Zamachy w Kopenhadze – coś mi tutaj brzydko pachnie

avatar użytkownika Docent zza morza

W Kopenhadze ktoś oddał serię strzałów do kawiarni pełnej ludzi dyskutujących o wolności słowa w odniesieniu do spraw religijn...

W Kopenhadze ktoś oddał serię strzałów do kawiarni pełnej ludzi dyskutujących o wolności słowa w odniesieniu do spraw religijnych. Jeden człowiek zginął, a trzech policjantów zostało rannych. Sprawca zbiegł.

Następnie ktoś ostrzelał kopenhaską synagogę zabijając ochroniarza i raniąc dwóch policjantów. Sprawca zbiegł.

Następnie policja „ustaliła tożsamość sprawcy” i zaczaiła się na niego. Gdy wracał  do domu – zastrzelono go. WIELKI SUKCES POLICJI.

Niesamowita skuteczność – namierzono i zabito drobnego gangstera, świeżo wypuszczonego z więzienia (dwa lata za poranienie nożem), arabskiego pochodzenia, znanego z krytyki poczynań Izraela wobec Palestyńczyków. Państwo to kupujecie? - bo ja nie.

Moim zdaniem sięgnięto po kartoteki i „wytypowano” potencjalnego sprawcę, jednocześnie usuwając go tak, aby nie mógł stanąć przed sądem. Nawet nie przypisano mu złośliwego „popełnienia samobójstwa” na widok stróżów prawa, chociaż może i do tego dojdzie...

Ale dlaczego on? Bo chłopak po prostu miał pecha, pasując do „pożądanego” i „prawdopodobnego” profilu sprawcy, jak co najmniej kilka setek innych potencjalnych „islamistów” w Danii. A faktyczny zamachowiec? Gdzieś się rozpłynął w kopenhaskiej mgle...

Wśród uczestników wspomnianego spotkania był też szwedzki artysta Lars Vilks, którego uznano za główny cel tego nieudanego zamachu z uwagi na otrzymywane pogróżki, oraz wcześniejsze próby uśmiercenia w związku z publikacją obraźliwych, antyislamskich karykatur.

Vilks wsławił się też instalacją psa z twarzą Mahometa.

Mahomet przedstawiony jako pies  – trudno sobie wyobrazić bardziej dotkliwą formę wyrażenia pogardy muzułmanom, czy większą skalę upokorzenia ludzi, dla których psy są zwierzętami nieczystymi, a postaci ze strefy sacrum nie wolno przedstawiać graficznie.

„Pies Vilksa” był/ jest, moim zdaniem, koszmarkiem estetycznym i artystycznym – ale jak ktoś chce to „dzieło” obejrzeć, to niech sobie wygugla „lars vilks rondellhund”.

Działalność Vilksa narusza ducha ONZ-owskiej Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka oraz podpada pod szwedzki paragraf o karalności szkalowania i prześladowania grup etnicznych („hets mot folkgrupp”).

Vilks już dawno powinien być „wytargany za ucho”, ale wspomniane przepisy powstając po II wojnie św. miały przede wszystkim chronić żydów – i dlatego państwo szwedzkie (podobnie jak i reszta państw europejskich) w praktyce pozwala bezkarnie obrażać muzułmanów. Ta droga jest więc przed nimi zamknięta.

A wojna z religią jest  przecież jednym z fundamentów NWO – obok walki z rodziną, tradycją, korzeniami kulturowymi, małżeństwem kobiety z mężczyzną, państwem narodowym, dotychczasową moralnością, prawdą obiektywną czy poczuciem sprawiedliwości.

Ten bezpardonowy atak – rozpisany na stulecia i generacje do przodu - wymierzony jest w DNA naszej cywilizacji – aby efektem był chaos, gdyż "w mętnej wodzie najłatwiej łowić ryby...”

Nas też próbowano prowokować w podobny sposoób – wkładając na wizji polską flagę w psie odchody. Nie udało się, chociaż emisja programu kosztowała w końcu TVN prawie 0,5 mln zł kary  http://natemat.pl/66663,flagi-w-psich-odchodach-zlamaly-prawo-sad-najwyzszy-utrzymal-kare-za-program-kuby-wojewodzkiego

A teraz wyobraźmy sobie „Kupę” wtykającego tak flagę unijną albo izraelską – nie da się, prawda? Bo wolność słowa ma przecież swoje granice...

Ale gdyby TVN wpadł na pomysł takiego sprofanowania krucyfiksu w Wigilię...? Albo publicznie by spalono figury Chrystusa i Matki Bożej? Albo „na żywo” przed jej kamerami profanowano by kościoły? Albo w jakiś inny, parszywy i wyrafinowany sposób próbowano by dotknąć nasze uczucia religijne? Czy naprawdę wiemy, gdzie są dziś granice naszej tolerancji....?

Zanim w czambuł potępimy „islamistów” i „muzułmanów”, proszę się zastanowić nad intencjami prowokatorów, bo bajeczki o wolności słowa i  świętym „prawie do opluwania innych” ja po prostu nie kupuję.

„Prawdziwa cnota krytyk się nie boi” – mawiał biskup Krasicki, ale  satyra uzasadniona jest wyłącznie wtedy, gdy jest wymierzona w silniejszego – piętnując nadużycia czy śmieszność władzy, albo potężnych instytucji.

Ale poniewieranie słabszym, niezależnie od formy, jest po prostu olbrzymim nadużyciem. I nie ma co się dziwić, że ludzie doprowadzeni do ostateczności – systemowo i systematycznie spychani na margines społeczeństwa oraz dyskryminowani na rynku pracy (bo bezrobocie poszczególnych grup etnicznych rośnie w miarę powiększania się odległości geograficznej do kraju ich przodków – a dotyczy to nie tylko faktycznych imigrantów – mogących mieć obiektywne trudności z językiem szwedzkim oraz profilem i poziomem wykształcenia - ale dotyka to również ich dzieci, kończących szwedzkie szkoły, aż do uniwersytetów włącznie – bo one również padają ofiarą niepisanej zasady – najpierw Szwed, później ludzie ze „starej EU” i USA, później „Europa Wschodnia”, później Latynosi, itd) – w końcu protestują w sposób, którego już nie da się zlekceważyć.

A przysłowiową kropelką przelewającą czarę goryczy może być w gruncie rzeczy byle co... nawet publikacja jakiejś karykatury.

Dla szerokiej rzeszy muzułmanów/ Arabów drogi do lepiej płatnych prac i lepszych dzielnic mieszkaniowych praktycznie są zamknięte – i niewiele pomaga obecność kilku maskotek w życiu publicznym kraju. Nie dajmy się zwieść grze pozorów – bo nawet u „kolorowego” ministra 99,5% pracowników jego ministerstwa imigrantów to ogląda jedynie w telewizji, prowadząc wygodne życie w swoich czysto szwedzkich enklawach.

Natomiast enklawy nędzy, zwane też „imigranckie getto”, powstają głównie z powodu zaryglowania drzwi do spoleczeństwa szwedzkiego.

Bo przecież Albańczyk, Chorwat, Polak, Serb, Irakijczyk czy Somalijczyk nie marzą o niczym innym, jak o wspólnym bytowaniu w ścisku na peryferiach, korzystaniu z kiepskiej infrastruktury oraz posyłaniu dzieci do najgorszych szkół w mieście? Bo wszyscy ci ludzie mają tak wiele ze sobą wspólnego, prawda?

Na samy początku człowiek rzeczywiście garnie się do współrodaków, bo tak jest raźniej, osiedlając się w ich pobliżu, ale problem zaczyna się, gdy już zapragnie „robić karierę w spoleczeństwie szwedzkim” – i to grając wg. obowiązujących reguł – tzn. język + wykształcenie + pożądane kompetencje – a tu ZONK! Bo ściany twojego getta zwykle są niewidzialne, ale zawsze mocno odczuwalne.

A do tego lokalni „nadludzie” dosłownie i w przenośni plują ci w twarz, wyszydzając rzeczy ci drogie i usilnie wmawiając, że na swój los sam sobie zasłużyłeś, będąc nieudacznikiem, bo oni przecież zawsze grają fair, są sprawiedliwi, obiektywni... i po prostu lepsi od ciebie...

Polityka masowej imigracji i wymieszania społeczeństw w ramach walki NWO z państwami narodowymi zaczyna właśnie przynosić „pożądane” efekty, prując tkankę społeczną po szwach narodowościowo-kulturowych, co stwarza napięcia niemal nie do przezwyciężenia.

Bo nie można wpuścić imigrantów do swojego kraju jednocześnie zamykając przed nimi drzwi do swojego społeczeństwa. Taki kocioł prędzej czy później musi wybuchnąć – i proszę mi nie mówić, że elity są zaskoczone takim obrotem wydarzeń.

A społeczeństwa podzielone etnicznie są słabe i mało atrakcyjne.  Bo tam gdzie pełno mniejszości etnicznych i kulturowych przynależność do jakiejś grupy nie może rozstrzygać o szansach życiowych, bo to narusza kontrakt społeczny opierający się na prawie do jednostkowego rozwoju.

Mało nam było jednego apartheidu w Południowej Afryce?

A skoro ludzi już tu sprowadzono, to należy znaleźć sposób na promowanie w miarę harmonijnego współżycia. Bo masowe deportacje milionów nie są rozwiązaniem ani desperackie próby przyginania karku imigrantów do ziemi, m.in. poprzez poniewieranie ich świętościami w imię „wolności słowa”.

Bo choć „u nas” celebruje się Woltera z jego dewizą...

 ...to wszak w tradycji europejskiej istnieje też inne ujęcie tej kwestii - jednak już dużo rzadziej nagłaśniane:

„Every man has a right to utter what he thinks truth, and every other man has a right to knock him down for it.”

„Każdy ma  prawo wypowiedzieć swoją opinię, ale też każdy ma prawo mu za to przyłożyć.” 

Samuel Johnson  

Next only to William Shakespeare, Samuel Johnson is perhaps the most quoted of English writers.  http://justus.anglican.org/resources/bio/20.html

Samuel Johnson was an English author. Beginning as a Grub Street journalist, he made lasting contributions to English literature as a poet, essayist, moralist, novelist, literary critic, biographer, editor and lexicographer. Johnson has been described as "arguably the most distinguished man of letters in English history". http://www.goodreads.com/author/show/22191.Samuel_Johnson

Bo granica mojej wolności zawsze kończy się tam, gdzie zaczynają się twoje niezbywalne prawa... tak samo, jak twoja wolność kończy się tam, gdzie zaczynają się moje prawa.

I to poziom kultury każdego z nas pozwala wspólnie ustalić te granice.

A sam Wilks doczekał się takiej to odpowiedzi:

 I chociaż osobiście uważam Vilksa za niesamowitego palanta, bigota oraz ignoranta, to uważam, że nikt nie ma prawa go mordować. Bo jeśli jest jakaś sprawiedliwość na tym świecie, to piekło i tak go nie ominie...

Na koniec - proszę mnie dobrze zrozumieć - nie twierdzę, że kopenhaskich zamachów nie dokonał jakiś porąbany islamista – ale wątpię by sprawcą był ten zastrzelony przez policję...    

2 komentarze

avatar użytkownika Tymczasowy

1. ?

Argumentacja przekombinowana.

avatar użytkownika Docent zza morza

2. Tymczasowy, śr., 18/02/2015 - 00:28

No to podyskutujmy - w jakim zakresie?

Uprzedzam, że moje tezy i wyjaśnienia to są "straszne herezje" - en bloc odrzucane przez tutejszy mejnstrim i establiszment.
Pozdrawiam.