Afera Gorgoniowej - I

avatar użytkownika Tymczasowy

Naukawiec B.Mroz-Gorgoniowa robiaca w  Uniwersytecie Ekonomicznym we Wroclawiu stala sie w ostatnich tygodniach nadzwyczaj znana. Ze wzgledu na wyglad i sposob zachowania jest to postac groteskowa. Jest ona autorka kilku raportow, z ktorych jeden doprowadzil do jej wpadki ("glupi niedzwiedziu...") i jej kariera zostala gwaltownie zahamowana. Jezeli tylko chalturzyla - Krzysztof Varga z Newsweeka okreslil ten proceder jako "nieudacznictwo podniesienie do poziomu sztuki" - to sprawa powinna rozejsc sie po kosciach. Jezeli jest to cos powazniejeszego (prokuratura wszczela sledztwo), to bedzie wiekszy problem. Tak czy inaczej, sprawa jest rozwojowa. A poniewaz uczelnia Gorgoniowej wezwana do reakcji przez media, prowadzi "analize projektu rzadowego", to i ja dolacze. Sprobuje zrekonstruowac prawdodpodobny przebieg procesu od zamowienia do raportu. W kupie razniej, czyli "team work" daje lepsze rezultaty.

Zaczne od przyblizenia bohaterki afery. Otoz, tak przy okazji roznych swoich zajec, od kilku dekad mialem okazje przygladac sie zjawisku wypoczwarzania sie specyficznej kategorii pracownic nauki (najczesciej byly to psycholozki), przebojowych i butnych. Kiedy wyplynela w mediach Gorgoniowa, ze zdumieniem zobaczylem do czego ten proces doprowadzil. Gorgoniowa jest szczytowym osiagnieciem procesu ewolucyjnego, ktora zadziwilaby samego Darwina. Mozna tez popatrzec na nia inaczej, wyglada na to, ze nie jest stworem ukonczonym, tylko "work in progress".

Okresla sie jako "badaczka i praktyczka strategii marki", taka "marketingowczyni". Podstawowa cecha gatunkowa jest namolne efekciarstwo. Gorgoniowa do granic mozliwosci stara sie wyroznic poslugiwaniem sie slowami i zdaniami w jezyku angielskim. To taka moda/maniera w dzisiejszej Polsce. W sredniowieczu nasi przodkowie z trudem, w pocie czola dukali po lacinie. Pozniej, te role wyrozniajaca przejal jezyk francuski. Z tym bylo latwiej, bo spoleczenstwo bylo lepiej wyksztalcone i jezyk ten nie byl martwy. Mowa elitarnych Polakow nabierala wdzieku. Dzis, kiedy jezyk angielski jest technicznym jezykiem komputerowym i po otwarciu granic Polski kilkadziesiat lat temu, znajomosc tego jezyka szeroko sie rozpowszechnila. Pewnie, ze mozna temu zaradzic by jezyk angielski ciagle, w jakims stopniu, mogl pelnic funkcje wyroznika. Gorgoniowa robi to w ten sposob, ze tak bardzo nasyca nasyca swa mowe angielszczyzna, ze rodzi sie obawa, ze slowa i zdania w jezyku polskim beda tylko fragmentaryczne.

Sprawa rownie powazna jest jakosc myslenia Gorgoniowej. Mozna to zauwazyc, miedzy innymi, w jej raporcie z badan robionych dla wladz rejonu beskidzkiego. To jest prawdziwe cudko! Niezwykly belkot.  Przykladowo, rzeczona zapodala, ze w Beskidach "natura jest kultura". Fikolek, ale niebezpieczny, bowiem jesli zrezygnujemy z elementarnych rozroznien, podzialow i opozycji, to rozmowa stanie sietrudna, a juz dowodzenie czegokolwiek stanie sie niemozliwe. Falsz to prawda, plus to minus, milosc to nienawisc, madrosc jest glupota, zlo - dobrem, itd. Na koniec, Gorgoniowa uznala za stosowne nazwac mieszkancow Beskidow "Indianami w Polsce".

W swoim tekscie skupie sie na jednym tylko raporcie, ktory nosi tytul "Polakow Portret Wlasny. Raport z badan DNA marka Polska". To wlasnie jego ukazanie, dzieki bucie Gorgoniowej, zamienilo sie w efektowne harakiri autorki. Raport wydano w kilku jezykach. Mimo zacierania sladow, udalo mi sie dotrzec do wersji anglojezycznej, ktorej nie zdazono calkowicie usunac. Z tej wersji skorzystalem i przedstawie swoja opinie w oparciu o wlasne doswiadczenia z kilku badan w przemysle zamowionych w uniwersytecie, ktorymi kierowalem.

 

Etykietowanie:

napisz pierwszy komentarz