Z życia cechu papierników

avatar użytkownika Józef Wieczorek

O rozwoju spółdzielczości akademickiej było w poprzednim felietonie, ale nie można pomijać znaczenia cechu papierników w domenie akademickiej. Ten cech nie ma bronić jakiejś ważnej baszty murów akademickich, lecz służyć produkcji jak największej liczby publikacji, które pozwalają po dr(h)abinie akademickiej wdrapywać się na wysokie mury tej domeny. Odkąd w nauce obowiązuje dyrektywa: „Publikuj albo zgiń”, ci, którzy chcą się utrzymać przy życiu, nic innego nie robią, tylko publikują. Wiele z tego to makulatura, a pożytek społeczny bywa mierny lub żaden. Ale dużo publikujący pną się w górę i mają z tego nie tylko satysfakcję, ale i niezłe profity. Zatrudniające ich uczelnie – także. Chyba można było przewidzieć powstanie firm specjalizujących się w pisaniu publikacji w celach komercyjnych. Zwane są papierniami (ang. paper mill). „Papiernicy” szybko i skutecznie, za stosowną opłatą, zapewniają publikacje w czasopismach indeksowanych, choć często bazują na fałszywych danych. Autor nie musi się nawet trudzić kontaktem z redakcją czasopisma, a i przychylnych recenzentów taka papiernia może zapewnić. Stąd fałszywych publikacji „naukowych” jest moc. Popyt „naukowców” na takie usługi jest znaczny, stąd proceder „papiernictwa” jest plagą coraz powszechniejszą i występującą też w Polsce. Na takie fikcyjne osiągnięcia naukowe „naukowcy” o imponującym dorobku publikacyjnym dostają solidne granty i są wysoko oceniani, podobnie jak zatrudniające ich uczelnie. Cały ten nieetyczny proceder pokrywany jest z budżetu biednych – jak często słyszymy – głodujących uczelni, czyli realnie z kieszeni podatnika. Plagi tej jakoś nie zlikwidował minister „kiler” ani jakże liczne u nas komisje etyczne, czy Rada Doskonałości Naukowej, czyli organy, które same z etyką są nieraz na bakier. Cechy papierników mają się dobrze, bo chyba nie uważa się, że ich czyny noszą znamiona czynów niedozwolonych. XI przykazanie: „Nie bądź obojętny” nie bez powodu robi u nas karierę.

1 komentarz

avatar użytkownika Tymczasowy

1. Przydzial papieru

Wladze uczelni dziela przydzial papieru na wydzialy, a te swoja dzialke przydzielaja instytutom. W nich robia sobie narady komu ile dac. Na przyklad dostaje przydzial czlek noszacy tytul profesora. Wymysla jakis pojemny tytul pracy zbiorowej i asystenci wraz z adiunktami wrzucaja rozne smieci. "Profesor" ma ksiazke, oni maja publikacje. Efekty tego procederu sa zalosne.
Ostatnio staly sie modne ksiegi pamiatkowe ku czci roznych miejscowych "mistrzow", oczywiscie takze wspomnianych "profesorow". Ladnie wydane, elegancki papier i tak to idzie...