22.01.2013 o godzinie 9.30 w Sali 224 warszawskiego Sądu Okręgowego Al. Solidarności 127 rusza Drugi Proces Emila Barchańskiego

avatar użytkownika Maryla

Sprawiedliwość po latach, czy jest możliwa w naszym kraju? Czy ofiary komunistycznych represji doczekaja się jej kiedyś ? Czy kaci zostaną osądzeni? Zostawiamy naszym Czytelnikom odpowiedź na te pytania, przypominając kolejną z tych minionych spraw, która toczy się do dzisiaj. Red.

Pochodzę z rodziny o głębokich tradycjach patriotycznych. Moi przodkowie byli uczestnikami Sejmu Wielkiego, powstań, w tym Powstania Styczniowego, za udział w którym stracili majątki i zostali zesłani na Syberię. Mój dziadek Wacław Sokolewicz, więzień polityczny caratu w latach 1907 – 1916 działał w Polskiej Organizacji Wojskowej, był legionistą, późniejszym generałem. Rodzinna tradycja patriotyczna głęboko odcisnęła się na moim postrzeganiu świata.

3 marca 1982 roku Emil Barchański po wielogodzinnym przesłuchaniu złożył zeznania obciążające swojego dowódcę z grupy „Piłsudczyków”. Zeznania te nie okazały się wystarczające, by skazać nas jak planowała to bezpieka – nie było możliwości prawnej skazania osoby nieletniej w trybie doraźnym. Dwa dni po moim odstąpieniu od ukrywania się zostałem zatrzymany w rodzinnym domu i w okresie od 3 do 20 marca 1982 w Pałacu Mostowskich spotkało mnie to, co zapewne spotkało i Emila Barchańskiego

W dniu 5 marca 1982 podprokurator Prokuratury Garnizonowej w Warszawie ppor. mgr. Jeremi Sewruk zastosował wobec mnie tymczasowe aresztowanie i wydał nakaz przyjęcia mnie do Aresztu Śledczego Warszawa Mokotów przy ul. Rakowieckiej 37, dokąd jednak nie trafiłem, ponieważ tego samego dnia ten sam prokurator który wydał nakaz przewiezienia mnie na Rakowiecką osobnym zarządzeniem zarządził osadzenie mnie w areszcie Komendy Stołecznej MO „Pałac Mostowskich” w Warszawie. Przez okres 2 tygodni od daty zastosowania tymczasowego aresztowania tj. do dnia 19.03.1982 zamieszkałem w Areszcie Komendy Stołecznej MO, gdzie byłem torturowany przez Służbę Bezpieczeństwa.

W dniu 20 marca 1982 zostałem przewieziony do Aresztu Śledczego Warszawa Mokotów, gdzie czekałem na rozprawę przed Sądem Warszawskiego Okręgu Wojskowego, przed którym miałem odpowiadać wraz ze współoskarżonym Markiem Marciniakiem.

W dniach 17.06, 24.06 i 25.06.1982 przed Sądem Warszawskiego Okręgu Wojskowego odbyły się trzy rozprawy, w wyniku których Marek Marciniak został osądzony i skazany, zaś sprawę na moim odcinku w tym samym dniu tj. 25.06. 1982 roku Sad Wojskowy, po jej wyłączeniu, postanowił przekazać do rozpoznania Sądowi Rejonowemu Warszawie, z uwagi na wątpliwości co do kwalifikacji prawnej zarzucanych mi czynów. Po 3,5 miesiącach od aresztowania uchylono mi areszt tymczasowy. W październiku 1982 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia przekazał moja sprawę Prokuraturze Rejonowej dla Warszawy Śródmieścia umorzyła postępowanie wobec mnie wobec braku dostatecznych dowodów winy.

Na mój wniosek Sąd Okręgowy stwierdził nieważność powyższego postanowienia, uznając że zebrane w mojej sprawie dokumenty i treść zapadłego w Prokuraturze Rejonowej dla Warszawy Śródmieścia orzeczenia wskazują, że prowadzone przeciwko mnie postępowanie karne było formą represji wobec osoby „działającej na rzecz bytu niepodległego Państwa Polskiego”.

Pochodzę z rodziny o głębokich tradycjach patriotycznych. Moi przodkowie byli uczestnikami Sejmu Wielkiego, powstań, w tym Powstania Styczniowego, za udział w którym stracili majątki i zostali zesłani na Syberię. Mój dziadek Wacław Sokolewicz, więzień polityczny caratu w latach 1907 – 1916 działał w Polskiej Organizacji Wojskowej, był legionistą, późniejszym generałem. Rodzinna tradycja patriotyczna głęboko odcisnęła się na moim postrzeganiu świata.

Już w wieku 12 lat w 1976 roku po raz pierwszy zostałem zatrzymany przez organa bezpieczeństwa w czasie zajść robotniczych w Radomiu. W Szkole Podstawowej nr. 75 im. Marii Konopnickiej w Warszawie jako 14 latek założyłem niezależną bibliotekę i już w tym samym 1977 roku rozpocząłem kolportaż m.in. Biuletynu Informacyjnego KOR, wydawanego wtedy jeszcze na „przebitkach” a także brałem udział w akcjach „małego sabotażu”. W 1980 roku, jako 16 latek wszedłem w skład kolegium redakcyjnego „Ucznia Polskiego” pierwszego opozycyjnego pisma dla młodzieży o zasięgu ogólnopolskim i nakładzie, porównywalnym z nakładami najpopularniejszych pism ukazujących się w Polsce poza zasięgiem cenzury.

W dniu 1 września 1980 roku zostałem współzałożycielem Międzyszkolnego Komitetu Odnowy w Warszawie – pierwszej niezależnej organizacji uczniowskiej w całej Europie Wschodniej. Brałem udział w budowie demokratycznych samorządów uczniowskich i w wyniku tego zostałem w czerwcu 1981 roku relegowany z XVI LO im. Stefanii Sempołowskiej w Warszawie – jak powiedziała mojej matce dyrektor Barbara Drzewiecka miałem „pójść się bujać z Bujakiem”. W tym samym czasie byłem założycielem Federacji Młodzieży Szkolnej, czyli organizacji młodzieżowej NSZZ „Solidarność”. W tym okresie byłem wielokrotnie zatrzymywany przez MO i SB na 48 godzin.

Po usunięciu mnie z 16 LO im. Stefanii Sempołowskiej przyjęto mnie do 11 LO i. Mikołaja Reja, gdzie w dalszym ciągu prowadziłem działalność polityczną.

W nocy 12 grudnia 1981 organa MO i SB nie zastały mnie w domu, dzięki czemu uniknąłem aresztowania, a do marca 1982 roku ukrywałem się prowadząc intensywną działalność polityczną polegającą na organizowaniu grup czynnego oporu i strajków uczniowskich.

W końcu lutego 1982 zdecydowałem przestać się ukrywać i wróciłem do szkoły i domu, gdzie spędziłem 3 dni.

W dniu 3 marca 1982 roku po przeszukaniu mieszkania zostałem zatrzymany przez SB, wyprowadzony z mieszkania i przewieziony do Pałacu Mostowskich w Warszawie, Miałem wówczas 18 lat. W Komendzie Stołecznej MO skutego z rękami do tyłu, a następnie do przodu przeprowadzono mnie do okratowanego pomieszczenia gdzie bez ostrzeżenia zaczęto mnie bić po twarzy, głowie i brzuchu. Biło mnie metodą „na oklep” kilku funkcjonariuszy. Dzięki informacjom, które uzyskałem po otrzymaniu przez IPN statusu pokrzywdzonego w 2005 roku, mogę wskazać następujących funkcjonariuszy w kolejności alfabetycznej, jako biorących udział w torturowaniu mnie:

Witolda Borkowskiego,

Witolda Biernackiego,

Jerzego Czemielipskiego,

Janusza Lenarciaka,

Jana Pola,

Jerzego Skórę,

Tadeusza Szczygła,

Krzysztofa Tomczuka,

Andrzeja Wróblewskiego


Wymienione osoby należą do grupy która mnie torturowała. Poza biciem „na oklep” polegającym na zadawaniu razów otwartymi dłońmi po twarzy, brzuchu i głowie, zaczęto wprowadzać inne techniki tortur, które szczegółowo opisałem w artykule o torturach "Upadasz i wstajesz" znajdującym się w numerze 12 z 2012 roku dwutygodnika "Prawda - Gazeta Obywatelska”, a tutaj tylko pokrótce przedstawiam:

Zawieszka, czyli zawieszanie za skute ręce na drzwiach metalowej szafy od akt umożliwiająca bicie pałką po genitaliach.
Bicie pałką po śródstopiu i łydkach.
Przytapianie w umywalce.
„Lotnik” polegający na uderzaniu siedzącego na krześle z oparciem tak, aby uzyskać efekt lotu krzesła do tyłu.
Wyłamywanie palców dłoni.
Uniemożliwianie snu – przez 20 dni spałem w sumie ok. kilkunastu godzin.
Pozorowane egzekucje.

Tortury miały na celu wymuszenie przyznania się do winy i wydania innych. Nie przyznałem się do winy i nikogo nie wydałem.

W trakcie śledztwa podejrzewany byłem o stworzenie organizacji mającej na celu obalenie ustroju, akcje sabotażowe, podpalenie pomnika Feliksa Dzierżyńskiego, kolportaż niezależnej prasy nawołującej do oporu społecznego przeciwko nielegalnemu stanowi wojennemu.

Po 20 dniach „obróbki” w kolorach sino-żółto-pomarańczowo-czerwonych, bardzo opuchnięty z krwawymi wybroczynami zostałem przewieziony do Aresztu Śledczego Warszawa Mokotów przy ulicy Rakowieckiej 37. Nie mogłem chodzić o własnych siłach.

„Podczas śledztwa nad którymi prowadzi nadzór Prokuratura Wojskowa częste są przypadki bicia i to nawet uczniów, jak np. Tomasza Sokolewicza lat 18 ucznia LO im. Mikołaja Reja w Warszawie. Współoskarżony Sokolewicza lat 17 zginął w niewyjaśnionych okolicznościach już po przekazaniu sprawy Sadowi dla Nieletnich”. ( Orzeł Biały nr. 1, styczeń 1983 str. 32 „Prokuratura Wojskowa w PRL” Andrzej Świdnicki )

„Oficjalnie nie było dowodów obciążających Tomasza Sokolewicza. Trafił do Pałacu Mostowskich, gdzie był brutalnie bity.” ( Rejacy w Stanie Wojennym, str. 28, Paweł Jędrala )

„Sokolewicz był podczas śledztwa torturowany. Wyszedł z więzienia przy Rakowieckiej w czerwcu 1982 roku.” ( Opozycja i Opór społeczny w Polsce po 1956 roku str. 128 pod redakcją Kozłowskiego i Olaszka IPN 2011 )

Koszmar tortur i codzienna obawa o życie odbiły się piętnem na mojej psychice i w dużej mierze zaważyły na moim późniejszym życiu. W chwili uchylenia wobec mnie tymczasowego aresztowania przez Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego opuściłem areszt przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie obolały fizycznie i psychicznie.

Okazało się, że brutalne i długotrwałe bicie mnie po stopach spowodowało później wykryte zmiany w kościach moich stóp, które do dziś utrudniają mi chodzenie. Trauma aresztowania i tortur pozbawiła mnie wtedy 18 letniego człowieka na wiele lat poczucia bezpieczeństwa. Wiadomość o śmierci współpodejrzanego i więzionego w mojej sprawie Emila Barchańskiego – w do dziś niewyjaśnionych okolicznościach – w przeddzień złożenia zeznań w mojej sprawie ten lęk gwałtownie spotęgowała. Kiedy w latach 1982 – 1988 ginęli moi koledzy z konspiracji Szymon Pochwalski, Sylwester Zych, Jolanta Lenartowicz, Piotr Chrystyniak i in. również i ja poczułem się śmiertelnie zagrożony. W obawie o życie bez perspektywy normalnego funkcjonowania z obrażeniami wyniesionymi z traumy więziennej zdecydowałem się na emigrację. Chciałem również chronić rodziców i rodzeństwo. Decyzja ta oderwała mnie od Ojczyzny, do której w tamtych warunkach nie mogłem wrócić, a o której Niepodległość walczyłem. Na wiele lat pozbawiła normalnej drogi zawodowej, kontaktów z rodziną i przyjaciółmi.

Mojej krzywdy nie da się przeliczyć na pieniądze. Faktem jest jednak, że 3 tygodniowe tortury, jakimi zostałem poddany przez peerelowskie służby specjalne zmieniły bieg mojego życia. Jest mi bardzo przykro, że Państwo Polskie nie zadbało o tych kilka tysięcy ludzi, którzy po 1939 roku walczyli z komunizmem.

Druga Rzeczypospolita, która nie była zamożnym państwem zadbała o pamięć i dobrobyt uczestników Powstania Styczniowego nadając im oprócz medali dożywotnie renty pułkownikowskie. Również obecne Państwo Niemieckie potrafiło zadbać o swoich działaczy opozycyjnych z byłego NRD dając im finansowy ekwiwalent tego, co stracili w wyniku represji. Niemieccy opozycjoniści otrzymali godziwe renty socjalne, zwrócono im zarekwirowane mienie, obdarowano przywilejami takimi jak: status poszkodowanego, pierwszeństwo w otrzymywaniu stypendiów państwowych, prawo do studiów poza „numerus clausus” i in. Tymczasem Państwo Polskie nie tylko nie wprowadziło powszechnych przepisów rekompensujących doznane przez działaczy opozycji antykomunistycznej krzywdy, ale dopuściło do sytuacji premiujących oprawców. W rezultacie powszechnym zjawiskiem jest sytuacja skazania na bytowanie poniżej granicy ubóstwa dużej części społeczeństwa, kosztem której wygodnie żyją byli funkcjonariusze aparatu represji: MO, Służby Bezpieczeństwa i Ludowego Wojska Polskiego, w tym komunistyczni oprawcy. Symbolicznym przykładem tego ostatniego jest postać długoletniego komendanta powojennych komunistycznych obozów koncentracyjnych jak np. obóz w Świętochłowicach i Jaworznie a później komunistycznych więzień Samuel Morel.

Z pozycji człowieka gnębionego wobec niewypełnienia przez Państwo Polskie obowiązku jakim było zapewnienie wszystkim uczestnikom walki o niepodległy byt Ojczyzny godziwych warunków życia i rekompensaty za represję zwracam się o zasądzenie na moją rzecz zadośćuczynienia w kwocie nie mniejszej niż gratyfikacje oprawców na przykładzie Samuela Morela.

Chodzi tu o ekonomiczne zrównanie kata i ofiary. Nie chcę otrzymać od Państwa Polskiego więcej, niż otrzymywał nauczyciel i wzór moich oprawców z Pałacu Mostowskich Samuel Morel, chcę otrzymać tyle samo. Jeżeli Państwo Polskie jest na tyle słabe i na tyle bogate, by wypłacać setkom tysięcy funkcjonariuszy byłego reżimu komunistycznego dziesiątki miliardów złotych w formie rent i emerytur, to jestem przekonany, że nie będzie finansowym problemem dla tego Państwa przekazanie mi w jednej płatności kwoty zadośćuczynienia będącemu ekwiwalentem emerytury wypłaconej katu Samuelowi Morelowi.

Jednocześnie zwracam się do Sądu o przyznanie takiego samego zadośćuczynienia rodzinie Emila Barchańskiego.

http://www.facebook.com/events/469199209807284/

 

Etykietowanie:

1 komentarz

avatar użytkownika Michał St. de Zieleśkiewicz

1. Do Pani Maryli

Szanowna Pani Marylo,

Przykro się czyta takie fakty,
Czym one są do oskarżeń sędziego Tuleya.
W III RP, jest trudno dochodzić sprawiedliwości, przekonał się o tym Adam Słomka. Też wyrok ferował sędzia o obcym nam Polakom nazwisku.

Ukłony moje najniższe

Michał Stanisław de Zieleśkiewicz