O redaktorze Cezarym i katarynce

avatar użytkownika ŚpiEwka
Redaktorowi Michalskiemu do sztambucha... Żaden śmiertelnik nie jest wolny od jakiegoś dziwactwa, a pan Cezary miał także swoje. Oto - nienawidził kataryniarzy i katarynek. Gdy redaktor usłyszał na ulicy katarynkę, przyśpieszał kroku i na parę godzin tracił humor. On, człowiek spokojny - zapalał się, jak był cichy - krzyczał, a jak był łagodny - wpadał w gniew na pierwszy odgłos katarynkowych dźwięków. Z tej swojej słabości nie robił przed nikim tajemnicy, nawet tłumaczył się. - Muzyka - mówił wzburzony - stanowi najsubtelniejsze ciało ducha, w katarynce zaś duch ten przeradza się w funkcją machiny i narzędzie rozboju. Bo kataryniarze są po prostu rabusie! Zresztą - dodawał - katarynka rozdrażnia mnie, a ja mam tylko jedno życie, którego mi nie wypada trwonić na słuchanie obrzydliwej muzyki. Ktoś złośliwy, wiedząc o wstręcie redaktora do grających machin, wymyślił niesmaczny żart - i... wysłał mu pod okna dwu kataryniarzy. Pan Cezary zachorował z gniewu, a następnie odkrywszy sprawcę wyzwał go na pojedynek. Aż sąd honorowy trzeba było zwoływać dla zapobieżenia rozlewowi krwi o rzecz tak małą na pozór. Dom, w którym redaktor mieszkał, przechodził kilka razy z rąk do rąk. Rozumie się, że każdy nowy właściciel uważał za obowiązek podwyższać wszystkim komorne, a najpierwej panu Cezaremu. Redaktor z rezygnacją płacił podwyżkę, ale pod tym warunkiem wyraźnie zapisanym w umowie, że katarynki grywać w domu nie będą. [...] Razu pewnego... [...] Na podwórzu, pod samym oknem pana Cezarego odezwała się -katarynka!... Gdyby zmarły X wstał z grobu, odzyskał przytomność i wszedł do gabinetu, aby pomóc redaktorowii w rozwiązywaniu trudnych zagadnień, z pewnością pan Cezary nie doznałby takiego uczucia jak teraz, gdy usłyszał katarynkę!... I żeby to przynajmniej była katarynka włoska, z przyjemnymi tonami fletowymi, dobrze zbudowana, grająca ładne kawałki! Gdzie tam! jakby na większą szykanę katarynka była popsuta, grała fałszywie ordynaryjne walce i polki, a tak głośno, że szyby drżały. Na domiar złego, trąba, od czasu do czasu odzywająca się w niej, ryczała jak wściekłe zwierzę. Wrażenie było potężne. Redaktor osłupiał. Nie wiedział, co myśleć i co począć. Chwilami gotów był przypuścić, że jemu samemu pomieszało się w głowie i że uległ halucynacjom. Ale nie, to nie były halucynacje. To była rzeczywista katarynka, z popsutymi piszczałkami i bardzo głośną trąbą! W sercu redaktora, tego wyrozumiałego, tego łagodnego człowieka, zbudziły się dzikie instynkta. Uczuł żal do natury, że go nie stworzyła królem dahomejskim, który ma prawo zabijać swoich poddanych, i pomyślał, z jaką rozkoszą położyłby w tej chwili kataryniarza trupem! A ponieważ u ludzi tego temperamentu, co pan Cezary, bardzo łatwo w gniewnym uniesieniu przechodzi się od zuchwałych projektów do najstraszniejszych czynów, więc redaktor skoczył jak tygrys do okna i postanowił - zwymyślać kataryniarza najgorszymi wyrazami. Już wychylił się i otworzył usta, aby krzyknąć: "Ty... próżniaku jakiś!..." - gdy wtem usłyszał dziecięcy głos. Spojrzał naprzeciwko. Mała niewidoma dziewczynka tańczyła po pokoju klaszcząc w ręce. Blada jej twarz zarumieniła się, usta śmiały się, a pomimo to z zastygłych oczu płynęły łzy jak grad. Ona, biedactwo, w tym domu spokojnym dawno już nie doświadczyła tylu wrażeń! Jak pięknym zjawiskiem wydawały się jej fałszywe tony katarynki! Jak wspaniałym był ryk trąby, która redaktora mało nie przyprawiła o apopleksją. Na dobitkę, kataryniarz widząc uciechę dziecka zaczął przytupywać wielkim obcasem w bruk i od czasu do czasu pogwizdywać niby lokomotywa przed spotkaniem się pociągów. Boże! jak on ślicznie gwizdał... Do gabinetu redaktora wpadł wierny asystent ciągnąc za sobą portiera i wołając: - Ja mówiłem temu gałganowi, panie redaktorze, żeby natychmiast wygnał kataryniarza! Mówiłem, że od pana redaktora dostanie pensją, że my mamy kontrakt... Ale ten cham! Tydzień temu przyjechał ze wsi i nie zna naszych obyczajów. No, teraz posłuchaj - krzyczał asystent targając za ramię oszołomionego portiera - posłuchaj, co ci sam pan redaktor powie! Kataryniarz grał już trzecią sztuczkę tak fałszywie i wrzaskliwie jak dwie pierwsze. Niewidoma dziewczynka była upojona. Redaktor Cezary odwrócił się do portiera i rzekł ze zwykłą sobie flegmą, choć był trochę blady: - Słuchaj no, kochanku... A jak ci na imię?... - Axel, jaśnie panie. - Otóż, mój Axelu, będę ci płacił dziesięć złotych na miesiąc, ale wiesz za co?... - Za to, ażebyś na podwórze nigdy nie puszczał katarynek! -wtrącił spiesznie asystent. - Nie - rzekł pan Cezary. - Za to, ażebyś przez jakiś czas co dzień puszczał katarynki. Rozumiesz? - Co pan mówi?... - zawołał asystent, którego nagle rozzuchwalił ten niepojęty rozkaz. - Ażeby, dopóki się z nim nie rozmówię, puszczał co dzień katarynki na podwórze - powtórzył redaktor wsadzając ręce w kieszenie. - Nie rozumiem pana!... - odezwał się asystent z oznakami obrażającego zdziwienia. - Głupiś, mój kochany! - rzekł mu dobrotliwie pan Cezary. No, idźcie do roboty - dodał. Asystent i portier wyszli, a redaktor spostrzegł, że jego wierny asystent coś towarzyszowi swemu szepcze do ucha i pokazuje palcem na czoło... Pan Cezary uśmiechnął się i jakby dla stwierdzenia ponurych domysłów asystenta wyrzucił katarynce dziesiątkę. Następnie wziął kalendarz, wyszukał w nim listę lekarzy i zapisał na kartce adresy kilku okulistów. A że kataryniarz odwrócił się teraz do jego okna i za jego dziesiątkę począł przytupywać i wygwizdywać jeszcze głośniej, co już okrutnie drażniło redaktora, więc zabrawszy kartkę z adresami doktorów wyszedł mrucząc: - Biedne dziecko!... Powinienem był zająć się nim od dawna...
Etykietowanie:

7 komentarzy

avatar użytkownika Penelka

1. Katarynek nie wpuszczać, ale za to Gnidy mają WSTęP WOLNY

A to ci wszawica opanowała Nasz Piękny Kraj!!!!!!
penelka
avatar użytkownika Maryla

2. i żyli długo i szczęśliwie....

pozdrawiam !

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika ŚpiEwka

3. Witam Szanownych Blogerów - Kataryniarzy:)

Chociaż niedziela - idę dzisiaj do pracy, opowiem wszystkim o złym Cezarym i jego der sforze, , niech wieści idą w świat, a nakład spada! Pozdrawiam:)

ŚpiEwka

avatar użytkownika Wojciech Kozlowski

4. Pani Spiewko

Jedna falszywa nuta; taka gnida jak Cezary Michalski - nie bedac dzentelmenem - nie mogl nikogo wezwac na pojedynek. Pozdrawiam

Wojciech Kozlowski

avatar użytkownika Laurenty

5. Pani ŚpiEwko, Nobel się należy za pomysł

Jak to miło przy niedzieli przeczytać coś inteligentnego. :)
avatar użytkownika ŚpiEwka

6. Wojciech Kozłowski

oj, to prawda:), kodeks by nie pozwolił. Pozdrawiam!

ŚpiEwka

avatar użytkownika ŚpiEwka

7. Laurenty plus P.S. W. Kozłowski

Dziękuję za dobre słowo:) I bardzo proszę mi nie "paniować"!!! Pozdrawiam

ŚpiEwka