O płynnej wierze w demokrację. Polemika z W. Sadurskim
Znany liberał, prawnik W. Sadurski w ramach swej stałej (sentymentalnej?) współpracy z konserwatywną "Rzepą", spłodził kolejny tekst pt. "
Na skróty z demokracją". Na wstępie trzeba podkreślić pewien zauważalny postęp: o ile wcześniejsze rocznicowe (ukazało się w okolicach 10 kwietnia) dzieło o wdzięcznym tytule "Manifest pisany żółcią" trudno było traktować poważnie - stanowiło ono de facto pochodną publicystyki małżonków Kuczyńskich; dzisiejsze opinie są strawne...
...co nie znaczy, że w normalnych warunkach godne konsumpcji.
Sadurski sprytnie spiął ze sobą dwa wydarzenia, które absorbowały uwagę opinii publicznej w ostatnich dniach. Z jednej strony krytykuje oczywiście idiotyczne głosy lewizny, żądające od władzy (PO) rozprawienia się z opozycją "niewłaściwą". Postkomunistyczne SLD, której intelektualnym mentorem niezmiennie jest eks-sekretarz Komitetu Centralnego PZPR, na jednej z konferencji zażądało wręcz delegalizacji formacji J. Kaczyńskiego. Mocne, skandaliczne słowa płynące z ust polityków, którzy mięli być - w przeciwieństwie do walczących na śmierć i życie PO-PISowców, ostoją umiaru.
Retoryka postkomunistów to, rzecz jasna, swoista zemsta sldowskiej "starszyzny" na Kaczyńskim za jego antykomunistyczny program, którego filarami przecież od początku były lustracja i dekomunizacja. Gdyby obie idee potraktować poważnie, oznaczałyby to zmiecenie z powierzchni ziemi SLD, pójście drogą, którą przemierzyli już dawno Czesi i (poNRDowscy) Niemcy. Kwaśniewskie, Millery, Siwce musiałyby z życia publicznego odejść. Na zawsze. Ta myśl nostalgicznych towarzyszy niepokoi po dziś dzień. Trudno więc było się oprzeć pokusie podpięcia pod najnowszą porcję enuncjacji S. Bratkowskiego. Z tym, że Bratkowski to dziś staruszek, tkwiący w zaawansowanym stadium syndromu Władka Bartoszewskiego; w ostatnich dniach konwulsje się nasiliły. Trudno wzdychać w stronę niechybnej agonii takim młodzieniaszkom jak Napieralski i Kalita. Co najmniej nienormalny ten fetysz. W konsekwencji pozostał smród i niesmak. Dobrze, że Sadurskiego, człowieka forsowanego ponoć jakiś czas temu przez postkomunistów na zaszczytne stanowisko ombudsmana, stać dziś na kilka rozsądnych zdań w tym zakresie...
ale (no właśnie)...
...by nie było zbyt pięknie, bezczelność SLDuchów jest równoważona kilkoma "radykalnymi" wypowiedziami Solidarnych2010. Konkretnie nasz niedoszły Rzecznik, powołuje się na opinie E. Stankiewicz, która miała czelność na łamach tej samej konserwatywnej "Rzepy" wspominać coś o Trybunale Stanu, przed którym powinien - jej zdaniem - stanąć D. Tusk,a to w związku z kontrowersyjną postawą po 10 kwietnia.
Prawnik Sadurski tapla się w tanim triumfalizmie:
„Władza nie jest poza prawem – pisze Stankiewicz. – I jeśli pomiędzy wyborami złamie prawo lub umowę społeczną, do której została zobowiązana, demokracja przewidziała mechanizmy, aby tę władzę unieszkodliwić i osądzić. Zajmuje się tym konstytucyjny organ – Trybunał Stanu".
Otóż nie. Trybunał Stanu nie jest od „unieszkodliwiania" władzy, która złamała jakąś umowę społeczną, „do której została zobowiązana". Za nieporadnością języka (co to znaczy, że władza została „zobowiązana do umowy"?) stoi lichota argumentu. Jeśli uważamy, że władza nie wypełnia należycie warunków „umowy społecznej", do których zobowiązała się w czasie wyborów – możemy głosować przeciw niej w następnych."
Czyżby? Sadurski sprytnie pominął zasadniczą przesłankę skłaniającą nie tylko Panią Ewę do wysuwania tezy o pożądanym rozważeniu kwestii postawienia premiera przed obliczę Trybunału Stanu. Ta przesłanką jest złamanie prawa: Konstytucji lub ustaw.
Nasuwa się nam wszystkim, tym niezauroczonym okrągłymi pustymi zdaniami wymawiane w oczywistych mediach przez Tuska, pytanie: kto odpowiada za to, że w Polsce nie ma do dnia dzisiejszego wraku Tupolewa, czarnych skrzynek, masy niezbędnych dokumentów, że polskie organa zostały pozbawione mozliwości wyjaśnienia przyczyn śmierci Prezydenta Rzeczpospolitej, jego małzonki, dziesiątek najważniejszych osobistości dużego europejskiego kraju? Trybunał Stanu to specjalny sąd, który ma wyjaśnić kwestię ewentualnego złamania prawa, przez najważniejsze politycznie osoby w państwie.
Czy więc zdaniem profesora domaganie się - w warunkach tak niezwykłych, jakimi były skutki największej tragedii narodowej po 1945 r. - takiej weryfikacji, jest działalnością ekstremalną? Wszak nikt z rządu, NIKT nie poniósł żadnej odpowiedzialności, choćby politycznej!
SLD żąda delegalizacji partii politycznej, którą popiera co trzeci głosujący Polak. Jest to postulat znacznie dalej idący (, bo zakłada wyeliminowanie politycznej konkurencji, bez obiektywnej weryfikacji) od domagania się postawienia premiera i niektórych ministrów przed Trybunału Stanu (, tu przecież ocena "uczynków" Tuska byłaby dopiero przedmiotem niezależnej <od Solidarnych2010> analizy)...
Zdaje się, że Sadurski nie dostrzega tej malutkiej, subtelnej różnicy, skoro tak puentuje swój "wyważony" tekst:
"Oba (stanowiska - przy. chinaski) pragną wykorzystać nadzwyczajne mechanizmy konstytucyjne, przewidziane dla sytuacji ekstremalnych i nietypowych, w służbie politycznej rywalizacji. Stanowią przejaw niezrozumienia konstytucji (a zatem są krokiem w kierunku erozji jej znaczenia) i jednocześnie niewiary w demokrację."
- chinaski - blog
- Zaloguj się, by odpowiadać
3 komentarze
1. @chinaski
Nie rozumiem, po co polemizować z W. Sadurskim.
1. Ani on znany, ani lberał. Proponuję sięgnąć do polemik w sprawie KPP ś.p. Macieja Rybińskiego.
Obnażył czerwone kołtuństwo W. Sadurskiego i obsmiał. Taki liberał z W.Sadurskiego, jaka równie "znanego liberała" J.Hartmana.
Tyle w temacie.
Wojciech Sadurski
Liberalizm arogancki i ignorancki
Zdanie się na prawa naturalne jest zdaniem się na tę interpretację prawa naturalnego, którą akurat bieżąca władza wyznaje.
2 sierpnia 2007
Maciej Rybiński
Jak kołtun z kołtunem
Tak
zwane prawa socjalne wpisane do Karty praw podstawowych nie są niczym
innym jak orężem państw UE, które zafundowały sobie absurdalne i
niszczące gospodarkę instytucje opiekuńczości publicznej dla zduszenia
wolnej konkurencji.
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
2. Zostałem ostatecznie
Zostałem ostatecznie zdemaskowany. Wojciech Sadurski w tekście "Liberalizm arogancki i ignorancki ("Rz 2.08.2007), Europejczyk całą gębą, uznał mnie za aroganta, ignoranta, kołtuna spod znaku LPR albo UPR straszącego spokojnych ludzi Unią Europejską, przyznając równocześnie rangę popularnego publicysty. Nie wiem, co spod takiego pióra jest większą pochwałą - nazwanie mnie kołtunem, arogantem czy ignorantem. Osobiście wybieram kołtuna.
Między nami kołtunami
To stwarza między nami - Wojciechem Sadurskim i mną - stosunek równowagi. Ja jestem kołtunem sceptycznym, a on entuzjastycznym. Niestety, szczera pogawędka między nami - jak kołtun z kołtunem - nie jest możliwa. Ja jestem kołtunem tylko z nominacji, wstawionym do kołtuńskiego kąta dla wygody polemicznej i oszczędności...
http://archiwum.rp.pl/artykul/716727.html
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
3. Maryla
Szkoda czasu na polemiki z Sadurskim? Właściwie ma Pani rację, ten ostatni jego tekst był tak słaby, ze przeszedł bez echa. Jedynie ja coś napomknąłem.
Założę się, że kolejny będzie już ostrzejszy w tonie, coś w stylu tego przedostatniego. Wtedy znów prof. będzie na językach, jak nieco zapomniany do niedawna Bratkowski.