Wszystko jest poezja?
Wszystko jest poezja?
Gdyby żył Edward Stachura, musiałby zrewidować swoje hasło. Wszystko jest polityka, choć często nie zdajemy sobie sprawy, że żyjemy w przestrzeni politycznej, w sferze tych wszystkich instytucji powołanych do rządzenia przez konstytucję i ustawy. Ale żyjemy też w przestrzeni publicznej, mediów, organizacji, stowarzyszeń, fundacji, oddolnych ruchów społecznych a także w przestrzeni kultury i sztuki. Obie, zachodzące na siebie przestrzenie ukształtowały nowego człowieka – HOMO POLITICUS. I choćbyśmy zapewniali, że polityka nas nie interesuje i na wszelkie polityczne hasła jesteśmy odporni, od polityki nie uciekniemy, bo każdy nasz wybór jest wyborem politycznym. Ten podjęty przy urnie wyborczej, w hipermarkecie, w życiu zawodowym i osobistym, wybór form kultury, stacji telewizyjnej i radiowej, wybór gazet. Każda dyskusja, każdy program telewizyjny i radiowy, każdy artykuł w prasie stanowi przestrzeń polityczną. Polityka straciła już swą autonomię zarezerwowaną tylko dla rządzących, stając się orężem walki światopoglądowej i moralnej. Już nie tylko chodzi o zdobycie i utrwalenie władzy, rządzenie, spór, wymianę poglądów, ale przejęcie nad społeczeństwem „rządu dusz”, także w tych sferach, które polityce powinny być obce. Polityka rozpala nasze emocje, którym bezwiednie się poddajemy, chłonąc obraz bez treści lub puste semantycznie kalorie, owinięte w werbalną watę chwytliwych bon motów, czasami udanych ripost, najczęściej jednak poddajemy się rynsztokowi udawanych emocji, okraszanych wyrazami charakteryzującymi słownych barbarzyńców. Kto jeszcze wierzy w apolitycznych specjalistów i doradców, socjologów, etyków, ekonomistów, w apolityczny Trybunał Konstytucyjny, który podejmuje werdykt z odrębnością głosów, telewizję publiczną, w apolityczne kapituły wszelkich konkursów, w Radę Etyki Mediów czy Polski Instytut Sztuki Filmowej? „Apolityczność” to słowo wytrych, które powinno być sprzeciwem wobec istniejącego modelu uprawiania polityki, a jest tylko kamuflażem, polityką establishmentu, kosztowną i nie zawsze najwyższego lotu..
Essential Killing
Apolityczna Agnieszka Odorowicz, dyrektorka apolitycznego Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, znana z temperamentu, chorobliwych ambicji i skłonności do wspólnych kąpieli z byłym ministrem kultury Waldemarem Dąbrowskim, apolitycznie rozdziela dotacje z budżetu, czyli z naszych podatków. Na satanistyczno-pornograficzny film „Antychryst”, "Kobietę, która śniła o mężczyźnie", obrażający uczucia religijne i narodowe, film "Ki" , opowiadający o matce, która do opieki nad dzieckiem poszukuje zainteresowanych nią mężczyzn, „Galerianki” K.Rosłaniec – o nastoletnich prostytutkach czy „Sponsoring” M.Szumowskiej.
Kilkoma milionami wsparła też Jerzego Skolimowskiego, którego film Essential Killing, nagrodzony na 67. MFF w Wenecji, właśnie wszedł na nasze ekrany. Skolimowski mówi, że nie raz brudził sobie ręce przez nędzne próby komercjalizmu. Czym jest jego ostatni obraz, jak nie czystą komercją? Trochę kina akcji, trochę psychologii, helikoptery i obrazy jak z Guantanamo, lato i zima, słońce i śnieg, pustynia i mazurski las, trochę moralizatorstwa, trochę religii i żona Romka, byłego pedofila, jak z innej bajki, która po premierze obleciała też jubileusz TVP2, jako piosenkarka rockowa(!). Sporo błędów narracyjnych, braku logiki, prawdopodobieństwa przyczynowo-skutkowego jak Afgańczyk, który nigdy nie widział śniegu i nieporadni Amerykanie, którzy nie potrafią dopilnować konwoju. W zamyśle film celowo enigmatyczny, moralitet z sytuacją egzystencjalną samotnego w świecie przemocy everymana, stał się filmem politycznym, którego bohater ma na imię Mohammad. Jest talibem pojmanym w Afganistanie, którego Amerykanie wywożą do zaśnieżonego europejskiego kraju, który jest Polską, jaką widzi reżyser: prostackich robotników leśnych i matek Polek, które pijane wożą swe dzieci na rowerze. W trendy współczesnej komercji wpisuje się również redukcja do minimum dialogów (choć drugoplanowe postaci mówią po polsku) i postawienie na dynamikę obrazów, mających wywołać współczucie dla „bezbronnej ofiary ślepych zbiegów okoliczności”, która musi zabijać, by przetrwać w świecie przemocy, oraz empatia dla bohatera w imię obrony terrorystów. Z filmu cieszą się wszyscy. Skolimowski, bo urealnił wizję mieszkańca okolic Szyman i opowiedział światu, jak wstrętne CIA torturuje niewinnych talibów, pacyfiści, bo dostali do ręki gotowy produkt reklamowy, Emmanuelle Seigner, bo mogła oderwać się od muzyki, i Amerykanie, których raport został uwiarygodniony.
Martwić się mogę wszyscy, których islamskie zamachy pozbawiły rodzin, a także nasi rządzący, polski prezydent i premier, którzy stanęli wobec faktu dokonanego. Polska racja stanu została zagrożona i to nam, Polakom, przyjdzie za to zapłacić. Jak pokazał Skolimowski, talibowie umieją się mścić.
Daleko od dziennikarstwa
Michał Majewski i Paweł Reszka zostali laureatami Nagrody im. Andrzeja Wojciechowskiego, założyciela Radia ZET. Mówią, że uczyli się od niego, jak robić prawdziwe dziennikarstwo.
Czy się nauczyli?
Majewski i Reszka zostali nagrodzeni za cykl artykułów poświęconych katastrofie smoleńskiej, które ukazały się na łamach "Rzeczpospolitej". O katastrofie smoleńskiej pisała też Gazeta Polska a Nowe Państwo poświęciło jej cały numer, ale tych dziennikarzy nigdy kapituła nie brała pod uwagę. Śledząc nominowanych i nagrodzonych: dziennikarzy Gazety Wyborczej, Wprost, Newsweeka, TVN24, TOK FM, trudno mówić o apolityczności kapituły.
Czy dziennikarstwo tandemu Majewski-Reszka należy do dziennikarstwa rzetelnego i obiektywnego? Fakty mówią same za siebie. Wspólnie z Anną Marszałek popełnili cykl artykułów pt. „Tak handlowano aneksem Macierewicza”, który rozpoczął nagonkę na legalny organ państwa - Komisję Weryfikacyjna WSI, Antoniego Macierewicza oraz na dziennikarza, Wojciecha Sumlińskiego. Pomówienia, manipulacje faktami, które później okazały się kłamstwem, to stały warsztat pracy tych dziennikarzy. Kto za tym stał, by afery gospodarcze III RP nie ujrzały światła dziennego, skoro nawet prezydent Komorowski nie ma dziś ochoty na odtajnienie raportu?
Majewski i Reszka, nagrodzeni za rzetelność dziennikarską, są też autorami tendencyjnego i grafomańskiego paszkwilu pt. „Daleko od Wawelu”. To typowy work in progress; artykuły o „Strasznym Dworze” prezydenta Lecha Kaczyńskiego, drukowane były w Dzienniku. Oparte na wiedzy tajemnych informatorów i anonimowych „ludzi prezydenta”, którzy pewnie nigdy nie istnieli. W tym zbiorze anegdot i nieprawdziwych plotek, jest teza, jak w socrealistycznym produkcyjniaku. Lech Kaczyński był złym prezydentem, niezrównoważony i pełen sprzeczności, znerwicowany, chimeryczny, nie potrafił zapanować nad swym pieskiem Tytusem, i w dodatku z wrzodami żołądka. Więc nie zasłużył sobie na Wawel.
Książka nie jest rzetelnym dziennikarstwem, jest nieautoryzowana, a więc ma wartość śmiecia rodem z harlequina, nie opiera się na prawdzie, jest niedopracowana, a i literacko słaba. Brak głębszej analizy, nieporadność narracyjna i język, który u Masłowskiej był stylizacją, tutaj jest literacką normą. Co tam wrzody żołądka! Hemoroidy mózgu są o wiele bardziej widoczne.
NIKE – bogini zwycięstwa polityki nad sztuką
Tadeusz Słobodzianek, twórca antykościelny, kolega Jerzego Pilcha i przyjaciel wódki Bałtyk, dotąd nie miał szczęścia. Nie tylko dlatego, że po procesie musiał odciąć „towarzysza Chrystusa” od „Pluskwy” w tytule jego sztuki, ale i ona sama nie wywołała zachwytu: nazwano ją utworem-pasożytem, który nie wnosi nic nowego, przetwarza stare motywy posługując się schematem i szablonem.
Słobodzianek został laureatem nagrody NIKE. Za dramat „Nasza Klasa. Historia w XIV lekcjach”. Tytuł chwytliwy, jak zawsze u niego, ale z portalem NK nie ma nic wspólnego. Akcja "Naszej klasy" opowiada o uczniach i uczennicach jednej klasy szkoły powszechnej, Polakach i Żydach z małego miasteczka na wschodzie Polski i osnuta jest wokół pogromu w Jedwabnem w 1941 roku. Materiały do "Naszej klasy" Słobodzianek zaczął zbierać jeszcze w 2001 roku, zaraz po ujawnieniu prawdy o pogromie w Jedwabnem. Inspirację czerpał m.in. z książki Jana Tomasza Grossa "Sąsiedzi" i filmu Agnieszki Arnold pod tym samym tytułem, a także z książki Anny Bikont "My z Jedwabnego".
Nagrodę ufundowały "Gazeta Wyborcza" i Fundacja Agory, więc szczęśliwy laureat odebrał czek na 100 tys. zł od Adama Michnika, wcześniej meldując mu wykonanie zadania i
dziękując J.T.Grossowi za inspirację.
Laudację laureata wygłosiła prof. Grażyna Borkowska, zwolenniczka marszów
równości, która powiedziała: "Nagradzamy Tadeusza Słobodzianka nie za odwagę podjęcia trudnego tematu, w którym zbrodnia rozkłada się na tych, którzy ją popełnili, ale i na tych, którzy byli świadkami, na tych, którzy widzieli i milczeli, i na tych, którzy nie chcieli widzieć, wiedzieć i pamiętać. Nagradzamy go za sposób, w jaki o tym mówi, za formę dramatu, który w sposób wstrząsająco prosty, a jednocześnie niesłychanie przemyślany, kreśli historię katów i ofiar, morderców i mordowanych" a fundator Michnik dodaje: - Dopóki mamy takich pisarzy i takich jurorów, możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość.
Podobny optymizm podzielali za komuny twórcy, nagradzani przez partyjne autorytety. Nie mieli tylko wtedy oszołoma Grossa, nazywającego się historykiem.
Nagroda jako instrument polityczny. To byłby ciekawy temat pracy doktorskiej. Tylko kto miałby ją napisać, skoro większość naszych „autorytetów” nie ma nawet matury?
- MagdaF. - blog
- Zaloguj się, by odpowiadać
1 komentarz
1. ZABRAKŁO TU dotacji do 'Tajemnicy Westerplatte"
http://blogmedia24.pl/node/38656
.."apolitycznie rozdziela dotacje z budżetu, czyli z naszych podatków. Na satanistyczno-pornograficzny film „Antychryst”, "Kobietę, która śniła o mężczyźnie", obrażający uczucia religijne i narodowe, film "Ki" , opowiadający o matce, która do opieki nad dzieckiem poszukuje zainteresowanych nią mężczyzn, „Galerianki” K.Rosłaniec – o nastoletnich prostytutkach czy „Sponsoring” M.Szumowskiej.
Kilkoma milionami wsparła też Jerzego Skolimowskiego, którego film Essential Killing, nagrodzony na 67. MFF w Wenecji, właśnie wszedł na nasze ekrany. Skolimowski mówi, że nie raz brudził sobie ręce przez nędzne próby komercjalizmu. Czym jest jego ostatni obraz, jak nie czystą komercją?"..
do tego szykuje sie kolejna "bomba" na razie skrzętnie zamilczana :
Kolejny skandal PISF ?
http://blogmedia24.pl/node/29059
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl