ŻYDZI NA KRESACH

avatar użytkownika aleksander szumanski

ŻYDZI NA KRESACH

 

Druga wojna światowa zadała straszny cios narodowi polskiemu i jego kulturze. Zadała również straszny cios Żydom - narodowi rozproszonemu, wtedy bez ojczyzny, którego liczne europejskie skupiska znajdowały się na Węgrzech, w Holandii, Francji, Czechach, ZSRS, a najliczniejsze chyba w Polsce.

Żydzi kresowi byli społecznością o specyficznym obliczu. Zaludniali gęsto kresowe miasteczka, będąc tam niejednokrotnie nie mniejszością a większością. Tak było w Brodach (woj. tarnopolskie), gdzie na podstawie pierwszego powszechnego spisu ludności z dn. 30. IX. 1921 roku mieszkało 2340 Polaków i 7202 Żydów. To właśnie w Brodach na przełomie XIX i XX wieku powstał żydowski ruch oświeceniowy - Hascala. Stworzyła go grupa chasydów propagująca program życia zgodnego z Dekalogiem, nie spętanego ostrymi wymaganiami religijnego dogmatyzmu, lojalnie i życzliwie współpracującego z narodem, wśród którego Żydom wypadło żyć.

Słynni byli XVIII i XIX-wieczni cadykowie z Kresów -przywódcy wspólnot chasydzkich i ich opowieści. Odeszli dawno do Boga-Jahwe Dow Ber z Międzyrzecza na Wołyniu, Jechel Michał ze Złoczowa, Icchak z Drohobycza, Pin-chas z Korca, Lejb z Równego, Cwi Hirsz z Żydaczowa. Rabbi Szalom ur. w 1779 r. w Brodach utrzymywał w Bełżcu grono uczniów i głosił, że praktyki religijne należy pełnić w nastroju radosnym, a w sposobie życia zalecał powściągliwość i skromność.

W "Deklaracji II Soboru Watykańskiego o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich" religia mojżeszowa została podkreślona ze względu na starotestamentalne korzenie wiary chrześcijańskiej, bo "skoro tak wielkie jest dziedzictwo duchowe wspólne chrześcijanom i Żydom, święty Sobór pragnie ożywić i zalecić obustronne poznanie się i poszanowanie."

Los Żydów polskich, których obłędne niemieckie ludobójstwo zmiotło właściwie z obszaru okupowanej Polski, budził uczucia jednoznacznego sprzeciwu wobec tej zbrodni i na uczuciu się nie kończyło. Nie będę tu przypominał - a może jednak warto - że tylko w okupowanej Polsce za pomoc i ukrywanie Żydów wisiał nad każdym Polakiem wyrok śmierci, że działała Żegota, a w ogrodzie Yad Vashem w Jerozolimie jest najwięcej tabliczek z nazwiskami Polaków, którzy uratowali Żydów. Więc boli mnie, kiedy słyszę o antysemityźmie towarzyszącym podobno naszemu życiu publicznemu i prywatnemu. Dezaprobata czy domaganie się sprawiedliwej oceny ludzi, których postawa etyczna równa była zeru i spowodowała krzywdy i szkody jednostkowe czy społeczne, dotyczyć powinna każdego bez względu na narodowość (w SB i UB byli, niestety, także Polacy, nie tylko Żydzi). Komuś jednak zależy na tym, żeby wbijać w świadomość Polaków w III RP, że są antysemitami, ba, że wysysają go z mlekiem matki.

Jeżeli to oskarżenie, nie udokumentowane przecież w naszej barwnej i szarej rzeczywistości, wysuwają ludzie skądinąd zasłużeni, o znanych biografiach, których poziom intelektualny powinien obligować do obiektywnych sądów, zwłaszcza w sprawie mogącej wywołać kolosalne emocje, to budzą się uzasadnione odruchy obronne. 16 maja w telewizyjnej "Panoramie" prezenterzy oskarżali Polaków, a zwłaszcza kler polski, o antysemityzm, wymieniając z niesmakiem dwa nazwiska kapłanów i "rozmnażając" ich w liczbie mnogiej. A propos kleru. Co takiego np. uczynili kresowi kapłani podczas zbrodniczej eksterminacji Żydów w czasie okupacji niemieckiej Wileńszczyzny

i Małopolski Wschodniej? Oto kilkanaście naprędce zebranych przykładów "antysemityzmu".

 

Archidiecezja wileńska.

 

W Wilnie metryki chrztu wydawali obywatelom polskim narodowości żydowskiej ksiądz Romuald Żwierkowski, ks- prof. Ignacy Swirski, ks. Michał Sopoćko - kierując niektórych na wieś do polskich chłopów, gdzie szczęśliwie ocaleli. Ksiądz Swierkowski, który sam Żydów ukrywał, został aresztowany i rozstrzelany 5 maja 1942 roku razem z Żydami w Ponarach.

Wśród ocalonych przez ks. Sopoćkę byli dr  Steinberg z żoną, dr Erdman z żoną i córką, dr Juliusz Genzel z żoną. Niebywałą odwagą odznaczył się proboszcz parafii św. Teresy w Wilnie (tej Ostrobramskiej) ksiądz Andrzej Gdowski, który kilku Żydów ukrył po prostu na terenie słynnej kaplicy. U proboszcza w Nowej Wilejce, ks.  Miłkowskiego, ukrywał się jakiś czas Oswald Rufeisen - dziś słynny karmelita w Izraelu, ojciec Daniel. Za pomoc Żydom życie oddali ks. Bolesław Gamza proboszcz z Idołty, ks. Witold Sarosiak proboszcz z Kundzina, ks. prałat Karol Lubaniec z Mołodeczna, ksiądz Adam Sztark proboszcz w Słonimie. Wielu zresztą kapłanów tej archidiecezji spieszyło Żydom z pomocą np. w parafiach Worniany, Turgiele, Mejszagole, Mickunach, Nowych Trokach. Pomagali również polscy chłopi - np. Paweł Hornuczko z Łosośnej koło Grodna przechował ośmiu Żzydów, a dla innych znalazł schronienie. Za przechowywanie rozstrzelana została rodzina Czesława Sawickiego z Grabówki koło Białegostoku z najbliższymi krewnymi - w sumie dwadzieścia sześć osób.

Akcja ratowania Żydów w archidiecezji wileńskiej pozostawała w znacznym stopniu pod patronatem metropolity wileńskiego ks. arcybiskupa Romualda Jałbrzykowskiego.

W akcji tej brały udział również klasztory.

Archidiecezja lwowska nie pozostawała w tyle za wileńską.

Nieocenioną pomoc Żydom okazały w tych strasznych chwilach zakony, zwłaszcza żeńskie. Ukrywały ich siostry zakonne. Franciszkanki w swoim klasztorze przy

ul. Kurkowej we Lwowie. Dzieci żydowskie przytuliły też siostry Zmartwychwstanki.

W sierocińcach zgromadzenia sióstr Rodzin Maryi ukryto wśród dzieci polskich dzieci żydowskie: we Lwowie dwadzieścia siedem, w Łomnie dwadzieścia sześć, w Samborze dziesięcioro dzieci. Przygotowywano również metryki chrztu, np. czynił to z powodzeniem ks. Jan Kucy, proboszcz w Kukutkowcach koło Tarnopola. Ale za taką samą pomoc Żydom zginął w więzieniu stanisławowskim proboszcz z Tłumacza ks. Edward Tabaczkowski - społecznik, wielce zasłużony dla tego miasta. W Nadwornej ks. Jan Winiarski przechowywał czterech Żydów, natomiast ks. Fr. Żak z Doliny został rozstrzelany za wydawanie Żydom metryk i organizowanie im przerzutu na Węgry. Zastrzelono tam jeszcze dwudziestu Polaków za pomoc świadczoną Żydom. W parafii Zimna Woda (dziś przedmieście Lwowa) rozstrzelana została rodzina Ryziewiczów przechowująca u siebie znajomego Żyda. W Brzeżanach siostry Albertynki ukryły małżeństwo Gelbertów. W Horodence rodzina Loretów ocaliła cztery osoby.

W Sądowej Wiszni siostry. Felicjanki przechowały również w prowadzonej przez siebie ochronce kilkoro dzieci żydowskich. Te najbardziej godne miłosierdzia małe istoty udało się uratować również w Przemyślu - ocalono je w klasztorze sióstr. Opatrzności Bożej i u sióstr Sercanek, gdzie przechowało się ich dwanaścioro.

Ograniczyłem się tylko do tych kilkunastu kresowych przykładów, a przecież Żydów ratowano nie tylko na Kresach ~ np. ratowali ich ojcowie Franciszkanie w Krakowie, Zakliczynie i Bieczu. Rabbi Menachem Mendel z Kocka (zmarł 1859 r.) powiedział "Wszystko w świecie można podrobić, nie można tylko podrobić prawdy.

Prawda podrobiona bowiem nie jest już prawdą (zob. Martin Buber. Opowieści chasydów. Poznań 1986 s. 270).

Dodam jeszcze , że we Lwowie, w przeddzień rewizji Gestapo w mieszkaniu,  matka  z kilkuletnim bratem, dla "niepoznaki" wywiozła do Rzeszowa przechowywane dziecko żydowskie. Gdyby zrobiła to dzień później,  wszyscy by zostali rozstrzelani. Mam fotografię tego chłopczyka i list jego matki z getta lwowskiego.

          

Etykietowanie:

1 komentarz

avatar użytkownika Tymczasowy

1. A moze nadszedl juz czas,

by przestac ciulac przypadki ratowania Zydow przez Polakow. Oswiadczam, ze w warunkavch stwarzanych przez niemieckich okupantow, nie ruszylbym palcem dla ratowania Zydow kosztem ryzyka smierci mojej rodziny. Ilez to bylo przypadkow, ze ratowani wskazaliby palcem na moja rodzine?