Kubański homo sovieticus (Kuba 3)

avatar użytkownika 1Maud
W hotelu w Varadero, gdzie mieszkaliśmy ( enklawa turystyczna, zamieszkała przez bardzo niewielką część tubylców) funkcje kierownicze zajmowali Kreole, funkcje pomocnicze afro- kubańczycy. Widać wyraźnie, ze polityka Castro, która w zamierzeniu miał być bez podziałów rasowych, pozostała hasłem. Jak zwykle w czasie naszych podróży starałam się jak najwięcej rozmawiać ze zwykłymi mieszkańcami? Nie było to łatwe na Kubie. Bardzo często na trudne pytania nie otrzymywaliśmy odpowiedzi. Do oceny dochodziły także obserwacje różnych zachowań, I znowu jakbyśmy wrócili do własnych lat zniewolenia i „zwyczajów:” z nim związanych. Pewnego dnia z naszej łazienki znikł kurek do wanny i żarówka z pokoju. (na nowy czekaliśmy 2 dni!). Z rozmów z zaprzyjaźnionym Kubańczykiem dowiedzieliśmy się,że jest to regułą,.Jeśli komuś z obsługi czegoś brak, po prostu bierze „wspólne” w końcu rzeczy do siebie do domu. Ale przede wszystkim często te drobiazgi są niedostępne dla zwykłych Kubańczyków. Dlatego miejsce pracy traktują także jako okazję do kompletowania niezbędnych dla siebie rzeczy. Sposób obsługi także przypominał dokładnie okres polskich wczasów pracowniczych. Zgłaszane usterki w hotelu usuwane w żółwim tempie, stan czystości pokoi świadczył o społecznym podejściu do gościa hotelowego. Z okazji moich urodzin, postanowiliśmy zrezygnować z kolacji w hotelu i poszliśmy do miejscowej, niedużej restauracji. Szukaliśmy takiej, w której nie ma turystów, czyli w oddaleniu od kompleksów hotelowych. Znaleźliśmy mała restaurację, w której jedynymi oprócz nas gośćmi była grupa 8 osób, siedząca przy zestawionych dwóch stolikach. Po chwili do ich stolika kelner zaczął przynosić pizzę. I wtedy zobaczyliśmy,że oni te pizze pakują do plastikowych siatek...Pierwsza, dyskretnie pod stołem, ale później – wyraźnie uznawszy, że nie jesteśmy zagrożeniem – już bardziej oficjalnie. Oprócz pizz kelner przyniósł tę każdemu po 1 piwie. Otwartym. Większość te piwa wypiła, ale dwie butelki oddali knajpianym muzykom (tych nie braknie nigdzie). Kiedy wszystkie pizze wylądowały w siatkach, wyszli z restauracji. Rozmawialiśmy później z muzykami, którzy uraczyli nas mini koncertem, granym tylko dla nas.. Wyjaśnili nam, ze była to grupa, która za dobre wyniki w pracy dostała premię- kolację w tej restauracji A ponieważ mają bardzo złe warunki w domach, zabrali swoje pizze, aby podzielić się z rodziną. Dlatego piwa dostali otwarte, aby nie zabierali do domu butelek, z których musi się rozliczyć szef restauracji. Rozmawialiśmy także o innych warunkach codziennego życia. Powiedzieli nam,ze mają bardzo dobrą służbę zdrowia. Że każde dziecko i kobieta w ciąży dostaje od państwa 1l mleka za darmo.Dlatego za bezprawne zabicie krowy grozi kara 7 lat więzienia! Że dostęp do edukacji jest dla wszystkich. Ale gorzej potem z pracą, tej nie ma ogromny odsetek Kubańczyków. Cała armia muzyków grająca wszędzie tam, gdzie są turyści, jest tego efektem. Że ludzie się boja rozmawiać z cudzoziemcami, bo nie wiadomo, czy nie są „fałszywi” a skala donosicielstwa jest ogromna. I kary duże za antypaństwową postawę. Dowiedzieliśmy się tez, że większość zatrudnionych przewodników, to współpracownicy reżimu Castro. To elita, która ma dobrą pracę i prawo do otrzymywania napiwków. Z kolejnej rozmowy z jednym z przewodników, dowiedzieliśmy się,ze tymi napiwkami musi się dzielić z kimś” z góry”. A cena, jaką zapłacił za uzyskanie licencji pilota wycieczki, była tak wysoki, że pracował wiele miesięcy za darmo... Inni przewodnicy nie byli chętni do rozmowy w ogóle. Nawet wtedy, gdy sami szliśmy przez tropikalny las Pinar del Rio. Chlubny, wydawało się wyjątek, stanowił gadatliwy przewodnik w trakcie naszej wycieczki do Hawany. Żartował dość odważnie,że nikt nigdy nie wie, gdzie aktualnie znajduje się Castro,ale on jest wszędzie, prawie jak Lenin...Ale później okazało się, że takie „wentyle” pozornej wolności, to także reguła w kontaktach z turystami, a sam przewodnik jest synem bardzo wysokiego urzędnika państwowego. Ten sam przewodnik jednak strofował nas, gdy głośno żartowaliśmy sobie w muzeum poświeconym Che Guevarze, Skąd my to znaliśmy? Jednym z intratniejszych zajęć jest praca „babci klozetowej” na lotnisku. Panie, które pobierają opłatę za wejście do toalety (1USD), są ubrane jak stewardesy w samolocie. Ruch ogromny, a kasy fiskalnej nie maJ A kiedy weźmie się pod uwagę, że przeciętny zarobek Kubańczyka to równowartość 10 USD, to taka posada to prawdziwa synekura. Generalnie dobrze powodzi się tym,którzy mają jakieś powiązania z urzędami, stanowią ich część,są u władzy albo z tą władza współpracują. Reszta to ludzie, którzy żyją z dnia na dzień. Przeciętny dochód to równowartość 10 USD. Doskonale wykształceni. Którym do oczu zagląda coraz bardziej widmo głodu. 70% żywności pochodzi z importu. W kraju, w którym przed rewolucją były hodowle bydła i wysokie spożycie wołowiny, obecnie spadło one do prawie do 0. Pozostały krowy mleczne oraz bydło, stanowiące zaprzęg do środków transportu(wozy –furmanki) Do niedawna cała produkcja rolna koncentrowała się na terenach wiejskich, gdzie często po środku pola można było zobaczyć wioskę – stanowił ją cementowy barak na palach. Obecnie Castro zezwolił na uprawy na własny użytek, co poskutkowało budową kamiennych „kuwet” z ziemią między blokami w miastach i miasteczkach. Pojawiły się tez stragany z warzywami – prawo do ich prowadzenia jest ściśle licencjonowane, a samych licencji jest niewiele. Trwa rozdział licencji na lepsze życie, bądź na przeżycie. Potulni robią kariery, spolegliwi maja lepsze warunki od innych. Donosiciele mają się świetnie. A władza zawsze się wyżywi. Czy będzie główny beneficjantem także po zmianach, jakie na Kubie pewnie niedługo wystąpią? Ona i rzesza jej wiernych współpracowników? A ci, którzy do zmian obecnie, poniosą koszty niezbędnych transformacji? Czy powtórzy się polski chichot historii? Prawda na Kubie jest towarem najściślej reglamentowanym. Zastrzeżonym dla nielicznych na szczytach władzy. O to, aby nic niepochlebnego o reżimie nie panoszyło się na Kubie i w świcie, dbają rozliczne służby. Niepokornych osadzając w więzieniach, odcinając od możliwości godziwego przetrwania. Kubańczycy maja bardzo ograniczoną możliwość podróżowania. Samochodów prywatnych jest niewiele, nie istnieje praktycznie publiczny transport po kraju. Jedyną droga kontaktu są kontrolowane telefony czy poczta. Też kontrolowana. Wysłałam kilka maili, korzystając z kiosków, które są na ulicach tam, gdzie są skupiska turystów. W takim kiosku są zarówno telefony jak i dostęp do netu. Serfowanie po necie jest jednak reglamentowane. Wysłana przeze poczta mailowa dotarła do kraju w tydzień po moim powrocie.. Cóż, widocznie dyżurny tłumacz był na urlopie...

5 komentarzy

avatar użytkownika 1Maud

1. all@

wklejam ręcznie wpisy z blogu z salonu 24
mfp
avatar użytkownika admin

2. 1Maud - bardzo się z tego cieszymy

Bo agregować z Salonu nic się nie daje. Nie wiem, czy to tylko kłopoty techniczne, czy celowe działanie. Ale z innych platform blogowych agregują się wpisy do nas bez problemów.
avatar użytkownika Bernard

3. Pracowałem kiedyś z Duńczykiem, który wyjeżdżał na Kubę

Nurkował. Mieli przewodnika, który z nimi nurkował i pokazywał im ciekawostki. Ów przewodnik miał jakąś oficjalną pensję. Ale musiał płacić za coś w rodzaju licencji na wykonywanie tej pracy. Owa opłata wynosiła więcj niż oficjalnie zarabiał. Perpetum mobile...
avatar użytkownika 1Maud

4. Bernardzie@

Dokładnie tak jak u nas w dawnych czasach do Polservisu.Ale jesli dołozyło się haracz, dla załatwiajacego pracę -to było prawie to samo. Tyle ,ze Kubańczykom każa zyc z napiwków Pozdrawiam
mfp
avatar użytkownika 1Maud

5. adminie:-)

Dziwiłąm się,że nie ma moich wpisów...potem przytomnie przeczytałam informcję do kogoś o porblemach, i zaraz nadrobiłam:-) Pozdrawiam serdecznie
mfp