Żołnierze-górnicy (2)

avatar użytkownika godziemba

 

Przyczynami wielu tragicznych wypadków i licznych schorzeń żołnierzy-górników były katastrofalne warunki pracy, kilkunastogodzinny czas pracy, koszmarne warunki mieszkaniowe oraz fatalne wyżywienie.
Żołnierze-górnicy pracowali w najgorszych i najbardziej niebezpiecznych miejscach w kopalniach, w których nie chcieli pracować zwykli górnicy. Odmówić pracy nie mogli, gdyż równało się to z niewykonaniem rozkazu. Za odmowę pracy sądy wojskowe skazywały na trzy lata więzienia. Podobną karę ponosili winni symulowania różnych chorób. Za zwykłe naruszenie regulaminu karano aresztem zwykłym (z obowiązkiem pracy w kopalni) lub ścisłym (bez obowiązku pracy). Wielu żołnierzy starało się otrzymać areszt ścisły, który oznaczał możliwość odpoczynku po niezwykle ciężkiej pracy. Jednak żołnierz, który spędził w areszcie ponad 100 dni, musiał liczyć się z przedłużeniem służby o ten okres.
Wyjątkowo trudne warunki panowały przy pracach ścianowych na niskich pokładach. W takich miejscach fedrowali wyłącznie więźniowie oraz żołnierze. Praca na kolanach lub w pochylonej pozycji utrudniała oddychanie, powodując różne schorzenia i dolegliwości układu oddechowego. Wysoka temperatura, panujące ciemności oraz wszechobecny pył dopełniały obrazu wyjątkowo ciężkiej pracy.
Żołnierze otrzymywali wyśrubowane normy wydobycia, bez wykonania których nie mogli wyjechać na powierzchnię. Wykończenie kilkunastogodzinną pracą przybierało czasem skrajne formy, w jednym z raportów napisano, iż doszło do „eksploatacji do ostatnich granic siły ludzkiej”. W innym przypadku po wielogodzinnej pracy żołnierze wyjechali bez rozkazu na powierzchnię – „staliśmy zdecydowani na zrobienie czegoś najgorszego. Byliśmy załamani, zupełnie osłabli. I ten straszliwy rozsadzając głowę ból. Byliśmy po dwudziestu godzinach na dole, podczas których nie otrzymaliśmy najskromniejszego bodaj posiłku (…). Nagle jeden z nas zaczął wymiotować. Chłopak aż zataczał się od wysiłku”. Dopiero ta skrajna sytuacja skłoniła dowództwo do zwolnienia żołnierzy z pracy w tym dniu. Wielokrotnie zdarzały się przypadki pracy po 22-24 godziny.
Żołnierze-górnicy nie przechodzili elementarnego przeszkolenia górniczego, stąd też unikania zagrożeń uczyli się w praktyce, w czasie pracy od górników cywilnych. Wielu za tę naukę zapłaciło trwałym inwalidztwem (11 tysięcy) lub śmiercią (kilkuset). Dane o zgonach były ściśle tajne, a rodzinom ofiar zabraniano otwierania trumien. Żołnierzy, który zostali kalekami błyskawicznie pozbywano się z jednostek, a wszelkie starania o wypłatę odszkodowania kończyły się oddaleniem roszczenia.
Żołnierze-górnicy obsługujący stare, wyeksploatowane, często psujące się urządzenia narażeni byli na oskarżenia o sabotaż. „W związku z tym (awarią urządzenia do transportu węgla – Godziemba) – wspominał jeden z nich – bardzo szybko zainteresował się moją osobą oficer informacji. Przy każdym spotkaniu dręczył mnie swoimi bezpodstawnymi zarzutami, koniecznie chciał obarczyć mnie odpowiedzialnością za to co się stało”.
Przymusowa praca żołnierzy-górników łamała zarówno międzynarodowe konwencje zakazujące pracy przymusowej jak i uprawnienia wynikające z polskiego Kodeksu Pracy. Władze komunistyczne były w pełni świadome tej sytuacji, stąd starały się utrzymać cały proceder w ścisłej tajemnicy. Żołnierze pozbawieni byli wielu uprawnień wynikających ze stosunku pracy. Nie przysługiwały im prawa pracownicze, gdyż nie było umów z kopalniami. Nie zagwarantowano im pełnego wynagrodzenia. Dodatkowo znaczną część ich wynagrodzenia zabierano na opłacenie kosztów utrzymania żołnierzy, kadry dowódczej oraz umundurowania. Resztę wpłacano na książeczki PKO, a wszelkie wypłaty możliwe były jedynie za zgodą dowódcy jednostki.
Opieka zdrowotna była na bardzo niskim poziomie, a lekarze nie chcieli zwalniać z pracy w kopalni żołnierzy z chorobami serca, przewlekłym nieżytem żołądka, zapaleniem stawu biodrowego lub przepukliną pachwinową. W najbardziej skrajnych przypadkach kierowano do pracy także osoby z otwartą gruźlicą. Lekarze, którzy wystawiali zbyt dużo zwolnień z pracy musieli liczyć się z obowiązkowymi kontrolami Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach.
Wiele batalionów pracy zakwaterowano w barakach byłego niemieckiego obozu dla jeńców sowieckich, w dawnych stajniach prowizorycznie zaadaptowanych na pomieszczenia mieszkalne lub namiotach. W oficjalnych raportach znajdują się informacje o niesprawnych piecach, zapleśniałych ścianach baraków, prymitywnych ustępach, braku pościeli, bielizny, bieżącej wody i podstawowych środków higieny dla żołnierzy-górników, którzy po pracy w kopalni byli całkowicie czarni od brudu.
Z relacji byłych żołnierzy-górników wyłania się także tragiczny stan ich umundurowania – „stare, brudne i wytarte ubrania i płaszcze, łatane buty i parciane pasy”, sorty mundurowe wydawane bez zwracania uwagi na rozmiar i warunki fizyczne żołnierza.
Wyżywienie było podłej jakości – wedle oficjalnych norm każdy żołnierz powinien otrzymywać 3800 kalorii, tymczasem w rzeczywistości otrzymywali oni 800 gram chleba, 1 l wodnistej zupy oraz minimalną ilość tłuszczów i jarzyn. „Do kaszy, którą podawano trzy razy dziennie – wspominał jeden z żołnierzy – na jednego żołnierza przypadał 1 dkg słoniny. Miało to wystarczyć do ziemniaków na obiad”. Sytuację pogarszał fakt, iż często po kilkunastogodzinnej szychcie żołnierze musieli spożywać obiad z kolacją. Oznaczało to, iż żołnierz-górnik przez kilkanaście godzin pracował bez żadnego posiłku.
Po pracy i posiłku żołnierzy czekały zajęcia taktyczne, jak wspominał jedne z nich: „po pracy obowiązkowo sześć godzin ćwiczeń taktycznych, oczywiście bez broni według zasady, im więcej potu na ćwiczeniach, tym mniej krwi w boju. Polegało to na tym, że maszerowaliśmy czwórkami ze śpiewem lub wykonywaliśmy „lotnik kryj się”. Często w trakcie tych „zajęć” czołgano się w błocie lub pozorowano atak z kijem służącym za karabin.
Dwuletni czas służby żołnierzy-górników był okresem katorżniczej pracy. Sam fakt, iż bataliony górnicze wzorowane były na sowieckich łagrach wiele mówi o warunkach w nich panujących. Do batalionów górniczych zsyłane były osoby, których podejrzewano o negatywny stosunek do władzy ludowej. Nic więc dziwnego, iż w jednostkach traktowani byli jak wrogowie ludu, których trzeba wyeksploatować i resocjalizować. Najgorszy stosunek do żołnierzy mieli więc oficerowie polityczni, których podstawowym zadaniem było zbieranie informacji o każdym żołnierzu, o każdej jego wypowiedzi. Wzywanych na rozmowy na przemian kuszono obietnicami oraz zastraszano surowymi karami za rzekomo popełnione przestępstwa. Żołnierzy zmuszano do donoszenia na kolegów, niszcząc ich solidarność wobec kadry dowódczej.
Żołnierze-górnicy stanowili około 10% zatrudnionych w kopalniach, ale były też takie zakłady, jak np. kopalnia „Wujek”, gdzie stanowili ponad połowę pracowników kopalni. Dzięki ich niewolniczej pracy władze komunistyczne mogły dostarczyć Moskwie, żądane przez nią kontyngenty darmowego węgla.
Przymusowa praca żołnierzy-górników do dziś nie doczekała się zadośćuczynienia.
Wybrana literatura:
J. Wąsacz – Szlakiem wspomnień żołnierzy-górników z lat 1949-1959
E. Nalepa – Wojskowe bataliony górnicze w Polsce w latach 1949-1959
L. Szuba – Działalność Wojskowych Batalionów Górniczych w latach 1949-1959
Z dziejów wojskowości polskiej                 
W. Gąsiorowski – Żołnierze z kilofami. Monografia żołnierzy-górników z Okręgu Płockiego
 

2 komentarze

avatar użytkownika Maryla

1. @godziemba

"Przymusowa praca żołnierzy-górników do dziś nie doczekała się zadośćuczynienia."

Jedyni suto wynagrodzeni za pracę w PRL-u to pracownicy resortów siłowych i polityczni utrwalacze władzy ludowej.
Za TAKE POLSKIE walczył Wałęsa - też suto wynagrodzony za swój trud.

Pozdrawiam

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika godziemba

2. @Maryla

Otóż to. Oto istota tzw. III RP.

Pozdrawiam

Godziemba