Pragnę uspokoić... to tylko strach

avatar użytkownika Zebe

 

Nie mam, zamiaru drzeć szat i wpadać w histerię z powodu wypowiedzi Radosława Sikorskiego dla Rzeczpospolitej, ani z powodu jego późniejszych komentarzy. Ja już po prostu przyzwyczaiłem się do niebywałej arogancji i buty ministra. Zresztą nie on jedyny, który „tak ma”.

Te jego wypowiedzi, czy też przemyślenia od dawna przecież są obecne duchem w tym co robi Donald Tusk i niektórzy jego ministrowie na co dzień i nie powinno budzić zdziwienia to, co w sposób bardziej konkretny sformułował minister spraw zagranicznych.
 
Co ciekawe ,  nie ma w Europie drugiego takiego ministra spraw zagranicznych, który zadeklarowałby aż tak daleko idącą spolegliwość wobec struktur Unii Europejskiej i nie odpowiedział tak ochoczo na pomysł federacji, sformułowany nie wprost  przez Angelę Merkel oraz Manuela Barroso. Nawet Francuzi nie wypowiedzieli się jednoznacznie „za”. Zgodny ton Merkel i Sarkozy’ego dotyczy w zasadzie strefy euro, do której my nie należymy. Mowa jest też o zmianach w samym traktacie lizbońskim, ale nawet w tych propozycjach nie mówi się wprost o „federacyjności” Unii Europejskiej. Sikorski więc poszedł „na całość”.
 
Sam pomysł federacyjnej Europy jest na dziś dzień pomysłem niemożliwym do zrealizowania z prostego powodu. Musiałby zostać poddany referendum w przynajmniej kilku kluczowych krajach Unii Europejskiej, a tam zgody nie będzie. O tym Merkel i Sarkozy doskonale wiedzą. Szkoda tylko, ze nie wie tego minister Sikorski.
W tym świetle, sama deklaracja ministra odsłania nowy obraz polskiej polityki zagranicznej. Należałoby więc odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego Sikorski podnosi ten wątek oraz dlaczego  w ogóle to  robi.
Odpowiedź w zasadzie nasuwa się jedna… strach.
 
Zbliża się nieubłaganie termin głosowania nad przyszłorocznym budżetem Polski. Rostowski opracował trzy warianty,  o czym poinformowano na półtorej miesiąca przed końcem roku. Nie jest też tajemnicą, że KE zobowiązała Polskę do przedstawienia jej  budżetu Polski na rok przyszły, co było wynikiem „retuszu” danych ekonomiczno-gospodarczych przez ministra Rostowskiego za rok 2010, a  stwierdził to unijny komisarz Oli Rehn wiosną tego roku.
 
Tymczasem sytuacja polskich finansów staje się dramatyczna. Nie pomogło expose premiera, nie pomagają interwencje NBP na giełdzie. Trwa dewaluacja złotego, a to będzie skutkowało wzrostem zadłużenia zagranicznego, co w konsekwencji przełoży się na przekroczenie przez Polskę tzw. progu ostrożnościowego, który wynosi 55% zadłużenia państwa w stosunku do PKB. Dochodzi do tego inflacja na poziomie powyżej 4% oraz bezrobocie, które od dwóch miesięcy nie maleje.
Jaka jest jednak prawdziwa sytuacja ekonomiczna kraju, wie tylko tandem Tusk – Rostowski. Nie wykluczone, że owe 55% już przekroczyliśmy, a zagrożony jest drugi próg ostrożnościowy – 60%.
 
To właśnie strach przed ujawnieniem faktycznego stanu państwa powoduje tak dramatyczne deklaracje, jak ta , którą popełnił Sikorski.
Zapewne Donald Tusk liczy na pobłażliwość Komisji Europejskiej i przychylność Niemiec, bo chyba nic innego nie da się już zrobić.
 
I to właśnie minister Sikorski został wysłany na pierwszą linię, po tym jak tydzień temu minister Rostkowski  skrytykował niektórych „nieodpowiedzialnych” polityków Unii Europejskiej.
Tak, to o ten strach chodzi…

 

 

napisz pierwszy komentarz