Londyn wobec Hitlera (2)

avatar użytkownika godziemba

 Hitler wywierał na współczesnych bardzo różne wrażenie. Dotyczyło to także przedstawicieli brytyjskich elit.  &...

 

Hitler wywierał na współczesnych bardzo różne wrażenie. Dotyczyło to także przedstawicieli brytyjskich elit.
                         
Jednym z pierwszych, który spotkał się z Hitlerem w końcu marca 1935 roku był ówczesny brytyjski minister spraw zagranicznych John Simon. Brytyjczyk został przyjęty w Pałacu Prezydenckim z zachowaniem najściślejszych nakazów etykiety dyplomatycznej. Führer zabawiał gościa, był bardzo przyjazny i grzeczny, wyraźnie bardzo starał się wywrzeć na gościu jak najlepsze wrażenie. Ivone Kirkpatrick, szef kancelarii ambasady brytyjskiej w Berlinie, który uczestniczył w rozmowie, zauważył, iż zachowanie wodza Rzeszy nie było naturalne – „Hitler was a wonderful actor. At times when he was betting his breast and assuring his visitor of his own devotion to peace, I was almost overwhelmed by the performance; and I was tempted to believe that my judgment must have gone to pieces in ever doubting  the man’s sincerity. But he was also so fundamentally wicked and this appeared so clearly in his conversation that one’s reason eventually got the upper hand”. Podobnie ambasador brytyjski w Berlinie, Neville Henderson uważał, iż wybuchy gniewu Hitlera wcale nie były spontaniczne, ponieważ „He deliberately worked himself up into a state of excitement. But it may have become second nature with him, after all the impassioned orations which he had to made during the years of his struggle for power”.
 
Wraz z wzrastającą siłą Niemiec oraz kolejnymi ustępstwami Londynu, Hitler nabrał pewności, że może dyktować warunki Wielkiej Brytanii. W jego sposobie zachowania nie było już śladu dawnej uprzejmości „Gra aktorska” Hitlera nie ograniczała się tylko do demonstrowania swojego niezadowolenia. Neville Henderson był wielokrotnie świadkiem reakcji Kanclerza, których w żaden sposób nie można było uznać za ogólnie przyjęte w świecie dyplomacji. Podczas częstych ataków furii Führer krzyczał i tupał ze złości. Potrafił też skierować się ze wzburzeniem w stronę drzwi, udając, że ma zamiar wyjść, żeby za chwile wrócić do rozmowy.
 
Nieliczni Brytyjczycy, którzy mieli sposobność rozmawiać z przywódcą III Rzeszy, przekonali się, że był bardzo trudnym interlokutorem. Podczas dyskusji ujawniała się bardzo szybko apodyktyczna natura Hitlera, który nie tylko narzucał innym swoje zdanie, ale też nie pozwalał drugiej osobie w ogóle dojść do słowa. Rozmówca Führera skazany był więc na wysłuchiwanie jego niekończących się tyrad. „I once myself – wspominał Henderson – made him a little speech which lasted for obvious reasons, I avoided making speeches myself”.
 
Hitler zręcznie unikał odpowiedzi na trudne pytania, stosując przy tym rozmaite „uniki”. Gdy nie chciał dyskusji na jakiś temat po prostu udzielał jakiejś wymijającej odpowiedzi, co było sygnałem dla rozmówcy, że należy zmienić temat, bo Hitler nie chce o tym dyskutować. Nic więc dziwnego, iż takie zachowanie Führera wprawiało angielskich dżentelmenów w prawdziwe zdumieni e i zakłopotanie. Podczas jednej z wizyt lorda Halifax poruszono temat Indii. Hitler stwierdził, iż nie rozumie jak można tolerować łamanie prawa przez przywódców indyjskiego Kongresu i poradził wprost, aby zastrzelić Gandhiego i jego współpracowników.
 
Niewątpliwym pozostaje jednak fakt, iż osobowość Hitlera wywierała na innych duże wrażenie i niezależnie od tego, czy były to odczucia pozytywne czy negatywne, większość jego brytyjskich rozmówców przyznawała, że „miał coś w sobie”.
 
Wyraźnie zauroczony Hitlerem był premier Anglii z okresu I wojny światowej David Lloyd George, który spotkał się z Führerem w wrześniu 1936 roku w Berchtesgaden. Przywódca III Rzeszy przywitał gościa słowami: „Wydaje mi się, że jesteśmy świadkami symbolicznego aktu pojednania”, a czasie spotkania wręczył Anglikowi swoją fotografię z autografem i wyraził zadowolenie z poznania „człowieka, który wygrał wojnę”. Lloyd George z trudem ukrywając wzruszenie, odparł, że był to dla niego wielki zaszczyt otrzymać taką pamiątkę od „największego żyjącego Niemca”. Po powrocie do Londynu b. premier gorąco przekonywał opinie publiczną o pokojowych zamiarach Hitlera, który jego zdaniem zbroił się w celach obronnych, a nie agresywnych. Równocześnie porównywał wodza III Rzeszy z Jerzym Waszyngtonem i dowodził, że jest on „urodzonym przywódcą, człowiekiem o magnetycznej, dynamicznej osobowości, uparcie dążącym do celu”.
 
Podobne wrażenie wywarł na Phillipie Kerr’e, który uważał, iż dyskryminacja Niemiec, będąca wynikiem traktatu wersalskiego, była źródłem wszystkich ówczesnych problemów, z jakimi musiała się zmierzać cała Europa. Analogicznie oceniał Hitlera John Wheeler-Bennet twierdząc, iż „Hitler nie chce wojny. Dopuszcza do głosu rozsądek w sprawach polityki międzynarodowej. Bardzo pragnie uczynić z Niemiec kraj o wysokim poczuciu własnej godności i pragnie sam zasłużyć na szacunek. Można o nim powiedzieć, że jest najbardziej umiarkowanym członkiem swojej partii”.
 
Natomiast lord Lothian po wizycie w Niemczech napisał, że „podstawowe znaczenie ma dziś to, że Niemcy nie chcą wojny i są gotowi odrzucić ją jako środek rozstrzygania sporów z sąsiadami”, a minister spraw zagranicznych sir John Simon opisywał Hitlera jako „austriacką Joannę d’Arc z wąsem”. Z kolei Vernon Barlett, angielski publicysta, podkreślał, iż nie można traktować „Mein Kampf” jako programu politycznego Hitlera, gdyż ksiązka powstała w zupełnie innej rzeczywistości politycznej, kiedy Hitler nie był dojrzałym mężem stanu, a „jedynie sfrustrowanym rewolucjonistą”. 
 
Najbardziej Hitlerowi dał się zwieść premier Chamberlain, który ze wszystkich trzech wizyt u wodza III Rzeszy wrócił przekonany o własnym zwycięstwie. Łudził się myślą, że Hitler nie złamie danego mu słowa. Nie wątpił także w szczerość jego intencji nawet po tym, jak po pięciu miesiącach Hitler pogwałcił układ monachijski zajmując Czechosłowację. „I do not want to make – twierdził brytyjski premier – any specific charge of breach of faith, but I am bound to say that I cannot believe that anything of the kind that has now place was contemplated by any of the signatories of the Munich agreement”.
 
Poprzednicy Chamberlaina, MacDonald oraz Baldwin także prowadzili politykę ustępstw wobec Hitlera, jednak obydwaj pozostając biernymi wobec łamania przez niego postanowień traktatów międzynarodowych, opierali się na koncepcji bezpieczeństwa zbiorowego, przeciwnie niż Chamberlain, który bezpośrednio po objęciu w 1937 roku stanowiska premiera zmierzał do jak najszybszego porozumienia z niemieckim wodzem.   
 
Wbrew późniejszym opiniom Chamberlain nie był łatwowierny i naiwny – wystarczy przytoczyć następującą jego wypowiedź: „Hitler’s Germany, bully of Europe – movement of troops the Germans understand”. Pomimo to, podczas negocjacji z Hitlerem postępował zupełnie inaczej, zamiast żądać konkretnych gwarancji, starał się nie drażnić Führera, i utrzymać jak najlepsze z nim stosunki. Najprawdopodobniej przyczyną tego było jego przekonaniem, iż ma do spełnienia misję, że Bóg zesłał go, aby uratował pokój w Europie. Odgrywając swoja rolę gotów był wbrew zdrowemu rozsądkowi zawierzyć Hitlerowi, dlatego oszukiwał sam siebie, wmawiając sobie i innym, że tym razem Hitler nie posunie się dalej. Należy zgodzić się Haffnerem, który napisał, iż „Chamberlain, jeśli można tak powiedzieć, nie uwzględnił w swych kalkulacjach osoby Hitlera. Niemieckiego dyktatora traktował abstrakcyjnie – był to, w jego mniemaniu, niemiecki polityk, który możliwości i interesy swojego kraju rozpatruje tak samo trzeźwo i racjonalnie, jak on sprawy Anglii. (…) Hitler nie był mężem stanu – nie myślał kategoriami państwa, lecz ras. Interesy Niemiec, które Chamberlain pieczołowicie uwzględniał w swoich kalkulacjach, nie znaczyły dla Hitlera nic; wyznał to zresztą otwarcie pod koniec życia, w 1945 roku”.
  
Nawet bardzo negatywnie nastawiony do Hitlera, Churchill przyznał, iż „one may dislike Hitler’s system and yet admire his patriotic achievement . If our country were defeated I hope we should find a champion as indomitable to restore our courage and lead us back to our place among the nations”.
 
Obraz Hitlera utrwalony w świadomości powojennej znacznie różnił się od tego, jaki w latach 30. dominował w Wielkiej Brytanii. Większość brytyjskich polityków, którzy mieli okazję rozmawiać z nim, przekonywała potem opinie publiczną o jego pokojowym nastawieniu. Niewielu było zaś takich, którzy trafnie interpretowali „Mein Kampf”, jako nadal aktualną wykładnię programu politycznego kanclerza III Rzeszy.  
 
 
Wybrana literatura:
 
M. Gilbert, T. Gott – Dżentelmeni w Monachium
M. Gilbert – Winston Churchill
J. Kędzierski – Dzieje Anglii 1485-1939 t. II
H. Zins – Polityka zagraniczna Wielkiej Brytanii
N. Henderson – Failure of a mission. Berlin 1937-1939
I. Kirkpatrick – The inner circle
W. Churchill – Step by step
M. Baumgart – Londyn-Berlin 1918-1939
S. Haffner – Winston Churchill
Etykietowanie:

4 komentarze

avatar użytkownika gość z drogi

1. "Gra aktorska Hitlera "

szanowny Autorze,to esej ,ku przestrodze współczesnym...
kochający car,całujący brzuszek małego chłopca....i Dramat Kurska i zbrodnie w Moskiewskim Metro
przyjazne Niemcy i nowe RWPG,czyli Bruksela...i armia urzędników...i morze zmarnowanych pieniedzy.....
naiwni zawsze przegrywają,zawsze
ukłony

gość z drogi

avatar użytkownika godziemba

2. @gość z drogi

Taki był cel mojego eseju - uzmysłowić co czeka Polskę i świat, gdy zamknie oczy na zbrodnie kolejnego tyrana.

Pozdrawiam

Godziemba
avatar użytkownika gość z drogi

3. szanowny Autorze :)

przekaz odebrany w całym tego znaczeniu....
serd pozdr :)

gość z drogi

avatar użytkownika godziemba

4. @gość z drogi,

Wzajemnie serdecznie pozdrawiam:)

Godziemba