"Niepokorni" kontra "turboniepokorni" - wojna, czy potyczka?

avatar użytkownika elig

  Od dawna nie było tajemnicą, że dziennikarze związani z "Gazetą Polską", "Do Rzeczy", czy "W Sieci", którzy samych siebie nazwali ongiś "niepokornymi", nie znoszą [z wzajemnością] bardziej radykalnych publicystów drukujących swe teksty w :"Warszawskiej Gazecie", "Polsce Niepodległej",  czy "Najwyższym Czasie!".  Tę ostatnią grupę Rafał Ziemkiewicz nazwał {TUTAJ} "turboniepokornymi", piszac tak:

 " Misiak nie jest sam. Większość tez, które formułuje, zarówno z dziedziny hejtu do tzw. prawicowych liderów opinii, jak i historyczno-politycznej narracji znam od dawna z blogów, z publikacji w „Gazecie Warszawskiej” czy „Polsce Niepodległej”, książek wydawanych przez oficynę „Bolinari”. Można oczywiście machnąć ręką, że to banda świrów, albo głosić wszem i wobec, że agentura WSI czy wprost FSB za rosyjskie pieniądze. Zapewne, pieniądze na niektóre z tych przedsięwzięć są wzięte nie wiadomo skąd, niektórzy z autorów są ewidentnie zaburzeni – ale co z tego?

Fakt jest faktem, że kształtuje się i krzepnie osobna prawicowa (cokolwiek to słowo jeszcze znaczy) formacja, nazwijmy ją, „turboniepokornych”. Dla nich jesteśmy mięczakami, niepotrzebnie komplikującymi proste sprawy – ale też coraz częściej jesteśmy dla nich tym, czym dla nas była michnikowszczyzna. A na dodatek traktujemy ich często dokładnie tak, jak michnikowszczyzna w czasach, gdy wydawała się sobie zwycięską, traktowała nas. Naprawdę, gdy przypomnę sobie początek lat dziewięćdziesiątych – totalna dominacja rozchamionej swą potęga „Gazety Wyborczej”, prawicowe bieda-pisemka, rachityczną obecność na spotkaniach zepchniętych do salek parafialnych – nie widzę powodu, żeby turboniepokorni, uznający Zachód za co najmniej nie mniejszy, a może nawet i większy syf, niż Moskwę, wolni od fetyszyzowania demokracji i weryfikujący po swojemu uznane przez nas autorytety, nie mogli za lat dwadzieścia stać się istotnymi graczami debaty publicznej. Kto wie, może nawet jej zwycięzcami.".

 Do zeszłego miesiąca uczucia te nie przejawiały się jednak w publicystyce.  Jednak w dniu 15.06.2016 w "Gazecie Polskiej" ukazał się tekst Doroty Kani "Wojsko, służby, TVP"  Był on polemiką z artykułem "Zlecenie na Kurskiego" opublikowanym w "Gazecie Finansowej". Został przedrukowany w dwóch odcinkach w portalu Niezalezna.pl [{TUTAJ} i {TUTAJ}]. Dorota Kania zaatakowała w nim "turboniepokornych" stwierdzając:

 "Wydawcą „Gazety Finansowej” jest spółka Federal Media Company FMC Sp. z o.o, której prezesem jest Piotr Paweł Bachurski. To nie jest jedyne przedsięwzięcie tego biznesmena – jest on także m.in. wydawcą posługującej się knajackim językiem i prezentującej antysemickie treści „Warszawskiej Gazety” (niektóre artykuły z „WG” ukazują się również na portalu „Gazety Finansowej”). By się o tym przekonać, wystarczy przejrzeć kilka numerów „WG”. „Bolszewickie dyplomowane chamy”, „Żydzi znów chcą kasy od Polski”, „Po nazwisku i po pysku” – to kilka tytułów, zaś w tekście „Kto źle życzy Polsce” czytamy z kolei: „Żydokomuna stanowi większe zagrożenie dla Polski niż rakiety Putina”. Z treści prezentowanych przez „WG” można wysnuć wniosek, że szermując patriotycznymi hasłami, jest ona nie tylko antysemicka i antyukraińska, lecz jednocześnie prorosyjska. (...)
   Z akt rejestrowych znajdujących się w KRS wynika, że w połowie lat 90. firma Piotra Bachurskiego – Bachurski International Realty Sp. z o.o. – miała udziały w spółce w ICDetal, a następnie w Inter-Commerce for Shops. Większościowymi udziałowcami w spółkach byli Rudolf Skowroński (od 10 lat poszukiwany międzynarodowym listem gończym) oraz płk Aleksander Makowski, były funkcjonariusz SB, pracujący w I Departamencie MSW PRL".

 Dorota Kania zaatakowała też "Najwyższy Czas!", pisząc, iż współpracuje z tym pismem Jan M. Fijor, były TW SB.  Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać.  W nr 25 "Warszawskiej Gazety" ukazał się artykuł Piotra Bachurskiego "A WIĘC WOJNA!" {TUTAJ} w którym wydawca ten odpiera zarzuty Kani.  Pisze także:

 "Długo wstrzymywałem się, nie reagując na zaczepki środowiska „Gazety Polskiej”. Odbierałem to jako typowe zachowanie na rynku prasowym w stosunku do nowego, konkurencyjnego pisma. Kiedy docierały do mnie hasła typu: zajeb… „Warszawską Gazetę”, myślałem, że to dobry sygnał, oznacza, że nas czytają...
  Jednak ostatni atak „Gazety Polskiej” na „Warszawską Gazetę” i nazwanie nas antysemicką i prorosyjską gazetą, używającą knajackiego języka, jest już po prostu chamską zagrywką.
  Być może jest on specyficznym dowodem uznania dla nas ze strony „Gazety Polskiej” z okazji osiągnięcia przez „Warszawską Gazetę” nakładu w wysokości 100 tys.? Na taki kłamliwy atak nie możemy jednak pozostać obojętni.".

 W następnym, 26, numerze "WG" ukazał się obszerny [na dwie kolumny] artykuł Mirosława Kokoszkiewicza "Dziękujemy Tomaszu i Adamie", w którym autor porównuje Sakiewicza do Michnika.  "Najwyższy czas!" też nie pozostał obojętny.  W numerze 27-28 opublikowano tekst Leszka Szymowskiego "Meandry resortowego dziennikarstwa" {TUTAJ}.  Szymowski nie pozostawił w nim suchej nitki na Dorocie Kani.

 Mamy więc dziennikarską awanturę na 24 fajerki.  Ja mogę tylko wzywać do ochłonięcia i zaprzestania tej bratobójczej wojenki na prawicy.

napisz pierwszy komentarz