Tymczasowi obywatele

avatar użytkownika elig

  Po wejściu w życie nowego prawa jazdy, wszystkie ważne dla obywatela dokumenty: dowód, paszport, prawo jazdy będą tymczasowe, na 10 lub 15 lat.

  Dlaczego?

  Zaczęło się to już na początku lat 90-tych gdy obywatele mogli się już ubiegać o swoje własne paszporty i trzymać je w domu. Nikogo nie zdziwił fakt, że były ważne tylko przez 10 lat a w praktyce trzeba je wymieniać co 9,5 roku, bo większość krajów wpuszczających cudzoziemców na swoje terytorium wymaga, by paszport był ważny jeszcze przez 6 miesięcy od daty przybycia.

  Potem, od 2001 roku zaczęto wydawać nowe dowody osobiste w formie plastikowych kart, a potem sukcesywnie wymieniano stare książeczkowe dowody na te w formie karty. W totalitarnym PRL dokumenty tożsamości były ważne bezterminowo, do momentu zniszczenia lub dezaktualizacji. Te nowe są ważne tylko przez 10 lat. Już od 2011 roku są one ponownie wymieniane /patrz - /TUTAJ//. Plany zamiany ich na nowy e-dowód wzięły w łeb.

  Teraz przyszła kolej na prawo jazdy. "Gazeta Prawna" pisała /TUTAJ/:

  "Ustawa nie przewiduje już wydawanego tak jak teraz bezterminowego prawa jazdy: nowi kierowcy uzyskają uprawnienia do prowadzenia pojazdów na okres czasowy, który wynosi 15 lat i dodatkowo może być skrócony, jeśli tak będzie wynikało z orzeczenia lekarskiego.".

  Dlaczego tak się dzieje?

  Ta zasada tymczasowości z cała pewnością zwiększa zależność obywatela od władzy. Co dziesięć, piętnaście lat musi się on ubiegać o wydanie dokumentów, bez których jego prawa obywatelskie praktycznie nic nie znaczą. O tym, że taki jest jeden z celów takich operacji świadczy to, iż ludzie po 65 roku życia mogą otrzymać dowód osobisty na czas nieokreślony. Państwo uważa ich prawdopodobnie za osoby nieprzydatne, których nie trzeba już kontrolować.

  Zdumiewa brak jakichkolwiek głosów w tej sprawie, nawet ze strony najzagorzalszych "wolnościowców". Wszyscy uważają tę biurokratyczną mitręgę za usprawiedliwioną /właściwie czym?/.

  Mnie najbardziej przypomina to praktyki stosowane przez komunistyczną PZPR /Polska Zjednoczoną Partię Robotnicza/. Co kilka lat przeprowadzano tam "akcje wymiany legitymacji partyjnych". Miały one miejsce n.p. w 1967, w 1972, 1975 i na początku stanu wojennego w 1982. Łukasz Kamiński z IPN tak o tym mówił /TUTAJ/:

  "Weryfikację członków przeprowadzano przy okazji wymiany legitymacji partyjnych. Wtedy usuwano osoby nieprzydatne partii z różnych powodów, także na przykład zaangażowane w działalność kryminalną. Szukano ludzi niepewnych i nie do końca partii oddanych.".

  Teraz rozciągnięto tę metodę postępowania na całe państwo. Jak na razie wymiana dokumentów NIE służy do szykanowania niewygodnych obywateli. Ale w przyszłości....

3 komentarze

avatar użytkownika Unicorn

1. Inny problem to brak

Inny problem to brak świadomości ochrony własnych danych, nie tylko w internecie. Przykład pierwszy lepszy z brzegu. Idę do jakiejkolwiek biblioteki, wypełniam deklarację, wiadomo imię, nazwisko, hasło do konta (bazy elektroniczne) ale po co seria i nr dowodu, PESEL, imię ojca, adres, numer telefonu, miejsce pracy, email. Zapytana pani tłumaczy, że adres potrzebny gdybym zalegał z książkami, ok to po co w takim razie numer telefonu albo email?
Wykreślam wszystkie zbędniki i dopisuję swoją formułkę, że nie wyrażam zgody na przetwarzanie danych osobowych, kseruję, żądam potwierdzenia i oddaję.
Zdziwienie, ludzie za mną robią podobnie. A wcześniej bezrefleksyjnie wypełniali wszystko...
To samo tyczy deklaracji w przychodniach i gabinetach, mało kto zwraca uwagę na dopisek, wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez gabinet, spółkę i INNE PODMIOTY. Trzeba skreślać i dopisywać, nie wyrażam zgody.

:::Najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku::: 'ANGELE Dei, qui custos es mei, Me tibi commissum pietate superna'

avatar użytkownika elig

2. @Unicorn

Ma Pan rację - to brak świadomości zagrożeń.

avatar użytkownika amica

3. Ale też forsa

Każda wymiana wymaga opłat