Wspomnienia zolnierza Wehrmachtu - XII
Pora roku zmienila sie szybko, deszcze ustaly i zrobilo sie cieplo. Przynioslo ono ulge zolnierzom. Tyle, ze jak wszystko w Rosji, pojawila sie nowa plaga, tym razem w postaci w postaci komarow i czarnych muszek. Twarze i szyje pokryly male czerwone wrzodziki po ich ukaszeniach. Kiedy zrobilo sie goraco, komary znikly, jednak muszki pozostaly i dokuczaly ludziom przez nadchodzace miesiace.
To jeszcze nie koniec, bowiem do maja drogi wyschly - to dobrze, ale pojawil sie kurz. Ten z drogi i ten z okolicznych pol przyniesiony wiatrem. Nowy wrog atakowal oczy, usta, nosy i pokrywal cale cialo i mundury brudem. Kapral Albin Gagel probowal nie myslec, co trafia do jego pluc i jak to wplywa na jego stan zdrowia. Czlek radzil sobie obwiazujac swoja twarz chustka. W dodatku, pyl zmniejszal znacznie widocznosc.
Trzeba przyznac, ze to byl bardzo dlugi marsz. Soldaten maszerowali i maszerowali dzien po dniu. Czasem nastepowalo ozywienie, bo padal rozkaz ustawienia dzial do strzelania. Bywalo, ze w takiej pozycji wojsko trwalo nawet przez kilka dni. Dzialania bojowe jednak nie nastepowaly.
Tak sobie maszerujac gefreiter pomyslal o calej tej kampanii na froncie wschodnim. O ile w czasie wojny we Francji byly zwycieskie dzialania i na koniec euforia wywolana zwyciestwem, to tutaj bylo zupelnie inaczej. Wehrmacht zdobywal olbrzymie przestrzenie i bral do niewoli miliony zolnierzy przeciwnika, a nadziei na poddanie sie Rosji nie bylo widac. "Czulem sie jak zolnierz armii, ktora okazala sie byc beznadziejna niemal zalosna, opuszczona i zapomniana przez moja ojczyzne" - myslal autor tych wspomnien.
Pewnego dnia kiedy Gagel maszerowal polswiadomie, zobaczyl w dali olbrzymia mase, jakby bydla ciemnego koloru. Dystans malal i uswiadomil sobie, ze to byli ludzie. Obok drogi znajdowal sie oboz jeniecki z wieloma tysiacami zabiedzonych jencow. Nie bylo zadnych plotow czy murow. Jedynie drut kolczasty. Nawet wiezyczek strazniczych nie bylo. Jency byli pilnowani przez kilka posterunkow po rogach. Byly to stanowiska w postaci dolow otoczonych workami z piaskiem i karabinami maszynowymi. Nie bylo tez zadnych barakow, jedynie gdzies z tylu pare zabudowan gospodarczych, moze po jakims kolchozie. Jako porzadny Niemiec, Gagel zdziwil sie, ze ci ludzie nic nie robia, a przeciez mogliby pracowac. Wreszcie, wykombinowal sobie, ze pewnie miliony jencow zlapanaych w zeszlym roku, zapelnily juz stanowiska pracy w rolnictwie i przemysle III Rzeszy i ci przez niego ogladani, sa niepotrzebna nadwyzka sily roboczej. Wypuscic ich nie mozna, bo zasililiby szeregi Armii Czerwonej, wiec...
Wreszcie trwajacy jak wiecznosc marsz sie zakonczyl. Wreszcie, takze czytelnik ksiazki dowiedzial sie, w jakich stronach niemiecki kapral uprawial wojenna turystyke. Jego jednostka dotarla do miejsca polozonego gdzies na wschod od miasta Orzel, jakies 300 km. na poludnie od Moskwy. I wlasnie tam zaczely sie schody, powiedzialbym - smiertelne. Bateria Gagla znalazla sie na froncie. Nastepne strony sa chyba najbardziej interesujace w relacjonowanej ksiazce.
- Tymczasowy - blog
- Zaloguj się, by odpowiadać

napisz pierwszy komentarz