Wielka zaloba w Bedford

avatar użytkownika Tymczasowy

Wojna to nie tylko liczby, ktore mozna serwowac i analizowac. To ludzkie tragedie, maja twarze. Polegli byli czyimis synami, bracmi, niektorzy ojcami czy narzeczonymi. Ta strona wojny szczegolnie mocno sie uwyraznila w przypadku zolnierzy z Bedford, malego, liczacego 3 200 mieszkancow)  miasteczka w Wirginii, ktorzy zgineli w czasie ladowania na plazy OMAHA w D-Day. W tym dniu zginelo 23 zolnierzy, do konca kampanii w Normandii zycie stracilo nastepnych czterech. Nalezeli oni do Kompanii A, 116. Pulku Piechoty z 29.Dywizji Piechoty. Byla to najbardziej zmasakrowana kompania w tym pamietnym dniu. Liczaca 230 zolnierzy kompania stracila w szybkim tempie po wyladowaniu 90% z nich (zabici, ranni, zaginieni w akcji). Wsrod zabitych znalezli sie bracia Parker: Joseph i Earl. Temu drugiemu nie bylo dane zobaczyc coreczki, ktora zona mu pozniej urodzila. Pozostawil po sobie wdowe i sierote. Stracili zycie rowniez bracia Beford i Raymond Hoback. Na Beforda czekala narzeczona, Elaine Coffey. Pozbawiono tez zycia dwoch blizniakow, Raya i Roya Stevensow. Nie wrocili do domu takze Elmer Wright i Frank Draper, swietni zawodnicy baseballa oraz wybitny przystojniak, Weldon Rosazza. Takze: kpt. Taylor Fellers, John Wilkes, John Schenk, Lee Parker, Gordon White Jr., Grant Yopp, John Reynolds, Nick Gillaspie, Lee Clifton, Leslie Abbott Jr., Wallace Carter i Jack Powers. Ten ostatni mial 180 cm. wzrostu i 200 funtow wagi. Kawal mezczyzny.

Kompania A nalezala do 116 pulku Gwardii Narodowej ze stanu Wirginia. Najpierw odbywali szkolenie w bazach amerykanskich, miedzy innymi w znanym Forcie Bragg, siedzibie "Marines". Nie byli jednostka pierwszorzutowa, wiec wiodlo im sie dobrze. Nie trafili na fronty Pacyfiku, takiego Guadalcanal czy morderczej Iwo Jimy.  Nie wyslano ich tez do Afryki Pln. i do Wloch. Do Europy, w pazdzierniku 1942 r. przewiozl ich elegancki liniowiec "Queen Mary". W Anglii szkolili sie przez 21 miesiecy. Dostawali znacznie wyzszy zold niz wojsko innych krajow alianckich stacjonujace na Wyspach Brytyjskich. Mogli zabawic sie, wypic itd. Zdziwilo ich cieple piwo w angielskim pubie, bo przywykli do chlodzonego w lodowce.

Dobre czasy zakonczyly sie w maju 1944 r., kiedy to przewieziono ich w rejon rozmieszczenia przed inwazja w Dorchester. W D-Day znalezli sie w brytyjskim transportowcu "Empire Javelin", z ktorego przesadzono ich na barki, kore mialy ich dowiezc na bardzo nieprzyjazny lad. Ich kompania zaladowala sie w szesc LCA. Zolnierze schodzili na nie po siatkach rozwieszonych na kadlubie statku-matki. Barka chlopcow/mezczyzn z Bedford nosila numer 2.  Barki ustawily sie w szereg i ruszyly naprzod. Fale mialy wysokosc 1.8 m. - 2 m. Jeszcze na wodzie LCA nr 3 i nr 5 zostaly trafione i zatopione. Barka z naszymi dotarla blisko brzegu plazy Dog Green. Musieli brodzic przez ponad 200 m. Na skutek ostrzalu mozdzierzowego i z karabinow maszynowych nie przetrwali dlugo, niektorzy nawet dziesieciu minut.

Wiadomo, kto rozstrzeliwal amerykanskich bohaterow - jacys osobnicy z byle jakiej, skleconej z zolnierzy rozbitych dywizji, rekrutow, dywizji piechoty nr 352. Wielu z nich pochodzilo z Ostlegionen, byli  ochotnicy z Europy Srodkowej i Wschodniej (folksdojcze) oraz wlasowcy, rosyjscy jency w sluzbie niemieckiej. Odstrzeliwali GIs jak na strzelnicy. Gdzie tu jest sprawiedliwosc?

Wojsko amerykanskie dwukrotnie ratowalo Europe, ktora wpadla w szalenstwo, w czasie I i II wojen swiatowych. Spoleczenstwo zza oceanu ponioslo bolesne straty. Dzis pokazalem twarze ludzi, ktorzy nie musieli wyzwalac Europy. Na ich oddalonym o Ocean Atlantycki kontynencie zyli sobie calkiem dobrze. Patrzac na zachodnioeuropejskich politykow odnosze wrazenie, ze niczego sie nie nauczyli.

W 2001 r. postawiono w Beford efektowny, rozlegly pomnik na czesc wszystkich zolnierzy amerykanskich poleglych w D-Day. Bohaterowie zlozyli ofiare swojego zycia by przyniesc wolnosc innym. Wybrano wlasnie to miasto, gdyz tego dnia ponioslo ono najwieksze straty sposrod wszystkich spolecznosci w Stanach Zjednoczonych.