Wspomnienia zolnierza Wehrmachtu - II

avatar użytkownika Tymczasowy

Wspomnienia Albina Gagla dosc solidnie wyjasniaja okolicznosci dojscia Adolfa Hitlera do wladzy. Wielokrotnie deklaruje swoj antyhitleryzm, od poczatku, do konca swych wspomnien. Moze nawet zbyt czesto, wrecz natretnie. Pewnie odpowiada za to jakis tam mechanizm psychologiczny, ktorego rozwiklanie nie jest moja role. Natomiast nie moge nie sprostowac uzasadnienia agresji na Polske w 1939 r. Autor wspomina o wzmozonej, oficjalnej propagandzie wymierzonej w Polske, jaka prezentowaly niemieckie kroniki filmowe. Mozna bylo na nich zobaczyc polskich zolnierzy napastujacych mniejszosc niemiecka w Polsce. Bili i wyrzucali z domow. Gagel niby wie, ze tak sie uzasadnia napasc na inny kraj, ale jednoczesnie twardo utrzymuje, ze takie byly fakty. Pisze: "Pomiedzy dwiema wojnami polskie wladze przymusowo wysiedlily setki tysiecy etnicznych Niemcow konfiskujac ich domy i mienie. Tych, ktorzy sie opierali, zabijano. W 1939 r. na terytoriach okupowanych przez Polske, aresztowano wszystkich Niemcow w wieku nadajacym sie do wojska i wyslano na wschod. Byc moze szlo o to, ze wladze polskie antycypowaly niemiecka inwazje militarna. Tak czy inaczej, wiekszosc z tych ludzi nigdy nie powrocila". To jest klamstwo. Tak czy inaczej, Gagel wierzyl w nie, podobnie jak wiekszosc Niemcow.

Wiadomosci o inwazji wojsk niemieckich na Polske wywolala radosc i entuzjazm wsrod mlodziezy znajdujacej sie w obozie pracy. Autor wspomnien nie wspomnial o swoich odczuciach. Jeden z jego kolegow wyrazil radosc slowami: "Czlowieku, to musi byc wspaniale. Bardzo bym chcial tam byc i pomagac naszym zolnierzom". Skomentowal to jeden z Austriakow swoim charakterystycznym poludniowym akcentem: "Wszyscy jestesmy zdziwieni, ze Hitler nie poczekal na ciebie".

Po szesciu miesiacach ciezkiej pracy w Arbeitsdienst, dzieki ktorej usypano groble o dlugosci 10 km., Gagel dostal powolanie do wojska. Nie trafil do Passau, tylko do baterii artylerii w Monachium. Ta zmiana przypadla mu do gustu, gdyz artyleria zajmowala pozycje iles tam kilometrow od linii frontu i bylo bezpieczniej. Trafil do starych, liczacych ponad sto lat, koszar polozonych blisko monachijskiej starowki. Byly to solidne, kamienne, trzypietrowe budynki plus rozlegle stajnie, tez zbudowane z kamienia oraz rozlegly plac sluzacy do parad. Po I wojnie swiatowej budynki zamieniono na mieszkania dla cywili. W 1938 r. Hitler przywrocil budynkom ich pierwotna funkcje.

Autor trafil do 157. batalionu artylerii lekkiej. Rekrutow ubrano porzadnie, tzn. dopasowano gabaryty do rozmiarow ciala. Inaczej niz w obozie pracy, gdzie dostawalo sie odziez przypadkowo, czasem byla za ciasna, czasem za luzna. Gaglowi bardzo spodobal sie szeroki skorzany pas z saszetkami/kieszonkami na amunicje, haczyki na zawieszenie granatu i pochwe na bagnet.

Szkolenie bylo jak nalezy; przed cwiczeniami wyjasniano ich cel i oczekiwania wobec rekrutow. Bylo duzo strzelania z karabinow (wlacznie z maszynowymi) pistoletow i mozdzierzy. Uczono rowniez operowania bagnetem na kuklach. Bylo tez duzo gimnastyki oraz cwiczen w zroznicowanym terenie. Zasada bylo wyciskanie ostatnich potow z zolnierzy. Jako artylerzystow, mlodych ludzi podzielono na 9-osobowe zespoly, akurat takie, jakich wymagala obsluga haubicy 105 mm. W tamtym okresie byly one najczestsze w niemieckiej artylerii polowej. Wazyly duzo i do ich ciagniecia uzywano 6 zaprzezonych koni. Mechanika byla lzejsza, wystarczalo 4 ludzi by przestawiac haubice w celu zmiany kierunku w czasie strzelania. Autor wspomnien ze zdziwieniem odkryl, ze ten sprzet byl produkowany w Czechoslowacji, podobnie jak karabiny.

Zolnierzy szkolono wszechstronnie, tak by kazdy potrafil spelniac kazda funkcje przy haubicy. Wazne bylo zachowanie ostroznosci przy ustawianiu zapalnika pocisku by czas opoznienia wybuchu byl wlasciwy.

Szkoleni zolnierze mocno zaciesniali wiezi kolezenskie w baterii. Sluzylo tez temu powolywanie do jednostek wojskowych ludzi pochodzacych z tych samych stron. W rezultacie, mieli oni poczucie obowiazku wobec kolegow w czasie walk na froncie. Jezeli zdobywali sie na ekstra wysilek mimo grozacego niebezpieczenstwa, to glownym motywem byla wlasnie ta wiez kolezenska, a nie poswiecenie dla fuehrera. To byla przewaga, jaka mial zolnierz niemiecki nad zolnierzami armii przeciwko, ktorym walczyl.

 

Etykietowanie:

napisz pierwszy komentarz