Magma realizmu

avatar użytkownika Warszawa1920

 

Kalendarz przesycony rocznicami. Bohaterscy patroni szkół. W tych szkołach lekcje polskiego i historii, na których rozmawia się z dziećmi o „pewnych” zjawiskach z przeszłości mających świadczyć o chwalebnych dokonaniach naszych przodków. I uspakajanie sumienia w wymiarze publicznym w postaci paru w roku marszów i demonstracji. Czasem płomienne kazanie jednego z hierarchów Kościoła pokroju, dziś już biskupa seniora, Antoniego Dydycza. I nieliczne już symbole narodowej godności: co miesięczne pamiątki zbrodni z 10 kwietnia, ogólnopolska obrona Telewizji Trwam, prace ekshumacyjne i identyfikacyjne Żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego z lat okupacji sowieckiej. Wszystkie zarazem dotknięte straszliwym syndromem bezradności. Można rzec: W rzeczywistości przegrani, w sferze ducha zwycięscy. Jak zawsze, jak od wieków, z małymi przerwami na rządy Polaków w Polsce.

 

Za nami III Konferencja Smoleńska. Opamięta się społeczeństwo? Absolutnie wykluczone. Ci, którzy „mieli potencjał” by się opamiętać, już dawno to zrobili. To jednak mniejszość, na granicy pomijalności spowodowanej nie wykształceniem żadnych cech wyróżniających. Bo cóż niby konstytuuje Polaków nie wierzących w kłamstwa Tuska i Komorowskiego odnośnie zbrodni sprzed, już niedługo, 5 lat? Z całym szacunkiem, ale nie ma czegoś takiego, jak aktywna publicznie grupa społeczna głosząca nielegalność dzisiejszych władz nadwiślańskich choćby tylko z tytułu co najmniej mataczenia w sprawie smoleńskiej. 10 każdego miesiąca, a 10 kwietnia szczególnie, rozbrzmiewa głos sprzeciwu, a potem przychodzą kolejne wybory. Pewnie fałszowane, ale cóż z tego? Mówimy o tych fałszerstwach, i wierzymy naszym słowom. A oni, jak rządzili, tak rządzą dalej. Bezwład społeczny, kompletna atomizacja, już nie tyle nawet brak szacunku dla samych siebie, ale w ogóle zanik myślenia emocjonalnego. Efektem jest nieprawdopodobna dezynwoltura władz, które – myślę, że zupełnie świadomie – w najmniejszym wymiarze nie powstrzymują inicjatyw takich, jak właśnie Konferencje Smoleńskie, czy prace zespołu Antoniego Macierewicza. To działanie, z punktu widzenia socjotechniki i „sztuki” manipulacji zbiorowością, to jest mistrzostwo świata. W zamian za, co najwyżej, ugruntowywanie się w swoich przekonaniach przez ludzi już i tak przekonanych o zbrodniczym charakterze tzw. wypadku lotniczego Tu 154M nr 101, zasadnicza masa gwarantująca utrzymywanie się u żłoba przez gnidy z PO i PSL, to mięso podatkowo – wyborcze wypłacające obfite honoraria kanaliom pokroju Komorowskiego, Tuska, czy Kopacz, dostaje lekcję nie do przecenienia. Lekcję niespotykanej bezradności. Cóż może bardziej przekonać ludzi o potrzebie trwania przy wersji o kevlarowej, jak pisał nieodżałowany Seawolf, brzozie, jeśli nie aż porażająco stała w braku rezultatów walka o choćby rozpatrzenie wersji innej? W dobie bałwochwalczego kultu skuteczności? W dodatku walka porażająca tak bardzo tą monotonią niemożności, że aż naturalnym jest w warunkach medialnego lemingizmu wystawianie się przez nią na drwiny. Mnie przynajmniej to wykorzystywanie sytuacji nie dziwi – przecież ten mechanizm WSI24 swym prymitywizmem jest przewidywalny niemiłosiernie. Smoleńsk, Macierewicz, i już micha z gnatami przed pyski sfory kundli o moralności alfonsa, żeby zacytować ich historycznego promotora. Michnik, Olejnik, Lis, Kuźniar, Kraśko i tym podobne urbanoidy za garść pieniędzy za reklamy rządowe zrobią wszystko. Zresztą trudno zrobić coś więcej, jeśli już lata temu skurw…ło się do spodu.

 

Przyznam otwarcie, że pogrążam się w defetyzmie. Mało tego: Staczam się zupełnie! Już kilkakrotnie pozwoliłem sobie albowiem krytycznie „znaleźć” postawę PiS w aktualnej sytuacji politycznej Polski. Dziś jestem ledwie o krok od negatywnej odpowiedzi na pytanie: Czy Polsce opozycja w wykonaniu tej partii służy, czy nie służy? Jakiś czas temu pisałem (chyba jeszcze na Niepoprawnych), że z punktu widzenia taktyki politycznej medialna aktywność parlamentarnego zespołu PiS do sprawy wyjaśnienia tzw. katastrofy smoleńskiej, a szczególnie Antoniego Macierewicza, to błąd. Jest rzeczą kompletnie z innej planety to, że szef tego zespołu to dziś jeden z najwybitniejszych Polaków, kiedyś bez wątpienia będzie uznany za jednego z nielicznych, dzięki którym Polacy zachowali jako całość godność narodową, a niektórzy także osobisty honor. Cóż jednak mamy czynić? Uznać, że nie jest istotne by walka o prawdę BYŁA SKUTECZNA i wciąż, i wciąż, dodawać paliwa do ognia pogardy i szyderstwa rozpalanego przez Kiszczaka, jego rozmówców z Magdalenki i lat wcześniejszych i ich pomagierów medialnych? A może można inaczej? Jeśli cnota nie pomaga, czy to nie oznacza, że używa się narzędzi nieodpowiednich dla obrabianego materiału? Każda cnota ma swoje przeciwieństwo, niestety. Zaiste więc, ktoś codziennie okłamywany, pojmie za prawdę prawdę mu przedstawianą?

 

To jest niezwykle przykra konstatacja, ale żeby wyjaśnić zbrodnię z 10 kwietnia 2010 r. należy do minimum ograniczyć upublicznianie tez i efektów prac tych wszystkich wielkich Polaków i wspierających ich obcokrajowców, którzy od lat z własnej inicjatywy i na własny koszt prowadzą badania odkłamujące okoliczności zabicia Prezydenta Polski i 95 towarzyszących Mu osób. Powiedzmy sobie bowiem otwarcie: większość społeczeństwa MUSI zostać na swój sposób oszukana co do intencji obozu niepodległościowego. Prawda jest straszna, ale bez niej nie ma sensu jakiekolwiek planowanie strategiczne. A prawda jest taka, że większość obywateli polskich to polityczni kretyni, bo nazwanie ich lemingami byłoby obrazą dla owych poczciwych zwierzątek. To osobnicy, którzy nie rozumieją najbardziej elementarnych zależności typu: ukradzione przez ludzi Tuska pieniądze NIE ZNAJDĄ SIĘ u lekarza, u którego się leczysz, czy wieloletnie wspieranie polityki Putina przez Komorowskiego NIE DOPROWADZI do rozmieszczenia w Polsce skutecznie odstraszających naszych wrogów sił zbrojnych USA. Dla takich tępaków za całe logiczne myślenie wystarczy ślinotok Niesołowskiego u jakiegoś WSI-owego Pochurcza składający się, po przetłumaczeniu, na bełkot o równości między wojną z Rosją a przestrzeganiem podstawowych kanonów prowadzenia śledztwa. Smoleńsk pozostanie tajemnicą, jeśli będzie się liczyło na wolę jej wyjaśnienia przez ogół Polaków. Tę prawdę można odkryć, dzisiaj, wyłącznie WBREW woli większości społeczeństwa. Samo zaś odkrycie na pewno nie nastąpi bez przejęcia władzy w Polsce. Drogi do tego są dwie: wybory lub PRZED WYBORAMI pokazanie wszom rządzącym Polską, że ludzie, na których żerują, nie widzą dla nich miejsca innego, niż wewnątrz chemicznego środka odwszawiającego (sporo jest w Warszawie na barierkach pomiędzy pasami jezdni ogłoszeń firm zajmujących się takimi usługami). Wariant drugi, co z ubolewaniem muszę stwierdzić, w grę nie wchodzi. Pozostaje tylko czekanie na te cholerne wybory (co to je i tak sfałszują …). Żeby się to jednak udało, należy, mówiąc wprost, „kilka” osób oszukać. Inaczej do tego bezwolnego stada się nie dotrze. 

 

Żyjemy w świecie plakatowym, do ludzi docierają wyłącznie komunikaty krótkie, ale bardzo mocne, pewne w sile swojego przekazu. To dlatego Jaruzelski, Kiszczak, a na ich rozkaz Mazowiecki, Wałęsa, Geremek, Michnik, teraz Tusk i Komorowski zabronili i bronią nadal ujawnienia prawdy o roli SB w zamachu na Jana Pawła II, czy rzeczywistych okoliczności zamordowania ks. Jerzego. To jest prawdziwe źródło zbioru zastrzeżonego w IPN, a szczególnie rzekomej niemożności procesowego wyjaśnienia tych spraw. Dziś do tego doszedł Smoleńsk. Absolutnie jednej rzeczy nie możemy odmówić zbrodniarzom z PRL. Że po mistrzowsku sformatowali mechanizm psychicznej degradacji umysłów Polaków i w efekcie socjologicznego nimi zawładnięcia. Te psy na służbie Rosji, tacy, jak choćby Dukaczewski, Ciosek, czy Kwaśniewski, przygotowali bezbłędny (jak dotąd) i precyzyjny scenariusz „metodyczny” rządzenia narodem, a docelowo zbiorowiskiem polskim. Świetnie przewidzieli, że „luki w systemie komunikacji właściwej prawdy” mogą finalnie wyprowadzić ludzi na ulice, z których nie zejdą póki latarnie tych ulic nie zaświecą tak, jak to się stało w zwycięskim (początkowo) Budapeszcie października i listopada roku 1956. Najważniejszy jest pierwszy okres, parę lat otwierających „nowy ustrój”. Wtedy w ludziach jest jeszcze iskra wojenna. Potem wystarcza już tylko propaganda, korygowana skalą, formą i natężeniem względem aktualnych potrzeb. Można nawet dozować pewne „dotychczas nie znane” informacje i materiały. Jest to jednak zupełnie bezpieczne, bo dla wypranych z samodzielnego myślenia mózgów te rewelacje mają taką samą wartość poznawczą, co „odkrycia” Wołoszańskiego. Nikt nie będzie ich wiązał z przebiegiem „polskiej transformacji”, a już na pewno nie z aktualną sytuacją polityczną kraju. Powiem szczerze, że mam wątpliwości, czy, po tylu już latach indoktrynacji, dokumenty dowodzące zaangażowania ludzi Kiszczaka w próbę zamordowania Papieża miały by jakiekolwiek znaczenie nawet dla sądów polskich, nie wspominając o wpływie takiej informacji na odrzucenie w wyborach choćby tylko SLD. Czy ludzie przestali by oglądać tvn czyniące autorytety z ludzi tajnych policji politycznych PRL, typu Olechowski, Oleksy, czy Dukaczewski, gdyby zostały upublicznione materiały pokazujące, że mord na ks. Jerzym Popiełuszce nie był samodzielnym „przedsięwzięciem” kilku esbeków średniego szczebla, ale operacją, w której były zaangażowane i różne służby komunistyczne, i najwyżsi rangą dygnitarze lat osiemdziesiątych? Włącznie z wojskową bezpieką, która bez żadnych zmian stała się, tak dziś wychwalanymi za podobno światowy profesjonalizm, WSI.           

 

Sądzę jednak, że jest swoista bariera uprawiania takiej politycznej toksykacji. To wprowadzanie już do bieżącej praktyki rządzenia zabijania wrogów. Dokładnie zaś mówiąc, tę barierę stanowi ryzyko sformalizowania świadectw pokazujących to zabijanie. Dla Komorowskiego, czy Tuska nie jest w żadnym, W ŻADNYM, stopniu złem sama śmierć Prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego i prezydenckiej delegacji. Powiem więcej: dla nich ta ustokrotniona śmierć była i jest czymś dobrym. Im uwiera coś zupełnie innego, mianowicie możliwość wyłamania się z oficjalnej wersji kogoś z właśnie formalnego aparatu władzy, prokuratora, policjanta, sędziego, urzędnika. Dlatego póki zachowują pełną szczelność szeroko pojętego zespołu (rzekomo) państwowego zajmującego się Smoleńskiem, niespecjalnie przeszkadzają czynnikom nieoficjalnym, np. osobom współpracującym z Antonim Macierewiczem. Mając za publiczność kompletnie przemielone propagandą umysły i bezwzględnie dominując w medialnym „przekazie dnia”, nawet podpisane przez najwybitniejszych profesorów kontrekspertyzy nie stanowią dla nich realnego zagrożenia. Groźny jest dopiero Andrzej Witkowski, referent sprawy mordu na ks. Jerzym, czy nadzorujący śledztwo smoleńskie Marek Pasionek. I dlatego żaden z nich tymi sprawami już się nie zajmuje. W przypadku zbrodni z 10 kwietnia 2010 r. niebagatelną rolę odgrywa jeszcze stosunkowo nieodległy od niej czas. Ludźmi prawda o tym dniu może dosłownie wstrząsnąć, bo będzie dotyczyć świętej pamięci osób, które w taki, czy inny sposób wpływały na ich życie. Przecież, do cholery!, w 2005 r. bracia Kaczyńscy podwójnie wygrali wybory. A tu wszak mówimy także o elektoracie tych zwycięstw. Nie wierzę, że nie ma wpływu na człowieka oficjalna informacja, że ktoś, kogo nie wybrał na Prezydenta Polski, spiskował przeciw temu, komu w tych samych wyborach oddał swój głos, i kto, po śmierci w końcu „mojego” Prezydenta, robił wszystko, by tej śmierci nie wyjaśnić. Przepraszam za takie porównanie, ale w warstwie analizy psychologicznej nie możemy udawać, że skoro na odbiorców „paszy” medialnej do łez wpływa komunikat o losie dręczonych zwierząt, to nie będzie oddziaływać na nich wiedza o zabiciu z zimną krwią przywódców kraju. W tym osobiście wybranych do roli przywódczych. Nie da się jednak tego sprawdzić, dopóki u władzy pozostają (współ)sprawcy tej zbrodni. Natomiast, gdy ta teza będzie potwierdzona, tj. nastąpi zmiana rządów na polskie, uruchomionej lawiny nie zatrzyma żaden tzw. były, czyli wciąż aktywny esbek. Choćby nie wiem, jakie piastował stanowiska w Brukseli albo ilu generałów z WSI pracowało w jego kancelarii. I to jest to zagrożenie ze scenariusza Kiszczakowego MSW, dotychczas sprawnie neutralizowane, ale w takiej sytuacji możliwe do pełnego urealnienia. Przywoływana przeze mnie wcześniej przeklęta polska bezradność, będzie mogła zostać wreszcie przełamana. W stanie właściwie kontrrewolucyjnym, jaki powinien wtedy zapanować, nowy rząd otrzyma niepowtarzalną szansę na przywrócenie polskiej państwowości i odbudowanie wśród Polaków godności narodowej. Czy dzisiejsza opozycja rokuje nadzieje z tym związane? Nie jestem do końca przekonany, ale wiem też jedno: innej nie mamy.

 

 

Chciałbym wrócić do Polski, którą, nie wyjeżdżając z Niej, utraciłem. Wolałbym wracać drogą perłowych wartości moralnych, ale na jej końcu jest taki cel, że nie będę się opierał, jeśli parę „etapów” nie przebiegnie ani perłowo, ani w duchu wartości. Gór nie mamy mocy przenosić samą siłą dobrej woli, niweluje się je dynamitem. Dzisiaj na przeszkodzie prawdziwej Polski stoi cały szereg gór i są to skamieliny komunizmu, których człowiek sam nie ruszy. Ale już cały Naród – jak najbardziej tak. Tkwię w strasznej dla duszy rzeczywistości, jestem małym przyczynkiem do wielkiego referatu o wolnej Ojczyźnie, ale nie chciałbym nie wziąć udziału w przygotowywaniu auli do tego referatu wygłoszenia. Nie chciałbym pobłądzić i miast ku sercu Stolicy, w Marszu Niepodległości uciec „za Wisłę”. Mamy prawo się mylić, ale nie mamy żadnego prawa, by – każdy podług swoich mocy i talentów – nie starać się służyć Polsce. Dziś potrzebne jest oderwanie od magmy polskiej rzeczywistości głazu. Który wyzwoli lawinę. Wszystko dziś bowiem przemawia za tym, że by się obudzić w Polsce, w której mieszkają ludzie kochający Ojczystą flagę i nie wstydzący się Jej wywieszać w swoich oknach, należy najpierw dotychczasowy porządek dokładnie zetrzeć w proch i zasypać. Jak lawiną.

 

O Polsce warto myśleć. I dla Niej pracować.

 

Etykietowanie:

1 komentarz

avatar użytkownika Maryla

1. @Warszawa1920

niestety, wygląda na to, ze nasz Marsz do wolnej Polski jeszcze potrwa. Nic nie zapowiada wydarzeń, które by miały rychło zburzyć okowy PRL-u, w których tkwimy.

Pozdrawiam

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl