Wspomnienia zolnierza Wehrmachtu - I
Ksiazka D.W.O. Gagela zatytulowana: "Fuhrer, Folk. A Soldier's Story", General Store Publishing House, Renfrew 2010 liczy 469 stron i nie zal kazdej minuty poswieconej jej lekturze. Autor nie jest bohterem tej ksiazki, tylko w sposob bardzo interesujacy przekazal wspomnienia swojego ojca, Albina Gagela, ktory najpierw jako kapral odbyl kampanie francuska w 1940 r., pozniej stacjonowal w Norwegii (Narvik) i walczyl na froncie wschodnim. Tam jego sluzba zostala przerwana na odbycie kilkumiesiecznego kursu/szkoly oficerskiej, po ktorej awansowano go na stopien podporucznika. Wrocil na front wschodni i tam przezyl rok 1943, wycienczajacy tak dla dla niego, jak i dla Wehrmachtu. Wspomnienia z tego okresu sa najcenniejsze. Nigdy nie czytalem tak rzeczowego, szczegolowego opisu zycia na tamtym froncie, wlacznie ze strona psychiczna. Gagel dowodzil krotko plutonem i potem kompania. To dalo calkiem niezly, z mojego punktu widzenia, kat widzenia. Wspomnienia oficerow wyzszej rangi sa zwykle dosc ogolnikowe.
Wspomnienia zaczynaja sie od przedstawienia swojego dziecinstwa i zmieniajacej sie sytuacji politycznej w Niemczech. Urodzil sie w 1918 r. w liczacej 6 tys. mieszkancow, wsi Michelau (kolo Lichtenfels) polozonej w Gornej Frankonii, znajdujacej sie w polnocnej czesci Bawarii. Mieszkal tam do ukonczenia szkoly sredniej w 1938 r., ktora byla "Realschule" (to cos gorszego od gimnazjum). W domu sie nie przelewalo, jego ojciec, Hartman Gagel, byl weteranem I wojny swiatowej. W 1923 r. zwolniono go z wojska i mial problemy z wyzywieniem czworki chlopcow. W oblozonych splacaniem reparacji wojennych Niemczech, przez wiele lat brakowalo niemal wszystkiego, w tym zywnosci i ubran. Chlopak chodzac do szkoly stale odczuwal lekki glod. Mial tylko jedna pare butow, jedne spodenki skorzane (lederhosen), jak to w Bawarii, jedne dlugie spodnie, dwie koszule i dwie pary skarpet. Pisze: "To wszystko wydawalo mi sie normalne, wiec nie bylo mi zal ubran, ktorych nigdy nie mialem".
W 1934 r., w wieku 16 lat, Gagel "jak wszyscy" wstapil do Hhitler Jugend. Nie za bardzo mu sie tam podobalo i po opuszczeniu kilku zbiorek odszedl z tej organizacji. "Upieklo" mu sie, choc zyczliwi straszyli groznymi konsekwencjami. Autor tlumaczy to zgraniem niewielkiej w koncu spolecznosci wiejskiej. W miescie moglo byc gorzej.
Gagel nie mial zadnych efektownych tradycji rodzinnych, wiec nie mial za czym podazac. Nie zrobil bledu popelnionego przez czesc kolegow, ktorzy chcac "odpekac" dwa lata wojska i miec pozniej spokoj, poszli na ochotnika w kamasze. Tak wiec mlody Albin zaczal pomagac rodzicom w ich malej firmie, wlasciwie - rekodziele. Michealu i okolice byly, i pewnie do dzis sa, centrum wytwarzania wyrobow wikliniarskich, glownie koszy.
W 1939 r. w Niemczech na dobre pachnialo wojna. Na poczatku 1939 r. czterdziestka chlopcow z Michealu w wieku poborowym, dostala zawiadomienia, ze zostana wcieleni do wojska w pazdzierniku tego roku. Najpierw jednak musieli przejsc badania lekarskie. Po ich odbyciu powiedziano mu, ze ma przydzial do jednostki wojskowej w Passau, kolo granicy z Austria - jakies 300 km. od domu. Wiekszosc chlopcow miala sluzyc w pulku piechoty w pobliskim Coburgu. Zanim to jednak nastapilo, mlodziez miala obowiazek odpracowania pol roku w obozie pracy w ramach "Reichsarbeitsdienst". Gagel trafil do miejscowosci Irlbach, polozonej na brzegu rzeki Dunaj. Tam dane mu bylo wykonywac calkiem pozyteczna robote budowy walow przeciwpowodziowych. Wstawali rano o godzinie 6:00 i po sniadaniu szli do roboty. Konczyli o 16:30. Karmiono ich niezle. Autor mial zle wspomnienia z tego obozu. Funkcyjni, czyli zupaki, wyzywali sie na przyszlych zolnierzach. W porownaniu z tym, zupaki i zlewy w pozniej odbywanym okresie rekruckim, byli ludzmi rzeczowymi i zyczliwymi. Zupelnie nie jak w pamietnej ksiazce i trzech filmach "Na Zachodzie bez zmian".
Dowiedzialem sie czegos ciekawego, mianowicie, robotnicy-zolnierze jako narzedzia dostawali dwa przedmioty. Jednym z nich byla szufla i sluzyla do pracy. Natomiast szpadel byl narzedziem sluzacym do prezentowania jak karabin. Musial byc stale czyszczony odpowiednim srodkiem by blyszczal. W polskim wojsku, nasi zupacy okreslali to obrazowo: "ma blyszczec jak psu jaja". Ten przedmiot o charakterze ozdobnym oraz kociol do gotowania strawy dawaly okazje do wyzywania sie "trupfuehrowi" Hagerowi na Gagelu. Sama sprawa ze szpadlami od dawna budzila moje zainteresowanie, bo na niemieckich materialach filmowych z okresu III Rzeszy mlodzi mezczyzni maszerowali w szyku wlasnie ze szpadlami na ramionach. Takze na "parteigach" w Norymberdze. Zeby sie tam zakwalifikowac trzeba bylo wygrac rywalizacje z setkami tysiecy innych "szpadlarzy". W tym celu mlodziez z obozu w Irlbach cwiczyla ostro w czasie wolnym. Nie mam pojecia, jak to jest maszerowac 20 km. ze szpadlem na ramieniu.
- Tymczasowy - blog
- Zaloguj się, by odpowiadać

napisz pierwszy komentarz