Jak zostać pełnoprawnym obywatelem polskim

avatar użytkownika FreeYourMind

To dobrze, że przynajmniej posłowie darzą przyjaźnią obywateli tak wielką, że pragną im przychylić nieba. Oto poseł Palikot zlitował się nad ludem podróżującym i wpadł na genialny pomysł, by Wars sprzedawał mocniejszy alkohol.

Idea zachwyciła nie tylko przyjazne Palikotowi media, ale i nawet pracującego w komisji posła PiS, który najwyraźniej nie dostrzegł jeszcze związku między długoletnią biznesową działalnością samego Palikota w branży monopolowej, a "zniesieniem zakazu konsumpcji alkoholu w pociągach". A może nie ma się czym oburzać? Może właśnie o to chodzi, że osoby handlujące alkoholem same wydają sobie zezwolenia w coraz to nowych miejscach publicznych? Któż od nich może orientować się lepiej, gdzie ten alkohol sprzedawać? To tak samo jak dilerzy narkotyków kręcący się pod szkołami, wiedzący, że w dzisiejszych czasach młodzież potrzebuje szczególnej zachęty do nauki.

Teraz już przynajmniej rozumiemy, po co błyskotliwy (i wszechstronny) poseł Palikot (człowiek-orkiestra) w tak poważnej instytucji, jaką jest "Komisja Przyjazne Państwo" został posadzony - otóż po to, żeby sam sobie (i ewentualnie kolegom) wydawać zezwolenia na działalność gospodarczą (tudzież "udrożniać rynek", który po 1989 r. stał się wolny w specyficzny sposób). No i znakomicie - tak można też rozumieć wagę działalności wielu ekspertów w Polsce: z reguły ferują oni bez mrugnięcia okiem opinie (np. ekonomiczne), które - pech chce - faworyzują zwykle jakąś konkretną instytucję, z którą z kolei taki jeden czy drugi ekspert ma jakieś zawodowe powiązania. Ale i w tym nie ma nic złego. Przecież, jeśli ktoś się na czymś zna, to niech się na ten temat fachowo wypowiada, prawda? Na zasadzie pliszki chwalącej ogon, chociażby.

Zachowanie Palikota moglibyśmy zaś podciągnąć pod inną ogólną zasadę, aczkolwiek nazwa "Przyjazne Państwo" nabiera w tym kontekście nowego, ciekawego znaczenia. Tłumaczono nam wprawdzie, że chodzi o przyjazność wobec obywateli - i zapewne w ogólnym względzie o to właśnie chodzi, jednakże, diabeł tkwiący w szczegółach podpowiada, że chodzi tak naprawdę o pewną wyjątkową grupę obywateli, tj. tych, którzy akurat zasiadają w ławach poselskich czy w fotelach senackich jako przedstawiciele partii rządzącej. Przyjazne państwo ma być dla tych właśnie obywateli i na naszych oczach ta zasada się realizuje. No i git!

Czy nie jest to wyraz pięknej politycznej konsekwencji? Owszem, jest. W ten także sposób rozumiemy, co znaczy nazwa rządzącej partii, albowiem hasło "obywatelska" należy tak właśnie rozumieć, ponieważ obywatelami dla tej partii są jej członkowie. Co w takim razie z burakami (ze względów na niegramotność, jak niżej piszący), którzy nie za bardzo skumali tę czaczę i nie spostrzegli, na czym polega rozumienie demokracji przez PO, zaś górnolotne hasło "społeczeństwo obywatelskie" wzięli na serio? Spokojnie, to jeszcze nie koniec świata. Wystarczy złożyć wniosek o członkostwo w PO i już jest się na drodze do przyznania obywatelstwa. Nie gwarantuję, że każdego, kto chciałby być obywatelem, władze lokalne PO by zaakceptowały. Gdyby Gleb Chlebowski np., będąc jeszcze wójtem, usłyszał, że ja się ubiegam o status obywatela, to zapewne, gdyby był władny to zablokowałby moją kandydaturę, powtarzając potem przed kamerami, jakiej kompromitacji uniknęła Polska (jaka szykowała się kompromitacja, kompromitacja, kompromitacja). Nie wiem, nawiasem mówiąc, czy nie należałoby (wzorem Jamajki-Komorowskiego) nazywać Gleba - Kompromitacja-Chlebowski, zważywszy na fakt, jak bardzo to słowo przylgnęło nie tylko do jego licznych medialnych wypowiedzi, ale i jego wciąż pracującej na wysokich obrotach inteligencji.

Ale co tam Gleb czy Jamajka, skoro o poważnych sprawach deliberujemy. Co stoi na przeszkodzie, by ludzie szli do polityki, by realizować swoje własne interesy? Czy nie tak wygladają realia bananowej republiki? Czy nie tak została ona skontruowana, by politykom i biurokracji żyło się lepiej? No i ewentualnie służbom. Skoro taki polityk nie widział przez te wszystkie lata żadnych innych mechanizmów, tylko nepotystyczne, to dlaczego mielibyśmy się dziwić, że takie mechanizmy uznał za normę, za rutynę, za coś w rodzaju ustalonego porządku prawno-społecznego? Problem tylko w tym, że politycy rządzący zupełnie co innego mówili i mówią. Zapewniali nas, że to dwuletni okres kaczyzmu doprowadził do powstania zgniłego państwa policyjnego, z którego ciężkich kajadanów trzeba było się mozolnie uwalniać. Zapowiadali też, że prawdziwa walka z korupcją teraz dopiero (tj. od jesieni 2007 r.) się zacznie, a połączona będzie z akcją wyciągania obywatela spod jarzma biurokracji. Działalność Palikota pokazuje jak należy rozumieć tego rodzaju deklaracje.

Nie ma bowiem korupcji przecież tam, gdzie urzędnik państwowy samemu sobie znosi zakazy i samemu sobie ułatwia życie. Nikt wszak nie powie, że ja mogę samego siebie skorumpować, prawda? Podobnie znika problem biurokracji, jeśli ja sam mogę stanowić pierwsze i ostatnie ogniwo w strukturze administracyjnej państwa.

Rozwiązanie jest więc proste i w swej prostocie genialne. Idealne. Problem jest tylko jeden: należy zapisać się do PO, by być pełnoprawnym obywatelem i by z udogodnień proponowanych przez rządzącą partię móc korzystać. So, what's the problem, folks? 

http://www.tvn24.pl/-1,1569365,0,1,wars-powita-was-wodeczka,wiadomosc.html

Etykietowanie:

1 komentarz

avatar użytkownika Emisariusz IV RP

1. prohibitio w PKP

Nie powinno być ŻADNEGO alkoholu sprzedawanego w pociągach, nawet piwa, najwyżej JEDNO małe piwo czy JEDEN kieliszek wina do posiłku w wagonie WARSU. Co więcej prohibitio powinno obowiązywać parlamentarzystów, słowem niech dmuchają w balonik, jak pijani to WON z sejmu, senatu na kopach straży! W restauracji sejmowej powinni im dawać wodę do picia, najlepiej z kranu bez przegotowania, prosto z WISŁY - smacznego. Dla posłów ujęcie z wody ZZA Warszawy od północy, tam gdzie ścieki, szamba, wszystko idzie PROSTO DO RZEKI bez oczyszczalni, bo jakaś bura suka woli zasilać ITI 500 mln zł na PRYWATNY STADION z samorządowej kasy podatników, ale oczyszczalnie ścieków budują od 1945 roku, już 60 lat. Warszawa przynosi WSTYD całej EUROPIE, żeby tak zaświniać Wisłę, Bałtyk swoimi ODCHODAMI!