Na początku maja 2010 roku postanowiłem odwiedzić moich dawnych przyjaciół, niegdyś współpracowników powstającego Związku Polaków w Białorusi. Tym razem bardzo zapragnąłem się spotkać z tymi starszymi, którzy są już dzisiaj na emeryturze, jednak, jak się okazało, jeszcze czynnymi Polakami i aktywnymi społecznie. Poprosiłem dawnego mojego przyjaciela i współpracownika, dzisiaj prezesa oddziału obwodowego ZPB w Mińsku p. Mieczysława Łysego /którego niedawno władze polskie ogłosiły niebezpiecznym dla państwa polskiego i nie wpuściły do Polski/, aby umożliwił mi spotkanie z p.Jadwigą Kolendą. Ponieważ tak p.Mieczysław, jak i p.Jadwiga mieszkają w Rubieżewiczach, co więcej po sąsiedzku,nie było z tym żadnego problemu.

Będąc w Rubieżewiczach odwiedziliśmy stary ponad 100-letni Kościół p.w. Św.Józefa,do którego w latach 80-ch ub.stulecia często przyjeżdżałem, aby się spotkać z Polakami i zapoczątkować działalność na rzecz odrodzenia i rozwoju kultury polskiej. Jest w znakomitym stanie,jak i dziedziniec. 

Tuż przed wejściem do bramy na 100-lecie założenia kamienia węgielnego pod wspomniany Kościół,które odbyło się kilka lat temu, Polacy i Białorusini - mieszkańcy Rubieżewicz i obok położonych kilkunastu miasteczek i wsi, ułożyli z olbrzymich głazów pomnik. Każdy kamień został dobrany przez mieszkańców określonej miejscowości i przywieziony osobiście,tak,jak w tych dawnych czasach ich przodkowie kamień po kamieniu przywozili na budowę wspomnianego Kościoła /dodam, że świątynia ta jest ułożona z dużych dobranych i ociosanychgłazów i stanowi w tym sensie unikat/. Głazy zostały ułożone na dziedzińcu przed bramą Kościoła tworząc jedną całość. Na każdym z nich wyryta została nazwa tej miejscowości, z której dany głaz pochodzi - jest to wotum wdzięczności Bogu i przodkom za dar solidarności w budowaniu tej świątyni. Od kamienia do kamienia została wysypana i oznaczona mniejszymi kamykami dróżka,aby chętni mogli się przemieszczać z modlitwą dziękczynną w myślach. Byłem pod wrażeniem pomysłu: jak myśli człowieka - proste, a zarazem głębokie - mogą znaleźć tak trwałe ucieleśnienie.
 
Po kilkunastu latach mojej nieobecności w tym miasteczku zauważyłem, iż nie wzierając na zmniejszenie się ludności - piękna i uroku w nim przybywa /nie wspomnę o przyrodzie/. Dostrzegłem, iż władze białoruskie nie czynią żadnych trudności dla urzeczywistnienia takich wspaniałych inicjatyw, więcej - udzielają wsparcia poprzez obok znajdujące się przedsiębiorstwa.
 
Przy spotkaniu z moją ukochaną panią prezes Jadwigą Kolendą zadałem pytanie: Czy ktoś tu Was prześladuje lub w czymś przeszkadza? Czy Polacy są tu zastraszani? Na co pani Jadwiga się roześmiała i powiedziała: NIKT NAS TU NIE PRZEŚLADUJE
.



WD, Częstochowa 02.06.2010r.

List od Przyjaciela - źródło