"50 proc. pierwiastka z zabitych podczas II wojny światowej” i Centrum wypędzonych w Berlinie za 29 mln euro

avatar użytkownika Maryla

Minister ds. kultury Niemiec Bernard Neumann oficjalnie ogłosił powstanie Centrum upamiętniającego niemieckie przesiedlenia z końca II wojny światowej.  
      Zatwierdzony budżet projektu wynosi 29 mln euro, a nadzorująca go fundacja „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” (w której większość stanowią reprezentanci Związku Wypędzonych Eriki Steinbach) wybrała już biuro architektoniczne. Termin ukończenia inwestycji planowany jest na 2016r.
       Rangę tego przedsięwzięcia podkreśla osobisty nadzór w/w ministra, który obiecuje umieścić w powstającej placówce informacje o innych, europejskich wypędzeniach wojennych. Ponieważ jednak stanowisko Polski (wg DPE) uznaje powstanie Centrum za wewnętrzną sprawę Niemiec – nie sądzę, aby za pieniądze niemieckich podatników zechciano szczególnie zajmować się traumatycznymi losami wysiedlonych polskich rodzin.

Dla przypomnienia, jak Niemcy konsekwentnie, przy bardzo czynnym udziale niemieckich mediów i ich polskojęzycznych wydawnictw w Polsce, systematycznie dążyli do celu.

Trwa wojna - medialna i prawna -niemieckie lewicowe media ostro atakują polski rząd, Prezydenta.

Robią to nie od dziś, robią to od zaatakowania braci Kaczyńskich po wygranych wyborach. Ostatni tydzień przed szczytem w Brukseli był swoistym festiwalem ataków na Polskę. Nie poprzestały na wspieraniu swojego rządu ,znów atakują w prostacki, ubliżający pamięci ofiar, jakie poniosła Polska w II WS, nie godząc sie na "korytarz", ani "ostateczne rozwiązanie kwestii zydowskiej" proponowanej przez Hitlera.

Dzisiaj nie chcą korytarza, chcą "rury bałtyckiej", nie chcą zabijać, chcą tylko "odzyskać" ziemie, jakie Polska dostała w ramach porozumienia mocarstw, które przesunęły granice Polski.

Michał Tyrpa dzisiaj opisuje jeden z takich "nowych rodzajów wojny" :

..."Tym razem na całość poszedł „Tagesspiegel”. W karykaturze zamieszczonej w niemieckim dzienniku pojawił się komentarz: „Potrójna większość: w tym 50 proc. pierwiastka z zabitych podczas II wojny światowej”."...

http://mementomori.salon24.pl/20633,index.html

Bolesny spadek po PRL
O roszczeniach majątkowych późnych przesiedleńców
Z prof. Ireną Lipowicz rozmawia Andrzej Grajewski
Andrzej Grajewski: Zapadają już prawomocne wyroki, na mocy których nieruchomości przechodzą w ręce dawnych właścicieli, tzw. późnych przesiedleńców. Agnes Trawny, która w latach 70. wyjechała do Niemiec, odzyskała leśniczówkę we wsi Narty (województwo warmińsko-mazurskie). Wiele innych pozwów późnych przesiedleńców leży w sądach. Co można z tym zrobić?

Prof. Irena Lipowicz: Problem jest tak stary, jak PRL. Trzeba przypomnieć, że są dwie grupy ludności, które opuszczały po 1945 r. ziemie zachodnie i północne naszego państwa. Pierwszą są osoby wysiedlone na mocy układów poczdamskich w 1945 r., drugą obywatele polscy, którzy wyjechali z naszego kraju do RFN po 1956 r. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że problem, z którym mamy teraz do czynienia, nie dotyczy milionów Niemców, którzy musieli opuścić Polskę w 1945 r. W tej sprawie mamy wspólne stanowisko rządu polskiego i niemieckiego, podtrzymane w 2004 r. we wspólnej analizie profesorów Jana Barcza i Jochena A. Froweina oraz w oświadczeniu kanclerza federalnego Gerharda Schrödera, że ich roszczenia w żaden sposób nie mogą być uwzględnione. Inaczej jest z drugą grupą. Kiedy w styczniu 2005 r. rozpoczęłam pracę pełnomocnika rządu ds. polsko-niemieckich, stwierdziłam, że w przypadku późnych przesiedleńców istnieje niebezpieczna luka. Zaczęłam alarmować władze, że wkrótce możemy mieć do czynienia z falą procesów o odzyskanie majątków osób, które formalnie nie zrzekły się polskiego obywatelstwa. Udało się także dotrzeć do dokumentów, z których wynika, dlaczego tak długo o tym milczano. Większość tych dokumentów jeszcze w 2005 r. była tajna lub poufna.

prof. Irena Lipowicz, pracownik naukowy UKSW w Warszawie, w latach 1991–2000 posłanka na Sejm, 2000–2004 ambasador RP w Austrii, później pełniła funkcję doradcy ds. stosunków polsko-niemieckich. Złożyła dymisję po wejściu do rządu Samoobrony. Fot. Grzegorz Kozakiewicz


Czy chodziło także o tajną uchwałę Rady Państwa nr 137 z 1956 r. o zrzeczeniu się obywatelstwa polskiego?

Tak, ale nie tylko, także inne dokumenty, np. towarzyszące układowi Helmut Schmidt –Edward Gierek, na podstawie których możliwa była migracja naszych obywateli przyznających się do narodowości niemieckiej w latach 70., oraz inne raporty i instrukcje dotyczące tych tzw. późnych przesiedleńców. Na mój wniosek min. Rotfeld odtajnił te dokumenty. Stały się one podstawą tomu pt. "Trudne problemy w stosunkach polsko-niemieckich. Ludność, transfer, majątek”, Warszawa 2006. Po ich naukowej analizie okazało się, że gdy te osoby wyjeżdżały, często nie wygaszano ich obywatelstwa polskiego w sposób zgodny z ówczesnym prawem PRL. Dawano im tylko dokumenty podróży w jedną stronę. Czasem następowało przy tym zrzeczenie się obywatelstwa, ale często nie.

W końcu jednak ci ludzie najczęściej dobrowolnie opuszczali nasz kraj…

Oczywiście w większości przypadków tak. Starali się o to przez lata. Ale bywały także sytuacje, że do osoby starającej się od dłuższego czasu o wyjazd do NRF przychodził funkcjonariusz i mówił: Ma Pan zgodę, wyjazd za trzy dni, ale trzeba sprzedać gospodarstwo. A tylko ja będę miał tak szybko pieniądze, aby kupić nieruchomość, za cenę, którą określę. Zwykle były to grosze wobec prawdziwej wartości. Chodziło na przykład o działkę w atrakcyjnym terenie na Mazurach bądź gospodarstwo rolne na Śląsku. Ponieważ Gierek zgodził się na kontyngenty wyjazdów z poszczególnych województw, czasem, gdy zabrakło tych, którzy chcieli wyjechać z danego terenu, innych przymuszano do wyjazdu. Moja matka pracowała w muzeum w Gliwicach i wystawiała tym szantażowanym i zrozpaczonym ludziom, którzy nie chcieli wyjeżdżać, zaświadczenia, że w zbiorach muzeum są dokumenty tej rodziny świadczące o wielkich zasługach dla polskości. Ci, którzy ostatecznie wyjeżdżali, w Niemczech często uczyli tam dzieci polskiego, uczestniczyli w polskim duszpasterstwie, zaczynali działać w polskich organizacjach i są aktywną Polonią. Wielbiciele polityki Gierka zdają się w ogóle nie pamiętać o tym, że on po prostu "sprzedał" blisko milion naszych rodaków za kredyty, które w większości i tak zostały zmarnowane. H. Schmidt daje w swych pamiętnikach świadectwo niemoralności tej propozycji.

Czy wyjeżdżający zawsze musieli się zrzec majątku w Polsce?

Oni nie zrzekali się majątku, właśnie na tym polega cała komplikacja prawna, która powoduje dzisiaj tyle zamieszania. Na podstawie uchwały Rady Państwa nr 137 uważano, że dokument podróży wypełnia tę uchwałę, gdyż pozbawia ich obywatelstwa oraz wygasza także ich prawo własności. Kiedy teraz konkretne sprawy trafiły do sądu, w wielu przypadkach stwierdzano, że zgodnie nie tylko z naszymi obecnymi standardami demokratycznego państwa prawa i praw człowieka, ale także zgodnie z ówczesnym prawem PRL nie były to decyzje administracyjne. Tymczasem po ustawie, a ostatecznie po uchwale Rady Państwa, powinny następować decyzje administracyjne, pozbawiające polskiego obywatelstwa albo zrzeczenia. Jednak często takie decyzje nie zapadały. Często osoby, które wyjechały, same musiały się zrzec później polskiego obywatelstwa za co musiały jeszcze dodatkowo płacić. Tak było, gdy chciały na przykład przyjechać do Polski do umierających rodziców albo aby kogoś odwiedzić.

Czyli, jeśli ktoś się zrzekł polskiego obywatelstwa, to dzisiaj nie ma już tytułu, aby dochodzić roszczeń majątkowych?

Problem w tym, że jednak wielu obywateli RFN ma jednocześnie nadal polskie obywatelstwo, często o tym nie wiedząc. Inni próbują podważać akt zrzeczenia się obywatelstwa w przeszłości, słusznie dowodząc, że nieraz byli szantażem zmuszeni do jego zrzeczenia się. Według prawa niemieckiego, są oczywiście obywatelami niemieckimi i na tej podstawie, zaraz po przyjeździe do RFN, dostali poważne zapomogi i odszkodowania. RFN nie uznaje podwójnego obywatelstwa. Mamy więc do czynienia z kwestią skutecznego wygaszenia polskiego obywatelstwa ludzi, którzy od wielu lat żyją w RFN i mają obywatelstwo niemieckie. Bardzo problematyczna była także tamta konstrukcja, że jak człowiek traci obywatelstwo, traci także prawo do własności. Tymczasem władze PRL wygaszały prawo do własności, nie przestrzegając nawet ówczesnego prawa.
 
I nie dokonując zmian w księgach wieczystych. Spotkałem się z opinią, że gdyby w swoim czasie dopilnowano wpisów w księgach wieczystych, dzisiaj nie byłoby wielu problemów.

To prawda, tylko tym się nikt wówczas nie przejmował. Dlatego dzisiaj mamy z tym tak wiele problemów. Podczas półtorarocznego okresu pełnienia funkcji starałam się o wyjaśnienie na gruncie naukowym wszystkich wątpliwości, aby przygotować materiał dla rozstrzygnięć politycznych i prawnych. Ważne materiały dostarczyła także konferencja na Uniwersytecie Śląskim, m.in. jej rezultatem było powołanie zespołu międzyresortowego, który opracował plan działania.

Co można w tej sprawie zrobić?

Trzeba przede wszystkim rozwiązać problem wygaszania obywatelstwa polskiego późnych przesiedleńców. Jednocześnie należy wykonać to tak, aby dla tej niewielkiej grupy, która chciałaby powrócić do polskiego obywatelstwa, zachować taką możliwość. To państwo polskie, rząd i parlament muszą ustawowo uporządkować tę sprawę. Trzeba natychmiast wyodrębnić interwencyjny fundusz pomocy dla samorządu terytorialnego dla uporządkowania i uaktualniania ksiąg wieczystych. Należy również przeprowadzić wielką debatę w prawie cywilnym i państwowym, gdyż istnieje możliwość odwołania się do instytucji zasiedzenia. Minęło już w większości przypadków 30 lat i – nie tylko moim zdaniem – można do tych sytuacji skutecznie stosować konstrukcję zasiedzenie, i trzeba w tym zakresie szkolić sędziów.

Zamieszanie spowodował także niemiecki Urząd Wyrównawczy, który od 2004 r. zaczął się zgłaszać do późnych przesiedlonych z żądaniem zwrotu wypłaconego im odszkodowania, gdyż nie utracili majątków w Polsce. Czy nie zaktywizowało to tej grupy do poszukiwania swej własności w Polsce?

Oczywiście że tak, ale m.in. na skutek moich interwencji oraz mojego niemieckiego odpowiednika prof. Gesine Schwan takie działania zostały tymczasowo wstrzymane. Co oczywiście nie oznacza, że sprawa jest ostatecznie załatwiona. Dlatego wymaga pilnych rozmów. Podobnie jak art. 16 w Konstytucji RFN, który powoduje dziedziczenie statusu wypędzonych, zupełnie anachroniczny w obecnej sytuacji. To są ważne kwestie, które trzeba rozwiązywać wspólnie ze stroną niemiecką. Natomiast roszczenia osób, które wyjechały z Polski w latach 60. i 70., są w znacznej części spowodowane przez zaniedbania w polskim prawie i mogą być rozwiązane m.in. przez szybką ścieżkę legislacyjną w sprawie obywatelstwa tych osób, poprzez uzupełnienia ksiąg wieczystych oraz refleksję polskiego sądownictwa nad zasiedzeniem. Obawiam się, aby ta skomplikowana sytuacja nie doprowadziła do kolejnej fazy animozji, skierowanej przeciwko Ślązakom, Kaszubom i Mazurom i do zapominania o ich polskości.
 
 
 
 
 
 
http://wiadomosci.onet.pl/1420017,2677,2,kioskart.html

 

 

Dla przypomnienia:

Pierwsza duża fala emigracji miała miejsce w latach 1957-1958 - wyjechało ok. 200 tys. ludzi.

W myśl ustaleń z grudnia 1970 r., w 1971 r. miało wyjechać 25 tys. osób. W 1975 r. Gierek ze Schmidtem dogadali się odnośnie wyjazdu ok. 100 tys. osób.

Emigracja powstała w wyniku tych ustaleń i trwająca do końca lat osiemdziesiatych, była emigracją czysto ekonomiczną. Osoba deklarujaca chęć emigracji w ramach "łączenia rodzin" zrzekała sie obywatelstwa polskiego i prawa do pozostawionych nieruchomości w Polsce.

W Niemczech otrzymywała "kartę uchodźcy" i stosowne odszkodowanie od budżetu RFN.

Po 2004 roku sytuacja sie zmieniła, władze niemieckie zachęcają swoich obywateli do zwrotu odszkodowań i dochodzenia praw do nieruchomości w Polsce.

Dlaczego jest to mozliwe? Bo przez te wszystkie lata, a szczególnie , podpisując dokumenty akcesyjne, rządzący, jak i TK zbagatelizowali sprawę.

Jest się o co bić. Szacunkowe oceny wartości majątków na polskich Ziemiach Odzyskanych to 19 mld euro. Tymczasem w polskich księgach wieczystych panuje bałagan. Na Opolszczyźnie uporządkowany status własnościowy ma tylko 19 proc. działek .- Rząd niemiecki powinien wziąć na siebie zaspokojenie roszczeń swoich obywateli, tak jak polski zrobił to w wypadku Zabużan -uważa senator Jerzy Szmit, jeden z autorów projektu ustawy regulującej sprawy roszczeń.

Projekt dotyczy jednak tylko roszczeń Niemców, którzy uciekli w latach 40. Prawdziwym zagrożeniem są pozwy byłych obywateli PRL - emigrantów do RFN z lat 1960 - 1980.


http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070605/kraj/kraj_a_4.html

Stefan Hambura, adwokat prowadzi kancelarię prawniczą w Berlinie
RAFAŁ GUZ

Dobrze się stało, że rząd próbuje urzeczywistnić i dopasować sprawy własnościowe na Ziemiach Odzyskanych do obecnej sytuacji. Trzeba się jednak liczyć z tym, że będzie to punkt zaczepny dla sporów roszczeniowych. Tym bardziej że problemu tego nie da się ograniczyć wyłącznie do działań Powiernictwa Pruskiego. Bardzo wiele osób będzie próbowało podważyć zgodność proponowanych przez rząd przepisów z prawem unijno-wspólnotowym. Zapis w projekcie ustawy, że przedmiot projektowanej regulacji nie jest objęty zakresem prawa UE, może się okazać w tym wypadku niewystarczający, gdyż jest to uciekanie od problemu. Moim zdaniem jest jeden środek, aby sprawę tę ostatecznie rozwiązać: strona niemiecka przejmie roszczenia swoich obywateli na siebie.

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070609/prawo/prawo_a_3.html

Komentarz pod tekstem

Za póżno

Po herbacie.Porządkowanie ksiąg wieczystych to zwykłe fałszerstwo i do tego mało skuteczne (wykazuje to odzysk nieruchomości warszawskich).Można to było zrobić, najpóżniej za rządów Suchockiej.
Nie bardzo rozumiem dlaczego wśród "zasłużonych" dla sprawy nie pada nazwisko głównego machera, obecnego europosła Janusza Lewandowskiego, odpowiedzialnego w trzech kadencjach za przekształcenia własnościowe. To właśnie on, w sposób wysoce profesjonalny robił oszołoma z każdego kto wspomniał o roszczeniach niemieckich.

2007-06-13 16:07bajbars0407Bajbarswww.bajbars.salon24.pl

Stosunki polsko-niemieckie w mediach.Z pancerfausta do polskich dziennikarzy

Wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego wywołała kolejna burzę w mediach niemieckich i polskich. Zdaniem premiera Jarosława Kaczyńskiego, Platforma Obywatelska jest politycznie uzależniona od Niemiec - zbyt silnie tkwi w strukturach Europejskiej Partii Ludowej, co niestety oznacza akceptację niemieckiej dominacji w Europie.

Na łamach Rzeczpospolitej Piotr Gabryel i Zdzisław Krasnodębski odpierają ataki na Polskę i polskie media, jakie są stałym elementem w niektórych mediach niemieckich.

Metoda na tłumienie przez Niemców wolności słowa w naszym kraju jest prosta jak budowa pancerfausta.

Jeśli niemieckie gazety źle napiszą o tym, co się dzieje w Polsce, dla niemieckich mediów jest to koronny dowód pielęgnowania w Niemczech wspaniałej idei wolności słowa. Natomiast gdy polskie gazety ośmielą się źle napisać o tym, co się dzieje w Niemczech, dla niemieckich mediów jest to oczywisty przykład nagonki medialnej, urządzanej przez reżim strasznych bliźniaków Kaczyńskich, za pośrednictwem podległych im gazet oraz stacji radiowych i telewizyjnych.

 

Właśnie do tej metody uciekł się wczoraj Thomas Urban, warszawski korespondent “Süddeutsche Zeitung”. W artykule poświęconym traktowaniu Niemców przez Polaków jako “odwiecznego wroga” zarzucił “kontrolowanym przez PiS mediom, na pierwszym miejscu telewizji państwowej oraz “Rzeczpospolitej”", że eksponują tematy, które mają być dowodem dążenia Niemiec do dominacji i fałszowania historii II wojny światowej.

Czyżby? Przecież - by sięgnąć tylko do przykładów z ostatnich miesięcy - to nie polscy dziennikarze, lecz Niemcy budują z Rosjanami okrążający Polskę gazociąg północny; to nie polscy dziennikarze, ale Niemcy wysłali do Strasburga pozwy, w których domagają się zwrotu majątków porzuconych w Polsce; to nie polscy dziennikarze, lecz Niemcy przygotowują się do wzniesienia w Berlinie Centrum przeciw Wypędzeniom; to wreszcie nie polscy dziennikarze, lecz dziennikarze niemieccy rozpętali latem bieżącego roku kampanię na rzecz zwrotu Niemcom dzieł sztuki rzekomo “zagrabionych” przez Polaków podczas II wojny światowej.

http://blog.rp.pl/blog/2007/08/21/piotr-gabryel-z-pancerfausta-do-polskich-dziennikarzy/

 

Zdzisław Krasnodębski w artykule Niemcy poprą każdego przeciw Kaczyńskim
analizuje przyczyny tej medialnej wojny , jaka sie toczy na łamach niemieckiej prasy od czasu wyborów 2005 roku. 

Zdumiewające i charakterystyczne wydaje mi się, że wyrwane z kontekstu jedno zdanie premiera Jarosława Kaczyńskiego w ciągu kilku zaledwie godzin stało się tematem komentowanym we wszystkich niemalże mediach zarówno polskich, jak i niemieckich. I większość z tych głosów zgodnie uznaje to stwierdzenie za oczywisty element brudnej kampanii wyborczej, którą już teraz prowadzi PiS.

Tymczasem w słowach premiera Kaczyńskiego nie ma nic oburzającego, są raczej konstatacją pewnych oczywistych faktów. To raczej reakcja na te słowa jest antypisowską, nieprzebierającą w środkach kampanią.

I choć samą tezę o uzależnieniu Platformy Obywatelskiej od Niemiec uważam za przesadzoną czy wyolbrzymioną, to dwa argumenty, o których mówi we wspomnianym wywiadzie premier, są jak najbardziej uzasadnione. Pierwszy z nich, o przynależności PO do europejskiej chadecji zdominowanej przez partię niemiecką, jest zasadny o tyle, że politycy PO sami dość często zwykli podkreślać swoje dobre i zażyłe stosunki z niemieckimi chadekami i Angelą Merkel. Dlatego można oczekiwać, że politycy Platformy po wyborach będą się starali swoje kontakty wykorzystywać.

Co do drugiego argumentu, o intelektualnej fascynacji środowiska gdańskiego Niemcami, to na pewno inaczej postrzega się historię stosunków polsko-niemieckich z perspektywy Gdańska, a inaczej z perspektywy Warszawy. W latach 90. pojawiała się literatura gdańska pisana w duchu Güntera Grassa, odkrywanie przeszłości Gdańska, pokazywanie obecności niemieckiej w tym mieście i symbiozy dwóch kultur, które zgodnie ze sobą współpracowały i współżyły.

Niemcy się zawiodą, bo trudno oczekiwać, by PO występowała przeciw dobrze pojętemu interesowi polskiemu i po objęciu władzy Donald Tusk oświadczy, że zwrócimy Niemcom Berlinkę (zbiór starodruków), wspomożemy budowę Centrum przeciw Wypędzeniom, umożliwimy "wypędzonym" realizację "prawa do stron ojczystych", zrezygnujemy od razu z nicejskiego systemu głosowania albo poprzemy bez zastrzeżeń niemiecką politykę energetyczną, łącznie z gazociągiem bałtyckim jako wspaniałym przykładem solidarności europejskiej. A tylko rząd, który byłby w stanie złożyć podobne deklaracje, spotkałby się z całkowitą przychylnością i sympatią niemieckich władz i opinii publicznej. Wtedy też pewnie niektórzy dziennikarze "Gazety Wyborczej", "Polityki", TOK FM czy TVN 24 uznaliby stosunki polsko-niemieckie za przyjazne i w pełni normalne.

W związku z coraz częściej słyszanym tonem lekkiego rozczarowania Platformą, myślę, że z perspektywy Niemców jeszcze lepszym partnerem są LiD i Aleksander Kwaśniewski. Osobą budzącą wielkie nadzieje na ponowne "pojednanie" jest także Bronisław Geremek, który z pewnością chętnie byłby widziany na stanowisku ministra spraw zagranicznych. Stąd też bardzo korzystnym układem sił na polskiej scenie politycznej z punktu widzenia Niemiec byłaby koalicja PO - LiD. A najlepiej, gdyby LiD rządziła samodzielnie, bo jak to już kiedyś zauważył jeden z niemieckich korespondentów, najbardziej zaufanymi i przyjaźnie nastawionymi do współpracy z Niemcami politykami ze strony polskiej byli i są postkomuniści.

Jednak nie ulega wątpliwości, że Niemcy zdeterminowane są nieformalnie poprzeć każdego, kto będzie w stanie odsunąć od władzy okropnych braci Kaczyńskich, a przynajmniej jednego z nich - premiera i jego rząd.

Nie doszukiwałbym się więc w wypowiedzi premiera grania na stereotypach czy resentymentach, tym bardziej że nie sądzę, by taka taktyka była w ogóle skuteczna. Polacy nie są antyniemieccy. I przypuszczam, że tak wytrawny polityk, jakim jest Jarosław Kaczyński, także doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/opinie_070821/opinie_a_1.html 

Jako kwiatek do kożucha można podać wypowiedź "szklanego biskupa",który tak sie zapędził w liberalnej ewangelizacji wszystkiego, co sie rusza, poczynając od Gazety Wyborczej, poprzez Jerzego Owsiaka, że poczuł się w obowiązku wypowiedzieć te słowa : 

Abp Życiński o sympatii do Niemiec

Abp Józef Życiński uważa, że zarzucanie mieszkańcom niektórych regionów Polski sympatii do Niemiec jest wyrazem przewagi emocji i uprzedzeń nad merytorycznymi ocenami. Metropolita lubelski odniósł się w ten sposób do fragmentu wywiadu premiera Jarosława Kaczyńskiego w poniedziałkowym tygodniku "Wprost".
pap 

Wojna w mediach trwa, a co na to Niemieckie MSZ

Rząd Niemiec pragnie bardzo ścisłych relacji z Polską - mówiła podczas cotygodniowej konferencji prasowej rzeczniczka niemieckiego MSZ. Julia Gross dodała, że relacje te już istnieją i jako przykład wymieniła m.in. wymianę między szkołami. - Znajdujemy się na dobrej drodze - powiedziała, ale przyznała, że zapewne nigdy nie dojdzie do sytuacji, by można było powiedzieć, że uprzejmość wobec Polaków w Niemczech jest nadmierna.
pap

2010-11-22, 

Dwaj polscy historycy, Krzysztof Ruchniewicz i Piotr Madajczyk, weszli do powołanej w poniedziałek rady naukowej fundacji ''Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie'', która stworzy w Berlinie muzeum poświęcone wysiedleniom.

W 15-osobowej radzie naukowej znaleźli się obok naukowców z Niemiec i Polski także historycy z USA, Szwajcarii i Węgier. Do zespołu wszedł również dyrektor Muzeum Żydowskiego we Frankfurcie nad Menem Raphael Gross, mimo że Centralna Rada Żydów w Niemczech zawiesiła swoją współpracę z fundacją ''Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie''.
 

Pełnomocnik premiera Donalda Tuska ds. dialogu międzynarodowego

Władysław Bartoszewski

napisał w oświadczeniu wydanym w związku z zaproszeniem Ruchniewicza i Madajczyka do rady naukowej fundacji ''Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie'', że ''obydwaj historycy występują w charakterze prywatnym i nie posiadają autoryzacji rządu RP do uczestnictwa w pracach wymienionego gremium''.



Profesor Madajczyk kieruje Zakładem Studiów nad Niemcami w Instytucie Studiów Politycznych PAN i specjalizuje się w problematyce przymusowych przesiedleń ludności w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1945-1950, mniejszości narodowych, a także zajmuje się problemem kolaboracji w historii Polski. Z kolei Ruchniewicz jest profesorem na Uniwersytecie Wrocławskim, kieruje tamtejszym Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy'ego Brandta.



 

29 komentarzy

avatar użytkownika Maryla

1. Prof. Krasnodębski nie przewidział, że Niemcy się nie zawiodą

"Niemcy się zawiodą, bo trudno oczekiwać, by PO występowała przeciw dobrze pojętemu interesowi polskiemu i po objęciu władzy Donald Tusk oświadczy, że zwrócimy Niemcom Berlinkę (zbiór starodruków), wspomożemy budowę Centrum przeciw Wypędzeniom, umożliwimy "wypędzonym" realizację "prawa do stron ojczystych", zrezygnujemy od razu z nicejskiego systemu głosowania albo poprzemy bez zastrzeżeń niemiecką politykę energetyczną, łącznie z gazociągiem bałtyckim jako wspaniałym przykładem solidarności europejskiej. A tylko rząd, który byłby w stanie złożyć podobne deklaracje, spotkałby się z całkowitą przychylnością i sympatią niemieckich władz i opinii publicznej. Wtedy też pewnie niektórzy dziennikarze "Gazety Wyborczej", "Polityki", TOK FM czy TVN 24 uznaliby stosunki polsko-niemieckie za przyjazne i w pełni normalne. "

i zrealizują wszystkie postulaty niemieckie w myśl niemieckich interesów, a nawet więcej, bo przy okazji zrealizowali także postulaty strony rosyjskiej. Jest rura północ, jest korytarz z Kaliningradu do Gdańska, jest centrum wypędzonych

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

2. medialne tresowanie Polaków - sonda 2007 r.

""Platforma jest za bardzo uzależniona od Niemców" - powiedział Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla "Wprost". Te słowa dwie trzecie Polaków uznało za niedopuszczalne.

67 proc. uznało je także za "element kampanii przedwyborczej", a jedynie 18 proc. - za "wyraz rzeczywistej troski o polską racje stanu".

Takie wypowiedzi za niedopuszczalne uważa elektorat zaatakowanej PO (82 proc.) oraz LiD (88 proc.). Wyborcy PiS są podzieleni: 43 proc. jest przeciw, ale 53 proc. popiera prezesa swojej partii."

http://www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4404323.html

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

3. Niemcy od 1000 lat dbają o

Niemcy od 1000 lat dbają o polski interes - ma się rozumieć! Wiece w polskich miastach, w tym w Szczecinie, samoloty zrzucające miliony ulotek popierających roszczenia potomków niemieckich “wypędzonych”. Takie akcje szykuje na wiosnę w Polsce nowa niemiecka organizacja z Berlina.

W kilku polskich miastach, między innymi Szczecinie, Niemcy będą prowadzić tzw. “kampanie uświadamiające”.

“Późna sprawiedliwość: niemieccy wypędzeni otrzymują z powrotem swoją własność”. E-mail z takim nagłówkiem dotarł do naszej redakcji. Jest napisany po polsku.
Rudi Pavelka

Rudi Pavelka: szef Ziomkostwa Śląskiego żąda przeprosin za wypędzenia.

Zawiera zaproszenie na konferencję prasową, organizowaną w pi- ątek, 17 lutego w Berlinie przez Eigentuemerbund Ost (Związek Właścicieli – Wschód), założony w styczniu 2012 roku. W emailu jest też informacja, że wiosną niemiecka organizacja planuje przeprowadzenie w Polsce „kampanii uświadamiającej”.

„Od maja będą rozdawane polskim gospodarstwom domowym miliony ulotek, które będą informować o polskich zbrodniach na niemieckich cywilach i polskich naruszeniach prawa międzynarodowego. Jednocześnie planowane są publiczne manifestacje. Pierwsze stacje akcji to Goerlitz (Zgorzelec – dop. red.), Stettin (Szczecin), Breslau (Wrocław) i Oppel (Opole)” – czytamy w tej dziwnej korespondencji.

Akcje „uświadamiające”, jak wynika z listu, to przedsięwzięcia towarzyszące pozwom niemieckich „wypędzonych” przeciwko Polsce i Czechom. Dzięki nim Niemcy mają móc odzyskać swoje mienie, „zrabowane po drugiej wojnie światowej”. Proces prawny przeprowadzony ma być przez „znanych adwokatów i specjalistów prawa międzynarodowego”, którzy rzekomo pomogli Związkowi znaleźć w styczniu 2012 roku luki w prawie międzynarodowym – i zabezpieczony finansowo „przez inwestora”.

Trafiliśmy do nadawcy emaila. To Lars Seidensticker, prezes EBO e. V. To on podniósł słuchawkę, gdy zadzwoniliśmy na podany w emailu numer w Berlinie.

Jak nam powiedział, podobne zaproszenia rozesłał na 120 adresów w Polsce, głównie do polskich mediów. Ponadto takie same zaproszenia otrzymały media i politycy niemieccy.

– Polska to przecież katolicki kraj. Liczę więc na to, że znajdziemy w Polsce wiele osób, które wesprą nas w walce z tą oczywistą niesprawiedliwością – powiedział nam Lars Seidensticker.

35-letni Niemiec jest bohaterem reportażu wyemitowanego przez szwajcarską stację telewizyjną SF. Link do materiału filmowego jest na stronie www.eigentumost.de. Przedstawia wizytę Seidenstickera w Otmuchowie na Śląsku, dokąd pojechał osobiście upomnieć się o dom babci, wysiedlonej (na mocy decyzji aliantów – dop. red.) w 1946 roku. W tym scenę, w której Niemiec chodzi po polskim miasteczku z przypiętym napisem, że jego dziadkowie, wywłaszczeni przez Polaków, nie byli winni wojnie i nie popełnili żadnej zbrodni.

– Choć mieszkają tu teraz Polacy, kamienie mówią tu wciąż po niemiecku – mówi Seidensticker w reportażu. Nam powiedział, że po ewentualnym odzyskaniu babcinego spadku, nie zamierza wypędzać obecnych polskich lokatorów.

– Chodzi tylko o sprawiedliwość, z niej nie może wynikać kolejna niesprawiedliwość – tłumaczy.

– A gdzie tkwi ta prawa luka, która ma być podstawą roszczeń? – dociekaliśmy. – Przed procesem nie mogę zdradzać szczegółów. Ale tkwią one w „Klein-Gutachten”, która też jest na naszej stronie – wyjawił niemiecki prezes. „Klein-Gutachten”, publikowana na stronie EBO e. V. to potoczna nazwa eksperyyzy prawnej, sporządzonej przez prof. dr. Eckart Klein na zlecenie niemieckiego Bundestagu. zwiń

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/faz-wilders-zrobil-z-polakow-kozly-ofiar...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

4. Narodowość nazistowska

Narodowość nazistowska

Agencja prasowa Associated Press zabroniła dziennikarzom używania
określenia "polskie obozy śmierci" w odniesieniu do niemieckich obozów
koncentracyjnych w Polsce w czasie II wojny światowej. Zamiast "polskich obozów
śmierci" dziennikarze mają używać sformułowania "obozy śmierci w okupowanej
przez nazistów Polsce". Pokazuje to, że "pospolite ruszenie" w obronie wartości
może przynieść pozytywny skutek i na pewno warto je podejmować.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

5. Związek Właścicieli na

Związek Właścicieli na Wschodzie (Eigentümerbund Ost) prawną ofensywę przeciwko Polsce zapowiedział w swoim biurze na peryferiach wschodniego Berlina. Już ten fakt, a także brak na ich konferencji niemieckich dziennikarzy świadczą, że dla wypędzonych, którym marzy się odzyskanie dawnych domów i fabryk, nadeszły ciężkie czasy.

Szef Związku Lars Seidensticker nie zamierza jednak rezygnować. - Znajdziemy luki w prawie międzynarodowym, złożymy pozwy do sądów międzynarodowych i odzyskamy zrabowaną po wojnie własność - zapowiedział bez podawania szczegółów.

Wcześniej zapowiedział, że rozda w Polsce miliony ulotek, które uświadomią Polakom, jakich zbrodni dopuścili się na Niemcach. Mówi też, że razem z żyjącą w Polsce mniejszością niemiecką zorganizuje pikiety w Zgorzelcu, Szczecinie, Wrocławiu i Opolu.

Mniejszość Niemiecka już kilka dni temu odcięła się od Związku Właścicieli. - Dopiero dowiedzieliśmy się o istnieniu tej organizacji. Nie współpracujemy z nią. To ekstremiści - mów Norbert Rasch, szef mniejszości na Opolszczyźnie.

Odcięła się też Erika Steinbach, którą Seidensticker poprosił o wsparcie. "Nic nas z nimi nie łączy" - stwierdziła w rozesłanym mediom oświadczeniu. Związek Właścicieli na Wschodzie również oskarżyła o ekstremizm.

Więcej... http://wyborcza.pl/1,75248,11173722,Niemiecka_skrajna_prawica_szykuje_si...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

6. bezczelne dojcze

Renesans narodowych uprzedzeń porażką UE


Renesans narodowych uprzedzeń jest być może najbardziej deprymującym
skutkiem ubocznym kryzysu euro - ocenia w środę niemiecki dziennik
"Frankfurter Allgemeine Zeitung". Gazeta chwali Polskę za to, że nie
sięga po antyniemieckie stereotypy.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

7. Antysemicka obsesja


Antysemicka obsesja Niemców?



/

Amerykański
Żyd, który przez pół roku podróżował po Niemczech jest wstrząśnięty
tym, co zobaczył i usłyszał. Szokujący stosunek Niemców do Żydów został
przez niego opisany w książce „Spałem w pokoju Hitlera: Amerykański Żyd
odwiedza Niemcy". Okazuje się, że Niemcy wcale nie pozbyli się swojego
antysemityzmu. Czy książka uderzy w niemiecką narrację historyczną,
która polega na zamazywaniu win Niemiec podczas wojny?

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

8. z archiwum rok 2007

O STASI, a właściwie o jej wpływie na karierę Angeli Merkel, pisze Gazeta Polska .
 
Teresa Wójcik, Maciej Marosz/26.06.2007 16:16
Stasipatron Angeli Merkel
Kariera polityczna obecnej kanclerz Niemiec Angeli Merkel ma zdumiewające początki
Promowali
ją agenci i współpracownicy Stasi, zwerbowani w konserwatywnych
środowiskach Kościoła luterańskiego we wschodnich landach. Dziś
niektórzy z nich, jak Lothar de Maiziere, ostatni premier NRD, pracują
usilnie na rzecz utrwalania więzi łączących Niemcy i Rosję. Wyznaczeni
do tej roli przez kanclerz Merkel.
Kariera
polityczna Angeli Merkel zaczęła się równocześnie z burzeniem muru
berlińskiego. Korzenie tej kariery tkwiły jednak głęboko w NRD – atrapie
suwerennego państwa, utworzonej przez Sowietów z ich strefy okupacyjnej
we wschodnich Niemczech. Społeczeństwo tej części Niemiec
zostało nie tylko najbardziej upokorzone zasłużoną klęską wywołaną
nazistowskim totalitaryzmem, ale chyba najgłębiej zniewolone spośród
krajów, które po Jałcie 1944 znalazły się w sowieckiej strefie wpływów.
Tu penetracja agentury – zarówno sowieckiej, jak i niemieckiej,
złowrogiej Stasi – była najpowszechniejsza i najskuteczniejsza
.
Lothar de Maiziere, człowiek dialogu


W 2005 r., po wyborach parlamentarnych i powołaniu Angeli Merkel na
kanclerza Niemiec, mianowała ona Lothara de Maiziere na
współprzewodniczącego ze strony niemieckiej Petersburskich Dialogów.
Jest to organizacja powołana w 2001 r. przez kanclerza Schroedera i
prezydenta Putina w celu wspierania wszechstronnej współpracy
niemiecko-rosyjskiej.
Sponsorowana m.in. przez niemieckie
ministerstwo spraw zagranicznych, wielkie koncerny Axel Springer,
DaimlerChrysler, Thyssen-Krupp, kompanie BASF, E. ON RuhrGas AG,
Phillips, Siemens, banki Commerzbank, Deutschebank, HypoVereinsbank, a
także przez znane fundacje: Friedricha Eberta, Konrada Adenauera,
Henryka Boella, Hansa Zeidla i Róży Luksemburg. Ze strony rosyjskiej współprzewodniczy "Petersburskim dialogom" Michaił Gorbaczow, powołany przez prezydenta Władimira Putina.


Lothar de Maiziere jest stryjecznym bratem obecnego szefa Urzędu
Kanclerskiego Republiki Federalnej Niemiec Thomasa de Maiziere’a,
powołanego na to stanowisko przez kanclerz Angelę Merkel po wyborach w
2005 r.
Kariera
Lothara de Maiziere’a rozwija się błyskawicznie – wybrany deputowanym
do parlamentu z listy CDU w marcu 1990 r., w kwietniu zostaje ostatnim
premierem rządu NRD. Funkcję sprawuje do 2 października, do zjednoczenia
Niemiec. Zostaje następnie ministrem w rządzie CDU Helmuta Kohla. W
jesiennych wyborach 1990 r. wybrany do Bundestagu. Doprowadza do
połączenia CDU i zostaje jedynym zastępcą przewodniczącego tej partii
Helmuta Kohla.


Nagle wycofuje się jednak z aktywnej polityki. Instytut
Gaucka ujawnia jego długoletnią współpracę ze Stasi. Sam Lothar
zaprzecza, podkreśla, że jego kontakty z enerdowską bezpieką wynikały z
natury wykonywanego zawodu prawnika. Jednak w październiku 1991 r.
składa mandat deputowanego Bundestagu. Pozostaje przy praktyce
adwokackiej, działa w środowiskach biznesowych.

Droga do dialogu petersburskiego

W czasie burzliwej jesieni 1989 r.
Angela Merkel wstąpiła do tworzącej się wówczas Partii Demokratycznego
Przełomu (DA). Zachęcił ją do tego wspomniany już Schnur, promując ją
tam jako młodą działaczkę. Sam był przewodniczącym nowej formacji, ale
jak twierdzi Lengguth – właśnie wtedy utrzymywał szczególnie bliskie
kontakty z agentami i funkcjonariuszami Stasi. Gdy premierem rządu NRD
był już Lothar Maiziere, powołał Merkel na swojego rzecznika prasowego;
niektórzy obserwatorzy ówczesnych wydarzeń w Berlinie uważają, że za
namową Schnura.
Po zjednoczeniu Niemiec Merkel wystartowała do kariery w CDU, gdyż partia DA przyłączyła się do chadecji. Jej protektor Schnur – podobnie jak później Lothar de Maiziere – wycofał się do adwokatury. A droga Angeli Merkel od tej pory aż do objęcia urzędu kanclerza Niemiec jest powszechnie znana.
W
państwie niemieckim nie brak instytucjonalnych rozwiązań gwarantujących
przyjaźń i współpracę z Rosją. Wspomniane już "Petersburskie Dialogi"
stanowią właśnie jedno z nich. W deklaracji założycielskiej czytamy, że
mają one "przeciwdziałać wszelkim uprzedzeniom" i dawać "wiele nowych
impulsów w rozwoju stosunków rosyjsko-niemieckich?
. Organizacje i osobistości działające w "Dialogach" umacniają "ogromną sieć współpracy obu państw".
Czyli stanowią potężną grupę nacisku. Oficjalne spotkania odbywają się
raz do roku, ale różne robocze spotkania bilateralne, poświęcone ważnym
interesom obu państw, organizowane są "w miarę potrzeb". Jedną z takich
potrzeb jest globalna polityka energetyczna, której politycy
współpracujący w ramach "Dialogów" poświęcili kilka konferencji.
całość tu:
http://wiadomosci.onet.pl/1420799,2678,2,kioskart.html


Steinbach: kwestia odszkodowań nadal otwarta


Erika Steinbach
AFP



Przewodnicząca niemieckiego Związku Wypędzonych (BdV)
Erika Steinbach uważa, że kwestia odszkodowań dla Niemców, którzy
utracili po II wojnie światowej w Polsce i Czechach swoje majątki, a
następnie zostali przymusowo wysiedleni, mimo upływu 62 lat od
zakończenia wojny, nadal nie jest zamknięta.

Podczas walnego zgromadzenia BdV w Berlinie Steinbach wezwała
rząd Niemiec do rozwiązania, wspólnie z innymi zainteresowanymi
krajami, kwestii będącej następstwem "niezgodnego z prawem
międzynarodowym wywłaszczenia niemieckich wypędzonych".
- Ani wypędzeni, ani też BdV nie jest w stanie rozwiązać tego problemu - zastrzegła.

Steinbach przypomniała,
że wszystkie niemieckie rządy "do dziś" podkreślają, że konfiskaty
niemieckiego mienia bez odszkodowania stanowiły naruszenie prawa
międzynarodowego, lecz "nic dotychczas nie zrobiły, aby załatwić tę
sprawę".

Przemawiając do delegatów ziomkostw, Steinbach pozwoliła sobie na kilka uszczypliwości pod adresem Polski. Mówiąc
o "Centrum przeciwko Wypędzeniom", podziękowała "niezmordowanym polskim
sąsiadom" za ich wytrwały sprzeciw wobec Centrum, który przyczynił się
do rozpropagowania jej pomysłu. Cytując Goethego, wtrąciła, że niemiecki
pisarz jest obecnie zakazany w Polsce.


Szefowa BdV zrezygnowała natomiast z odczytania zawartego
w rozdanej dziennikarzom wersji przemówienia fragmentu, poddającego w
wątpliwość, z powodu "neonacjonalistycznego ograniczenia i zaostrzania",
europejskość obecnych polskich władz.


Główna doroczna impreza
BdV - "Dzień stron ojczystych" odbędzie się 18 sierpnia w Berlinie.
Przemówienie wygłosi przewodniczący Parlamentu Europejskiego Hans-Gert
Poettering. W ubiegłym roku gościem zjazdu był prezydent Niemiec Horst
Koehler.
Jego obecność na imprezie ziomkostw spotkała się z krytyką w Polsce.

http://wiadomosci.onet.pl/1550592,12,item.html

 

 

Pawelka: rząd polski usprawiedliwia wypędzenia


Szef Ziomkostwa Ślązaków Rudi Pawelka ostro skrytykował politykę władz Polski wobec mniejszości niemieckiej.

- Żadna mniejszość w demokratycznej Europie nie jest tak źle traktowana jak nasi Niemcy w ich ojczystych stronach - powiedział Pawelka w Hanowerze na zjeździe Ziomkostwa, cytowany przez agencję dpa. Dodał, że smutkiem napawa go fakt, iż polski rząd ciągle jeszcze usprawiedliwia "zbrodnie wypędzenia".


Minister spraw wewnętrznych Dolnej Saksonii, której stolicą jest
Hanower, Uwe Schuenemann (CDU) podkreślił liczne związki łączące ten
kraj związkowy ze Ślązakami. - Historia śląskich wypędzonych jest trwałą
częścią dolnosaksońskiej historii - powiedział.

Po odzyskaniu władzy przez CDU nowe kierownictwo odnowiło bliskie kontakty z Ziomkostwem Ślązaków. Po 16-letniej przerwie kongres odbywa się znów w Hanowerze.


Pawelka jest jednym z inicjatorów "Powiernictwa Pruskiego", spółki,
która w ubiegłym roku skierowała pozwy przeciwko Polsce do Europejskiego
Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

http://wiadomosci.onet.pl/1563767,12,item.html

G8 w nazistowskim kurorcie
Heiligendamm,
niegdyś najsłynniejsze uzdrowisko nad Bałtykiem, gdzie nie wolno było
przyjeżdżać Żydom, gości przedstawicieli ośmiu potęg świata
Hotel Resort Schwielowsee należy
dziś częściowo do Axela Hilperta, byłego szpicla Stasi, enerdowskiej
służby bezpieczeństwa pełniącej też funkcję wywiadu i kontrwywiadu. Axel
odkupił hotel od byłego doradcy Helmuta Kohla. Jest jednym ze szpiegów
działających na rzecz systemu komunistycznego, którzy po zjednoczeniu
państw niemieckich stali się wpływowymi biznesmenami. W Stasi działał
jako agent Monika.



Kempinski Grand Hotel, fot. AP



Jego zadaniem było sprawić, by do kasy NRD wpływało jak najwięcej
dewiz. W latach 70. Hilpert śledził wschodnioniemieckich kolekcjonerów
dzieł sztuki i antyków, co cenniejsze nabytki konfiskował, a niektóre
odkupywał za śmieszną cenę, a następnie odsprzedawał znacznie drożej na
Zachód.
Co bardziej opornych wsadzał do więzienia, pod zarzutem próby ucieczki przed komunistycznym reżimem.

W latach 80. Hilpert zajmował się przemytem broni na Kubę.
Zasłużył się. W nagrodę za jego usługi Stasi odznaczyła go medalem za
lojalność, został też awansowany do rangi honorowego pułkownika
kubańskiej armii.


Dzisiaj jednak nikt nie widzi przeszkód, aby to w jego hotelu odbywała się część rozmów szczytu G8.
http://wiadomosci.onet.pl/1416628,2678,kioskart.html


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

9.  SN: Niemieccy spadkobiercy

Potomkowie osób, które po wojnie zadeklarowały polską narodowość,
zachowali prawa do majątków w Polsce, mimo swojego późniejszego wyjazdu
do Niemiec i utraty polskiego obywatelstwa - wynika z dzisiejszej
uchwały Sądu Najwyższego. Wcześniej orzeczenia były rozbieżne.
Przepis ustawy z 1961 r., Ustawy o gospodarce terenami w miastach i osiedlach, stanowił, że nieruchomości
będące własnością osób, które najpierw zadeklarowały narodowość polską i
uzyskały polskie obywatelstwo, przechodzą na własność państwa, jeżeli
osoby te w związku z późniejszym wyjazdem z kraju utraciły polskie
obywatelstwo.

SN uznał, że przepis ten nie miał jednak zastosowania do spadkobierców osób, które w tym przepisie były wymienione.

Przepis można rozszerzyć na spadkobierców?


O rozstrzygnięcie przez siedmiu sędziów SN problemu prawnego
dotyczącego tej kategorii spadkobierców zwrócił się pierwszy prezes tego
sądu. Przypomniał, że osoby, które zadeklarowały po wojnie narodowość
polską i do śmierci nie wyjechały z ziem zachodnich, zachowały własność
swego majątku. "Problem dotyczy spadkobierców, którzy odziedziczyli
takie nieruchomości w Polsce, a następnie wyemigrowali w latach
1956-1984, tracąc obywatelstwo polskie" - zaznaczono w pytaniu prawnym.


Dotychczas w trzech orzeczeniach Sąd Najwyższy uznał, że przepis
Ustawy o gospodarce w miastach i osiedlach nie obejmuje spadkobierców
(w tym w głośnej sprawie Agnes
Trawny). Sąd przyjmował bowiem, że przepis ustawy z 1961 r., jako
wyjątkowy, nie może podlegać wykładni rozszerzającej na spadkobierców. W
jednym z wcześniejszych orzeczeń uznano jednak odmiennie.


W swym pytaniu prawnym prezes SN wskazał, że istnieją argumenty
przemawiające za obiema interpretacjami. Z jednej strony - jak zaznaczył
- w przepisie wyraźnie wskazano, jakie osoby tracą nieruchomości.
Dlatego, jak dodał, "trudna do zaakceptowania jest wykładnia
rozszerzająca tego przepisu, mającego charakter wyjątkowy, o poważnych
konsekwencjach w postaci utraty własności".

Prawnik "wstrząśnięty" podjętą uchwałą


Z drugiej strony jednak prezes SN wskazał, że choć "ważkie
argumenty natury jurydycznej" muszą być brane pod uwagę, to "nie sposób
zignorować kontekstu historycznego, społecznego, międzynarodowego i
konsekwencji ekonomicznych, które przemawiają przeciwko korzystnym dla
spadkobierców mienia poniemieckiego orzeczeniom SN".


Zajmujący się tą problematyką mec. Lech Obara powiedział dziś, że "jest
wstrząśnięty", jeśli chodzi o skutki podjętej uchwały. - Uważam, że
istotną wartością powinna być stabilizacja stosunków własnościowych na
Ziemiach Odzyskanych i pewność obrotu prawnego - zaznaczył. Dodał, że w
jego ocenie po tej uchwale może wzrosnąć liczba zgłaszanych roszczeń w
sprawie nieruchomości - uchwała ta stanowić będzie bowiem dodatkowy
argument i bodziec dla tych starań.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

10. SĄD NAJWYŻSZY: NIEMIECCY

SĄD NAJWYŻSZY: NIEMIECCY SPADKOBIERCY MAJĄ PRAWA DO MAJĄTKÓW W POLSCE

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

11. Angela Merkel na spotkanie

Angela Merkel na spotkanie Związku Wypędzonych. Steinbach: Trzeba brać przykład z Węgier


Kanclerz Niemiec Angela Merkel we wtorek na spotkaniu Związku
Wypędzonych Eriki Steinbach zapowiedziała rychłe rozpoczęcie budowy w
Berlinie muzeum poświęconego przymusowym wysiedleniom Niemców i innych
narodów po drugiej wojnie światowej.

"Faza planowania projektu,
którego celem jest powstanie nowoczesnego muzeum, jest bardzo
zaawansowana. Renowacja i budowa obiektu będą mogły się wkrótce
rozpocząć" - powiedziała Merkel na dorocznym spotkaniu Związku
Wypędzonych (BdV). Podkreśliła, że jej rząd zwiększył w tym roku środki
budżetowe na ten cel o 50 proc. do 3,75 mln euro.



Upamiętnienie losów niemieckich
wypędzonych to "kwestia humanitarnego podejścia" - zaznaczyła szefowa
niemieckiego rządu, chwaląc działaczy BdV za "zachowanie pamięci o
ucieczkach i wypędzeniu".
Merkel dziękowała Steinbach za zaangażowanie w projekt muzeum, określając działaczy ziomkostw mianem "pomostu" między Niemcami a Europą Wschodnią. Steinbach powiedziała, że powstające muzeum to jej "dziecko".
Ani Merkel, ani Steinbach nie odniosły się do opublikowanych pod koniec roku wyników naukowych badań, z których wynika, że w okresie powojennym władze Związku Wypędzonych opanowane były przez byłych członków hitlerowskiej NSDAP.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

12. za flakony dla strasznego Dziadunia

Klęska dyplomatyczna Polski - Angela Merkel triumfalnie ogłosiła rozpoczęcie budowy w Berlinie Centrum przeciwko Wypędzeniom

"Nasi niemieccy sąsiedzi nigdy nie zrezygnują z marszu po raz
wytyczonej drodze. Mogą go opóźnić, odwlec w czasie, ale nigdy z niej
nie zrezygnują. Nie mają znaczenia protesty sąsiadów, w tym przypadku
polskich i czeskich. Niemcy po prostu przekupią grantami i nagrodami
establishment kraju zaniepokojonego."

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

13. Promowane przez rząd Donalda

zdjecie

Promowane przez rząd Donalda Tuska Muzeum
Historii II Wojny Światowej w Gdańsku nie będzie poświęcone wyłącznie
polskiej martyrologii i polskiemu oporowi w czasie wojny (FOT. M. BORAWSKI)

Najazd Hunów

Beata Falkowska

Stara się sprawiać wrażenie
dystyngowanego, wysublimowanego konesera sztuki, ale jego styl
kierowania ministerstwem kultury predestynuje go raczej do zastępu
sprawnych politruków, propagujących za publiczne pieniądze zdobycze
postmodernistycznej antykultury. – Według mnie, to, co robi minister
Bogdan Zdrojewski, to sabotaż kulturowy. Nie jest to przesadne
stwierdzenie, skoro nie przeszkadza mu niszczenie teatrów narodowych,
oper, galerii i muzeów poprzez oddanie kierownictwa tych instytucji w
ręce pseudoartystów pokroju pana Klaty – mówi aktorka Barbara
Dobrzyńska. Zdrojewski, niczym współczesny Attyla – symbol barbarzyńców
niszczących z furią chrześcijańskie Cesarstwo Rzymskie, dokonuje
destrukcji polskiej kultury, zostawiając za sobą gruzy i zgliszcza.

Promocja tandety

Ostatnia afera z przedstawieniem „Do Damaszku” w Teatrze Starym w
Krakowie, ostentacyjnie oprotestowanym przez publiczność, i słowa
poparcia Zdrojewskiego dla Jana Klaty, dyrektora teatru, wpisują się w
politykę konsekwentnie realizowaną przez resort, która sprowadza się do
promocji najbardziej wulgarnej tandety, byleby była dość antykatolicka i
antynarodowa.

Jak zawsze w podobnych sytuacjach po skandalu w Teatrze Starym
pojawiło się pustosłowie o wolności sztuki i pluralizmie. – Będę bronił
różnorodności artystycznej i praw artystów do tworzenia. W żadnym
wypadku nie chciałbym, aby cenzura wróciła – stwierdził Bogdan
Zdrojewski po spektaklu. Wyłuszczał, że teatr jest miejscem o wielu
obliczach i powinien prezentować różne rodzaje estetyki, a zróżnicowanej
publiczności należy się zróżnicowany repertuar. „Idąc do teatru, chcemy
zobaczyć sztukę. Jak będziemy chcieli zobaczyć seks, to pójdziemy do
klubu pornograficznego (…)” – skomentował wywody ministra jeden z
internautów. Nic dodać, nic ująć.

Temida Stankiewicz-Podhorecka, krytyk teatralny, zastanawia się, czy
promowanie w kulturze ideologii gender, rozmaitych dewiacji
homoseksualnych i kazirodczych zgodne jest z osobistym gustem ministra. –
Pytam, bo takie właśnie przedsięwzięcia finansuje. Że dla przykładu
wymienię tylko obrzydliwy, obsceniczny, promujący homoseksualizm
spektakl „Lubiewo” w Teatrze Nowym w Krakowie (to teatr prywatny, ale
współfinansowany przez ministra), antynarodową działalność Starego
Teatru w Krakowie czy finansowanie sztuki „Popiełuszko” Małgorzaty
Sikorskiej-Miszczuk w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, gdzie winę za
męczeńską śmierć kapłana właściwie przerzuca się na hierarchów Kościoła,
a esbeków traktuje się lekko i zabawowo – stwierdza
Stankiewicz-Podhorecka. Barbara Dobrzyńska dodaje, że skoro Zdrojewski
jest takim wielbicielem pseudoartystów, niech salonem „sztuki
nowoczesnej” uczyni swoje własne mieszkanie. – Niech nie zapełnia za
nasze pieniądze państwowych galerii antysztuką i szmirą. Aby wytwory
różnych Nieznalskich nie bulwersowały i nie straszyły nas i nieszczęsnej
polskiej młodzieży, proponuję, żeby pan minister ozdabiał nimi swój
własny dom, skoro mu się tak bardzo podobają – punktuje aktorka.

Profanacje, pieniądze i prokuratura

Na razie jednak to w Centrum Sztuki Współczesnej w szacownych murach
Zamku Ujazdowskiego, historycznej siedzibie książąt mazowieckich, trwa w
najlepsze festiwal perwersji i profanacji zwany „sztuką nowoczesną”.
Bluźnierczy film „Adoracja” profanujący krzyż wywołał falę protestów.
Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście wszczęła dochodzenie w sprawie
obrazy uczuć religijnych. Poseł Anna Sobecka wysunęła żądanie, by
minister kultury odwołał dyrektora CSW Fabio Cavallucciego, i dała
początek społecznej akcji wzywającej ministra kultury do zdymisjonowania
Włocha. – Pan minister naraża dziedzictwo narodowe na bezczeszczenie.
Temu trzeba postawić tamę – podkreśla Barbara Dobrzyńska.

Zdrojewski ma słabość do cudzoziemców. Reprezentantką kultury
polskiej na 54. Międzynarodowej Wystawie Sztuki w Wenecji (rok 2011)
była izraelska „artystka” Yael Bartana. Głównym motywem zaprezentowanej
filmowej trylogii jej autorstwa była działalność Ruchu Żydowskiego
Odrodzenia w Polsce, wymyślonego przez Bartanę tworu politycznego
domagającego się powrotu ponad trzech milionów Żydów do Polski. Odtwórcą
głównej roli w filmie był Sławomir Sierakowski z „Krytyki Politycznej”.
Moi rozmówcy podkreślają, że pieniądze na lewicowe przedsięwzięcia
płyną z resortu kultury szerokim strumieniem, a jednocześnie np. Zespół
Pieśni i Tańca „Mazowsze” boryka się z olbrzymimi kłopotami.

Jeśli o pieniądzach mowa, dodajmy, że ostatnie tygodnie przyniosły
także zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa
przez ministra kultury. Złożył je laureat Oscara Zbigniew Rybczyński.
Jego zdaniem, dyrektor Centrum Technologii Audiowizualnych we Wrocławiu
Robert Banasiak oraz Bogdan Zdrojewski nie dopełnili obowiązków i nie
powiadomili w odpowiednim czasie prokuratury o finansowych
nieprawidłowościach, do jakich miało dojść we wrocławskim Centrum. To
Rybczyński miał wykryć finansowe machlojki i zawiadomić o tym
Zdrojewskiego. Wkrótce potem został usunięty ze stanowiska. Dziś głośno
publicznie krytykuje działania ministra kultury.

Płynnie o pornografii i komunie

Kolejną instytucją kultury na poletku Zdrojewskiego wydatnie
wspierającą „nowoczesność” jest Polski Instytut Kultury Filmowej.
Najsilniejszy rezonans wywołała decyzja PISF o dofinansowaniu kwotą
miliona złotych perwersyjnego filmu Larsa von Triera „Antychryst”. A oto
jak Zdrojewski bronił decyzji PISF i samej produkcji w odpowiedzi na
poselskie zapytanie: „’Antychryst’ nie jest filmem pornograficznym ani
satanistycznym, ale jest to psychologiczny thriller, o ostrym spojrzeniu
na cielesność ludzkiej egzystencji w przyrodzie”.

Słowa iście godne człowieka, który otwarcie Kongresu Kultury Polskiej
w 2011 roku powierzył specjaliście od „płynnej rzeczywistości” i
utrwalaczowi władzy ludowej w jednym, Zygmuntowi Baumanowi. Rok
wcześniej Bauman odebrał z rąk Zdrojewskiego medal Zasłużony Kulturze –
Gloria Artis. Jeszcze w tym roku po skandalu z wręczeniem Baumanowi
doktoratu honoris causa Dolnośląskiej Szkoły Wyższej Zdrojewski bronił
tamtej decyzji i hołubił Baumana: „Kiedy wręczałem mu Gloria Artis,
okoliczności związane z jego życiorysem nie były znane, gdyby były,
proces podejmowania decyzji byłby inny. Pewnie miałbym istotną
wątpliwość, ale rozstrzygnąłbym ją na korzyść profesora. Ale trzeba
pamiętać, że Gloria Artis to odznaczenie za działalność na rzecz
kultury, a w przypadku Baumana jego dorobek w tej materii jest
gigantyczny i za to otrzymał to odznaczenie. Jego element w życiorysie
tego faktu akurat nie zmienia. Osoby dokonujące ocen życiorysów znanych
osób są potrzebne, ale niestety ze smutkiem stwierdzam, że większość
analiz dotyczących Zygmunta Baumana jest niezwykle powierzchownych”.

Ministra słabość do lewicy ma różne oblicza. Jednym z nich jest
polityka dotacji dla czasopism. Od lat jednym z największych jej
beneficjentów jest „Krytyka Polityczna”, a w gronie szczęśliwych
wybrańców resortu kultury dominują periodyki lewicowo-liberalne, jak
„Res Publica Nova” czy „Gdański Przegląd Polityczny”, pomijane zaś są
pisma konserwatywne.

Blokowanie muzeum

Jeśli w ciągu najbliższych miesięcy nie rozwiąże się kwestia
sfinansowania budowy stałej siedziby Muzeum Historii Polski, dyrektor
placówki Robert Kostro nie wyklucza dymisji. Konkurs na projekt
przyszłego gmachu muzeum rozstrzygnięto w 2009 roku i od tamtego czasu
sprawa utknęła w martwym punkcie, a muzeum mieści się w tymczasowej
siedzibie, nijak mającej się do rangi instytucji.

Sytuacja wokół Muzeum Historii Polski jasno obrazuje wektory polityki
ministerstwa kultury i całego rządu. Na placówki o tradycyjnym
narodowym charakterze, niosące unikalny kapitał wychowawczy i
tożsamościowy, po prostu nie ma środków. Podobnie jak woli i serca.
Profil narodowego muzeum staje zapewne ością w gardle ministrom rządu
Donalda Tuska i samemu premierowi. Cała para i finanse idą za to w
budowę Muzeum Historii II Wojny Światowej w Gdańsku, które – jak
zapewnia i premier Tusk, i dyrektor placówki Paweł Machcewicz – na pewno
nie będzie poświęcone wyłącznie polskiej martyrologii i polskiemu
oporowi w czasie II wojny światowej. „Polskie doświadczenia muszą być
pokazane na tle innych narodów, na tle całej wojny, która była przecież
konfliktem globalnym, nie walczyliśmy w tej wojnie sami. Tylko w ten
sposób mamy szansę zaistnieć w światowej debacie historycznej, być
lepiej rozumiani, wpływać na świadomość historyczną innych” – zapewniał
Machcewicz. Dodajmy, że Zdrojewski oraz Hanna Gronkiewicz-Waltz zostali
wyróżnieni za „ich wybitne przywództwo w unikalnym partnerstwie
publiczno-prywatnym, które zaowocowało powstaniem Muzeum Historii Żydów
Polskich”.

– Z tych trzech placówek Muzeum Historii Polski traktowane jest
najgorzej. Działania resortu kultury wokół tego muzeum obrazują to, co
rząd Tuska robi z kwestią historii narodowej, poczynając od drastycznego
ograniczenia nauki historii w szkołach po faktyczne zablokowanie Muzeum
Historii Polski – mówi poseł Jan Dziedziczak z sejmowej komisji
kultury. – Projekt, który miał pokazywać Polakom, z czego mogą być
dumni, do czego mogą się odwoływać, z drugiej strony przybliżać naszą
historię obcokrajowcom odwiedzającym stolicę, został całkowicie
storpedowany. A klarowne przedstawienie swojej historii w muzeach jest
czymś naturalnym w stolicach europejskich. Szczególny nacisk na ten cel
widać w polityce Berlina – dodaje.

Z podobnym murem obojętności jak Muzeum Historii Polski spotyka się
koncepcja budowy Muzeum Kresów Wschodnich. – Jest to inicjatywa wyrażana
co najmniej od 10 lat, jak do tej pory nie znalazła zrozumienia u
władz. Mamy prywatne przedsięwzięcia, jak podwarszawskie Muzeum Lwowa i
Kresów Wschodnich w Kuklówce. Są to jednak przedsięwzięcia
niewyczerpujące potrzeb, a przede wszystkim niewsparte państwową opieką –
komentuje Ewa Siemaszko, dokumentalista historii Kresów. – Oczywiste
jest, że z tamtych terenów wyrosła co najmniej połowa naszej kultury.
Zlekceważenie tego jest co najmniej dziwne. To jest zubażanie nas o
jakąś część tożsamości, odcinanie od korzeni i zawężanie do Polski
Centralnej – dodaje.

Zamiast promocji tego, co w naszej kulturze jest wartością, a poprzez
unikalny charakter może stanowić walor dla cudzoziemców, Zdrojewski
wybiera wydeptany szlak postmodernistycznego obrazoburstwa, w którym
wszelkie palmy pierwszeństwa już dawno zostały rozdane na Zachodzie. – W
okresie rozbiorów tylko wiara i dziedzictwo kulturowe ocaliło Polaków
przed rozmyciem się na płaszczyźnie Europy i świata. Dziś za
przyzwoleniem rządu to dziedzictwo jest niszczone. Ja się nie boję
ministra kultury, ja się boję kultury ministra kultury – podsumowuje
Barbara Dobrzyńska.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

14. a w Polsce tuszczanej...

Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

Konsorcjum, którego liderem jest Warbud S.A., wygrało przetarg na drugi,
a zarazem ostatni, etap budowy siedziby Muzeum II Wojny Światowej w
Gdańsku. Zakończenie postępowania było możliwe dzięki zwiększeniu przez
ministerstwo kultury środków na inwestycję.
Dyrekcja muzeum zwróciła się z prośbą o wytyczne do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego,
które jest zwierzchnikiem placówki. Pod koniec stycznia resort
zdecydował o zwiększeniu - z 223 do prawie 250 mln zł - sumy
przewidzianej na inwestycję, co umożliwiło rozstrzygnięcie przetargu.

Jak poinformował we wtorek PAP rzecznik prasowy ministerstwa kultury Maciej Babczyński, dodatkowe pieniądze zostaną zabezpieczona w budżecie resortu na 2016 r.W sierpniu 2012 r., w ramach pierwszego etapu budowy placówki, ruszyły
prace przy tzw. suchym wykopie - zanurzonej w ziemi betonowej wannie, w
której znajdzie się podziemna część muzeum. Prace te są w końcowej
fazie. Jak poinformował Machcewicz, zakończenie drugiego etapu budowy,
na który właśnie rozstrzygnięto przetarg, powinno nastąpić na przełomie
2015 i 2016 r.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

15. Fundacja Ucieczka,


Fundacja Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie bardziej europejska? Ma być nakierowana na pojednanie


Niemiecka minister stanu ds. kultury Monika Gruetters opowiedziała się w piątek za nadaniem sparaliżowanej dymisjami Fundacji...

W wywiadzie dla agencji DPA Gruetters opowiedziała się za „nowym
otwarciem” w działaniach zmierzających do przezwyciężenia kryzysu
Fundacji. – Powinniśmy wykorzystać zebrane doświadczenia, aby spojrzeć w
przyszłość – zaznaczyła minister stanu odpowiedzialna w urzędzie
kanclerskim w Berlinie za sprawy kultury i mediów.

Nie ma kandydata na szefa fundacji


– Fundacja powinna na bazie istniejącego projektu mocniej uwypuklić
europejski wymiar (wypędzeń) i pojednanie (z sąsiadami) – szczególnie ze
względu na aktualne problemy uchodźców – powiedziała Gruetters.


Pięcioosobowa komisja pod kierownictwem Gruetters pracuje obecnie nad
rozwiązaniem sytuacji patowej, w tym znalezienia kandydata na szefa
Fundacji. Fundacja, której głównym zadaniem jest utworzenie do 2018
roku w Berlinie ośrodka dokumentacyjno-informacyjnego o przymusowych
migracjach w Europie w XX wieku, po dymisjach swoich dwóch kolejnych
szefów pozbawiona jest obecnie stałego kierownictwa. Historyk Winfrid Halder, który miał objąć stanowisko do końca roku,
zrezygnował w listopadzie z „powodów osobistych”. Prace fundacji
nadzoruje obecnie tymczasowo Uwe Neumaerker – dyrektor Pomnika
Pomordowanych Żydów Europy.


Do nominacji Haldera doszło w czerwcu wbrew opinii większości historyków
z rady naukowej. Część z nich, w tym dwóch naukowców z Polski, podała
się na znak protestu do dymisji kwestionując procedurę wyboru i
kwalifikacje naukowe kandydata.


W liście do Gruetters krytycy zarzucili Halderowi brak wiedzy o
problematyce ucieczek i wypędzenia Niemców po 1945 roku, ich powojennej
integracji oraz międzynarodowych aspektach przymusowych wysiedleń. List
podpisali m.in. były przewodniczący rady naukowej Stefan Troebst, polscy
historycy Krzysztof Ruchniewicz i Piotr Madajczyk, oraz niemiecki
badacz dziejów III Rzeszy Michael Wildt.

Wcześniej ustąpił Manfred Kittel


Przedmiotem krytyki jest też nadreprezentacja Związku Wypędzonych (BdV) w
radzie fundacji. W gremium zasiada sześciu przedstawicieli BdV, a tylko
czterech posłów koalicji rządowej. Historycy krytykujący kierownictwo
Fundacji domagali się wyeksponowania problematyki uchodźczej w związku z
masową migracją do Europy z Bliskiego Wschodu i Afryki.





Pochodzący z Rumunii gej nowym szefem Związku Wypędzonych. Zastąpił Erikę Stainbach

Fabritius urodził się w 1965 roku w Rumunii. W 1984 roku przyjechał jako
przesiedleniec do RFN. Zapowiedział, że będzie zabiegał o poprawę warunków
życia mniejszości niemieckiej w Europie Wschodniej, szczególnie o większe
możliwości nauki języka niemieckiego.



Bawarski chadek jest gejem; żyje w zarejestrowanym związku ze swoim
partnerem. Jak powiedział „Die Welt”, nie spodziewa się w związku z tym
żadnych problemów podczas głosowania. W BdV mamy zarówno
konserwatywnych, jak i liberalnych członków – wyjaśnił. Steinbach
należała – zarówno w sprawach politycznych jak i obyczajowych – do
konserwatywnego skrzydła CDU. W nowoczesnej Europie nie potrzebujemy wrogów – dodał w rozmowie z „Die
Welt”. Przyznał, że ze względu na to, iż Steinbach uważana była w Polsce
za persona non grata, nie będzie to łatwe zadanie. Wyjaśnił, że będzie
chciał doprowadzić do spotkania Niemców pochodzących z terenów
należących obecnie do Polski z przedstawicielami polskiego rządu; celem
takiego spotkania miałaby być „otwarta dyskusja” pozwalająca na „szczere
załatwienie” spraw. Jak zaznaczył, „nadszedł czas” na taką inicjatywę.



– Musimy wysłać Polsce jasny sygnał: w XXI wieku nie chodzi przede
wszystkim o materialne wyrównanie, lecz o moralną rehabilitację
wypędzonych – powiedział Fabritius. Jak dodał, wielu z nich musi jeszcze
ciągle „żyć z oskarżeniem, że sami ponoszą winę za swój los. To jest
nie do zniesienia”. W wywiadzie dla agencji dpa deputowany bawarskiej CSU powiedział, że po
formalnym wyborze na stanowisko szefa BdV zamierza „możliwie szybko” złożyć
wizytę w Polsce, aby spotkać się z przedstawicielami zarówno mniejszości
niemieckiej jak i „oficjalnej Polski”.



– Polacy nie uważają mnie za wroga – powiedział Fabritius. Jego zdaniem
umożliwi to podjęcie rozmów o sprawach, które dotychczas były przemilczane.



Jako przykład podał powojenne akty prawne – tzw. Dekrety Bieruta, które
były jego zdaniem podstawą do przymusowego wysiedlenia Niemców po II
wojnie
światowej.



Zdaniem Fabritiusa były to „dekrety bezprawne”, które „nie powinny
być częścią europejskiego systemu wartości, do której należy Polska”. Jak
zaznaczył, nadszedł czas na „szczery dialog”.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

16. Lista targowiczan i

Lista targowiczan i folksdojczów". Historycy bronią dobrego imienia kolegów badających stosunki polsko-niemieckie

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,95892,19618611,lista-targowiczan-i-folksdojczow-his...

Z prawdziwym zażenowaniem przeczytaliśmy opublikowany w ostatnim numerze "wSieci" (8-14 lutego br.) artykuł Bogdana Musiała pt. "Triumf niemieckiej propagandy", w którym autor dopuścił się brutalnego ataku na instytucje i historyków zaangażowanych w badanie stosunków polsko-niemieckich, m.in. insynuując im nepotyzm, niekompetencję, a w podtekście wręcz zdradę interesów narodowych.

Tradycyjnie już zaczął od oczerniania prof. Włodzimierza Borodzieja, obficie przy tym czerpiąc z własnego paszkwilu opublikowanego w 2008 r. w "Rzeczpospolitej". Listę targowiczan (choć w tym przypadku chyba raczej folksdojczów) autor tym razem wydłużył o prof. Annę Wolff-Powęską, prof. Stanisława Żerkę z Instytutu Zachodniego w Poznaniu, prof. Roberta Trabę z Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie oraz szefującego wrocławskiemu Centrum im. W. Brandta prof. Krzysztofa Ruchniewicza. Merytoryczna dyskusja z Bogdanem Musiałem nie ma większego sensu. Nie potrafimy wytłumaczyć jego obsesji inaczej, jak chorobliwą zawiścią i frustracją człowieka, który nie umie pogodzić się z sukcesami innych badaczy. Już tylko tym, abstrahując od języka i argumentów jako żywo przypominających Marzec 1968, Musiał postawił się sam poza nawiasem środowiska naukowego.

Pragniemy wyrazić naszą solidarność z profesorami Włodzimierzem Borodziejem, Krzysztofem Ruchniewiczem, Robertem Trabą, Anną Wolff-Powęską i Stanisławem Żerką i zapewnić ich o naszym niezmiennym szacunku.

Sygnatariusze listu:

prof. dr hab. Urszula Augustyniak, UW, prof. dr Martin Aust, Uniwersytet w Bonn, dr hab. Mariusz Ausz, UMCS, dr hab. Grzegorz P. Bąbiak, prof. UW, Delphine Bechtel, Paryż, Sorbona, dr Jan C. Behrends, Centrum Badań nad Historią Najnowszą, Poczdam, prof. dr hab. Piotr Bieliński, UW, prof. dr Dieter Bingen, Instytut Polski, Darmstadt, dr Jochen Boehler, Uniwersytet w Jenie, prof. dr Hans-Jürgen Bömelburg, Uniwersytet w Gießen, prof. dr hab. Jerzy W. Borejsza, IH PAN, Kazimierz Brakoniecki, dyrektor Centrum Polsko-Francuskiego Cotes d'Armor-Warmia i Mazury w Olsztynie, dr hab. Błażej Brzostek, UW, dr Piotr Buras, ECFR, Warszawa, prof. Holly Case, Cornell University, USA, prof. dr hab. Tadeusz Cegielski, UW, Katarzyna Chimiak, UW, dr hab. Tomasz Chinciński, Akademia Marynarki Wojennej, dr Paulina Codogni, ISP PAN, prof. dr hab. Andrzej Chojnowski, UW, prof. John Connelly, Berkeley University, USA, prof. dr hab. Przemysław Czapliński, UAM, dr Helena Datner, ŻIH, Piotr Długołęcki, PISM, dr hab. Edmund Dmitrów, prof. Uniwersytetu w Białymstoku, dr Emmanuel Droit, Centre Marc Bloch, Berlin, dr Izabela Drozdowska-Broering, UAM, prof. dr hab. Bogusław Dybaś, Stacja Naukowa PAN w Wiedniu, dr Bartosz Dziewanowski-Stefańczyk, CBH PAN w Berlinie, prof. dr hab. Barbara Engelking, IFiS PAN, dr Piotr Forecki, UAM, prof. dr Etienne François, Berlin, dr hab. Jiri Friedl, Instytut Historyczny Czeskiej Akademii Nauk, prof. dr hab. Andrzej Friszke, ISP PAN, dr Gregor Feindt, Instytut Historii Europejskiej w Moguncji/Uniwersytet w Bremie, prof. Małgorzata Fidelis, University of Illinois, Chicago, USA, dr Piotr Filipkowski, IFiS PAN, dr hab. Mirosław Filipowicz, prof. KUL, prof. dr Stefan Garsztecki, Uniwersytet w Chemnitz, dr Matthieu Gillabert, Uniwersytet Paris-Ouest, prof. dr Catherine Gousseff, Centre Marc Bloch, dr Justyna Górny, UW, dr hab. Maciej Górny, IH PAN, prof. dr Jan Grabowski, Uniwersytet Ottawy, prof. dr hab. Andrzej Gwóźdź, UŚ, dr Eva Hahn, Oldenburg, prof. dr Hans Henning Hahn, Uniwersytet w Oldenburgu, dr hab. Beata Halicka, prof. UAM, dr Lucyna Harc, UWr, dr Agnieszka Haska, IFiS PAN, prof. dr Peter Haslinger, Uniwersytet Gießen/Instytut Herdera w Marburgu, dr Jürgen Heyde, Uniwersytet w Lipsku, dr Karsten Holste, Uniwersytet w Halle i Wittenberdze, prof. dr hab. Joanna Jabłkowska, UŁ, prof. dr hab. Marek Jabłonowski, UW, prof. dr hab. Maciej Janowski, IH PAN, dr Natalia Jarska, IPN, dr Marcin Jarząbek, UJ, dr hab. Dariusz Jeziorny, UŁ, Mariusz Kaczka, Uniwersytet Europejski we Florencji, prof. dr hab. Ryszard Kaczmarek, UŚ, dr hab. Jerzy Kałążny, prof. UAM, dr Dobrochna Kałwa, UW, prof. dr hab. Ireneusz Paweł Karolewski, UWr, dr hab. Małgorzata Karpińska, prof. UW, prof. Padraic Kenney, Indiana University, USA, przewodniczący Association for Slavic, East European, and Eurasian Studies, Basil Kerski, Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku, prof. dr Audrey Kichelewski, Uniwersytet w Strasburgu, dr Kamil Kijek, UWr, prof. dr hab. Edmund Kizik, IH PAN/UG, prof. dr Yvonne Kleinmann, Uniwersytet w Halle, prof. dr Christoph Kleßmann, Poczdam, dr Barbara Klich-Kluczewska, UJ, prof. dr hab. Jerzy Kochanowski, UW, prof. dr Pavel Kolár, Uniwersytet Europejski we Florencji, prof. dr. hab. Dariusz Kołodziejczyk, UW, Kornelia Kończal, Uniwersytet Europejski we Florencji, dr hab. Michał Kopczyński, UW, dr Michal Kopecek, Instytut Historii Najnowszej Czeskiej Akademii Nauk, dr Adam Kożuchowski, IH PAN, prof. dr Klaudia Kraft, Uniwersytet w Siegen, dr Eryk Krasucki, USz, prof. dr hab. Wojciech Kriegseisen, IH PAN, dr Markus Krzoska, Uniwersytet w Gießen, dr Grzegorz Krzywiec, IH PAN, dr Wojciech Krzyżaniak, UAM, prof. dr hab. Marcin Kula, Akademia Teatralna w Warszawie, dr hab. Marta Kurkowska-Budzan, UJ, dr Sylwia Kuźma-Markowska, UW, prof. dr hab. Anna Landau-Czajka, IH PAN, dr Andreas Lawaty, Uniwersytet w Hamburgu, prof. dr Katherine Lebow, Oksford, prof. dr hab. Włodzimierz Lengauer, UW, dr Adam Leszczyński, ISP PAN, dr hab. Dariusz Libionka, IFiS PAN, dr Bernard Linek, Instytut Śląski w Opolu, Olga Linkiewicz, IH PAN, dr Daniel Logemann, Uniwersytet w Jenie, dr hab. Peter Olivier Loew, Instytut Polski, Darmstadt, dr hab. Jacek Luszniewicz, prof. SGH, dr hab. Sławomir Łukasiewicz, KUL/IPN, prof. dr hab. Paweł Machcewicz, ISP PAN, Manfred Mack, Instytut Polski, Darmstadt, dr hab. Piotr M. Majewski, UW, Piotr Małochwiej, UWr, Pascale Mannert, Uniwersytet Monachijski, prof. dr hab. Adam Manikowski, IH PAN, dr Artur Markowski, UW, prof dr. hab. Jerzy Maroń, UWr, dr Janusz Marszalec, Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, prof. dr. Małgorzata Marszałek, Uniwersytet Poczdamski, dr hab. Mariusz Mazur, UMCS, dr Małgorzata Mazurek, Columbia University, prof. dr Hélene Miard-Delacroix, Paryż, Sorbona, dr Andrzej Michalczyk, Uniwersytet w Bochum, Łukasz Mieszkowski, Uniwersytet w Jenie, Milena Migut, UWr, Izabela Mitwollen-Stefaniak, Uniwersytet Vechta, dr Anna Molisak, UW, prof. Ewa Morawska, Uniwersytet Essex, dr hab. Grzegorz Motyka, ISP PAN, dr Michał Mrugalski, Uniwersytet w Tybindze, Izabela Mrzygłód, UW, prof. dr. Michael G. Müller, Uniwersytet w Halle, dr hab. Łukasz Musiał, prof. UAM, prof. Norman Naimark, Stanford University, USA, dr Joanna Nalewajko-Kulikov, IH PAN, dr Zdenek Nebrenský, Instytut Masaryka Czeskiej Akademii Nauk, Praga, dr hab. Łukasz Niesiołowski-Spano, UW, dr hab. Alvydas Nikžentaitis, Instytut Historii Litwy, Wilno, dr hab. Sławomir M. Nowinowski, UŁ, prof. dr hab. Stanisław Obirek, UW, dr Jan Olaszek, IPN, dr Burkhard Olschowsky, Uniwersytet w Oldenburgu, dr hab. Piotr Osęka, ISP PAN, dr Krzysztof Persak, IPN, dr Monika Piotrowska-Marchewa, UWr, dr hab. Jan Pisuliński, prof. UR, prof. dr hab. Krzysztof Pomian, Muzeum Europy, Bruksela, prof. dr hab. Jan Pomorski, IH PAN, prof. Brian Porter-Szusc, University of Michigan, Ann Arbor, USA, prof. Anita J. Prażmowska, London School of Economics, Michał Przeperski, IH PAN/Histmag, prof. dr Joachim von Puttkamer, Uniwersytet w Jenie, dr Rüdiger Ritter, Uniwersytet w Bremie, prof. dr hab. Szymon Rudnicki, UW, prof. dr hab. Henryk Samsonowicz, UW, dr Magdalena Saryusz-Wolska, Niemiecki Instytut Historyczny w Warszawie, prof. dr Karl Schlögel, Monachium, prof. dr hab. Tomasz Schramm, UAM, dr hab. Dušan Segeš, Słowacka Akademia Nauk, Bratysława, dr hab. Thomas Serrier, Uniwersytet Viadrina, dr Katarzyna Sierakowska, IH PAN, dr hab. Marek Sioma, UMCS, dr hab. Jan Skórzyński, prof. Collegium Civitas, dr hab. Paweł Sowiński, ISP PAN, dr Matej Špurný, Uniwersytet Karola w Pradze, dr hab. Krystyna Stebnicka, UW, dr Katrin Steffen, Uniwersytet w Hamburgu, prof. dr hab. Barbara Stępniewska-Holzer, UW, prof. dr hab. Andrzej Stępnik, UMCS, prof. dr hab. Rafał Stobiecki, UŁ, prof. dr hab. Dariusz Stola, ISP PAN, dr hab. Beate Störtkuhl, Uniwersytet w Oldenburgu, dr hab. Tomasz Stryjek, ISP PAN, prof. dr hab. Izabela Suryn, UWr, dr hab. Grażyna Szelągowska, prof. UW, dr hab. Krystyna Szelągowska, prof. Uniwersytetu w Białymstoku, dr hab. Piotr Szlanta, UW, prof. dr hab. Wiktoria Śliwowska, IH PAN, dr hab. Jacek Tebinka, prof. UG, prof. dr Philipp Ther, Uniwersytet Wiedeński, dr Damien Thiriet, UJ, dr Pascal Trees, Uniwersytet Monachijski, prof. dr Balazs Trencsenyi, Uniwersytet Środkowoeuropejski, Budapeszt, prof. Stefan Troebst, Uniwersytet w Lipsku, prof. dr hab. Romuald Turkowski, UW, prof. dr hab. Wojciech Tygielski, UW, Joanna Urbanek, UW, dr Raphael Utz, Uniwersytet w Jenie, prof. Piotr Wandycz, Yale University, USA, dr Jacek Walicki, UŁ, dr Joanna Wawrzyniak, UW, dr Pierre-Frédéric Weber, USz, dr Thomas Weger, Federalny Instytut Kultury i Historii Niemców na Wschodzie, Oldenburg, prof. dr Martin Schulze Wessel, Uniwersytet Monachijski, dr hab. Marek Węcowski, UW, prof. dr Anette Werberger, Uniwersytet Viadrina, prof. dr hab. Małgorzata Julia Willaume, UMCS, prof. dr Michael Wildt, Uniwersytet Humboldta, Berlin, prof. dr hab. Przemysław Wiszewski, UWr, dr Piotr Witek, UMSC, dr hab. Rafał Wnuk, prof. KUL, prof. dr hab. Marcin Wodziński, UWr, dr hab. Aleksander Wolicki, UW, prof. Piotr J. Wróbel, Uniwersytet w Toronto, dr hab. Joanna Wojdon, prof. UWr, dr hab. Dariusz Wojtaszyn, UWr, dr hab. Maria Wojtczak, prof. UAM, Marcin Wolniewicz, IH PAN, dr Zofia Wóycicka, CBH PAN w Berlinie, dr Anna Wylęgała, IFiS PAN, dr Tomáš Zahradnicek, Instytut Historii Najnowszej Czeskiej Akademii Nauk, prof. dr hab. Marek Zaleski, IBL PAN, dr hab. Anna Zalewska, UMCS, dr hab. Marcin Zaremba, UW, prof. dr hab. Anna Zeidler-Janiszewska, Uniwersytet SWPS, dr Lidia Zessin-Jurek, Polsko-Niemiecki Instytut Badawczy, prof. dr hab. Klaus Ziemer, UKSW, prof. dr hab. Marek Zybura, UWr, prof. dr hab. Andrzej Żbikowski, IFiS PAN, prof. dr hab. Rościsław Żerelik, UWr, dr hab. Paweł Żmudzki, UW, prof. dr hab. Leszek Żyliński, UMK, dr Rafał Żytyniec, Muzeum Historyczne w Ełku.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,95892,19618611,lista-targowiczan-i-folksdojczow-his...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika michael

17. TO MUSI STAĆ SIĘ ELEMENTEM POLSKIEJ POLITYKI HISTORYCZNEJ

A jako motto - mój tekst:
Ale zbaw mnie od nienawiści, ocal mnie od pogardy, Panie... michael (09/02/2009)

A elementem tej polityki muszą być wszystkie elementy, o których jest mowa wyżej - od bieżącego wykonywania przez aktualny rząd niemiecki dekretu Hitlera o polskiej mniejszości narodowej - "HAKATA" wiecznie żywa - do solidnego naliczenia polskich strat wojennych, przez to o czym pisze pani profesor Lipowicz, czego dotykasz i przytaczasz. Wszystko. 
Polska chce pojednania i partnerskiej współpracy z Niemcami, ale bez niemieckiej buty i bez niemieckiej czarnej propagandy.
A na każdym lotnisku w Europie będzie wisiała wystawa z fotografiami niemieckich żołnierzy popełniających zbrodnie wojenne z uśmiechem na rozradowanych buziach niemieckich morderców. 

NAJWAŻNIEJSZA JEST PRAWDA.
avatar użytkownika Maryla

18. @Michaelu

najlepsze w tym jest stanowisko ICH AUTORYTETU, którego mieszają z błotem przy okazji :

Pełnomocnik premiera Donalda Tuska ds. dialogu międzynarodowego

Władysław Bartoszewski

napisał w oświadczeniu wydanym w związku z zaproszeniem Ruchniewicza i Madajczyka do rady naukowej fundacji ''Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie'', że ''obydwaj historycy występują w charakterze prywatnym i nie posiadają autoryzacji rządu RP do uczestnictwa w pracach wymienionego gremium''.

Profesor Madajczyk kieruje Zakładem Studiów nad Niemcami w Instytucie Studiów Politycznych PAN i specjalizuje się w problematyce przymusowych przesiedleń ludności w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1945-1950, mniejszości narodowych, a także zajmuje się problemem kolaboracji w historii Polski. Z kolei Ruchniewicz jest profesorem na Uniwersytecie Wrocławskim, kieruje tamtejszym Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy'ego Brandta.

Więcej... http://wyborcza.pl/1,76842,8702953,Niemcy__Dwaj_Polacy_w_radzie_naukowej...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

19. Prof. Krasnodębski: "W

Prof. Krasnodębski: "W klasycznej polityce bismarckowskiej jest teza: negatywna polityka wobec Polski".
http://wpolityce.pl/polityka/281542-prof-krasnodebski-w-klasycznej-polit...
wPolityce.pl: Czy tekst Konrada Schullera, to jakaś forma projekcji, czy próba podzielenia się przez Niemcy odpowiedzialnością za proces prucia się europejskiej jedności?do niemiecko-rosyjskiego zbliżenia”

Prof. Zdzisław Krasnodębski: To przede wszystkim tekst publicystyczny. Nie przywiązywałbym do niego nadmiernej wagi Dziennikarz snuje w nim pewne opinie - i nie jest to opinia Niemiec, lecz jego własna. Dla mnie bardzo charakterystyczne jest w tym tekście teza, że wszystkie dążenia do skoordynowania polityki krajów Europy środkowowschodniej, do bardziej samodzielnej roli państw tego regionu, prowadzą do tego, czego te kraje się obawiają, czyli zbliżenia Niemiec i Rosji oraz współpracy tych dwóch mocarstw. Czyli, że my wywołujemy to, czego się boimy.

Czy jest to teza prawdziwa?

Nie. Uważam, że jest to teza, która niestety pokazuje jak ten dziennikarz, może także inni, tkwią w pewnym sposobie myślenia. Jest on bardzo tradycyjny, powiedziałbym wręcz bismarckowski. Dlatego, że w klasycznej polityce bismarckowskiej jest teza ukuta przez wybitnego historyka Klausa Zernacka: „negative Polenpolitik” - negatywna polityka wobec Polski. Według tej tezy tym co zawsze budowało i cementowało sojusz niemiecko-rosyjski od czasów rozbiorów Polski, zwłaszcza w czasach kanclerza Bismarcka, to była chęć kontroli Polski i całego naszego obszaru, czegoś co niektórzy niemieccy myśliciele polityczni nazywają Zwischeneuropa, czyli Europa przejściowa.

Chęć kontroli tego obszaru była zwornikiem sojuszu niemiecko-rosyjskiego w przeszłości.

Tak. I można wyczytać takie ukryte znaczenie w tezie zaproponowanej we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Jeśli to zrobimy, to zabrzmi ona fatalnie. Bo oto widzimy, że wciąż wspólnym interesem Rosji i Niemiec jest sojusz przeciwko podmiotowości regionu, głównie Polski. To skądinąd tłumaczyłoby tak silne reakcje części publicystów niemieckich na to, co się dzieje w Polsce. Jeśli teza przedstawiona przez publicystę byłaby szerszej podzielana, to świadczyłaby o tym, że Niemcy jednak nie wyciągnęły odpowiedniej lekcji ze swojej historii.

A nie docierają do pana sygnały, że ta groźna dla nas teza z tekstu w „FAZ” jest jednak rozpowszechniona w myśleniu niemieckim?

Mam nadzieję, że jest to jednak teza publicystyczna. Mam nadzieję, że politycy niemieccy tak nie myślą. Być może w reakcjach medialnych na zdarzenia w Polsce, które sztucznie rozdymane są do dramatycznych rozmiarów, ujawnia atawizm takiego anachronicznego myślenia i neobismarckowskiej niechęci do samodzielności Europy środkowowschodniej. Sądzę jednak, że takie myślenie występuje częściej w świecie mediów, w sferze kultury, i wśród wszystkich tych, którzy powtarzaj utarte w mediach, fałszywe opinie, a nie dotyczy to polityków, którzy muszą stać na twardym, realnym gruncie. A gdyby jednak i oni mieli do niego skłonność, znaczyłoby to, że popełniają zasadniczy błąd. I że ich deklaracje o tym, iż chcą Europy, która będzie Europą równorzędnych państw są niewiele warte i że nie rozumieją oni, na czym polega prawdziwa idea europejska. Obecnie problemem dla Europy jest dominacja Niemiec. To problem także dla samych Niemiec. Nie są one zresztą w stanie pełnić roli hegemona, to dla nich zbyt trudne zadanie i dziś trwonią swój kapitał zaufania. Dlatego ścisła współpraca Polski i innych krajów Europy środkowowschodniej byłaby jednym z elementów zrównoważonej architektury Unii Europejskiej, jednym z jej filarów.Na tym powinno też zależeć Berlinowi.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika michael

20. @ Marylu, jest politologiczne zjawisko "paneuropejskie"

czyli obejmujące cała Europę. Nie znam nazwy tego fenomenu, bo nikt go nie zauważa, a gdy o nim mówię, to mało kto jest w stanie uwierzyć, że coś takiego istnieje. Widzę teraz, że profesor Zdzisław Krasnodębski także nie wyczuwa wpływu tego dziwnego zjawiska na współczesną geopolitykę. Ja widzę, czuję i dostrzegam fatalne skutki tego sposobu postrzegania rzeczywistości.

Nazwałbym to teraz "starowidzeniem" czyli postrzeganiem współczesnej rzeczywistości i co gorsza wyciąganiem wniosków przez bardzo silny filtr starych doktryn i dawno nieaktualnych strategii politycznych.
Akurat w podanym przez Ciebie artykule widać to na przykładzie kształtowania jak najbardziej aktualnej polityki niemieckiej w stosunku do Polski widzianej jako "Zwischeneurope" co oczywiście powoduje prowadzenie bismarckowskiej „negative Polenpolitik”.

Minęło już więcej niż 150 lat, Bismarck już dawno kurzem okryty, a Jego strategia polityki niemieckiej jest "wiecznie żywa".
Rozmawiałem, kiedyś ze starym profesorem, który był przekonany, że to jest zjawisko szczególnie charakterystyczne dla nauk politycznych i historycznych. Nicolo Machiavelli napisał kiedyś kultowy poradnik polityka ("Książę") i przez dwieście lat wszyscy politolodzy przykładają ten wariant możliwej polityki jak kalkę, albo starą żeliwną formę - jako wzorzec do zupełnie innej, współczesnej rzeczywistości.
Napisałem kiedyś bardzo dawno temu tekst o tym, że od czasów Karola Marksa nastąpiło co najmniej dwadzieścia bardzo ważnych rewolucji zmieniających naszą cywilizację. A całe środowisko polityczne z trudem wydobywa się z klasyki iluminatów końca XVIII wieku, jeszcze tkwi w tradycji rewolucji francuskiej, a europolityka wzorowana jest na ustaleniach Kongresu Wiedeńskiego z 1815 roku.
Marksizm i całe to lewackie bajdurzenie jest dla nich jeszcze przyszłą "Nowoczesnością".

Prezydent Lech Kaczyński proponował zupełnie nową otwartą strategię dla Polski, podobną tylko geograficznie do dawnej idei międzymorza. Istotę tej polityki zrozumiało chyba 5% uczonych politologów, a pozostałym wydawało się, że jest to anachroniczny sen o powrocie do potęgi II RP.

To był oczywiście idiotyczny przypadek starowidzenia.

Podobnie we wszystkich próbach zaproponowania współczesnej polskiej polityki europejskiej prawie 100% polskich i europejskich politologów nie widzi innej możliwości jak dylemat wyboru pomiędzy Niemcami a Rosją, czyli do dawno nieaktualnego i nawet nieprawidłowo interpretowanego wyboru pomiędzy Dmowskim a Piłsudskim.

A bracia Kaczyńscy widzieli zupełnie inny wariant naprawdę współczesnego strategicznego otwarcia dla Polskiej drogi w przyszłość.

A to "starowidzenie" jest jak kula u nogi.

avatar użytkownika Maryla

21. Berlin wyda miliony na

Berlin wyda miliony na program dotyczący wysiedlonych

Rząd Niemiec przyjął program, którego celem jest zachowanie i propagowanie kultury oraz historii Niemców przymusowo wysiedlonych z Europy Środkowej i Wschodniej po II wojnie światowej. - Historia i kultura Niemców w Europie Wschodniej jest podstawowym elementem naszej kultury pamięci - oświadczyła minister stanu ds. kultury i mediów Monika Gruetters (CDU). - Jej zachowanie, badanie i propagowanie jest i pozostanie ważnym celem rządu - dodała. Gruetters poinformowała, że środki finansowe przeznaczone na tę działalność zostaną w tym roku zwiększone o 22 mln euro. - Niemieckie dziedzictwo we wschodniej Europie nie tylko miało wpływ na tożsamość Niemców i społeczną kulturę naszego kraju, lecz jest także żywą częścią europejskiej historii - powiedziała Gruetters. W polu zainteresowania znajdują się Pomorze, Prusy Wschodnie i Zachodnie, Śląsk, Morawy, kraje bałtyckie, Rosja i Siedmiogród. Autorzy programu podkreślają, że pielęgnacja pamięci o wypędzeniach ma się odbywać "w duchu europejskim", we współpracy z innymi krajami w Europie. Program przewiduje działalność oświatową, wzmocnienie muzeów regionalnych zajmujących się historią wypędzonych, stworzenie nowych etatów naukowych oraz cyfryzację zbiorów. W Berlinie ma powstać do 2018 roku ośrodek dokumentacyjno-informacyjny poświęcony przymusowym migracjom w XX wieku. Głównym akcentem wystawy stałej w tej placówce mają być przymusowe wysiedlenia Niemców. (http://www.tvn24.pl)

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

22. Redaktor „GW” poszedł na


Redaktor „GW” poszedł na skargę do szefa niemieckiego Związku Wypędzonych. Ten obiecuje: „Będę pomagał, gdzie się tylko da”

„Z wielkim niepokojem obserwuję postępujące ograniczanie
wolności prasy u naszych polskich sąsiadów” – powiedział Fabritius po
spotkaniu z Wielińskim.


„Z wielkim niepokojem obserwuję postępujące ograniczanie
wolności prasy u naszych polskich sąsiadów. O tym rozmawiałem dziś
z dziennikarzem „Gazety Wyborczej” Bartoszem Wielińskim” – napisał szef
niemieckiego Związku Wypędzonych (BdV) Bernd Fabritius na swoim
oficjalnym profilu na Facebooku.

To smutne, że krytyczne wobec rządu głosy milkną.
Tymczasem dziennikarze powinni móc relacjonować wydarzenia w sposób
niezależny. To podstawa demokracji. Będę pomagał, gdzie się tylko da

—dodał
Fabritius, sugerując, że pomoże redaktorom z Czerskiej, rzekomo
gnębionym przez pisowską dyktaturę, przetrwać na polskim rynku prasy.

Spotkanie dziennikarza „GW” i polityka CSU
odbyło się 24 marca w Bundestagu w Berlinie. Fabritius umieścił zdjęcie
ze spotkania na Facebooku. Obaj panowie uśmiechają się życzliwie
do kamery. To nie pierwszy raz, że dziennikarze „GW” latają na skargi za granicę. Do Brukseli, Berlina, a nawet Wiednia.

Dopiero co Adam Michnik lamentował nad losem „Gazety Wyborczej” i polskiej demokracji w austriackiej telewizji publicznej „ORF”.

Wszystko, czego dotyka się PiS, zamienia się w gówno! Polska to nędzna dyktatura

—mówił naczelny „Wyborczej”.

CZYTAJ TAKŻE: Wściekły atak Michnika na rząd w austriackiej telewizji ORF: „Wszystko, czego dotyka się PiS, zamienia się w g…o.! Polska to nędzna dyktatura”

Na łamach
austriackiego dziennika „Der Standard” Michnik żalił się, że „Kaczyński
i rząd zrobią wszystko, by zniszczyć naszą gazetę!”.

CZYTAJ TAKŻE: Michnik w amoku żali się… austriackiej prasie: „Kaczyński i rząd zrobią wszystko, by zniszczyć naszą gazetę!”

Ale
żeby tak od razu do szefa niemieckich wypędzonych??!! Bernd Fabritius,
który jest następcą Eriki Steinbach, nie kryje krytycznego nastawienia
do polskiego rządu i poparcia dla opozycji, a jego niedawna wizyta nad
Wisłą przypominała objazd panów po folwarku. Jak podkreślił, chciał
jechać pierwotnie do Libii, ale rozwój sytuacji nad Wisłą uznał
za „bardziej niebezpieczny”.

Już wtedy wspomniał o ciężkim losie „Gazety Wyborczej”.

Dowiedzieliśmy
się, że krytyczne media walczą o przetrwanie, bo państwowe firmy
wycofują z nich swoje reklamy. Nie jest to rozwój korzystny
dla społeczeństwa

—zaznaczył.

CZYTAJWNIEŻ:
Kampania przeciw Polsce! Szef Związku Wypędzonych dla Deutsche Welle:
Mieliśmy jechać do Libii, ale rozwój sytuacji nad Wisłą
uważamy za niebezpieczny

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

23. Związek Wypędzonych chce w

Bernd-Bernhard Fabritius – przewodniczacy Związku Wypędzonych (fot. tt/@BerndFabritius)

Związek Wypędzonych chce w Polsce pomnika niemieckich cywilów

To reakcja
na propozycję budowy w Berlinie pomnika upamiętniającego Polaków.

http://www.tvp.info/34839297/zwiazek-wypedzonych-chce-w-polsce-pomnika-n...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

24. Ostra reakcja prezydenta


Ostra reakcja prezydenta Czech na słowa Merkel. Rzecznik Zemana: "Muszę stanowczo odrzucić jej wypowiedzi"

Prezydent Czech ostro reaguje na wczorajszą deklarację
Merkel, że agresje III Rzeszy nie usprawiedliwiały powojennych
deportacji Niemców. Polskie władze przemilczały problem

—skomentował sprawę na Twitterze Piotr Semka.O głębokiej dezaprobacie po wypowiedzi Kanclerz Merkel pisze rzecznik
prezydenta Jiří Ovčáček. Przypomniał, że Umowa poczdamska (1945) jasno
stwierdzała, że ludność niemiecka, która pozostanie w Polsce,
Czechosłowacji i na Węgrzech, będzie musiała zostać
przesiedlona do Niemiec.

Muszę stanowczo odrzucić wypowiedzi Angeli Merkel
dotyczące nieuzasadnionego wydalenia ludności niemieckiej. Wycofanie
należy rozpatrywać w historycznym kontekście niemieckiej II wojny
światowej i sześciu latach postępowania na naszym terytorium. Temat ten
nie zostałby otwarty przez Niemców!

—zauważa Tomáš Zdechovský.


Piotr Semka


@PiotrSemka

Prezydent Czech ostro reaguje na wczorajszą deklarację Merkle, że agresje III Rzeszy nie usprawiedliwiały powojennych deportacji Niemców. Polskie władze przemilczały problem. https://twitter.com/VaclavVlk/status/1009538651443924992 


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

25. Tak manipuluje Berlin. Merkel


Tak manipuluje Berlin. Merkel poszła w ślady Steinbach: "Niemieccy wypędzeni ze stron ojczystych byli ofiarami"

Ucieczki i wypędzenia są doświadczeniami, które miały wpływ na naszą przeszłość i które kształtują także naszą teraźniejszość

– powiedziała Angela Merkel podczas obchodów Dnia Pamięci o Ofiarach Ucieczek i Wypędzeń w środę w Berlinie.

Niemiecka
kanclerz weszła w buty Eriki Steinbach byłej szefowje Związku
Wypędzonych, która przez lata opowiadała o rzekomym niemieckim
cierpieniu podczas wojny.

Niemieccy wypędzeni ze stron ojczystych byli ofiarami, których spotkała bolesna krzywda

– stwierdziła Merkel.

Zaznaczyła jednak, że nie miesza przyczyn ze skutkami.

Wypędzenie
i ucieczka Niemców były bezpośrednim skutkiem rozpętanej przez Niemców
drugiej wojny światowej i strasznych zbrodni popełnionych przez
narodowo-socjalistyczną dyktaturę

– powiedziała.

Dodała jednak:

Nie
zmienia to jednak faktu, że dla wypędzeń nie ma ani moralnego, ani
politycznego uzasadnienia. (…) Skutki katastrof wojny, Holokaustu
i wypędzenia odczuwalne są po dzień dzisiejszy

– stwierdziła.

Przy okazji swojego wystąpienia z okazji dnia pamięci o wypędzeniach, wspomniała też o problemie migracji.

Migracje są centralnym globalnym problemem naszych czasów

– powiedziała.

Przekonywała, że jest to wyzwanie dla Europy, a Niemcy czują się zobowiązane do pomocy uchodźcom.

mly/dw.com


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

26. W Berlinie powstanie


W Berlinie powstanie niemieckie muzeum uchodźstwa. W tym miejscu miał stanąć pomnik polskich ofiar II wojny światowej

Plac Askański / autor: Wikimedia Commons/Carlos Delgado/CC BY-SA 4.0

Do 2025 r. na placu
Askańskim w Berlinie ma powstać niemieckie muzeum uchodźstwa - podaje
portal Deutsche Welle. W tym samym miejscu miał stanąć pomnik polskich
ofiar II wojny światowej.


Exil Museum w Berlinie na Placu Askańskim ma upamiętniać ponad pół miliona ludzi, którzy wyemigrowali z nazistowskich Niemiec.

Z idei rodzi się miejsce

— tak decyzję o budowie muzeum skomentował Joachim Gauck, były prezydent Niemiec, który objął inicjatywę patronatem. Gauck nawiązał również do współczesnych uchodźców.

Nasze czasy kształtują miliony ludzi, którzy nie mogą dłużej żyć w swoich ojczyznach

— dodał.

Muzeum
ma stanąć na Placu Askańskim, gdzie do dziś stoją ruiny Anhalter
Bahnhof - dawnego dworca kolejowego w Berlinie. To właśnie z niego
wyjeżdżało wielu uchodźców, a od 1942 r. dworzec służył za główny punkt
deportacji Żydów do obozu koncentracyjnego w Terezinie.

Co z pomnikiem upamiętniającym Polaków?

Decyzja
o budowie pomnika każe zapytać o los pomnika upamiętniającego polskie
ofiary II wojny światowej, który miał stanąć własnie na Placu Askańskim.

Dotąd
słyszeliśmy, że na Placu askańskim ma powstać pomnik upamiętniający
agresję na Polskę 1 września 1939 i jakieś centrum dokumentacji zbrodni
Niemców w Eur Środk-wsch. Teraz
to https://p.dw.com/p/3h171?maca=pl-Twitter-sharing Berlin: do 2025 r.
ma powstać niemieckie muzeum uchodźstwa

— zauważył Piotr Semka.

xyz/dw.com/Twitter

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

27. Jak wygląda niemiecka wystawa


Jak wygląda niemiecka wystawa "Ucieczka. Wypędzenie. Pojednanie"? Trafna uwaga: "Przecież to Niemcy Niemcom zgotowali taki los"

Autor


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

28. Obrazki z niemieckiej


Obrazki z niemieckiej wystawy. "Polityka wobec Polski szokuje nieprawdopodobnym prymitywizmem"


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

29. Będzie pomnik polskich ofiar


Będzie
pomnik polskich ofiar w Berlinie. Gdzie zostanie zbudowany? Rolf Nikel o
finalnej koncepcji Miejsca Pamięci i Spotkań z Polską


Rolf Nikel: Prezentacja koncepcji Miejsca Pamięci
i Spotkań z Polską oznacza zakończenie pierwszego etapu prac. Minister
spraw zagranicznych Republiki Federalnej Heiko Maas przekazał dokument,
który przedstawiliśmy, przewodniczącemu Bundestagu dr Wolfgangowi
Schäuble. Sprawę podejmie nowy niemiecki parlament, który został wybrany
w niedzielę 26 września. W dokumencie zawierającym koncepcję placówki czytamy, że „celem
powinno być położenie kamienia węgielnego pod budowę Miejsca Pamięci
i Spotkań z Polską podczas XX kadencji Niemieckiego Bundestagu w latach
2021-2025”. Proszę wybaczyć, ale to nie wygląda na zbyt imponujące
tempo działań.Stwierdzamy jasno: „Niemcy ponoszą pełną odpowiedzialność za zbrodnie
popełnione w imię Niemiec i z rąk Niemców i będą to czynić także w 
przyszłości.” Nie chodzi nam o zamknięcie naszej odpowiedzialności
w kamieniu, chcemy, by ona żyła w przyszłości.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl