Niemiecka "Bestia z OMAHA" - IV

avatar użytkownika Tymczasowy

Proba dokladnego odtworzenia dzialan H. Severloha, zmitologizowanego niemieckiego strzelca z plazy OMAHA  w D-Day napotyka na te podstawowa trudnosc, ze w gruncie rzeczy poswiecil pamietnym godzinom niewiele miejsca w swej ksiazce. Liczy ona 157 stron, z ktorych pierwsze dziewiecdziesiat sszesc opisuje sluzbe na froncie wschodnim, nastepnie powrot na ojcowskie gospodarstwo i powrot do aktywnej sluzby wojskowej. Dopiero potem nastepuje kilka stron zawierajacych malo szczegolowa relacje z interesujacych nas wydarzen. W nastepujacej potem dlugiej czesci kapral opisuje swoje przezycia w roli jenca. Jest tez zagadka, dlaczego ordynans oficera ukrywal swoje bohaterstwo przez kilkadziesiat lat, a po pol wieku zdecydowal sie opublikowac wspomnienia. Przeciez lotnicy i czolgisci, nie mowiac o reszcie, chetnie przedstawialo swoje rzeczywiscie wybitne osiagniecia bojowe  i chodzilo w zasluzonej chwale. A jak sami nie przedstawili, bo na przyklad zgineli w walce, to inni to za nich zrobili. Niech przykladem bedzie chocby dowodca czolgu, kpt. Michael Wittmann (SS-Hauptsturmfuehrer), ktory byl asem czolgowym majacym na koncie zniszczonych 137 czolgow przeciwnika, nie mowiac o bardzo licznych dzialach ppanc. Zostal za to udekorowany Krzyzem Rycerskim Krzyza Zelaznego z Liscmi Debu. Coz Severlohowi szkodzilo ujawnic swoje wybitne osiagniecia? Jego towarzysze broni tez mogli to zrobic, ale nie zrobili.

Wprawdzie Severloh nie byl wylewny co do szczegolow, to jednak znajac okolicznosci wydarzen oraz wlasciwosci jego glownego narzedzia walki. Byl to najlepszy lekki karabin maszynowy w czasie II wojny swiatowej (WWII) - MG42 (Maschinengewehr 42). Nie wiadomo dlaczego nasi zolnierze z Polskich Sil Zbrojnych na Zachodzie nazywali go "Spandau". Byl on bardzo szybkostrzelny (ponad 1 200 pociskow na 1 minute) i celny.  Tak szybki, ze ilosc wystrzelonych przez Severloha pociskow - 13 000 wylecialaby z lufy w ciagu 10 minut. Tak wiec, wbrew legendzie, nie mogl on przycisnac spust karabinu wczesnym rankiem i prowadzic ogien ciagly przez 9 godzin. Gdyby tak bylo, ktos musialby mu stale dostarczac amunicji, czyli ponad 700 tys. naboi. A, ze jedna skrzynka "Patronkaste 34" (gurtkasten) miescila 5 tasm po 50 naboi, to pomocnik musialby uwijac sie w sposob zaiste nieprawdopodobny. Tym pomocnikiem biegajacym ze skrzynkami amunicyjnymi, mial byc nieznany sierzant. To ciekawe, gdyz wojsko jest bardzo zhierarchizowana instytucja. Sierzanci w Wehrmachcie lokowali sie pomiedzy podoficerami i oficerami. Brali sie stad, ze najlepszych podoficerow wysylano na specjalne, sierzanckie kursy. I taki zolnierz robil za pomocnika gefreitera, ktory nie przeszedl szkolenia snajperskiego. Ot, mial uslugiwac swojemu oficerowi i go chronic.

Wedlug przyjetych zasad,zaloge MG42 stanowilo trzech zolnierzy: Geschutze 1, Geschutze 2 i Geschutze 3. Ten pierwszy to strzelec. W praktyce, czesto musialo wystarczac dwoch zolnierzy. Pomocnik znajdujacy sie po lewej stronie strzelca podtrzymywal tasme z nabojami jedna dlonia, lepiej, nawet dwiema. Jezeli tasma nie bylaby podawana rowno, ulegala skrzywieniu,  to grozilo zacieciem mechanizmu. Takze, ten pomocnik, po zuzyciu tasmy podnosil znajdujaca sie na gorze karabinu, pokrywe podajnika tasmy i zakladal nowa tasme w czasie ponizej 10 sekund. Malo, ale trzeba to przemnozyc by osiagnac liczbe 13 tys. pociskow. Tymczasem, niemiecki kapral przez dlugi okres czasu mial jakoby strzelac sam, bo reszta, jak utrzymuje, uciekla. Moze to budzic zdziwienie.

Inny problem stwarzaly lufy z czterema prawoskretnymi gwintami. Niby wygodne, bo krotkie (56.5 cm.). Krotkie, znaczy tez - mniej celne. Nagrzewaly sie bardzo szybko, po 150-250 wystrzalach wymagaly wymiany. Trwala ona krotko, wystarczylo 20-30 sekund. Jednak, i te sekundy, i te zuzyte na wymiane tasmy sumowaly sie w sposob nieuchronny. A kto je wymienial? Oczywiscie sam strzelec, gdyz wymienialo sie je z prawej strony, gdzie Severloh nie mial nikogo do dyspozycji. Za kazdym razem strzelec musial wkladac rekawice zaroodporna by sie nie poparzyc. Jezeli odrzucil taka lufe na trawe, a tak wlasnie bylo, to trawa sie palila. A to jeszcze nie koniec. Gefreiter mogl miec miec na wyposazeniu ze trzy zapasowe lufy. W koncu, ktoz mogl przewidziec, ze Severloh bedzie strzelal przez 9 godzin. Tak wiec odczepiona goraca lufa sobie lezala i mogla byc chlodzona, na przyklad wiadrami wody, co robil nie-nasz strzelec. Nastepowala rotacja luf, ale to nie moglo zmienic faktu, ze sie one stopniowo zuzywaly, w tym sensie, ze obnizala sie ich jakosc. Duza szybkostrzelnosc pociagala za soba wieksze cisnienie. Do tego dodac nalezy zuzycie termiczne i chemiczne. Nie mozna tez zapominac o tym, ze w miare postepow wojny spadala jakosc produkowanej broni oraz nabojow, co tez powodowalo czestsze zaciecia. Zuzycie luf nie moglo nie pociagac za soba obnizenie skupienie, czyli wiekszy rozrzut pociskow i zmniejszenie wspolczynnika trafienia.

Strzelcow MG42 szkolono strzelania bardzo krotkimi, trwajacymi jedna sekunde seriami. Tak strzelac przez godziny, przy rosnacym zmeczeniu oraz w napieciu i huku wybuchow nie jest mozliwe. Nawet przy takim oszczednym operowaniu karabinem, w sekunde lecialo 20-25 kul. Niemieccy zolnierze znajacy ten karabin maszynowy uwazali wrazliwosc broni na byle dotkniecie, co sie zawsze zdarzyc moglo, za jedna z glownych wad swietnego karabinu. Przy tak duzej szybkostrzelnosci jedna tasma byla zuzywana w 2-3 sekundy. Musialby ktos ja podawac, laczenie tasm w takich warunkach nie bylo mozliwe w dlugim okresie czasu.

Zadziwiajaca byla odpornosc fizyczna Severloha. Mija sie z prawda twierdzac: "Zaczalem strzelac o 5:00". O tej porze nie mial za bardzo do kogo strzelac. W rzeczywistosci mogl zaczac o godzinie 6:30. Zakonczyl strzelanie gdzies okolo 14:00.

Nie wiem jak Soderloh wytrzymal wielogodzinne, wielokrtone "kopanie" kolby swego karabinu.Odwolam sie tylko do swojego doswiadczenia ze strzelania z AK47 na strzelnicy. Ta bron, jak kazda inna odrzuca i odczuwa sie to na ramieniu. Po kilkunastu pojedynczych strzalach nawet zaczyna lekko bolec. Nie wyobrazam sobie wystrzelenia kilkunastu tysiecy pociskow raz po raz. MG42 ma wiekszy odrzut od AK47 ze wzgledu na wieksza szybkostrzelnosc oraz na wieksza sile uzywanych nabojow. Wprawdzie wieksza masa niemieckiego km. bardziej amortyzuje; podobnie jak i statyw, szczegolnie "tripod", czyli trojnozny ale i tak karabin odrzuca. Z kolei pomagala ergonomiczna kolba MG42. Sytuacje pogarsza fakt, ze nawet umieszczenie karabinu maszynowego na podstawie/statywie, nie jest w stanie calkowicie eliminowac "tanczenia" tej broni w czasie strzelania. Po ogromnej ilosci strzalow nie moglo zakonczyc sie na zwyklych siniakach. 

Niemieccy strzelcy narzekali, ze MG42 byl glosny i mozna bylo ogluchnac w czasie strzelania z niego. Kapralowi-bestii to sie nie przydarzylo. Wszystko mu sprzyjalo. Na stachanowca W.Pstrowskiego pracowal caly zespol, podobnie jak i na bijacych rekordy murarzy przy odbudowie Warszawy po wojnie.

H.Severloh utrzymywal, ze w przerwach strzelania z karabinu maszynowego spedzal pracowicie czas strzelajac z dwoch standardowych karabinow piechoty typu Mauser K98k. Zdolal wystrzelic z nich 400 razy. Oczywiscie, nieuchronnie pada pytanie jak ramie strzelca to wytrzymalo. Idzmy dalej, celowanie i wystrzal nie powinno byc krotsze niz 1 minuta. Czterysta minut to ponad 6 godzin strzelania. Juz po takiej informacji znawcy i analitycy powinni dac sobie spokoj z przypadkiem Severloha.

Na koniec, pytanie o charakterze egzystencjalnym: Jak ten czlowiek zdolal to przezyc psychicznie,  fizycznie i sytuacyjnie? Ten ostatni czynnik wynika chocby z informacji Severloha, ze po wojnie sprawdzal archiwa i tam znalazl informacje, ze o godzinie 10:12 z WN62 strzelal tylko jeden karabin maszynowy. Pisal: "Wczesnym popoludniem zdalem sobie sprawe, ze jestem ostatnia osoba, ktora jeszcze strzela". Po prostu - superman. W rzeczywistosci, marny musialby byc los zalogi go obslugujacej. Statystyki pokazuja, ze w czasie WWII przezywalnosc obslugi MG42 byla bardzo niska; 90% strzelcow tego typu karabinu zostalo zabitych. Wynikalo to stad, ze uwaga przeciwnika sila rzeczy skupiala sie na tej groznej broni. Przyczyna byla prosta, oni chcac przezyc musieli starac sie likwidowac najwieksze zrodla zagrozenia. Obsluga musiala sie liczyc ze skoncentrowanym ostrzalem, flankowaniem czy okrazaniem. Pierwsi Rangers wdarli sie na kliffy plazy OMAHA juz o godzinie 8:30. W ciagu dwoch nastepnych godzin na calej linii frontu male oddzialy GIs zajmowaly sie oczyszczaniem terenu na grzbiecie wzgorz. Oddzial por. J.Spaldinga i sierz. Strzeczyka juz o godzinie 7:30 znalazl sie na wyjsciu "E" (Exit E) znajdujacym sie pomiedzy WN62 i WN64 i po godzinie czolgania sie i podbiegania dotarl do szczytu wzgorza. Zwrocil sie w kierunku zachodnim i zaczal zwijanie niemieckiej obrony; zdobyl WN64. Gdyby zwrocil sie w kierunku wschodnim, to by dopadl Severloha. Gniazda MG42 niszczono zwykle granatami. Czesto byly to granaty fosforowe... Przed godzina 11:00 zdobyta zostala lezaca z tylu za frontem, wies Vierville.

Ciekawe sa zachowane niemieckie komunikaty. Otoz, o godzinie 7:35 niemieccy obserwatorzy z 3. batalionu grenadierow broniacy Exit F-1 na odcinku Fox Green meldowali, ze 100-200 amerykanskich zolnierzy przebilo sie przez obrone i atakuja od tylu WN62 i WN61. Z kolei obserwatorzy o godzinie 9:05 informowali, ze WN61 zostal utracony. A jeszcze przed poludniem meldowano, ze atakowana byla przez piechote przeciwnika wies Coleville-sur-Mer, ktora znajdowala sie kilka kilometrow na poludnie od WN62. A teren poza nadmorskimi plazami byl plaski i odkryty.

Severloh nie byl niewidzialny i nietykalny. Jego karabin maszynowy byl chlodzony powietrzem i wydzielal dym. A ze strzelano do niego, swiadczy chocby zdjecie glownego bunkra, kolo ktorego w odleglosci 7 m. od wejscia  znajdowalo sie w okopie stanowisko jego km. Bunkier zostal ciezko uszkodzony przez pocisk artylerii okretowej. Zginal w nim por. Frerking i kilku zolnierzy.

Podsumowujac, sadze, ze gefreiter Heinrich Soverloh mogl pozbawic zycia kilkudziesieciu zolnierzy amerykanskich i ranil 200-300.

 

Etykietowanie: