysemityzm był mocno rozpowszechniony w Europie Wschodniej co ułatwiło Nazistom wymordowanie europejskich Żydów.

Warto zwrócić uwagę, że gdy mowa o
„nacjonalizmie” i „ekstremalnym antysemityzmie” Armii Krajowej, to
towarzyszy temu rzeczownik „naziści”, którym Polacy pomagali mordować
Żydów.

Rzeczownik „Niemcy” owszem, pojawia
się w tym samym artykule. Jednak w kontekście „opieki nad niemieckimi
żołnierzami do pełnienia której zobowiązane były znane aktorki i
piosenkarki”.

Marlena Dietrich, Niemka, ale z obywatelstwem amerykańskim, śpiewała
znany przebój wojskom USA, który podobał się po obu stronach frontu.

Taki podział na Niemców,
którzy walcząc na Zachodzie śpiewają piosenki, które podobają się
również Amerykanom, i na nazistów, którzy na Wschodzie mordują Żydów, bo
mają styczność z „nacjonalistami” z polskiej Armii Krajowej, tylko
przez moment wydaje się przypadkowym zabiegiem. Zwłaszcza jeśli
spojrzymy na to przez pryzmat licznych „pomyłek” w prasie niemieckiej
typu „polskie obozy zagłady”.

Sławomir Sieradzki


CZYTAJ
TAKŻE: Niemieckie zakłamywanie historii trwa w najlepsze. Największa
tamtejsza agencja prasowa użyła sformułowania "polski obóz zagłady". Już
powtórzyły je inne gazety

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

69. Prof. Krasnodębski o

Prof. Krasnodębski o niemieckim filmie z AK w tle: To element świadomej polityki historycznej i świadectwo przemiany pamięci

Tylko u nas

Polacy muszą rozumieć, że zmiana narracji historycznej w Niemczech
czy w Europie to nie są po prostu „kłamstwa” czy „przeinaczenia” -
twierdzi prof. Krasnodębski.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

70. się obudzili, po protestach Polonii niemieckiej

Żołnierze AK jako antysemici w niemieckim serialu. Polska ambasada protestuje

Niemiecki tabloid "Bild", pisząc o tym epizodzie, określił Armię Krajową
mianem "polskich nacjonalistów". "Antysemityzm był w ich szeregach
ekstremalnie rozpowszechniony" - czytamy w gazecie. "W Europie
Wschodniej antysemityzm był bardzo powszechny, co ułatwiło nazistom
wymordowanie Żydów" - pisze "Bild".



Ambasada RP w Berlinie skierowała do redakcji "Bild" list protestacyjny - poinformował w piątek rzecznik placówki.


http://dorzeczy.pl/historia-do-rzeczy-protestuje/

Niemiecki tabloid „Bild“ zamieścił kilka dni temu notkę, w
której żołnierze Armii Krajowej zostali nazwani „nacjonalistami“ i
„antysemitami“. Wszystkich mieszkańców Europy Wschodniej oskarżono
natomiast o „powszechny antysemityzm“, który miał ułatwić „nazistom“
wymordowanie Żydów.

Notka ukazała się pod recenzją emitowanego w niemieckiej telewizji
ZDF filmu filmu „Unsere Mütter, unsere Väter“ („Nasze matki, nasi
ojcowie”), który opowiada o żołnierzach Wehrmachtu.

Mimo protestów notatkę wciąż można znaleźć na stronie internetowej „Bilda“ pod adresem: http://www.bild.de/unterhaltung/tv/unsere-muetter-unsere-vaeter/waren-deutsche-soldaten-wirklich-so-grausam-29562878.bild.html

Zamieszczamy jej tłumaczenie:

Czy polscy partyzanci rzeczywiście byli takimi antysemitami?

Partyzanci w filmie („Unsere Mütter, unsere Väter“ – przyp. tłum.) to
członkowie tak zwanej polskiej Armii Krajowej, którzy walczyli o
niepodległą Polskę. Armia Krajowa, której jednostki działały jako
oddziały partyzanckie, składała się z polskich nacjonalistów.
Antysemityzm był w jej szeregach ekstremalnie rozpowszechniony. W ogóle
antysemityzm był mocno rozpowszechniony w Europie Wschodniej, co
ułatwiło nazistom wymordowanie europejskich Żydów.

„Historia Do Rzeczy“ rozpoczyna akcję wysyłania protestów do
redakcji „Bilda“. Poniżej znajdą Państwo wzór e-maila z prośbą o
usunięcie notki ze strony internetowej bild.de i zamieszczenie
sprostowania. E-maila można wysyłać na adres info@bild.de i zamieszczać
na facebookowym profilu „Bilda“

http://www.facebook.com/bild?fref=ts

Wzór e-maila:

Sehr geehrte Damen und Herren,

Auf der Internetseite bild.de befindet sich ein Artikel in dem Sie
behaupten, die während des Zweiten Weltkrieges gegen die deutsche
Besatzung im Untergrund kämpfende polnische Heimatarmee (Armia Krajowa)
bestand aus „Nationalisten“ und der Antisemitismus sei unter ihren
Soldaten „extrem verbreitet“ gewesen. Solche Formulierungen bezeugen
einen elementaren Mangel an historischem Wissen, es sei denn der Autor
dieser Behauptungen handelte in böser Absicht.

Die Heimatarmee unterstand der polnischen Exilregierung in London und
wurde von ihr strikt angewiesen das um sich greifende, kriegsbedingte
Banditentum, u. a. auch Erpresser und Zuträger, die sich versteckenden
Juden und ihnen helfenden Polen, Geld abnötigten oder sie denunzierten,
hart zu bestrafen. Zumeist wurden sie von Untergrundgerichten in
Abwesenheit zum Tode verurteilt und bei passender Gelegenheit
erschossen. Die Heimatarmee gab regelmäβig Informationen über die
tragische Situation der Juden im besetzten Polen an die Exilregierung
und damit an die westlichen Alliierten weiter. Sie gründete zu dem eine
Untergrundstruktur mit dem Kodenamen „Zegota“, deren Aufgabe es war
Juden zu helfen.

Ich bitte den o. e. Artikel von ihrer Internetseite zu entfernen und eine Richtigstellung zu veröffentlichen.

Mit freundlichen Grüssen

Tłumaczenie tekstu:

Szanowni Państwo,

Na stronie internetowej bild.de znajduje się artykuł, w którym piszą
Państwo, że polska podziemna Armia Krajowa, która w czasie II wojny
światowej walczyła z niemieckim okupantem, składała się z
„nacjonalistów“, oraz że wśród jej żołnierzy „ekstremalnie
rozpowszechniony“ był antysemityzm. Takie sformułowania świadczą o braku
elementarnej wiedzy historycznej lub o złych intencjach autora.

Armia Krajowa podlegała polskiemu rządowi na uchodźstwie w Londynie.
Zgodnie z jego wytycznymi zwalczała szerzący się w warunkach wojennych
bandytyzm i surowo karała szantażystów i donosicieli, którzy żądali
pieniędzy od ukrywających się Żydów i pomagających im Polaków, lub
denuncjonowali ich. Sądy podziemne skazywały ich często na karę śmierci,
a wyroki były wykonywane przy nadarzającej się okazji. Armia Krajowa
regularnie informowała polski rząd na uchodźstwie, a tym samym mocarstwa
zachodnie, o tragicznej sytuacji Żydów w okupowanej Polsce. Stworzyła
również podziemną organizację o nazwie „Żegota“, której zadaniem było
niesienie pomocy Żydom.

Proszę o usunięcie wzmiankowanego artykułu z Państwa strony internetowej i opublikowanie sprostowania.

Łączę pozdrowienia

Działajmy!

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

71. nie złożono oficjalnego protestu w sprawie trylogii ZDF.

"Nie mówi się o martyrologii Polaków"


Prof. Benz uważa, że los Żydów nie jest najważniejszym
zmartwieniem Polaków, którzy sami strasznie cierpieli pod nazistowską
okupacją. Również później, w czasie komunizmu, polscy Żydzi byli
narażeni na represje polityczne, a większość z nich wyemigrowała w 1956
roku. "W ten oto sposób ponury temat zniknął ze świadomości publicznej" -
konstatuje Benz. "Fakt, iż po raz kolejny mówi się o Żydach - ofiarach
nazistowskiego reżimu, nie zaś o martyrologii Polaków, znowu oburzył
wielu polskich obywateli" - mówi berliński profesor. "Polacy ze
wstrzemięźliwością obserwują, jak w Auschwitz regularnie czci się pamięć
żydowskich ofiar, ale nie polskich" - komentuje Der Westen, cytując
prof. Benza: "To bardzo dotyka Polaków".

Krytyczne
obrazy, takie jak w serialu ZDF, zdaniem Benza podają w wątpliwość
sposób postrzegania się przez wielu Polaków jako ofiary, co "naturalnie
wywołuje odpowiednie reakcje".

Nerwy szybko puszczają


Zdaniem berlińskiego eksperta sprawę pogarsza to, że film jest
produkcji niemieckiej. - Ostatnią rzeczą, którą akceptują Polacy, to
pouczanie ich przez Niemców. Szybko tracą wówczas nerwy - stwierdza w
wywiadzie Benz. Jego zdaniem Polacy odczuwają to jako pouczanie ich
przez wnuków tych samych Niemców, którzy niegdyś - jako przedstawiciele
"narodu panów" - wydawali Polakom rozkazy.

Jednak jak
zauważa berliński "Tagesspiegel" w odnoszącym się do komentarza "Gazety
Wyborczej" artykule "Różnica między AK a SS", dotychczas nie złożono
oficjalnego protestu w sprawie trylogii ZDF. Jedynie Ambasada RP w
Berlinie protestowała przeciwko komentarzom tabloidu "Bild", który - jak
podaje dziennik - stwierdził m.in., że antysemityzm rozpowszechniony w
Europie Wschodniej ułatwił nazistom mordowanie Żydów.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103086,13632872,Niemieckie_media__Polacy_obu...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

72. List prezesa TVP do

List
prezesa TVP do dyrektora generalnego niemieckiej ZDF. "To wyobrażenie
nie ma nic wspólnego z prawdą historyczną i dlatego musi zostać
potępione i odrzucone"

"Niestety, „polska” część tak ważnego dla Niemców serialu to „jedna
zbyt prosta historia” („eine zu simple Geschichte”. To nie przystoi tak
poważnej stacji, jaką jest zaprzyjaźniona ZDF".

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

73. Dlaczego musiał od razu

Dlaczego musiał od razu polski ruch oporu "utytłać go w brunatnym bagnie?

Warszawski korespondent "Die Welt" Gerhard Gnauck podkreśla, że producent filmu Nico Hofmann w debacie po emisji filmu nie wycofał się "ani o krok" ze swoich zarzutów wobec AK, utrzymując, że "partyzanci są polskimi nacjonalistami Armii Krajowej", i dodając, że "antysemityzm był w polskim społeczeństwie bardzo rozpowszechniony".

"To ostatnie się zgadza" - pisze Gnauck, zaznaczając, że stwierdzenie to jest prawdziwe "w stosunku do co najmniej połowy Europy". Jeśli jednak Hofmann jako pierwszy niemiecki producent postanowił pokazać nieuświadomionym niemieckim widzom w sposób bardziej wyczerpujący polski ruch oporu, to dlaczego musiał od razu "utytłać go w brunatnym bagnie?" - pyta autor komentarza.

Jego zdaniem określanie Armii Krajowej mianem "polskich nacjonalistów" brzmi dziwnie. Autor przypomina, że AK była główną siłą zbrojnego ruchu oporu w Polsce, liczyła 400 tys. członków, a w jej szeregach było wielu Żydów. Żołnierze AK dokonali tysięcy ataków na okupantów, a jej największą akcją było powstanie warszawskie.
"Polski ruch oporu przeciwko niemieckiemu terrorowi okupacyjnemu przedstawiony został w filmie jako w większości antysemicki, co w znacznym stopniu pozbawia go legitymizacji" - czytamy w komentarzu niemieckiej gazety.

Trzyczęściowy film "Nasze matki, nasi ojcowie" został wyemitowany między 17 a 20 marca. Obejrzało go 21 milionów telewidzów. Twórcy filmu pokazali II wojnę światową przez pryzmat losów pięciorga młodych mieszkańców Berlina, uwikłanych w niemieckie zbrodnie na Wschodzie. Jeden z bohaterów serialu, berliński Żyd Viktor, ucieka z transportu do Auschwitz i dostaje się do oddziału AK. Epizod z polskimi partyzantami został wykorzystany do pokazania ich jako zagorzałych antysemitów, nienawidzących Żydów tak samo jak Niemców.

Niech Niemcy przeczytają "AK i Żydzi" Golczewskiego

Mężczyźni i kobiety z AK dokonali tego, do czego nie był zdolny ojciec producenta filmu Hofmanna - "przyczynili się do wydobycia Niemiec z brunatnego bagna, z którego ci nie mogli uwolnić się o własnych siłach". "Z pewnością nie był to ich główny cel, podobnie jak nie było to głównym celem Churchilla czy de Gaulle'a. Ale czy Churchill i de Gaulle byli dlatego nacjonalistami?" - czytamy w "Die Welt".

Gnauck poleca Niemcom, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej o AK, publikację historyka z Hamburga Franka Golczewskiego "AK i Żydzi", w której mowa jest o "referacie żydowskim" w AK usiłującym pomagać Żydom, a także o Polakach, którzy wydali Żydów Niemcom i zostali z tego powodu straceni przez organa podziemnego państwa, o dostawach broni dla Żydów oraz o przypadkach uwalniania Żydów z obozów. "Die Welt" przypomina też, że gdy Jan Karski poinformował prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta o istnieniu obozów śmierci - ten zareagował niedowierzaniem.

"Prezydent miał na uwadze rację stanu: nie wydał rozkazu zbombardowania torów kolejowych do Auschwitz, ponieważ uważał za ważniejsze cele wojskowe. Nie ma wątpliwości: (był to) zły nacjonalista, działający w tym samym duchu, co jego sojusznicy w Warszawie, polska Armia Krajowa" - konkluduje z ironią Gerhard Gnauck.
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103086,13684112,_Die_Welt___AK__utytlane_w_b...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

74. Kaci Polaków mogą spać spokojnie?

Oto fragment komunikatu informującego w kwietniu ubiegłego roku Instytut Pamięci Narodowej o przyczynach umorzenia niemieckiej części śledztwa prowadzonego od 2009 r. przez tę samą placówkę w Ludwigsburgu, ale przeciwko katom Warszawy z "osławionej" masowymi mordami i gwałtami na kobietach brygady SS Oskara Dirlewangera, złożonej z kryminalistów niemieckich, którym władze III Rzeszy dały szansę na "pokutę" wysyłając m.in. do powstańczej Warszawy:

Na podstawie informacji przekazanej przez Prokuraturę w Koblencji ustalono, że w Archiwum Federalnym w Koblencji nie ma żadnych dokumentów odnoszących się do udziału niemieckich żołnierzy w walkach w okolicy Placu Teatralnego podczas Powstania Warszawskiego, jak również dokumentów dotyczących Brygady Dirlewangera. Dokumentów dotyczących przedmiotu śledztwa nie odnaleziono również w kartotekach Centrali w Ludwigsburgu.

Jak łatwo zauważyć niemieckie śledztwo w sprawie morderców Polaków podczas Powstania Warszawskiego nie wyszło poza rutynową kwerendę niemieckich archiwów w Koblencji i Ludwigsburgu. Nie ma mowy o "przeczesaniu" kartotek w innych krajach Europy i świata w poszukiwaniu leciwych, lecz wciąż pewnie żyjących dirlewangerowców.

Jest tajemnicą poliszynela, że Niemcy koncentrują się na ściganiu sprawców zbrodni na Żydach, bo pomaga im to w kształtowaniu polityki historycznej, wedle której ofiarami wojny Hitlera są osoby pochodzenia żydowskiego i niemieccy "wypędzeni". Polacy zaś i inni, np. Ukraińcy, choćby John Demianiuk, to tacy bezpaństwowi "naziści" lub ich pomocnicy, którzy byli sprawcami zbrodni w "polskich obozach zagłady".

http://wpolityce.pl/wydarzenia/50743-niemcy-wybiorczo-podchodza-do-poszu...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

75. W tygodniku "Sieci" prof.

W tygodniku "Sieci" prof. Musiał ujawnia kulisy konsultacji wokół skandalicznego niemieckiego serialu „Nasi ojcowie i matki”

"Moich wyjaśnień nie dopuścili w ogóle."


W najnowszym numerze "Sieci" Mariusz Pilis rozmawia z prof. Bogdanem
Musiałem - historykiem, którego był przez pewien czas konsultantem
skandalicznego niemieckiego serialu „Nasi ojcowie i matki”, w którym
żołnierzy AK przedstawiono jako antysemitów.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

76. z łaski na pociechę obiecanki cacanki

plakat

Po skandalu z serialem „Nasze matki, nasi ojcowie”

Niemiecka publiczna telewizja ZDF wyemituje film dokumentalny o Polsce
pod hitlerowską okupacją i roli Armii Krajowej. To reakcja stacji na
ostrą krytykę, jaką wywołała ...
W filmie ma zostać naświetlona rola działającej w podziemiu Armii Krajowej,
która powstała z inicjatywy polskiego rządu na emigracji w celu stawiania
oporu obcej okupacji” – napisano w oświadczeniu ZDF. „Dylematy tej nierównej walki zostaną przedstawione na podstawie najnowszych
wyników badań oraz relacji świadków wydarzeń” – podała ZDF.



Autorami 30-minutowego filmu mają być Alexander Berkel oraz pochodzący z
Polski Andrzej Klamt. Emisję w ramach cyklu „ZDF-History” zaplanowano na
czerwiec.



Jak podkreślono w informacji prasowej, film zajmie się też problemem,
czy i w jakim stopniu istniały w polskim ruchu oporu postawy
antysemickie.
Stacja
chce równocześnie pokazać, że w żadnym innym kraju (oprócz Polski) tak
wielu ludzi nie ratowało z narażeniem życia ludzi prześladowanych.
ZDF, drugi program niemieckiej telewizji publicznej, wyraził pod koniec
marca ubolewanie z powodu odebrania filmu „Nasze matki, nasi ojcowie”
przez Polaków jako niesprawiedliwego i obraźliwego. Stacja zapewniła
wtedy, że nie chciała relatywizować odpowiedzialności Niemców za wojnę.



Wcześniej przeciwko filmowi protestowała ambasada RP w Berlinie,
wskazując na fakt, że żołnierze AK zostali pokazani jako zagorzali
antysemici. Polacy
odebrali ten film jako niesprawiedliwy i obraźliwy – napisał ambasador
Jerzy Margański w liście do kierownictwa ZDF.


Także prezes TVP w piśmie do dyrekcji ZDF wyraził
zaniepokojenie treścią i formą przedstawienia polskich wątków w tej
produkcji.



Trzyczęściowy film „Nasze matki, nasi ojcowie” został wyemitowany między 17 a
20 marca.
Autorzy pokazali II wojnę światową – od niemieckiego ataku na ZSRR
w czerwcu 1941 roku do kapitulacji Niemiec – przez pryzmat losów pięciorga
młodych Niemców z Berlina: oficera Wehrmachtu Wilhelma, jego również
powołanego do wojska młodszego brata Friedhelma, zakochanej w Wilhelmie
pielęgniarki Charlotte, marzącej o karierze piosenkarki Grety oraz jej
chłopaka – Żyda Viktora.



Właśnie historia Viktora, który ucieka z transportu do Auschwitz i przyłącza
się do oddziału AK, stała się dla twórców filmu
pretekstem do pokazania
polskich partyzantów i polskiego społeczeństwa jako zdeklarowanych
antysemitów. Viktor, pomimo wykazanej wielokrotnie odwagi w walce z
Niemcami, zostaje usunięty z oddziału, gdy wychodzi na jaw, że jest
Żydem. Wcześniej
partyzanci zatrzymują po walce niemiecki pociąg, lecz gdy okazuje się,
że
przewożeni są nim Żydzi z obozu koncentracyjnego, zostawiają wagony
zamknięte, wydając więźniów na pastwę Niemców.


Film obejrzało łącznie 21 milionów widzów. Jego emisja wywołała w mediach
zaciętą dyskusję o odpowiedzialności Niemców za zbrodnie wojenne. Część
publicystów zarzuca twórcom filmu, że wybierając na bohaterów sympatycznych
młodych ludzi, podchodzących z dystansem do narodowosocjalistycznej
ideologii, zakłamują historię, propagując pogląd, że „nazistami byli ci
inni". Inni twierdzą, że film dobrze ilustruje uwikłanie całego społeczeństwa
w zbrodnie.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika guantanamera

78. @Maryla

"Polski orzeł jako stale ograbiana ofiara". Mocny komentarz dziennika z Niemiec..." - to coś, to jest tytuł informacji w TVN24.
Proszę! "Mocny komentarz...." Mocny komentarz z Niemiec. Niemcy znowu ci mocni... Grożą nam paluchem.
Co za niewolnicza mentalność.

avatar użytkownika Maryla

79. Antysemiccy Polacy ramię w

, a na rodzimych półkach księgarskich zagościła
książka, w której Rolf-Dieter Müller, niemiecki historyk wojskowości
przekonuje o planie hitlerowskiego sojuszu z Polską, opartego na
wspólnej „niechęci” do Żydów.

Polska z Niemcami po raz… pierwszy?

W zeszłym roku przez prawicowe media przetoczyła się dyskusja
wywołana książką Piotra Zychowicza „Pakt Ribbentrop-Beck”. Miała ona
miejsce głównie na łamach konserwatywnego tygodnika „Uważam Rze”,
zarządzanego wówczas jeszcze przez dawną redakcję. Jednym z argumentów
przeciwników tezy, której główne założenie mówiło o tym, że Polska
powinna była wejść w sojusz z Hitlerem przeciw ZSRR, było że nie sprzyja
ona wizerunkowi Polski i może być wykorzystana jako swoisty
kontrargument w polityce historycznej Niemiec wobec Polski.

Jak można sądzić z poczynań medialnych niemieckich gazet i stacji
telewizyjnych, Niemcy niezależnie doszli do podobnego wniosku. Również
polskie rozważania nt. historii alternatywnej nie wydają się być
odkrywcze. Już bowiem w 2011 roku w księgarniach niemieckich ukazała się
książka „Wspólny wróg. Hitlerowskie Niemcy i Polska przeciw Związkowi
Radzieckiemu”, która powiela ogólny wniosek, uzasadniając go
specyficznymi „faktami”, z przyczyn oczywistych niemożliwymi do
odnalezienia we wspomnianej polskiej publikacji.

Niezrozumiany Hitler

Autor wydanej także na polskim rynku książki „Europejscy sojusznicy Hitlera”, w swojej pracy jasno i wyraźnie konstatuje, że było polskim błędem i niezrozumieniem niewygórowanych intencji Hitlera, niepodzielenie
się przez Polskę korytarzem północnym, a więc niespełnienie roszczeń,
co do oddania Gdańska, który był strategicznym punktem dla inwazji
Niemiec na ZSRR. W związku z tym, rozczarowany podówczas kanclerz
niemiecki, czując się oszukany przez Polskę, w której pokładał duże
nadzieje w walce ze „wspólnym wrogiem”, decyduje się na odłożenie planów
inwazji aby wcześniej uporać się z „problemem”, powstałym na skutek
odrzucenia oferty – Polską.

Mityczny polski antysemityzm

Niemiecki historyk opiera możliwość hipotetycznego sojuszu Polski i
Niemiec na następujących tezach. Po pierwsze, jego zdaniem niemieckie
„drang nach Osten” za czasów fuhrera, nie miało odnosić się do terenów
Rzeczpospolitej, ale do inwazji na ZSRR. Po drugie, zupełnie bez żadnych
wątpliwości, powtarza on tezę o antysemityzmie władz polskich, które to
rzekomo miały dążyć do „rozwiązania kwestii żydowskiej” przez masową
emigrację Żydów. Warto przytoczyć słowa samego autora:

„Antykomunizm i antysemityzm tworzyły więc stabilną ideologiczną podstawę,
na której mogłoby się oprzeć partnerstwo z Niemcami pomimo rozbieżnych
ambicji terytorialnych obu państw, dotyczących krajów bałtyckich i
Ukrainy.”

W innym fragmencie Rolf-Dieter Müller pisze:

„Z dzisiejszej perspektywy szczególnie szokująca może wydawać się
deklarowana przez oba państwa gotowość współpracy przy organizowaniu
emigracji ludności żydowskiej z Polski. W rozmowie z Hitlerem Lipski
(polski ambasador w Berlinie– przyp. red.) obiecał mu nawet „piękny
pomnik w Warszawie”, jeśli udałoby się znaleźć skuteczne rozwiązanie
„kwestii żydowskiej.”

Gdzieś już to słyszałem

Nie dalej jak 4 lata temu Internet obiegła informacja o książce,
wpisującej się w klasyczną rosyjską historyczną propagandę antypolską, w
której jedną z absurdalnych tez było to, że polski rząd przed II Wojną
Światową popierał plany rozwiązania kwestii żydowskiej, poprzez
wysiedlenie przedstawicieli tej narodowości na Madagaskar. Owe dzieło o
znamiennym tytule „Partytura drugiej wojny światowej. Kto i kiedy zaczął
wojnę?” wydawało się być kolejną ciekawostką z cyklu „czego to Ci
dziwni Rosjanie nie wymyślą”. Dziś jednak polski czytelnik otrzymuje do
rąk książkę niemieckiego historyka, który nie tyle próbuje do podobnych
tez przekonać, co uznaje je za pewnik konstytuujący tło własnych
rozważań.

 W publikacji Müllera można odnaleźć także argumenty na poparcie
tezy, na rodzimym gruncie ostatnio pojawiającej się w szeregach
działaczy RAŚ, że Hitler nie był jednoznacznie antysłowiański, czego
potwierdzenie rzekomo odnaleźć można także w słynnym „Mein Kampf”.

Niezdecydowani Polacy

Powyższe kontrowersyjne twierdzenia, ukazujące, iż propozycje Hitlera
były realne, a sojusz, do którego nie doszło ze względu na opieszałość
polskiego ministra spraw zagranicznych, jak najbardziej możliwy, stają
się przyczynkiem do bardzo ciekawej analizy rzekomych zabiegów
dyplomatycznych mających na celu pozyskanie Polski jako sojusznika, bądź
życzliwego neutralnego obserwatora, rozumiejącego, że niezbędne jest
wykorzystanie przez wojska niemieckie korytarza północnego. W niektórych
momentach na bazie lektury, można wręcz odnieść wrażenie, że Hitler to
życzliwy strateg antykomunistyczny, którego słuszne plany zostały
odrzucone przez nazbyt obojętne podejście Polski wobec ZSRR(!).

Wizja Hitlera czy Müllera?

Warto pochylić się trochę dłużej nad planami Hitlera, opisywanymi w
książce. Priorytetem jak już wspomniano wcześniej był atak na Rosję
Radziecką. Hitler wiedząc, że w bezpośrednim starciu nie uda się mu,
wraz z siłami polskimi, wygrać z komunizmem, liczył na atak Japonii,
która atakując Chiny (Mandżurię), miała spowodować interwencję części
wojsk radzieckich od wschodu, co umożliwić miało atak wojsk niemieckich i
polskich od zachodu. Dodatkowo Hitler szukał porozumienia z Wielką
Brytanią, by przy ewentualnej agresji sąsiadów zza francuskiej granicy
(zgodnym z paktem francusko-radzieckim), móc liczyć na pomoc. Po zajęciu
Czechosłowacji, Niemcy straciły możliwość odwrotu, a państwa spoza
paktu antykominternowskiego uznały ich działania za niedopuszczalne.
Odmowa Polski spowodowała więc przewartościowanie priorytetów. Na
pierwszy plan wysunął się atak na Polskę wraz z rozwiązaniem kwestii
żydowskiej. Naturalną konsekwencją był sojusz z Rosją, w planach
Hitlera, rozwiązanie od początku do końca tymczasowe. Wniosek? Polska
sama sobie winna.

Wojna o pamięć trwa

Chociaż zasięg filmu, który obejrzeć może miliony niemieckich widzów,
jest nieporównywalnie większy niż liczba potencjalnych odbiorców
książki historycznej, to jednak kolejny policzek w niemiecko-polskiej
polityce historycznej warto odnotować. W dobie redukcji liczby historii,
książka ta może paść na podatny grunt niewiedzy bądź niedouczenia
polskich odbiorców. Nie tylko czytelników, ale także widzów wszelkich
programów telewizyjnych niekoniecznie historyczny, w których
przedstawiana będzie jako solidny materiał źródłowy. Zupełnie jak
jeszcze niedawno wynurzenia niejakiego Grossa. Nie wspominając o tym jak
szkodliwy wizerunek przedwojennej (a pośrednio i współczesnej) Polski
kreuje w głowach międzynarodowej opinii publicznej. Zbieżność z tezami
propagandystów rosyjskich każe natomiast mieć na uwadze, że pomimo
ochładzających się ostatnio relacji pomiędzy Niemcami, a Rosją, te dwa
państwa łączy realna wspólnota interesów. Oby przestrzeń historyczna
pozostała jedyną, w której się ona realizuje.

Maciej Chamier Cieminski



Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

80. Niemiecka telewizja ZDF


Niemiecka telewizja ZDF odpowiada TVP ws. kontrowersyjnego serialu

W odpowiedzi, która wpłynęła do TVP, dyrektor generalny ZDF ubolewa, że polscy widzowie mogli uznać za "niesprawiedliwy i krzywdzący" sposób, w jaki przedstawiono Armię Krajową. Podkreśla, że intencją producenta serialu w żadnej mierze nie było relatywizowanie faktów historycznych czy odpowiedzialności Niemców oraz zapewnia o woli kontynuowania działań na rzecz porozumienia i dialogu polsko-niemieckiego. Jak stwierdza szef ZDF, przykładem tych działań jest obecnie emisja filmu o warszawskim getcie na antenie ZDF, a także niedawna decyzja o produkcji dokumentu ukazującego okupację Polski przez hitlerowskie Niemcy.

Centrum Informacji TVP poinformowało, że prezes Juliusz Braun podziękował listownie dyrektorowi ZDF za reakcję. W liście zaznaczył też, że ze szczególną satysfakcją przyjął informację o produkcji dokumentu traktującego o Polsce podczas niemieckiej okupacji, w tym o walce Armii Krajowej.

"Działające wówczas Polskie Państwo Podziemne było wyjątkową strukturą w okupowanej przez Niemcy Europie. Bardzo liczę na to, że ta audycja ZDF w rzetelny sposób przedstawi sytuację na ziemiach polskich w czasie ostatniej wojny. To właśnie wtedy doszło do bezprecedensowych zbrodni, których ofiarą padło 6 mln obywateli polskich" - napisał prezes TVP.

Prezes Braun zadeklarował też pomoc w realizacji filmu ZDF. Do dyspozycji niemieckich producentów będą bogate archiwa TVP, dokumentaliści, wsparcie merytoryczne i techniczne. Szefowie TVP i ZDF uzgodnili, że wkrótce dojdzie do spotkania grupy roboczej złożonej z ekspertów obydwu stacji, która opracuje koncepcję wspólnych przedsięwzięć w dziedzinie fabularnej.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

81. bezczelne szwabskie chamstwo

der Spiegel

W artykule pod tytułem "Wczorajsza nienawiść" tygodnik "Spiegel" pisze o niespokojnej dyskusji, jaka toczy się w Polsce na temat Żydów, Holocaustu i antysemityzmu.
Tygodnik "Spiegel" w swym wydaniu online wyjaśnia, jak obchodzona jest w Polsce 70. rocznica powstania w getcie warszawskim oraz jakie były w Polsce i Rosji reakcje na filmową trylogię "Nasze matki, nasi ojcowie".

"To, że krytyka w Polsce obiera irytująco agresywne formy, ukazuje, że także 70 lat po powstaniu w getcie kraj ten zmaga się wciąż jeszcze z własną historią. I ten bolesny proces jeszcze się toczy. Z pewnością nie jest akurat zadaniem Niemców podstawianie Polakom lustra, w którym mogliby się przeglądać. Faktycznie Polacy robią to sami już od lat. Dyskusja o masakrze w Jedwabnem w lipcu 1941 roku, gdzie mieszkańcy małego miasteczka zamordowali kilkuset Żydów, czy o innych żydowskich pogromach rozwinęła się przede wszystkim dzięki książkom Jana Tomasza Grossa, amerykańsko-żydowskiego historyka o polskich korzeniach. Pod koniec ubiegłego roku film 'Pokłosie' opowiadał o fikcyjnym pogromie z czasów wojny i o tym, jak się o nim milczało. W komunistycznej Polsce ten rozdział historii był bowiem tematem tabu" - wyjaśnia tygodnik.

"Gross i 'Pokłosie' mieli duży poklask" - pisze "Spiegel". "Było jednak także wiele ostrych reakcji ze strony samozwańczych, polskich patriotów. Na przykład uznany, narodowo-konserwatywny publicysta Piotr Semka krytykował, że miesza się winę Polaków z nieskończenie większą winą hitlerowców i robi się z nich kolaborantów Holocaustu. Polacy odczuwają to tym boleśniej, bo bardzo wielu z nich w czasie wojny z narażeniem życia ratowało Żydów".

"Lecz akurat przy okazji rocznicy powstania w getcie niektórzy konserwatywni komentatorzy znów uderzają w niewłaściwy ton" - pisze dalej "Spiegel". - "Historyk Krzysztof Jasiewicz z renomowanej warszawskiej Akademii Nauk piętnuje 'żydowskie bzdury o Żydach, których przede wszystkim mordowali Polacy'. W rzeczywistości Holocaust był możliwy w obozach zagłady 'tylko dzięki aktywnemu udziałowi Żydów w mordowaniu swojego własnego narodu'" - cytuje polskiego historyka Kroekel i dodaje: "Redaktor naczelny czasopisma 'Focus Historia', w którym opublikowano te antysemickie wynurzenia, tymczasem wyraził już słowa przeprosin. Lecz ostrość debaty ukazuje: pojednanie Niemców, Polaków i Żydów w 70 lat po powstaniu w getcie jest już może zaawansowane, lecz przeszłość wciąż jeszcze nie utraciła swojej siły".

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103086,13773434,_Spiegel___Rozliczanie_Polak...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

82. bezczelność Tuska nie zna granic

Tusk: - Szanowanie prawdy historycznej to wyzwanie dla Niemców. Merkel: - Hegemonia jest mi całkiem obca

- Szanowanie prawdy historycznej, wrażliwości nie tylko niemieckiej,
ale także sąsiadów to nadal nadzwyczajne wyzwanie dla Niemców -
powiedział w poniedziałek w Berlinie premier Donald Tusk. Szef...


--------------------------------------------------------

wspólna szwabska (?))) bezczelność - Róża Romaniec

http://www.dw.de/sz-polacy-nie-potrzebuj%C4%85-poucze%C5%84-od-niemc%C3%B3w-nt-antysemityzmu/a-16762863

"Wygrywa nacjonalistyczne zaślepienie"


"SZ" dodaje, że w Polsce trwa intensywna debata na temat
antysemityzmu. Jej owocem jest m.in. Muzeum Historii Żydów Polskich,
gdzie będą opowiedziane nie tylko wielowiekowa historia obydwu narodów,
ale również trudne okresy wspólnej historii.

Autor
porównuje sytuację w Polsce do innych byłych krajów socjalistycznych.
Jego zdaniem wszystkie kraje tego regionu muszą "nadrobić zaległości" i
dyskutować o własnej odpowiedzialności.
Choć przykład Węgier pokazuje,
że niekoniecznie musi się to udać. "Tam wygrywa nie tolerancja, lecz
nacjonalistyczne zaślepienie", pisze SZ o sytuacji na Węgrzech.


Gazeta pisze też o Słowacji i Rumunii, które "wciąż odrzucają
rozprawę na temat losu własnych Żydów w czasie II wojny światowej". Do
krajów, które mają problem z tą rozprawą, autor zalicza także wschodnie
landy Niemiec, gdzie działała i mordowała w ostatnich latach
neonazistowska bojówka NSU. "O wiele za często się ignoruje, że Niemcy
Wschodnie stoją przed tymi samymi społecznymi wyzwaniami, co pozostałe
kraje byłego bloku wschodniego, a ekstremizm, jak i antysemityzm są
częścią tego problemu. Tylko Bułgaria
się wyróżnia. Tam rozprawa z historią jest dość prosta: społeczeństwo i
politycy zapobiegli w 1943 roku deportacji 48 tysięcy Żydów".


Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

83. Tygodnik "Focus" wychodzący w

Tygodnik "Focus" wychodzący w całych Niemczech i
regionalny „Gäubote - Herrenberger Zeitung” opisując zagładę getta
warszawskiego posłużyły się określeniami "polski obóz zagłady" i "polski
obóz koncentracyjny" w kontekście miejsc, dokąd trafiali powstańcy,
którzy przetrwali. Stowarzyszenie Patria Nostra z Olsztyna, której
prawnicy nabrali już doświadczenia w sądzeniu się z niemieckimi
fałszerzami historii, gdyż trwa ich proces z tygodnikiem "die Welt", już
wszczęło procedury prawne.


Dla mecenasa Lecha Obary, szefa Stowarzyszenia Patria Nostra sprawa jest jasna:

Skoro – jak wiemy na przykładzie przesłuchania redaktora naczelnego
„die Welt” - artykuł przed jego publikacją szczegółowo przegląda
dziesięć osób, a więc w „Focus” jest podobnie, to zachodzi duże
prawdopodobieństwo, że nie jest to przypadek, lecz świadome działanie. W
związku z tym musimy także świadomie odpowiadać.

Stowarzyszenie napisało już żądanie do obu fałszujących historię
redakcji, aby opublikowały ubolewania i specjalne przeprosiny pod
adresem wymienionych z nazwiska osób. W przypadku wniosku do redakcji
"Focusa" brzmi on tak:

wzywamy do sprostowania opublikowanej informacji poprzez:
wprowadzenie zmiany w treści artykułu tytułującej obóz w Treblince jako
„Niemiecki nazistowski obóz zagłady w okupowanej Polsce” bądź 
„Nazistowski obóz zagłady na terenie okupowanej przez Niemców Polski”;

opublikowania na stronie głównej magazynu Focus Online oświadczenia
podkreślającego nieprawdziwość użytego stwierdzenia i zobowiązania do
niepublikowania podobnych informacji w przyszłości;

opublikowania na stronie głównej magazynu Focus Online przeprosin
wystosowanych do więźniów byłych niemieckich nazistowskich obozów
koncentracyjnych, w tym do Pani Janiny Luberda-Zapaśnik, która jako
dziecko była więźniem obozów w Toruniu i Potulicach pod Piłą.

Mecenas Obara zapowiada, że jeśli gazety niemieckie nie spełnią
żądań, sprawa trafi do sądu wraz z żądaniami finansowymi. Nie będzie
miało wpływu na bieg spraw to, że "Focus" już zmienił informację
wyrzucając przymiotnik "polski" ze zdania o obozie zagłady w Treblince

Trzeba uświadamiać im, że zaczynają się procesy, poważniejsze
reakcje z naszej strony i ich kłopoty. Trzeba zacząć pokazywać, że
skończył się z naszej strony czas proszenia na kolanach o egzekwowanie
naszych praw.

Sławomir Sieradzki

CAŁY WYWIAD Z MECENASEM LECHEM OBARĄ CZYTAJ NA PORTALU Stefczyk.info.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

85. "Neues Deutschland": polski strach przed "żydokomuną"

http://wiadomosci.onet.pl/raporty/deutsche-welle-w-onecie/neues-deutschl...

Dziennik postkomunistycznej lewicy "Neues Deutschland" analizuje niemieckie wydanie książki Jana Tomasza Grossa pt. "Strach". Gazeta zaznacza, że w Polsce wciąż żywy jest strach przed "żydokomuną". Gazeta w artykule zatytułowanym "Irracjonalny strach przed żydokomuną" przypomina życiorys Jana Tomasza Grossa i przypomina, że książka ukazała się już w Polsce w 2006 r. Jednocześnie zaznacza, że wcześniejsza jego publikacja pt. "Sąsiedzi", poświęcona pogromowi Żydów w Jedwabnem, spowodowała długotrwałe polityczne reperkusje.

Jeszcze większe zamieszanie wywołała zdaniem dziennika książka "Strach", która pokazała, jak w ostatnich miesiącach 1944 r. oraz w pierwszych dwóch latach po wojnie Żydzi padali ofiarą polskiego antysemityzmu.
"Tylko 4 lipca 1946 roku w Kielcach zabito przez uderzenia żelazną sztangą, przez ukamienowanie, utopienie w rzece, wyrzucenie przez okno oraz strzały w głowę 42 Żydów: kobiet, mężczyzn i dzieci" - pisze "ND".

Polski antysemityzm, a niemieckie ludobójstwo

Dziennik jednocześnie wyjaśnia, że Tomasz Gross bada w sposób szczegółowy na podstawie dokumentów pogromy i tłumaczy złożone antyżydowskie praktyki, jakich dopuszczano się w powojennej Polsce. Analizuje także wpływ niemieckiego ludobójstwa na zachowanie polskiego społeczeństwa wobec Żydów i w jakim stopniu odbijało się to w kolektywnej świadomości Polaków.

"Gross dochodzi na końcu do wniosku, że do rozprzestrzenienia się po wojnie antysemityzmu w Polsce doprowadziło rozpowszechnione i ciche przyzwolenie nazistów na grabieże i mordowanie Żydów, a nie jak twierdzono tajemny udział Żydów w tworzeniu komunizmu w Polsce"- pisze gazeta.

Polskie obawy

"ND" przypomina jednocześnie, że w tym samym dniu, kiedy książka "Strach" ukazała się w Polsce, prokuratura w Krakowie wszczęła dochodzenie przeciwko Grossowi.

"Narodowo-konserwatywny front w Polsce obawia się, że zdobyte przez grabież i mord posiadłości trzeba będzie oddać. Pazurami i zębami broni się zdobytych w nielegalny sposób domów, gruntów, budowli sakralnych, warsztatów i skarbów sztuki. Pod dachami wielu polskich domostw rozprzestrzenia się irracjonalny strach" – konstatuje "ND" i pisze dalej: "Do tego dołącza jeszcze pomówienie, że badania naukowe dotyczące antysemityzmu, czy to Grossa, czy Feliksa Tycha, Barbary Skargi czy Bożeny Szaynok, obrażają wszystkich Polaków".

"Jest inaczej, bo książki te i opracowania wyjaśniają i dementują powszechnie panujące pojmowanie historii u naszego wschodniego sąsiada, w pojęciu którego Polskę -»Mesjasza Narodów« w 1939 r. świat pozostawił samą sobie"- komentuje gazeta.

Następnie zauważa, że Tomasz Gross dokumentuje historyczną winę w sposób naukowy i moralnie czysty i domaga się od Polski przejęcia za nią odpowiedzialności.

"Nawiasem mówiąc, wspomniany narodowo-konserwatywny front w Polsce sięga od ogolonych na łyso zwolenników »Narodowego Odrodzenia Polski« poprzez zdewociałych słuchaczy Radia Maryja po prokuratorów i dziennikarzy Instytutu Pamięci Narodowej oraz członków PiS Jarosława Kaczyńskiego" - podsumowuje "Neues Deutschland".

Aleksandra Jarecka


Kultowy aktor służył w Waffen SS

Kultowy aktor służył w Waffen SS

Niemiecka telewizja ZDF zdecydowała, że nigdy już nie
będzie powtarzała bardzo popularnego w latach 70-tych i 80-tych serialu
"Derrick".
czytaj dalej »

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

86. „Pokłosie” pod nosem

„Pokłosie” pod nosem Sikorskiego

Polskie placówki dyplomatyczne w Niemczech patronują promocji szkalującego nasz kraj filmu „Pokłosie”.

Kontrowersyjny obraz znalazł się w programie XI Festiwalu Nowych Polskich Filmów odbywającego się od kwietnia do grudnia w Niemczech. Co miesiąc widzowie Hamburga, Hanoweru i Lubeki mogą obejrzeć jeden z polskich filmów z ostatniego roku. „Pokłosie” (niemiecki tytuł „Nachlese”) będzie prezentowane w październiku. Film w reżyserii Władysława Pasikowskiego od momentu powstania budzi protesty. Fabuła nawiązuje do historii mordu Żydów w Jedwabnem według interpretacji tego wydarzenia przedstawionego w książce Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi”, przypisującej bez podstaw historycznych sprawstwo zbrodni miejscowym Polakom. Kinowy odpowiednik szkalującej Polskę książki utrwala krzywdzące stereotypy o polskim antysemityzmie i czerpaniu zysków z holokaustu. Film został dofinansowany przez państwowy Instytut Sztuki Filmowej sumą 3,5 mln złotych.

W Niemczech festiwal, w którym hitem jesieni będzie „Pokłosie”, promują polskie placówki dyplomatyczne: ambasada w Berlinie i konsulat w Hamburgu. Informacja taka pojawia się na stronie internetowej festiwalu.

Ponadto w obu placówkach znajdują plakaty z programem, w których umieszczono także plan wyświetleń „Pokłosia”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/31575,poklosie-pod-nosem-sikorskiego.html

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

87. Polska - wspólnicy Hitlera, już kolejny krok

Niemiecki historyk: do 1939 r. Hitler planował atak z Polską na ZSRS
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/niemiecki-historyk-do-1939-r-hitler-plan...

Głównym celem zbrojącej się III Rzeszy w latach 30. XX w. był konflikt z ZSRS, a Adolf Hitler przynajmniej do wiosny 1939 r. liczył na wspólne z Polską uderzenie na Wschód – uważa niemiecki historyk Rolf Dieter-Mueller, autor wydanej właśnie książki "Wspólny wróg".
"Polityka równowagi" - określenie, którym w polskiej historiografii zwykło się charakteryzować podejmowane przez władze Polski próby wyważenia relacji ze Stalinem i Hitlerem – może wzbudzać wątpliwości. Lektura źródeł niemieckich pozwala bowiem odnieść wrażenie, że Warszawa była otwarta na ideę bliżej nieokreślonego sojuszu antyradzieckiego, jednak nie za ceną ustępstw terytorialnych wobec Niemiec ani możliwej utraty szansy na prowadzenie własnej, samodzielnej polityki mocarstwowej w Europie Środkowo-Wschodniej – pisze niemiecki badacz specjalizujący się w historii wojskowości.

Według niego na długo przed realizacją operacji Barbarossa z 22 czerwca 1941 r., bo od czasu przejęcia władzy w Niemczech przez Hitlera (30 stycznia 1933 r.), III Rzesza przygotowywała się do wojny z ZSRS. W swych potajemnych planach Hitler – jako potencjalnego sojusznika – uwzględniał również Polskę, o czym mają świadczyć zapomniane dokumenty niemieckiej dyplomacji.
Wojna ze Stalinem była dla Hitlera realizacją idei „parcia na Wschód” (Drang nach Osten) w celu zdobycia niezbędnej Niemcom "przestrzeni życiowej" (Lebensraum).

Aby móc zrealizować to zamierzenie konieczne było przewartościowanie całej dotychczasowej polityki zagranicznej, nastawionej m.in. na sojusz wojskowy z ZSRS (będący efektem niemiecko-sowieckiego porozumienia w Rapallo w 1922 r.). Zgodnie z nowym kursem niemieckiej dyplomacji ochłodzeniu uległy relacje Berlina z Moskwą na rzecz poprawy stosunków niemiecko-polskich.

Mueller podkreśla, że kraj nad Wisłą uchodził w ujęciu Hitlera za „bastion antybolszewizmu”, a najlepszym tego przykładem było zatrzymanie w 1920 r. przez Wojsko Polskie bolszewickiej ofensywy nad Wisłą. Dokonania głównego autora ówczesnego zwycięstwa – marszałka Józefa Piłsudskiego, były obiektem podziwu i fascynacji ze strony niemieckiego kanclerza.

W wypowiedziach publicznych podkreślał on, że Polska jest kluczowym partnerem III Rzeszy w tzw. polityce wschodniej – nie tylko ze względu na bliskość z ZSRS, ale także z uwagi na różnice ideologiczne obu państw. Wizję przyszłego, wspólnego polsko-niemieckiego konfliktu z ZSRS Hitler przeciwstawiał planom niemieckiej generalicji zakładającym atak na Polskę w myśl rewizjonistycznej koncepcji walki z "dyktatem wersalskim". Dyktatorowi nie przeszkadzał nawet fakt, że od 1932 r. Polskę i ZSRS łączył pakt o nieagresji.

Jak przypomina niemiecki historyk, o podobne porozumienie polsko-niemieckie, niemiecka dyplomacja zabiegała przynajmniej od wiosny 1933 r. Wówczas to nowo mianowany kanclerz III Rzeszy po raz pierwszy zaproponował Józefowi Lipskiemu, ambasadorowi Polski w Berlinie, zawarcie dwustronnego układu. Ostatecznie, polsko-niemiecką deklarację o niestosowaniu przemocy (obowiązującą na 10 lat) podpisano w stolicy Niemiec 28 stycznia 1934 r.

- W Warszawie z zadowoleniem przyjęto stanowisko Hitlera, które uznano za wyraźny odwrót od tradycji pruskiej – tradycji, która w przeszłości kazała poszukiwać zbliżenia z ZSRR kosztem Polski – pisze autor publikacji "Wspólny wróg", podkreślając, że z perspektywy Berlina porozumienie Niemiec i Polski nie miało charakteru tymczasowego, jak do tej pory zwykło się uważać.

Świadczą o tym chociażby słowa Hitlera wypowiedziane w Reichstagu 30 stycznia 1934 r., dwa dni po zawarciu układu o nieagresji: - Niemcy i Polska będą musieli pogodzić się z faktem swojego istnienia. Potrzebne jest więc ukształtowanie takiego stanu, który pozwoli obu narodom czerpać możliwie największą korzyść, a który trwać będzie i za tysiąc lat – mówił wówczas niemiecki kanclerz.

Stworzenie polsko-niemieckiej "zapory przeciw komunizmowi" w celu przygotowania przyszłej ofensywy na Wschód wymagało zgody lub przynajmniej neutralności państw zachodnich. W maju 1934 r. doradca fuehrera w sprawach polityki zagranicznej Alfred Rosenberg postulował wspólny atak Polski, Niemiec i Wielkiej Brytanii na Związek Sowiecki, a następnie jego podział na kilka stref wpływów. W myśl tej idei Polsce miałaby przypaść uchodząca za spichlerz wschodniej Europy Ukraina, a Brytyjczycy mieliby zabezpieczyć swe interesy naftowe na obszarze południowej Rosji. Nazistowska dyplomacja próbowała zjednać sobie także Japonię, która w pierwszej połowie lat 30. rozpoczęła rywalizację z ZSRS na Dalekim Wschodzie. Według Muellera, wojna sowiecko-japońska, a także rozciągnięcie planowanego konfliktu Niemiec i Polski z ZSRS na kraje bałtyckie (co byłoby równoznaczne z ich przystąpieniem do wojny) niwelowałaby dysproporcję sił obu stron planowanego konfliktu.

"Fuehrer jest szczęśliwy. Przedstawia zarys swoich planów dotyczących polityki zagranicznej: wieczysty pakt z Anglią (…). Natomiast na wschodzie ekspansja (…). Konflikty Włochy-Abisynia-Anglia, a następnie Japonia-ZSRR wiszą w powietrzu (…). Wkrótce wybije nasza wielka, historyczna godzina" – pisał w swym dzienniku pod datą 19 sierpnia 1935 r. podekscytowany minister propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels.

Jednym z najgorętszych orędowników antysowieckiego paktu wojskowego Niemiec i Polski był Hermann Goering. Zabiegał o niego m.in. podczas swej wizyty w Białowieży w styczniu 1935 r. Sojusz obu państw miał być, w ujęciu Goeringa, prewencyjnym krokiem w celu "obrony przed rosyjską ekspansją" na Zachód.

O tym, że w ciągu 2-3 lat dojdzie do konfliktu Polski z ZSRS w czasie rozmów z Goeringiem był przekonany gen. Kazimierz Sosnkowski. W tej perspektywie – tłumaczy autor książki – pomoc militarna ze strony Niemiec wydawała się Polsce nieoceniona.

Niemiecko-polskich negocjacji dotyczących planów wspólnego ataku na Związek Sowiecki nie przerwała nawet śmierć Piłsudskiego 12 maja 1935 r. (po śmierci marszałka na znak żałoby flagi w Niemczech opuszczono do połowy masztów).

Podczas odbywających się tydzień później w Krakowie uroczystości pogrzebowych marszałka Goering spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Józefem Beckiem. Tematem rozmów był m.in. sojusz sowiecko-francuski zawarty 2 maja 1935 r. i groźba ustanowienia paktu wschodniego, czyli – jak pisze Mueller – "inicjatywy Francji, zmierzającej do stworzenia w Europie Wschodniej systemu kolektywnego bezpieczeństwa, z uwzględnieniem udziału Związku Radzieckiego".

Gdyby doszło do jego zawarcia, w wypadku konfliktu ZSRS z Niemcami, Polska mogłaby stać się nawet areną działań wojennych (uważano za pewne, że przez jej terytorium przemaszerowałaby Armia Czerwona), czego nie dopuszczała do myśli polska dyplomacja.

Przez kolejne miesiące Berlin ponawiał propozycje militarnego sojuszu z Warszawą. Po zawarciu 25 listopada 1936 r. przez Niemcy i Japonię paktu antykominternowskiego (Włochy przystąpiły do niego rok później) Hitler żywił nadzieję, że w przyszłości dołączy do niego także Wielka Brytania i Polska.

Tej ostatniej Niemcy zobowiązały się pomóc przy organizacji emigracji Żydów z kraju, w zamian za co ambasador Lipski obiecał Hitlerowi "piękny pomnik w Warszawie".

Cień na stosunki Niemiec i Polski rzucała jednak sprawa Gdańska i tzw. korytarza pomorskiego, którego przyłączenia do Rzeszy domagał się Hitler. W zamian za ustępstwa terytorialne oferował Polsce m.in. przedłużenie paktu o nieagresji na kolejne 25 lat.

Tymczasem, jesienią 1938 r. nastąpiło odprężenie na linii Warszawa-Moskwa. Ponadto mocarstwa zachodnie, w tym Wielka Brytania, zaczęły dostrzegać niebezpieczeństwo dalszych ustępstw na rzecz Hitlera, który zdołał doprowadzić wcześniej do przyłączenia do Rzeszy Austrii oraz tzw. Kraju Sudeckiego.

Zagrożenie okrążeniem Polski ze strony Niemiec uległo zwiększeniu w marcu 1939 r. – po zajęciu Czechosłowacji, a następnie aneksji Okręgu Kłajpedy przez wojska niemieckie. Obu tych ruchów Hitler nie konsultował z Polską.

Dalsze wypadki potoczyły się bardzo szybko. Jeszcze 23 marca 1939 r. Polska zarządziła częściową mobilizację wojskową, wzmacniając m.in. obsadę korytarza pomorskiego. Trzy dni później Polacy ostatecznie odrzucili niemieckie żądania terytorialne, a 31 marca Wielka Brytania złożyła Polsce gwarancje pomocy wojskowej na wypadek konfliktu z III Rzeszą. 3 kwietnia Hitler rozkazał przygotowania do ataku na wschodniego sąsiada (plan o kryptonimie "Wariant biały" – Fall Weiss). 28 kwietnia Niemcy wypowiedziały Polsce pakt o nieagresji, przesądzając o przyszłej wojnie.

- Definitywne odrzucenie przez Polskę niemieckiej propozycji sojuszu przeciwko Rosji spowodowało w Berlinie fundamentalną zmianę kursu. Hitler czuł się oszukany i rozczarowany postawą Warszawy. Konieczna stała się korekta planów. Rozprawę z ZSRR należało odłożyć w czasie, aby najpierw móc uporządkować "kwestię polską" – wyjaśnia autor książki "Wspólny wróg".

Aby uniknąć wojny na dwa fronty Hitler pośpiesznie porozumiał się ze Stalinem, jednak układ przewidujący IV rozbiór Polski (pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r.) miał jedynie charakter tymczasowy; priorytetem Hitlera wciąż był bowiem przyszły atak na ZSRS. Po opanowaniu Polski, w przypadku braku negatywnej reakcji mocarstw – tłumaczy Mueller – zamiast ataku na Europę Zachodnią III Rzesza miała z całą siłą uderzyć na imperium Stalina. Niewykluczone, że mogło do tego dojść jeszcze w końcu 1939 r. – konkluduje niemiecki badacz.

- Inwazja na ZSRR miała być – jak twierdził Hitler w 1939 roku – łatwą rozgrywką i po wsze czasy miała uczynić z Trzeciej Rzeszy potęgę nie do pokonania. Gdyby do operacji "Barbarossa" doszło jeszcze w 1939 roku, oznaczałoby to najprawdopodobniej rozpad Związku Radzieckiego i upadek Rosji. Współpraca ze Stalinem została wykorzystana jako blef mający wprowadzić w błąd mocarstwa Zachodu. Po odrzuceniu przez nie możliwości porozumienia z Hitlerem nakłonienie sztabu generalnego do kampanii przeciwko państwom zachodnim kosztowało go wiele starań – tłumaczy Mueller.

Książkę "Wspólny wróg. Hitlerowskie Niemcy i Polska przeciw Związkowi Radzieckiemu" opublikowało wydawnictwo Prószyński i S-ka.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

88. RFN przez lata krył nazistów




RFN przez lata krył nazistów w swoich rządach




W Niemczech ukazała się książka, która rzuca nowe światło na
nazistowską przeszłość najwyższych rangą polityków RFN. Wcześniej
kolejne rządy, nie chcąc, by prawda wyszła na jaw, na wszelkie sposoby
odżegnywały się od archiwów NSDAP.




Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

89. AK to antysemici? Niemcy:

AK to antysemici? Niemcy: nagroda za serial o II Wojnie

Odtwórcy głównych ról w niemieckim serialu
telewizyjnym "Nasze matki, nasi ojcowie", krytykowanym przez Polskę ze
względu na przedstawienie AK jako formacji antysemickiej, otrzymali
prestiżową nagrodę Bayerischer Fernsehpreis - podała telewizja ZDF.

Aktorzy Katharina Schuettler, Miriam Stein,
Volker Bruch, Tom Schilling i Ludwig Trepte otrzymali nagrodę specjalną w
wysokości 20 tys. euro. Przyznawana od 1989 roku Bayerischer
Fernsehpreis uważana jest za jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień w
niemieckiej telewizji. ZDF - drugi program niemieckiej telewizji
publicznej -jest producentem wyemitowanego w marcu trzyczęściowego
filmu. Uroczystość wręczenia nagród odbyła się w wczoraj wieczorem w Monachium.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

90. Bawarczycy będą obchodzić

Bawarczycy będą obchodzić Dzień Pamięci o Wypędzonych. To "sygnał"



Premier Bawarii Horst Seehofer zapowiedział w Augsburgu
ustanowienie w tym kraju związkowym Dnia Pamięci o Wypędzonych.
Polityk...
czytaj dalej »

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

91. Dorota

Jak tak dalej pójdzie za 30 lat będziemy się uczyć, że wojnę
rozpętali pijani polscy żołnierze, którzy w pijanym szale zaatakowali
radiostację w Gliwicach.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

92. TVP wyemituje film pokazujący


TVP wyemituje film pokazujący AK jako antysemitów


Trzy części filmu zostaną wyemitowane w TVP1 17, 18 i 19 czerwca. -
Polski widz sam oceni niemiecki serial - napisało w komunikacie Centrum
Informacji TVP.

Film zaniepokoił prezesa TVP Juliusza Brauna, który w liście skierowanym
do szefa niemieckiej telewizji publicznej pod koniec marca stwierdził,
że w filmie posłużono się krzywdzącymi i fałszywymi uproszczeniami w
obrazie historycznym Polski i żołnierzy AK. Podkreślił, że treść i forma
przedstawionych w nim wątków polskich nie ma nic wspólnego z prawdą
historyczną.

Partyzanci z AK jako antysemici


Decyzję o emisji filmu w Polsce w poniedziałkowym komunikacie
TVP uzasadniono tym, że polska opinia publiczna była "skazana jedynie na
pośrednictwo dziennikarzy i polityków w ocenie niemieckiego serialu,
nie mogąc wyrobić sobie w tej kwestii własnego zdania".
- Dlatego TVP
podjęła decyzję, by cały miniserial, w tym jego kontrowersyjny trzeci
odcinek, pokazać wszystkim polskim widzom - napisano.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

93. Polsce grozi zalew


Polsce
grozi zalew niemieckich roszczeń majątkowych. Powodem problemów jest
fatalne prawo interpretowane na korzyść Niemców przez polskie sądy

"Trzeba zaingerować w sam status prawny tych nieruchomości i
rozstrzygnąć go ustawowo, a przy tym tak skutecznie, żeby nie można było
go już podwyższyć."

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

94. SPD i Zieloni chcą

SPD i Zieloni chcą odszkodowań dla radzieckich jeńców wojennych. "To ofiary rasistowskiej wojny"
SPD i Zieloni złożyli w czwartek w Bundestagu projekt uchwały wzywającej
rząd Niemiec do wypłacenia odszkodowań byłym radzieckim więźniom
wojennym. Oba kluby parlamentarne wezwały ponadto rząd Merkel do
pielęgnowania pamięci o słowiańskich ofiarach nazizmu.

Autorzy uchwały podkreślają, że rozpoczęta w czerwcu 1941 roku wojna ze
Związkiem Radzieckim była "wojną rasistowską prowadzoną z pogwałceniem
wszelkich norm prawa międzynarodowego, której celem było zniszczenie
przeciwnika i podbój kraju".Natomiast poseł bawarskiej CSU Stephan Mayer wyraził pogląd, że
odszkodowaniami powinno się objąć szerszą grupę ofiar, w tym Niemców
zmuszonych po wojnie do pracy przymusowej w ZSRR.



Polska od dawna opowiada się za upamiętnieniem w Berlinie polskich ofiar Hitlera.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

95. Jacek Rakowiecki, rzecznik TVP - za ojro czy gazojewriki?

Pan Wieliński patetycznie i dramatycznie pyta: "Czy na tym właśnie ma polegać misja TVP?". Co zabawne, prawie dokładnie takie samo retoryczne pytanie, podparte tym samym przekonaniem o monopolu na własną nieomylność, zadają "Nasz Dziennik", "Gazeta Polska Codziennie", "Sieci" czy "wPolityce.pl". Odpowiadam hurtowo wszystkim z tego przedziwnego sojuszu medialnego: możemy spierać się o literalne znaczenie misji publicznej telewizji, ale jej minimum zawsze musi polegać na jednym: niezgodzie na prewencyjną cenzurę. Zgoda?

Odpowiedź Bartosza T. Wielińskiego

Rzecznik TVP Jacek Rakowiecki poważnie mnie wzruszył swoją troską o wizerunek niemieckiej telewizji ZDF oraz o intelektualną kondycję polskiego telewidza. Z mojego tekstu krytykującego TVP za emitowanie niemieckiego serialu wojennego "Nasze matki, nasi ojcowie", w którym z żołnierzy AK zrobiono krwiożerczych antysemitów, zrozumiał jednak niewiele.

Nigdzie nie napisałem - co usiłuje wmówić czytelnikom rzecznik Rakowiecki, zarzucając mi cenzorskie intencje - że należy zabronić polskiemu widzowi zapoznać się z tym "dziełem". Miłośnicy kina w Polsce nie są zdani jedynie na to, co zaserwują im na Woronicza. Przecież już za 20 euro można kupić film na DVD. A za jakiś czas pewnie sięgną po niego telewizje komercyjne. Uważam jednak, że film ten nie zasługuje na to, by go pokazywać w tak prestiżowym paśmie, jakim jest pierwszy program publicznej telewizji.

Niemiecki obraz robi z żołnierzy AK zbrodniarzy, co pan rzecznik delikatnie nazywa "przeinaczeniem". Dyskwalifikuje to serial z jakiejkolwiek debaty o współczesnym postrzeganiu historii. Dla pewnych poglądów w ogólnopolskich mediach po prostu nie ma miejsca: piętnujemy kłamców oświęcimskich albo białoruską, antypolską propagandę. Tak samo trzeba reagować, gdy jakiś ewidentnie niedouczony niemiecki filmowiec przedstawia - do tego w nieudolny sposób - Armię Krajową jako antysemicką bandę.

Zresztą, jeśli TVP tak bardzo chce dyskutować o tym, jak współcześni Niemcy patrzą na drugą wojnę światową, to dlaczego nie zorganizowała takiej debaty wcześniej? W 2004 r. na ekrany kin wszedł świetny "Upadek" o ostatnich dniach życia Hitlera, film, o którym można dyskutować godzinami. "Naszych matek..." nie da się z "Upadkiem" porównywać.

Rzecznik zarzuca mi też, że "chwytam się brzydko", poruszając finansowy aspekt całej sprawy. Rozumiem więc, że Niemcy przekazali serial bratniej TVP za symboliczną złotówkę.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75968,14056285,Nie_bedzie_Niemiec_plul_nam_w_TV__Sp...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

96. Zdaniem Niemców emisja w TVP

Zdaniem
Niemców emisja w TVP antypolskiego filmu "Nasze matki, nasi ojcowie" ma
służyć polskiemu "sprawdzianowi dojrzałości i odpowiedzialności za
historię"

Ciekawe, że podczas wrocławskiej dyskusji na temat "napięcia między
Polakami a Niemcami" nie wskazano "pomyłek" w mediach niemieckich
informujących o "polskich obozach zagłady".

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

97. Klęska dyplomatyczna Polski -

Klęska dyplomatyczna Polski - Angela Merkel triumfalnie ogłosiła rozpoczęcie budowy w Berlinie Centrum przeciwko Wypędzeniom

"Nasi niemieccy sąsiedzi nigdy nie zrezygnują z marszu po raz
wytyczonej drodze. Mogą go opóźnić, odwlec w czasie, ale nigdy z niej
nie zrezygnują. Nie mają znaczenia protesty sąsiadów, w tym przypadku
polskich i czeskich. Niemcy po prostu przekupią grantami i nagrodami
establishment kraju zaniepokojonego."

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

98. Polityka Niemiec zagrożeniem

Polityka Niemiec zagrożeniem dla prawdy historycznej

Polska polityka historyczna znów poniosła klęskę. Kanclerz
Niemiec Angela Merkel wydała oficjalna zgodę na budowę Centrum
Dokumentacji Wypędzeń w XX wieku.

Niemiecka polityka historyczna konsekwentnie realizuje wyznaczony
cel, aby upamiętnić tzw. ostatnie ofiary Adolfa Hitlera, jak nazwała
wysiedlonych Niemców Erika Steinbach.

Poseł Dorota Arciszewska – Mielewczyk zauważa, że jest to wielkie zagrożenie dla Polaków i  zachowania prawdy historycznej.

- Niemcy realizują swój plan. Mają jasno określone cele, do
realizacji których dążą. Jest tutaj niebezpieczeństwo, które widać w
polityce historycznej Niemiec, polegające na zamianie znaków. Kat stał
się ofiarą, a z ofiary chce się zrobić kata. Najbardziej zatrważający
jest jednak fakt, że polski rząd jest właściwie ubezwłasnowolniony. Nie
reaguje na wszelkie przejawy przekłamań historycznych i na to, co dzieje
się w polityce historycznej Niemiec
– powiedziała Dorota Arciszewska – Mielewczyk.

Poseł obawia się, że skutkiem niereagowania strony polskiej, będzie oskarżenie Polski o wywołanie II wojny światowej.

- Może stać się tak, że za 30 lat będziemy musieli stawić czoła
tezie, jaka jest przedstawiana w grze komputerowej, która kilka lat temu
należała do najlepiej sprzedawalnych. Przedstawiała ona pijanych
polskich żołnierzy, napadających na radiostacje w Gliwicach jako
przyczynę wybuchu II wojny światowej. Są to skutki niereagowania
obecnego rządu polskiego. Powinniśmy mieć własne muzeum Golgoty Wschodu i
Zachodu, przedstawiać wycieczkom prawdę historyczną, dbać o to żeby w
stosunku do naszej historii nie było przekłamań i relatywizacji
– dodała poseł Dorota Arciszewska – Mielewczyk.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

99. i rodzima kanalia

Sprawa
zniesławienia żołnierzy AK w niemieckim filmie pod lupą prokuratury!
TVP, mimo protestów i ostrej debaty w Sejmie, wyemituje film w
najbliższy weekend

"Polska staje się tubą propagandową dla tej produkcji niemieckiej,
dlatego że emisja takiego serialu na prestiżowej antenie o godz. 20
jest odczytywana jednoznacznie na arenie międzynarodowej jako
potwierdzenie tez, które są prezentowane w tym filmie".

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

100. rodzime kanalie

Uczestnicy dyskusji w TVP po emisji szkalującego AK-owców serialu ZDF: Schoeps, Weiss, Lesser, Gnauck, Krzemiński...

Tylko po 6 minut i 6 sekund przypadnie na wypowiedź w tej bardzo prestiżowej dla Polaków debacie. czytaj »

"Zgodnie z zapowiedzią wybitni znawcy tematyki
polsko-niemieckiej dyskutować będą podczas specjalnego panelu w środę 19
czerwca br. w TVP1 po kontrowersyjnym, trzecim i ostatnim, odcinku
serialu niemieckiej telewizji publicznej ZDF „Unsere Mütter, unsere
Väter” („Nasze matki, nasi ojcowie”).

W blisko godzinnej rozmowie, prowadzonej przez Piotra Kraśkę, wezmą udział:

1. Prof. Tomasz SZAROTA - historyk,
Polska Akademii Nauk, jeden z najwybitniejszych w Polsce znawców
historii II wojny światowej, międzynarodowy autorytet w dziedzinie badań
nad okupacją niemiecką w Europie, autor wielu książek o  II wojnie
światowej

2. Prof. Julius H. SCHOEPS -  dyrektor
Centrum Studiów Europejsko-Żydowskich im.  Mojżesza Mendelssohna na
Uniwersytecie w Poczdamie, jeden z najsłynniejszych niemieckich
historyków, konsultant historyczny serialu „Nasze matki, nasi ojcowie

3. Szewach WEISS - ocalony z
Holcaustu, były ambasador Izraela w Polsce, były przewodniczący
Knesetu, były przewodniczący Rady Instytutu Pamięci Yad Vashem

4. Adam KRZEMIŃSKI - publicysta tygodnika „Polityka”

5. Piotr SEMKA - publicysta tygodnika „Do Rzeczy”

6. Andrzej GODLEWSKI -  wicedyrektor TVP

7. Gabriele LESSER -  korespondentka dziennika „taz. die tageszeitung

8. Gerhard GNAUCK - korespondent dziennika „Die Welt“

Trzy odcinki niemieckiego mini-serialu wyemitowane
zostaną w TVP1 17, 18 i 19 czerwca, każdorazowo o godz. 20.20 Trzeci
odcinek poprzedzi także specjalny wstęp z udziałem prof. Tomasza
Szaroty.

Przypomnijmy, że w Polsce o serialu zrobiło się
głośno, gdy okazało się, że w trzecim odcinku tej mini serii w sposób
uproszczony i kontrowersyjny przedstawiono okupację niemiecką w Polsce, w
tym antysemickie postawy w polskim ruchu oporu. Wywołało to burzę w
polskich mediach, protestował ambasador RP w Berlinie, a w liście do
dyrektora generalnego ZDF Thomasa Belluta prezes TVP Juliusz Braun
ocenił, że polski wątek serialu „nie ma nic wspólnego z prawdą
historyczną i dlatego musi zostać potępiony i odrzucony”. Zaproponował
też niemieckim partnerom pomoc TVP w przygotowaniu specjalnego dokumentu
o niemieckiej okupacji w Polsce, co też się stało, a dokument ten
widzowie ZDF zobaczą jeszcze w czerwcu.

Powyższe wydarzenia mocno zainteresowały polską
opinię publiczną, ale była ona skazana jedynie na pośrednictwo
dziennikarzy i polityków w ocenie niemieckiego serialu, nie mogąc
wyrobić sobie w tej kwestii własnego zdania. Dlatego TVP podjęła
decyzję, by cały mini-serial, w tym jego kontrowersyjny trzeci odcinek,
pokazać wszystkim polskim widzom (...)" - czytamy w komunikacie od biura
prasowego TVP.

TVP robi szumną kampanię promocyjną filmu i
zaprasza do dyskusji, choć prowadzącemu Piotrowi Kraśce i jego 8
zaproszanym gościom wypada w 60-cio minutowej debacie tylko po 6 minut i
6 sekund na wypowiedź. Z czego szacownym gościom z Niemiec czy Izraela
nie wypada też wypowiedzi przerywać. Jaka jest więc realna szansa, aby
rzeczowo odeprzeć atak niemieckiej propagandy? Czy polski głos przebije
się w tak dobranych przez TVP proporcjach? 

Jarosław Wróblewski


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

101. Ppłk Filipkowski: To obraza

Ppłk
Filipkowski: To obraza pamięci AK i jej działań. Ten film to fałsz
historyczny". Gorąca debata po emisji serialu "Nasze Matki, nasi
ojcowie"

Szewach Weiss: "To jest niemiecki kompleks antypolski. Związany
jest z tym, że Niemcy mają w Polsce mapę zagłady. Ich hańba jest
związana z polską ziemią".

Rozmawiamy dziś z nowym pokoleniem Niemców, którzy stworzyli
film o swoich matkach i ojcach. Z tego punktu widzenia ten film jest
bardzo odważny, jest totalnie antynazistowki, o wiele więcej niż
antypolski

- powiedział Szewach Weiss na antenie TVP1.

Trzydniowa emisja skandalicznego niemieckiego serialu „Nasze
matki, nasi ojcowie”, przekłamującego historię i ukazującego żołnierzy
Armii Krajowej, jako antysemitów, została zwieńczona debatą, prowadzoną
przez Piotra Kraśkę.
W dyskusji wzięli udział prof. Tomasz Szarota - historyk, Polska Akademii Nauk, Szewach Weiss -
ocalony z Holocaustu, były ambasador Izraela w Polsce, były
przewodniczący Knesetu, były przewodniczący Rady Instytutu Pamięci Yad
Vashem, dr Thomas Weber - niemiecki historyk, jeden z konsultantów serialu ZDF. Do dyskusji w drugiej części programu dołączyli Andrzej Godlewski - wicedyrektor TVP1, Piotr Semka - publicysta tygodnika „Do Rzeczy”, Adam Krzemiński - publicysta tygodnika „Polityka”, Gerhard Gnauck (korespondent dziennika „Die Welt“),

Niektóre sceny, zwłaszcza trzeciego odcinka serialu są po prostu
skandaliczne. Niemcy są pokazani wielowątkowo. Tymczasem z filmu
dowiadujemy się, że to co łączyło Polaków i żołnierzy AK to skrajny
antysemityzm

- powiedział na wstępie Piotr Kraśko.

O to, czy z punktu widzenia historyka takie przekłamania są dopuszczalne spytał Thomasa Webera.

Skąd to się wzięło? Czy to nonszalancja twórców czy celowy zabieg?

- spytał Kraśko.


Polaków nie przedstawia się ani w dobrym, ani złym świetle.
Bohaterowie zostali pokazani wielowątkowo i to jest naprawdę głębszy
przekaz. Postacie drugoplanowe są przedstawione mniej wielowątkowo.
Rozumiem reakcję Polaków, ale nie jest to kwestia polsko-niemiecka, lecz
problem głównych bohaterów i postaci drugoplanowych. Myślę, że
film osiągnął swój cel. Pokazał mianowicie pokazał jak normalni Niemcy,
nie naziści czy supernaziści, stają się mordercami na froncie

- odpowiedział Weber.

Kraśko podtrzymywał swoje zdanie, że
może by się z tym założeniem można zgodzić, gdyby nie fakt, że wszyscy
ukazani w filie Polacy są antysemitami.

Właściwie nie wiem skąd w Niemczech pomysł na holocaust?
Wszyscy sa miłymi ludźmi, którzy nie bardzo wierzą w Hitlera, w pewnym
momencie przestają wierzyć w tę wojnę. Jeżeli młody Niemiec obejrzy ten
film, nie dowie się czym był holocaust, nie dowie się o masowych obozach
zagłady, tylko dowie się, że Polak nie miał nic przeciwko mordowaniu
Żydów. Obraz wart jest więcej niż tysiące słów. To jest obraz, który
będzie miał w głowie Niemiec po obejrzeniu tego filmu

- podkreślił Kraśko.

Weber, wyrażając rzekome zrozumienie, bronił stanowiska, że Polacy przedstawieni są i z dobrej i ze złej strony.

Rozmawiamy dziś z nowym pokoleniem Niemców, którzy stworzyli
film o swoich matkach i ojcach. Z tego punktu widzenia ten film jest
bardzo odważny, jest totalnie antynazistowki, o wiele więcej niż
antypolski

- podkreślił Szewach Weiss, wskazując że zabrakło w filmie właściwej chronologii i proporcji.

Wszystko, co zostało pokazane w tym filmie było, ale
nieproporcjonalnie do zagłady, bez zachowania chronologii - Mein Kampf,
Hitler, wolne wybory w Niemczech, 40 proc. poparcie dla Hitlera, choć
ludzie wiedzieli dokładnie kim on jest, był tam już przecież wyraźny
atak przeciwko judeochrześcijańskiej cywilizacji

- przypomniał i dodał:

Niemcy stworzyli systematyczną fabrykę śmierci - to jest chronologia. (...)
Antysemityzm w Polsce był, ale nie było fabryki śmierci. Żydzi tutaj
żyli. (...) Najważniejsze jest to, że Polska nie współpracowała z
Niemcami. Walczyła przeciwko Niemcom. Gdyby nie ta zagłada, w Polsce do
dziś żyłoby minimum 4 miliony Żydów.

Prof. Tomasz Szarota stwierdził, że ma bardzo wiele
problemów związanych z tym serialem, ale pomysł pokazania go w Polsce
uważa za odważny i mądry. Podkreślił, że obejrzenie - zwłaszcza
trzeciego odcinka - było z pewnością dla wielu Polaków czymś bardzo
bolesnym.

Mocne światło na całą sprawę rzuciła wyemitowana w studio rozmowa z konsultantem filmu - prof. Juliusem Schoepsem,
dyrektorem Centrum Studiów Europejsko-Żydowskich im. Mojżesza
Mendelssohna na Uniwersytecie w Poczdamie. Podobnie, jak jego kolega
obecny w studio, twierdził, że pokazano Polaków prawdziwie i
obiektywnie.

W łonie Armii Krajowej były grupy antysemickie i to nic nowego. Ale były też dobre ugrupowania, lewicowe, które pomagały Żydom

- powiedział.

Mamy do czynienia z fabularyzacją historii w czasach
narodowego socjalizmu. Nie do podważenia jest że odpowiedzialność
ponoszą Niemcy. Nie chciałbym tego negować. Ale istniał - także w Polsce
- antysemityzm. Nie muszę przypominać Jedwabnego czy Kielc. O tym
przecież wszyscy wiemy. Ale to jest historia, a tutaj mamy do czynienia z
filmem fabularnym, nie dokumentalnym.

- powiedział profesor i uznał strach Polaków, za to że Polska
zostanie uznana za współodpowiedzialną za holokaust, za niedorzeczny.

Jestem Żydem i niemieckim obywatelem i prawdopodobnie przez
to mam trochę inny kąt widzenia na te wydarzenia, niż ktoś kto nie jest
Żydem

- stwierdził Schoeps.

Na te ostatnie słowa zwrócił silnie uwagę Szewach Weiss.

Profesor powiedział, że jest Żydem. Ja też jestem Żydem. Z punktu
widzenia żydowskiego jest trochę inne podejście do tych spraw. (...)

Zwracam
się do młodych Niemców - do synów, do córek, do wnuków. Dajcie nam
prowadzić ten dialog polsko-żydowski. Nam, dzisiaj z demokratyczną
Polską, humanistyczną. Z Polską, w której bycie antysemitą to hańba.

- zaapelował Weiss, wskazując że Niemcy chcą podzielić się swoją hańbą z innymi narodami.

Profesor
Szarota podkreślił, że nie bez znaczenia jest fakt, że konsultantem
filmu jest Żyd, który zaakceptował taki antysemickie wątki.

On nie rozumie podstawowej rzeczy - że ten film powiela stereotyp

- powiedział prof. Szarota, na co Szewach Weiss odparł:

Panie profesorze, on rozumie doskonale. Nieprzypadkowo jest
konsultantem. On jest Żydem, który żyje w Niemczech. To ma znaczenie.

Thomas Weber stwierdził, że problemem jest brak odpowiedniej wiedzy
zarówno w Niemczech, jak i w Polsce. Zaapelował przy tym, by powołać
"komisję ds. prawdy, gdzie poszczególne narody mogłyby przedstawić swoją
wersję historii komisji, ale też i sobie nawzajem".

Pomysł takiego historycznego relatywizmu skrytykował prof. Szarota:

Z tego co pan powiedział wynikałoby, że w Polsce ma się taką wizję
przeszłości, w Niemczech inną i jest zrozumiałe, że są dwie wersje. Znam
wypowiedzi pana kolegów Niemców, którzy wypowiadają się na temat tego
filmu równie krytycznie jak ja i nie dotyczy to tylko wątku polskiego
antysemityzmu.

Największą niekonsekwencją tego filmu jest to, że
się zaczyna w 1941 roku. Bardzo chciałbym zobaczyć uczciwy film
niemiecki, który pokaże entuzjazm tych pięciu bohaterów, którzy się
cieszą z wkraczania Wermachtu do Paryża

- powiedział prof. Szarota.

Gauck bronił się, że celem filmu było to, żeby pokazać tych Niemców, którzy podchodzili mniej ideologicznie do tych wydarzeń.

Do
dyskusji w drugiej części programu dołączyli publicyści: Andrzej
Godlewski – wicedyrektor TVP1, Piotr Semka – publicysta tygodnika "Do
Rzeczy", Adam Krzemiński – publicysta tygodnika "Polityka", Gerhard
Gnauck – korespondent dziennika "Die Welt". Wśród gości był też ppłk
Tadeusz Filipkowski ze Światowego Związku Żołnierzy AK.


Zapytany o to jak przyjął ten trzeci odcinek i opowieść o ludziach, z którymi walczył, odpowiedział:

To obraza pamięci Armii Krajowej i jej działań, która była
przecież częścią sił zbrojnych państwa polskiego, powstałą w
konspiracji.
Była częścią wojska polskiego. Formacją,
podlegającą dyscyplinie wojskowej, wyszkoloną i działającą w obronie i
walce o wolność Rzeczpospolitej. Potraktowaliśmy ten film jako fałsz historyczny.
Jeżeli ktoś mi powie, że w AK byli antysemici, powiem tak. Ale jeżeli
ktoś mi powie, że Armia Krajowa był antysemicka to będziemy wszyscy
gorąco protestować. Nie było ani jednego rozkazu potępiającego Żydów.
Nie było ani jednego wypadku likwidacji kogoś w oddziale partyzanckim,
dlatego że był Żydem. Były liczne przypadki pomocy - Żegota i różne
oddziały, które udzielały pomocy naszym współobywatelom żydowskim.

Gauck przyznał, że można mieć zastrzeżenia do tego filmu i były takie
nawet w Niemczech, choć nie do trzeciej części, bo Polska jest tutaj
wątkiem dodatkowym, ale do ogólnej koncepcji.

Obraz w Niemczech był o wiele bardziej zróżnicowany i film nie był aż
tak wychwalany. (...) Przedstawiamy naszych ojców czy dziadków tak, jak
chcielibyśmy ich widzieć. Nie było widać jak oni wrastają w ten
hitlerowski system

- powiedział. 

Krzemiński wskazał że film jest rodzajem
psychodramy, pogodzenia pokoleń. Dobrze dobrana obsada, przesłania jego
mielizny. Nie zgodził się jednak w kwestii wątku polskiego. Stwierdził,
że ZDF zrozumiała przed emisją, że popełniła błąd i dlatego ukazał się
na antenie dokument o polskiej wiosce spalonej za ukrywanie Żydów. W
jednym z wywiadów producenci podobno przyznali - jak przypomniał
Krzemiński - że wątek polski był zapchajdziurą, bo w ostatniej chwili
zmieniono scenariusz.

Zdumiewająco wypadła argumentacja dyrektora TVP 1, który twierdził, że wątek
polski nie został przekłamany celowo, lecz był wynikiem nagłej
konieczności zmiany scenariusza, z uwagi na brak pieniędzy.


Argumentację tę trafnie odparł płk Filipkowski:

Mówią panowie że zabrakło pieniędzy, ale 15 mln euro wydała
państwowa telewizja niemiecka, czyli nie była to byle pokątna, prywatna
stacja, która robi to, co chce, ale oficjalna telewizja niemiecka.
Stanowisko jest więc stanowiskiem oficjalnym

- powiedział.

Nie mamy tu do czynienia ze zwykłym filmem fabularnym, lecz z
wydarzeniem, które będzie kształtowało opinie o wojnie, o roli Niemców i
naszej w całym świecie.

Film sprzedano do kilkudziesięciu krajów. Pójdzie w tej
formie, z taką zakłamaną historią i z taką głęboką, niepełną prawdą o
Niemczech.


Piotr Semka wskazał, że film przywołuje na nowo stereotyp
dzikiego wschodu. Bohaterowie niemcy są pełnokrwistymi postaciami,
którzy kochają, żyją i mają dylematy, a po drugiej jest szara masa
słowiańska.


Telewizja ZDF jest telewizją państwową.
Przestrzega się w niej ściśle założeń statutowych. Przekłamania wątków
polskich świadczą, zdaniem Semki, o zmianie widzenia Polaków.

Szewach Weiss również podkreślał, że film jest niebezpieczny, ponieważ niesie przekłamania dla kolejnych pokoleń.

Dlaczego do tego kontekstu dają Polskę, dlaczego nie
Norwegię, która współpracowała? Dlaczego nie Holandię? To jest niemiecki
kompleks antypolski. Związany jest z tym, że Niemcy mają w Polsce mapę
zagłady. Ich hańba jest związana z polską ziemią

- stwierdził.


Cały program na stronach TVP.


TVP
wygarnęła Niemcom. "Mieliśmy dwadzieścia parę lat, by zadbać o własne
interesy. Mogliśmy nakręcić znaczące dzieła i pokazywać je światu.
Niemcom też"

Tylko u nas

"Niemcy mogą sobie nakręcać filmy jakie im się podoba. Mogą
opowiadać, co tylko zechcą na temat historii III Rzeszy. Nie zabronimy
im tego".


Nasze matki, nasi ojcowie, czyli zagubieni Niemcy i krwiożerczy Polacy w serialu - burza po emisji

Serial został sprawnie
zrealizowany i został określony jako niemieckie "Polskie drogi". Problem
w tym, że kształtuje - zwłaszcza u niemieckich widzów - przekonanie, że
polscy żołnierze Armii Krajowej to antysemici i zbrodniarze wojenni.
Film zakupiła nie tylko Telewizja Polska, zostanie pokazany również w innych krajach.A odcinki "Naszych matek,
naszych ojców" w reżyserii Philippa Kadelbacha mogą się telewidzom -
zwłaszcza tym w innych krajach - podobać. Widowiskowe sekwencje walki,
przekonujące dylematy głównych bohaterów zagubionych w wirze historii,
wielowątkowość akcji. Z punktu widzenia kina rozrywkowego serial spełnia
zapewne swoje zadanie. Sęk w tym, że niesie też ze sobą jednoznaczny
historyczny przekaz: "Za zło wojny na równi z Niemcami odpowiadają
inni". Tymi innymi są głównie Polacy, skarykaturyzowani jako bestie
dyszące żądzą mordu na Żydach.



Dlatego zdziwienie ze strony niemieckiej, że film wzbudził w Polsce
takie oburzenie, można uznać za wzorowy popis obłudy. Przedstawienie
Armii Krajowej jako bandy antysemitów nie ma bowiem nic wspólnego z
prawdą historyczną i trudno uwierzyć, że producenci filmu
o tym nie wiedzieli. Chęć "pisania historii na nowo" wywołała protesty
także w samych Niemczech. Po marcowej emisji w filmu w publicznej ZDF w
niemieckich mediach rozgorzała dyskusja o rozmytej odpowiedzialności
"zwykłych Niemców za zbrodnie wojenne". Padały ostre sformułowanie,
łącznie z takim, że "Nasze matki, nasi ojcowie" to element przemyślanej
polityki historycznej, mające zrzucić winy za zbrodnie na inne narody.
Argumentem w dyskusji był także zeszłoroczny sondaż, wedle którego ponad
połowa Niemców uważa, że ich kraj "nie ponosi specjalnej winy za
zbrodnie II wojny światowej".



Burzę wywołał też komunikat TVP, w którym napisano, że serial będzie
wyemitowany w polskiej telewizji w celu wyrobienia sobie przez polską
publiczność "własnego zdania", po to, "by nie być skazanym jedynie na
pośrednictwo dziennikarzy i polityków".



Oświadczenie szefa telewizji okazało się otwarciem puszki Pandory i
wywołało natychmiastowe protesty, głównie środowisk kombatanckich i
prawicowych, którzy w pomyśle zobaczyli chęć przyłączenia się do
"szkalowania pamięci bohaterów z AK" przez rządzący establishment. Oliwy
do ognia dolał prezydencki minister prof. Tomasz Nałęcz oświadczając,
że popiera decyzję Brauna i głęboko wierzy w mądrość rodaków.



Polska uczestniczy w niemieckiej polityce historycznej


"Ten film jest antypolski, szkaluje
Polskę i Polaków i relatywizuje odpowiedzialność za II wojnę światową."

W numerze "Sieci" z 8 kwietnia b. r. opublikowaliśmy
rozmowę Mariusza Pilisa z prof. Bogdanem Musiałem - historykiem,
którego był przez pewien czas konsultantem skandalicznego niemieckiego
serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”, w którym żołnierzy AK
przedstawiono jako antysemitów.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/56301-prof-musial-w-tygodniku-sieci-o-kul...



Niemcy ustanawiają święto wypędzonych

13 czerwca Bundestag głosami koalicji rządowej CDU/CSU–FDP przyjął
uchwałę, w której opowiedział się za upamiętnianiem tzw. wypędzeń 20
czerwca – podczas Światowego Dnia Uchodźcy.Deputowani zobowiązali rząd Angeli Merkel do podjęcia na forum ONZ
działań w celu włączenia niemieckich uciekinierów i wysiedlonych po II
wojnie światowej do grona tych, których pamięć jest czczona tego dnia.
Partie SPD i Zielonych wstrzymały się od głosu, Lewica głosowała
przeciwko przyjęciu uchwały. Początkowo przedstawiciele koalicji
rządowej proponowali jako datę „narodowego dnia pamięci o ofiarach
wypędzeń” 5 sierpnia. Tego dnia w 1950 roku w Stuttgarcie uchwalono
Kartę Wypędzonych. Wspomniany dokument fałszował jednak przeszłość i
przemilczał niemieckie zbrodnie z II wojny światowej. Po protestach ze
strony opozycji i Centralnej Rady Żydów w Niemczech posłowie koalicji
rządzącej wycofali się z proponowanej daty, zastępując ją obecnie 20
czerwca. Pozwoli to na „umiędzynarodowienie” obchodów i wpisanie ich w
pożądany kontekst.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

102. ZDF pokazała w niedzielę 0 23.30 dokumentalny film "Wa

'Najpierw z AK zrobić organizację PROGRAMOWO ANTYSEMICKĄ, a później okrzyknąć ją "największym zbiorowym bohaterem polskiej historii". Nawet Goebbels by się takiego majstersztyku nie powstydził... '
"
Żyd w AK mógł zostać zabity przez kolegów z AK nie za pochodzenie, a po konkretnym zarzucie. Polaków w AK nie zabijano, np. za zdradę? Zabijano. Ktoś wyciągnie wniosek, że AK mordowała Polaków? "

"„W filmie nie pominięto tragicznych wątków stosunków polsko-żydowskich. Jest w nim mowa o mordzie dokonanym przez Polaków na żydowskich mieszkańcach miasteczka we wschodniej Polsce, choć autorzy zwrócili uwagę na sprawczą funkcję niemieckich żołnierzy podczas tej zbrodni. Mowa jest też o zróżnicowanych postawach Polaków wobec Żydów. "Wielu Polaków nie traktowało Żydów jako części swojego narodu" - mówiła historyk Hawi Dreifuss. Autorzy filmu zaznaczyli, że uciekający przed niemieckimi prześladowaniami Żydzi trafiali także do szeregów AK. Jeden z występujących w filmie świadków historii, były oficer AK Henryk Pawelec przyznał, że był świadkiem zabicia Żyda przez kolegów z oddziału. Byłem przerażony tym, co się wydarzyło, ale to był margines. Jakiś przełożony musiał wydać taki rozkaz
Sprostowali czy pokazali , że jednak mieli rację? "

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14155635,Nowy_dokument_Z...

Niemiecka telewizja publiczna ZDF pokazała w niedzielę późnym wieczorem dokumentalny film "Walka o przeżycie", przedstawiając w dużym skrócie dzieje Polski pod niemiecką okupację podczas II wojny światowej oraz wiodącą rolę Armii Krajowej w walce z Niemcami
35-minutowy film powstał jako reakcja na zarzuty strony polskiej dotyczącej negatywnego wizerunku AK w wyemitowanym przez tę stację w marcu serialu "Nasze matki, nasi ojcowie". Stacja telewizyjna przypomniała przed rozpoczęciem filmu, że pokazany w marcu trzyczęściowy serial spotkał się z krytyką w Polsce ze względu na przedstawienie żołnierzy AK jako antysemitów. Autorami dokumentu są pochodzący z Polski filmowiec Andrzej Klamt oraz dziennikarz ZDF Alexander Berkel.

Autorzy filmu przedstawili w porządku chronologicznym wydarzenia wojenne od ataku III Rzeszy na Polskę 1 września 1939 roku do całkowitego zniszczenia Warszawy przez Niemców po upadku powstania warszawskiego jesienią 1944 roku. Wypowiadający się świadkowie wydarzeń opowiadali o początkach antyniemieckiej konspiracji od samego początku okupacji aż do przekształcenia Armii Krajowej w formację wojskową liczącą 400 tys. żołnierzy.
"Armia Krajowa jest największym zbiorowym bohaterem polskiej historii. Jest mitem i nadal żyje we wspomnieniach i rocznicach. AK jest symbolem polskiego oporu, przede wszystkim przeciwko nazistom, ale także przeciwko okupacji sowieckiej" - powiedział na zakończenie filmu historyk Andrzej Żbikowski.

Tematem filmu był także masowy mord dokonany przez Niemców na Żydach, a także stosunki polsko-żydowskie w okupowanym kraju. Autorzy przypomnieli niemieckim widzom, że za ukrywanie Żydów groziła w Polsce kara śmierci, jednak pomimo tego wiele osób pomagało im, ryzykując własnym życiem.

Autorzy dokumentu zaznaczyli, że uciekający przed niemieckimi prześladowaniami Żydzi trafiali także do szeregów AK. Jeden z występujących w filmie świadków historii, były oficer AK Henryk Pawelec przyznał, że był świadkiem zabicia Żyda przez kolegów z oddziału. "Byłem przerażony tym, co się wydarzyło, ale to był margines". "Jakiś przełożony musiał wydać taki rozkaz" - dodał kombatant.

http://dorzeczy.pl/nr-22-polska-opluta/

Niemiecki film „Nasze matki, nasi ojcowie”, który kilka dni temu wyemitowała Telewizja Polska, jest kolejnym dowodem na to, że w Niemczech na dobre umocniła się narracja historyczna, którą można nazwać narracją „ale”. Czym jest narracja „ale”? Niemcy mówią: „Byliśmy źli, ale inni wcale nie byli lepsi”, „Jesteśmy odpowiedzialni za Holokaust, ale inni z nami współpracowali”, „Zbrodnie wojenne naszych dziadków były potworne, ale to, co robili Polacy, również było okropne” – komentuje Szewach Weiss. I dodaje, że owszem, w Polsce był antysemityzm i byli szmalcownicy. Jednak w niemieckim filmie całkowicie zachwiane są proporcje, zupełnie wypaczony został obraz podziemia, którego jednym z głównych zajęć – jeśli wierzyć niemieckiemu filmowi – miało być polowanie na Żydów. O niemieckiej ucieczce od odpowiedzialności – w pisze Szewach Weiss.

http://www.polskatimes.pl/artykul/928063,nasze-matki-nasi-ojcowie-w-tvp-...

Tematem filmu był także masowy mord dokonany przez Niemców na Żydach, a także stosunki polsko-żydowskie w okupowanym kraju.

Autorzy przypomnieli niemieckim widzom, że za ukrywanie Żydów groziła w Polsce kara śmierci, jednak pomimo tego wiele osób pomagało im, ryzykując własnym życiem. Wskazali też na rolę Rady Pomocy Żydom - Żegoty, organizującej pomoc dla ukrywających się Żydów oraz pomoc polskiego podziemia dla powstańców w getcie warszawskim.

W filmie nie pominięto tragicznych wątków stosunków polsko-żydowskich. Jest w nim mowa o mordzie dokonanym przez Polaków na żydowskich mieszkańcach miasteczka we wschodniej Polsce, choć autorzy zwrócili uwagę na sprawczą funkcję niemieckich żołnierzy podczas tej zbrodni. Mowa jest też o zróżnicowanych postawach Polaków wobec Żydów. "Wielu Polaków nie traktowało Żydów jako części swojego narodu" - mówiła historyk Hawi Dreifuss.

Autorzy filmu zaznaczyli, że uciekający przed niemieckimi prześladowaniami Żydzi trafiali także do szeregów AK. Jeden z występujących w filmie świadków historii, były oficer AK Henryk Pawelec przyznał, że był świadkiem zabicia Żyda przez kolegów z oddziału. "Byłem przerażony tym, co się wydarzyło, ale to był margines". "Jakiś przełożony musiał wydać taki rozkaz" - dodał kombatant.



Prof. Wiliński: "Wedle niemieckiej polityki historycznej był holokaust i nic więcej"


Niemcy dążą do zepchnięcia swoich zbrodni na jakichś bliżej nieznanych nazistów.
Polityka historyczna naszych zachodnich sąsiadów, polegająca
głównie na tym, aby świat zapomniał o ich "dokonaniach" w czasie drugiej
wojny światowej zdaje się nabierać rozpędu. Jeśli do tej pory nie było
to tak wyraźnie widoczne, to film "Nasze matki, nasi ojcowie" pokazał to
w całej okazałości.
O niemieckiej polityce historycznej rozmawiamy z prof. dr. hab. Pawłem
Wilińskim, kierownikiem Zakładu Postępowania Karnego Uniwersytetu Adama
Mickiewicza w Poznaniu, znawca tematyki prawnej odpowiedzialności za
zbrodnie niemieckie z czasów drugiej wojny światowej.

STEFCZYK.INFO: Co kieruje
Niemcami, że próbują przerzucić na Polaków przynajmniej część
odpowiedzialności za zbrodnie popełnione w czasie wojny przez ich
własnych przodków?

Prof. dr hab. Paweł Wiliński: Nie
wiem, czy można tak wprost i otwarcie powiedzieć, że oni przerzucają tę
odpowiedzialność. Wydaje mi się, że oni w umiejętny sposób przesuwają
skojarzenia takich określeń jak „Niemcy” „niemiecki” w kontekście
popełnionych zbrodni, na określenia „naziści”, „nazistowska
odpowiedzialność”, „nazistowscy sprawcy”. Krótko mówiąc – tak kształtują
pamięć historyczną, żeby wytłumaczyć się, że zbrodnie popełnione przez
Niemców w czasie drugiej wojny światowej, to nie były zbrodnie
niemieckie, czyli popełnione przez Niemców, zwykłych Niemców, lecz przez
jakichś złych nazistów, których już w zasadzie nie ma. Czyli w jakiejś
perspektywie czasowej chcą uwolnić się od tej odpowiedzialności.

Proszę zobaczyć np. wczorajszy tekst
ambasadora RFN. Warto ten tekst cytować, bowiem wprost posługuje się
określeniami „Niemcy, odpowiedzialność, wina i odpowiedzialność”. Jednak
z drugiej strony zupełnie powszechnie w sposób zupełnie celowy stosuje
się określenie „nazistowskie zbrodnie”, „nazistowskie obozy” itd.
Najsmutniejsze jest to, że my też przejmujemy te określenia. Cały świat
to przyjął. To nosi znamiona manipulacyjnych zachowań

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

103. RODZIME KANALIE

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

105. MSZ milczy ws. zakłamywania

MSZ milczy ws. zakłamywania polskiej historii

MSZ umywa ręce i nie chce walczyć z kłamstwami historycznymi
związanymi z Armią Krajową. Polskie Towarzystwo Historyczne w Niemczech
wytoczyło proces niemieckiej telewizji ZDF i wytwórcy serialu „Nasze
matki, nasi ojcowie” za szkalowanie dobrego imienia żołnierzy AK.

Towarzystwo wystosowało do ministra Radosława Sikorskiego petycję
podpisaną prze 1 100 osób, w której zauważa potrzebę podjęcia
adekwatnych do sytuacji i skutecznych działań związanych z szarpaniem
wizerunku polskiego.

Z racji ogromnych kosztów sądowych w Niemczech towarzystwo domaga się
od MSZ pomocy finansowej. Ochrona legalnej struktury Państwa Polskiego,
którą była AK należy do konstytucyjnych obowiązków organów
Rzeczpospolitej – piszą członkowie Towarzystwa Historycznego w
Niemczech.

MSZ wystosowało odpowiedź, w której twierdzi, że reaguje na wszelkie
sytuacje związane z zakłamywaniem historii Polski i że podjęło kroki
dotyczące treści serialu. Jednak w sprawnie dofinansowania procesu
resort milczy. Działania MSZ w kwestiach szkalowania historii Polski są
stanowczo za słabe – mówi poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk, członek
sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.

- MSZ powinien występować o wysokie sumy, aby przepraszam za takie
określenie: „odechciało się” każdemu, kto chciałby tę historię zmieniać i
nam ubliżać, umieszczać takich określeń. To, że są procesy, że walczymy
o dobre imię, to nie jest zasługa MSZ, to jest zasługa Polaków, którzy
mieszkają za granicą, stowarzyszeń i osób, które się integrują w dobrej
sprawie i zwracają o pomoc do MSZ, której niestety nie otrzymują –
akcentuje poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk.

Osoby i stowarzyszenia integrują się w sprawie obrony dobrego imienia
bohaterów narodowych. Jednak sprawa nie jest prosta – dodaje poseł
Dorota Arciszewska-Mielewczyk.

- Wielokrotnie zwracałam się o pomoc i wielu ludzi się dziwiło,
dlaczego nie ma pomocy z drugiej trony? To jest smutne, dlatego że my
powinniśmy brać przykład z krajów, które są bardzo skuteczne w swej
polityce historycznej, dbaniu o dobre imię i uczeniu całego świata
szacunku do siebie i swojego państwa. My jako Polacy na obecny MSZ pod
wodzą PO liczyć nie możemy –
dodaje poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

106. Polskie roszczenia wobec

Polskie roszczenia wobec Niemiec z tytułu II wojny światowej

Setki miliardów dolarów

Uprzedzając zamianę roli kata i ofiary, Polska i Polacy powinni wystawić rachunek, o którym Niemcy (i Rosja) powinni wiedzieć, że może zostać im przedstawiony do uregulowania. Z rachunkiem tym należy zapoznać także inne nacje, aby osłabić oddziaływanie niemieckiej propagandy, oddziaływanie, którego nasilenie zaczyna być zauważalne.

Oto mamy efekty 16-letniej polityki posypywania popiołem głów Polaków przez okrągłostołowych polityków. Erika Steinbach, zachęcona ich postawą, organizuje wystawę, która ma przygotować Niemców do zmiany sądów i postawy wobec tego, co zdarzyło się w czasie i po zakończeniu II wojny światowej. W możliwym do przewidzenia czasie, Niemcy zapewne zażądają od swych ofiar odszkodowań (a i o Rosji można by tu napisać niemal dosłownie to samo).

Wystawić rachunek

Należy wystawić Niemcom i państwu niemieckiemu (oraz Rosjanom i państwu rosyjskiemu) rachunek za II wojnę światową, za zbombardowane miasta i wsie, za zniszczone fabryki, ograbione muzea i banki, za narzucony nam komunizm, za utracone 60 lat i przepadłe szanse rozwoju (w makroekonomii nosi to nazwę kosztu alternatywnego).

Powyższy rachunek obejmuje straty materialne, które oszacowane zostały na ok. 50 ówczesnych miliardów USD, a według ekonomistów i cen dzisiejszych, wynoszą ok. 750 miliardów USD (nie zawierają one wzmiankowanego kosztu alternatywnego, utraconych możliwości innego rozwoju niż w ustroju komunistycznym).

Czy kwota w/w ujmuje wszelkie straty? Zdecydowanie NIE. Nie zawiera bowiem strat niematerialnych, jakie z rąk niemieckich poniósł nasz naród. Nie ujmuje losu ponad 6 milionów obywateli polskich zamordowanych w obozach koncentracyjnych, w pacyfikacjach, skrytobójczych i publicznych egzekucjach, bombardowanych miastach, palonych wsiach, strat moralnych , jakie ponieśli wysiedlani z Wielkopolski, Śląska i Pomorza (oraz z miast i wsi na wschód od linii Ribbentrop-Mołotow).

Oszacować straty

Tu pojawia się problem, jak oszacować (policzyć) te straty. Pojawia się trudność, jak wycenić życie ludzkie?
Czy życie Polaka warte jest tyle samo, mniej czy więcej, od życia Niemca, Francuza, Anglika lub Amerykanina?
Przyjmując, że życie Polaka warte jest tyle samo, ile warte jest życie przedstawiciela jednego z wymienionych narodów, można tę wartość określić np. przy pomocy precedensów, które w praktyce międzynarodowej miały już miejsce.
Libia zgodziła się wypłacić 33.000.000 USD rodzinom 170 ofiar, które zginęły w samolocie linii UTA nad Nigrem, w zamachu zorganizowanym przez agentów libijskich w 1989 r. Daje to kwotę 194.000 dolarów odszkodowania za 1 życie ludzkie.
Za zamach na berlińską dyskotekę La Belle ? 1986 r., ten sam rząd zapłacił 35.000.000 USD. Trzeba jednak pamiętać, że rannych w nim zostało 229 osób, a zginęły zaledwie 3 osoby.
Rekordowe zobowiązanie rządu Kadafiego dotyczyło zamachu w 1988 r. na samolot PanAm, w którym zginęło 270 pasażerów samolotu i mieszkańców szkockiego miasteczka Lockerbie. Wyniosło ono ni mniej, ni więcej tylko 2,7 mld USD, to jest 10 mln dolarów za jedno odebrane ludzkie życie.
Takie odszkodowania wypłaca rząd kraju, który pozbawiał życia niewinnych cywilów.

Jakiej jednak wysokości są odszkodowania dla rodzin, które utraciły bliską osobę w wypadku lotniczym? Umowy międzynarodowe przewidują minimalną kwotę 75.000 USD, ale tylko w razie stwierdzenia, że linie lotnicze nie ponoszą odpowiedzialności za katastrofę. W przeciwnym wypadku nie ma górnej granicy roszczeń.

Ile się należy?

Gdyby posłużyć się precedensowymi odszkodowaniami za zabójstwo pasażerów samolotów, trzeba by stwierdzić, że Polsce i rodzinom ofiar przysługiwałyby odpowiednio kwoty:

1164 miliardy dolarów = 6 mln ofiar x 194.000 USD
60.000 miliardów dolarów = 6 mln ofiar x 10.000.000 USD
Gdyby zaś posłużyć się zwykłymi wypadkami:
450 miliardów dolarów = 6 mln ofiar x 75.000 USD

Pamiętać należy, że w czasie II wojny światowej Polacy nie ginęli w niezawinionych wypadkach lotniczych (kwota 450 miliardów USD), a byli zabijani z premedytacją, z matematyczną systematyką, z bezwzględnością bestii (odpowiednio kwoty 1.164 miliardów USD lub 60.000 miliardów (czyli 60 bln)USD).
Wyliczenie odszkodowania na poziomie 450 mld USD, oznaczałoby niezwykle łagodne, chrześcijańskie potraktowanie sprawców i ich niemieckich spadkobierców, niemal Chrystusowe przebaczenie, odpuszczenie win bez pełnego zadośćuczynienia.

A ile od Rosji?

Nie do pominięcia jest też współudział Niemiec w zagładzie niemal 2 milionów Polaków, zagładzie dokonanej przez Rosję sowiecką zarówno na Syberii, jak i na terenach zaburzańskich (oraz od 22 lipca 1944 r. co najmniej do 1956 r. w Polsce centralnej).
Współudział mający charakter spółki zawiązanej na papierze w Pakcie Ribbentrop - Mołotow.
Czy nie należałoby np. zażądać zapłaty także za zbrodnie rosyjskie?
I czy wobec ewentualnej niewypłacalności (?) tego wspólnika dokonywanych od 1939 roku zbrodni nie należałoby po nią wystąpić do drugiego współudziałowca zadłużonej spółki? Niemcom oczywiście przysługiwałoby prawo regresji wobec Rosji, ale to już byłaby wewnętrzna sprawa wspólników tych niewyobrażalnych zbrodni. Jakby ją między sobą rozwiązali, to nie powinno interesować Polski.

Wobec roszczeń

Skoro można było dokonać wyceny życia obywateli Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Turcji (jedną z ofiar dyskoteki w Berlinie, była Turczynka), to można, a nawet należy dokonać wyceny życia ofiar polskich.
Można i należy przedstawić ten weksel rządowi, państwu i narodowi niemieckiemu (i rosyjskiemu) ku przestrodze. Z rachunkiem krzywd należy też zapoznać inne narody i społeczeństwa, aby kłamstwa niemieckie (i rosyjskie) nie znajdowały wdzięcznych słuchaczy.

Gdyby Niemcy (a może i Rosjanie) wysunęli roszczenia wobec Polski, można skorzystać z rozwiązania stosowanego w inwentaryzacji, gdzie rachunkowość zaleca stosowanie kompensaty nadwyżek i niedoborów.
W tym wypadku nastąpiłaby kompensata wzajemnych roszczeń, a strona, którą obciążałyby roszczenia nieskompensowane, zobowiązana byłaby do pokrycia różnicy wynikającej z roszczeń. Stroną tą na pewno nie byłaby Polska, lecz Niemcy (i Rosja). Wysokość nieskompensowanej kwoty na pewno powalałaby na kolana. Zwłaszcza gospodarnych i oszczędnych Niemców.

Na rozkaz Hitlera

Zimą 1944/45 roku Niemców z Polski wygnali nie Polacy, lecz Hitler.Wygnał ich strach przed odpowiedzialnością za barbarzyństwa, których się tu dopuścili. Potem zaś większość wysiedlili alianci, w tym dawny sojusznik III Rzeszy - Rosja sowiecka. Polska i Polacy nie mieli tu nic do powiedzenia.
Zimą 1944/45 roku, kolumny niemieckich cywilów dziesiątkował mróz i sowieckie samoloty szturmowe, nie Polacy. Ubermensche zaznali wówczas tego, co spotkało kolumny polskich uciekinierów podczas kampanii wrześniowej 1939 r., czy Polaków deportowanych na Syberię. Tyle, że nie z polskich rąk tego zaznali, a z sowieckich (rosyjskich) i po rozkazie wydanym im przez ich własnego, niemieckiego kanclerza, którego sami sobie wybrali.

P.S. Autor dziękuje redakcji Gazety Wyborczej za pomoc w napisaniu powyższego tekstu. Pomoc znaczącą, choć niezamierzoną.
Ostatnio Kadafi zażądał - od Bułgarii, po 10 mln Euro odszkodowania za każde rzekomo zarażone AIDS-em - przez bułgarskie pielęgniarki, libijskie dziecko. Kwota ta koresponduje z wysokością odszkodowania, które Libia musiała zapłacić za zamach na pasażerów samolotu, który spadł w Lockerbee, jak i z ewentualnymi naszymi pretensjami wobec Niemiec i Rosji.
Pamiętajmy, że w czasie, w którym ziemie polskie były objęte działaniami wojennymi i okupacją 2 najeźdźców, to jest przez ok. 2040 dni, zginęło 8 milionów obywateli polskich. Pamiętajmy, że co 22 sekundy mordowano Polaka, co 22 sekundy mordowano obywatela państwa polskiego (ściślej co 30 kilka sek. zabijano Polaka, a co 50 kilka sek. obywatela polskiego innej narodowości, co daje średnią 1 obywatel co 22 sek.).
Na marginesie -
czy pakt Ribbentrop-Mołotow został - w sposób przyjęty w dyplomacji i stosunkach międzynarodowych - unieważniony? Czy też może w stosunkach wzajemnych Niemiec i Rosji, ma moc nadal obowiązującą - ten IV/V już rozbiór Polski?

mirella sierpień 21, 2007 18:17

Wpis na blogu Piotr Gabryel

22.08.2007r.
Rzeczpospolita

http://www.wykop.pl/ramka/280349/niemcy-wisza-nam-bilion-dolarow/

http://wpolityce.pl/depesze/60517-w-lewicowej-kulturze-pamieci-w-niemcze...
Niemiecki dziennik "Tagespiegel" krytykuje opór lewicowych elit w Niemczech przed uznaniem paktu Ribbentrop-Mołotow za ważny element europejskiej kultury pamięci,czego domagają się od dawna Polska i inne narody Europy Środkowej i Wschodniej.

Autor materiału, emerytowany profesor polonistyki w Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie Heinrich Olschowsky przypomina, że Parlament Europejski opowiedział się cztery lata temu za ustanowieniem ogólnoeuropejskiego dnia pamięci o dokumencie podpisanym 23 sierpnia 1939 roku przez III Rzeszę i Związek Sowiecki.

W przeciwieństwie do Europy Środkowo-Wschodniej, w lewicowej kulturze pamięci w Niemczech pakt jest tematem tabu

- pisze niemiecki naukowiec, dodając, że w Niemczech ciągle jeszcze pokutuje przekonanie, że poglądów antyfaszystowskich nie da się pogodzić z krytyką stalinizmu. Olschowsky wskazuje na opinię wyrażoną przez znanego badacza Holokaustu Wolfganga Benza, którego zdaniem eksponowanie problematyki paktu może prowadzić do relatywizacji Holokaustu.

W czasach zimnej wojny Europa zachodnia zaakceptowała sowiecką interpretację II wojny światowej, pomijając skomplikowaną historię paktu Ribbentrop-Mołotow, a nawet masakrę w Katyniu.

Moralność i prawdę poświęcono na ołtarzu zasług Armii Czerwonej w pokonanie faszyzmu

- pisze Olschowsky.

Konsekwencją tej postawy było zniknięcie losów Europy Środkowo-Wschodniej z politycznego i moralnego pola widzenia Zachodu

- czytamy w "Tagesspieglu". Wśród małych narodów położonych między Niemcami a ZSRR powstał syndrom "zapomnianych ofiar". Asymetria pamięci o "epoce ekstremizmów", dzieląca Europę zachodnią i wschodnią, trwa do dziś - pisze naukowiec.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

107. Brytyjski polityk: to Polska sprowokowała Adolfa Hitlera

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/brytyjski-polityk-to-polska-spr...
Hugh Williams, zastępca skarbnika Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, napisał książkę na temat historii, w której znalazły się szokujące twierdzenia dotyczące m.in. historii Polski i Kościoła katolickiego.
Hugh Williams zasugerował w książce "Wszystko, co powinniście wiedzieć o historii", m.in., że to polityka II Rzeczpospolitej przyczyniła się do wybuchu II wojny światowej. Polityk twierdzi, że doprowadziło do tego "prowokowanie" Adolfa Hitlera przez Polaków, który, w rezultacie podjął decyzję o rozpoczęciu działań zbrojnych.
Jak na razie nie wiadomo, na jakich źródłach opierał się brytyjski polityk pisząc swoją książkę.

Williams, który "szczyci się tym, że jest politycznie niepoprawny", stał się kolejnym zmartwieniem dla Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) w ostatnich tygodniach. Jej przewodniczący Nigel Farage zadeklarował dzisiaj, że zamierza zabrać się za partię i poświęcić więcej czasu na wypracowanie skutecznych metod zarządzania nią oraz kontroli poczynań jej członków. - Będę uprawiał mniej polityki i udzielał mniejszej ilości wywiadów, a zamiast tego więcej czasu poświęcę kwestiom partyjnego nadzoru – podkreślił.


"Niesprecyzowane wspomnienie, jakie ten 23 sierpnia symbolizuje,
niweluje różnice między narodowosocjalistycznymi dążeniami a
komunistycznym terrorem i tym samym marginalizuje zarówno mordowanie
Żydów jak i ludobójstwo na Sinti i Roma"


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

108. prof. Robert Traba

prof. Robert Traba wiceprzewodniczący komisji opracowującej wspólny polsko-niemiecki podręcznik do historii.


Newsweek.pl: Właśnie opublikowano zalecenia do
pierwszego polsko-niemieckiego podręcznika historii. Pierwsze zeszyty
mają trafić do szkół w obu krajach w 2015 r. Co taki podręcznik może
zmienić?
Robert Traba*:
Łamiemy zasadę, że edukacja
historyczna jest wytworem wyłącznie narodowej tradycji. To unikalny
projekt w skali całej Europy, a nawet i świata. Dajemy jedną dawkę
wiedzy w obu krajach na temat przeszłości. Nigdzie w Europie nie ma
niczego podobnego. No może poza nie do końca udanym przykładem
francusko-niemieckim, który jednak zbyt mocno koncentruje się na tych
dwóch krajach. Z zalet bardziej praktycznych: Nauczanie historii w RFN
ugruntowało się w czasach, gdy Europa była przedzielona murem. Wiedza o
Europie Środkowo-Wschodniej jest znikoma. Niemiecki maturzysta wie o
ataku Niemiec na Polskę 1 września 1939 r., ale o powstaniu warszawskim
niekoniecznie – w różnych landach obowiązują bowiem różne podręczniki i
nie wszystkie o zrywie polskiej stolicy wspominają. W efekcie, w
polsko-niemieckich relacjach dość często widać, że przyczyną ignorancji
Niemców w stosunku do Polski nie jest ideologia, czy lekceważenie, ale
zwyczajny brak wiedzy i zrozumienia dla naszej historycznej wrażliwości.
Przykładu nie trzeba daleko szukać - choćby niewytrzymujący krytyki
obraz Polaków jako antysemitów w serialu ZDF „Nasze Matki. Nasi
Ojcowie”. Gdyby twórcy wiedzieli, że w Polsce oprócz antysemityzmu, było
też wiele osób pomagających Żydom, zapewne bardziej by zróżnicowali
obraz Polaków.

Newsweek.pl: A jakie korzyści taki podręcznik przyniesie polskim uczniom?
Robert Traba:
Choćby dydaktyczne. W Polsce nadal uczymy historii wbijając młodzieży
do głów faktografię. W Niemczech bardziej zwraca się uwagę na myślenie
historyczne. Kładzie nacisk na przyczynowość zjawisk. Liczymy, że uda
nam się połączyć te dwie szkoły. W efekcie uczeń będzie mógł przez
krytyczną analizę źródeł wiedzieć więcej o świecie, w którym żyje,
będzie mógł lepiej poznać swój własny kraj w szerszym, europejskim
kontekście. Nauczy się, że przeszłość może stać się elementem
ideologizacji i manipulacji, ale nie musi.

Jeden
rozdział piszą Polacy, a jego krytykę przygotowują Niemcy i z tego
powstaje wspólny tekst. Przy kolejnym rozdziale jest odwrotnie. Teraz
pracujemy nad tomami poświęconymi starożytności i średniowieczu oraz
nowożytności do początków XIX wieku.

Newsweek.pl: Nie boją się państwo, że wyjdzie z tego jakaś
wyjałowiona wersja historii, w której wszyscy są mili, a przynajmniej
mają dobre intencje?
Robert Traba:
Istota podręcznika nie
polega na tym, by szukać sztucznego konsensusu. Paradoksalnie odmienne
spojrzenie na przeszłość, to dla dydaktyka możliwość ukazania procesów
historycznych ciekawszymi niż sucha faktograficzna narracja.Proszę zauważyć, że w RFN na zjawiska przymusowej migracji Niemców po II
Wonie światowej mówi się Vertreibung – wypędzenia. Z kolei w Polsce to
samo nazywamy przymusowymi wysiedleniami, deportacjami itd. Pisząc
podręcznik nie będziemy wybierać słów przez konsensus. W tekstach
źródłowych i pytaniach po każdym rozdziale damy uczniowi możliwość
zrozumienia skąd się wzięły te różnice. Tak by mógł powiedzieć: wiem,
czemu oni tak to nazywają, ale się z tym nie zgadzam.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

109. tak się pisze historię...

"Nasze matki, nasi ojcowie" nominowany do Niemieckich Nagród Telewizyjnych

Miniserial, który wywołał ogromne kontrowersje w naszym kraju został
własnie nominowany do Niemieckich Nagród Telewizyjnych. Produkcję
telewizji ZDF wyróżniono w kategorii "najlepszy miniserial". A to wcale
nie koniec gratyfikacji serialu. Niemiecka prasa stwierdziła, że serial
"wskazuje kierunek dla twórczości telewizyjnej."
"Nasze matki, nasi ojcowie" został wyprodukowany tego roku, przez
telewizję publiczną ZDF za 14 mln euro. Producentem wykonawczym była
firma UFA Fiction. W Polsce serial wyemitowano w dniach 17-19 czerwca na
antenie TVP1.
Emisja od razu wywołała kontrowersje wśród widzów.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

110. prowokacja polskiej prokuratury?

Szczątki niemieckich żołnierzy
pochowanych w Polsce mogły zostać zbeszczeszczone podczas ekshumacji -
uważa polska prokuratura. Firma niemiecka nadzorująca prace w naszym
kraju jest oburzona takimi zarzutami. Jej przedstawiciele twierdzą, że
prokuratorzy sabotują wykonanie polsko-niemieckich umów. Grozi nam
międzynarodowy skandal? - pytają dziennikarze "Rzeczpospolitej".

Pogrzeb szczątków niemieckich żołnierzy po ekshumacji, fot. Fot. archiwalna /Cezary Aszkiełowicz

Pogrzeb szczątków niemieckich żołnierzy po ekshumacji, fot. Fot. archiwalna /Cezary Aszkiełowicz

Foto: Agencja Gazeta

Prokuratura postawiła osiem zarzutów Maciejowi M.,
który na zlecenie niemieckiej firmy dokonywał ekshumacji szczątków
niemieckich żołnierzy z czasów II wojny światowej. Prace prowadzone były
w ramach umowy z 2003 roku, w której strona polska zobowiązała się do
pomocy przy ekshumacji niemieckich grobów.

Maciej M. tłumaczy, że prace prowadzone były
zgodnie z prawem i pod nadzorem strony niemieckiej. Za ekshumację
jednego poległego nasi zachodni sąsiedzi płacili 25 euro. Zgadza się z
nim strona niemiecka.

Zdaniem Macieja M. ewentualne nieprawidłowości,
które dostrzega prokuratura, wynikały z tego, iż ekshumowane groby były
masowe. W znacznym stopniu utrudnia to identyfikację szczątków, które
były wymieszane.

Niejasne procedury ekshumacyjne w Polsce mogą wywołać międzynarodowy skandal. Sprawą zainteresowało się ministerstwo kultury.

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/burza-wokol-ekshumacji-niemcow-dojdzie-do-miedzynarodowego-skandalu/2qfys

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

111. polskojęzyczni pomocnicy

Czym
według „Polityki” zajmowali się Niemcy w czasie okupacji? Czytali
książki, chodzili do kina, zakochiwali się, a w wolnych chwilach
dostarczali do getta chleb

Kwestią czasu pozostaje uzupełnienie tego obrazu o informację o
tym, jak to ci dzielni Niemcy ratowali Żydów przed agresywnymi bandami
Polaków, chcących zamknąć ich w obozach.

Tygodnik „Polityka” postanowił w specyficzny sposób uczcić
rocznicę zakończenia Powstania Warszawskiego. W dziale „Historia”
opublikowano obszerny artykuł poświęcony… życiu codziennemu Niemców w
okupowanej Warszawie.

Z opracowania zatytułowanego „Warszawa tylko dla Niemców” dowiemy się
między innymi, jak trudno było Niemcom zaadaptować się do nowych
warunków spowodowanych dokonaniem przez nich najazdu dla Polskę.

Pierwsi Niemcy pojawili się w Warszawie zaraz po kapitulacji Polski
jesienią 1939 r. Zmiana miejsca zamieszkania wymusiła przyjęcie nowych
punktów widzenia i przystosowanie się do nowej rzeczywistości. Głównym
doświadczeniem ok. 50 tys. folksdojczów i Niemców przybyłych do
Warszawy z III Rzeszy było więc w tym początkowym okresie dojmujące
poczucie niepewności. Poczucie bezpieczeństwa dawała im przede wszystkim
praca, która przebiegała najczęściej w sposób unormowany
i zrutynizowany

- pisze Stephan Lehnstaedt, pracownik Niemieckiego Instytutu
Historycznego w Warszawie. Oprócz dającej poczucie bezpieczeństwa pracy,
Niemcy – jak przystało na naród o wysoko rozwiniętej kulturze –
zajmowali się także czytaniem książek i chodzeniem do teatru.

Zachęcano do czytania literatury niemieckiej. Na początku 1940 r.
w Bibliotece Publicznej miasta Warszawy przy ul. Koszykowej otwarto dwie
czytelnie (dla palących i niepalących). Zgromadzono w nich ok. 30 tys.
niemieckich książek. Wiele z nich, przeważnie pozycji naukowych,
należało wcześniej do zbiorów tejże biblioteki. Miesięczny abonament
kosztował 1 zł, natomiast żołnierze mogli korzystać z biblioteki za
darmo. (…) Jeżeli chodzi o tzw. kulturę wysoką, to od 1940 r. w stolicy
odbywały się Warszawskie Dni Kultury, podczas których teatr im.
Schillera z Berlina pod kierunkiem Heinricha George’a wystawił „Alcada
z Zalamei” Calderona. Poziom niemieckich teatrów i orkiestr w Warszawie
nie był zbyt wysoki, w licznych kawiarniach Niemcy słuchali głosów
polskich śpiewaków; Udo von Alvensleben wspomina, że nagradzano ich
owacjami

- pisze Lehnstaedt.

Pracownik Niemieckiego Instytutu Historycznego zauważa także
istnienie pewnych "płaszczyzn styczności między Niemcami a Polakami."
Czy wymienia tutaj łapanki, publiczne egzekucje, tortury, jakim
poddawano Polaków na Pawiaku i na Szucha, wreszcie hekatombę miasta w
Powstaniu Warszawskim? O tych sprawach Lehnstaedt nie zająknął się ani
słowem.

Gdzie były płaszczyzny styku między Niemcami a Polakami? Z pewnością tam, gdzie wchodził w grę handel na czarnym rynku

- czytamy. Lehnstaedt w kompletnym oderwaniu od rzeczywistości
historycznej kreśli także sielankowe obrazki rodzących się romantycznych
uczuć:

Kontakty prywatne pomiędzy Niemcami a Polakami nie były co
prawda dobrze widziane, ale zdarzały się sytuacje – nazwijmy tak –
romantyczne.
I tak folksdojczka Anna H., pracująca jako
kucharka dla Policji Bezpieczeństwa, została zwolniona z pracy, ponieważ
chciała wyjść za mąż za rozwiedzionego Polaka. Ten związek małżeński
jej przełożony uważał za dowód zdrady wobec społeczności niemieckiej.

Na romantyczną Niemkę spadły poważne represje. Zakazano jej nawet używania imienia wodza:

Urzędnik, który zajmował się jej sprawą, zabronił Annie H. używać
powitania „Heil Hitler” i do podjęcia ostatecznej decyzji osadził ją w
domowym areszcie.

Czy pracownik Niemieckiego Instytutu Historycznego odnotował w
swoim artykule istnienie Polskiego Państwa Podziemnego, które oprócz
organizowania ruchu oporu wobec wroga, powołało także władze podziemne
zapewniając w ten sposób ciągłość funkcjonowania wielu instytucji
państwowych?
Nic z tych rzeczy. Po lekturze artykułu
Lehnstaedta można odnieść wrażenie, że Polaków – mężczyzn, w okupowanym
przez Niemców kraju w ogóle nie było, podstawową aktywnością Polek była
natomiast… prostytucja:

Na początku 1941 r. w Warszawie otworzono specjalny dom publiczny z
30-40 kobietami tylko dla esesmanów. Według wytycznych SS nabór miał się
dokonywać według następujących reguł: „Do burdelu będą rekrutowane
wyłącznie młode i atrakcyjne polskie dziewczyny. W ten sposób z jednej
strony uniemożliwi im się wykonywanie zawodu matki, a z drugiej strony
uświadomi esesmanom i policjantom, że Polki nie są dla nich przeznaczone
na żony, a mogą być jedynie prostytutkami.

Z lektury „Polityki” nie dowiemy się także o wybuchu
Powstania Warszawskiego, o wsparciu Armii Krajowej udzielonym powstańcom
w getcie, o wyzwoleniu niemieckiego obozu koncentracyjnego „Gęsiówki” i
uwolnieniu przetrzymywanych tam Żydów ani też o bohaterskiej
działalności Witolda Pileckiego, dobrowolnego więźnia w Auschwitz.
Nie
dowiemy się także o tysiącach Żydów uratowanych przez Polaków przed
wywózką do niemieckich obozów koncentracyjnych. Zamiast tego zostaniemy
uraczeni sentymentalną opowieścią, o tym, jak trudnym przeżyciem dla
Niemców było oglądanie unoszącego się nad warszawskim gettem dymu i
słuchanie dochodzących stamtąd odgłosów wystrzałów:

Już w czasie pierwszych spacerów po mieście wielu Niemców, którzy
dopiero co przybyli do Warszawy, odwiedzało tzw. dzielnicę żydowską, o
której tak wiele słyszeli z opowiadań kolegów. Organizacja Kraft durch
Freude (Siła poprzez radość) organizowała nawet dla okupantów objazdy
autobusowe po warszawskim getcie. Wrażenia z tych wycieczek opisywali
oni potem swoim znajomym z Rzeszy. Czasem zaopatrywali je w komentarze –
część z nich była krytyczna, natomiast przeważa w nich opinia, że Żydzi
dostali to, na co zasłużyli. Odnotujmy wszakże przypadki, gdy
głodującym i żebrzącym dzieciom część turystów rzucała chleb, co jednak
odbywało się w tajemnicy, ponieważ taki akt miłosierdzia wobec Żydów był
surowo zabroniony.

Okazuje się, że Niemcy odnosili się także ze współczuciem do powstańców walczących w getcie:

Nie zważając na cenzurę, jakiej poddawana była korespondencja
wojenna, Wilm Hosenfeld (Niemiec, który pomógł Władysławowi Szpilmanowi)
wspominał w liście do żony o „czarnych chmurach dymu, które od trzech
tygodni unoszą się nad gettem” i o „nieustannych strzałach” oddawanych
szczególnie nocą. Swoją niezgodę na te „okropne sceny” Hosenfeld wyraził
w następujących słowach: „Jest to nowa, niezmywalna plama na
honorze wszystkich odpowiedzialnych za te działania, a do tego jeszcze
ogromna kompromitacja”.

Artykuł kończy pełna empatii konkluzja opisująca trudną sytuację emocjonalną, w jakiej znaleźli się Niemcy:

Stabilny charakter okupacji oraz poczucie bezkarności wzmacniały
przekonanie o legalności popełnianych zbrodni. Niemcy jako okupanci
stali ponad wszystkimi i dlatego z ich punktu widzenia przemoc wobec ludności była usankcjonowaną prawnie, a więc właściwą formą zachowania

- pisze Lehnstaedt.

Słyszeliśmy już wypowiedzi o „polskich obozach koncentracyjnych”, w
filmie „Nasze matki, nasi ojcowie” mieliśmy do czynienia z obrzydliwą
propagandą zniesławiającą Armię Krajową, teraz przyszła kolej na
kreślenie w mediach obrazu „dobrego Niemca”. Kwestią
czasu pozostaje uzupełnienie tego obrazu o informację o tym, jak to ci
dzielni Niemcy ratowali Żydów przed agresywnymi bandami Polaków,
chcących zamknąć ich w obozach.

To, co jeszcze jakiś czas temu było jedynie ponurym żartem, dziś staje
się rzeczywistością. Najbardziej ponurym wymiarem całej sprawy jest
fakt, że tego rodzaju teksty ukazują się na łamach polskiej prasy, na
dodatek – w rocznicę zakończenia Powstania Warszawskiego.
Jeżeli
określenie „prasa polskojęzyczna” nie jest adekwatne w kontekście
treści publikowanych przez „Politykę”, to w jakim kontekście jego użycie
byłoby uzasadnione?

"Polityka"/aż

Kaczyński w Pruszkowie: To zrobili Niemcy, Europa nie może o tym zapomnieć [ZDJĘCIA]

"To była kaźń warszawiaków, o tym nie można zapominać, o tym nie może
zapomnieć Warszawa, Polska, a także Europa" - powiedział Kaczyński."Często próbuje się zapominać kto to zrobił, stosuje się różnego rodzaju eufemizmy - to zrobili Niemcy" - zaznaczył prezes PiS.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

112. Na film o rotmistrzu Pileckim zabrakło, bo MON organizował konce

Na film o rotmistrzu Pileckim zabrakło, bo MON organizował koncerty i grał w szachy
http://facet.wp.pl/kat,1034179,wid,15996369,wiadomosc.html

Prawie 150 tysięcy złotych wpłacili prywatni darczyńcy na konto zbiórki publicznej "Projekt: Pilecki" prowadzonej przez Stowarzyszenie Auschwitz Memento z Oświęcimia. Akcja trwa od lata 2012 roku, a stowarzyszenie próbowało zdobyć fundusze od wielu różnych instytucji, biorąc udział m.in. w konkursach organizowanych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwo Obrony Narodowej, Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych czy Urzędy Marszałkowskie i ich agendy. Ich działania nie przyniosły żadnego efektu. Co ciekawe, w tym czasie stowarzyszenie nie miało problemu z pozyskaniem środków na inne swoje projekty.

Przedstawiciele stowarzyszenia zgłosili się też, w oficjalnych prośbach, do senatorów, europosłów, samorządowców. Proszono o zaledwie 100 złotych. - Gdyby każdy zgodził się ofiarować tak małą kwotę, zebralibyśmy fundusze na film - mówi Bogdan Wasztyl, koordynator "Projektu: Pilecki". Odzew był jednak przerażająco mały. Odpowiedziało zaledwie siedmiu senatorów, ich nazwiska można zobaczyć na stronie internetowej projektu. Żaden z europosłów nawet nie zainteresował się filmem. Pomimo tego, że na całej inicjatywie nikt nie chce zarobić, stowarzyszenie ma na swoim koncie sporo innych, bardzo dobrych i cenionych produkcji, nikt nie chciał pomóc w robieniu filmu o Pileckim. Dlaczego?

W Polskim Instytucie Sztuki Filmowej autorzy usłyszeli, że "Auschwitz to niebezpieczny temat". Film nie miał jednak traktować o Auschwitz, tylko o jednym z najwybitniejszych i najdzielniejszych ludzi w historii Polski. Twórcy przypominają, że w połowie ostatniej dekady ubiegłego wieku historyk Adam Cyra obronił pracę doktorską o rotmistrzu Witoldzie Pileckim i rozpoczął starania o jej opublikowanie. Okazało się wówczas, że - mimo iż praca miała znakomite recenzje - nikomu nie zależało na jej wydaniu. Z jakiego powodu w kraju, w którym narzeka się na brak autorytetów, nie robi się filmów i nie wydaje książek o tych, którzy byliby idealnymi kandydatami na bohaterów nie tylko młodego pokolenia? Postanowiliśmy sprawdzić, dlaczego mówienie o polskich ofiarach Auschwitz i Witoldzie Pileckim to "niebezpieczny temat"?
Ppłk. Jacek Sońta, rzecznik prasowy MON-u jest innego zdania. - W przypadku produkcji filmowych obowiązkowe jest dołączenie kompletu materiałów umożliwiających ich wstępną ocenę. W omawianym przypadku Oferent nie dopełnił założonych wymagań, gdyż nie dostarczył scenariusza. - napisał w przesłanej do nas informacji. Co innego twierdzą, przypomnijmy, członkowie Stowarzyszenia Auschwitz Memento. Warto jednak przyjrzeć się temu, kto i co miało więcej szczęścia w konkursach organizowanych przez MON.

Działając na podstawie art. 13 ustawy z dnia 24 kwietnia 2003 r. o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie, Minister Obrony Narodowej ogłosił otwarty konkurs na realizację zadań publicznych w zakresie "obronności państwa i działalności Sił Zbrojnych RP". Były to m.in.: 47. Konkurs Orkiestr Wojskowych "Świeradów Zdrój 2012", na realizację którego zaplanowano kwotę w wysokości 100 000 złotych. Mistrzostwa Wojska Polskiego w Szachach kosztowały MON 50 000 złotych. Nawet pojedyncze konferencje naukowe spotykały się z większą przychylnością MON-u niż film o Pileckim. Dla przykładu, na konferencję na temat: "Wojewódzka administracja rządowa w przygotowaniach obronnych państwa" zaplanowano kwotę 32 000 złotych (!). Oprócz tego MON wydawał pieniądze na książki, albumy, szkolenia. Niektóre z nich - szokująco drogie. Na szkolenie selekcyjne na samolotach kandydatów do WSOSP zaplanowano kwotę 1 350 000 zł (w 2011 roku takie zadanie było sfinansowane w wysokości 1 030 000 zł) Nikt nie daje gwarancji, od jakiej kwoty zaczyna się świetne wyszkolenie, ale każdy przecież w Polsce przyzna, że na umiejętnościach pilotów wojskowych nie wolno i nie powinno się oszczędzać. Jeśli MON wolał grać w szachy niż kręcić film o Pileckim, to może udało się w innych instytucjach, które przecież za publiczne pieniądze powołane są do tego, aby wspierać podobne inicjatywy? Niestety, film o Witoldzie Pileckim nie spodobał się w Muzeum Historii Polski. Rzeczniczka biura prasowego odpowiedziała nam, że w 2013 roku Stowarzyszenie Auschwitz Memento dostało dotację na film "Ucieczka z Auschwitz". W 2012 roku dotacji nie otrzymali, a pani rzecznik działu edukacyjnego MHP zdziwiła się, że film "Ucieczka z Auschwitz" i film o Witoldzie Pileckim to dwa różne filmy, bo jej zdaniem Stowarzyszenie dwa razy zgłaszało się po dotację na ten sam film.

Skoro nie udało się w Ministerstwie Obrony Narodowej, nie powiodło się w Muzeum Historii Polski, to może w Urzędzie do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych będzie więcej szczęścia? Niestety i tam projekt filmu o Witoldzie Pileckim nie trafił na dobry grunt. Oferta konkursowa została rozpatrzona negatywnie. Z 75 zgłoszonych ofert rekomendacje otrzymało 37 projektów, a wśród nich wiele zacnych i słusznych inicjatyw, których beneficjentami były m.in. Związek Piłsudczyków, Stowarzyszenie Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński, czy Ostrołęckie Stowarzyszenie Historyczne "Czwartacy".

Niestety, w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego i w małopolskim Urzędzie Marszałkowskim "Ochotnik do Auschwitz" znów nie miał szczęścia. Nikt nie chce filmu o rotmistrzu! Dlaczego, może to nieciekawa postać? Kim w ogóle był ten cały Pilecki? Kim był człowiek, który został dobrowolnym więźniem KL Auschwitz?


 Warszawska dzielnica Ochota nie ma ochoty na upamiętnienie kobiet pomordowanych w Ravensbrück

Niemcy mogą robić filmy w stylu "Nasze matki, nasi ojcowie", a my nie możemy przypomnieć "naszych matek"?

Po co Niemcy chcą nam pomóc pisać podręcznik do historii?

,,Za ten pacierz w własnej mowie,

Co ją zdali nam ojcowie,

Co go nas uczyły matki,

— Prusak męczy polskie dziatki!” (Maria Konopnicka ,,O Wrześni”)

Dokładnie 103 lata temu, 8 października 1910 roku zmarła autorka
tekstu wiersza ,,Rota” Maria Konopnicka. Warto przypomnieć, że wiersz
ten składa się z czterech zwrotek a jego tytuł związany jest z tym, że
stanowi on, jak wskazywała później jego Autorka, rotę (czyli formę
przysięgi) na wierność Ojczyźnie. ,,Rota” to także jeden z symboli
naszego oporu wobec germanizacji. Jednym z przejawów tego oporu był
strajk dzieci wrzesińskich w obronie języka polskiego w latach
1901-1902.

Sądzę, że warto przypominać sobie ten często strajk i zadawać sobie
samemu pytanie ,,Do czego powinna dziś mnie osobiście zachęcać pamięć o
strajku dzieci wrzesińskich ?, do czego dziś mnie wzywa w moim życiu
,,Rota” ?. O strajku dzieci wrzesińskich pisała między innymi w swych
wspomnieniach mgr Helena Mordal.

Ucieczka z sowieckiego "raju" - reporterska wyprawa przez Azję Środkową

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika nadzieja13

113. Na Rotmistrza zabrakło..

Teraz jeszcze mogą blokować. Ale to się skończy.

"Polskojęzyczni pomocnicy".... nie ma przypadków. Przyspieszenie w kierunku zakłamywania historii i obrzucania błotem Polskich Bohaterów, a zdejmowanie odium z niemieckich (nie tylko) bandytów wskazuje na znacznie lepiej (niż dotychczas) przygotowana prowokację podczas Marszu Niepodległości ( szczyt klimat., a więc olbrzymia publika), która palcem nie kiwnie...
To taki z pierwszych minicelów, ale torujących drogę...:(

Prorocze słowa w tytule Twojego bloga, @Marylu - uczą, uczą; skurczybyki; nowej historii..
Za zgodą (czy tylko?) obecnego nierządu.
Na szczęście Tutaj się to nie uda. Wielka Wasza praca.

avatar użytkownika Maryla

114. Polski historyk na

Polski
historyk na niemieckim sympozjum: "Z rąk polskich chłopów, często za
litr wódki, zginęło kilkadziesiąt tysięcy Żydów, a drugie tyle wydano w
ręce Niemców"

"Faszyzm i komunizm to nie to samo. Przy wszystkich zbrodniach, nie
było komunistycznego odpowiednika Auschwitz. Nie było komunistycznego
odpowiednika Holokaustu."

Jeśli zastanawiają się państwo, dlaczego Niemcy wpadają na
pomysły w stylu serialu "Nazi matki, nazi ojcowie", proszę przeczytać
relację PAP z niemieckiego sympozjum historycznego.

W czwartek w Berlinie rozpoczęło się sympozjum "Pamięć
Europy". Polski historyk Andrzej Paczkowski wskazał na przeszkody
utrudniające powstanie wspólnej pamięci o wojnie. Anglik Keith Lowe
ostrzegał przed zrównywaniem komunizmu z faszyzmem.

Sympozjum o roli międzynarodowej współpracy w kształtowaniu
europejskiej kultury pamięci zorganizowały Europejska Sieć Pamięć i
Solidarność, Federalna Fundacja Badań nad Dyktaturą Socjalistycznej
Partii Jedności Niemiec (SED) oraz Europejskie Centrum Solidarności.
Spotkanie jest kontynuacją dyskusji prowadzonych we wrześniu zeszłego
roku w Gdańsku. Kolejne odbędzie się w 2014 roku w Pradze.

Trzydniowe obrady z udziałem niemal 200 przedstawicieli 120
instytucji i organizacji pozarządowych z 23 europejskich krajów
rozpoczęły się w czwartek wieczorem od wykładów Andrzeja Paczkowskiego z
Instytutu Studiów Politycznych PAN oraz brytyjskiego historyka i
pisarza Keitha Lowe'a, autora głośnej książki o powojennej Europie
"Dziki kontynent".

Paczkowski wskazał na liczne przeszkody utrudniające
powstanie wspólnej pamięci o drugiej wojnie światowej, która - w
przeciwieństwie do pierwszej wojny światowej - nie była jedynie
szeregiem wielkich kampanii i bitew.

Druga Wojna otworzyła setki "małych frontów", wyzwoliła w
niewyobrażalnej skali najniższe instynkty, odruchy agresji, zapał do
mordu, żądzę zemsty i rewanżu za rzeczywiste lub urojone prześladowania

- zaznaczył historyk.

Wskazał na zamordowanie przez chorwackich Ustaszy kilkuset tysięcy
Serbów, Żydów i Bośniaków; dokonaną przez ukraińskich nacjonalistów
"czystkę etniczną" na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, której ofiarą
padło ponad 100 tys. Polaków; wojnę domową w Grecji czy udział miliona
obywateli sowieckich w walkach po stronie III Rzeszy.

Z rąk polskich chłopów, często za kilo cukru lub litr wódki
wręczany przez niemieckiego policjanta, zginęło zapewne  kilkadziesiąt
tysięcy Żydów uciekających z "likwidowanych" gett, a drugie tyle wydano w
ręce niemieckich oprawców

- twierdzi Paczkowski.

Doprawdy - chyba nic w tej wojnie nie było proste, ani jednoznaczne. Jak więc mamy wspólnie +europejsko+ pamiętać?

- pytał Paczkowski.

Za główny przedmiot odmienności Wschodu od Zachodu uznał fakt, iż
"bloodlands" - "ziemie między Stalinem i Hitlerem", "dotknięte były w
czasie wojny nie jedną, ale dwiema okupacjami, a krew z ich mieszkańców
toczyli nie tylko Niemcy, ale też Sowieci". Podał przykład Wilna, które w
czasie wojny w ciągu pięciu lat czterokrotnie zmieniało okupanta.

Paczkowski zwrócił uwagę, że istotny rozziew między pamięcią Wschodu a
pamięcią Zachodu powstał w końcowej fazie wojny i na początku okresu
powojennego.

Jeśli rację ma Tony Judt, że powojenna pamięć Europy została
ukształtowana w latach 1945-1948, to mamy naprawdę problem z tym, jak
uprawiać teraz "europejską pamięć": jedni będą mówili o agresji
anglo-amerykańskiej, inni widzieli tylko imperializm i brutalność
Sowietów.

Keith Lowe mówił natomiast o kłopotach swoich rodaków z rzetelną
pamięcią o drugiej wojnie światowej. Jak podkreślił, Brytyjczycy
niechętnie wspominają wojnę w ciszy i skupieniu, lecz lubią "krzyczeć o
niej i świętować z tego powodu". "Dajcie nam okazję do odkurzenia
Spitfiresów i polatania nimi, a chętnie z niej skorzystamy" - mówił.
"Jesteśmy bohaterami" - skonstatował nie bez ironii Lowe, opisując
postawę swoich rodaków i wyjaśniając, że "pieczołowicie" zbudowali oni
mitologię, pozwalającą im myśleć, że są lepsi od innych.

Wiele miejsca Brytyjczyk poświęcił Polakom. Byli "archetypem
ofiary, ale też archetypem bohatera" - podkreślał, wspominając o polskim
podziemiu antyhitlerowskim i oporze wobec komunistów. Polacy chcą być
widziani jako ofiary i bohaterowie, ale byli też sprawcami - mówił Lowe,
wskazując na postawę wobec Żydów w czasie wojny i po wojnie.

Jak zaznaczył, Polacy byli także kolaborantami - "nie niemieckimi,
lecz kolaborantami Sowietów". Polacy wstępowali w 1945 roku do partii
komunistycznej (PPR), pomagali Sowietom przejąć kontrolę nad krajem,
denuncjowali żołnierzy podziemia, a teraz niechętnie o tym pamiętają -
twierdził historyk.

Lowe wyraził zdecydowany sprzeciw przeciwko stawianiu komunizmu i
faszyzmu na jednej płaszczyźnie, co jego zdaniem ma miejsce w krajach
Europy Środkowej i Wschodniej. W tym regionie panuje tendencja do
traktowania obu tych totalitarnych systemów jako równoważnych, a nawet
pokusa, by zbrodnie komunizmu stawiać na pierwszym miejscu.

Faszyzm i komunizm to nie to samo. Przy wszystkich
zbrodniach, nie było komunistycznego odpowiednika Auschwitz. Nie było
komunistycznego odpowiednika Holokaustu

- powiedział Lowe.

Podkreślił, że o ile komunizm jest obecnie martwy, to faszyzm jest
ciągle bardzo żywotny i jest bardziej niebezpieczny niż komunizm.
"Radykalny nacjonalizm jest ideologią obarczającą obcych winą za
wszystkie nasze problemy" - powiedział Lowe.

W piątek w obradach będą uczestniczyli między innymi Dan Diner z
Uniwersytetu w Lipsku i węgierski pisarz Gyoergy Dalos. Wykład kończący
konferencję wygłosi w sobotę Gesine Schwann, była pełnomocniczka
niemieckiego MSZ do kontaktów z Polską.

lw, PAP

Władze Szczecina upamiętniły miejsce urodzenia niemieckiego aktora, który wiernie służył reżimowi Adolfa Hitlera

Biogram na tablicy nie zawiera informacji, że Georg swoim talentem
służył nazistom. Nie ma w nim, że George zagrał jedną z ważnych ról w
obrzydliwym, antysemickim "Żydzie Süß"


Presja ma sens. Władze Szczecina zdemontowały tablicę poświęconą niemieckiemu aktorowi, który służył Adolfowi Hitlerowi

W dalszej części pisma czytamy, że tablica zostanie zdemontowana
"(...) w związku z tym, że pomija fakt udziału aktora w filmach
propagandowych III Rzeszy, co bez wątpienia powinno zostać odnotowane".

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

115. Niemcy: W Berlinie zakończyła

Niemcy: W Berlinie zakończyła się konferencja "Pamięć Europy"

Przedstawiciele instytucji i organizacji pozarządowych z ponad 20 europejskich krajów zajmujący się historią XX wieku dyskutowali na zakończonej w sobotę w Berlinie konferencji o tym, czy możliwa jest europejska pamięć i co powinno stanowić jej treścią.
Sympozjum o roli międzynarodowej współpracy w kształtowaniu europejskiej kultury pamięci zorganizowały Europejska Sieć Pamięć i Solidarność, Federalna Fundacja Badań nad Dyktaturą Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec (SED) oraz Europejskie Centrum Solidarności. Spotkanie było kontynuacją dyskusji prowadzonych we wrześniu zeszłego roku w Gdańsku. Kolejne odbędzie się w 2014 roku w Pradze.W trzydniowych obradach uczestniczyło niemal 200 przedstawicieli 120 instytucji i organizacji pozarządowych z 23 europejskich krajów.Szefowa Fundacji Badań nad Dyktaturą SED Anna Kaminsky, poproszona o podsumowanie konferencji, powiedziała PAP, że jednym z kluczowych zadań takich spotkań jest "dowartościowanie" wspomnień o okresie komunizmu w Europie Środkowej i Wschodniej i zapewnienie im odpowiedniego miejsca w pamięci całej Europy.

"Europa powinna pamiętać zarówno o Auschwitz, jak i o gułagu" - podkreśliła Kaminsky, dodając, że proces rozliczeń z komunistycznymi zbrodniami rozpoczęty w Polsce i innych krajach tego obszaru po upadku żelaznej kurtyny w 1989 roku był początkowo ignorowany na Zachodzie. Dopiero po rozszerzeniu UE w 2004 roku nowe kraje wprowadziły ten temat do europejskiej dyskusji. "To bardzo ważne, ponieważ istnienie dwóch różnych pamięci 25 lat po upadku muru berlińskiego jest absurdem" - powiedział współorganizatorka sympozjum.

Założona z inicjatywy niemieckiego parlamentu, Bundestagu, fundacja wydała ostatnio album poświęcony miejscom upamiętniającym zbrodnie katyńską na świecie.

W sobotnim wykładzie na zakończenie konferencji politolog Gesine Schwan przypomniała, że intensywna, trwająca do dziś debata o polityce pamięci została zapoczątkowana w latach 70. w RFN i we Francji i związana była z publiczną dyskusją o "białych plamach" z czasów narodowego socjalizmu i drugiej wojny światowej.

"W Niemczech Zachodnich linie podziałów w tych dyskusjach przebiegały często w poprzek rodzin; dzieci pytały własnych rodziców o osobistą winę i udział w zbrodniczym reżimie, dowiadując się nierzadko, że ich ojciec lub dziadek był strażnikiem w obozie" - mówiła Schwan, w latach 2005-2009 pełnomocnik niemieckiego MSZ ds. dialogu z Polską.

Zdaniem Schwan ta dyskusja zmieniła postawę Niemców, którzy przestali uważać się za "ofiary wojny i uwiedzenia przez nazistów", bo tak widzieli się w pierwszym okresie po wojnie, i uznali, że byli "współsprawcami nazizmu i wojny".

Mieszkańcy NRD też uważali się za ofiary, tyle że kapitalizmu, który zgodnie z teorią marksistowską był przyczyną faszyzmu - kontynuowała Schwan, rektor uczelni Humboldt-Viadrina School of Governance. Z kolei we Francji rozpoczęło się odchodzenie od mitu, według którego wszyscy Francuzi byli członkami ruchu oporu.

Jak podkreśliła Schwan, narodowa pamięć ma ogromny wpływ na indywidualne i zbiorowe poczucie wartości. "Doświadczenia winy i zbrodni zmniejsza poczucie wartości, dlatego rozliczenia wywołują tyle emocji i są tak trudne" - tłumaczyła politolog. Zarówno indywidualne osoby, jak i narody starają się negatywne elementy wyprzeć z pamięci.

Zdaniem Schwan europejska pamięć nie może być sumą narodowych pamięci; musi mieć wspólny "normatywny horyzont", opierający się na prawach człowieka.

Szef Europejskiej Sieci Pamięć i Solidarność Rafał Rogulski zwrócił uwagę na problem "zafałszowanych obrazów przeszłości", będących wynikiem ignorancji lub co gorsza ideologicznych przesłanek autorów. Kolportowane przez media nieprawdziwe przekazy wyrządzają ogromne szkody, utrwalając stereotypy - powiedział Rogulski, wskazując na film telewizji ZDF "Nasze matki, nasi ojcowie", w którym żołnierze AK przedstawieni zostali jako zapiekli antysemici.

Wielu uczestników dyskusji wskazywało na ogromną trudność w konstruowaniu wspólnej europejskiej pamięci ze względu na odmienne narodowe perspektywy. Dla społeczeństw zachodnich rok 1914 jest symbolem katastrofy, która zapoczątkowała wszystkie tragedie XX wieku - mówił Dan Diner z Uniwersytetu w Lipsku. Tymczasem Polakom ta wojna pozwoliła odzyskać niepodległe państwo, mają więc do niej zupełnie inne podejście - tłumaczył historyk.

Na trudności z "Pamięcią Europy" wskazywali też w wykładach inauguracyjnych w czwartek Andrzej Paczkowski i brytyjski historyk Keith Lowe. Zdaniem tego ostatniego postulat wspólnej historycznej pamięci jest "nieziszczalnym marzeniem".

Paczkowski oskarża

Profesor Andrzej Paczkowski z Instytutu Studiów Politycznych PAN oskarżył polskich chłopów o masowe mordowanie Żydów podczas ostatniej wojny. Paczkowski bierze udział w sympozjum „Pamięć Europy” w Berlinie. Historyk wskazywał, że wojna wyzwoliła „w niewyobrażalnej skali najniższe instynkty, odruchy agresji, zapał do mordu, żądzę zemsty i rewanżu”. Mówił w tym kontekście nie tylko o zbrodniach niemieckich, ale także np. o działaniach chorwackich ustaszy czy ukraińskich nacjonalistów. – Z rąk polskich chłopów, często za kilo cukru lub litr wódki wręczane przez niemieckiego policjanta, zginęło zapewne kilkadziesiąt tysięcy Żydów uciekających z „likwidowanych” gett, a drugie tyle wydano w ręce niemieckich oprawców – stwierdził też Paczkowski. Z kolei brytyjski historyk Keith Lowe wyraził zdecydowany sprzeciw wobec stawiania komunizmu i faszyzmu na jednej płaszczyźnie, co jego zdaniem występuje w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. – Przy wszystkich zbrodniach nie było komunistycznego odpowiednika Auschwitz. Nie było komunistycznego odpowiednika holokaustu – utrzymywał Lowe. Tymczasem wielu historyków wskazuje np. na to, że Niemcy właśnie w Związku Sowieckim podpatrywali organizację obozów koncentracyjnych, a ponadto sowieckie zbrodnie trwały o wiele dłużej i objęły większą liczbę ludzi i narodów. Co więcej, Brytyjczyk przekonywał, że komunizm nie jest już zagrożeniem dla świata, tylko faszyzm. Bo komunizm rzekomo nie istnieje, choć trzyma się mocno w Korei Północnej czy Wietnamie.
http://www.naszdziennik.pl/wp/56585,paczkowski-oskarza.html
książka
Instytutu Pamięci Narodowej "Polska 1939–1945. Straty osobowe i ofiary
represji pod dwiema okupacjami" oraz publikacja Niemieckiej Wspólnoty
Badawczej "NAUKA. PLANOWANIE. WYPĘDZENIA. Generalny Plan Wschodni
narodowych socjalistów".

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

116. Stasi. Zmowa niepamięci

http://www.sklep.zysk.com.pl/stasi-zmowa-niepamieci.html

"Niepamięć zjednoczyła Niemcy" - tymi słowami kończą swoją książkę o dziedzictwie komunizmu i jego tajnych służb w Niemczech Uwe Müller i Grit Hartmann. Czytając ją, myślałem jednak o polskiej "zmowie niepamięci". Ileż podobieństw między Niemcami a Polską znalazłem na kartach tej książki. Te same pozory rozliczenia, fikcja lustracyjna, wpływy ludzi dawnych tajnych służb, budowa sieci powiązań i grup interesów, hordy agentów w administracji rządowej i państwowej, wiedza hakowa, niekonsekwencja kolejnych prezesów i kierowanych przez nich instytucji (BStU i IPN) mających zbadać i opisać komunistyczną przeszłość, ta sama wrogość elit politycznych i środowisk opiniotwórczych wobec idei zerwania z komunizmem... "Obawiałem się, że całe to szambo wybije i zatruje atmosferę w Niemczech" - powiedział kiedyś kanclerz Helmut Kohl. Jakże te słowa przypominają nam wyznanie jednego z polskich dysydentów: "Ten, kto się w tym babrze, jest po prostu szambonurkiem, to znaczy, że lubi wkładać swoją głowę w gówno". Można pracę Mullera i Hartmann czytać jako książkę o modelu transformacyjnym zastosowanym w większości krajów byłego imperium sowieckiego, o różnych "partnerstwach bezpieczeństwa" i "okrągłych stołach", których konsekwencją była zawsze cicha restauracja przeszłości, a więc również brak rozliczeń z komunistyczną dyktaturą i jej sprawcami. Brakuje nam takiej książki w Polsce. Być może mamy większy niż Niemcy deficyt odwagi. Niepamięć zjednoczyła Polskę...
Sławomir Cenckiewicz, autor


Wojciech Reszczyński

Od lat obserwujemy systematyczną zmianę historycznych ról przypisywanych dotąd Polsce i Niemcom w II wojnie światowej

ie miejmy złudzeń, w prasie amerykańskiej czy niemieckiej, bo tam
tego jest najwięcej, nie przestaną nagle pojawiać się teksty o „polskich
obozach zagłady” czy „polskich obozach koncentracyjnych”. Szkalowanie
Polski odbywa się świadomie, a niewykluczone, że i w koordynowany
sposób, motywowany antypolską fobią i różnymi geszeftami w Polsce. A
dzieje się to przy kompletnej bierności polskiego rządu.

Po wojnie byliśmy powszechnie uważani za kraj, który poniósł
największe straty ludności w stosunku do liczby przedwojennych
mieszkańców. Z 35 milionów obywateli straciliśmy 6 milionów, w tym ponad
3 miliony obywateli polskich wyznania mojżeszowego. To ostrożne
wyliczenie kłóci się jednak z liczbą 25 milionów Polaków ujawnionych w
pierwszym powojennym spisie ludności. Uważa się jednak, że na każdy
tysiąc Polaków śmierć poniosło 220 osób, najwięcej w Europie. Dla
przykładu we Francji 15 osób, w Anglii 8, w ZSRS 116, a w USA 3 osoby na
tysiąc mieszkańców.

Od lat obserwujemy systematyczną zmianę historycznych ról
przypisywanych dotąd Polsce i Niemcom w II wojnie światowej, szczególnie
w odniesieniu do holokaustu. Polska z niekwestionowanej ofiary stawała
się najpierw bezsilnym świadkiem zagłady Żydów w Polsce, potem biernym, a
przez to współodpowiedzialnym uczestnikiem tragedii, by w końcu być
traktowana jak współsprawca holokaustu, prawie że na równi z Niemcami.

Równocześnie Niemcy, winni 50 milionów ofiar, po 70 latach od
zakończenia II wojny światowej prezentują siebie coraz częściej jako
jeszcze jedną ofiarę wojny. Powszechnie używane słowo „naziści”
wytworzyło już w świadomości wielu ludzi, także wśród młodych
niedouczonych Polaków, wrażenie, iż Niemcy nie tylko że nie mieli nic
wspólnego z nazistami, ale byli przez nich mordowani. W tej
zafałszowanej świadomości przebija się coraz piękniejszy obraz Niemców
ratujących Żydów, wbrew krwiożerczym „nazistom”, i równocześnie obraz
Polaków, skrajnych antysemitów, którzy w nienawiści do Żydów pobudowali u
siebie najwięcej w Europie obozów zagłady.

Dokonywana na naszych oczach „korekta historii” nie byłaby możliwa
bez udziału tych, którzy żyją w Polsce, posługują się językiem polskim i
zajmują eksponowane stanowiska w mediach, nauce, kulturze. Ponieważ nie
czują się do końca wartościowymi Polakami, a nawet potrafią Polską
gardzić, bo Polska nie jest im do niczego potrzebna, gotowi są wspomagać
obcych w szkalowaniu własnego kraju.

Zakompleksieni, pogodzeni z faktem, że w „integrującej się” Europie
nie ma szans dla samodzielnej i suwerennej Polski i że prędzej czy
później Polska się podzieli i będzie zmuszona wtopić się w większy,
silniejszy mechanizm, na przykład w obecne Niemcy, oczywiście z ich
udziałem jako przywódców narodu.

Te polskie kompleksy! Lech Wałęsa, zapowiadając wspólne
polsko-niemieckie państwo, nie dostrzega jednak, że wśród swoich
lumpenelit ma także zwolenników wspólnego polsko-rosyjskiego
„słowiańskiego” organizmu. Wyobcowanie się z polskości, i pogarda dla
niej, dużej części elit III RP to najpoważniejszy nasz obecny problem,
jeśli wziąć pod uwagę, że „elity” te sprawują od wielu lat realną
władzę.

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, składając deklaracje
pomocy w obronie dobrego imienia Polski w świecie, robi to jedynie na
użytek polityki wewnętrznej. Po tak zwanym „hołdzie berlińskim” – za
wcześnie jeszcze na pełne odkrycie kart. Zapowiada pomoc polonijnym
organizacjom w ich walce o historyczną prawdę, bo to one bronią dziś
Polskę, nic jednak nie robi sam, jako polski minister. A jego
obowiązkiem jako ministra winna być czynna, tzn. prawna, państwowa
obrona Polski przed niesprawiedliwymi, niszczącymi nas, atakami z
zewnątrz.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

117. szabska ich mać...genetyczni mordercy


75 lat temu Niemcy deportowali z dnia na dzień 17 tys. polskich
Żydów. Tzw. "Polenaktion" nazywana jest preludium Zagłady, jednak w
Niemczech pozostaje nieznana. Przypomniała o niej prasa. A przy okazji o
napisano też o antysemityzmie w II RP.
Gdy Hitler doszedł do władzy, w Niemczech żyło ponad 50 tys. Żydów
polskiego pochodzenia. Opuścili Polskę po I wojnie światowej jako jeńcy
wojenni, w poszukiwaniu pracy oraz w nadziei, że wyemigrują przez Niemcy
do USA. - Żydzi ze Wschodu nie byli w Niemczech mile widziani,
większość nie miała niemieckiego obywatelstwa - tłumaczyła historyk
Gertrud Pikhan na spotkaniu na Uniwersytecie im. Humboldta w Berlinie z
okazji 75. rocznicy "Akcji Polskiej".

Kwestia obywatelstwa była kluczowa dla akcji.
Polscy Żydzi posiadali bowiem od 1920 roku polskie obywatelstwo.
Chroniło ono do pewnego stopnia przed antysemickimi represjami także po
1933 roku. Krótko przed wojną sytuacja polskich Żydów w Niemczech
dramatycznie się jednak pogorszyła - mnożyły się represje, cofano
pozwolenia na pracę, wielu anulowano obywatelstwo, jeżeli dostali je w
Republice Weimarskiej.

Niechlubny rozdział polskiej historii

Zbiegło się to z antysemicką polityką rządu II RP
po śmierci marszałka Piłsudskiego - o czym pisze w najnowszym wydaniu
magazyn "Focus". Czasopismo przypomina, że w reakcji na aneksję Austrii w
marcu 1938, polski rząd obawiając się masowych powrotów Żydów do
Polski, zdecydował się to utrudnić.

- Pojawił się plan anulowania obywatelstwa poprzez
przymus aktualizacji paszportu w polskich konsulatach - mówi Gertrud
Pikhan, historyk na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie. Kto żył zagranicą
dłużej niż pięć lat, tracił obywatelstwo ze względu na "utratę więzi do
państwa polskiego".

Decyzja Warszawy spowodowała, że Niemcy zdecydowali
się na deportację polskich Żydów w przeddzień warunkowego terminu
aktualizacji paszportów (29.10.1938). Dwa dni przed terminem Heinrich
Himmler rozporządził bezwzględne przeprowadzenie wydalenia 17 tys. Żydów
do Polski, co bezzwłocznie przeprowadzono.

O akcji, opisując kulisy deportacji, przypomina w
najnowszym wydaniu tygodnik "Focus". Czytamy o poprzedzającej deportację
politykę II RP oraz o dramatycznych scenach deportacji Żydów, którzy
zostali zawiezieni pociągami do 6-tysięcznej miejscowości Zbąszyn blisko
granicy.

Robert Traba, dyrektor Centrum Badań Naukowych
(CBH) PAN w Berlinie sugeruje, że artykuł "jest wprawdzie
faktograficznie poprawny", ale jego wkład do trwającego
polsko-niemieckiego dyskursu historycznego jest dyskusyjny.

Na Uniweresytecie im. Humboldta w Berlinie Robert
Traba przypomiał, że deportacje polskich Żydów z Niemiec mają tradycję. -
Już około 1885 roku wydalono z Prus 45 tys. osób. Przyjechali, kiedy
Prusy potrzebowały rąk do pracy, a potem ich z dnia na dzień wydalono -
mówił dyrektor CBH. - To był skandal, o którym pisały gazety w całej
Europie - dodał.

Robert Traba krytycznie ocenia fakt, że artykuł
pokazuje akcję "tylko na poziomie władz i skraca perspektywę spojrzenia
na problem". Jego zdaniem brakuje informacji, że od Akcji Polskiej w
1938 do wybuchu wojny Zbąszyn przyjął tysiące osób.

- Na łamach tygodnika pomija się ważne fakty,
mówiące o nastawieniu społeczeństwa do Żydów - mówi Traba i przypomina,
że "deportowani nie nocowali tylko w stajniach i stodołach, lecz
przyjęło ich także wiele polskich rodzin. Murowane młyny zamieniono na
noclegownie - dodaje. Irytujące jest także, że Focus zauważa, iż temat
nie jest obecny w polskiej pamięci, choć nie dostrzega, że w 1997 roku
wyszła już w Polsce książka na ten temat ("Preludium Zagłady" T.
Tomaszewskiego), podczas gdy Niemcy się nią nie zainteresowali.

Historyk dziwi się też, że artykuł mówi o banerze
poświęconym Akcji Polskiej na dworcu w Zbąszynie, ale pomija, że w
mieście realizowany jest od 2008 ogromny projekt, a baner jest tylko
drobiazgiem. - Wydano książkę, prowadzi się otwarte archiwum, zamieszcza
wspomnienia i nawiązano współpracę z Instytutem Yad Vashem - o tym
wszystkim autor artykułu wie, ale nic nie napisał - mówi Robert Traba.

Zapomniana akcja

Tymczasem Gertrud Pikhan z Wolnego Uniwersytetu w
Berlinie zauważa, że wyparcie Akcji Polskiej jest widoczne głównie po
niemieckiej stronie. - Nawet, gdy niedawno rozpisywano się o życiu
zmarłego krytyka Marcela Reicha-Ranickiego, nikt nie wspomniał, że był
on ofiarą tej Akcji Polskiej - mówi Pikhan.

Jej zdaniem Niemcy skoncentrowali się na
wydarzeniach, jakie miały miejsce tydzień później, podczas "Nocy
Kryształowej". 9 listopada 1938 roku naziści masowo niszczyli synagogi,
sklepy żydowskie i atakowali Żydów. - O tym się w Niemczech pamięta, ale
zapomniano, co było powodem - przekonuje.


Kiedy o deportacji 17 tys. Żydów do Polski
dowiedział się przebywający we Francji Herszel Grynszpan - młody Żyd
polskiego pochodzenia, którego rodzice także padli ofiarą akcji.
Grynszpan postanowił się zemścić. 7 listopada 1938 roku postrzelił
sekretarza Ambasady III Rzeszy w Paryżu Ernsta von Ratha, który zmarł
dwa dni później. Zamach posłużył Hitlerowi za pretekst dla pogromu Żydów
w tzw. Noc Kryształową.

Róża Romaniec, Berlin

"Kanclerz
Niemiec Gerhard Schroeder powiedział do niemieckiego Związku
Wypędzonych, w Berlinie w 2000 roku:
Pomorze, Prusy Wschodnie i Śląsk,
Królewiec, Szczecin, Wrocław i Gdańsk są częścią naszego dziedzictwa
historycznego i kulturalnego.
W chwilę po tym dodał: Polska, Czechy i Węgry w niedalekiej przyszłości
staną się członkami UE. Otworzy to dzieciom i wnukom ( niemieckich )
wypędzonych możliwość osiedlania się w miejscach, z których pochodzą ich
rodzice i dziadkowie i angażowania się w tamtejsze życie polityczne i
społeczne./..../ Nie drażnijcie ofiary, która sama pcha się w nasze
ręce, zawierzcie mojej metodzie, ja wam dostarczę wschodnie landy w taki
sposób, że ich dzisiejsi administratorzy, Polacy, będą nam
wdzięczni/..../."



http://www.money.pl


Prof.
Musiał: "Proces zmieniania historii dokonuje się na naszych oczach.
Państwo niemieckie świadomie dokonuje odwrócenia pojęć. To jest akt
agresji"

"W Niemczech mówi się "okupacja nazistowska". Niemcy podświadomie -
dystansują się od niewygodnych faktów przez nazywanie rzeczy nie po
imieniu" - mówił prof. Musiał.

Zaproszeni goście zastanawiali się też nad przyczynami tak częstego
używania w Niemczech i innych krajach zachodnich sformułowania: "polskie
obozy zagłady".

Zdaniem prof. Musiała nie jest to skutek prostej pomyłki, czy przejęzyczenia.

To element niemieckiej polityki historycznej, próba przezwyciężenia bagażu historycznego.

Jak zauważył historyk, choć Niemcy zazwyczaj tłumaczę, że przymiotnik
"polski" ma znaczenie wyłącznie geograficzne, to jednak nie popełniają
podobnych nadużyć, gdy mówią o obozach istniejących w Austrii, Bawarii,
czy nawet Czechosłowacji.

To nie jest przejęzyczenie ale kod kulturowy

- tłumaczył. I podawał inne podobne przykłady manipulacji językowej.

W Niemczech mówi się "okupacja nazistowska". Oni nawet już
sobie z tego nie zdają sprawy.  Niemcy podświadomie - dystansują się od
niewygodnych faktów przez nazywanie rzeczy nie po imieniu

- mówił Musiał. Jak tłumaczył,  w Niemczech toczy się obecnie debata o
tym  do jakiego stopnia Polacy pomagali nazistom. Z kolei kilka lat
temu na konferencji naukowej w tym kraju ukuto tezę, że holocaust był
"przestępstwem europejskim pod przywództwem nazistów".

Proces zmieniania historii, jak to przewidział Orwell na naszych
oczach postępuje.  Państwo niemieckie taka jak kiedyś dokonało agresji
tak teraz świadomie dokonuje odwrócenia pojęć. To jest akt agresji

- przekonywał profesor Musiał.

Dyskutanci zastanawiali się nad odpowiedzialnością władz polskich w kształtowaniu polityki historycznej naszego kraju.

Wynajmujemy naszych urzędników po to by strzegli interesu narodowego.
Elementem tego jest dobre imię naszych ojców - naszych matek

- mówił Pawlicki. Anna Gruszecka podkreślała, ogromną rolę jaką w tym
procesie odgrywa Instytut Pamięci Narodowej. Jednak jak zauważył
Pawlicki - ma on znikomy wpływ na wizerunek Polski za granicą.

W tym kontekście przypomniano sprawę głośnego filmu "Nasze matki nasi
ojcowie". Jak przypomniał Pawlicki film nie tylko zdobył ogromną
widownię w Niemczech, ale rozpoczął w tej chwili światowe torunee. M.in w
Stanach Zjednoczonych.

Jeżeli  ktokolwiek z Polonii podnosi dziś jakieś wątpliwości to
słyszy prosta odpowiedź: przecież polska  telewizja publiczna w głównym
kanale ten film pokazała

- mówił publicysta i reżyser.

Najgorsze, ze Polska nie ma czym na ten film odpowiedzieć

- tłumaczył.

- Może puścimy "Pokłosie"?

- ironizował Musiał.

Jan Pospieszalski przypomniał, że przy współudziale Pawlickiego
powstał ostatnio film "Rodzina Kowalskich" - fabularyzowany dokument
mówiący o śmierci 34 Polaków, zamordowanych za pomoc niesioną Żydom. Ale
jak zauważył Pawlicki trudno oczekiwać, że wyprodukowany przy bardzo
niskim budżecie dokument, zrównoważy nakręcony z ogromnym nakładem
środków - niemiecki serial.

Takich produkcji powinno być wiele

- zgodzili się uczestnicy programu.



Niemiecka
prokuratura nie widzi kłamliwych i antypolskich akcentów w "Naszych
matkach, naszych ojcach"! Polskie skargi oddalone.

"W filmie uwypuklono tezę o tym, że Niemcy są ofiarami wojny.
Posłużono się manipulacją, aby jeszcze bardziej wycisnąć łzy u
niemieckich widzów, którzy zobaczyli, że ich żołnierze byli tacy biedni,
a tu proszę – w Polsce sobie Armia Krajowa hulała."

W podręczniku nie ma sowieckiego terroru, paktu z Hitlerem... Putin pisze historię Rosji na nowo

Ben Hoyle


 
Nowy
podręcznik historii, pisany na zamówienie prezydenta Władimira Putina,
otrzyma każde dziecko w szkole średniej na terenie Federacji Rosyjskiej.
Krytycy ostrzegają, że to najnowszy pomysł na zrehabilitowanie
sowieckiej przeszłości kraju.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

118. 13:16 Steinmeier znów

13:16

Steinmeier znów będzie szefem dyplomacji Niemiec

Steinmeier znów będzie szefem dyplomacji Niemiec

Frank-Walter Steinmeier ma objąć stanowisko szefa MSZ w
koalicyjnym rządzie CDU/CSU-SPD Angeli Merkel - podał tygodnik "Der...
czytaj dalej »

Prorosyjski Steinmeier szefem dyplomacji w nowym rządzie Merkel? Negocjacje na finiszu...

"Der Spiegel" wytykał Steinmeierowi zbytnią uległość wobec Rosji.
Polityk SPD był najbliższym współpracownikiem kanclerza Gerharda
Schroedera.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

119. Prezydent: Największym

Prezydent: Największym sukcesem Polski są relacje z Niemcami

 Bronisław Komorowski uważa, że "przyjacielskie stosunki" z Niemcami są
największym sukcesem wolnej Polski. Odznaczył też Krzyżem Komandorskim z
Gwiazdą Orderu Zasługi RP...

Za wybitne zasługi w rozwijaniu polsko-niemieckiej współpracy i
dobrosąsiedzkich stosunków prezydent Bronisław Komorowski odznaczył we
wtorek Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi RP szefa MSZ
Niemiec Guido Westerwellego.



Uroczystość wręczenia odznaczenia szefowi MSZ Niemiec

Prezydent powiedział podczas uroczystości w Belwederze, że od 25 lat
trwa proces zbliżania polsko-niemieckiego. - To już nie jest tylko
trudny z natury proces pojednania między narodami, to jest próba
współpracy, współdziałania w ramach świata, ludzi, narodów i wolnych
państw w Europie -
podkreślił Bronisław Komorowski.


Uroczystość wręczenia odznaczenia szefowi MSZ Niemiec

Przypomniał, że w przyszłym roku przypada 25. rocznica odzyskania
wolności przez Polskę oraz obalenia muru berlińskiego. - Jestem pewien,
że nie zapomnimy o tym, że jednym z większych sukcesów jest zbudowanie
dobrych, bardzo dobrych, przyjaznych i niesłychanie owocnych relacji
polsko-niemieckich - powiedział Bronisław Komorowski.

Uroczystość wręczenia odznaczenia szefowi MSZ Niemiec

Podziękował Westerwellemu m.in. za jego osobiste zaangażowanie w
ważny dla Europy, Niemiec i Polski projekt Partnerstwa Wschodniego. -
Nie każde działanie przynosi słodkie owoce zwycięstwa - zaznaczył
prezydent.

 

Cytował też marszałka Józefa Piłsudskiego, który mówił, że ten, który
nie poznał klęski, nie jest godzien zwycięstwa. Jak dodał Bronisław
Komorowski, w jego przekonaniu zwycięstwo będzie tym łatwiejsze, im
mocniejsza będzie współpraca Polski i Nieniec.

 

Westerwelle dziękując za odznaczenie, podkreślał szczególne relacje
między Polską a Niemcami. - Relacje polsko-niemieckie zawsze stały w
centrum mojej uwagi jako szefa MSZ - mówił polityk. - Bez umiłowania
wolności, dążenia do wolności Polaków, historia nie przebiegłaby tak
pomyślnie. Polska stała się jednym z najmocniejszych filarów w polityce
światowej i europejskiej - mówił szef niemieckiej dyplomacji. - Niech
żyje polsko-niemiecka przyjaźń - zakończył swe wystąpienie Westerwelle.

 

We wtorkowej uroczystości uczestniczyło kierownictwo MSZ, w tym
minister Radosław Sikorski, a także ambasadorowie Niemiec i Francji w
Polsce.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

120. Historycy badający dzieje

Historycy badający dzieje naszego regionu spotkali się na dyskusji w Fundacji im. Stefana Batorego.
Spotkanie otworzył szef Fundacji Aleksander Smolar.

- Profesorowie Davies i Snyder to nieliczni historycy, którzy przedstawiając historię Europy nie koncentrują się jedynie na jej zachodniej części, ale także uwzględniają Europę Środkową i Wschodnią. Dzieje krajów takich jak np. Polska do niedawna były prawie nieobecne w światowej historiografii m.in. dlatego, że historii nie piszą przegrani i narody peryferyjne - mówił na wstępie.
Ze słowami Smolara zgodził się Davies, sugerując, że na narrację na temat historii Europy Środkowo-Wschodniej ogromny wpływ miało zwycięskie w II wojnie światowej ZSRR. Jedną z najpopularniejszych wizji historii Europy Zachodniej przedstawił natomiast Winston Churchill.

- Churchill powiedział po wojnie, kiedy już nie był premierem, że historia będzie łaskawie go traktować, bo sam ją napisze. I tak zrobił - przypominał Davies.

"Polacy nie biorą udziału w dyskusjach poza krajem"

W ocenie Daviesa w międzynarodowym obiegu naukowym brakuje publikacji, które dotyczą dziejów krajów Europy Środkowo-Wschodniej, choć zastrzegł, że ten termin geograficzny stracił na znaczeniu, zwłaszcza po 1989 r. i rozpadzie tzw. bloku wschodniego. Wśród przyczyn słabej obecności m.in. polskich badaczy na Zachodzie profesor wymienił nieumiejętność przebicia się z ich publikacjami w języku angielskim.

- Nawet jeśli jest świetny historyk, ale pisze on wyłącznie po albańsku, to szansa, że jego książka wejdzie na rynek na zachodzie Europy jest minimalna. Naukowiec musi używać wspólnego języka, by móc brać udział w dyskusjach poza swoim krajem. Ten region nie ma wybitnych historyków, który potrafią się do tych dyskusji przebić - stwierdził brytyjski badacz.

Zaznaczył, że polska myśl historyczna jest nieobecna w światowych dyskusjach, mimo iż w Polsce pamięć o historii jest znacznie intensywniejsza niż w Wielkiej Brytanii.

Historia ogólnoludzka, a nie narodowa

Z oceną Daviesa dotyczącą braku publikacji w języku angielskim ze strony m.in. polskich badaczy zgodził się Amerykanin Timothy Snyder, profesor Uniwersytetu Yale i autor poczytnej w Polsce książki "Skrwawione ziemie". Zwrócił jednak uwagę, że w Polsce, ale również w innych krajach, w tym także tych zachodnich jak np. USA, dominuje paradygmat pisania o historii jedynie z narodowego punktu widzenia.

- Tymczasem pełne zrozumienie historii Polski wymaga znajomości historii żydowskiej, niemieckiej, rosyjskiej, ukraińskiej czy białoruskiej. Nie ma innego sposobu - mówił Snyder. - Narody nie istnieją w próżni. Nie można pisać o zbrodni katyńskiej jakby nie było Związku Radzieckiego, nie można pisać o akcji AB jakby nie było Niemców, nie można pisać o zbrodni wołyńskiej jakby nie było Sowietów, Niemców, Ukraińców, Polaków i Żydów - podkreślał amerykański historyk.

Według Snydera to właśnie narodowe, a nie ogólnoludzkie pojmowanie historii powoduje, że książki wielu historyków nie interesują nikogo poza granicami ich krajów.

- Historia albo jest o ludziach, albo nie jest historią. To wiąże się z problemem, dlaczego historiografia polska nie przebija się na Zachodzie. Banalna odpowiedź jest taka, że nikt nie czyta po polsku. Ale jeśli ma się przebić to tylko dzięki koncepcjom i argumentom, które są rozpoznawalne w debacie międzynarodowej - podsumował Snyder.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,15043303,Norman_Davies__Polscy_historycy_sa_n...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

121. Erika Steinbach wraca do gry.


Erika Steinbach wraca do gry. Całe Niemcy będą czcić ofiary wypędzeń

Najnowsza umowa koalicyjna podpisana przez szefów partii tworzących
koalicję w Niemczech wspomina o dniu pamięci o tych, którzy po wojnie
zostali wypędzeni. To życiowy sukces Eriki Steinbach.
Dzień ten prawdopodobnie
będzie obchodzony 20 czerwca, czyli w Światowy Dzień Uchodźcy,
rozszerzający w Niemczech ONZ-owskie święto na ofiary wypędzeń.



W umowie koalicyjnej poprzedniej wielkiej koalicji z 2005 r. była
mowa o "widocznym znaku" wypędzeń w Berlinie, który "upamiętni bezprawie
wypędzeń i skaże je na zawsze na banicję". Z kolei w poprzedniej umowie
koalicyjnej CDU/CSU-FDP wspomniano o wspieraniu budowy muzeum
wypędzonych. W 2011 r. chadecy proponowali ustanowienie ogólnokrajowego
dnia pamięci 5 sierpnia, czyli w rocznicę podpisania Stuttgardzkiej
Karty Wypędzonych z 1950 r. Wtedy sprzeciwiła się temu Centralna Rada
Żydów, gdyż dokument nie wspomina o niemieckich zbrodniach z lat
1939-1945. Obecnie dzień pamięci o wypędzonych pojawił się w dokumencie
stanowiącym podstawę rządzenia na najbliższe cztery lata po raz
pierwszy. Steinbach może to uznać za swój życiowy sukces.



Pomysł na Centrum przeciwko Wypędzeniom Steinbach forsowała od
późnych lat 90. Sprzeciwiały się temu Polska i Czechy, obawiając się, że
placówka wypaczy prawdę historyczną, pokazując wysiedlenia Niemców po
1945 r. w oderwaniu od przyczyn przemieszczania ludności po wojnie
wywołanej przez nazistowskie Niemcy.



Po wieloletnich licytacjach na argumenty parlament niemiecki w 2008
r. powołał fundację Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie, która ma za
zadanie stworzenie centrum dokumentacji powojennych wysiedleń Niemców.
Centrum będzie podlegać mającemu dawać rękojmię niezależności Muzeum
Niemieckiej Historii w Berlinie.



I choć Steinbach, która jako posłanka CDU głosowała w 1990 r.
przeciwko ratyfikacji polsko-niemieckiego traktatu granicznego,
ostatecznie nie weszła do władz fundacji, to ziścił się jej sen o
centralnym położeniu muzeum wypędzonych w sercu Berlina, czyli w budynku
Deutschlandhaus nieopodal placu Poczdamskiego. W czerwcu br. Angela
Merkel położyła pod muzeum kamień węgielny. Na realizację projektu
władze przeznaczyły 29 mln euro. Placówka ma zostać otwarta w 2016 r.



Oprócz centrum dokumentacyjnego, w Deutschlandhaus powstanie wystawa
stała poświęcona XX-wiecznym deportacjom i czystkom etnicznym. Będzie
ona bazowała na otwartej w 2010 r., a później uzupełnianej, wystawie
Eriki Steinbach "Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX
wieku". W Polsce krytykowano, że ekspozycja pomijała fakt, iż to Niemcy
byli agresorami w 1939 r.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

122. Hausberger Schule Ewa

Według
opracowania Freie Universität Berlin wielu niemieckich nastolatków nie
odróżnia demokracji od dyktatury. 40% z nich nie dostrzega różnic między
narodowym socjalizmem, NRD czy Republiką Federalną. Niemal połowa
ankietowanych uważa dawną Republikę Federalną sprzed 1989 roku za
państwo niedemokratyczne. Kim był Honecker, nie wiedziało 8 proc.
uczniów 10. i 11. klasy. Co szósty uczeń szkoły realnej uważał go za
polityka zachodnioniemieckiego, tymczasem jako funkcjonariusze SED
nierzadko byli wskazywani Adenauer i Brandt ...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

123. Piotr Cywiński dla

Piotr
Cywiński dla wPolityce: Znajomi z Chobielina. W Niemczech wraca na
stanowisko minister Steinmeier, kolega z przyczepki ministra Sikorskiego

Już podczas pierwszego spotkania w Berlinie Steinmeier zwracał się
do nowego ministra spraw zagranicznych RP per „lieber Radoslaw”. 

Był zawsze wielkim… drugim. W
parlamentarno-rządowych kuluarach nazywano go „uchem Schrödera”,
„consigliere kanclerza” itp. Z takimi przydomkami Frank Walter
Steinmeier zakończył po upadku gabinetu Gerharda Schrödera pracę na
etacie szefa Urzędu Kanclerskiego. Były szef rządu RFN, w podzięce za
wiernopoddańczą służbę uczynił ze Steinmeiera tego, kim był i będzie
jutro: szefa dyplomacji. Po raz pierwszy został nim z nadania
socjaldemokratów (SPD) w wielkiej koalicji z chadekami w 2005r., w
rządzie Angeli Merkel. Cztery lata później próbował zająć jej biurko,
lecz przegrał wybory i SPD zepchnięta została do ław opozycji. Dziś
partia Steinmeiera i on sam świętują swój wielki powrót.

To już pewne: następcą Guida
Westerwellego będzie… jego poprzednik. Czy oznacza to jakieś większe
zmiany w polityce zagranicznej Niemiec?
Nie, bowiem nie
spełniły się rachuby rusofila Schrödera, który liczył na to, że
„consigliere Frank” utrzyma wytyczony przez niego promoskiewski kurs
Berlina. Po kilku słabych i szybko skontrowanych przez Merkel próbach
działania na własną rękę, Steinmeier stał się lojalnym realizatorem jej
linii. Nie inaczej będzie w tym wydaniu wielkiej koalicji CDU/CSU-SPD.

Co oznacza powrót Steinmeiera dla
Polski? Również niewiele. Nasze relacje z Niemcami są dziś, że posłużę
się „bareizmem”, „na miarę naszych możliwości”…
Gdy po
wygranych wyborach przez Platformę Obywatelską przybył nad Szprewę
Władysław Bartoszewski z pierwszą wizytą w roli pełnomocnika premiera
Donalda Tuska, aby omówić przed szerszym audytorium „Zmianę kursu w
niemiecko-polskich stosunkach”, zrobiło się mikro i przykro. Gość z
Polski zaczął od osobliwego okazania troski o nasz zbiorowy wizerunek, a
mianowicie, od uspokojenia zebranych, że… „na szczęście Kaczyńscy nie
wszystko zdążyli zepsuć, co było do zepsucia”. Poza tym przekonywał, że
ogólnie jest gut, gdyż nasi inwestują i kupują nieruchomości w RFN, a
ówczesny minister spraw wewnętrznych Wolfgang Schäuble miał mu się
zwierzyć, iż po otwarciu granic nie grasuje po republice tylu polskich
przestępców, ilu się spodziewał. Zadowolenie z rozwoju sytuacji wyraziła
też Gesine Schwan, wtedy koordynatorka rządu federalnego do spraw
współpracy naszych krajów.

Po tych przemowach zrobiło się tak słodko,
że niemalże lukier spływał po ścianach sali w Domu Europy przy Unter
den Linden. Czar prysł, gdy doszło do pytań. Padło słownie jedno: pewien
zdesperowany ojciec zgromił Bartoszewskiego, że akceptuje zakazywanie
dzieciom z rozwiedzionych, mieszanych małżeństw mówienia po polsku i
odbieranie potomstwa polskim imigrantom. Prowadzący tę konferencję Hans
Süssmuth, szef zarządu Fundacji Adalberta zbeształ natręta, że psuje
atmosferę i kazał mu się zamknąć. Gdy okazało się, że różne żale chce
wylać więcej osób, pokrzyczał na przybyłych i… zakończył imprezę.

Zamiast wymiany poglądów był skandal. Brak
reakcji Bartoszewskiego i brak opanowania Süssmutha ma znaczenie
drugorzędne. Najgorsze było to, że w peanach o „zmianie kursu” rządu
Tuska nie przewidziano miejsca na dyskusję nawet o tak wówczas palących
kwestiach, jak np. rewindykacyjne roszczenia niemieckich wysiedleńców,
projekt muzealnego upamiętnienia ich powojennego exodusu,
niemiecko-rosyjska gazowa okrężnica na dnie Bałtyku, czy choćby
blokowanie przez RFN aspiracji byłych republik sowieckich do NATO,
popieranych przez nasz kraj. W berlińskim Domu Europy, gdzie gościł
Bartoszewski, miało być entuzjastycznie, pozostał niesmak.

O tym, jak trzeszczało na linii między
Berlinem i Warszawą świadczą choćby niektóre wypowiedzi koordynatorki
Schwan, która przy innych okazjach miała odwagę krytykować lekceważenie
polskich interesów przez niemieckich polityków oraz obstrukcję Eriki
Steinbach i jej Związku Wypędzonych. Ale, skoro po nastaniu PO miało być
słodko, słodko było. Już podczas pierwszego spotkania w
Berlinie Steinmeier zwracał się do nowego ministra spraw zagranicznych
RP per „lieber Radoslaw”.
Trafiony w „punkt Gräfenberga”
Sikorski zapewnił solennie gospodarza, że między Niemcami i Polską
będzie teraz „w innym stylu”; nasz pierwszy dyplomata, wzorem
pełnomocnika Bartoszewskiego, również niegdyś szefa MSZ, dał gospodarzom
do zrozumienia, że także nie lubi niepopularnych w RFN braci bliźniaków
Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Po takiej deklaracji każdy, garbaty,
rudy, wredny, czy cuchnący miałby nad Szprewą fory. Tym bardziej, że
Sikorski nie jest pokurczem i, jak pisał o nim kiedyś „Financial Times
Deutschland”, „umie być szarmancki”.

W rzeczy samej, był szarmancki. Wkrótce
nastąpiło „dalsze pogłębianie partnerstwa z Polską” - tak w każdym razie
skomentował rzecznik niemieckiego MSZ Andreas Peschke zaproszenie
Steinmeiera przez Sikorskiego do jego dworku w Chobielinie. W ramach
„pogłębiania”, małżonka Sikorskiego przygotowała dla gościa z Berlina
cielęcinę w sosie z czarnych oliwek i suszonych pomidorów, a pan domu
pograł mu na starych organach i przewiózł w przyczepie zabytkowego
motocykla. „Faux pas” Sikorskiego, gdy będąc ministrem obrony z nadania
PiS porównał niemiecko-rosyjską pępowinę gazową na dnie Bałtyku do paktu
Ribbentropa-Mołotowa poszło w zapomnienie. Dwa lata temu, szefa
polskiej dyplomacji postawił kropkę nad „i”:

Zapewne jestem pierwszym w
historii ministrem spraw zagranicznych Polski, który to powie: mniej
zaczynam się obawiać się niemieckiej potęgi niż niemieckiej
bezczynności. Niemcy stały się niezbędnym narodem Europy. Nie możecie
sobie pozwolić na porażkę przywództwa.

Cytaty i omówienia z tego wystąpienia
Sikorskiego w Berlinie obiegły wszystkie opiniotwórcze media w RFN. O
takim dopieszczeniu i to przez ministra spraw zagranicznych RP nikomu za
Odrą nawet się nie śniło...

Sikorski i Steinmeier po raz kolejny otworzyli „nowy rozdział” w naszych bilateralnych stosunkach. Ile razy już to słyszeliśmy? Cóż
takiego, poza ociepleniem klimatu między Berlinem i Warszawą udało się
osiągnąć polskiej dyplomacji? Fakty mówią same za siebie: bałtycka rura
powstała, dostęp większych statków do świnoujskiego portu jest
zablokowany (mimo interwencji u Merkel premiera Tuska, który specjalnie
przyleciał na rozmowy w tej sprawie i wyjechał z kwitkiem), budowa
„muzeum wypędzonych” w Berlinie dobiega końca, polonijne organizacje w
RFN nadal są pomiatane i żebrzą o wypełnianie przez Niemców zobowiązań
zapisanych w traktacie dobrosąsiedzkim, urzędnicy Jugendamt'ów nadal
ograniczają prawa i wydają zakazy Polkom i Polakom z rozbitych
mieszanych małżeństw rozmawiania z dziećmi po polsku, i nadal pozwalają
sobie na odbieranie potomstwa polskim imigrantom. No, ale mamy też
osiągnięcia wynikające z „dalszego pogłębiania partnerstwa” Niemiec z
Polską, np. mogliśmy zakupić czołgi Leopard z demobilu Bundeswehry…

Frank Walter Steinmeier wraca na urząd.
Gdy pierwszy raz był szefem MSZ i wicekanclerzem, wraz z kolegą
Sikorskim oznajmili, że wspólnie obejmą patronat nad odbudową kościoła w
Gubinie. Było to bodaj w 2007 r. Miało tam powstać „Ekumeniczne Centrum
Spotkań Polsko-Niemieckich”. Kościoła nie odbudowano do dziś. Comeback
Steinmeiera daje nadzieję, że cała ta idea wyjdzie z fazy
projektowania... Tymczasem za nową ofensywę naszych stosunków
dyplomatycznych w starym składzie można pomodlić się w innym gubińskim
kościele. W każdym razie, ulica Sikorskiego w tym przygranicznym
miasteczku już jest. To znaczy, ul. Generała Władysława Sikorskiego, ale
nie czepiajmy się drobiazgów…

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

124. Rosja z Niemcami ponad naszymi głowami - skąd my to znamy?

Niemcy: Jest umowa koalicyjna. 8,50 euro za godzinę dla wszystkich. Partnerstwo z Polską



Koalicjanci zapowiedzieli pogłębianie partnerstwa z Polską,
wymieniając ją w tekście umowy zaraz po Francji. Nowy rząd chce rozwijać
działalność Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży i zapewnić
długoletnią perspektywę ośrodkom spotkań młodzieży w Krzyżowej i
Oświęcimiu. Wzmocnieniu ma też ulec współpraca
polsko-niemiecko-francuska w ramach Trójkąta Weimarskiego. Dużo miejsca
koalicjanci poświęcili współpracy z Rosją. Deklarują rozszerzenie
projektu "partnerstwa dla modernizacji" Rosji, zapowiadając włączenie
Polski do dialogu niemiecko-rosyjskiego. "Bezpieczeństwo w Europie i
wokół Europy możliwe jest tylko z Rosją, a nie przeciwko niej"
- czytamy
w umowie koalicyjnej

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

125. Merkel będzie w Polsce po

Merkel będzie w Polsce po Trzech Królach. Steinmeier już w czwartek

Według naszych informacji już w czwartek Steinmeier przyjedzie do
Warszawy. Spotka się nie tylko z Radosławem Sikorskim. Niemieckiego
ministra przyjmie też prezydent Bronisław Komorowski. Planowane jest też spotkanie z byłym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Głównym tematem rozmów Steinmeiera w Warszawie ma być właśnie sytuacja na Ukrainie.

Angela Merkel
przyjedzie zaś do Polski zaraz po Trzech Królach, gdy w Niemczech
skończy się bożonarodzeniowa przerwa. Będzie to druga zagraniczna wizyta
po jej trzecim już zaprzysiężeniu na kanclerza.


Mec. Wassermann: „Ławrow zakpił z Polski. Czekam, aż MSZ będzie miało szefa, który zadba o nasze interesy”. 

„Rosja na oczach całego świata żartowała z nas niszcząc wrak,
niezabezpieczając go, myjąc. Z drugiej strony Ławrow przyjeżdża do
Polski i w obecności polskich urzędników mówi, że poważne śledztwa
prowadzi się na podstawie oryginalnego materiału dowodowego”.


Sikorski ze Steinmeierem na miękko o sytuacji Polaków w Niemczech. W imię dobrych relacji, pozostanie jak jest

"Można pójść drogą walki o status i zmianę traktatu z niewiadomym
wynikiem, ale można zrobić to, co do czego się zgadzamy: że mimo
odmiennego statusu (...) w praktyce traktowanie obydwu mniejszości
powinno być identycznie życzliwe. To jest to, co daje szanse na większy
sukces".



Sikorski i Steinmeier o sytuacji Polaków w Niemczech

Polska i Niemcy będą wdrażać ustalenia polsko-niemieckiego okrągłego
stołu dotyczące Polaków żyjących w Niemczech i Niemców mieszkających w
Polsce - oświadczył w czwartek szef MSZ Radosław Sikorski po spotkaniu z
szefem MSZ Niemiec Frankiem-Walterem Steinmeierem.



Berlin, Warszawa - wspólna sprawa

W sprawie Ukrainy oraz Rosji między Warszawą i Berlinem
nie ma rozbieżności - to efekt wizyty w Warszawie Franka-Waltera
Steinmeiera, nowego szefa niemieckiego MSZ

Już we wtorek Steinmeier, przejmując urząd od poprzednika Guido
Westerwellego, ostro skrytykował Rosję, mówiąc, że to oburzające, w jaki
sposób Krem wykorzystuje słabość Ukrainy, by nie dopuścić do podpisania
umowy stowarzyszeniowej z UE. Podobne słowa padły w Warszawie.
Steinmeier powiedział Sikorskiemu, że Rosja
zachowaniem w stosunku do Ukraińców i przykręcaniem śruby własnemu
społeczeństwu bardzo zaszkodziła swojemu wizerunkowi na Zachodzie.


Jeszcze rok-dwa lata temu Steinmeier chyba nie zdobyłby się na
taką deklarację. Zwykle unikał publicznego krytykowania Kremla, a za
czasów rządów Gerharda Schrödera jako szef urzędu kanclerskiego był
nawet architektem bezprecedensowego zbliżenia z putinowską Rosją.


Tuż po zaprzysiężeniu nowy minister powiedział, że jedzie do
Polski, bo Polacy najlepiej w UE znają ukraińską specyfikę. Gdy
Steinmeier w 2005 r. po raz pierwszy został szefem niemieckiej
dyplomacji w Berlinie (dwa miesiące wcześniej podpisano umowę o budowie
na dnie Bałtyku rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream), w
Niemczech mówiono, że Polacy kierują się antyrosyjskimi fobiami i
dlatego ich opinie są bezużyteczne.

Z Sikorskim
Steinmeier rozmawiali o bieżących sprawach. Jedną z nich jest nominacja
pełnomocnika niemieckiego rządu ds. stosunków z Polską. Warszawie
zależy, by miał on wysoką pozycję w rządzie, tak jak jego polski
odpowiednik prof. Władysław Bartoszewski. Decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.


Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75248,15167345,Berlin__Warszawa___wspolna_sprawa.html


Polska przeżywa swój najszczęśliwszy czas od XVIII wieku. Tyle że
większość Polaków tego jeszcze nie wie - stwierdza opiniotwórczy "Die
Welt" w artykule wstępnym "Nasz silny sąsiad".

Siłą Polski jest zdaniem renomowanego magazynu
mądre przywództwo i dobrze wykorzystane sąsiedztwo z większą gospodarką
narodową, czyli z Niemcami" - czytamy.

Jak to się stało, że po dwóch pełnych cierpień
stuleciach Polska ma teraz tak dobrą passę? - zastanawia się "Die Welt".
Tłumaczy słowami politologa Mitchella A. Orensteina, według którego
przesunięcie przez Stalina Polski na zachód przyniosło jej na dłuższą
metę powiązanie z zachodem. "Rzeczywiście" - pisze autor artykułu w "Die
Welt" Gerhard Gnauck.

"Sąsiedztwa tego nie wyznacza dzisiaj »odwieczna
wrogość« między polskimi więźniami obozów koncentracyjnych i niemieckimi
wypędzonymi (lub ich potomkami), tylko wzajemne zazębienia i daleko
idąca wspólnota interesów. Oznacza to, że dosłownie zalewają nas nie
tyle ludzie z sąsiedniego kraju, tylko towary" - dodaje.

Gazeta przypomina, że Polska jest największym na
świecie eksporterem jabłek, z Górnego Śląska pochodzi Opel. Produkują w
Polsce Volkswagen, MAN, Hugo Boss, do tego istnieje ogromny przemysł
dostawczy. Tyle że około 40 procent polskiego eksportu ciągle jeszcze
idzie w świat jako "niemiecki eksport", a że Polsce ciągle jeszcze nie
udało się rozwinąć silnych, własnych marek, polskie firmy sprzedają się
jako "made in UE".

"Bez procesu jednoczenia się Europy ta dobra passa
Polski byłaby mało możliwa" - stwierdza gazeta. Bo też dochód na głowę
statystycznego Polaka leży jeszcze poniżej 50 proc. przeciętnej UE, ale
Polska stała się za to największym beneficjentem netto unijnego budżetu.
"I Warszawa najwyraźniej jest w stanie sensownie zainwestować te
pieniądze. Zmieniło się wiele: Polska
wyraźnie poprawiła swe notowania, i w rankingu łatwości prowadzenia
biznesu Banku Światowego (Doing Business), i w rankingu organizacji
antykorupcyjnej Transparency International" - komentuje "Die Welt".

- Ale polsko-niemieckie związki gospodarcze, przez
"Foreign Affairs" uważane za główną przyczynę polskiego sukcesu, są
tylko częścią prawdy - stwierdza Gnauck. Inaczej niż Węgry czy Słowacja,
Polska nie jest aż tak zależna od eksportu. Znaczną rolę odegrała
stabilna konsumpcja wewnętrzna, która uratowała Polskę jako jedyny kraj
UE przed najnowszym kryzysem. Swoją rolę odegrała dewaluacja złotego.


Wizjonerskie ukierunkowanie na wschód

"Droga
Polski do Europy prowadzi przez Niemcy" - przypomina "Die Welt" słowa
polskiego pisarza. Dalekowzroczne było też ukute zaraz po zwrocie w 1989
roku przez byłego szefa polskiej dyplomacji Krzysztofa Skubiszewskiego
pojęcie "wspólnoty interesów" na linii Berlin-Warszawa. Ale równie ważne
drogi prowadzą na Wschód, stwierdza gazeta: "Błogosławieństwem było to,
że w 1989 roku Warszawa, pod kierunkiem intelektualnych wizjonerów
uznała granice, a czterech wschodnich sąsiadów potraktowała bez zawiści i
rewanżystowskich zapędów" - pisze "Die Welt".

Europa jako dzieło pokoju, bezprzykładny proces
pojednania na Wschodzie toczy się dalej, stwierdza gazeta: "Z nie
kończącym się panowaniem Putina, który obok Białorusi chce teraz
zapanować nad Ukrainą, warunki stały się jednak trudniejsze. Polsce
zagraża, że stanie się tym, czym była dawna RFN do 1989 roku: frontowym
państwem na granicy dobrobytu. Ale gospodarki narodowe i społeczeństwa
mają nadzieje na lepsze czasy, a fakt, że polski eksport na Wschód
rośnie, jest dobrym znakiem".

"W sumie Polska przeżywa najbardziej szczęśliwe
czasy od XVIII wieku; tyle że większość Polaków jeszcze o tym nie wie" -
konstatuje "Die Welt" cytując premiera Tuska, który zirytowany
powiedział grupie Polaków, że ma dość słuchania od rana do wieczora, że
żyjemy w Polsce
w piekle, na co już niemłoda kobieta odpaliła: "Ale to przecież
prawda". "Życie w kraju, który musi sobie jeszcze wypracować dobrobyt, w
którym trzeba kolektywnie zakasać rękawy, nie jest komfortowe, jest
męczące", komentuje Gerhard Gnauck.

Plany polskiego rządu na rok 2014, które także
ludziom mają pozwolić odczuć rozwój gospodarczy, są "piękne i dobre",
pisze gazeta, ale wiele jest też do zrobienia, choćby postawienie kresu
fatalnym warunkom pracy, obniżenie bezrobocia czy wykurowanie
(nareszcie! - zaznacza "Die Welt") zrujnowanego systemu opieki
zdrowotnej. Nie bez powodu prezydent Komorowski zmył niedawno głowę
sprawiającemu "nieco smętne wrażenie" Tuskowi. Bo też po macoszemu
traktowane są wydatki na badania i rozwój, na decyzje inwestycyjne czeka
cały sektor energetyczny, problemy będzie sprawiał też niebawem niski
wskaźnik urodzeń. "Chce się życzyć Polakom, by ich rząd nie spoczął na
swoich laurach" - kończy "Die Welt".

Elżbieta Stasik

red. odp.:Barbara Cöllen

Goebbels o polskich przywódcach: Nic nie warci, tkwiący w g...

Na
księgarskich półkach ukazał się drugi tom "Dzienników" Josepha
Goebbelsa. Polski czytelnik powinien być tą pozycją wyjątkowo zainteresowany, bo
dowie się m.in., jak kampania wrześniowa 1939 roku wyglądała okiem
ministra propagandy III Rzeszy. W jego zapiskach nie brak także
pogardliwych opinii o polskich przywódcach tego okresu.

Drugi tom "Dzienników" obejmuje lata 1939-1943. Od triumfalnego pochodu niemieckiego Wehrmachtu poprzez kampanię w Polsce, Danii, Norwegii, kraje Beneluksu oraz zwycięstwo nad Francją, aż po atak na ZSRR i klęskę Niemców pod Stalingradem.

Goebbels
wielokrotnie odnosi się do wątków polskich. Z ekscytacją opisuje
skuteczność niemieckich wojsk w kampanii wrześniowej, a potem można
znaleźć wiele zapisków dotyczących Generalnego Gubernatorstwa. A konkretnie mnóstwo niepochlebnych uwag pod adresem "króla Polski" Hansa Franka. Zdaniem ministra propagandy Frank zbyt miękko obchodził się z "krnąbrnymi" Polakami. Goebbelsa w późniejszej fazie okupacji mocno irytowały także akcje polskich partyzantów na terenie administrowanym przez Franka

Drugi tom "Dzienników" zaczyna się wpisem z datą 2 września 1939
roku, ale Goebbels opisuje w nich wydarzenia z dnia poprzedniego. Jak
wyglądał początek II wojny światowej oczami ministra propagandy III Rzeszy?

Jeszcze żadnych meldunków. W Gdańsku deklaracja przystąpienia (do Rzeszy). Walki. Westerplatte i Gdynia ostrzeliwane. Dzwoni Forster: do teraz wszystko dobrze. Reichstag: historyczne posiedzenie. Fuehrer uzasadnia swoje posunięcia. Ułatwia Londynowi i Paryżowi drogę do porozumienia. Podziękowanie Moskwie. Problem Gdańska wyjaśniony (...) Niestety nie mamy jeszcze Westerplatte.
To nie jest dobrze, ze względów psychologicznych. W Gdańsku trwają
także walki o (polski) urząd pocztowy (...) U Fuehrera. Jest wściekły,
że Westerplatte nie jest bombardowane. Zaraz to zarządza (...) Pierwszy
komunikat z frontu. Odnieśliśmy już bardzo miłe sukcesy. Ale jeszcze nie
o rozstrzygającym znaczeniu. Usuwam z komunikatu pewne błędy
psychologiczne. Radio kosztuje mnie wiele pracy. Muszę tam być czujny
niczym pies myśliwski
- pisze Goebbels.

Minister hitlerowskiej propagandy nie kryje swojej pogardy dla polskich władz. Z nie skrywaną satysfakcją pisze m.in. o ewakuacji polskiego rządu do Rumunii. 

Wpis z 20 września 1939 r.: W Polsce panuje chaos. Mościcki wydał
odezwę do narodu polskiego, w której zaklina się na honor. To nam się
podoba: najpierw zwiać (za granicę), a potem rozprawiać o honorze (...)
.

7 października 1939 r.: W
południe u Fuehrera. Znakomite towarzystwo. Fuehrer opowiada o
niektórych bardzo poruszających epizodach z kampanii (w Polsce).
Niemieccy muszkieterzy są doprawdy niedościgli na całym świecie. Polaków oceniliśmy całkowicie fałszywie. Ich przywódcy są nic niewarci. Egoistyczni i zepsuci.
Prawdziwie polscy! A przy tym tkwiący w gównie w sposób niedający się z
niczym porównać. Niosą ze sobą niebezpieczeństwo, że stepy (azjatyckie)
zbliżą się do granic Europy. Fuehrer położył historyczną zasługę
niszcząc to (polskie) państwo. Warszawa jest w większości zrujnowana. Wina polskiego przywództwa. Przy złej pogodzie ta kampania
nie byłaby możliwa, przynajmniej co do tempa działań. Drogi są
niewyobrażalne. Ich linia Maginota! Ale jednak się przeliczyli. Nasze
zmotoryzowanie zdziałało prawdziwe cuda.

Już na początku drugiego tomu, w październiku 1939 roku Goebbels daje sygnał, co w najbliższym czasie czeka Żydów.

Bodaj najtrudniejsze będzie rozwiązanie kwestii żydowskiej. Ci Żydzi nie są już ludźmi. To drapieżne zwierzęta o chłodnym umyśle, które muszę zostać unieszkodliwione (...) - napisał Goebbels.

W końcowej części "Dzienników" czytelnik znajdzie zapiski ukazujące tło zbrodniczego majstersztyku, jakim było przemówienie Josepha Goebbelsa z 18 lutego 1943 roku.

Pałac
Sportu stał się wtedy widownią największego popisu oratorskiego
ministra propagandy i towarzyszącej temu tyleż fanatycznej, ile
starannie zaaranżowanej erupcji entuzjazmu dla hasła wojny totalnej -
napisał Eugeniusz Cezary Król w przedmowie do "Dzienników".

Joseph Goebbels, Dzienniki, Tom 2: 1939-1943, Świat Książki

Prof.
Kieżun: "Daj Boże, aby do władzy doszli ci, którzy rozumują po polsku".
Weteran AK o amerykańskiej krytyce serialu "Nasze matki, nasi ojcowie"

"Chciałem z synem zrobić specjalny program o Polakach i Żydach w
czasie drugiej wojny światowej dla Amerykanów. Nie dostaliśmy na to
nawet grosza. U wszystkich byłem. Bogdan Borusewicz – ówczesny marszałek
Sentatu, także odmówił. „Warsaw Uprising 1944” zrobiliśmy za własne
pieniądze".

Sławomir Sieradzki Dzięki
postawie takich polityków jak Lech Kaczyński, który policzył straty
wojenne Warszawy, Polska ma potężne narzędzie nacisku na Berlin:
niespłacone reparacje wojenne

Tylko u nas

"Nasi zachodni sąsiedzi są na etapie tworzenia na nowo historii
drugiej wojny światowej, gdy okrucieństw dokonywali jacyś bliżej
nieznani pozaziemscy naziści, którzy tworzyli „polskie obozy zagłady”,
do których spędzali Żydów antysemici z Armii Krajowej."

facebook.com

Niezadowolenie Niemiec z podnoszonych co i rusz
przez Greków kwestii niezapłaconych reparacji wojennych za zbrodnie III
Rzeszy nie może dziwić. Nasi zachodni sąsiedzi są już przecież na etapie
tworzenia na nowo historii drugiej wojny światowej, gdy okrucieństw
dokonywali jacyś bliżej nieznani pozaziemscy naziści, którzy tworzyli
„polskie obozy zagłady”, do których spędzali Żydów antysemici z Armii
Krajowej.

CZYTAJ
TAKŻE: Grecy nadal dopominają się należności za zbrodnie niemieckich
ojców i matek z lat wojny. Nasi zachodni sąsiedzi są wściekli

Grecy najwyraźniej nic nie robią sobie z tych niemieckich pomruków
niezadowolenia. Nie dają sobie wmówić, że historia okupacji ich kraju
przez niemieckie matki i ojców dzisiejszych Niemców, to rozdział
zamknięty. I władze państwa oficjalnie szukają dokumentów
potwierdzających, że Niemcy nie zapłacili za wyrządzone krzywdy.

Warto porównać to zachowanie się Greków do sytuacji w Polsce,
gdy w 2003 r. świeżo powołane wówczas do życia Powiernictwo Pruskie
Rudego Pawelki zapowiedziało walkę o odszkodowania za majątki utracone
przez „wypędzonych”.

Kilku co odważniejszych włodarzy miast – w tym śp. Lecha Kaczyński
jako prezydent Warszawy – rozpoczęło wówczas akcję zliczania strat w
wyniku niemieckiej agresji, aby w razie czego przedstawić własne
rachunki. Eksperci obliczyli, że Niemcy dokonali zniszczeń w samej tylko
Warszawie na prawie 50 miliardów dolarów.

Gdy we wrześniu posłowie prawicowi przeforsowali w Sejmie uchwałę
wzywająca rząd do "wyegzekwowania od Niemiec reparacji wojennych"
ówczesny rząd postkomunistów premiera Marka Belki zapowiedział otwarcie,
że jest przeciw.

Jednocześnie zaczęło działać silne już wówczas proniemieckie lobby w
mediach, które przedstawiały obronę polskich interesów jako „hucpę
polityczną”.

Przywiązujemy wielką wagę do dialogu i dobrych stosunków między Polską a Niemcami

– powiedział Byrt w rozmowie z dziennikiem "Tagesspiegel", w
której przyznał, że rząd RP uważa sprawę reparacji za zamkniętą. Jego
zdaniem nie należy oczekiwać wysuwania żadnych oficjalnych roszczeń ze
strony rządu RP.

Berlin, podobnie jak teraz przy problemie z Grecją, także w gorących
miesiącach 2003 i 2004 r. starał się suflować Polsce swój pogląd, że
wszelkich reparacji wojennych PRL zrzekła się w 1953 r. Faktycznie, ale
to zrzeczenie się dotyczyło terenu NRD i Sejm PRL nigdy nie ratyfikował
tej umowy, oraz nie wysłał noty dyplomatycznej do władz
wschodnioniemieckich. Dzisiejsza RFN uznaje jednak sprawę za zamkniętą,
gdyż w 1953 r. nie uznawała istnienia NRD.
Sprawa niemieckich
roszczeń wobec polskich ucichła po tym, gdy Trybunał w Strasburgu
oddalił pozwy Powiernictwa Pruskiego. Jednak od czasu do czasu słychać
zza Odry mało przyjemne pomruki.

Jednak dzięki ówczesnej postawie polskich patriotów mamy
realne narzędzie nacisku na Berlin. Na wszelki wypadek, gdyby obywatele
Niemiec znowu wszczęli jakieś akcje przeciwko nam.


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

126. Leningrad - „kolebka żydowskiego bolszewizmu”

„W Niemczech nietolerancja nie jest już tolerowana”
Bundestag w hołdzie ofiarom Holokaustu
http://tvp.info/informacje/swiat/bundestag-w-holdzie-ofiarom-holokaustu/...

Przedstawiciele najwyższych władz państwowych Niemiec, w tym prezydent Joachim Gauck i kanclerz Angela Merkel, złożyli w Bundestagu hołd ofiarom Holokaustu. Rosyjski pisarz Daniił Granin mówił o tragedii mieszkańców Leningradu podczas blokady.
Przewodniczący Bundestagu Norbert Lammert powiedział w przemówieniu rozpoczynającym uroczystą sesję parlamentu, że odpowiedzialność za zbrodnie tak w Auschwitz, jak i w Leningradzie ponosi propagowana przez nazistów „pogardzająca człowiekiem rasistowska ideologia”.

Leningrad – jak zaznaczył Lammert – miał zostać unicestwiony jako „kolebka żydowskiego bolszewizmu”. – Umieranie na masową skalę było na porządku dziennym – mówił szef Bundestagu, dodając, że „dziś nie jesteśmy nawet w stanie wyobrazić sobie ludzkich tragedii, które rozgrywały się w oblężonej metropolii”.

Jak podkreślił Lammert, w Niemczech Zachodnich dramatyczne wydarzenia w Leningradzie były nieznane. Wspomnienia zdominowane były przez doświadczenie Stalingradu. – Dla oblężenia Leningradu i śmierci głodowej jego mieszkańców nie było miejsca w micie o „niesplamionych zbrodniami żołnierzach Wehrmachtu – tłumaczył szef Bundestagu.

Jak dodał, w NRD obowiązywało radzieckie spojrzenie, zgodnie z którym blokada symbolizowała gotowość mieszkańców Leningradu do poświęceń i bohaterskie zwycięstwo nad faszyzmem. – Dla codziennego życia ludzi w głodującej metropolii podczas brutalnej walki między dwoma totalitarnymi reżimami nie było miejsca – powiedział polityk CDU.

95-letni Granin opisywał w dramatycznym przemówieniu codzienne życie mieszkańców Leningradu podczas trwającej prawie 900 dni blokady. Mówił o losie ludzi pozbawionych energii elektrycznej i wody, skazanych na głodowe racje żywności, umierających z głodu i zimna. Na ulicach leżały stosy trupów, które ładowaliśmy na samochody – wspominał pisarz.

Granin zaznaczył, że Niemcy – zgodnie z rozkazem Hitlera – postanowili nie szturmować Leningradu, lecz „wygodnie ulokowali się wokół miasta, czekając na śmierć głodową jego obrońców”. Wszelkie próby rozbicia niemieckiego pierścienia kończyły się niepowodzeniem.

W oblężonym Leningradzie zmarło ponad milion osób. Blokada zastała zakończona 27 stycznia 1944 roku, dokładnie na rok przed wyzwoleniem przez Armię Czerwoną niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Ten dzień obchodzony jest jako dzień pamięci ofiar Holokaustu.

Szef Bundestagu przypomniał też o innych zbrodniach popełnionych na mieszkańcach ZSRR, w tym o śmierci ponad 3 mln radzieckich jeńców wojennych w niemieckich obozach.

Lammert zapewnił, że odpowiedzialność Niemców za zbrodnie pozostaje aktualna. Nasza historia nakłada na nas szczególny obowiązek walki przeciwko wszelkim formom wykluczenia i ksenofobii – podkreślił. – W Niemczech nietolerancja nie jest już tolerowana – zapewnił Lammert.

Prezydent Gauck z okazji 70. rocznicy przełamania blokady Leningradu wysłał list do prezydenta Rosji Władimira Putina, zapewniając w nim, że Niemcy poczuwają się do odpowiedzialności za cierpienia wyrządzone mieszkańcom miasta i brutalny sposób prowadzenia wojny przez niemieckich żołnierzy. Prezydent podkreślił znaczenie niemiecko–rosyjskiego pojednania.

W przeszłości Gauck, były wschodnioniemiecki dysydent, demonstrował rezerwę wobec rosyjskich władz, krytykując je za naruszanie praw człowieka. Jego decyzję o nieobecności na igrzyskach w Soczi odebrano jako gest krytyczny wobec Putina.

Rosja obchodzi 70. rocznicę przełamania Blokady Leningradu



27 stycznia 2014 roku Rosja
obchodzi 70. rocznicę całkowitego wyzwolenia Leningradu (obecnie
Petersburg) spod blokady niemiecko-nazistowskiej podczas II wojny
światowej. Jest to jedyne w historii miasto, które było oblegane przez
872 dni (od 8 września 1941 roku po 27 stycznia 1944 roku), nie poddało
się i przetrwało.Obecnie w Petersburgu mieszka ponad 132 tys. mieszkańców i obrońców oblężonego miasta.Dzisiaj w mieście odbędzie się defilada wojskowa i uroczyste żałobne ceremonie złożenia kwiatów.

Dyrektor
niemieckiego muzeum poświęconego historii III Rzeszy: „W Berlinie
brakuje stałego miejsca upamiętniającego polskie ofiary wojny. To musi
się zmienić”

W Berlinie jest wiele pomników poświęconych ofiarom II wojny
światowej, lecz nie ma stałego miejsca upamiętniającego męczeństwo
Polaków - twierdzi historyk

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

127. "Nasze matki, nasi ojcowie" w

"Nasze matki, nasi ojcowie" w służbie nauki. Niemiecki historyk podpiera się filmem mówiąc o polskim antysemityzmie

Niemiecka prokuratura w tym samym czasie odmówiła ścigania twórców
filmu na wniosek weteranów AK twierdząc, że obrazy w filmie są...
fikcją.

Jednym z argumentów podnoszonych przez Niemców, że film
„Nasze matki, nasi ojcowie“ nie jest relatywizacją niemieckich przewin i
przenoszeniem ich na Polaków, jest tłumaczenie, że to fikcja, w
zasadzie niegroźna licencia poetica. Tymczasem obrazy z serialu
przedstawiające rzekome przejawy antysemityzmu wśród żołnierzy Armii
Krajowej posłużyły jako... naukowe i publicznie poparcie tezy naukowca
niemieckiego o antysemityzmie w AK.

Sprawa może mieć poważny aspekt prawny. Na „wolność słowa” i
„fikcyjność” filmu powołała się bowiem np. prokuratura niemiecka.
Oddaliła ona żądanie ścigania twórców serialu, o co wnioskował mec.
Piotr Duber, berliński prawnik występujący w imieniu Andrzeja
Olszewskiego, weterana AK oraz w imieniu Światowego Związku Żołnierzy
Armii Krajowej.

Do
wolności prasy należy także prawo do przesady i prowokacji. Należy
stwierdzić, że twórcom filmu dodatkowo przysługuje podstawowe prawo do
wolności sztuki. (...) Nie chodziło o "serię dokumentalną" lecz o
fikcyjny film

- odpisał mec. Duberowi prokurator.

Tymczasem telewizja ZDF, na życzenie której zrobiono „Nasze matki,
nasi ojcowie”, stworzyła program historyczny mający przekonać widzów, że
film nie jest fikcyjny, lecz opowiada o faktach historycznych.

We fragmencie programu mającym uzasadnić antypolskie obrazy w filmie
(trzeba kliknąć link "Video dukumentation, Teil 2" i słuchać od 13
minuty, 30 sekundy) lektor mówi:

W lasach Rosji i Polski walczyli partyzanci. W zachodniej Polsce była
to tzw. Armia Krajowa. W filmie ukrywał się w niej Viktor, ponieważ
jest Żydem, nie mógł się z tym zdradzić. Ponieważ także w szeregach AK
panuje antysemityzm. Żywność zdobywali u miejscowego rolnika.

Następnie widzowie obejrzeli scenę z serialu, na której rolnik pyta,
czy nie ma wśród Akowców Żydów. Dowódca zapewnił, że nie, bo by ich
wyczuł, a młody partyzant dodaje, że „Żydów potopią jak koty”.

I w tym momencie zabiera głos Christian Hartmann, z Instytutu Historii Najnowszej w Monachium. Ekspert tłumaczy swoim rodakom:

W Polsce panował wówczas silny antysemityzm, na którym
korzystali naziści. A więc odbywały się w Polsce polowania na
ukrywających się Żydów i istniały także nacjonalistyczne polskie siły,
które nie chciały mieć nic do czynienia z Żydami, w których - tak samo
jak w Niemcach - widziały swoich wrogów. To dotyczy także części sił
partyzanckich.

Tak więc Niemcy nakręcili sobie film, który im się podoba i porównują
go do „Szeregowca Ryana”, ale „uczy” młode pokolenie, na temat
najnowszej historii.

„New
York Times” napisał niedawno, że film bardziej kojarzy się z
nazistowską propagandą, niż opowieść o historii. Faktycznie. Dr Goebels
potrafił wszystko "udowodnić".

----------

OBEJRZYJ NIEMIECKI PROGRAM "DOKUMENTALNY" W ORYGINALE.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

128. Polonia rezygnuje ze

Polonia rezygnuje ze współpracy

Polonia rezygnuje ze współpracy przy organizacji Centrum
Dokumentacji Kultury i Historii Polaków w Niemczech. Nie będą
uczestniczyć w pracach Rady Programowej.

Anna Wawrzyszko, wiceprezes Związku Polaków w Niemczech tłumaczy, że
postanowienia rady w żaden sposób nie zabezpieczają interesów polonii
niemieckiej. Ponadto odbiegają  od założeń obrad okrągłego stołu.

- Jednym z dwóch warunków, które nie zostały spełnione i
prawdopodobnie już nie będą spełnione jest wejście do tzw. kuratorium
programowego po dwóch członków z każdej z naszych organizacji. Drugi
warunek to remont Domu Polskiego w Bochum, tam miało się znajdować
centrum historyczne. Strona niemiecka zobowiązała się w umowie do
wyremontowania tego centrum dokumentacji i poniesienia kosztów tego
remontu. Okazało się jednak, że nie ma na to funduszy
– powiedziała Anna Wawrzyszko.

Jak dodała cały zebrany i zarchiwizowany  dorobek kultury polskiej
zostanie najprawdopodobniej do Westfalii. To pokazuje jaka jest polityka
premiera Donalda Tuska podkreśla mec. Stefan Hambura.

- 20 rocznica traktatu była obchodzona hucznie. W 2011 roku
miały się odbywać wspólne obrady, przeszliśmy jednak do dyktatu strony
niemieckiej, która jak zwykle dyktuje warunki. Nie przyjmuje opinii
fachowców zaprezentowanych przez Związek Polaków w Niemczech, tzw.
mniejszość polską w Niemczech. Nie ma symetrii między mniejszościami w
Polsce i w Niemczech. Mniejszość niemiecka jest wspierana przez rządy
Polski i Niemiec, a mniejszość polska w Niemczech jest zwalczana przez
rząd w Polsce i Niemczech. To jest właśnie symetria w duchu pana
premiera Tuska
– mówi mec. Stefan Hambura.

Centrum Dokumentacji Kultury i Historii Polaków w Niemczech „Porta
Polonica” rozpoczęło swoją prace w połowie ubiegłego roku. Decyzję o
jego powołaniu podjęto z okazji 20. rocznicy podpisania Traktatu między
Polską a Niemcami  o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy.

RIRM


  • Cmentarz Ofiar Hitleryzmu. I kuriozalny napis na tablicy. 'To żart? Prowokacja?'


    Cmentarz Ofiar Hitleryzmu. I kuriozalny napis na tablicy. 'To żart? Prowokacja?'

  • Na gdańskim cmentarzu-pomniku Ofiar Hitleryzmu stanął nowy pomnik.
    Wykuty w kamieniu napis głosi: "W hołdzie ofiarom Polonii Gdańskiej".

    Napis na tablicy nie jest jednak żartem.

    - Napis budzi
    logiczne wątpliwości - przyznaje Mieczysław Kotłowski, dyrektor Zarządu
    Dróg i Zieleni w Gdańsku. - Nie my jednak ustaliśmy jego treść, taki
    projekt trafił do nas do realizacji. Trudno będzie wskazać osobę, która
    popełniła błąd, z całą pewnością nie był to celowe. Wymienimy tablicę
    najszybciej, jak możemy.

    Pomnik stanął na terenie
    cmentarza jesienią ubiegłego roku. Ma upamiętniać Polaków mieszkających w
    Gdańsku, którzy zginęli w czasie II wojny światowej.

    -
    Listę z nazwiskami i datami przygotowuje Muzeum Stutthof - informuje
    Mieczysław Kotłowski. - Znajdą się one na tabliczkach, które zostaną
    przytwierdzone na jednej ze ścian pomnika. Dane są jeszcze weryfikowane,
    tabliczki będziemy umieszczać sukcesywnie. Koszt inwestycji to ok.
    30-40 tys. zł, pieniądze pochodziły ze środków wojewódzkich.

    Nikt nie informował


    - Dziwi mnie też, że miasto postawiło na terenie cmentarza nowy
    pomnik, ale nikogo o tym nie poinformowało - mówi Jarosław Wasielewski. -
    Nie było żadnych zapowiedzi w mediach na ten temat. Brak informacji
    powoduje, że mieszkańcy nie mogą świadomie uczestniczyć w życiu miasta.


    Cmentarz na Zaspie powstał w 1895 r., początkowo był miejscem
    spoczynku ubogich mieszkańców, skazańców i samobójców. Od września 1939
    roku chowano tu m.in. więźniów obozu w KL Stutthof, zmarłych w
    podobozach na Przeróbce i Kokoszkach oraz straconych w gdańskich
    więzieniach. Spoczywa na nim od kilku do kilkunastu tysięcy ofiar
    niemieckich nazistów. Od 1985 istnieje tu Cmentarz Ofiar Terroru
    Hitlerowskiego - Pomnik Bohaterów Zaspa. Na początku lat 90. na cmentarz
    przeniesiono szczątki obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku, znalezione
    podczas prac budowlanych na Zaspie w 1991 roku.


    Na ratuszu zawiśnie tablica. Radni debatują, czy wyryć na niej nazwisko generała SS Heinza Reinefartha, czy tylko bezosobowy napis, że odpowiedzialny za stłumienie powstania warszawskiego był po wojnie burmistrzem Westerlandu
    Czy można się modlić na grobie zbrodniarza? - pytam pastor Susanne Zingel. Rozmawiamy na cmentarzu przy kościele św. Seweryna w Keitum na wyspie Sylt. Przed nami przecięty na pół głaz. To nagrobek zmarłego w 1979 r. SS-Gruppenführera Heinricha (Heinza) Reinefartha, który przez 12 lat był burmistrzem sąsiedniego miasteczka Westerland.

    Na kamieniu imię, nazwisko, daty urodzin, śmierci i symbol krzyża rycerskiego z liśćmi dębu. To order za utopienie we krwi powstania warszawskiego. Reinefarth ma na sumieniu dziesiątki tysięcy mieszkańców, w tym kobiet i dzieci.

    Przed spotkaniem ze mną pastor Zingel podpytywała o byłego burmistrza swoich starszych parafian. Wszyscy zapewniali, że był porządnym człowiekiem i dobrym gospodarzem. Dlaczego więc nie ma grobu w...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

129. TVP podpisała umowę z rządową stacją radiowo-telewizyjną „Deutsc

TVP podpisała umowę z rządową stacją radiowo-telewizyjną „Deutsche Welle”
http://wpolityce.pl/media/197472-niemiecka-propaganda-poplynie-wartkim-s...

Telewizja Polska podpisała z rządową rozgłośnią „Deutsche
Welle” nową umowę w sprawie „zintensyfikowania współpracy”. Zapisy z
dokumentu tylko na pozór brzmią neutralnie; jeśli się w nie wczytać i
umieścić w kontekście podległości politycznej obecnej władzy wobec
Berlina, wyłoni się z dokumentu bardzo ponura przyszłość polskich interesów.

Krótko o „Deutsche Welle”. Ta powstała w 1953 r. rozgłośnia
radiowo-telewizyjna jest niedochodowym przedsięwzięciem niemieckiego
rządu. Władza niemiecka trzyma nad „DW” nadzór prawny i finansowy. Jest da facto jednym z ogniw ministerstwa spraw zagranicznych RFN;
pełni rolę propagandową i lobbystyczną niemieckich interesów.
Wiadomości, które są podawane w wielu językach, w tym po polsku, to
biuletyn informacyjny niemieckiego rządu.
I teraz „niemiecka fala” weszła w ściślejszą współpracę (dotąd
współdziałała w kilku małych obszarach z TVP Info) z TVP. Na czym ma polegać ta współpraca? Chodzi m.in. o

wymianę materiałów informacyjnych przy realizacji programu bieżącego, również w kontekście aktualnego kryzysu politycznego na Ukrainie

— czytamy w artykule na stronie internetowejDW”.

Tak więc mamy otwartym tekstem zapowiedź tego, że niemiecki rząd chce suflować Polakom poprzez współpracę z TVP swoją wizję rozwiązania „kryzysu na Ukrainie”.

Jak wiadomo polskiej racji stanu jest zupełnie nie po drodze z prorosyjskością elity politycznej Niemiec, więc tamtejszy MSZ przy pomocy „DW” będzie próbował przebudowywać poglądy Polaków, „na obraz i podobieństwo” Niemców - prawie połowa z nich trzyma stronę Putina.

CZYTAJ WIĘCEJ: Większość Niemców nie chce stanąć w konflikcie z Rosją po stronie Zachodu. Stara miłość nie rdzewieje…?

Teraz niemieckie MSZ, poprzez „DW”, wykorzysta do swoich interesów politycznych medium, które jest na szczycie pod względem oglądalności w Rzeczypospolitej – TVP. O prywatne, zaprzyjaźnione stacje telewizyjne, nasi zachodni sąsiedzi nie muszą się martwić; Tam całą dobę widać niemieckie wpływy.

Dalej w tekście na stronie „DW” czytamy optymistyczną wypowiedź prezesa TVP Juliusza Brauna. Powiedział on, że:

wiąże z umową nadzieję, iż dzięki kooperacji z Deutsche Welle, która adresuje swój
program do widzów na całym świecie, również szeroka tematyka polska
dotrze do odbiorców za granicą. Ta współpraca zapewni nam jednocześnie
kompetentne prezentowanie tematyki niemieckiej w Polsce.

Juliusz Braun jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Z
punktu widzenia Berlina oczywiście. Jak dobrze wiadomo w zasadzie jedyną
„tematyką polską” serwowaną przez niemieckie media niemieckim odbiorcom
jest „tradycyjny polski antysemityzm”, „współpraca Polaków z
nazistami w holokauście” oraz „polska odpowiedzialność za wybuch wojny”.
Jako relaks podawana jest: „polska przestępczość graniczna”,
„współczesny polski faszyzm” oraz (od jesieni 2007 r.) „sukcesy rządu
Tuska”.

Prezesa Brauna cieszy, że będzie tego więcej i na
wszystkich kontynentach, do których dociera „niemiecka fala”. To
poniekąd zrozumiałe, bo prezes Braun ma już zasługi w promowaniu
niemieckiej wizji historii najnowszej. Jego firma kupiła (niech chce się przyznać za ile) serial „Nasze matki, nasi ojcowie”, który powstał za pieniądze z niemieckiego budżetu federalnego, tego samego, z którego utrzymywana jest stacja „Deutsche Welle”, z którą Braun podpisał umowę.

Braun należy do formacji, której obce są polskie ideały. Jeszcze kilka lat rządów tej formacji, a „Nasze matki, nasi ojcowie” TVP będzie produkowała w kooperacji z „DW” jako wieczorynki dla dzieci. No bo na czym ma polegać prezentowanie „tematyki niemieckiej w Polsce”?

Sławomir Sieradzki

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Deżawi

130. Deutsche Welle i polityka historyczna Niemiec

Niemcy wolą nam 'pisać' historię, bo swojej... 'nie posiadają'.

Historia Niemiec z okresu pierwszej wojny światowej została 'zamieciona pod dywan'.

Historia Niemiec z okresu drugiej wojny światowej również została 'zamieciona pod dywan'.

Historia Niemiec to zmarły w 1979 r. burmistrz Westerlandu na wyspie Sylt.

Faktyczni 'Nasze matki, nasi ojcowie' to burmistrz Heinz Reinefarth.

Mają tego świadomość.

"Moje posty od IV 2010"                                              

avatar użytkownika TW Petrus13

131. strategia

gdyby Obama miał pewność że Putin odda UE pod rządy ekspertów z Wall Street.Wsparłby go najnowszą medialną technologią "The Best",jaką wciąż ogłupia Amerykanów.Przywódcy amerykańscy są nastawieni bardziej na "KOMUNIZM" niż sama Rosja!. Pytanie:
nagroda?,wirtualny uścisk mojej niewątpliwie mocnej łapy!.
Kto (i dlaczego) wysłał do ZSRR komponenty do produkcji bomby atomowej?. Czy dziś nie będzie podobnie?. Uważam że Putin jest masonem 33 stopnia wtajemniczenia
,doprowadzi do krótkiej strategicznej wojny (rozeznanie - rozpoznanie gotowości),przed ostateczną .Wykołuje Niemców dokładnie tak samo,jak to zrobił Stalin,polegnie Chińczyk go zaatakuje broniąc swoich interesów,a to mieści się w planach (nie Obamy) a Wall Street!.
ps.przecież pisałem o tym że Niemcy będą koniem trojańskim w UE!


 

avatar użytkownika Maryla

132. Niemcy w walce z nazizmem!

Niemcy w walce z nazizmem! rok 2015 w Niemczech planowany jest jako "70. rocznica WYZWOLENIA OD NAZIZMU"


Not Nazi but German




Auschwitz był niemiecki

Rozpoczął się cykl konferencji mających na celu zwrócenie uwagi
na fałszowanie naszej historii w zagranicznych mediach

„Media kłamią – Auschwitz był niemiecki” – to
tytuł cyklu konferencji, które mają uświadomić Polakom, jak fałszowana
jest nasza historia.

Pilotarzowe konferencje przeprowadzono m.in. w Urzędzie Wojewódzkim w
Olsztynie oraz w obiektach miejskich w Ełku i Elblągu (Ratusz
Staromiejski). Współorganizatorami konferencji były władze samorządowe
tych miast, m.in. prezydent Elbląga. Bardzo licznie uczestniczyli w nich
ludzie młodzi.

Konferencje są jednym ze sposobów, oprócz procesów sądowych m.in. z
niemieckim dziennikiem „Die Welt”, w jaki Stowarzyszenie Patria Nostra,
specjalnie powołane w celu zwalczania pomówień Polaków w mediach, chce
przeciwstawić się temu złemu zjawisku. – Używanie w mediach
sformułowania „polskie obozy zagłady” jest bardzo niebezpieczne ze
względu na szerokie rozpowszechnianie tego kłamstwa. Głównym celem
naszych konferencji jest wskazanie, jakie zagrożenia niesie ze sobą
takie fałszowanie historii – mówi w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl mec.
Lecha Obara, prezes Stowarzyszenia Patria Nostra.

Podczas konferencji w Elblągu podał, że w ubiegłym roku tylko w
niemieckich opiniotwórczych mediach kłamliwego sformułowania „polskie
obozy zagłady czy koncentracyjne” użyto aż 30 razy. Prezes Patria Nostra
wskazał, że to fałszowanie historii trwa. – Ostatnio otrzymaliśmy
kolejne dwa zgłoszenia o użyciu przez niemieckie media tego nikczemnego
sformułowania – wskazuje mec. Obara.

Punktami stałymi w programie konferencji są prelekcje oraz dyskusja z
młodzieżą. Wśród prelegentów, którymi są historycy, prawnicy i
świadkowie historii, jest Janina Luberda-Zapaśnik, prezes Polskiego
Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów
Koncentracyjnych. Młodzieży opowiada ona o swoich tragicznych
przeżyciach podczas kaźni, jakiej doznała ona oraz jej rodzina w
niemieckim obozie koncentracyjnym w Potulicach. Trafiła tam jako
11-letnie dziecko razem z rodzicami i czworgiem młodszego rodzeństwa.
Jej rodzeństwo zginęło w obozie, z pięciorga dzieci ocalała tylko ona. –
W niemieckim obozie koncentracyjnym w Potulicach osobiście
doświadczyłam okrucieństwa niemieckiego okupanta i byłam świadkiem
śmierci setek dzieci i osób dorosłych różnych narodowości – świadczyła
podczas konferencji Janina Luberda-Zapaśnik. Przypomniała, że w czasie
funkcjonowania tego niemieckiego obozu życie straciło w nim m.in. 800
dzieci.

Podczas konferencji prezentowany jest film „Historia Kowalskich”.
Opowiada on o zbrodni popełnionej przez okupantów niemieckich w
Ciepielowie w grudniu 1942 r., kiedy to za ukrywanie Żydów spalili oni
żywcem cztery polskie rodziny – Kowalskich, Obuchiewiczów, Skoczylasów i
Kosiorów. Potomkowie tych rodzin po latach odebrali medale Sprawiedliwy
wśród Narodów Świata, najwyższe izraelskie odznaczenie cywilne. Podczas
emisji filmu niejedna z osób obecnych na konferencji była mocno
poruszona. Prezes Stowarzyszenia Patria Nostra mówi, że ten bardzo dobry
film powinien być lepiej rozpowszechniony, pokazywany m.in. w szkołach.
– Szczególnie zależy nam na projekcjach w szkołach filmów tak dobrych,
jak „Historia Kowalskich”. Producent i reżyser tego filmu dał nam prawa
nieodpłatnej projekcji filmu dla młodzieży m.in. na naszych
konferencjach – wskazuje mecenas Lech Obara. Prezes Patria Nostra
dodaje, że „te spotkania mają też na celu rozpoczęcie dyskusji o naszej
historii, o dumie narodowej, o naszych bohaterach”. – Naszym marzeniem
jest wejść z tymi konferencjami do szkół – podkreśla mecenas Lech Obara.

Cykl spotkań rozpoczął się trzema spotkaniami w Olsztynie, Ełku i
Elblągu. Docelowo mają się one odbywać w różnych miastach na terytorium
całej Polski w ramach projektu „Pamięć, tożsamość i odpowiedzialność”,
który prowadzi Stowarzyszenie Patria Nostra zwalczające na drodze
sądowej używanie przez zagraniczne media kłamliwego sformułowania
„polskie obozy zagłady”. Wraz ze Stowarzyszeniem w organizowanie
konferencji zaangażowane są m.in. Polski Związek Byłych Więźniów
Politycznych, Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych oraz
Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej w Olsztynie.

Adam Białous



zdjecie

Zdjęcie: Reuters-Itar-Tass/
-

Melodia w tonacji GRU

http://www.naszdziennik.pl/mysl/84081,melodia-w-tonacji-gru.html

Kłamstwo panoszy się w naukach historycznych za
sprawą niezwykle poręcznego pojęcia „narracji”. Bez znaczenia są twarde
fakty – ważna jest ich segregacja oraz interpretacja zgodna z założoną
tezą. „Nie jest ważne, jak było, tylko jak się komuś obecnie wydaje. To
już nie jest nauka, to toporna ideologia i prostacka propaganda” –
powiada znany historyk Leszek Żebrowski, autor wydanej ostatnio książki
„Zatruwanie pamięci”.

Mają więc swoją „narrację historyczną” Niemcy, mają ją Rosjanie, a
także Żydzi. Ci pierwsi – o czym pisze Żebrowski – zamazują własną
odpowiedzialność za zbrodnie i obozy koncentracyjne, zasłaniając się
„nazizmem”. I tak z mediów zachodnich dowiadujemy się, że „naziści” (bo
przecież nie Niemcy) opanowali Republikę Weimarską w 1933 roku,
sprzymierzyli się ze Stalinem, uderzyli na Polskę w 1939 roku, zakładali
„polskie” obozy koncentracyjne… Historyk, który od ćwierć wieku zmaga
się z nieprawdą, ujmuje rzecz lapidarnie: „Coraz częściej mamy do
czynienia z nową wykładnią historii współczesnej. Kaci w mundurach
Wehrmachtu przedstawiani są jako dzielni żołnierze, którzy w wolnych
chwilach opiekują się ludnością cywilną w okupowanym kraju, dostarczając
jej rozrywek”.

Żebrowski staje na ubitej ziemi przeciwko Janowi Tomaszowi Grossowi,
który zatruwa umysły czytelników na Zachodzie i w Polsce, dowodząc
pseudonaukowymi metodami, że Polskie Państwo Podziemne było z gruntu
antysemickie, bo nie powstrzymało holokaustu. Polski historyk uderza w
„narrację” żydowską, odkrywając szerokie obszary konsekwentnie
pomijanych faktów, takich jak współpraca Żydów na Kresach z Sowietami
przeciwko polskim oddziałom niepodległościowym. Dociera do
najdrobniejszych szczegółów, rzuca światło prawdy na współudział Żydów w
zbrodni na mieszkańcach Naliboków i Koniuchów. Demitologizuje
działalność braci Bielskich, z których Hollywood uczyniło heroicznych
przywódców partyzantki żydowskiej. Mierzy się wreszcie z tematem
drażliwym, jakim jest sprawa Jedwabnego, stawiając niewygodne pytania i
odkrywając fakty podważające bezdyskusyjną już, niestety, wykładnię
tamtych tragicznych wydarzeń, według której winę za mord Żydów ponosi
wyłącznie zdziczała i przeżarta nienawiścią do sąsiadów polska ludność.

Żydowska agentka GRU „Zosia”

Słowa Żebrowskiego o instrumentalnym traktowaniu historii potwierdza
sączący się od lat do powszechnej świadomości na Zachodzie i w Polsce
prosty przekaz: „lewicowy równa się antyfaszystowski” – dość przypomnieć
warszawską wystawę ku czci Róży Luksemburg, wykreowanej na
„zdeklarowaną przeciwniczkę wojny”, czy pamiętny rajd niemieckich
lewackich „antyfaszystów”, którzy zjechali do Warszawy w Święto
Niepodległości, by „rozprawić się z polskimi brunatnymi siłami”.

W tę utrwaloną już kalkę wpisuje się wydana w tym roku przez Żydowski
Instytut Historyczny powieść izraelskiej autorki Jehudit Kafri „Zosia.
Od doliny Jezreel do Czerwonej Orkiestry”. Autorka kreśli sentymentalny
obraz życia Zofii Poznańskiej, Żydówki z Kalisza, na której historię
natknęła się, badając dzieje własnej rodziny. W międzywojniu Poznańska,
zdeklarowana syjonistka, wyjechała do Palestyny, gdzie – jak podaje
Jehudit Kafri – poznała polskiego Żyda, zawodowego rewolucjonistę
Leopolda Treppera rodem z Nowego Targu. Ten wprowadził ją do
Palestyńskiej Partii Komunistycznej, a pod koniec lat 30. XX wieku w
struktury tzw. Czerwonej Orkiestry, przedstawionej przez pisarkę jako
grupa „antyfaszystowskich” działaczy, związanych wprawdzie z Moskwą, ale
działających ze szlachetnych pobudek. Zofia Poznańska, „jedna z
anonimowych bohaterek II wojny światowej – jak mówi Jehudit Kafri –
dobrze rozumiała, na czym polega doniosłość działalności
antynazistowskiej w tym czasie” i stawiła czoła hitlerowskiemu reżimowi.
Pojmana razem ze swoim dowódcą kapitanem Michaiłem Makarowem oraz
innymi agentami sowieckimi przez gestapo w grudniu 1941 roku, brutalnie
przesłuchiwana, popełniła samobójstwo.

Orkiestra stroi instrumenty

Czym była Czerwona Orkiestra, której apologię znajdujemy w
izraelskiej powieści? Siatką założoną przez sowiecki wywiad wojskowy GRU
w 1938 roku na Zachodzie w celu infiltracji środowisk wojskowych III
Rzeszy. Przedsięwzięcie miało dla Stalina zasadnicze znaczenie, bo od
gigantycznych kredytów niemieckich i dostaw zbrojeniowych w zamian za
surowce z ZSRS zależało powodzenie sowieckich planów podbicia Europy.
Ekspansja terytorialna komunizmu możliwa była wówczas tylko dzięki
współpracy z Niemcami. Stalin potrzebował więc jak najwięcej informacji o
swoim potężnym sojuszniku.

W literaturze poświęconej Czerwonej Orkiestrze – kryptonim „Rote
Kapelle” nadało siatce GRU gestapo w 1942 roku – trudno trafić na
nazwisko Poznańskiej. Prawdopodobnie była jednym z wielu
współpracowników. Także życie jej założyciela, Leopolda Treppera, wciąż
obfituje w białe plamy. Wiadomo, że komunizował od młodości, że w latach
20. organizował strajki górnicze w Dąbrowie Górniczej, a w 1923 roku
wyjechał do Palestyny, gdzie związał się z bolszewizmem. Deportowany do
Francji za „działalność wywrotową”, osiadł w Marsylii – tam został
zwerbowany przez GRU. Kursował między Paryżem a Moskwą, a wreszcie w
1937 roku otrzymał – jako sprawdzony agent – od szefa GRU polecenie
zorganizowania sieci szpiegowskiej w Europie Zachodniej. Przedsięwzięcie
nabrało realnych kształtów w 1938 roku, gdy współpraca militarna
Stalina z Hitlerem kwitła w najlepsze. Idea była prosta i nienowa:
powołać do życia przedsiębiorstwa handlowe i produkcyjne, a pod ich
szyldem ukryć działalność agenturalną. Plan przewidywał, że firmy
powstaną w państwach otaczających III Rzeszę. Kilkuosobowe grupy miały
zdobywać informacje o potencjale militarnym i przemysłowym Niemiec, o
rozmieszczeniu wojsk oraz ich ruchach.

Trepper, zgodnie z zasadami obowiązującymi „nielegała”, wyjechał z
Moskwy przez Sztokholm do Antwerpii, gdzie przedzierzgnął się w
kanadyjskiego przedsiębiorcę, by osiąść wreszcie w Brukseli. Założył tam
w 1938 roku za sowieckie pieniądze firmę importowo-eksportową i
zajmował się sprzedażą płaszczy nieprzemakalnych we Francji, Włoszech, w
Holandii, Danii, Szwecji, Norwegii oraz w samych Niemczech. W istocie
nawiązywał kontakty i werbował informatorów.

Gra na czerwoną nutę

Dla wzmocnienia brukselskiej placówki GRU przysłało w 1939 roku,
przed wybuchem II wojny światowej, dwóch „Urugwajczyków”: Anatolija
Gurewicza, doświadczonego jeszcze w Hiszpanii, oraz Michaiła Makarowa –
tego właśnie, z którym Zofia Poznańska wpaść miała w ręce gestapo.

Działalnością całej sieci GRU kierowało zatem dwóch ludzi: Trepper,
nazywany „Dużym Szefem”, i Anatolij Gurewicz – „Mały Szef”. Ten pierwszy
przeniósł centralę po upadku Francji w czerwcu 1940 roku do Paryża. Od
1941 roku z jego inicjatywy w okupowanej stolicy Francji działać zaczęła
firma handlowa, a w Brukseli powstała druga, kierowana przez Gurewicza.

Obie instytucje zdobyły dla Moskwy wiele informacji, ale
rzeczywistych rozmiarów sowieckiej infiltracji w III Rzeszy nie znamy.
Podczas gdy brukselska agentura Gurewicza rozszerzała kontakty z
producentami sprzętu wojskowego dla Wehrmachtu w Pradze i Monachium,
firma Treppera, ulokowana na Polach Elizejskich, w sąsiedztwie siedziby
niemieckiej Organizacji Todt, wypłynęła na szersze wody. Organizacja
Todt prowadziła prace budowlane na rzecz wojska wszędzie tam, dokąd
dotarły niemieckie wojska. Trepper niezawodnym instynktem szpiega wyczuł
możliwość utworzenia za jej pośrednictwem solidnej bazy informacyjnej.
Zainstalował tam swoich ludzi, a także zdobył „niemieckich przyjaciół”,
urządzając zakrapiane przyjęcia i wyciągając informacje. A nie były to
dane bez znaczenia: przy wódce wydobył na przykład z niemieckiego
inżyniera zwierzenia o przygotowaniach do uderzenia na Sowiety. Tę
informację, podobnie jak wszystkie inne dotyczące planu niemieckiego
ataku, Stalin po prostu zlekceważył. Dla Treppera pracowali kolejarze
francuscy, od których dostawał materiały o transportach wojskowych, oraz
skomunizowane związki zawodowe, przekazujące dane o produkcji
zbrojeniowej. Podsłuch telefoniczny założony w paryskiej siedzibie
niemieckiego kontrwywiadu Abwehry przyniósł żniwo obfite: GRU znała na
czas rozkazy kursujące między Paryżem a Berlinem. Stosowano też metody
stare jak świat: „damy do towarzystwa” wypytywały oficerów o
stacjonowanie jednostek, straty, nastroje w Wehrmachcie.

Kiedy Niemcy uderzyły na Sowiety, szczególnego znaczenia nabrała
intensywna łączność radiowa, ponieważ poczta dyplomatyczna przestała
działać. Niemcy zaczęli szaleć po Brukseli, szukając radiostacji.
Wreszcie w grudniu 1941 roku namierzyli mieszkanie, skąd nadawał
wspomniany już Makarow, zwierzchnik komórki, której członkiem miała być
Zofia Poznańska. Wpadli na gorącym uczynku.

W lipcu 1942 roku zaczęły się aresztowania w Paryżu, ponieważ gestapo
powołało Sonderkommando do wykrycia sowieckich „grajków” – jak w
żargonie agenturalnym nazywano telegrafistów. Do jesieni 1942 roku
Niemcy zlikwidowali sieć. Wpadki nastąpiły jedna po drugiej: w
listopadzie schwytano Gurewicza, którego wsypał Makarow, a niedługo po
nim – Treppera. Obu szefom udało się ujść z życiem, ponieważ Niemcy
postanowili wykorzystać ich do szpiegowskiej gry z Sowietami.

Agent GRU na czele Żydów w PRL

Trepper wykorzystał do ucieczki względną swobodę ruchów, jaką uzyskał
dzięki współpracy z gestapo. Poprosił o zawiezienie do apteki, po czym
opuścił ją spokojnie tylnym wyjściem. I przepadł. Nie jest jasne, jak
przedostał się do ZSRS po wojnie, wiadomo natomiast, że przywitano go
tam jak wroga. Dziesięcioletni wyrok odsiadywał na Łubiance i w
Lefortowie. Opuściwszy więzienie, przeprowadził się w połowie lat 50. do
Polski z żoną i synami.

Agent GRU, używając nazwiska Leib Domb, został w 1962 roku – po
Grzegorzu Smolarze (ojcu Aleksandra i Eugeniusza) – przewodniczącym
Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Do Izraela
wyemigrował po wojnie sześciodniowej. W 1973 roku opublikował
autobiografię „The Great Game”, której polskie tłumaczenie ukazało się
jesienią 2012 roku („Wielka gra”). Zmarł w Jerozolimie w 1982 roku.

Byłem Stirlitzem…

Sprawę Anatolija Gurewicza prowadził Heinz Pannwitz, odpowiedzialny
za pacyfikację czeskiej wsi Lidice. Pannwitz zdawał sobie sprawę z tego,
że Niemcy wojny wygrać nie mogą, a los swój przypieczętował udziałem w
masakrze. We współpracy z Gurewiczem dostrzegł szansę na ocalenie skóry.
Postanowił przekazać Sowietom materiały ze śledztwa przeciwko Czerwonej
Orkiestrze, licząc na sowiecką wdzięczność. Gurewiczowi natomiast,
który sypał na potęgę, zależało na przekonaniu centrali GRU, że do
wpadki doszło bez jego winy. Nie wiemy, jak i kiedy Rosjanin przedostał
się do Sowietów – według jego oficjalnego życiorysu spędził 25 lat w
łagrach. Ale gdy wraz ze wzrostem wpływów służb w latach 90. historie
dawnych sowieckich „bohaterów” zaczęły się pojawiać w prasie, Gurewicz
wypłynął. Dawał wywiady, doczekał się własnej strony internetowej.
Sugerował nawet, że sowiecki serial „Siedemnaście mgnień wiosny” został
osnuty na kanwie jego historii, a on sam był pierwowzorem postaci
Stirlitza…

Przeciw Hitlerowi – w imię bolszewizmu

O Czerwonej Orkiestrze wiemy wciąż niewiele. Znamy poszczególne
wątki, które urywają się niespodziewanie; brakuje danych liczbowych.
Wasilij Mitrochin, archiwista KGB, który na początku lat 90. XX wieku
przekazał Brytyjczykom owoc swej wieloletniej pracy – notatki
sporządzane potajemnie w kwaterze KGB – podaje, że Czerwona Orkiestra
liczyła 117 agentów.

„Narracja” żydowska, kreująca agentkę GRU na bohaterkę, splata się z
rosyjską, według której Sowiety zawsze były wrogami III Rzeszy. „Zosia –
twierdzi autorka powieści gloryfikującej siatkę GRU – stała się
uczestnikiem walki po stronie Armii Czerwonej. A bez wielkiego wkładu
Armii Czerwonej w zwycięstwo, Hitler i jego przerażający reżim mógł
wygrać wojnę i władać sporą częścią świata”.

Agentura GRU działała przeciwko Hitlerowi, służąc imperialnej idei
sowieckiej. Czy jest powód, by gloryfikować jej agentów? Rację ma Leszek
Żebrowski, gdy mówi, że „określone grupy interesów, ale też siły
polityczne, mają możliwości i cel prowadzenia takiej polityki
historycznej, jaka jest dla nich przydatna”.

Anna Zechenter




Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Lancelot

133. Ponad 4lata temu

popełniłem byłem notkę: http://blogmedia24.pl/node/26356 I napiszą nam "Eine neue Geschichte Europas" sprawdza się. Pzdr

 RACJA JEST JAK DUPA, KAŻDY MA SWOJĄ  /Józef Piłsudski/

avatar użytkownika Maryla

134. Steinbach rezygnuje

Steinbach rezygnuje z szefostwa w Związku WypędzonychSteinbach rezygnuje z szefostwa w Związku Wypędzonych
Erika Steinbach, szefowa niemieckiego Związku Wypędzonych, zapowiedziała, że nie będzie ubiegać się o następną kadencję.Steinbach była szefową Związku od 16 lat. W rozmowie z "Frankfurter
Allgemeine Zeitung" stwierdziła, że nadszedł czas, aby przekazać stery
w inne ręce. Niemka dodała, że kończy swoją pracę z czystym sumieniem.
Za swój największy sukces uważa Centrum przeciwko Wypędzonym, które
powstaje w Berlinie. Był to jeden z głównych celów, które zamierzała
zrealizować. Centrum będzie informować kolejne pokolenia o losie
wysiedleńców.


Działalność Steinbach i Związku Wypędzonych
budziła kontrowersje w Polsce i Czechach. Niemka niejednokrotnie
domagała się odszkodowań i zwrotu mienia, które należało niegdyś
do obywateli tego kraju. Steinbach podkreślała, że wywłaszczenia były
nielegalne. Wyraziła też żal, że przepisy dotyczące prawa do powrotu
wciąż nie zostały uregulowane.

Powiązane wiadomości

Brawo
MSZ! Jesteśmy pełni podziwu dla dokonań naszego twittministerstwa w
sprawie kłamstw jakie są powielane pod naszym adresem. Mamy nadzieję, że
wygodnie siedzi się w tych fotelach za kilkanaście tysięcy...i że już nie długo.

Polska wypłaci odszkodowania/zasiłek żydom ocalonym z Holocaustu.
Tak, Polska. Nie Niemcy...bo oni są przecież ofiarami nazizmu... jeśli jeszcze o tym nie słyszeliście to przypominam, że François Hollande
w uroczystość upamiętniającą lądowanie w Normandii wypowiedział takie
zdanie: "Chcę wspomnieć również odwagę Niemców, także będących ofiarami
nazizmu, wplątanych w wojnę, która nie była ich".

Biedni Niemcy...

Wychodzi więc na to, że naziści byli z Polski ponieważ to my będziemy
wypłacać odszkodowania za to, że Niemcy (tfu!) naziści podbili nas i
mordowali nas na naszych ziemiach. Podejrzewam, że następny w kolejce do
odszkodowań będzie Egipt bo przecież tam żydzi też byli

O odszkodowaniach dla Polaków jakoś na razie nie słychać...
Najpierw widocznie musimy wszystkich przeprosić, tak zapobiegawczo. A więc...
Przepraszamy cały świat - za "polish death camps"!
Przepraszamy Rosjan za Lenina i Stalina!
Niemców - za Hitlera!
Żydów - za holocaust
Komunistów - za te cholerne, odwieczne dążenie do wolności.
Prze-pra-sza-my!

Jesteśmy narodem, który poniósł największe straty w ludziach w czasie
II WŚ - ok.20% ludności, zrujnowano nam dosłownie wszystko (mój dziadek
opowiadał mi, jak wycofujący się z frontu Niemcy wyciągali nawet brukową
kostkę i krawężniki) i zostawiono na pastwę komunizmu mimo pięknych
deklaracji przyjaźni i sojuszów...

Brawo politycy! Widać nadstawienie drugiego policzka Wam nie wystarczyło... więc nadstawiliście dupę.

--------------------
Źródła:
[1] http://www.nowastrategia.org.pl/absurdow-ciag-dalszy-wyplacimy-zasilki-zolnierzy-armii-czerwonej-ofiar-holocaustu/
[2] http://wgospodarce.pl/informacje/13851-polska-wyplaci-odszkodowania-za-holocaust-polska-a-nie-niemcy
[3] http://www.polskatimes.pl/artykul/3464471,francois-hollande-w-normandii-niemcy-byli-ofiarami-nazizmu-wplatano-ich-w-wojne,id,t.html
[4] fot. podroze.onet.pl

Niemcy: Szefowa BdV Steinbach nie będzie walczyć o kolejną kadencję

Długoletnia przewodnicząca niemieckiego Związku
Wypędzonych (BdV) Erika Steinbach nie będzie się ubiegać o kolejną
kadencję na tym stanowisku. O decyzji swojej szefowej BdV poinformował w
niedzielę na swojej stronie internetowej.

“Moje 16 lat na czele BdV było cudownym wyzwaniem i wartym zachodu
zadaniem” – podkreśliła 70-letnia Steinbach w oświadczeniu opublikowanym
przez Związek Wypędzonych. “Teraz nadszedł czas przekazania tego urzędu
w inne ręce, dla nowych wyzwań!” – dodała, ogłaszając, że w wyborach
prezydium BdV w listopadzie nie będzie kandydowała.

Steinbach, która urodziła się w Rahmel (dzisiejsza Rumia w okupowanej
wtedy przez wojska niemieckie Polsce) w rodzinie niemieckiego
żołnierza, stoi na czele BdV od 1998 roku. Pod jej kierownictwem będąca
federacją ziomkostw organizacja zdobyła duży wpływ na politykę
niemieckiego rządu. W 1999 roku Steinbach wyszła z inicjatywą budowy w
Berlinie “Centrum przeciwko wypędzeniom” – kontrowersyjnej placówki,
której celem miało być udokumentowanie losów Niemców przymusowo
wysiedlonych po II wojnie światowej z Europy Środkowo-Wschodniej oraz
oddanie czci ofiarom represji.

Jej żądania zadośćuczynienia za niesprawiedliwość wypędzeń spotkały
się z ostrą krytyką w Polsce i w Czechach. Rządy i społeczeństwa tych
krajów obawiały się, że kierowane przez ziomkostwa Centrum może
przedstawiać wypaczoną wersję historii. Działania Steinbach doprowadziły
pod koniec ubiegłej dekady do poważnego pogorszenia relacji
polsko-niemieckich. Jej wypowiedzi dotyczące współodpowiedzialności
Polski za wybuch II wojny światowej wywołały powszechne oburzenie.

W 2009 roku Steinbach okazała jednak gotowość do kompromisu,
rezygnując z miejsca we władzach fundacji tworzącej Centrum przeciwko
wypędzeniom, co pozwoliło na załagodzenie sporu z Polską. Wcześniej
zdystansowała się od postulatu materialnych odszkodowań dla wypędzonych.
Od 1990 roku Steinbach zasiada w Bundestagu jako deputowana CDU.

Steinbach powiedziała gazecie “Frankfurter Allgemeine Zeitung”
(wydanie poniedziałkowe), że oddaje urząd “z czystym sumieniem”,
podkreślając, że w czasie, gdy kierowała związkiem, “wiele osiągnęła”.
Wskazała na utworzenie fundacji “Centrum przeciwko wypędzeniom”,
podkreślając, że dzięki temu w Berlinie powstaje miejsce pamięci, które
będzie informowało następne pokolenia o losach wypędzonych.

Budowa ośrodka dokumentacyjno-informacyjnego rozpoczęła się w czerwcu
zeszłego roku. Jego otwarcie planowane jest na 2016 rok. Program
planowanej tam stałej wystawy uległ korzystnej zmianie, m.in. dzięki
współpracy polskich historyków.

Za swój sukces szefowa BdV uznała też uwzględnienie w umowie
koalicyjnej rządu kanclerz Angeli Merkel postulatu ustanowienia w
Niemczech Narodowego Dnia Pamięci o ofiarach wypędzeń. Takie święto
wprowadziły już władze kilku krajów związkowych, w tym Bawarii.

W wywiadzie dla “FAZ” Steinbach powtórzyła, ze wywłaszczenia Niemców
po 1945 roku były bezprawne, a jej wysiedleni z dawnych siedzib rodacy
nie utracili prawa do powrotu na ziemie ojczyste. Wyraziła ubolewanie,
że podczas negocjacji o wstąpieniu krajów środkowoeuropejskich do UE nie
udało się rozwiązać tych kwestii.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

135. "Niemcy są podwójnymi



"Niemcy są podwójnymi pokrzywdzonymi, bo byli pierwszymi ofiarami
nazistów". Pokłosie działalności Steinbach jest katastrofalne dla Polski

youtube.pl


zdjecie

Erika Steinbach była skutecznym instrumentem Berlina w kształtowaniu na nowo pojęcia ofiar nazizmu (FOT. REUTERS)

Steinbach odchodzi

@: Dorota Arciszewska-Mielewczyk

Erika Steinbach rezygnuje z
przewodniczenia tzw. Związkowi Wypędzonych, nie będzie się już więcej
ubiegała o to stanowisko. Odchodzi osoba, która politycznie jest
spełniona. Doprowadziła do końca swój sztandarowy pomysł – Centrum
Przeciwko Wypędzeniem. Jest to jej wielki polityczny sukces, na który
Polska nie potrafiła skutecznie odpowiedzieć.

Polska? Nie, nie Polska, ale obecnie rządzący naszym krajem, którzy
politykę traktują w kategoriach krótkofalowych, doraźnych, obliczonych
na to, co „tu i teraz”. Jutro jest poza zasięgiem ich intelektualnych
możliwości. Pamiętam ten chocholi taniec nad kandydaturą Eriki Steinbach
do Rady Nadzorczej CPW i ten zachwyt polskiego Salonu, że zgłoszenie
udało się utrącić, jakby personalia były tutaj sprawą pierwszoplanową, a
nie sama idea powołania do życia projektu, który ma odwrócić
historyczne wektory.

Ciemne karty „wypędzonych”

Polityczna pozycja Eriki Steinbach ufundowana była na kłamstwie.
Wielokrotnie mówiłam i pisałam, że Steinbach powinna stać na czele nie
tzw. Związku Wypędzonych, a Związku Niemieckich Uciekinierów. Nie była
żadną wypędzoną, osiadłą z dziada pradziada na ziemiach obecnie
należących do Rzeczypospolitej.

Warto tu przypomnieć, że Steinbach była córką pary, którą niemieckie
władze przysłały do Polski, by sprawować skuteczny nadzór nad okupowanym
krajem. Urodziła się w Rumi niedaleko Gdyni, gdzie stacjonował jej
ojciec, podoficer Luftwaffe. W styczniu 1945 r., na trzy miesiące przed
wkroczeniem Armii Czerwonej, matka z półtoraroczną Eriką i jej
trzymiesięczną siostrą opuściły Rumię i uciekły do Szlezwika-Holsztynu. W
ten oto sposób została pierwszą „wypędzoną”, zresztą jak miliony innych
Niemców, którzy ze strachu przed Rosjanami porzucali swój dobytek i
uciekali, byle dalej na zachód. Po wojnie właśnie ci ludzie stanowili
awangardę tzw. Związku Wypędzonych, która nie widziała żadnego związku
przyczynowo--skutkowego pomiędzy wyborem Hitlera na kanclerza III Rzeszy
a ich późniejszym losem.

Szokiem dla opinii publicznej był artykuł w tygodniku „Der Spiegel” z
14 sierpnia 2006 r. pt. „Na to brakuje nam środków”. Okazało się, że na
200 byłych członków kierownictwa tzw. Związku Wypędzonych ponad jedna
trzecia była aktywnymi funkcjonariuszami NSDAP. Drugi prezydent Związku
Hans Krüger był aktywnym nazistą, sędzią w Chojnicach, gdzie wydano
ponad 2 tys. wyroków śmierci, z czego 5 sygnował osobiście sam Krüger.
Erika Steinbach odmówiła rozliczenia się z nazistowską przeszłością
członków organizacji, argumentując: „To kosztuje, a my nie mamy
pieniędzy”. Na to pieniędzy nie było, ale na huczne zloty uciekinierów
były.

 

Bez riposty

Erika Steinbach nie miała w Polsce godnego przeciwnika, bo będąc
dotowana zarówno z budżetu federalnego, jak i z budżetów poszczególnych
landów miała w swoim ręku nieporównywalnie większe możliwości, aniżeli
miało np. Powiernictwo Polskie. Co ważne, cieszyła się wsparciem
czołowych polityków za naszą zachodnią granicą. Na zjazdy tzw. Związku
Wypędzonych przybywali prezydenci Niemiec, premierzy landów, a nawet
przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Tymczasem liderzy PO wraz z
całym medialnym chórem z uporem maniaka powtarzali, że Erika Steinbach i
jej Związek są nic nieznaczącym elementem niemieckiej sceny
politycznej. „To trzeci garnitur”, słyszałam z ust autorytetów. Obrazy i
słowa zza Odry mówiły jedno, a polskiemu Salonowi jakby ktoś podał gaz
rozweselający.

Nie mam wątpliwości, że odchodzi polityk niezwykle zasłużony dla
sprawy swojego kraju, a jednocześnie osoba, która wyrządziła wiele
szkody w relacjach polsko-niemieckich, niemiecko-czeskich. Steinbach
była skutecznym instrumentem Berlina w kształtowaniu (na nowo) pojęcia
ofiar nazizmu. Teraz (w dobrym tonie) nie mówi się, że to Niemcy kogoś
zamordowali, ale jacyś naziści. Kim byli owi naziści? To tacy
niedookreśleni narodowo ludzie, którzy w pierwszej kolejności
sterroryzowali niewinnych Niemców, a później prawie całą Europę. Także
Niemcy – w tej nowej definicji historycznej – są podwójnymi
pokrzywdzonymi, bo byli pierwszymi ofiarami nazistów, a do tego później
spadły na nich ciosy aliantów, ma się rozumieć, że niezasłużone. Skoro
pojęcie ofiary zostało na nowo zdefiniowane, to przecież ktoś tę krzywdę
musiał im wyrządzić. Padło na nas, bo jesteśmy krajem ekonomicznie
słabym, silnie powiązanym z gospodarką niemiecką, a na dodatek jesteśmy
zarządzani przez elity, które poza czubkiem własnego nosa (o czym
świadczy ostatnia afera podsłuchowa) niewiele widzą. Takiego partnera
łatwiej było obijać, nie narażając się na ripostę. Niemcy się tutaj nie
przeliczyli, bo faktycznie Warszawa z pokorą przyjmowała kolejne ciosy.
Inicjatywy społeczne, bez wsparcia politycznego i finansowego, nie mogły
tego obrazu znacząco zmienić.

Uważam, że bardzo celnie postawę Steinbach scharakteryzowała śp. Anna
Walentynowicz, która opisując wystawę „Wymuszone drogi. Ucieczka i
Wypędzenie w Europie XX wieku” (organizowanej przez Steinbach),
stwierdziła: „W ten sposób manipuluje się skutkami wydarzeń ludobójczej
II wojny światowej wywołanej przez Niemcy. Nie odróżniając cierpienia
ofiar od katów, przyznaje także cierpienia winnym zbrodni ludobójstwa i
zrównuje katów z ofiarami. Włączenie się wysokiego przedstawiciela
Niemiec w przedsięwzięcie organizowane pod auspicjami rządu Niemiec i
przez Erikę Steinbach, która poza wszystkim jest także kłamcą
biograficznym, nie tylko zaprzecza zapewnieniom rządu niemieckiego o
chęci pojednania i rozwijania dobrosąsiedzkich stosunków z Polską, ale
świadczy także, że przeszłość III Rzeszy nadal krąży nad Niemcami niczym
złowrogie widmo, gotowe w każdej chwili zatruwać z takim trudem
budowane pojednanie”.

Pytanie, kto po Steinbach, jest wtórne. Sądzę, że państwo niemieckie
będzie nadal realizowało nową politykę historyczną bez względu na to,
kto stanie na czele tzw. Związku Wypędzonych. Kolejny przewodniczący
przejmie zadania po Steinbach i będzie kontynuował jej – a właściwie
niemieckiego rządu – flagowy projekt, jakim jest Centrum Przeciwko
Wypędzeniom.

Autorka jest posłem na Sejm RP, byłym prezesem Powiernictwa Polskiego.

Merkel: Walka z antysemityzmem jest obowiązkiem każdego Niemca
Walka z antysemityzmem jest obowiązkiem każdego Niemca - powiedziała kanclerz Niemiec Angela Merkel na wiecu w Berlinie.Życie wspólnoty żydowskiej jest częścią naszego życia; jest częścią
naszej tożsamości i naszej kultury. Chcemy, aby Żydzi czuli się
w Niemczech bezpiecznie. Powinni czuć, że ten kraj jest naszym wspólnym
domem, w którym, jak wszyscy ludzie, którzy tu mieszkają, mają dobrą
przyszłość - mówiła Merkel nagradzana brawami. Kanclerz zaznaczyła, iż
fakt, że obecnie mieszka w Niemczech 200 tys. Żydów to "prezent"
dla państwa. Pod Bramą Brandenburską pojawiło się ok. 5 tys. ludzi. Mieli ze sobą
transparenty z napisami: "Przeciwko przemocy i nienawiści.
Bezpieczeństwo dla Żydów".

Dieter Graumann, przewodniczący
Centralnej Rady Żydów w Niemczech wyraził ubolewanie, iż dochodzi
do ataków na synagogi a na ulicach słychać antysemickie hasła.



- Nie pozwólmy, by ta grupa agitatorów zniszczyła 70 lat dobrej
współpracy. Od zakończenia drugiej wojny światowej Niemcy wspierały
odrodzenie wspólnoty żydowskiej - mówił z kolei Ronald Lauder,
przewodniczący Światowego Kongresu Żydów. 



Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Michał St. de Zieleśkiewicz

136. Do Pani Maryli,

Szanowna Pani Marylo,

 Pani Steinbach oszustka polityczna zapomina, że nazizm, narodowy socjalizm stworzyli Niemcy.
Nazwa nazizm pochodzi od nazwy partii

Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników (niem. Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei, NSDAP )
Jej twórcami byli :
Anton Drexler,Bawarczyk,  założyciel bawarskiej Niemieckiej Partii Robotniczej (DAP, przekształconej później w NSDAP) i jej pierwszy przewodniczący (1919-1921)

Karl Harrer z Monachium, niemiecki dziennikarz i polityk, w 1919 należał do grona założycieli Niemieckiej Partii Robotniczej (DAP), która rok później przekształciła się w NSDAP.
W Republice Wejmarskiej, przekształconej w III rzeszę niemiecką, nikt nikogo nie zmuszał do wstąpienia do NSDAP czy innych paramilitarnych organizacji.
Sami pchali się jak prusaki do ciemnego piwa czy muchy do lepu.

Ukłony oje najniższe.







Pokrzywdzone przez Polaków ???

Niemcy byli, są i będą po wsze czasy naszymi śmiertelnymi wrogami.
Dziś 1/4 terytorium Niemiec to etniczne ziemie Słowiańskie z Berlinem, stolicą.
To Niemcy w wyniku ludobójstwa wymordowali w czasie II Wojny Światowej 6 milionów Polaków i zniszczyli 80 % majątku narodowego

Michał Stanisław de Zieleśkiewicz

avatar użytkownika Maryla

137. Kolejna kłamliwa publikacja w


Kolejna kłamliwa publikacja w Niemczech. To nie zmyje jednak niemieckiej hańby

Mamy do czynienia ze stałą tendencją
zakłamywania II wojny światowej oraz przekłamania obrazu katów i ofiar z
okresu II wojny światowej.


Kolejny raz jeden z naszych czytelników wskazuje kłamliwą,
szkodliwą i niesprawiedliwą niemiecką publikację, w której zniekształca
się obraz II wojny światowej.

W atlasie historycznym pt: „Historica” znajduje się wzmianka wskazująca, że niemieckie obozy śmierci, zakładane i prowadzone przez Niemców to dzieło Polaków.

Na jednej ze stron, które przysłał nasz czytelnik, widać opis dat związanych z polską historią. W jednym z nich, dotyczącym 1942 roku, czytamy:

1942 Beginn der Massenvernichtung der europäischen Juden in den
polnischen Vernichtungslagern Auschwitz,
Treblinka, Majdanek, Sobibor usw.

1942 Początek masowej zagłady europejskich Żydów w polskich obozach zagłady Auschwitz, Treblinka, Majdanek, Sobibór itd.

Atlas historyczny, wydany w 2009 roku, to kolejny przykład kłamliwej
propagandy niemieckiej, której celem jest zrzucenie odpowiedzialności za
przemysł śmierci z Niemców. Niemcy mają się jawić jako naród ofiar, zaś Polacy mają stać się narodem, obarczonym zbrodniami niemieckimi.

Fakt, że w ostatnich latach w krajach niemieckojęzycznych pojawia się coraz więcej kłamliwych określeń wskazuje, że mamy do czynienia ze stałą tendencją zakłamywania II wojny światowej oraz przekłamania obrazu katów i ofiar z okresu II wojny światowej.

Jednak nawet najbardziej bezczelna propaganda kłamstwa nie zamaże
prawdy, nie zmyje hańby z niemieckiego narodu, który wytworzył jeden z
najbardziej śmiercionośnych systemów i ustrojów.

wrp








http://wpolityce.pl/polityka/208710-kolejna-klamliwa-publikacja-w-niemcz...


Niemiecki rząd ustanowił narodowy Dzień Pamięci Wypędzonych

Po Muzeum, niemiecki rząd wprowadza kolejna formę
czczenia tak zwanych wypędzonych. Dziś gabinet Angeli Merkel zdecydował o
ustanowieniu Dnia wypędzonych. Ma on być obchodzony 20 czerwca.

Niemiecka polityka historyczna od wielu lat koncentruje się na
pomniejszaniu odpowiedzialności Niemiec za zbrodnie II wojny światowej. 
Jednym z elementów tej taktyki jest podkreślanie cierpień
„wypędzonych”: Niemców, którzy na podstawie decyzji władz niemieckich, a
także na podstawie ustaleń tak zwanej wielkiej trójki w roku 1944 i w
latach kolejnych  opuścili wschodnie tereny dawnej III Rzeszy.

Przesiedlenia, którym czasami towarzyszyły zbrodnie (popełniane
zazwyczaj przez sowieckich żołnierzy) traktowane są w Niemczech jako
niesprawiedliwość dziejowa i wielka krzywda wyrządzona niemieckiemu
narodowi. To dlatego między innymi Erika Steinbach. przewodnicząca
Związku Wypędzonych, od lat domaga się upamiętnienie tych wydarzeń.

 Oczekiwania ziomkostw spełnił rząd Angeli Merkel. Najpierw utworzono
muzeum, teraz zaś ustanowiono Dzień  Pamięci o Ofiarach Ucieczek i
Wypędzeń.   Decyzja o dniu pamięci zapadła pięć  dni przez 75 rocznicą
agresji hitlerowskich Niemiec na Polskę.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Deżawi

138. @ Maryla

Bardzo ładne, efektowne wydanie tego atlasu.

Nadaje się na prezent dla Władysława Bartoszewskiego.

"Moje posty od IV 2010"                                              

avatar użytkownika Maryla

139. Niemcy i Rosja to odwieczni wrogowie, najgorszą szują zawsze



Komunistka i agenci bezpieki wypromują Polskę

był i będzie rodzimy łajdak, tacy byli szmalcownikami i gorliwymi hyclami zawsze wtedy, kiedy Polska była słaba, jak dzisiaj.

GPC tytułowa

 

Komunistyczna działaczka Róża Luksemburg oraz byli agenci bezpieki
Marcel Reich-Ranicki i Andrzej Szczypiorski znani ze swoich antypolskich
fobii mają burzyć stereotypy o naszym kraju w Niemczech. Jako
wzorcowych Polaków lansuje ich portal internetowy Porta Polonica,
prezentujący pracę Ośrodka Dokumentacji Kultury i Historii Polaków w
Niemczech. Polonia jest oburzona.

Portal internetowy Porta Polonica ma za zadanie przybliżyć Niemcom
m.in. postaci wybitnych Polaków, którzy pozostawili ślady swojego
twórczego życia w Niemczech. Chodzi m.in. o zmianę niekorzystnego
stereotypu Polaka. Takie są założenia. „W rzeczywistości promuje on
osoby znane z antypolskich fobii” – alarmują działacze ze Związku
Polaków w Niemczech „Rodło”. W tej sprawie skierowali list do
pełnomocnika rządu Niemiec ds. Ministerstwa Kultury i Mediów, które na
mocy polsko-niemieckiej umowy z 2011 r. finansuje to przedsięwzięcie.
Podkreślają w nim, że projekt Porta Polonica w rzeczywistości szkodzi
wizerunkowi Polski.

Autorzy listu wyrażają oburzenie, że w panteonie portalu przodują takie
nazwiska, jak „cudowne dziecko bolszewizmu” Róża Luksemburg czy agenci
komunistycznej bezpieki, jak Marcel Reich-Ranicki lub Andrzej
Szczypiorski. Zwracają uwagę, że „jedyne, co łączyło Różę Luksemburg z
Polską, to jej nienawiść do tego kraju i żądanie włączenia go do Związku
Sowieckiego”. Wskazują, że lansowany w Porta Polonica Marcel
Reich-Ranicki ma na sumieniu Polaków, których jako agent komunistycznego
wywiadu nakłaniał do przyjazdu z emigracji do rządzonej przez
komunistów Polski, gdzie następnie trafiali do ubeckich katowni.

Przypominają, że prezentowany jako „luminarz” Andrzej Szczypiorski
realizował zadania zlecane przez SB nawet wobec swoich rodziców
mieszkających wówczas w Londynie. Szczypiorski wspierał też jawnie
system zniewolenia, pisząc, że „komunizm stanie się epoką
najpełniejszej, najbardziej wszechstronnej mądrości człowieka”, a
„socjalizm jest jak rozłożysta jabłoń w słonecznym sadzie”.

Polacy ze Związku podkreślają, że taki dobór postaci i przemilczenie
ich rzeczywistej antypolskiej roli podważa kompetencję prowadzącego
projekt dr. Jacka Barskiego.

– Treści Porta Polonica nie mają reprezentować Polaków w Niemczech, ale
pokazywać to, co funkcjonuje w zbiorowej pamięci w Niemczech o
Polakach. Rzeczy dobre i złe – tłumaczy w rozmowie z „Codzienną” Barski.
Dodaje, że Porta Polonica to powstające dopiero przedsięwzięcie, które
zostanie ukończone w 2016 lub 2017 r. – Nie jesteśmy bogami, nie wiemy,
jak powinno się przedstawiać Polaków w Niemczech, mamy przedstawiać te
postaci tak, jak widzą je Niemcy – kończy pojednawczo Barski.

Niemieckie władze uważają, że wszystko jest w porządku. Jednocześnie
odmawiają członkom „Rodła” – najstarszej w Niemczech organizacji
polonijnej – wpływu na kształt projektu.

 

Maciej Marosz

http://niezalezna.pl/59715-komunistka-i-agenci-bezpieki-wypromuja-polske


Szef Bundestagu: Niemcy i Polska są nie tylko sąsiadami

"Niemcy i Polska są nie tylko sąsiadami, ale nasze kraje mają też
wielkie znaczenie dla wspólnej przyszłości Europy" - powiedział we
wtorek w Gdańsku szef Bundestagu Norbert Lammert po wspólnym posiedzeniu
prezydiów Sejmu RP i niemieckiej izby parlamentu.

Marszałek Sejmu Radosław Sikorski dodał, że wspólne obrady "dowiodły użyteczności tej formuły, która ma już dziesięć lat".

Wyjaśnił, że podczas spotkania prezydiów obu izb parlamentu Polski i
Niemiec przedyskutowano bieżące kwestie związane z politycznymi
stosunkami między oboma krajami. "Ale także sprawy naszych mniejszości,
bieżącą agendę europejską. I to, co jest w pewnym sensie i najbardziej
obiecujące i najbardziej tragiczne w tej chwili, tzn. wydarzenia na
wschód od Polski, na Ukrainie i perspektywy Partnerstwa Wschodniego. Z
satysfakcją stwierdzam, że w większości spraw widzimy je bardzo
podobnie" - podkreślił Sikorski.
Lammert dodał, że w trakcie rozmów podkreślono też potrzebę "dalszego rozwoju wspólnej, europejskiej polityki energetycznej".

Niesiołowski odznaczony Złotym Krzyżem Bundeswehry
Stefan
Niesiołowski został odznaczony Złotym Krzyżem Bundeswehry. Zdjęcie
z uroczystości zamieścił na Twitterze poseł Andrzej Rozenek z Twojego
Ruchu.

Niesiołowski odznaczony Złotym Krzyżem Bundeswehry (fot. screenshot Twitter)
Krzyż Honorowy Bundeswehry to odznaczenie wojskowe Republiki Federalnej
Niemiec. Nadawany jest żołnierzom Bundeswehry, żołnierzom sił zbrojnych
innych państw oraz osobom cywilnym za czyny waleczności w warunkach
bojowych, za zasługi dla Bundeswehry, a także za długoletnią wzorową
służbę wojskową.

Niemcy i Polska nie zaprzeczyły pismu ONZ. Sprawa odszkodowań otwarta

Fot. wSieci

Fot. wSieci

W dyplomacji brak zaprzeczenia to potwierdzenie. Przez
tydzień roboczy nie obalono wyników śledztwa tygodnika „wSieci” w
sprawie reparacji za II wojnę światową.

Upłynął w Berlinie, Warszawie i Nowym Jorku cały tydzień roboczy od publikacji przez tygodnik „wSieci” oficjalnego pisma Biura Prawnego Organizacji Narodów Zjednoczonych, że – wbrew powszechnemu przekonaniu – Polska nie zarejestrowała u Sekretarza Generalnego ONZ zrzeczenia się reparacji od Niemiec za straty ludzkie i zniszczenia materialne z lat 1939-45. Zatem Polska nie
zrzekła się odszkodowań skutecznie. Redakcyjne śledztwo, wartość
możliwych odszkodowań dla państwa polskiego i samorządów terytorialnych,
oraz możliwe działania dyplomatyczne i prawne opisałem w artykule
„Biliony dolarów za II
wojnę światową”, opublikowanym razem z pismem z Nowego Jorku (numer
tygodnika z dokumentem i artykułem można znaleźć w kioskach jeszcze
dziś i jutro w niedzielę 5 października).

Przez 5 dni pracy żadne kompetentne władze nie zaprzeczyły ani faktowi podanemu w piśmie z ONZ, ani
jego skutkom przedstawionym w artykule w tygodniku „wSieci”. Artykuły
prasowe można próbować przemilczeć, ale oficjalnych informacji z
centrali ONZ – nie
można. Zaczynam od Niemiec, bo stamtąd można było spodziewać się mocnej
reakcji obronnej. Lecz nie nastąpiła żadna. Nie broniły niemieckiej pozycji prawnej ani Urząd Kanclerski, ani MSZ Republiki Federalnej Niemiec włącznie z ambasadą niemiecką w Warszawie.

Nie było także zaprzeczenia ze strony władz polskich: ani kancelarii prezydenta i premiera, ani MSZ, w tym ambasady (stałego przedstawicielstwa) Polski przy ONZ w Nowym Jorku i podległego ministrowi spraw zagranicznych Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM), który wcześniej prowadził badania nad reparacjami.

Tydzień to dostatecznie dużo czasu, aby urzędy sprawdziły archiwa w ONZ, Niemczech i Polsce. Nigdzie nie ma dowodu zrzeczenia się odszkodowań. W dyplomacji i prawie międzynarodowym brak zaprzeczenia oznacza potwierdzenie. Polska ma otwartą drogę i realną szansę skutecznego dochodzenia sprawiedliwości.

CZYTAJ TAKŻE: Polska może żądać od Niemców 850 mld dolarów odszkodowania! Sensacyjne wyniki śledztwa „wSieci”


autor:

Dr Grzegorz Kostrzewa - Zorbas

http://wpolityce.pl/polityka/216640-niemcy-i-polska-nie-zaprzeczyly-pism...


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

140. Tajna armia byłych nazistów

Tajna armia byłych nazistów


Naziści tworzyli podwaliny najważniejszych instytucji RFN. 70 lat
po wojnie historycy co rusz wyciągają z archiwów kolejne rewelacje.
Najnowsza jest szokująca.
Ubezpieczenia – teczkę opatrzoną takim podpisem znalazł niedawno członek
Niezależnej Komisji Historyków, która na zlecenie Federalnej Służby
Wywiadowczej (BND) porządkuje tamtejsze archiwa. Nie przypuszczał,
że zamiast listy polis znajdzie w teczce dokumenty, które wstrząsną
opinią publiczną. Pożółkły 321-stronicowy raport, który przeleżał
w piwnicy ponad 60 lat, mówi o przymierzu 2 tys. byłych oficerów
Wehrmachtu i Waffen SS, którzy po drugiej wojnie światowej utworzyli
tajną armię. Docelowo miała ona liczyć nawet 40 tys. żołnierzy, a jej
zadaniem było stawienie czoła Sowietom, jeśli ci zdecydowaliby się
zaatakować Niemcy Zachodnie. Jednostka została sformowana w 1949 r. bez
wiedzy i zgody niemieckiego rządu, parlamentu czy okupacyjnych sił
alianckich. – Fakt, że już na początku lat 50. Niemcy Zachodnie
dysponowały organizacją obronną, to zupełnie nowa wiedza – mówi „Wprost”
dr Agilolf Keßelring, człowiek, który odkrył teczkę
z „Ubezpieczeniami”. Początki Bundeswehry to przecież rok 1955. Okazuje się, że wojsko
nie znosi próżni. Dokumenty budzą niepokój. Wynika z nich, że niemiecki
kanclerz Konrad Adenauer nie miał wiedzy o istnieniu paramilitarnego
ugrupowania aż do roku 1951. Kiedy się o nim dowiedział, nie zrobił
jednak nic, by je rozwiązać. Raport obnaża słabe punkty demokratycznych
standardów Republiki Federalnej Niemiec. Albert Schnez, główny
inspirator tajnego porozumienia,został później dowódcą wojsk lądowych
RFN. Popierali go m.in. Hans Speidel, późniejszy dowódca sił NATO
w Europie Środkowej, i Adolf Heusinger, pierwszy inspektor generalny
Bundeswehry. Odkrycie po raz kolejny pokazuje, jak nazistowska
przeszłość dogania współczesne Niemcy.

GESTAPO BOYS

Był 23 marca 1944 r., kiedy włoscy partyzanci zabili w okolicy Rzymu 33
niemieckich żołnierzy. Odwet był bezwzględny. Aresztowano 335 osób,
w większości przypadkowych przechodniów, których ciężarówkami zawieziono
do Jaskiń Ardeatyńskich. Prowadzono ich w małych grupkach i strzelano
bez ostrzeżenia w plecy. Po masakrze zawalono wejście za pomocą ładunków
wybuchowych. Zbrodnię tę uznano za jedną z największych masakr
na ziemiach włoskich w okresie drugiej wojny światowej. Wśród Niemców,
którzy bezpośrednio strzelali do cywilów, był niejaki Johannes Clemens,
Hauptsturm­führer SS, którego wszyscy nazywali „tygrysem z Como”.
Po wojnie nie tylko uniknął kary, ale znalazł zatrudnienie
w zachodnioniemieckim wywiadzie. Podobnie jak Georg Wilimzig, który wraz
z 300-osobowym szwadronem IV/2 wymordował w latach 1939-1945
w okupowanej Polsce tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci.

– Niemieckie archiwa kryją setki podobnych historii – mówi prof. Fabian
Virchow z Uniwersytetu Nauk Stosowanych w Düsseldorfie. – Denazyfikacja
w Niemczech okazała się kompletnie nieskuteczna, a byli zbrodniarze
jeszcze przez długie lata obejmowali najwyższe państwowe posady. Już
w latach 50. brytyjska prasa pisała o byłych nazistach zatrudnionych
w niemieckich służbach wywiadowczych. Nazywała ich szyderczo „Gestapo
Boys”. Adenauer przymykał na to oko. 1 grudnia 1953 r. na jego biurku
wylądował raport sporządzony przez Reinharda Gehlena, szefa wywiadu.
Informował w nim, że 40 jego pracowników ma za sobą przeszłość w SS.
Adenauer niewiele sobie z tego robił, choć nie wiedział, że dokumentacja
fałszowała obraz sytuacji. Dziś wiemy, że co najmniej 200 spośród 2450
pracowników wywiadu miało przeszłość nazistowską. Sam Gehlen, który
przez 12 lat stał na czele tej instytucji, był w czasie wojny generałem
Wehrmachtu. Jeszcze gorzej było w ministerstwie spraw zagranicznych.
W 1952 r. funkcje na wysokich stanowiskach pełniło tam więcej byłych
nazistów niż członków NSDAP za czasów Ribbentropa. Wśród powojennych
ambasadorów RFN ośmiu miało nazistowską przeszłość. Jak donosi Norbert
Frei w książce „Polityka wobec przeszłości”, co trzeci członek gabinetu
Adenauera był członkiem nazistowskiej partii. Ówczesne władze RFN
konieczność zatrudniania byłych nazistów uzasadniały brakiem
nieobciążonych przeszłością fachowców. Kiedy w 2011 r. rząd Angeli
Merkel zgodził się w końcu na otwarcie archiwów Federalnej Służby
Wywiadowczej i powołał specjalną komisję do ich zbadania, na światło
dzienne zaczęły wychodzić kolejne rewelacje. Wiemy na przykład,
że jeszcze w połowie lat 60. dawni członkowie NSDAP zajmowali ponad 60
proc. wszystkich kierowniczych stanowisk w ministerstwie
sprawiedliwości. – Nazistowska przeszłość nie stanowiła po wojnie żadnej
przeszkody w karierze w wymiarze sprawiedliwości – powiedział kierujący
Niezależną Komisją Historyków Manfred Görtemaker.

Nierzadko
osoby podejrzewane o zbrodnie podczas drugiej wojny światowej były
osądzane przez sędziów z nazistowską przeszłością. Autorzy raportu
sprzed trzech lat podkreślają, że po zakończeniu wojny niemal żaden
z sędziów i prokuratorów, którzy w czasach III Rzeszy wydawali
niesprawiedliwe wyroki, nie został pociągnięty do odpowiedzialności.
Niechlubnym przykładem jest choćby Wolfgang Fränkel, prokurator
generalny RFN od 1962 r., który w 1942 r. skazał na śmierć złodzieja
damskiej torebki. Taryfy ulgowej nie stanowiła niska szkodliwość czynu
ani fakt, że sprawca był ograniczony umysłowo. Jak się okazało, Fränkel
wnioskował w czasie wojny o karę śmierci w 30 innych zwykle błahych
sprawach (kradzież jedzenia, roweru etc.). Komisja Bundestagu, która
badała sprawę, nie dopatrzyła się w postępowaniu sędziego i prokuratora
żadnych uchybień.

Brytyjski dziennikarz Guy Walters w książce
„Ścig ając zło” donosi, że nikomu prócz Izraelczyków specjalnie
nie zależało na tropieniu zbrodniarzy. Zwłaszcza samym Niemcom. Jako
dowód przytacza informację, że niemieckie służby wywiadowcze wiedziały,
gdzie dokładnie przebywa Adolf Eichmann już w 1952 r., czyli osiem lat
przed jego ujęciem. Trafił w ręce sprawiedliwości dopiero w roku 1960
i tylko dlatego, że Izraelczycy wzięli sprawy w swoje ręce.


TAJNA ARMIA

Nikt dziś nie ma wątpliwości,
że denazyfikacja przeprowadzona zaraz po wojnie zakończyła się klęską.
Prof. Anna Wolff-Powęska, dyrektor Instytutu Zachodniego w Poznaniu
i autorka książki „Pamięć – brzemię i uwolnienie. Niemcy wobec
nazistowskiej przeszłości (1945-2010)”, nazywa ją wręcz nieudanym
eksperymentem. – Zamierzenia zwycięskich mocarstw były bardzo szczytne.
Od razu pojawiły się jednak wątpliwości. Przede wszystkim kogo karać,
elity przestępcze czy cały naród? Osoby wydające czy wykonujące rozkazy?
We wszystkich dziedzinach doskwierał dramatyczny brak fachowców. Gdyby
zdenazyfikować nauczycieli, z których większość była nazistami,
nie byłoby niemieckiego szkolnictwa. To dlatego alianci od samego
początku napotykali opór społeczeństwa. Niemcy uważali, że są karani
w sposób kolektywny – tłumaczy profesor.

We wszystkich strefach okupacyjnych z wyjątkiem radzieckiej
mieszkańcy, którzy ukończyli 18. rok życia, musieli wypełnić ankiety
zawierające 131 pytań. 99 z nich dotyczyło stosunku do nazizmu. Było
to ogromne wyzwanie logistyczne. – Tylko w amerykańskiej strefie
okupacyjnej było do sprawdzenia 13 mln ankiet. W tym celu powstało 545
izb orzekających, w których zatrudniono 20 tys. osób. Od samego początku
część kompetencji trzeba było zlecić niemieckim izbom orzekającym.
W efekcie to nie sądy rozstrzygały o winie, tylko niemieckie izby
orzekające udowadniały niewinność – mówi „Wprost” prof. Wolff-Powęska.
Efekt był taki, że 95 proc. postępowań umorzono, a wielu badanych przez
komisje denazyfikacyjne otrzymało dokumenty oczyszczające z zarzucanych
im win. Nazywano je „Persilscheine”, od nazwy popularnego proszku
do prania. Konrad Adenauer, pierwszy kanclerz Niemiec Zachodnich,
nie zamierzał dzielić społeczeństwa. Nie chciał, by dopiero co
powstający system demokratyczny skazał się na wewnętrzną opozycję
w postaci zepchniętych na margines byłych sympatyków Hitlera. Jego
nadrzędnym celem było stworzenie zjednoczonego i spójnego państwa.
Przykładem postawienia grubej kreski wobec przeszłości była uchwalona
już w 1949 r. ustawa o amnestii, z której skorzystało 800 tys. osób już
ukaranych bądź takich, wobec których toczyły się postępowania.

– Pora przestać węszyć za nazistami. Jeśli raz zaczniemy, nie wiadomo,
dokąd nas to zaprowadzi – powiedział kanclerz dwa lata później.
Wiedział, co mówi. Jedna trzecia pracowników jego gabinetu oraz znaczny
procent pracowników służby cywilnej, sądownictwa i MSZ stanowili dawni
funkcjonariusze NSDAP. Mało tego, jeden z autorów ustaw norymberskich
i architekt hitlerowskiego prawa Hans Globke został w latach 1953-1963
szefem Urzędu Kanclerskiego. W takim kontekście historycznym Albert
Schnez, przyszły dowódca sił lądowych RFN, miał prowadzić rozmowy
z byłymi oficerami Wehrmachtu i Waffen SS w sprawie tajnej armii. Jak
pisze „Der Spiegel”, finansowanie zapewniali sobie u prywatnych firm
i weteranów wojennych. Z dokumentacji wynika, że wśród ochotników byli
biznesmeni, handlowcy, prawnicy, a nawet pewien burmistrz. 24 czerwca
1951 r. Schnez wystąpił do Organizacji Gehlena, poprzedniczki Federalnej
Służby Wywiadowczej, z propozycją przyłączenia. Przez jakiś czas
dostawał nawet na ten cel pieniądze. Nie wiadomo jednak, jak długo miała
istnieć owa tajna armia.

Dopiero po ustąpieniu Adenauera ze
stanowiska ponownie ruszyły kolejne procesy zbrodniarzy wojennych (m.in.
procesy oświęcimskie w latach 1963-1965). Pojawiło się pokolenie, które
na nowo zaczęło kształtować pojęcie polityki historycznej. W latach 70.
temat III Rzeszy stał się jednym z głównych problemów w mediach,
a seriale o Holocauście biły rekordy popularności. Dzięki temu możliwa
była debata o odpowiedzialności za nazizm, która toczyła się w RFN przez
dwie kolejne dekady. Otwarcie i badanie archiwów (m.in. NSDAP w 1994 r.
oraz BND w 2011 r.) na nowo odkrywa tajemnice, które zaskakują niczym
powieści Fredericka Forsytha. Co do tego, że jest ich więcej, nikt
nie ma wątpliwości. Rozliczanie nazizmu potrwa w Niemczech jeszcze
długie lata. ■

Tekst ukazał się w numerze 24 /2014 tygodnika "Wprost".


Potomkowie żony Goebbelsa najbogatszą rodziną w Niemczech

Najbogatszymi
Niemcami są potomkowie Magdy Goebbels - wynika z najnowszego
zestawienia. Ich majątek wynosić ma aż 30 miliardów euro.

Harald Quandt to syn Magdy Goebbels z pierwszego małżeństwa - wyjaśnia brytyjski "Daily Mail". Gdy jego matka rozwiodła się z pierwszym mężem i wyszła za Josepha Goebbelsa,
młody Harald został z nią, a nie z ojcem. W 1939 zaciągnął się do
wojska i podczas walk w Afryce Północnej trafił do obozu jenieckiego.
Tylko dlatego uniknął śmierci w bunkrze w Berlinie, gdy Magda Goebbels i
minister propagandy III Rzeszy zabili swe pozostałe dzieci.

Harald
i jego przyrodni brat Herbert odziedziczyli po wojnie olbrzymią fortunę
ich ojca, którą zgromadził, produkując karabiny dla armii Hitlera. Pieniądze w 1960 zainwestował w BMW, kupując 46 proc. akcji firmy
i ratując w ten sposób koncern od upadku. Sukces producenta samochodów
przyniósł Quandtom gigantyczne zyski - majątek rodziny szacowany jest na
30 miliardów euro, co daje im pierwsze miejsce na liście najbogatszych Niemców. 

Sam
Harald jednak tego sukcesu nie dożył - zginął w katastrofie lotniczej
we Włoszech w 1967. Jego majątek odziedziczyły cztery córki.


Upamiętnili katów

Z „potrzeby polsko-niemieckiego pojednania” burmistrz Działdowa uhonorował dwóch członków SS

W Działdowie odsłonięta została tablica ku czci rodziny
Gerlachów, a w parku Jana Pawła II posadzono drzewo upamiętniające
Herberta Koschowitza. Zarówno członek rodziny Gerlachów – Jan Gerlach,
jak i Koschowitz brali czynny udział w aresztowaniach Polaków w czasie
okupacji niemieckiej.

Na ten bulwersujący fakt upamiętnienia niemieckich zbrodniarzy
zwrócił uwagę podczas ostatniej sesji Rady Miasta Działdowo radny
Grzegorz Mrowiński, który zapytał burmistrza Bronisława Mazurkiewicza o
uczczenie pamiątkową tablicą oraz posadzeniem drzewa pamięci osób
mających ścisły zawiązek z niemieckimi zbrodniami w tym regionie.

– W okresie okupacji hitlerowskiej Herbert Koschowitz był strażnikiem
obozu koncentracyjnego w Działdowie, brał udział w aresztowaniach
Polaków, a także w egzekucjach Polaków. Natomiast Jan Gerlach, syn tego
Gerlacha, którego pan upamiętnił, był bliskim współpracownikiem obozu
koncentracyjnego w Działdowie, komendanta tego obozu oraz jego zastępcy.
Brał udział w łapankach na terenie miasta Działdowa oraz brał udział w
likwidacji getta żydowskiego w Mławie. Jest to bardzo bulwersująca
sprawa. Obaj ci Niemcy znaleźli się na liście zbrodniarzy niemieckich
przebywających w czasie okupacji na terenie miasta Działdowa. Lista ta
została sporządzona w 1947 roku przez wiceburmistrza Stanisława
Radomskiego – poinformował radny Grzegorz Mrowiński, który zapytał
burmistrza w imieniu mieszkańców, czym sobie zasłużyli na takie
upokorzenie.

Upamiętnienie członków SS burmistrz Działdowa tłumaczył niewiedzą,
zaś jego decyzja o ich wyróżnieniu została podyktowana „potrzebą
polsko-niemieckiego pojednania”. 

Włosi idą do Niemców po odszkodowania

Dlaczego Polacy nie wezmą przykładu z Włochów i nie zaczną pozywać Niemiec - pisze Dorota Arciszewska-Mielewczyk


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

141. Potomek hitlerowskiego


Rodzina Reinera Stahela nie zgadza się, by byłego komendanta wojskowego Warszawy z 1944 roku nazywano zbrodniarzem wojennym i domaga się wycofania takich słów.Muzeum Powstania Warszawskiego otrzymało list z groźbą, że brak reakcji polskich historyków będzie podstawą do sądowego pozwu.

Jan Ołdakowski dyrektor placówki podkreśla, że Stahel był zbrodniarzem i muzeum nie wycofa się ze swojej oceny historii. Nie boimy się procesu, jesteśmy do niego przygotowani i możemy udowodnić to w sądzie - wyjaśnia. Jak przypomina są protokoły z przesłuchań Stahela, on otwarcie mówił, że dowodził jednostkami, które zabijały cywilów, a tłumaczył swoje postępowanie "specyfiką walk w mieście" - dodaje.W ocenie Ołdakowskiego, to że Reiner Stahel nie został skazany przez sąd nic nie zmienia w ocenie jego działalności w czasie wojny. Adolf Hitler i Heinrih Himmler, także nie zostali skazani przez sąd, jednak nikt nie ma wątpliwości, że byli to zbrodniarze wojenni. Dodaje, że po raz pierwszy w historii placówki, ktoś zażądał od Muzeum Powstania zmiany w ocenie historycznych faktów, pierwszy raz też ktoś grozi sądem, jeżeli nie przestaniemy opisywać jego krewnego jako zbrodniarza.

Wystawa opisująca powstanie była prezentowana w berlińskim Muzeum Topografii Terroru, a odwiedziło ją 280 tys. osób.

Termin na zmianę oceny działalności generała Reinera Stahela w Warszawie w 1944 roku upłynął 31 października.

To on drugiego dnia powstania wydał rozkaz zabijania wszystkich mężczyzn w Warszawie, którzy mogli być potencjalnymi powstańcami. To także on rozkazał niemieckim żołnierzom branie zakładników wśród ludności cywilnej, żeby móc wykorzystywać ich jako żywe tarcze w walce z powstańcami.

Pobierz

Wspólnota rozbójnicza walczy z Polską

Szanowni Państwo!

Pierwsza dekada listopada znakomicie pokazuje, że tradycyjny,
tysiącletni naród polski musi dzielić terytorium państwowe z
polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą, odziedziczoną po komunie. Żeby
bowiem mówić o jednym narodzie, musi on pielęgnować przynajmniej jakiś
jeden wspólny ideał. Od roku 1944, kiedy to Sowieci zainstalowali w
Polsce swoją agenturę, z narodu polskiego wypączkowała wspomniana
wspólnota rozbójnicza, pomagająca im w ujarzmieniu narodu polskiego. 
Ciekawe, czy ten wątek zostanie kiedyś wyeksponowany w Muzeum Historii
Żydów Polskich – a powinien, bo chyba nigdy w historii Żydzi, którzy w
tej polskojęzycznej wspólnocie rozbójniczej stanowili rodzaj „partii
wewnętrznej”, nie mieli w Polsce tak dobrego fartu, jak w czasach
stalinowskich, kiedy to awansowali do roli szlachty mniej wartościowego
narodu tubylczego. I nie mówię nawet o takim Jakubie Bermanie, który
mógłby zostać patronem wspomnianego Muzeum, czy o Hilarym Mincu lub
Romanie Zambrowskim – którym Stalin powierzył misję tresowania narodu
polskiego do komunizmu, tylko o tysiącach funkcjonariuszy aparatu
terroru, aparatu partyjnego i administracyjnego. Każdy z nich w czasach
stalinowskich mocniej lub słabiej przyłożył rękę do zbrodni, dzięki
czemu awansował zarówno w pozycji społecznej, jak i materialnej.

I oto 8 listopada przedstawiciele już trzeciego pokolenia tej
wspólnoty rozbójniczej będą manifestować w Warszawie – tym razem w
kostiumie „antyfaszystów” i przeciwko „nacjonalizmowi”. Nacjonaliści
bowiem twierdzą, że Polska powinna być dla Polaków – z czym najwyraźniej
trzecia generacja polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej pogodzić się
nie może. Najwyraźniej uważa ona, że Polska nie jest dla Polaków – co
oczywiście zmusza do postawienia pytania – a w takim razie – dla kogo?
Wyraźna odpowiedź na razie jeszcze nie pada – bo widocznie animatorzy i
protektorzy rozbójniczej młodzieżówki nie chcą Polaków przedwcześnie
płoszyć – ale kiedy przyjdzie czas, to wszystko zostanie nam objawione.
Warto przypomnieć, że wspomniana, polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza
już raz wystąpiła zbrojnie przeciwko niepodległościowym aspiracjom
narodu polskiego. Mam oczywiście na myśli stan wojenny w grudniu 1981
roku – ale ten precedens zawsze może się powtórzyć – o czym świadczy
choćby podpisana 24 stycznia br. przez prezydenta Komorowskiego ustawa o
tzw. „bratniej pomocy”, a więc o uczestnictwie obcych  formacji
zbrojnych w tłumieniu rozruchów na terenie Rzeczypospolitej Polskiej.

Manifestacja 8 listopada organizowana jest w przeddzień rocznicy
Kryształowej Nocy w Niemczech, kiedy to hitlerowcy dokonali pogromu
tamtejszych Żydów. Urządzanie z tej okazji antyfaszystowskiej
manifestacji akurat w Warszawie stwarza wrażenie, że Polska w jakiś
sposób jest z tamtym pogromem związana, a poza tym – że w naszym kraju
dzieje się coś niepokojącego i groźnego, czemu należy położyć kres. To
wrażenie i ta sugestia wychodzi naprzeciw dwóm skoordynowanym politykom
historycznym: niemieckiej i żydowskiej. Celem niemieckiej polityki
historycznej jest stopniowe zdejmowanie z Niemiec odpowiedzialności za
II wojnę światową, zaś celem żydowskiej polityki historycznej jest
przerzucanie tej odpowiedzialności na winowajcę zastępczego, na którego
najwyraźniej została wytypowana Polska. Tylko bowiem przerzucenie
odpowiedzialności na winowajcę zastępczego umożliwia kontynuowanie
materialnego eksploatowania holokaustu. Z tych powodów obydwie polityki
historyczne nie tylko są ze sobą ściśle skoordynowane, ale będąca ich
następstwem propaganda sufluje światu wizerunek Polaków, jako narodu
zbrodniarzy, wobec których powinno się zastosować intensywna pedagogikę
wstydu. Uczestnicy warszawskiej manifestacji 8 listopada nie tylko
wychodzą naprzeciw tej propagandzie, ale w dodatku wystawiają jej
certyfikat wiarygodności. Czy robią to świadomie, czy z głupoty – to nie
jest takie ważne, bo w polityce skutki liczą się bardziej niż intencje.
Celem zaś tej propagandy jest przekonanie opinii międzynarodowej, że
Polaków nie można zostawić samopas, ze trzeba roztoczyć nad mini
kuratelę starszych i mądrzejszych, bo w przeciwnym razie ZNOWU zrobią
coś okropnego. Ta propagandowa formuła, podobna zresztą do tej, która w
wieku XVIII miała stanowić pozór moralnego uzasadnienia rozbiorów
Polski, dzisiaj też służy w charakterze pozoru moralnego uzasadnienia
dla scenariusza rozbiorowego. Okazuje się, że trzecie pokolenie
polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej kontynuuje dzieło swoich ojców i
dziadków z ta różnicą, że dzisiaj wysługują się komu innemu.

red. Stanisław Michalkiewicz

Prof. Musiał: "Berlin jest postrzegany przez elity jak niegdyś Moskwa – jako rozdawca fruktów".

Dlaczego polski minister spraw
zagranicznych powiedział, że sprawa odszkodowań niemieckich za wojnę to
"sprawa zamknięta" i nie będzie ona podejmowana?


auswaertiges-amt.de

auswaertiges-amt.de

Kilka tygodni temu dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas dowiódł na łamach tygodnika „wSieci”, że Polska nie zrzekła się odszkodowań wojennych od Niemców. Nie ma śladu prawnego po tym rzekomo - jak twierdzą Niemcy - zrzeczeniu się własnych praw; ani w Polsce, ani w ONZ, nigdzie.

CZYTAJ WIĘCEJ: Polska może żądać od Niemców 850 mld dolarów odszkodowania! Sensacyjne wyniki śledztwa „wSieci”

Jednak Grzegorz Schetyna, nowy minister spraw zagranicznych, ale z tej samej ekipy PO, rzekł w „Kropce nad i” bardzo stanowczo:

Ta kwestia jest zamknięta. Takich rozmów nie będzie

CZYTAJ WIĘCEJ: Grzegorz Schetyna zaklina rzeczywistość: Odszkodowania dla Polski? Ta kwestia jest zamknięta!

Dlaczego polskie władze tak łatwo rezygnują z obrony polskich interesów pytamy prof. Bogdana Musiała, historyka, niemcoznawcę,

Dlaczego obecne władze mają taką łatwość rezygnowania z
narzędzi politycznych w relacjach z innymi państwami, zwłaszcza z
Niemcami? I nie chodzi tu jedynie o sprawę należnych nam odszkodowań
wojennych, ale też o inne sprawy.

Niemcy są najważniejszym partnerem, tak jest to postrzegane przez rząd w Warszawie.
I szukanie konfliktów – z punktu widzenia Warszawy, to oczywiście jest
konflikt, nie byłoby zbyt korzystne.
Ale to wszystko niekoniecznie jest wszystko tak, bo prawo jest prawem,
fakty są faktami, a szkody są szkodami, które trzeba naprawiać. Moje
przekonanie jest takie, że jeśli Polska nie będzie swych racji
broniła i ich dochodziła, to nie będzie postrzegana jako poważny
partner.
Ta tradycja powstała jeszcze za rządów Donalda Tuska, żeby każde żądanie
spełniać, aby być spolegliwym, posłusznym, nie konfliktować się
politycznie z Niemcami itd. Ta polityka Tuska miała dla niego w
konsekwencji bardzo korzystny efekt: dostał posadę. Ale na pewno to nie
jest dobre dla Polski, to co robił. W interesie Polski jest zdecydowana
postawa. Oczywiście nie chodzi tu o szukanie sztucznych konfliktów, ale
dochodzić swych praw przy pomocy politycznych i prawnych narzędzi. Jest
przecież coś takiego jak prawo międzynarodowe i można, a nawet należy z
niego korzystać. Są prawnicy, którzy nie byli nigdy kapusiami i można z ich usług skorzystać, są międzynarodowe trybunały, które mogą to rozstrzygnąć.

Żyje pan między Niemcami, ma pan wielu kolegów pośród
nich i wie pan na pewno, że są to ludzie, którzy cenią sobie stanowczość
drugiej strony sporu, szanują postawy dowodzące własnej wartości.

Owszem, ale nie dotyczy to tylko Niemców, ale wszystkich ludzi. To
normalna postawa człowieka, który nie zaburzeń osobowości, że szanuje
tych, którzy się sami szanują i dbają o własne interesy. A Niemcy jako
państwo, czy ich rząd, nie mają zaburzeń osobowości. Czyli jeśli ktoś im
wciąż ustępuje, to nie jest postrzegany jako poważny partner.

Niedawno włoski trybunał konstytucyjny uznał, że Włosi mogą
przed własnym sądami żądać od państwa niemieckiego odszkodowań za
zbrodnie z lat wojny. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” napisał wówczas
artykuł stawiający Polskę za wzór, bo choć ich obywatele doznali więcej
krzywd niż Włosi, to nie mają takich żądań. Poczułem się poniżony przez „FAZ”…

No i słusznie się pan tak poczuł, bo to było poniżające dla nas.
Polska została przez tę gazetą pokazana jako taki mocno spolegliwy twór.

Z czego wynika ta polska spolegliwość, a której to spolegliwości nie mają inne nacje, np. Włosi?

Włosi nie mają traumy komunizmu. Nie mają poczucia, że zostali
poniżeni, znają swoją wartość i wiedzą, że własnych interesów się po
prostu broni, bo nikt za nich tego nie zrobi.
Polska ma taką tradycję, a nie inną. Od 1945 r. była kolonią i tzw.
elity rządzące wychowały się w takiej postawie, jakby tu powiedzieć…

Zgiętego karku?

Tak, właśnie. To ogromny problem Polski, niestety. Donald Tusk to był
taki skrajny przykład tego. To było aż nieprzyjemne. No ale dzięki temu
odniósł osobisty sukces, nie jako premier Polski, lecz prywatnie. A to właśnie jest częstą normą w byłych koloniach: na miejscu interesu państwa, narodowego, królują prywatne. Berlin
jest przez polskie elity postrzegany jak niegdyś Moskwa – jako rozdawca
fruktów i perkalików. Więc tak ważne staje się dla niektórych
przypodobanie się w nadziei, że skapnie coś ze stołu. To postkolonialna
mentalność, z której polskie elity jeszcze się nie wyrwały.

Rozmawiał: Sławomir Sieradzki

Rosja: Sąd Najwyższy odmówił rehabilitacji wiceszefa Abwehry gen. Hansa Piekenbrocka

Coraz więcej wniosków o rehabilitację
Cytowany przez "Rossijską Gazietę" główny prokurator wojskowy FR
Siergiej Fridinski ujawnił, że do kierowanej przez niego instytucji z
Niemiec wpływa coraz więcej wniosków o pośmiertną rehabilitację
nazistowskich zbrodniarzy. Przekazał, że w ciągu pierwszych dziewięciu
miesięcy 2014 roku wniosków takich złożono 117. Wśród składających
wnioski - zauważył - są osoby fizyczne, a także byli żołnierze
Wehrmachtu i wojsk SS, oskarżonych o zbrodnie wojenne. Wszystkie takie
wnioski - zaznaczył - są przez sądy odrzucane.

"Naszym zdaniem, wnioski te są albo rezultatem nieznajomości tego, co
czynili naziści, albo próbą przedstawienia zbrodniarzy wojennych jako
szeregowych wykonawców cudzej woli" - oznajmił Fridinski.

Odnosząc się do przypadku Piekenbrocka, główny prokurator wojskowy FR
przypomniał, że został on skazany za "szpiegostwo oraz udział w
planowaniu, przygotowaniu i prowadzeniu agresywnej wojny przeciwko
ZSRR". "To skończony łajdak i morderca" - podkreślił.


Berlin: Spór o wystawę o wypędzeniach w XX wieku. „Wysiedlenia Niemców nie miały być centralnym aspektem tej ekspozycji”

Fot. sfvv.de

Polscy historycy, którzy zgodzili się wejść
do rady naukowej fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie" dziwią
się, że ich stanowisko jest ignorowane przez szefa fundacji Manfreda
Kittela.

Niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze dziś o kryzysie w
fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” będącym następstwem
konfliktu między szefem fundacji Manfredem Kittelem a radą naukową, w
której są reprezentowani historycy polscy.

Istniejąca od sześciu lat niemiecka fundacja „Ucieczka, Wypędzenie,
Pojednanie” przygotowuje wystawę, która ma być prezentowana w
powstającym obecnie w Berlinie ośrodku dokumentacyjno-informacyjnym poświęconym przymusowym wysiedleniom Niemców i innych narodów europejskich w XX wieku.

W zeszłym tygodniu (5 listopada) kierownictwo fundacji pokazało w Niemieckim Muzeum Historii (DHM) w Berlinie zarys przyszłej stałej wystawy i tematy, które mają stanowić punkt ciężkości tej ekspozycji. Jak pisze „FAZ
po prezentacji fundacja znalazła się „w głębokim kryzysie”, a rada
naukowa, w której reprezentowani są także polscy historycy, straciła
zaufanie do dyrektora fundacji Manfreda Kittela.

Powodem konfliktu jest punkt ciężkości przyszłej ekspozycji.
Jedną z jej części - „Twice a stranger”, poświęconą problematyce czystek
etnicznych i wypędzeń na świecie - zaprojektowała grecka firma
Anemon Productions. Zdaniem członków rady naukowej zawiera ona szereg
merytorycznych błędów dotyczących relacji polsko-niemieckich. Po
interwencji naukowców część dotycząca Polski została usunięta.

Na tym jednak nie koniec. Naukowcy alarmują, że pomimo
wcześniejszych ustaleń, że przymusowe wysiedlenia Niemców mają być tylko
„jednym z akcentów” planowanej stałej wystawy w przyszłym centrum
informacyjno-dokumentacyjnym, zaprezentowane je jako „główny akcent”.

FAZ
zaznacza, że szef fundacji Kittel od dawna odznacza się „ambiwalentnym
podejściem” do problemów wojny i wysiedleń. Według gazety do rady
naukowej należy szereg znanych historyków z Niemiec i z zagranicy.

Jeżeli wszyscy wyrażają wątpliwości co do tego, czy Kittel jest
właściwą osobą, by poradzić sobie z „delikatnym i kompleksowym tematem
wypędzeń”, to „powinno to dać do myślenia niemieckiej minister kultury

—pisze „FAZ” sugerując zmiany personalne. Członek
rady naukowej fundacji, polski historyk Krzysztof Ruchniewicz
krytykował w zeszłym tygodniu postępowanie Kittela, wyrażając
zdziwienie, że wystawę pokazano bez konsultacji z radą naukową.

Nic o tym nie wiedziałem

—powiedział Ruchniewicz. Wystawa stała będzie głównym elementem
ośrodka dokumentalno-informacyjnego w Berlinie poświęconego przymusowym
wysiedleniom Niemców i innych narodów europejskich w XX wieku.

Na siedzibę wybrano znajdujący się w centrum Berlina
nieopodal placu Poczdamskiego biurowiec Deutschlandhaus. Rozpoczęta
latem zeszłego roku przebudowa obiektu, planowana na rok 2016, zakończy
się prawdopodobnie kilka lat później.

Inicjatywa upamiętnienia niemieckich uchodźców wyszła w 1999 roku od
szefowej Związku Wypędzonych (BdV) Eriki Steinbach. Wysunięty przez nią
projekt budowy Centrum przeciwko Wypędzeniom spotkał się z bardzo
krytycznym przyjęciem w Polsce i Czechach. Spór o Centrum doprowadził w
połowie minionej dekady do poważnego
kryzysu w stosunkach polsko-niemieckich.

Aby załagodzić konflikt, w 2005 roku odpowiedzialność za projekt
przejął rząd Angeli Merkel. Bundestag powołał do życia Fundację
Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie i podporządkował ją merytorycznie
renomowanej placówce naukowej - DHM.



Wystawa w Niemieckim Muzeum Historii uderza w Polskę

Wystawa w Niemieckim Muzeum Historii dot. wysiedleń
Niemców z Polski uderza w Polskę i Polaków – informuje jeden z
dzienników. Ekspozycja została przedstawiona bez kontekstu historycznego
i bez konsultacji Rady Naukowej działającej w ramach muzeum fundacji
Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie.

Radę oburzył również fakt zorganizowania – wbrew ich stanowisku –
ekspozycji zapowiadającej przyszłą wystawę w siedzibie centrum
dokumentacyjno informacyjnym. Naukowcy alarmują, że pomimo
wcześniejszych ustaleń, przymusowe wysiedlenia Niemców mają być
wyłącznie  “jednym z głównych akcentów” ekspozycji.

Sprawą nie jest zdziwiona poseł Dorota Arciszewska- Mielewczyk, członek sejmowej komisji spraw zagranicznych.

- Strona niemiecka idzie w retorykę, którą reprezentowała pani
Steinbach będąc szefem Związku Wypędzonych, a nowy przewodniczący to
kontynuuje tym bardziej, że jest to w tak poważnej placówce jak Muzeum
Historii Niemiec. Ja reprezentuję PiS, które składało projekty dot.
Muzeum Historii Polski i reagowaliśmy, kiedy narracja w Muzeum II Wojny
Światowej nie odpowiadała temu, żeby przedstawiać i patrzeć przez
pryzmat polskiej tragedii. My sami musimy mieć muzeum Golgoty Wschodu i
Zachodu. To są rzeczy do wykonania, które powinniśmy od dawna
realizować. Czas jest stracony pod rządami PO, która wycofała się z
bardzo wielu projektów
– powiedziała poseł Dorota Arciszewska- Mielewczyk.

Powołany przez Erikę Steinbach projekt budowy Centrum przeciwko
wypędzeniom spotkał się z krytycznym przyjęciem w Polsce. W efekcie
doprowadził do poważnego kryzysu w stosunkach polsko-niemieckich.

Polska zamierzała uniknąć szybkiego zjednoczenia Niemiec


Niedawno
odtajnione polskie komunikaty dyplomatyczne ukazują ukryte wątpliwości
co do zjednoczenia Niemiec, obawy podzielane w tym czasie przez inne
europejskie mocarstwa.

Polska zamierzała uniknąć szybkiego zjednoczenia Niemiec
Czytaj dalej: http://polish.ruvr.ru/2014_11_17/Polska-zamierzala-uniknac-szybkiego-zjednoczenia-Niemiec-7401/


Seria 21 odtajnionych komunikatów opublikowana przez
polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w środę ujawnia, że polscy
dyplomaci byli wrogo nastawieni do idei szybkiego zjednoczenia Niemiec i
zmartwieni ingerencją Niemiec Zachodnich w procesy polityczne
zachodzące w Niemczech Wschodnich 25 lat temu.

Najbardziej
interesujący komunikat, wysłany do nowego postkomunistycznego ministra
spraw zagranicznych Polski Krzysztofa Skubiszewskiego 28 listopada 1989
roku mówi, że zjednoczenie bez rozważenia europejskich interesów
bezpieczeństwa może doprowadzić do destabilizacji.

Komunikat
zaznacza, że podczas gdy „popieramy wkroczenie NRD na drogę przemian
demokratycznych i reform gospodarczych”, „wykorzystanie tych przemian do
niekontrolowanego przez cztery mocarstwa, państwa sąsiednie oraz całą
Europę przywrócenia jedności Niemiec nie leży w interesie Polski”.

Wymienione
mocarstwa to Stany Zjednoczone, Związek Radziecki, Wielka Brytania i
Francja, cztery krają okupujące Niemcy pod koniec II wojny światowej.

„Pokrzyżowałoby
to koncepcję stopniowego dochodzenia do jedności europejskiej,
naruszało istniejący układ sił i mogło powodować brzemienną w skutki
destabilizację”, kontynuuje komunikat. „Nie kwestionujemy prawa
jakiegokolwiek narodu do samostanowienia. Zjednoczenie dwóch państw
niemieckich wykraczałoby jednak poza to prawo. Musi być uwzględniony
nadrzędny interes bezpieczeństwa europejskiego, prawa czterech mocarstw i
interesy sąsiadów. Przemiany w obszarze państw niemieckich nie mogą
prowadzić do przesądzenia o jedności niemieckiej wbrew woli czterech
mocarstw i sąsiadów oraz wyprzedzać porozumienia ogólnoeuropejskiego”.

Komunikat
mówi dalej, że „Bonn ... twierdzi, że zjednoczenie Niemiec uwzględnia
nadrzędność interesów bezpieczeństwa europejskiego oraz sąsiadów
Niemiec. Należy jednak zakładać, że RFN w pełni wykorzysta przemiany w
NRD do tworzenia przesłanek ułatwiających rozwiązanie kwestii
niemieckiej przez samych Niemców... Widoczna jest taktyka nacisku na
zasadnicze przemiany ustrojowe w NRD z wykorzystaniem instrumentów
gospodarczo-finansowych oraz radykalizacji nastrojów społecznych.”

W
końcu komunikat zauważa, że „tempo przemian w NRD zaskakuje Wschód i
Zachód. Dominuje zaniepokojenie i obawy przed konsekwencjami
ewentualnego niekontrolowanego rozwoju sytuacji w centrum Europy.
Sojusznicy RFN nie wypracowali jednolitego stanowiska. Wyraźne są
sprzeczne opinie nawet w łonie niektórych rządów (W. Brytania, USA).
Największy niepokój we Francji. Pod znakiem zapytania stawia się
skuteczność dotychczasowej strategii Paryża - integrowanie RFN.”

Rewelacje przeczą oficjalnemu stanowisku Polski

Oficjalnie
nowo wybrany postkomunistyczny rząd w Polsce, kierowany przez premiera
Tadeusza Mazowieckiego, opowiedział się za zjednoczeniem Niemiec.
Mazowiecki spotkał się z kanclerzem RFN Helmutem Kohlem 12 listopada
1989 roku. Spotkania opisuje inny wydany komunikat jako „gest
pojednania” i „demonstracja woli obu stron, aby przezwyciężyć tragiczną
przeszłość”.

Nieoficjalnie jednak późniejszy komunikat z
tego miesiąca cytowany powyżej pokazał, że polskie Ministerstwo Spraw
Zagranicznych było znacznie bardziej powściągliwe co do perspektyw
nowych Niemiec. Anglojęzyczne oświadczenie prasowe ministerstwa w
sprawie opublikowania dokumentów nie wspomina tego wahania, skupia się
za to na ostatecznym ociepleniu stosunków. Oświadczenie jedynie
wspomina, że dokumenty, już przetłumaczone, są „wyjątkowym źródłem
historycznym”, które zostały „opracowane równolegle do tego, co się
działo, więc one odzwierciedlają dynamikę sytuacji politycznej”.

Obawy przed niemieckim rewanżyzmem o zachodnie granice Polski

Komunikaty
potwierdziły spekulacje, że Polska obawiała się możliwości rewizji
wschodnich granic Niemiec po zjednoczeniu kraju z Kohlem, który
początkowo odmawiał Mazowieckiemu i reszcie świata udzielenia
jakichkolwiek gwarancji. Konstytucja Zachodnich Niemiec, ustawa
zasadnicza, posiadała artykuł, który mówił, że „inne części Niemiec”
będą podlegać prawu Bonn „przy ich przystąpieniu” do kraju, co mogło być
interpretowane nie tylko jako byłe terytorium Niemiec Wschodnich, ale
także tereny niemieckie z czasów ery przedwojennej. Kohl złożył Polsce
formalne obietnice o nie zmienianiu granicy na Odrze i Nysie dopiero w
1999 roku; wcześniej kanclerz Niemiec grał twardo z Polakami domagając
się w marcu 1990 roku, aby Polacy zrzekli się wszelkich roszczeń o
odszkodowania wojenne i faktycznie będąc przeciwko jego własnym żądaniom
o odszkodowania dla Niemców wypędzonych z Polski po 1945 roku.

Odpowiedź Polski zgodna z innymi europejskimi krajami

Ostatnie
rewelacje, jak żenujące mogą się wydawać, są zgodne ze stanowiskami
innych europejskich polityków w tym czasie, w tym premier Wielkiej
Brytanii Margaret Thatcher, prezydenta Francji Francoisa Mitterranda i
innych.

Na spotkaniu szefów Wspólnoty Europejskiej,
prekursora Unii Europejskiej, w grudniu 1989 roku, Thatcher znakomicie
zażartowała w obecności Kohla, że „dwa razy pokonaliśmy Niemców, a teraz
oni są z powrotem”. Thatcher zmusiła również ambasadora Wielkiej
Brytanii w Bonn, aby powiedział Niemcom, że zjednoczenie „nie jest
obecnie w planach” po upadku muru berlińskiego. Wcześniej powiedziała
również Michaiłowi Gorbaczowi, że Wielka Brytania i Europa Zachodnia
jako całość „nie chce zjednoczonych Niemiec”, które mogłyby odegrać
„destabilizującą siłę w Europie”.

Dopiero w lutym 1990
roku Thatcher wyraziła obawy, że ambicje Niemiec mogą „nie być
przezwyciężone przez wzmocnienie [Wspólnoty Europejskiej]”. Rozmawiając z
ambasadorem Francji w marcu, po odmowie przez Kohla formalnego
zaaprobowania granicy z Polską na Odrze i Nysie, Żelazna Dama
powiedziała, że „Francja i Wielka Brytania powinny dzisiaj współdziałać w
obliczu niemieckiego zagrożenia” dodając, że „Kohl jest zdolny do
wszystkiego”, i że „nie zna on już sam siebie ... [widząc] siebie jako
mistrza i ... zaczyna zachowywać się jakby nim był”.

Ze
swojej strony Mitterrand wyraził swoją obawę, że niebezpieczeństwem
Niemiec było to, że jest to kraj, który „nigdy nie znalazł swoich
prawdziwych granic”. Prezydent również zanotował w styczniu 1990
spotkanie z Thatcher, że bał się powrotu „złych” Niemców, i że
zjednoczone Niemcy mogą „osiągnąć jeszcze więcej ziem [w Europie], niż
miał Hitler”. Mitterrand wyraził również swoje zaniepokojenie o rzekome
pragnienia Niemiec zdominowania Węgier, Polski i Czechosłowacji,
pozostawiając „tylko Rumunię i Bułgarię dla reszty z nas”.

Inni
światowi przywódcy wyrazili podobne argumenty, premier Włoch w pewnym
momencie wydał słynny komentarz, który również został nadany do
Mitterranda, że „kocham Niemcy tak bardzo, że chcę widzieć ich dwie”.
Czytaj dalej: http://polish.ruvr.ru/2014_11_17/Polska-zamierzala-uniknac-szybkiego-zjednoczenia-Niemiec-7401/



Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

142. michnikoidy obarczaja Polaków zbrodniami żydokomuny

Córeczka Klary Maxary zmarła z głodu. W
obozie dla Niemców w Łambinowicach niemowlętom i małym dzieciom nie
przydziela się jedzenia


2006. Miłosierdzie


Czesław Gęborski prosi lekarzy o eutanazję. Umierającym należy się miłosierdzie.

Lato 1945. Klara piecze chleb


"Życie Warszawy", 10 sierpnia: "Co robić z pozostałymi jeszcze w
Polsce Niemcami? Jedno jest tylko radykalne rozwiązanie. Wszyscy zdolni
do pracy Niemcy - mężczyźni i kobiety - muszą być zmobilizowani. Należy
utworzyć obozy i bataliony pracy. Dostaną za to chleb i zupkę, po
skończonej pracy będą wypoczywać w wygodnych i higienicznych barakach.
Nie będziemy się nad nimi znęcać ani palić ich w piecach - nie jesteśmy
przecież Niemcami".

http://wyborcza.pl/duzyformat/1,141587,17029899,Spiewac__hitlerowy__Czy_...

Zbrodnia żydokomuny a propaganda "Obóz Pracy Świętochłowice Eintrachthűtte - Zgoda". John Sack „Oko za oko”.


Sejm oddał hołd wysiedleńcom z Gdyni

Posłowie oddali hołd mieszkańcom Gdyni wysiedlonym przez
okupantów w czasie II wojny światowej. To oni jako pierwsi padli ofiarą
niemieckiej akcji mającej na celu całkowite wyeliminowanie Polaków.

Po kapitulacji Helu w 1939 roku i zlikwidowaniu przez Niemców
ostatnich punktów zbrojnego oporu Polaków, nastąpiła akcja przesiedlania
ludności. Władze okupacyjne wysiedlały wszystkich tych, którzy
stanowili potencjalne zagrożenie i mogli dezorganizować plany kolejnych
militarnych podbojów.

Po 75 latach Sejm oddał hołd mieszkańcom Gdyni, którzy w czasie II wojny światowej zostali zmuszeni do opuszczenia miasta.

 – Gdynia, miasto powstałe wokół jedynego morskiego portu II
Rzeczypospolitej Polskiej i tak, jak ów port, wzniesione wysiłkiem
całego społeczeństwa ówczesnej Polski, jako pierwsze doświadczyło
zbrodniczej działalności Niemców w czasie II wojny światowej
– mówiła poseł sprawozdawca Anna Sobecka z Prawa i Sprawiedliwości.

Posłowie jednogłośnie przez aklamację przyjęli projekt uchwały. To
bardzo istotne, że taka uchwała została wdrożona w życie, bo mieszkańcy
Gdyni długo czekali na należną im cześć – mówi poseł Dorota
Arciszewska-Mielewczyk z Prawa i Sprawiedliwości.

- 14 października w Gdyni odsłoniliśmy pomnik Gdynian
wysiedlonych. 75 lat czekali na upamiętnienie tych tragicznych losów,
dni i momentu, w którym ludność cywilną, 80 tys. ze 120-tys. miasta,
wywożono do generalnej guberni, do Kielc, do Siedlec do różnych miejsc –
przypomniała poseł.

W październiku 1939 r. zmilitaryzowane oddziały Niemców wypędzały
ludność narodowości polskiej z domów i wywoziły w nieznane. Jak
podkreślono w przyjętej uchwale, ten bezprecedensowy gwałt na ludności
cywilnej miasta był złamaniem postanowień konwencji haskiej z 1907 r.

---------------------------------------------------------------

MSZ: w Warszawie o zadaniach i roli dyplomacji historycznej (komunikat)

- MSZ informuje:

O założeniach i roli polskiej dyplomacji historycznej dyskutowano
podczas konferencji „Polska dyplomacja historyczna – stan i
perspektywy”. - MSZ docenia wkład całego środowiska historycznego w
budowę pozytywnego obrazu naszego kraju za granicą poprzez promocję
naszej historii – powiedział podsekretarz stanu Artur Nowak-Far
otwierając konferencję zorganizowaną 28 listopada 2014 r. przez
Departament Dyplomacji Publicznej i Kulturalnej MSZ we współpracy z
Instytutem Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego oraz Fundacją „Klio”.

W trakcie spotkania dyskusje panelowe dotyczyły wydarzeń i postaci
polskiej historii, które Polska powinna promować na arenie
międzynarodowej w wymiarze globalnym i regionalnym oraz w relacjach
dwustronnych. Rozmowy poświęcone były również podstawowym kierunkom
działań w sferze dyplomacji historycznej w najbliższej przyszłości.
Wiceminister Artur Nowak-Far podkreślił, że „MSZ pragnie w przyszłości w
większym stopniu wykorzystać dorobek naukowy i sugestie polskich
historyków w tym wymiarze”.

Piątkowa konferencja zgromadziła praktyków - szefów dużych
instytucji statutowo zajmujących się promocją polskiej historii oraz
naukowców historyków, wśród których znaleźli się m.in. prof. Włodzimierz
Borodziej, członek Rady Naukowej ds. Historycznych przy Ministrze Spraw
Zagranicznych, prof. Dariusz Stola, Dyrektor Muzeum Historii Żydów
Polskich, prof. Robert Traba, dyrektor Centrum Badań Historycznych w
Berlinie, dr Łukasz Kamiński, prezes Instytutu Pamięci Narodowej, Robert
Kostro, Dyrektor Muzeum Historii Polski.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

143. http://wpolityce.pl/kultura/2

mkidn.gov.pl

mkidn.gov.pl

Süddeutsche Zeitung”
postanowił uświadomić swoich czytelników, że nie tylko naziści rabowali
Żydom dzieła sztuki. Robili to również… Polacy.

Już samo to, że jakimś bezpaństwowym nazistom zostali przeciwstawieni wymienieni z nazwy Polacy jest warte odnotowania.
A ciekawych elementów niemieckiego punktu widzenia na „Raubkunst”, czyli zrabowaną sztukę, w tekście pt. „Zawsze tylko w roli ofiary. Polska ignoruje kwestię sztuki zrabowanej”, jest naprawdę sporo.

Oto taki fragment:

Sztuka zrabowana, obiekty kultury, które podczas okupacji
nazistowskiej zostały ukradzione żydowskiej społeczności w Polsce, nie
znajdują się w centrum zainteresowania minister
(kultury i dziedzictwa narodowego – przyp. red.): jeżeli dzieła te znajdują się dzisiaj w zbiorach polskich muzeów, jest to ‘przypadkiem’. Ale czy to
możliwe, że kulturowa spuścizna 3 mln polskich Żydów zamordowanych
przez nazistów bez wyjątku trafiła za granicę i tylko ‘przypadkowo’
kilkaset obiektów znajduje się w polskich rękach?

— pyta autorka artykułu.

Wyraźnie nie ma on pojęcia o tak zasadniczej sprawie, że Żydzi
żyjący w Polsce byli jej obywatelami. I już np. z tego względu państwo
polskie nie musi nic nikomu oddawać, jeśli znajdzie coś w zasobach
muzealnych. Chyba, że w wyniku indywidualnych pozwów
sądowych, ale to dotyczy wszystkich.

SZ” powołuje
się na wypowiedź Wesleya Fishera z nowojorskiej organizacji
„Conference on Jewish Material Claims against Germany”, który będąc w
listopadzie w Krakowie na
konferencji naukowej miał domagać się od polskich muzeów, by
publikowały nie tylko to, co straciły w wyniku wojny, ale też to, co
znajduje się w ich magazynach.
W domyśle więc - w naszych muzealnych magazynach są zrabowane
Żydom dzieła sztuki.

Oczywiście autorka „SZ
nie zadaje sobie najprostszego pytania: jak Polska mogła zrabować
coś, co zawsze u niej było, a obywatele, do których to fizycznie
należało zostali zamordowanych w niemieckich obozach zagłady lub zagłodzeni w gettach założonych przez Niemców?

Skąd tak nagła niewiedza? Na końcu tekstu jest chyba odpowiedź.

Krakowska konferencja
miała pokazać, że Polska jest aktywna, o czym świadczył specjalnie
wystawiony na Wawelu obraz Francesco Guardiego „Schody pałacowe”,
który po latach dyplomatycznych przepychanek wrócił z Niemiec do Polski.
Obraz Guardiego odkryty dopiero w 1998 roku w zbiorach Uniwersytetu w Heidelbergu niemiecki MSZ traktował długo jako „zastaw” za „Berlinkę”, 300 tys. tomów ze zbiorów Pruskiej Biblioteki
Państwowej przewiezionych pod koniec wojny przez nazistów na Dolny
Śląsk i znajdujących się dzisiaj w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej.

Opiniotwórczy niemiecki dziennik przyznaje więc, że dopiero w
kwietniu tego roku udało się Polsce odzyskać „Schody pałacowe”, gdyż
był to „zastaw” MSZ za „Berlinkę”. To absolutna nowość, gdyż do tej pory Niemcy twierdzili, że nie wiedzieli do kogo należy obraz.

A więc jednak był jakiś szantaż dyplomatyczny? Miejmy nadzieję, że nieskuteczny.

Schody pałacowe”:


mkidn.gov.pl
mkidn.gov.pl

Niemcy mają oczywiście prawo domagać się zwrotu „Berlinki”, którą
zresztą sami wywieźli na dawne tereny wschodnie Rzeszy, i tu zastała ją
wojna. Jednak specjaliści nie mają wątpliwości, że „Berlinka” to
niewielki procent tego, co Polska straciła w dobrach kultury w wyniku działań niemieckich w latach 1939-45.
Dlatego musimy się liczyć z tego typu medialnymi
pohukiwaniami i ostrymi dyplomatycznymi naciskami. Co sprytne, Niemcy
chowają się za plecami potomków żydowskich ofiar holokaustu.
Na kogo Niemcy jeszcze liczą, a Polacy muszą uważać? Wskazała to sama
autorka tekstu w „SZ

W zjednoczonej Europie pod polską prezydencją (czyli Donalda
Tuska) 70 lat po zakończeniu wojny zwrot obcych dóbr kultury powinien
być oczywistością. Dotyczy to także Polski.

Slaw/ „Rzeczpospolita”/ „Deutsche Welle”. „SZ.de”


Co dziś w Rosji piszczy?


Rossija 24: To Polacy wymyślili obozy śmierci. Hitler skopiował pomysł


Co dziś w Rosji piszczy? Jak Rosjanie na zlecenie Kremla "anty-Katyń" wymyślili i piekłem Polaków postraszyli, czyli: to niby my nad Wisłą wymyśliliśmy obozy koncentracyjne, by dzielnych żołnierzy radzieckich w nich mordować. Według rosyjskiej propagandy Hitler tylko ten pomysł skopiował
Kraków, no może nie cały, ale jego władze już na pewno "będą się smażyć na samym dnie piekła". Orzekł to nie kto inny, lecz Władimir Miedinski, rosyjski minister kultury.

Idzie mu o to, że dawna polska stolica nie zgodziła się na wystawienie u siebie na Cmentarzu Rakowickim zaprojektowanego przez Rosjan pomnika bolszewickich jeńców wojennych, którzy zmarli w polskiej niewoli po wojnie w 1920 r.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75477,17105654,Wladze_Krakowa__beda_sie_smazyc_na_s...


6 grudnia 1942

 

Dzień św. Mikołaja roku 1942 przypadał w niedzielę.

Dzieci od Kowalskich, Obuchiewiczów, Skoczylasów i Kosiorów ze Starego
Ciepielowa i z pobliskiej Rekówki czekały na prezenty. Przyjechali
niemieccy żandarmi i zamienili im Mikołaja w piekło. Zostały zamordowane
lub spalone żywcem, razem z rodzicami i bliskimi. Zginęło 34 Polaków,
ich domy zrównano z ziemią. „Winą” rodziców było ukrywanie w swych
domostwach Żydów. Za to – zgodnie z „rozporządzeniem” Hansa Franka z 15 X
1941 r. – należało zabić: „Żydzi, którzy opuszczają wyznaczoną
dzielnicę, podlegają karze śmierci. Tej samej karze podlegają osoby,
które Żydom dają kryjówkę”. Ukrywani w Ciepielowie Żydzi też zostali
spaleni. Polacy i Żydzi umierali w mękach razem. Wtedy każdy wiedział,
kto jest winien ich śmierci i jakiej jest narodowości. „Nazistów” nie
znano.

Po latach profesor historii, konsultant niemieckiego filmu „Nasze
matki, nasi ojcowie”, pytany, dlaczego pokazał w filmie akowców jako
antysemitów i zbrodniarzy, odpowiedział: „Czego chcecie? Jestem Niem-
cem narodowości żydowskiej”! Alina Cała powiedziała: „Polacy są w pewnym
sensie winni śmierci wszystkich Żydów”! Tych z Ciepielowa też? Cała
pracuje w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie, finansowanym z
budżetu państwa polskiego! Kogo reprezentuje? Żydów? Polskich Żydów?

W roku 2009 Arkadiusz Gołębiewski i Maciej Pawlicki zrealizowali
fabularyzowany film dokumentalny „Historia Kowalskich”. Zrobił wrażenie,
więc Instytut Sztuki Filmowej wyłożył pieniądze na zmyślone,
antypolskie „Pokłosie”, które „polscy” ambasadorzy pokazują światu!

Historia Polski jest manipulowana. Rozumiał to dobrze śp. Lech
Kaczyński, który odznaczył pośmiertnie zamordowanych z Ciepielowa i
Rekówki Krzyżami Komandorskimi Orderu Odrodzenia Polski. Uroczystego
aktu dokonała Pierwsza Dama. Pół roku przed tragedią smoleńską.

 

 

Piotr Szubarczyk

Nasz Dziennik

„Tumiwisizm” państwa polskiego. Kolejna prokuratura nie widzi przestępstwa w sformułowaniu „polskie obozy”. Zobacz dokumenty!

http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/226093-tumiwisizm-panstwa-polskiego-ko...

W niniejszej sprawie nie można zasadnie twierdzić, iż z autorka artykułu, redaktor naczelny pisma i wydawca pisma działali ze szczególnego rodzaju zamiarem, wyrażającym wolę znieważania Narodu lub Rzeczpospolitej Polskiej. Ich zachowanie nie wyczerpuje znamion przestępstwa

— napisał krakowski prokurator Andrzej Kabat w uzasadnieniu odmowy wszczęcia śledztwa przeciwko dziennikarce niemieckiej gazety „Rheinische Post”, która napisała o deportacji niemieckich Żydów do… „polskiego getta”. Chodzi o getto założone przez Niemców w okupowanej Łodzi. W tej samej gazecie napisano o „polskich obozach zagłady” w… Buchenwaldzie i Ravensbrück.

Także w tym przypadku polski wymiar sprawiedliwości nie zawiódł nadziei kłamców z Niemiec i odmówił ich ścigania.

CZYTAJ TAKŻE: NASZ NEWS. Niemieckich Żydów wywożono do… „polskiego getta”. Recydywa kłamstw „Rheinische Post”

We wszystkich uzasadnieniach odmowy ścigania fałszerzy historii obrażających Polskę i Polaków prokuratorzy i sędziowie powołują się na jeden argument: brak w kodeksie karnym jasnego przepisu, który penelizowałby zarzucanie Polakom zbrodni, które popełnili inni, w tym przypadku Niemcy.

Prokuratorów i sędziów nie przekonuje charakterystyczna rzecz: Niemcy obozu koncentracyjnego w czeskim Temelinie nie nazywają „czeskim”. Podobnie jak „Rheinische Post” czy w „die Welt”, który „wyspecjalizował się” w używaniu nazwy „polskie obozy”, nie przeczytamy o obozie w Hertogenbosch na terenie okupowanej Holandii, że był to obóz holenderski.

Przedstawiciele polskiego wymiaru sprawiedliwości powinni zacząć wreszcie kojarzyć fakty i wyciągać wnioski. A te są oczywiste – potomkowie zbrodniarzy niemieckich chcą wybielić swoje matki i ojców kosztem naszych matek i ojców. W uzasadnieniu odmowy ścigania autorki „Rheinische Post” prokurator napisał:

Użyte sformułowanie było wyjątkowo niefortunne, lecz użyte zostało nie w celu wskazania, że to Polacy założyli Getto Łódzkie, zamykali w nim Żydów i tam popełniali na nich liczne zbrodnie, lecz jedynie w celu wskazania na jego lokalizację, położenie geograficzne.

Czyli prokurator wcielił się w obrońcę kłamców stosując to samo tłumaczenie!

I jeszcze jeden fragment z uzasadnienia:

W wyniku interwencji konsula Rzeczpospolitej Polskiej „Rheinische Post” sprostowała te sformułowania publikując fragment jego listu w którym zwrócił uwagę na sprzeczność tekstu z prawdą historyczną i znieważający charakter użytych określeń. Dowodzi to zdaniem zawiadamiającego, iż redaktor naczelny oraz wydawca „Rheinische Post” i zapewne również autorka tekstu mają świadomość, że użycie sformułowania „polskie getto” ma charakter obraźliwy względem osób narodowości polskiej oraz względem Rzeczpospolitej Polskiej

— napisał prokurator.

Wczytując się w to, jak i w inne uzasadnienia w sprawach użycia sformułowania „polskie obozy” nie sposób nie wyciągnąć wniosku, że polski wymiar sprawiedliwości opanował syndrom zwany „tu mu wisizm”. No bo jaki wniosek można wyciągnąć w sytuacji, gdy jakaś gazeta pisze o „polskim obozie”, po czym przeprasza i ubolewa, a następnie powtarza ten zwrot? Prokuratorzy i sędziowie widzą takie postępowanie i co? I nic! Klasyczny „tumiwisizm”.

Chyba jedynym sposobem zdyscyplinowania sędziów i prokuratorów, aby zaczęli wykonywać swoje obowiązki w dziele ochrony dobrego imienia Najjaśniejszej Rzeczypospolitej jest takie skonstruowanie kodeksu karnego, aby pojawił się tam zapis, że użycie sformułowania „polskie obozy” jest celowym złamaniem prawa, a nie „pomyłką”, czy „wskazówką geograficzną”. Odpowiedni projekt złożyła w Sejmie największa partia opozycyjna. I co? Partie koalicyjne odrzuciły projekt. Ku satysfakcji fałszerzy polskiej historii „tumiwisizm” triumfuje nad Wisłą.

autor: Sławomir Sieradzki

Niemiecki Katyń 1939 – zbrodnia zapomniana

Nakładem wydawnictwa Capital ukazała się praca „Niemiecki Katyń
1939” autorstwa Ireneusza Lisiaka. Autor w swej książce przybliża
czytelnikom fakty dotyczące bestialskich, sadystycznych i masowych
zbrodni dokonanych przez armie niemiecką na Polakach w 1939 roku na
Pomorzu, północnym Mazowszu, w Wielkopolsce i na Śląsku

Zdaniem znanego historyka Leszka Żebrowskiego „należy docenić wielki
wysiłek Ireneusza T. Lisiaka, autora wnikliwego studium Niemiecki Katyń
1939. Autor nie ograniczył się tylko do rejestru zbrodni niemieckich
popełnionych w okresie IX–XII 1939 – co i tak byłoby bardzo cenne – ale
rzetelnie przedstawił genezę zbrodni niemieckich, plany Niemców wobec
Polaków, staranne, biurokratyczne wręcz przygotowania, działania
dywersyjne i prowokacyjne, konieczny jakoby i całkiem uzasadniony „odwet
na Polakach”, co było imperatywem zajadłej propagandy niemieckiej.
Każde opisane wydarzenie – ludobójcze działania Wehrmachtu (tak, nie
była to formacja rycerska i bez winy), Einsatzgruppen, Selbstschutzu,
tzw. V kolumny (wcześniej wyszkolonych i uzbrojonych dywersantów), ale
także Luftwaffe – jest udokumentowane. Do tego często już dziś
zapomniane lub mało znane fotografie”

Według innego równie zasłużonego historyka Piotra Zychowicza „książkę
Ireneusza T. Lisiaka czyta się z rosnącym przerażeniem. Nikt do tej pory
nie sporządził tak sugestywnego i wstrząsającego opisu barbarzyństwa,
jakiego dopuścili się Niemcy w zachodniej Polsce w roku 1939.
Dziesiątkom tysięcy ofiar tego rozpasanego brunatnego terroru należy się
nasza wieczna pamięć. A jego sprawcom – wieczne potępienie”

Sam autor we wstępie do swojej pracy pisze, że „inwazja na Polskę
zapoczątkowała program eksterminacji, który Niemcy skrupulatnie
zaplanowali i wprowadzili w życie podczas wojny. Program zabijania
przewidywał systematyczną likwidację kierowniczych i wykształconych
warstw polskiego społeczeństwa. Realizując ten nieludzki plan, Wehrmacht
popełniał masowe zbrodnie już od pierwszego dnia wojny. W aktach
procesu przed Najwyższym Trybunałem Narodowym zbrodniarza niemieckiego,
namiestnika Pomorza, gauleitera Forstera możemy przeczytać: Akcja
mordowania Polaków, Żydów i osób żydowskiego pochodzenia zwana „akcją
bezpośrednią”, rozpoczęła się na terytorium należącym do Wolnego Miasta
Gdańska już 1 września 1939 roku, a na innych terenach w miarę ich
zajmowania przez wojska niemieckie. Największe nasilenie tej akcji
przypadało na wrzesień, październik i listopad 1939 r.; trwała ona
jednak do końca okupacji. W morderstwach brali mniejszy lub większy
udział członkowie NSDAP, tudzież SD, SS, SA, policji i żandarmerii, a
przede wszystkim gestapo oraz ich organów pomocniczych, a zwłaszcza tzw.
Selbstschuzu i policji pomocniczej, w niektórych zaś przypadkach także
Wehrmachtu1\.

W Niemczech dość powszechnie uważa się, że niemiecka generalicja
zaakceptowała kurs Hitlera stopniowo, dopiero na fali euforii po
kolejnych zwycięstwach w latach 1939-41. O tym, że ten pogląd jest
fałszywy, świadczy powyższy cytat oraz regulacje opracowane przez
Naczelne Dowództwo Sił Lądowych (OKH) latem 1939 roku. Regulacje
stworzono na podstawie niemieckiego przekonania zakładającego
powszechny, fanatyczny wręcz opór cywilnej ludności polskiej. Mówi o tym
treść raportów niemieckich, które prognozowały niebezpieczeństwa, jakie
spotkać mogą Wehrmacht w Polsce. Oto fragment takiego raportu:

Ludność polska jest fanatycznie podburzana i zdolna do sabotażu, jak
również innych rodzajów ataków. Należy liczyć się z szeroko zakrojoną
ewakuacją zachodnich części Polski i zniszczenia całego wartościowego
przemysłu i środków transportu. Należy także rozważyć [możliwość]
zniszczenia i zatrucia żywności.

Zabezpieczając się przed spodziewanymi atakami polskich cywilów,
planiści niemieccy opracowali środki pacyfikacyjne. Były one oparte na
niemieckiej interpretacji konwencji haskiej z 1907 roku, według której
to interpretacji dozwolone było Wehrmachtowi branie zakładników na
zdobytych terenach oraz przeprowadzanie egzekucji na ludności cywilnej
broniącej się przed najeźdźcą.

Prawda o roli i działaniach Wehrmachtu w Polsce we wrześniu 1939 roku
przebija się w Niemczech bardzo powoli, natomiast troskliwe
pielęgnowanie urojonych niemieckich krzywd znajduje tam niezwykle
szerokie grono zwolenników. Niebezpieczne są obecne działania w
Niemczech polityków takich jak Erika Steinbach, która buduje mit krzywd
niemieckich na wypędzeniach. Hitler budował mit krzywd niemieckich na
traktacie wersalskim, teraz mamy kolejne „krzywdy”, bez refleksji nad
doświadczeniami napadniętych wtedy narodów i rolą rzeczywistego sprawcy
klęski niemieckiej w 1945 roku. Co charakterystyczne, działania Związku
Wypędzonych w Niemczech mają poparcie władz niemieckich bez względu na
opcję polityczną. Obyśmy nie musieli zetknąć się z powtórką z historii…
[…]

Grupy Operacyjne Policji Bezpieczeństwa zostały sformowane przed atakiem
na Polskę z przekonaniem, że zostaną tu użyte. Były niczym innym jak
szwadronami śmierci: ich zadaniem było „zwalczanie wszelkich elementów
wrogich wobec Rzeszy na zapleczu walczących wojsk”. Ale wrogami
ówczesnych Niemców byli przede wszystkim Polacy, bez względu na wiek,
płeć itp. Mówił o tym sam Hitler podczas odprawy 22 sierpnia 1939 roku w
Obersalzbergu:

Wydałem rozkaz i każę każdego rozstrzelać, kto by chociaż jednym słowem
usiłował krytykować, iż celem wojny jest osiągnięcie wyznaczonych linii,
a nie fizyczne zniszczenie przeciwnika. W tym celu przygotowałem na
razie tylko na wschodzie moje oddziały Totenkopf, rozkazując im zabijać
bez miłosierdzia i bez litości mężczyzn, kobiety i dzieci polskiego
pochodzenia i polskiej mowy. Tylko w ten sposób zdobędziemy przestrzeń
życiową, której potrzebujemy. […] Was, moi panowie, wzywa sława, jak to
nie zdarzyło się od wieków. Bądźcie twardzi, bądźcie bezlitośni,
działajcie szybciej i brutalniej niż przeciwnicy. Mieszczanie
zachodnioeuropejscy muszą zadrżeć ze zgrozy.

W przeszłości pojawiały się głosy, że to przemówienie Hitlera nie było
tak agresywne i tak jednoznacznie wskazujące na los Polaków, jaki
gotował im Hitler. Jest to jedna z wielu prób relatywizacji historii –
bo jak inaczej odnieść się do tego, co czytamy w dzienniku gen. Franza
Haldera ze Sztabu Generalnego? Halder pisał tam, że Hitler wzywał do
„fizycznego wyniszczenia polskiej ludności”.

Ireneusz Lisiak z wykształcenia jest inżynierem – ukończył Politechnikę
Krakowską. Wcześniej, został relegowany ze studiów polonistycznych za
udział w protestach studenckich w 1968 roku – w ramach represji został
objęty 3-letnim zakazem studiów. Autor pracy jest członkiem Fundacji
Narodowej im. Romana Dmowskiego, publicystą „Myśli Polskiej”. Swoje
książki wydaje w wydawnictwie Capital specjalizuje się w publikacji
książek prawicowych.

Należy się spodziewać że praca Ireneusza Lisiaka spotka się z
histeryczną reakcją środowisk żydowskich i filosemitów z pseudo prawicy.
Żydzi uznają, że „Niemiecki Katyń 1939” to zbrodnicze przypisywanie
cierpień Polakom podczas gdy monopol na bycie ofiarami mają Żydzi a
Polakom wyznaczono w żydowskiej narracji role nazistowskich oprawców.
Filosemici z pseudo prawicy na fali wspierania neonazistów na Ukrainie
uznają, że pisanie o zbrodniach niemieckich to odwracanie uwagi od
ruskiego zagrożenia, co wskazuje, że autor jest ruskim agentem i piątą
kolumną Putina.

Niemiecki Katyń 1939 – Ireneusz T. Lisiak, Wydawnictwo Capital, Warszawa 2014

Jan Bodakowski



"Słodkie mordki" propagandzistów niemieckich nie ustają w
udowadnianiu, że polscy żołnierze to rasiści. Widzą to nawet w zabawkach

Niemiecka gazeta dokonała iście
goebelsowskiego zabiegu i połączyła rasizm z dwiema zbrodniczymi
ideologiami oraz jedną narodowością: polską.

www.taz.de

Komunizująca berlińska gazeta „Tageszeitung” dokonała
antypolskiej manipulacji. Postawiła w jednym szeregu „rasistowskich”
żołnierzy: nazistowskich, sowieckich i… polskich. Co prawda zrobiła to w
kontekście figurek żołnierzyków-zabawek, nie mniej znowu dostało
się polskiej historii.

W artykule pt. „Słodkie mordki wojny” autorka lewackiego „Tageszeitung” - Gabriele Lesser, słynna „ekspertka” do spraw polskich, często zapraszana do TVN24 - wzięła na warsztat kwestię zabawek militarnych - figurki żołnierzyków i sprzętu wojskowego - produkowanych przez polskie firmy.

(W oryginale jest żołnierzykami Trzeciej Rzeszy, jednak z jakichś względów „Deutsche Welle”, a za nią inne media dały wersję „nazistowskimi”:


dw.de
dw.de

Niemiecka gazeta dokonała więc iście goebelsowskiego zabiegu i połączyła rasizm z dwiema zbrodniczymi ideologiami oraz jedną narodowością: polską.

Ciekawy jest też podtytuł artykułu:

W Polsce można za pomocą figurek do zabawy rozgrywać Powstanie Warszawskie. Producent utrzymuje, że ma to walory pedagogiczne.

Sarkazm aż bije po oczach. Oczywiście zapewne według autorki,
najbardziej pedagogiczne są niemieckie produkcje, takiej jak np. „Nasze
matki, nasi ojcowie”.

Miliony Niemców (i nie tylko) obejrzało serial
„Nasze matki, nasi ojcowie”. I oni wiedzą, że „rasiści (antysemici)” z
Armii Krajowej to „fakt historyczny”, gdyż serial był reklamowany, jako
historyczny
; jego produkcję konsultowali zawodowi historycy, zaś twórca serialu – Nico Hofmann przyznał, że „do zrobienie filmu natchnęły go pamiętniki jego ojca-żołnierza”.

Gdy jakiś Niemiec przeczyta artykuł w „TAZ”, a oglądał serial, musi dojść do wniosku, że „ci Polacy to w ogóle nie mają wstydu. Nie dosyć, że byli rasistami, to jeszcze figurki rasistów robią dla swoich dzieci”.
Tak antypolonizm, krok za krokiem, trafia pod strzechy. I do piaskownicy.



Niemiecko-rosyjski spór o wypowiedź Jaceniuka


Spór o krytyczną wobec Rosji wypowiedź premiera Ukrainy Arsenija
Jaceniuka dla niemieckiej telewizji zakłócił międzynarodowe poszukiwania
rozwiązania konfliktu na Ukrainie. Moskwa chce, by Berlin zareagował;
niemiecki MSZ odmawia zajęcia stanowiska.

Berlin może zrewidować swoje stanowisko w sprawie drugiej wojny światowej




Uchodźcy w byłym obozie koncentracyjnym? Jest afera

Ten
pomysł już wywołuje kontrowersje. Władze jednego z niemieckich miast
chcą zakwaterować uchodźców w budynku będącym w przeszłości częścią
obozu koncentracyjnego.


IPN przygotował listę zbrodniarzy z Auschwitz. Niektórzy z załogi obozu jeszcze żyją

IPN przygotował listę zbrodniarzy z Auschwitz. Niektórzy z załogi obozu jeszcze żyją
Lista liczy 9 519 nazwisk funkcjonariuszy SS.
zobacz więcej »

Nie możemy na razie powiedzieć, kiedy upublicznimy listę. Chcielibyśmy,
aby nastąpiło to jak najszybciej. Wcześniej jednak trzeba dokonać wielu
weryfikacji, wszystko dokładnie sprawdzić. Lista musi być kompletna, a
żadne nazwisko na niej nie może budzić żadnych wątpliwości – powiedział
dyrektor IPN w Krakowie Marek Lasota.
Jak dodał, na liście są nazwiska wszystkich pracowników niemieckiego
obozu KL Auschwitz-Birkenau, którzy znajdowali się w obozie od czasów
jego założenia, do chwili likwidacji (1940-1945). Niektórzy z załogi
obozu jeszcze żyją.

Przy nazwisku widnieją takie informacje jak
m.in. data urodzenia funkcjonariusza, numer służbowy SS, data przybycia
do obozu i data jego opuszczenia. Będzie to najszersza jak dotąd lista
członków personelu KL Auschwitz-Birkenau.

Po weryfikacji spis będzie ogólnodostępny, prawdopodobnie w wersji elektronicznej.

Trudne śledztwo

Listę
opracowała Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi
Polskiemu IPN w Krakowie, która od 2011 r. prowadzi, zawieszone
wcześniej, śledztwo oświęcimskie dotyczące zbrodni popełnionych przez
Niemców na terenie obozu – najdłużej trwające w Polsce dochodzenie.

Śledztwo
rozpoczęło się po II wojnie światowej. W 1954 r. rozwiązano Komisję
Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce. Kolejne tego rodzaju instytucje
nie miały uprawnień oskarżających, pozwalających na postawienie
podejrzanego przed sądem. Inną trudnością było udowodnienie sprawcy
winy.

Obecne śledztwo IPN – jak mówią prokuratorzy – jest trudne,
ponieważ bezpośredni świadkowie nie żyją. Niewiele zachowało się także
dokumentów z tamtych czasów.



Dlaczego zabrakło miejsca dla rodziny rtm. Pileckiego?
Organizatorzy obchodów rocznicy wyzwolenia Auschwitz nie zaprosili
dzieci Rotmistrza...

Podczas uroczystości na terenie obozu KL
Auschwitz-Birkenau organizatorzy spodziewają się ok. 300 byłych
więźniów. Zamordowany przez komunistów Rotmistrz Pilecki może liczyć
tylko na miejsce na muzealnej ekspozycji.


-------------------------------------------------------------

"Wiosną 1945 roku – opowiada narrator, a w tle widać idylliczny kadr z niemieckiej wsi – wojska alianckie posuwające się w głąb Niemiec dotarły do Bergen-Belsen. Brytyjscy żołnierze mijali schludne, uporządkowane sady i zadbane farmy, które cieszyły oko i wzbudzały szacunek dla tutejszych mieszkańców. Przynajmniej do chwili, gdy goście poczuli ten zapach…".
Tak rozpoczyna się brytyjski film o Holokauście, którego nigdy nie pokazano widzom. Przeleżał na półce 70 lat, ponieważ uznano go za zbyt drażliwy politycznie. Wspomniany zapach wydzielały martwe ciała, gnijące lub spalone. Jego źródłem byli też niedożywieni, często też wyniszczeni chorobami więźniowie obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen, wegetujący w pobliżu kwitnących niemieckich gospodarstw. Gdy alianci wypuszczali na wolność udręczone ofiary Trzeciej Rzeszy, w brytyjskim Ministerstwie Informacji Sidney Bernstein otrzymał zlecenie przygotowania filmu dokumentalnego, który świadczyłby o zbrodniach nazistowskich Niemiec.

Bernstein zebrał wyjątkowy zespół, w skład którego wszedł przyszły minister w laburzystowskim rządzie Richard Crossman, autor lirycznego scenariusza, i Alfred Hitchcock, który z powodu tego filmu przyleciał specjalnie z Hollywood. Razem zabrali się do pracy nad dokumentem zatytułowanym "German Concentration Camps Factual Survey" (Niemieckie obozy koncentracyjne – faktografia). Napływały do nich wciąż nowe rolki filmów wysyłanych przez brytyjskich, amerykańskich i radzieckich kamerzystów, obrazy nakręcone w 11 obozach śmierci, m.in. w Auschwitz, Buchenwaldzie, Dachau i Bergen-Belsen. Oprócz zwłok zdjęcia ukazywały wyniszczone ciała ocalałych i ludzkie szczątki w piecach.

W nagraniu z Majdanka pokazano olbrzymie torby z włosami pochodzącymi od zamordowanych. Starannie je sortowano i ważono, żeby "nic się nie zmarnowało", informuje narrator i przypomina, że wykorzystywano również zęby ofiar. Bernsteina zainteresował jeszcze stos okularów. "Zakładając, że co dziesiąty człowiek nosi okulary, to jak liczną grupę ludzi powinniśmy sobie teraz wyobrazić?" – pada pytanie w filmie.

Niezwykłe przedsięwzięcie

W 70 lat po tych zdarzeniach reżyser i antropolog André Singer przygotował dokument "Night Will Fall" (Zapadnie noc), opowiadający o niezwykłym przedsięwzięciu, jakim było sfilmowanie obozów oraz próbujący wyjaśnić losy projektu Bernsteina.

http://wiadomosci.onet.pl/prasa/film-zbyt-straszny-by-pokazac-go-publicz...


"DER SPIEGEL" UJAWNIA


Nieczyste zagrywki Niemiec w 1990 roku. Chodziło o uniknięcie reparacji wojennych

(...)
Jak pisze "Der Spiegel", w latach 1989 i 1990, gdy kwestia zjednoczenia Niemiec stała się aktualna, Kohl i Genscher bardzo obawiali się zwołania konferencji pokojowej, na której przedstawiciele 53 krajów będących przeciwnikami Niemiec w II wojnie światowej mieliby okazję do przedstawienia dawnych rachunków.

Aby nie dopuścić do koordynacji działań poszkodowanych krajów, Genscher zabiegał o jak najszybsze załatwienie tej kwestii. "Trzeba się spieszyć, bo krąg tych, którzy chcą uczestniczyć w dyskusji, stale rośnie" - napominał w jednej z notatek, do których dotarła redakcja. Na szczęście dla Niemców również zwycięskie mocarstwa chciały ograniczyć liczbę uczestników negocjacji. Brytyjczycy, Amerykanie, Francuzi i Rosjanie zdecydowali, że tylko oni będą prowadzić negocjacje z RFN i NRD. Gdy włoski szef dyplomacji domagał się udziału w rozmowach, Genscher zbył go obcesowym "nie ma cię w grze" - czytamy w "Spieglu".

Grecja nie zrzekła się roszczeń

Z dokumentów wynika, że tylko Rosjanie naciskali początkowo na reparacje wojenne, jednak zmienili zdanie po interwencji strony niemieckiej u ówczesnego szefa dyplomacji ZSRR Eduarda Szewardnadzego. Genscher argumentował, że "traktat pokojowy" byłby krokiem wstecz, i prosił o rezygnację z tego terminu. Już w kwietniu 1990 roku Niemcy przeforsowali swoje stanowisko - termin "traktat pokojowy" zniknął, a zamiast niego pojawił się "Traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec". Według "Spiegla" w maju 1990 roku Moskwa ostatecznie zrezygnowała ze sprzeciwu. Finlandia i inne kraje oficjalnie zrezygnowały z roszczeń - zaznacza autor materiału.

Według "Spiegla" władze Grecji wówczas nie zajęły oficjalnego stanowiska. Dopiero po pięciu latach grecka ambasada wystąpiła w tej sprawie z werbalną notą do MSZ w Bonn. Zdaniem strony niemieckiej po upływie 70 lat roszczenia greckie straciły jakiekolwiek uzasadnienie. Zespół prawników Bundestagu ocenił, że Ateny powinny były w 1990 roku zgłosić formalny protest, jeżeli nie chciały, by roszczenia uległy przedawnieniu.

"Der Spiegel" podważa argument niemieckiego rządu, że po tylu latach zgłaszanie roszczeń jest sprawą bezprecedensową, i przypomina, że Berlin dopiero w 2010 roku spłacił ostatnią ratę zobowiązań finansowych dotyczących I wojny światowej.

Ateny domagają się od Niemiec m.in. 11 mld euro jako odszkodowania za przymusową pożyczkę narzuconą Grecji przez niemieckie władze okupacyjne w czasie wojny. Rząd w Berlinie stoi na stanowisku, że wszystkie greckie roszczenia zostały zaspokojone. Twierdzi, że do władz niemieckich nie wpłynął żaden oficjalny wniosek w tej sprawie.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

144. Kolejne posiedzenie

Kolejne posiedzenie polsko-niemieckiego okrągłego stołu

Dziś w Warszawie odbędzie się drugie posiedzenie polsko-niemieckiego
okrągłego stołu. W agendzie spotkania nie znalazła się kwestia
odszkodowań od Niemiec za mienie zagrabione Związkowi Polaków przez III
Rzeszę.

Rozmowy będą natomiast dotyczyć nauczania języka polskiego w Niemczech oraz funkcjonowania mniejszości w obu krajach.

Mec. Stefan Hambura, który złożył do sądu wniosek w sprawie
odszkodowań podkreśla, że na znalezieniu rozwiązania nie zależy od
żadnej ze stron.

Jak mówi poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk, były prezes
Powiernictwa Polskiego, bez wsparcia rządzących, Polacy nie mają szans
na uzyskanie należnych rekompensat.

- Obecnie rząd bardzo często chwali się dobrą pozycją i
uznaniem Rzeczpospolitej w Unii Europejskiej. Nie przypuszczam, aby
kwestie, do których trzeba zmuszać obecny rząd, były poruszane w
rozmowach dwustronnych, by były uwzględnione przez Platformę
Obywatelską, ponieważ jakiekolwiek zdenerwowanie drugiej strony, albo
poruszenie drugiej stronie nieprzyjemnych tematów jest w stanie
spowodować, że PO wycofa się z postulatów, które zgłasza Związek Polaków
w Niemczech
– powiedziała poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk.

Mec. Stefan Hambura w ubiegłym roku w imieniu Związku Polaków w
Niemczech złożył pozew przeciwko państwu niemieckiemu. Domaga się zwrotu
1 mld euro.

Sprawa dotyczy tzw. dekretu Göringa, który umożliwił Niemcom
konfiskatę majątku należącego do polskiej organizacji. Miał on wartość
7-8 mln ówczesnych marek.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

145. sądy w Polsce już o tym wiedzą


Najwyższy czas przeprowadzić głęboką lustrację w polskim wymiarze sprawiedliwości.Sprawa toczyła się 6 lat!



Powództwo ws. określenia: „polskie obozy zagłady” oddalone

Sąd Okręgowy w Olsztynie oddalił powództwo Janiny
Luberdy-Zapaśnik, byłej więźniarki niemieckiego obozu, przeciwko
niemieckiemu tygodnikowi „Focus”, który użył fałszywego zwrotu “polski
obóz zagłady”. Pełnomocnik byłej więźniarki zapowiedział apelację.

Janina Luberda-Zapaśnik domaga się od wydawcy tygodnika imiennych przeprosin, które ten miałby opublikować w polskich mediach.

Wydawca „Die Welt” nie będzie musiał płacić odszkodowania i
ponownie przepraszać za zakłamywanie historii. Warszawski sąd oddalił
powództwo ws. użycia sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”.

Ponadto kosztami
postępowania został obciążony powód, ponieważ – jak podkreślił sąd –
przegrał proces w całości. Kwotę, jaką będzie musiał zapłacić
ustali referendarz sądowy.

Proces dotyczył trzech publikacji, jakie ukazały się między 24
listopada 2008 roku a 17 lutego 2013 roku. Artykuły były dostępne
zarówno w wersji papierowej dziennika „Die Welt”, jak również na stronie
internetowej gazety welt.de.

Pozew w tej sprawie złożył Zbigniew Osewski, którego dziadek zmarł w niemieckim obozie w Iławie.


Niemiecko-rosyjski spór o pakt Ribbentrop-Mołotow

Niemiecko-rosyjski spór o pakt Ribbentrop-Mołotow Rosyjskich i niemieckich historyków dzieli pakt
Ribbentrop-Mołotow. Naukowcy z obu państw przedstawili wspólny
podręcznik metodyczny do historii XX w. Nie zdołali porozumieć się co do
interpretacji paktu i jego skutków dla Polski.

Publikacja zawiera dwa odmienne stanowiska. Historyk z Monachium
powiedział, że problem dotyczył “braterstwa broni” między III Rzeszą a
ZSRR w latach 1939-1941, a także motywów, jakimi kierował się Stalin
decydując się na sojusz z Hitlerem. Prof. Mieczysław Ryba, historyk,
wykładowca WSKSiM, zauważa, że dla Rosji historia jest przede wszystkim
elementem polityki.  

- Znajduje się to na płaszczyźnie praktycznej, a nie teoretycznej. W
związku z tym nie chodzi o to, jak było naprawdę, że Pakt Ribbentrop-
Mołotow był praktycznie elementem rozbioru Polski czy Europy
Środkowo-Wschodniej przez dwa totalitarne państwa. Tam chodzi o to, żeby
wszystko to komponowało się w pewną narrację, która ma udowodnić sens,
wartość istnienia Rosji imperialnej – mocarstwa, które ostatecznie – jak
się twierdzi w tej historiografii – wyzwoliło Europę spod faszyzmu –
powiedział historyk.

Podręcznik “Niemcy-Rosja. Przystanki wzajemnej historii – miejsca
pamięci” obejmuje lata 1917-91.
Jest przeznaczony dla nauczycieli szkół
średnich. Wersja niemiecka ukazała się w zeszłym roku. Obecnie wydano
wersję rosyjską publikacji. To pierwszy tego rodzaju wspólny podręcznik w
historii obu krajów.

Prace trwają także nad rosyjsko-polskim podręcznikiem do historii. Podobny projekt Rosjanie realizowali też z Ukrainą.


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

146. Niemiecko-rosyjski podręcznik do nauki historii

http://giz3.salon24.pl/636973,niemiecko-rosyjski-podrecznik-do-nauki-his...


10
marca br. naukowcy z Niemiec i Rosji zaprezentowali w Berlinie wspólnie
opracowany podręcznik "Niemcy-Rosja. Przystanki wzajemnej historii -
miejsca pamięci". To pierwszy wspólny podręcznik metodyczny do historii
XX wieku, przygotowany przez niemieckich i rosyjskich historyków w
wersji rosyjskiej, niemiecka ukazała się w zeszłym roku. Publikacja
zawiera dwa odmienne stanowiska w sprawie interpretacji paktu
Ribbentrop-Mołotow i jego skutków dla Polski.



Według rosyjskich badaczy Stalin znalazł się w 1939 roku w sytuacji bez
wyjścia i zmuszony był do zawarcia paktu z Hitlerem. Rosjanie
kwestionują fakt wspólnej z Wehrmachtem defilady wojskowej w Brześciu, a
także stosowanie pojęcia "reżim okupacyjny" do terenów Polski
opanowanych przez Armię Radziecką. Nie zgadzają się również na stawianie
na jednej płaszczyźnie działań hitlerowskich Niemiec i ZSRR.



Prezes Instytutu Pamięci Narodowej doktor Łukasz Kamiński uważa, że tego
rodzaju próby zakłamywania faktów są bardzo niepokojące. Rosja - uważa
prezes IPN - nie tylko bardzo wyraźnie podtrzymuje swoją interpretację
paktu, ale zmierza do podważania faktów - na przykład defilada wojskowa w
Brześciu, która jest nie tylko opisana ale i sfotografowana.



Niemiecko-rosyjski podręcznik do nauki historiiBrześć.
29 września 1939. Spotkanie sojuszniczych wojsk sowieckich i
niemieckich uczczono wspólną defiladą. Odbierają ją gen. Heinz Guderian i
gen. Siemion Kriwoszein - fot. Reprod. WFD / źródło: PAP 




Horst Moeller – niemiecki przewodniczący niemiecko-rosyjskiej Komisji
Historyków tłumaczył, że stanowiska obu stron były nie do pogodzenia.
Mimo, że nikt nie kwestionuje istnienia samego paktu, ocena skutków
współpracy Adolfa Hitlera i Józefa Stalina dla Polski, zawiera
"zasadnicze różnice". Podobnie ma się sprawa "braterstwa broni" między
III Rzeszą a ZSRR w latach 1939-1941 oraz określenia powodów, dla
których Stalin zdecydował się na koalicję z Hitlerem. 




Osobiście
podzielam niepokój niektórych polskich historyków (bo pewnie nie
wszystkich), gdyż już sama idea napisania podręcznika o historii
wydarzeń jakie miały miejsce na terytorium Polski bez udziału polskich
historyków jest co najmniej kuriozalna. Zresztą nie tylko dla mnie.
Chyba podobnie sądzi prof. Karl Schlögel, niemiecki historyk,
specjalista od Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej, który ostatnio w
wywiadzie dla Gazety Wyborczej (sic!) stwierdził, że "wielu
Niemców wciąż myśli, że kraje między Odrą a Rosją to jakaś
między-Europa. Terytorium, o którym powinny decydować Berlin i Moskwa
ponad głowami ich mieszkańców"




Tak to właśnie wygląda...

A
skoro Berlin i Moskwa opisują nam historię, to również pracują nad
naszą przyszłością, o czym można na przykład przeczytać w notce jaką
dzisiaj opublikowała Eska: 

Panowie, zdrada, jesteśmy w czarnej dziurze!






Polscy historycy zbulwersowani niemiecko-rosyjskim podręcznikiem do historii

Niemiecko-rosyjski podręcznik historii: spór o pakt Ribbentrop-Mołotow 


Niemiecko-rosyjska wersja historii z polskimi problemami 

"Wielu
Niemców myśli, że kraje między Odrą a Rosją to terytorium, o którym
powinny decydować Berlin i Moskwa”. Niemiecki profesor ostrzega przed
polityką… RFN



SZ: Polska ustawiła się w roli rywala Rosji w kwestii pamięci. Od miesięcy toczą się ostre pojedynki

Rosja i Chiny wykorzystują obchody 70. rocznicy końca II wojny światowej
do walki politycznej. W Niemczech głównym mówcą na uroczystości w
Bundestagu będzie historyk Heinrich August Winkler. Z kolei Polska
ustawiła się w roli rywala Rosji w kwestii pamięci - pisze "Sueddeutsche
Zeitung"

"8 maja na mównicę w Bundestagu wejdzie osoba, która właściwie nie ma tam czego szukać - profesor historii współczesnej Heinrich August Winkler. Będzie głównym mówcą podczas krótkiej uroczystości z okazji zakończenia II wojny światowej. To polityczny sygnał. Z okazji dnia pamięci przemawia historyk - tego jeszcze nie było" - czytamy w materiale zamieszczonym na stronie tytułowej tej największej niemieckiej gazety opiniotwórczej.

W powojennej historii RFN wszystkie okrągłe rocznice zakończenia II wojny światowej były zarezerwowane dla szefów rządów - od Ludwiga Erharda przez Willy'ego Brandta po Angelę Merkel. Obecna kompromisowa decyzja, wynegocjowana przez Bundestag, urząd kanclerski i urząd prezydenta, jest "niezwykła i świadczy o tym, że Niemcy patrzą na historię w sposób inny niż reszta świata" - pisze autor materiału, szef działu zagranicznego gazety Stefan Kornelius.

Rocznica traktowana jako "ostra broń"

W innych krajach, w przeciwieństwie do Niemiec, rocznica końca wojny traktowana jest jako "ostra broń" w codziennej walce politycznej, jako "instrument tworzenia (własnego) obozu, jako środek przymusu i nacisku przeciwko sąsiadom i przeciwnikom". Jak zaznacza Kornelius, szczególny pokaz siły planowany jest w Chinach, gdzie 3 września w Pekinie odbędzie się parada wojskowa skierowana przeciwko Japonii. "Kto przyjmie zaproszenie do Pekinu, ten ugnie się przed chińskimi aspiracjami do panowania" - czytamy w "SZ".

Brytyjczycy będą obchodzić 70. rocznicę końca wojny u siebie na wyspach, wspominając podczas ulicznych festynów Churchilla. Prezydent Francji Francois Hollande zamierza uciec przed obchodami, wybierając się na Kubę - podaje niemiecki dziennik.

Jesteś z nową Rosją czy przeciwko niej?

Parada na placu Czerwonym organizowana 9 maja przez prezydenta Władimira Putina jest traktowana jak okazja do opowiedzenia się po jednej lub drugiej stronie - odpowiedź na pytanie: Jesteś z nową Rosją czy przeciwko niej? Północnokoreański dyktator Kim Dzong Un zapowiedział swój udział; prezydent Mołdawii nie przyjedzie i znajdzie się pod presją Rosji - pisze Kornelius.

Polska ustawiła się w roli rywala Rosji w kwestii pamięci. Na Westerplatte w maju ma się odbyć uroczystość, w której udział wezmą narody uważające, że rosyjski spektakl wojskowy jest wobec inwazji na Ukrainie więcej niż niesmaczny. Od miesięcy Polacy i Rosjanie toczą ostre pojedynki słowne dotyczące polityki pamięci - przypomina autor. Kanclerz Niemiec Angela Merkel zapowiedziała wcześniej, że złoży wieniec w Moskwie, lecz dopiero 10 maja. "Czy i w jakim charakterze kanclerz będzie obecna w Gdańsku, jest sprawą otwartą" - pisze Kornelius.

Putin rehabilituje Pakt Ribbentrop-Mołotow

W urzędzie kanclerskim i prezydenckim, a także w innych gremiach kierowniczych w Niemczech patrzy się z oburzeniem na próby instrumentalizowania historii. Niemcy zapewniają, że będą obchodzić rocznicę "godnie i w odpowiedni sposób". To zadanie spadło na Winklera, którego "SZ" nazywa "polityczną osobowością". Autor przytacza opinię historyka, że "najgorsze jest rehabilitowanie przez Putina Paktu Ribbentrop-Mołotow" oraz że "rewizjonizm historyczny Putina koresponduje fatalnie z jego współpracą z partiami prawicowo radykalnymi i neofaszystowskimi w Europie". Najgorsze jest rehabilitowanie przez Putina Paktu Ribbentrop-Mołotow.



„Powstańcy warszawscy podali rękę potomkom zbrodniarzy i trudno przecenić ten gest”


Dwudziestu weteranów Powstania Warszawskiego
odebrało Krzyże Zasługi na Wstędze Orderu Zasługi Republiki Federalnej
Niemiec z rąk...

Dwudziestu weteranów Powstania
Warszawskiego odebrało Krzyże Zasługi na Wstędze Orderu Zasługi
Republiki Federalnej Niemiec z rąk ambasadora Rolfa Nikla. – Powstańcy
podali rękę potomkom zbrodniarzy i trudno przecenić ten gest – mówił
dyplomata. Odznaczeni otrzymali wyróżnienie za zaangażowanie w działania
na rzecz pojednania polsko-niemieckiego.Wanda Traczyk-Stawska ze wzruszeniem przyjęła odznaczenie. Mówiła, że w
czasie powstania miała 17 lat, a w czasie walk zginął jej brat, wielu
kolegów i tysiące cywilów, dlatego wtedy nie wyobrażała sobie podobnych
wydarzeń. Ten gest, mówiła Wanda Traczyk-Stawska, pozwala jej myśleć o
Niemcach jako o ludziach, którzy świadomi tego co zrobili, żałują tego –
to pozwala im wybaczyć.
Maciej Krokos dodał, że to odznaczenie pokazuje jak wielką zmianę
przeszli Niemcy. Jego zdaniem jest to potwierdzenie, że „wtedy byli
Niemcy hitlerowcy, a teraz są Niemcy przyjaciele”.

Fot. PAP/EPA/MAURIZIO GAMBARINI

Fot. PAP/EPA/MAURIZIO GAMBARINI

Niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter
Steinmeier zapewnił w niedzielę podczas obchodów 70. rocznicy
oswobodzenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, że Niemcy uznały i nadal uznają historyczną winę za nazizm.

W przemówieniu do uczestników uroczystości, w tym byłych więźniów
obozu, Steinmeier zwrócił uwagę na szczególne
znaczenie relacji niemiecko-izraelskich.

Droga (do porozumienia z Izraelem) zakończyła się sukcesem
także dlatego, że mój kraj uznał i nadal uznaje historyczną winę, a
także dlatego, że przyznaje się do aktualnej odpowiedzialności za prawo Izraela do istnienia

— powiedział szef niemieckiej dyplomacji, cytowany przez agencję dpa.

W tym roku Niemcy będą obchodzić 50. rocznicę nawiązania stosunków
dyplomatycznych z Izraelem. Kanclerz Angela Merkel, przemawiając w 2008
roku w izraelskim parlamencie, powiedziała, że historyczna
odpowiedzialność Niemiec za bezpieczeństwo Izraela jest „częścią racji stanu Niemiec”, a bezpieczeństwo Izraela „nie może podlegać żadnym przetargom”.

Steinmeier podkreślił, że pamięć o zbrodniach nazistowskich nakłada na Niemców obowiązek angażowania się na świecie wszędzie tam, gdzie obecnie wybuchają kryzysy.

To zasada, którą kieruje się niemiecka polityka

— zaznaczył polityk SPD.

Obóz koncentracyjny Sachsenhausen powstał w lipcu 1936 r. w okolicy miasta Oranienburg, około 30 km na północ od Berlina. Działał do 22 kwietnia 1945 r. Był początkowo miejscem, w którym przetrzymywano politycznych przeciwników Hitlera z Niemiec. W czasie wojny do Sachsenhausen deportowano obywateli podbitych i okupowanych przez III Rzeszę krajów w Europie. W obozie przetrzymywano między innymi 169 profesorów i pracowników naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie
oraz polskich księży. Więźniem Sachsenhausen był też gen. Stefan
Rowecki „Grot”, dowódca Armii Krajowej, zamordowany w obozie w
sierpniu 1944 roku.

W latach 1936-1945 w KL Sachsenhausen i jego podobozach więziono ponad 200 tys. osób. Kilkadziesiąt tysięcy z nich zginęło; dokładną liczbę ofiar trudno ustalić.

Polska mniejszość w Niemczech nie istniała nawet przed wojną? Berlin próbuje napisać historię na nowo, aby postawić na swoim
http://wpolityce.pl/polityka/241817-polska-mniejszosc-w-niemczech-nie-is...
Czy Niemcy, widząc, że Polacy coraz ostrzej walczą o przywrócenie przedwojennego statusu niemieckich Polaków, zmieniają taktykę i zaczynają budować kłamliwy mit, że przed wojną Polacy… też nie mieli statusu mniejszości narodowej?

Berlinowi chodzi oczywiście o pieniądze. Związek Polaków w Niemczech w ubiegłym roku – 1 września, złożył pozew o zadośćuczynienie za zagrabiony przez Niemców w 1940 r. majątek mniejszości polskiej. To miliard euro.

Chcemy uwidocznić ogrom strat jakie ponieśli Polacy w Niemczech. W przeliczeniu na ówczesne pieniądze majątek „Rodła” to siedem do ośmiu milinów reichsmarek. Dziś te pieniądze to jeden miliard euro. Po wojnie jedynie mała część zagrabionego majątku wróciła do Polaków

— mówił nam wówczas mec. Stefan Hambura, który w imieniu ZPwN złożył pozew (o godz. 4.40 nad ranem wrzucił pismo do skrzynki podawczej sądu) przeciwko państwu niemieckiemu.

Tymczasem z różnych stron docierają m.in. do mec. Hambury, do ZPwN oraz do posłów w polskim parlamencie sygnały, że Niemcy nie mogąc zbyt skutecznie zbijać polskich argumentów prawnych, nawet mając po swojej stronie rząd Donalda Tuska, a teraz Ewy Kopacz, chcą zmienić taktykę i próbują przekonać, że przed wojną (też) nie było mniejszości polskiej w Niemczech.

Oto fragment pisma procesowego jakie otrzymał mec. Hambura:

Rozporządzenie z 1940 r. nie zniosło także żadnego statusu mniejszości (Polakom – przyp. red.), którego wówczas nie miało.


Podczas niedawnej wizyty grupy polskich parlementarzystów w Niemczech z posłanką PiS Dorotą Arciszewską-Mielewczyk rozmawiał o statusie Polaków w Niemczech Dieter Bingen dyr. Polsko-Niemieckiego Instytutu w Darmstadt.

Zadałam mu szereg pytań dodtyczących różnych kwestii roboczych, zpaytała dlaczego, odrzucają kandydaturę prof. Musiała w historycznych zespołach. Na to pan Bingen mi nie odpowiedział, ale powiedział takie znamienne zdanie: „No ale przecież w konstytucji weimarskiej nie było wzmianki na temat mniejszości polskiej.”

O co chodziło Bingenowi z tą „weimarską wrzutką”? Otóż poprzez swoje lobby w Polsce i tzw. pożytecznych idiotów nasi zachodni sąsiedzi próbują przemycić tezę, że jedynymi dziś mniejszościami narodowymi są Duńczycy i Fryzowie. Zadeklarowano to w konstytucji RFN. W konstytucji wejmarskiej faktycznie nie było nic o polskiej mniejszości. Ale nie było też nic o żadnych mniejszościach, także tych dzisiaj uznawanych w RFN.

Wygląda to więc na ewidentną próbę pisania historii na nowo, bo jeszcze w 2011 r., gdy Bundestag przyjmował jedną ze swoich uchwał wspomniał o „ówczesnej mniejszości polskiej”.

Niemieccy prawnicy i politycy będą musieli wykonać nie lada jakiej ekwilibrystyki, aby przekonać do swoich racji. Oto bowiem archiwa, zwłaszcza niemieckie, bo nasze Niemcy w czasie wojny w większości zniszczyli, są pełne dowodów przyznających rację Polsce. Oto istnieje dokument rządowy „zgodnej deklaracji pomiędzy rządami Niemiec i Polski o wzajemnej ochronie mniejszości w obu krajach 5 listopada 1937 roku.”

I tam, od razu w pierwszym zdaniu czytamy:

Rząd niemiecki i rząd polski skorzystały z okazji, aby w przyjaznej atmosferze podjąć rozmowę na temat położenia niemieckiej mniejszości w Polsce i polskiej mniejszości w Niemczech.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

148. Wywiad

Wywiad "Wyborczej"


"Dlaczego Polska nie bierze udziału w rozmowach z Rosją ws. Ukrainy". Szef niemieckiego MSZ odpowiada




Niemiecka kanclerz podkreśliła, że najlepszym wspomnieniem
Bartoszewskiego będą intensywne działania na rzecz współpracy i
przyjaźni polsko-niemieckiej. W tym kontekście wspomniała m.in. o
wspólnym podręczniku do historii i wymianie młodzieży.


http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,17824092,Merkel_w_Polsce...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

149. Czy naziści przybyli z kosmosu? Można odnieść takie wrażenie śle

Czy naziści przybyli z kosmosu? Można odnieść takie wrażenie śledząc relacje z obchodów 70. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu w Dachau
http://wpolityce.pl/polityka/243122-czy-nazisci-przybyli-z-kosmosu-mozna...

kto ma władzę nad słowami, ma władzę nad definicją, nad rzeczami, ludźmi, ich sumieniami. Wystarczy zmienić słownik, usuwając niektóre słowa albo nadając im nowe znaczenie. Jest to najprostszy i najtańszy ekonomicznie sposób zmieniania świata. Niemcy opanowali tą metodę do perfekcji, jak obrazują wczorajsze obchody 70 rocznicy wyzwolenia obozu w Dachau.

Zarówno ze słów kanclerz Niemiec Angeli Merkel jak i relacji niemieckich mediów wynika, że był to obóz „nazistwoski”, a więzionych w nim Polaków i Żydów mordowali „naziści”, bo tego wymagała „nazistowska ideologia”. W większości niemieckich gazet słowo „Niemcy” nie pojawia się w tym kontekście w ogóle, nawet po to, by określić geograficzne położenie obozu. Jest nazywany na zmianę „nazistowskim” obozem, albo po prostu „obozem koncentracyjnym” (Konzentrationslager-KZ) w Dachau.

„Obóz koncentracyjny w Dachau został wyzwolony 29 kwietnia 1945 r. przez amerykańskich żołnierzy. Ci natknęli się na 30 tys. ocalałych. […] Niektórzy byli dziećmi, gdy naziści ich tam uwięzili” – pisze „Süddeutsche Zeitung”. I dodaje: „W świadomości świata Dachau stał się symbolem zbrodni nazistów”. Nazistów, nie Niemców. Przekopałam się przez co najmniej tuzin artykułów z niemieckiej prasy i wszędzie to samo: 70 lat temu naziści opanowali Niemcy, a następnie dużą część Europy i bezlitośnie mordowali.

Niemcy zaś byli albo pasywni albo nieświadomi zbrodni. Patrzyli przerażeni, jak Hitler i jego kumple - Goebbels, Heydrich, Himmler i reszta szaleńców - zabijają kogo popadnie. Skąd się ci naziści wzięli? Tego nikt nie wie. Niemieccy politycy i media robią co w ich mocy, by nie poruszać tego tematu. Może przylecieli z kosmosu? Nawet w relacjach ocalałych z Dachau, które znalazły się w ostatnich dniach w gazetach zza Odrą, nie ma słowa o Niemcach.

Są „SS-mani”, „żołnierze Wehrmachtu”. I żaden z nich nie posiada narodowości. Można odnieść wrażenie, że ocaleli – węgierscy Żydzi– nie pamiętają kto wywiózł ich do obozów koncentracyjnych i mordował ich bliskich. A może ich relacje zostały odpowiednio zredagowane, by usunąć z nich jakiekolwiek wzmianki o Niemczech? Nawet geograficzne?

Najgorsze jest to, że niemiecką historyczną nowomowę przejmują media w innych krajach. Amerykańskie gazety piszą o „nazis”, nawet PAP w depeszy opisującej uroczystości w Dachau bezkrytycznie powtarza bełkot o „nazistowskich obozach” i mordach dokonanych nie wiadomo przez kogo, ale nie przez Niemców. To pokazuje, jak skuteczny jest ten socjotechniczny chwyt.

Niemcom udało się, po latach kajania się i posypywania głowy popiołem odciąć od własnych zbrodni - nie tylko semantycznie ale także symbolicznie. I nikt nie protestuje. Wręcz przeciwnie, wszyscy ochoczo przejmują tą nową narrację. Nawet prezydent Niemiec Joachim Gauck, człowiek znany z prawej postawy i sympatii do Polski, ją powiela.

Gauck zapowiedział, że w 70. rocznicę zakończenia II wojny światowej złoży hołd poległym żołnierzom sowieckim. Zasługują oni, jego zdaniem, na wdzięczność i szacunek, niezależnie od późniejszej roli gwaranta komunistycznych dyktatur. A dlaczego na nią zasługują? Bo wyzwolili Niemców spod jarzma nazizmu. Niemcy więc nie tylko nie mieli nic wspólnego z zagładą Żydów i rozpętaniem II wojny światowej, ale byli pierwszymi ofiarami okrutnych nazistów.

Jesteśmy świadkami próby pisania przez Niemców historii na nowo. Europa długo była dla Niemców czymś w rodzaju Ersatzu dla narodu, tej tożsamości narodowej, której nie mieli i mieć nie mogli po II wojnie światowej. Po Zjednoczeniu zaczęli tworzyć tę tożsamość narodową na nowo. I szybko się okazało, że europejska idea, którą przywłaszczali sobie przez tyle lat, nie jest im już potrzebna.

Stali się znów narodem, który ma własne interesy, poza Unią i nawet wbrew Unii. Nagle bycie Niemcem i obrona niemieckich interesów stała się z powrotem czymś zupełnie naturalnym. Pielęgnowanie pamięci o własnych zbrodniach, poczucie winy, do tej nowej tożsamości nie pasują. Muszą więc zostać wyeliminowane.

autor: Aleksandra Rybińska



Merkel po raz pierwszy w Dachau


„Ponad 200 tys. osób było tu torturowanych,
prześladowanych i mordowanych, bo inaczej myśleli, wierzyli i żyli niż
nakazywała nazistowska ideologia. Albo po prostu dlatego, że istnieli”.

merkelwdachauSI


Kanclerz Niemiec Angela Merkel zapewniła dziś podczas
obchodów 70. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego
Dachau, że Niemcy nie zapomną o popełnionych przez siebie zbrodniach.
Apelowała o walkę z przejawami antysemityzmu.

W roku 2015 byłe obozy koncentracyjne i zagłady znalazły się znów
w centrum uwagi opinii publicznej. 70 lat temu (obozy) były jeden po
drugim wyzwalane. Wszystkie stanowiły skrajnie koszmarny widok.
Wszystkie są dla nas ostrzeżeniem, aby nie zapomnieć” - mówiła Merkel.

„Nie, nie zapomnimy. Będziemy pamiętać - dla dobra ofiar, dla naszego
dobra i dla dobra przyszłych pokoleń” - oświadczyła Merkel podczas
uroczystości na terenie byłego obozu utworzonego przez Niemców kilka
tygodni po dojściu Hitlera do władzy w styczniu 1933 roku. Zwróciła
uwagę na znaczenie miejsc pamięci, gdzie "do dziś odczuwalne jest
cierpienie ofiar".

W spotkaniu uczestniczyło 130 byłych więźniów oraz amerykańscy
weterani z jednostek, które 29 kwietnia 1945 roku wyzwoliły obóz. W
obozie w Dachau pod Monachium w Bawarii oraz 140 podobozach w latach
1933-1945 więziono 200 tys. osób. Według danych muzeum w Dachau 41,5
tys. zostało zamordowanych lub zmarło z wycieńczenia, głodu lub chorób.

Niemieckie Muzeum Historii podaje liczbę 30 tys. ofiar śmiertelnych.
Największą grupę ofiar stanowili Polacy. W Dachau byli więzieni polscy
biskupi i księża. Co najmniej 868 z nich zginęło.

„Ponad 200 tys. osób było tu torturowanych, prześladowanych i
mordowanych, bo inaczej myśleli, wierzyli i żyli niż nakazywała
nazistowska ideologia. Albo po prostu dlatego, że istnieli” -
podkreśliła niemiecka kanclerz. W swoim wystąpieniu Merkel najwięcej
miejsca poświęciła problemowi antysemityzmu. Zwróciła uwagę na
antysemickie nastroje i wybryki w Niemczech i w innych krajach
europejskich.

„Nikt nie może zamykać oczu na fakt, iż synagogi, żydowskie sklepy,
szkoły i inne placówki nie mogą się obejść bez silnej ochrony policji” -
podkreśliła szefowa rządu. Jak dodała, wrogie wobec Żydów hasła można
usłyszeć podczas demonstracji przeciwko Izraelowi, a rabini atakowani są
na ulicach niemieckich miast. Przypomniała o zamachach w Paryżu i
Brukseli.

„Te zamachy ilustrują dwa główne przejawy zła naszych czasów -
morderczy terroryzm islamski oraz antysemityzm - nienawiść wobec Żydów” -

powiedziała kanclerz. Merkel zaapelowała do swoich rodaków, aby nie
reagowali na ludzi, którzy wyzywają i atakują Żydów lub im grożą.

„Życie żydowskie jest częścią naszej tożsamości, a dla dyskryminacji,
wykluczenia i antysemityzmu nie ma w Niemczech miejsca; będą one z całą
konsekwencją zwalczane przy użyciu środków państwa prawa”
–zapowiedziała. Merkel wspomniała o dokonanej w listopadzie 2014 roku
kradzieży bramy obozowej z napisem "Arbeit macht frei" - dotąd
nieodnalezionej, a obecnie zastąpionej kopią.

„Takie incydenty powinny stanowić bodziec do bardziej intensywnej
pracy z młodzieżą, by ustrzec ją przed "manipulatorami"- powiedziała.
Prezes Międzynarodowego Komitetu Obozu Dachau, Pieter Dietz de Loos,
polemizował z opiniami pojawiającymi się w mediach, jakoby Dachau był
obozem zagłady Żydów. Jak podkreślił, zdecydowaną większość więźniów
stanowiły osoby aresztowane z przyczyn politycznych - przeciwnicy reżimu
Hitlera.

W uroczystościach uczestniczyła wicemarszałek Sejmu Elżbieta
Radziszewska.
W środę pamięć ofiar zamordowanych w Dachau uczcili
biskupi z Niemiec i Polski. Duchowni z obu krajów modlili się w kaplicy
Śmiertelnego Lęku Chrystusa na terenie obozu.



W niedzielę w rocznicowych uroczystościach w dawnym KL Dachau po raz
pierwszy wziął udział niemiecki kanclerz. - Nie, nie zapomnimy. Będziemy
pamiętać. Dla dobra ofiar, dla naszego dobra i dla dobra przyszłych
pokoleń - mówiła Angela Merkel.

Wśród gości była też
polska wicemarszałek Sejmu Elżbieta Radziszewska.
Organizatorzy powitali
ją podczas uroczystości, dodając, że Polacy to największa grupa ofiar
obozu - stanowili jedną trzecią z ok. 250 tys. więźniów. Właśnie dlatego
polscy dyplomaci zabiegali, by przedstawiciel Polski mógł zabrać w
Dachau głos. Niemcy
odmówili. Z jednego źródła dowiedzieliśmy się, że "nein" przyszło z
Urzędu Kanclerskiego. Z drugiego - że z publicznej telewizji ARD, która
przygotowała scenariusz uroczystości.

To nie pierwszy
dyplomatyczny zgrzyt wokół uroczystości. Podczas przygotowywania w
połowie kwietnia obchodów w dawnym KL Ravensbrück, gdzie Niemcy więzili
ponad 40 tys. Polek (na wielu dokonywano eksperymentów medycznych),
okazało się, że niemieccy organizatorzy nie przewidują przemówienia
prezydentowej Anny Komorowskiej,
która planowała przybycie na
uroczystości z polskimi więźniarkami. Sytuację uratowała pierwsza dama
RFN Daniela Schadt, która też postanowiła odwiedzić Ravensbrück i
poparła zabiegi Warszawy. Organizatorzy musieli ustąpić i Anna
Komorowska zabrała głos.

Na tych obchodach polska
delegacja miała składać kwiaty jako druga po przewodniczącej
międzynarodowego komitetu skupiającego byłe więźniarki Ravensbrück.
Przed uroczystościami ambasada Francji złożyła oficjalny protest
przeciwko niesłusznemu - zdaniem Paryża - uprzywilejowaniu Polaków.
Protest uwzględniono i Polaków przesunięto do tyłu.
Ostatecznie podczas
obchodów zapanował bałagan i kolejność delegacji się pomyliła. Polki
złożyły więc wieniec tak, jak pierwotnie planowano - jako drugie w
kolejności.

Kolejny skandal wybuchł w Ravensbrück już po
części oficjalnej, gdy gości zaproszono do stołu. VIP-y jadły na
porcelanowej zastawie, a byłe więźniarki - jak podał tygodnik "Der
Spiegel" - na tekturowych talerzykach.

Podczas obchodów
rocznicy wyzwolenia KL Sachsenhausen bałaganu już nie było, więc wieniec
z biało-czerwonymi szarfami przedstawiciele ambasady składali gdzieś na
końcu. Wcześniej swój złożyli Austriacy.
O Austrii wprawdzie trudno
mówić jako o ofierze Hitlera (wielu esesmanów zaangażowanych w Holocaust
było Austriakami), ale niemiecki protokół wymagał, by hołd pomordowanym
oddawać w porządku alfabetycznym. Litera A jest zaś przed P. Podobnie
było w Buchenwaldzie, gdzie przed Polakami byli Węgrzy (Hungary),
którzy
podczas wojny byli sojusznikami III Rzeszy i pomagali w deportowaniu
węgierskich Żydów do obozów zagłady.

Głównymi gośćmi w
tych dwóch ostatnich obozach byli natomiast ministrowie francuskiego
rządu, który obstawił większość uroczystości rocznicowych w Niemczech.
Na polskie przemówienia zabrakło miejsca w programie.
- To ostatnia
okazja, by obchodzić okrągłe rocznice razem z ludźmi, którzy przeżyli to
piekło - miał tłumaczyć jeden z francuskich dyplomatów.


Niezwykłą aktywność Paryża niemieccy dyplomaci tłumaczyli w zakulisowych
rozmowach tym, że francuski rząd szuka każdego sposobu, by poprawić
swój fatalny wizerunek w oczach wyborców. - Tylko czy wypada to robić
przy takiej okazji i w takim miejscu? - pyta jeden z polskich
dyplomatów.


Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75477,17860755,Do_czego_moga_sluzyc_obozy_koncentracyjne.html

Kanclerz Niemiec Angela Merkel zapewniła nowego przewodniczącego Związku
Wypędzonych Bernda Fabritiusa o swoim poparciu dla działalności
ziomkostw. Podziękowała też jego poprzedniczce Erice Steinbach za
16-letnie kierowanie organizacją. Rząd niemiecki będzie nadal stał po stronie wypędzonych, zarówno w
dobrych czasach, jak i wtedy, gdy trzeba będzie rozwiązać jakiś problem -
powiedziała Merkel podczas organizowanego co roku przez BdV przyjęcia w
Berlinie. - Wypędzenia są bezprawiem, zarówno te, które wydarzyły się
wczoraj, jak i te, które mają miejsce dzisiaj - oświadczyła szefowa
rządu. Jak podkreśliła, o powojennych cierpieniach milionów Niemców będą
pamiętały także przyszłe pokolenia.

W tym kontekście
wskazała na znaczenie Dnia Pamięci o Ofiarach Wypędzeń, obchodzonego po
raz pierwszy w tym roku. Jej zdaniem takie święto przyczyni się do
zwrócenia przez opinię publiczną większej uwagi na problematykę ucieczek
i wypędzenia, a także na cierpienia związane z utratą stron ojczystych
oraz na wkład wysiedlonych w odbudowę RFN.Dzień Pamięci ustanowiony został pod naciskiem ziomkostw z inicjatywy
partii chrześcijańsko-demokratycznych - CDU i CSU. Obchodzony będzie 20
czerwca - w Światowy Dzień Uchodźcy ustanowiony wcześniej przez ONZ.


Merkel podkreśliła, że obchody mają "połączyć przeszłość z
teraźniejszością", przypominając też o ponad 50 milionach uciekinierów
we współczesnym świecie.

Merkel dziękuje Erice Steinbach


Zapewniając BdV o swoim poparciu, Merkel zwróciła uwagę, że rząd
wspiera działalność placówek muzealnych i oświatowych poświęconych
historii Niemców w Europie Środkowowschodniej kwotą 23 mln euro rocznie.
Podziękowała ziomkostwom za utrzymywanie kontaktów z krajami ich
pochodzenia, w tym Polską i Czechami.

Szefowa
niemieckiego rządu podziękowała Steinbach za kierowanie przez 16 lat
BdV. Zwracając się do niej, Merkel powiedziała, że była "twarzą i
głosem" związku. - Zdecydowanie i nie owijając w bawełnę, walczyła pani o
sprawy wypędzonych, zdobywając uznanie, ale i krytykę, a nawet stając
się obiektem szykan - zaznaczyła Merkel. Pomimo tego Steinbach -
podkreśliła Merkel - "pozostała wierna swojemu celowi, jakim było
utrwalenie pamięci o ofiarach wypędzeń".

Fabritius
określił Merkel mianem "solidnej partnerki" BdV. Podziękował za poparcie
w staraniach o ustanowienie Dnia Pamięci o Ofiarach Wypędzeń.
Deklarował współpracę ze wszystkimi demokratycznymi siłami w Niemczech.

Fabritius deklaruje poprawę relacji z Polską


Pochodzący z Siedmiogrodu w Rumunii działacz kieruje BdV od
listopada ubiegłego roku. Po objęciu stanowiska deklarował chęć poprawy
relacji z władzami w Polsce.

Przyjechał do RFN w 1984
roku jako przesiedleniec. Bawarski chadek jest gejem; żyje w
zarejestrowanym związku ze swoim partnerem.

Merkel
przyjmuje co roku zaproszenie BdV, demonstrując poparcie dla organizacji
reprezentującej Niemców przymusowo wysiedlonych po wojnie z krajów
Europy Środkowej i Wschodniej oraz ich potomków. Członkowie ziomkostw i
ich sympatycy głosują w większości na chrześcijańskich demokratów.

--------------------------------------
Niemcy poza Stanami Zjednoczonymi to najbliżsi sojusznicy państwa Izrael. Oba kraje łączą szczególne więzi – podkreśla „The Jerusalem Post”. Wyrazem tych szczególnych więzi jest podpisana w poniedziałek umowa o częściowym sfinansowaniu przez rząd niemiecki zakupu czterech łodzi patrolowych dla Izraela, które mają zadbać o bezpieczeństwo izraelskich instalacji gazowych na morzu.

Formalne stosunki dyplomatyczne między obu krajami zostały nawiązane 19 sierpnia 1965 roku. Trzy miesiące później do Jerozolimy przybył z Bonn Rolf Pauls, aby przedstawić swoje listy uwierzytelniające prezydentowi. Wraz z jego przybyciem na ulicach Jerozolimy wybuchły zamieszki. Samochód niemieckiego dyplomaty został obrzucony kamieniami i butelkami.

Zaledwie kilka miesięcy wcześniej, podczas debaty w Knesecie nad tym, czy należy nawiązać stosunki dyplomatyczne z Niemcami, Menachem Begin, lider późniejszej partii opozycyjnej Herut powiedział: "Każdy Niemiec zasługuje na śmierć (...) Ich ręce są splamione krwią żydowską (...) Dlatego też nie jest możliwe ani rozgrzeszenie, ani przebaczenie. Normalne stosunki nigdy nie będą możliwe między nami".

Premier Levi Eszkol zajął wówczas odmienne stanowisko. Mówił, że "rozum musi przeważać nad emocjami." Twierdził, że państwo "musi wykorzystać każdą szansę, by wzmocnić naród w swej nowej ojczyźnie."
Po 50 latach chłodne stosunki – jak podkreśla gazeta – przerodziły się w wyjątkową więź. 11 maja tego roku w pokoju ministra obrony w Tel Awiwie obwieszonym flagami izraelskimi i niemieckimi, urzędnicy izraelscy i niemieccy podpisali umowę dotyczącą zakupu czterech łodzi patrolowych dla izraelskiej marynarki wojennej o wartości ponad 430 mln euro. Łodzie mają pomóc w zabezpieczeniu izraelskich platform wiertniczych na morzu. Jedną trzecią środków obiecał wyłożyć rząd niemiecki.

Minister obrony Mosze Ya'alon w towarzystwie minister Ursuli von der Leyen z Niemiec stwierdził podczas uroczystości podpisania umowy, że "Niemcy są wielkim przyjacielem państwa Izrael." Oba kraje zacieśniają współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa i Berlin "w znacznym stopniu przyczynia się do wzrostu potęgi państwa Izrael oraz bezpieczeństwa jego obywateli".

„Takie deklaracje to już rutyna, ale nie zawsze tak było” – zauważa gazeta. „The Jerusalem Post” podaje, że bliska współpraca między obu krajami przejawia się między innymi w sprzedawaniu Izraelowi przez Niemcy sprzętu wojskowego po niezwykle zaniżonych cenach np. sprzedaż sześciu okrętów podwodnych klasy Delfin (cztery już zostały dostarczone do Izraela). Będą one miały kluczowe znaczenie dla zdolności drugiego uderzenia Tel Awiwu.

Wyrazem szczególnej więzi są również coroczne wspólne sesje obu rządów. Ministrowie z obu krajów spotykają się na przemian w Berlinie albo w Tel Awiwie.

„The Jerusalem Post” podkreśla, że Niemcy - dziś, w przeciwieństwie do 1965 roku ekonomicznie najsilniejsze i zapewne najważniejszy kraj w UE – są „najbliższym europejskim przyjacielem Izraela.” Stosunki między obu państwami opierają się na interesach, ale także „silnej więzi emocjonalnej.”

Niemcy – wg gazety – czują szczególną odpowiedzialność za bezpieczeństwo Izraela z powodu holokaustu. Kanclerz Angela Merkel podczas przemówienia w Knesecie wygłoszonego w 2008 roku powiedziała, że „historyczna odpowiedzialność za bezpieczeństwo Izraela jest częścią racji bytu Niemiec."

Jeden z dyplomatów w Jerozolimie stwierdził nawet, że niemiecko-izraelskie więzi nie są stosunkami zagranicznymi w klasycznym tego słowa znaczeniu. Są to stosunki oparte na głębokich aspektach tożsamości narodowej, zwłaszcza dla Niemców, ponieważ to Izrael „dał niejako przepustkę Niemcom”, by powrócili do rodziny narodów.

Gazeta przypomina, że gdy po raz pierwszy premier Izraela Dawid Ben Gurion i pierwszy powojenny kanclerz Niemiec Konrad Adenauer rozpoczęli dialog na początku lat pięćdziesiątych, który doprowadził do porozumienia podpisanego w 1952 roku o odszkodowaniach wojennych, każdy z tych polityków miał odmienne cele. Ben-Gurion rozpaczliwie potrzebował pieniędzy, aby wzmocnić raczkujące państwo żydowskie, Adenauer potrzebował międzynarodowej legitymizacji.

Dziś nikt nie kwestionuje tej legitymizacji. Mimo to, Niemcy udzielają państwu Izrael ogromnego wsparcia, troszcząc się o jego bezpieczeństwo w czasie, gdy tyle innych państw kwestionuje prawo żydów do posiadania własnej ojczyny. „Niemcy udowodniły to wsparcie dla Izraela poprzez konkretne działania, a nie tylko frazesy, podpisując w poniedziałek porozumienie na zakup czterech okrętów wojennych” – podkreśla „The Jerusalem Post.” Gazeta dodaje, że w obecnej niezwykle trudnej sytuacji dla Izraela, wsparcie Niemców jest po prostu nieocenione.

Read more: http://www.pch24.pl/izraelska-prasa-z-uznaniem-o-berlinie--niemcy-obok-u...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

150. Chrystus nie przyjedzie do

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

151. "Nie można heroizować nazizmu"

"XX wiek w Europie to trzy wielkie fenomeny polityczne"

Wykład prezydenta Komorowskiego w fundacji Konrada Adenauera

XX wiek w Europie zostanie zapamiętany jako stulecie trzech
fenomenów politycznych: totalitaryzmów, oporu wobec tych systemów oraz
integracji europejskiej jako odpowiedzi na brak demokracji i wolności -
ocenił w środę w Berlinie prezydent Komorowski.
Trzeba wciąż rozważać i badać źródła sukcesu systemów totalitarnych i
autorytarnych w sięganiu po serca i umysły ówczesnych Europejczyków -
przekonywał Bronisław Komorowski w swoim wykładzie w fundacji Konrada
Adenauera, nawiązując do doświadczeń drugiej wojny światowej.

    

Jak mówił, trzeba też bacznie obserwować współczesne skrajne ideologie i
ruchy polityczne sięgające po podobne argumenty, podobne chwyty i
wzorce.


    

Bronisław Komorowski podkreślał także, że jaśniejszą stroną europejskiej
historii XX wieku były różne formy oporu i opozycji wobec
zinstytucjonalizowanego zła. W tym kontekście wymienił Polskie Państwo
Podziemne i Armię Krajową, ale także niemiecki sprzeciw wobec nazizmu,
m.in. zakończony niepowodzeniem zamach na Hitlera dokonany 20 lipca 1944
roku przez pułkownika Clausa von Stauffenberga.


    

- Niemiecki sprzeciw wobec nazizmu wymagał heroizmu i odwagi, często
nieporównywalnej z niczym innym. Zasługuje więc na szacunek i na podziw -
mówił prezydent. Jak zastrzegł, przedstawiciele niemieckiego oporu
nierzadko prezentowali poglądy, które trudno dzisiaj akceptować.
Bronisław Komorowski zaznaczył, że uwagi te dotyczą także
Stauffenberga. - Ale nawet z takimi poglądami na kwestię polską czy
żydowską odwaga jednostki przeciwstawiającej się potędze zła zawsze
zasługuje na szacunek, na uznanie
- powiedział prezydent.

    

Bronisław Komorowski wymienił też przeciwników Hitlera spotykających się
w Krzyżowej. - To miejsce stało się symbolem nie tylko niemieckiego
oporu przeciwko systemowi hitlerowskiemu, ale także symbolem pojednania i
współpracy polsko-niemieckiej - mówił prezydent.

    

Przewodniczący fundacji Adenauera, były szef Parlamentu Europejskiego,
Hans-Gert Poettering przypomniał wcześniej o braterskim uścisku, który
miał miejsce między ówczesnym premierem Tadeuszem Mazowieckim a
kanclerzem Helmutem Kohlem podczas mszy w Krzyżowej w listopadzie 1989
roku.

    

Witając polskiego prezydenta, Poettering podkreślał patriotyzm
uczestników Powstania Warszawskiego, którzy 1 sierpnia 1944 roku
chwycili za broń w walce o wolność. Niemiecki polityk przypominał, że
jedność niemieckiej ojczyzny była możliwa tylko dlatego, ponieważ
istniała polska Solidarność.

    

- Z doświadczenia wojny, stawiania oporu systemom totalitarnym wzięły
się też marzenia i działania na rzecz integracji europejskiej - zwrócił
uwagę Bronisław Komorowski. Jak podkreślił, w klimacie niełatwych
wyborów i wspomnień wojennych wzrosło w Polsce pokolenie Solidarności.

    

W ocenie prezydenta Komorowskiego żywy nadal w Polsce proeuropejski
konsensus i optymizm trzeba przeciwstawiać antyeuropejskim siłom, które
obecnie wzrastają w Europie.

    

Według prezydenta obecny europejski projekt jest zagrożony przez egoizmy
i atrakcyjność ruchów skrajnych, które upowszechniają poglądy, że poza
UE Europejczykom może być zupełnie dobrze. - My wiemy, że to błędna
ocena - zaznaczył prezydent.

    

Prezydent przekonywał też, że ponieważ wolność jest zaraźliwa, konieczna
jest dalsza pomoc Ukrainie i innym krajom Partnerstwa Wschodniego w
każdym możliwym wymiarze. - Pomagając Ukrainie i innym krajom, które
deklarują wolę marszu na Zachód, pomagamy samym sobie; utrzymując
wspólną nadzieje, że kiedyś także Rosja i Rosjanie wrócą na ścieżkę
modernizacji i demokratyzacji - powiedział.

    

Fundacja Konrada Adenauera jest fundacją polityczną związaną z rządzącą
obecnie w Niemczech Unią Chrześcijańsko-Demokratyczną CDU.



"Pisanie na nowo wyników II wojny światowej grozi podważeniem systemu międzynarodowego"

Zakończenie II wojny światowej, nasze zwycięstwo w Wielkiej Wojnie
Ojczyźnianej i zwycięstwo narodu chińskiego nad japońskim militaryzmem
to daty dla nas święte - oznajmił szef rosyjskiej dyplomacji. Wypowiadał
się na konferencji prasowej w Ufie, gdzie rozpoczyna się szczyt
Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW), której członkami są m.in. Rosja i Chiny.


- Przywiązujemy szczególną wagę do tego, by społeczność
międzynarodowa nigdy nie zapomniała o przyczynach i rezultatach tej
wojny, o tym, kto zwyciężył, a kto chciał podbić świat i ustanowić w nim
dyktatorskie porządki - powiedział Ławrow. - Pisanie na nowo rezultatów
II wojny postawi pod znakiem zapytania cały system stosunków
międzynarodowych, w centrum którego znajduje się ONZ - dodał.

"Nie można heroizować nazizmu"
-------------------------------


Tworzymy nowy „niemiecki ruch oporu”?



Poettering tak bardzo się zagalopował w wychwalaniu „niemieckiego ruchu oporu”,
że w zasadzie zrównał go z polską Armią Krajową. W swoim przemówieniu
stwierdził m.in., że Stauffenberg wraz z innymi dokonali zamachu na
Hitlera, pomimo że zdawali sobie sprawę, iż czyn ten ma nikłe szanse na
powodzenie. „Niecałe dwa tygodnie po zamachu z 20 lipca 1944 r.
Armia Krajowa rozpoczęła w Warszawie powstanie zbrojne przeciwko
niemieckiemu okupantowi” –
powiedział w kolejnym zdaniu Poettering i
dodał, iż także w tym wypadku wszyscy zdawali sobie sprawę, iż nie ma
szans na zwycięstwo.



Również polski prezydent Bronisław Komorowski nawiązał do tego samego
wątku, stwierdzając, że w jakimś sensie Powstanie Warszawskie było
konsekwencją zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 r. w Wilczym Szańcu.
„W jakiejś mierze polski zryw niepodległościowy 1 sierpnia 1944 r.
wpisuje się (niezależnie od intencji) także w ten kalendarz wydarzeń, w
których funkcjonuje tradycja 20 lipca 1944 r., a więc tradycja zamachu
na Hitlera” –
powiedział w Berlinie Bronisław Komorowski,
dodając, że niemiecki sprzeciw wobec nazizmu wymagał heroizmu i odwagi,
często nieporównywalnej z niczym innym, więc zasługuje na szacunek i na
podziw. W ten sposób obydwaj politycy (polski - Komorowski i niemiecki -
Poettering) wspólnie dopisali do nowej historii „niemiecki ruch oporu”, zrównując go ze zrywem niepodległościowym w wykonaniu Armii Krajowej.



Polscy patrioci oburzeni



Większość Polaków obecna na uroczystości w Berlinie, z którymi
rozmawialiśmy, stwierdziła, że wystąpienie Komorowskiego było -
najdelikatniej mówiąc - niestosowne. Berliński adwokat
Stefan Hambura stwierdził, że zrównywanie polskiego ruchu oporu z jakoby
w ogóle istniejącym niemieckim jest wyjątkowo niepokojące. „Słowa
Poetteringa, w których najpierw wychodzi on od zamachu na Hitlera z 20
lipca 1944 r., a później płynnie przechodzi do Powstania Warszawskiego i
Armii Krajowej, aby zakończyć na tym, że powstaje w Brukseli Dom
Historii Europejskiej, muszą budzić wielki niepokój, że wszystkie te
sprawy zostaną celowo zrównane”
– powiedział nam Hambura.



Jego zdaniem zrównywanie heroizmu setek tysięcy Polaków z czynem
kilkudziesięciu Niemców, którzy postanowili z pragmatycznych powodów
zabić swojego byłego guru, jakim był Hitler, jest szkodliwe. „Szkoda, że polski prezydent wziął udział w takim przedsięwzięciu” – podsumował Hambura.



Niemiecka polityka historyczna XXI wieku



Niemcy od kilkunastu lat piszą historię od nowa i są w tej dziedzinie niedoścignionymi mistrzami.



Rozpoczęła ten proceder (i to skutecznie) była szefowa Związku
Niemieckich Wypędzonych Erika Steinbach, która poprzez odpowiednią
narrację i działania spowodowała, że cała Europa uwierzyła, iż
najbardziej pokrzywdzonymi w wyniku drugiej wojny światowej byli
niemieccy przesiedleńcy. To dzięki jej działaniom rząd i niemiecki
parlament wielokrotnie czciły w specjalnych uchwałach niemieckich
wypędzonych. Teraz najprawdopodobniej na historycznej mapie losów
http://niezalezna.pl/68797-komorowski-porownal-stauffenberga-do-powstanc...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

153. Bój o „Inkę”

Bój o „Inkę”

Dyrekcja podstawówki w Wiślinie, rodzice i same dzieci
chcą za patrona szkoły Danutę Siedzikównę. Samorządowcy są za
polakożercą Georgiem Forsterem.

Dyrekcja podstawówki w Wiślinie, rodzice i
same dzieci chcą nazwać szkołę imieniem Danuty Siedzikówny. Samorządowcy
lobbują na rzecz polakożercy Georga Forstera - ustalił „Nasz Dziennik”.

26 lutego br. dyrekcja szkoły w Wiślinie złożyła wniosek do Rady Gminy
Pruszcz Gdański o nadanie ich placówce imienia Danuty Siedzikówny
„Inki”. Wydawać by się mogło, że zostały tylko formalności, bo szkoła
spełniła wszystkie procedury. Nic bardziej mylnego.

Okazało się, że sołtysi z okolicznych wiosek wraz z niektórymi radnymi
zaczęli w międzyczasie przekonywać mieszkańców do innej kandydatury.
Chodzi o Georga Forstera, osiemnastowiecznego niemieckiego podróżnika i
przyrodnika, który kończył swój żywot jako mason, ateista,
rewolucjonista i przywódca Republiki Mogunckiej – tworu związanego z
krwawą rewolucją francuską.


Pieniądze na antypolskie „Pokłosie” się znalazły…

To smutne, że nie ma pieniędzy na film o polskich bohaterach, którzy ratowali Żydów – mówi dr Mateusz Szpytma

Z dr. Mateuszem Szpytmą, historykiem
krakowskiego Oddziału IPN, pełnomocnikiem dyrektora Muzeum Zamek w
Łańcucie ds. Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów w
Markowej, krewnym Wiktorii Ulmy, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
„Ulmowie – Rok Sprawiedliwych” – film dokumentalny Mariusza Pilisa o
rodzinie Sług Bożych Józefa i Wiktorii Ulmów nie otrzyma dofinansowania z
Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Jest Pan tym zaskoczony?

– Przede wszystkim jestem bardzo zdziwiony tym, że na realizację tak
ważnego tematu nie znalazły się środki, tym bardziej że wniosek opiewał
na kwotę 150 tysięcy złotych, co w budżecie Polskiego Instytutu Sztuki
Filmowej, który dysponuje milionami złotych na różne produkcje, nie jest
kwotą specjalnie dużą.
Warto dodać, że chociażby godzący w godność Polski i Polaków film
„Pokłosie” bez problemu otrzymał dotację w wysokości ok. 3 milionów
złotych z PISF…

– Rzeczywiście, dofinansowanie przez PISF filmu „Pokłosie” jest trudne
do zaakceptowania. To smutne, że po macoszemu traktuje się tematy o
naszych polskich bohaterach, którzy życie swoje narażali dla innych, w
tym wypadku ratując Żydów, natomiast dotuje się obrazy wydobywające na
światło dzienne te historie, które mogą tworzyć wrażenie, zwłaszcza
wśród opinii międzynarodowej – nieznającej dobrze naszej historii, że
również Polacy byli odpowiedzialni za holokaust. Niemcy jako sprawcy w
tych filmach są na drugim planie, a zdarza się, iż nie ma ich w ogóle. W
praktyce jest to fałszowanie obrazu naszej historii, i to niestety
przez nas samych.
Z czego, Pana zdaniem, wynika brak rekomendacji dla filmu o Ulmach?

– Nie chciałbym spekulować, bo nie znam ludzi, którzy wydali opinie, na
podstawie których prezes PISF Agnieszka Odorowicz wydała taką decyzję.
Dwoje z ekspertów podało powody, dla których byli przeciwko
dofinansowaniu filmu „Ulmowie – Rok Sprawiedliwych”, a jedna nie
uzasadniła swojej oceny. Tak czy inaczej, wspomniane opinie nie są dla
mnie przekonujące, zwłaszcza jedna z nich, gdzie niemalże cała treść
jest przytoczeniem historii rodziny Ulmów, i to dodatkowo z błędami. Mam
wrażenie, że opinie te są nie tylko powierzchowne, ale cechuje je
również bylejakość.
No właśnie, eksperci PISF: Marek Drążkowski, Jan Mogilnicki i Edyta
Wróblewska, odrzucając wniosek, uzasadniają, że przeciętne środki wyrazu
– budowa muzeum są mało ekscytujące dramaturgicznie, podobnie wątek
beatyfikacyjny. „Nie ma nic gorszego niż zły film na bardzo ważny temat.
To po prostu zmarnowana okazja” – czytamy w uzasadnieniu. Co Pan o tym
sądzi?

– To jest świetny wytrych, sposób usprawiedliwienia się przed opinią
publiczną. Gdyby bowiem wyrażono pogląd, że jest to zły temat na film,
to absolutnie w niczym autorzy takiej opinii nie mogliby jej obronić.
Dlatego formułuje się sprytne zdanie, po to żeby pokazać, że nie są oni
przeciwko tematowi, tylko że nie podoba im się pomysł na ten film.
A jaka jest Pana ocena tego, co chce przedstawić Mariusz Pilis?

– Zostałem poproszony przez autora filmu jako konsultant historyczny z
ramienia Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie. Scenariusz
filmu „Ulmowie – Rok Sprawiedliwych” porusza bardzo interesujący, a przy
tym mało uwypuklany dotychczas wątek poświęcony zbrodniarzom – tym,
którzy zamordowali rodzinę Ulmów i ukrywanych przez nich Żydów.
Wszystkie filmy, które powstały do tej pory, podejmowały historię
rodziny Ulmów. Z uwagi na brak dokumentów nie poruszano jednak w nich
szerzej sprawy sprawców tego mordu. W międzyczasie okazało się, że nie
tylko poznaliśmy nowe dane dotyczące historii rodziny Ulmów, przebiegu
akcji „Reinhardt” (której celem była eksterminacja Żydów mieszkających w
Generalnym Gubernatorstwie) w Markowej i ukrywania Żydów przez jej
mieszkańców, ale również mamy świadomość, jaki jest stan wiedzy na temat
tego mordu w rodzinie głównego zbrodniarza.
Co konkretnie ma Pan na myśli?

Chodzi o list, jaki napisała – w dobrej wierze – córka zbrodniarza
por. Eilerta Diekena, który - przypomnę - dowodził ekspedycją karną
Żandarmerii Niemieckiej z Łańcuta, która dokonała zbrodni na Ulmach oraz
Żydach z rodzin Didnerów, Grünfeldów i Goldmanów. Córka Diekena
dowiedziawszy się, że w Markowej powstaje Muzeum Polaków Ratujących
Żydów im. Rodziny Ulmów, napisała list, w którym wyraża radość, że
będzie tam również wzmianka o jej ojcu, który – jak sama twierdzi –
wyrządził wiele dobra mieszkańcom okolic Łańcuta. To pokazuje, że ta
kobieta przez cały czas żyła w świadomości, że jej ojciec został w 1939
r. wysłany do okupowanej Polski, aby zaprowadzać tu porządek i pilnować,
żeby nic złego się Polakom nie działo. To niewiarygodne, w jakiej
świadomości można żyć tyle lat od zakończenia wojny… Dieken nigdy nie
został ukarany, a niemal do swojej śmierci w 1960 r. służył jako
policjant w Republice Federalnej Niemiec.
Czy córka Eilerta Diekena nadal żyje w tej nieświadomości?

– Miałem okazję spotkać się z tą panią i według mojej oceny ona nie
pisała tego listu w złej wierze. Dowiedziałem się od niej sporo o jego
przed i powojennej karierze. Pisząc list, chciała opowiedzieć i niejako
podzielić się rzekomymi zasługami swojego ojca, co do których była
przekonana, że są one prawdziwe. Ponieważ jest to już starsza pani, więc
jedynie oględnie jej powiedziałem, że historia jej ojca była inna.
Zostawiłem jej też kopertę z dodatkowymi informacjami o nim i
pozostawiłem jej samej decyzję, czy będzie się chciała z nimi zapoznać.
Nie mam zwrotnej informacji, czy koperta została otwarta.
W Markowej dobiega końca budowa Muzeum Polaków Ratujących Żydów im.
Rodziny Ulmów. Jak wyglądają prace?

– Obecnie dobiegają końca prace budowlane. Wkrótce zostanie
rozstrzygnięty konkurs na wykonanie scenografii według istniejącego
projektu. Mam nadzieję, że na wiosnę przyszłego roku Muzeum zostanie
otwarte i udostępnione zwiedzającym. Wszyscy zainteresowani będą mogli
zobaczyć, jak wyglądały relacje polsko-żydowskie przed okupacją
niemiecką i w czasie jej trwania. Najwięcej miejsca będzie poświęcone
Polakom, którzy - nie zważając na konsekwencje - poświęcali się, ratując
Żydów. Szczegółowo zostanie pokazana historia rodziny Sług Bożych
Józefa i Wiktorii Ulmów.
W Watykanie trwa proces beatyfikacyjny rodziny Ulmów. Pana zdaniem,
długo będziemy czekać na beatyfikację męczenników z Markowej?

– Niestety, nie mam aktualnych informacji. O szczegóły warto zapytać ks.
Dariusza Drążka z diecezji pelplińskiej, który w Watykanie jest
odpowiedzialny za proces drugiej grupy polskich męczenników z okresu II
wojny światowej, w tym Sług Bożych Rodziny Ulmów.
Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki


Niemiecki "Die Welt" o Radosławie Sikorskim: Cudowne dziecko schodzi ze sceny

Niemiecki dziennik "Die Welt" pisze w komentarzu
"Cudowne dziecko schodzi ze sceny" w superlatywach o byłym szefie
polskiego MSZ i marszałku Sejmu. Ocenia, że jego decyzja to szok dla
obozu rządowego.



Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

154. Nawiązując do jednego z


Nawiązując do jednego z punktów konferencji „Mit ‘przezwyciężonej przeszłości’ i jego polityczne skutki dla Europy”, prof. Krasnodębski wyjaśnił, że właśnie Niemcy narzuciły myślenie w kategoriach odcinania się od prawdy historycznej.

Niestety
Niemcy narzuciły myślenie w kategoriach ‘przezwyciężonej przeszłości’
innym Europejczykom, gdyż to im najbardziej zależało na zerwaniu z
przeszłością, dla nich była to przede wszystkim przeszłość haniebna,
przeszłość, którą trzeba „przezwyciężać”. Nie powinniśmy dać sobie
narzucić tego myślenia

— wyjaśnił i dodał, że my, Polacy „nie chcemy zerwać z AK, z Polskim Państwem Podziemnym, z tymi wartościami, jakie ono wyrażało.”

Dla nas przeszłość jest także źródłem postaw i wartości, które chcielibyśmy kontynuować. Tego dziedzictwa nie chcemy przezwyciężyć, wręcz przeciwnie – chcemy by trwało w następnych pokoleniach

— zauważył prof. Zdzisław Krasnodębski.

Pierwszy dzień konferencji odbędzie się w murach Muzeum Powstania
Warszawskiego w godz. 16.00-18.00. W drugim dniu (2 września godz. 9.00 -
13.30) naukowcy dyskutować będą w Teatrze Kamienica.


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika guantanamera

155. Skutecznie narzuciły...

"Niemcy narzuciły myślenie w kategoriach ‘przezwyciężonej przeszłości’
innym Europejczykom..."
Potwierdza to m.in. tytuł w TVN-ie "Złoto, ukryty pociąg i naziści. "Wiele elementów składa się w fascynującą historię". Naziści... żadni tam Niemcy...
No, bo Niemcy też uważają się za właścicieli "złotego pociągu".
I o ten właśnie majstersztyk propagandowy mi chodzi:
Niemcy żądają zwrotu skarbów skradzionych im przez nazistów...
Ciekawe, czy taka narracja pojawi się w polskojęzycznych mediach :((((

avatar użytkownika Maryla

156. Błędy w podręczniku do

Błędy w podręczniku do historii. Kombatanci chcą wycofania go

Kombatanci
domagają się od Ministerstwa Edukacji Narodowej wycofania podręcznika do
historii XX w. dla liceów i techników. W książce „Poznać przeszłość”
jest wiele błędów przemilczeń i manipulacji – alarmuje Porozumienie
Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w apelu do resortu. O
sprawie informuje „Nasz Dziennik”.

Od 2012 r., kiedy
dopuszczano podręcznik do użytku, pojawiały się liczne zastrzeżenia
dotyczące m.in. treści. Niestety po korekcie okazało się, że niewiele
uległo zmianie.

Kombatanci przesłali ministerstwu,
kuratoriom oświaty oraz innym organom państwa recenzje historyka Jana
Jarosza, w której wykazane są wszelkie nieprawidłowości.

W podręczniku zabrakło np. wzmianki o
płk. Ryszardzie Kuklińskim, za to dużo miejsca poświęcono Stalinowi –
mówił dr Jerzy Bukowski. Rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich
i Niepodległościowych w Krakowie dodał, że młodzieży coraz trudniej
dziś dotrzeć do prawdziwej historii XX w.

– Okazuje
się, że zamieszczono jedynie kilka mało istotnych poprawek i ten
podręcznik w dalszym ciągu jest podręcznikiem w pewien sposób
wypaczającym historię. Bo wypaczać historię można nie tylko poprzez
podawanie nieprawdy, ale także przez wyolbrzymianie faktów mniej
znaczących przy zdawkowym traktowaniu innych. Konsekwentnie nazywa się w
podręczniku do historii dla polskiej młodzieży Niemców „Nazistami”,
mówi się o „Oświęcimiu” zamiast o „Auschwitz”. To znaczy, że późniejsze
sformułowania niektórych polakożerców – zarówno z Polski, jak i z innych
krajów – niektóre przekłamania w prasie zachodniej mają tutaj swoje
odbicie –
ocenia dr Jerzy Bukowski.

Ministerstwo na razie nie odnosi się do
sprawy. Rzecznik resortu poinformowała, że gdy pismo dotrze, MEN się do
niego ustosunkuje.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

157. W stosunkach Polska - Niemcy

W stosunkach Polska - Niemcy idzie zima. Mocne słowa w zach. mediach

Czy 17 czerwca 2016 r. premier Beata Szydło ze swoimi ministrami poleci
do Berlina na konsultacje międzyrządowe? Niemcy już dawno przysłali
zaproszenie - jak na razie Polacy nie odpowiedzieli.

Można się domyślić, że ekipa Prawa i Sprawiedliwości ma dylemat: wspólne
zdjęcie ministrów z obydwu rządów wywołałoby w Polsce na pewno żywe
reakcje. Jak odebrałby to żelazny elektorat PiS i, delikatnie mówiąc, nieprzychylne Niemcom partyjne media?

Źle by się jednak stało, gdyby premier Szydło postanowiła zostać w domu. 17 czerwca Polska i Niemcy
będą obchodzić 25-lecie podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie. To
okazja do podsumowań i zaplanowania polsko-niemieckiego partnerstwa na
następne 25 lat. Politycy PiS mogą Niemiec nie lubić (choć akurat
doradcy prezydenta Andrzeja Dudy latem zapewniali o jego
proniemieckości), ale geografii nie zmienią. Polska i Niemcy są na
siebie skazane.

Polsko-niemieckie konsultacje w Berlinie
miały być najważniejszym wydarzeniem traktatowego jubileuszu. Nie
wiadomo jednak, czy będzie co świętować, bo obchody pod znakiem
zapytania postawił minister Witold Waszczykowski. I to kilka godzin
przed wyjazdem do Berlina na pierwsze spotkanie z szefem niemieckiej
dyplomacji Frankiem Walterem Steinmeierem. Jego współpracownicy
poinformowali wtedy zaskoczonych Niemców, że minister nie będzie w
Berlinie rozmawiać o jubileuszach, bo musi się zapoznać ze sprawą i
stanem stosunków polsko-niemieckich. Niby nic się nie stało, ale w
dyplomacji liczą się najdrobniejsze gesty.

Nie rozumiem
kalkulacji ministra Waszczykowskiego. Gołym okiem widać, że w stosunkach
między Polską a Niemcami idzie zima. Zaczęło się jeszcze za rządów Ewy
Kopacz, gdy stoczono pierwsze batalie o podział uchodźców. Także premier
Beata Szydło wbiła Angeli Merkel szpilę w swoim expose.


Niemiecka prasa pisze o rozwoju sytuacji politycznej w Polsce, używając
coraz mocniejszych określeń. "Na Polskę nie można liczyć" - pisze dziś
ekonomiczny "Handelsblatt", radząc Merkel, by rozmawiała nie z Beatą
Szydło, lecz bezpośrednio z Jarosławem Kaczyńskim. "Zaślepienie,
upojenie i strach (przed ponowną utratą władzy) napędzają nowy polski
rząd" - to tytuł korespondencji w "Die Welt". Wczoraj tygodnik "Die
Zeit" domagał się, by Polsce, skoro nie chce przyjmować uchodźców,
obciąć fundusze strukturalne. Jeszcze chwila i takie postulaty zaczną
zgłaszać najważniejsi niemieccy politycy. A czekają nas starcia nie
tylko o uchodźców, ale także o redukcję CO2 i o stosunek UE do Rosji.


Jubileusz, konsultacje i inne planowane w przyszłym roku
polsko-niemieckie imprezy byłyby okazją do darmowego ocieplenia
napiętych stosunków. Ostatnie ćwierćwiecze między Polską a Niemcami było
niesamowite w skali świata. Dwa wrogie państwa, podzielone historią i
milionami ofiar, dawny kat i ofiara, potrafiły się pojednać, znaleźć
wspólny język i ściśle ze sobą współpracować. Wspólnie osiągnęliśmy
wiele. Przy takich okazjach nikt nie będzie Polski krytykować. A podczas
rozmów politycy mogą wyjaśnić nieporozumienia i spróbować się
zrozumieć. Czemu z takiej okazji rezygnować?

Bardzo
chciałbym się mylić, ale mam wrażenie, że politycy PiS są po prostu
niezdolni do prowadzenia z Niemcami jakiegokolwiek dialogu. I będą
szukać każdego pretekstu, by móc go nie prowadzić. Dziesięć lat temu,
gdy Ministerstwem Spraw Zagranicznych kierowała Anna Fotyga,
jako powód do zerwania rozmowy uznano głupawą satyrę o braciach
Kaczyńskich w niszowej gazecie niemieckiej lewicy. Co będzie powodem
teraz?

Wiele wskazuje na to, że kwestia uznania Polaków mieszkających w Niemczech
za mniejszość narodową. Berlin się przed tym wzbrania, choć założył
Polakom biuro kontaktowe przy niemieckim rządzie, dał milion euro na
muzeum polonijne w Bochum, a Bundestag przeprosił za prześladowania
polskiej mniejszości w III Rzeszy. Ale garstce polonijnych działaczy -
bo setki tysięcy nowych polskich emigrantów ten temat nie obchodzi - to
nie wystarcza. Chcą więcej. W sierpniu w Berlinie po spotkaniu z
Polakami w ambasadzie RP jeden z nich wręczył prezydentowi Dudzie teczkę
z dowodami, że Niemcy łamią polsko-niemiecki traktat dobrosąsiedzki.
Jej zawartość najwyraźniej dokładnie przestudiowano.


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

159. Szef MSZ Niemiec jedzie do

Według informacji "Wyborczej" w przyszły
czwartek Frank-Walter Steinmeier, szef niemieckiej dyplomacji,
przyjeżdża do Warszawy. Ma się spotkać ze swoim odpowiednikiem Witoldem
Waszczykowskim, premier Beatą Szydło, przywódcami opozycji, a także
przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego.




Polski i niemiecki MSZ oficjalnie nie potwierdzają terminu
wizyty. Sam Steinmeier mówi jednak w wywiadzie dla "Frankfurter
Allgemeine Zeitung", który ukaże się jutro, że do Polski leci w
przyszłym tygodniu "wyjaśniać polsko-niemieckie nieporozumienia".



Z kolei źródła dyplomatyczne, z którymi rozmawialiśmy,
podkreślają, że czwartkowa wizyta ma także poprawić atmosferę między
Polską a Unią Europejską po środowej decyzji Komisji o wszczęciu wobec
naszego kraju procedury wzmocnienia praworządności. To reakcja Europy na
"wygaszenie" przez PiS Trybunału Konstytucyjnego.



Niemcy liczą na to, że z polskimi władzami da się prowadzić
"konstruktywny dialog". Gdy Komisja wszczęła procedurę, automatycznie
stała się "złym policjantem". Berlin i być może inne stolice Europy będą
grać rolę dobrego. Steinmeier daje to zresztą do zrozumienia w
wywiadzie dla "FAZ".



- Nie powstrzymam się od zadawania pytań dotyczących sądownictwa
konstytucyjnego i polityki wobec mediów. Ale zależy mi na tym, byśmy
nie stali się sobie obcy i nie zaczęli wzajemnie instrumentalizować
historii - mówi. Steinmeier uznał, że Komisja miała prawo wszcząć
postępowanie wobec Polski. - Zadała pytania polskiemu rządowi. To
właściwa droga. A my chcemy prowadzić z polskimi partnerami bezpośrednie
rozmowy - zapowiada.



Symptomatyczne jest jednak to, z kim Steinmeier, który jest
uważany za przyjaciela Polski i bywał u nas już wielokrotnie, się
spotka, a z kim nie. Do tej pory niemieccy ministrowie nie spotykali się
z politykami opozycji. Natomiast spotkania ze społeczeństwem
obywatelskim do tej pory miały miejsce zwykle podczas wizyt
europejskich, także polskich polityków, w państwach autorytarnych. Są
symbolem wsparcia dla ludzi myślących inaczej niż władza. To, że na taki
gest decydują się Niemcy podczas wizyty w Polsce, jest więc wymowne.



Steinmeier nie spotka się z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. W
grudniu 2005 r., gdy do Polski po raz pierwszy przyjechała kanclerz
Angela Merkel, niemiecka dyplomacja zabiegała właśnie o takie spotkanie.
Szef PiS wówczas odmówił, a z Merkel spotkał się ówczesny prezydent
elekt Lech Kaczyński. Tym razem spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim nie
było planowane.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

160. Wystąpienie prezydenta na

Wystąpienie prezydenta na debacie NRR dot. polityki historycznej

Wszystkie rozsądne państwa, które rozumieją swoje potrzeby, a przede
wszystkim które mają poczucie swojej państwowej godności, prowadzą
aktywną politykę historyczną – mówił prezydent otwierając we wtorek
debatę w ramach Narodowej Rady Rozwoju.

„Jako naród mamy z czego być dumni”

Wszystkie rozsądne państwa, które rozumieją swoje potrzeby, a przede
wszystkim które mają poczucie swojej państwowej godności, prowadzą
aktywną politykę historyczną – mówił prezydent otwierając we wtorek
debatę w ramach Narodowej Rady Rozwoju.

Ziobro: Wielu młodych Amerykanów przypisuje Polakom odpowiedzialność za Holokaust
– Zwroty
o „polskich obozach zagłady” są bardzo często powtarzane w niemieckich
mediach – mówił w radiowej Jedynce Zbigniew Ziobro.



Amerykańska gazeta pisze o "polskim obozie koncentracyjnym"
„Boston Globe”
użył zwrotu „polski obóz koncentracyjny”. Sformułowanie pojawiło się
w artykule opublikowanym w niedzielę na stronie internetowej dziennika.
Błąd poprawiono po interwencji polskiej ambasady - podaje TVP Info.


Po co Berlin odpala teraz tę bombę?! Steinmeier: "Polska nie ma żadnych podstaw do domagania się reparacji wojennych"


Pretekstem nagłego oświadczenia szefa MSZ Niemiec ma być wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego... sprzed ponad dwóch miesięcy.

Niespodziewane oświadczenie szefa niemieckiego MSZ! Polska nie ma - zdaniem Franka-Waltera Steinmeiera - żadnych podstaw do domagania się od Niemiec reparacji w związku z II wojną światową - podał niemiecki tygodnik „Der Spiegel”.

Redakcja powołuje się na pismo ministra do Bundestagu.Kwestia (reparacji) jest „prawnie i polityczna zamknięta” - cytuje „Spiegel” fragment pisma Steinmeiera do wiceprzewodniczącego Bundestagu Johannesa Singhammera.

Przyłączając się do sowieckiej rezygnacji z reparacji, Polska także zrezygnowała 24 sierpnia 1953 roku z dalszych reparacji od całych Niemiec

— czytamy w liście, którego fragmenty publikuje wydawany w Hamburgu magazyn polityczny.

Zdaniem Steinmeiera „nie ma żadnych prawnych wątpliwości co do skuteczności (rezygnacji)”.

Jak wyjaśnia redakcja, pismo do Bundestagu jest reakcją Steinmeiera na - jak napisano - „groźby” wysuwane przez szefa partii Prawo i Sprawiedliwość Jarosława Kaczyńskiego.

Berlin: Polska nie ma podstaw do domagania się reparacji wojennych. Wg „Spiegla” to odpowiedź na „groźby” szefa PiS



„Przyłączając się do sowieckiej rezygnacji z reparacji, Polska
także zrezygnowała 24 sierpnia 1953 roku z dalszych reparacji od całych
Niemiec” – czytamy w liście szefa MSZ Niemiec...


Berlin wyda miliony na program dotyczący wysiedlonych

Rząd
Niemiec przyjął program, którego celem jest zachowanie i propagowanie
kultury oraz historii Niemców przymusowo wysiedlonych z Europy Środkowej
i Wschodniej po II wojnie światowej. - Historia i kultura Niemców w
Europie Wschodniej jest podstawowym elementem naszej kultury pamięci -
oświadczyła minister stanu ds. kultury i mediów Monika Gruetters (CDU). -
Jej zachowanie, badanie i propagowanie jest i pozostanie ważnym celem
rządu - dodała. Gruetters poinformowała, że środki finansowe
przeznaczone na tę działalność zostaną w tym roku zwiększone o 22 mln
euro. - Niemieckie dziedzictwo we wschodniej Europie nie tylko miało
wpływ na tożsamość Niemców i społeczną kulturę naszego kraju, lecz jest
także żywą częścią europejskiej historii - powiedziała Gruetters. W polu
zainteresowania znajdują się Pomorze, Prusy Wschodnie i Zachodnie,
Śląsk, Morawy, kraje bałtyckie, Rosja i Siedmiogród. Autorzy programu
podkreślają, że pielęgnacja pamięci o wypędzeniach ma się odbywać "w
duchu europejskim", we współpracy z innymi krajami w Europie. Program
przewiduje działalność oświatową, wzmocnienie muzeów regionalnych
zajmujących się historią wypędzonych, stworzenie nowych etatów naukowych
oraz cyfryzację zbiorów. W Berlinie ma powstać do 2018 roku ośrodek
dokumentacyjno-informacyjny poświęcony przymusowym migracjom w XX wieku.
Głównym akcentem wystawy stałej w tej placówce mają być przymusowe
wysiedlenia Niemców. (
http://www.tvn24.pl)

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

161. Sprawa Bogdana MusiałaMarek

Sprawa Bogdana Musiała
Marek Jan Chodakiewicz
http://nczas.com/publicystyka/sprawa-bogdana-musiala/
Postkomunistyczna „Gazeta Wyborcza” opublikowała list otwarty kilkudziesięciu utytułowanych intelektualistów, głównie historyków, potępiających brutalnie profesora Bogdana Musiała. Naukowiec podpadł im, gdyż kilkakrotnie gniewnie ujawnił patologie drążące profesję historyka, jej skomunizowanie, skorumpowanie, przeciętniactwo oraz brak kompetencji.

Obiekt nienawistnej napaści znam. Kolegowałem się z nim podczas mego pobytu w Polsce, pomagałem mu nawet w kilku przedsięwzięciach, udostępniałem dokumenty oraz starałem się wesprzeć jego pracę na rozmaite sposoby. Bogdan głównie „rzeźbi” sam, na własną rękę, indywidualnym ogromnym wysiłkiem. Prof. Bogdan Musiał specjalizuje się w historii najnowszej, szczególnie w okresie drugiej wojny światowej. Jego donośny głos rozlegał się nie raz w kontrowersyjnych sprawach, takich jak stosunki polsko-żydowskie, komunizm itd. Jako jeden z niewielu przekopywał postsowieckie archiwa, m.in. w Moskwie i Mińsku, aby wyciągnąć nowe informacje dotyczące sowieckiej okupacji Kresów, morderczego oblicza czerwonej partyzantki oraz innych tzw. spraw trudnych. Dokopał się do sowieckich dokumentów politbiura z lat dwudziestych i trzydziestych, a na ich podstawie jednoznacznie wykazał paranoję Stalina, który uważał Polskę za regionalnego wroga numer jeden.

Szczególnie wartościowe – z punktu widzenia interesów polskich – jest to, że prof. Bogdan Musiał publikuje nie tylko w języku ojczystym, ale również po niemiecku i od czasu do czasu po angielsku.

Oto część tytułów, które polecam: „Kampfplatz Deutschland: Stalins Kriegspläne gegen den Westen” (Propyläen, Berlin, 2008); „Stalins Beutezug: Die Plünderung Deutschlands und der Aufstieg der Sowjetunion zur Weltmacht” (Propyläen, Berlin, 2010); Sowjetische Partisanen in Weißrußland: Innenansichten aus dem Gebiet Baranovici 1941-1944: Eine Dokumentation” (Oldenbourg Verlag, München, 2004); „Sowjetische Partisanen 1941-1944: Mythos und Wirklichkeit” (Schöningh, Paderborn, 2009); „Konterrevolutionäre Elemente sind zu erschiessen: Die Brutalisierung des deutsch-sowjetischen Krieges im Sommer 1941” (Propyläen, Berlin, 2000); „Deutsche Zivilverwaltung und Judenverfolgung im Generalgouvernement: eine Fallstudie zum Distrikt Lublin 1939-1944” (Harrassowitz, Wiesbaden, 1999). Większość z nich jest dostępna po polsku.

Ale jest jeszcze jeden aspekt działalności tego naukowca. Otóż to swój chłop z krwi i kości. Syn ludu polskiego z Wielopola w powiecie dąbrowskim w Małopolsce, z miejscowych rolników i społeczników. Gdy Bogdan był nastolatkiem, wybrał się na Śląsk, gdzie został górnikiem kopalni „Wujek”. Stał w pierwszym szeregu z łomem, gdy pancry i ZOMO spacyfikowały kopalnię w stanie wojennym. W 1985 roku uciekł do Niemiec, gdzie zaczął na potęgę czytać i uczyć się. Ukończył uczelnie wyższe w RFN i w Wielkiej Brytanii. Sam. Praktycznie bez żadnej pomocy, bez znajomości. Siłą woli, wytrwaniem, zacięciem i ambicją. Wspiął się na najwyższe szczeble naukowe. Jest chłopakiem z „Solidarności” i mam nadzieję, że „Solidarność” się o niego upomni. Solidarność narodowa.

O co Bogdanowi Musiałowi chodziło? Chodziło mu o miernoty monopolizujące wysokie stanowiska na polskich uczelniach, na które to stanowiska nie zasługują ze względu na swój niski poziom intelektualny i brudne mechanizmy własnego sukcesu, które są głęboko zakorzenione w PRL-owskiej przeszłości. Trwają na tych stanowiskach w wyniku kontynuacji układu postkomunistycznego w nauce. Wielu to prymusi selekcji negatywnej w komunie. Tacy, którzy potrafili się umiejętnie podlizać, wspiąć na karkach lepszych od siebie. Niektórzy z prymusów to naturalnie resortowe dzieci. Rodzice ubecy załatwili pociechom synekury wraz z tytułami. Po 1989 roku nastąpiła metamorfoza tej grupy. Domorośli utrwalacze władzy ludowej w nauce – podlizujący się zapobiegliwie narodowo-bolszewickiemu moczaryzmowi-kiszczakizmowi, ale po 1968, a szczególnie po 1980 roku flirtujący z dysydenckością w formie poststalinowskiej, trockistowskiej czy innej socjalistycznej – stali się nagle wszyscy „liberałami”. Ze zwolenników Związku Sowieckiego i komuny przetransformowali się wraz z Okrągłym Stołem nagle w gorliwych wyznawców „Zachodu”. Szybciutko wyczuli ducha czasów i tak jak przedtem podlizywali się czerwonym władcom, tak też natychmiast przedzierzgnęli się w zwolenników różowych, a nawet tęczowych dyktatorów mody. Temat ten sam: zwalczanie polskiego patriotyzmu, Kościoła, tradycji, wolności, rodziny, własności prywatnej (tym razem przez zabójcze podatki, a nie kolektywizację). Wystrój ich inny: „europejski”, a nie sowiecki. Transformacja.

Mogli, bo na uczelniach nie było dekomunizacji. Epigoni „nauki” PRL szybko zaczęli się klonować. Zmonopolizowawszy pozycje na uniwersytetach i w instytutach „badawczych” za pieniądze podatnika polskiego oraz za granty z życzliwych sobie źródeł – od George’a Sorosa przez rząd berliński aż do biurokracji brukselskiej – załatwili sobie nie tylko kontynuację systemu PRL-owskiego. Kooptowali młodych zachłyśniętych tęczowością, studiami „wesołkowatymi” i genderyzmem, czyli marksizmem-lesbianizmem. Młodych, których rajcuje przeczołgiwanie Polaków i piętnowanie ich antysemityzmu, rasizmu, homofobii, patriarchalizmu. Za pieniądze podatnika i granty od obcych. Stąd obowiązująca jedwabieńska narracja, stąd mowa nienawiści i pogardy w stosunku do polskości. Stąd monstrualne zaniedbania w nauce polskiej. Gdzie jest w dorobku historyków postnomenklaturowych na przykład baza danych dotycząca porwanych i zesłanych na Sybir z ziem I RP począwszy od XV wieku, jeszcze z Wielkiego Księstwa Litewskiego?

Gdzie monografie o Sybirakach? Gdzie mikrograficzne opracowania każdego powiatu, każdego województwa I RP? A II RP? Gdzie monografie dotyczące poboru ludzi do wojska carskiego, pruskiego, czy habsburskiego z rozdartej zaborami Polski? A kompleksowa monografia o rusyfikacji czy germanizacji? Na Zachodzie w tej chwili zwyciężyła szkoła głosząca, że Polacy przesadzają z tym prześladowaniem pod zaborami, a cierpieli głównie Żydzi.

Opublikowały tuzy historyczne coś po angielsku na te tematy? Mogą się pochwalić oryginalnymi badaniami, nowatorskimi syntezami? Tylko proszę nie zasłaniać się profesorami Andrzejem Nowakiem czy Henrykiem Głębockim ani ToSo (w cywilu dr. Tomaszem Sommerem), dr. Wojciechem Jerzym Muszyńskim, dr. Mariuszem Bechtą, dr. Piotrem Gontarczykiem, dr. hab. Sławomirem Cenckiewiczem czy im podobnymi. Oni nie są z postczerwonej nomenklatury. Podobnie jak cała grupa w IPN oraz komórki przechowujących się niezależnie po uczelniach.

Gdy staraliśmy się zainteresować tzw. środowisko naukowe operacją antypolską NKWD – największym ludobójstwem na Polakach w okresie międzywojennym – ignorowano, a nawet odrzucano podania o granty, których obficie używano na tęczowe tematy. Jeden z wysoce utytułowanych recenzentów projektu na ten temat bezczelnie napisał, że wprawdzie nie czytał prac autora projektu, ale z internetu wie, że nie są dobre. Czyli PRL-owski naukowiec otwarcie i chamsko popisał się swą ignorancją jako usprawiedliwieniem utrącenia projektu badawczego o palącej białej plamie w historii Polaków. Tak samo przedtem – po 1989 roku – nie interesowało nomenklatury postkomunistycznej w historii badanie dziejów powstańców antykomunistycznych, czyli Żołnierzy Wyklętych. Przed powstaniem IPN takie badania podejmowane były prawie wyłącznie ze środków prywatnych i oddolnym wysiłkiem, w tym Polonii, głównie amerykańskiej. Postulaty badawcze na temat tzw. białych plam głosimy od ponad 20 lat.

Wskazywaliśmy wielokrotnie tematy aż proszące się o opracowanie, choćby w pracy „O prawicy i lewicy” (1995). I co? Ze strony tzw. establishmentu historycznego właściwie nic. To właśnie zirytowało profesora Bogdana Musiała, który dowalił tolerancjonistycznym nomenklaturowcom po rolniczemu i górniczemu – łomem. A ci odszczekują się zażarcie. Nie rozumieją, że jak dziewczyny i chłopaki wezmą się na sposób, to – po pierwsze – „Solidarność” wystąpi, aby jej przedstawiciele w Sejmie obcięli subsydia na programy antypolskie na uczelniach. Niech sami się finansują z zagranicznych grantów albo ze swych własnych pieniędzy. A po drugie – dzieciaki z narodówki zaczną pikietować i bojkotować resortowe dzieci i ich klony. Już mieliśmy próbkę z enkawudzistą Zygmuntem Baumanem we Wrocławiu. Po trzecie – piórem powinni wesprzeć tę walkę konserwatyści i wolnościowcy. No justice, no peace.


05.04.2016

„Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, słowa te na trwałe zapisały się w świadomości wielu Polaków. List Biskupów polskich do Biskupów niemieckich – zainicjowany przez JE Ks. Bpa Bolesława Kominka - stał się niezwykłym świadectwem postawy chrześcijańskiej. Reportaż „Pamięć, świadectwo, przyszłość” jest relacją z konferencji upamiętniającej 50-lecie wystosowania listu pojednania, pokazuje także kierunek, w którym powinien podążać chrześcijanin w obliczu doświadczanej niesprawiedliwości.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

162. Powstał polsko-niemiecki


Powstał polsko-niemiecki podręcznik historii


"Od tej pory polscy i niemieccy uczniowie będą mogli
poznawać wspólną historię Europy widzianą z tej samej perspektywy" -
mówił Witold Waszczykowski.

podrpolhistnbiemc


Szefowie MSZ Polski i Niemiec, Witold Waszczykowski i
Frank-Walter Steinmeier, w ramach polsko-niemieckich konsultacji
międzyrządowych uczestniczyli w środę w Berlinie w prezentacji
opracowanego przez historyków z obu krajów wspólnego podręcznika do
historii.

"71 lat po zakończeniu drugiej wojny
światowej, która - wydawało się wtedy - nieodwołalnie podzieli nasze
społeczeństwa na wiele pokoleń, możemy przedstawić dziś państwu efekt
wyjątkowego wspólnego projektu: polsko-niemiecki podręcznik historii" -
powiedział Waszczykowski podczas uroczystej prezentacji książki w
berlińskiej szkole im. Roberta Jungka. "Podręcznik ma charakter
praktyczny, ponieważ od tej pory polscy i niemieccy uczniowie będą mogli
poznawać wspólną historię Europy widzianą z tej samej perspektywy.
Pozwoli to młodym ludziom lepiej zrozumieć wrażliwość historyczną
sąsiadów, ułatwi dialog, pozwoli uwolnić się od stereotypów i nauczy
większej tolerancji" - mówił szef polskiej dyplomacji. 

Jego zdaniem inauguracja podręcznika ma
też wymiar symboliczny, ponieważ wpisuje się w tegoroczne obchody
25-lecia podpisania Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej
współpracy. "Publikacja ta pokazuje, jak szybko udało się nam wspólnym
wysiłkiem doprowadzić do normalizacji w relacjach dwustronnych. Jest też
przejawem dojrzałości i otwartości obu krajów oraz gotowości do rozmowy
na wszelkie, nawet najbardziej trudne i wrażliwe tematy" - ocenił
Waszczykowski. "Trud opłacił się. To wspaniała książka, która uczula na
marzenia, ale i traumę, które łączą Polaków i Niemców; książka pomoże w
sformowaniu wspólnego niemiecko-polskiego spojrzenia na historię, na jej
ciemne strony, które i na naszych czasach odcisnęły piętno, ale także
na jasne strony naszej wspólnej historii" - mówił Steinmeier. 

Niemiecki polityk zaznaczył, że ze
względu na to, "co Niemcy w XX wieku uczynili Polakom", dobrosąsiedzkie
relacje "wcale nie są oczywiste". Dodał, że jest wdzięczny polskim
partnerom za to, iż pomimo spornych spraw, jak chociażby kwestia
imigrantów, przedstawiciele obu krajów "usiądą przy jednym stole". W
swoim wystąpieniu Steinmeier podziękował za "odważną walkę polskich
stoczniowców w Gdańsku, za gotowość Polaków do okazania Niemcom
zaufania", a także za niezliczone kontakty międzyludzkie "niezależnie od
tego, kto aktualnie rządzi w Warszawie i Berlinie". 

Nawiązując do 25. rocznicy Traktatu o
dobrym sąsiedztwie, Steinmeier powiedział, że Polacy i Niemcy "stali się
tym, o czym marzył Willy Brandt (kanclerz RFN w latach 1969-1974 - PAP)
- dobrymi sąsiadami". "Na początku było wielu sceptyków, ale nam się
udało nie tylko połączyć polską i niemiecką perspektywę, lecz
równocześnie stworzyć wspólną europejską narrację. Po raz pierwszy
młodzi Polacy i Niemcy otrzymają to samo kwantum wiedzy o przeszłości" -
powiedział dyrektor Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie Robert
Traba. "Będziemy mogli spierać się o interpretacje, ale ich podstawą
będzie rzetelna wiedza. To ważne, bo właśnie brak wiedzy i wrażliwości
dla +innego+ jest źródłem nieporozumień i konfliktów" - mówił Traba. 

Podręcznik "Europa. Nasza historia"
obejmuje okres od prehistorii do końca średniowiecza.
Przeznaczony jest
dla uczniów gimnazjów i pierwszej klasy liceum. Może być wykorzystywany
już od nowego roku szkolnego, jednak w praktyce nastąpi to
prawdopodobnie później. Do 2018 r. mają ukazać się kolejne trzy tomy
obejmujące okres do politycznego przełomu w latach 1989-1990. Wzorując
się na podobnej niemiecko-francuskiej inicjatywie, na jesieni 2006 r.
Steinmeier zaproponował władzom Polski opracowanie wspólnego
podręcznika. W styczniu 2008 r. Warszawa i Berlin powierzyły zadanie
przygotowania koncepcji projektu Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji
Podręcznikowej. W maju 2008 r. obie strony przystąpiły do jego
realizacji.


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

163. Prezydent Gauck: krzywdy "wypędzonych" Niemców nie zostały napra

Prezydent Gauck: krzywdy "wypędzonych" Niemców nie zostały naprawione

Prezydent Niemiec Joachim Gauck powiedział w sobotę podczas Dnia Stron Ojczystych w Berlinie, że choć ponad 70 lat minęło od zakończenia II wojny światowej, nie zostały naprawione wszystkie krzywdy doznane przez przymusowo wysiedlonych. - Ponad 70 lat upłynęło od czasu, gdy 14 mln Niemców zostało wypędzonych ze swojej ojczyzny lub mus