Kto jest adminem tego POrtalu?

avatar użytkownika MagdaF.

 

 

Niektórzy martwią się, gdzie będzie siedział rząd na EURO 2012, a reszta wie, gdzie powinien siedzieć i za co, tylko nie mówi tego głośno.

 

                       

Kto jest adminem tego POrtalu?

 

Dobrze, by wiedzieli Polacy. Dobrze, by zdawali sobie sprawę wyborcy. A także kibice, chcący zrobić sobie na pamiątkę screen tego dzikiego kraju. A tu nadal nie wiadomo. Strony ze skrótem „gov.” działają, nie licząc małych przerw na wizyty wściekłych cenzurą hackerów czy zbuntowanych maturzystów (CKE), a generalnie Naród ma kłopoty z zalogowaniem się.  Siadają łącza, pojawia się komenda ERROR 404 lub OOOPS! Page Not Found. Wprawdzie czasami wyświetla się: Witaj Gościu; jesteś niezalogowany (Zaloguj się lub zarejestruj), ale przecież rejestracja powiodła się już dawno, 10 listopada 1980 roku. Nawet dzisiejszy „pałkownik” poświadczył ją dużym długopisem. A tu nadal nie ma dostępu do sejmu, senatu, urzędów. Pisać można na Berdyczów, komentarze  zostawiać, ale i tak są wycinane lub  giną w czeluściach  politbiura opatrzone pieczątką „ban”. Nowoczesna forma dawnej cenzury. Polska made in PO. Bezproduktywni i samozadowoleni panowie w garniturach, produkujący buble i badziewie, na które nie dają gwarancji. Punkt obsługi klienta – nieczynny. Infolinia – nie odpowiada.  Trwa awaria zasilania na łączach politycy – społeczeństwo, której nie rozwiązuje propaganda polityczna i marketing, bo działają tylko w jedną stronę.  A nawet harcerze wiedzą, że gdy jest hasło, a nie ma odzewu, całe podchody na nic. Tkwimy więc w permanentnym błędzie i nawet minister cyfryzacji nie jest w stanie go odkręcić, bo rządzącym jest tak dobrze, a opozycja, zamiast wytknąć błędy oprogramowania zastanawia się, gdzie zarejestrowany jest serwer: w Polsce, UK czy może w FR;  inna opozycja widzi jedyny ratunek w sierpie i młocie, jeszcze inna w „wyzwolonych konopiach”.

Władza, prócz Schetyny, który próbuje zalogować się do Polsatu,  też sprawia wrażenie niezalogowanej tam gdzie trzeba lub, używając gwary młodzieżowej,  „nie czai bazy”. Albo udaje. Bezradność w ruchach, obłęd w oczach, każda wypowiedź to wielka zagadka semantyczna, którą dziennikarze rozkładają na czynniki pierwsze przez kolejny tydzień, próbując udowodnić wielkość przywódców narodu i głębię ich myśli. Tak, jak to było z Januszem Palikotem, którego po stwierdzeniu Gdyby nie to, co się dzieje, nasze świnie nigdy nie poznałyby smaku pomarańczy", okrzyknięto naczelnym filozofem III RP. Kwestię odpowiedzialności za brak pomarańczy, stojących jeszcze póki co przy korycie świń,  celowo pominięto. Podobnie jak bon mot premiera, że nie będzie się kłaniał związkowcom i klękał przed księdzem. Demokracja – demokracją, ale porządek  musi być. Jak brykają to pałować, jak chcą  „Trwać”– to im przeszkodzimy. A jak żądają pieniędzy, to zalać ich betonem.

 

Za to ostatnie stwierdzenie prezydenta Komorowskiego  (utrzymane jak zwykle w stylu rubaszno-koncyliacyjnym), który wychodząc z sali konferencyjnej, rzucił tajemniczo na odchodne, że „idzie robić swoje”,  obarczone jest najwyższym stopniem wieloznaczności. Jedni odczytują je trywialnie, że nadszedł czas na pomidorówkę, inni, że rozpoczyna się debata o harcerstwie. Jeszcze inni, wierzący, że doradca Nałęcz opowiedział wcześniej prezydentowi całą książkę pt.: „Koniec człowieka”,  tłumaczą, że nadszedł czas na spotkanie z profesorem Fukuyamą. I modlą się jednocześnie, by prezydent nie pomylił go z Fukushimą. Na tapecie jest jeszcze inna pomyłka, która dotyczy loży prezydenckiej. Tej, którą prezydent Komorowski przekazał na aukcję XIX Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Okazuje się, że wystawił na akcję NIC, bo szefowa jego kancelarii mówi, że nie istnieje coś takiego jak loża prezydencka. A ona, niestety, istnieje, ma ponad 300 m kw., ale nam nic do niej, bo decyduje mafia z UEFA. Dziennikarze mainstreamowi martwią się więc,  gdzie będzie siedział rząd na EURO 2012, a reszta wie, gdzie powinien siedzieć i za co, tylko nie mówi tego głośno.

 

Wszyscy niezalogowani do rzeczywistości ministrowie rządu Tuska, którzy rozpaczliwie miotają się na konferencjach prasowych omijając niewygodne pytania, którym brak   kompetencji, odpowiedzialności i zwykłej, ludzkiej uczciwości, powinni mieć swoje stałe miejsca siedzące. Bo ich decyzje są dla Polaków tragiczne w skutkach. Kolejna katastrofa w Ostrowie Wielkopolskim dowodzi, że jeszcze jedna kadencja rządów PO i nie będziemy mieli w ogóle pociągów. Minister Nowak, który  meldował premierowi  100% wykonania planu i z dumą zapewniał,  że w sferze infrastruktury jest wszystko dopięte, prezentuje oklejone na Euro lokomotywy i uspokaja, że na szczęście, nie było w tych pociągach pasażerów, więc tylko cztery osoby poszkodowane. A może się myli? Może poszkodowanych rządami Platformy jest więcej?

 

Mimo optymizmu rządzących Polska jest bankrutem. Wiedzą o tym  nawet gangsterzy, którzy przenieśli się korumpować niższy szczebel - samorządowców, bo w „centrali” albo pusta kasa, albo CBA. Licznik Balcerowicza tyka, choć starcie jego pomysłodawcy z ministrem Rostowskim (drogi Leszku!, drogi Jacku!)  było bezproduktywną,  ustawioną walką dwóch kogutów z jednego, liberalnego kurnika, która  próbowała uzasadnić, czyja kradzież kur była bardziej celowa.  I udowodniła, że zarówno nałożenie parapodatku o nazwie OFE, i do tego z prowizjami, jak i późniejsze majstrowanie przy nim, jest  jednakowym okradaniem ludzi z kapitału. Gdy słucham tych dwóch komunistów, przefarbowanych na liberałów,  mam wrażenie, że nie są zalogowani w kraju, w którym żyją, że to inna planeta, stworzona w ich umysłach, fantasmagoria w którą sami nie wierzą. Jak Janusz Lewandowski, który mówił po reklamie: "Brałem udział w tych nieco durnych klipach ale to była kampania”. Przyznał więc, i to przed młodzieżą szkolną, że jest  zwykłym kłamcą i oszustem.

 

Kolejny, żyjący na Marsie, z nickiem „pogubiony”, to minister rolnictwa Marek Sawicki. Przekonuje, że polska żywność jest najlepsza i najzdrowsza w unii, jednocześnie apelując, zamiast zarządzić kontrolę, by Polacy nie kupowali tanich wędlin, bo w nich prawie nie ma mięsa, tylko same konserwanty, barwniki, odpady zwierzęce, jak tłuszcz, kości, sierść i skóra. Razem z ministrą Muchą, zamiast wydać wojnę producentom śmieci sprzedawanych jako jedzenie,  zapraszają na ekologiczne śniadanie piłkarskie, gdy tymczasem w strefie kibica powstaje największy bar takiego jedzenia, a afera z solą przemysłową i suszem jajecznym zamieciona pod dywan, a raczej pod sanepid, pełen kolesiów.

Jeszcze tylko premier próbuje trzymać fason i pewność siebie.  Ale w wystąpieniu na posiedzeniu Rady Krajowej PO widać, że się pogubił, że podzespoły się przegrzały, więc przeciwników  przybywa mu nie tylko w opozycji. Wyatutowany jak przybysz z obcej cywilizacji, który zapomniał loginu, mówi cudzymi słowami, roztacza też własne, zgrane wizje o etycznym  działaniu, miłości i wyrozumiałości, rozgrzeszając nawet chuligaństwo byłego marszałka. Jak długo jeszcze będzie adminem tego POrtalu, zanim mocodawcy nie wymienią dysku twardego instalując na Naród program antywirusowy? Ale to nie będzie żadna zmiana. Będzie tak samo jak teraz:  Nie masz dostępu do tej strony.

 

Tekst opublikowano w nr.22/2012 Warszawskiej Gazety

 

 

1 komentarz

avatar użytkownika Michał St. de Zieleśkiewicz

1. Do Pani Magdy F,

Szanowna Pani,

Większość z nas zna problem z imienia i nazwiska o czym Pani pisze.
Pisanie na okrągło nic nie da !

Nazwiska, nazwiska, nazwiska; s'il vous plaît.

Ukłony

Michał Stanisław de Zieleśkiewicz