Sztuczne wtlaczanie poczucia winy

avatar użytkownika Tymczasowy

 Sprawa "residentials schools" (szkol z internatami) dla dzieci indianskich w Kandzie jest dzis dosc dobrze znana. Niestety, ta wiedza  nie zawsze opiera sie na prawdzie. Na jej wypaczaniu pracuje pokazna pstra gromada ideologow, politykow, dziennikarzy i przeroznych beneficjantow (na czele z prawnikami) zerujacych na Indianach, obowiazkowo nazywanych tu "native people" (tubylcami). W skrocie, kiedys rzad kanadyjski podjal decyzje ratowania zdegenerowanych Indian zyjacych gdzies w puszczy. Miala to byc praca od podstaw, czyli od wychowania mlodziezy. Starzy do reedukacji sie nie nadawali. Dlugo by opisywac, poprzestane na uwadze, ze Winnetou byl wytworem wyobrazni pewnego Niemca siedzacego w wiezieniu. A ich wierzenia skwituje uwaga filozofa, prof. Gromaca z KUL-u, z ktorym co jakis czas stawalem przypadkiem w kolejce do kasy tej calkiem dobrej niegdys uczelni. Uwaga, ktora przytocze nie zostala rzucona przy sympatycznym miejscu, jakim jest kasa, w ktorej wyplacaja zarobki pracownikom firmy, tylko w sali audytoryjnej obok, ktorej przypadkiem przechodzilem i z ciekawosci zagladnalem. Na temat Boga dyskutowali teologowie. No i Gromiec wszedl na mownice. Zapytal: "Jezeli twierdzicie, ze Bog jest wszedzie, to czy jest on takze w gownie konskim?". Wlasnie Indianie wierza, ze ich Wielki Manitou jest wszedzie. Takze w dewastowanej, zasrywanej przez nich przyrodzie. Wlasnie dlatego mieli te swoje przenosne namioty "tipi", by dokonanym wyniszczeniu do tego stopnia, ze nie dalo sie tam zyc, przenosic sie dalej i tam zasrywac teren, itd.

Sprawa szkol dla Indian luzno mi wisi. Podobnie jak polityka kanadyjska. Nazwisko obecnego premiera zdolalem zapamietac dopiero kilkanascie dni temu. Ottawa ma mi przysylac regularnie emeryture, a ja robie z niej wlasciwy uzytek. Przypadkiem zwrocilem na nia uwage dzisiaj za sprawa listu polityka Maxime Berniera, szefa konserwatywnej partii o nazwie "People's Party of Canada". To w ramach niemal codziennej porcji informacji pojawiajacych sie na mojej poczcie internetowej, ktore wysylaja z tej partii oraz konserwatystow z Ottawy (sa tam Oficjalna Opozycja) oraz Toronto, gdzie rzadza kolejna juz kadencja w prowincji Ontario. Oczywiscie, pod kazdym listem zawierajacym szczegolowe dokonania partii i bliskie mojemu sercu najblizasze zamierzena pliotykow, znajduja sie wezwanie do wplaty donacji. Lista opcji zaczyna sie od jedynych 5 dolarow.

Od ilus tam lat akcja indoktrynowania mieszkancow Kanady w sprawach indianskich nosi tytul : "Truth and Reconciliation" (Prawda i Pojednanie). Bernier ten slogan zastapil slowami: "Najpierw Prawda. Pozniej Pojednanie". Zaczal od przypomnienia swoich slow sprzed roku dotyczacych ofiar domniemanych zbrodni popelnianych przez katolickie szkoly na mlodziezy indianskiej. Trabia o zbrodni, nawet w ONZ-ecie, a tymczasem zadnych zwlok nie znaleziono. "Oskarzenie o ludobojstwo w residential schools" jest oszustwem. Pojednanie wymaga zakonczenia Wielkiej Kupy Gowna, mentalnosci ofiary, udawanej winy Bialych i wyludzania pieniedzy" - pisze dalej Bernier.

Trzy dni pozniej (bylo to rok temu) Wodzczyni Assembly of First Nations, Cindy Woodhouse Nepinak zapowiedziala, ze pozwie Berniera do sadu. Ten, z kolei, odpowiedzial, ze wszystko co napisal jest zgodne z prawem kanadyjskim i prawdziwe. Podkreslil, ze "nie bylo zadnego ludobojstwa". I jakos policja nie zapukala do drzwi polityka. Po prostu, wprowadzone przez Partie Liberalna prawo o "mowie nienawisci" nie zostalo jeszcze wdrozone. Wcale to nie znaczy, ze zaniechano zakusy na wolnosc obywateli kraju. Wlasnie socjalistka, NDP MP Leah Gazan wperowadzila do parlamentu ustawe Bill C-254, ktora ma kryminalizowac wszelkie wypowiedzi uzanawane za nieprawomyslne w oczach poprawnych politycznie. Gdyby to przeszlo, mozna bedzie dostac nawet dwa lata wiezenia za "pomniejszanie problemu". Niby, jak to mowia w wiezieniach w Polsce: "Dwa lata jak dla brata", ale przeciez jest to powazna strata czasu, nie mowiac o innych nieprzyjemnosciach.

Gazanowej z Nowej Partii Demokratycznej warto sie przyjrzec, bo jest egzemplifikacja ludzi, ktorzy kreca sie w tym "Indian Industry". Rzeczona urodzila sie w 1972 r., wiec jest stosunkowo mloda. Przyszla na swiat w duzym miescie kanadyjskim. Gdzie jej tam do tipi czy wigwamu. Gdzie jej do czasow przedwojennych i Holokaustu. Jest ona corka holenderskiego zyda, Abrahama. Utrzymywal on, ze jest ocalencem z Holokaustu. Druga karta jest nie mniej obiecujaca dla kariery Gazanowej. Jej matka pochodzi jakoby z plemienia Lakota (Siouxowie). Wystarczajaca legitymacja do reprezentowania prowincji Manitoba w Stalym Forum Narodow Zjednoczonych ds. Ludnosci Tubylczej. Wypada dodac, ze tych wydrwigroszy jest na swiecie 370 mln. mieszkajacych w 70 krajach. Oj, jak ja lubie te rozne ptaszki walczace o dobro roznych Indian jak o niepodleglosc. Tzw. rdzenna ludnosc dostaje ciezkie miliardy od rzadow swoich krajow, czyli nasze-podatnikow pieniadze. W Kanadzie marnuje sie w ten sposob prawie $40 mld. rocznie. Z tego, duza pajde wywalczaja ludzie z "Indian Industry", przede wszystkim prawnicy, pewnie ze cwani Biali ludzie. Tak zarloczni jak firmy prawnicze zalatwiajace odszkodowania po wypadkach samochodowych. Znam to z pierwszej reki i cierpie.

M.Bernier propozycje nowej ustawy okreslil jako bardzo stara sztuczke: nazwac oponenta nienawistnikiem i zaprzac aparat panstwa do zamykania mu ust. Oto koncowe slowe kanadyjskiego polityka: "Gazan chce kryminalizowac debate!".

 

Etykietowanie:

napisz pierwszy komentarz