Feralny "chat"
Jak to w biezaczce bywa, tydzien temu wrecz wybuchla bardzo wazna wiadomosc i dzis zakryly ja inne wiadomosci o zdecydowanie nizszej randze. Takie sytuacje warto jak najczesciej przypominac, inaczej traci sie gradacje waznosci spraw i psuje sie ludziom myslenie.
Tuz przed uderzeniem sil powietrznych Stanow Zjednoczonych (USAF) na jemenskich Hutich odbyla sie poufna (w zamierzeniu) rozmowa/dyskusja w ramach prezydenckiego zespolu do spraw bezpieczenstwa narodowego. Dokladniej, byla to "Houthi PC small group" liczaca 19 osob. Rozmowka byla chroniona elektronicznie przez aplikacje "Signal" sluzaca szyfrowaniu czatow, rozmow telefonicznych i videos. Pentagon przyjal ja do uzytku w 2014 r. W towarzystwie roilo sie od "grubych ryb". Byla tam wiceprezydent J.D. Wance, doradca ds. bezpieczenstwa narodowego Mike Waltz (ze wzgledu na znaczenie, chyba trzecia osoba w panstwie), sekretarz obrony Pete Hegseth, dyrektor CIA John Ratcliffe, szefowa sztabu Bialego Domu (WH) Susie Wiles, sekretarz stanu Marco Rubio, dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Habbard oraz inni dostojnicy.
Pierwszy odezwal sie M.Waltz, ktory poinformowal, ze wlasnie ustanawiamy grupe do kordynacj akcji na Huthich. Jego zastepca, Alex Wong formuje "grupe tygrysia" na nstepne 72 godziny. Swa wypowiedz konczy uwaga, ze uderzenie na Jemenczykow uwaza za blad, bo tylko 3% handlu USA przchodzi przez Suez, podczas gdy robi to az 40% handlu krajow europejskich. Wynika z tego taki problem, ze spoleczenstwo amerykanskie moze tego nie zrozumiec.
Natychmiast wyjasnil to Joe Kent, szef sztabu T.Habbard: "Izraelici prawdopodobnie uderza, wiec prosza nas o wieksze wsparcie". Ciekawa sprawa, nieprawdaz?
Nastepnie Hegseth dodal, ze rzeczywiscie: "[...] nikt nie wie kim sa ci Houthis". I odbyla sie krotka wymiana zdan na temat sposobow tlumaczenia calej sprawy publicznosci amerykanskiej.
A teraz bomba! Hegseth poinformowal o Team Update. Obecnie mamy godzine 11:44. Pierwsze uderzenie samolotami F-18 oraz dronami MQ-9 nastapi o 14:00, drugie uderzenie F-18 o 14:10, nastepnie o 14:15 uderza drony i sprawe zakonczy o godzinie 15:36 atak pociskami samosterujacymi "Tomahawk". Zakonczyl slowami: "Godspeed to our Warriors". Gdyby ktos smial pomyslec, ze w swiat moze pojsc z 2-godzinnym wyprzedzeniem wiadomosc o planowanym ataku samolotow amerykanskich, to wypadaloby go wysmiac. Przeciez przeciwnicy 9w przyszlosci mogliby to byc na przyklad Chinczycy) mieliby bardzo duzo czasu na przygotowanie sie do odparcia ataku i zadanie strat Amerykanom.
Pogaduszki trwaly nadal. Waltz poinformowal towarzystwo, ze trafiony zostal cel #1, trafiono czlowieka, glownego fachowca od rakiet Hutich, ktory wlasnie wchodzil do budynku, w ktorym mieszkala jego narzeczona. I potem juz tylko sie cieszono. Powody niewatpliwie byly, ale jednoczesnie wyrosl pewien BARDZO POWAZNY PROBLEM. Otoz, zaraz po poludniu w medium o nazwie "The Atlantic" ujawnila sie calemu swiatu bardzo dokladna wiadomosc o opisanym wyzej spotkaniu. Slowo w slowo! Autorem byl redaktor naczelny Atlantica, Jeffrey Goldberg, zyd urodzony w Brooklynie. Jak sie okazalo, wlaczono czleka do czatu. Jak sie to moglo stac, powinno byc jasne. Problem z tym, ze Goldberg byl jawnym wrogiem nowego prezydenta. Sam Waltz broniac sie nastepnego dnia w czasie wywiadu z niezwykla Laura Ingraham z Fox News w programie "The Ingraham Angle" nazwal Goldberga "przegrywem" i "najgorsza szumowina wsrod dziennikarzy". Walnal efektownie: "Nie poznalbym go, nawet gdybym zobaczyl go w szeregu na komisariacie policji". A jesli tak, to co robil numer telefonu "przegrywa" na liscie zaufanych dostojnika The Great State of America? Trzeba dodac, ze w tym samym wywiadzie wzial wine na siebie: "Biore cala wine na siebie. To ja dobieralem grupe dyskusyjna". Niby tak, ale przeciez technicznie, sprawca musial byc wspomniany A.Wong. Ktos musial programowac kontakty w telefonach. WQ sprawach o znacznie nizszym poziomie tajnosci absolutnym wymogiem bylo sprawdzenie tzw. clearance i w ramach tego informacja "need-to-know". Informacje moga byc przekazywane tylko tym, ktorzy sa sprawdzeni i potrzebuja je miec.
Calkowicie podzielam opinie: "Heads need to roll". Czyjes glowy powinny spasc. Niby tak, ale do dzis nie spadly.
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy, dla mnie nie mniej wazny. Nazwijmy go "europejskim". W trakcie rozmowy na czacie wiceprezydent Vance napomknal: "Po prostu nienawidze mysli o ponownym ratowaniu Europy". Na to odpowiedzial szef Pentagonu, Hegseth: "W pelni podzielam twoj wstret do europejskiego pasozytnictwa. To ZALOSNE". Wyjce w Europie zawyly. Wraz z nimi wyjce mieszkajace w Polsce. Na stronie internetowej "Rzeczypospolitej" pjak grzby pojawilo sie az 6 potepiajacych tekstow. Taki red. J.Bielecki zapodal tekst pt.: "Prawdziwy sekret Bialego Domu - Donald Trump nienawidzi Europy". A w nim zawyl apel: "Polska musi z tego wyciagnac wnioski". Zgadzam sie z tym, tyle, ze te wnioski nie moga byc wyciagniete przez myslicieli o pamieci rozwielitki. Niemcy wywolaly dwie wojny swiatowe. Europejczykow musieli, przelewajac swa krew, ratowac chlopcy miedzy innymi z Montany, Teksasu i Michigan oraz z Ontario czy Alberty. Ale przeciez i z Australii, Nowej Zelandii, Tunezji, Maroka czy Indii. Przeciez atak najkrotsza droga na klasztor Monte Cassino wykonali Gurkhowie. Mogli sobie zyc spokojnie w swoich zamorskich krajach. A teraz sasiedzi Polscy z zachodu na chama buduja IV Rzesze. Funkcjonariusz Bielecki o tym nie wie?
- Tymczasowy - blog
- Zaloguj się, by odpowiadać
napisz pierwszy komentarz