...za bliźniego swego...

avatar użytkownika intix

 

 

 

 

 

Módlmy się za bliźniego swego,

który pozbawia życia - „drugiego”…

Módlmy się… aby nigdy już tego nie zrobił

aby sam... będąc martwym za życia... ożył...

 

Módlmy się za bliźniego swego,

który pozwala zabić drugiego…

Módlmy się… aby nigdy już tego nie zrobił

aby sam... będąc martwym za życia... ożył...

 

Módlmy się za bliźniego swego,

broń śmiercionośną  produkującego…

Módlmy się… aby nigdy już tego nie zrobił

aby sam... będąc martwym za życia... ożył...

 

Módlmy się za bliźniego naszego

odchodzącego grzechem od Stwórcy swego.

Módlmy się… aby odnalazł drogę powrotu

i wracał… dziękując za to Panu Bogu…

 

Módlmy się za bliźniego swego,

o skruszenie serca zatwardziałego,

aby z własnej woli chciał je otworzyć,

aby Jezus Chrystus mógł je... Uzdrowić...

 

Módlmy się za bliźniego swego

aby pokochał Boga... i swego bliźniego...

Módlmy się za bliźniego i za nas samych

abyśmy od Boga się nie oddalali…

 

 

 

***

 

***************************************

/”…za bliźniego swego…” – J.B.K. – 18.01.2015r./

 

 

 

14 komentarzy

avatar użytkownika guantanamera

1. Módlmy się

za nich.
Módlmy się zwłaszcza za tę przedziwną osobę, która nazywa się Erin Gainer i prowadzi międzynarodową kampanię na rzecz upowszechnienia pigułki śmierci nazwanej ellaOne. Podejmujmy powszechną modlitwę za tę istotę...
Módlmy się nieustannie za nas samych - żeby nam nie brakowało odwagi gdy trzeba wyrazić zdecydowany sprzeciw wobec takich działań.
Gdy trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Gdy trzeba opisywać to, co się dzieje właściwymi słowami.
Bo to jest Zagłada.

"13 stycznia br. na swojej stronie internetowej HRA Pharma, producent pigułek ellaOne zamieścił oświadczenie, stwierdzające „Historyczna decyzja Komisji Europejskiej przyznaje bezpośredni dostęp do koncepcji awaryjnej ellaOne 220 milionom kobiet”. Erin Gainer, dyrektor wykonawczy koncernu odpowiedzialna za uzyskanie dostępu tego konkretnego produktu do rynku w USA i Europie bez recepty wyjaśnia na czym polega „historyczność” jednostronnej decyzji KE. Mówi wprost: „Widzę to jako przełomowy moment, gdyż po raz pierwszy jeden akt pozwolił tak wielu kobietom w całej Unii Europejskiej swobodnie decydować o swojej przyszłości”. http://blogmedia24.pl/node/68317#comment-333264

Powiedzmy jasno. Nie tyle o "swojej przyszłości" ile o przyszłości ludzkości... Której nie będzie...

avatar użytkownika guantanamera

2. Jeszcze to określenie

"awaryjna ellaOne"....
Poczęcie dziecka... jako awaria... Nowy człowiek ... jako "awaria"...
Trzeba być awariatem(tką), żeby używać takiego określenia.

avatar użytkownika intix

3. Kto jest moim bliźnim?

Dla Jezusa bliźnim jest każdy, za kogo warto umrzeć, by ów ktoś mógł żyć.

Uczony w Prawie
(Łk 10,25–29)

A oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: „Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”
Jezus mu odpowiedział: „Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?”
On rzekł: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego.”
Jezus rzekł do niego: „Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył.”
Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: „A kto jest moim bliźnim?”


„Kto jest moim bliźnim?” — zapytał Jezusa jakiś uczony w Prawie. Zapytał o to, ponieważ, jak nadmienia św. Łukasz, chciał się usprawiedliwić.

Wcześniej bowiem zrobił z siebie głupca, badając prawowierność Mistrza przy pomocy pytania o życie wieczne. Ów uczony spodziewał się zapewne, że Jezus zacznie opowiadać jakieś niedorzeczności, jaskrawo sprzeczne z tym, co w Prawie Pańskim zapisano, a tymczasem Rabbi z Nazaretu, zręcznie wydobył z pamięci uczonego potrzebny Święty Tekst, po czym słowami: „Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył.” — pod tymże tekstem się podpisał.

Tekst był zresztą oczywisty. Każdy przeciętnie inteligentny Żyd wiedział, że do życia wiecznego wiedzie droga Bożych Przykazań, z których największe to przykazanie miłości Boga i przykazanie miłości bliźniego. Uczony w Prawie musiał odznaczać się wielką naiwnością, jeśli spodziewał się, że Jezus będzie negował Przykazania. Pewnie dał wiarę opowieściom niektórych faryzeuszy, widzących w Jezusie ciemnego, niewykształconego Galilejczyka, który Prawa Bożego nie znając, przeciwko temuż Prawu występuje. Uczony spostrzegł, że skłaniając się ku takim opiniom o Nazarejczyku i zadając publicznie owo nieszczęsne pytanie o życie wieczne, skompromitował się. Ale przede wszystkim spostrzegł, że ma do czynienia z Kimś, kogo nie można lekceważyć, z Kimś kto być może jest równy (tylko równy?) wiedzą z nim, Uczonym w Prawie. Dlatego też, próbując się usprawiedliwić, postanowił porozmawiać z Jezusem jak równy z równym, jak nauczyciel z nauczycielem, jak rabin z rabinem. I stąd stanowiące zaproszenie do dyskusji uczonych pytanie: Kto jest moim bliźnim?

„Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego” — wyjęte z Księgi Kapłańskiej (Kpł 19,18), prosto sformułowane zdanie, w którym wszystko jest jasne. Żydzi są jednak bardzo dociekliwi i w tym prostym zdaniu zaczęli doszukiwać się niejakich komplikacji. Owe trudności dotyczyły przede wszystkim określenia: „bliźni”. Kontekst bowiem Księgi Kapłańskiej wskazuje na to, że owym bliźnim jest Izraelita, syn Abrahama, ktoś należący do Narodu Wybranego; tym niemniej ów kontekst nie przesądza, czy bliźnim jest tylko Izraelita, tylko syn Abrahama, tylko ktoś należący do Narodu wybranego. I właśnie ów swego rodzaju brak precyzji Księgi Kapłańskiej był przyczyną dyskusji i sporów, do których nawiązywał Uczony w Prawie, zadając Jezusowi pytanie: „Kto jest moim bliźnim?” Jezus zapewne wiedział, że wielu żydowskich rabinów, bliźniego widziało tylko w synach Abrahama, a tym samym wszystkich pogan oraz odstępców od wiary — czyli Samarytan — nie uważali za bliźnich i zwalniali z obowiązku miłości do nich. Więcej nawet: niektórzy uczeni w Prawie zabraniali Żydom okazywania poganom i Samarytanom życzliwości i miłosierdzia. Biorąc to wszystko pod uwagę, Jezus dał charakterystyczną dla siebie odpowiedź na postawione przez Uczonego w Prawie pytanie.

Przypowieść (Łk 10,30)

Jezus nawiązując do tego rzekł…

Jezus na pytanie: „Kto jest moim bliźnim?” odpowiedział Przypowieścią o Miłosiernym Samarytaninie (Łk 10,30–37). W tej tak bardzo znanej Przypowieści, Chrystus polemizując z większością żydowskich uczonych, bliźniego widzi w każdym człowieku, bez względu na jego pochodzenie, religię czy obyczaje. Więcej nawet: bliźnim jest także wróg i nieprzyjaciel! Zanim jednak Jezus wraz z Uczonym w Prawie dojdzie do powyższych konkluzji, ukazuje nam w Przypowieści trzy postawy, które człowiek przyjmuje wobec człowieka.

Zbójcy, czyli mieć nienawiść do bliźniego swego
albo krótki traktat o Łotrach
(Łk 10,30)

Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko, że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli.

Od czasów Kaina, człowiek potrafi pragnąć zła dla drugiego człowieka i potrafi o to zło zabiegać. Innymi słowy, człowiek jest zdolny do nienawiści, a motywem jej może być pycha, zazdrość, lenistwo i tym podobne grzechy główne.

W Przypowieści o Miłosiernym Samarytaninie motorem, który popycha zbójców do nienawistnego wystąpienia przeciwko drugiemu człowiekowi, jest najprawdopodobniej chciwość, która powoduje, że złoczyńcy widzą w owym podróżującym do Jerycha nie bliźniego, lecz raczej sposobność do wzbogacenia się. Charakterystyczne. Człowiek ogarnięty nienawiścią „urzeczawia” tego, którego nienawidzi, widzi w nim „rzecz”, „obiekt”, „sposobność” — „coś” a nie „kogoś” — „coś”, dzięki czemu może się wzbogacić, osiągnąć władzę, udowodnić swą rację, albo uleczyć zranioną dumę. A to, że owo „coś”, dzięki czemu zbójca wzbogacił się, osiągnął władzę, czy udowodnił swoją rację, pobite, na pół umarłe leży na drodze — nie ma dla zbójcy najmniejszego znaczenia. Nie oglądając się za siebie, odchodzi.

Straszne, prawda? Zbójca jest wielkim łotrem. Ale spróbujmy być nieco przewrotni i zostawiając na chwilę leżącego na drodze człowieka idźmy za tym łotrem. Dlaczego? Ponieważ według nauki Pana Jezusa, zbójcy są też naszymi bliźnimi — bliźnimi, których mamy obowiązek kochać jak siebie samych. Czy jesteśmy w stanie przebaczyć łotrowi? Czy podamy mu rękę? Domagając się zaś kary dla łotra, pragniemy zemsty czy sprawiedliwości? A może nam się wydaje, że zemsta i sprawiedliwość są tożsame? I czy pamiętamy, że wolą Boga jest, by także i ten łotr, zbójca był zbawiony?

Kto jest moim bliźnim? — pytamy Jezusa.

A On odpowiada: „Bliźnim jest każdy człowiek, także ten zagubiony i ciężko grzeszący; także zbójca, łotr. Bo nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mt 9,12–13).

Kapłan i Lewita, czyli bardziej niż bliźniego, kochać siebie samego
albo krótki traktat o Egoistach
(Łk 10,31–32)

Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął.
Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął.


Obojętność kapłana i lewity jest porażająca.
Porażeni jesteśmy przede wszystkim tym, że ów kapłan i lewita nie pomagają swemu ziomkowi — bo jak z kontekstu Przypowieści wynika, napadnięty przez zbójców człowiek był Żydem, czyli na pewno — także według nauki żydowskich rabinów — bliźnim. Tym samym kapłan i lewita, nie udzielając pomocy poszkodowanemu, nie wypełnili przepisów Prawa, do czego szczególnie byli zobowiązani jako ci, którzy służyli Bogu w Świątyni i Narodowi Wybranemu. Ryba psuje się od głowy. Jeśli nawet kapłani i lewici nie przestrzegają przepisów Prawa, to co dopiero mówić o innych!

Ten fragment Przypowieści opowiadanej Żydom przez Jezusa, brzmiał pewnie w ich uszach jako najbardziej oburzający. I być może — chcąc bronić kapłana i lewitę — szukali usprawiedliwienia dla ich postępku. Usprawiedliwieniem mógł być pośpiech z jakim dążyli do spełnienia swych świątynnych, czy innych — równie ważnych — obowiązków. Poza tym, ów poraniony, leżący na drodze człowiek wyglądał na umarłego, z którym kontakt mógł skalać (zanieczyścić), a przez to uniemożliwić kapłanowi i lewicie wypełnienie ich świętych obowiązków.

To wszystko prawda. Tym niemniej jest faktem, że ów leżący na drodze Żyd był żyjącym bliźnim potrzebującym pomocy, a kapłan i lewita tej pomocy mu nie udzielili. Widzieli go, minęli, poszli dalej. Nie wiem jakimi ludźmi na co dzień byli ów kapłan i lewita, ale ich zachowanie wobec bliźniego na drodze do Jerycha można określić tylko w jeden sposób: podłość. Podłość jest dzieckiem egoizmu, który pozwala dostrzec Egoiście drugiego człowieka i jego potrzeby, ale nie widzi żadnego racjonalnego powodu, dla którego zaspokajanie owych potrzeb, ma się dokonywać kosztem (kosztem czasu, pieniędzy, przyjemności, sił itd.) Egoisty. Dlatego też Egoista jest porażająco obojętny wobec tego, co dzieje się z bliźnimi i — co jest charakterystyczne — zawsze znajdzie usprawiedliwienie dla swej postawy. Podłe? Podłe!

To o takich ludziach Jezus mówił: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny… Bo wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili.” (Mt 25,41–45)

Straszny wyrok wydał Pan Jezus na Egoistów. Ale zaraz, zaraz… Przecież zgodnie z nauką Chrystusa, owi Egoiści — kapłan, lewita i ilu ich tam jeszcze będzie — są naszymi bliźnimi: bliźnimi, których mamy obowiązek kochać jak siebie samych! Kochać podłego człowieka? No tak, kochać trzeba, ale lepiej nie mieć z nim nic wspólnego! Jeszcze mnie przekabaci, albo zgorszy. Dzięki Ci Boże, że jestem na tyle silny, by nie myśleć jak egoista tylko o sobie: staram się pomagać potrzebującym, łożę na CARITAS, a dla maturzystów udzielam przy parafii bezpłatnych korepetycji. Nie postępuję podle, tak jak inni, na przykład mój szwagier, który chociaż mógł, nie udzielił mi pożyczki, a miałem wtedy nóż na gardle…

A celnik (egoista, szwagier, kapłan, lewita, itd.) stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. (Łk 18, 9–14) Nie brak w świecie Egoistów. Nie brak w świecie podłych ludzi.

Kto jest moim bliźnim? — pytamy Jezusa.

A On odpowiada: „Bliźnim jest każdy człowiek, także ten myślący tylko o sobie, także ten, wobec którego tak łatwo ulec pokusie pogardy i potępienia. Powiadam wam: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na niego kamień.” (J 8,7)

Samarytanin, czyli kochać bliźniego jak siebie samego
albo krótki traktat o Prawdziwych Chrześcijanach
(Łk 10, 33–35)

Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go.
Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał.”


Żydzi uważali Samarytan za wrogów i fałszerzy prawdziwej wiary. Nienawidzili ich. Samarytanie odpłacali pięknym za nadobne: nienawidzili Żydów. I oto, wbrew nienawiści, Samarytanin pomaga Żydowi. Niepojęte. Niepojęte dla słuchaczy Pana Jezusa, którzy po pierwsze żyli w przeświadczeniu, że Samarytanie nie są zdolni do jakichkolwiek dobrych czynów, a po drugie nie mogli doszukać się powodu, dla którego Samarytanin, kosztem czasu i pieniędzy pomógł człowiekowi, którego powinien nienawidzić. Dlaczego pomógł? Kapłan i lewita nie pomogli, a ten podobny do psa Samarytanin pomógł? Dlaczego?

Miłosierny Samarytanin jest typem Prawdziwego Chrześcijanina, który w każdym człowieku widzi bliźniego, bez względu na religię owego człowieka, jego narodową przynależność, obyczaje, którym hołduje, itd. Prawdziwy Chrześcijanin widzi bliźniego także w człowieku, do którego nie czuje sympatii, który jest jego wrogiem, nieprzyjacielem, krzywdzicielem. Wszystkich tych ludzi traktuje jak bliźnich, bo we wszystkich tych ludziach stara się dostrzec Chrystusa. To o Prawdziwych Chrześcijanach Jezus powiedział: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.” (Mt 25,34–40)

Wynika z tego, że miłość do bliźniego jest miłością do Chrystusa.

To wszystko jest jednak bardzo trudne. Mam kochać tych, których nie lubię? Albo tych którzy mnie skrzywdzili? Albo tych, którzy są moimi konkurentami? Przecież to niemożliwe! Czy naprawdę ci wszyscy ludzie są moimi bliźnimi? — pytamy Jezusa.
A On odpowiada: „Naprawdę! Każdego człowieka możesz otoczyć miłością, bo nie domagam się od ciebie byś tych ludzi lubił, lecz byś ich kochał, to znaczy pragnął dla nich dobra i o to dobro dla nich zabiegał. Zaprawdę powiadam Ci: Wszystko co byś chciał, żeby tobie ludzie czynili, i ty im czyń! (Mt 7, 12)

Wezwanie (Łk 10,36–37)

„Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?”
On odpowiedział: „Ten, który mu okazał miłosierdzie.”
Jezus mu rzekł: „Idź, i ty czyń podobnie!”


W ten sposób dotarliśmy do konkluzji: bliźnim naszym jest każdy człowiek; miłosierdzie należy okazywać wszystkim, także wrogom i nieprzyjaciołom — tak jak to uczynił Samarytanin. Idźcie i czyńcie podobnie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny (Łk 6,27–28.36)

Jezus, czyli kochać bliźniego bardziej niż siebie samego
albo krótki traktat o Bohaterach
(Łk 23,44–46)

Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego.”
Po tych słowach wyzionął ducha.


Postawa Miłosiernego Samarytanina winna być postawą każdego chrześcijanina. Jesteśmy do tego zobowiązani by kochać bliźniego jak siebie samego. Samarytanin pokazał nam, na czym taka miłość — konieczna, by osiągnąć zbawienie — polega.
Pan Jezus pokazuje nam jeszcze więcej. Poza miłością konieczną, pokazuje nam miłość heroiczną. Na czym ona polega?
Wróćmy do początku.

Kto jest moim bliźnim? — pytamy Jezusa.

I Jezus nam odpowiedział, wskazując na wszystkich ludzi.

Spróbujmy teraz to pytanie zadać nieco inaczej: Panie Jezu, a dla Ciebie? Kto dla Ciebie jest bliźnim?

I Jezus odpowiada. Odpowiada Swoją śmiercią na Krzyżu. Bo dla Niego bliźnim jest każdy, za kogo warto umrzeć, by ów ktoś mógł żyć — żyć wiecznie. A nie ma takiego człowieka, za którego Chrystus nie chciałby umrzeć — nawet jeśli ów człowiek jest łotrem, czy egoistą. I właśnie dlatego, że ów łotr i egoista ciągle się w nas odzywa, Bóg okazuje nam Swoją Miłość przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli grzesznikami (Rz 5,8) — kochając nas bardziej, niż siebie samego.

ks. Rafał Krakowiak
http://www.katolik.pl/kto-jest-moim-bliznim-,22723,416,cz.html?s=1
 

avatar użytkownika intix

5. Ciche wołanie o pokój


Proboszcz parafii pw. Narodzenia NMP w Siemysłowie ks. Piotr Bałtarowicz wystosował petycję do 57 głów państw świata w sprawie uwolnienia Mary Wagner. Osobiście, co do interwencji tych polityków, nie mam specjalnych złudzeń. Byłoby zjawiskiem nadzwyczajnym, gdyby choć kilku z nich zareagowało na ten apel. Ale jak wiemy, zjawiska nadzwyczajne się zdarzają…

Liczę za to bardzo na ludzi dobrej woli. To właśnie ich modlitwa może sprawić, że petycja ks. Piotra zostanie zauważona i wzbudzi w kilku z tych osób refleksję.

Nie oszukujmy się, jeżeli chodzi o przywódców państw europejskich i północnoamerykańskich, czyli tzw. państw rozwiniętych, to są to ludzie, którzy przestali się odwoływać do prawa każdego człowieka do życia i do wolności słowa. Prześladowania ludzi sumienia to jest to, co nie tylko nie spotyka się z ich reakcją, ale także jest w jakiś sposób dozwolone i usprawiedliwiane. Nie jest tajemnicą to, że dla prezydenta Stanów Zjednoczonych aborcja jest podstawowym prawem człowieka. Nie mam więc złudzeń co do poglądów, które reprezentują światowi przywódcy.

Wierzę jednak, że sytuacje nadzwyczajne, które wielu z nas uważa za cuda, się zdarzają. Jestem przekonany, że ks. Piotr Bałtarowicz podparł ten apel modlitwą wielu ludzi. A wierzę, że każda modlitwa w sprawie tak ważnej jak obrona życia jest wysłuchana. Człowiek sam z siebie nic nie może, ale szczere działanie, które zostanie podparte gorącą modlitwą ludzi sumienia, sprawi, że wśród światowych przywódców narodzi się wola zmiany podejścia do kwestii obrony życia. Wierzę, że kiedyś zrozumieją, że tacy ludzie jak Mary Wagner są nadzieją naszej cywilizacji, a przede wszystkim dla wspólnot, za które także oni są odpowiedzialni.

Na naszym krajowym podwórku Sejm ustanowił rok 2015 czasem poświęconym św. Janowi Pawłowi II. Wydawać by się mogło, że politycy większą uwagę przyłożą do kwestii ochrony życia. Styczeń niestety pokazuje, że to jest pustosłowie. Zauważmy, że Sejm obwieszcza rok Jana Pawła II, a władza, która jest przez parlament legitymizowana, wprowadza mordercze pigułki. Do naszych codziennych intencji powinniśmy dołożyć prośbę o mniejszą ilość hipokryzji w pracy naszych polityków.

Święty Jan Paweł II błagał świat o pokój. Mary Wagner odpowiada na to wołanie. Przypomnijmy sobie słowa Matki Teresy z Kalkuty, która powiedziała:

„Jeśli matka może zabić swoje dziecko, cóż powstrzyma ciebie i mnie, ażebyśmy nie pozabijali się nawzajem”.

Jeżeli komuś zależy na pokoju, powinien pierwszy wstać i powiedzieć „NIE” morowaniu najsłabszych. Przyzwolenie na to, że będzie się zabijało najsłabszych, skutkować będzie tym, że ludzie coraz bardziej zaczną sobą gardzić i rozpocznie się zabijanie tylko dlatego, że drugi człowiek w ich mniemaniu będzie rzeczą. Już wiemy, skąd na świecie tyle wojen? Dlaczego jesteśmy daleko od światowego pokoju?

Mariusz Dzierżawski
Autor jest członkiem Fundacji PRO - Prawo do Życia.

(podkr. tekstu - moje)
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/125319,ciche-wolanie-o-pokoj.html
***
Czytaj też:

>Przyzwalając na aborcję, unicestwiamy świat

***
>Petycja w obronie Mary Wagner

a także:

>
Zaprotestuj przeciwko legalizacji aborcji farmakologicznej w Polsce!
>
Sprzeciw wobec udostępniania aborcyjnych pigułek

http://blogmedia24.pl/node/68317#comment-333264






avatar użytkownika intix

6. Gdy trudno kochać...

Im bardziej błądzi ten, kogo kochamy, tym większe jest ryzyko, że pomylimy miłość z naiwnością lub że przestaniemy kochać. Jezus uczy nas kochać mądrze tych, których kochać najtrudniej.
 
W przypowieści o synu marnotrawnym Jezus ukazuje zasady miłości wobec ludzi, którzy przestają kochać i opuszczają nas (por. Łk 15, 11-32). Punkt wyjścia jest radosny: oto ojciec – symbol Boga – ma dwóch synów, których kocha, wychowuje, uczy pracować. Którego dnia młodszy syn odchodzi, bo uwierzył, że poza domem rodzicielskim będzie mu lepiej. Ma własny pomysł na bycie szczęśliwym. Chce być szczęśliwym lekko, łatwo i przyjemnie – bez wysiłku, bez pracy, bez miłości. Jego postawa nas smuci, ale nie zaskakuje. To kolejny „postępowy” i „nowoczesny” człowiek, czyli ktoś, kto powtarza archaiczne błędy, popełnione już przez Adama i Ewę. Zaskoczeniem może być natomiast to, że ojciec jakby nie próbował zatrzymać syna. W rzeczywistości uczynił wszystko, by syn nie odszedł, gdyż kochał syna. Gdy kogoś kochamy, to czynimy wszystko, by nasi bliscy nie zeszli na złą drogę. Syn wiedział, że jest kochany, bo nie miał ojcu niczego do zarzucenia.
 
Daleko od krainy miłości
 
Gdy – mimo doznawanej od nas miłości – ktoś z naszych bliskich wchodzi na drogę przekleństwa i śmierci, to nie możemy wtedy uczynić nic więcej, niż nadal kochać. W odniesieniu do osób nie istnieje przecież żadna większa siła niż miłość! Błaganie błądzącego o litość czy straszenie go to znacznie mniej niż miłość. Jeśli ktoś nie reaguje na naszą miłość, to tym bardziej nie zmienimy tej osoby błaganiami czy groźbami. Marnotrawny syn opuszcza rodzinny dom, w którym był kochany. Odtąd żyje na zasadzie: wino, kobiety i śpiew. Szybko jednak zaczyna cierpieć. Przekonuje się, że szuka szczęścia tam, gdzie go nie można znaleźć. W obliczu głodu i osamotnienia, godzi się na to, że będzie pastuchem świń. Walczy o przetrwanie. Odchodząc od kochającego ojca, łudził się, że idzie do ziemi obiecanej. W rzeczywistości zgotował sobie piekło na ziemi.
 
W obliczu bolesnej próby
 

Zwykle nie wiemy, jak postępować wobec tych, którzy drastycznie krzywdzą samych siebie, popadając w ciężkie grzechy, uzależnienia, niszczące więzi. Nie mamy pomysłu na to, jak pomóc błądzącemu i w jaki sposób okazywać mu miłość. Trudno jest kochać kogoś, kto nie kocha nawet samego siebie. Większość bliskich popada wtedy w skrajności. U jednych zwycięża rozżalenie, gniew, nienawiść wobec błądzącego. Wycofują oni miłość i przekreślają tego, kto odszedł. Nawet gdyby któregoś dnia błądzący nawrócił się, to nie ma do kogo wrócić. Inni usprawiedliwiają błądzącego za wszelką cenę i stają się wobec niego skrajnie naiwni. Wymyślają tysiące okoliczności „łagodzących”. Czynią wszystko, aby błądzący nie cierpiał. Budują mu komfort trwania w grzechu i dręczenia samego siebie. Ojciec z przypowieści nie wpada w żadną z tych skrajności. Nie przekreśla błądzącego. Wysyła mu znaki miłości. Wychodzi na drogę. Czeka. Daje znaki, że syn nadal jest środkiem jego serca. Jednak nie czyni niczego więcej. Nie kieruje się uczuciami. Nie idzie do syna. Nie posyła mu paczek ani pieniędzy.
 
Ponoszenie bolesnych konsekwencji własnych błędów
stwarza błądzącemu szansę na refleksję i uznanie prawdy.
Otwiera oczy. Mobilizuje do nawrócenia
 
Wrażliwi tylko na własne cierpienie
 
Ojciec nie tylko kocha, ale też rozumie swojego syna. Wie, że kto radykalnie błądzi, ten przestaje być wrażliwy na miłość i cierpienie Boga i ludzi. Pozostaje jednak wrażliwy na swoje własne cierpienie. Kto nie uczy się sztuki życia w oparciu o miłość, temu pozostaje ostatnia już deska ratunku, jaką jest ponoszenie bolesnych konsekwencji popełnianych przez siebie błędów. Ojciec z przypowieści Jezusa nie odbiera marnotrawnemu synowi tej ostatniej deski ratunku. Nie okrada go z cierpienia. Wie, że z własnego bólu nie kpi sobie nawet ten, kto kpi z Boga i bliźnich. Marnotrawny syn zachowa szansę na ocalenie wtedy, gdy osobiście zacznie cierpieć. Ponoszenie bolesnych konsekwencji własnych błędów stwarza błądzącemu szansę na refleksję i uznanie prawdy. Otwiera oczy. Uczy odróżniać dobro od zła. Mobilizuje do nawrócenia. Marnotrawny syn wykorzystuje cierpienie, które jest ostatnią deską ratunku dla tych, którzy nie reagują na miłość.
 
Syn powracający
 
Na skutek osobistego cierpienia i mądrej miłości ojca syn marnotrawny nawraca się w radykalny sposób. Wraca nie dlatego, że jest głodny (wtedy zdecydowałby się raczej kraść, niż wrócić), lecz dlatego, iż odtąd wie, że lepiej jest być choćby sługą u kochającego ojca niż pozostawać niewolnikiem tego świata i własnych słabości. Nie jest łatwo powrócić, gdy ktoś daleko odszedł od miłości, prawdy, dobra i piękna, od Boga i bliskich. Nie jest łatwo powiedzieć: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw tobie i przeciw Bogu”. Powracający syn zasługuje na wielki szacunek. Czy jednak ojciec nie powinien uprzedzić syna i wcześniej do niego pojechać, żeby w ten sposób ułatwić mu refleksję i powrót? Taka postawa ojca nie byłaby miłością, lecz naiwnością. Gdyby ojciec pojechał do błądzącego syna, gdyby go odnalazł i nakarmił, gdyby przywiózł mu nowe ubrania i dał mu pieniądze, to marnotrawny jeszcze wtedy syn najpierw by się szczerze ucieszył i wzruszył. Za chwilę jednak poszedłby grzeszyć – tym razem za pieniądze ojca, bo swoich już nie miał.

Niespodziewane święto
 

Powracający grzesznik nie wierzy, że ojciec znowu przyjmie go jak syna. Aspiruje już tylko do tego, by być u ojca jednym z wielu najemników. Ze zdumieniem odkrywa, że spotkanie z ojcem zamienia się w święto. Spowiedź potrzebna jest synowi, a nie ojcu. Ojciec nie wypomina synowi popełnionych grzechów. Nie opowiada o tym, jak długo wychodził na drogę i jak bardzo cierpiał. Przeciwnie, w nieopisanej radości wzrusza się, bo oto ocalił się jego ukochany syn! Wręcza mu szaty i pierścień, czyli znaki odzyskanej godności. Marnotrawny dotąd syn nie ma już złej przeszłości. Odtąd ma jedynie dobrą teraźniejszość! Kto powraca do Boga, ten odzyskuje wszystko, co wcześniej stracił. O nieodwołalnej miłości ojca syn przekonuje się wtedy, gdy powraca. Dopiero teraz odkrywa, że ojciec nigdy nie przestał go kochać, że codziennie żył nadzieją, iż syn zastanowi się, wróci i ocali. Dopiero teraz błądzący rozumie, że ojciec kocha go nie tylko nieodwołalnie, ale i mądrze! Już wie, że gdyby ojciec uległ odruchowi współczucia i próbował chronić go przed konsekwencjami grzechów, to on nie zastanowiłby się i pozostałby synem zatracenia. Trwałby w grzechu tak długo, aż by umarł.
 
Błądzący oczekuje naszej naiwności
 
Dopóki syn błądził, dopóty miał żal i pretensje nie do siebie, lecz do ojca. Oczekiwał od niego paczek żywnościowych, pieniędzy, naiwności. Gdy znajomi mówili mu, że ojciec wychodzi na drogę i czeka na jego powrót, to albo w to nie wierzył, albo myślał, że ojciec czyni to jedynie dla oka ludzkiego. Im bowiem dojrzalej okazujemy miłość człowiekowi, który błądzi, tym bardziej nie rozumie on naszej miłości i twierdzi, że nie umiemy go kochać. Nie próbujmy udowadniać temu, kto krzywdzi siebie i innych, że go kochamy. Człowiek w kryzysie nie oczekuje od nas miłości, lecz naiwności. Chce naszych pieniędzy. Chce, byśmy uwierzyli w jego kolejne przyrzeczenie poprawy. Chce, byśmy nie wzywali policji, gdy nas okrada czy podnosi na nas rękę. Ktoś taki może zrozumieć naszą miłość jedynie wtedy, gdy się radykalnie nawróci i ani sekundy wcześniej.
 
Możliwe inne zakończenie
 
Przypowieść o mądrze kochającym ojcu i powracającym synu to historia moja i twoja. To opowieść o spotkaniu dwóch wolności i dwóch miłości: Bożej i ludzkiej. Jezus mógłby nadać inne zakończenie tej przypowieści. Każdy z nas zna historie błądzących, którzy nie zastanowili się i nie powrócili ani do Boga, ani do bliskich. Czasami ktoś nie powraca, mimo że Bóg i że Boży ludzie kochają go bezwarunkowo i mądrze. Niektórzy nie wracają nawet wtedy, gdy kochamy ich wręcz heroicznie. Czy możemy sądzić, że w tego typu przypadkach Bóg i ludzie kochali zbyt mało, by błądzący mógł powrócić? Odpowiedź brzmi: nie! Ani Bóg, ani krewni czy przyjaciele nie mogą uratować błądzącego człowieka wbrew jego woli. Gdy kierujemy się zasadami miłości, jakie Jezus wyjaśnia nam w swojej przypowieści, to nie mamy pewności, czy ten, którego w taki właśnie sposób kochamy, przestanie błądzić i czy powróci. Możemy być natomiast pewni, że czynimy wszystko, by kochany przez nas człowiek zastanowił się i mógł wrócić. Nie jesteśmy ani naiwni, ani okrutni. Nie wmawiamy sobie, że potrafimy kochać mądrzej i bardziej ofiarnie niż sam Bóg. Stwórca okazuje nam przebaczenie za każdym razem, gdy się nawracamy, lecz nie wcześniej, gdyż nie myli miłości z naiwnością czy z tolerowaniem zła.
 
A jeśli błądzący nie wróci?
 
Jeśli błądzący nie korzysta z nieodwołalnej i mądrej miłości Boga, jeśli nadal błądzi i grzeszy, jeśli w tym dramatycznym stanie umiera, to nawet wtedy możemy zachować dla niego nadzieję zbawienia. My widzimy tylko zewnętrzne zachowania błądzącego człowieka. Nie znamy w pełni jego historii, jego wychowania, stanu jego serca. Nie wiemy wszystkiego o wysiłkach, jakie podejmował w walce z własną słabością i z negatywnymi uwarunkowaniami środowiska, w którym przyszło mu żyć. Nie znamy do końca ceny, jaką płacił za swoje błędy i grzechy. Jedynie Bóg zna te wszystkie uwarunkowania i serce błądzącego człowieka. To właśnie dlatego Kościół nigdy nie ogłosi, że dana osoba jest w piekle. W procesie umierania każdy z nas otrzymuje jeszcze jedną – tym razem już ostatnią – szansę na powrót do Boga i do życia w miłości. Dwa tysiące lat temu był pewien ukrzyżowany złoczyńca, który skorzystał z takiej właśnie szansy, wpatrując się w Ukrzyżowanego Boga-Człowieka. O innych podobnych historiach Syn Boży będzie nam opowiadał przez całą wieczność.
Możemy z mocną nadzieją modlić się o zbawienie również tych, którzy w doczesności do nas nie powrócili.
 
ks. Marek Dziewiecki
Idziemy nr 46 (478)
http://www.katolik.pl/gdy-trudno-kochac---,24554,416,cz.html

avatar użytkownika gość z drogi

7. Droga Intix :)

"Im bardziej błądzi ten, kogo kochamy, tym większe jest ryzyko, że pomylimy miłość z naiwnością lub że przestaniemy kochać. Jezus uczy nas kochać mądrze tych, których kochać najtrudniej."

serdeczne pozdrowienia z drogi i dzięki za Pamięc o Panu Michale...:)
pozdr

gość z drogi

avatar użytkownika intix

8. Droga Zofio...:)

Pamięć o Panu Michale...
Pod tym wpisem to Ty, Zosieńko...:) przywołałaś pamięć o Panu Michale... i tym razem ja Tobie dziękuję...
Dziękujmy też za wszystko Panu Bogu...  także za to, że nasze życiowe drogi połączyły się... również z drogą Pana Michała... że było nam dane przez krótki odcinek życia przebywać razem...
Dziś... Modlitwa za Niego... i pamięć... a także możemy wracać do Archiwum, które nam zostawił...
Pozwolę sobie podpiąć tu >Wpis, pod którym - w dyskusji - przywołałam wypowiedź ś.p. Pana Michała... do czego nawiązujesz Zofio Droga... aby po upływie czasu, wchodząc do tego wpisu pod którym rozmawiamy, aby była zrozumiana Twoja tu wypowiedź...


***
...Jezus uczy nas kochać mądrze tych, których kochać najtrudniej...

Tak... Pan Jezus nas uczy...
Trzeba być w nieustającej komunii z Panem Bogiem...
W tej naszej rozmowie pozwolę sobie podłączyć jeszcze do tego wpisu:

>Miłość bliźniego warunkiem bliskości Boga, Iz 58

***
Dziękuję Ci, Zofio Droga... za przywołanie tego wpisu i za kolejną naszą rozmowę...:)
Pozdrawiam serdecznie...:)

avatar użytkownika Morsik

9. Tak było w prehistorii...

...a my kultywując to dla własnej wygody doprowadziliśmy do tego, że za naszym pozwoleniem i przy naszej modlitwie brudasy obcięli głowy naszym braciom i to sfilmowali i nam to pokazali, żebyśmy ich ze wszech miar miłowali.

Modlę się za tych, którzy tych brudasów wyrżną w pień nie patrząc na starodawne dzieje. Za nich się będę modlił, a Bóg im wybaczy, bo jest miłosierny...

Jeśli się będziemy bez przerwy tylko modlić, to doprowadzimy do tego, że przyjdą do nas i nam łby poucinają.

Miłosierdzie zostawmy Bogu, a my brońmy siebie i naszych Braci czynem.

 Niechlubny udział każdy ma: ten, który milczy, ten, który klaszcze...

avatar użytkownika gość z drogi

10. Droga @Inix

zawsze z wielkim wzruszeniem wspominam nasze wspólne rozmowy i ten wspaniały wspólnie spędzony Czas przy klawiaturze To był naprawdę piękny Rozdział Zycia,a moze kolejny Przystanek na Drodze...:)
To dzięki Panu Michałowi Was poznałam a dzisiaj każdy dzień zaczynam modlitwą za Jego duszę....:)
nocne serdeczności i Dobrego Niedzielnego Dnia Tobie i Czytającym i Piszącym :)

gość z drogi

avatar użytkownika intix

11. Załączam do tego wpisu...


Słowo Boże na dziś...

oraz

Rozważania...

***
...Módlmy się za bliźniego swego,
o skruszenie serca zatwardziałego,
aby z własnej woli chciał je otworzyć,
aby Jezus Chrystus mógł je... Uzdrowić...

Módlmy się za bliźniego swego
aby pokochał Boga... i swego bliźniego...
Módlmy się za bliźniego i za nas samych
abyśmy od Boga się nie oddalali…


***
Wiara Nadzieja Miłość... Wszystkim...
intix...:)

avatar użytkownika Rena Starska

12. Droga Intix,

Dzisiaj spotkałam w wielkiej sieci tę oto fotografię:



avatar użytkownika intix

13. Witaj Droga Reno...

Módlmy się za bliźniego i za nas samych...
Prośmy pokornie aby Miłosierny Bóg zmiłował się nad nami i nad całym światem...

***
Pozdrawiam Cię serdecznie...