Polski strajk inteligencji

avatar użytkownika igorczajka

Istnieje takie pojęcie jak "włoski strajk". Oznacza ono, jak wiadomo, bardzo dokładne wykonywanie wszystkich przewidzianych procedurą czynności. Okazuje się wtedy, że nic się nie da załatwić, nie da się zrealizować żadnego zadania, jeśli procedury są przestrzegane co do najdrobniejszego punktu.

Demaskowany nazwą tego pojęcia region Europy nie wydaje się przypadkowy. Jak wiadomo, w kraju tym, po latach rządów faszystów, czyli narodowych socjalistów, nastały długie lata rządów internacjonalistycznych socjalistów, czyli komunistów. Socjalizm zaś, jak powszechnie wiadomo, dąży do szczęścia ludzkości poprzez nadawanie poddanym coraz większego zakresu praw, regulowanych niekończącą się liczbą przepisów. Prawo rozszerzane i obwarowywane coraz liczniejszymi zastrzeżeniami przestaje być w efekcie czynnikiem porządkującym rzeczywistość, a zaczyna być czynnikiem będącym dodatkowym źródłem chaosu. Ludzie jakoś starają sobie radzić z pozbawionymi sensu absurdalnymi okolicznościami, ale po przekroczeniu pewnego punktu krytycznego wkurzają się i nie łamiąc prawa, lecz respektując je do szpiku, unieruchamiają całą machinę. Bardzo to inteligentna forma protestu przeciwko władzy absurdu.

Mam wrażenie, że ostatnio stosowana jest jakaś polska odmiana strajku włoskiego. Doprowadzamy pewne sprawy do absurdu, być może by przywrócić im właściwą wagę. Być może zatem zamiast oburzać się na niektórych nadgorliwość (która jest jak wiadomo gorsza od faszyzmu), powinniśmy docenić inteligencję Polaków, którzy buntują się wobec unifikujących (poprzez anihilację jakiegokolwiek sensu) działań decydentów, ukrytych za plecami oficjalnych władz i testujących granice tolerancji społeczeństwa na ich totalizujące zapędy.

Otwarty bunt jest niemożliwy, bo przecież kredyty do spłacenia, nawet jeśli nie swoje, to najbliższej rodziny, skomplikowane i zbyt głębokie układy najróżniejszych zależności bynajmniej nie czarno-białego świata. Jak w tej sytuacji zaprotestować? Po włosku! Ośmieszyć propagandę i nieformalną cenzurę, skazującą nieprawomyślnych na zawodową banicję (jak to było w przypadku np. Mariusza Bulskiego) albo wręcz na długoterminowy areszt bez uzasadnienia (jak to jest w przypadku Piotra Staruchowicza). Zastosować się do wytycznych systemu, ale aż do "bulu", by skompromitować polityczną "poprawność" wymuszoną uwikłaniem w życie.

Jak można inaczej potraktować puszczonego w obieg mema o lesbijstwie Marii Konopnickiej, która dzięki temu jest rzekomo ikoną ruchu LGBT? Janda odruchowo zdrowo zareagowała śmiechem pytając "a co mnie obchodzi, z kim Konopnicka sypiała?" Ja zaś zacząłem się zastanawiać, kogo okrzykną patronem dłubiących w nosie, a kogo ikoną wyjadaczy miodu z uszu? Są przecież tacy, którzy to robią, ale w ukryciu, a przecież nie powinni się tego wstydzić, bo co jest wstydliwego w konsumpcji wydzielin własnego ciała?

Innym przykładem celowej (bo jakiejże innej?) kompromitacji jest młody Maciek Stuhr, twierdzący, że "Przywiązywaliśmy dzieci pod Cedynią jako tarcze i to jest super. To jest najlepsze, co Polskę spotkało." Przecież nie jest to człowiek, który kończył szkołę po ostatniej reformie oświaty, która to reforma niemalże usunęła nauczanie historii!

Kolejną sprawą wpisującą się w ten nurt demaskatorskich działań jest żądanie od wydawcy książki Gadowskiego "Wieża komunistów" usunięcia z okładki wizerunku Pałacu Kultury. Przypomina to trochę dowcip, w którym człowiek krzyczący, że premier jest głupi, został aresztowany pod zarzutem ujawnienia tajemnicy państwowej. Przecież na tej okładce jest artystyczna wizja artysty, zaś wątek tego obrazu pojawia się w książce wielokrotnie będąc pretekstem do tytułu samej książki. Pałac wpisany w różne dodatkowe budowle jest jedynie częścią wielkiej współczesnej wieży Babel. Jego otoczenie w niczym nie przypomina realnego warszawskiego PKiN. Ale nawet traktując tę wizję jak podobiznę realnego PKiN, to jest on przecież kopią wielu podobnych pałaców w różnych sowieckich miastach i nie jest niczym oryginalnym. Ale nawet gdyby był, to czy wizerunek budynku w centrum miasta może być obiektem restrykcji prawnych? A może Zakopane powinno wydawać zgody na wykorzystanie wizerunku Giewontu?

W tym kontekście też staram się rozumieć deklarację Mariana Opani, który odrzuca propozycję zagrania w filmie Antoniego Krauzego "z powodów politycznych", stwierdzając, że nie jest zwolennikiem PiS ani braci Kaczyńskich. Gdyby potraktować zadeklarowane powody poważnie, byłby to dobry pretekst do zupełnie nowego spojrzenia na dorobek tego aktora. Interpretacja takich filmów jak "Człowiek z żelaza" czy "Sauna" zyskałaby dodatkowe możliwości. Okazałoby się że grane przez Opanię postacie ubeka czy sowieckiego dygnitarza nie są jedynie przejawem genialnej roli aktorskiej, ale że role te stanowią coś w rodzaju ideowego manifestu tego wybitnego aktora. To byłby ciekawy przyczynek do dyskusji o wymowie całego filmu.

Nie wiem jakie są rzeczywiste intencje poszczególnych osób, ale intuicja podpowiada mi, by nie traktować tych zjawisk zbyt poważnie. Polacy zawsze na przykręcanie śruby reagują śmiechem i chcę wierzyć, że polska inteligencja także w tym momencie objawia się absurdalnym humorem rodem z Monty Pythona. Nie zmienia to faktu, że diagnoza obecnej sytuacji płynąca z powyższych konstatacji jest dosyć smutna, skoro zmusza praktycznie wszystkich do eskapizmu. Jednych w absurdalny humor rodem z filmów Barei, innych (jak ostatnio Agnieszkę Chylińską) w świat dziecięcych baśni. Czy gdzieś już tak kiedyś nie było? A podobno "nic dwa razy się nie zdarza"...

Tekst pierwotnie opublikowany na portalu wNas.pl

1 komentarz

avatar użytkownika Maryla

1. A podobno "nic dwa razy się nie zdarza"...


Towarzysze artyści z ZASP mają trupy w szafie! Sami się przyznali.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl