Główną postacią trwającej trzy dni, XXVII Watry Łemkowskiej uczyniono Stepana Banderę, przywódcę Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w imieniu, której Ukraińska Powstańcza Armia dokonała ludobójstwa Polaków na Wołyniu oraz mordów Ukraińców, Żydów, Słowaków i Czechów.
 

Jak pisze autorka artykułu "W Zdyni przez trzy dni obowiązuje ukraiński" w czasie Watry jej uczestnicy nosili koszulki z wizerunkiem Bandery jak np. Igor Panas - matematyk, z zawodu fotograf, który przyjechał z Lwowa. Jest Ukraińcem, nie ma korzeni łemkowskich. Miał za to rodzinie banderowców, członków UPA. Jak mówi "mam pełne prawo nosić tę koszulkę, bo sercem jestem banderowcem".

Bohdan Pecuszok, w-ce prezes zarządu KGHM w Legnicy jest bardzo przywiązany do ukraińskich korzeni. Na Watrę przyjechał z małoletnimi synami. "Załóż koszulkę" - poucza dziewięcioletniego syna Maksyma, podczas modlitwy za ofiary akcji Wisła. Maksym pytany co wie o akcji Wisła odpowiada: "Polacy zabrali Ukraińców z gór do różnych miast".
Warto zadać pytanie czy mały Maksym wie w jak strasznych okolicznościach Polacy, o ile uszli z życiem, opuszczali swoje domy na Wołyniu. Panu Pecuszokowi i autorce artykułu polecam obejrzenie filmu pt. "Było sobie miasteczko", który pokazała TVP1 w dniu 12 lipca 2009. Jeden z narratorów, znany kompozytor - Krzesimir Dębski opowiada o tragicznych losach swojego ojca, zamordowanego przez ukraińskich nacjonalistów we wsi Kisielin na Wołyniu. Niepokojąca jest ewolucja z jaką łemkowskie święto przekształca się w imprezę nacjonalistów ukraińskich i kult Stepana Bandery.

Stepan Bandera bohaterem Watry Łemkowskiej

. Tego wołania o prawdę domagamy się od lat, ale bądź to political correcnes, bądź unikanie tematów trudnych przez poszczególnych redaktorów telewizyjnych wypacza naszą historię, w szczególności przy agresywnej propagandzie banderofilów z Ukrainy i z Polski. Mamy rzetelne informacje z TVP1, że do Redakcji w ogóle nie wpływają takie istotne wiadomości z Ukrainy jak odsłonięcie pomników zbrodniarzy spod znaku OUN-UPA Stepana Bandery czy Romana Szuchewycza, defilad byłych żołnierzy-zbrodniarzy spod znaku SS-Galizien, defilad we Lwowie, Stanisławowie, Tarnopolu członków band UPA z okazji 65. rocznicy powstania UPA – defilad z udziałem młodzieży szkolnej, orkiestr wojskowych i kompanii wojska ukraińskiego, z popami i chorągwiami cerkiewnymi. My kresowianie znamy te sprawy z amatorskich nagrań rozpowszechnianych drogą internetową, czy na naszych spotkaniach. Wiadomości te nie docierają do „1”, gdyż reporterem tego programu na Ukrainie jest Ukrainiec Roman Kryk, który będąc jeszcze komentatorem wydarzeń na Ukrainie w Rozgłośni Polskiej Radia „Wolna Europa”, nie ukrywał swojej ukraińskości. Działania dzisiejszego OUN zmierzają do tego, by przykładowo wymienione wydarzenia na Ukrainie nie dotarły do szerokiej publiczności w Polsce, gdyż wtedy politycy musieliby zająć jakieś stanowisko w tej sprawie, a społeczeństwo, nie wyłączając pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego zostałoby odczadzone z obłudnej przyjaźni polsko-banderowskiej (przecież nie polsko-ukraińskiej!!).

Prof. Józef Wysocki

W dzisiejszym "Dzienniku Polskim" możemy przeczytać w reportażu z Watry: :"Igor Panas z wykształcenia matematyk, z zawodu fotograf przyjechał do Zdyni z Lwowa. Jest Ukraińcem. Nosi czerwoną koszulkę z wizerunkiem Stepana Bandery. Miał w rodzinie banderowców, członków Ukraińskiej Powstańczej Armii. - Mam pełne prawo nosić tę koszulkę, bo sercem jestem banderowcem - mówi. Nie ma łemkowskich korzeni, ale do Zdyni przyciągnęła go dobra sława, jaką otoczona jest organizowana tam od dwudziestu lat łemkowska watra. Fotografuje, poznaje ludzi. Nie ma żadnej bariery językowej, bo w Zdyni przez trzy dni trwania Święta Kultury Łemkowskiej obowiązuje język ukraiński."

Stepan Bandera, szef terrorystycznej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów był zbrodniarzem. W okresie międzywojennym przyczynił się do zabójstwa kilku polskich urzędników, w tym  ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego i lwowskiego kuratora oświaty Stanisława Sobińskiego, za co został skazany prawomocnym wyrokiem sądowym. Karę śmierci zamieniono mu na dożywocie, a we wrześniu 1939 r. został ze względu na polski humanitaryzm wypuszczony z więzienia. Cały czas kolaborował z Niemcami, a jego formacja wzięła udział w ludobójstwie Żydów i Polaków.

Gdyby na jakimkolwiek festiwalu kultury niemieckiej, nawet w samych Niemczech, ktoś nosił na sobie koszulkę z Adolfem Hitlerem czy Heinrichem Himmlerem, to wybuchłby skandal, a władze nie tylko polskie interweniowałyby. Podobnie byłoby, gdy na festiwalu kultury żydowskiej, gdyby ktoś ubrał koszulkę z podobiznami okrutnych oficerów Urzędu Bezpieczeństwa np. Anatola, Fejgina, Jożef Różańskiego vel Józef Golberg czy Julii Brystygierowej, zwanej przez swe ofiary "Krwawą Luną". Albo też z podobiznami żydowskich policjantów, którzy w czasie II wojny światowej współpracowali z Niemcami, pomagając im w zagładzie swoich rodaków.

Jednak ubranie koszuli z podobizną Bandery czy z innego ukraińskiego zbrodniarza nie wzrusza "poprawnie politycznie" polskich władz. Minister spraw wewnętrznych Grzegorz Schetyna wciąż udaje, że nie widzi odradzającego się agresywnego nacjonalizmu ukraińskiego. Może się to bardzo zemścić w najbliższym czasie, w czasie EURO 2012, które z pewnościa pogrobowcy z UPA wykorzystają do propagowania swoich "wartości".

ks Isakowicz Zalewski