Kostek-Biernacki - diabeł z Berezy? (3)

avatar użytkownika godziemba
W marcu 1945 r. w nie wyjaśnionych okolicznościach Kostek-Biernacki został aresztowany w Rumunii, w której władzę przejęli już komuniści. "W kwietniu 1945 r. około dwudziestu Polaków miało być przewiezionych na Mokotów. Kostek-Biernacki stawiał opór czynny. Zabrano go przemocą" - zanotował Browiński. „Słyszałam, że maczał w tym ręce Jerzy Borejsza. Ubrany w mundur NKWD przywiózł Kostka do Polski pociągiem na Dworzec Główny i przekazał swojemu bratu Goldbergowi, czyli Różańskiemu” - opowiadała Krystyna Banasik, która pracowała z żoną Biernackiego, Anną w Związku Literatów Polskich.
Wedle innej wersji został przywieziony samolotem: „przyleciał po niego samolot z polskimi znakami, przywitano go gorąco. W drodze przekonał się, że lecą nie na Zachód, jak sądził, lecz do Polski” - mówił Kazimierz Augustowski, który na Rakowieckiej siedział w jednej celi z Kostkiem.

            Formalnie 9 listopada zostaje aresztowany, a 11 listopada 1945 rok zaczyna figurować w dokumentach aresztu karno-śledczego Warszawa I.

            Reżimowy "Express Wieczorny" z 22 lipca 1946 roku wołał na czołówce: "Kat Brześcia za kratami Mokotowa". Natomiast  21 września 1946 roku ukazała się informacja: "Kostek za dwa tygodnie stanie przed sądem". Wedle scenariusza władz komunistycznych - "Kostek-Biernacki postawiony będzie pod pręgierzem nie tylko jako indywidualna jednostka, ale (...) będzie sądzony system rządzenia, którego był wyrazicielem, jako klasyczny reprezentant faszystowskiego reżimu". Były wojewoda miał odpowiadać z dekretu z 22 stycznia 1946 roku za zdradę Narodu Polskiego.

            W aktach śledczych zapisano: "Współorganizator i faktyczny przełożony obozu w Berezie Kartuskiej opracował osobiście jego regulamin, nadzorował go i wpływał bezpośrednio na służbę obozu w kierunku jeszcze większego zaostrzenia reżimu obozowego. Oskarżony w czasie swoich inspekcji niejednokrotnie sam brał udział w znęcaniu się nad więźniami". Oskarżenie Kostka było tak skonstruowane, żeby wykazać, że przez całe życie, był elementem wrogim i szkodliwym. I tak, tępi śledczy, nadzorowani przez znanego ze służalczości wobec "ludowej" władzy - Władysława Dymanta, wicedyrektora Departamentu Specjalnego Prokuratury Generalnej (tego samego, który zarządził sądzenie gen. Augusta Emila Fieldorfa przy drzwiach zamkniętych) - wymienili: "agenturalną" działalność w PPS - na usługach wywiadu austriackiego, okrucieństwo piłsudczykowskiego żandarma, przynależność do "elitarnej kliki legionowej" i "mafii Parasol", komendanturę Brześcia, no i przede wszystkim wspomnianą już Berezę. Jako świadków powołano m.in. dawnych kolegów z Legionów - gen. Leona Berbeckiego i ppor. Mariana Robaka-Raczyńskiego oraz przedwojennych posłów - Karola Popiela i Władysława Kiernika.

            Do pokazowego procesu, w którym nowa "demokratyczna" władza chciała pokazać zbrodniczość przedwojennej sanacji, jednak nie doszło. Akt oskarżenia upadł właśnie ze względu na Berezę - komunie nie udało się znaleźć wystarczających dowodów i świadków przestępstw Kostka w tym najgorszym z możliwych obozów. Osądzenie go za Brześć okazałoby się niewłaściwe, gdyż działacze przedwojennego SL i przedwojennej PPS byli wtedy uważani za „wrogów ludu”. Także wątek Berezy mógłby okazać się niekorzystny dla komunistów. Jeden z policjantów, odbywających służbę w Berezie, który był świadkiem w śledztwie, zeznał: „My nie wywieraliśmy żadnego wpływu na więźniów, by podpisywali tzw. deklaracje wierności, czasami tylko tłumaczyliśmy, że jak napisze taką deklarację, to go zwolnią. Istotnie często nawet po jednym dniu po wypisaniu takiej deklaracji zostawał zwolniony. Żadnych nagród za to nie dostawaliśmy”. Innymi słowy, jeśli „bereziacy” podpisywali lojalki, to mogłoby się okazać, że kapepowcy również, a zatem sprawa niekoniecznie nadawała się na proces pokazowy. Wśród bardziej znanych po wojnie „bereziaków” byli: jeden z przywódców PPR/PZPR Roman Zambrowski, komendant MO, wiceminister bezpieczeństwa Franciszek Jóźwiak, szef Głównego Zarządu Politycznego generał Kazimierz „Gazrurka” Witaszewski.

            Na nowy proces musiał czekać następnych siedem lat. Jako "faszyście" zapewniono mu nie byle jakie towarzystwo - siedział w jednej celi z Erichem Kochem, komisarzem Rzeszy dla Ukrainy, skazanym w Polsce na karę śmierci za zbrodnie wojenne.
Psychicznie trzymał się dobrze - wspominał Kazimierz Augustowski. - Był towarzyski, czasami nawet dowcipkował. Opowiadał nam o Legionach, Algierii, swoim przywiązaniu do Marszałka. Nigdy nie pozwolił powiedzieć o nim złego słowa. Kiedyś Różański miał obchód, jako starszy celi krzyknąłem: <Panie pułkowniku, pan major Różański przyszedł>. Kostek, udając, że nie słyszy, nie ruszył się z miejsca”. Wedle ciekawej relacji współwięźnia, przedwojennego komunisty, a po wojnie oficera MO Józefa Marchwińskiego, który spotkał się z nim na przełomie lat 1949–1950, zdaniem Kostka: „niewybaczalnym błędem był udział Polski w najeździe Niemiec na Czechosłowację w 1938 r. i zajęcie Śląska Cieszyńskiego. Twierdził, że należało wspólnie z Czechosłowacją stawić czoła Hitlerowi (…). Mówił mi, że należało dać Ukraińcom na terenach, gdzie stanowili większość, prawa autonomiczne w ramach Państwa Polskiego. Na skutek błędnej polityki mieliśmy Ukraińców przeciwko sobie. Mówił, że była to niewybaczalna ślepota, skoro graniczyliśmy z wcieloną do Sowietów, przewyższającą nas liczebnie Ukrainą. Mieliśmy więc wrogów po obu stronach granicy”. Inny współwięzień, o. Tomasz Rostworowski napisał o Kostku: „Siedział już od sześciu lat w więzieniu, cały czas w śledztwie, ale na przesłuchania nie brano go prawie wcale, bo też wcale nie chciał nic mówić. Czuł, że w więzieniu władze chcą mu odebrać zdrowie i życie, a żyć chciał koniecznie.”

            10 kwietnia 1953 roku Wacław Kostek-Biernacki stanął przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie. Podczas tajnej rozprawy, której przewodniczył "zasłużony" sędzia Henryk Kempisty, Biernacki do winy się nie przyznał: "akt oskarżenia jest wielką nieprawdą"- zdecydowanie stwierdził, a stawiane zarzuty to "fantazja autora aktu oskarżenia", "w protokołach oficera śledczego są włożone mi w usta nonsensy, bo wtedy cierpiałem na bezsenność i podpisując byłem na wpół świadomy". Mimo to 14 kwietnia 1953 roku skazano go na karę śmierci "za tłumienie ruchu rewolucyjnego, faszyzowanie kraju, szkalowanie i zohydzanie Związku Radzieckiego".  W uzasadnieniu wyroku napisano m.in.: "Od września 1931 roku do 31 sierpnia 1939 roku w związku z wykonywaniem urzędu wojewody nowogródzkiego i poleskiego, realizując politykę sanacyjnego rządu faszystowskiego dławienia rewolucyjnego ruchu mas pracujących miast i wsi oraz wynaradawiania ludności ukraińskiej i białoruskiej, działał na szkodę Narodu Polskiego".

            7 sierpnia 1953 roku Sąd Najwyższy "łaskawie" zamienił mu karę na 10 lat więzienia, z zaliczeniem aresztu śledczego. Biernacki był już wówczas bardzo chory, miał miażdżycę, chorobę wieńcową, rozedmę płuc, padaczkę. Komisja lekarska w styczniu 1955 r. stwierdziła: "Ogólny stan zdrowia ulega stałemu pogorszeniu, nie rokuje zupełnie poprawy oraz zagraża życiu". Kazimierz Augustowski, towarzysz Kostka z celi, wspominał: „ Raz na kwartał na widzenia przychodziła żona. Kontakt jednak mieli utrudniony - on był prawie głuchy, ona niedowidząca”.

            "Mój mąż od dawna nie może poruszać się o własnych siłach. Na ostatnim widzeniu odniosłam wrażenie, że mąż jest umierający i że przy swoich 71 latach nie przetrzyma tych kilku miesięcy, które mu zostały do odcierpienia" - pisała Anna Biernacka do Rady Państwa w lipcu 1955 r. Sama żyła w nędzy, wielokrotnie była wyrzucana z pracy. Zmarła w Warszawie w grudniu 1972 r. W końcu władza ludowa ulitowała się nad "faszystą". 9 listopada 1955 roku, czyli dokładnie w 10 lat po formalnym aresztowaniu,  Wacław Kostek-Biernacki został warunkowo zwolniony z więzienia. Z Rakowieckiej do małego pokoiku na ul. Mokotowskiej, gdzie mieszkała jego żona, przewieziono go karetką pogotowia. Komuniści doskonale wiedzieli, że mogą wypuścić wroga, przedstawiciela znienawidzonego reżimu piłsudczykowskiego, bo jest już całkowicie nieszkodliwy. Natomiast jego śmierć w więzieniu byłaby nie na rękę władzom komunistycznym "Diabeł z Berezy" zmarł 25 maja 1957 r. Został pochowany na starym cmentarzu w Grójcu, w grobie rodzinnym.
"I obok naturalnego wstrętu do śmierci, uczuwam jasną radość, że odchodzę i że nigdy już nie będzie mnie dręczyć nieznośny widok cierpień żyjących istot" - napisał Wacław Kostek-Biernacki w jednej ze swoich powieści "Diabeł zwycięzca".

 
.
            Polska Ludowa wyrządziła mu jeszcze inną krzywdę. Kostek miał talent literacki, poza wspomnianą poezją legionową napisał w 1931 roku publicystyczny zbiór Diabeł zwycięzca i rok później Strasznego gościa. To sześć napisanych piękną kresową polszczyzną opowiadań, w których narratorem jest stary chłop Kostia.  Należy zgodzić się z prof. Andrzejem Nowakiem, który napisał: „Rozbuchaniem wyobraźni i umiejętnością budowania gęstej atmosfery przypominająca Gogolowskiego „Wija” czy „Wieczory na futorze koło Dikańki”. Mistrzostwo stylizacji „Strasznego gościa" ma innego jeszcze patrona i wzór: „Pamiątki Soplicy” Henryka Rzewuskiego, które utrwaliły w naszej literaturze język i mentalność XVIII-wiecznej szlachty.” Tymczasem Kostek-Biernacki patrzy na świat oczami poleskiego chłopa, używa jego niepowtarzalnych metafor. Ot, choćby takich: „Znam własne serce, jak pop nasz żonę Aleksieja starosty". Albo w rozważaniach o zauroczeniu „babskim rodzajem”: „Dałże Bóg rodzajowi babskiemu siłę taką, jakby komu dobremu! Patrzysz na nią: cud chyba, serce ci mięknie jak kartofel upieczony, zdaje ci się, że to coś jak nie człowiek, jakby święty anioł, przed którym choć na kolana padaj, to znów jakby przysmak jakiś nadziemski, a w nim samo najwyższe szczęście twoje siedzi i rozkosz tajemnicza, niezmierna. A w rzeczy samej: baba! Napycha brzuch kapuśniakiem, jak i ty, w nocy chrapie przez nos, wódkę pije i jak upije się, to śpiewa nieprzyzwoite piosenki. Tylko, że włosy ma długie, gębę bez wąsów i ciało według tej potrzeby, na co ją Bóg stworzył z żebra Adamowego”.
 
            Rozsiane na każdej niemal stronie tej książki takie „zapisy" czynią z opowiadań Kostka-Biernackiego cudowną rozrywkę i historyczno-etnograficzne świadectwo odchodzącej mentalności. Obrazy zderzenia tego świata z nowoczesnym światem miasta albo z nowoczesnym nacjonalizmem: polskim i ukraińskim, które walczą o duszę kresowego chłopa  – to lektura wręcz obowiązkowa dla badaczy dziejów społecznych Europy Wschodniej. „Ojczyzna to pańska rzecz albo urzędnicza (...) Chłop służy ziemi swojej rodzonej, a wielcy mocarze przychodzą z boku i nakrywają go ojczyzną jak wróbla czapką” – za tę metaforę Kostek zasłużył na trwałe miejsce w historii pojęcia narodu i ojczyzny.
 
            1 października 1951 r. Centralny Zarząd Bibliotek Ministerstwa Kultury i Sztuki nakazał niezwłoczne wycofanie wszystkich utworów Kostka-Biernackiego, skazując go na zapomnienie. Wznowione w 2006 roku to arcydzieło polskiej prozy, przeszło niezauważone.

 
Dziękuję Manii Prześladowczej 3 za inspirację do napisania tego eseju.
 
 
Wybrana literatura:
 
S. Składkowski -  Moja służba w Brygadzie. Pamiętnik polowy,
P. Cichoracki -  Polesie nieidylliczne
P. Cichoracki – Droga ku anatemie. Wacław Kostek-Biernacki 1884-1957
W. Biernacki – Diabeł zwycięzca
I. Polit -  Miejsce Odosobnienia w Berezie Kartuskiej
K. Świtalski - Diariusz 1919-1939
 

4 komentarze

avatar użytkownika Maryla

1. .." Wznowione w 2006 roku to

.." Wznowione w 2006 roku to arcydzieło polskiej prozy, przeszło niezauważone. "... Witam, sowieci skutecznie usunęli z pamięci Polaków wielu takich ludzi jak Kostek-Biernacki. Zatarto slady tak skutecznie, że bez ponownego przywrócenia pamięci o Nich, nie ma szans na zainteresowanie większego grona odbiorców. A tu - sowiecka cenzura mentalna nadal czuwa - nie dopuści do przywrócenia pamięci. Pozdrawiam

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Freeman48

2. Pieśń o Wodzu miłym

Jedzie, jedzie na Kasztance - Siwy strzelca strój. Hej - hej! Komendancie, Miły Wodzu mój! Gdzie szabelka twa ze stali? Przecież idziem w bój! Hej - hej! Komendancie, Miły Wodzu mój! Gdzie twój mundur generalski, Złotem wyszywany? Hej - hej! Komendancie, Wodzu kochany! Masz wierniejszych niż stal chłodna Młodych strzelców rój. Hej - hej! Komendancie, Miły Wodzu mój! Nad lampasy i czerwienie Wolisz strzelca strój. Hej - hej! Komendancie, Miły Wodzu mój! Ale pod tą szarą bluzą Serce ze złota. Hej - hej! Komendancie, Serce ze złota! Ale błyszczą groźną wolą Królewskie oczy. Hej - hej! Komendancie, Królewskie oczy! Pójdziem z tobą po zwycięstwo Poprzez krew i znój. Hej - hej! Komendancie, Miły Wodzu mój!
___________________________________________________________ "Jeśli ludzie występni zjednoczą się ze sobą, tworząc siłę, to ludzie uczciwi powinni zrobić to samo. Przecież to takie proste". (L.Tołstoj - Wojna i pokój)
avatar użytkownika godziemba

3. Na tym polega perfidia komunizmu

Bez całkowitego zerwania z komunizmem, nie będziemy wolnym narodem. Pozdrawiam
Godziemba
avatar użytkownika godziemba

4. Dzięki,

Tekst pieśni przytoczyłem w cz. 1 swojego eseju o Kostku. Pozdrawiam
Godziemba