Ksieza - celebryci

avatar użytkownika Tymczasowy

Szkoda, ze zaklocenie czlowieczego, dobrego samopoczucia przychodzi z malo spodziewanej strony. Dobrze mi sie wiedzie, zyje sobie spokojnie. Codziennie sobie zartuje i wyglupiam sie jak jakis chlopaczek. Niewiele spraw jest w stanie wyprowadzic z rownowagi. Wypowiedzi onakich w Polsce z zasady nie czytuje, bo one sa nastawione wlasnie na draznienie i obrazanie politycznych adwersarzy. Tuz za granica maja Miedwiediewa, ktory w takim wlasnie procederze sie specjalizuje. No i te moja sielanke zaklocaja  niektorzy ksieza. Przede wszystkim, nowy od dwoch lat "faroz". Do tej pory byl nim skromny, mlody Filipinczyk. On pomagal, a nie przeszkadzal w skupianiu sie nad sprawami najwazniejszymi, ba - ostatecznymi. Czasami z nim rozmawialem.

Nowy pastor przybyl z Newmarket, Ont. i od razu zaczal zaprowadzac swoje porzadki. Pierwsze zmiany byly dobre. We wnekach z metaloplastyka Drogi Krzyzowej pojawilo sie podswietlenie. Na zewnatrz kosciola pojawily sie olbrzymie gazony z kwiatami. I to wszystko. Wewnatrz kosciola bylo inaczej. Z miejsca zabronil Kolku Rozancowemu spotykanie sie w kosciele przed msza. Zniknela modlitwa do Sw. Michala Archaniola. Liturgia ulegla przyspieszeniu, ksiadz wyglasza ja pedzac  na leb, na szyje. Jednak najbardziej irytujace stalo sie nagminne dowcipkowanie. Msza sw. jest ofiara krzyza, a nie kabaretem. Starszym wdowom okupujacym pierwsze rzedy w kosciele, nawet to sie spodobalo. Wlaczyly sie w dialog. Takze diakon, towarzyszacy proboszczowi, dolaczyl do wesolego spektaklu. Poprzedni diakon, z ktorym czasem pogadywalem, odszedl. Zmienila sie tez tresc biuletynu koscielnego. Miejsce zajmowane przez okolicznosciowe modlitwy zajely wspomnienia kanadyjskiego "faroza". Uzasadnil to mowiac, ze docieraja do niego wiadomosci z poprzedniej parafii, ze brakuje im "Wavelength", czyli cotygodniowych wspomnien. No i wprowadzil to u nas. Cos o rodzinie, cos z lawy szkolnej, cos o koncertach zespolow mlodziezowych. Wszystko to okraszone humorem, oczywiscie w rozumieniu proboszcza.

Dobil mnie pomysl zainstalowania windy w kosciele kosztujacej $300 tys. Ona wcale nie jest potrzebna, gdyz chodzi o pare schodkow w dol, ktorymi sie schodzi na rzadko odbywajace sie imprezy roznych kol przyparafialnych. To jest jawnym marnotrawstwem w sytuacji, gdy parafianie sie starzeja, a ich liczba stale  maleje. W rezultacie, wybylem z parafii do Swiatyni Meczennikow. Ale to tylko na okres od maja do pazdziernika. Ulge znjduje tez w oddalonej o jakies 5 km. Katedry Polnocy.

W tej to niezrecznej sytuacji wpadl mi w rece tekst Stanislawa Artymowskiego pt. "Nie wystarczy brak herezji. Msza to nie show proboszcza", zamieszczony na Zero.Pl. Z przyjemnoscia podziele sie jego fragmentami. Oto one:

"Coraz czesciej kaplani i tzw. katoliccy celebryci zapominaja, ze ich powolanie ma konkretne ramy. Kiedy duchowni traktuja Msze sw. jak show i starajac sie zabawic wiernych, a swieccy buduja internetowa pozycje kosztem Prawdy, cierpi na tym cala wspolnota. Przedkladanie wlasnej "kreatywnosci" nad wiernosc liturgii i Prawdzie to droga do rozbicia jednosci Kosciola."

Dalej Autor opisal swoje wrazenia z pewnej parafii nad morzem, gdzie chodzi do kosciola w czasie urlopu:

"Infantylizacja liturgii przez tamtejszego proboszcza. lamanie licznych przepisow liturgicznych i traktowanie wiernych jak dzieci, ktore trzeba zabawiac. dialogowanie z nimi w sposob infantylny. [...] Zamiana Credo na Akt Wiary i Milosci. Banalne piosenki i homilia na niskim poiziomie merytorycznym [...] To sa przejawy popadniecia ksiedza w pyche polegajaca na mylnym przeswiadczeniu, ze samemu jest w stanie ksztaltowac liturgie, kiedy celebruje z ramienia Kosciola [...] Prezbiter sam siebie czyni gwiazde Eucharystii, tak jakby zywy Jezus Eucharystyczny nie byl wystarczajacy [... A przeciez obowiazek przestrzegania przepisow liturgicznych okreslaja encyklika i kilka instrukcji [...] Stawiajac siebie w centrum i swoja wizje charyzmatycznego przewodnika, zamiast podazac za zdrowa duchowoscia, taki ksiadz szkodzi sobie i i wiernym".

Takim celebryta byl dla mnie ksiadz Mieczyslaw Malinski (1923-2017). Widzialem go w akcji. Stawal przed oltarzem i improwizowal. Patrzylem na to zdumiony.

Na przeciwleglym krancu postawilbym ksiezy, ktorzy budza szacunek i podziw. Nalezy do nich ks. prof Jan Perszon (ur. 1958). Podziwialem tez kilka razy biskupa, ks. Prof. Antoniego Dlugosza, ktorego sposob podejscia do dzieci nieodmiennie mnie zachwycal. Czasem uczestnicze w zdalnej mszy sw. odbywanej w Swiatyni Opatrznosci Bozej w Warszawie (Wilanow). Ze wzgledu na zasieg ogolnopolski z racji transmisji telewizyjnej wladze koscielne powinny wysylac tam najlepszych kaznodziejow. tymczesem, na niedawno odbytej mszy sw. dla dzieci wystapil miejscowy ksiadz. Zmartwil mnie on. Jego pewnosc siebie  konkurowala z nieudolnoscia. Uparl sie by drazyc dzieci pytaniem: "Co hartuje serce ludzkie?". Jak on to wymyslil? Dzieci nie mialy szans. A on unosil sie swoja wyzszoscia. "To nie ta plaszczyzna" - komentowal. I podobnie. Taki profesor w podstawowce.

 

Etykietowanie:

napisz pierwszy komentarz