O UDERZENIU „Z DEMOKRACJI”

avatar użytkownika Aleksander Ścios

Układ rządzący niespecjalnie przejmuje się krytyką ze strony partii opozycyjnej i niezależnych mediów. Ujawnianie kolejnych afer, punktowanie błędnych decyzji czy prezentacja nieudolności rządzących, spotyka się zwykle z nonszalancją polityków PO-PSL i tradycyjnym przemilczeniem sprawy przez ośrodki propagandy.
Zupełnie odmienną reakcję mogliśmy obserwować przed kilkoma dniami, gdy w jednym z wywiadów Jarosław Kaczyński wspomniał o lokatorze Belwederu i jego najbliższym otoczeniu. Dla każdego, kto zna sylwetkę Bronisława Komorowskiego, opinie prezesa PiS-u nie były niczym zaskakującym, jednak na tle powszechnego przemilczenia dokonań tej postaci, musiały zabrzmieć szczególnie mocno. Następnego dnia, w wywiadzie radiowym Kaczyński ponownie nazwał Komorowskiego „politykiem opcji bardzo lewicowej” i uznał, że powinien on pożegnać się z polityką.
Na reakcję nie trzeba było długo czekać, bo już kilka godzin później pojawiły się histeryczne wypowiedzi urzędników kancelarii oraz komentarz szefowej prezydenckiego biura prasowego. Następnego dnia, sam Komorowski udzielił prezesowi PiS rady, by nie "posuwał się do inwektyw, podejrzeń, insynuacji". Występy dyżurnych ekspertów deliberujących nad „nadszarpniętym wizerunkiem” Kaczyńskiego oraz natychmiastowy spadek sondażowych notowań PiS-u, uzupełniały ten medialny spektakl. Słowa Jarosława Kaczyńskiego okazały się również inspirujące dla dziennikarzy, którzy nagle przypomnieli sobie o lokatorze Belwederu i zdobyli na odwagę napisania kilku słów na temat tej postaci.
            Tak szczególna reakcja na krytykę Komorowskiego, wydaje się potwierdzać, że osoba byłego marszałka jest dziś najważniejszym wspornikiem sił rządzących III RP, zaś środowisko Belwederu odgrywa rolę decydenta. Próba podważenia fałszywego wizerunku Komorowskiego oraz przypomnienie o rodowodzie urzędników prezydenckich, została trafnie odebrana jako realne zagrożenie. Naruszała dotychczasowe status quo, w którym przeszłość lokatora Belwederu i jego współpracowników jest uznawana za medialne tabu. Wywołując tak silne poruszenie, Jarosław Kaczyński najwyraźniej trafił w newralgiczny „punkt”.
Od wielu miesięcy ośrodek belwederski stanowi centrum decyzyjne w sprawach kluczowych dla bezpieczeństwa Polski. Wszystkie projekty zmian systemowych w Siłach Zbrojnych, służbach specjalnych i przemyśle zbrojeniowym, powstały w środowisku Komorowskiego i są fundamentem budowy reżimu prezydenckiego. Trzeba sięgnąć do opracowań gen. Kozieja z roku 2009 oraz tzw. rekomendacji Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN), by dostrzec, że realizowane dziś przez urzędników Tuska „projekty rządowe” zostały opracowane przez ludzi związanych z Belwederem.
Wyjątkowa pozycja Komorowskiego w polskim życiu politycznym została ustalona już na początku 2010 roku, gdy w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach doszło do nagłej rezygnacja Tuska z ubiegania o prezydenturę i wystawienia kandydatury marszałka Sejmu. Potwierdzenie tej pozycji przyniosły wydarzenia po 10 kwietnia 2010 roku, gdy Komorowski w sposób bezwzględny zawłaszczał prerogatywy prezydenckie i dokonywał przejęcia Kancelarii Lecha Kaczyńskiego. Wywołanie i eskalacja konfliktu wokół krzyża smoleńskiego ukazały z kolei prawdziwe oblicze „spokojnego konserwatysty”, a pierwsza inicjatywa ustawodawcza – nowela ustawy o stanie wojennym i rozpoczęcie SPBN, dały początek projektom legislacyjnym zmierzającym do budowy reżimu prezydenckiego. 
Powstałe w tym środowisku pomysły zmierzają do wzmocnienia lobby wojskowego, przejęcia nadzoru nad przemysłem zbrojeniowym, poszerzenia zwierzchnictwa nad armią oraz dogłębnej przebudowy służb specjalnych, dokonywanej pod hasłem „integracji i koordynacji”, której efektem będzie m.in. wyłonienie nowej formacji, jako „zbrojnego ramienia” reżimu. Prezydent sprawujący zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi, stanie się nie tylko faktycznym decydentem w kwestiach bezpieczeństwa, ale uzyska realny wpływ na działania potężnej służby specjalnej. Celem końcowym jest zmiana Konstytucji i stworzenie modelu rządów prezydenckich. 
Nietrudno zauważyć, że ośrodek belwederski odgrywa dziś zasadniczą rolę w kreowaniu „nowego rozdania”. W tle tych działań można dostrzec intencje Kremla, obliczone na pozbycie się niewygodnych wspólników kłamstwa smoleńskiego i zastąpienie obecnej ekipy ludźmi, którzy zadbają o strategiczne interesy Rosji i dominację Pałacu Prezydenckiego. Zwieńczeniem dzieła będzie kontrolowana wymiana ekipy, zaś rok 2015, ogłoszony już „rokiem Polski w Rosji i Rosji w Polsce” wydaje się datą graniczną obecnej akcji.
Plan ten jest wymierzony wprost w dążenia całego obozu patriotycznego, ma bowiem zamknąć sprawę Smoleńska, „oczyścić” atmosferę polityczną i spacyfikować niezadowolenie społeczne. Pozorowane zmiany będą dokonywane pod mecenatem Komorowskiego, posłużą wzmocnieniu jego pozycji i na długo zamkną drogę do obalenia układu III RP.
Opozycja może wygrać tylko wówczas, gdy główne wysiłki będą zmierzały do storpedowania planów Belwederu i pozbawienia Komorowskiego prezydentury. Wszelkie symulowane konfiguracje, w tym wymiana Tuska na narzuconą przez Pałac Prezydencki „ekipę techniczną”, nie mogą leżeć w interesie partii opozycyjnej. Bez zamknięcia Komorowskiemu drogi do reelekcji, nawet potencjalna wygrana w wyborach parlamentarnych nie zapewni PiS-owi przejęcia władzy.
Obecne uprawnienia prezydenta (choćby w zakresie blokowania ustaw i prawa zatwierdzania składu rady ministrów) zapewniają mu pozycję umożliwiającą torpedowanie prac nowego rządu. Wywołany tym paraliż, doprowadzi do kolejnych wyborów lub wyłonienia koalicji PO-SLD. W sytuacji poważnego zagrożenia interesów układu, możliwe jest również wprowadzenie stanu wyjątkowego.
Chciałabym wierzyć, że niedawne wystąpienie prezesa PiS-u niesie zapowiedź zmiany dotychczasowej taktyki partii opozycyjnej i jest sygnałem, że zaczęto dostrzegać wyjątkowo groźną pozycję Komorowskiego. Konsekwencją takiej zmiany powinno być przede wszystkim wskazanie silnego kandydata opozycji w wyborach prezydenckich i przejęcie inicjatywy w sferze informacyjnej.
Kandydat oraz skupiona wokół niego grupa ekspertów, powinni już dziś przystąpić do zbilansowania obecnej prezydentury i sporządzenia rzetelnego raportu z działań ośrodka belwederskiego. Trzeba pokazać Polakom, nie tylko prawdziwą sylwetkę Komorowskiego i tragiczne saldo jego dokonań na zajmowanych dotąd stanowiskach, ale ujawnić realne zamysły Belwederu i zagrożenia związane z budową reżimu prezydenckiego. W miejsce fałszywego wizerunku „męża stanu” lub obrazu „miłego i niegroźnego safanduły”, trzeba pokazać postać o niewspółmiernych do potencjału ambicjach, człowieka tyleż nieudolnego, co owładniętego nienawiścią, powiązanego ze środowiskiem „ludowych” oficerów i ludzi komunistycznych służb.
Bronisław Komorowski musi mieć świadomość, że jego działania są na bieżąco analizowane i opiniowane. Powinien być pozbawiony dotychczasowej osłony medialnej i – jak każdy polityk- poddany osądowi publicznemu i rzetelnej krytyce. 
Człowiek, który jeszcze w roku 2009 wykrzykiwał - „w demokracji nie ma świętych krów”, a dziś kreuje się na obrońcę pluralizmu i wolności obywatelskich – nie może odczuwać dyskomfortu w zderzeniu z realiami. Trzeba dać mu szansę potwierdzenia demokratycznego „sznytu” i sprawić, by przez ostatnie dwa lata swojej prezydentury znajdował się w centrum uwagi publicznej i doświadczał dobrodziejstw płynących z działalności opozycji i wolnych mediów.


Tekst przesłany do publikacji w Gazecie Polskiej. Nie ukazał się „z powodu braku miejsca”.

10 komentarzy

avatar użytkownika Tymczasowy

1. Swieta prawda

przeciwko Komorowskiemu jest sporo argumentow. Przyjdzie czas, to pewnie wyplyna strumieniem.

avatar użytkownika Maryla

2. Szanowny Panie Aleksandrze

Nie ukazał się „z powodu braku miejsca” - zapewne ostatnia sprawa sądowa ostudziła zapał redakcji.

Bardzo wazny tekst.
Dziękuję

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika eska

3. Maryla

Duda jest dogadany z Komorowskim i Schetyną. Sakiewicz jest dogadany z Dudą. No i zabrakło miejsca w gazecie....

Ludzie, myślcie, to nie boli...ha, ha....

avatar użytkownika Aleksander Ścios

4. Tymczasowy

Kiedy przyjdzie ów czas? W roku 2008 afera marszałkowa doprowadziła do ruiny dziennikarstwa śledczego i wzmocnienia post esbeckiego układu w służbach. Dwa lata później milczenie wokół Komorowskiego wyznaczyło drogę do Smoleńska i zakończyło się hańbą obecnej prezydentury.
Czas już dawno minął.

avatar użytkownika Aleksander Ścios

5. Szanowna Pani Marylo,

Przyznam, że nie dostrzegam takiego związku.
Bardzo Pani dziękuję i pozdrawiam.

avatar użytkownika Maryla

6. @eska

avatar użytkownika Tymczasowy

7. @Autor

Jak to mowia: "Never say never". Ja wierze, ze ten czas przyjdzie.

avatar użytkownika UPARTY

8. Gdy w połowie lat 80-tych

kończyłem studia miałem również zajęcia z politologii z młodym ówcześnie dr Wiatrem, synem prof. Wiatra. Otóż pewnego dnia pan dr Wiatr przyszedł na zajęcia w świetnym humorze i nieco wstawiony. Zaczął on mówić o tym, że międzynarodowy ruch komunistyczny przyjmuje zasadę, iż w krajach w których istnienie partii komunistycznej jest potencjalnie zagrożone Rosjanie organizują tajne rezerwowe kierownictwo ruchu i po jakimś czasie, gdy zmienił już temat stwierdził, że powstanie Solidarności spowodowało iż Rosjanie zaliczyli Polskę do kategorii państw w których jest potencjalnie możliwa delegalizacja partii komunistycznej. I rzeczywiście od połowy lat 80-tych mamy jakby dwuośrodkowość środowisk post-PRlowskich.
Na pewno eksponentem jednego z nich jest B.Komorowski. Te środowiska bardzo źle się czują gdy nie mają żadnego zaplecza biurowego, nie mają żadnej instytucji w której mogą mieć jakiś gabinet, gdzie można postawić biurko. Poza tym bardzo ważne jest również to, że gdy okaże się, ze wyjdą na jaw jakieś przestępstwa, że coś nie wyjdzie i ktoś zostanie o coś oskarżony, to zawsze można liczyć na ułaskawienie sprawcy. Taka perspektywa może być ważnym argumentem za utrzymaniem zmowy milczenia nawet w bardzo trudnej sytuacji. To powoduje, że dla tych ludzi urząd prezydenta jest szczególnie cenny.
Codo baku miejsca w GP, to na prawdę trzeba brać pod uwagę jeszcze jedną rzecz.
Otóż red. Sakiewicz jest chyba tak zaabsorbowany bieżącymi działaniami, że nie bardzo ma czas myśleć o sprawach bardziej abstrakcyjnych. Zdarzyło mi się rozmawiać z red Sakiewiczem i proszę mi wierzyć jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że najwyraźniej nie rozumie on bardziej abstrakcyjnych wypowiedzi. Dopiero jak w swoich wypowiedziach "zmniejszyłem poziom agregacji argumentów" okazało się, ze można nawiązać kontakt z Panem Redaktorem. Przy czym nie była to rozmowa prywatna, bo rozmawiałem z nim na otwartym spotkaniu z czytelnikami GP. Nie wykluczam więc, że to może być przyczyną "braku miejsca" na ten tekst. On jest oczywiście słuszny ale argumenty są dość mocno "zagregowane", więc człowiek zagoniony nie zawsze ma czas i głowę by szybko dokonać ich "dezagregacji".
Poza tym jest jeszcze jedno, to linia polityczna TV Republika. Jej sposób relacjonowania ostatniej demonstracji związkowców w Warszawie mocno mnie zdziwił. Jest przecież dla każdego sprawą oczywistą, ze dziennikarstwo związane z ukaładem nie jest poszukiwaniem żadnej prawdy a jest uprawianiem czystej propagandy. Dlaczego więc TV Republika ile razy ja włącze, gdy mówi się o sprawach dla nas ważnych, osobie reprezentującej nasze poglądy przeciwstawia propagandystę drugiego obozu?
Zanim dojdzie do przełomu w naszym kraju, który dość szybko się chyba jednak zbliża, musimy sobie odpowiedzieć jeszcze na wiele pytań.

uparty

avatar użytkownika michael

9. UPARTY. Chyba domyślam się, dlaczego tak jest. To jest hipoteza.

Otóż, TV Republika złożona jest ze szczerych i poczciwych ludzi, którzy nadal uparcie wierzą, że komunizm upadł, zwyciężyła demokracja, a to co sie dzieje, to jedynie wynaturzenia. Jest to sposób myślenia, który kiedyś wyprowadzał w pole energię społeczną i pochłaniał naturalną opozycję w czasach Gierka, Jaruzelskiego i ich następców przed i po 1990 roku.

SOCJALIZM TAK - WYPACZENIA NIE.

Ktokolwiek tak myśli, jest w tragicznym błędzie. System, w którym teraz tkwimy nie jest demokratyczny, a cechy demokracji sa jedynie "stosowna maską". Tego systemu nie da się naprawić, ponieważ on nie jest demokratyczny.

Żyjemy w systemie totalitarnym, który stopniowo pozbywa się demokratycznej maski, a dwór prezydencki działa bardzo sprawnie jako straż przednia totalitaryzmu. W chwili gdy jakiekolwek siły próbują dosłownie potraktować z pozoru demokratyczne dekoracje, bez wahania uruchamiane są antydemokratyczne korekty, paraliżujące zbyt odważne działanie woli ludu.

Pierwszym lepszym przykładem są korekty prawa o referendum, zamaskowane nowelizacją ustawy o samorządzie terytorialnym. Pojawiły się one prawie natychmiast po ujawnieniu szansy na skuteczność referendum jako narzędzia zmiany lokalnych partyjnych kacyków.

Opowieści o demokracji w Polsce są jak zwodnicza pieśń flecisty z Hameln.

avatar użytkownika michael

10. UPARTY - UZUPEŁNIENIE. Rewers prawdy - Zagrożenie demokracją.

Największym zagrożeniem dla totalitarnej oligarchii III RP jest przywrócenie demokracji. Bolszewicka formacja totalitaryzmu ma w Europie bardzo silne korzenie, jest ugruntowana w świadomości, sposobie myślenia i specyficznej dla turańskiej formacji cywilizacyjnej mentalności. Prawda o cywilizacji europejskiej jest ponura. Europa nie ma tradycji demokratycznej. Jeszcze w drugiej dekadzie XX wieku Europa pogrążona była w mrocznym jarzmie monarszego absolutyzmu, zastygłym po Kongresie Wiedeńskim. Rozpadające się monarchie zostały zgrabnie zastąpione rozszerzającą sie prusko-sowiecką opresją totalitaryzmu, w innych krajach starego jądra naszego kontynentu pseudo-demokratyczne modyfikacje systemów politycznych były bardzo powierzchowne, nie odwzorowując się w faktycznych mechanizmach społecznych ani mentalności wiekszości europejczyków.

Najwyraźniej widać to w krajach najstarszego jądra Europy, gdzie teraz, w XXI wieku triumfują najbardziej totalitarne i bolszewickie procedury antydemokratycznych i wręcz zamordystycznych praktyk poprawności politycznej, totalnego niszczenia fundamentów łacińskiej cywilizacji europejskiej, demolowania humanistycznych tradycji chrześcijańskich i wypierania ich przez nienawistną agresję autokratycznych i tyrańskich aktów nacjonalizacji relacji społecznych i degradacji moralnej i społeczeństw.

Narasta fala polityków otwarcie projektujacych i wspierajacych ewolucję demokracji europejskiej w stronę politycznego autorytaryzmu.

Dla tak realizującego się programu bolszewickich ambicji czołówki europejskich elit politycznych, najwiekszym zagrożeniem jest realna demokracja, w której realna władza nieuchronnie związana jest z realna odpowiedzialnością.

I tu jest pies pogrzebany.