Ryszard Kalisz chciałby postawić przed Trybunałem Stanu Jarosława Kaczyńskiego i byłego ministra Zbigniewa Ziobro i spotyka się z kpinami – żali się Monika Olejnik w telewizorze. Nie jest traktowany poważnie. Bajdurzenie pijaczka spod budki z piwem, poetyka kpin … załkała w prezydencki rękaw.

Panie prezydencie, co się dzieje z polską polityką?

Słodziutkie?

Stosowany język dobrze sprzedaje się w tabloidach, ale nie ma związku z meritum - współbrzmiał z prowadzącą „Kropkę nad i”. Ale, … ale są miejsce gdzie się poważnie rozmawia o „sprawach” – usłyszeli telewidzowie od Aleksandra Kwaśniewskiego.

Zapewne spotkanie z redaktorką Moniką Olejnik w studio na ulicy Wiertniczej jest jak najbardziej takim miejscem - miejscem poważnej rozmowy. Publiczna wymiana zdań eks prezydenta z gwiazdą stacji TVN 24, czyż nie jest doskonałą okazją, by poważnie porozmawiać? By jednocześnie udzielić widzom lekcji rozmowy jak najbardziej merytorycznej? To zdaje się specjalność rodziny Kwaśniewskich – udzielanie lekcji - rozmowy, ale i lekcji stylu, ubierania i się noszenia, dobrych manier, ale także z wdziękiem konsumpcji bezy łyżeczką.

Po prawniczemu

I w tymże programie, co usłyszał telewidz?

Ryszard Kalisz jest wybitnym adwokatem i chciał „zrobić po prawniczemu” – mowa o pracach komisji śledczej. Barbara Blida wybitna Polka postanowiła „nie dać się wziąć żywcem”. No i ja - Aleksander Kwaśniewski - jestem ojcem demokracji.

Czy nie lepiej byłoby, gdyby TVN 24 emitowało bryki swoich programów i puszczało na You Tube? I streszczenie jednoakapitowe – jak powyżej. Dwie wybitności i jeden ojciec demokrata. Jakaż oszczędność czasu widzów, jakiż dla nich szacunek? Ponieważ rok temu pisałem o komisji Kalisza i w związku z tym sumiennie prześledziłem przebieg jej prac, ze szczególnym uwzględnieniem ich „intensywności” (mizernej) mogę stwierdzić: Aleksander Kwaśniewski nie ma bladego pojęcia o „robocie po prawniczemu” adwokata Kalisza. To są tylko jego wyobrażenia albo też ktoś mu doradził taką narrację.

Krótko. Po pierwsze przewodniczący komisji Ryszard Kalisz już w listopadzie roku 2009 oznajmił, że zakończenie przesłuchań planowane jest na styczeń 2010 roku, a przyjęcie sprawozdania miało nastąpić w kwietniu roku następnego. Już półtora roku temu miały zakończyć się przesłuchania świadków, a przeszło rok temu miał być gotowy raport opisujący „okoliczności śmierci”. I co?

Dla porównania - komisja śledcza Biernackiego wyjaśniająca tzw. sprawę Olewnika, której zakres prac był nieporównywalnie większy (badanie prawidłowości działań przez lat dziesięć wielu organów administracji rządowej) pracowała dwa razy krócej, przesłuchała więcej świadków, zresztą niech przemówią liczby. Komisja Kalisza – cztery lata i nie ma końca, 83 posiedzenia. Komisja Biernackiego – dwa lata, 136 posiedzeń komisji.

Po wtóre Aleksander Kwaśniewski twierdząc, że Blida nie chciała dać się wziąć żywcem, nie zdaje sobie sprawy, że jego słowa są sprzeczne z ustaleniami wybitnego prawnika. Fraza, która z łatwością będzie się sprzedawała w mediach – „żywcem nie wezmą” - jakże mało ma wspólnego z końcowymi wnioskami raportu w wersji mecenasa Kalisza.

Samookaleczenie

Główna teza jest następująca: Śmierć Barbary Blidy nie nastąpiła od samobójczego strzału – moje zastrzeżenie, no chyba, że się przewodniczącemu odwidzi. Barbara Blida sięgnęła po broń, by się okaleczyć i w ten sposób trafić do szpitala.

Swoją drogą ciekawe jakże ten wybitny adwokat wykaże, że jego hipotezy o zamyśle (samookaleczniu) ofiary, to nie są spekulacje kauzyperdy. A jak przekona członków Trybunału Stanu? Może podeprze się ekspertyzą psychologiczną wybitnego redaktora z Czerskiej, swojego kolegi z parady równości, który od strony psychologicznej opisał - z podziałem na role - podejmowanie decyzji o lądowaniu w Smoleńsku. Opisał przekonywująco, podając wiele szczegółów – tylko nie uwzględnił tej drobnej okoliczności, że decyzji o lądowaniu w ogóle nie było. Była komenda dowódcy – „odchodzimy” redaktorze Pacewicz.

Oto lead pacewiczowskiego artykułu - Nikt nie zawołał: Opamiętajcie się!:

Jak to możliwe, że piloci z prezydentem i prawie setką pasażerów na pokładzie podjęli się lądowania, jakby to była wojenna misja, której cel uzasadniał najwyższe ryzyko? Jak doszło do tak absurdalnej decyzji?

Tak to jest z tymi teoriami wrażliwców, czujących inaczej, znacznie głębiej dzielących z mróweczkami i kwiatkami niedole ich losu.

 Lekcja rozmowy

Wracając do lekcji rozmowy – merytorycznej rozmowy. Po cóż, więc eks prezydent się tabloidyzuje w obecności Olejnik? Po cóż w poważnej rozmowie głosi tezy o sprawie nie mając o niej zielonego pojęcia? Po cóż w wiele słów owija swoją niewiedzę, by nie napisać ignorancję?

A jeżeli się doda – właściwie tylko przypomni, że Ryszard Kalisz, ten wybitny medialny celebryta przez cztery lata zbijał bąki? Dawno temu dało się usłyszeć głosy z szeregów SLD, również z ust Millera, że Kalisz nie nadaje sią na szefa komisji. Mówiono, że praca komisji to taka prowizorka, jak budowa autostrad przez Chińczyków. Przecież te sądy nie leżą zbyt daleko od prawdy?

Gdyż tenże przewodniczący, poseł lewicy demokratycznej, od 2006 roku nie opuścił bez usprawiedliwienia żadnej parady równości, prężył obie piersi w pierwszym szeregu na sunącej ulicami Warszawy różowiutkiej platformie, w tęczowym wdzianku oddawał się pląsom, a to z Biedroniem, a to z Senyszyn i jej pejczykiem.

Przecież z tej właśnie przyczyny Zbigniew Ziobro skwitował groźby postawienia przed Trybunałem Stanu słowami o tęczowym Ryśku, który dał się poznać jako świetny tancerz na paradach.

Przecież ten wyśmienity dancer przez lata pracy komisji zaliczył dziesiątki, jeżeli nie setki programów telewizyjnych. Oczywistością być powinno, że jeżeli potrafił od czterech lat okupować wszelkie stacje TV, a dzięki paparazzim także okładki tabloidów, nie pozostawało mu zbyt wiele czasu na ślęczenie nad dokumentami. Niezbyt często wieczorami był widziany z nosem zanurzonym w chudziutkie akta.

Śledczy

Przecież nawet Tusk wyznał, że komisja pracowała długie lata, ale nic nie wskazywało, aby jakieś konkluzje czy wnioski poseł Kalisz wyciągnął, a tymczasem … jak grom z jasnego nieba spada informacja: wnioskuje o Trybunał Stanu.

Z kronikarskiego obowiązki dodać należy, że Platforma Obywatelska do komisji – podaję jej pełną nazwę - „Komisja Śledcza do zbadania okoliczności tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy”, a wiec do tejże komisji oddelegowała polonistkę, inżyniera budownictwa wodnego oraz studenta. Jaka komisja, taka waga sprawy?

Dla porównania – w tzw. komisji Olewnika PO reprezentowało dwóch prawników i jeden ekonomista, który jednakże kończył wydział prawa i administracji. Dostrzegalna różnica? A kto pamięta występ posła SLD u boku prezeski Partii Kobiet Manueli Gretkowskiej na pierwszym i zapewne ostatnim zjeździe palikotowców? Od konferansjera usłyszał, że z „Ryśków są fajne chłopaki”.

Zapewne tak – jowialny uśmiech, naturalna rubaszność i wdzięk osobisty, i w ogóle duszyczka towarzyska, kwintesencja fajności, ale bez przesady Aleksandrze Kwaśniewski z tą wybitnością prawniczą. Gdyby był tak wybitny, z PiSem uwinąłby się w trymiga. A tymczasem nastąpił blamaż krwawego jastrzębia. Swoją drogą jak honorowa przewodnicząca Partii Kobiet, w programie Mellera robi za artystkę?

A Aleksander Kwaśniewski, jako ojciec demokracji?

Ojciec demokracji jest zawiedziony, gdyż nie dostał zaproszenia do Pałacu prezydenckiego. Skandal. Prezydent Barack Obama spotkał się z liderami opozycji antykomunistycznej bez udziału ojca demokracji.

Zabrakło kogoś, kto Michnikowi udzieliłby lekcji stylu. Kroksy zostawiamy na pałacowej wycieraczce Adasiu. I zasuwamy po pałacowych posadzkach boso.

 

Tekst opublikowany w Nr. 24/2011 Warszawskiej Gazety