Polscy piloci w bitwie nad Gandawa - II

avatar użytkownika Tymczasowy

Niemiecka Operacja Bodenplatte miala duza skale i skomplikowane elementy. Jak zwykle w takich przypadkach bywa, o bledy nietrudno. W tym przypadku, bledem bylo utrzymywanie tajemnicy do ostatniej chwili. Ostroznosc w takich przypadkach jest przydatna, jednak w tym przypadku przesadzono, a i tak tylko 11 na 39 grup bojowych udalo sie uzyskac zaskoczenie. Dowodcy dowiedzieli sie o zadaniach w chwili rozpoczecia operacji. W ten sposob nastapily przejawy chaosu. Pal licho, ze niektore skrzydla lotnicze Luftwaffe pobladzily. Gorzej, ze informacje o zamierzonej operacji nie wszedzie dotarly do jednostek artylerii przeciwlotniczej (AAA - triple A). A nawet tam, gdzie dotarly, to zadzialaly psychologiczne mechanizmy poznawcze. Na tym etapie wojny zolnierze obrony przeciwlotniczej mieli do czynienia tylko z przelotami duzych formacji alianckich. Tak wiec, gdy zobaczyli armade nad linia frontu, grzmocili w jej kierunku z wszystkiego co mieli. Tym bardziej sie starali, gdy widzieli grupki samolotow nadlatujacych po kiludziesieciu minutach z zachodu. W ten sposob, Luftwaffe ponioslo "na dzien dobry" calkiem niemale straty. Jasne, ze aliancka AAA tez sie nie lenila i wykonywala sprawnie  swoje zadania. Bylo im tym latwiej, ze, zgodnie z planem, atakujace samoloty lecialy na niskiej wysokosc 45 m. by znajdowac sie poza zasiegiem alianckich radarow. Najbardziej efektownym tego przypadkiem byl nalot na lotnisko Grimbergen. "Staffels" J.G.26 zaciekle je zaatakowaly, ale lotnisko bylo zupelnie pustawe, gdyz wczesniej 132. Skrzydlo Lotnicze RAF, ktore tam wczesniej stacjonowalo, przenioslo sie na lotnisko Woensdrecht. Spitfire'y sie przeniosly, ale nie zrobila tego obrona przeciwlotnicza. W rezultacie, Niemcy stracili 21 samolotow i zostalo zabitych 17 pilotow.

Wedlug planow niemieckich, samoloty wszystkich skrzydel lotniczych mialy pojawic sie nad celem o tej samej godzinie - 9:20. Najpierw Ju-88 oznakowaly flarami cele, zaraz potem przybyla reszta napastnikow. I tak wlasnie rozpoczela sie bitwa nad Gandawa nazwana pozniej przez Niemcow: "Luftschlag uber Gent". Na wstepie spotkalo Niemcow zaskoczenie, bowiem nie zastali trzonu stacjonujacych tam dywizjonow RAF, w tym przypadku, polskich. Otoz, wystartowaly one wczesniej by bombardowac/ostrzeliwac znajdujace sie na tylach frontu niemieckie przeprawy. O godzinie 8:15 wystartowal w sile 12 samolotow, dywizjon 308. Mial atakowac przeprawy na polnoc od Antwerpii. Cale szczescie, ze nie musial zuzywac amunicji i mogl wracac gotowy do walki. Dwanascie mysliwcow Dywizjonu 317 wystartowalo o godzinie 8:35 by zajac sie przeprawami na rzece Waal. I wreszcie, o godzinie 8:40 znalazlo sie w powietrzu 8 samolotow Dywizjonu 302.

Bitwy powietrzne nad lotniskiem zaczely sie, gdy polscy piloci wrocili do siebie i zastali tam Niemcow. Tamci walczyli na mysliwcach Focke-Wulf 190A, podczas gdy nasi, na Supermarine Mk.V i Mk. IX. Te angielskie mysliwce pod kilkoma wzgledami przewyzszaly niemieckie maszyny. Byly lepsze od Hurricane'ow, ktore byly konmi roboczymi angielskich sil mysliwskich.

Kiedy lotnicy dywizjonu 308. wracali do domu byli swiadkami interesujacej sceny. Okolo 15 km. od Gandawy dostrzegli dwa lecace blisko siebie Fw 190 na niskiej wysokosc 70 m. Latwo mogly one stac sie ofiarami naszych mysliwcow. Niemieccy piloci musialy jednak zauwazyc nasze mysliwce, ktore znajdowaly sie znacznie wyzej, czyli byly w lepszej pozycji. Szybko wiec zrobily przewroty i wpadly w korkociag, z ktorego nie zdolaly wyjsc. Jeden wbil sie w jakis budynek, drugi - w ziemie. Ktorys z nich byl hpt. (kpt.) Wilhelm Bottlander, dowodca 11./J.G.54.

Pierwszym naszym lotnikiem, ktory wszedl do walki byl ppor. Waclaw Chojnacki. Wrocil wczesniej, gdyz nad celem zepsul mu sie mechanizm zrzucania bomb. Zblizajac sie do ladowania dostrzegl 3 niemieckie mysliwce. Jednego z nich zestrzelil, dwa inne wyzyskaly przewage liczebna i tak zginal nasz zolnierz. Nadlecial nasz pilot, plut. Stanowski i zestrzelil dwa Fw190. Jednym z nich byl hpt. Georg Hackbarth z I./J.G.1. Potem nasz pilot byl zmuszony ladowac awaryjnie z powodu braku paliwa. Zestrzelenia odnotowali rowniez ppor. Szlenker i kpt. Chelmecki. Niestety w walce powietrznej zginal por. Tadeusz Powierza, doswiadczony pilot, ktory latal jeszcze w Dywizjonie 303. Piloci polskiego skrzydla lotniczego ladowali u siebie w godzinach 10:05 - 11:00. W sumie Niemcy stracili 17 samolotow, co bylo dobrym osiagnieciem w porownaniu z innymi alianckimi skrzydlami lotniczymi. Nasi stracili dwoch pilotow i 4 zolnierzy oraz 20 rannych z personelu naziemnego. Drugim polskim pilotem, ktory utracil zycie byl  por. Waclaw Chojecki. Do dwoch zestrzelonych polskich samolotow trzeba doliczyc 7 innych, ktore ulegly uszkodzeniu w wyniku przymusowego ladowania z powodu braku paliwa lub uszkodzen w powietrzu. Naszych bohaterow pochowano z honorami na cmentarzu przy kosciele sw. Dionizego we wsi, ktora nosi imie tego swietego. Na czesc Polakow nazwano jedna z ulic: "Poollse-Winglaam".

Cala Operacje Bodenplatte uznano za "krotkotrwale zwyciestwo taktyczne - katastrofalna strategicznie". Sami Niemcy przyznali, ze byla to kleska. Wsrod tekstow traktujacych o tej operacji znalazl sie taki, ktory nosil tytul: "Ostatnie tchnienie Luftwaffe". W sumie alianci stracili 305 samolotow i 190 zostalo uszkodzonych (glownie na ziemi). Niemcy stracili 304 samoloty. Jednak najbardziej dotkliwe byly straty ludzkie: 143 lotnikow poleglo lub zostalo zaginionych, 70 poszlo do niewoli, a 21 zostalo rannych. Az 60 zabitych bylo doswiadczonymi pilotami. Wsrod nich bylo 3 dowodcow skrzydel, 5 dowodcow grup i 14 dowodcow dywizjonow.

Zrodla historyczne podaja zgodnie, ze alianci straty poniesione w sprzecie odrobili w jeden tydzien.

 

napisz pierwszy komentarz