By nie rzec: KGHM , kiedyś polski …

avatar użytkownika Warszawa1920

 

Skala niszczenia przez rządy po – psl wszystkiego, co polskie, poraża. Nie dość tego, jej faktyczny wymiar nie jest dziś znany. Odkrywamy bardziej punktowe zjawiska, a na obraz całościowy należy zaczekać, mając nadzieję, że jednym z pierwszych komunikatów nowej, polskiej władzy będzie kompletny raport o stanie Polski w ruinie (właśnie!) A. D. 2015. Ale to nie jest jeszcze wszystko: fizyczna likwidacja polskości (jako, wszak, nienormalności) obudowywana jest przez dzisiejszy rząd już nawet nie propagandą, ale ordynarnym kłamstwem. I to nie koniec: w tym kłamstwie potrafi też uczestniczyć Prawo i Sprawiedliwość. Oby tylko nieświadomie, choć marna to pociecha dla nas, sądzących, że to ta partia zaprowadzi prawo, porządek, sprawiedliwość i zbuduje państwo wreszcie polskie, oparte na polskiej racji stanu. Przykładem jest pewna ustawa, podpisana dokładnie dzień przed oddaniem prezydentury przez beneficjenta zamachu z 10 kwietnia.

 

Rzeczoną ustawą jest wspólne parlamentu, rządu kopacz i obrońcy WSI „dzieło” o kontroli niektórych inwestycji. Ma ono, rzekomo, zagwarantować, iż w spółkach ważnych dla interesów Polski (szczególnie z zakresu bezpieczeństwa i obronności), nie dojdzie do przejęcia dominującego pakietu akcji przez podmiot, co do którego istnieją wątpliwości dotyczące zagrożeń dla naszego państwa i społeczeństwa. Ustawa ma jednak typowo blankietowy charakter, całkowicie uzależniając jej zastosowanie od przyjęcia przez Radę Ministrów rozporządzania wykonawczego. A dokładnie mówiąc: listy przedsiębiorstw, z udziałem Skarbu Państwa, których ta kontrola miałaby dotyczyć. O takiej formule faktycznego nieobowiązywania ustawy otwarcie mówił zresztą w Sejmie platformiany „obrońca” interesów Polski, gawlik zdzisław. Jest to kreatura piastująca dziś funkcję wiceministra Skarbu Państwa, ale bardziej wiązać go należy z urzędowaniem po knajpach. To bowiem jeden z nagranych bydlaków załatwiających sprawy w „Sowie”. Wracając zaś do ustawy, trzeba zauważyć, że jej idea jest niewątpliwie słuszna i trafnie rozpoznaje ryzyka dla polskiej racji stanu. Cóż z tego jednak, skoro to, co podpisał rezydent z ruskiej budy jest przejawem skrajnego partactwa i głupoty. I to w najłagodniejszej ocenie, bo równie uprawnione jest uznanie, iż zrobiono tak w pełni z rozmysłem, by umożliwić przejęcie przez obcy kapitał polskich strategicznych firm. Zapewne nie bezinteresownie, bo mafia po – psl w ani jednym przypadku nie działała dla dobra Polaków, ale wyłącznie z myślą o własnych kieszeniach. Ale o co dokładnie chodzi?

Na pierwszym etapie prac komisyjnych nad projektem tej ustawy, reprezentant PiS Marek Suski przytomnie dopominał się dołączenia do dokumentacji legislacyjnej propozycji listy objętych regulacją polskich firm. I to by było tyle ze starań tego pana o jakość i skuteczność ustawy (takiej sugerowanej listy oczywiście nie uzyskał). Dla chętnych: poczytajcie sobie stenogram z II czytania i sami oceńcie nonszalancję Suskiego w trakcie obrad oraz żenującą wymianę przezeń zdań z burym. Honoru próbował jeszcze bronić drugi z posłów PiS zajmujących się tym projektem, Andrzej Jaworski. Zgłosił poprawkę obligującą Radę Ministrów do przyjęcia wykazu firm objętych ustawą (oraz drugą, o wymogu publikowania tej listy). Komisja większością głosów po – psl obydwie jednak odrzuciła. Próba obrony tych poprawek na posiedzeniu plenarnym, w obliczu sprzeciwu koalicji rządzącej, także okazała się nieudana. Doszło tu zresztą do skandalicznego zachowania kidawy – błońskiej, która przy rechocie poparcia niejakiej augustyn, równie tępej, jak ona sama, jednostronnie uznała bezprzedmiotowość głosowania nad propozycjami PiS (stenogram z III czytania). Potem poszło już bez żadnych zgrzytów. A pytanie posła Jaworskiego o to, czy ustawę zastosuje się do sprawy prywatyzacji PKP Energetyka potraktowano, jak wszystkie pytania opozycji. Warto w tym miejscu jednak zauważyć, że oprócz skażonych dezynwolturą starań Suskiego i znacznie odważniejszych wysiłków Andrzeja Jaworskiego, klub PiS, z jednym wyjątkiem, nie wykazał choć cienia refleksji nad tym, o czym miał decydować. Głosowanie po III czytaniu nie pozostawia wątpliwości: ze 134 posłów tej partii 125 było wtedy na sali sejmowej, z nich za ustawą zagłosowało 109, 15 się wstrzymało, a jedynym jej politykiem, który sprzeciwił się regulacji okazała się poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk (nie miała zresztą wtedy w ogóle, w całym sejmie „towarzysza”). Na marginesie: „gowiny” w całości zagłosowały za (13 obecnych na sali, z 15 tworzących klub; samego Gowina nie było). A teraz: po cholerę o tym tu „tworzę”? Bo przecież kompletnie nie ma sensu po raz 2794 dowodzić, jak po – psl mataczy przy tworzeniu prawa. Równie jałowym byłoby toczyć boje o opamiętanie się tej bandy i wzięcie przez nią w końcu pod uwagę interesów Polski. Że o zasadności wytykania cynizmu i ignorancji rządowej większości parlamentarnej nie wspomnę. Jest coś jednak, co nieskromnie zauważę, iż jest ważne. To sytuacja w KGHM.

Ta jedna z raptem paru rzeczywiście jeszcze znaczących na rynku globalnym polskich spółek, przeżywa głęboki kryzys na giełdzie. Wartość akcji tego miedziowego giganta spadła do tak niskiego poziomu, jaki nie był notowany od 6 lat (od maja br. zniżka o 35%). Ma na to niewątpliwie wpływ, wywołana między innymi recesją w Chinach, obniżka cen miedzi, jak i zależność transakcji od bieżącego kursu dolara. Równocześnie jednak spółka znajduje się w kleszczach potwornie drenującego przychody i horrendalnie wysokiego w benchmarkach światowych podatku od kopalin, wprowadzonego przez rząd tuska 3 lata temu (łącznie, w latach 2012 – 2014, kosztował on KGHM już 5 mld PLN). W momencie jego wprowadzania miał „zasypać” ówczesną dziurę budżetową, immanentne dla bandy po – psl zjawisko, i był wtedy opatrywany mianem „niestałego”. Oczywiście, w kolejnych latach pozostał nietknięty. Skalę opresyjności państwa po – psl wobec KGHM widać jednak najlepiej jeśli się weźmie pod uwagę, że oprócz tego tzw. kagiemnego, firma z Lubina płaci też normalny podatek dochodowy (CIT – 19% od zysku brutto, za 2014 1,14 mld PLN, najwięcej w Polsce), ponosi idące w setki milionów PLN opłaty eksploatacyjne i wypłaca Skarbowi Państwa dywidendę. Z drugiej strony – kompletny brak ulg z tytułu na przykład nowych poszukiwań. Strategia spółki do roku 2020 (z perspektywą o 20 lat dłuższą) zakłada w efekcie, że KGHM istotnie ograniczy inwestycje rozwojowe na obszarze Polski, przenosząc je na przykład do Chile, gdzie podatki są niższe (i pomimo skrajnie trudnych tam warunków wydobycia). Z 27 mld PLN, przewidywanych na najbliższe lata w ogóle na inwestycje (w tym odtworzeniowe, utrzymaniowe i modernizacyjne), w Polsce ma zostać wydane tylko 55%, głównie właśnie na projekty stricte zachowawcze. 40% produkcji za pięć lat ma pochodzić spoza Polski. Czy podatek od kopalin waży na rentowności KGHM, najbardziej zresztą świadczą dwa fakty. 18 listopada 2011, gdy tusk zapowiedział jego wprowadzenie, kurs otwarcia na GPW wynosił dla tej spółki 165 PLN (maksymalny – o 2 PLN wyżej), na zamknięcie było to już 143,9 PLN (przez kolejne 3,5 miesiąca kurs był tylko niższy, spadając do wartości nawet około 100 PLN i osiągając poziom tych 144 PLN dopiero 2 lutego następnego roku). Skarb Państwa, mając blisko 32% akcji KGHM, spowodował ich deprecjację z końcem 2011 r. o blisko 2 mld PLN. Natomiast, gdy PiS zapowiedział likwidację podatku od kopalin (27 lipca br.), kurs akcji kombinatu lubińskiego wzrósł tego dnia o prawie 10%. Były to skądinąd ledwie dwa dni (do 28 lipca) chwilowego „oddechu”, po których KGHM wrócił na ścieżkę spadków. A na której jest do dziś.

Aktualnie Skarb Państwa zachowuje 31,79% akcji miedziowego kolosa. Warto przypomnieć, że w 2010 r., znowu panicznie szukając łat budżetowych, tusk sprzedał 10% tych walorów (pomimo szumnych obietnic, że tego nie zrobi, składanych rok wcześniej, gdy prywatyzacja KGHM pojawiła się w planach rządu). Reszta akcjonariatu jest rozproszona, są to głównie inwestorzy instytucjonalni (ponad 50%, z czego połowa to udziałowcy zagraniczni), m. in. amerykańskie fundusze, posiadający jednak do 5% udziałów, co zgodnie z polskim prawem nie wymaga ujawnienia na giełdzie. O blisko 7% dysponentów akcji KGHM nie wiadomo ani tego kim są, ani skąd pochodzą. Przy takiej strukturze właścicielskiej przejęcie pakietu kontrolnego nad tą największą polską spółką jest bardzo realnym scenariuszem. Nie ukrywają tego ostatnio, wypowiadający się dla mediów, członkowie zarządu, włącznie z prezesem Herbertem Wirthem. Gra spekulacyjna, obliczona na wrogie przejęcie tego w końcu światowego potentata, powinna być buforowana jakimś „firewall`em”. Z tego, czego dowiadujemy się z komunikatów zarządu, pomimo deklaracji, że ład korporacyjny KGHM przewiduje odpowiednie procedury obronne, jedyną nadzieję władze spółki pokładają w działaniach Skarbu Państwa. Te procedury bezpieczeństwa to bowiem nie może być nic innego, jak tylko skup własnych akcji. Na to trzeba mieć jednak, po prostu, gotówkę, a tej spółka nie ma, zmuszona do zablokowania rezerw „podtrzymaniowych” na, być może paroletni, okres bessy na rynku miedzi. Kredyty nie wchodzą w grę, bo już dziś zobowiązania oscylują wokół wynikającego z reguł korporacyjnych limitu (2 – krotność EBITDA). Przy tym KGHM znajduje się pod olbrzymią presją rządu po – psl, panicznie szukającego źródeł sfinansowania, jeszcze przed wyborami, pełzającego kryzysu w górnictwie węglowym. Summa summarum pozostaje wiara władz KGHM w patriotyzm takiego na przykład gawlika i jemu podobnych czerwińskich, piechocińskich, burych i kopaczy. Czyli w „ustawę o kontroli niektórych inwestycji”. Drobny szkopuł jest jednak taki, że ta regulacja nie dotyczy KGHM. Ona w ogóle nie dotyczy przemysłu wydobywczego. A prezes KGHM upatruje w niej ratunku dla kierowanej przez siebie spółki w obliczu groźby spekulacyjnego, wrogiego przejęcia! Czy ktoś, kto się na ten temat wypowiada, przeczyta wreszcie tę cholerną ustawę? A może ten „ktoś”, to KTOŚ, kto chce doprowadzić do utraty przez Skarb Państwa kontroli nad najbogatszą polską firmą.

 

Wszyscy, włącznie ze skądinąd z reguły dociekliwym Zbigniewem Kuźmiukiem, przyjmują za pewnik, że ustawa o kontroli niektórych inwestycji spowoduje zablokowanie prób przyjęcia władzy nad KGHM. O mediach, w tym tzw. naszych (wPolityce.pl i Niezależna.pl; choć żeby była jasność – dotyczy to także portali ekonomicznych), uparcie powtarzających tę tezę, już nie wspomnę. Powszechne jest przekonanie, iż problemem jest wyłącznie nie wydanie do tej pory przez rząd rozporządzenia wykonawczego do tej ustawy, wskazującego, które konkretnie firmy miałyby być chronione. Na marginesie, rozporządzenie to, technicznie, nie może zostać przyjęte, bo sama ustawa nie została jeszcze ogłoszona w Dzienniku Ustaw. Co, rzecz jasna, nie tłumaczy opieszałości kopacza. Z wypowiedzi sejmowych i gawlika, i czerwińskiego wynika zresztą, że listy rząd wprowadzić nie zamierza (czyli nie zamierza stosować ustawy). Nie ma to jednak i tak znaczenia. Tymczasem bowiem, art. 4 ust. 1 tego legislacyjnego tworu enumeratywnie wymienia sektory gospodarki, w których działające podmioty mogłyby liczyć na osłonę państwa w sytuacjach prób przejęcia nad nimi dominacji. Jest tych rodzajów działalności 12, z czego 8 to przetwórstwo i logistyka petrochemiczne i gazowe. Dalibóg, z podstawowym biznesem KGHM (przynajmniej: póki co …) nie mają one nic wspólnego. Podobnie, jak (jak mniemam ...) produkcja chemikaliów, uzbrojenia, czy telekomunikacja. Jedyny „punkt zaczepienia” daje „wytwarzanie energii elektrycznej”, ale i tutaj KGHM nie ma co liczyć na ochronę Skarbu Państwa. Lubiński gigant ma co prawda w swoich aktywach akcje spółek energetycznych (Tauron, PGE EJ 1), ale ma ich … za mało. Zgodnie bowiem z art. 3 ust. 6, dotyczącym pośredniego przejęcia spółki chronionej, minimum udziałowe to 20%, a w obydwu przywołanych „energetykach” KGHM ma „tylko” 10%. Oczywiście, można doszukiwać się „językowych” powodów do objęcia „producenta miedzi i metali nieżelaznych” państwowym mechanizmem bezpieczeństwa inwestycyjnego, odwołując się do obecności w Grupie Kapitałowej KGHM spółki „Energetyka”, czy 49% obecności (poprzez jeden z funduszy inwestycyjnych Grupy) w produkującej grafen firmie „Nano Carbon”, gdzie resztę udziałów ma Polska Grupa Zbrojeniowa. Czy taki na przykład gawlik i reszta mafii rządowej wymyśliliby jednak aż tak pokrętną inżynierię prawną, by chronić KGHM? Chyba nie o to chodziło, by gwarantować w tej spółce kontrolę Skarbu Państwa dzięki małej, zależnej firemce dostarczającej prąd dla własnych potrzeb kopalni i hut Zagłębia Lubińskiego. Potęgę i znaczenie KGHM dają miedź, srebro, powoli także molibden. I to z ich względu KGHM powinien pozostać w polskich rękach. Rząd po – psl tego nie chce, a PiS nie widzi, że miedziowa perła w koronie polskiej gospodarki pozostaje bezwolna wobec gier rynkowych.

Niezależnie od powyższego, warto zauważyć, że brak wydobycia kopalin w zestawieniu gałęzi gospodarki ustawowo chronionych przez Skarb Państwa, w świetle słabości polskich spółek węglowych, jest bardzo symptomatyczny. O tym dlaczego nie ma tam także banków, centrów przetwarzania danych, kolei, lotnisk, portów morskich i zapewne szeregu innych elementów krytycznych dla funkcjonowania państwa i społeczeństwa, dopowiedzcie sobie już sami. Aha, lasów państwowych też tam nie ma. A KGHM, ze swoją nie strategiczną, nie mającą kompletnie nic wspólnego z polską racją stanu miedzią, nie jest też objęty inną „spec” – ustawą: o szczególnych uprawnieniach ministra właściwego do spraw skarbu Państwa oraz ich wykonywaniu w niektórych spółkach kapitałowych lub grupach kapitałowych prowadzących działalność w sektorach energii elektrycznej, ropy naftowej oraz paliw gazowych. Sami widzicie dlaczego …

 

Ale Polska nie jest w ruinie i najważniejsze są dziś terminy i koszty referendów.

 

(… Na ostatniej sesji giełdy warszawskiej, KGHM znowu stracił prawie 1,8% ...)

 

* źródłowa dokumentacja z procesu legislacyjnego ustawy o kontroli niektórych inwestycji:

a)      przebieg procesu legislacyjnego (wraz z tekstem ustawy),

b)     stenogram posiedzenia Sejmu – II czytanie projektu ustawy (strony dokumentu stenogramu od 167 do 176),

c)      stenogram posiedzenia Sejmu – III czytanie projektu ustawy i głosowanie (strony dokumentu stenogramu od 398 do 400),

d)     stenogram posiedzenia Sejmu – debata nad poprawkami Senatu (strony dokumentu stenogramu od 400 do 402),

e)      stenogram posiedzenia Sejmu – głosowanie nad poprawkami Senatu (strony dokumentu stenogramu od 462 do 464)

** zdjęcie terenów pofabrycznych w Ursusie (Warszawa); zbiory własne

*** znam zasady ortografii, ale te zasady nie znają słów związanych z po i z psl

 

O Polsce warto myśleć. I dla Niej pracować.

1 komentarz

avatar użytkownika Maryla

1. @Warszawa1920

konieczny jest audyt , bo straty juz dokonane i te, przygotowane i jeszcze nie widoczne, sa ogromne. Trzeba je zdefiniować i podjąć działania naprawcze tam, gdzie to mozliwe.
Co do PO-PSL - to oni sterowali ręcznie i definiowali, kto kolejny pod nóż...

Skarb będzie bronił, gdy dostrzeże wroga 

Nie będzie listy spółek chronionych przed wrogim przejęciem, informuje resort skarbu.Nie będzie stałej listy podmiotów chronionych. Rozporządzenie będzie
wydawane wyłącznie w sytuacji realnego zagrożenia, tylko na czas
określony, uzasadniający zastosowanie środków ochronnych — mówi Emil
Górecki, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP). Wyjaśnia, że w
razie groźby wrogiego przejęcia zagrożona spółka będzie na bieżąco
dopisywana do rozporządzenia, co spowoduje uruchomienie wobec niej
procedury ratunkowej.

A co, jeśli wrogi inwestor dokona przejęcia, zanim urzędnicy dowiedzą
się o jego zamiarach? Takie wątpliwości ma prof. Tomasz Siemiątkowski
ze Szkoły Głównej Handlowej, współtwórca pierwotnych założeń do ustawy o
kontroli niektórych inwestycji.

— Problem praktyczny może być taki, że resort nie zauważy próby
wrogiego przejęcia lub spóźni się z interwencją ochronną — mówi Tomasz
Siemiątkowski.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl