Milczenie jako strategia pamięci
-Opinia AI
W życiorysach obywateli PRL, a nierzadko także III RP, informacja o przynależności do PZPR pojawia się rzadko albo wcale. Jest to fakt powszechnie zauważalny, choć rzadko nazywany wprost. Paradoks polega na tym, że owo przemilczenie dotyczy zjawiska masowego – partia liczyła miliony członków i była realnym mechanizmem awansu, wpływu oraz uczestnictwa w życiu publicznym. Skoro „wszyscy wiedzą”, że wielu do niej należało, to dlaczego w oficjalnych biografiach tak często udajemy, że sprawy tej nie było?
Najczęściej słyszymy wyjaśnienie, że „takie były czasy”. Że bez legitymacji partyjnej trudno było pracować, awansować, realizować ambicje zawodowe czy naukowe. Że wielu wstępowało do PZPR nie z przekonania ideologicznego, lecz z pragmatyzmu – a czasem nawet z chęci zrobienia czegoś dobrego dla Polski, choćby w ramach systemu, który narzucony był z zewnątrz. Ten argument bywa prawdziwy i nie sposób go całkowicie odrzucić.
Tym bardziej jednak dziwi, że dziś tak rzadko się go używa wprost. Jeśli przynależność do PZPR była racjonalnym wyborem w nieludzkich realiach, jeśli pozwalała chronić instytucje, ludzi czy wartości, to dlaczego nie stać nas na nazwanie tego po imieniu? Dlaczego w biografiach pozostaje luka, która każe domyślać się, zamiast rozumieć? Przemilczenie nie oczyszcza – przeciwnie, rodzi podejrzenia i wzmacnia uproszczone sądy.
Można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z osobliwą formą wstydu bez winy albo winy bez odwagi jej opisania. Byli członkowie aparatu partyjnego, nawet ci, którzy po 1989 roku odegrali pozytywną rolę w życiu publicznym, wolą pominąć ten fragment swojego życiorysu. Jakby przynależność do PZPR była wyłącznie obciążeniem, nigdy doświadczeniem, z którego można wyciągnąć wnioski i dać świadectwo epoki.
Zaskakujące jest również milczące przyzwolenie badaczy i kronikarzy tamtego czasu. Często przyjmują oni biograficzne skróty bez komentarza, jakby uznając, że pełna prawda byłaby niewygodna albo zbyt skomplikowana dla odbiorcy. A przecież właśnie ta złożoność jest kluczem do zrozumienia PRL – systemu, który nie składał się wyłącznie z oprawców i ofiar, lecz także z milionów ludzi uwikłanych w codzienne kompromisy.
Historia nie staje się jaśniejsza przez przemilczenia. Staje się jaśniejsza wtedy, gdy potrafimy opisać ją bez strachu przed niuansami. Jeśli ktoś jako członek PZPR czynił dobro, działał uczciwie, łagodził systemowe zło – warto to pokazać i udokumentować. Nie po to, by wybielać system, lecz by zrozumieć ludzi. Bez tego pamięć o PRL pozostanie czarno-biała, a więc nieprawdziwa.
Milczenie nie jest neutralne. Jest strategią – wygodną, ale szkodliwą. I dopóki będzie dominować, dopóty nie nauczymy się mówić o własnej przeszłości dojrzale, bez lęku i bez uproszczeń.
- Józef Wieczorek - blog
- Zaloguj się, by odpowiadać

napisz pierwszy komentarz