Wspomnienia zolnierza Wehrmachtu - III

avatar użytkownika Tymczasowy

Albin Gagel odbyl szkolenie rekruckie w monachijskim garnizonie i byl z niego bardzo zadowolony. Normalnie, ten okres sluzby wojskowej wspomina sie jak najgorzej, gdyz zupaki maja za zadanie nie dawac rekrutom czasu na cokolwiek innego, czyli daja wycisk. szkolenie niemieckiego chlopca trwalo 2 miesiace. W LWP bylo krotsze o polowe. Po jego zakonczeniu odbyla sie uroczysta przysiega na wiernosc i posluszenstwo nie ojczyznie, tylko A.Hitlerowi. Poinformowano tez zolnierzy, ze nie wolno im zapisywac sie do NSDAP.

Gagla wraz z jego bateria przydzielono do 88. Dywizji Piechoty, ktora wlasnie formowano na terenie poligonu Grafenwohr. Autor wspomnien byl niezwykle oszczedny w okreslaniu jednostek, w ktorych sluzyl w czasie calej wojny. Ten brak odczuwa sie szczegolnie mocno we wspomnieniach z frontu wschodniego. Tam nawet nie podal w jakiej grupie  armii walczyl. Mozna probowac to jakos rekonstruowac, gdyz podal nazwy kilku miejscowosci i pore roku. Z "Westfeldzug" jest latwiej, gdyz podal numer dywizji i kampania trwala krotko. Wystarczy zagladnac do paru zrodel, a szczegolnie do nieocenionego "Lexicon der Wehrmacht", gdzie szczegolowo opisuja sklad pulkow i dywizji oraz szlak bojowy. Tak wiec, Gagel sluzyl w 188. pulku artylerii. Trzon dywizji stanowily trzy pulki piechoty o numeracji: 245, 246 i 248. Sama dywizja powstala w ramach 6. fali mobilizacyjnej, stad zabraklo jej broni niemieckiej, wiec uzbrojono ja w bron produkcji czeskiej. Nalezala do Rezerwy OKH.

Samo Grafenwohr bylo polozone w regionie Oberfalz na wschod od Monachium, blisko bylej granicy z Czechoslowacja. Glownym celem szkolenia bylo zgranie w walce roznych rodzajow broni: piechoty, artylerii, wojsk pancernych i lotnictwa. W cwiczeniach braly udzial tysiace zolnierzy. Ta integracja wyrozniala niemieckie sily zbrojne wsrod wojsk innych krajow i byla zrodlem przewagi nad nimi.

Waznym czynnikiem szkolenia byl hartowanie zolnierzy i wdrukowywanie w nich automatyzmu zachowan. Cwiczono w kazdych warunkach, sniegu, mrozie, deszczu i upale. Strzelano ostra amunicja bardzo czesto; smiercionosne kule swiszczaly nad glowami szkolonych zolnierzy. Bezwarunkowe posluszenstwo wobec rozkazow dowodcow stalo sie tak oczywiste jak oddychanie.

Zrobilo sie interesujaco, kiedy zaczela sie kampania norweska. Byla tak odlegla, ze mozna bylo ja obserwowac jak rozrywke. Bardziej niz jak kampanie wrzesniowa w Polsce, w czasie ktorej zginal znajomy,  Kurt Biesencker z Michelau. Kiedy Niemcy zaatakowaly Francje w dniu 10 V 1940 r. zonierze potraktowali to jako oczywistosc; wiadomo, trzeba odzyskac zabrane ojczyznie ziemie. Natychmiast ogloszono, ze dywizja udaje sie na front. Byla chwila podekscytowania, ale bez wiekszych emocji. Kazdy wiedzial, co nalezy robic. Albin nie mial zadnych obaw, ze zostanie zraniony albo zabity. Dla niego byla to mozliwosc abstrakcyjna, nie cos, co sie przezywa. Dzis wiemy, ze czlowiek do wieku mniej wiecej 21 lat ma bardzo niski poziom instynktu samozachowawaczego. [Na boku, o ile czlowiek w ogole ma jakiekolwiek instynkty].

Baterie Gagla wraz z innymi oddzialami dywizji zaladowano na wagony w dniu 12 V 1940 r. Po kilku dniach podrozy wyladowano ich w historycznym, najstarszym niemieckim miescie Trier (Trewir), znajdujacym sie przy granicy z Luksemburgiem. Zaczal sie  marsz w kierunku frontu. Trasa prowadzila przez poludniowy skraj Ardenow, gdzie bylo widac slady wczesniejszych walk. Artylerzysci czesciowo jechali, czesciowo szli na piechote. Jechac mozna bylo na koniach, ktorych bylo 6 na jedna haubice 105 mm. W kazdym rzedzie siedzial jeden zolnierz. Inni jechali na jaszczykach z amunicja, reszta maszerowala. Co godzine nastepowala rotacja. Ci, co szli, jechali, ci, co jechali, szli. Ta czesc artylerii liczyla sobie 12 sztuk, wiec calosc niezle sie rozciagala. Jedna bateria nawet na 1 kilometr, wiec na waskich drogach w tej czesci Europy rzadko ci z przodu widzieli koniec kolumny baterii.  

 

napisz pierwszy komentarz