Kulisy bledu A.Hitlera

avatar użytkownika Tymczasowy

Niemiecka ofensywa w Ardenach zima 1944 r. byla duzym bledem, choc niby dobrze sie zapowiadala. Moj tekst jest odpowiedzia na pytanie dlaczego na wstepie wygladala tek obiecujaco.

Lato 1944 r. bylo ciezkie dla wodza III Rzeszy, A.Hitlera. Najpierw, w lipcu, zostal wykonany zamach na jego zycie. Trafil do szpitala az do konca sierpnia. Nastepnie, Armia Czerwona dotarla do rzeki Wisly. Rumunia wyszla z koalicji z Niemcami i front poludniowy sie zalamal. Zachodni Alianci robili duze postepy na froncie we Francji. Fuehrer lezal w lozeczku, ale nadal sobie kombinowal. Nie w jakichs szczegolach, mniej meczace dla rekonwalescenta byly sprawy strategiczne. Wyszlo mu, ze sloneczko moze dla Niemiec zablysnac choc troche, jezeli uda sie dokonac na ktoryms z frontow jakas duza operacje i pobic przeciwnika. Z Ruskami byloby ciezko, bo to byl moloch. Wprawdzie sowieci nie mogliby nakryc Niemcow czapkami, ale coraz bardziej w tym kierunku zmierzalo. Front w Afryce "wyparowal", zas front wloski do brawury sie nie nadawal. Polwysep Apeninski doskonale nadawal sie do obrony (pasma gorskie, liczne rzeki i rzeczki plynace rownoleznikowo) i do dzis nie moge zrozumiec po co sie Alianci tam pakowali. Tak wiec pozostal front zachodni i wlasnie nan padlo oko wodza.

Interesujace szczegoly, czasem ciekawostki znalazlem w ksiazce Roberta E.Merriama zatytulowanej: "The Battle of the Bulge", Ballantine Books, New York 1957. Jej podtytul brzmi: "Hitler's Last Desperate Gamble to Win the War!", co mozna z grubsza przetlumaczyc na: "Ostatnie desperackie, hazardowe dzialanie w celu wygrania wojny!". Ksiazeczka ma wymiary i wyglad wydawanych kiedys w Polsce "Tygrysow". Pewnie, ze czytalem je od dziecka i kolekcjonowalem. Wydawane przez MON osiagaly bardzo duze naklady. Czesto pisali je byli wojskowi. Pozniej, pod koniec szkoly sredniej przerzucilem sie na inne produkty Wydawnictwa MON, monografie dywizji LWP, czasem nawet pulkow, np. artylerii. Merriam, to inna liga, zanim napisal swoja ksiazeczke, jeszcze w 1946 r. przeprowadzil wywiady z generalami: Eisenhowerem, Bradleyem czy Hodgesem. Mozna rzec, mial wiadomosci prosto od krowy. 

Pierwociny operacji w Ardenach, to sciagniecie 3. i 15. dywizji Grenadierow Pancernych na Wal Zachodni w celu uderzenia w kierunku Metzu na tyly 3. Armii gen. Pattona. Mial sie tym zajac sprowadzony z Wloch gen. Johannes von Blaskowitz. Drugi krok, to propozycja marszalka polowego Wilhelma Keitla, szefa Oberkommando der Wehrmacht (OKW). Oznajmil Hitlerowi: "Mein Fuehrer - daj mi 20-30 dywizji i rozpoczne atak". Wodz az podniosl sie z lozka, na cos takiego wlasnie czekal. Ogarnal go entuzjazm, cieszyl sie jak maly chlopczyk. Nastepnie, w dniu 25 IX 1944 r. Hitler wezwal Keitla i szefa operacyjnego OKW, gen. Alfreda Jodla. Wodz  byl juz wtedy zdecydowany. Piekno operacji go unioslo go w chmury tym bardziej, ze przedstawione fakty wygladaly na bardzo dobrze przekonujace. Przede wszystkim dlatego, ze po drugiej stronie ciagnacego sie okolo 140 km. frontu staly tylko cztery amerykanskie dywizje piechoty. Nalezaly do nowoprzybylej amerykanskiej IX Armii. W tym okresie wojny niemieccy wojskowi od stopnia szeregowca w gore lekcewazyli GIs i czesto mieli gleboka racje. 

Pierwszy, dopracowany plan operacji przedstawili HItlerowi Keitel i Jodl w dniu 8 X 1944 r. Merriam nazwal ten dzien fatalnym, choc na pozor wygladalo wrecz przeciwnie. Jodl jak mistrz malarski zarysowal Wodzowi Naczelnemu taki oto obraz. Sily atakujace mialy skladac sie z: 4 dywizji pancernych nalezacych do 6.Armii Pancernej, 2 dywizje pancerne z 5. Armii Pancernej oraz 6 innych dywizji pancernych, czyli w sumie dwanascie. To nie byla  piesc pancerna, tylko olbrzymia piacha.W glowie moglo sie zakrecic.  Do dnia 10 XII na front mialo przybyc 20 dywizji grenadierow ludowych. Nie byl to zolnierz pierwszej kategorii i nie imponowal sprzetem. Dosc powiedziec, ze nie byly one zmotoryzowane, opieraly sie na zaprzegu konnym. Natomiast powazna sile stanowily dwie dywizje powietrznodesantowe - to elita Wehrmachtu. Jeszcze powazniejsza sile stanowilo 12 korpusow artylerii, 14 batalionow artylerii armijnej, 7 brygad rakietowych oraz 13 batalionow ppanc. (lowcow czolgow).

Plan zakladal uderzenie z pozycji wyjsciowej, jaka stanowil Wal Zachodni (Westwall) zwany takze Linia Zygfryda. Celem byl duzy port w Antwerpii odlegly o 180 km i odciecie armii alianckich, czyli wziecie ich w kociol. Do pokonania byl najpierw zalesiony, gorzysty teren w Belgii i Luksemburgu. W drugim dniu operacji atakujace wojska mialy dotrzec do rzeki Mozy, to jakies 90 km. w najblizszym punkcie i utworzyc tam kilka przyczolkow. Nacierajace jednostki mialy sie spieszyc, pozostawiac za soba mniejsze kotly, ktorymi miala sie pozniej zajmowac piechota. W praktyce, nawet cele pierwszego dnia natarcia nie zostaly osiagniete, choc Niemcy osiagneli calkowite zaskoczenie. Pewny siebie Hitler, "cocky" Keitel i "lisi" Jodl, jak okreslil ich Merriam, nie przewidzieli pewnych, bardzo istotnych okolicznosci. Przede wszystkim, szlo o - parafrazujac - "Teren glupcze!". Gorki, lasy, rzeczki przecinajace droge, waskie, niewyasfaltowane drogi i - jak sie okazalo - paskudne bloto. I to takie, ze niektore czolgi 12. Dywizji Pancernej SS Hitlerjugend zapadaly sie niemal po wiezyczki. Zas Amerykanie okazali sie lepszymi zolnierzami niz przypuszczano. Nie mowiac juz o ich swietnej artylerii.

 

Etykietowanie:

1 komentarz

avatar użytkownika UPARTY

1. Dlaczego inwazja we Włoszech i ofenzywa w Ardenach?

Musimy założyć, że zaplecze polityczne głównych przywódców z okresu II wojny światowej to nie byli idioci. Nie możemy więc zakładać, że ich decyzje były głupie. Nie, one były logiczne i celowe. Jaki więc był skutek lądowania najpierw na Sycylii a później we Włoszech. Politycznie z pozoru żaden, militarnie z pozoru też żaden a w rzeczywistości bardzo poważny. Lądowanie na Sycylii opóźniło lądowanie w Normandii i upadek III Rzeszy o rok.
Co się wydarzyło w ciągu tego roku a nie wydarzyło by się, gdyby Niemcy upadły.
Na pewno Rosjanie nie dążyli by wyprowadzić swoich wojski z terenu ZSRR, nie zdążono by eksterminować Żydów, wszedł by w życie plan dezindustrializacji Niemiec po wojnie. Niemcy nie dały by rady ewakuować swojej ludności za Odrę, bo Rosjanie byli by za daleko, armia czerwona nie stanowiła by zagrożenia dla Anglii i Francji, więc pewnie nie doszło by do dekolonizacji. Zwłaszcza Anglicy mieli by wojska do pilnowania kolonii.
W ten sam schemat wpisuje się ofensywa w Ardenach. Ponieważ na skutek Akcji Burza, a zwłaszcza Powstania Warszawskiego Rosjanie musieli przekierować swoje wojska z kierunku berlińskiego na kierunek bałkański. Gdyby tego nie zrobili musieli by uznać struktury Państwa Podziemnego i uznać Armię Krajową za legalny jego organ. Czyli nici z terroru bezpieki. Żeby jednak Rosjanie mogli zdążyć do Niemiec postanowiono powstrzymać Amerykanów i w ten sposób opóźnić ich marsz na wschód. Czy to znaczy, że istniało jakieś nie znane nam porozumienie w trójkącie Niemcy, Rosja, USA?
Logika wskazuje,że tak. Jak wynika ze wspomnień niemieckich naukowców pracujących później dla Aliantów wynika, że już w 1943 roku wiedzieli, który będzie pracował dla którego zwycięzcy.
Musiało więc być jakieś porozumienie jeśli nie między państwami, to z przynajmniej z "grupami trzymającymi władzę".

uparty