Pan Andrzej. Kłamca, mitoman czy konformista - rzecz o towarzyszu Andrzeju Wajdzie

avatar użytkownika Maryla

"Pan Andrzej" to dość zaskakująca pozycja na naszym rynku wydawniczym. Po serii książek omawiających twórczość Andrzeja Wajdy, po zbiorach jego wypowiedzi i wywiadów, po "Autobiografii" pozycja ta próbuje zweryfikować mit Wielkiego Twórcy.

Autor posługując się fragmentami wypowiedzi reżysera, jego notatkami oraz publikacjami prasowymi stara się udowodnić iż wielkość Andrzeja Wajdy budowana była przez dawnych władców PRL dla doraźnych potrzeb propagandowych.

Co więcej, z cytowanych dokumentów wynika że sam reżyser zgodził się na taką grę i świadomie w niej uczestniczył.

Co gorsza zaangażował do tej gry swój talent realizując tylko takie filmy jakich oczekiwali od niego władcy PRL. Kim więc był i jest Andrzej Wajda - wzorem, autorytetem, artystą czy też ofiarą polityki a może wiecznym konformistą ?

Autor książki niestety nie pozostawia nam złudzeń.

Na pewno największym atutem książki są cytowane dokumenty. Niektóre z nich budzą swoistą grozę, inne odsłaniając mechanizmy rządów w PRL kompromitują nie tylko polityków ale tzw. elity artystyczne. Wszystko to prowokuje do ponowienia pytania - czy brak rozliczenia z przeszłością nadal nie jest główną przeszkodą w normalnym i zdrowym funkcjonowaniu państwa polskiego.

 

Pan Andrzej. Kłamca, mitoman czy konformista - rzecz o towarzysz

 

 

Autor:
Piotr Włodarski

Na pewno największym atutem książki są cytowane dokumenty. Niektóre z nich budzą swoistą grozę, inne odsłaniając mechanizmy rządów w PRL kompromitują nie tylko polityków ale tzw. elity artystyczne. Wszystko to prowokuje do ponowienia pytania - czy brak rozliczenia z przeszłością nadal nie jest główną przeszkodą w normalnym i zdrowym funkcjonowaniu państwa polskiego.

Wajda kłamie!

Ojciec Andrzeja Wajdy nie zginął w Katyniu

(...) Tak było – i jest – nawet z książką Detektyw tak medialnego przecież detektywa Krzysztofa Rutkowskiego.

Jeszcze gorszy los spotkał książkę Piotra Włodarskiego: Pan Andrzej. Kłamca, mitoman czy konformista. O istnieniu tej książki nie wie nikt poza osobami, które Autor wyróżnił, wysyłając im egzemplarz.

Już sama forma książki jest rewelacyjna. Składa się ona z samych oświadczeń, wypowiedzi o sobie reżysera Wajdy, z
zachwytów pochwalnych recenzji i jego dokumentów osobowych pisanych przez bohatera książki, a odnalezionych przez Włodarskiego. Z chwalb i pochwał powstała książka niszcząca.

Przemilczenie tej zaskakująco ciekawej książki nie jest niczym nieodwołalnym. Pomijanie jej dziś, przez „badaczy
twórczości”, recenzentów – zarówno filmowych, poświęcających swe życie Wajdzie, jak i informujących o książkach – nie będzie trwało zawsze, gdyż książka ta jest nie tylko bezcennym źródłem dla badania warunków, w jakich powstawała „socjalistyczna kultura” Polski, losów jej twórców, jak i ze względu na walory formalne. Najlepiej byłoby ją całą przedrukować w odcinkach.

Wobec wielu faktów wydobytych na jaw przez Włodarskiego drobiazgiem jest to, że bezpartyjny i odżegnujący się nawet od podejrzenia go o samą myśl wstąpienia do PPR-PZPR, okazuje się jednak byłym członkiem PZPR, co o tyle dziwniejsze, że pozwolono mu cichaczem z tej partii zniknąć i nie tylko nie prześladowano go za to, ale otrzymał nieograniczone wsparcie.

Kulminacją Pana Andrzeja... jest strona 143, na której Włodarski dochodzi do rodowodu Andrzeja W w. wersji podanej
przez reżysera.

W czym tkwi problem?

Jak zwykle w faktach – pisze Włodarski.

Ojciec Pana Andrzeja nie zginął w Katyniu, o czym Pan Andrzej dobrze wiedział.

Ojciec Pana Andrzeja zginął podczas wojny – to fakt. Osoba, do której Pan Andrzej się przyznaje, a która zginęła w Katyniu, nawet nie należała do rodziny Pana Andrzeja, o czym Pan Andrzej dobrze wiedział.

Po co więc głosić nieprawdę? Żeby czuć się lepszym? Bardziej doświadczonym przez los?

Po co szargał dla swej pychy kolejną świętość Polaków?

Faktem zamykającym wszystkie niedomówienia co do osoby zamordowanej w Katyniu była publikacja życiorysów ofiar w Wojskowym Przeglądzie Historycznym (lista ta była drukowana w latach 1989-1994). Według historyków, wspomniany już w 1943 r. zamordowany „kapitan Karol Wajda” to rzeczywiście „Karol Konrad Erazm Wajda, kapitan, syn Stanisława i Marii z Königów”.

Nie miał on nigdy nic wspólnego z Jakubem Wajda, synem Kazimierza (czyli ojcem Pana Andrzeja).

Sprawa tak niezwykle ważna dla większości ludzi na świecie, jak to, od kogo się wywodzą, ich rodowód, przodkowie,
nieraz odlegli, o których pamięć pielęgnowana jest nie tylko przez szlachtę, ale przez mieszczaństwo, a także chłopów – przez reżysera została podeptana, czym poniżył nie tylko siebie, ale i pamięć swojego rzeczywistego rodzica, w tyle lat po jego zgonie, wybierając sobie innego ojca dla autoreklamy.


Jest to jeszcze jedna forma obrzydliwego fałszu i oszustwa, ...ojciec zginął w Katyniu - Polacy uwierzą, przez to będzie wiarygodny...

ale nie jest Andrzej Wajda wiarygodny, ... jest obrzydliwym i bezczelnym kłamcą i oszustem, kłamie jak wszyscy jego khazarscy pobratymcy plemienni, kłamie tak jak zwykle we wszystkich swoich filmach, i w nowym filmie "Katyń" też.    redakcja polonica.net

http://de.groups.yahoo.com/group/exclusiv/message/60

 

(...) może powoli Pan, że zajmiemy się przez chwilę bulwersującą wielce Starą Polonię kolejną hucpą filmową, do której podobno przymierza się stalinowski filmemacher Andrzej Wajda, który w czasach komunistycznej pogardy zarabiał na luksusowe życie kręceniem bata tzw. kultury filmowej, czyli polakożerczych filmów - takich jak np. "Lotna" wg. scenariusza politruka Zukrowskiego, w której to wyśmiewali się obaj, wspólnie z aktorami, z bohaterstwa Polaków szarżujących rzekomo z szablami na niemieckie czołgi w 1939 roku.

Pan jest młodym człowiekiem i może nie wiedzieć o tym, że Wajda powtarzał ujęcia filmowe hitlerowskiej propagandy. Polscy ułani mieli normalnie poukładane w głowach, natomiasta podli ludzie z branży filowej mieli i mają we łbach bałagan, wykorzystują np. seksualnie dzieci w Stanach Zjednoczonych, a w Polsce angażują się w obronie pedałów i postmodernizmu, żeby uchodzić za tzw. autorytety.

Tak oto niedawno dowiedzieliśmy się , że Andrzej Wajda ośmielił się zainteresować jako filmemacher tematem Katyń!

A tylko po to zainteresować tematem zagłady narodu polskiego, żeby odrzucić scenariusz napisany ręką NAJWYBITNIEJSZEGO POLSKIEGO PISARZA WSPóŁCZESNEGO, Włodzimierza Odojewskiego.

Czasami jest tak, Szanowny Panie Pośle, że nie mamy już siły do ignorantów, czy to w polityce, czy w dziedzinie kultury.

Szukamy wtedy siły wyższej, odwołujemy się do Boga. Piszemy do przyjaciół, u których pragniemy znaleźć zrozumienie, radę i pomoc. Bo nie jesteśmy w stanie objąć ludzkim rozumem potęgi zła.

Piszę do Pana, bo zwrócił się do mnie niedawno z prośbą o wyrażenie opinii o Pańskim środowisku politycznym Pan Profesor Jan Szarliński, przewodniczący Stowarzyszenia Nasza Przyszłość Polska.

Stowarzyszenie NPP wystąpiło 20.9.2005 z pismem do środowisk prawicowych, w tym i do Pana środowiska LPR, i nic niestety nie wiadomo, żeby ktoś zechciał poczuć się do politycznego i moralnego obowiązku, jakim jest okazanie szacunku do Najmądrzejszych Ludzi, jakich mamy w narodzie polskim.

Można kręcić filmy o tym, jak żydowskie NKWD ze Smoleńska wycięło w katyńskim lesie KWIAT INTELIGENCJI POLSKIEJ.

Ale nie wolno powtarzać tej ZBRODNI dokonanej NA NARODZIE POLSKIM.

Nie ma takich polityków polskich - ani w Kraju, ani na emigracji, którzy mogliby pozwolić sobie na odtrącanie mądrych Polaków.

Polski nie stać na ograniczanie życia publicznego do ograniczonych osób.

Pan Bóg daje nam siłę i radę. Naszym obowiązkiem jest wykonanie zadania.

Zadaniem naszego czasu jest Polska, natomiast Stowarzyszenie Filmowców Polskich wypowiada się ciągle jeszcze w swoich biuletynach językiem socrealizmu magicznego , dlatego zastosowana dywersyfikacja form w niniejszej wypowiedzi wydawała się konieczna, co wyjaśniam też pozostając

Z wyrazami szacunku.

Stefan Kosiewski
Frankfurt nad Menem, 28.11.2005
Do Posła Bogusława Kowalskiego, list otwarty 2005-11-28

http://de.groups.yahoo.com/group/kulturzentrum/message/658

Odojewski o Katyniu - "Milczący, niepokonani"
Kolejne wydanie książki Włodzimierza Odojewskiego "Katyń. Milczący, niepokonani" trafi do polskich księgarń jeszcze w tym tygodniu. Pierwotnie to właśnie opowieść Odojewskiego miała się stać podstawą filmu Wajdy o Katyniu.
Temat zbrodni katyńskiej przewijał się w twórczości Odojewskiego od lat. W napisanym w 1981 roku opowiadaniu "Ku Dunzynańskiemu Wzgórzu idzie las" pisarz użył szekspirowskiej metafory aby ożywić las katyński i kazać mu kroczyć na Zachód rozgłaszając prawdę o zbrodni. Temat Katynia powrócił w "Zasypie wszystko, zawieje".
"Milczący, niepokonani" nie są opowieścią o samym mordzie polskich jeńców, ale o kłamstwie z tym mordem związanym. Główny wątek powieści nawiązuje do autentycznych wydarzeń - na przełomie 1945-1946 roku w Polsce zainscenizowano tzw. proces katyński, którego celem miało być jednoznaczne udowodnienie winy Niemców i oczyszczenie ZSRR z odpowiedzialności.REKLAMA Czytaj dalej 
Główny bohater to lewicujący w młodości polski prokurator Martini, jeniec z obozu w Murnau, który prowadzi w Polsce w sprawie Katynia śledztwo z ramienia władz. Prawnik jest tez osobiście zaangażowany w śledztwo - w Katyniu zginął jego brat Andrzej. Martini chce ukarać zbrodniarzy ale od początku do końca śledztwa staje się elementem radzieckiej manipulacji.
Prawdziwy prokurator Roman Martini w 1946 r. został zamordowany, rzekomo z powodów nie mających nic wspólnego z prowadzonymi przesłuchaniami. Zagadka jego śmierci jest nadal nie rozwiązana. Niewątpliwie służby radzieckie mogły uznać, że Martini wiedział za dużo.
Książka "Milczący, niepokonani" pierwotnie miała się stać podstawą scenariusza filmu Andrzej Wajdy o Katyniu. Pisarz i reżyser mieli jednak różne koncepcje filmu - Wajda chciał skoncentrować się na temacie zbrodni, Odojewskiego bardziej interesowało opisanie powojennych prób zafałszowania prawdy. Ostatecznie Wajda zrobił film wg secenariusza Andrzeja Mularczyka. Książkę "Katyń. Milczący, niepokonani" opublikuje wydawnictwo Twój Styl.
 
http://kulturalny.blox.pl/2007/09/Kim-jest-Andrzej-Wajda-Ojciec-Andrzeja-Wajdy-nie.html

Wydawnictwo:
Włodarski , 2001
ISBN:
83-915204-0-4
Liczba stron:
160
Wymiary:
160 x 230 mm
Sprawdź inne tytuły:
Piotr Włodarski

http://merlin.pl/Pan-Andrzej-Klamca-mitoman-czy-konformista-rzecz-o-towa...

 

Pan ANDRZEJ - Piotr Włodarski
Fragment - Pan ANDRZEJ
Rozpocznij dyskusję na forum - Pan ANDRZEJ

Pan ANDRZEJ

Piotr Włodarski

Przeczytaj informacje o autorze.

Wydawnictwo: Piotr Włodarski
Oprawa: miękka
Wprowadzono: 12-04-07
ISBN: 83-915204-0-4
Stron: 157
Wymiary: 165x230

Nasza cena: 16.83 PLN

Rabat: 9%

Cena rynkowa: 18.49 PLN

Wysyłamy w: 3-5 dni + czas dostawy

http://www.gandalf.com.pl/b/pan-andrzej/

Etykietowanie:

33 komentarzy

avatar użytkownika Maryla

1. NA WSPÓLNEJ Z SB

Maciej Marosz "Gazeta Polska", 05-09-2009 08:58

POWRÓT

33d216c6972236a220ba8d65c40cca2b
fot. GP

Jest
takie miejsce, gdzie spotkać się mogą były funkcjonariusz SB, który w
III RP odkrył w sobie talent reżysera, i elektronik, który według
bezpieki był jej „oddanym i zaradnym” konfidentem. To TVN.

Film
„Francuski numer”, seriale „Brzydula” czy „Na Wspólnej” to tytuły
produkcji TVN, które kojarzone są z reżyserem i scenarzystą Robertem
Wichrowskim. Jest on absolwentem kursu mistrzowskiego reżyserii
filmowej Andrzeja Wajdy w Krakowie i Realizacji Telewizyjnej na
łódzkiej filmówce.

A wspomniany elektronik to Andrzej Rybicki,
członek rady nadzorczej TVN, założyciel holdingu ADB Group, prezes
międzynarodowego koncernu ADB Global – światowego potentata w branży
telewizji cyfrowej z siedzibą w Genewie, oddziałem na Tajwanie i
przedstawicielstwami w wielu krajach świata. Dzięki aktom IPN można
prześledzić, jaką drogę przebyli obaj do punktu, w którym się spotkali.

Jeszcze nie reżyser

Jak
wynika z akt zawartych w zbiorach Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko
Narodowi Polskiemu bydgoskiej delegatury IPN, Robert Wichrowski w
latach 1988–1989 pracował na etacie w SB jako wywiadowca wydziału „B”.
Funkcjonariusze tego pionu zajmowali się prowadzeniem tajnej obserwacji
osób inwigilowanych oraz związanych z nią tajnych przeszukań
pomieszczeń zajmowanych przez te osoby
– mówi „Gazecie Polskiej” dr Marek Szymaniak z BEP delegatury IPN w Bydgoszczy.

W
aktach osobowych funkcjonariusza znajduje się opinia, jaką otrzymał po
ukończeniu służby wojskowej telefonista Wichrowski. W ocenie
przełożonych kapral „prezentował właściwą postawę ideowo-polityczną”.
Był aktywnym członkiem ZSMP. Podczas pełnienia służby angażował się w
prace na rzecz pododdziału i jednostki. Był wielokrotnie wyróżniany,
m.in. Brązową Odznaką Wzorowego Żołnierza, dyplomem członka Drużyny
Służby Socjalistycznej. „Ceniony i szanowany przez przełożonych” – zapisano w opinii.

Podczas
służby wojskowej za uzyskanie bardzo dobrych wyników w szkoleniu
mianowany do stopnia kaprala. Wobec przełożonych – lojalny. Ambitny i
konsekwentnie dążący do celu, dobrze opanował język wojskowy.
„Oczytany, wykazujący duże zainteresowanie krajową i międzynarodową
problematyką społeczno-polityczną, w szczególności zaś pracą służb
specjalnych”.

Nie tylko hobby

Po
przeniesieniu do rezerwy znajduje zatrudnienie w Bydgoskiej Fabryce
Kabli „Kabel” jako referent. W czerwcu 1988 r. zgłasza się do pracy w
SB. Po rozmowie przeprowadzonej z kandydatem mjr Piotr Osiak złożył
wniosek o zatrudnieniu ochotnika do służby na stanowisku wywiadowcy
wydziału „B” WUSW. Uzasadnienie przyjęcia do SB uwzględniało dobre
referencje. Jak wynika z raportu kierownika Sekcji Wydziału „B” kpt.
Metodego Jakubiaka, bardzo pozytywna opinia o kandydacie dotarła z
wojska. „Cieszył się zaufaniem przełożonych [...]”, „Aktywnie uczestniczył w życiu społecznym [...]”.
Bezpieka przy zatrudnianiu dysponowała informacjami o rodzinie
kandydata. Nie miała żadnych zastrzeżeń. Ojciec kandydata miał prywatny
sklep z galanterią. Matka, która podobnie jak ojciec prezentowała
„pozytywny stosunek do PRL”, była również pozytywnie ustosunkowana do
„przemian społeczno-politycznych i gospodarczych zachodzących w kraju”.
SB nie stwierdziła wśród najbliższych członków rodziny kandydata
jakichkolwiek „kontaktów z klerem”. Wyróżniono zasługi teściowej
kandydata, pracownicy Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego –
byłego II sekretarza OOP PZPR. „Akceptuje ustrój PRL i działalność Rządu, realizując w pełni zarządzenia władz partyjnych, oświatowych i dyrekcji zakładu” – zapisano. „Strona etyczno-moralna bez zastrzeżeń” – ocenił nowego funkcjonariusza kierownik Sekcji Wydziału „B” kpt. Metody Jakubiak. 

W
trakcie pracy w SB Wichrowski był doceniany, a jego uposażenie rosło
sukcesywnie. W lutym 1989 r. zdecydował odejść ze służby. Jak wynika z
notatki SB, powodem zwolnienia była oferta lepiej płatnej pracy.
Skusiła go możliwość pracy w spółce polonijnej pośredniczącej w
sprzedaży zakładom pracy sprzętu komputerowego. Ponadto zamierzał
podjąć studia. Zwolnienie nastąpiło 31 marca 1989 r. W kwietniu 1989 r.
zastępca naczelnika Wydziału Kadr bydgoskiego WUSW mjr Piotr Osiak
podpisał zgodę na wyjazd do Włoch dopiero co zwolnionego Roberta
Wichrowskiego. 

Elektronik

Inżyniera
Andrzeja Rybickiego SB zarejestrowała w 1975 r. po zatwierdzeniu
raportu z pozyskania tajnego współpracownika o ps. „Rafał”. Sprawę tę
zakończono w 1991 r. po zmianie obywatelstwa na amerykańskie przez
Rybickiego. Do współpracy pozyskał go sierżant Zbigniew Królik z Grupy
VII wydziału II KWMO w Poznaniu – wynika z akt IPN. 

„Kandydat
dobrowolnie wyraził zgodę na współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa i
podpisał zobowiązanie. Informacje będzie przekazywał ustnie, używając
pseudonimu »Rafał«”
– zapisano w raporcie z pozyskania. 

Ponieważ
przy wcześniejszych kontaktach z oficerami SB werbowany składał
doniesienia, które przekazywano wywiadowcom Departamentu I MSW,
zdecydowano o wykorzystaniu źródła zarówno przez kontrwywiad, jak i
wywiad PRL. W toku współpracy podjętej z kontrwywiadem TW „Rafał”
realizował zadania kontrwywiadowcze rozpracowania środowisk emigracji
zarobkowej – wynika z dokumentów SB. W styczniu 1977 r. w związku z
perspektywą dłuższego pobytu figuranta za granicą i jego możliwościami
wywiadowczymi z zakresu zaawansowanej elektroniki został on przejęty
przez wywiad PRL. Wtedy Departament I rozpoczął prowadzenie sprawy
kontaktu operacyjnego o kryptonimie „Rafat”.

Ponieważ SB wysoko
oceniała omawianą współpracę, zdecydowano o dokonaniu operacji
przerzutu źródła do USA. Celem przerzutu KO „Rafat” do USA było
ulokowanie go w jednym z czołowych ośrodków amerykańskiego przemysłu
elektronicznego i uzyskanie w ten sposób możliwości ciekawych
informacji o osobach i dokumentacji technicznej. 

Raport dotyczący tej operacji wywiadu PRL podsumował dotychczasową współpracę źródła.
Zapisano w nim, że tuż po studiach przyszły KO wyjechał na praktykę do
Holandii. W 1973 r. przez Austrię i ponownie Holandię trafił do Berlina
Zachodniego. W 1975 r. wyjechał do Finlandii i przy pomocy fińskiej
znajomej znalazł zatrudnienie w Nokia Electronics. Później pracował
również w innych firmach elektronicznych Stromberg i Salora.

 

Pod koniec 1976 r. „Rafat” został oddelegowany z tej ostatniej firmy
do Suazi (RPA) w związku z budową fabryki telewizorów kolorowych.
Uzyskał wówczas drogą korespondencyjną przez ambasadę PRL w Finlandii
paszport konsularny. W 1978 r. wrócił do Polski, by już po dwóch
miesiącach znów udać się w delegację z firmy Salora, tym razem do USA.
Miał dla niej dokonać zakupu podzespołów elektronicznych. Jednak jak
wynika z raportu oficera wywiadu J. Bednarczyka, wyjazd „Rafata” do USA
odbył się przede wszystkim z inspiracji SB. Zgodnie również z
wytycznymi bezpieki KO starał się później w Ameryce o kartę pobytu
stałego i zezwolenie na pracę. W 1978 r. KO dostarczył dokumentację,
którą w całości wysoko oceniono w kraju – wynika z raportu, którym
dysponował w 1979 r. płk Jerzy Cześnik z Departamentu I MSW. W
dokumencie tym zaznaczono, że źródło przekazało również wiele
informacji o charakterze „polityczno-kontrwywiadowczym”. 

Odważny jak agent

„W czerwcu 1978 r. »Rafat« został szczegółowo przeszkolony operacyjnie w zakresie teoretycznym i praktycznym”. W
lipcu rozpoczął pobyt w USA, gdzie podjął pracę w przemyśle
elektronicznym. Oficer prowadzący chwalił KO za „zaradność i odwagę” w
realizacji zadań wywiadu. Doceniano też brak prób zatajania
czegokolwiek. Na jednym ze spotkań z KO „Rafat” ppor. Bednarczyk
wręczył mu jako upominek butelkę winiaku. 

W momencie
powstawania raportu o przerzucie do USA KO był zatrudniony w pionie
badawczo-rozwojowym amerykańskiej firmy Blonder-Tongue Labs
produkującej urządzenia elektroniczne telewizji kablowej, w tym
dekodery i podzespoły dla telewizyjnych stacji nadawczych. Miał
możliwość dostarczania aplikacji mikroprocesorowych oraz swobodny
dostęp do wszelkiej dokumentacji technicznej znajdującej się w firmie.
W planie SB, z chwilą pełnego zalegalizowania pobytu „Rafat” miał
zatrudnić się w firmie – obiekcie mającym wywiadowczy kryptonim
„Rezystor” lub w koncernie Texas Instruments, którego 60 proc.
produkcji było wówczas przeznaczone dla wojska. W uwzględnieniu prośby
o pomoc, jaką kontakt operacyjny przedstawił oficerowi prowadzącemu, do
USA miały dojechać jego córka i żona, pozostające do tej pory w Polsce.
Uzgodniono z „Rafatem”, że aby nie stwarzać podejrzeń, żona wyjedzie z
córką na paszport turystyczny na miesiąc, a na miejscu podejmie
starania o pobyt stały. 

O azylantach

SB
wykorzystało liczne podróże Rybickiego do przekazywania informacji o
polskich imigrantach za granicą i o obozach dla uchodźców na Zachodzie
– wynika choćby z notatki, jaka powstała w 1975 r. po rozmowie
przeprowadzonej przez sierżanta Królika. 

Jak wynika z
dokumentu, rozmówca oficera SB poinformował go o swoich ostatnich
wyjazdach zagranicznych, przede wszystkim zaś o pobycie w Berlinie
Zachodnim. Przekazał informacje o mieszczących się tam obozach
azylantów. Według notatki z lipca 1975 r. inżynier dostarczył na
polecenie SB dokumenty, jakie dostają imigranci starający się o wizę
bądź o pracę w Szwajcarii, Kanadzie, RPA i Finlandii. Opisał też
przebieg procedur wizowych i imigracyjnych tych krajów. 

Po tym,
jak podjął pracę w fabryce Nokia w Finlandii, podzielił się z
funkcjonariuszem kontrwywiadu spostrzeżeniami dotyczącymi napotkanych
tam rodaków. „W lecie ubiegłego roku rozmówca zaobserwował duży
napływ do Helsinek młodych ludzi z Polski, którzy podejmowali każdą
pracę, kradli i urządzali awantury”
– zanotował sierżant Zbigniew
Królik. Esbek dowiedział się też od Rybickiego, że po dezercji do RFN
jachtu „Konstanty Maciejewicz” jego kapitan Zydler miał przebywać w
jednym z obozów dla uchodźców na terenie tego kraju. 

Według
notatki oficera prowadzącego jego rozmówca stwierdził, że unika za
granicą kontaktów z Polakami, którzy pracują nielegalnie i niegodnie
się zachowują. Sierżant SB Królik zapisał słowa źródła, że skoro SB
interesują „informacje, których on celowo unikał, to zmieni swoje
nastawienie do tych spraw”.

Według tej notatki rozmówca esbeka
przekazał, że do Finlandii na zaproszenie polskiego konstruktora Józefa
Nowaka przyjechał Grzegorz Gawlak. Wyjechał z poparciem polskiej
uczelni, jednak zamiast uczyć się, podjął pracę. Dodatkowo „celowo ją
wydłuża, aby wyłudzić wynagrodzenie za godziny nadliczbowe” – zapisał
oficer SB. „Jedynym jego celem jest zdobycie jak największej ilości
pieniędzy. W tym celu handluje spirytusem, co jest podwójnym
przestępstwem, gdyż w Finlandii jest on sprzedawany wyłącznie na recepty
” – notował esbek. Polecił on Wydziałowi III A SB w Poznaniu zajęcie się Gawlakiem. 

Zwróciliśmy
się z prośbą o rozmowę do obu bohaterów niniejszego tekstu – do prezesa
Rybickiego, dzwoniąc do jego firmy ADB, i do reżysera Wichrowskiego w
TVN. Nie uzyskaliśmy żadnej odpowiedzi. Tak samo było w przypadku
pytań, które przekazaliśmy do obu tych osób drogą e-mailową.

http://niezalezna.pl/article/show/id/24736/articlePage/1

Maciej Marosz


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Maryla

2. Krzysztof Kąkolewski Generałowie giną w czasie pokoju (t. II)

Generałowie giną w czasie pokoju (t. II)

cena 28,00

Fragment książki

Dla apologetów Andrzeja W. Żeromski, Fredro, Wyspiański czy Mickiewicz to „murzyni" (ghost writers)
przygotowujący papkę scenariuszową, której kształt nada mistrz. Oni
pracowali nieświadomie na jego wielkość. Według innych, którzy jednak
nie wypowiadają się publicznie, jest to produkcja wizualnych lektur
szkolnych, chroniąca uczniów przed czytaniem, a zapędzanych całymi
szkołami (klasami) do kin, co z tajemniczych względów podoba się
szkolnictwu, a dla kont reżysera jest zbawienne. Jest on w dodatku
akcjonariuszem plutokratyczno-lewackiej, ideologiczno-kapitałowej
spółki medialnej „Agora”, od której w dużej mierze zależy propaganda
jego dzieł w zależnej od niej prasie, pomijania innych, ma ona także
odpowiednie kontakty, by w pełni czuwać nad sprawą dzieł Andrzeja W.
Pozycja wielu krytyków zbudowana została na chwaleniu tego reżysera;
ich gusta, ich psychika są wręcz zrośnięte i nieodwracalnie związane z
podziwianiem jego filmów, bo te recenzje są ich głównym dorobkiem.

Tylko jeden głos anonimowego E.M. z Katowic ośmielono się opublikować w prasie: A
może by pan Wajda nakręcił film pod tytułem „Co naprawdę wydarzyło się
w Głuchach” – o śmierci Bartłomieja F. Do roli głównej powinien
zaangażować córkę Karolinę, której popularność w ostatnich miesiącach
(po zagadkowym wydarzeniu w Głuchach — przyp. K.K.) bardzo wzrosła i jest we wszystkich kolorowych czasopismach.

Nieco dalej w tych rozważaniach powrócę do analizy dylematu brata
mlecznego Wajdy, Polańskiego, w związku z propozycjami, by nakręcił on
film o tragedii w willi w Bel Air, w której zginął ojciec Bartłomieja
E, Wojciech E, jak również do tego, że inspiracja ta była
satanistyczna. Zaznaczę jeszcze, że pierwszą ekspozycją krzyża
odwróconego, jaka pojawiła się w Polsce, była inscenizacja
zarejestrowana w kościele zburzonym w walkach między Rosjanami a
Niemcami w 1945 r. do filmu Popiół i diament. Wiadomo, że
sataniści ukradli ten symbol św. Piotrowi, on to bowiem w akcie pokory
prosił, by nie krzyżować go jak Mistrza, bo nie jest tego godzien.
Jednak w filmie, o którym mowa, na krzyżu widnieje postać Zbawiciela.

Podobnym szyderstwem obciążony jest Kanał tego reżysera. W
jednej ze scen po podziemnej rzece kału płynie czako, jakie powstańcy
1863 r., którzy dożyli niepodległości, nosili jako znamię zwycięstwa,
choć tak spóźnionego, na uroczystościach narodowych do 1939 r.

Możliwe, że reżyser, umieszczając symbol triumfalizmu nad
chrześcijaństwem, chciał opowiedzieć to, czego cenzura mu nie
pozwoliła, gdyż byłoby to przedwczesne. Wiszący głową w dół Chrystus na
krzyżu jest prefiguracją czynów tej klasy ludzi, jak pokazani w filmie
wyżsi funkcjonariusze UB i PPR: Szczuka, Wrona, Podgórski. Oni, w
okresie ukazywanym w Popiele i diamencie, prowadząc niezliczone
obławy na WiN, ROAK, AK, jako politrucy i dowódcy wyjmowali czasem z
rąk podwładnych pepesze i oddawali serie do kapliczek, a w
szczególności do krzyży, starając się ugodzić figurę Chrystusa tak, by
rozprysnął się, powtórnie ukrzyżowany.

Już w pierwszym tomie Generałów... rozważałem zagadnienie,
kim był ojciec Andrzeja Wajdy. Czy był oficerem czynnej służby? W jakim
stopniu? Czy miało to wpływ na syna – ujemny, gdyż mógł go zrazić do
niepodległościowych obrzędów, symboli, ale i ofiarności w ich imię?
Jerzy Putrament, którego ojciec był pułkownikiem WP, nienawidził Polski
i robił wszystko, co mógł jako człowiek dorosły, by umocnić wpływy
rosyjskie w Polsce. Przykrą niespodziankę zrobił entuzjastom witającym
powracających z emigracji syn generała Nikodema Sulika, niedokończony
filmowiec i krytyk, wróg „Solidarności”, autor filmu, w którym posunął
się do fałszerstwa, przyprawiając cudza rękę Wałęsie, by udowodnić w
dokumencie, że ten w czasie ważnych obrad rozwiązuje krzyżówki. Roman
Bratny, syn pułkownika WP i ZWZ-AK, odnosił się z niechęcią do tej
ostatniej organizacji w swojej książce Kolumbowie rocznik dwudziesty, która, ku zaskoczeniu wydawców, stała się, jako jedyna powieść o AK,jakby to nazwano dziś – „kultowa”.

Nieoczekiwanie Rosja zwolniła z utajenia mord w Katyniu. Równie
nieoczekiwanie Wajda ogłosił, że będzie robił poświęcony temu film.
Nieoficjalnie – ale w rozmowach z prasą – dodawał, że tam właśnie
zamordowano jego ojca. Nikogo nie dziwiło, że dotąd nikomu o tym nie
mówił, gdyż dzieci katyniaków za śmierć ojców karane były w PRL przez
tę samą rękę, która spowodowała ich sieroctwo. Gdyby przyznał się
wtedy, jego kariera filmowa skończyłaby się tego samego dnia, nawet
gdyby twierdził, że winni mordu byli Niemcy. Katyń? Tego w ogóle nie
było.

Jaki byłby ten film – możemy się domyślać i rekonstruować jego
fabułę na podstawie dotychczasowej filmografii reżysera. Przypuszczam,
że kończyłby się na desancie grupy Berlinga na lewy brzeg Wisły w
czasie Powstania Warszawskiego, na triumfie takich generałów, jak
Berling, Żymierski czy Paszkiewicz. Wyszli cało z Rosji, a jeszcze
wyprowadzili z domu niewoli tych, których nie zdążono zamordować. Ceną
życia dla oficerów i generałów była zdrada, ale nawet to proponowano
nielicznym. Ocalała masa żołnierska i częściowo podoficerska, czyli coś
w rodzaju tułowia z odciętą głową, na wzór początkowej bazy Armii
Czerwonej.

Podoficerowie i szeregowcy stali się oficerami. Nie wyzbyli się
wdzięczności za darowanie im życia i wyniesienia na wyżyny, których nie
osiągnęliby w wolnej Polsce. Teraz w ich nekrologach emerytowanych
oficerów LWP pojawia się słowo „sybirak”. Duża część społeczeństwa
polskiego dlatego właśnie wiązała pewne nadzieje z wojskiem ludowym, że
w decydującym momencie – jakim, nie wiedziano – stanie po stronie
Polaków. 13 grudnia 1981 r. zawód był tym większy, im większe kto żywił
złudzenia. To wojsko było Polsce niepotrzebne. W czasie pokoju
stanowiło zagrożenie, demoralizując żołnierzy, z kadry czyniąc
niewolników Moskwy, a w czasie wojny grudniowej stało się dla Polski
niebezpieczne na równi z obcojęzycznymi wojskami.

Tyle już zaczęto wybaczać Wajdzie, że wybaczono by mu także lęk
przed odkryciem prawdy o jego pochodzeniu, które pozostawiło mu tak
niebezpieczne dziedzictwo (a nawet żal do ojca – bo zginął), mogło
wpływać na jego utwory, a nawet rodzić swoistą wdzięczność wobec
oprawców ojca, że jego, syna, oszczędzili. Na liście pomordowanych w
Katyniu był kapitan Karol Wajda. Tak, tylko że... aż strach o tym pisać
i więcej niż wstyd.

Autor Generałów... dawno zauważył, że jedyne ciekawe książki
wychodzące w Polsce to te, o których dziennikarzom i krytykom nie wolno
pisać lub o ich ukazaniu się nawet nie wiedzą. Są to wydawnictwa nowej
generacji konspiracyjnej, bo to nie autorzy konspirują, a ci, którzy
obawiają się treści pewnych książek. Do takich dzieł należy książka
Piotra Włodarskiego Pan Andrzej (my napisalibyśmy Pan Andrzej W.). Kłamca, mitoman czy konformista – brzmi podtytuł.

W epoce przemilczanych i nie dopuszczanych przez niektóre księgarnie
do sprzedaży dzieł powstała paradoksalna sytuacja, że książek
reklamowanych jako dobre, nie warto kupować, a tym bardziej czytać,
natomiast czas czytelników zużywany jest na żmudne dowiadywania się, że
pewne pozycje istnieją, czasem nawet kwerendy wielomiesięczne, nieraz
zakończone prośbą do autora o sprzedanie czy darowanie egzemplarza.

Tak było – i jest – nawet z książką Detektyw tak medialnego przecież detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. Jeszcze gorszy los spotkał książkę Piotra Włodarskiego: Pan Andrzej. Kłamca, mitoman czy konformista. O istnieniu tej książki nie wie nikt poza osobami, które Autor wyróżnił, wysyłając im egzemplarz.

Już sama forma książki jest rewelacyjna. Składa się ona z samych
oświadczeń, wypowiedzi o sobie reżysera Wajdy, z zachwytów pochwalnych
recenzji i jego dokumentów osobowych pisanych przez bohatera książki, a
odnalezionych przez Włodarskiego. Z chwalb i pochwał powstała książka
niszcząca.

Przemilczenie tej zaskakująco ciekawej książki nie jest niczym
nieodwołalnym. Pomijanie jej dziś, przez „badaczy twórczości”,
recenzentów – zarówno filmowych, poświęcających swe życie Wajdzie, jak
i informujących o książkach – nie będzie trwało zawsze, gdyż książka ta
jest nie tylko bezcennym źródłem dla badania warunków, w jakich
powstawała „socjalistyczna kultura” Polski, losów jej twórców, jak i ze
względu na walory formalne. Najlepiej byłoby ją całą przedrukować w
odcinkach.

Wobec wielu faktów wydobytych na jaw przez Włodarskiego drobiazgiem
jest to, że bezpartyjny i odżegnujący się nawet od podejrzenia go o
samą myśl wstąpienia do PPR-PZPR, okazuje się jednak byłym członkiem
PZPR, co o tyle dziwniejsze, że pozwolono mu cichaczem z tej partii
zniknąć i nie tylko nie prześladowano go za to, ale otrzymał
nieograniczone wsparcie.

Kulminacją Pana Andrzeja... jest strona 143, na której Włodarski dochodzi do rodowodu Andrzeja W. w wersji podanej przez reżysera.

W czym tkwi problem? Jak zwykle w faktach – pisze Włodarski. Ojciec
Pana Andrzeja nie zginął w Katyniu, o czym Pan Andrzej dobrze wiedział.
Ojciec Pana Andrzeja zginął podczas wojny – to fakt. Osoba, do której
Pan Andrzej się przyznaje, a która zginęła w Katyniu, nawet nie
należała do rodziny Pana Andrzeja, o czym Pan Andrzej dobrze wiedział.
Po co więc głosić nieprawdę? Żeby czuć się lepszym? Bardziej
doświadczonym przez los?

Po co szargał dla swej pychy kolejną świętość Polaków? Faktem
zamykającym wszystkie niedomówienia co do osoby zamordowanej w Katyniu
była publikacja życiorysów ofiar w Wojskowym Przeglądzie Historycznym
(lista ta była drukowana w latach 1989–1994). Według historyków,
wspomniany już w 1943 r. zamordowany „kapitan Karol Wajda” to
rzeczywiście „Karol Konrad Erazm Wajda, kapitan, syn Stanisława i Marii
z Königów”. Nie miał on nigdy nic wspólnego z Jakubem Wajda, synem
Kazimierza (czyli ojcem Pana Andrzeja).

Sprawa tak niezwykle ważna dla większości ludzi na świecie, jak to,
od kogo się wywodzą, ich rodowód, przodkowie, nieraz odlegli, o których
pamięć pielęgnowana jest nie tylko przez szlachtę, ale przez
mieszczaństwo, a także chłopów – przez reżysera została podeptana, czym
poniżył nie tylko siebie, ale i pamięć swojego rzeczywistego rodzica, w
tyle lat po jego zgonie, wybierając sobie innego ojca dla autoreklamy.

http://www.bastion.krakow.pl/tytul/366,Generalowie-gina-w-czasie-pokoju-...


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Anda

3. Wajda

Jasny gwint.Co za tupet.I w imię czego?To dlatego IV-ta Rzeczpospolita tak ich wk...?
Republik francuskich jest kilka i Francja radzi sobie.

avatar użytkownika Maryla

4. wajda kim ty jesteś?

Wajda kłamie!


 

Ojciec Andrzeja Wajdy nie zginął w Katyniu


 

 

Fragment książki


Krzysztofa Kakolewskiego "Generalowie gina w czasie pokoju".


(...) Tak było - i jest - nawet z książką Detektyw tak medialnego przecież detektywa Krzysztofa Rutkowskiego.


Jeszcze gorszy los spotkał książkę Piotra Włodarskiego: Pan Andrzej.
Kłamca, mitoman czy konformista. O istnieniu tej książki nie wie nikt
poza osobami, które Autor wyróżnił, wysyłając im egzemplarz.


Już sama forma książki jest rewelacyjna. Składa się ona z samych oświadczeń, wypowiedzi o sobie reżysera Wajdy, z

zachwytów pochwalnych recenzji i jego dokumentów osobowych pisanych
przez bohatera książki, a odnalezionych przez Włodarskiego. Z chwalb i
pochwał powstała książka niszcząca.


Przemilczenie tej zaskakująco ciekawej książki nie jest niczym nieodwołalnym. Pomijanie jej dziś, przez `badaczy

twórczości', recenzentów - zarówno filmowych, poświęcających swe
życie Wajdzie, jak i informujących o książkach - nie będzie trwało
zawsze, gdyż książka ta jest nie tylko bezcennym źródłem dla badania
warunków, w jakich powstawała `socjalistyczna kultura' Polski, losów
jej twórców, jak i ze względu na walory formalne. Najlepiej byłoby ją
całą przedrukować w odcinkach.


Wobec wielu faktów wydobytych na jaw przez Włodarskiego
drobiazgiem jest to, że bezpartyjny i odżegnujący się nawet od
podejrzenia go o samą myśl wstąpienia do PPR-PZPR, okazuje się jednak
byłym członkiem PZPR, co o tyle dziwniejsze, że pozwolono mu cichaczem
z tej partii zniknąć i nie tylko nie prześladowano go za to, ale
otrzymał nieograniczone wsparcie.


Kulminacją Pana Andrzeja... jest strona 143, na której Włodarski dochodzi do rodowodu Andrzeja W w. wersji podanej

przez reżysera.


W czym tkwi problem?


Jak zwykle w faktach - pisze Włodarski.


Ojciec Pana Andrzeja nie zginął w Katyniu, o czym Pan Andrzej dobrze wiedział.


Ojciec Pana Andrzeja zginął podczas wojny - to fakt. Osoba, do której Pan Andrzej się przyznaje, a która zginęła w Katyniu, nawet nie należała do rodziny Pana Andrzeja, o czym Pan Andrzej dobrze wiedział.


Po co więc głosić nieprawdę? Żeby czuć się lepszym? Bardziej doświadczonym przez los?


Po co szargał dla swej pychy kolejną świętość Polaków?


Faktem zamykającym wszystkie niedomówienia co do osoby
zamordowanej w Katyniu była publikacja życiorysów ofiar w Wojskowym
Przeglądzie Historycznym (lista ta była drukowana w latach 1989-1994).
Według historyków, wspomniany już w 1943 r. zamordowany `kapitan Karol
Wajda' to rzeczywiście `Karol Konrad Erazm Wajda, kapitan, syn
Stanisława i Marii z Königów'.


Nie miał on nigdy nic wspólnego z Jakubem Wajda, synem Kazimierza (czyli ojcem Pana Andrzeja).


Sprawa tak niezwykle ważna dla większości ludzi na świecie, jak to, od kogo się wywodzą, ich rodowód, przodkowie,

nieraz odlegli, o których pamięć pielęgnowana jest nie tylko przez
szlachtę, ale przez mieszczaństwo, a także chłopów - przez reżysera
została podeptana, czym poniżył nie tylko siebie, ale i pamięć swojego
rzeczywistego rodzica, w tyle lat po jego zgonie, wybierając sobie
innego ojca dla autoreklamy.


 

 

Jest to jeszcze jedna forma obrzydliwego
fałszu i oszustwa, ...ojciec zginął w Katyniu - Polacy uwierzą, przez
to będzie wiarygodny...


ale nie jest Andrzej
Wajda wiarygodny, ... jest obrzydliwym i bezczelnym kłamcą i oszustem,
kłamie jak wszyscy jego khazarscy pobratymcy plemienni, kłamie tak jak
zwykle we wszystkich swoich filmach, i w nowym filmie "Katyń" też.  
 redakcja polonica.net


 
z pełnym poszanowaniem i respektem dla autorów, wydawców
i praw autorskich, w dzisiejszych czasach powszechnego przemilczania i
fałszowania historii i faktów historycznych, uważamy za szczególnie
ważną powinność i obowiązek rozpowszechniania informacji, celem
edukacji i uświadamiania, oraz bezpardonowej walki z owymi
przemilczeniami i fałszami./font>


 

 

wersje internetową przygotowała, opracowała i fotografiami opatrzyła  Polonica.net


 

Polski Związek Patriotyczny




~Marian
, 16.04.2010 19:33

http://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:5C4kWRv0AToJ:film.onet.pl/1,4,8,68446839,179776545,8253454,0,forum.html+piotr+w%B3odarski+pan+andrzej&hl=pl&ct=clnk&cd=13&gl=pl

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Maryla

5. pan Andrzej

oficjalne notki

http://www.indopedia.org/Andrzej_Wajda.html


http://www.wajda.pl/en/Default.html


protegowani "mistrza"

Anna Mucha

Anna Mucha/kapif

Ma dość M jak miłość .

 

Plotek jest pod wrażeniem heroizmu aktorki. Już raz próbowała i nie wyszło. Gdyby nie pomoc rodziny i Kuby, Anna Mucha szybko musiałaby wrócić z wojaży. Mucha jednak się nie poddaje. Chce legalnie pracować za oceanem, dlatego stara się o stosowne pozwolenie.

Szczerze powiedziawszy Plotka nie dziwi taka decyzja. Utalentowana
aktorka, która zaczynała karierę u samego Wajdy i Spielberga nie pasuje
do obsady "M jak Miłość", w którym grają Mroczki i inne przypadki.

http://www.plotek.pl/plotek/1,78649,5321004,Ania_Mucha_stara_sie_o_pozwo...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Tymczasowy

6. To jest gorzej niz straszne

A ja myslalem, ze wiem co jest straszne. Czlowiek czym jest, do ostatniego dnia swojego zycia!

avatar użytkownika kazef

7. Trzeba tez przypomnieć

że Wajda z Czerską żyja za pan brat od dawna. Ma na Czerskiej Wajda przyjaciół, inne gazety tez go popierają (parafrazując wypowiedź wajdeloty).

Poza tym, że Wajda zakładał Agorę, z czego do dziś się nie rozliczył, jego związki z Czerską zaowocowały Oskarem za oceanem. Michnik nie raz się przechwalał, że Andrzejowi załatwił Oskara. Ma więc Wajda za co czapkować Adamowi, i kłaniać się nisko, wie też, że musi stawić się na każde wezwanie Adama.
Czy to w sprawie apelu wawelskiego, czy manifestu popierającego (namiestnika).

Ostatnio zmieniony przez kazef o wt., 18/05/2010 - 23:47.
avatar użytkownika Penelka

8. Pobieżnie przeanalizowałam wpis o Wajdzie, ale nie odpuszczę

Przeanalizuję wszystkie biografie, życiorys i konotacje rodzinne. Dowiem się dlaczego jest tak wredny Patriotom Polskim, do tej pory myślałam, że jest coś winny sądom za wyroki córki. Teraz mam większe wątpliwości. Nowe dzieje i stare są kumulacją terżniejszości.

penelka

avatar użytkownika Maryla

9. Karolina Wajda córka Beaty Tyszkiewicz zamordowała bez kary męża

Jak polski wymiar sprawiedliwości deprawuje "elyty" - palnick ...
30 Wrz 2009 ... posiadłość 32-letniej bezrobotnej Karoliny Wajdy, córki reżysera ... że
narzędzie zbrodni zostało dokładnie wyczyszczone z odcisków palców. ...
http://palnick.salon24.pl/128066,jak-polski-wymiar-spra... - 50k -


zapal znicz 9 maja

Więcej... http://wyborcza.pl/0,0.html#ixzz0n3GB3TrU

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Maryla

10. FILM ANDRZEJA WAJDY "KATYŃ" MIĘDZY FIKCJĄ A KICZEM

Uwagi o filmie Andrzeja Wajdy Katyń zapisuję w formie luźnych refleksji, na ogół tak jak nasuwały mi się podczas oglądania filmu. Nie tworzą może w ten sposób jakiejś uporządkowanej całości, zaletą jednak jest spontaniczność tych refleksji. Wypowiadałem je po raz pierwszy na publicznej dyskusji panelowej, zorganizowanej w Wojskowym Biurze Badań Historycznych 25 X 2007 r., a następnie opublikowanej jako: „Film Andrzeja Wajdy «Katyń» jako forma przekazu historycznego o zagładzie polskich elit” – w „Wojskowym Przeglądzie Historycznym” 2007, nr 4.
Między obejrzeniem filmu, a obecnymi zapisem upłynęło kilka miesięcy i pojawiły się różne komentarze i oceny. Interesujące jest, że po pierwszych ocenach dość krytycznych (np. K. Kłopotowski) – nastał prawie obowiązujący ton pochwalny, a nawet czasem adoracyjny, wobec filmu. Podkreśla się jego wagę dla powstania trwałej świadomości tego faktu historycznego. Podkreślają to także niektórzy Rosjanie (np. Aleksiej Pamiatnych).

http://www.jacektrznadel.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=69...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Anda

11. film Wajdy "Katyń"

Nie ruszajmy teraz filmu,trzeba się z tym nowym-starym Wajdą oswoić.

avatar użytkownika triarius

12. "Pan"? a co się stało z...

... "chamem", "komuchem", czy innym tam "ślizgaczem"?


Pzdrwm
triarius
-----------------------------------------------------
http://triarius.pl - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

avatar użytkownika Deżawi

13. Mam fajny film na weekend ;)

"Moje posty od IV 2010"                                              

avatar użytkownika Deżawi

14. ...to jest taki mini serial...

"Moje posty od IV 2010"                                              

avatar użytkownika Deżawi

15. Część 3

"Moje posty od IV 2010"                                              

avatar użytkownika Deżawi

16. Po obejrzeniu... może byłoby warto założyć "Klub Filmowy BM24"?

"Moje posty od IV 2010"                                              

avatar użytkownika barbarawitkowska

17. Ten Katyń

to taka sama prawda historyczna jak i przesłuchanie i film o Fieldorfie. Korzystając z zapotrzebowania na tematykę patriotyczną przemycają do łbów pewne ubowskie klisze.
Czy to nie Wajda chciał, żeby scenariusz do Katynia napisał Jerofiejew, a pisarz odmówił uważając , że to już byłaby przesada?

avatar użytkownika kazef

18. Toamsz Łysiak "Gazeta Polska":

Filmowe kuglarstwo Andrzeja Wajdy

W kolejnych filmach Andrzeja Wajdy widać ten sam trop intencji historiozoficznej – to ciągła krytyka polskiego „szaleństwa” dążeń wolnościowych i narodowościowych. Posunięta czasem do granic: w filmie „Lotna” polscy ułani jak idioci walą szablami w niemieckie czołgi; w „Kanale” powstańcy dosłownie i moralnie nurzają się w szambie; w „Popiele i diamencie” patrioci z AK stają się mordercami, których do zbrodni pcha fatalizm wynikający z ich mentalnego skrzywienia. Jakby polskość była chorobą. Z której należy się leczyć.

W listopadzie 1900 r. w drzwiach bronowickiej chaty stał ubrany w czarny surdut anglez milczący człowiek. Stanisław Wyspiański. Nie pił, nie odzywał się, nie tańczył. Obserwował. A potem w niecałe trzy miesiące napisał jeden z największych dramatów w historii polskiej literatury.

Braliśta pieniążek moskiewski

Już w marcu 1901 r. „Wesele” wystawiono na deskach Teatru Miejskiego w Krakowie. Gdy po ostatnim akcie opuszczono kurtynę, stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Zapadła cisza. Nawet jedna para rąk nie uniosła się do oklasków. Nie dlatego, że sztuka się nie podobała. Co prawda, niektórzy luminarze kultury, oburzeni na ostrość sądów o postawie elit, wyszli już w trakcie przedstawienia, jednak… Cisza ta wynikała z głębokiego wrażenia, jakie dramat wywarł na widzach. Wyspiański wbił słowami sztylet prosto w zasłonę osłaniającą polską duszę, rozdarł ten ciasno zawinięty kokon i dotknął strun najwrażliwszych.

„Braliśta pieniążek moskiewski” – słuchał dręczony wyrzutami sumienia targowiczanin Branicki; Stańczyk wręczał dziennikarzowi kaduceusz rządów dusz; a Wernyhora nakazywał walkę, dając Gospodarzowi symboliczny róg. Wielki finał działał jak seans hipnotyzera – weselnicy na kolanach zastygli niczym posągi z kosami w dłoniach, chocholi taniec, zaczarowane spojrzenia utkwione w dziki spektakl wyobraźni spływający z chmur, sen w obliczu wyzwań historii, gdy śniona Niepodległość mogłaby być w zasięgu ręki...

A wszystko to opisane było mistrzowskim słowem, genialnym rytmem, wirtuozowskim tempem i dramaturgią. Na premierze, po owej długiej chwili milczenia, zerwała się burza oklasków. W ten jeden wieczór „polska szopka” Wyspiańskiego zmieniła oblicze narodowego teatru, a w naszej kulturze zainspirowała do kolejnych adaptacji, odniesień i nawiązań wielu przyszłych twórców.

Plucie na Polskę, czyli krzyż symbolem nienawiści

Jednak żaden z nich nie wrył się w zbiorową wyobraźnię polską tak silnie, jak Andrzej Wajda i jego ekranizacja „Wesela” z 1973 r. Reżyser całą serią filmów tzw. szkoły polskiej zapracował na formalną apoteozę i wyniesienie do panteonu największych naszych artystów, od samego zaś początku cieszył się i cieszy do dzisiaj niezmienną sympatią władzy. Światowa sława, a nawet Oscar za całokształt twórczości, ugruntowały mocne podstawy pomnika wajdowskiego. Zapewne umacnianiu tej właśnie sławy oraz wizerunku intelektualisty o wymiarze europejskim mają służyć takie wypowiedzi jak te ostatnie na Uniwersytecie Warszawskim, skierowane do studentów z Moskwy i Petersburga. Przytoczyła je „Codzienna”: „Nigdy w Polsce nie widziałem takiej nienawiści między ugrupowaniami politycznymi, takiego jadu i głupoty”, „Pamiętam ciężkie czasy PRL-u, gdy nasi koledzy mieli czerwone legitymacje. Uważali, że właśnie tą drogą zdziałają więcej dla słusznej sprawy. Rozumieliśmy to. A tu nagle się okazuje, że krzyż, który powinien być symbolem pojednania, stał się symbolem haniebnej nienawiści”.

Jeśli kogoś takie słowa dziwią, jeśli ktoś zastanawia się, jak to jest możliwe, że polski twórca światowego formatu, który jest uznawany za ikonę nadwiślańskiego kina, mówi tak źle o Polsce i Polakach do przyszłych rosyjskich elit intelektualnych, to widocznie dał się wcześniej złapać na haczyk „wzruszającej, romantycznej po trochu, wizji Polski”, jaka miała się wyłaniać z artystycznej działalności Wajdy.

Ta wizja to fałsz. Zabieg, który w istocie ma polską tradycję romantyczną wyszydzić. Filmy „Mistrza” układają się w zadziwiający szereg scen, w których reżyser dotyka raz po raz ważnych dla narodu kwestii – od Powstania Warszawskiego po Katyń czy mit Solidarności. Tworzy tym samym ciąg wypowiedzi artystycznych, które – jak w „Weselu” Wyspiańskiego – mają się złożyć w jedno dzieło będące „kalejdoskopem polskim”. Jednak pierwowzór Wyspiańskiego to utwór głęboko patriotyczny, choć nieunikający ostrego spojrzenia na nasze narodowe wady. Jaki natomiast ton nadaje swojemu operi magno Andrzej Wajda? Jaki wymiar ukryty jest pod często zgrabną, a czasami wręcz mistrzowską formą filmowego opowiadania?

Wajda w czasie warszawskiego spotkania z rosyjskimi żakami nie po raz pierwszy zwrócił się do cudzoziemców, szkalując Polaków oraz polskie tradycje narodowe, wyzwoleńcze i patriotyczne…

Marksistowska „Ziemia obiecana”

Doskonale obrazują to fragmenty wypowiedzi oraz dokumenty, do których w czasie drobiazgowej kwerendy dotarł Piotr Włodarski i upublicznił w książce pt. „Pan Andrzej”. Została ona zepchnięta – z powodów oczywistych – w niebyt medialny. Tymczasem przynosi materiał niezwykły.

Oto na przykład korespondencja Wajdy z redaktorem radzieckiej gazety, z roku 1958, związana z odpowiedzią na ankietę. Mistrz wypowiada się w sprawie negatywnych opinii, jakie film „Kanał” zebrał na festiwalu w Karlovych Varach: „Oskarżany byłem o nihilizm, skrajny pesymizm, pogardzanie bohaterstwem. Te same jednak zarzuty słyszałem od reakcyjnie nastawionych ludzi w kraju, którzy z powstania warszawskiego zrobili świętość. (…) Powstanie politycznie było obłędem, a militarnie szaleństwem. Cóż mogło z tego wyniknąć. Obłęd i szaleństwo zabijają bohaterów mego filmu w kanałach, na dnie rozpaczy, bez sensu i potrzeby”.

„Kanał” wpisał się doskonale w propagandowy zamysł – który mówił, że z szeregowych powstańców nie należy drwić, ale za to pokazywać trzeba upiorny bezsens powstania i rozprawić się z szalonym, zbrodniczym dowództwem AK. W broszurce wydanej tuż po wojnie pt. „Powstanie Warszawskie, fakty i dokumenty” poza kłamstwami o „pomocy lotnictwa radzieckiego” znalazły się także rozdziały o wiele mówiących tytułach: „Zdradziecka kapitulacja dowództwa AK” czy „Naród potępia zdrajców z dowództwa AK”. Ten ferment intelektualny, to zachwianie zasianego w polskich duszach pięknego mitu powstańczego był od początku narzędziem socjotechniki historycznej. Narzędziem, które okazało się skuteczne już wtedy, ale w pewnym sensie zbiera owoce także teraz. Andrzej Wajda w „Kanale” zupełnie świadomie stał się artystycznym wykonawcą propagandowych zamierzeń władzy. Film był przecież doskonałym środkiem kształtowania umysłów wedle orwellowskich zasad, budowania fałszywych przekonań, które zostają w duszach jak działający z opóźnieniem jad. Niekiedy opóźnieniem wieloletnim.

„Popiół i diament”, kolejne dzieło Wajdy, wywołało dyskusję w polskiej prasie. Organizowano ankiety wśród czytelników, aby jasno i wyraźnie ustalić, kto budzi sympatię, a kto nie. I czy są jakieś racje moralne po stronie Maćka Chełmickiego. Czy też słusznie ginie on na „śmietniku historii”...

W Zurychu po pokazie filmu w październiku 1959 r. ukazała się recenzja w piśmie „Neue Zürcher Zeitung”. W jej zakończeniu autor pisze tak (cyt. za P. Włodarskim): „Tacy artyści, jak Andrzej Wajda – a jest to bezsprzecznie zdolny artysta – bez względu na to, czy zdają sobie sprawę, czy nie, są emisariuszami zręcznie działającego systemu Chruszczowa, wysyłanymi na Zachód jako pułapka dla głupców. Partia prowadzi ich na smyczy, nawet wtedy gdy im się użycza trochę wariackiego urlopu; gdy go jednak nadużywają, gwizdem przywołuje się ich w odpowiednim momencie do porządku. Ci młodzi ludzie, którzy stoją do dyspozycji elastyczniejszego obecnie systemu propagandy Związku Radzieckiego, są – właśnie dzięki tej giętkości i pozornej artystycznej wolności – bardziej niebezpieczni niż nudni i ciężcy bardowie Żdanowa. Wystarczy obejrzeć film Wajdy, aby się o tym przekonać. Aby się móc im przeciwstawić, należy ich poznać. Dla dobra Zachodu”.

To genialna diagnoza tego, kim stał się Wajda. Prawdziwym prestidigitatorem ekranu, który z doskonałą sprawnością warsztatową potrafił filmową sztukę zamienić w cyrkową filmową sztuczkę. Widzowie nabrani na trick iluzjonisty patrzą, jak z rękawa wychodzi gołąb. Biją brawo. Podobnie widzowie filmów Wajdy – widzą gołębia, dają się uwieść dobrej formie opowiadania. I nie widzą już, jaka treść jest schowana w rękawie.

Tak jak dzieje się to w świetnym filmie pt. „Ziemia obiecana”. Pod doskonałą formą artystyczną ukryta jest nachalna propaganda marksistowska. Wajdę pyta o to w miesięczniku „Mówią Wieki” (1986) Stefan Meller: „Z książki o silnej wymowie narodowej, nawet nacjonalistycznej, zrobił Pan film o wymowie dokładnie odwrotnej. Przesunął Pan, krótko mówiąc, punkt ciężkości z prawa na lewo. Z pozycji lewicowych, ewidentnie lewicowych, polemizował Pan z prawicową, fragmentami, wymową dzieła Reymonta na terenie jego własnej powieści. No daj Boże zdrowie! Czysta historiozofia i polityka!”. Reżyser wyjaśnia ten sposób opowiadania wrażliwością twórcy: „Tematem filmu musiała się stać niesprawiedliwość społeczna. Do dziś Łódź budzi we mnie to samo uczucie”. A za chwilę dodaje: „Wiecie panowie, ja chciałem do filmu wprowadzić »Manifest Komunistyczny», bo ten czas, kiedy on zaczynał być w Polsce szerzej znany, ale nie miałem pomysłu na ufilmowienie »Manifestu» i żałuję, że tego nie zrobiłem”.

Wściekłość za marsze na Krakowskim Przedmieściu

Gdy przyjrzeć się większości filmów Wajdy kształtujących obraz „szkoły polskiej”, to dostrzec można treść ukrytą przez „iluzjonistę” – jest to głęboka niechęć do polskiej tradycji romantycznej i patriotycznej.

Antoni Słonimski po premierze filmu „Wesele” pisał w swoim felietonie: „Sen Wyspiańskiego o Polsce wolnej, żal do współczesnej, ból, sarkazm, ten porachunek poetycki z własnym pokoleniem Wajda przetłumaczył na język filmu, a raczej na wrzask i bełkot. Inteligencję tych czasów przedstawił nam jako bandę niezdolnych do czynu kabotynów, którym w pijackim zamęcie coś tam we łbach się majaczyło. Kazał nam zapomnieć, że z tego środowiska, z tej ziemi, już za lat 30 wyszli pierwsi od lat polscy żołnierze”.

W kolejnych filmach „Pana Andrzeja” widać ten sam trop intencji historiozoficznej – to ciągła krytyka polskiego „szaleństwa” dążeń wolnościowych i narodowościowych. Posunięta czasem do granic – w filmie „Lotna” polscy ułani jak idioci walą szablami w niemieckie czołgi; w „Kanale” powstańcy dosłownie i moralnie nurzają się w szambie; w „Popiele i diamencie” patrioci z AK stają się mordercami, których do zbrodni pcha fatalizm wynikający z ich mentalnego skrzywienia. Jakby polskość była chorobą. Z której należy się leczyć.

Stąd właśnie wynika wściekłość Wajdy na środowiska patriotyczne, które organizują marsze na Krakowskim Przedmieściu. Ponieważ są one – w jego mniemaniu – spadkobiercami owej „szaleńczej” idei, która ciągle każe walczyć o Polskę Wolną i Piękną. Ich zwycięstwo postawiłoby pod znakiem zapytania wszystko to, co sam starał się usilnie w swojej twórczości przekazać. Dlatego przed tym się broni. Takiej Polski się obawia…

W wywiadzie dla włoskiego, lewicującego tygodnika „La Repubblica” w lipcu 2010 r., tuż po wyborze Bronisława Komorowskiego na prezydenta, mówił m.in.: „Jestem szczęśliwy, ale Kaczyński pozostaje niebezpieczny. Używa mitów martyrologicznych do tego, by dokonywać frontalnych ataków” (tłum. TŁ).

Sam Wajda z „martyrologicznym mitem” rozprawia się od początku swojej twórczości. To ponad pół wieku olbrzymiego wpływu na intelektualną elitę w naszym kraju. Na jego filmach wychowało się wiele pokoleń, często podświadomie „kupując” jego wizję, jego spojrzenie na polską historię. A filmów nakręcił sporo.

Iwaszkiewicz pisał w swoim „Dzienniku”: „Strasznie Wajdę lubię, taki z niego »pracownik« – tak się do wszystkiego bierze i zaraz robi”.

To prawda. Tak się do wszystkiego bierze i zaraz robi… Jego wpływ na sposób zbiorowego myślenia o sprawach ważkich dla nas – historycznie i politycznie, jest niebagatelny. Widać to choćby teraz, gdy coraz więcej jest intelektualistów, którzy o dowódcach Powstania Warszawskiego mówią per „zbrodniarze”. Do takiego stanu umysłów przyczynił się „największy polski reżyser”. Nie sam, oczywiście.

„Krzyżacy” wszystko psują

We wspomnianym „Kanale” drugim reżyserem był Kazimierz Kutz. A scenarzystą Jerzy Stefan Stawiński, który w książce Stanisława Janickiego z 1962 r. „Polscy twórcy filmowi sami o sobie” wypowiada się tak: „W takiej sytuacji jak ja znalazło się wielu ludzi z mojego pokolenia, wychowanego przed wojną w dętych kanonach bogoojczyźnianych, w myśl których naczelnym zadaniem i największym osiągnięciem życiowym była śmierć w obronie ojczyzny na barykadzie. Wszystkie te zasady – zrozumiałe zresztą na tle historii Polski – zbankrutowały w kluczowym dla nas momencie, w czasie powstania warszawskiego”.

Kilkanaście stron dalej w tej samej książce mówi sam Andrzej Wajda:

„Starałem się – zresztą nie tylko ja – przekonać widza, że nie należy walczyć, kiedy się nie ma racji, że nie należy podnosić ręki, zanim nie zastanowimy się, czy to podniesienie ręki ma sens. Wpajaliśmy w społeczeństwo przekonanie o słuszności takiego stanowiska. Niestety, cała nasza praca zostaje przekreślona takim filmem jak „Krzyżacy”. Idąc konsekwentnie po tej linii, powinno się następnie zrobić „Obronę Częstochowy” i „Cud nad Wisłą”. Rozumiem konieczność takiego filmu jak „Krzyżacy” w momencie, gdy wybucha wojna, ale takiej sytuacji na szczęście nie ma. Traktujemy naszą pracę na serio, jako pewnego rodzaju psychoterapię”.

Mamy więc przekonanie własne o misji wykonywanej „ramię w ramię” z innymi o „wpajaniu społeczeństwu” swoich przekonań, a jednocześnie wskazanie, że ta praca propagandowa ma charakter psychoterapii. Czy leczeniu należy poddawać tych, którzy są „chorzy na polskość”?

Stanisław Wyspiański Wolnej Polski nie doczekał… Gdy Żeromski opowiadał mu o ideach powstańczych, o zbiórkach pieniędzy na broń, o zamysłach Piłsudskiego, wtedy dramaturg wziął kartkę papieru i zaczął coś na niej pisać. Była to dymisja z Akademii Sztuk Pięknych. Zdziwionemu Żeromskiemu wyjaśnił, że nie może być nadal urzędnikiem ministerialnej austriackiej instytucji, gdy podpisze odezwę o datki na powstańczą broń. Chciał, żeby jego utwór „Veni Creator” stał się hymnem ruchu niepodległościowego. Dochód ze sprzedaży miał finansować działania wyzwoleńcze. Pierwszy egzemplarz, na specjalnym papierze, ofiarował Żeromskiemu. Dał na sprzedaż kilka swoich obrazów. Spotkał się też z Józefem Piłsudskim, ale prosił, żeby tej informacji nie rozpowszechniać.

Był coraz bardziej chory. Mdlał i silnie cierpiał. Podawano mu morfinę. Przyjaciel artysty mecenas Skąpski zapytał, czy wezwać żonę i dzieci. Wyspiański położył rękę na piersi i powiedział: „Dzieci i żonę mam tu – w sercu”.

Umarł, mając w sercu także Polskę. Bo był chory na polskość.

Zostawił po sobie niebywały spadek duchowy i literacki. Po „złoty róg” tego spadku sięgnął potem reżyser Andrzej Wajda. Kręcił kolejne swoje filmy tak, by ułożyły się w jego własną „polską szopkę”. Czy była to opowieść prawdziwa? W „Weselu” Wyspiańskiego odpowiedział na to pytanie gospodarz:

„Orły, kosy, szable, godła,
Pany, chłopy, chłopy, pany:
cały świat zaczarowany,
wszystko była maska podła:
chłopy, pany, pany, chłopy,
szable, godła, herby, kosy,
aż na głowie wstają włosy,
wszystko była podła maska
farbiona – jak do obrazka:
cały świat zaczarowany”.

W końcowych sekwencjach „Wesela” nakręconego przez Wajdę jest scena, w której pada zajeżdżony przez Jaśka koń. Biały koń. Alegoria Polski. Leży i zdycha w błocie…

Tomasz Łysiak

http://www.gazetapolska.pl/21501-filmowe-kuglarstwo-andrzeja-wajdy

avatar użytkownika gość z drogi

19. "BraliŚta pieniążek moskiewski'

I BRALI....
a gruba Krecha ,przekreśliła nasze marzenia o wolna Polskę

gość z drogi

avatar użytkownika Maryla

20. @gość z drogi

braliśta pieniązek moskiewaki, a teraz "braliśta kasę okradzionych klientów Amber Gold" na knota o Bolku Walezie i grubej Heńce.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Maryla

21. spotkanie w Hybrydach i szkalunek na ONET

Reżyser dokumentalny Grzegorz Braun znowu szokuje. Na spotkaniu w Warszawie mówił o Andrzeju Wajdzie jako o "sowieckim (…) agencie wpływu w Polsce", którego "wejście smoka" można było zaobserwować po "zamachu smoleńskim".
Monika Lang, menedżerka słynnego reżysera i zdobywcy Oscara, w rozmowie z Onetem - poproszona o odniesienie się do oskarżeń - stwierdza jedynie, że Andrzej Wajda "nie widzi powodu, aby wdawać się w potyczki słowne".

To nie pierwsze bardzo daleko idące słowa Grzegorza Brauna. Przed miesiącami, o czym było głośno, mówił na spotkaniu Klubu Ronina o "wyprawieni na tamten świat w sposób nagły, drastyczny i nieprzyjemny" dziennikarzy "GW" i TVN.

Tym razem, jak wynika z informacji opublikowanej na PomnikSmolensk.pl, spotkanie miało miejsce 16 lutego w stołecznych Hybrydach, a zorganizowało je Stowarzyszenie Twórców dla Rzeczypospolitej (gdzie prezesem jest prof. Zdzisław Krasnodębski, a jego zastępcą prof. Andrzej Zybertowicz). Potwierdziliśmy to.

Częścią spotkania były wspomnienia dwóch osób - prof. historii Pawła Wieczorkiewicza i filmowca Piotra Włodarskiego. Postać Wieczorkiewicza ciepło opisywał historyk dr Piotr Gontarczyk. Ale potem wyszedł.

- Ze względu na prezentowane opinie po kilku wypowiedziach niektórych obecnych tam osób byłem zniesmaczony i w związku z tym opuściłem salę. Założyłem płaszcz i wyszedłem ze spotkania, bo moja obecność stała się dla mnie problemem - mówi Onetowi dr Piotr Gontarczyk, historyk.

Z kolei postać Włodarskiego wspominał Grzegorz Braun, reżyser filmów dokumentalnych. I to właśnie on - podpierając się książką "Pan Andrzej" autorstwa Włodarskiego - opisując Włodarskiego wspomniał też o Andrzeju Wajdzie (bohaterze "Pana Andrzeja") w bardzo ostrych słowach.

"Pan Andrzej" to publikacja, której wymowa jest bardzo krytyczna dla reżysera filmów takich "Popiół i diament", "Człowiek z żelaza", "Człowiek z marmuru", "Pan Tadeusz", "Katyń" czy ostatnio "Wałęsa".

- Ta monstrualna postać, Andrzej Wajda, ta postać znowu wróciła z dużym impetem na naszą scenę polityczną w charakterze, no niewątpliwie, sowieckiego, postsowieckiego agenta wpływu w Polsce. To "wejście smoka" nastąpiło właśnie po zamachu smoleńskim - stwierdził Grzegorz Braun.

W 2010 r. Andrzej Wajda był członkiem komitetu honorowego poparcia Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich. Nie był to pierwszy krok reżysera w polityce bądź na jej obrzeżach. Wcześniej był senatorem I kadencji (1989-91) - został wybrany z list "Solidarności". Sympatyzował z Unią Wolności.

Braun w czasie swojej mowy podkreślił, że "książeczka Piotra Włodarskiego ("Pan Andrzej" - przyp. red.), jeśli była ostrzeżeniem przez tą postacią (Andrzejem Wajdą - przyp. red.), jeżeli była przestrogą przed taką manipulacją, to była przestrogą bardzo proroczą pod pewnymi względami". Sama książka - jak oceniono przed laty w programie telewizji Puls "Pod Prąd" Jerzego Zalewskiego (moderatora omawianego spotkania) - została "kompletnie przemilczana".

Jednocześnie reżyser dokumentów mówił o "zamachu smoleńskim", a nie katastrofie lotniczej w Smoleńsku.

Spotkanie w Hybrydach zostało zorganizowane w dużej mierze z powodu ustanowienia Nagrody "Człowieka Niezłomnego" im. Anny Walentynowicz, stąd obecność na spotkaniu wnuka legendarnej działaczki "Solidarności" - Piotra Walentynowicza. O, jak określił ją prof. Sławomir Cenckiewicz w biografii, Annie "Solidarność" z wielkim uznaniem mówił w Hybrydach Antoni Macierewicz (PiS). Potem polityk Prawa i Sprawiedliwości wspomniał też o Grzegorzu Braunie jako autorze ważnych filmów, które wpływają na polską rzeczywistość. Poseł opozycji wspomniał też o oczekiwanym zwycięstwie środowiska skupionego wokół PiS, a także o "cywilizacji miłości".

Wśród zaproszonych znaleźli się też m.in. ks. Stanisław Małkowski, Kazimierz Świtoń, Bronisław Wildstein (który również opuścił spotkanie).

Grzegorz Braun jest reżyserem dokumentów, znanym z bezkompromisowych i kontrowersyjnych wypowiedzi oraz filmów. Niedawno powiedział, że szykuje film o Adamie Michniku (tytuł roboczy: "Towarzysz redaktor"). Wcześniej nakręcił też obraz o Lechu Wałęsie ("Plusy dodatnie, plusy ujemne"). W ostatnich miesiącach głośno o nim było z powodu z powodu incydentu, do którego doszło w związku z ekshumacją ciała ofiary katastrofy.

(JM)

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/braun-znow-szokuje-nazwal-andrzeja-wajde-...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Maryla

22. Pan Andrzej - Kłamca -

Pan Andrzej - Kłamca - mitoman - czy - konformista.
Rzecz o towarzyszu Andrzeju Wajdzie.
"Pan Andrzej" to dość zaskakująca pozycja na naszym rynku wydawniczym. Po serii książek omawiających twórczość Andrzeja Wajdy, po zbiorach jego wypowiedzi i wywiadów, po "Autobiografii" pozycja ta próbuje zweryfikować mit Wielkiego Twórcy.

Autor posługując się fragmentami wypowiedzi reżysera, jego notatkami oraz publikacjami prasowymi stara się udowodnić iż wielkość Andrzeja Wajdy budowana była przez dawnych władców PRL dla doraźnych potrzeb propagandowych. Co więcej, z cytowanych dokumentów wynika że sam reżyser zgodził się na taką grę i świadomie w niej uczestniczył. Co gorsza zaangażował do tej gry swój talent realizując tylko takie filmy jakich oczekiwali od niego władcy PRL. Kim więc był i jest Andrzej Wajda - wzorem, autorytetem, artystą czy też ofiarą polityki a może wiecznym konformistą?
Autor książki niestety nie pozostawia nam złudzeń.

Na pewno największym atutem książki są cytowane dokumenty. Niektóre z nich budzą swoistą grozę, inne odsłaniając mechanizmy rządów w PRL kompromitują nie tylko polityków ale tzw. elity artystyczne. Wszystko to prowokuje do ponowienia pytania - czy brak rozliczenia z przeszłością nadal nie jest główną przeszkodą w normalnym i zdrowym funkcjonowaniu państwa polskiego.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Maryla

23. Krytyka Polityczna robi Wajdzie prawicową, patriotyczną legendę

http://wpolityce.pl/artykuly/59855-pornografia-polskosci-czyli-lewacki-r...

Krzysztof Kłopotowski

Twórczość najważniejszego, polskiego artysty naszych czasów jest tematem zbioru esejów wydanych przez Krytykę Polityczną. Wyłania się z nich obraz prawicowego patrioty, który uczynił siebie wieszczem i tak mocno broni polskości w swoich filmach, że został nawet posądzony o antysemityzm. Gdy czyta się na prawicowych blogach, jakie kalumnie wypisują anonimy o Andrzeju Wajdzie; albo czasem jak łatwo poważni publicyści prawicy pozbyliby się z naszej kultury tego Opus Magnum Polonorum, to nasuwa się pytanie, kto tu jest szaleńcem, a kto ślepcem.

Lewacy widzą lepiej, bo ich nie zaślepia wrogość polityczna. To są oportuniści, którzy dobrze urządzili się w III Rzeczpospolitej popierani przez obecną władzę w zamian za stępienie krytyki obozu rządowego. III RP popiera również Pan Andrzej. Analiza jego dorobku przez KP jest więc wnikliwa, lecz unika wątku ważnego dla jego twórczości - oportunizmu politycznego Mistrza, który umożliwia mu pracę na każdym etapie historycznym z korzyścią dla kultury narodowej.

Inteligenckie przesądy

Ten artysta w ujęciu KP jest wyrazicielem polskiej liberalnej inteligencji „nieprawicowej”. Różni się od prawicy tylko płytkim potępieniem nacjonalizmu i bardziej otwartą na mniejszości etniczne koncepcją narodu, jak stwierdza redaktor tomu Jakub Majmurek. W „Katyniu” ujawnił, że dzieli z prawicą przesądy o przedwojennej klasie wyższej i średniej jako ostoi polskości i podmiotu historii. Pokazał „nieufność” (!) do przemian stalinowskich, rusofobię, przekonanie o totalitarnym i okupacyjnym charakterze PRL, choć stonowane. Tak twierdzi radykalna lewica. Czy prawica to słyszy? Czy rozumie, jakiego wyklina patriotę? W tej ocenie chybione są tylko dwie rzeczy: Po pierwsze, nienawiści i pogardy dla stalinizmu nie można blado nazwać „nieufnością”. Po drugie, postawa Wajdy i inteligencji, w imieniu której mówi, to nie jest naganny „przesąd”, lecz trafne rozpoznanie sytuacji narodu. (Niżej podpisany zarzucał reżyserowi m. in. stonowanie w „Katyniu” obrazu barbarzyństwa Rosji bolszewickiej.)

Pokolenie Wajdy zaangażowane w „system”, po roku 1989 swoje zaangażowanie „egzorcyzmowało” odrzucając oświeceniowe, egalitarne, demokratyczne wartości. Zwróciło się do mitu przedwojnia oraz tradycji szlacheckiej. Sarmatyzm „Pana Tadeusza” i „Zemsty” jest spajającą Polaków formą kulturową, po oczyszczeniu z pogardy dla klas ludowych - stwierdza Majmurek. Wszakże ten wieszcz „nieprawicowej” inteligencji jest wrogo nastawiony do każdego autentycznego, ideowego zaangażowania i gwałtownej zmiany społecznej. Po raz pierwszy ujawnił to w „Dantonie” (1983) zwiastując przemianę podejścia tego odłamu inteligencji polskiej do ideologii.

Dobór słów przez Majmurka wskazuje na niezadowolenie taką zdroworozsądkową postawą. Jednak nie może otwarcie jej potępić z powodu oportunizmu Krytyki Politycznej. Wbrew swojemu deklarowanemu radykalizmowi sama nic nie czyni dla gwałtownej zmiany społecznej wygodnie umoszczona na dotacjach państwowych. Autentyczne zaangażowanie ideowe KP po stronie lewicy jest więc wątpliwe acz z jednym wyjątkiem. Ze wszystkich rodzajów rewolucji KP ma największy apetyt na rewolucję seksualną.

Pan Tadeusz z panem Hrabią

Autorzy tomu wprowadzają pojęcie „homospołeczne” do analizy świata bohaterów Wajdy. Pojęcie to przejęli od amerykańskiej feministki Eve Kosofsky Sekwick. Określa ono różne „męskie więzi w kulturze patriarchalnej, oparte na emocjonalnej bliskości i fascynacji definiowane w opozycji do (wypieranych) więzi homoseksualnych”. Świat Wajdy rzeczywiście kręci się wokół mężczyzn. To polityka, walka zbrojna, historia, więc ciągle męska domena. Czemu jednak autorzy nie tworzą pojęcia „androspołeczny”, skoro „andros” to po grecku mężczyzna gdy „homo” znaczy taki sam? Może wchodzić w grę szykowanie przez feminizm amerykański kolejnego etapu homoseksualizacji kultury. Pojęcie „homospołeczny” miałoby na celu oswojenie publiczności z tym zjawiskiem.

Pojęcia mają konsekwencje, ponieważ niosą idee. Kto n.p. określa scenę poloneza w „Panu Tadueuszu” jako „heteronormatywną” wcale nie jest śmiesznym głupcem, jak mogliby pomyśleć niektórzy ludzie na polskiej prawicy. Jest to trafne nazwanie nakazu, że mężczyzna ma tańczyć z kobietą, a nie pan Tadeusz z panem Hrabią. Rewolucyjny zamysł kieruje tu snop światła świadomości na rzecz oczywistą, do tej pory wykonywaną bez zastanowienia. Gdy przychodzi refleksja, nadchodzi czas zmiany. Jeszcze Tadeusz ruszy z Hrabią w tany!
Na razie nie ruszyli, więc Eliza Szybowicz pozostaje znudzona: „Z projektu libidianego zaangażowania przedstawionego w ekranizacji narodowej epopei zieje nudą, bo autorzy próbują go oprzeć na baśni o narodowym spełnieniu symbolizowanym przez triumfalny, synchroniczny polonez w wykonaniu posłusznego łańcucha heteroseksualnych par. Filmowe Soplicowo jest czytelne od (pierwszego) razu, do Wilka można wracać wielokrotnie i z upodobaniem.” – stwierdza autorka KP. Dlatego z upodobaniem, że „Panny z Wilka” dają możliwość zakwestionowania męskiej tożsamości Wiktora, głównego bohatera filmu. „Posłusznym łańcuchem” określa p. Szybowicz lekceważąco zgodne uczestniczenie w narodowej kulturze. Dziwacznym terminem „libidialne zaangażowanie” nazywa ona pożądanie między mężczyzną a kobietą. Skądinąd to podstawa kontynuacji rodzaju ludzkiego. Skrajna lewica zamierza ją podciąć, jednak nie chce tego wyrazić w sposób powszechnie zrozumiały, używa więc kamuflażu języka akademickiego.

Zakrawa to na szaleństwo, jednak lewacy wcale nie są świadomymi niszczycielami życia. Jest to skutek postawienia spełnienia jednostki przed dobrem wspólnoty, bo wspólnota wymaga stłumienia pewnych popędów . Chodzi tu o represję popędu ku własnej płci, który w rozmaitym stopniu jest obecny niemal w każdym człowieku, a ujawnia się w nadzwyczajnych warunkach więzienia czy wojska. Zacietrzewienie w tej sprawie radykałów nie znaczy, że chcą powszechnego homoseksualizmu i w rezultacie wymierania rodzaju ludzkiego. Chodzi im o wywalczenie akceptacji dla ludzi, którzy już taki popęd mają. Niestety, nie przyznają się, że pociągną również osobników o chwiejnej tożsamości; tak czynią żeby w polemikach nie osłabiać swej pozycji.

Rozprawiczenie kultury polskiej

Jeden z najlepszych tekstów zbioru, krótki szkic Bartosza Żurawieckiego o filmie „Brzezina” analizuje ambiwalencję seksualną dwójki braci, głównych bohaterów. Oto więc samczy i posępny Bolesław (Daniel Olbrychski) jest jego zdaniem kryptogejem a przynajmniej impotentem. Dlatego uciekła od niego żona w objęcia rosłego Michała (Marek Perepeczko). Żurawiecki wysnuwa domysł, że Bolesław skrycie kocha się w swym bracie Stanisławie (Olgierd Łukaszewicz), dlatego nie może znieść jego romansu z Maliną (Emilia Krakowska). A oto kapitalna konkluzja: Bolesław i Stanisław to dwa oblicza Wajdy. Bolesław to twardziel i wojak, z pewnym romantyzmem w sprawach zasadniczych, skrywający jakąś tajemnicę. Zaś Stanisław to pięknoduch i „niemęski” esteta aczkolwiek heteroseksualista. W III Rzeczpospolitej – twierdzi Żurawiecki – Wajda ugruntował się na pozycji Bolesława, wieszcza. W rezultacie „Brzezina” pozostała niespełnioną przez polskie kino obietnicą „przegięcia”, między innymi – ujawnienia wrażliwości homoseksualnej.

Tylko czy Polacy są gotowi na otwartą debatę o zakamarkach natury ludzkiej? Potrzeba rozprawiczenia kultury polskiej pojawia się w ciekawej rozmowie z Tomaszem Kozakiem, pt. „Pornografia polskości” na kanwie filmu „Panna Nikt”. Kozak dopuszcza, że reżyser może nie zdawać sobie z tego sprawy. Artysta nie zna wszystkich możliwości interpretacji swego dzieła. „Odwieczna ciasnota polskości upozowana na bogobojną dziewiczość zyskuje tu ironiczny kształt w postaci dojrzewającej dziewczynki”. Jest to Marysia (Anna Wielgucka). Formułę dziewiczą osłabiła dopiero transformacja ustrojowa pod wieloma względami nihilistyczna. Pojawia się duch a może upiór sugerujący, że można tworzyć polską tożsamość na przekór „patriarchalnej pozytywności”. Wysłannicy upiora zjawiają się w formie larwy amoralnego, dziecinnego „lucyferyzmu”. Bywa on śmiertelnie niebezpieczny, ale jest koniecznym warunkiem wolnej twórczości. W „Pannie Nikt” tę twórczość uosabia Kasia (Anna Mucha) – stwierdza Kozak.
Feministyczna ideologia esejów KP także jest, moim zdaniem, przejawem „dziecinnego lucyferyzmu”, który rzeczywiście może być śmiertelnie niebezpieczny ale ułatwia otwarcie duszy polskiej zasklepionej w bogobojności. Potrzeba takiego otwarcia jawi się w „Ziemi obiecanej”. Sekwencja na wsi w majątku rodzinnym Borowieckich, zwłaszcza ustawiona na tle dworku scena partyjki gry w karty z proboszczem wyraża sielską bezmyślność skazaną na zagładę w kapitalizmie. Z tego świata pochodzi Anka zmuszona do rywalizacji z obleśną Lucy Zucker (Kalina Jędrusik).

Fantazmat Żydówki a wizja Polki

Zdaniem Piotra Foreckiego szlachcianka Anka (Anna Nehrebecka) jest ”metaforą Polski i uosobieniem polskiej kobiecości w iście słowiańsko-aryjskim wydaniu”. Do opisu wystarczyłaby sama „słowiańskość” Nehrebeckiej, lecz autor KP dorzuca „aryjskość” z zamiarem niezbyt delikatnej insynuacji. Wprawdzie nie zmierza roztrząsać, czy Wajda jest antysemitą. Reżysera usprawiedliwia faktem, że on tylko przemawia językiem kultury, która podwójnie wyklucza Żydówki - jako Żydówki i jako kobiety. Na ich tle korzystnie wyróżniają się Polki: strażniczki tradycji, żony, matki, alegorie ojczyzny i wzniosłości. Dlatego zdaniem Joanny Ostrowskiej „połączenie rozwiązłości i antysemityzmu wydaje się być jak najbardziej trafnym rozpoznaniem dla światopoglądu Andrzeja Wajdy.” Czyli zdaniem reżysera - w odczytaniu Ostrowskiej – niechlujna rozwiązłość sprzyja niechęci do Żydów. A jak rozumieć schludnych oficerów SS?

Zaś Forecki tropi błędy i wypaczenia reżysera: Anka w powieści Reymonta ma włosy kasztanowe,gdy Wajda uczynił z niej blondynkę, stąd jej „aryjskość”. Warto Foreckiemu zapamiętać, że rywalki powinny radykalnie różnić się od siebie, gdyż wyrażają różne aspekty psychiki mężczyzny, o którego walczą. Kino przemawia obrazem, dlatego używa stereotypizacji postaci. Taki jest również powód operacji dokonanej przez Wajdę na Lucy. To nie krypto-antysemityzm, lecz ekonomia wyrazu. Lucy u Reymonta jest młoda, piękna, spragniona miłości i sentyentalna. Na filmie jest starszą, lubieżną kusicielką. Reżyser dodał Lucy „fellatio” wykonane w dorożce na Karolu (Daniel Olbrychski) i sławną orgiastyczną sekwencję w salonce pociągu. Przeciąga tę sekwencję – zdaniem KP – dużo ponad potrzebę informacyjną „jakby chciał i siebie i widza napoić do końca cielesną i psychiczną ohydą Lucy.”

Moim zdaniem, powyższa ocena wynika z przyjęcia feministycznego i politpoprawnego punktu widzenia w obronie wizerunku Żydówki i kobiety. Bo z punktu widzenia polskiego mężczyzny chodzi tu o ukazanie upadku szlachcica, który romansem z Lucy płaci za dostęp do tajnych informacji pozwalających mu łatwo się wzbogacić. Nie tyle Lucy mamy się brzydzić, ile Karola żałować! Przekonująca w wywodzie Foreckiego jest natomiast obserwacja, że Wajda adaptując Reymonta przesunął watki antysemickie na postać Lucy z Moryca Welta (Wojciech Pszoniak). W powieści jest on oszustem, stereotypowym Żydem, zaś w filmie to w gruncie rzeczy sympatyczny i wierny przyjaciel. Jak wiemy, po wielu latach Wajda usunął orgię z Lucy w wersji reżyserskiej i kilka innych scen, kilka dodał - i tak zepsuł swoje arcydzieło w roku 2000. Zdaniem Jarosława Pietrzaka uczynił to, żeby stępić ostrze marksistowskie filmu, co prawda przydatne w PRL, lecz nie pasujące do liberalnego kapitalizmu III RP.

Esej Foreckiego o „Fantazmacie Żydówki” cechuje ton nagany. Stwierdza np., że u Wajdy oraz u innych polskich twórców pojawienie się Żydówek zmienia bieg wydarzeń i niesie zgubę mężczyznom będącym w ich orbicie. Taka jest rola i Lucy i też Lillien (Beata Fudalej) w „Wielkim Tygodniu”. Reżyser zmienia tekst powieści Jerzego Andrzejewskiego, żeby podkreślić fatalną rolę Lillien. „No ale czy tak nie jest ciekawiej, bardziej dramatycznie i spójnie?” – ironicznie pyta. Moja odpowiedź brzmi: - Tak jest też prawdziwiej. W czasach nazistowskiej okupacji było to oczywiste. W czasach pokoju stanowi ryzykowne starcie różnych kultur i wrażliwości, w którym wygrywa ta bardziej dojrzała.

Uświęcenie Korczaka, ukrzyżowanie Wajdy

Poszukujący idealnego wyobrażenia polskości bohaterowie Wajdy współistnieją z postaciami ze świata żydowskiego,lecz Wajda bez skutku poszukuje złotego środka: wspólnej pamięci wolnej od jakichkolwiek przemilczeń – stwierdza Joanna Ostrowska. Świadczy o tym film „Korczak” według scenariusza Agnieszki Holland, nie podejrzewanej o antysemityzm. Tymczasem obok „Ziemi obiecanej” ten film wywołał furię największą.
Po premierze na festiwalu w Cannes został przyjęty owacją na stojąco, ale na drugi dzień pewni krytycy zareagowali chłodno. „Udręka, z jaką ogląda się film, od początku narasta w toku projekcji, aż od sceny finałowej, kiedy serce ucieka do gardła ... Treblinka jako odkupienie wymordowanych żydowskich dzieci. Nie. Po wielekroć nie.” – napisała Danielle Heymann. Reżyser „Shoah” Claude Lanzmann na specjalnym pokazie w Paryżu powiedział do żony premiera; „Nie masz pojęcia, jakie to jest zło” i opuścił salę. Filmu broniła Agnieszka Holland zarzucając Lanzmannowi przywłaszczenie sobie jedynie słusznej reprezentacji Zagłady.

Przeciwnicy „Korczaka” zarzucali Wajdzie – pisze Ostrowska – chrystianizację żydowskiego losu oraz kontynuację polskich stereotypów dotyczących Żydów i wybielanie polskich win.”Ważny był także finał filmu – oniryczna scena, w której dzieci wraz z Korczakiem wyskakują z odłączonego od transportu wagonu i biegną przed siebie ze sztandarem z gwiazdą Dawida.” Widziano w tym umniejszanie tragedii. A film był „bezpiecznym” obrazem wspólnoty polsko-żydowskiego losu, ofiary jednego przedwojennego społeczeństwa, które bynajmniej nie odżegnywało się od antysemityzmu. Ciekawe, że film został dobrze przyjęty tylko w Niemczech i Izraelu, czyli krajach najbardziej zainteresowanych i dotkniętych tematem. Może jednak Wajda nie wykazał braku wrażliwości?
Negatywne przyjęcie „Korczaka” mocno wpłynęło na dalszą karierę Wajdy, informuje autorka KP, ale niestety nie podaje konkretów. Kto szkodził reżyserowi, jakie projekty zostały utrącone, jakie minęły go nagrody – tego czytelnik nie dowie się. Zostaje tylko gołosłowny zarzut, że jego polonocentryzm został ukarany.
Trudno o bardziej narodowego reżysera. Nie tylko z racji historycznego zasięgu jego dzieła, lecz także mentalności. Ekranizacja „Pana Tadeusza” przyjęta ironicznie w polskim światku filmowym, na prawdę jest triumfem. Finałowa scena poloneza budzi różne uczucia widzów zależnie od stopnia utożsamienia się z Polakiem. Może wywołać lewacki uśmieszek jako „heteronormatywna”. Lub zatroską minę Jankiela, jako zapowiedź daremnego zrywu. Albo łzy w oczach na widok niezbyt mądrych lecz własnych rodaków, jak chwytają się widma Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. To ostatnie jest spojrzeniem Wajdy. Tylko czemu usunął motyw Targowicy, który u Mickiewicza przypomina Polakom Jankiel fałszując melodię? Czyżby agentura przestała być problemem? Oportunizm Mistrza wziął górę nad przestrogą Wieszcza.

Mistrz ikoną prawicy

Wkrótce zobaczymy, jak Pan Andrzej zda test w filmie o Wałęsie. Podtrzymując legendę b. przywódcy Solidarności może nie tylko okazać się oportunistą, lecz również obrońcą polskiej racji stanu za granicą. Tam nikogo nie obchodzi mroczny aspekt Wałęsy, był czy nie był tajnym współpracownikiem SB. Został symbolem ruchu narodowo-robotniczego, który walnie przyczynił się do upadku komunizmu. Chcemy, czy nie chcemy, „Lech” jest na świecie kapitałem Polski a nie obciążeniem. Moim zdaniem, w kraju jest przeciwnie, ale Wajda zdecydował podtrzymać użyteczny mit.

Jakim jest najważniejszy polski artysta naszych czasów? Jest konserwatywnym patriotą zatroskanym o przetrwanie substancji narodu, rzecznikiem tłumienia dewiacyjnych popędów seksualnych, w relacjach polsko-żydowskich polonocentrystą aż do pomówienia o antysemityzm. Andrzej Wajda mógłby zostać niekwestionowaną ikoną całej prawicy, gdyby obie strony były roztropniejsze. On niepotrzebnie wchodzi w bezpośrednią walkę polityczną, przez co utrudnia odczytanie z dobrą wolą swego dzieła. Zaś prawica narodowa musi przyjąć do wiadomości, że reżyser filmowy nie ma pełnej wolności twórczej. Idzie więc kompromisy, gdyż potrzebuje milionów złotych na każdy film. Prawica musi też zrozumieć zachowawczy w gruncie rzeczy przekaz patriotyczny Wajdy. Bywa krytyczny wobec zrywów, bo chce chronić rodaków przed klęskami. Narodowcom niechaj wreszcie otworzy oczy analiza twórczości Mistrza dokonana przez autorów Krytyki Politycznej.

„Wajda. Przewodnik Krytyki Politycznej” pod redakcją Jakuba Majmurka. s.258 Warszawa 2013

Autor omawia premiery filmowe w Telewizji Republika w soboty 11.30 - 12.00; powtórka 20.00 - 20.30

PS. Tekst ukazał się w "Plusie Minusie" Rzeczpospolitej z 3 - 4 sierpnia 2013. Tu bez poprawek redakcyjnych.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika kazef

24. "Jakim jest najważniejszy

"Jakim jest najważniejszy polski artysta naszych czasów? Jest konserwatywnym patriotą zatroskanym o przetrwanie substancji narodu (...). Prawica musi też zrozumieć zachowawczy w gruncie rzeczy przekaz patriotyczny Wajdy. Bywa krytyczny wobec zrywów, bo chce chronić rodaków przed klęskami".

To przykre obserwować, jak bardzo stacza się Kłopotowski. Jednego nei rozumiem: jest aż tak marnym obserwatorem meandrów polskiej filmografii i politycznego zaangazowania Wajdy, czy tez udaje głupa i próbuje bronic filmów i postawy Wajdy za wszelka cenę (żegnając się z własnym rozumem)?

avatar użytkownika Maryla

25. @kazef

Kłopotowski niby broni filmów Wajdy przed Krytyką Polityczną i zawartą w niej lewacką propagandą , ale ustawia się w dziwnym rozkroku, broniąc lewaka przed lewakami.
Wchodzi między wódkę a zakąskę.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Maryla

26. "Powrót Kaczyńskiego oznacza

"Powrót Kaczyńskiego oznacza wojnę domową"

Zdaniem Lecha Wałęsy, gdy PiS powróci do władzy, prezes będzie się odgrywać na przeciwnikach politycznych.

To
już chyba wiemy, jaki to będzie film... Andrzej Wajda: "Mamy bohaterów w
naszej 1000-letniej historii, ale takiego jak Wałęsa nie mieliśmy!"

"Wałęsa stanął po stronie tych, którzy byli w tym kraju
najbardziej zepchnięci na margines. Był robotniczo-chłopski rząd, a
robotnicy i chłopi nie mieli nic do powiedzenia. Dlatego urodził się
ktoś taki jak Wałęsa, by dać temu odpór" - mówił reżyser.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Maryla

27. wczoraj, 21:32 "Widziałem

wczoraj, 21:32

"Widziałem człowieka, który budzi zaufanie. Zrobiłem taki film, jaki chciałem zrobić"

"Widziałem człowieka, który budzi zaufanie. Zrobiłem taki film, jaki chciałem zrobić"

- To psychologiczny portret Wałęsy. Pomiędzy tym są
wydarzenia historyczne, w których on bierze udział i które formuje -
mówił...
czytaj dalej »

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Michał St. de Zieleśkiewicz

28. Do Pani Maryli

Szanowna Pani Marylo

Andrzeja Wajdę wypromował Józef Cyrankiewicz, wcześniej Szpilman.
"Karierę" zrobił za Jaruzelskiego, Bolka i Komorowskiego kontynuuje.

To gorzej jak mitoman, targowiczanin

Ukłony moje najniższe

Michał Stanisław de Zieleśkiewicz

avatar użytkownika Maryla

29. Wajda recenzuje Polskę. „Nie


Wajda recenzuje Polskę. „Nie jesteśmy krajem cywilizowanym. Dopiero się nim stajemy. I dlatego potrzebna nam UE”

„Cywilizacja właśnie na tym polega, że rozumie się innych, pozwala
im się, aby istnieli i trwali przy swoim. Cała trudność polega na tym,
że jeśli ja jestem wolny, to muszę tak robić, aby innym także dać
wolność”.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Maryla

30. Kampania wrześniowa to


Kampania
wrześniowa to porażka prawicy, Wałęsa Kościuszką naszych czasów, a
przyczyną katastrofy smoleńskiej naciski Lecha Kaczyńskiego. Wajda
przemawia

"Zaważył rok 1939, kiedy zobaczyłem, że Polska przedwojenna
rozpadła się jak domek z kart. Ci, którzy nami rządzili, nie nadawali
się do tego. I w związku z tym w 1945 myśmy się zabrali do roboty. Nie
mieliśmy kompleksów, że kogokolwiek zdradzamy. Nie, my budowaliśmy nową,
swoją rzeczywistość".

„Wałęsa. Człowiek z nadziei” nie powalczy już o Oskara. Natomiast reżyser tego „filmu roku” chyba chce powalczyć o tytuł „salonowego autorytetu roku.” W obszernym wywiadzie, którego udzielił w „Gazecie Wyborczej”, nie zabrakło żadnego z ulubionych tematów prorządowych autorytetów: historia, prawica, Smoleńsk, Kaczyński...

Ja bardzo przeżyłem klęskę wrześniową i ona raz na zawsze
przekreśliła w moich oczach wiarę w rządy prawicy w Polsce, co nie
znaczy, że zaakceptowałem tę lewicę, która przyszła z Moskwy. Ale pamiętam chaos w 1939, demonstrację głupoty, brak zrozumienia władz, w czym bierzemy udział

- ocenia reżyser.

Jeżeli tak samo analizował historię dotyczącą Lecha Wałęsy, tworząc
„Człowieka z nadziei”, to nic dziwnego, że wyszło z tego to, co wyszło. Trzeba być dużym ignorantem historii, aby oceniać klęskę wrześniową jako „porażkę polskiej prawicy”.
Andrzej Wajda najwyraźniej zapomina, że pakt Ribbentrop-Mołotow był nam
nieznany, że nikt nie spodziewał się, że Zachód się odwróci do nas
tyłem... Czynników tu jest wielu, dlatego radzilibyśmy Andrzejowi
Wajdzie najpierw poczytać, a potem komentować.

Poza tym, przecież II Wojna Światowa zastała nas raptem 21 lat po odzyskaniu niepodległości po zaborach – o których „Gazeta Wyborcza” pisała jak to zmodernizowały nasz kraj. A Andrzej Wajda mówi, że

Przeciw czołgom mieliśmy szable i konie. Samochodem w 72. Pułku dysponował jedynie dowódca. (...) Jakkolwiek by patrzeć - rząd w Londynie zniszczył Warszawę, a rząd w Lublinie ją odbudował

- wspomina reżyser o Powstaniu Warszawskim. Rząd w
Lublinie w ogóle nam Polskę „odbudował” na następne prawie 50 lat.
Posługując się tym „murarskim językiem” - wręcz tę Polskę „przyspawał”
do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Natomiast kilka akapitów poniżej czytamy o zagranicznych reakcjach na „Kanał”:

Gdy pojechałem do Japonii, zdumiało mnie, że ich stosunek do tego
filmu był inny - ten, kto źle skończył, nie jest przegrany, mimo że
przegrał, tylko wygrany, bo został przy swoim. Powstańcy postanowili
bronić Warszawy, weszli do kanałów, zginęli, ale zostali przy swoim. Tak
postępowali ronini, którzy nie godzili się z wyrokami, jakie wydawali
na nich wrogowie ich patrona. To mnie w Japonii uderzyło, że "Kanał" i "Popiół i diament" odczytywano jako obraz Polaków, którzy idą do końca w imię zasad.

Czemu w takim razie Andrzej Wajda nie może tak odczytywać obrazu walecznych Polaków z Powstania Warszawskiego? Czemu krytycznie ocenia walkę z 1944 r., zamiast mówić o niej, jako o „boju o godność i honor”?

Idąc dalej, tropem polskiej historii, filmowiec opowiada także o latach powojennych:

Zaważył rok 1939, kiedy zobaczyłem, że Polska przedwojenna
rozpadła się jak domek z kart. Ci, którzy nami rządzili, nie nadawali
się do tego. I w związku z tym w 1945 myśmy się zabrali do roboty. Nie
mieliśmy kompleksów, że kogokolwiek zdradzamy.
Nie, my budowaliśmy nową, swoją rzeczywistość.

Rzeczywistość, która zabierała życie „Żołnierzom Wyklętym”, która
grzebała pamięć o polskich oficerach w Katyniu – wśród których zginął
przecież ojciec Andrzeja Wajdy... Czy taką rzeczywistość można było
budować „bez kompleksów”, z czystym sumieniem?

Wałęsa to Kościuszko naszych czasów. Nie mogłem się pogodzić z tym, jak poniewierany jest nasz narodowy bohater

- mówi Andrzej Wajda, nawiązując do „Człowieka z nadziei”,
zapominając, że ten „narodowy bohater” nie był tak krystaliczny jak
wielu myślało.

Powiem pani, że bardzo się niepokoję o naszą drogą ojczyznę

- oznajmia filmowiec.

I kontynuuje:

Dowiaduję się, że istnieje ewentualność, w której część
dzieci będzie się uczyć o seksie, a część nie będzie się uczyć - to co
się stanie za chwilę? Część dzieci będzie się uczyć jednej historii
Polski, a część drugiej. Do tej drugiej już są nauczyciele przygotowani
przez instytut księdza Rydzyka. I będziemy mieli dwie historie. Może i
geografii będą się uczyć różnych?

Hola, hola panie reżyserze – kilka odpowiedzi wcześniej mówił pan o
tej „niezależności” o którą walczono w latach 80., a teraz chce pan
narzucać rodzicom czy ich dzieci mają się uczyć o seksie czy nie? A
co do historii Polski – to takowa jest przecież jedna. Tylko
przedstawiana dwojako – niektórzy pomijają niewygodne dla siebie
elementy, a nie którzy kładą przysłowiowe „karty na stół”. I to się
najwidoczniej nie wszystkim podoba.

Prawica ma w swoim przekonaniu wyłączność na Polskę. Dlaczego?
Dlatego że lewica rządziła w PRL. No, ale była i jest lewica
reprezentująca wielką grupę ludzi, która domaga się, aby nie stwarzać z
Polski jednego narodu, jednej religii, jednych poglądów na naszą
przeszłość i przyszłość. Czy po to się odczepiliśmy od Sowietów, żeby
znowu się odgrodzić od Europy?

- ocenia reżyser. To pytanie można także odwrócić: czy po to się
odczepiliśmy od Sowietów, aby tracić znowu niezależność na rzecz Unii
Europejskiej? Integracja europejska, którą projektowali Adenauer czy
Schumann nie była „państwem europejskim”, do którego teraz zmierza Unia.
A Polska to jeden naród – czy to się panu reżyserowi podoba. Nie ma narodów „multikulti”. Poglądów może być i wiele – ale fakty są tylko jedne.

No, ale to co najlepsze Andrzej Wajda zostawił na koniec.

Że oni zginęli w Katyniu? Gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie karczma na Bielanach! Jak to się stało, że nikt nie dał temu odporu?

- rozpoczyna reżyser temat Smoleńska. Dokładnie –
Smoleńska. Nikt z tych, którzy zginęli w katastrofie rządowego samolotu,
nie ma napisane na grobie, że zginął w Katyniu, a w Smoleńsku.

Wyrobiłem sobie pogląd, co musiało się wydarzyć w Smoleńsku.
Dzień po katastrofie przeczytałem zdanie działacza PiS-u, który
powiedział, że prezydenta nie wiezie się jak walizkę - z czego wynika,
że prezydent w trakcie lotu czy jazdy pociągiem może powiedzieć np.:
"Skręćcie tu trochę na prawo". To nieszczęście mogło być konsekwencją
takiego myślenia. Leciałem tym samolotem trzy dni wcześniej z premierem
Tuskiem. Po pierwsze, Tusk był punktualny. Przywitał się z nami,
dostaliśmy wiadomość, że pogoda jest w porządku, udaliśmy się do
samolotu. Wystartowaliśmy, wylądowaliśmy. Nikt nie wchodził do kabiny.
Nikt nie pytał Tuska, czy jest zadowolony z lotu - ponieważ leciał jak
walizka. Dalej: czekaliśmy w samolotach, bo miał nadlecieć prezydent
Putin. Jego samolot stanął obok naszego - były takie same. Jeśli chodzi o
lotnisko w Smoleńsku, niech nie opowiadają, że tam są jakieś dziury,
żadnych nie doświadczyłem. Wręcz przeciwnie, ma jedną wielką zaletę,
dłuższy pas startowy, bo jest lotniskiem wojskowym, wygodniej na nim
wylądować.

Czyli stara śpiewka – ja wszystko wiem, byłem, widziałem,
zobaczyłem, doświadczyłem i wiem – prezydent kazał lądować, więc
wylądowali – ot, historia – można streścić słowa Wajdy.
Nie
wiedzieliśmy, że reżyser ma dostęp do materiałów w śledztwie – które
nota bene się jeszcze de facto nie zaczęło, żeby wskazywać przyczyny
katastrofy z 10 kwietnia. Co więcej, filmowiec chyba bacznie nie śledzi
wątku, na którego temat ma tak dużo do powiedzenia, bo zapomniał, że
prokuratura już dawno orzekła, że żadnych nacisków na pokładzie Tupolewa
nie było.

Odnosząc się natomiast do słów na temat lotu Wajdy z Tuskiem.
Pozostaje tylko przypomnieć panu reżyserowi, że już kilka razy
udowodniono, że lot ten był przygotowany o wiele lepiej niż ten z 10
kwietnia 2010 r., między innymi 7 kwietnia na lotnisku były specjalne
systemy naprowadzające.

CZYTAJ WIĘCEJ: "W Smoleńsku po wizycie Putina zdemontowano wszystkie dodatkowe zabezpieczenia ustawione 7 kwietnia na lotnisku Siewiernyj"

I na miejscu pana reżysera dziękowalibyśmy Bogu, że lot z 7 kwietnia
skończył się szczęśliwie, w przeciwieństwie do tego, który miał miejsce
trzy dni później. To na pewno przyniesie większy pożytek niż rozpływanie
się na temat zalet lotniska Siewiernyj.

Na zakończenie wywiadu Wajda zapowiada, że planuje zrobić kolejny film.

Dopiero teraz mam zamiar przywalić. Już się biorę do dwóch
następnych filmów i trzeci się wyłania. Chciałbym zrobić film o tym, co
się dzieje dziś. Są instytucje, które trzeba ośmieszyć, ludzie, którzy
tworzą tę rzeczywistość nie do przyjęcia, i jest społeczeństwo, które
żyje w potrzasku.

Strach się bać.


Wajda: nie mówcie mi ''Mistrzu''


Powiem pani, że bardzo się niepokoję o naszą drogą ojczyznę

Wałęsa to Kościuszko naszych czasów. Nie mogłem się pogodzić z tym, jak poniewierany jest nasz narodowy bohater.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Maryla

31. Krzysztof

Oddajcie dotacje na “Wałęsę”! Wajda i Głowacki chcieli uprawiać propagandę rządową i ponieśli klęskę, marnując środki publiczne

Oddajcie pieniądze! Nie wolno okłamywać młodzieży w wolnym kraju! Uprawiać marnej propagandy!

fot. Materiały Prasowe

Co powinien zrobić honorowy producent po odrzuceniu
przez Amerykańską Akademię filmu Andrzeja Wajdy i Janusza Głowackiego o
Wałęsie z konkursu o Oskara dla filmu zagranicznego?
Myślę, że zwrócić pieniądze przyjęte na realizację od Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. A jest tego dwa miliony złotych, oprócz dotacji ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego.
(E-mail do rzecznika ministra o potwierdzenie tego faktu i wysokości
dotacji pozostał bez odpowiedzi.) Film również dofinansowały prywatne
firmy, i to jest ich prywatna sprawa. Jednak pieniądze publiczne są naszą sprawą wspólną.

PISF odmówił ujawnienia mi umowy z producentem Akson Studio na przyznanie dotacji zasłaniając się tajemnicą handlową.
Na pewno zgodnie z prawem. Jednak można się domyślać, że jak w każdej
umowie o dzieło jest tam klauzula o wykonaniu pracy z należytą
starannością. Zaś „Wałęsa” nie został starannie wykonany w aspekcie prawdy historycznej.
Scenarzysta i reżyser nie zrobili wyczerpującej dokumentacji
najważniejszego tematu III Rzeczpospolitej. To jest dla PISF podstawa
prawna żądania zwrotu dotacji z racji nie dotrzymania warunków umowy. Z tego samego powodu - niedotrzymania warunków - Instytut żąda zwrotu dotacji od producenta „Pokłosia”. To niech żąda także od producenta „Wałęsy”.

Film o Lechu miał wykorzystać markę „Wałęsa” do propagandy Polski za
granicą, bo tam łatwiej ludzi otumanić, niż w kraju. To już się nie uda z
powodu wypadnięcia z konkursu do Oskara. Wajda i Głowacki
zmarnowali szekspirowski temat odrzucając wizję Wałęsy jako postaci
tragikomicznej i moralnie upadłej. Gdyby podjęli rewizję jego mitu,
zadziliwiliby świat
. Mogliby odnieść wielki sukces artystyczny i
otrzymać nagrodę amerykańskiej akademii filmowej. Tak postąpiliby wolni
artyści. Jednak oni nie są wolni. Chcieli uprawiać propagandę rządową i ponieśli klęskę, marnując środki publiczne.

Po oskarowej porażce obaj twórcy filmu udzielili wywiadów. I widać,
że niczego nie chcą zrozumieć. Ich wspólne dzieło jest bankructwem
moralnym, klęską propagandową i marnacją artystyczną, lecz oni brną
dalej w wykręty. Wajda odgraża się, że jeszcze pokaże w kinie, co myśli o przeciwnikach politycznych.
Zaś Głowacki niby żartem – a naprawdę serio mówi, że może kłamać tylko
za pieniądze. Owszem nakłamali, i teraz ten film jest pomocą dydaktyczną
do nauczania historii w szkołach według programu Narodowego Centrum
Kultury.

Oddajcie pieniądze! Nie wolno okłamywać młodzieży w wolnym kraju! Uprawiać marnej propagandy! Marnować publicznych środków! Żądanie zwrotu dotacji przez PISF i ministra kultury byłby dla cyników pożytecznym wstrząsem.
Takie mnie się trzymają żarty w naszym niepoważnym państwie...

Felieton ukazał się na stronie sdp.pl.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Michał St. de Zieleśkiewicz

32. Do Pani Maryli

Szanowna Pani Marylo,

A Wajda, to płatny pachołek małej moskwy czyli polskich komunistów, których w Polsce nadal mamy dostatek.
Widzimy ich od rana do wieczora jako panaceum na wszystko w TVP
Od Millera. przez tego obleśnego grubasa po Kwiatkowskiego, Czarzastego, Jakubowską, która przeniosła się do B&I Janke. Ostatnio widziałem tego z Krytyki Politycznej, który sprowadzał z Niemiec faszystów do rozpędzania pokojowych patriotycznych manifestacji, pieszczocha bufetowej.

Tylko czekać kiedy Miller zostanie marszałkiem sejmu.Oleksy i Cimoszewicz już byli i nogami nadal przebierają.

Ukłony moje najniższe

Michał Stanisław de Zieleśkiewicz

avatar użytkownika Maryla

33. 59 lat temu debiutował Wajda

59 lat temu debiutował Wajda kłamliwym „Pokoleniem”. Michnik: „Zaczynał tyleż typowo, co paskudnie”. Nawet mimo śmierci Stalina… [wideo]
http://niezlomni.com/?p=7877

Adrzej Wajda

Adrzej Wajda

Do debiutu Andrzeja Wajdy, filmu „Pokolenie”, wraca się
niezwykle rzadko. A rzadko przypominane dzieło reżysera, którego
premiera miała miejsce 26 stycznia 1959 r., nosi wyraźne piętno
propagandy komunistycznej.

Film Andrzeja Wajdy jest dowodem zakresu swobód artystycznych w
czasach stalinowskich i odbiciem wersji historii obowiązującej na
początku lat 50.

Adam Michnik pisał po latach z ironią, że w Pokoleniu „Zaczynał
tyleż typowo, co paskudnie. „Pokolenie”, film według powieści Bohdana
Czeszki, nie różni się niczym od reszty produkcji artystycznej
socrealizmu: historyczne kłamstwo i bolszewicki moralizm, sentymentalizm
i artystyczna tandeta. Film przedstawia wyjątkowo wprost zakłamany
obraz okupacji i antyhitlerowskiego ruchu oporu. Polak-fabrykant
współpracuje z AK i kolaboruje na potęgę z Niemcami. Armia Krajowa to
jakieś paskudne typy, które wzbudzają odrazę i powtarzają o staniu z
bronią u nogi. Religia to opium dla mas, odwodzące od walki o
wyzwolenie. Jedynymi sprawiedliwymi są naturalnie komuniści”.

 Film miał swoją premierę w 1955 roku, mimo że Józef Stalin umarł w 1953 i era stalinowska odchodziła w przeszłość…

kadr z filmu "Pokolenie"

kadr z filmu „Pokolenie”

Bohdan_Czeszko

Bohdan Czeszko

Film zawierał liczne przekłamania również dlatego, że bazował na
książce Bohdana Czeszki, dziś praktycznie nieznanego. Czeszko tymczasem
należał do oddziału egzekutorów Armii Ludowej zwanego „czwartakami”.
Swoje „Pokolenie” poświęcił Czeszko właśnie „czwartakom”.

W książce Czeszki zaistniał motyw kłamstwa katyńskiego. Czeszko pisał:

„Czy wiesz, co to jest dla nas Katyń? To jest sprawdzian.
Każdego Polaka możesz zapytać, co sądzi o Katyniu, nie dekonspirując się
przed nim. Człowieka w tramwaju możesz zapytać. Jeśli powie: To zrobili
Rosjanie – odejdź, masz do czynienia z wrogiem lub idiotą, jeśli powie:
To robota gestapo, pogadaj z nim, choćby nie był nam bliski, może
zyskasz człowieka, jeśli nie dla Partii, to na pewno dla Frontu
Narodowego”

Od ekranizacji takiej książki swoją karierę zaczynał właśnie Andrzej Wajda…


Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe