Full profeska (2)
tu.rybak, sob., 02/04/2011 - 21:59
Z uporem maniaka powrócę do uprzednio przeze mnie sformułowanego stwierdzenia, że gdy mamy do czynienia ze sporą firmą, to działania wszystkich jej komórek powinny być przemyślane i wykonywane profesjonalnie.
Jeśli mamy do czynienia z firmą, która obraca dużymi pieniędzmi, a może zarządzać nieporównanie większym majątkiem, wtedy karygodne są działania amatorskie (w sensie amatorszczyzna jako opozycja do profesjonalizmu).
A partia chcąca mieć władzę jest właśnie taką firmą, co więcej, ma szanse zarządzać nie tylko majątkiem gigantycznej wielkości, ale również - a może przede wszystkim - będzie miała realny wpływ na życie milionów ludzi.
I znowuż, jak wcześniej pisałem, nie obchodzą mnie działania PO i PSL (co nie oznacza, że nie dotyczą). Obchodzi mnie PIS, bo w tej partii upatruję szansy na zmiany. Chociaż wiosna nadeszła, to odczucia mam jesienne. Wszystko opada: liście, ręce...
Ostatnim przykładem jest "Raport o stanie Rzeczypospolitej" autorstwa Kaczyńskiego z placetem uchwały Rady Politycznej PIS ze stycznia, a opublikowany ostatniego dnia marca.
1. Treść raportu.
Raport napisany jest w konwencji eseju. Używa trudnych zwrotów, odwołuje się do wielu wydarzeń z przeszłości. I nie ma ani jednego przypisu! Wszędzie, gdzie tylko można należałoby dodać przypisy i objaśnienia. Cytaty i liczby.
Przykład (niespecjalnie ważny): Opóźniono, a częściowo postawiono pod znakiem zapytania realizację wszystkich projektów muzealnictwa historycznego: Muzeum Historii Polski, Europejskiego Centrum Solidarności (tu trudności mają bardziej skomplikowany charakter), Muzeum II Wojny Światowej. Takie zdanie powinno być opatrzone przypisem, w którym podane byłyby fakty ze źródłami.
Oczywiście dużo łatwiej jest dokumentować fakty, gdy chodzi o rzeczy mierzalne (kilometry, procenty, złotówki itp).
Wiem, wiem, raport musiałby wtedy wyglądać jak książka Cenckiewicza o Wałęsie. Ale trudno. Powołuje się zespół reserczerów (nie wiem jak to bardziej brzmi po polsku) i każe szukać, liczyć i dodawać... W ostateczności dokumentuje się tylko rzeczy najbardziej istotne.
Tytuły rozdziałów raportu są natomiast napisane w konwencji publicystyki po oczach. W tym nie ma nic złego, ale jedno do drugiego nie pasuje. Widać w tym miejscu, że autor (lub autorzy) chcieli zwrócić uwagę. Ale to nie tak...
2. Wersje raportu
Kiedy byłem mały to czytałem "Podróże Guliwera". Dopiero jak dorosłem zauważyłem, że owe "Podróże" były wersją napisaną (adaptowaną) dla dzieci. Podróże oryginalne byłyby dla dzieci po prostu za trudne. Podobną rzecz zauważyłem z baśniami braci Grimm i in.
Powinny powstać różne (przynajmniej dwie) wersje raportu. Jedna, poważna - oryginał i druga, publicystyczna. Oryginał pisze Kaczyński, a kolejną wersję zleca do napisania. Dlaczego? A dlatego, że ludzie są różni. Jeśli chcemy trafić wyłącznie do tych, którzy rozumieją legitymizacji państwa, charakter prymarny, systemu semiotycznego to nam się udało. Ale do nich nie należą publicyści i większość Polaków.
Jeśli chcemy trafić do tych, którzy pisują na twitterze i facebooku, w "Newsweeku" czy "Wyborczej", to komunikaty muszą być proste i zrozumiałe. I przede wszystkim krótkie. Ręczę, że jestem jednym z nielicznych co przeczytali całość. Wnoszę, że powinna istnieć odcinkowa wersja raportu, przetłumaczona na język młodych i wykształconych z wielkich miast.
3. Termin publikacji
Skoro był gotowy w styczniu (zakładam), to w takim razie czemu nie opublikowano go wtedy, gdy sondaże PO leciały z pieca na łeb? Czemu wybrano czwartek (zamiast końca tygodnia) i to w przeddzień prima aprilis? Czemu wybrano dzień głosowań nad narkotykami? Czemu w okolicach rocznicy śmierci Jana Pawła II i tuż przed rocznicą katastrofy pod Smoleńskiem? Żeby nikt nie zauważył? Żeby można to było zbyć śmiechem i szybko przykryć czymś innym?
To już nie lepiej poczekać i pokazać po majowych wzrostach VAT i cen benzyny? Albo trzeba było wcześniej?
4. Promocja publikacji
Jeśli zespół muzyczny wydaje nową płytę, to rusza promocja. W sieci pojawiają się klipy. I singiel. W mediach pojawiają się wywiady i omówienia. W marketingu szeptanym rozchodzą się różne mniej lub bardziej prawdziwe informacje okołomuzyczne. I zespół rusza w trasę z koncertami. To kosztuje dużo pracy i dużo pieniędzy.
A jak zrobił PIS? Na stronie został umieszczony odsyłacz do wersji pdf. Kto chce niech sobie ściągnie i przeczyta. Było trochę w mediach, bo nerwowo reagowali przedstawiciele partii rządzących (Grupiński, Niesiołowski, Żelichowski, Sikorski, Graś). Potem dołączyli do żenującej krytyki publicyści (np. Śmiłowicz z "Newsweeka"). Ale tylko trochę i krótko.
A gdyby tak pojawiła się wersja drukowana? Albo foldery? I bannery?
Ktoś powie, media nie sprzyjają, więc nie było jak... Odpowiadam: reklamę można kupić. Są też media sprzyjające, drukowane i Internetowe. Nie było nawet próby!
Internet. Po prostu skandal!. Na stronach pis.org.pl mamy w aktualnościach (swoją drogą ciekawy tytuł: aktualne jest tylko to co jest aktualne. Czemuż poprzednie wiadomości też są w dziale aktualności? Kto za to odpowiada???) jedną, jedyną informację i to w dodatku podaną za PAP(!).
Możemy przeczytać (uwaga: na stronach PIS!) np.: W 56 rozdziałach, liczących maksymalnie po dwie strony, jest mowa o - jak to ujęto - „systemie Tuska”, czyli o tym, dlaczego III Rzeczpospolita wymaga - według polityków PiS - „wielkiej naprawy”. I inne tego typu kwiatki. Jeszcze raz pytam: kogo PIS zatrudnia?
5. Dyskusja na Salon24
Rozumiem, że ktoś wymyślił by wykorzystać Jankego i jego "Salon24". Ale czy skórka warta była wyprawki? Czy nie lepiej było urządzić dyskusję samemu i rozpowszechniać samemu w Internecie? Na swoich i innych stronach? Samych blogowisk jest kilka. A i kilka niesprzyjających by skorzystało ("gazeta.pl" miała zapis dyskusji minuta o minucie).
Dostaliśmy dyskusję, która rozpoczęła się równo z terminem zwolnienia publikacji do Internetu. Jak mam rozumnie śledzić rozmowę, kiedy nie znam jej przedmiotu? Jak przeczytam, to będzie już po dyskusji! Dyskusję obejrzałem następnego dnia, jak nie musiałem już korzystać z "Salonu24" i specjalnego programu. Przepraszam, to PIS sam nie mógł???
Prowadzący dyskusję i dobór dyskutantów były fatalne. Oprócz Ziemkiewicza i Staniszkis - pozostali to nieporozumienie. Najpierw prowadzący (rozumiem, że wybór był kwestią umowy). Pytania na poziomie Czy uważa Pan, że Donald Tusk nie jest patriotą?, nieradzenie sobie z prowadzeniem dyskusji i cytowanie pytań od blogerów "Salonu24" w rodzaju: czy i jak PIS będzie budował autostrady jednoznacznie wskazują na zły wybór.
He, he... na wyżej cytowane pytanie Jankego Kaczyński odpowiedział: Pan popada tu w taką dziennikarskość, ale tę, proszę wybaczyć, nie najlepszą, rozmawiamy na wyższym poziomie, mam nadzieję, że już takich pytań nie usłyszę.
I już następnego dnia dziennikarz Salonu24 Janke zareagował m.in następująco: I umówmy się, że pytania będę zadawał takie, jakie uznam za stosowne. Twardy gość. Tylko dlaczego dzień później? I dlaczego bez sensu (wyjaśniam: jeśli może zadawać pytania jakie chce to musi spodziewać się odpowiedzi jakich chce odpowiadający)
Dyskutanci. Było pięcioro. W tym zupełnie nie wiem po co Sadurski, Rybicki i Janke. O tym ostatnim już było. Sadurski miał być, jak rozumiem oponentem dla Kaczyńskiego. Nieporozumienie, to dość ograniczony i przewidywalny publicysta. Nie ta półka. Rybicki (bloger Salonu24) jak zabrał głos to z trudem spytał o propozycje dla młodzieży. Może trema go zjadła, ale mnie to nie obchodzi. Nie chciałem oglądać młodych talentów, tylko rozmowę o stanie Rzeczypospolitej.
Powinny być różne dyskusje. Poważna z Kaczyńskim (ale prowadzącym powinien być publicysta z klasą Ziemkiewicza lub Sakiewicza) i poważnym dyskutantami. I mniej poważna, ale już nie z Kaczyńskim, tylko np. z Kurskim i dziennikarzami. Albo z politykami.
I inne (jak np. w sobotniej porannej trójce: Kurski dobrze sobie radził sobie z politykami innych partii)
6. Wnioski
Nie znam wszystkich uwarunkowań. Może nie ma kasy, może nie ma chętnych. Może szef marketingu PIS nie ma dojścia (to niech się zwolni) do prezesa... Może. Ale znowu wyszło jak zawsze. Jedyny wygrany to Janke i jego firma Salon24. Mieli zwiększoną oglądalność (tak sądzę) i reklamę. Pod tym względem: czapki z głów. Sam bym tak chciał. Janke wykorzystał PIS. I nie mam mu tego za złe. Mam za złe PIS.
Po prostu ja tego nie rozumiem...
Jeśli mamy do czynienia z firmą, która obraca dużymi pieniędzmi, a może zarządzać nieporównanie większym majątkiem, wtedy karygodne są działania amatorskie (w sensie amatorszczyzna jako opozycja do profesjonalizmu).
A partia chcąca mieć władzę jest właśnie taką firmą, co więcej, ma szanse zarządzać nie tylko majątkiem gigantycznej wielkości, ale również - a może przede wszystkim - będzie miała realny wpływ na życie milionów ludzi.
I znowuż, jak wcześniej pisałem, nie obchodzą mnie działania PO i PSL (co nie oznacza, że nie dotyczą). Obchodzi mnie PIS, bo w tej partii upatruję szansy na zmiany. Chociaż wiosna nadeszła, to odczucia mam jesienne. Wszystko opada: liście, ręce...
Ostatnim przykładem jest "Raport o stanie Rzeczypospolitej" autorstwa Kaczyńskiego z placetem uchwały Rady Politycznej PIS ze stycznia, a opublikowany ostatniego dnia marca.
1. Treść raportu.
Raport napisany jest w konwencji eseju. Używa trudnych zwrotów, odwołuje się do wielu wydarzeń z przeszłości. I nie ma ani jednego przypisu! Wszędzie, gdzie tylko można należałoby dodać przypisy i objaśnienia. Cytaty i liczby.
Przykład (niespecjalnie ważny): Opóźniono, a częściowo postawiono pod znakiem zapytania realizację wszystkich projektów muzealnictwa historycznego: Muzeum Historii Polski, Europejskiego Centrum Solidarności (tu trudności mają bardziej skomplikowany charakter), Muzeum II Wojny Światowej. Takie zdanie powinno być opatrzone przypisem, w którym podane byłyby fakty ze źródłami.
Oczywiście dużo łatwiej jest dokumentować fakty, gdy chodzi o rzeczy mierzalne (kilometry, procenty, złotówki itp).
Wiem, wiem, raport musiałby wtedy wyglądać jak książka Cenckiewicza o Wałęsie. Ale trudno. Powołuje się zespół reserczerów (nie wiem jak to bardziej brzmi po polsku) i każe szukać, liczyć i dodawać... W ostateczności dokumentuje się tylko rzeczy najbardziej istotne.
Tytuły rozdziałów raportu są natomiast napisane w konwencji publicystyki po oczach. W tym nie ma nic złego, ale jedno do drugiego nie pasuje. Widać w tym miejscu, że autor (lub autorzy) chcieli zwrócić uwagę. Ale to nie tak...
2. Wersje raportu
Kiedy byłem mały to czytałem "Podróże Guliwera". Dopiero jak dorosłem zauważyłem, że owe "Podróże" były wersją napisaną (adaptowaną) dla dzieci. Podróże oryginalne byłyby dla dzieci po prostu za trudne. Podobną rzecz zauważyłem z baśniami braci Grimm i in.
Powinny powstać różne (przynajmniej dwie) wersje raportu. Jedna, poważna - oryginał i druga, publicystyczna. Oryginał pisze Kaczyński, a kolejną wersję zleca do napisania. Dlaczego? A dlatego, że ludzie są różni. Jeśli chcemy trafić wyłącznie do tych, którzy rozumieją legitymizacji państwa, charakter prymarny, systemu semiotycznego to nam się udało. Ale do nich nie należą publicyści i większość Polaków.
Jeśli chcemy trafić do tych, którzy pisują na twitterze i facebooku, w "Newsweeku" czy "Wyborczej", to komunikaty muszą być proste i zrozumiałe. I przede wszystkim krótkie. Ręczę, że jestem jednym z nielicznych co przeczytali całość. Wnoszę, że powinna istnieć odcinkowa wersja raportu, przetłumaczona na język młodych i wykształconych z wielkich miast.
3. Termin publikacji
Skoro był gotowy w styczniu (zakładam), to w takim razie czemu nie opublikowano go wtedy, gdy sondaże PO leciały z pieca na łeb? Czemu wybrano czwartek (zamiast końca tygodnia) i to w przeddzień prima aprilis? Czemu wybrano dzień głosowań nad narkotykami? Czemu w okolicach rocznicy śmierci Jana Pawła II i tuż przed rocznicą katastrofy pod Smoleńskiem? Żeby nikt nie zauważył? Żeby można to było zbyć śmiechem i szybko przykryć czymś innym?
To już nie lepiej poczekać i pokazać po majowych wzrostach VAT i cen benzyny? Albo trzeba było wcześniej?
4. Promocja publikacji
Jeśli zespół muzyczny wydaje nową płytę, to rusza promocja. W sieci pojawiają się klipy. I singiel. W mediach pojawiają się wywiady i omówienia. W marketingu szeptanym rozchodzą się różne mniej lub bardziej prawdziwe informacje okołomuzyczne. I zespół rusza w trasę z koncertami. To kosztuje dużo pracy i dużo pieniędzy.
A jak zrobił PIS? Na stronie został umieszczony odsyłacz do wersji pdf. Kto chce niech sobie ściągnie i przeczyta. Było trochę w mediach, bo nerwowo reagowali przedstawiciele partii rządzących (Grupiński, Niesiołowski, Żelichowski, Sikorski, Graś). Potem dołączyli do żenującej krytyki publicyści (np. Śmiłowicz z "Newsweeka"). Ale tylko trochę i krótko.
A gdyby tak pojawiła się wersja drukowana? Albo foldery? I bannery?
Ktoś powie, media nie sprzyjają, więc nie było jak... Odpowiadam: reklamę można kupić. Są też media sprzyjające, drukowane i Internetowe. Nie było nawet próby!
Internet. Po prostu skandal!. Na stronach pis.org.pl mamy w aktualnościach (swoją drogą ciekawy tytuł: aktualne jest tylko to co jest aktualne. Czemuż poprzednie wiadomości też są w dziale aktualności? Kto za to odpowiada???) jedną, jedyną informację i to w dodatku podaną za PAP(!).
Możemy przeczytać (uwaga: na stronach PIS!) np.: W 56 rozdziałach, liczących maksymalnie po dwie strony, jest mowa o - jak to ujęto - „systemie Tuska”, czyli o tym, dlaczego III Rzeczpospolita wymaga - według polityków PiS - „wielkiej naprawy”. I inne tego typu kwiatki. Jeszcze raz pytam: kogo PIS zatrudnia?
5. Dyskusja na Salon24
Rozumiem, że ktoś wymyślił by wykorzystać Jankego i jego "Salon24". Ale czy skórka warta była wyprawki? Czy nie lepiej było urządzić dyskusję samemu i rozpowszechniać samemu w Internecie? Na swoich i innych stronach? Samych blogowisk jest kilka. A i kilka niesprzyjających by skorzystało ("gazeta.pl" miała zapis dyskusji minuta o minucie).
Dostaliśmy dyskusję, która rozpoczęła się równo z terminem zwolnienia publikacji do Internetu. Jak mam rozumnie śledzić rozmowę, kiedy nie znam jej przedmiotu? Jak przeczytam, to będzie już po dyskusji! Dyskusję obejrzałem następnego dnia, jak nie musiałem już korzystać z "Salonu24" i specjalnego programu. Przepraszam, to PIS sam nie mógł???
Prowadzący dyskusję i dobór dyskutantów były fatalne. Oprócz Ziemkiewicza i Staniszkis - pozostali to nieporozumienie. Najpierw prowadzący (rozumiem, że wybór był kwestią umowy). Pytania na poziomie Czy uważa Pan, że Donald Tusk nie jest patriotą?, nieradzenie sobie z prowadzeniem dyskusji i cytowanie pytań od blogerów "Salonu24" w rodzaju: czy i jak PIS będzie budował autostrady jednoznacznie wskazują na zły wybór.
He, he... na wyżej cytowane pytanie Jankego Kaczyński odpowiedział: Pan popada tu w taką dziennikarskość, ale tę, proszę wybaczyć, nie najlepszą, rozmawiamy na wyższym poziomie, mam nadzieję, że już takich pytań nie usłyszę.
I już następnego dnia dziennikarz Salonu24 Janke zareagował m.in następująco: I umówmy się, że pytania będę zadawał takie, jakie uznam za stosowne. Twardy gość. Tylko dlaczego dzień później? I dlaczego bez sensu (wyjaśniam: jeśli może zadawać pytania jakie chce to musi spodziewać się odpowiedzi jakich chce odpowiadający)
Dyskutanci. Było pięcioro. W tym zupełnie nie wiem po co Sadurski, Rybicki i Janke. O tym ostatnim już było. Sadurski miał być, jak rozumiem oponentem dla Kaczyńskiego. Nieporozumienie, to dość ograniczony i przewidywalny publicysta. Nie ta półka. Rybicki (bloger Salonu24) jak zabrał głos to z trudem spytał o propozycje dla młodzieży. Może trema go zjadła, ale mnie to nie obchodzi. Nie chciałem oglądać młodych talentów, tylko rozmowę o stanie Rzeczypospolitej.
Powinny być różne dyskusje. Poważna z Kaczyńskim (ale prowadzącym powinien być publicysta z klasą Ziemkiewicza lub Sakiewicza) i poważnym dyskutantami. I mniej poważna, ale już nie z Kaczyńskim, tylko np. z Kurskim i dziennikarzami. Albo z politykami.
I inne (jak np. w sobotniej porannej trójce: Kurski dobrze sobie radził sobie z politykami innych partii)
6. Wnioski
Nie znam wszystkich uwarunkowań. Może nie ma kasy, może nie ma chętnych. Może szef marketingu PIS nie ma dojścia (to niech się zwolni) do prezesa... Może. Ale znowu wyszło jak zawsze. Jedyny wygrany to Janke i jego firma Salon24. Mieli zwiększoną oglądalność (tak sądzę) i reklamę. Pod tym względem: czapki z głów. Sam bym tak chciał. Janke wykorzystał PIS. I nie mam mu tego za złe. Mam za złe PIS.
Po prostu ja tego nie rozumiem...
- tu.rybak - blog
- Zaloguj się, by odpowiadać

6 komentarzy
1. Rybaku
piszemy do znudzenia, jak grochem o scianę. A efekty, jak zawsze...
"Ale znowu wyszło jak zawsze. Jedyny wygrany to Janke i jego firma Salon24. Mieli zwiększoną oglądalność (tak sądzę) i reklamę. Pod tym względem: czapki z głów. Sam bym tak chciał. Janke wykorzystał PIS. I nie mam mu tego za złe. Mam za złe PIS."
ja też.
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
2. Marylu
a mnie się zdaje, że JK gra na przegrane wybory, tyle, że z przyczyn oczywistych nie może tego wyartykułować. Myślę, że gra na długi dystans o dużą stawkę.
3. @bw
Zakładam, że mu zależy na Polsce i dlatego musi odsunąć obecnych rządzących jak najszybciej... Czego się obawiam, to tego, że jeśli przyjdzie mu rządzić razem z kimś to, może zrobić koalicję z PSL...
4. a jest o co walczyć i to ostro
Na Prawo i Sprawiedliwość chce głosować 25,9 proc. procent badanych, Sojusz Lewicy Demokratycznej popiera 15,8 proc. ankietowanych, a Polskie Stronnictwo Ludowe – 7 proc.
Nadal pięcioprocentowego progu wyborczego nie przekraczają dwie najmłodsze partie; PJN uzyskał 3,3 proc. głosów, a Ruch Poparcia Palikota – Nowoczesna Polska jedynie 0,5 proc.
Poniżej procenta poparcia uzyskały: Krajowa Partia Emerytów i Rencistów, Unia Polityki Realnej – Wolność i Praworządność, Liga Polskich Rodzin i Prawica Rzeczpospolitej. W sondażu żaden z respondentów nie wyraził poparcia dla: Samoobrony RP, Partii Regionów, Socjaldemokracji Polskiej, Stronnictwa Demokratycznego, ugrupowania demokraci.pl, Ruchu Autonomii Śląska i Stowarzyszenia Ordynacka.
14,4 proc. ankietowanych deklaruje, że nie wie, na kogo zagłosować w najbliższych wyborach.
Z badania wynika, że gdyby wybory parlamentarne odbyły się w tę niedzielę, do urn chciałoby się udać 54,8 proc. badanych.
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/poparcie-dla-po-znow-spada-pis-coraz-bliz...
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
5. Na dłuższą metę
jedne wygrane wybory niczego nie zmienią. Idzie o zmianę zasadniczą. O zmianę w mentalności Polaków. Jak wygra to co będzie robił niby? Walił głową w mur tak jak poprzednio? To bardzo trudna sytuacja. Tym bardziej , że z tych wszystkich ruchów na świecie Pan Bóg raczy wiedzieć co się wyklaruje.
6. to
już jest dyskusja na inny temat ("Zaufam, ale..."; moje; http://blogmedia24.pl/node/44716)
a co do meritum: PIS zawala (sam) ważne rzeczy i to mnie martwi...