Klub Gazety Polskiej w Wiedniu-Wyprawa na Węgry.

avatar użytkownika Errata

Wyprawa na Węgry.

W dniach 25/26 września wybrała się na Węgry siedmioosobowa delegacja
Klubu Gazety Polskiej w Wiedniu
.

Głównym celem członków Klubu było złożenie hołdu pomordowanym w Katyniu  jeńcom wojennym

oraz poległym osobom w wyniku Katastrofy Smoleńskiej

w tym Prezydentowi Rzeczypospolitej śp.Lechowi Kaczyńskiemu i Jego Małżonce.

Zaplanowane spotkania z panami Dr Konradem Sutarskim i Dr Jozsefem Zabraczkim miały
nam pomóc w zapoznaniu się z działalnością społeczności polskiej na Węgrzech. 

 

W pierwszym dniu delegacja złożyła wieniec pod pomnikiem obelikiem w Tatabany’i mieście położonym ok 50 km od Budapesztu. Naszym przewodnikiem był pan dr Jozsef Zabraczki Węgier z urodzenia a  Polak z przekonania.

Doktor Fizyki z talentem do nauki jezyków obcych  przybliżył nam tysiącletnią historię Węgier oraz  niespotykaną
w Świecie historię tysiącletniej przyjaźni polsko-węgierskiej oczywiście w języku polskim.

Opowiadał o węgierskiej  inicjatywie postawienia tradycyjnego obelisku (drzewiec kopijny) poległym pod
Smoleńskiem 10 kwietnia 2010. W taki sposób Węgrzy czcili i nadal czczą bohaterów narodowych poległych za Ojczyznę. W ten tradycyjnie dostojny sposób uczcili po raz pierwszy obcokrajowców. Wiecej, pomnik ten jest
pierwszym w Świecie pomnikiem postawionym dla ofiar Tragedii Smoleńskiej. Czyż to nie dziwne i zastanawiające, iż poległy Prezydent Polski doczekał się upamiętnienia najpierw na przyjaznej węgierskiej ziemi? Dlaczego w Tatabanyi najlepiej wyjaśni to wypowiedź dr Konrada Sutarskiego redaktora naczelnego miesięcznika „Polonia Węgierska” oraz
założyciela i dyrektora Muzeum Polonii Węgierskiej w Budapeszcie. Pan Sutarski jest inżynierem, poetą, jezykoznawcą, dyplomatą, wynalazcą,człowiekiem skromnym lecz niezwykle zasłużonym dla społeczności polskiej na Węgrzech. Laureat prestiżowej nagrody im. Bethlena na Wegrzech(1997) i Nagrody Specjalnej Ministra Kultury w Polsce (2007) Jest On także chodzącą encyklopedią stosunków polsko–węgierskich. Pozwolę sobie zatem zacytować Pana Sutarskiego in extenso aby przybliżyć pobudki powstania obelisku w Tatabanya i oddać atmosferę
uroczystości jego odsłonięcia:

 „Istnieje
w Tatabányi plac Aradskich Męczenników (Aradi Vértanúk), ustanowiony
na cześć przywódców antyhabsburgskiego zrywu węgierskiego lat 1848-49,
bohaterów skazanych na karę śmierci po upadku powstania. Generałów
zamordowanych w węgierskim wówczas mieście Arad przez aparat terroru
cesarza Franciszka Józefa było ich trzynastu. Dlatego na tatabańskim
placu - będącym właściwie śródmiejskim parkiem - znajduje się
trzynaście wyrzeźbionych z drewna słupów pamiątkowych - wykonanych na
wzór starowęgierskich słupów nagrobkowych, zwanych drzewcami kopijnymi
(kopijnikami).

W tym to miejscu, nieopodal, postawiony został - i w niedzielę, 1
sierpnia 2010 r. odsłonięty - podobny, drewniany słup pamiątkowy,
poświęcony polskiej podwójnej tragedii katyńskiej - 1940 i 2010 roku -
pierwszy na Węgrzech, dzieło artysty ludowego z Tata, Ernő Cs. Kissa.
Słup ten - podobnie jak trzynaście wcześniejszych - został wyrzeźbiony
dystyngowanie, z pięknem umiaru. Głowica zakończona jest polską
rogatywką wojskową, a na wysokości serca widnieje polski orzeł
narodowy. U stóp pomnika trzepotały na wietrze, osadzone w ziemi,
polskie i węgierskie chorągiewki.

    

Uroczystość zapoczątkowana została hymnami narodowymi Węgier i Polski, a przemówienia - organizatorów: przewodniczącego Samorządu Mniejszości Polskiej w Tatabányi dr Józsefa Zábráczkiego i przedstawiciela miejscowego Stowarzyszenia Ochronnego dr. Miklósa Petrássyego, a poza tym także dyplomaty węgierskiego - pracownika Ambasady RW w Warszawie radcy Imrego Molnára - koncentrowały się na problematyce II wojny światowej, katyńskiej zagłady oraz wielowiekowej przyjaźni polsko-węgierskiej.

Poświęcenia odsłoniętego pomnika dokonał tytularny kanonik miasta ks. László Nagy. Towarzyszyła świętu muzyka Chopina, Schuberta i Bacha, recytowane były wiersze katyńskie.

Licznie zgromadziła się ludność miasta, obecni byli przedstawiciele Polonii, obecne było także przedstawicielstwo Wojewódzkiego Garnizonu Wojska Węgierskiego i poczet sztandarowy historycznego polonijnego Legionu im. gen. Józefa Wysockiego.”

Pan Sutarski w swej wypowiedzi nie dodał przez delikatność i zapewne po to aby nie zadrażniać międzypaństwowych stosunków polsko–węgierskich, że na uroczystości odsłonięcia nie było żadnego przedstawiciela władz polskich,  nikogo nawet z oddalonej tylko o 50 km ambasady polskiej.

Nastęnie zwiedziliśmy wzgórze gdzie wzniesiony został 100 lat temu pomnik zokazji Tysiąclecia Pańswa Węgierskiego gdzie Pan dr Zabraczki snuł opowieść o historycznych zdarzeniach świadczących o tysiącletniej przyjaźni polsko-węgierskiej. Wnuk Bolesława Chrobrego Władysław zmarły w opinii świętości jest uważany do dziś za najlepszego króla Węgier. Także nasz król, pochodzący z węgierskiego Siedmiogrodu, Stefan Batory uchodzi za jednego z najdzielniejszych królów Polski i gdyby Go śmierć zbyt wcześnie nie zabrała to prawdopodobnie nie mielibyśmy dziś my a także Węgrzy tylu problemów z imperializmem rosyjskim. Byliśmy także
pod pomnikiem hrabiego Esterhazy przedstawiciela węgierskiej rodziny zawsze przyjaznej Polsce, który jako pierwszy w czasie ciemnej nocy stalinizmu zaczął pisać o Katyniu i za to uwięziony zmarł zamęczony w lochach sowieckich na Słowacji. Pan Zabraczki, który jest przedstawiciem mniejszości polskiej we władzach regionalnych, opowiadał nam o prawach Polaków na Węgrzech, prawach politycznych mniejszości narodowej, których o wiele liczniejsi Polacy np w Austrii nie mogą się doczekać. Stwierdził, że tamtejsi Polacy są lojalnymi obywatelami państwa węgierskiego równocześnie kultywujący bez przeszkód tradycje i język kraju swoich przodków. Co więcej cieszą się opinią ludzi
pracowitych i kulturalnych mogących być wzorem dla innych nacji.

Podkreślam, mówił to kochający swój kraj Węgier z urodzenia, a Polak z wyboru!

 

 

Pod wieczór dotarliśmy do Budapesztu, gdzie przenocowaliśmy w Domu Polskim prowadzonym przez Stowarzyszenie Polskich Katolików na Węgrzech pw.św.Wojciecha.

Prezesem Stowarzyszenia jest pani Mgr Elżbieta Molnarne-Cieślewicz. Warunki w Domu Polskim były wręcz idelane za co dziekujemy wszystkim paniom zwłaszcza Pani Prezes i Pani Teresie. Dom Polski to pieknie odnowiony kompleks budynków z salą konferencyjną, zapleczem kuchennym oraz z przestronną częścią hotelową. Zabudowania należały przed Wojną do społeczności polskiej potem odebrane przez władze komunistyczne przechodziły różnorakie koleje. Pod koniec ubiegłego wieku były już tylko  rozwalającą się ruiną – domem starców. Oddany społeczności polskiej przez Niepodłegłe Państwo Węgierskie staraniem tamtejszych Polaków oraz dzięki pomocy władz węgierskich, Stowarzyszenie „Współnota Polska” oraz Senatu Rzeczpospolitej wyremontowany  kwitnie,  promieniuje kulturą polską i rozwija się.

Drugi dzień naszej wizyty rozpoczął się od zwiedzenia Muzeum Polonii Węgierskiej mieszczącego się w dzielnicy Kőbánya, przy ul. Állomás 10, tuż obok siedziby Ogólnokrajowego Samorządu Mniejszości Polskiej na Węgrzech (będącego strukturalnie ewenementem na skalę światową, podobnie jak cały węgierski system samorządności mniejszościowej), niedaleko Polskiego Kościoła Parafialnego oraz Domu Polskiego

Pan Dr Konrad Sutarski, który jest równocześnie założycielem jak i dyrektorem muzeum umożliwił nam w ten niedzielny deszczowy poranek zapoznanie się ze zbiorami obiektu. Interesująca popularnonaukowa prelekcja wzbogacona o eksponaty uzmysłowiła nam jak bliskie są sobie dwa wydawałoby się tak odrębne Narody. Kraje o skrajnie różnych językach i kulturze żyja niejako w  symbiozie. Czesto splatające się na przestrzeni setek lat dzieje obu Narodów zbliżyły duchowo do siebie Polaków i Węgrów.  Stwierdziliśmy, iż nasze powiedzenie : Polak Wegier dwa Bratanki i do szabli i do szklanki nie jest figlarną grą słów rymowanki ale ukazują do jakiego stopnia staliśmy się sobie bliscy. Tak bliscy jak  bracia. Dowiedzieliśmy się dużo o tysiącletniej historii stosunków polsko węgierskich.Tych dawnych i tych całkiem współczesnych. Nasz przewodnik przybliżył nam nieznaną historię pomocy uchodźcom polskim podczas II Wojny Światowej. Węgry przymuszone do przystąpienia do koalicji hitlerowskiej odmówiły udziału w napaści na Polskę. Władze ówczesnych Węgier uargumentowały to tym, że „takiego rozkazu Naród Węgierski nie zaakceptuje ani wojsko węgierskie  nie wykona”. Oby to dziś rządzący państwami byli zdolni to takiej prostej odważnej odpowiedzi mocarzom tego Świata! Więcej,  przez całą wojnę działały na terenie Węgier szkoły polskie, działała jawna, półjawna i tajna pomoc walczącej Polsce a także pomoc niesiona uchodźcom w tym także Żydom z Polski. Odwiedzenie tego tak polskiego zakątka Budapesztu powinno znajdować się w programie każdej polskiej wycieczki. W tak empiryczny sposób o wiele przyjemniej poznawać jest historię i o wiele łatwiej utrzymać zdobytą wiedzę w pamięci.

Po wizycie w muzeum byliśmy na Mszy św w kościele pw.św. Wojciecha. Wzruszające kazanie wygłosił proboszcz parafii polskiej ks Leszek Kryża. Parafia personalna polska istnieje od 1990 roku.

We Mszy uczestniczyły chyba ze 4 pokolenia Polaków węgierskich.

Skupione twarze ludzi starszych ,w sile wieku, młodzieży, a także dzeci niektóre mówiące po węgiersku ale modlące się po polsku!

Po Mszy Św. w Domu Polskim odbyło się spotkanie z malarką i autorką wystawy malarskiej panią Noemi Tavaszy. Wystawiono  zbiór kilkudziesięciu obrazów przedstawiających architekturę sakralną na Węgrzech. Pani Noemi opowiadała o swej trudnej drodze życiowej malarki, patriotki i przyjaciółki Polski i Polaków. Mąż pani Tavaszy był uczestnikiem Powstania na Węgrzech w 1956 r , był osoba którą inwigilowała węgierska „ubecja” więc potem  był więziony i prześladowany. Pani Noemi jako jego żona nie mogła się doczekać uznania i jakiejkolwiek pomocy ze strony komunistycznych władz. Wszystkie jej wystawy odbyły się poza granicami komunistycznych Węgier również w Polsce. Dopiero po odsunięciu komunistów od władzy pani Tavaszy zyskała uznanie w swoim kraju. W latach 1968-1978 wykonała 25 rysunków, 70 grafik oraz 19 matryc graficznych stanowiących ilustracje do dzieł: Jana Kochanowskiego, Adama Mickiewicza, Władysława Reymonta, Henryka Sienkiewicza, Marii Dąbrowskiej, Stanisława Lema, Sławomira Mrożka, Tadeusza Konwickiego, oraz widoki polskich miejscowości.  Artystka wszystkie te prace przekazała, za pośrednictwem Ambasady RP w Budapeszcie, w darze dla Polskiej Biblioteki Narodowej. W swych wspomnieniach pani Tavaszy opowiadała o wielu przyjaciołach mieszkających w Polsce , o Polakach poznanych podczas II Wojny Światowej gdyż jako młoda dziewczyna  przyjaźniła się z uchodźcami przebywającymi na Węgrzech.

 

Na koniec naszego pobytu mimo deszczowej pogody niestrudzony Pan dr Sutarski zabrał nas na wycieczkę po Budapeszcie.Zobaczyliśmy pomnik gen Józefa  Bema   

 

Bohatera Polski i Węgier dowódcy Powstania Węgierskiego w czasie Wiosny Ludów.To pod tym pomnikiem odbył się pamiętny wiec poparcia dla Polski w 1956 roku, który potem przerodził się w powstanie zbrojne przeciw komunistom i sowieckiej okupacji. Widniejący na cokole pomnika nadany Bemowi przez jego węgierskich żołnierzy przydomek „Apó” znaczy tyle samo co „Dziadek” nadany przez polskich żołnierzy Piłsudskiemu. Świadczy on o nadzwyczajnym przywiązaniu żołnierza do swego dowódcy a także o szacunku jakim Węgrzy darzyli generała. Odwiedzaliśmy też inne miejsca świadczące o bliskości obu narodów.

Wspomnę na zakończenie o grocie pod Wzgórzem Gelerta, gdzie mieści się kaplica, w której modlili się Polacy o szczęśliwy powrót do Ojczyzny z tułaczki wojennej. W kaplicy znajduje się obraz Czarnej Madonny umieszczony na piersi Orła Polskiego. W okresie komunistycznym kaplica była zamknięta obecnie tętni życiem i jest często odwiedzana przez turystów z Polski. W momencie gdy przekroczyliśmy progi świątyni  grupa rodaków z Polski zaintonowała po zakończonej Mszy Św. pieśń „Jest zakątek na tej ziemi gdzie powracać każdy chce….”  Tak powrót do Ojczyzny jest marzeniem niejednego Polaka ale  muszę przyznać, że podczas tej dwudniowej podróży do Wegierskiej  drugiej Ojczyzny moich rodaków, poczułem się jak w Polsce i mam nadzieję że nie tylko ja. Jeden z redaktorów miesięcznika „ Polonia Węgierska”  pan Reiner Peter zatytułował swój artykuł o pogrzebie Pary Prezydenckiej na Wawelu : „ Uczmy się od Polaków, jak być Wegrami!” . Po tej podróży w polonijne środowisko budapesztańskie  ośmielę się powiedzieć : Uczmy się od Polaków na Węgrzech jak być Polskimi Patriotami!

 

Z powodu nasilających sie opadów skończyliśmy zwiedzanie wczesnym niedzielnym popołudniem i po obfitym obiedzie na gościnnej Węgierskiej Ziemi pełni wrażeń wróciliśmy do Wiednia.

Na zakończenie pragnę podziękować wszystkim, dzięki którym nasz wyjazd okazał się tak wspaniałym przeżyciem. Dziękuję!

Tadeusz Jaskulski

3 komentarze

avatar użytkownika Errata

1. Maryla!

Teraz poprawiłem wpis i mam nadzieje,ze zdjęcia nie znikną? :))

Errata

avatar użytkownika Maryla

2. Errata - bardzo dobrze !

NIE ZNIKNĄ.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Tamka

3. Ja juz chyba dzieki Maryli

Ja juz chyba dzieki Maryli czytalam relacje, bo pamietam, ze wpisalam komentarz, ale dzis widze zdjecia :). Po kronikarsq, pieknie. Dziekuje :). T.

@Maryla
A propos Wegier, to w Budapeszcie w przyszlym roq ma stanac tam pomnik. Mam artyql przed soba, w wolnym czasie przepisze w stosownym watq.

"Martwe dźwigi portowe nigdy nie będą Statuą Wolności".J.Ś.

LUBLIN moje miasto.