Gross Born i dwie inne bazy wojskowe - III
A co z dwiema bazami wojskowymi, o ktorych mowa w tytule? Tam tez bylem, choc o ich istnieniu dowiedzialem sie dopiero po przylocie do Polski w 1998 r. Wczesniej, przez wiele lat bylo nich cicho sza. Tak wiec po ogladnieciu Bornego-Sulinowa pora przyszla na pierwsza z nich, Klomino, wczesniej Grodek. Istnienie drugiej, mniejszej, ale wazniejszej, stalo sie jasne dopiero po zwiedzeniu pozostalosci po Gorodku. Miejscowosc ta za Niemcow nazywala sie Westfalenhof; to od pochodzenia pierwszych osiedlencow z Westfalii w XVII w. Zas Rosjanie nazywali ja Gorodok. Pojechalem tam samochodem z kolega. Oznakowanie w tamtych czasach bylo znikome, trzeba bylo kombinowac, co oznaczalo wjezdzanie na niewlasciwe drogi. Jedno bylo jasne - z niemieckiej mapy sztabowej wynikalo, ze Westfalenhof znajdowal sie okolo 12 km. na poludnie od Gross Born. Przy tej pierwszej miejscowosci znajdowal sie napis rozstrzelonymi literami: "Truppenubungsplatz", czyli poligon. Dla orientacji, jakies 60 km.na pd./zach. od Bornego-Sulinowa znajduje sie jeden z najwiekszych poligonow w Polsce - Centrum Szkolenia Wojsk Ladowych Drawsko. Tuz obok znajduje sie lotnisko w Mieroslawcu, miejsce slynnej katastrofy lotniczej z czasow ministrowania przez nieszczesnego B.Klicha, dzis kierownika ambasady polskiej w Waszyngtonie. Kiedys miejsce manewrow nazywalo sie "Poligon Drawski" i raz zdarzylo mi sie tam cwiczyc. Pamietam duzo lasu, baraki poniemieckie i cos w rodzaju malego amfiteatru na powietrzu. Niemcy mieli tam osrodek przygotowan olimpijskich przed Igrzyskami w 1936 r.
Ze swojej wedrowki po 2 mniejszych bazach zdalem relacje w artykule zamieszczonym w torontonskim "Zwiazkowcu". Nosil on tytul: "Wyrzutnie rakiet wsrod grzybow".Oto jego obszerne fragmenty:
"Jedziemy droga przez poligon. Typowo pomorski krajobraz, piaski swierki. Co jakis czas stoja wiezyczki dla dowodcow, obserwatorow i rozjemcow. Asfaltowa droge co i rusz przecinaja przejazdy dla czolgow. Dojezdzamy do Klomina, w ktorym stacjonowala brygada rakietowa (dwa pulki). Zaczynamy od wartowni. Zostala ona ogolocona ze wszystkiego, co sie da wydrzec z murow. W korytarzyku znajduje sie plansza z napisem: "Leninowskim kursem" wykres wskaznikow wzrostu gospodarczego ZSRR do 2000 r. Szkolenia politycznego w wojsku nigdy nie za malo.
Na wartowni, jak to w wojsku, znajduje sie areszt. Napisy na scianach i metalowych drzwiach nie odbiegaja, ani stylem, ani trescia, od tego co aresztanci na calym swiecie pisza. Nawiasem mowic, kiedys przywiozlem z uniwersytetu w niemieckim Heidelbergu pocztowke z celi aresztanckiej. Tez byly ciekawe napisy, pachnialo XIX wiekiem.
Koszary i domy mieszkalne - brzydkie i calkowicie opuszczone. Szczegolnie brzydka jest stolowka, o ktorej mowi sie, ze byla zdolna pomiescic 1 500 osob. Nie dziwi mnie ta brzydota, jakiz inny mogl byc rezultat skrzyzowania dwoch cech: wojskowosci i rosyjskosci.
Baze wybudowali Niemcy w latach 1936-1937. Stacjonowala tu artyleria konna.Natomiast Rosjanie trzymali tu tylko rakieciarzy. W drugiej polowie lat 1980. przyslano tu na wypoczynek zolnierzy walczacych w Afganistanie, zwanych "Afgancami". Banda taka, ze nawet oficerowie bali sie wchodzic do sal przez nich zamieszkiwanych w koszarach.
Zagladamy do garazy, dlugich budynkach z ciagiem jednakowych bram. Na scianie napis cyrylica: "Ogien wrogiem gotowosci bojowej". Jednak to nie ogien zabral zycie duzemu jezowi. Wprost przeciwnie, unosi sie na martwy na powierzchni brudnej wody wypelniajacej kanal na stanowisku remontowym. Taki garnizon zdecydowanie nie jest dobrym miejscem dla istot kruchych i pieknych.
Po drugiej stronie wylozonego granitowa kostka, olbrzymiego placu widac duza ciezarowke i krecacych sie przy niej robotnikow. Zrywana przez nich kostka jest wywozona i sprzedawana. Z reszta, nie tylko ona. W bazie nikt nie mieszka. Nocami wre tu ukradkiem i pospieszniem zycie gospodarcze. Szabrowane sa: okna, armatura, nawet zeliwne pokrywy studzienek kanalizacyjnych. W takich warunkach trudno sprzedawac mieszkania i budynki. Pewnego razu jakas pani zdecydowala sie nabyc caly budynek mieszkalny. w ostatniej chwili przed podpisaniem umowy zajrzala tam raz jeszcze, by pochwalic sie komus prawie nabytym juz budynkiem. Zlapala sie za glowe. Zamiast zostac szczesliwa wlascicielka stala sie oniemiala z wscieklosci furia. Powod typowy - poprzedniej nocy ktos powyrywal i ukradl wszystkie okna.
- Tymczasowy - blog
- Zaloguj się, by odpowiadać

2 komentarze
1. https://www.youtube.com/watch
https://www.youtube.com/watch?v=g2qIGcy9J0s
2. https://www.youtube.com/watch
https://www.youtube.com/watch?v=JzwdXp5Kbt4