Pod krzyżem - 26.08.2010 (eSBe64)

avatar użytkownika Maryla
Poznym popoludniem zaczal padac deszcz, najpierw siapil potem padalo mocniej. Chlodno, deszczowo, niezbyt przyjemnie stoi sie w taka pogode na Krakowskim. Ale taka pogoda ma jedna zalete: jest spokojniej. Palikociatkom i „sierotkom po Leninie” jak ich nazywa ks. Malkowski najwyrazniej nie chce sie krzyczec, robic wyglupow i prowokacji w deszczu i chlodzie. Ale obroncom krzyza pogoda nie przeszkodzila zgromadzic sie na modlitwie, szczegolnie okolo godz 21. Wczoraj nie dotarl do nas ks. Malkowski. Nie wiem co sie stalo, mam nadzieje ze po prostu nie mogl. Dotarl za to ks. Jacek, Salezjanin, pojawiajacy sie tam od pewnego czasu. On prowadzil modlitwe po Apelu Jasnogorskim. Na koniec powiedzial do nas pare slow, co mozna uslyszec i zobaczyc na filmiku. Ks. Jacek podal nam takze adres swojej strony internetowej, gdzie mozna znalezc linki do wielu interesujacych wypowiedzi:
http://www.novushiacynthus.blogspot.com/

 

Etykietowanie:

4 komentarze

avatar użytkownika Maryla

1. polecam

blog ks. Jacka, Salezjanina

http://www.novushiacynthus.blogspot.com/

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

2. Pod krzyżem - 23.08.2010

W przyszlym tyg. postaram sie wrzucic pare
wczesniejszych filmow, zwlaszcza z "nocy D.Tarasa".



 

http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3610833

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

3. Nieszczęśni profani - niech im Bóg przebaczy - uczynili z krzyża

Nieszczęśni profani - niech im Bóg przebaczy - uczynili z krzyża "znak rozbawienia", depcząc go jako "znak zbawienia". Czy są oni dziećmi nowej epoki "bezbożnej cywilizacji" - ukrywającej się za prawem do demokracji i laicyzacji, a w istocie dziećmi kultury "czarowników" i "wampirów", apostatów zbuntowanych przeciwko Bogu?
Misterium Krzyża w Smoleńsku

Ks. dr hab. Aleksander Posacki SJ

Krzyż jest archetypowy i wieczny, usytuowany ponad ludzkim rozumem i emocjami. To nie jest archaiczny lęk przed tabu, jak interpretowali to powierzchownie religioznawcy. To sprawa wyboru serca i ostatecznego losu ludzkiej egzystencji.

Pasterze Kościoła z racji swojego powołania stoją na straży właściwej wykładni teologii krzyża. Mają prawo, a nawet obowiązek podejmować w tej sprawie decyzje, nawet polityczne, aby strzec duchowego ładu w społeczeństwie. Ale Kościół to nie tylko księża i biskupi. Wszyscy ochrzczeni - jako Mistyczne Ciało Chrystusa - mogą posiadać w tym obszarze pochodzące od Boga dary, doświadczenia, intuicje, a nawet duchowe wizje, które należy szanować. Świadczy o tym choćby historia tzw. objawień prywatnych, których doświadczają najczęściej osoby świeckie, w tym zwykle dzieci i osoby niewykształcone (ks. René Laurentin). A więc: "Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie!" (1 Tes 5, 19-21). Nie należy lekceważyć ducha Narodu, nie należy nazywać go przedwcześnie "psychologią tłumu".
Mówiono, że w tym aktualnym sporze na Krakowskim Przedmieściu - zagłuszanym i pomniejszanym intelektualnie przez medialny hałas manipulacji - nie chodzi o krzyż, co jednak nie jest prawdą. Nie chodzi tylko o obronę miejsca krzyża w przestrzeni publicznej, o czym pisał przekonująco ks. prof. Czesław Bartnik. Pomijam tu spór o tzw. neutralność światopoglądową, która przecież nie istnieje, czy filozoficzne dylematy problematycznego zjawiska "demokracji", które przekonująco demaskuje prof. Jacek Bartyzel. Pomijam fakt, że teologia może nawiązywać do polityki w tym sensie, że ukazuje sprawy polityczne w perspektywie spraw ostatecznych; bada relacje między religią a polityką oraz między Kościołem a państwem. Pisał o tym już św. Augustyn, domagając się przesycenia państwa ziemskiego państwem Bożym (civitas terrena spiritualisata).
Tymczasem chodzi o coś jeszcze bardziej ważnego, a nawet fundamentalnego. Krzyż ma stanąć na nowo i coraz głębiej w sercu - czyli w głębi duchowego wymiaru - jednostki-osoby i całego Narodu, pojętego jako zespół jednostek-osób. "Krzyż wbity na Golgocie tego nie wybawi, kto w sercu swoim krzyża nie wystawi" (Adam Mickiewicz). Za tym sporem o krzyż kryje się wołanie: "wróć do krzyża, narodzie", podejmowane wcześniej przez naszych wieszczów i narodowych proroków.

Krzyż zawsze znakiem sprzeciwu
Profaniczne hasła: "Precz z krzyżem", które widzieliśmy na transparentach przed Pałacem Prezydenckim, to nie tylko ucieczka od krzyża i przed krzyżem. Może to też być wyraz narastającego wśród polskiej młodzieży - wychowanej na czarach Joanne K. Rowling i wampirach Stephenie Meyer, bluźnierstwach kultury "rockowej", eksperymentach alkoholowych i psychodelicznych (niszczących korę mózgową) czy coraz silniej ekspansywnym i eksponowanym panseksualizmie (niszczącym duchowość) - "buntu metafizycznego" (Albert Camus), czyli odrzucenia zbawienia w Chrystusie przez krzyż. To właśnie "odrzucenie zbawienia" Jan Paweł II interpretował jako grzech przeciwko Duchowi Świętemu, który nie będzie odpuszczony ani w tym życiu, ani w przyszłym (Jan Paweł II, "Dominum et vivificantem", 46). Jest to więc walka duchowa na śmierć i życie - w dosłownym znaczeniu tego słowa - i nikt nie ma prawa tego faktu pomniejszać czy lekceważyć, banalizować czy wyśmiewać.
W tym świetle krzyż zawsze będzie znakiem sprzeciwu i choć nie powinien dzielić, będzie jakby z konieczności dokonywać pewnej selekcji i zmuszać do egzystencjalnego wyboru (Claude Tresmontant). Egzystencjalnego wyboru i jego "ontogenetycznych konsekwencji" - wedle określenia wybitnego teologa francuskiego - nauczał sam Jezus (chodzi tu o "ontogenetyczny" - czyli rodzący szczęśliwe życie wieczne tak lub nie - charakter wyboru). "Pouczanie - jak to robił Jezus - o niebezpieczeństwie zatraty związanym nieodłącznie z naszą sytuacją stworzenia, które nie zostało dokończone i musi współpracować z dziełem tworzenia samego siebie, nie jest złośliwością. Przeciwnie, jest to akt miłości. Ukrywanie groźnych wymagań i ontologicznych warunków rodzenia się istoty mogącej być przebóstwioną byłoby właśnie wyrazem braku miłości do tej istoty i oddaniem jej najgorszej przysługi. Byłoby szkodzeniem jej w najwyższym stopniu. Możliwość zatracenia jest nierozłącznie związana z wielkością ofiarowanego daru i ambicją Stwórcy w stosunku do stworzonego przez siebie człowieka. Jest ona po prostu odwrotnością tego przeznaczenia, które Bóg proponuje człowiekowi, a które może być realizowane jedynie przy czynnej zgodzie ze strony istoty stworzonej, ponieważ żadna istota nie może być przebóstwiona wbrew sobie: to nie miałoby żadnego sensu" (C. Tresmontant, "Jezus naucza", Warszawa 1973, s. 181-182).

Ujawnić duchową polaryzację
Selekcja, podział i różnica wynika jakby z natury ludzkiej wolności. To z kolei w sposób nieunikniony dzieli społeczność ludzką na tych, którzy wybierają zbawienie przez Krzyż, i na tych, którzy go odrzucają. Nie głośmy więc naiwnych i utopijnych haseł, że krzyż będzie zawsze łączył ludzi, co nie jest zgodne z ewangelicznym orędziem i biblijnym proroctwem. Czasem lepiej i uczciwiej jest odsłonić dramat tego duchowego napięcia i konfliktu. Jest bardziej prawdziwe i pożyteczne poznawczo ujawnić duchową polaryzację, która i tak istnieje i być może będzie narastać, jak pisał o tym proroczo wybitny filozof chrześcijański Mikołaj Bierdiajew w swoim "Nowym Średniowieczu", które przyniosło mu światową sławę. Już na początku XX wieku pisał on, że "kryzys kultury właśnie na tym polega, że nie może ona pozostawać religijnie neutralna i humanistyczna, że musi w nieunikniony sposób stać się albo bezbożną i antychrześcijańską cywilizacją, albo świętą kulturą kościelną, chrześcijańskim przemienieniem świata" (M. Bierdiajew, "Nowe Średniowiecze. Los człowieka we współczesnym świecie", Warszawa 2003, s. 82).
Nieszczęśni profani - niech im Bóg przebaczy - uczynili z krzyża "znak rozbawienia", depcząc go jako "znak zbawienia". Czy są oni dziećmi nowej epoki "bezbożnej cywilizacji" - ukrywającej się za prawem do demokracji i laicyzacji, a w istocie dziećmi kultury "czarowników" i "wampirów", apostatów zbuntowanych przeciwko Bogu? Czy jest to dowód na klęskę naszej pedagogiki i katechezy? A może na brak "nowej ewangelizacji" (Jan Paweł II)? Dotykali oni przecież beztrosko i bezmyślnie tego, co sataniści i niektórzy wolnomularze czynią na poważnie: świadomie profanują krzyż, zaś ludzie opętani wyrażają z całą powagą demoniczną "awersję wobec sacrum", odrzucając głównie krzyż jako symbol, a nawet jako zwykły przedmiot. Tymczasem krzyż to jedyna droga zbawienia, którego nie dadzą im płytkie obietnice mnożących się jak grzyby po deszczu banków i supermarketów. To wąska droga, która prowadzi do zbawienia, przeciwko szerokiej i wygodnej - będącej imitacją szczęścia - wiodącej do zatracenia (Mt 7, 13-14). To orędzie "nadziei", ale i możliwości "odrzucenia" (ks. kard. Leo Scheffczyk, na temat orędzia Fatimy, przypominającego zasady Ewangelii). To sprawa życia i śmierci, które są w rękach Boga (Rz 13, 14). Ma to bezpośredni - intuicyjny, duchowy, a nie tylko emocjonalny - związek z tragedią smoleńską.

Smoleńsk - reaktywacja Misterium Krzyża?
Smoleńsk to pełnowartościowa mistyczna reaktywacja Misterium Krzyża, a nie tylko grzechy, błędy czy zaniedbania ludzkie. Polskie czy rosyjskie. To jest niepojęte i niewysłowione Misterium Ofiary, któremu należy się bezgraniczny szacunek, w akompaniamencie wewnętrznego milczenia. Tak wielka tragedia - największa w pewnym sensie w skali światowej - nie może nie mieć bezpośredniego i radykalnego odniesienia do Ofiary Chrystusa. Więcej, może posiadać ukryty sens i bezgranicznie głębokie znaczenie jedynie w tym świetle. Ten sens dotyczy jednostek, narodu, ale może mieć też znaczenie międzynarodowe czy ponadnarodowe. Żadne inne argumenty rekonstrukcji jej "sensu" - pragmatyczne czy polityczne, psychologiczne czy pedagogiczne - nie przywrócą tu poczucia sprawiedliwości czy moralnej równowagi. Nie należy więc naturalizować tej tragedii, myśleć zbyt po ludzku. Można i trzeba prześwietlić tajemnicę smoleńskiego wypadku, ale nie smoleńską Tajemnicę Krzyża. Tej ostatniej nie można wyjaśnić, ale tylko rozjaśnić. W czystym sercu - rozświetlonym przez modlitwę.
Nie można więc myśleć powierzchownie ani zapomnieć. W tym kontekście walka o "pamięć ofiar" czy też to, co nazwano "obroną krzyża", to intuicyjna - i nie zawsze świadoma - ochrona smoleńskiego Misterium Ofiary i tajemnicy ekspiacji, dotyczącej naszego Narodu, która za tym stoi. Być może zlekceważyliśmy nasze religijne wybranie (w tym "łaskę" Papieża Polaka, Jego nauczanie!), tolerując wiele strasznych grzechów (np. kompromisy w sferze aborcji i in vitro, lekceważenie słabych, starych i chorych, rujnujący duchowo prymitywny i powszechny kult sukcesu i bogactwa, ekspansja i instytucjonalizacja niebezpiecznego duchowo panseksualizmu, ekspansja bałwochwalczego okultyzmu? Być może zaczęliśmy odczuwać przyjemność tam, gdzie powinniśmy odczuwać mdłości? Staliśmy się bezduszni i pyszni, rozwiąźli i powierzchowni. Jeżeli więc Bóg dopuścił tę straszliwą reaktywację Misterium Krzyża w Smoleńsku, to może dlatego, że o nim w Narodzie Polskim zapomniano? Szczególnie zaś zapomnieli o nim decydenci i politycy? A może także intelektualiści czy nawet ludzie Kościoła? Ten "mechanizm zapominania" zdaje się, że trwa nadal, podtrzymywany i utrwalany poprzez polityczno-medialną manipulację.
Tragedia smoleńska to nie tylko nieszczęśliwy wypadek-przypadek, któremu przyglądał się bezradny czy obojętny Władca Dziejów. Bóg i tak miał wszystko pod kontrolą, tak samo jak na Golgocie, gdzie dopuścił - godzina po godzinie - każdy rodzaj cierpienia w doświadczeniu swego Syna Jezusa Chrystusa, jedynego Zbawiciela świata (Louis Bouyer), i jakby wykorzystał nawet zdradę Judasza. Mógł cudownie uratować wszystkich w Smoleńsku wbrew niesamowitej kumulacji niesprzyjających okoliczności. Nie można zapominać czy wypierać - naturalnie czy sztucznie - tego Misterium, ale je odczytywać, kontemplować. Nie można tracić z oczu głębi i całości. Wobec krzyża wszyscy jesteśmy winni i... solidarni.

Autor jest doktorem habilitowanym teologii, doktorem filozofii, znawcą problematyki zagrożeń duchowych (ezoteryzm, okultyzm, sekty), publicystą i duszpasterzem. Wykłada w Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum" w Krakowie oraz na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100827&typ=my&id=my11.txt

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Tamka

4. Bardzo mnie podnosi na duchu

Bardzo mnie podnosi na duchu to, ze sa kaplani, ktorzy potrafia ponad hierarchiczne interesy sie wzniesc i tak pisac o tym, co sie wydarzylo. Wiele do myslenia i do glebokiej refleksji. T.

"Martwe dźwigi portowe nigdy nie będą Statuą Wolności".J.Ś.

LUBLIN moje miasto.