Polacy nie zapomnieli

avatar użytkownika KWORUM


Wbrew poczynaniom rządzących, katastrofa samolotu, na którego pokładzie zginął polski prezydent z małżonką, były prezydent na uchodźstwie oraz wysocy rangą przedstawiciele państwa polskiego, społecznicy i duchowni, ani na moment nie zeszła z łam zainteresowania społecznego.


Wprost przeciwnie, w miarę upływu czasu sytuacja coraz bardziej się krystalizuje i staje się jasna. Konstytucyjne władze polskie nie realizują swojej misji, wręcz utrudniają innym dojście do prawdy, jak również władze Rosji, niszczą dowody i zacierają ślady, a więc coś jest na rzeczy, coś ukrywają, i jedni i drudzy – prosty wniosek logicznego myślenia. Wraz z nimi „dziennikarze” głównych mediów robią wszystko, aby ośmieszyć temat i zagłuszyć prawdę – ci z kolei, jaki mają powód? Można się tylko domyślać.
Dziś chyba jest już za późno na porozumienie, wykopano ogromne rowy. W tej sprawie ktoś musi zwyciężyć i wziąć wszystko, nie ma innego wyjścia. Nie należy też zapominać ilu ludzi, związanych bezpośrednio i pośrednio z katastrofą już nie żyje, wszyscy mówią o jakimś tajemniczym „seryjnym samobójcy”.


Obchody trzeciej rocznicy katastrofy samolotu Tu 154 M z 10 kwietnia 2010 rozpoczęły się już tradycyjnie dzień wcześniej, kiedy to przed ambasadą Rosji zgromadziła się spora grupa protestujących, domagająca się prawdy o katastrofie i zwrotu wraku.
Kilka minut po 18ej, na wyraźną prośbę organizatorów manifestacji Policja wreszcie zamknęła ruch na ulicy Belwederskiej. Tłoczący się niemiłosiernie na chodnikach, po dwóch stronach ulicy ludzie, natychmiast zajęli jezdnię i skupili się przed głównym wejściem okazałego gmachu ambasady. Odśpiewano hymn narodowy i co ważne, cały. Tym razem, nie wiadomo dlaczego, nie spalono kukły polityka występującego w głównej roli protestu. Organizatorzy zgromadzenia tylko zakomunikowali, że tym razem nie będzie takiej atrakcji. Skandowano hasła antyputinowskie, domagano się rzetelnego wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Protestujący nie mieli wątpliwości, że to był zamach.

W porównaniu z ubiegłym rokiem, liczba protestujących podobna, podobne też hasła na transparentach, tylko emocje większe, bo i wiedza ludzi obszerniejsza a to dzięki m.in. Komisji Sejmowej Antoniego Macierewicza, która w niezwykle trudnych warunkach odkrywa coraz to nowe, ważne szczegóły z dnia katastrofy.
W czasie zgromadzenia przed ambasadą Rosji, zaprezentowała się Telewizja Republika, w osobach Ewy Stankiewicz i Tomasza Sakiewicza. Pani Ewa zadeklarowała, że w TV Republika będzie obowiązywała prawda, bo nie może być inaczej, nawet wówczas, kiedy będzie trudna dla nich samych.
Już nie długo, bo na początku maja będziemy mieli możliwość oglądania ich programu na ekranach swych telewizorów, bądź za pomocą anteny satelitarnej lub za pośrednictwem telewizji kablowej i oceny, tak długo oczekiwanej niezależnej od rządu telewizji.

Po zakończeniu pikiety, zgromadzeni udali się, tak jak to było rok temu, Traktem Królewskim pod Belweder, URM i Pałac Prezydencki.

Następnego dnia już od samego rana w całym kraju, jak również w ośrodkach polonijnych poza granicami, trwały uroczystości upamiętniające tragedię z 10 kwietnia. Ze zrozumiałych względów oczy wszystkich skupiły się na Warszawie i miejscu przed Pałacem Prezydenckim. Rano Msza św. i złożenie wieńców przed Krzyżem, repliką tego, o który stoczono bój kilkadziesiąt dni po tragedii. W tym miejscu należy przytoczyć informację, jaka spadła na nas jak grom z jasnego nieba, otóż w godzinach rannych właśnie 10 kwietnia, w tę kolejną smutną rocznicę zmarł nagle dr Włodzimierz Kaczanów, słynny Obrońca Krzyża z Krakowskiego Przedmieścia, który dołączył do wcześniej zmarłej Barbary Gontarskiej, też gorliwie broniącej krzyża. Niech odpoczywają w pokoju.

Około godziny 15ej, na Pl. Trzech Krzyży mieli swoją zbiórkę członkowie i sympatycy Solidarnych 2010. Tam właśnie KWORUM przyłączyło się do obchodów. Słynny już przemarsz z portretami poległych pod Smoleńskiem ulicami Warszawy wzbudzał wielkie zainteresowanie, na przedzie szła „para prezydencka” . Służby porządkowe wraz z Policją musiały zamykać ruch w samym centrum miasta. Po drodze, do Marszu przyłączali się przechodnie. Gdy zbliżali się do sceny usytuowanej naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego rozległ się wielki aplauz i oklaski manifestujących, którzy już oczekiwali na przemówienie Jarosława Kaczyńskiego. Po przybyciu licznej grupy „Solidarnych”, można śmiało powiedzieć, że tłum się dopełnił, trudno było się przecisnąć gdziekolwiek. Co charakterystyczne, panowała serdeczna atmosfera i życzliwość. Ale taka atmosfera to chleb powszedni na takich manifestacjach, czy to w obronie TV Trwam, czy kolejnych rocznic Smoleńska. Jest tylko inaczej na Marszach Niepodległości, kiedy to władza celowo prowokuje zamieszki.

Po przemówieniu prezesa PiS, na scenę wszedł Marcin Wolski, który w swoim stylu zapowiedział występ Jana Pietrzaka. Były „Nielegalne kwiaty” i oczywiście „Żeby Polska była Polską”. Pan Jan Pietrzak udowodnił w środę, że jest niezastąpiony. On po prostu się nie starzeje. Pomiędzy piosenkami omawiał aktualną sytuację w Polsce. W pewnym momencie porwał zgromadzonych do tego stopnia, że chcieli iść za Nim w bój o odzyskanie niepodległości. To wielki mądry człowiek, pełen energii i zaangażowania. Takiego trzeba nam przywódcy.

Przed wykonaniem hymnu Solidarności, „Żeby Polska była Polską”, Jan Pietrzak powiedział:
…”Pomnik Armii Czerwonej może stać, z wdzięczności, a Pomnika Poległych nie można postawić, nie można postawić Pomnika Bitwy Warszawskiej, bo Moskwa nie pozwala – Hańba, hańba. Nie znoszą naszej historii, naszych pomników, literaturę ograniczyli, nie kochają naszego ducha, nie mają naszego poczucia humoru, śpiewają inne piosenki. To są jacyś obcy ludzie. Z czyjego nadania oni tu są i rządzą? ( z tłumu: Kremla!) Otóż to, dlatego wróciłem do śpiewania tej piosenki, bo chodzi o to, żeby Polska była Polską, nie tylko w interesie Polaków, ale całej Europy, ponieważ polskie wartości, umiłowanie wolności, godność ludzka, solidarność, są niezbędne wszystkim narodom na kontynencie europejskim i niech się cieszą, że mają taki naród, który im o tym przypomina…
Przed nami tylko zwycięstwo, innej wersji sobie nie wyobrażam.


Samo wykonanie tej piosenki i atmosfera wiwatującego tłumu to wielkie przeżycie i chyba wielka trauma oglądających gdzieś w zakamarkach Pałacu Prezydenckiego czy też w Nigerii aktualnie rządzących. Wszyscy śpiewali razem z Panem Jankiem, niektórzy wycierali oczy. Jeszcze długo panowała solidarnościowa atmosfera, wydawało się, że nadeszła ta chwila, by pokazać rządzącym „gest Kozakiewicza”…

Miał również swoje pięć minut niezmordowany „Las Smoleński”, zrzeszający blogerów patriotów, puszczający w niebo biało-czerwone baloniki w każdą miesięcznicę, bez względu na pogodę. Dziś byli tłem i uzupełnieniem ale… 10 maja będą znów w głównej roli i następnego 10-ego też. Wielcy, młodzi ludzie. Czapki z głów.

Do późnych godzin wieczornych gromadzili się ludzie na Krakowskim Przedmieściu, później była Msza św. wielki Marsz z kościoła i znakomite wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego.

Na pewno jesteśmy bliżej wyjaśnienia przyczyn tej wielkiej katastrofy, niż rok temu. Cały czas trwa próba sił, miedzy władzą a społeczeństwem, które chce znać prawdę a władza cały czas mataczy, przedłuża wszelkie czynności. Myślą głupcy, że Polacy zapomną! Nigdy.

Zbigniew Skowroński
FOTO:KWORUM

       

       

       

       

       

       

 

 

 

4 komentarze

avatar użytkownika Maryla

1. Homilia ks. bp. Józefa Zawitkowskiego


Nasze przejście Krakowskim Przedmieściem

jest pytaniem:

Kto winien śmierci Prezydenta?

Mgła, wąwóz, piloci,

naprowadzający czy brzoza?

Myśmy ich zabili.

Zabiliśmy ich słowami, kłamstwem,

chamstwem, przekleństwem i szyderstwem,

Zaklejaliście sobie usta krzyżem.

Bezbożni, perfidni oszuści

fałszywie płakali.

Ach, Polsko!

Ile ty mnie kosztujesz? (F. Kowalska)

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

2. Leszek Miller dla Głosu Rosji

„Biesy” w Warszawie

http://polish.ruvr.ru/2013_04_12/Biesy-w-Warszawie/

Obchody trzeciej rocznicy katastrofy smoleńskiej odbyły się w atmosferze zapiekłej wrogości. Była to kolejna, zaplanowana impreza partyjna Prawa i Sprawiedliwości, tyle że przebiegała z większym rozmachem niż comiesięczne manifestacje nienawiści do wszystkich, którzy nie podzielają PiS-owskiej teorii o „morderstwie” popełnionym na polskim prezydencie i towarzyszących mu osobach. Demonstracje przed kancelarią premiera i ambasadą Rosji przypomniały mi zebrania rewolucjonistów z ''Biesów'' Dostojewskiego, gdzie mówi się o potrzebie ''puszczania dreszczy'' w lud, ''tak by jedni zaczęli pożerać drugich''.

Z katastrofy smoleńskiej uczyniono swoistą religię, na jej gruzach wyrósł „kościół smoleński” z wieloma wyznawcami, którym ton poddaje brat byłego prezydenta: „polegli o świcie”, „zginęli”, „zamach”, „męczennicy”… Mało tego – tworzy się wspólnotę śmierci między ofiarami katastrofy lotniczej, a polskimi oficerami zamordowanymi przed NKWD w Katyniu. To jest kanwa trwającej od trzech lat wielkiej kampanii politycznej, do której włączają się niektórzy hierarchowie Kościoła katolickiego, zwykli księża i prawicowe media. Rząd właściwie nie broni swoich racji, ograniczając się do roli ofiary propagandowej nawały PiS.

W rezultacie po trzech latach od katastrofy, połowa pytanych w ogóle nie bierze pod uwagę, albo po prostu nie wie, że istniała państwowa komisja, i że najlepsi specjaliści lotniczy, wykluczyli jakikolwiek zamach, uznając za przyczynę katastrofy błędy ludzkie. Dla wyznawców „religii smoleńskiej” to nie jest tłumaczenie do przyjęcia, odrzucają je jako „kłamliwe”, „zmanipulowane” zbudowane na „sfałszowanych” dowodach. Dzień w dzień przekonuje ich o tym najwybitniejszy „tropiciel” spisku, Antoni Macierewicz. W tych wymysłach zmieniają się tylko sposoby przeprowadzenia „zamachu”. Najpierw mówiono o sztucznej mgle i dobijaniu rannych, o jakiejś bombie ciśnieniowej, potem mówiono o dwóch wybuchach, a na koniec Antoni Macierewicz oznajmił, że było to wiele wybuchów „punktowych”.

Niestety drogę tej aberracji do wielu umysłów utorowała polityka informacyjna władz, kompromitująca komunikatywność prokuratorów wojskowych i niedopuszczalne pomylenie zwłok, do czego doszło w Rosji. Swoje zrobił również raport MAK, w którym wyraźnie broni się tezy nie do obrony, mianowicie całkowitego braku winy strony rosyjskiej. Tymczasem kontrolerzy lotu na lotnisku w Smoleńsku, zaledwie „odradzali lądowanie”, choć w takich warunkach, jakie panowały feralnego dnia na „Siewiernym”, mieli obowiązek kategorycznie odmówić zgody na lądowanie. Trzeba powiedzieć jasno, że Rosjanie ulegli tej samej presji, co piloci polskiego samolotu. Pozostawili decyzję w ich rękach, zamiast postąpić zgodnie z procedurami. Gdyby zakazali lądowania awantura i oskarżenia o świadome działanie też by się rozlegały, ale już nie tak szeroko i nie miałby tej siły emocjonalnej. Żyliby bowiem świadkowie, którzy mogliby potwierdzić, że lądowanie we mgle było niemożliwe. Cieniem kładzie się również wlokąca się sprawa wraku. Najwidoczniej Rosjanie nie zdają sobie sprawy z uczuć, jakie on w Polsce wzbudza. Choć podzielam opinię, że to jest już tylko złom, a jeśli symbol, to co najwyżej nieudolności i bałaganu, ale jednak to my powinniśmy się o to spierać, to nie jest sprawa Rosjan, dlatego powinni wrak samolotu oddać jak najrychlej.

Niemniej, co byśmy dziś nie powiedzieli o rosyjskich oczywistych zaniedbaniach, zlekceważeniu procedur, i nieliczenia się, bądź braku zrozumienia dla naszych emocji, nie są to argumenty przesądzające o przyczynach katastrofy. Przyczyn katastrofy trzeba szukać w Warszawie. Ten lot w ogóle nie powinien się odbyć: w grafiku obchodów rocznicy zbrodni katyńskiej upchnięto go na siłę, wyłącznie dla potrzeb wyborczo-propagandowych.

Liczący na reelekcję Lech Kaczyński nie chciał dopuścić do sytuacji, kiedy hołd poległym oficerom składa premier Tusk, a jego, „pierwszego patrioty”, miałoby tam zabraknąć. Żeby spełnić jego zachciankę odrzucono wszelkie zasady organizacji takich podróży - zignorowano niekorzystną informację meteorologiczną, załoga była kompletowana na chybcika, nie miała wystarczających uprawnień do pilotowanie tego typu statku powietrznego, popełniła rażące błędy podczas lotu i była pod presją osób nieuprawnionych do wchodzenia do kabiny pilotów podczas podróży. W tych okolicznościach podjęła się wykonania zadania niewykonalnego.

Brat Głównego Pasażera i całe jego środowisko nie przyjmują tego do wiadomości, wiedzą swoje: Prezydent Lech Kaczyński, najlepszy, jakiego Polska kiedykolwiek wydała, zginął w zbrodniczym zamachu dokonanym przez Rosjan – odwiecznego wroga polskiej wolności i niezależności, posługującego się, jak zawsze, polskimi zdrajcami. Była to rosyjska zemsta, za to, że Lech Kaczyński „zatrzymał rosyjskie czołgi prące do Tbilisi”. Na tym idiotyzmie z banalnego polityka i bardzo słabego prezydenta buduje się mit bohatera, który „w obronie wartości narodowych” poświęcił życie. Słupek na skali nienawiści Polaków z PiS do Polaków odmiennego zdania, i, oczywiście, do Rosjan in corpore, znów podniósł się o parę kresek.

Rząd dopiero teraz powołuje zespół, który ma publicznie polemizować z każdym idiotyzmem, który na temat katastrofy wydaje z siebie PiS. Obawiam się, czy nie za późno. Jarosław Kaczyński już wyzwolił groźne emocje. Tłum zawsze i wszędzie z radością słucha rozrzucanych hojnie obietnic „sprawiedliwych sądów” i „ukaranie winnych”. Frustratów nie brakuje, a wątpiący zmieniają się w przekonanych.

Kaczyński z rozmysłem budzi upiory, bo całkowicie pochłania go żądza powrotu do władzy choćby po trupach. To polityka, nie zaś, współczucia ofiarom, cierpienie po stracie brata, czy pragnienie prawdy. On obiektywnej prawdy nie potrzebuje, ma własną, on potrzebuje zemsty.

Leszek Miller, premier RP (2001-2004), przewodniczący SLD

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika KWORUM

3. Krótka pamięć

Towarzysz Miller, zainstalowany w III RP dzięki "moskiewskim pieniądzom" i umowie okrągłostołowej nie może mówić inaczej. Jedyna prawda w jego pożal się Boże felietonie to zdanie na końcu, gdzie pisze iż był jakimś cudem, niestety premierem a skończył jak pamiętamy na politycznym śmietniku, wykańczając Kasy Chorych, co odczuwamy do dziś. No cóż, Polacy mają krótką pamięć.

Pozdrawiam

KWORUM

avatar użytkownika Maryla

4. Niesiolowski dla Głosu Rosji

„Nie żałobne uroczystości, ale polityczny szabas”
http://polish.ruvr.ru/2013_04_11/Nie-zalobne-uroczystosci-ale-polityczny...

Wczorajsze wydarzenia w
Warszawie nasz sprawozdawca omawia z trzema politykami, których nazwiska
ciągle pojawiają się w mediach. Do nich zwrócił się z jedną prośbą – o
skomentowanie uroczystości związanych z trzecią rocznicą katastrofy pod
Smoleńskiem.

Mówi poseł na Sejm z rządzącej „Platformy Obywatelskiej” Stefan Niesiołowski:

Zależy
z jakiej strony do tego podchodzić. Premier Donald Tusk, krewni ofiar
złożyli kwiaty na cmentarzu, później w tym miejscu duchowni odprawili
mszę żałobną. Oddali hołd ofiarom katastrofy.

Z
drugiej strony „Prawo i Sprawiedliwość” na czele z Kaczyńskim od dawna
wykorzystują katastrofę lotniczą pod Smoleńskiem w walce politycznej. To
przypomina spektakl nienawiści. I tym razem wyszli na demonstrację z
obraźliwymi hasłami pod adresem premiera Tuska, prezydenta, rządu i
Rosji. Te hasła kompromitują samych uczestników manifestacji. Mało tego,
to próby wykorzystywania katastrofy w celu przejęcia władzy.

Wczoraj
Polacy, bez względu na poglądy polityczne, przeprowadzili imprezy
upamiętniające w różnych miejscach i w różnych miastach. I to się odbywa
od trzech lat, to normlane. W manifestacji Kaczyńskiego uczestniczyło
niewiele osób. „Prawo i Sprawiedliwość” liczyła, że ją wesprze sto
tysięcy osób,
a na ulice wyszło kilka tysięcy. Była to klęska PiS-u.

W
wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedział pan, że Polacy w ogóle nie
powinni organizować uroczystości żałobnych w związku z katastrofą
smoleńską?

Nie
widzę powodu by robić z tego święto. To tragiczne wydarzenie, w którym
zginęło wiele ludzi i tworzenie z niego mitu polskiej demokracji,
nadawanie mu statusu święta narodowego, żądanie odsłonięcia pomnika
Lecha Kaczyńskiego – niezbyt dobrego prezydenta, uważam za bezpodstawne i
szkodliwe dla Polski. Nie przypominam sobie, żeby jakieś państwo
uważało za wielki dzień jakąkolwiek katastrofę lotniczą i stawiało
pomniki z tego powodu.

Była to opinia posła na
Sejm Stefana Niesiołowskiego. Swój punkt widzenia przedstawia poseł z
opozycyjnego „Ruchu Palikota” Andrzej Rozenek:

To
smutne wydarzenie zostało uczczone na poziomie państwowym: premier i
politycy złożyli wieńce na grobach ofiar katastrofy lotniczej. To jedna
strona, z drugiej należy zauważyć manifestacje nienawiści i kłamstwa.
Inicjowała je partia „Prawo i Sprawiedliwość”. Sześć tysięcy osób, które
przyszły na to nocne zgromadzenie, nie wywarło specjalnego wrażenia.
Myślę, że taka nieduża liczba manifestantów, którzy pojawili się na
obchodach trzeciej rocznicy katastrofy pod Smoleńskiem, świadczy o tym,
że polityka nienawiści i „żerowanie” na katastrofie przez Jarosława
Kaczyńskiego nie przynosi rezultatów.

Wychodzi na to, że był to po prostu polityczny szabas, celem którego jest obalenie rządu?

Tak,
takie hasła pojawiały się na manifestacji, także hasła nienawiści,
ksenofobii, były wezwania antysemickie. To wszystko było na pograniczu
polityki i patologii.

Panie pośle, co pan myśli na temat nowych sensacji i fantasmagorii Antoniego Macierewicza?

Kiedy
słucham Antoniego Macierewicza to nie rozumiem o czym on mówił. On
głęboko ugrzązł w swoich manipulacjach, których celem jest wyrządzenie
szkody interesom publicznym.

Mówił poseł
Andrzej Rozenek: ekspresowe przesłuchanie polskich polityków na temat
trzeciej rocznicy katastrofy pod Smoleńskiem kończy Dariusz Joński,
poseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej:


Wczoraj razem z premierem Leszkiem Millerem, wicemarszałkiem Jerzym
Wenderlichem i innymi kolegami oddaliśmy cześć naszym kolegami i
wszystkim ofiarom katastrofy pod Smoleńskiem. To wielka tragedia.
Chcielibyśmy do końca poznać jej przyczyny. Tego oczekują obywatele
naszego kraju. Mamy nadzieję, że wkrótce Prokuratura Generalna zakończy
dochodzenie.

Panie
pośle, manifestacje z zapalonymi świecami, hasła wzywające do obalenia
władzy, czy uważa pan taki sposób manifestacji za właściwy?

Oczywiście,
że jest on niedopuszczalny. „Prawo i Sprawiedliwość” z Antonim
Macierewiczem i Jarosławem Kaczyńskim ze wszystkich sił próbuje nadać
tej dacie wydźwięk polityczny. Osobiście tego typu działania mi się nie
podobają i nie powinny się odbywać. W ciągu trzech lat kampanię
informacyjną wokół Smoleńska rozgrywa jeden człowiek – Antoni
Macierewicz. On konsekwentnie w ciągu całego tego czasu stara się wbić w
głowy Polaków teorię spiskową, próbuje znaleźć winnych. Niestety
społeczeństwo nie jest dobrze poinformowane i dopiero teraz organizowany
jest zespół (nad nim opiekę będzie sprawować rząd), którego celem
będzie zaprzeczanie „domysłom” Antoniego Macierewicza. Co prawda jest to
trochę późno, ale jak się mówi „lepiej późno, niż wcale”. A
„zwycięstwo” Macierewicza polega na tym, że zgodnie z danymi badania
opinii publicznej, co trzeci Polak wierzy w zamach. I tu winne jest nie
tyle „Prawo i Sprawiedliwość”, co rząd, który nie potrafił się temu
przeciwstawić.

Przedstawiliśmy trzy punkty
widzenia posłów na Sejm z trzech najbardziej wpływowych partii. Czwarty
punkt widzenia – wasz osobisty – sformułujcie sami. Nie ukrywany, że
chcielibyśmy go poznać. Piszcie na adres: Moskwa, ul. Piatnickaja, dom
25.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl