Jak Węgrzy rozprawiają się z komunizmem i agenturą cz. 2

avatar użytkownika kazef

W działaniach na rzecz rozliczania zbrodni komunistycznych coraz większą rolę odgrywa przypominanie postaci dawno zapomnianych ofiar komunizmu, nie tylko tych najsłynniejszych, ale i tysięcy prostych ludzi., np. ofiar masakry w Mosonmagyarovár (26 października 1956 r.) czy w Salgótarján (8 grudnia 1956 r.). (...)

 

Na Węgrzech Orbána coraz częściej przypomina się także o nieciekawej przeszłości różnych postkomunistycznych

polityków i liberałów (choćby o wspomnianym Gyuli Hornie czy Péterze Medgyessym, różnych

„czerwonych dynastiach”). Wspominałem już o synu pary „awoszy” Ivánie Petö. Głośny stał się film-dokument

„A bün és büntetlenség” (Wina i bezkarność), pokazywany od 24 czerwca 2010 r. Zintensyfikowano również

działania demaskujące różne osoby podejrzane o prace agenturalne dla komuny. Najsłynniejszą ofiarą tej samorzutnej „lustracji” stał się Paul Lendvai, sowietolog i publicysta żydowskiego pochodzenia, od dziesięcioleci

pracujący w Wiedniu. Jest on – obok F. Fejtö – najgłośniejszym sowietologiem wśród węgierskiej emigracji.

Okazał się starym agentem komunistycznym, (w Polsce takich zatrzęsienie, wciąż nieujawnionych - przyp. kazef) przez dziesięciolecia umiejętnie dezinformującym Zachód w duchu prokádárowskim. Ujawnienie

jego dość ponurych usług agenturalnych rozjuszyło Lendvaiego, który z tym większą furią zaczął atakować

„nacjonalistyczny” rząd Orbána. W 2011 r. władze Fideszu rozpoczęły ostateczny etap usuwania komunistycznych

nazw ulic i placów. Przede wszystkim chodzi o przywracanie ich pierwotnego nazewnictwa, zmienionego

w czasie rządów komuny na rzecz nazw „postępowych” i rosyjskich. Szczególnie ważne zmiany podjęto

w Budapeszcie.

(...)

Władze Fideszu zabrały się energicznie za rozliczanie polityków postkomunistycznych winnych gospodarczej

zapaści kraju, w tym osobistych nadużyć.(...) Komisja do zbadania stanu sektora finansów publicznych stwierdziła,

że poprzedni rząd posługiwał się fałszywymi danymi, aby skonstruować »optymistyczny« budżet. Był on oparty

na przeszacowanych wpływach i nie uwzględniał prawdziwego rozmiaru strat, m.in. państwowych przedsiębiorstw (np. Malév)”. Powołana na wniosek Fideszu nadzwyczajna węgierska podkomisja parlamentarna

wystąpiła z postulatem rozliczenia przed sądem polityków poprzedniej lewicowo-liberalnej koalicji za ogromne

rozmiary zadłużenia Węgier w latach 2002–2010. Premierom lewicowej koalicji zarzuca się nieuzasadnione

zwiększenie zadłużenia kraju z 53 proc. do 82 proc. PKB. Dziś problemy wynikłe z tego tak potwornego zadłużenia

musi rozwiązywać rząd Orbána kosztem ogromnych wyrzeczeń całego narodu. Mówiło się o planach oddania

pod sąd trzech premierów byłej koalicji rządzącej, złożonej z postkomunistów i lewicowo-liberalnego Związku

Wolnych Demokratów (SZDSZ).

(...)

Najostrzejsze oskarżenia kierowane są przeciwko najbardziej znienawidzonemu b. premierowi postkomuniście

Ferencowi Gyurcsánowi. Zarzuca mu się popełnienie nadużyć gospodarczych i prowadzi kilkuletnie śledztwo

w tej sprawie. We wrześniu 2011 r. parlament węgierski ogromną ilością głosów (306 posłów, tj. 85,5 proc.

głosujących) pozbawił Gyurcsánya immunitetu poselskiego. Aresztowano lub przesłuchano licznych postkomunistów osobiście odpowiedzialnych za nadużycia. Część z nich już odsiaduje wyroki. (...)

Największy rozgłos zyskało aresztowanie 14 maja 2010 r. b. postkomunistycznego wiceburmistrza Budapesztu i posła WPS w latach 2002–2010 Miklósa Hagyó. Prowadzi się intensywne śledztwo wśród jego pracowników. Sam

były prezydent Budapesztu przez trzy kadencje Gábor Demsky z SZDSZ wolał nie czekać na wyniki śledztwa

i „zbiegł na dobre stypendium” do Berlina. Demsky kiedyś był bardzo popularny i miał świetny piar. Teraz

jest powszechnie skompromitowany, bo okazało się, że wiele rzeczy, choćby metro, zostawił w opłakanym stanie.

Przeprowadzane są gruntowne zmiany personalne w różnych organach administracji państwowej, sztabie generalnym, dowództwie policji i służbach wywiadowczych. Ułatwieniu szerszych zmian personalnych służy przegłosowana 8 czerwca 2010 r. ustawa umożliwiająca zwalnianie pracowników administracji państwowej z dwumiesięcznym okresem wypowiedzenia bez podania przyczyny.

 

Szokuje selektywność polskich mediów w informacjach na temat wielu węgierskich spraw, wręcz ograniczanie

ich do minimum, a czasem nawet przemilczanie. Szczególnie skandalicznym przykładem pod tym względem

była niemal całkowita cisza w polskich mediach, nawet prawicowych, na temat tak ważnej sprawy jak aresztowanie w czerwcu i lipcu 2011 r. na Węgrzech kilku czołowych funkcjonariuszy b. postkomunistycznych służb specjalnych, w tym takiej szychy jak b. minister węgierskich tajnych służb György Szilvási. Według węgierskich informacji prasowych 28 czerwca 2011 r. aresztowano Lajosa Galambosa, b. dyrektora Narodowego Urzędu Bezpieczeństwa Węgier. 1 lipca 2011 r. zatrzymano z kolei b. ministra tajnych służb (titokminiszter) Györgya Szilvasi i kolejnego dyrektora Narodowego Urzędu Bezpieczeństwa Sándora Laborca (objął ten urząd po Galambosu). B. minister tajnych służb Szilvasi był bliskim zaufanym b. postkomunistycznego

premiera Ferenca Gyurcsánya. Szilvasi był niegdyś czołowym urzędnikiem Komunistycznej Ligi Młodzieży,

w której Gyurcsány zajmował wysokie stanowisko. Wszyscy trzej aresztowani (doprowadzeni w kajdankach

na salę sadową) byli podejrzani o „popełnienie przestępstwa przeciw państwu”. W węgierskich mediach podawano, że są podejrzani o szpiegostwo na rzecz Rosji. Rzecz znamienna – w sytuacji, gdy polskie media niemal całkowicie nabrały wody w usta w tej sprawie, poza węgierskimi informacjami prasowymi znalazłem na ten temat informacje głównie w internecie. Latem, o ile dobrze sprawdzałem, w polskiej prasie zupełnie przemilczano wyroki wydane we wspomnianej sprawie szpiegowskiej b. węgierskiego establishmentu.

Otóż wojskowy sąd w Debreczynie skazał 5 lipca 2013 r. w pierwszej instancji za szpiegostwo b. ministra Szilvásiego na 2 lata i 10 miesięcy więzienia, taki sam wyrok usłyszał b. dyrektor Galambos, a b. dyrektor

Laborca dostał rok więzienia z zawieszeniem.

 

Warto wspomnieć o pewnym bardzo ciekawym novum wśród węgierskich pomysłów reformatorskich, które na

pewno powinno przyjąć się w Polsce po ewentualnym zwycięstwie obozu reformatorskiego. We wrześniu 2011

r. prezydent Węgier Pál Schmidt zapowiedział, że na Węgrzech planuje się wprowadzenie ustawy odbierającej

wszystkie odznaczenia osobom, które splamiły się po ich przyznaniu i „nie szanują konstytucji”. Węgierscy prawnicy analizują, czy wraz z odebraniem nagród i odznaczeń tym, którzy okazali się ich niegodni, będzie możliwe odebranie przyznanych im wraz z tymi odznaczeniami kwot pieniężnych. Marzę o tym, że węgierski przykład znajdzie w przyszłości zastosowanie w Polsce – w pierwszej kolejności przez odebranie

Orderów Orła Białego przyznanych bez uzasadnienia. Warto dodać, że niedawno Rada Miejska Budapesztu odebrała wysokie odznaczenie „Za Budapeszt” b. komendantowi budapeszteńskiej policji P. Gergényiemu. Władze miejskie uhonorowały go niegdyś tym odznaczeniem w podzięce za brutalne rozpędzanie manifestacji przeciwko rządowi Gyurcsánya. Opisane tu fakty stanowią oczywiście tylko małą cząstkę tak wielostronnej działalności rządów Viktora Orbána na Węgrzech. W Polsce szczególnie warto brać je pod uwagę, zgodnie z głoszonym już od paru lat hasłem: „Dał nam przykład Viktor Orbán, jak zwyciężać mamy!”.

 

(podkr. kazef)

J.R.Nowak, Rozliczanie z komunizmem, "Gazeta Polska", nr 3/2014 z 14 I 2014.

Etykietowanie:

5 komentarzy

avatar użytkownika kazef

1. Nie rozumiem dlaczego

świetny tekst prof. J. R. Nowaka nie jest eksponowany i udostępniony do darmowej lektury na portalu niezalezna.pl.
Zwłaszcza fragmenty dotyczące rozliczenia i ukarania agentury oraz byłych członków rządu węgierskiego za defraudacje finansowe powinny być szeroko komentowane przez reprezentantów mediów chcących uchodzic za niezależne. W przeciwnym razie medialna cisza, która kilkakrotnie podkreśla profesor, trwać będzie nadal.

avatar użytkownika Maryla

2. @kazef

" W przeciwnym razie medialna cisza, która kilkakrotnie podkreśla profesor, trwać będzie nadal." I pewnie ma trwać.
A tu obrazki z Ukrainy, czyli dwa światy, walczące - jedna o koryto, druga o wolność.
Okrągłostołowcy na Majdanie, młodzi nie akceptujący okrągłego stołu walczą z KGB na ulicach.
Co nam przypomina widok znajomy ten?
Polski Bigos i Wielka Ukrainska Zadyma-Kijow-Polska Opozycja Na Euro-Majdanie!!!

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika kazef

3. @Maryla

Mamy sytuację gorszą niż za komuny. Wtedy wszyscy wiedzieli, że jest cenzura, ograniczenie wolności wypowiedzi, kłamstwa i manipulacje.
Teraz taki Janke jedzie sobie na Węgry, gada z Orbanem, pisze o nim książke i ani słowem w niej nie wspomni jak ukarano komunistycznych kacyków i byłych członków rządu za defraudacje finansowe. Ile jest warte takie wydawnictwo?
Podobnie inni pismacy.
Jest gorzej niż za komuny.

avatar użytkownika Maryla

4. @kazef

z jednej strony jest gorzej, z drugiej strony normalniej.
Za komuny wszyscy narzekali i wydawało sie, że wszyscy są anty komunistami. Dzisiaj, szczególnie po Smoleńsku, zniknęły szarości.
Jest jasność - kto jest kim.
Lepiej mieć przed sobą jawnego wroga, niz udawanego przyjaciela i sojusznika.
Zniszczyli ruch Solidarności przez te szarości i nawoływania do jedności, czyli autocenzury.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

5. Coś w tym  jest......

Coś w tym  jest......

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl