Badacze katastrofy pochylili się nad czynnikami propagandowymi.

Morozow
z komisji MAK powiedział: Załoga Polskich Sił Powietrznych nie miała
właściwego treningu, oraz jasnej instrukcji jak 4 osobowy zespół ma
współpracować. Załoga nie przechodziła regularnego treningu na
symulatorach uczących wspólnego działania w sytuacjach wyjątkowych.
Załoga została sformowana kilka dni przed lotem. Skąd rosyjska komisja
ma takie informacje? Jeśli te informacje zostały dostarczone przez
POlaków,
to mamy kolejny
dowód na naruszenie interesów państwa polskiego przez rządzącą klasę
polityczną. Porównując zachowywanie się Edmunda Klicha przed włączeniem
go jako asystenta do MAK, z jego obecną pozycją w śledztwie, widać, że
już nie pracuje dla nas. Zanim Morozow powiedział to, co wyżej
wymienione, Klich, sam od siebie rozwijał temat złego szkolenia
polskich pilotów. Po prostu nikczemność wielowymiarowa, kalanie
własnego gniazda, zdrada tajemnicy wojskowej dot. szkolenia pilotów,
zdrada swojego kraju w sensie moralnym i chyba liczenie na nagrodę od
rządzących. Działaniem o celu podobnym jak ten opisany wyżej, czyli
mówiąc kolokwialnie dawaniem d..y Rosjanom, jest wysłanie do Moskwy
polskich psychologów, którzy z nasłuchu głosów mają zawyrokować o
stanie emocjonalnym załogi. Jeśli nawigator powiedział np. ooo.. k…a!
To znaczy, że są winni, bo nerwowi. Miarodajność takiego
pseudonaukowego narzędzia badawczego jest nikła. To jest pomysł
wyłącznie propagandowy, dla celu założonego już 10 kwietnia 2010 –
zabili beznadziejni piloci. Do listy kretów propagandowych mających
drążyć świadomość publiczności, należy zaliczyć także „piaty głos w
kokpicie”. Wiemy, ale nie powiemy, bo żal nam rodziny. Jeśli ta
komisja, ma w imieniu Rosji czyste sumienie, a do katastrofy nie
przyczynił się nikt z tego państwa, to powinni dać posłuchać jakiemuś
ważnemu polskiemu gremium, pełnego oryginalnego nagrania dźwięków z
rejestratora CVR. Ale, skoro oni czują się upoważnieni, do robienia
propagandy o winie pilotów, wykorzystując do tego absurdalne
uwarunkowania „ludzkie”, którymi w żaden sposób nie da się uzasadnić
przyczyny katastrofy, to każdy z nas ma prawo upoważnić się do
podejrzenia – był zamach.

Autopilot a fałszywe naprowadzanie wg radiolatarni NDB.

Podano,
że podchodzenie do lądowania w ostatniej fazie lotu, już na krótko
przed 2NDB odbywało się przy włączonych następujących funkcjach
autopilota: nastawiona (wprowadzona) korekta przechyłów bocznych,
nastawiona (wprowadzona) korekta nachylenia wzdłużnego, nastawiona
(wprowadzona) korekta siły ciągu turbin. Używam tutaj terminologii
zmodyfikowanej dla lepszego zrozumienia przez każdego. Słowo
„wprowadzona” oznacza, że do komputera autopilota zostały wprowadzone
pewne wartości parametrów, dla ułatwienia sterowania samolotem. Co jest
tutaj najważniejsze a czego nie rozumie większość dyskutantów, z
którymi miałem przyjemność rozmawiać? TAKIE NASTAWY AUTOPILOTA NIE
WYŁĄCZAJĄ RECZNEGO STEROWANIA SAMOLOTEM. Mówiąc jaśniej, wszystko, co
dotychczas opisywałem w kwestii naprowadzania Tu154 na fałszywy pas
startowy, jest dalej aktualne. Takimi nastawami została tylko
ograniczona przestrzeń, w której można odchodzić od osi pasa oraz od
wyznaczonej ścieżki zniżania. Takie nastawy zabezpieczają także przed
niebezpieczną zmianą kąta natarcia w ten sposób, że siła ciągu
automatycznie koryguje utratę prędkości np. na skutek skrętu lub
zwiększenia kąta natarcia. Przypomnę, że przy lądowaniu wg dwóch NDB w
warunkach niewidoczności pasa, rzeczą najistotniejszą jest trzymanie
kursu w osi pasa wg radiokompasu. Samolot „myszkuje” na boki a pilot
poprawia to skręcając. Każdy skręt oznacza przechylenie i zmniejszenie
prędkości, zbyt ostry skręt potęguje te zjawiska. Podobnie ze zniżaniem
lub wznoszeniem, można ostrzej lub łagodniej. Nastawy autopilota miały
za zadanie złagodzenie - upłynnienie manewrów, dla trzymania
trajektorii podchodzenia. Jedyną niedokładnością było to, że na 1100 m
przed pasem (wirtualnym), byli o 30 m za wysoko (100 m, zamiast 70 m).
Jednak zakres nastaw autopilota pozwolił na zwiększenie kąta zniżania,
co wykonali. Reasumując, jeśli informacje o nastawach autopilota są
prawdziwe, to w tym zakresie nie było błędu sterowania samolotem.


http://rexturbo.salon24.pl/184640,mak-manipulowanie-aspektami-katastrofy