Kondotier niespełnionej rewolucji. Człowiek Helski.

avatar użytkownika Robert Helski

 

 

Piękny tytuł. Tak wałbrzyska gadzinówka z 1982/83 roku określiła Stanisława Helskiego. Określenie miało służyć zdyskredsytowaniu jego osoby w środowisku wiejskim i opozycyjnym.

Sama nazwa "kondotier" jako najemnik werbujący własne wojska i walczący w całej Europie w obronie różnych, mniej czy bardziej, słusznych sprawach, może mieć znaczenie pejoratywne. Sprawa przesądza.

Sprawa była, jak oceniła historia słuszna. Bo Solidarność na wsi powstała, została zalegalizowana, nawet trwa do dziś. Może nie taka, jaką była jej wizja, ale jest.

Użycie określenia "niespełniona rewolucja" o rodzącym się ruchu, w tamtym czasie świadczyło jednoznacznie o przekonaniach autora (Wojciech Romanowski), jego intencjach i roli gazety ("Trybuna Wałbrzyska"). Ferowane wyroki i opinie w trakcie nierozstrzygnietej jeszcze sprawy sądowej dotyczącej kondotiera Helskiego - wszystko jasne.

Kondotier stał się wrogiem władzy, która użyła dla własnych poptrzeb systemu prawa i publikatorów dla pozbycia się niewygodnego rycerza chłopskiej sprawy. Zczezł w biedzie i zapomnieniu mimo szlachetnej walki do końca.

Pamięć nielicznych, o dziwo, powstała po latach. Wątpliwości co do zbożnych celów władzy były od poczatku. I pojawił się bohater "Człowiek Helski" (Marek Król, www.se.pl), symbol oporu przeciwko niesprawiedliwemu systemowi władzy, wyciągnięty z lamusa historii przez nawróconego. Człowiek Helski stał się początkiem nowego gatunku ludzi w tym kraju. Tacy ludzie zawsze byli i żaden to początek. Może raczej początek końca systemu i strach ludzkiego wobec władzy.

Natchnęła mnie do tej notki odpowiedź jaką otrzymałem od RPO na skargę dotyczącą tej starej sprawy zajazdu w Kobylej Głowie i stłamszenia przez władzę za pomocą istniejącego systemu prawnego "kondotiera Stanisława Helskiego".

Przed wyborami jedna tylko uwaga, wynikająca z tego pisma (na dalsze analizy czas jeszcze przyjdzie): Państwo, którego system prawny przestał służyć Obywatelom, a służy "władzy" w celu utrzymania władzy, nie ma prawa istnieć.

Wybierajmy dobrze.

Robert Helski

3 komentarze

avatar użytkownika Maryla

1. Panie Robercie

ludzie, którzy walczyli o suwerenność, o wolność z obcą władzą, zostali zastąpieni przez obecną władzę ersatzami takimi jak Heńka Krzywonos, służąca tej władzy.
Tak jak nie ma żadnych praw w III RP Stanisław Helski, nie mają ich całe grupy wykluczonych.

Głosujmy mądrze i pamietajmy, jaka miała być Polska, o jaką walczyliśmy w 1980 roku.

I pamiętajmy o ofiarach, jakie dla wolnej Polski ponieśli nasi bliscy.

Pamiętajmy, że człowiek bez godności, pamięci i honoru jest niewolnikiem.

Pozdrawiam serdecznie

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

2. komu służy obecna władza...

Historia artykułu 585

Posłowie PO i PSL błyskawicznie zmienili prawo. Dzięki temu uniknął procesu Ryszard Krauze

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

3. Glaukopis Wobec tego, ze

Wobec
tego, ze Jaruzel nieustannie bryluje w mediach warto przypomnieć postać
Stanisława Helskiego, który próbował czynnie ukarać zbrodniarza za
swoja i nas wszystkich krzywdę.

http://www.tygodniksolidarnosc.com/2005/50/8_kam.html
nr 50 (899) 16 grudnia 2005

Kamień obrazy
Wersja do druku Jerzy Pawlas


Terrorystą nie jest ten, kto z NKWD terroryzował
naród, strzelał do robotników na Wybrzeżu i ogłosił stan wojenny - lecz
ten, kto rzucił takiemu kamieniem w twarz.


11
lat temu Stanisław Helski został skazany na 2 lata więzienia w
zawieszeniu za uderzenie kamieniem gen. W. Jaruzelskiego. Represjonowany
w stanie wojennym, nie mógł dojść sprawiedliwości po 1989 roku. Jego
desperacki czyn wywołał kontrowersje, a nawet potępienie. Otrzymywał
paszkwile, wyroki śmierci na niego i członków rodziny, podpisywane "Klub
Rewolucji Październikowej", "Zwolennicy gen. Jaruzelskiego".

Solidarność Chłopska

Stanisław Helski - rolnik z dziada pradziada z
zamojskiej wsi - przeniósł się na Ziemie Odzyskane, gdzie w latach 70.
kupił resztki PGR-u w Kobylej Głowie, niedaleko Ząbkowic Śląskich, 50 km
od Wrocławia. Od lat nieuprawianą ziemię i zniszczone zabudowania
doprowadził do użyteczności, i później - świetności. Zbierał ponad 50
kwintali pszenicy z hektara, hodował 200 sztuk bydła. - Te lata
gospodarowania Helskiego to niesamowity chłopski trud - wspomina Jerzy
Przystawa. - Jeden chłop, z żoną "z miasta", z parą starych rodziców,
zmagać się musiał nie tylko z ziemią, z pogodą, ale z brakiem
wszystkiego - od sznurka do snopowiązałki, najprostszych narzędzi, po
nieosiągalne maszyny. Nie tylko z bezdusznością biurokratycznego
aparatu, lecz także z kłamliwą ideologią i propagandą, która z każdego
producenta rolnego robiła "badylarza, spekulanta i wyzyskiwacza,
żerującego na ciężkiej pracy inteligenta i robotnika".

Gdy w sierpniu 1980 roku strajkują robotnicy na Wybrzeżu, gdy
kraj budzi się z PRL-owskiego letargu, Helski nie pozostaje bezczynny.
Zakłada Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Chłopów Województwa
Wałbrzyskiego. Następnie włącza się do ogólnokrajowego ruchu rolników.
Wraz z innymi liderami chłopskimi, których wieś polska wyłoniła, mimo
dziesięcioleci komunistycznej pacyfikacji - Michałem Bartoszcze,
Stanisławem Janiszem, Romanem Bartoszcze - organizuje ogólnopolski
związek Solidarność Chłopska. Jest członkiem Krajowego Komitetu
Koordynacyjnego Chłopskich Związków Zawodowych. Mimo masowości ruchu
władze PRL opóźniają rejestrację związku. W lutym 1981 roku Helski
organizuje ogólnopolski protest głodowy chłopów w świdnickim kościele
p.w. św. Józefa.

Władze PRL ze zrozumiałych względów zwlekały z rejestracją
chłopskich związków, a potem rozbijały je wszelkimi metodami.
Zorganizowani rolnicy są zdecydowanie groźniejsi niż robotnicy, których
można wyrzucić z pracy, wziąć głodem. Chłopi są na swoim, mogą się
wyżywić i zarabiać na produkcji rolnej. Nie można więc dopuścić do
konsolidacji ruchu chłopskiego, bo to oznacza uniezależnienie się
rolników od władzy.

Przymusowy zasiew

Wprowadzenie stanu wojennego nie osłabiło aktywności
Stanisława Helskiego. Przeciwnie. W Kobylej Głowie spotykają się
niepogodzeni z dyktaturą junty partyjno-wojskowej. On sam jeździ po
kraju, nawiązując porwane sieci organizacyjne. Nie uszło to uwadze
władz. Postanowiły ukarać krnąbrnego opozycjonistę. Naczelnik gminy
Ciepłowody nakazał na wiosnę 1982 roku, by Helski obsiał swe pola
jęczmieniem. Było to tyleż absurdalne, co bezprawne. Nie w PRL, w stanie
wojennym. W maju - co dla rolnika nie do pojęcia - wjechało na jego
pole 14 traktorów z siewnikami. Ubezpieczała je milicja. Zbyt późno
siany jęczmień nie mógł się udać, ale za "przymusowe zagospodarowanie"
wystawiono słony rachunek.

Oczywiście Helski nie zamierzał płacić za to dobrodziejstwo
władzy. Co więcej, zaorał niewydarzone zasiewy. Tego było za wiele.
Milicjanci zwinęli niepokornego rolnika, prokurator oskarżył, sąd
wsadził do więzienia na 6 lat, gdzie wybito mu zęby, zanim przyszła
amnestia. Komornik zdążył pozbawić go maszyn i sprzętu rolnego - środków
do pracy i utrzymania. Zaś jego syn - Robert - znalazł się za karę w
szeregach Ludowego Wojska Polskiego. Nastąpiła normalizacja Kobylej
Głowy.

Miłosierdzie junty

Ogłoszenie amnestii nie usatysfakcjonowało Helskiego
ani nie rozwiązywało jego problemów. To przecież państwo było winne
wprowadzeniu stanu wojennego i późniejszych represji, jakie dotknęły
Helskiego, rujnując jego gospodarkę. Obywatel Helski domagał się
uniewinnienia. Przecież to władza ludowa "zagospodarowała" jego pole -
nie pytając go o zdanie, ale wystawiając rachunek - i jeszcze skazała go
na więzienie. W takiej sytuacji należy się odszkodowanie.

Tymczasem długotrwała wędrówka po sądach wszystkich instancji
kończy się nieodmiennie - Helski może być objęty amnestią, co wyklucza
domaganie się odszkodowania. Na nic przydały się odwoływania do Sądu
Najwyższego, NSA, na nic skargi do Rzecznika Praw Obywatelskich, do
sejmu. Helskiemu nie pozostało nic innego, jak tylko postawić gen.
Jaruzelskiego przed sądem. PRL-owski wymiar sprawiedliwości potraktował
takie żądanie z dużą wyrozumiałością i jeszcze większym lekceważeniem.

Księgarnia na placu PKWN

Gen. Jaruzelski, pierwszy prezydent III RP opisał swe
dokonania w pamiątkowej księdze, którą promował we Wrocławiu, jesienią
1992 roku. W księgarni na pl. PKWN zebrało się sporo wielbicieli jego
talentu literackiego. Generał łaskawie rozdawał autografy. Gdy przyszła
kolej na Helskiego, ten zamiast książki do podpisu, wręczył
Jaruzelskiemu wniosek o postawienie go przed Trybunałem Stanu. Pozostał
bez echa.

11 października 1994 roku generał znów zawitał do Wrocławia.
Na spotkaniu z tamtejszymi aktywistami SdRP zagrzewał ich do działania -
mówcie głośno, nie dajcie się zastraszyć. Potem przewidziano promowanie
nowej książki generała w księgarni na placu Legionów (dawniej PKWN).
Helski dowiedział się o tym z radia. Właśnie zwiózł kamienie ze swojego
pola. Wziął jeden z nich, owinął w gazetę i włożył do teczki. Szybko
dojechał autobusem do Wrocławia. Nie miał książki do podpisu, ale
wyciągnąwszy z teczki kamień, ugodził generała w głowę. Skonsternowani
BOR-owcy rzucili się łapać generalskie okulary, zdołali też obezwładnić
napastnika.

Terrorysta z Kobylej Głowy

Uwięziony, potem zamknięty w zakładzie
psychiatrycznym, Helski doczekał się wreszcie procesu. Wyrok
zastanawiająco niski, jak na zamach na generalską głowę państwa - bo
tylko 2 lata w zawieszeniu. Tej wspaniałomyślnej tolerancji nie
podzieliła post-PRL-owska inteligencja, piętnując postępowanie
Helskiego. Oburzenia nie kryli również parlamentarzyści, wzywając do
potępienia "terrorysty z Kobylej Głowy".

Społeczeństwo podzieliło się w ocenie czynu Helskiego.
Kompromis okrągłostołowy nie wymazał przecież ogromu krzywd, poniżenia,
cierpień. "Płynące z kraju i świata listy i telegramy dowodzą, że wielu
ludziom ulżyło - pisał 1 stycznia 1995 roku Stanisław Helski w «Liście
otwartym do przyjaciół w kraju i za granicą». - Są mi wdzięczni i
dziękują za to, że zdjąłem z ich serc kamień. Pięknie i szczerze są
wyrażone te uczucia, bo dyktują je gorące serca i szczery patriotyzm. Te
listy sprawiły, że nie czuję się samotny".

Nieznani sprawcy
i dowód rzeczowy

W 1997 roku na szosie z Wrocławia do Kobylej Głowy,
ciężarówka zepchnęła samochód Helskiego do rowu. Winowajca zbiegł, a
poszkodowany jakoś wydostał się z wraku. Potem było wielomiesięczne
leczenie, trepanacja czaszki i wieloletnie starania o odszkodowanie z
PZU. Ubezpieczyciel dowodził, że to Helski musiał być winny spowodowania
wypadku - przebywał przecież w zakładzie psychiatrycznym. A zresztą czy
normalny człowiek zaatakowałby gen. Jaruzelskiego?

W starciu z państwem okupującym własne społeczeństwo,
obywatele nie mają większych szans. Wymiar sprawiedliwości nie chroni
ich praw. Pozostaje konformizm lub gesty bezsilności, manifestujące
godność bezbronnego człowieka. Stanisław Helski dokonał takiego czynu. W
ostatnich latach związał się z Ruchem na Rzecz Jednomandatowych Okręgów
Wyborczych. Rozumiał, że tylko zmiana ordynacji usunie skamieliny
nieludzkiego państwa, przyczyni się do powstania społeczeństwa
obywatelskiego.

Helski nie zdążył wydębić odszkodowania. Zmarł 26 lipca 2004 roku
po spóźnionej interwencji lekarskiej. A kamień - jako dowód rzeczowy -
zatrzymała prokuratura. Gdzie teraz jest - nie wiadomo. Niewątpliwie
należy się także wymiarowi sprawiedliwości i grubokreskowym ideologom.



Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl